piątek, 31 grudnia 2010

Mam pytanie?

Witam wszystkich po świętach. Miałem krotka przerwę w pisaniu, ale już jestem i nadal postaram się regularnie zamieszczać posty oraz ciekawe materiały.
Ten okres świąteczny był dla mnie dosyć owocnym czasem ewangelizacyjnym. Gdziekolwiek pojawialiśmy się z moja żoną to staraliśmy się wskazywać na Chrystusa i Jego dzieło. Najbardziej zaskoczył mnie pewien znajomy, który zadawał mnóstwo pytań odnośnie Boga i społeczności z nim. Mogę śmiało powiedzieć że niedaleko jest od Królestwa Bożego. Pragnę te pytania wynotować i udzielić na nie odpowiedzi, bo dosyć często spotykam się z nimi.
1. Dlaczego na świecie jest tyle religii? Czytaj posta z odpowiedzią z 01.01.2011
2. Która religia jest prawdziwa? Czytaj posta z odp z 03.01.2011
3. Skąd mogę mieć pewność, że Pismo Św ma racje i jest natchnione przez Boga?
4. Dlaczego ludzie postępują źle choć chcą postępować dobrze?
5. Skąd się wzięło zło na świecie?
6. Czy wszyscy ludzie będą zbawieni?
7. Dlaczego większość ludzi nie żyje na wzór Chrystusa chociaż twierdzi, że są wierzący?
8. Czy Bóg jest niesprawiedliwy gdy dopuszcza do cierpienia?
9. Jak mogę odróżnić fałsz duchowy od prawdy duchowej?
10. Dlaczego Jezus Chrystus jest jedyna droga zbawienia?
11. Czy piekło istnieje naprawdę?
12. Czy w piekle jest cierpienie?
13. Jaka jest zasadnicza różnica między chrześcijaństwem, a innymi religiami?
cdn........
Jeśli masz jakieś pytania napisz?

wtorek, 21 grudnia 2010

Ew. Mateusza























































Świat w którym narodził się Jezus

Zapraszam do przeczytania bardzo ciekawego artykułu ks. Waldemara Chrostowskiego na temat sytuacji histryczno-politycznej w której narodził się Chrystus. Znajomość sytuacji czasów Jezusa Chrystusa pozwoli nam lepiej zrozumieć historię zbawienia i odnaleźć się w czasach naszego Pana.


Świat, w którym narodził się Jezus Chrystus
Cesarz August, król Herod, Kwiryniusz - oto postacie mozaiki tworzącej kontekst historyczny przyjścia Syna Bożego na świat. O każdym z nich wiemy niemało, aczkolwiek, co zrozumiałe, chcielibyśmy wiedzieć jak najwięcej. To w ich czasach, gdy od nich zależały losy wielu ludzi, miało miejsce wydarzenie, które przesądziło o dziejach i losach całej ludzkości: "Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2, 4-7).

Nowy Testament przykłada wielką wagę do "cielesnej" strony historii zbawienia. Składają się na nią przede wszystkim informacje historyczne i geograficzne, które potwierdzają i ukazują ludzkie uwarunkowania rzeczywistości wcielenia Syna Bożego. Najwięcej nawiązań do postaci znanych z historii starożytnej znalazło się w trzeciej Ewangelii kanonicznej, czyli Ewangelii według św. Łukasza. Jej autor, postanawiając "zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać po kolei" (Łk 1, 3), zamieszcza cenne dane chronologiczne i biograficzne, które pozwalają lepiej poznać świat, w którym narodził się Chrystus.

Pax Romana
Z końcem ery przedchrześcijańskiej cały bardzo rozległy obszar wokół basenu Morza Śródziemnego pozostawał niepodzielnie we władaniu Rzymian. Państwo rzymskie, obejmujące terytoria od środkowej Azji Mniejszej i Bliskiego Wschodu, przez Afrykę Północną po Gibraltar oraz wielkie połacie Europy, miało za sobą długie dzieje. Historycy dzielą je na trzy zasadnicze okresy: monarchii (753-510 r. przed Chr.), republiki (510-27 r. przed Chr.) i pryncypatu (27 r. przed Chr. - 284 r. po Chr.), po czym nastąpił okres dominatu (lata 285-565). Jezus przyszedł na świat w początkowej fazie okresu pryncypatu, gdy imperium rzymskie jako państwo terytorialne przeżywało szczyt swojej świetności. Dotyczyło to zarówno sytuacji politycznej i ekonomicznej, jak też społecznej, administracyjnej i prawnej.
Poczynając od pierwszej wojny punickiej toczonej z Kartaginą (264-241 r. przed Chr.), Rzym w szybkim tempie mnożył podboje kolejnych terenów starożytnego świata. Pierwsza była Sycylia, a po drugiej wojnie punickiej (218-201 r. przed Chr.) nadbrzeżna Hiszpania, zaś po trzeciej (149-146 r. przed Chr.) północna Afryka. Następnie władcy Rzymu skierowali się na północ, w stronę Padu, Renu i Dunaju, oraz na wschód. Po trzeciej wojnie macedońskiej (172-168 r. przed Chr.) Rzym zaanektował Macedonię i w 148 r. przed Chr. uczynił ją swoją prowincją. Rzymianie raczej nie planowali dalszego "Drang nach Ost" ("marszu na Wschód"), ale gdy Attalos III, król Pergamonu, "podarował" im w 133 r. przed Chr. w testamencie swoje królestwo obejmujące zachodnie połacie Azji Mniejszej, natychmiast rozciągnęli wpływy polityczne również na te obszary, zamieniając je w prowincję nazwaną "Azja" ze stolicą w Pergamonie, a później w Efezie. Rychło stało się jasne, że apetyt Rzymu będzie rósł i podbój Bliskiego Wschodu jest jedynie kwestią czasu. Rzut oka na mapę Śródziemnomorza wystarczy, by zobaczyć, że Rzymianie nie mogli się oprzeć pokusie zamknięcia pierścienia, który zapewniał im hegemonię nad niemal całym znanym wówczas światem. Podbój Palestyny stał się faktem w 63 r. przed Chr., gdy wojska Pompejusza zajęły Jerozolimę, kładąc kres niepodległości Judei, którą cieszyła się przez prawie sto lat za władców z dynastii hasmonejskiej.
Już pod koniec okresu republiki, gdy zasięg terytorialny imperium gwałtownie się powiększał, Rzymianie zaczęli wprowadzanie dwudzielnego systemu zarządzania. Italia, a więc Rzym, miasta latyńskie zwane "pierwotnymi" (np. Tivoli i Palestrina) oraz ich kolonie, a także tzw. kolonie obywatelskie powstałe w różnych częściach imperium z przyczółków wojskowych złożonych z weteranów wojennych rządziły się własnymi prawami, korzystając ze szczególnej ochrony prawnej i z przywilejów. Natomiast zajęte przez Rzym tereny zewnętrzne były zarządzane przez pretorów i traktowane jako prowincje. Pierwszą stała się od 241 r. przed Chr. Sycylia, wkrótce potem Sardynia i Korsyka, od 146 r. przed Chr. Kartagina, zaś od 63 r. przed Chr. połączona z Syrią Judea. W każdej prowincji ustanowiono urząd namiestnika z nieograniczoną władzą zwierzchnią, a miejscową ludność traktowano tak samo jak zamieszkałych w Italii cudzoziemców. Grunty na podbitych terytoriach należały do ludu rzymskiego (populus Romanus), co oznaczało, że ich posiadacze byli jedynie dziedzicznymi dzierżawcami zobowiązanymi do płacenia podatku gruntowego rozumianego jako czynsz za korzystanie z cudzej rzeczy.
Mimo daleko posuniętej jednolitości, która stanowiła trwałą podstawę Pax Romana, czyli "pokoju rzymskiego", istniały duże różnice między wschodem a zachodem potężnego imperium. Na zachodzie stosowano prawo Rzymu rozciągnięte na zromanizowaną, czyli mówiącą po łacinie, Italię i przyległe tereny. Natomiast na wschodzie, gdzie dominował język grecki albo języki dawnych wielkich kultur (np. aramejski), zaś proces romanizacji był powierzchowny, Rzymianie tolerowali zwyczajowe prawa ludowe, ponieważ rzymskie prawo w odniesieniu do prowincji nie było ukształtowane tak dobrze, jak prawo dotyczące Italii. Im dalej od Rzymu, tym większe niż w Italii i znacznie mniej określone było rozwarstwienie społeczne, bo ustanawiani przez Rzym namiestnicy na ogół nie zadawali sobie trudu wnikania w lokalne struktury, a tym bardziej ich poprawiania czy ulepszania z korzyścią dla miejscowej ludności. Bronili własnych interesów i pilnowali porządku, traktując nastroje wśród ludności jako probierz spokoju, który postrzegali jako najważniejszy cel ich obecności i władzy. Wielu liczyło na dalszą karierę, zwłaszcza Palestyna była przez nich traktowana jako etap przejściowy, gdyż nie dorównywała zasobnością i możliwościami Europie, Azji czy Afryce. Prowincje były zazwyczaj wyzyskiwane, dostarczając różnych dóbr na użytek cesarza i jego dworu oraz stolicy i jej mieszkańców.
W atmosferze potęgi i ogromnego zasięgu podbojów ostatnie stulecie ery przedchrześcijańskiej przyniosło zmierzch republiki rzymskiej i było bardzo burzliwe. Mieszkańcy Italii i przyległych terenów domagali się większych praw i z początkiem I w. przed Chr. otrzymali obywatelstwo rzymskie. Wkrótce przyznano je także mieszkańcom południowej Galii, zaś mieszkańcom Galii północnej oraz Hiszpanii nadano prawo latyńskie. Walki między Juliuszem Cezarem a Pompejuszem doprowadziły do śmierci Pompejusza i przejęcia władzy absolutnej przez Cezara. Jego aspiracjom położył kres zamach z 15 marca 44 r. przed Chrystusem. Nastąpiły lata zamętu, lecz po zwycięskiej bitwie morskiej pod Akcjum, w Grecji, w 31 r. przed Chr. Gajusz Juliusz Cezar Oktawian, wnuk siostry Juliusza Cezara i jego adoptowany syn, pokonał Marka Antoniusza. Dwa lata później wszystkie prowincje złożyły mu przysięgę wierności, a po kolejnych dwóch latach senat zatwierdził jego prawo do sprawowania władzy (łac. imperium). Cezar przyjął tytuł "August" ("godny czci, wspaniały"), sugerujący jego cechy boskie, i został władcą absolutnym, czyli stał się faktycznym twórcą Cesarstwa Rzymskiego. Panowanie Augusta trwało długo, bo ponad 40 lat, do 14 r. po Chrystusie.

