środa, 29 lutego 2012

Bóg Cudów

Bohaterowie wiary - William Tyndale

Jednym z wielkich reformatorów chrześcijaństwa był William Tyndale. Studiował w Oksfordzie, a potem w Cambridge, gdzie zetknął się z poselstwem Ewangelii, które w zdecydowany sposób wpłynęło na jego życie.
Odtąd wędrował z miejsca na miejsce, dzieląc się naukami Pisma Świętego. Jego wystąpienia budziły wielkie zainteresowanie i poruszenie, ale duchowni, którzy na ogół nie znali Biblii i chcieli uniknąć trudnych pytań ludu, zabraniali go słuchać, strasząc parafian ekskomuniką, a jego zniesławiając. Zrozpaczony Tyndale często wołał do Boga:
"Co mam czynić? Kiedy sieję w jednym miejscu, wróg pustoszy pola, które właśnie opuściłem. Nie mogę być wszędzie naraz. O, gdyby tak chrześcijanie mieli Pismo Święte w swoim języku. Znając je, mogliby się sami przeciwstawić tym sofistom, ale bez niego trudno utwierdzić ludzi w Prawdzie".
Tyndale potrafił czytać Pismo Święte po hebrajsku i grecku, ale rozumiał, że nie można tego wymagać od każdego. Uważał, że ci, którzy znają starożytne języki powinni przybliżyć Biblię pozostałym, zamiast trzymać ją od nich z daleka. Taki zaś efekt miał wydany przez Kościół zakaz powielania, a nawet posiadania Pisma Świętego w rodzimym języku.
W jego umyśle zrodziła się idea wydrukowania Biblii w języku angielskim. Decyzja dojrzała, gdy podczas publicznej debaty z jakimś księdzem usłyszał od niego, że dla ludu lepiej nie znać nauk Biblii, niż poznawać je bez pośrednictwa Kościoła. Tyndale powiedział wtedy: „Jeśli Bóg pozwoli mi żyć, to za kilka lat parobek, który orze pługiem, będzie znał Pismo Święte lepiej niż wy".
W ten oto sposób zrodziło się gorące pragnienie przetłumaczenia Bożej księgi dla angielskich oraczy.
Podjął się tłumaczenia Nowego Testamentu z greckiego, ale prześladowany przez Kościół musiał zbiec do Niemiec. W Kolonii znalazł drukarza, który zgodził się wydać jego przekład Nowego Testamentu. Nasłani szpiedzy wpadli do drukarni, gdy kończono druk pierwszych egzemplarzy. Tyndale ledwie uszedł z życiem tylnymi drzwiami. Wyniósł jednak ze sobą stos świeżo wydrukowanych Biblii.
Udał się do Wormacji, gdzie znalazł drukarza gotowego dokończyć dzieło. Pierwszą partię Biblii przewiózł do Londynu między belami sukna. Pismo Święte w języku angielskim wzbudziło wielkie poruszenie w całej Anglii. Król podburzony przez Kościół, skazał je na spalenie.
Tyndale ufał, że Bóg obróci przeciwności ku dobremu. I tak się działo. Pewnego razu biskup Cuthbert Tunstall z Durham wykupił od księgarza w Antwerpii cały nakład wydanej przez niego Biblii. Spalił wszystkie egzemplarze. Nie wiedział jednak, że ów księgarz był dobrym znajomym Tyndale'a i policzył za nie cztery razy więcej, niż były warte. Za pieniądze biskupa, Tyndale mógł, więc wydrukować poprawione wydanie w trzykrotnie większym nakładzie!
William Tyndale, który władał płynnie wieloma językami, przemieszczał się z kraju do kraju, uchodząc przed tropiącymi go szpiegami, gdyż za jego głowę wyznaczono wysoką nagrodę. W końcu jeden z jego kolegów dał się przekupić i wydał go, jak Judasz Jezusa.
Uwięziono go i skazano na śmierć. Na stosie zaproponowano mu wolność pod warunkiem, że poda nazwiska tych, którzy pomogli mu pokryć koszty druku Biblii. Tyndale nie wydał nikogo z tych, którzy mu pomogli. Wyznał jednak chętnie, że najbardziej ze wszystkich pomógł mu... biskup z Durham.
Zanim podpalono stos, na szyi zaciągnięto mu metalowy pręt, aby nie mógł świadczyć o swej wierze w moc Słowa Bożego. Jego głos zgaszono, ręce spalono, własność skonfiskowano, a Biblie zniszczono. Wszystkie te wysiłki zdały się jednak na nic. Bóg pobłogosławił pracę, dzięki której tysiące ludzi mogło czytać Słowo Boże w swoim języku.
