wtorek, 27 grudnia 2011

Boże Narodzenie 25.12.2011 Nadzieja przyszła z Betlejem.

„W odwiecznym mieście Londynie pewnego jesiennego dnia w drugiej ćwierci szesnastego
stulecia w ubogiej rodzinie nazwiskiem Canty przyszedł na świat chłopiec, którego rodzina ta
wcale nie pragnęła. Tego samego dnia w bogatej rodzinie Tudorów przyszło na świat inne
angielskie dziecko, gorąco upragnione przez tę rodzinę. Pragnęła go również cała Anglia i tak
doń tęskniła, tak go oczekiwała, tak korne zanosiła o niego modły do  Boga,  że  gdy  narodziło  się
wreszcie, ludzie bliscy byli radosnego szaleństwa. Zwyczajni znajomi ściskali się, całowali i
płakali ze szczęścia. Wszyscy zaczęli świętować i dziwnie jakoś złagodnieli, wysoko i nisko
urodzeni, bogaci i biedni ucztowali, tańczyli, śpiewali, a trwało to przez wiele dni i wiele nocy. Za dnia Londyn nie lada przedstawiał widok, bo wesołe chorągwie trzepotały na balkonach lub szczytach wszystkich domostw i wspaniałe korowody ciągnęły ulicami. Nocą widok
był nie mniej okazały, bo na rogu każdej ulicy płonęły ogniska, wokół zaś nich weseliły się
rozbawione tłumy. Jak Anglia długa i szeroka, mówiono jedynie o nowo narodzonym dziecięciu, Edwardzie Tudorze, księciu Walii, który leżał spowity w jedwabie i atłasy i nic nie
wiedział  o  wywołanym  przez  się  zamieszaniu  ani  o  tym,  że  niańczą go i doglądają dostojni
panowie i damy – na czym zresztą wcale mu nie zależało. Ale o drugim niemowlęciu, Tomie
Canty, spowitym w nędzne szmaty, nie wiedział nikt z wyjątkiem  najbliższej rodziny biedaków.
 Taki zaczyna się książka Marka Twaina „królewicz i żebrak” jak myślicie, który opis pasuje lepiej do Jezusa?  Chociaż Jezus Chrystus jest prawdziwym Królem i powinien cały świat oczekiwać na Jego narodzenie, to tylko nieliczni go rozpoznali i byli gotowi zaakceptować właśnie Jezusa jako obiecanego Mesjasza, zbawiciela.
Nie powitano Go jak w wyżej przedstawionym opisie nie czekano na niego w taki sposób. Chociaż Żydzi w tamtym czasie oczekiwali Mesjasza na podstawie proroctw Starego Testamentu, to jednak ich oczekiwania były zupełnie inne. Oczekiwali króla militarnego, który poprowadzi naród Żydowski  do zwycięstwa nad wszelkim wrogiem. Bogu jednak upodobało się, że Jego Syn narodzi się w warunkach dalekich od dobrych.
1 Koryntian 1:27  ale to, co u świata głupiego, wybrał Bóg, aby zawstydzić mądrych, i to, co u świata słabego, wybrał Bóg, aby zawstydzić to, co mocne,
28  i to, co jest niskiego rodu u świata i co wzgardzone, wybrał Bóg, w ogóle to, co jest niczym, aby to, co jest czymś, unicestwić,
29  aby żaden człowiek nie chełpił się przed obliczem Bożym.
 W Księdze Izajasza czytamy następujące proroctwo dotyczące Mesjasza.
Izajasza 9:5  Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju.
6  Potężna będzie władza i pokój bez końca na tronie Dawida i w jego królestwie, gdyż utrwali ją i oprze na prawie i sprawiedliwości, odtąd aż na wieki. Dokona tego żarliwość Pana Zastępów.
 Inny fragment Biblijny wszystkim dobrze znany, który o przyjściu Chrystusa to:

Jana 3:16  Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.
17  Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.
Gdy stoimy przed narodzeniem Chrystusa, to musimy zdać sobie sprawę, że te wydarzenia, które miały miejsce w Betlejem nie były przypadkowe. Jak powiedział autor Listu do hebrajczyków:
Hebrajczyków 1:1  Wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy do ojców przez proroków;
2  ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył.
Jest, to jedno z największych świadectw autentyczności Bożego przesłania. Mamy tutaj namacalną historyczną sytuacje kiedy Bóg realizuje swoje zamierzenia. A wcześniej te narodziny były zapowiadane od setek, tysięcy lat. To też różni w znacznym stopniu chrześcijańskie przesłanie od innych Religi. Inne religie są wytworem wielkich filozofów, myślicieli, mistyków. Narodziły się w ich umysłach zdobywając kolejnych naśladowców, ale nie mają żadnego świadectwa autentyczności. Chrześcijaństwo natomiast ma Boga angażującego się w historię, którą można zbadać, zweryfikować. Jak, to mówi apostoł Piotr nie opieramy się na zręcznie zmyślonych baśniach, ale na faktach.
W starym Testamencie wielokrotnie możemy przeczytać o zapowiedziach dotyczących mesjasza i te zapowiedzi realizują się właśnie mieście dawidowym, w Betlejem. U Boga nie ma przypadków najpierw przez wiele lat Bóg zapowiadał te wydarzenia w różnych formach czy to przez słowo lub praktyki Starego Testamentu, a następnie wypełnił swoje zapowiedzi. Spotykając się tutaj dzisiaj i wspominając te wydarzenia możemy mieć zupełną pewność, że nie wspominamy jakiejś legendy jakiejś bajki, ale prawdziwą historię, historię Boga, który przynosi nam prawdziwą nadzieje. Nie taką nadzieje jaką daje ten świat na krótko na chwilę żeby tylko zapomnieć o smutkach. Nadzieja wynikająca z narodzenia Chrystusa jest trwała ona przynosi nam ratunek od największych naszych wrogów od grzechu, śmierci i szatana. Takiej nadziei w żaden sposób nie jest w stanie dać nam ten świat. Mowie wam, że nie ma znaczenia do jakiego miejsca świat dojdzie w swoim rozwoju, nie ma znaczenia jak dobra będzie technologia na jaki wysoki poziom wzniesie się medycyna lub myśl filozoficzna. Z pewnością zanim, to wszystko się skończy przybędzie jeszcze trochę odkryć z dziedziny fizyki, medycyny, filozofii. Może pojawią się lepsze samochody lub podróże kosmiczne, ale w kontekście prawdziwego ratunku nie ma to dla nas żadnego znaczenia, świat nigdy nie upora się w oparciu o swoją mądrość z tymi trzema strasznymi wrogami. 
To w jaki sposób przyszedł ratunek dla tego zgubionego świata jest kolejnym potwierdzeniem, że ratunek ten wyszedł od Boga. Świat i ludzie w swojej mądrości nigdy nie zwróciłyby uwagi na to dziecko narodzone w Betlejem około dwóch tysięcy lat temu. Gdyby świat doszedł do wniosku, że potrzebuje prawdziwego ratunku, zwróciłby się do mądrych, wykształconych, wielkich, ale nigdy nie spojrzałby na coś co nie ma jakiejś konkretnej wartości. Nawet gdy oglądamy filmy katastroficzne o zagładzie tego świata, to zwróćcie uwagę jakich ludzi wybiera się żeby zacząć nowy początek. Zawsze jest, to elita najlepsi z najlepszych, ale Bóg gdy podjął się naszego zbawienia postąpił zupełnie odwrotnie. Gdy przyszedł na świat, urodził się w szopie w ubogiej rodzinie. Gdy zaczynał swoją działalność wybrał garstkę składającą się z rybaków, celników, prostych ludzi. Powierzył dzieło ewangelizacji świata, zlęknionym, prostym często niewykształconym osobom. Dlaczego Bóg tak robi? Dlaczego właśnie działa w taki sposób? Głównym powodem takiego postępowania jest, to żebyśmy wiedzieli że chwała należy się tylko Bogu, nic nie możemy zawdzięczać sobie. Obchodząc tą pamiątkę dzisiaj musimy pamiętać, że w żaden sposób nie jest, to naszą zasługą, ale że Syn nam jest Dany od Boga.  
Słowa Izajasza są dla nas niezwykle ważne Bóg daje nam do zrozumienia posyłając swojego Syna, że jest zainteresowany naszym losem. Jest zainteresowany naszymi sprawami i naszym życiem. Są teorie, które twierdzą np. jak Deizm, że Bóg stworzył ten świat i nie interesuje się nim. Nie, Bóg posłał swojego Syna i posłał Go dla naszego ratunku jak mówi jedna z kolęd „w naszą nędze Go darował”.  Dramatyzmu całej historii zbawienia dodaje fakt w jaki sposób Bóg, to uczynił. Nie posłał swego syna do pałacu z wieloma opiekunkami nie narodził nawet w swoim domu tylko w drodze. Nawet, to że nie znalazło się dla niego miejsce w gospodzie świadczy o tym, że świat nie chciał przyjąć swego Pana, nie chciał Bożego ratunku, a jednak Bóg nie zrezygnował i sprawił ostatecznie, że Jego Syn stanie się ofiarą przebłagalną za nasz grzech. Jeśli rzeczywiście człowiek dowie się o tym ratunku zgotowanym nam przez Boga i zacznie się nad nim zastanawiać, to dojedzie do wniosku, że zupełnie nie rozumie Boga. Dlaczego on tak uczynił? Dlaczego tak uczynił w moim kierunku, przecież ja zupełnie na to nie zasługuje, obraziłem Go swoim grzechem a On zamiast odpłacić mi tym samym daruje mi siebie, swoją miłość i przebaczenie. Zaprawdę Bóg nie jest człowiekiem, a Jego myśli, to nie myśli nasze Jego drogi, to nie drogi nasze.
W działaniu Boga widać determinacje nie jest, to łaska na odczepnego, ale jest, to łaska z pełnym zaangażowaniem z miłością i troską.