Król Herod Wielki

Sytuacja historyczna w Judei w czasie, gdy Jezus narodził się w Betlejem, wynikała z podobnie burzliwych wydarzeń poprzedniego półtora stulecia. Po powstaniu machabejskim (166-141 r. przed Chr.), które wyzwoliło Jerozolimę i Judeę z rąk zhellenizowanych królów syryjskich, o czym opowiada Pierwsza i Druga Księga Machabejska, władzę w Jerozolimie sprawowali potomkowie Judy Machabeusza, przywódcy powstania, których określa się mianem Hasmoneuszy. Władcy hasmonejscy rządzili do 37 r. przed Chr. i to za ich panowania na skutek konfliktu, jaki wybuchł między Janem Hirkanem II a jego bratem Arystobulem II, królestwo osłabło na tyle, że nie było w stanie oprzeć się potędze Rzymu. Obaj bracia, jeden po drugim, udawali się do rzymskiego namiestnika w Syrii, zabiegając o jego poparcie w celu zdobycia tronu. Rzymianie na obu patrzyli podejrzliwie i nieufnie, a nawet z pogardą, bo do tego samego namiestnika docierali również inni Żydzi ze skargami na poprzednich władców hasmonejskich oraz aktualnych kandydatów do tronu. Historyk Józef Flawiusz sugeruje, że gdyby bracia byli zgodni, mogli przynajmniej podjąć negocjacje z Rzymianami i uzyskać od nich lepsze warunki, ale nie ulega wątpliwości, że tak czy inaczej Rzym dążył do uzyskania hegemonii nad Judeą i był w stanie skutecznie ją przejąć.
Rzymianie najpierw poparli Arystobula II, ale gdy ten przysporzył im problemów, zmienili front i poparli Jana Hirkana II. Arystobul dokonał dramatycznej wolty, a wtedy zwolennicy Jana Hirkana otworzyli Rzymianom bramy Jerozolimy. Co prawda jeszcze przez trzy miesiące w 63 r. przed Chr. trwały walki, bo część zwolenników Arystobula II schroniła się na terenie świątyni jerozolimskiej, ale gdy wygasły, legioniści Pompejusza ostatecznie przejęli władzę nad Miastem Świętym. Królestwo hasmonejskie rozpadło się i Rzymianie znacznie zredukowali tereny pozostające pod jurysdykcją żydowską. Ograniczyli też władzę arcykapłana. W okresie perskim (539-333 r. przed Chr.) i hellenistycznym (333-63 r. przed Chr.) arcykapłani byli faktycznymi przywódcami Żydów, sprawując nad nimi władzę religijną i polityczną. Po zdobyciu Jerozolimy przez wojska Pompejusza ich władza została ograniczona do sfery religijnej i to jedynie nad tymi okręgami, w których zamieszkiwała większość żydowska, czyli nad Jerozolimą i jej okolicami (Judea) oraz Galileą. Po doświadczeniach ze wzajemnymi oskarżeniami i intrygami Rzymianie nie ufali przywódcom żydowskim i postanowili osadzić na tronie kogoś, kto będzie wiernie reprezentował ich interesy.
Taką osobą okazał się Herod, który z czasem otrzymał przydomek Wielki. Urodził się on ok. 73 r. przed Chr. i od młodości był człowiekiem niezwykle ambitnym i pełnym energii. Pierwsze wzmianki o nim pojawiają się w 47 r. przed Chr. i mają związek z sytuacją w Syrii i Galilei, gdzie uśmierzył lokalne niepokoje. Niezwykle sprytny, zręcznie wykorzystywał manipulacje polityczne, zwycięstwa wojskowe i przekupywanie urzędników rzymskich, by w 37 r. przed Chr. zająć miejsce po Matatiaszu Antygonie (40-37 r. przed Chr.), ostatnim władcy z dynastii hasmonejskiej. Niewykluczone, że przyłożył rękę do jego zgonu, w czym pomogli mu Rzymianie, oczekując w zamian wierności i lojalności. Ojciec Heroda miał na imię Antypater i był Idumejczykiem, czyli członkiem ludu, którego początki biblijna Księga Rodzaju wyprowadza od Ezawa, brata Jakuba, używając wobec nich nazwy Edomici. Zamieszkiwali tereny na północ od Morza Czerwonego, ale od IV w. przed Chr. ulegli presji Nabatejczyków i przemieścili się na północny zachód, w okolice Morza Martwego, na południe od Judei. Pod koniec II w. przed Chr. zostali włączeni przez władców hasmonejskich do ich królestwa i za sprawą Jana Hirkana I (134-104 r. przed Chr.) nawróceni na judaizm.
Już Antypater, na skutek rywalizacji i konfliktów między hasmonejskimi pretendentami do tronu w Jerozolimie, zdołał pozyskać przychylność Rzymian i został przez nich ustanowiony "opiekunem" (łac. procurator). Gdy został otruty przez Jana Hirkana II, swojego rywala, urząd prokuratora przejął Herod, jego syn. Podczas najazdu Partów Herod zbiegł do Rzymu i przekonał senat, że tylko on jest w stanie opanować nastroje w Palestynie i podporządkować ją Rzymianom. Z ich poparciem powrócił do Judei, podjął walkę o Jerozolimę i zdobył ją w 37 r. przed Chr., stając natychmiast na czele państwa żydowskiego. Na jego prośbę Matatiasz Antygon (40-37 r. przed Chr.), następca Jana Hirkana II, został stracony przez Rzymian. By wesprzeć swoje roszczenia, Herod poślubił Mariamme pochodzącą z dynastii Hasmoneuszów i nie musiał się już poważnie obawiać aspiracji do tronu ze strony przedstawicieli tego rodu. Po bitwie pod Akcjum opuścił Antoniusza, który go wcześniej popierał, oraz okazał poparcie i przyrzekł lojalność Oktawianowi, później Cezarowi Augustowi. Przeczuwał, że dobrze na tym wyjdzie i tak się stało.
Na cześć Augusta Herod przebudował Samarię, stolicę dawnego Królestwa Izraela, i nazwał ją Sebaste, co stanowi grecki odpowiednik łacińskiego Augustus. Nad Morzem Śródziemnym zaplanował i zbudował okazały port, który otrzymał nazwę Cezarea Nadmorska (Cesarea Maritima). Było to okno na świat jego królestwa oraz dogodny punkt w szybkiej komunikacji z Rzymem. Wybudował kilka potężnych twierdz obronnych wokół Jerozolimy, jak Herodium, Masada i Macheront. Ale jego najważniejszym przedsięwzięciem budowlanym była przebudowa terenu, na którym wznosiła się świątynia jerozolimska, i gruntowny remont świątyni. Herod powiększył ją i upiększył, mimo że daleko mu było do gorliwości w praktykowaniu judaizmu. Chciał się jednak podobać swoim żydowskim poddanym i uwiarygodnić swoje panowanie nad nimi. Właśnie tę budowlę oglądał Jezus i Jego uczniowie, a zburzona przez Rzymian w 70 r. po Chr. nie została odbudowana.
Oprócz swoich osiągnięć budowlanych i architektonicznych Herod słynął z okrucieństwa. Dopuścił się wielu zbrodni, co przypisuje się jego chorobliwej podejrzliwości i bezwzględności. Jego twierdze służyły także jako więzienia, o czym później, około 30 lat po śmierci Heroda, przekonał się Jan Chrzciciel osadzony w Macheroncie. Despotyczny władca dopuścił się licznych egzekucji na swoich krewnych w obawie, że czyhają na przejęcie władzy. Kazał również stracić swoją żonę Mariamme i jej dwóch synów, a także własnego syna Antypatra, do którego stracił zaufanie. Ta brutalność spowodowała, że był powszechnie znienawidzony, co jeszcze bardziej wzmagało jego podejrzliwość i krwawe poczynania. Właśnie taki jest kontekst epizodu rzezi niewiniątek, czyli uśmiercenia betlejemskich niemowląt i chłopców do drugiego roku życia, w których Herod upatrywał zagrożenie dla swego panowania (Mt 2, 16-17).
Herod sprawował władzę do 4 r. przed Chrystusem. Zgodnie z relacją podaną w Ewangelii według św. Mateusza (2, 1-18) i św. Łukasza (1, 5), Jezus urodził się w Betlejem pod koniec panowania króla Heroda. Trudność, jaka w tym kontekście daje o sobie znać, a mianowicie niezgodność między chronologią śmierci Heroda (zmarł cztery lata przed wyznaczonymi w kalendarzu, którym się posługujemy, narodzinami Jezusa) a chronologią życia Jezusa, pochodzi stąd, że w połowie VI w. mnich scytyjski Dionizy Mały, któremu zlecono przeliczenie kalendarza liczącego czas od założenia Rzymu na nowy, liczony od narodzin Jezusa Chrystusa, popełnił błąd. Na skutek tego doszło do paradoksalnej sytuacji: wedle nowej, chrześcijańskiej rachuby czasu Jezus przyszedł na świat kilka lat przed swoimi narodzinami, tak jak ustala ich datę obowiązujący kalendarz.

"W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta" (Łk 2, 1)

Umocniwszy swoje panowanie, cesarz August wprowadzał stopniowo coraz bardziej rozbudowany system administracji imperialnej, który miał przetrwać wiele następnych stuleci. Pamiętając o zabójstwie Cezara, który swoje ambicje i aspiracje polityczne przypłacił życiem, August ostrożnie sprawował władzę, starając się ustawicznie ją wzmacniać. Kontynuował reformowanie centralnej administracji państwowej i finansowej, a także podporządkowywanie administracji lokalnej we wszystkich częściach swego imperium. Mając wzgląd na olbrzymie rozmiary terytorium, nad którym panował, umacniał aparat urzędniczy w prowincjach. Za spokój i porządek odpowiadali w nich namiestnicy, którzy otrzymywali wysoką roczną pensję. Ograniczało to nadmierną eksploatację prowincji i sprawiło, że pod rządami sprawnego namiestnika większość z nich była racjonalnie zarządzana, a to z kolei sprzyjało wzrostowi dobrobytu i uspokojeniu nastrojów. Nawet na terenach, gdzie dotąd język łaciński był zupełnie nieznany, postępowała romanizacja, co odbywało się przede wszystkim za sprawą lokalnych wojskowych, którzy po 25-letniej służbie na rzecz cesarza uzyskiwali obywatelstwo rzymskie.
Miasto Rzym liczyło w tym czasie około miliona mieszkańców. Wyższe warstwy społeczeństwa opływały w luksusy, co wymagało stałej eksploatacji prowincji oraz trwałego dopływu niewolników i dóbr materialnych. Problemy graniczne pojawiały się jedynie na wschodnich rubieżach imperium, gdzie od czasu do czasu dawali o sobie znać Partowie. Rzymianie, nie lekceważąc ich wrogości oraz jej skutków, starali się nie dopuszczać do zaogniania sytuacji w Syrii i Palestynie. Z ich perspektywy był to region nieprzewidywalny i trudny do skutecznego rządzenia. Respektowali zatem niezrozumiałe dla nich miejscowe prawa i zwyczaje, głównie o charakterze religijnym, a zarazem uważnie śledzili sytuację i nie dopuszczali do nasilania się radykalnych nastrojów lub niepokojów.
Jednym z ważnych aspektów panowania Augusta była postępująca biurokratyzacja imperium, czyli nadmierna produkcja prawa, która trwała za panowania jego następcy, czyli cesarza Tyberiusza (14-37 r. po Chr.). Polegała ona na coraz większym uzależnieniu prowincji i ich mieszkańców od władcy Rzymu oraz bezpośrednim podporządkowaniu ich centralnemu aparatowi administracyjnemu. Za panowania Augusta i Tyberiusza wielkim uznaniem i rozległymi wpływami cieszyli się prawnicy, przy czym najważniejszych wybierali i mianowali sami władcy. Dobrze wiedzieli, jakie z tego wynikają dla nich korzyści. Składnikami pogłębiania i centralizowania biurokracji stały się spisy ludności, również zamieszkującej odległe prowincje. Cesarz chciał wiedzieć, jaki jest ludzki i ekonomiczny potencjał imperium, którym zarządzał.
W Ewangelii według św. Łukasza czytamy: "W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta" (Łk 2, 3). Kwiryniusz to konsul rzymski, znany ze źródeł pozabiblijnych, który przez kilka lat był zarządcą Syrii. Nie znamy dokładnych ram chronologicznych jego rządów, wiadomo jednak, że zanim mu je powierzono, przebywał na terenie Syrii, podejmując odpowiedzialność za jej obronę przed najazdami Partów i prowadzenie rzymskiej polityki zagranicznej w tym regionie. Wybitny historyk żydowski Józef Flawiusz, którego dzieła stanowią kopalnię informacji o historii starożytnego Izraela i jego sąsiadów, opowiada o spisie przeprowadzonym za rządów Kwiryniusza w 6 albo 7 r. po Chr., a więc wtedy, gdy Jezus liczył już sobie kilkanaście lat. Ten spis, o którym mowa również w Dziejach Apostolskich (5, 37), Rzymianie nakazali przeprowadzić po wypędzeniu Archelaosa, syna Heroda Wielkiego, etnarchy Judei, Samarii i Idumei, dla oszacowania wartości dóbr, którymi dysponowali żydowscy poddani podlegający władzy rzymskiego namiestnika. Ewangelie milczą o tym wydarzeniu, zapewne dlatego, że nie ma w nich wcale - poza epizodem z dwunastoletnim Jezusem w świątyni zamieszczonym w Ewangelii według św. Łukasza (2, 41-50) - informacji na temat długiego etapu życia Jezusa, który poprzedził Jego publiczną działalność, określanego jako życie "ukryte", a także z tej przyczyny, że ów drugi spis spowodował wybuch lokalnego powstania, które zostało krwawo stłumione przez Rzymian. Żydzi niechętnie je wspominali. Zatem spis, o którym opowiada Łukasz w swojej Ewangelii, musiał się odbyć około 10-12 lat wcześniej niż ten, o którym informuje Flawiusz.
Druga różnica między relacją podaną w trzeciej Ewangelii kanonicznej i w dziełach Flawiusza polega na tym, że Łukasz mówi o spisie, który obejmował "całe państwo", natomiast Flawiusz o takim, który ograniczał się do terytorium byłego państwa Archelaosa. Ale właśnie to, co bywa postrzegane jako trudność, w gruncie rzeczy przynosi rozwiązanie: oba spisy, dokonane w czasowym dystansie kilkunastu lat, różniły się od siebie zasięgiem i charakterem. Rzymianie co jakiś czas zarządzali całościowe spisy ludności zamieszkującej ich imperium, natomiast w konkretnych okolicznościach, szczególnie wtedy, gdy pojawiały się problemy, nakazywali spisy, które obejmowały poszczególne prowincje bądź ich fragmenty. Spis wzmiankowany przez Łukasza był całościowy i dlatego ewangelista uznał go za wydarzenie wielkiej wagi, podczas gdy drugi spis, wzmiankowany przez Flawiusza, miał znaczenie tylko dla Palestyny, a jego cele ograniczały się do aspektów ekonomicznych. Trzeba nadmienić, że Łukasz wiedział o obu spisach, skoro o nich wspomina, o jednym w pierwszej części swojego dwudzieła, czyli w Ewangelii, a o drugim w jego drugiej części, czyli w Dziejach Apostolskich. W historycznych okolicznościach takiego właśnie spisu spełniły się wielowiekowe oczekiwania i nadzieje mesjańskie biblijnego Izraela.
Ks. prof. Waldemar Chrostowski