Ostatnie słowa Tyndale brzmiały: “Panie Jezu, otwórz oczy królowi Anglii". Jego modlitwa została wysłuchana. W 1611 roku ukazała się Biblia sponsorowana przez Jakuba I, króla Anglii. Biblia króla Jakuba. Biblia ta uważana jest za najwspanialsze dzieło kultury angielskiej, a zarazem do dziś popularny przekład w krajach anglojęzycznych. Nie każdy wie, że jej Nowy Testament opiera się w dużej mierze na przekładzie Tyndale'a!


niedziela, 26 lutego 2012

List Jakuba 4,1-6 Duchowe cudzołóstwo

W latach sześćdziesiątych  pewien psycholog w Stanach Zjednoczonych dr. James Olds przeprowadził ciekawe doświadczenie. Umieszczono szczura w klatce i z jednej strony klatki podano pożywienie, a z innej strony klatki umieszczono specjalne elektrody, które poprzez impulsy elektryczne stymulowały ośrodki w głowie szczura odpowiedzialne za przyjemność. Co ciekawego się okazało? Szczur, który mógł sam dawkować sobie przyjemność bardzo szybko zapomniał o jedzeniu i cały czas spędzał przy elektrodach żeby doświadczać stanu przyjemności w końcowym efekcie doświadczenia szczur zagłodził się na śmierć. To doświadczenie pokazuje nam, że można zapomnieć o tym co właściwe dobre i konieczne, a poszukiwać tego co sprawi nam przyjemność.
Jakub zadaje pytanie, czy zastanawialiście się dlaczego są spory, dlaczego się kłócicie, dlaczego nie możecie dojść do porozumienia? Dlaczego tak jest, że w tej chwili w wielu państwach, domach, kościołach toczą się wojny? Ludzie się kłócą i nie mogą dojść ze sobą do porozumienia? Powodem takiego postępowania jest pożądliwość. Ludzie mają wewnętrzne pragnienia, które są gotowi zaspokoić za wszelką cenę.  Często nic wokół nich nie liczy się tak bardzo jak właśnie ich potrzeby. Namiętności o których pisze Jakub głównie odnoszą się do ciągłego gromadzenia dóbr materialnych. Często ludzie nie potrafią cieszyć się z tego co posiadają, ale ciągle są niezadowoleni z tego powodu że czegoś nie mają. Jakub mówiąc o żądzach posłużył się greckim słowem „hedone” które wywodzi się z terminu filozoficznego  „hedonizm”. Gdy zwrócimy się do słownika, to przy haśle „hedonizm” znajdujemy takie wyjaśnienie: „Doktryna etyczna według, której rozkosz, przyjemność jest najważniejszym dobrem, celem życia i naczelnym motorem ludzkiego  postępowania. Również postawa będąca konsekwencją tej doktryny, preferująca styl życia polegający na dążeniu przede wszystkim do przyjemności”. Drodzy musimy zdać sobie sprawę, że to jest sposób życia tego świata. Świat ciągle poszukuje przyjemności i nowych doznań, ludzie są gotowi zapłacić bardzo wiele, by zaspokoić swoje pożądliwości. Na tym bazują reklamy i cały marketing, rozbudzając nasze pożądliwości i wmawiając nam, że jeśli czegoś nie posiadamy, to nie będziemy szczęśliwi. Ale nasze szczęście nie zależy od dóbr, które posiadamy psalmista mówi że: Psalmów 73:28  Lecz moim szczęściem być blisko Boga. Pokładam w Panu, w Bogu nadzieję moją, Aby opowiadać o wszystkich dziełach twoich.
To czy nasze życie będzie szczęśliwe, pełne i wartościowe nie zależy od tego co masz i co nagromadziłeś, ale od twojej społeczności z Bogiem. Stojąc tu dzisiaj gwarantuje ci, że jeśli swoje życie poświęcisz na poszukiwanie nowych doznań, będziesz tego szukał w kupowaniu nowych rzeczy, poszukiwał nowych doświadczeń żeby poczuć się dobrze przyjemnie. Jeśli tak będziesz żył, to nigdy nie będziesz szczęśliwy. Poczujesz się dobrze przez chwile pod wpływem jakiś środków lub rzeczy, które sobie nabyłeś może nowych doświadczeń, które znalazłeś. Ale zawsze będzie to, krótkotrwałe i po chwili poczujesz pustkę i konieczność nowych poszukiwań. Oczywiście Jakub nie chce nam powiedzieć, że doświadczanie wszelkiej przyjemności jest złe. Możemy znaleźć przyjemność w różnych rzeczach bez popadania w grzech np. spacer, sport, praca, zabawa z dziećmi. Problem pojawia się kiedy naszym głównym celem jest życie dla przyjemności wtedy nawet te dobre rzeczy mogą stać się grzeszne.  Moim szczęściem moja rozkoszą jest być blisko Pana On karmi dusze moją. Nawrócony chrześcijanin również może znaleźć się pod wpływem takiego postępowania. Jakub pisze właśnie swój list do nawróconych ludzi, którzy przestali dbać o swoją społeczność z Panem a dążyli do zaspokajania własnych pożądliwości i namiętności, podobnie wyraża się Ap Paweł pisząc do Rzymian:
Rzymian 7:22  bo według człowieka wewnętrznego mam upodobanie w zakonie Bożym.