Mateusza 1:23  Oto panna pocznie i porodzi syna, i nadadzą mu imię Immanuel, co się wykłada: Bóg z nami.
Bóg jest z nami nie tylko ratując nas z naszych grzechów, ale wychodzi nam naprzeciw w naszych codziennych problemach, przeciwnościach chce też być obecny w naszych radościach i w naszej codzienności. Jezus odchodząc z tego świata powiedział, że nie pozostawi nas sierotami nie  pozostawi nas samych (Jana 14:18).
Także należy tutaj podkreślić, że w osobie Syna Bóg schodzi do nas pozostawiając swoją chwałę, Jezus ogranicza się i nie upiera się by być równym Bogu chociaż był w postaci Bożej. Był Bogiem, a jednak postanowił stać się człowiekiem, urodził się jak my, dorastał jak my, czuł głód i zmęczenie. Doświadczył zdrady, wyszydzenia, niesprawiedliwego postępowania i zmarł na Krzyżu w okropny sposób, ale śmierć nie mogła Go pokonać, bo jest Bogiem Mocnym, Ojcem odwiecznym. Izajasz przepowiadając przyjście Chrystusa odnosi do niego tytuły jakie tylko Bogu się należały, a jednak te tytuły zostały przypisane Chrystusowi jako Bogu. Dziecko narodzone w Betlejem jest Bogiem od tej chwili nikt z nas nie może powiedzieć, że Bóg nie wie co czujemy z czym się zmagamy, Bóg staje się człowiekiem i w osobie Chrystusa zbliża się do nas w taki sposób jak nie uczynił tego nigdy wcześniej.
Chrystus także jest władcą i Panem wszystkiego do niego należy historia i On ma w ręku życie każdego z nas czy jestem wierzący czy niewierzący nie ma, to wpływu na fakt, że moje życie zależy od niego. I nie tylko, to życie doczesne, ale przede wszystkim, to życie wieczne. Stosunek do Chrystusa decyduje o naszym wiecznym przeznaczeniu. Często ludzie myślą, że jak wierzą w Boga, to mają jakąś nadzieje jakieś oparcie. Ale jak w niego nie wierzą, to nie powoduje,  dla nich żadnych konsekwencji. Nawet niektórzy uważają, że mają trochę łatwiej, bo ich życie nie jest poddane pewnym ograniczeniom wynikających z wiary.
To w jaki sposób potraktujemy, to dziecko narodzone w Betlejem ma decydujący wpływ na moją przyszłość na ziemi. Bo jestem przekonany, że stosunek do Jezusa wpływa na to jakie doczesne życie prowadzimy. I ma też decydujący wpływ na moje wieczne przeznaczenie, albo Go przyjmiesz i będziesz uratowany od przekleństwa swoich grzechów uratowany od Gniewu Bożego, Sądu i potępienia w piekle albo Go odrzucisz i spotkasz się ze sprawiedliwą odpłatą za twoje kłamstwa, pychę, egoizm i wszelką niesprawiedliwość, której dopuściłeś się w swoim życiu.
Jezus jest nazwany u Izajasza Księciem pokoju. On przynosi prawdziwy pokój do naszej duszy, przynosi prawdziwy pokój między nami a Bogiem usuwa wszelki strach przed śmiercią i daje nam głębokie poczucie, że nasze życie nie jest bezsensowne, to właśnie w Jezusie mamy odpowiedzi na wszystkie egzystencjalne pytania. Jest wiele religii na świecie, ale żadna z nich nie daje pojednania między nami, a Bogiem. W żadnej z nich Bóg nie staje się przyjacielem człowieka i żadna z nich nie przemienia serca i nie daje tak głębokiego uczucia pokoju jak ewangelia.
Chciałbym wam podać kilka przykładów wielkich ludzi tego świata którzy tego pokoju ukojenia, poszukiwali  nigdzie nie mogli znaleźć uciszenia tych wzburzonych fal swojego życia, dopiero osoba Jezusa Chrystusa w jednej chwili otworzyła ich oczy i zobaczyli po której stronie jest prawda doświadczając zupełnego pokoju. 
Jednym z takich ludzi był Augustyn ojciec kościoła. Przed nawróceniem prowadził  niemoralne życie, poszukiwał wrażeń i uciech, chwaląc się sukcesami erotycznymi ale po nawróceniu wypowiedział bardzo znane zdanie: „Niespokojne jest nasze serce dopóki nie spocznie w tobie”
Innym przykładem był człowiek o wielkiej mądrości i wielkim wykształceniu jakim był Marcin Luter, poświęcił się wielkiej nauce i praktykom religijnym, ale czym bardziej oddany był swojej Religi tym większe czuł potępienie aż do momentu kiedy Bóg objawił, że można się stać sprawiedliwym dzięki wierze w Chrystusa. Luter ciągle się zastanawiał jak można być sprawiedliwym skoro Boże wymagania są tak wygórowane, Chrystus jest odpowiedzią na Boże wymagania on Jest wypełnieniem Prawa.
Także Jan Wesley wielki założyciel Metodyzmu był bardzo gorliwy w służbie dla Boga. Często pościł i modlił się i głosił o wspaniałości Boga, ale nie miał tego głębokiego uczucia pokoju i czuł potępienie nad swoim życiem. Dopiero pewnego dnia gdy słuchał odczytu komentarza Lutra do Listu Rzymian wstąpił na jego serce pokój i jego grzechy zostały odpuszczone.
Jezus Przynosi prawdziwy pokój i pojednanie między nami, a Bogiem. Przynosi też prawdziwy pokój w doczesności i codziennych sprawach. W nim możemy mieć prawdziwe oparcie w największej Burzy.  
Skoro Chrystus jest księciem pokoju i my również powinniśmy iść w jego ślady będąc ludźmi pokoju. Nie tylko zwiastujemy odpuszczenie grzechów i pokój z Bogiem, ale powinniśmy być tego przykładem. Powinniśmy nieść ludziom zbudowanie i nadzieje, powinniśmy być przykładem przebaczenia między nami a innymi ludźmi, bo jeśli uwierzyliśmy w Chrystusa to, to przebaczenie stało się naszym udziałem i musimy przebaczyć.
W Księdze Izajasza czytamy:
Izajasza 2:2  I stanie się w dniach ostatecznych, że góra ze świątynią Pana będzie stać mocno jako najwyższa z gór i będzie wyniesiona ponad pagórki, a tłumnie będą do niej zdążać wszystkie narody.
3  I pójdzie wiele ludów, mówiąc: Pójdźmy w pielgrzymce na górę Pana, do świątyni Boga Jakuba, i będzie nas uczył dróg swoich, abyśmy mogli chodzić jego ścieżkami, gdyż z Syjonu wyjdzie zakon, a słowo Pana z Jeruzalemu.
4  Wtedy rozsądzać będzie narody i rozstrzygać sprawy wielu ludów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej.
Narodzone dziecię w Betlejem nie tylko przynosi wyzwolenie przebaczenia grzechów, ale daje nam szerokie nadzieje na daleką przyszłość. Pokój o którym mówi Słowo Boże już niebawem stanie się udziałem całej ziemi. Obecnie żyjemy w świecie gdzie nie ma ani jednego dnia bez wojny mniejszej lub większej. Żyjemy w świecie grze przemoc, złość i nienawiść zbiera ogromne żniwo. Ktoś mógłby mi zarzucić: „jak możesz mówić o pokoju czy nie widzisz co się dzieje?  Jak możesz być tak ślepy, rozejrzyj się dookoła, żyjemy na jednym wielkim polu bitwy”. I rzeczywiście gdybym skupiał się tylko na tym co widzę i nie znał Jezusa Chrystusa, a nadzieje widział w wysiłkach człowieka, musiałbym przyznać takiemu człowiekowi racje, bo fakty są nieubłagane.
Obecnie na świecie jest ponad 30 dużych zbrojnych konfliktów do tego dziesiątki mniejszych.  Okazuje się że według badań liczba niepokojów na świecie wzrasta każdego roku o około 2% badania są prowadzone od ponad 100 lat. Oczywiście dla nas nie jest, to żadnym zaskoczeniem, bo Chrystus mówił że czym bliżej czasu Jego przyjścia tym bardziej niespokojny będzie świat.
Ale Ja patrzę na Słowo Boże i w Jego obietnicach widzę nadzieje dla świata i każdego człowieka, pokój który zapanuje na całej ziemi przyjdzie za sprawą Chrystusa. To czego nie mogą dokonać wielcy tego świta, królowie, politycy, filozofowie tego Dokona Chrystus przynosząc prawdziwy realny kres wszelkim wojnom i niepokojom.  Potężna będzie władza Jego, On jest Panem panów i Królem królów. Gdy przyglądamy się temu porządkowi rzeczy w tym świecie musimy zdać sobie sprawę, że to wszystko jest tymczasowe na chwilę, prawdziwe królestwo i prawdziwe życie dopiero nadchodzi. Chociaż Chrystus już króluje nad całym światem, to czekamy jednak na coś więcej na wielki Triumf naszego Króla na Jego objawienie w Chwale, a wtedy kiedy On się objawi my objawimy się razem z nim. Drodzy nie rezygnujmy z nadziei, która ma wielką zapłatę, może teraz czujesz się zmęczony, strudzony, może nawet nie widzisz tego wielkiego zwycięstwa o którym teraz mówię, ale chce cię zapewnić, że Bóg tego wszystkiego dokona i już niebawem ujrzysz te wszystkie wspaniałe obietnice, a Bóg chce byś miał w nich udział, ale to może się stać tylko wtedy kiedy dziecię w Betlejem stanie się dla ciebie Panem i Bogiem. Adam Mickiewicz znany polski pisarz powiedział: „Wierzysz, że Jezus narodził się w betlejemskim żłobie, lecz biada ci, jeśli nie narodził się w tobie”. Niech kolejna pamiątka narodzenia Chrystusa będzie dla nas wezwaniem do uchwycenia się Chrystusa i przypomnieniem co naprawdę ważne jest w życiu. Amen
                                                                                                               