niedziela, 19 grudnia 2010

Wszystko co cenne ma swoją cenę

Zbawienie jest za darmo, ale kosztuje wszystko.
Wielu ludzi uważa że zbawienie, życie wieczne bez chorób, śmierci, zła, grzechu jest czymś wspaniałym, ale niewielu jest gotowych zapłacić cenę za to zbawienie. Ktoś może mi powie, że co ja mówię, przecież Pan Jezus zapłacił cenę. Tak to prawda, że to Chrystus wykupił nas od przekleństwa grzechu i jeśli dostępujemy życia wiecznego to tylko na podstawie Jego ofiary. Ale by tego wspaniałego daru dostąpić trzeba swoje życie złożyć w Chrystusie.

Mateusza 10:37  Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien.
38  I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien.
39  Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je.
Chrystus domagał się wyjątkowego miejsca dla siebie w naszym życiu. Był zainteresowany wszystkim albo niczym. Jakże często obserwuje się dzisiaj ludzi którzy są zainteresowani tanim przebaczeniem grzechów, tanim zbawieniem. Na czym to tanie zbawienie polega? Ano moi drodzy polega na minimalnym zaangażowaniu z naszej strony jednocześnie oczekując od Boga maksymalnego błogosławieństwa. Pamiętam opowiadanie pewnego brata w Chrystusie, który wspominał czasy kiedy ludzie byli gotowi przebyć 15 kilometrów pieszo w zimie by uczestniczyć w społeczności ludzi wierzących i razem uwielbiać Boga. Byli gotowi dzielić się ewangelią z każdą napotkaną osobą byle tylko Bóg dawał takie możliwości, byli gotowi ponosić wszelkie koszty dla chwały Bożego Królestwa w ten sposób dziękując Bogu za zbawienie.
A dzisiaj? Mając często samochód nie chce im się przebyć 5 km by uwielbiać Boga, wola dłużej pospać, podrzemać. Mają wiele czasu na rozrywkę, ale nie maja czasu na służbę i studiowanie Słowa Bożego. Często dają z tego co im zbywa, a nie z tego co mają na swoje utrzymanie. Prawdziwy i cenny  dar kosztuje prawdziwą ofiarę i ci którzy traktują Boga poważnie, to rozumieją.
Pan Jezus oczekuje od nas, że nasza miłość do niego będzie większa niż miłość do naszej cielesnej rodziny. On jest tego godny by Kochać Go właśnie w taki sposób. Pan Jezus oczekuje od nas by każdy z nas wziął swój własny krzyż odrzucenia, poświęcenia, oddania i zaangażowania w sprawy Bożego Królestwa czyniąc tak utwierdzamy nasze zbawienie i upewniamy się w przekonaniu, że naprawdę jesteśmy ludźmi wiary. Pan Jezus oczekuje od nas, że stracimy nasze życie w tym świecie na rzecz Jego spraw, dopiero wtedy znajdziemy je naprawdę.
Choć zbawienie jest z łaski przez wiarę to nie jest ono tanie, bo Chrystus zapłacił za nie swoim życiem. Pytanie czy my jesteśmy gotowi poświęcić swoje życie na Jego wzór nie kupując w ten sposób zbawienia, a okazując wdzięczność i oddanie Chrystusowi, pokazując jednocześnie, że jesteśmy prawdziwie zbawieni?

Jakuba 2:17  Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie.

sobota, 18 grudnia 2010

Geneza i pochodzenie Świąt Bożego Narodzenia

Boże Narodzenie to w tradycji chrześcijańskiej święto upamiętniające narodziny Jezusa Chrystusa. Jest to liturgiczne święto stałe, przypadające na 25 grudnia (w niektórych Kościołach, głównie prawosławnych - 7 stycznia). Poprzedzone jest okresem czterotygodniowego oczekiwania (dokładnie czterech niedziel), zwanego Adwentem.

Geneza        
Według jednej z hipotez, Boże Narodzenie stanowiło reakcję Kościoła na wprowadzenie do oficjalnego kalendarza świąt przez cesarza Aureliana w 275 r., pod datą 25 grudnia, pogańskiego święta związanego z narodzinami boga Słońca (Natale Solis Invicti).
W  IVwieku, w okresie gdy chrześcijaństwo zyskało w Rzymie status religii państwowej i zaczęło zdobywać popularność, miejsce święta Sol Invictus zajęło Boże Narodzenie. Pierwszą zachowaną wzmianką o Bożym Narodzeniu jest notatka w Chronografie z 354 r., znajdującym się w zbiorach Biblioteki Watykańskiej.
Datę 25 grudnia, przyjętą za czas narodzin Jezusa, próbuje też wyjaśnić tzw. hipoteza obliczeniowa. Jej autorem je st L. Duchesne, który opierając się na tekstach Statuta Hipolita Rzymskiego (ok. 170—235) i De Pascha computus z 243r., w 1889 obliczył daty życia Jezusa. Według jego hipotezy, zakładającej idealne zsynchronizowanie czasu narodzin i śmierci ludzi doskonałych, Jezus narodził się 25 grudnia, a zmarł w dzień Paschy 25 marca (która jest zbieżna z biologiczną datą poczęcia).
Inny pogląd głosi, że święto Bożego Narodzenia zostało przyjęte przez Kościół po zwycięstwie cesarza Konstantyna Wielkiego nad Maksencjuszem w 312 roku lub Licyniuszem w 324 r.

Nieznana data urodzin Chrystusa
Dzień 25 grudnia, uznawany w wielu kościołach chrześcijańskich za święto upamiętniające narodzenie Jezusa Chrystusa, nie jest prawdziwym dniem jego narodzin. Ewangelista Łukasz wspomina, iż w dniu urodzin Jezusa pasterze nocowali ze zwierzętami na polach, a w grudniu w okolicach Betlejem o tej porze roku może nawet padać śnieg, a owce spędzają ten czas w owczarniach. Tak więc najpóźniejszym możliwym miesiącem narodzin Jezusa Chrystusa jest październik. Wielu chrześcijan ewangelikalnych przyjęło pogląd Ojcow koscioła, że Jezus urodził się w czasie żydowskiego święta namiotów
Według Żydów mesjanistycznych (czyli tych, którzy wierzą, że Jezus jest Mesjaszem), Chrystus urodził się w czasie trwania "Święta Namiotów" (Sukkot), które odbywało się w Izraelu na zakończenie żniw. Cały lud zbierał się wtedy przed Bogiem, aby przynieść z dziękczynieniem dary i radować się z plonów, zamieszkując wtenczas w prowizorycznych szałasach - na znak tego, że tylko Bóg jest jego prawdziwym schronieniem.
Jeśli Pan Jezus urodził się w tym czasie, to z pewnością nie mógł być to lepszy okres, ponieważ Jezus jest faktycznie naszym zaopatrzeniem we wszelkie dobra duchowe i materialne, jest naszym prawdziwym schronieniem, naszym błogosławieństwem, Tym, których darzy łaską i radością.


Współczesne oszacowania
Nie znamy nawet roku narodzenia Chrystusa, ponieważ żadna z Ewangelii nie mówi na ten temat nic konkretnego. Rok "pierwszy", przyjmowany za początek "naszej ery", nie jest faktycznym rokiem narodzenia Jezusa bo Biblia podaje, że Chrystus urodził się za czasów Heroda Wielkiego, ówczesnego króla. Współcześni badacze skłaniają się raczej do stwierdzenia, że Jezus urodził się kilka lat przed rokiem 1, być może w roku 7 p.n.e. lub 4 p.n.e. Za obiema tymi datami przemawiają nowotestamentowe odwołania do Heroda, o którym wiadomo, że zmarł w 4 roku p.n.e.

Gwiazda betlejemska
Na jeszcze wcześniejszą datę domniemanych narodzin Chrystusa wskazują wzmianki o "gwieździe betlejemskiej", jasno świecącym obiekcie, który obserwowano na niebie i który "wskazywał" drogę astrologom pochodzącym ze wschodu, a którzy zwani są  mianem Trzech Mędrców (Królów). Pismo Święte nie podaje ilu ich było, natomiast ich liczba jest wynikiem tradycyjnego przekonania, ze każdy z nich przyniósł jeden dar. Mogła to być kometa Halley'a, która była widoczna w 12 roku p.n.e., lub inna kometa, znana z opisów chińskich uczonych, która pojawiła się w 5 roku p.n.e. i była widoczna na nieboskłonie aż 70 dni. I do tej bym się skłaniał. Zgadza się zarówno z tym, że Herod Wielki jeszcze żył oraz czasu przez jaki można ją było oglądać. Wiemy, że trzej mędrcy odbyli daleką podróż, by zobaczyć Mesjasza, a przez cały ten czas podążali za gwiazdą. Niestety również w "teorii kometowej" nie znamy wszystkich faktów i nie jesteśmy w stanie powiedzieć wszystkiego ze 100% pewnością. Jest możliwe, że była to całkiem inna gwiazda o której nie wspominają źródła historyczne prócz Biblii.

Święta historyczne zbieżne czasowo z Bożym Narodzeniem
Obrzędy związane z przesileniem zimowym (od kiedy dni stają się znowu dłuższe) obchodzono już w epoce kamiennej. Tak przynajmniej sugerują niektóre spekulacje na temat przeznaczenia kamiennych kręgów megalitycznych, które jakoby umożliwiały przewidywanie zmian w przyrodzie. U Słowian we wczesnym średniowieczu obchodzone pod postacią Godowego Święta.

Rzymskie Saturnalia
Wiemy natomiast na pewno, że okres w okolicy przesilenia zimowego (w starożytności wypadało to 24 grudnia) był czasem zabawy i obdarowywania się podarkami w Rzymie: w dniach od 17 do 24 grudnia obchodzono tam Saturnalia - święto ku czci Saturna. Z czasem połączono to święto z obchodami Nowego Roku.

Perski kult Mitry
Innym świętem "pogańskim" był perski kult Mitry, szlachetnego bóstwa słońca, który narodził się w ubogiej grocie. Ono też przypadało w tym okresie, a dokładniej 25 grudnia, który to dzień był dniem jego narodzin.