23  A w członkach swoich dostrzegam inny zakon, który walczy przeciwko zakonowi, uznanemu przez mój rozum i bierze mnie w niewolę zakonu grzechu, który jest w członkach moich.
24  Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?
To że nawróciliśmy się do Boga nie zmienia faktu, że nasze upadłe grzeszne ciało posiada naturalne pragnienia. Ciało pragnie zmysłowych przyjemności, oglądania różnych rzeczy, posiadania różnych rzeczy i właściwie ten apetyt ciała jest niezaspokojony. Nie ma znaczenia jak bardzo starałbyś się zaspokoić te pożądliwości ciała i tak nigdy tego nie dokonasz. Chrześcijanin od momentu nawrócenia nie może żyć dla zaspokojenia tych namiętności, tak jak żyje ten świat. Nie, chrześcijan poskramia i ujarzmia ciało swoje nie pozwalając tym grzesznym apetytom wziąć nad nim górę. Wielu chrześcijan na przestrzeni wieków czuło niezwykle mocno, to rozdarcie między pożądliwościami ciała a pragnieniem służenia Bogu.  Jednym z takich ludzi był bogaty kupiec w Lyonie, który nazywał się Valdes. Około 1170 roku poczuł powołanie do głoszenia prawdy Chrystusowej. Sprzedał więc swój majątek i rozdał ubogim. Założył stowarzyszenie w celu głoszenia ewangelii. Objeżdżał miasta i wsie: francuskie, włoskie, hiszpańskie, niemieckie pobudzając wszędzie do pobożnego życia dla Chrystusa. Dzisiaj ruch, który zapoczątkował nazywamy „Valdensami”.
Jan Kalwin jeden z wielkich reformatorów powiedział: „Kto dopuści aby jego grzeszne skłonności zapanowały nad nim niekontrolowane, nie zazna końca swym żądzom”. To właśnie było przyczyną sporów i kłótni u odbiorców listu Jakuba.  Co ciekawe Jakub mówi że, z tego niezaspokojonego pożądania wynika, zazdrość, rozpad rodzin, zborów, kłótnie i nieporozumienia.
Wyobraźcie sobie taką sytuacje Franek i Zosia całkiem niedawno się pobrali. Franek ma dobra pracę i całkiem niezłą pensje. Zosia chce mieć piękny dom jak inne młode małżeństwa, Franek natomiast chce mieć nowy model samochodu, Zosi marzą się jeszcze dobrej jakości meble i sprzęt domowy więc, to wszystko kupują na raty. Po pewnym czasie okazuje się że pensja Franka nie jest w stanie unieść takich wydatków. Potem pojawia się w rodzinie dziecko, a to oznacza dodatkowe wydatki i tak już nadwyrężonego budżetu. W takiej sytuacji Franek i Zosia są sfrustrowani i kłócą się. Zaczynają zazdrościć innemu małżeństwu w zborze, które osiągnęło cele wcześniej przez nich założone. Domowe konflikty przenoszą się na zbór i angażują większą liczbę osób ostatecznie doprowadzając do podziału zboru.
Rozwiązaniem Jakuba na nasze pragnienia jest modlitwa. Jakub ma nadzieje, że jak tylko padniemy na kolana przed Bogiem, to te wewnętrzne walki które toczą bój w namiętnościach naszych ustaną. Ludzie poszukują swojego zaspokojenia na własny sposób, ale mamy zachętę żeby z naszymi potrzebami przyjść do Pana i przedstawić mu je.
2 Koryntian 9:8  A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę,
Bóg jest w mocy zaspokoić wszelka naszą potrzebę kiedy z ufnością przychodzimy do niego. Nie znaczy, to oczywiście, że Bóg niczym św. Mikołaj będzie dawał nam wszystko o co poprosimy. Jakub zachętę do modlitwy traktuje jako czas opamiętania zwrócenia uwagi na prawdziwe nasze potrzeby, a nie na chęć ciągłego zaspokajania naszych pożądliwości. Ale ludzka natura jest tak pokrętna, że nawet w sytuacji gdy człowiek pada na kolana i prosi Boga, to może nie prosić go szczerze o potrzeby tylko o rzeczy przez które pragnie zaspokoić swoją namiętność 3 wers. Odbiorcy Listu Jakuba mogliby mu powiedzieć: „ Jakubie przecież modlimy się do Boga i prosimy Go, a jednak nie wysłuchuje nas”. Nie zostajecie wysłuchani odpowiada Jakub, bo przychodzicie do Boga mając złe motywacje. Jakże często ludzie klękają przed Bogiem i proszą Go, aby dał im rzeczy przez, które będą mogli żyć dla tego świata. Ale modlitwy takie są egoistycznie  mające na celu „mój zysk” i „moje dobro”. Taki człowiek nie kieruje się pragnieniem Bożej woli. Jan Kalwin tak powiedział o takich modlitwach: „Tego rodzaju modlitwy pragną czynić Boga sługą rządz”. Nie, Bóg nie istnieje po, to żeby zaspokajać nasze pożądliwości.