sobota, 17 grudnia 2011

prorokini Anna przykładem wiernego oczekiwania na Zbawiciela Ew. Łukasza 2,36 - 38

Drodzy dzisiaj chciałbym podzielić się z wami historią pewnej osoby, która jest opisana w Ew. Łukasza. Czytamy tam o pewnej kobiecie, która oczekiwała na przyjście Mesjasza  służąc Bogu bardzo gorliwie w postach i modlitwach zarówno za dnia jak i nocą. Czytamy też o tym, że Bóg  odpowiedział na modlitwy tej niezwykle pobożnej kobiety i pod koniec swojego życia mogła ujrzeć zbawiciela Jezusa Chrystusa.
Myślę, że Anna może być dla nas wszystkich przykładem i zachętą do tego jak należy służyć Bogu. Gdy wgryziemy się w historie tej kobiety, to zobaczymy, że życie nie potraktowało jej lekko, a Bóg nie oszczędził jej doświadczeń. Wyszła za mąż jako młoda dziewczyna w tamtym czasie w Izraelu już czternastoletnie dziewczynki wydawano za mąż i prawdopodobnie Anna około tego wieku stała się żoną. Ale niedługo cieszyła się małżeństwem, bo po siedmiu latach zmarł jej mąż. Z pewnością dla Anny, to była straszna tragedia, ale także powód do zmartwień na przyszłość. Wdowy miały szczególnie trudną sytuacje w Izraelu jeśli posiadały dorosłe dzieci, to miały nadzieje na utrzymanie ; dzieci miały obowiązek troszczyć się o swoich rodziców. Ale w przypadku Anny szczególnie była skomplikowana sytuacja. Maż zmarł dosyć szybko więc nawet jeśli miałaby dzieci, to w takiej chwili były dodatkowym obciążeniem.
Wdowy traciły tez prawo dziedziczenia i były narażone na szorstkie traktowanie i wyzysk. Często wdowy nie znajdywały żadnego korzystnego rozwiązania swojej nowej sytuacji i były uzależnione od dobroczynności. Jeśli zmarły maż miał rodzeństwo, to stosowane było prawo lewiratu, które nakazywało objąć za żonę, wdowę po bracie. Ale nie zawsze stosowano, to prawo, a jak widzimy nie w przypadku Anny. Nawet opowiadania ewangelijne dowodzą wrażliwości Jezusa Chrystusa na ciężki los wdów. Jezus przywrócił do życia „jedynego syna wdowy (Łuk 7,11-17) mamy zapis o ubogiej wdowie która była niezwykle hojna (Mar 12, 42-44) Jezus pochwalił ją. Nie wiemy dlaczego Anna nie wyszła ponownie za mąż, ale wiemy, że bardzo wcześnie została wdową jako dwudziesto – kilkuletnia dziewczyna straciła męża i całe życie do później starości została w tym stanie. Okoliczności w jakich się znalazła nie były sprzyjające, ale nie czytamy w naszym tekście żeby Anna zgorzkniała lub rozczarowała się Bogiem z tego powodu. Myślę, że warto to podkreślić, że Anna postąpiła zupełnie inaczej jak postępuje dzisiaj wiele osób. Nie narzekała na Boga i nie oskarżała Go, jaki to ją spotkał ciężki los, ale zrobiła coś zupełnie przeciwnego, ze swoim problemem przyszła do Boga. Wiele osób w takiej i w podobnych okolicznościach traci wiarę, przeklina Boga, świat, ludzi. Jeszcze inni dochodzą do wniosku, że życie się dla nich skończyło. I nie mam tu tylko na myśli sytuacji gdy stracimy kogoś bliskiego, ale wszystkie inne doświadczenia, które są dla nas szczególnie uciążliwe. Bardzo wiele osób przez podobne problemy odwróciło się od Boga twierdząc, że nie zasłużyli na takie traktowanie „i co to w ogóle jest za Bóg, który dopuszcza do takich tragedii”. Ewangelista Łukasz pokazuje dramat tej kobiety, ale pokazuje nam że w tym dramacie w tej tragedii Anna się nie załamała, nie poddała się ale złożyła swój ciężar na Boga.  W liście Ap. Pawła do filipin czytamy:
Filipian 4:6  Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu.
Anna zachowywała się jakby znała słowa Pawła i Chrystusa żeby się nie troszczyć, nie zamartwiać nawet w najcięższej sytuacji, ale powierzyć nasze problemy i troski Bogu. Bóg dopuszcza do różnych doświadczeń w naszym życiu, ale nigdy w tych doświadczeniach nie pozostawia nas samych. On pragnie żeby trudności doświadczenia zbliżyły nas do niego. I wtedy kiedy tak się stanie, kiedy przyjdziemy do Chrystusa z tym ciężarem jaki nosimy na sercu, to odzyskujemy zupełny pokój. On wychodzi nam naprzeciw w naszym życiu, problemach i doświadczeniach. Można zadać pytanie jak ja się zachowuje podobnych sytuacjach? Czy ufam choć często mogę nie wiedzieć dlaczego Bóg dopuścił do okoliczności w jakich się znalazłem.
Następnie Anna nie uważała, że jest za stara żeby służyć Bogu i być dla niego użyteczną, może być ona dla nas niezwykłym przykładem gorliwości.
Psalmów 92:14  Zasadzeni w domu Pańskim Wyrastają w dziedzińcach Boga naszego.
15  Jeszcze w starości przynoszą owoc, Są w pełni sił i świeżości,
Nie wiemy dokładnie ile Anna miała lat, ale możemy być pewni, że była w bardzo podeszłym wieku. Z ewangelii dowiadujemy się, że 84 lata żyła jako wdowa. Kobiety w Izraelu wychodziły za maż mając około 14 lat i z mężem żyła 7 lat. Więc jeśli dodamy 21 lat do 84 to wychodzi nam, że w chwili przyniesienia Jezusa do świątyni Anna miała 105 lat. Mimo tak podeszłego wieku nie doszła do wniosku, że czas zostawić służbę Bugu innym młodszym od siebie, ale angażowała całym sercem poszcząc i modląc się.  I z znowu pojawia się pytanie jak długo człowiek powinien angażować się w służbę i pracę w królestwie Bożym? Anna jest dla nas przykładem, że od samej młodości do późnego wieku starczego można być skutecznym w służbie dla Pana. Być może posuwając się w latach nie będziemy w stanie robić tego co robiliśmy w młodości gdy znaliśmy Pana. Może nie będziemy w stanie pojechać na misję lub angażować się w taki stopniu jak pozwalały nam na to młodzieńcze lata życia. Ale możemy angażować jak robiła, to Anna. Zbyt często nie doceniamy służby, którą ona pełniła.  Ona trwała przez cały czas w postach i modlitwach. O co mogła się modlić? Z jej postawy wynika, że modliła się o wypełnienie obietnic, które Bóg dał swojemu ludowi. Modliła się o to aby Boża wola wypełniła się na ziemi tak jak wypełnia się w niebie. Służba modlitwy jest jedną z najbardziej zaniedbywanych służb w kościele. życie chrześcijanina, życie wiary, by było życiem pełnym mocy musi być wypełnione modlitwą. W wielu kościołach temat modlitwy jest coraz mniej popularny, możemy organizować wielkie przedsięwzięcia ewangelizacyjne snuć wielkie plany, mieć wypełniony kościół po brzegi ludźmi, ale jeśli wszelkie nasze działania nie są poprzedzone modlitwą, to są tylko czysto cielesne starania, które z pewnością nie przysporzą Chwały Bogu. Ktoś powiedział że „zwyciężamy na kolanach” nasza gorliwość i oddanie jest odbiciem naszej osobistej społeczności z Bogiem. Nie spodziewajmy duchowych zwycięstw w naszym osobistym życiu, kościele jeśli nie będziemy ludźmi modlitwy. Gdy przyjrzymy się wielkim ludziom wiary, to od razu zauważymy że wszyscy spędzali czas przed Bogiem modląc się. Gdy prześledzimy służbę Jezusa Chrystusa, to dostrzeżemy, że często praktykował osobistą społeczność z Bogiem. Niekiedy trwało, to nawet całą noc. Gdy apostołowie kładli się spać Chrystus oddalał się na modlitwę gdy oni wstawali On już był na modlitwie.
Gdy modlimy się, to zdajemy sobie sprawę z własnej niemocy i wyznajemy, że potrzebujemy Bożej mocy, tylko wtedy kiedy trwamy w modlitwie i wołamy do Boga możemy zostać posileni i napełnieni Duchem Św. Jestem pewien, że Anna zawdzięczała dobry swój stan wiernej modlitwie z pewnością Bóg wielokrotnie ją posilał i dodawał jej zapału gorliwości i zdrowia.
William Bramwell – apostoł modlitwy uważany za człowieka niezwykle rozmodlonego i prowadzącego owocną służbę przy końcu swojego życia powiedział:
"Przyczyną, dla której większość chrześcijan nie trwa w zbawieniu, jest zbyt wiele spania, zbyt wiele jedzenia i picia, zbyt mało postu i samozaparcia, zbyt wiele rozmów ze światem, zbyt wiele głoszenia i słuchania, a zbyt mało modlitwy i kontroli siebie samego.
Wielu chrześcijan spędza teraz całą niedzielę w miejscach publicznych i, gdyby nawet słuchali tam zwiastowania aniołów, i tak odeszliby od Boga. To zdumiewające, w jaki sposób diabeł nas oszukuje, w tym samym czasie napełniając na chwilę nasze umysły i opróżniając nasze serca.
Co mamy robić? W jaki sposób możemy powrócić? Czy możliwe jest sprowadzenie ciała z powrotem na tę samą drogę? Nie boję się. Czasami prawie tracę nadzieję. We wszystkich kościołach, aż do dnia dzisiejszego, szatan używał zewnętrznego blasku do zaciemnienia wewnętrznej chwały. Czy jest już za późno, aby zobaczyć, poznać i zrozumieć pokusy diabła?"
Anna, to dobrze rozumiała, kochała Boga i wiedziała, że należy modlić się o wypełnienie Bożych obietnic. Nie możemy być bezczynni w oczekiwaniu na ponowne przyjście Jezusa Chrystusa, ale musimy podjąć walkę w modlitwie o nasze kościoły o naszych kaznodziei o nasze domy i nasze rodziny. Nie możemy bezczynie się przyglądać kiedy diabeł próbuje zniszczyć kościół i nie chce żeby ktokolwiek został zbawiony. Nie możesz bezczynie się przyglądać kiedy twoi nienawróceni bliscy Idą do piekła. Nie możemy bezczynnie się przyglądać i pozwolić na to by diabeł rozbił nasze małżeństwa i pozbawił nas gorliwości. Gdy przyglądamy się służbie Pawła apostoła, to dostrzegamy, że modlitwę traktował w taki sam ważny sposób jak inne elementy życia chrześcijańskiego w Liście do Tesaloniczan powiedział:
1 Tesaloniczan 5:17  Bez przystanku się módlcie.
Pan Jezus Chrystus gdy mówił o powtórnym swoim przyjściu nawoływał swoich uczniów do czuwania mówiąc:
  Łukasza 21:34  Baczcie na siebie, aby serca wasze nie były ociężałe wskutek obżarstwa i opilstwa oraz troski o byt i aby ów dzień was nie zaskoczył
35  niby sidło; przyjdzie bowiem znienacka na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi.
36  Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie, i stanąć przed Synem Człowieczym.
Anna była tego świadoma, że niebawem wypełnią się proroctwa dotyczące przyjścia Mesjasza i czuwała przez cały czas modląc się. Chociaż zanim mogła ujrzeć  odpowiedzi na swoje modlitwy minęło wiele lat, to jednak nie zniechęcało ją, bo znała swojego Boga i wiedziała, że Bóg wypełni Swoje Słowo.
Modlitwa w życiu chrześcijanina jest jak oddychanie dla naszego ciała. Jeśli tylko byśmy przestali oddychać, to nasze ciało stało by się martwe. Jeśli chrześcijanin nie praktykuje regularnej modlitwy , to umiera duchowo. W książce Martyna LLoyda – Jones’a pod tytułem „Autentyczne Chrześcijaństwo” część 1 czytamy:
Modlitwa jest najlepszym sprawdzianem jednostki, jak i całego kościoła. Zbór może się rozwijać; może mieć sukcesy organizacyjne; może być niezwykle aktywny i sprawiać wrażenie bogatego; ale jeżeli chcesz się przekonać czy jest prawdziwym kościołem, sprawdź ile czasu spędza się w nim na modlitwie”
Więc w obliczu świadectwa tej niezwyklej pobożnej kobiety chce zadać ci pytanie jak wygląda twoja modlitwa? Ile czasu w swoim życiu chrześcijańskim spędzasz na modlitwie? Czy czuwasz z całą gorliwością modląc się bez ustanku? Jeśli poznaliśmy Boga choć w małym stopniu to będziemy chcieli mieć społeczność ze swoim Ojcem. Jak moja córka pragnie mieć społeczność ze mną nie dlatego, ze czuje się do tego zmuszona, ale dlatego że mnie kocha tak i chrześcijanin będzie szukał społeczności w modlitwie ze swoim Ojcem w niebie. Dlatego też Anna modliła się do Boga, bo bardzo go kochała.
Innym ważnym elementem życia chrześcijańskiego w oczekiwaniu na powrót Chrystusa obok modlitwy jest post. Coraz rzadziej można usłyszeń nauczanie na ten temat, cielesny chrześcijanin nie znajdzie nic atrakcyjnego w modlitwie, a tym samym w poście.
Apostoł Paweł gdy mówi o swojej służbie, wymienia częsty post.
2 Koryntian 6:5  w chłostach, w więzieniach, w niepokojach, w trudach, w czuwaniu, w postach,
Post jest pewnym elementem oddzielenia się od tego świata i chęcią zbliżenia się do Boga. Podczas postu jesteśmy zmuszeni zmagać się z samym sobą i z  potrzebami naszego ciała. Z Biblii dowiadujemy się, że Bóg traktuje post jako pewną ofiarę, a w przypadku Anny była, to nawet służba. Post oznacza wstrzymywanie się od posiłków w celach duchowych. Co pewien czas spotykam się z różnymi opiniami na temat postu. Niektórzy twierdzą, że dla nich postem jest odmówienie sobie telewizji, słodyczy, jakiejś części posiłków, które bardzo lubią. Ale nie jest, to pogląd biblijny i nie jest to uczciwe w stosunku do Boga. W Biblii post zawsze był związany zaprzestaniem przyjmowania posiłków; ludzie kochający Boga pościli i modlili się skupiając się na jakimś duchowym celu. W sytuacji Anny nie czytamy żeby ktokolwiek zmuszał ją do tej praktyki. Jej postawa wynikała z potrzeby serca, była przekonana, że właśnie w taki sposób powinna służyć Bogu. Dlatego też uważam, że nikt nie może zmuszać nas do postu, chrześcijanin sam powinien być przekonany, że tak należy czynić. Tylko wtedy post ma wartość przed Bogiem kiedy wynika, to z prowadzenia Ducha Św. Nawet jeśli jako wspólnota podejmujemy się jakiegoś wysiłku duchowego w poście i modlitwie. Nie możemy zmuszać się nawzajem do takich działań, tylko ci ludzie powinni brać udział w takiej inicjatywie, którzy są przekonani i chętni.
Z postawy Anny dowiadujemy się, że nie opuszczała świątyni. Wiernie uczestniczyła w życiu wspólnoty. Drodzy widzę tutaj kolejną wskazówkę w jaki sposób mamy oczekiwać na powtórne przyjście Chrystusa. Nie ma czegoś takiego jak samotne chrześcijaństwo w domu, są ludzie którzy dochodzą do wniosku po co im kościół oni sami są dla siebie kościołem. Ale kościół jest Bożą wolą dla tego świata, Słowo Boże nazywa kościół ciałem Chrystusa, a my jesteśmy częścią tego kościoła. Powinniśmy go budować, wspierać i dokładać wszelkich starań żeby się rozwijał. Autor Listu do Hebrajczyków zachęcał:
Hebrajczyków 10:24  i baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków,
25  nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy, a to tym bardziej, im lepiej widzicie, że się ten dzień przybliża.
Z pewnością Anna poprzez swoją postawę zachęcała wielu ludzi i czyniła, to co czytamy w liście do hebrajczyków, pobudzała innych do miłości i dobrych uczynków. Gdy jesteśmy częścią kościoła nie jesteśmy już tylko odpowiedzialni za samych siebie, ale nosimy odpowiedzialność za brata lub siostrę, swoją postawą możemy być zachęceniem, ale możemy być też zniechęceniem. Pamiętam pewną sytuacje gdy byłem członkiem społeczności Kościoła Chrześcijan Baptystów w Elblągu i któregoś razu zdarzyło się że przez dwa tygodnie nie pojawiłem się na nabożeństwie. A musze przyznać, że było to niezwykle rzadko i jeśli się zdarzało, to raczej było spowodowane okolicznościami, które nie pozwalały mi uczestniczyć. Po tym jak nie pojawiłem się na trzeci tydzień, podeszła do mnie pewna starsza siostra i powiedziała, że martwiła się o mnie, bo nie wiedziała co się ze mną dzieje. Był to dla mnie niezwykle miły akcent troski i zdałem sobie sprawę bardziej niż kiedykolwiek, że sama moja obecność na wspólnej społeczności jest zbudowaniem dla wielu osób.  Nie jesteśmy w stanie powiedzieć jak wielu ludzi byłoby rozczarowanych i zniechęconych gdyby Anna się poddała. Także świat liczy na to, że zawiedziemy i poddamy się. Gdy się nawróciłem wiele osób, szczególnie moich kolegów zupełnie nie rozumiało mojej decyzji pójścia za Chrystusem. Wielu z nich mówiło, że to chwilowe i miało nadzieje, że mi przejdzie. Ja utrzymywałem, że moja decyzja nie jest przejawem teraźniejszej mody. I był taki okres kiedy ludzie wokół mnie oczekiwali, kiedy wrócę do świata. I wiem, że nie jest to tylko moje doświadczenie, ale każdego szczerze wierzącego człowieka. Świat chce uspokoić swoje sumienie, nawracający się gorliwy chrześcijanin swoją postawą oskarża ludzi tego świata więc oni pragną jego upadku.
Gdy Anna dowiedziała się, że przyniesione dziecię jest Chrystusem, to mówiła o nim wszystkim.  Z pewnością miała spore grono znajomych i nie mogła zatrzymać dla siebie tego co wiedziała o tym dziecięciu. W oczekiwaniu na przyjście Chrystusa dzielmy się Ewangelią  z ludźmi wokół. Jeśli naprawdę zostaliśmy zbawieni, to nie możemy tej informacji tego co nam Bóg objawił zatrzymać dla siebie. Duch Chrystusa, który został nam dany jest Duchem misji i wtedy kiedy dzielimy się Ewangelią możemy dostrzec działanie Boga. Zawsze związane jest to z pewnym ryzykiem i niepewnością jak zareagują osoby, które o tym usłyszą. Dlatego też w misji zawsze jesteśmy zmuszeni bardziej polegać na Bogu niż w innych przedsięwzięciach.
Ostatnią rzecz jaką chciałem podkreślić na przykładzie Anny, to Bożą opatrzność, która czuwała nad je życiem. Czytamy, że weszła do świątyni właśnie w tym czasie kiedy Maria z Józefem przynieśli małego Jezusa, by ofiarować Go Bogu. Z pewnością, to Duch Święty przyprowadził Annę właśnie w tym czasie do świątyni. Podobną sytuację mamy z Symeonem.
 Łukasza 2:27  Przyszedł więc z natchnienia Ducha do świątyni, a gdy rodzice wnosili dziecię Jezus, by wypełnić przepisy zakonu co do niego,
Zdumiewające jest że Anna rozpoznała w małym Jezusie Mesjasza, zbawiciela. Skąd wiedziała, że właśnie to małe dziecię jest Bożym Synem? Przyniesienie dziecięcia do świątyni nie było niczym nadzwyczajnym, każde żydowskie dziecko było przynoszone do świątyni w celu wypełnienia przepisów prawa Mojżeszowego. Jestem przekonany, że odpowiedzią jest Boże Objawienie, to właśnie Duch Św. powiedział Annie, że to maleńkie dziecko jest „Królem królów i Panem panów”.
Symeon i Anna rozpoznali czas nawiedzenia w przeciwieństwie do wielu innych osób w Izraelu. Tylko Duch Św. może objawić nam, to kim jest Chrystus i może to uczynić tylko wtedy kiedy jesteśmy szczerzy i pokorni wobec Boga szukając Go z całego serca. I znowu stoimy w obliczu powtórnego przyjścia Chrystusa i jak myślicie czy wszyscy będą widzieli zbliżający się czas Jego powrotu? Słowo Boże mówi, że ludzie którzy nie znają Boga nie będą dostrzegać przybliżającego się sądu.
Łukasza 17:26  A jak było za dni Noego, tak będzie i za dni Syna Człowieczego.
27  Jedli, pili, żenili się i za mąż wychodzili aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i nastał potop, i wytracił wszystkich.
Tak więc bądźmy wytrwali w naszym chodzeniu z Chrystusem czekajmy wiernie na wypełnienie się Bożych obietnic. Módlmy się aby przyszło Boże Królestwo i niech przykład Anny będzie dla nas świadectwem, że wieku 105 lat można być użytecznym dla Pana i doświadczać wielkich Bożych dzieł w naszym życiu. Amen