Sol Invictus
U schyłku Cesarstwa Rzymskiego, za panowania cesarza Aureliana powstał nowy kult synkretyczny, łączący w sobie elementy mitraizmu, kultu El Gabala i bóstwa solarnego Sol. Obchodzone 25 grudnia, święto ku czci Sol Invictus, było świętem państwowym i pierwszy raz jest poświadczone źródłowo w roku 354, za panowania cesarza Juliana Apostaty.
Kościół pod koniec IV wieku przepisał w tym dniu obchodzenie świąt Bożego Narodzenia.

Pochodzenie symboli Bożego Narodzenia
Większość symboli Bożego Narodzenia ma swoje źródło w wierzeniach pogańskich. Choinka od wieków była podczas przeróżnych świąt obwieszana świecidełkami. Ostrokrzew służył Celtom do obłaskawiania chochlików, a jemioła do praktyk okultystycznych. Również wyznawcy Mitry i osoby obchodzące rzymskie Saturnalia obdarowywały się prezentami.

Tradycja chrześcijańska
Konkurencja dla starszych świąt
W tej sytuacji stosunkowo świeża religia, jaką było chrześcijaństwo, musiała zaoferować wiernym coś, co odciągnie ich od żywiołowych Saturnalii czy święta Mitry, które w II i III wieku zaczęło szybko rozprzestrzeniać się po Cesarstwie Rzymskim. W IV wieku naszej ery hierarchia kościelna postanowiła, że dzień 25 grudnia będzie obchodzony jako dzień narodzenia Jezusa, choć wcześniej dzień jego narodzin obchodzono 6 stycznia. Święto to miało pomieścić w sobie wszystkie "konkurencyjne" święta. Z początku różniło się znacznie od święta, jakie znamy dzisiaj. Było hałaśliwe, czasem wręcz orgiastyczne, choć rzeczywiście było uniwersalnym świętem chrześcijańskim.

Zmiana charakteru święta
Do jego prawdziwego wyciszenia przyszło dopiero w okresie Odrodzenia, a sygnał do zmian dali purytanie,(chrześcijanie którzy pragnęli powrotu do biblijnej wiary)  nie obchodzili tego święta właśnie z powodu jego pogańskich elementów. 25 grudnia był dla nich normalnym dniem pracy. Kiedy w XVII wieku Anglia znów zaczęła obchodzić Boże Narodzenie, było to już zupełnie inne święto. Zmiany pojawiły się w całej Europie, wraz z renesansową woltą w podejściu do życia i śmierci. Boże Narodzenie stało się świętem radosnym, ale i pełnym zadumy oraz nadziei na wieczne zbawienie, które stało się dla chrześcijan możliwe dzięki narodzinom Jezusa. Niech ten czas będzie dla wszystkich możliwością refleksji nad tym po co Chrystus się narodził i jaki był cel jego przyjścia. Mimo tego, że wielu ludzi deklaruje się jako wierzący, tak naprawdę pamiątkę Bożego narodzenia w dalszym ciągu obchodzą jak poganie. Licząc na dobre jedzenie, wolne od pracy, szał zakupów, ciekawe filmy w telewizji. Jeśli świętujemy w ten dzień to róbmy to na Chwałę Bożą prawdziwie dziękując Bogu za Mesjasza, Emanuela, Boga który idzie z nami. Życzę wszystkim wspaniałych chwil z rodziną, przy kolędach i z Biblią w ręku.
Źródła:
Wikipedia
Internet
Własny wkład

środa, 15 grudnia 2010

Nieoczekiwane odwiedziny



Po raz kolejny miałem dzisiaj nieoczekiwane odwiedziny. Do mojego mieszkania zadzwonili Świadkowie Jehowy. Tym razem zaprosiłem ich do środka jednocześnie modląc się do Pana Jezusa by pomógł mi wskazać im na prawdę. Dwie kobiety, które mnie odwiedziły przypomniały mi o zostawionej literaturze z jednoczesnym zapytaniem, czy ja przeczytałem. Owszem, przeczytałem i nawet zrobiłem zakreślenia miejsc co do, których wynikało jasno, że nie pochodzą z nauki Słowa Bożego. Więc dyskusje zaczęliśmy od stworzenia świata. Świadkowie uważają, że Bóg stwarzał świat przez tysiące lat lub nawet miliony, ale symbolicznie te lata nazwał dniami w Ks Rodzaju. Ja natomiast powoływałem się na Biblię mówiąc, że jeśli Bóg powiedział, że świat powstał w 6 dni to ja mu wierze. Świadkowie wyjaśniali na podstawie rożnych fragmentów na jakiej podstawie tak uważają, ale każdy ich argument Bóg pozwolił mi odeprzeć. Ostatecznie odpuścili ten temat. Kolejnym tematem był ulubiony temat świadków o dwóch klasach zbawionych - niebiańskiej oraz ziemskiej.
Niebiańska klasa według świadków to 144000 tys jako kapłani Boga w niebie szczególnie wybrani i przeznaczeni do pełnienia służby przy Bogu, a druga klasa to ci którzy zostaną na ziemi jako mniej zasłużeni i święci. I tym razem Bóg pozwolił mi wykazać, że taka interpretacja Ks Objawienia i kapłaństwa w Nowym Testamencie jest całkowicie bezpodstawna. Nowy Testament uczy bowiem, że jest jeden Boży lud i wszyscy są kapłanami Boga, świętymi i odkupionymi przez ofiarę Chrystusa. W żadnym miejscu Biblii nie znajdziemy lepszych w Chrystusie i gorszych w Chrystusie, wszyscy są równi i wszyscy stoją przed tronem Boga Ks Objawienia 7 rozdz mówi że zarówno 144 tys stoi przed Bogiem i przed barankiem w niebie jak i wielki tłum, który widział Jan.
Kolejny temat jaki był poruszony to zniszczenie obecnej ziemi i przyjście nowej. Świadkowie uważają, że Bóg całkowicie nie zniszczy ziemi, ale trochę ja przeorganizuje i poprawi. Wynika to z tego, że powołują się na fragment z Ks rodzaju 1 rozdz gdzie jest powiedziane, że wszystko co stworzył Bóg było dobre. Prawda jest, że do momentu upadku człowieka w  grzech wszystko było doskonałe, ale po upadku ta doskonałość utraciło zarówno człowiek jak i całe stworzenie. Świadkowie natomiast twierdzą że tylko człowiek utracił ta doskonałość a stworzenie prócz człowieka jest w porządku. W takim razie ja zadałem pytanie, czy zwierzęta przed upadkiem zjadały się wzajemnie? Moje rozmówczynie odpowiedziały, że nie. To więc zapytałem kiedy zaczęły się zjadać. Oczywiście odp była prosta, po upadku. Z Biblii jasno wynika że grzech wpłynął na zwierzęta i całą ziemię, która zaczęła rodzic osty i ciernie oraz niebo skoro będzie nowe. Z moich obserwacji wynika, że świadkowie Jehowy nie rozumieją czym jest grzech i dlaczego wszystko musi być nowe. Nowy człowiek odrodzony z Boga, Nowe ciało, Nowa ziemia i Nowe niebo.

Rzymian 8:20  gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei,
21  że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych.
22  Wiemy bowiem, że całe stworzenie wespół wzdycha i wespół boleje aż dotąd.
23  A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego.
Umówiliśmy się na kolejne spotkanie 3 stycznia. Proszę was módlcie się by Bóg dał mi mądrość słowa a świadkom objawienie Pana Jezusa.

wtorek, 14 grudnia 2010

Oddany Bogu

2 Królewska 18:1  W trzecim roku panowania Ozeasza, syna Eli, króla izraelskiego, objął władzę królewską Hiskiasz, syn Achaza, króla judzkiego.
2  Miał dwadzieścia pięć lat, gdy objął władzę królewską, a dwadzieścia dziewięć lat panował w Jeruzalemie. Matka jego nazywała się Abi, a była córką Zachariasza.
3  Czynił on to, co prawe w oczach Pana, wszystko tak, jak czynił Dawid, jego praojciec.
4  On to zniósł świątynki na wyżynach, potrzaskał słupy i rozkruszył węża miedzianego, którego sporządził Mojżesz; do tego bowiem czasu synowie izraelscy spalali mu kadzidło, nazywając go Nechusztan.
5  Na Panu, Bogu Izraela, polegał, tak że nie było po nim takiego jak on w gronie wszystkich królów judzkich, ani w gronie jego poprzedników.
6  Był przywiązany do Pana i nie odstępował od niego, przestrzegając przykazań, jakie Pan nadał Mojżeszowi.
7  Toteż Pan był z nim, wszystko, co przedsięwziął, wiodło mu się. Zbuntował on się przeciwko królowi asyryjskiemu i wypowiedział mu poddaństwo.

Hiskiasz lub Ezechiasz panował w latach 722 p.n.e 699 p.n.e. Był to dosyć ciężki okres dla Izraela. Królestwo rozpadło się i było podzielone na dwa królestwa, królestwo Judzkie  do którego należały dwa plemiona izraelskie Juda i Beniamin. Oraz królestwo Izraelskie. Izrael był pogrążony w bałwochwalstwie były to czasy proroka Izajasza więc księga Izajasza przedstawia nam rzeczywisty duchowy obraz Izraela z tamtego okresu. Właśnie w takim czasie przyszło sprawować rządy Hiskiaszowi.
Hiskiasz jako młody człowiek postanowił dokonać głębokich zmian w Judzie. Gdy przyglądamy się jego życiu  to śmiało możemy powiedzieć że się nawrócił z całego serca do Boga. Widział stan w jakim znalazło się całe królestwo i wiedział co było  powodem tak tragicznej sytuacji ekonomicznej, militarnej, duchowej. Może inni by powiedzieli, że to przejściowe, kilka spraw poszło źle, ale jakoś, to naprawimy i wszystko będzie dobrze. Hiskiasz nie tylko widział problemy, ale wiedział dlaczego się pojawiły i gdzie szukać ratunku.  Przyczyną wszystkich problemów było opuszczenie Boga swoich ojców i zwrócenie się w stronę bałwochwalstwa (obcych bogów) a także nieprzestrzeganie zakonu Mojżeszowego więc Hiskiasz postanowił, to zmienić.
W trzecim wersecie czytamy, że czynił to co prawe w oczach Boga. Robił to, co Bogu się podobało i unikał tego czego Bóg nie akceptował. W wyniku swojej postawy jest przyrównany do Dawida króla jako wzór posłuszeństwa. 
Niewątpliwie Hiskiasz poczynił znaczny wysiłek by dochodzić tego co jest miłe Bogu. Nie czekał z założonymi rekami na Bożą wolę, ale poszukiwał jej. Niekiedy ludzie chcą się podobać Bogu, ale nie chcą czynić wysiłków w tym kierunku. Nie można podobać się Bogu nic nie robiąc, Bóg nakazuje byśmy Go szukali, a to jest praca.
Hiskiasz usuwał świątynki bałwochwalczych miejsc z Judy, niszczył święte słupy, zniszczył węża którego ustanowił Mojżesz na pustyni z którego izraelici uczynili sobie bożka. 
Widzę tutaj kilka zasadniczych lekcji. Hiskiasz robił porządek tam gdzie mógł, we własnym środowisku, usunął fałszywych bogów.   My często patrzymy na życie innych ludzi i w świetle tego się oceniamy. Ta historia wzywa do posłuszeństwa Bogu i porzucania grzechu. Nie szukajmy u innych wad i grzechów, sami szukajmy Boga i oczyszczajmy swoje życie. 
Dalej czytamy, że Hiskiasz polegał na Bogu Izraela - piaty wers. Czytając ten fragment zastanawiam się czy ja , czy ty  polegasz na Bogu Izraela jak robił to Hiskiasz. W czym pokładamy swoja ufność? Gdzie szukamy bezpieczeństwa? Hiskiasz szukał w Bogu oparcia i wiemy, że się nie zawiódł. Często ludzie szukają nadziei w innych ludziach, dobrobycie, zdrowiu, przyjemnościach i na tym się opierają to, jest sensem ich życia. Nie wiedząc na jak bardzo kruchym lodzie stoją. Bóg Izraela jest mocną skałą wszystko inne jest chwilowe i ulotne, Hiskiasz o tym wiedział.
W wersecie 6 czytamy o Jego przywiązaniu do Pana. Hiskiasz kochał Boga Jego posłuszeństwo Bogu nie wynikało ze strachu, poczucia obowiązku, tradycji, ale z miłości. Bóg pragnie byśmy Go kochali z całego serca, duszy i siły. Dopiero taka postawa wobec Boga stwarza pole do szczerego i błogosławionego działania  
na rzecz Bożego Królestwa. Więc zachęcam cię kochaj Boga i służ mu z miłości, a On da ci moc do działania.
Hiskiasz okazywał Bogu praktyczną miłość i wyrażał to poprzez swoje uczynki. Jak często słyszy się, że "jestem wierzący niepraktykujący". Nie ma czegoś takiego, zawsze praktykujemy wiarę w Boga. Albo swoim życiem zaprzeczamy świadectwu Boga, albo niesiemy Jego obraz. Jeśli uważasz sie za wierzącego w Boga to żyj i postępuj na świadectwo Boga. Nie udawaj, że jesteś wierzący jeśli nie jesteś. Ludzi możesz przekonać i to też na krótko, Boga nie oszukamy. "Pan zna tych, którzy są jego. 
Można zadać pytanie skąd Hiskiasz wiedział jak się podobać Bogu? Czytamy w 6 wersecie, że znał wolę Boga z Pisma Św. Czynił to co Bóg objawił Mojżeszowi i co Mojżesz spisał. Jak jest z naszą znajomością Pisma Św czy czytamy je regularnie pod kątem zmian w naszym życiu? 
A jak Bóg reagował na wysiłki Hiskiasza?  Czytamy w 7 wersie, że Bóg był z nim i błogosławił mu tak, że wiodło mu się.
Podsumowując
1. Czyń w swoim życiu to co podoba się Bogu.
2. Rób porządek w swoim życiu odrzucając grzech.
3. Polegaj na Bogu, Jezusie Chrystusie we wszystkim co czynisz, ufaj mu i na nim, się opieraj.
4.  Kochaj Boga i służ mu z miłością.
5. Czytaj codziennie Biblię z modlitwą.
6. Oczekuj prowadzenia Boga.

sobota, 11 grudnia 2010

Modlitwa za pieniądze

Ostatnio w faktach mówiono o zakonie sióstr karmelitanek bosych, które wpadły na pomysł zbierania środków pieniężnych na remont klasztoru poprzez wpłaty za modlitwę. Siostry założyły swoją stronę na, której obiecują modlitwę różańcową za określone kwoty.

"Będziemy modlić się za Ciebie na różańcu. Za wpłaty 47 zł lub wyższe prześlemy różaniec, na którym jedna z nas modliła się za Ciebie. Różaniec ten, z drzewa oliwnego, został wykonany ręcznie przez chrześcijan z Ziemi Świętej (Jerozolimy i Betlejem). Zakupiłyśmy te różańce, abyśmy z kolei i my mogły przyjść z pomocą innym.
W ten sposób tworzymy łańcuch dobra, którego ogniwem możesz być i Ty!"

W taki sposób siostry zbierają środki. To że zakonnice pragną zebrać pieniądze na remont klasztoru nie jest złe, ale sposób w jaki te pieniądze są zbierane nie może być błogosławiony przez Boga. Pewnie siostry zbiorą ową kwotę mówiąc jak to Bóg wspaniale zatroszczył się o to, by one mogły zaspokoić potrzeby. 
Dlaczego Bóg nie może błogosławić takiego przedsięwzięcia? 
1. Siostry za pieniądze pragną pozyskać Boże błogosławieństwo. Taka idea jest całkowicie sprzeczna z nauczaniem Pisma Św. Przypomina mi się pewien człowiek, który również próbował  uzyskać Boże błogosławieństwo za środki materialne, przykre jest to, że wielu polaków wpłaca pieniądze na konto sióstr myśląc, że ich modlitwa podoba się Bogu. A ich modlitwa jest ohydą, obrzydliwością w oczach Boga. Pismo Św mówi:
Dzieje Apostolskie 8:18  A gdy Szymon spostrzegł, że Duch bywa udzielany przez wkładanie rąk apostołów, przyniósł im pieniądze
19  i powiedział: Dajcie i mnie tę moc, aby ten, na kogo ręce włożę, otrzymał Ducha Świętego.
20  A Piotr rzekł do niego: Niech zginą wraz z tobą pieniądze twoje, żeś mniemał, iż za pieniądze można nabyć dar Boży.
Szymon Mag próbował za dobra materialne pozyskać dar Boży, ale Piotr bardzo ostro się wyraził przeklinając pieniądze jak i tego, który próbował je dać. Jest to poważne ostrzeżenie dla wszystkich, którzy myślą że Bożą przychylność uzyskujemy dzięki naszej działalności, naszym pieniądzom, dobrym uczynkom lub modlitwie. Pismo Św mówi że Boże błogosławieństwo otrzymujemy nie zasłużenie, za darmo w wyniku pozyskania łaski dla ludzi przez Jezusa Chrystusa, ale nigdy dlatego, że jesteśmy godni, święci, pobożni.

2. Bóg w Idei sióstr zostaje przedstawiony jako ktoś, kto jest zależny od człowieka. My przyniesiemy ci modlitwy a ty Boże czuj się zadowolony i zapłać nam za nasz wysiłek. W taki sposób można podsumować cały pomysł na jaki wpadły siostry ale Biblia mówi:
Dzieje Apostolskie 17:24  Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych
25  ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.
To Bóg daje nam życie i jedzenia, ciepło, rodzinę, prawo i nie potrzebuje naszych modlitw, jeśli się modlimy to musimy sobie zdać zdać sprawę z tego, że to my jesteśmy zależni od Niego i to my potrzebujemy modlitwy by poznawać Boga i doświadczać Go w naszym życiu przez co jesteśmy przemieniani na Jego obraz. 

3. W jaki sposób jest kształtowany wizerunek Boga przez takie działania. Bóg jest przedstawiony na sposób tego świata gdzie niemal wszystko można załatwić za pieniądze. Jeśli masz pieniądze w tym świecie zazwyczaj jesteś szanowany, posiadasz wpływy, ludzie się liczą z twoja opinią, masz władzę. Takie działania utwierdzają ludzi w przekonaniu, że również u Boga jest podobny licznik, ale nawet nie wiedzą jak bardzo się mylą. Do Bożego Królestwa nie można się dostać ani wyprosić u Boga nic za coś jak interes "choćbym rozdał całe swoje mienie i nawet ciało wystawił na spalenie jako ofiarę" nawet na milimetr nie przybliży mnie to do Boga. Pan Jezus powiedział. Jeśli doświadczasz Bożego błogosławieństwa to ze względu na Jego łaskę i dobroć.  
Jana 3:3  Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego.
Do Bożego Królestwa nie wchodzi się za pieniądze, ale tylko poprzez  narodzenie się z Ducha Bożego w wyniku czego człowiek staje się Bożym dzieckiem. A jak ty pragniesz dostać się do nieba, może myślisz, że twoje ofiary utorują ci tam drogę lub modlitwa, a może twoja pobożność? Do nieba jest tylko jedna droga Jezus Chrystus, On jest drogą w Ew Jana Jezus powiedział:
Jana 14:6  Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.
Więc nie próbuj tam się dostać w inny sposób, żadne siostry, zakon, ksiądz, bliscy, dobre uczynki nie dadzą ci pokoju z Bogiem tylko ofiara Chrystusa. Same pomysłodawczynie modlitwy za pieniądze nie znają Boga, ale ty nie idź ich drogą.
poniżej zamieszczam link do strony sióstr

czwartek, 9 grudnia 2010

Bóg chce byśmy mieli marzenia

Bardzo lobię czytać biografie misjonarzy i wielkich ludzi. Zauważyłem, że to co ich łączy to marzenia. Ale nie były to marzenia o wielkości. Najczęściej były to marzenia o dokonaniu czegoś ważnego pewne poczucie misji jakie miał każdy z nich. Żaden z tych wielkich postaci nie chciał bylejakości w swoim życiu, szczególnie gdy chodziło o życie chrześcijańskie. A jakie ty masz marzenia, czego pragniesz i jaki masz cel. Wielu ludzi pragnie osiągnąć sukces, ale gdy zostaną zapytani co miałoby być tym sukcesem wzruszają bezwiednie ramionami i rozkładają ręce. Do prawdziwego sukcesu w życiu chrześcijańskim nie dochodzi się przypadkowo. Pamiętam pewną wypowiedź, która utkwiła mi w pamięci "jeśli nie celujesz to zawsze trafisz" ale ja nie chce trafić gdzieś chce dążyć do konkretnego celu wcześniej zaplanowanego, wymarzonego. Aby mogło się to udać trzeba mieć nakreślony plan i konsekwentnie zmierzać w jego kierunku.

Rodzaju 15:4  Wówczas doszło go słowo Pana: Nie ten będzie dziedzicem twoim, lecz ten, który będzie pochodził z wnętrzności twoich, będzie dziedzicem twoim.
5  Potem wyprowadził go na dwór i rzekł: Spójrz ku niebu i policz gwiazdy, jeśli możesz je policzyć! I rzekł do niego: Tak liczne będzie potomstwo twoje.
Bóg rozpalił serce Abrahama do wielkich rzeczy. Pokazał mu gwiazdy mówiąc, że tak liczne będzie Jego potomstwo a Abraham uwierzył Bogu.
Zanim Bóg mu to powiedział raczej Abraham był zrezygnowanym człowiekiem, który miał czarną wizje przyszłości. Martwił się tym, że jest stary i nie ma dzieci i nikt nie przedłuży jego linii rodowej, a jego dziedzictwo weźmie obcy. Ale nie taki był Boży plan w stosunku do Abrahama, Bóg widział go jako człowieka z licznym potomstwem i powiedział mu o tym. Pozwolił Abrahamowi marzyc i dał mu realną nadzieje, która opierała się nie na starym i obumierającym człowieku, ale na Bogu. Wiec zachęcam cie do marzeń dotyczących Bożych zamiarów wobec ciebie. Może myślisz o sobie jako o kimś niewiele wartym i czujesz się zawiedziony własna osobą.  Nie takie są Boże myśli w stosunku do ciebie On pragnie byś cieszył się społecznością z nim (Bogiem) i zrobi z ciebie najlepsze co można z ciebie uczynić jeśli tylko mu na to pozwolisz.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Jak rozumieć trzecie przykazanie

Księga Wyjścia 20:7 Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, gdyż Pan nie pozostawi bezkarnie tego, który wzywa Jego imienia do czczych rzeczy.