piątek, 16 grudnia 2011

Bohaterowie wiary - niezwykła historia pastora Hsi

PASTOR HSI (XI SHENG MO) (1836 - 1896)
Samotna kobieta, modląca się za innymi, oddany i poświęcony misjonarz oraz dumny i świetny uczony konfucjonizmu - tylko potężna ręka Boża mogła połączyć tych troje razem, by wykonali Jego dalekosiężny cel. Nasz niebiański Ojciec poruszy Niebo i ziemię dla pragnącej duszy.
W tym przypadku było to wołanie serca Chińczyka, Hsi Shengmo, które dotknęło serca Bożego. Tak więc, kiedy metodystyczne Towarzystwo Misyjne postanowiło wypożyczyć Dawida Hilla, swojego misjonarza, dla wewnętrznej misji chińskiej, nie było przypadkiem, że wybrano człowieka z wielkim sercem dla studentów w Chinach, wysyłając go do Shansi, miasta oddalonego tylko dwanaście mil od wioski Hsi.
Jeszcze cudowniejsze jest to, że On nie tylko dał temu misjonarzowi mądrość, jak dotrzeć do tej nietykalnej klasy, ale poruszył serce samotnej kobiety w Anglii, znanej z modlitw wstawienniczych, by poświęciła swoją energię na duchową walkę w intencji Hilla. Niedokończony list, który znaleziono na jej biurku po jej śmierci został wysłany do Dawida Hilla, o którego modliła się szczególnie intensywnie, by Bóg błogosławił jego pracę w szczególny sposób w tym właśnie czasie. Ta orędowniczka wyraźnie odczuwała, że została wysłuchana, chociaż nie wiedziała, jaką formę to błogosławieństwo przybierze. Data tego listu wskazywała na związek z nawróceniem pastora Hsi, którego nazywała owocem jej zwycięstwa.
Hsi Shengmo, zamyślone dziecko, urodził się w bogatej i kulturalnej rodzinie chińskiej w zachodnim Chang, wiosce w prowincji Shansi, w roku 1836. Kiedy dorastał, nikt nawet z jego najbliższych nie wiedział, że pod jego sprytną szatą i jasnym płaszczem, głęboko w jego dziecinnej piersi, kłębiły się myśli o nieśmiertelności. Tylko Bóg, którego nie znał - Ojciec, którego nie nauczono go kochać - widział jego cichą postać, która podczas wielu nocy letnich błądziła w samotności pod gwiaździstym niebem, starając się w ich głębi znaleźć odpowiedź na problem istnienia. Zadawał pytanie - „Jaki jest pożytek z życia na tym świecie? Człowiek nie znajduje dobra. A co na końcu”?
Lata mijały szybko. Młody Hsi studiował pilnie, by kiedyś w przyszłości osiągnąć stopień, który postawi go w szeregach uczonych Konfucjusza. Wśród jego przyjaciół był wysoko uduchowionym chłopcem, bardzo silnego charakteru i urodzonym przywódcą. Kiedy jednak był sam, ciągle dręczyły go te same pytania; ach, jakże pragnął znaleźć na nie odpowiedź!
Kiedy jego ojciec, stary nauczyciel Hsi zmarł, jego posiadłość została podzielona. Młody Hsi nabył farmę na obrzeżach miasta. Ukończył już edukację, dlatego też szybko zdobył uznanie w oczach prostych wieśniaków i proszono go, by był rozjemcą w ich sporach, sprawach prawnych i innych nagłych przypadkach. W wyniku tego reputacja o jego mądrości rozeszła się daleko.
Jednakże Hsi, jak i inni zapaleńcy tego świata, nie nabywali szczęścia i pokoju duszy za takie zaszczyty. Jego pierwsza żona zmarła bezdzietnie, a konfucjonizm nie dawał nic, co by uspokoiło zamęt w jego duszy. Nie potrafił się odnaleźć w oddawaniu bałwochwalczej chci Buddzie. Studiowanie klasyki chińskiej, chociaż rozwijało intelektualną stronę jego natury, nie dało mu pokoju.
Kiedy miał trzydzieści lat, ożenił się po raz drugi z młodą, nastoletnią dziewczyną, która stała się jego kochającą i rozumiejącą go żoną.
Jednak ciągły konflikt w duszy Hsi wpływał ujemnie na jego zdrowie. Kiedy przyjaciele przekonywali go, że okazyjne wypalenie fajki opium może mu przynieść ulgę, zgodził się. Na nieszczęście okazało się, że po chwilowej uldze zastępowała głębsza depresja ducha, niż odczuwał przedtem. Narkotyk zaczął swoje niszczące dzieło i Hsi wkrótce był uzależniony i musiał go używać coraz częściej, aż został z niego tylko cień człowieka. Powierzony śmierci przez żonę i przyjaciół, został ubrany w najlepsze ubranie i położony na łóżku, oczekując wezwania od nieubłaganego żniwiarza.
Ku wielkiej uldze, jego zmęczony światem duch wydawał się opuszczać jego ciało. Nagle został zatrzymany przez stanowczy rozkaz: „Wróć, wróć”! Ku jego zasmuceniu ten rozkaz został wykonany i ten chory człowiek znowu stanął przed realnością życia. Po swoim nawróceniu Hsi nigdy nie uznał, że to była fantazja chorego umysłu, ale czuł, że był to głos samego Boga, Którego miłosierdzie trwa „od wieków aż na wieki”.
W roku 1877 prowincję Shansi dotknął głód o zasięgu dotąd niespotykanym. Przez kilka lat niebo zdawało się być miedziane, nie było deszczu i w konsekwencji nie było plonów. Ludzie z głodu tracili wszelkie poczucie człowieczeństwa, zjadając nawet ciała innych ludzi. Trzy czwarte populacji tej kiedyś żyznej prowincji zginęła z głodu, chorób i popełniając samobójstwa.
Wśród tego bezprecedensowego cierpienia rozeszły się dziwne wieści o dwóch obcokrajowcach, którzy przybyli do pobliskiego miasta. Byli ubrani po chińsku, ale przywieźli z sobą religę, o której ludzie z Shansi nigdy nie słyszeli. Hsi podzielał ogólną wrogość względem tych obcych, ale mimo woli był ciekaw ich nowej religii.
Później dowiedzieli się, że ci dwaj obcy; nauczyciel Li (Dawid Hill) i pan Teh (Turner) rozdzielali żywność i pieniądze dla głodujących ludzi. W następnym roku, poprzez pomoc w postaci różnych darów i dostaw zboża przez misjonarzy, zlikwidowano głód i nastały dla Shansi jaśniejsze dni.
Pewnego dnia w wiosce w zachodnim Chang było wielkie podniecenie. Jeden ze starszych braci Hsi wbiegł do domu i wołał z entuzjazmem: „Starszy-czwarty, starszy-czwarty, gdzie jesteś? Tylko zobacz. Ty jesteś człowiekiem od pisania opowieści. Nikt nie jest lepszy! Jeżeli się nie boisz, to teraz masz szansę”.
„O co chodzi”? - zapytał uczony, niechętnie odkładając fajkę, by posłuchać tych wiadomości.
Jego brat odpowiedział: „Tylko słuchaj. Pewni uczeni powrócili ze stolicy po egzaminach i przynieśli takie pisma - jakieś ogłoszenia, przekazane przez zagranicznego nauczyciela”. Z zaciekawieniem zbierali się sąsiedzi, by posłuchać tych nowin. Hsi wolno czytał na głos następujące ogłoszenie:
„Chcąc ułatwić jasne zrozumienie Drogi Niebiańskiej postanowiłem postawić sześć tez i z całym szacunkiem zaprosić uczonych z Shansi do wyrażenia swoich odczuć na ich temat, by traktując każdą z nich oddzielnie, napisali na ich temat rozprawy naukowe”.
Potem następowały szczegóły, wyjaśniające, czego te tezy dotyczą, obejmując takie zagadnienia, jak modlitwa, opium, posągi, bogów i jak można oczyścić serce i życie. Do tego ogłoszenia dołączony był pakiet książek i broszur chrześcijańskich, które każdy uczony ma przestudiować przed napisaniem swojej rozprawy.
Hsi był w rozterce. Nie chciał się mieszać w sprawy obcego kraju, ale będąc tym zainteresowany, rozważał tą sprawę. Obiecane nagrody miały jakąś wartość, a zachęcony przez rodzinę, zgodził się. Pod czterema tytułami napisał cztery rozprawy, pracując często do późnej nocy. Jego żona powiedziała, że kiedy on pisał, nad drzwiami jego pokoju zauważyła dziwne światło, więc stwierdziła: „To wskazuje, że bogowie to akceptują. Przed tobą jest lepsza przyszłość”.
Wreszcie rozprawy zostały ukończone i oddane do sprawdzenia. We właściwym czasie ogłoszono wyniki. Hsi otrzymał trzy z czterech nagród. Pozostało mu tylko pojechać do domu misjonarza i odebrać pieniądze; ale w tym leżała trudność. Odległość wynosiła dziesięć mil, ale to nie dystans stanowił problem. To jego dawne obawy i uprzedzenia do obcokrajowców spowodowały, że ten uczony się wahał. Wreszcie jego szwagier zgodził się mu towarzyszyć. Później Hsi tak opisał to spotkanie:
Jak światło dnia rozprasza ciemność, tak obecność pana Hilla rozwiała wszelkie obawy, jakie miałem. Zniknęło całe poczucie strachu, a mój umysł doznał pokoju. Zauważyłem jego dobrotliwe oczy i wspomniałem słowa Menciusa; „Jeżeli serce człowieka nie jest dobre, jego oczy na pewno to zdradzą”. Ta twarz przekonała mnie, że jestem przed prawdziwie dobrym człowiekiem.
Hsi udał się w drogę powrotną do swojej wioski, a Dawid Hill na swoje kolana. Kilka dni później w domu Hsi pojawił się posłaniec z wiadomością, że nauczyciel Li chciał spotkać się z uczonym w ważnej sprawie. Kiedy dowiedział się, że pan Hill chciał jego pomocy w studiowaniu chińskich klasyków, chętnie się zgodził.
Chociaż Hsi o tym nie wiedział, zbliżał się do krzyża Golgoty, gdzie znalazł odpocznienie dla duszy chorej z powodu grzechu. W małym pokoju, który mu przydzielono, znalazł egzemplarz Nowego Testamentu. Z początku wziął go jakoś ostrożnie, ale zanim się spostrzegł, ta mała Książka zaczęła wywierać na niego dziwny wpływ. Godzinami czytał i rozmyślał, paląc przy tym swoją fajkę opium, takie zło konieczne. W jakiś dziwny sposób ta Książka dała mu nadzieję na wyzwolenie z tego okrutnego nałogu.
Pewnego dnia, kiedy czytał historię ukrzyżowania, moc, która przez wieki pociągała „spracowanych i obciążonych”, zaczęła rozciągać swoją magnetyczną siłę na dumne serce Hsi. Upadł na swoje kolana, z Książką przed sobą i czytał ją z płaczem. Ten umierający, a jednak żywy Zbawiciel objął jego duszę Swoją wielką miłością. Skończyły się jego poszukiwania, a jego udziałem stał się pokój, jak rzeka. Teraz ten niewolnik grzechu stał się dobrowolnym niewolnikiem Syna Bożego. To, co otrzymał, pochodziło od Boga i Hsi był tego pewien.
W niedługim czasie wielki wróg ludzkości przypuścił na niego atak z użyciem całej swojej diabelskiej mocy, opanowując go pragnieniem opium. Hsi przez tydzień nie jadł ani nie spał. W zaciekłej walce pomiędzy siłami zła i dobra, gdyż taką staczał, przeżył prawie każdą męczarnię, znaną ludzkości. Słabość, omdlenia, zawroty głowy, wyczerpanie, gorączka, dreszcze, depresja - wszystko to atakowało jego osłabioną strukturę. Pan Hill dawał mu normalne lekarstwa, ale nie skutkowały.
Zanoszono za nim „ustawiczne modlitwy”. Kiedy walka była najbardziej krytyczna, uzależniony wołał, „choćbym nawet miał umrzeć, już nigdy nie dotknę opium”. W chwilach lekkiej ulgi brał Nowy Testament i otwierał wersety na temat Pocieszyciela. Nagle zostało mu objawione, że Duch Święty może mu pomóc przezwyciężyć ten konflikt.
Wtedy i tam poddał się zupełnie Bogu i natychmiast spokój Nieba zstąpił na jego obolałe ciało i do jego strapionej duszy. Później Hsi napisał o tym błogosławionym Duchu:
On uczynił to, czego człowiek i medycyna nie potrafiła. Od tego momentu moje ciało zaznało doskonałego odpocznienia. Wtedy poznałem, że zrzucić z siebie jarzmo opium, bez wiary w Jezusa, byłoby niemożliwe.
Kiedy ten nowo nawrócony czytał Pismo Święte z oświeconą przez Ducha wizją, zobaczył, że naucza ono, iż Duch Święty był obiecany, by przebywał w nas. Dowiedział się, że istnieje chrzest w Duchu Świętym, którego potrzebuje każdy wierzący. Jego niedawne przeżycie wyzwolenia z niewoli opium, przypisane działaniu Pocieszyciela, jeszcze wzmogło jego pragnienie pełni tego, co mogło być dla niego.
Pewnej nocy, kiedy był sam w pokoju i modlił się o otrzymanie Ducha Świętego, jego duszę zalało Boże światło, miłość i moc. Później wydał takie świadectwo o tym chwalebnym przeżyciu: „Trzy razy w ciągu nocy Duch Święty zstępował i przepełniał moje serce”.
Wraz z otrzymaną obfitą łaską przyszło też intensywne pragnienie, by rozgłaszać możliwość takiego błogosławieństwa dla ludzi blisko i daleko. Uświadomił sobie, że Bóg mu zlecił takie zadanie. Nawrócony, uświęcony i powołany przez Ducha Świętego do głoszenia
Słowa, Hsi powrócił do swojej wioski, jako nowy człowiek. Jego żona, bracia i przyjaciele wyczuli w nim zmianę, ale dochodząc do wniosku, że został omamiony przez cudzoziemców, bardzo się rozgniewali. Stanowczo, choć uprzejmie zaczął palić wszystkie bożki, znajdujące się w domu.
Potem udał się z powrotem do Dawida Hilla w Pingyang, gdzie spędził dwa miesiące we wspaniałej społeczności ze swoim duchowym ojcem. W tym okresie napisał dwa traktaty: „Jak osiągnąć wyzwolenie z niedoli” oraz „Dziesięć przykazań Bożych”, które zostały wydrukowane i szeroko rozpowszechnione. W późniejszych latach skomponował około sześćdziesiąt pieśni, które znalazły szerokie zastosowanie w chińskich kościołach chrześcijańskich.