Trzecie przykazanie wzywa nas do traktowania Bożego imienia z najwyższym szacunkiem.
Nie tylko chodzi o samo imię, ale przede wszystkim o Tego, który je nosi.
Najczęściej pamięta się skrótową formę tego przykazania: „Nie będziesz wzywał imienia Pana Boga nadaremno”. Jednak najbliższy oryginalnej treści przekład tego przykazania brzmiałby: „Nie będziesz niósł (głosił) imienia Boga w sposób niegodny, fałszywy, poniżający dla osiągnięcia złego celu.”
Niektórzy wyjaśniając to przykazanie ograniczają się tylko do nadużywania Bożego imienia w mowie. Często wielu ludzi stosuje imię „Jezus” jako przerywnik mówiąc „O Jezu!” lub słyszy się gdzieś „O Boże!”. Oczywiście to przykazanie również odnosi się do takiej formy nadużywania Imienia Bożego, ale bardziej chodzi w tym przykazaniu o niesienie świadectwa o Bogu. Bóg dając to przykazanie chciał nam powiedzieć abyśmy w sposób godny reprezentowali Go na ziemi. Każdy, kto uważa się za osobę wierzącą, chrześcijanina, powinien sobie zadać pytanie w jaki sposób daje świadectwo o Jezusie Chrystusie, czy moje życie jest odbiciem Bożego charakteru, służby i postępowania? Kolejne pytanie, które powinniśmy sobie zadać w obliczu tego przykazania, to czy Bóg przyznaje się do moich działań i codziennych decyzji? Czy podpisałby się pod moimi planami, marzeniami i myślami?
Tak więc za każdym razem gdy nasze życie nie stawia Boga w dobrym świetle lub tak jak powiedział Pan Jezus nie jesteśmy jako wierzący ludzie „światłością dla tego świata” (Ew. Mateusza 5,14) to występujemy przeciwko temu przykazaniu. Bóg pragnie abyśmy byli Jego reprezentantami, ambasadorami na ziemi, by inni ludzie przez nasze życie poznawali Go oraz Jego przymioty, sprawiedliwość i chwałę.
Jakże wiele złych czynów w historii było przypisywanych Bogu lub realizowano je
z Bożym imieniem na ustach. Również i dzisiaj wielu ludzi prosi Boga o rzeczy, których On nigdy nie pobłogosławi, bo są sprzeczne z Jego wolą. Niekiedy złodzieje modlą się o to, by Bóg pomógł im dokonać kradzieży. Inni modlą się o śmierć dla swojego wroga. Jeszcze inni proszą Boga o wygraną w totolotka zamierzając wygodnie i dostatnio spędzić resztę swojego życia. Inni modlą się o kolejnego partnera życiowego, zamierzając zostawić pierwszego. Jakże często ludzie nadużywają i wzywają Boga w sprawie grzesznych pragnień i grzesznego postępowania.
To przykazanie wzywa nas do tego, by być chrześcijaninem „naprawdę” bez udawania. Bóg widzi nasze serce i nasze motywacje, przed Nim nie jesteśmy w stanie niczego ukryć.
Jeden z największych Bożych przyjaciół - Dawid w psalmie 139 powiedział:
Psalmów 139:1-4 Kierownikowi chóru. Dawidowy. Psalm. Panie, przenikasz i znasz mnie, Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję. Z daleka przenikasz moje zamysły, widzisz moje działanie i mój spoczynek i wszystkie moje drogi są Ci znane. Choć jeszcze nie ma słowa na języku: Ty, Panie, już znasz je w całości.
Bóg przenika każdego człowieka i „czyta go jak otwartą książkę.” Czy ty drogi przyjacielu jesteś tego świadomy, że Bóg patrzy na każdy twój czyn i każdą twoją myśl? A w jaki sposób reprezentujesz dzisiaj imię wszechmogącego i sprawiedliwego Boga. Jak wygląda twoje chrześcijańskie życie? Czy inni patrząc na ciebie dostrzegają w twoim życiu osobę Jezusa Chrystusa? O co się modlisz do Boga? Czy twoje modlitwy są zgodne z Bożą wolą?
W jaki sposób traktujesz Boga, czy odnosisz się do Jego Słowa z najwyższym szacunkiem, pragnąc godnie Go reprezentować?

Jak powstał Stary Testament

Zapraszam do obejrzenia ciekawego filmu "Jak powstał Stary Testament"






Powrót Pana Jezusa Chrystusa





Wielu ludzi zastanawia się kiedy powróci Pan Jezus. Są nawet tacy, którzy próbują wyznaczać daty Jego powrotu, chociaż sam Pan Jezus dał wyraźny znak, że nie należy tego czynić.


Mateusza 24:36-39  A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec.
 Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego.  Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki,  i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego.
Co do tego, że Pan powróci nie mam żadnych wątpliwości, zgadzam się z tym, że nie powinniśmy wyznaczać dat, ale możemy i powinniśmy obserwować czasy w których żyjemy. Pan Jezus powiedział, że czas jego przyjścia zupełnie zaskoczy wielu ludzi tak jak, to zrobił potop. Również w czasach Noego była  zapowiedź potopu i ludzie byli wezwani do opamiętania oraz wiary w Boga. Mimo tego lekceważyli Boże wezwanie aż nastał potop i poginęli. W tych dniach kiedy pan Jezus będzie miał powrócić wielu ludzi pochłonie jak, to ma miejsce i dzisiaj wielka polityka, zakupy, moda, kultura i tak będzie upływało ich życie.  Nie będą mieli czasu dla Boga, nie będą im bliskie Boże wartości, takie jak sprawiedliwość, czystość, świętość. I wtedy zaskoczy ich ten dzień, wtedy wielu zda sobie sprawę z tego, że to czym się zajmowali, to "marność nad marnościami i wszystko marność"
Bóg wzywa nas do wiary Chrystus, który jest ratunkiem, zapowiedzianą arką dla tych którzy w niego uwierzą. 
Ostatnio przeczytałem ciekawy fragment Pisma Św o nastaniu Królestwa Bożego.
 Daniela 2:31-46  Ty, królu, miałeś widzenie: Oto olbrzymi posąg stał przed tobą; wielki był ów posąg, potężny jego blask, a straszny jego wygląd.
32  Głowa tego posągu była ze szczerego złota, jego pierś i jego ramiona ze srebra, jego brzuch i jego biodra z miedzi,
33  jego golenie z żelaza, jego nogi po części z żelaza, po części z gliny.
34  Patrzyłeś, a wtem bez udziału rąk oderwał się od góry kamień, uderzył ten posąg w nogi z żelaza i gliny, i skruszył je.
35  Wtedy rozsypało się w kawałki żelazo, glina, miedź, srebro i złoto, i było to wszystko jak plewa na klepisku w lecie; i rozniósł to wiatr, tak że nie było po nich śladu. Kamień zaś, który uderzył w posąg, stał się wielką górą i wypełnił całą ziemię.
36  Taki jest sen, a teraz go wyłożymy królowi:
37  Ty, o królu, jesteś królem królów, któremu Bóg niebios dał królestwo, moc i siłę, i chwałę,
38  w którego ręce na całej zamieszkanej ziemi dał ludzi, polne zwierzęta i ptactwo niebieskie, którego uczynił władcą tego wszystkiego, ty jesteś głową ze złota,
39  ale po tobie powstanie inne królestwo, słabsze niż twoje, a potem trzecie królestwo z miedzi, które opanuje całą ziemię.
40  Czwarte królestwo będzie mocne jak żelazo, bo żelazo wszystko kruszy i łamie; i jak żelazo, które kruszy, tak i ono wszystko skruszy i zdruzgocze.
41  A że widziałeś nogi i palce po części z gliny, a po części z żelaza, znaczy, że królestwo będzie rozdzielone, lecz będzie miało coś z trwałości żelaza, jak widziałeś żelazo zmieszane z ziemią gliniastą.
42  A to, że palce u nóg były po części z żelaza, a po części z gliny, znaczy, że królestwo będzie po części mocne, a po części kruche.
43  A że widziałeś żelazo zmieszane z gliniastą ziemią, znaczy: zmieszają się z sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może się zmieszać z gliną.
44  Za dni tych królów Bóg niebios stworzy królestwo, które na wieki nie będzie zniszczone, a królestwo to nie przejdzie na inny lud; zniszczy i usunie wszystkie owe królestwa, lecz samo ostoi się na wieki,
45  jak to widziałeś, że od góry oderwał się kamień bez udziału rąk, rozbił żelazo i miedź, glinę, srebro, złoto. Wielki Bóg objawił królowi, co potem się stanie. Sen jest prawdziwy, a wykład jego pewny.
46  Wtedy król Nebukadnesar padł na swoją twarz i oddał cześć Danielowi; i rozkazał złożyć mu ofiary z pokarmów i kadzidlane.
Bóg dał pogańskiemu królowi Nebukadnesarowi sen, który dotyczył dalekiej przyszłości. Zanim miał nastać Boże królestwo na ziemi przed nim miały powstać 4 wielkie  królestwa, piąte królestwo będzie królestwem Mesjasza Króla Jezusa Chrystusa. Pierwszym królestwem był Babilon. Daniel wyjaśnił królowi, że głowa posągu symbolizuje jego samego -Nebukadnesara oraz imperium babilońskie (605 p.n.e.- 539 p.n.e). To, że głowa była wykonana ze złota mówiło o ogromnym bogactwie tego imperium oraz jego militarnej i politycznej mocy. Drugim królestwem byli Persowie.
W 539 p.n.e. Cyrus Wielki, król Perski, podbił Babilon, tworząc największą monarchię ówczesnego świata. Przypuszcza się, że za czasów panowania Kserksesa I (485-465 p.n.e.) armia perska liczyła około 2 i pół miliona wojowników. Imperium perskie było niezwykle silne, jednakże nie posiadało tej samej kulturowej wielkości i bogactwa, co jego poprzednik.
Imperium perskie przetrwało 207 lat i zostało podbite przez Aleksandra Wielkiego. 

Trzecia część posągu, na którą składały się brzuch i biodra, wykonane z miedzi, symbolizuje imperium macedońsko-greckie Aleksandra Wielkiego. Miedź posiada mniejszą wartość niż złoto i srebro, jednakże jest o wiele mocniejsze niż one. Podobnie imperium macedońsko-greckie nie posiadało takiego bogactwa jak imperium babilońskie i perskie, jednakże posiadało o wiele większą od nich siłę. W swym szczycie imperium to rozciągało się od Europy aż do Indii.
Daniel objaśnia, że golenie z żelaza symbolizują czwarte imperium, które miało panować na ziemi po upadku imperium macedońsko-greckiego. Imperium to miało być tak silne jak żelazo, „krusząc" wszystkie narody i poddając je pod swoje panowanie, jednakże pomimo swojej przemożnej siły, miało posiadać mniejszą wartość, tak jak żelazo jest mniejszej wartości niż złoto, srebro i miedź.
Interpretacja Daniela wypełniła się, gdy imperium rzymskie narzuciło całemu znanemu światu rzymskie panowanie, prawo i język.


Większość komentatorów biblijnych wskazuje na nogi i dziesięć palców posągu jako raczej kontynuację poprzedniej części w zmodyfikowanej formie niż kompletnie oddzielną część
. Dodatkową wskazówką dla nas jest wizja Daniela z siódmego rozdziału, gdzie widzi on cztery zwierzęta (nie pięć), podobnie jak tutaj będących symbolami czterech imperiów mających panować na ziemi przed powrotem Mesjasza.
Imperium Rzymskie nigdy nie zostało zdobyte przez inne mocarstwo. Rozpadło się na kawałki na przestrzeni wieków. Każdy z jego części miał swój okres świetności: Holendrzy, Hiszpanie, Francuzi, Anglicy, Niemcy, itp., jednakże żadnemu z nich nie udało się osiągnąć poprzedniej świetności i mocy.
Zapowiedź wypełniania się tego proroctwa widzimy obecnie w uformowaniu się i rozszerzaniu Unii Europejskiej. Tak jak mówi proroctwo Daniela Unia Europejska jest „po części mocna, a po części krucha", oraz „zmieszają się z sobą, lecz jeden nie będzie się trzymał drugiego, tak jak żelazo nie może się zmieszać z gliną".

Poszczególne kraje Uni Europejskiej z jednej strony stanowią jedno
ść, wyrażoną w wspólnych granicach, wspólnej konstytucji, parlamencie, wojskach, itp. Jednakże z drugiej strony jej jedność jest pozorna, gdyż każdy z krajów członkowskich jest motywowany swoimi interesami, swoim dobrem i korzyściami, próbując zachować przy tym maksimum suwerenności.
Dziesięć palców posągu symbolizuje ostateczną formę, którą przyjmie "odrodzone imperium rzymskie". Palce te mogą symbolizować dziesięciu przywódców w rękach, których będzie skupiony zarząd imperium. W innym miejscu Biblia mówi, że spośród nich wyjdzie człowiek, który będzie Antychrystem.