Kiedy nauczyciel Li otrzymał nowe zadanie, zostawiając stację misyjną w Pingyang w innych rękach, Hsi wrócił do swojego domu, by być przykładem i rozgłaszać to, czego doświadczył z czyniącej cuda mocy Bożej. Zaprosił swoją starą macochę, by zamieszkała u niego. Różnice zdań i kłótnie między jego starszymi braćmi były publicznie prostowane. Dla swojej żony był najbardziej troskliwym i uprzejmym i chociaż przez pewien czas nie rozumiała prawdy o religii, która tak zawładnęła jej mężem, kiedy zstąpiła na nią niebiańska wizja, nie pozostała nieposłuszna.
Wtedy nastąpił jeden z największych kryzysów w jego chrześcijańskim życiu. Pani Hsi, wbrew jej naturalnemu usposobieniu, poddała się nastrojom głębokiej depresji. Odmawiała wykonywania obowiązków domowych i czasami nie mogła jeść ani spać. W czasie rodzinnych społeczności modlitewnych wybuchała gniewem, używając najgorszych słów. Stało się jasne, że jej prawdziwy problem, to opętanie demoniczne.
Hsi był rozgoryczony, ponieważ mieszkańcy wioski już prawie byli przekonani, by odwrócić się od bałwanów do Boga. Teraz wydawało się, że wszystko zostało stracone, ponieważ zaczęli wyszydzać tego tak zwanego „pogromcę demonów”, gdyż takie imię sam sobie wybrał. Hsi pościł i modlił się przez trzy dni. Potem, słaby na ciele, ale mocny w wierze, włożył ręce na swoją cierpiącą żonę i w imieniu Jezusa rozkazał demonom, by ją opuściły. Na dźwięk tego świętego imienia wyszły i pani Hsi już nigdy nie miała takich przeżyć. Żyła i pracowała, będąc wzorową pomocnicą swojego męża, który stał się szeroko znany, jako „pogromca demonów”. To przeżycie wzmocniło jego wiarę i w następnych latach miał wiele okazji, gdzie imię Jezus dokonywało takich cudów.
Zaprzestał używania opium, ale przez pewien czas, jako pomoc finansową, uprawiał pole maku, z którego wyrabiano ten narkotyk. Potem kierując się Pismem Świętym, „Jeżeli mięso gorszy mojego brata, nie będę jadł mięsa, jak długo świat będzie istniał”, oraz „Nie szukając własnej korzyści, ale korzyści innych, aby mogli być zbawieni”, zrezygnował z tej uprawy.
Dawid Hill miał przeświadczenie, że jeden z jego małego zespołu, który pozostawił, zostanie pasterzem tej trzody. Płaszcz padł na Hsi. Ten chiński sługa Boży nauczył się już na początku, że tylko modlitwa może dać zwycięstwo nad szatanem. Jego opis ceny, płaconej za życie modlitwy, jest wyzwaniem dla wszystkich:
W obliczu wielu ofiar szatana, moja żona i ja przez prawie trzy lata rzadko zdejmowaliśmy ubranie, by położyć się do snu, abyśmy byli bardziej gotowi do czuwania i modlitwy. Czasami będąc w samotności, spędzałem całe noce na modlitwie i wtedy zstępował Duch Święty. Często moja matka zauważała światło w sypialni około północy, po czym poznawała, że my ciągle oczekujemy przed obliczem naszego Niebiańskiego Ojca.
Postanowiliśmy w naszych myślach, słowach i czynach podobać się Panu, ale teraz uświadomiliśmy sobie bardziej, niż kiedykolwiek naszą słabość; to, że jesteśmy niczym i że tylko starając się wykonywać wolę Bożą, czy to w pracy, czy podczas odpoczynku, czy to w czasie pokoju, czy doświadczeń, czy w dostatku, czy w biedzie, wszędzie i zawsze polegając tylko na Duchu Świętym, będziemy mogli wykonać pracę Pańską, do której On nas powołał. Jeżeli odnosiliśmy sukcesy, oddawaliśmy całą chwałę naszemu Ojcu Niebiańskiemu, a jeżeli nam się nie udawało, całą winę przyjmowaliśmy na siebie. Takie było stałe nastawienie naszego serca”.
Ofiary nałogu opium w Shansi zajęły teraz uwagę tego sługi Bożego. Szeroko rozpowszechnione używanie opium wymagało szczerych i intensywnych wysiłków, jeżeli uzależnieni mieli zostać uwolnieni. Jego pierwsze próby tej pracy rozpoczęły się w miasteczku oddalonym o około pięć mil od jego domu. Ponieważ brakowało mu pieniędzy, pani Hsi sprzedała część swoich ubiorów i biżuterii, zawsze niezmiernie cennych dla chińskiej żony. Wynajęli sklep i zapełnili go lekarstwami, na których on się trochę znał. Pokój za sklepem był ciekawie wyposażony, jako pokój gościnny, z chrześcijańskimi tekstami na ścianach.
Przez dwadzieścia lat system przyjęty w tym miejscu stał się wzorem dla czterdziestu do piećdziesięciu innych miejsc, otwartych jako schroniska dla nieszczęsnych ofiar opium. W każdym ośrodku setki ludzi były leczone tabletkami, które Hsi sam produkował na podstawie tajnej recepty, otrzymanej od Boga. Miłość i troska, prezentacja prawdy Ewangelii i wiele modlitw - były tak błogosławione przez Boga, że tysiące ludzi uzależnionych zostało uwolnionych i oni również zaczęli dla innych rozgłaszać wieści o swoim wyzwoleniu. Od każdego nowego pacjenta oczekiwano, że będzie uczestniczył w codziennych modlitwach. W rzeczywistości tylko ci, którzy chcieli modlitwę uczynić głównym środkiem leczenia, byli przyjmowani. Tabletki, które zastąpiły drogie lekarstwa z importu, a których dostawy czasem w najbardziej krytycznych chwilach nie dochodziły, były owocem okresu postów i modlitw, oraz wiedzy Hsi na temat rodzimych leków. Kiedy przygotowywał świeżą partię tabletek, pościł przez cały dzień.
Ci, którzy znali pastora Hsi, zauważyli, że jego życie chrześcijańskie było pasmem stałych walk z mocami szatana. Ponieważ Hsi atakował mocno chronione terytoria szatańskie, wzbudzał wściekłość piekła. Jego walka o stworzenie najbardziej efektywnego ostrza ewangelizacyjnego, centrum dla leczenia z opium, spotkała się z opozycją i krytyką. Pewnego razu nagromadzenie trudności wydawało się już nie do uniesienia. Rodacy przypisywali mu winę i nawet szeptali, że Hsi prowadził te domy dla osobistych korzyści. Z jego strony futra i jedwabie zostały zastąpione bardziej ekonomicznymi ubiorami z bawełny. Piękne satynowe obuwie zostało zamienione na bawełniane, a rzeczy osobiste sprzedane, by móc finansować projekt schronisk. Nic dziwnego, że szatan atakował tego pastora, często oskarżając go o chciwość i zachłanność.
Największym doświadczeniem był sprzeciw misjonarzy. Spójrzmy na jeden urywek jego skromnej autobiografii:
Niektórzy szanowani misjonarze napominali mnie bardzo gorliwie, bym zamknął te schroniska, mówiąc, że to przedsięwzięcie niebezpieczne. Gdyby to była kwestia moich własnych życzeń, nie robiłbym tego ani przez jeden dzień. Ponieważ jednak Pan mnie do tej pracy wprowadził, nie odważę się wycofać. Będę się jednak modlił w tej sprawie.
Zatrzymałem w moim sercu słowa wypowiedziane przez tych misjonarzy, nie starając się odrzucać takich rad. Od tego momentu moja siła i serce do tej pracy stawały się coraz słabsze i coraz trudniej mi było staczać walkę.
Hsi był tak mocno naciskany, by zrezygnował z tej pracy, że w swojej pokorze i uległości „starszemu” bratu, o mało się nie poddał. To uczucie spotęgowało się w związku z problemami schroniska dla kobiet, które teraz było w rękach młodych misjonarek. Zaskoczył kierownika, pana Hoste zapowiadaną wizytą, podczas której oświadczył, że nie może dalej prowadzić schroniska w Hoh-chau, gdzie było wiele trudności. Pan Hoste był tym zdziwiony i uważał, że gdzieś popełniono błąd, ale zamiast to powiedzieć, zaczął się modlić.
Hsi też udał się przed oblicze Pana z ciężarem na sercu. Był mocno strapiony i wybuchnął płaczem. Po północy wołał: „Panie, czy ja Cię zasmuciłem? Pokaż mi powód moich utrapień”. Otrzymał odpowiedź, że ma pomóc tym młodym kobietom, które z wielkim poświęceniem wykonują tą pracę. Miał zignorować krytykę i sprzeciwić się szatanowi przy pomocy duchowej zbroi.
Pan Hoste był naprawdę wdzięczny, kiedy ten oddany Chińczyk powiedział do niego: „Pan mi pokazał, że nie miałem racji. Zamiast rezygnować ze schronisk, muszę tam zaraz pojechać i postawić sprawy na nogi”.
Ten mąż Boży pojechał tam dosłownie w mocy kogoś Innego, a nie swojej własnej. Czasami był bardzo zmęczony i słaby i takie okoliczności zachęcały go do modlitwy i postu, gdyż w taki właśnie sposób Hsi wiedział, że jakiś problem wymaga natychmiastowej modlitwy. Zawsze, kiedy był pewny woli Bożej, albo problem był już rozwiązany, otrzymywał nadzwyczajną energię z góry i przystępował do pracy. Hsi wydawał się być szczególnie wyposażony w duchową czułość. Jego całe ciało i dusza wydawały się stawać płytą rezonansową lub anteną, wyczuloną na najdelikatniejsze impulsy woli Bożej. Podobnie jak inni, którzy byli całkowicie oddani Panu przez wiele lat, on również rozwinął coś, co można nazwać odbiornikiem wiadomości z Nieba.
Było to życie prawdziwie apostolskie, w prostym znaczeniu tego słowa. W odpowiedzi na modlitwę wielu ludzi doznawało uzdrowień i niejeden opętany przez demony został uwolniony na rozkaz tego ukrzyżowanego z Chrystusem sługi Bożego.
Za tą Bożą moc trzeba było zapłacić właściwą cenę. W jednym przypadku Kong, człowiek opętany, wybuchnął szałem podczas konferencji. Uciszył się, kiedy tylko pastor Hsi wszedł do pomieszczenia. Później położył ręce na jego głowę i modlił się, aż otrzymał pewność, że nastąpiło trwałe uwolnienie.
Pewien młody misjonarz był pod takim wrażeniem, że nalegał, by Hsi przyjął pięćdziesiąt dolarów na kontynuowanie tej wielkiej pracy. Widząc wielkość tej sumy Hsi poczuł się nieswojo i odszedł na bok, by szukać woli Bożej i sprawdzić swoje serce i nie pozwolić, by weszła w nie chciwość. Wtedy mu doniesiono, że ten cierpiący opętany poczuł się gorzej, niż przedtem. Kiedy Hsi wszedł do pokoju, Kong krzyczał: „Możesz wejść, ale ja już się ciebie nie boję! Wtedy wydawałeś się wysoki pod niebiosa, ale teraz jesteś nisko, jesteś niski i mały. Nie masz już mocy nade mną”.
Pastor Hsi odczuł, że jest to prawdą. Zasmucony odwrócił się i poszedł po srebro, a za nim rozlegały się krzyki opętanego. Zwracając pieniądze, wyznał, że nagłe posiadanie tak wielkiej sumy pieniędzy oddzieliło go od Boga. Potem poszedł z powrotem w łączności ze swoim Mistrzem i cicho rozkazał w imieniu Jezusa, by ten dręczący duch wyszedł. Po strasznym, konwulsyjnym krzyku Kong umilknął, ale był bardzo słaby. To była niezapomniana lekcja dla Hsi, jak również dla wielu, którzy byli świadkami tego konfliktu.
Wielu rycerzy Bożych czuło by się w późniejszych latach upoważnionymi do życia mniej napiętego. Ten rycerz jednak nie. Przez ostatnie pięć lat życia, pastor i jego żona musieli nieść szczególnie ciężki krzyż, który nieśli bez szemrania dla swojego Mistrza i z powodu coraz większego pragnienia, by coraz więcej dusz było wyrwanych z królestwa szatana. Razem ponosili wielką ofiarę pracy w oddzieleniu. Była to najwyższa próba. Pastor Hsi tak przedstawił ten temat:
„Przez długi czas pragnęliśmy otworzyć schronisko dla kobiet, ale nie mieliśmy nikogo, kto by się tej pracy podjął. Dlatego poświęciłem moją żonę Panu do tej służby. Najpierw otworzyła schronisko dla kobiet w Hungtung, zanim przybyła tu pierwsza misjonarka. Zarówno ja, jak i moja żona w tej sprawie przeżywaliśmy wielkie pokusy. Często wydawało się, jakby miecz przeszywał moje serce i było to nie do uniesienia. Jednak chwała Panu, że diabeł został pokonany i praca idzie naprzód”.
Pani Hsi w obliczu tej ofiary doznawała jeszcze większego błogosławieństwa i w porównaniu z tym jej krzyż był lżejszy. Ta poświęcona, niewielka niewiasta podróżowała zazwyczaj w jednym kierunku, a jej mąż w drugim. Bóg błogosławił ich wysiłki. Zdobywali jedno miasto po drugim i i założyli szereg schronisk. Wzruszające są opisy krótkich przerw na społeczność małżeńską, w nabożeństwach, gdzie on miał przemawiać, albo kiedy ich powozy spotkały się w drodze. Był to przedsmak nieba, ale ten mąż i żona byli pielgrzymami i bardzo często ich drogi znowu się rozdzielały, gdyż tego wymagały potrzeby pracy. Pastor Hsi pisze o tym z największym uczuciem:
„Czy ja nie kocham mojej żony? Często ona jest na północy, a ja na południu; dlatego nieraz przez kilka miesięcy nie widzimy nawzajem swoich twarzy. Możemy tylko wzajemnie się modlić i płakać, szukając tego, co w górze i oczekując zapłaty, którą każdy otrzyma według swojej pracy. Biblia mówi: Czas jest krótki i dlatego ci, którzy mają żony, jakoby ich nie mieli. Moja żona i ja pamiętamy, że te miejsca Pisma Świętego są pocieszające i dlatego nasze serca są zachowane w pokoju”.
Podczas towarzyskiej rozmowy z przyjacielem Hsi upadł na ziemię nieprzytomny. Cierpiąc bardziej z powodu osłabienia, niż bólu, został przewieziony do swojego domu. Kiedy w przeciągu kilku tygodni ujawniły się symptomy poważnej choroby serca, jego własny werdykt odnośnie jego stanu brzmiał: „Pan zabiera mi moją siłę. Powód jest chyba taki, że moja praca dobiegła końca”. Przez sześć miesięcy Pan pozwolił mu jeszcze przebywać pośrod tych, którzy go kochali. Potem ten pogromca demonów osiągnął zwycięstwo nad ostatnim nieprzyjacielem - śmiercią - i wszedł do wiecznego odpocznienia. Jego walki się skończyły.



środa, 14 grudnia 2011

Modlitwa nieznanego żołnierza

Prosiłem Boga o siłę, aby triumfować;
On dał mi słabość, abym nauczył się smaku rzeczy małych.
Prosiłem o zdrowie, aby robić rzeczy duże;
On zesłał mi chorobę, abym robił rzeczy lepsze.
Prosiłem Go o bogactwa, aby być szczęśliwym;
On dał mi ubóstwo, abym był wrażliwym i mądrym.
Prosiłem o władzę, aby ludzie liczyli na mnie;
Dał mi słabość, żebym potrzebował tylko Boga.
Prosiłem Go o towarzysza, aby nie żyć samemu;
On dał mi serce, zdolne kochać wszystkich braci.
Prosiłem o wszystko, aby cieszyć się życiem;
On dał mi życie po to, abym mógł cieszyć się wszystkim.
Nie dostałem niczego, o co prosiłem;
Ale mam wszystko, czego mogłem oczekiwać
Chociaż mówiłem coś przeciwnego, Bóg mnie wysłuchał
I jestem najszczęśliwszym z ludzi.

Samson i Dalila

część 1



część 2

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Umartwianie grzechu

Znowu prawdziwe chrześcijaństwo zasadniczo różni się od religii jeśli chodzi o umartwienie grzechu. Po za prawdziwym chrześcijaństwem umartwianie złych pragnień polega na stosowaniu cielesnych środków. Nawet w kościołach chrześcijańskich wszelkich denominacji gdzie brakuje duchowego odrodzenia i kładzie się jednocześnie nacisk na życie w czystości możemy się spodziewać stosowania cielesnych środków umartwiania grzechu. Religia zawsze prowadzi nas do legalizmu i wypełniana pewnych zasad, które w żaden sposób nie mogą dać nam pokoju z Bogiem. Mimo wszelkich zabiegów człowiek ciągle widzi swoją niedoskonałość i grzeszność, to z kolei prowadzi go do zaciekłej walki z samym sobą i z własnym ciałem. Ale czy można odmienić naturę świni? Nawet gdybyśmy umyli ją z błota i włożyli jej piękne ubranie, postawili ją przed lustrem i pokazali jej jak ładnie wygląda, to i tak zaraz po tym  poleci w kałuże błota niszcząc wszelki nasz trud. Z człowiekiem jest podobnie jeśli próbuje umartwiać grzech za pomocą religii i własnych starań skazany jest na porażkę. Nie ma znaczenia jak długo będziesz pościł zamykał się w odosobnionym miejscu odcinając się od świata, biczował się, stosował się do wszelkich praktyk swojego kościoła i tak nie wygrasz walki z grzechem. Ciągle będziesz jak ta świnia, kiedy tylko będzie ci się wydawało, że już coś osiągnąłeś, to zaraz polecisz w kałuże błota i wymażesz się po uszy odczuwając ulgę. Jest tak dlatego, że człowiek czuje się dobrze żyjąc w grzechu. To jest jego naturalne środowisko i tak jak dzikie zwierzą wychowane na wolności, złapane i przywiezione do zoo będzie ciągle nieszczęśliwe podobnie i z nami. Możemy chodzić do kościoła, modlić się, spełniać wszystkie praktyki religijne a jednak nie będzie, to dla nas żadną rozkoszą. To za czym tęskni nieodrodzona natura, to grzech. Jak tylko będziemy mieli okazję  po uszy się w nim umażemy odczuwając zadowolenie i przyjemność.
W książce „Sundar Singh – Ślady stóp w Himalajach” czytamy jak misjonarz spotyka wielu ludzi, którzy w różny sposób próbują umartwiać swoją cielesność niekiedy zamykając się na wiele lat w jaskiniach innym razem w gorące lato otaczają się ogniskami lub zimą stoją w lodowatej wodzie, a jednak w wyniku wszystkich tych praktyk nigdy nie dochodzą do swojego celu. W naszym polskim środowisku tez moglibyśmy wymienić wiele sposobów, które ludzie praktykują żeby wygrać walkę z grzechem. Czasami na kolanach przebywają długi dystans drogi lub godzinami spędzają klęcząc na twardej posadzce. Czasami podejmują wielogodzinne modlitwy lub śluby milczenia żeby w tym wszystkim znaleźć bliskość boga i wygrać walkę z grzechem.
Ale zanim podejmiemy jakiekolwiek wysiłki walki z grzechem, które mogą się zakończyć powodzeniem musimy przeżyć narodzenie na nowo, narodzenie z Ducha Św. Tylko wtedy gdy nasz upadła grzeszna natura zostanie odmieniona i otrzymamy, nowe pragnienia nowe serce, a także moc Ducha Św do walki z grzechem możemy skutecznie odnosić zwycięstwa. Problem nieodrodzonego człowieka i problem pustej religii polega na tym że zawsze będzie pragnął w głębi serca tego jaka jest jego natura. Bóg przyszedł nam z pomocą i nie pozostawił nam tylko pewnych zasad, przykazań ale zmienił nasze serce. Pamiętam gdy ja narodziłem się na nowo, to w jednej chwili już nie chciałem grzeszyć i czułem wstręt, nienawiść do wszystkiego co złe. Tylko wtedy świnia przestanie być swinga kiedy zmienimy jej naturę. Jeśli tak się stanie ona nigdy już nie pójdzie w kałuże błota, owszem ona może się ubrudzić, czasami nawet mocno, ale z tego powodu, że ma inna naturę już zawsze będzie chciała być czysta. Dlatego w życiu chrześcijańskim umartwianie grzechu zaczyna się od nowego narodzenia z Ducha.

Apostoł Paweł napisał:
Rzymian 8:13  Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie.
Tylko z pomocą Ducha Św. jesteśmy w stanie wygrać walkę z grzechem i tego wam życzę byście podejmowali tą walkę nie w oparciu o własne siły, ale o moc Ducha.
Niektóre elementy umartwiania grzechy pochodzą wprost z filozofii gnostyckiej, która przeżywała swój renesans w II - III wieku po. Chr.
Na przykład pewna grupa gnostyków uważała, że cały świat jest zły wiec prowadziło, to do unikania kontaktu ze światem, izolacji. Nawet dochodzono do takich wniosków, że skoro świat jest zły, to także nasze ciało, wiec należy je karać. To prowadziło do biczowania, wielotygodniowych głodówek i innych praktyk, które miały na celu zadawanie bólu ciału. Kontynuacją takiej filozofii mogą być dzisiejsze zakony lub grupy, które postępują podobnie.


odsyłam do dobrej literatury na temat umartwiania grzechu jest to jedna z lepszych książek jakich czytałem jeśli chodzi o walkę w naszym życiu z grzechem
Umartwianie grzechu - John Owen 
 poniżej wstawiam jeszcze okładkę z książki, która polecam na ten temat




niedziela, 11 grudnia 2011

Moc Języka List Jakuba 3, 1-6

Pan Jarosław Kaczyński w książce „Polska naszych marzeń” wypowiedział słowa, które być może zaważyły nad jego przegraną w wyborach w 2011 roku jego wypowiedź brzmiała:
 Nie sądzę, żeby kanc­ler­stwo Angeli Mer­kel było wyni­kiem czy­stego zbiegu oko­licz­no­ści, nie będę jed­nak tego prze­świad­cze­nia roz­wi­jał, zosta­wiam to poli­to­lo­gom i historykom”.
Po tych słowach rozpętała się burza wokół jego wypowiedzi, dziennikarze zadawali pytania co miał na myśli, czy sugeruje, że Angela Merkel została kanclerzem przez jakieś oszustwa? Słowa odbiły się szerokim echem zarówno w kraju jak i za granicą, a poparcie Jarosława Kaczyńskiego znacznie spadło.
W czasie drugiej wojny światowej padła inna ważna wypowiedź Winstona Churchilla:
„Nigdy się nie poddawajcie, nigdy, przenigdy – w żadnej sprawie, wielkiej czy małej, doniosłej, czy błahej – nigdy nie poddawajcie się niczemu, z wyjątkiem honoru i zdrowego rozsądku”. W taki sposób Winston Churchill zagrzewał swój naród do walki przeciw Niemcom.
Słowa w naszym życiu mają niezwykłe znaczenie, to w jaki sposób posługujemy się naszym językiem wpływa na jakość naszego życia i życia ludzi wokół nas. Naszej mowy możemy używać w różny sposób, jako krytykę, zachętę, pocieszenie, pochlebstwo. Już w rozdz. 1,19 listu Jakuba  czytaliśmy jak Jakub odniósł się do tego, że ludzie często prędcy są do mówienia, ale powolni są do słuchania.
Jakuba 1:19  Wiedzcie to, umiłowani bracia moi. A niech każdy człowiek będzie skory do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu.


    Dzisiaj będziemy rozważać właśnie fragmenty z 3 rozdz. listu Jakuba gdzie Jakub wiele uwagi poświęca temu w jaki sposób używamy języka.
W pierwszym wersecie trzeciego rozdziału Jakub czyni aluzję do ludzi mających ambicje, chęci bycia nauczycielem. Chce żeby nauczycielami nie zostawali wszyscy jak leci albo jak kto chce, ale osoby rzeczywiście powołane przez Boga. Często jest tak, że ludzie na pierwszym miejscu nie widzą w nauczaniu większej odpowiedzialności przed Bogiem jaka się z tym wiąże, ale prestiż, wywyższenie. Nie każdy może zostać nauczycielem kto chce nim zostać nie, wystarczy skończyć seminarium i znaleźć kościół, społeczność gdzie będziemy mogli realizować swoje ambicje. Pozycja nauczyciela nierozerwalnie wiążę się z używaniem mowy i właściwych słów. W społecznościach do których jest skierowany list z  pewnością występowały nadużycia i zdarzało się, że nauczycielami zostawali ludzie nie zawsze do tego powołani. W dalszych wersetach listu dowiadujemy się, że  do godności nauczyciela aspirowali ludzie wcale nie mający na celu dobra społeczności, ale własne ambicje z stąd wypowiedzi Jakuba takie jak:
Jakuba 3:13  Czy jest między wami ktoś mądry i rozumny? Niech to pokaże przez dobre postępowanie uczynkami swymi, nacechowanymi łagodnością i mądrością.
Przede wszystkim Słowo Boże mówi nam o pewnych kryteriach jakie powinien spełniać w kościele ktoś kto naucza.
1 Tymoteusza 3:13  Bo ci, którzy dobrze służbę pełnili, zyskują sobie wysokie stanowisko i prawo występowania w sprawie wiary, która jest w Chrystusie Jezusie.
Zanim jakiś człowiek zostanie nauczycielem w kościele powinien być doświadczony i sprawdzony, a jego świadectwo powinno być zgodne ze słowami ewangelii. Nauczanie jest, to niezwykle istotna sprawa nie możemy pozwolić na to żeby ktokolwiek zostawał nauczycielem Słowa Bożego. Od tego co jest nauczane w naszych zborach i jaki stan duchowy jest ludzi którzy nauczają, zależy zdrowie duchowe naszych kościołów. Często ludzie bardzo szybko chcą zostawać nauczycielami dosyć charakterystyczne są osoby, które wędrują od społeczności do społeczności i wszędzie gdzie się pojawią zaraz by chcieli wprowadzać zmiany, nauczać, krytykować. Każda osoba, która podejmuje się nauczania  powinna być świadoma, że kryteria osądu Bożego wobec niej będą bardziej surowe. Chrystus najbardziej ostro wyrażał się wobec faryzeuszy którzy byli nauczycielami w Izraelu i nie prowadzili ludzi do Boga. Niebezpieczeństwo w byciu nauczycielem kryje się także w tym, że można szybko stać się wyrocznią. Zajęcie nauczyciela może także prowadzić do duchowej i intelektualnej dumy. Gdy wybieramy nauczycieli w zborze możemy zastosować do nich pewne kryteria z Listów Pawła do Tytusa 1,5-9 i 1 Tymoteusza 3,1-13
Dla Jakuba pewnym kryterium doskonałości jest właśnie umiejętność posługiwania się językiem. Można powiedzieć, że to jak się wyrażamy jest pewnym termometrem naszej duchowej temperatury. W wielu miejscach Słowa Bożego mamy przypomnienie o właściwej mowie:
Kolosan 3:16  Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych;