Więc czwartym królestwem w trakcie, którego powróci Chrystus będzie Unia Europejska lub coś na kształt Unii i w tym czasie możemy spodziewać się powrotu Mesjasza. Myślę, że jesteśmy blisko tego dna. Nich nie zwiedzie nas postęp naukowy i technika bo Biblia mówi, że Bóg ustanowi nowy porządek. Bez grzechu cierpienia, płaczu i krzywdy. Wszyscy, którzy zaufali Bogu z martwych-powstaną i będą panować z Bogiem na wieki.

sobota, 4 grudnia 2010

Jan Wesley





W tym roku przypada trzechsetna rocznica urodzin Jana Wesleya, jednego z najwybitniejszych przedstawicieli Kościoła ery nowożytnej. Nie trzeba zagłębiać się w meandry historii, aby dostrzec więź miedzy XVIIl-wiecznym ruchem przebudzeniowym, związanym z Wesleyem, a przebudzeniem zielonoświątkowym z przełomu XIX i XX w. Czytając biografię wybitnego kaznodziei z Epworth, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że jego duchowość znalazła specyficzny kontynuację w ruchu zielonoświątkowym. Co więcej, uzasadnione wydaje się stwierdzenie, że wesleyanizm jest głównym doktrynalnym i pobożnościowym źródłem pentekostalizmu.