Kolosan 4:6  Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu.
Nie będzie przesadą jeśli powiem, że właściwa mowa w życiu chrześcijanina wynika z relacji z Bogiem i obcowania ze Słowem Bożym.  Jeśli człowiek wierzący rzeczywiście chodzi w społeczności z Chrystusem i jak, to powiedział Paweł „Słowo Chrystusa mieszka w nim obficie” to będzie emanowało na zewnątrz.
Bardzo szybko możemy upaść w mowie, często grzech języka jest popełniany zanim nastąpi jakikolwiek czyn. Dlatego też Jakub mówi, że „ten kto potrafi zapanować nad językiem i całe ciało umie utrzymać na wodzy”.
Słowa Chrystusa brzmią podobnie:
Mateusza 12:36  A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu.
37  Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony.
Zawsze w pewien sposób przerażają mnie te wypowiedzi Chrystusa i dają mi do myślenia. Wzywają nas one do kontrolowania tego co wychodzi z naszych ust.
Jest pewne przysłowie, które można w tej chwili zacytować, odzwierciedla ono nauczanie ewangelii : „co w sercu to i na ustach”. Ludzie mówią o tym czym żyją, jeśli żyją pracą, to prawdopodobnie będą mówili bardzo wiele na temat swojej pracy. Jeśli jest to jakieś hobby czy pasja to ich uwaga też będzie skupiona cały czas wokół tego. Jeśli żyją nowinkami technicznymi postępem technologicznym, to również większość ich wypowiedzi będzie dotyczyć właśnie tej dziedziny. Pamiętam pewną młodą osobę, która brała udział w konferencji chrześcijańskiej w czasie gdy dosyć popularny był film „Władca pierścieni”. Osoba ta była ubrana na styl tego filmu, a podczas rozmowy nie była w stanie myśleć i mówić o czymś innym jak tylko o tym filmie. Zupełnie nie interesowała się treściami konferencji tylko przekazem na temat wspomnianego filmu. Z jej postawy i wypowiedzi wynikało, że jest pod wielkim wpływem tego filmu, a jednocześnie uważała, że Chrystus jest najważniejszy w jej życiu. Gdy spotykam się z sytuacjami kiedy chrześcijanin jest całkowicie pochłonięty przez jakąś idee lub filozofię inna niż Chrystus to mam poważne wątpliwości odnośnie jego odrodzenia. Jeśli w twoim sercu króluje Chrystus i żyjesz dla Chrystusa to również twoje usta będą służyły Jezusowi Chrystusowi.
Następnie Jakub podaje nam dwa przykłady tego w jaki sposób język kieruje naszym ciałem. Pierwszym przykładem jest wędzidło w pysku konia. Jeśli ktoś nie widział wędzidła, to mogę powiedzieć, że jest to kawałek metalowego przedmiotu wkładanego w pysk konia do którego po prawej i lewej stronie są umieszczone ściągacze do prowadzenia zwierzęcia w odpowiednim kierunku. Zwierzę idzie tam gdzie chce prowadzący właśnie dzięki temu małemu urządzeniu w jego pysku. Swoja drogą zawsze mnie, to zastanawiało jak to możliwe, że takie małe urządzenie kieruje takim wielkim zwierzęciem, a jednak. Podobnie jest i z językiem.
Drugim przykładem jest wielki okręt, który kierowany jest małym sterem nawet pod wpływem wielkiego wiatru. Czyli nawet wtedy kiedy w okręt dmucha wielki wiatr i tak statek nie porusza się tak jak go pcha wiatr, ale porusza się pod wpływem odchylenia steru.
Współczesnym tego przykładem może być kierownica samochodu. Możemy mieć naprawdę ogromny pojazd, ale właściwe kierunek temu pojazdowi nadaje niewielkie urządzenie „kierownica samochodu”. W dzisiejszych czasach często samochody wyposażone są w dodatkowy układ wspomagania tak, że właściwje jednym palcem można nadać kierunek pojazdu. Innym przykładem mogą być układy komputerowe które sterują wielkimi urządzeniami często wystarczy jedno kliknięcie myszki i potężne mechanizmy wykonują nasza wolę.
Z naszym Językiem jest podobnie, chociaż jest, to niewielka część ciała jednak steruje naszym postępowaniem i zachowaniem.
Opanowany język, to wielkie błogosławieństwo, ale język nie znający umiaru i paplający co ślina na niego przyniesie może być wielkim przekleństwem.
Jednym z przykładów może być kłótnia małżeńska, która prowadzi do przykrych konsekwencji dlatego, że żadna z osób nie odpuściła.
Żona do męża.
ONA: Co tak siedzisz? 
ON: Jak siedzę? 
ONA: Taki znudzony. Dawniej sie ze mną nie nudziłeś. 
ON: Nie jestem znudzony. Czytam gazetę. 
ONA: Dawniej w moim towarzystwie nie czytałeś gazety. 
ON: Od czasu jak jesteśmy małżeństwem, stale jestem w twoim towarzystwie, a kiedyś przecież muszę przeczytać gazetę.
ONA: Już ci się nie podoba że jesteśmy małżeństwem? Dawniej byłeś szczęśliwy z tego powodu. 
ON: Zlituj sie, wcale nie powiedziałem, że mi sie nie podoba. 
ONA: Dawniej nie miałeś zwyczaju zarzucać mi kłamstwa. 
ON: Nie zarzucam ci kłamstwa. Czego ty ode mnie chcesz? 
ONA: Niczego nie chcę od ciebie. Chcę tylko żebyś mnie traktował jak dawniej. 
ON: Dobrze postaram się. 
ONA: Dawniej nie musiałeś sie starać. 
ON: Moja droga, daj mi spokój. 
ONA: Mogę ci dać spokój. Tylko ciekawa jestem, czy dawniej byś sie tak 
do mnie odezwał. 
ON: (milczy) 
ONA: Już nawet nie raczysz odpowiedzieć. Dawniej sprawiała ci przyjemność każda rozmowa ze mną. Może nie? No powiedz, nie? 
ON: Tak. 
ONA: Ach, więc przyznajesz się nareszcie !!! 
ON: Do czego sie przyznaję, na miłość boską? 
ONA: Do czego? Że zmieniłeś się w stosunku do mnie. 
ON: O czym ty mówisz? 
ONA: Na szczęście sam się przyznałeś, tylko dlaczego? Powiedz mi szczerze, dlaczego jesteś inny niż dawniej? 
ON: Przestań się mnie czepiać. Czego ty chcesz ode mnie? 
ONA: Tylko tego, żebyś był taki jak dawniej. (chwila ciszy) Ach, więc 
nie możesz już być dla mnie taki jak dawniej? Dobrze. Tylko żeby później 
nie było na mnie. Ty sam tego chciałeś. 
ON: Czego chciałem? Co ty wygadujesz? 
ONA: No, sam przed chwilą powiedziałeś, że mnie już nie kochasz. Może chcesz rozwodu?
ON: Słuchaj, gadasz takie głupstwa, że aż mnie trzęsie. 
Przestań bajdurzyć, bo mnie szlag trafi. I daj mi przeczytać gazetę, do 
wszystkich diabłów !!! 
ONA: To już teraz jestem pewna, nie kochasz mnie i chcesz rozwodu.
ON: W takich sytuacjach żałuje, że się z tobą ożeniłem.
ONA: No to postanowione, składam wniosek o rozwód.

Z pewnością z powodu niepohamowanego języka zdarzyło się wiele zła w rodzinach, w relacji z sąsiadami, rozpadły się przyjaźnie, ludzie odchodzili od społeczności kościoła obrażając się na całe lata w wyniku ostrych słów miały miejsce wojny W księdze Psalmów czytamy:
Psalmów 141:3  Panie, postaw straż przed ustami moimi, Pilnuj drzwi warg moich!
Dawid prosi Boga żeby Bóg uchronił go przed niepotrzebnymi słowami, które mogłyby sprawić żeby zgrzeszył i zszedł na niewłaściwą drogę. Treść i intencje naszej modlitwy powinny być podobne.  Pismo  święte wymienia wiele grzechów mowy, które doprowadziły ludzi do upadku.
Grzechy języka jakie wymienia Słowo Boże
1.      Kłótliwość
2.      Nieprzyzwoite żarty
3.      Błazeńska pusta mowa
4.      Spieranie się
5.      Bluźnierstwa
6.      Kłamstwo
7.      Obrażanie i przeklinanie ludzi
8.      Przechwalanie się
9.      Obmowa, plotkowanie
10.  Złe niebudujące słowa
11.  niesprawiedliwa krytyka
Żydowskiej literaturze mądrościowej możemy przeczytać:
„Przeklinajcie potwarcę i dwujęzycznego, wielu bowiem zgubili żyjących w zgodzie. Trzeci język wielu uczynił nieszczęśliwymi i skazał ich na tułaczkę od narodu do narodu, zburzył miasta potężne i domy możnych obalił. Trzeci język oddalił żony od mężów i pozbawił je owocu ich trudów. Kto nastawia mu ucha, nie znajdzie spoczynku ani nie będzie mieszkał spokojnie. Uderzenie rózgi wywołuje sińce, uderzenie języka łamie kości. Wielu padło od ostrza miecza, ale nie tylu, co od języka. Szczęśliwy, kto przed nim był zasłonięty, kto nie przeszedł przez jego pętami. Jarzmo jego, jarzmo żelazne, a pęta jego – pęta spiżowe. Straszna jest śmierć, którą on sprowadził, nawet Szeol jest lepszy od niego (...) Uważaj! Otocz posiadłość swą płotem z cierni, srebro swoje i złoto mocno zawiąż; słowom twoim uczyń wagę i ciężarki, a ustom drzwi i zasuwę. Uważaj, aby się on u ciebie nie pośliznął i abyś nie upadł przed tym, kto ci gotuje zasadzkę (Mądrości Syracha 28,13-26)”.

Drodzy w 6 wersecie Jakub przypomina nam, że język jest małym organem, ale może naprawdę dokonać wielkich rzeczy. Musimy pamiętać, że w dużej mierze, to od nas zależy w jaki sposób będziemy wykorzystywali umiejętność mowy. Dzięki właściwej mowie możemy nieść zbudowanie, pocieszenie i błogosławieństwo dla wielu. Ale jeśli niewłaściwie używamy języka możemy siać zniszczenie, powodować kłótnie, nieporozumienia, ranić innych i pozostawiać po sobie zgliszcza.
Nawet wielkie dzieło może być zniszczone przez małą rzecz jak w przypadku kolejnego przykładu jaki podaje Jakub że „Wielki las zapala mały ogień”. Wystarczy zostawić niedopałek w suchym lesie, by doprowadzić do naprawdę wielkiego pożaru.
18 Listopada w 1987 roku na stacji londyńskiego metra przy stacji Kings Cross wybuchł straszny pożar, który najprawdopodobniej został zaprószony przez niedopaloną zapałkę, która upadła na schody ruchome. Pożar bardzo szybko rozprzestrzenił się po spodzie schodów napotykając na dobre paliwo takie jak guma, śmieci i smary na rolkach . W ciągu kilku minut płonęły już całe schody wraz z poręczami, po czym pożar gwałtowną ścianą ognia przeniósł się na halę i kasy biletowe zabijając 31 osób nie dając im żadnych szans na ucieczkę.
Nasz język może być właśnie takim trawiącym ogniem jeśli nie jest poddany Bogu i kontrolowany. Wystarczy przysłuchać się tylko co też ludzie wygadują w zwykłych rozmowach często obmawiając się nawzajem, plotkując lub rzucają oskarżenia. Zwróćmy uwagę jak często podczas kłótni padają pogróżki, klątwy, wyzwiska w stylu „zabiję cię”, „załatwię cię” „jesteś śmieciem” itp.…  
Gdy pozwolimy w złości dać upust słowom, to tak jakbyśmy oddali się w ręce samego szatana który wkłada swoje słowa w nasze usta. Wiele wypowiedzi zarówno małych ludzi jak i wielkich pochodzi prosto z piekła.
Zmierzając powoli do końca naszego dzisiejszego rozważania musimy przyznać, że potrzebujemy Bożej pomocy, a wszystko co napisał Jakub 2000 tys. lat temu jest tak aktualne jakby, to pisał wczoraj. Nasze wargi muszą być oczyszczone i wypalone przez Pana jak w przypadku Izajasza (Ks. Izajasza 6,5-7), Bóg chce żeby twoje i moje usta służyły jego celom. Bóg chce by nasze usta opowiadały jego chwałę i wysławiały Jego imię.
Psalmów 71:8  Usta moje są pełne chwały twojej, Cały zaś dzień wspaniałości twojej.
Czy właśnie tak jest w twoim przypadku? Czy oddałeś swoje usta Panu, by mogły Mu służyć w każdym czasie? Czy prosiłeś Boga żeby postawił straż nad nimi, by mogły przynosić błogosławiony owoc? Niech dzisiejsze słowo będzie dla nas przypomnieniem i wezwaniem do poddania się Bogu, a On wywyższy nas w swoim czasie. Amen

Łączna liczba wyświetleń