Tak charakterystyczny dla tego nurtu zapał ewangelizacyjny, dopuszczenie kobiet do aktywnej działalności w służbie i tzw. drugie błogosławieństwo (second blessing) to tylko niektóre przykłady swoistej sukcesji misji Jana Wesleya, realizowanej w Kościołach zielonoświątkowych.
Dom rodzinny. Matka
Jan Wesley urodził się 17 czerwca 1703 r. w Epworth, w Anglii. Spośród licznego potomstwa Samuela i Zuzanny (2), to właśnie on i jego młodszy brat Karol odegrali szczególną rolę w dziejach Anglii i Kościoła, choć znany jest także ich starszy brat Samuel, nauczyciel i poeta. Rodzinna tradycja głęboko osadzona była w realiach Kościoła państwowego i uczelni oksfordzkiej. Pradziad, dziadek i ojciec byli duchownymi i uczonymi. W kształtowaniu postaw i wartości ważną rolę odgrywały w tej rodzinie kobiety. W przypadku Jana była to matka. Jeśli wierzyć sztychom z polowy XVIII w., była kobietą piękną i pełną uroku.
Zuzanna Wesley wyróżniała się głęboką erudycją, znała języki obce, filozofię i teologię. Odznaczała się też wyjątkową pobożnością i systematycznością. Miała największy wpływ na wychowanie dzieci. Nazajutrz po swych piątych urodzinach, dziecko rozpoczynało naukę czytania i pisania, aby po kilku miesiącach swobodnie czytać swój pierwszy elementarz - Biblię. Córki intelektem nie ustępowały braciom. Mehetabel, siostra Jana, w wieku ośmiu lat czytała Nowy Testament w oryginale...
Czas poświęcany dzieciom zaowocował niepospolitymi zdolnościami intelektualnymi, wywarł także niezatarte znamię na ich rozwoju duchowym. W domu Wesleyów matka często pełniła funkcję "kapłana domowego". Może nadmiar obowiązków, wyjazdy, a nawet kilkakrotny pobyt ojca w więzieniu (3) były tego powodem. Możliwe też, że  działało prawo obserwowane od wieków: często duchowni nie są najlepszymi duszpasterzami dla swoich bliskich. Pod nieobecność męża Zuzanna prowadziła domowe nabożeństwa, na które poza rodziną i służbą przychodzili także sąsiedzi. Bulwersowało to niektórych, ale najwyraźniej Jan nie widział w tym nic zdrożnego. W jego dalszych działaniach zobaczymy powielanie wzorów zaczerpniętych z domu, a kobiety w metodyzmie będą wyjątkowo aktywne duszpastersko.
Studia i praca
W 1720 r. Wesley zgodnie z rodzinną tradycją kontynuował naukę w Oksfordzie, w Christ Church College. Po zdobyciu stopnia naukowego z teologii przyjął święcenia diakonatu w Lincoln College i prowadził ćwiczenia z języka greckiego i logiki. Na dwa lata wrócił do domu, aby objąć wikariat w Epworth, i ponownie wyjechał do Oksfordu, gdzie studiował również jego brat Karol. Poza zajęciami zajął się prowadzeniem spotkań z grupą studentów i założył z bratem stowarzyszenie, nie bez ironii nazywane przez otoczenie "świętym klubem" (the holy club). Celem koła było umacnianie wiary i osobistej pobożności. Oprócz obu
braci, w spotkaniach aktywnie uczestniczył ubogi student, a później ksiądz anglikański - Jerzy Whitefield. Przyjaźń, która wówczas zadzierzgnęła się pomiędzy Janem a Jerzym, okazała się trwała, mimo poważnych rozbieżności, do jakich doszło później. Główne inspiracje Wesleya w tym okresie byty dwojakie: dzieła mistyków europejskich z jednej strony, z drugiej zaś skrupulatne, wręcz formalistyczne przestrzeganie przepisów Kościoła Anglikańskiego. Tej postawie oraz praktykowaniu samodyscypłiny, członkowie koła zawdzięczali miano "metodyści", które po latach powróci już jako nazwa kierowanego przez nich ruchu.
Duchowy przełom
Analizując sytuację chrześcijaństwa w pierwszej połowie XVIII w., warto zwrócić uwagę na podobny zakres niedomagań w życiu religijnym zarówno ewangelików, jak i anglikanów. Po wydarzeniach Reformacji, po okresie gwałtownego rozpalenia umysłów i serc ideami odnowy Kościoła i powrotu do ewangelicznej prostoty wiary i zasad moralnych, już pod koniec XVI w. nastąpił poważny zastój, zwany wręcz scholastyką protestancką. Rozwój teologii nie szedł jednak w parze z rozwojem pobożności. Katolicyzm radził sobie z tym głównie poprzez ożywienie życia zakonnego. Tymczasem protestanci kładli nacisk na pobożność w ramach życia rodzinnego.
Ojciec rodziny miał w zamyśle reformatorów pełnić obowiązki duchowego opiekuna-kaplana domu. Jednak z osobistą pobożnością głowy rodu bywało różnie. Nic dziwnego, że w odpowiedzi na głód Ewangelii zaczęły powstawać społeczności pielęgnujące pobożność (łać. pietas, stąd pietyści). Początki tego ruchu odnajdujemy w krajowych Kościołach ewangelickich. Oschłej ortodoksji protestanckiej pietyści przeciwstawiali naukę o konieczności osobistego nawrócenia i odrodzenia duchowego. Tak pojętą pobożność pielęgnowano we wspólnotach, gdzie czytano i rozważano Biblię oraz dbano o praktyczny wymiar życia chrześcijańskiego. W taki sposób sedno chrześcijaństwa pojmowali m.in. bracia morawscy. Ruch ten przekształcony został przez hrabiego Mikołaja L. Zinzendorfa w Kościół Morawski, z siedzibą w jego posiadłości Herrnhut na Łużycach (herrnhuci).
14 października 1735 r. Jan i Karol Wesleyowie, wraz z dwoma innymi członkami "świętego klubu", wyruszyli na wyprawę misyjną do nowej angielskiej kolonii w Ameryce Północnej - Georgii. Owocem tej wyprawy nie byli jednak nawróceni na chrześcijaństwo Indianie, lecz przełom w życiu Wesleyów. W czasie podróży poznali bowiem właśnie braci morawskich. Ich pobożność ujęła "metodystów". Do końca podróży Jan próbował odpowiedzieć sobie na pytanie, czym jego wiara różni się od wiary braci morawskich. Tę różnicę zauważył, gdy na oceanie rozszalała się straszliwa burza. Ich spokój, ufność i zaskakująca pewność zbawienia były cechami, których brak mu doskwierał. Pobyt Wesleya w kolonii okazał się wielką porażką. Z jednej strony był dobrym kaznodzieją, duszpasterzem zaangażowanym w praktyczną pomoc potrzebującym, z drugiej nietolerancyjnym rygorystą. Zrażał do siebie coraz więcej ludzi, a przy tym nie odniósł spodziewanych sukcesów na polu misji wśród Indian. Zniechęcony niepowodzeniami, powrócił do Anglii w 1737 r. W Londynie związał się z braćmi morawskimi i wówczas doszedł do przekonania, że wiara jest jedynym źródłem pokoju z Bogiem. Ale dopiero wydarzenia z 24 maja 1738 r. doprowadziły do osobistego doświadczenia Łaski Bożej. Ten, który innych pragnął doprowadzić do Chrystusa, sam wreszcie uzyskał pewność zbawienia. Zmieniło się wówczas cale jego życie. To, za czym tęsknił od dawna: radość, wolność od grzechu i lęku przed śmiercią, teraz rozpaliły go do podjęcia nowych wyzwań. Nieco wcześniej podobnego przeżycia nawrócenia doświadczyli również Karol i J. Whitefield. Te trzy nawrócenia dały asumpt do wielkiego przebudzenia metodystycznego w XVIII w.
W nowej rzeczywistości
Pierwsza rzecz, jaka spotkała Wesleya po powrocie z krótkiego pobytu w Herrnhut (4), to odrzucenie przez anglikańskie duchowieństwo nauki o konieczności osobistego nawrócenia.
Zamykano przed nim jeden kościół po drugim. Waitefield, któremu nieco wcześniej zabroniono nauczania z ambony, zaczął w lutym 1739 r. wygłaszać kazania pod gołym niebem. Już drugie kazanie zgromadziło 2 tyś. osób, kolejne 4 tyś., a następne 10 tyś.
Słuchaczy wciąż przybywało. Whitefield, któremu w Ameryce poszło znacznie lepiej niż Wesleyowi, postanowił ponownie wyruszyć do kolonii i zachęcał przyjaciela do kaznodziejstwa na otwartej przestrzeni. Ten jednak, wychowany w głębokim poszanowaniu dla murów kościelnych, nie bardzo umiał to sobie wyobrazić.
Deprymowały go też tłumy. 2 kwietnia 1739 r. wygłosił "inauguracyjne" kazanie na błoniach w pobliżu Bristolu, do 3 tyś. słuchaczy. Przyjęcie poselstwa Ewangelii o nawróceniu i życiu w świętości sprawiło, że wkrótce zapomniał o swych obawach. Już w maju został zmuszony do budowy pomieszczeń służących misji. Rozpoczął się dlań czas wyjątkowo intensywny, który trwać będzie praktycznie do końca jego życia. Biografowie oceniają, że w ciągu ponad pięćdziesięcioletniej działalności wygłosił dziesiątki tysięcy kazań i przebył około 100 tyś. mil angielskich (5).
Od samego początku Wesley musiał jednak stawić czoło najróżniejszym prześladowaniom. Duchowni anglikańscy organizowali tumulty i kampanie antymetodystyczne, wywierając presję na władze miejskie i biskupów, by ci zabraniali publicznych ewangelizacji. Znamienna jest odpowiedź, jakiej Wesley udzielił biskupowi Bristolu: "Ekscelencjo, zadaniem mojego życia jest czynić dobrze. Uważam, że powinienem pozostać tam, gdzie mogę być pożyteczny i zrobić wiele dobrego, więc pozostanę" (6). Prześladowania przybierały momentami charakter wyjątkowo dramatyczny. Wielokrotnie grożono mu śmiercią, zniszczono jego dom w Bristolu. W Walsall tłum wlókł go przez miasto, a następnie porwał na nim ubranie i pobił. Takie same prześladowania spotykały innych kaznodziejów ruchu metodystycznego.
Naczelne zawołanie służby Wesleya brzmiało: "Cały świat jest moją parafią". Metodyzm jako ruch szybko przekroczył granice Anglii. W latach czterdziestych Wesley wyruszył do Irlandii. Po 1750 r. nastąpiło tam znaczne ożywienie ewangelizacyjne. Od 1760 r. stowarzyszenia metodystyczne powstają też w Ameryce. W tym czasie rozpoczęło się duchowe  przebudzenie w samej Anglii. W jednej chwili ludzie doświadczali nagłego uświadomienia sobie własnej grzeszności. Prowadziło to do równie gwałtownych nawróceń, zerwania z grzechem.
Poświadczeniem nowej rzeczywistości stawała się radość, pokój i pewność zbawienia.
Wesley jako organizator i teolog
Dynamizm przebudzenia i jednoczesna konieczność zajęcia się nowo nawróconymi, których nic można było powierzyć nieprzychylnym duchownym Kościoła Anglikańskiego, doprowadziły do powstania zrębów organizacyjnych metodyzmu. Systematyczność Wesleya po raz kolejny dała znać o sobie. Aby wypełnić lukę dzielącą wielkie rzesze nawróconych od pieczy nad poszczególnymi osobami, utworzono tzw. klasy, składające się z 10-15 osób, najczęściej jednej płci. Były to "najmniejsze komórki społeczności metodystów, które częstokroć zawiązywały się spontanicznie" (7). Wbrew naturalnym skojarzeniom, nie było mowy o wyższości jednej klasy nad drugą. Przywódcami grup mogli być zarówno mężczyźni, jak i kobiety (class leader). Wzór matki Wesleya rozpraszał obawy, czy kobieta może pełnić takie funkcje. Zadaniem klasy, a w szczególności jej opiekuna, było czuwanie nad życiem duchowym członków. Większe jednostki, złożone z szeregu grup-klas, nazywały się stowarzyszeniami (societies).
Obserwujemy tu pewne zróżnicowanie. Ogólne stowarzyszenia (united societies) dostępne były dla wszystkich sympatyzujących z ruchem. Natomiast ściślejsze zrzeszenia (band societies) przewidziane zostały dla "pełnoprawnych" członków. Odznaczały się one m.in. dużą surowością stylu życia. Na obu poziomach obowiązywały karty przynależności (tickets), które należało co kwartał odnawiać. Dawało to możność usuwania lub degradowania osób żyjących niezgodnie z zasadami. Inne nowatorskie posunięcie to instytucja kaznodziejów świeckich. Od 1742 r. byli oni głównym motorem aktywności ewangelizacyjnej wczesnego metodyzmu. Za posługę kaznodziejską nie otrzymywali zapłaty, utrzymywali się z pracy zarobkowej. Przywiązany do Kościoła Anglikańskiego, którego ordynowanym duchownym był do końca życia, Wesley nic zamierzał zakładać nowego Kościoła. Żywiołowo rozwijający się ruch potrzebował jednak pewnej spójności. Od 1744 r. Wesley zaczął zwoływać konferencje, których celern było nadanie ruchowi przebudzeniowemu cech bardziej stabilnych. Stały się one później najwyższą władzą i decydowały o wszystkich istotnych sprawach metodyzmu.
Wesley miał głęboki szacunek dla teologii. Jego walka z ortodoksją protestancką polegała raczej na tym, że samo "suche" trzymanie się dogmatów uznawał za niewystarczające do zbawienia. Dogmat nabiera znaczenia dopiero z chwilą, gdy człowiek autentycznie się nawraca i zaczyna żyć w duchu Ewangelii i doskonałości moralnej. Wesley podkreślał swoją wierność starokościelnym symbolom wiary (8). Za wiążące uznał także Artykuły Wiary Kościoła Anglikańskiego. Z 39 artykułów wybrał jako obowiązujące 24 o szczególnym znaczeniu doktrynalnym. Poza anglikanizmem, Wesley czerpał istotne wątki z trzech
głównych tradycji nieanglikańskich. Od katolicyzmu przejął wspomniane zamiłowanie do mistycyzmu i episkopalny ustrój Kościoła. Za purytanami (9) głosił konieczność traktowania wiary jako wydarzenia o charakterze osobistego doświadczenia. W chrześcijańskim zaufaniu nie chodzi bowiem jedynie o intelektualną zgodę na dogmaty, lecz o osobistą więź między Bogiem a człowiekiem. To zaufanie prowadzi człowieka do odrzucenia własnych uczynków, rozumianych jako zasługi przed Bogiem, na rzecz całkowitego zdania się na łaskę Bożą.
Sprawiedliwość człowieka wypływa z dzieła krzyża Jezusa Chrystusa i niezasłużonej życzliwości okazanej przez Boga. Od człowieka oczekuje się przyjęcia laski przez nawrócenie i żal za grzechy. Wesley podkreślał przy tym konieczność otrzymania pewności zbawienia. Musi być ona konsekwencją osobistego spotkania z Chrystusem. Pewność zbawienia jest więc pełnią nadziei, wynikającą z jednej strony z osobistego doświadczenia, z drugiej zaś ze Słowa Bożego.
Kolejnym elementem teologii Wesleya, przejętym od purytan, jest idea przymierza. Zachowując przymierze zawarte przez Jezusa Chrystusa i przyjmując Go jako swojego Pana i Zbawiciela, człowiek otrzymuje dar sprawiedliwości - odpuszczenie grzechów. Żyć w przymierzu to znaczy żyć w posłuszeństwie, wierze i w miłości. Chrześcijanin jest w ten sposób powołany do świętości, rozumianej jako stały wzrost w doskonałości duchowej i moralnej.
Ten postulat uświęcania stanie się bardzo istotnym elementem teologii wesleyańskiej.
Od arminianizmu (10) Wesley przyjął przekonanie o uniwersalnym charakterze zbawienia, odrzucając kalwińską wykładnię doktryny o predestynacji. W 1740 r. zarysował się na tym tle rozłam w rodzącym się ruchu metodystycznyrn. Uznający arminiańskie stanowisko uczniowie Wesleya i przyjmujący kalwinizm zwolennicy Whitefielda poszli dalej własnymi drogami.
Niestrudzona aktywność we wszystkich aspektach życia kościelnego uczyniła z Wesleya prawdziwego tytana pracy. Aktywny był praktycznie do samej śmierci. Pod koniec lutego 1791 r. wygłosił swoje ostatnie kazanie. Umarł kilka dni później - 2 marca 1791 r., przeżywszy 87 lat.
Prekursor pentekostolizmu
Ruch zielonoświątkowy zawdzięcza wiele samemu Wesleyowi oraz przebudzeniu metodystycznemu i powstałemu na tej bazie ruchowi uświęceniowemu (The Holiness Movemcnt), który narodził się w USA po wojnie secesyjnej. Najbardziej znanymi postaciami tego ruchu byli Karol G. Finney i Dwight L. Moody. Metodystyczni zwolennicy uświęcenia przestrzegali wszystkich nakazów swojego założyciela, mówiących o potrzebie życia w świętości. Sam Wesley odróżniał bowiem dwa momenty w życiu chrześcijanina: poprzedzone żalem za grzechy nawrócenie (wyrażające się często w płaczu, drżeniu ciała i okrzykach) oraz tzw. drugie błogosławieństwo (second blessing), będące niejako dopełnieniem procesu uświęcenia ludzkiego życia. Wśród niektórych zwolenników "The Holiness Movement" pojawiło się jednak przekonanie, że owej świętości nie potrafią osiągnąć na własną rękę i muszą otrzymać od Boga niezbędną pomoc. Przebudzenie "uświeceniowe" było już bezpośrednim poprzednikiem ruchu pentekostalnego.
Istnieje wiele podobieństw pomiędzy tymi przebudzeniami i to na różnych poziomach: od teologii i pobożności po sprawy organizacyjne. Bliższa analiza postaci tworzących światowy ruch zielonoświątkowy pozwala jeszcze lepiej dostrzec te zależności. Czołowi przedstawiciele przebudzenia pentekostalnego byli mniej lub bardziej związani z dziedzictwem Jana Wesleya. Pastorem w Kościele Metodystycznym byt Charles Parham. Dalsza droga poprowadziła go przez Ruch Świętości aż do słynnej szkoły w Topeka. Gdy w pamiętny wieczór sylwestrowy w 1900 r. Bóg ochrzcił w Duchu Świętym pierwszą osobę, była nią wychowanka Episkopalnego Kościoła Metodystycznego, Agnes N. Ozman.
William J. Seymour, najbardziej znana postać wczesnego ruchu zielonoświątkowego, wychował się w jednym z baptystycznych zborów Luizjany. Potem przyłączył się jednak do Kościoła Metodystycznego i został pastorem jednego ze zborów Ruchu Świętości. Jeśli uznamy rok 1906 i wydarzenia przy Azusa Street 312 w Los Angeles za początek pentekostalizmu, to warto zauważyć, że pierwsze nabożeństwa zielonoświątkowe odbywały się w byłej kaplicy rnetodystycznej (11). Przypadek czy zrządzenie Opatrzności?
Europejskim pionierem i apostołem ruchu pentekostalnego był Tomasz B. Barratt. Wychowany w rodzinie o bardzo silnych tradycjach wesleyańskich, nawrócenie przeżył jako dwunastolatek. W wieku dwudziestu lat został świeckim kaznodzieją w Kościele Metodystycznym w Norwegii. Ordynowany na diakona, został pastorem III zboru w Oslo, a później prezbiterem oraz supcrintendentem okręgu Oslo. W 1906 r., w USA został ochrzczony w Duchu Świętym i po powrocie do Norwegii zaczął publicznie nauczać o tym przeżyciu. Oslo na pewien czas stało się europejską centralą ruchu zielonoświątkowego. Lewi Pethrus ze Szwecji i Jonathan Paul z Niemiec po spotkaniu z Barrattem zostali przekonani do nauki o chrzcie w Duchu Świętym, stając się zarazem przywódcami ruchu pentekostalnego w swoich krajach.
Inną wybitną postacią ruchu zielonoświątkowego był znany ewangelista Smith Wigglesworth. Jego rodzina uczęszczała do Kościoła Anglikańskiego, ale babcia często zabierała go na nabożeństwa do metodystów i tam, w wieku ośmiu lat, przeżył nawrócenie. W tym Kościele stawiał pierwsze kroki w służbie kaznodziejskiej.
Jak widać, zielonoświątkowcy są "genetycznie" związani z Wesleyem i jego dziedzictwem. Wesley nie chciał tworzyć nowego Kościoła; swoją rolę pojmował raczej jako narzędzie Boże, mające ożywić cały Kościół Jezusa Chrystusa. Ta myśl wydaje się bliska również rodzącemu się zarówno w USA, jak i w Europie przebudzeniu zielonoświątkowemu. Mimo to losy zarówno jednego, jak i drugiego przebudzenia potoczyły się w kierunku zorganizowania nowych wspólnot kościelnych. Nie możemy jednak zapominać, że przebudzenia nie należą do którejkolwiek konfesji, lecz są dziełem Boga i ich celem jest budowanie Kościoła - takiego, jakim chce go widzieć sam Pan.
Ks. dr Wojciech Gajewski - doktor nauk historycznych, badacz pierwszych wieków chrześcijaństwa, pracownik naukowy Wydziału  Filologiczno-Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego, wykładowca historii dogmatów w Warszawskim Seminarium Teologicznym, pastor zboru zielonoświątkowego we Fromborku.
2. Jan miał osiemnaścioro rodzeństwa, ośmioro umarto we wczesnym dzieciństwie.
3 Raz parafianie wsadzili swojego proboszcza do wiezienia za... długi.
4 Podróż odbyła się na przełomie sierpnia i września 1738 r.
5 Niektórzy podają liczbę 300 tyś. mil ang. Por. W Benedyktowicz, Bracia z Epworth, Wirszawa 1971, s. 205.
6 Cyt. za: W. H. Guiton, dz. cyt., s. 21.
7 W. Benedyktowicz, dz. cyt., s. 111.
8 Do starokościelnych symboli wiary należą: Credo Apostolskie i Nicejsko-Konstantynopoli-tańshie oraz Atanazjańskie Wyznanie Wiary. Za ortodoksyjne uznaje się także orzeczenia soborów w Efezie i Chalcedonie.
9 Purytanie (lać. purus - czysty) wywodzą się z radykalnego odłamu reformy Kościoła w XVI-wiecznej Anglii.
10 Twórcą  tego nurtu  byt Jakub Arminiusz (1563-1641), teolog holenderski.
11 Ku jedności w Duchu, Sylwetki ruchu zielonoświątkowego, "Chrześcijanin" 3-4/1993, s. 10.
Tekst ukazał się w miesięczniku "Chrześcijanin" (5-6/2003)
Redakcja Magazynu Semper Reformanda dziękuje Redaktor Naczelnej "Chrześcijanina" oraz Autorowi za możliwość wykorzystania tego materiału na naszych stronach.

Łączna liczba wyświetleń