Musimy zdać sobie sprawę z tego, że modlitwa ma pewne ograniczenia. Granice, które zakreślił sam Bóg. Pamiętam pewną osobę, która upierała się przy tym, że Pan Jezus powiedział, że o cokolwiek byśmy się modlili do Ojca w niebie otrzymamy. Ta osoba zatrzymała się na słowie „cokolwiek” i traktowała, to słowo jak obietnice. Ale Pan Jezus mówiąc cokolwiek miał na myśli ograniczenia związane z Bożą wolą. On sam nigdy nie modlił się o „cokolwiek” ale Jego modlitwy zawsze dotyczyły spraw związanych z Bożą wolą. Jeśli ktoś modli się o cokolwiek i myśli, że zostanie wysłuchany, to znaczy, że nie zna swojego Boga i traktuje Go jako niewysychające źródełko spełniania zachcianek.
Pewien zmarły członek parlamentu angielskiego pozostawił po sobie list modlitewny, posłuchajcie jak się modlił: „Panie ty wiesz, że ja mam posiadłości w centrum Londynu, a także ostatnio kupiłem posiadłość w hrabstwie Essex. Błagam cię żeby zachować te dwa hrabstwa Middlesex i Essex. Błagam cię zachowaj je od pożaru i trzęsienia ziemi. Mam także kredyt hipoteczny Hertfdorshire błagam cię miej łaskę na tym miejscem. Co do pozostałych hrabstw czyń Panie jaka jest twoja wola”.
Nasze modlitwy powinny być kierowane przez wolę Boga. Tak jak modlił się nasz Pan Jezus Chrystus mówiąc „wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie(Łukasza 22:42).
1 Jana 5:14  Taka zaś jest ufność, jaką mamy do niego, iż jeżeli prosimy o coś według jego woli, wysłuchuje nas.
Chrześcijanin w modlitwie nie stawia Bogu warunków i żądań ale gdy przychodzimy w modlitwie do Boga, to musimy się nauczyć, że przychodzimy odebrać Bożą wole. Przedkładamy prośby i błagania, ale takie w których Bóg ma upodobanie. Egoistyczne modlitwy wypływają z serca w którego centrum nie znajduje się Pan Jezus Chrystus. Takie modlitwy z góry skazane są na niepowodzenie. Co jest treścią twoich modlitw? Czy zastanawiałeś się kiedyś czy to, o co się modlisz podoba się Bogu? Czy Bóg może wysłuchać twojej modlitwy?   Jakie motywy nami kierują gdy wznosimy modlitwę do Boga? Za każdym razem gdy zginamy przed Bogiem kolana na nowo musimy odpowiedzieć sobie na te pytania.
Następnie Jakub robi pewne podsumowanie postawy chrześcijanina, który skupia się na przyjemnościach na rzeczach tego świata na materializmie i w tym widzi swoje szczęście. Takich ludzi nazywa „cudzołożnikami” w bibliach warszawskich jest użyte słowo „wiarołomni” ale w grece dosłownie chodzi o cudzołóstwo duchowe. Jakub nawiązuje do cudzołóstwa jakiemu oddawał się Izrael na pustyni zwracając się do obcych Bogów.
Powtórzonego Prawa 31:16  i rzekł Pan do Mojżesza: Oto, gdy ty spoczniesz w gronie twoich ojców, lud ten powstanie i będzie cudzołożył, idąc za obcymi bogami ziemi, do której wchodzi, opuści mnie i złamie moje przymierze, które z nim zawarłem.
Kościół jest oblubienicą Chrystusa jego poślubioną małżonką, którą on nabył swoją własną krwią i Chrystusowi zależy na tym, by jego oblubienica prowadziła czyste życie.
Drodzy gdy chrześcijanin żyje dla rzeczy tego świata i swoje serce oddaje przyjemnością tego świata i głównie to na czym mu zależy, to kupowanie i szukanie nowych doznań by czuć się dobrze. To wtedy staje się cudzołożnikiem duchowym. Oddał się w służbę obcym bogom i im oddaje cześć. Jest, to bóg hedonizmu, bóg materializmu, to są bogowie tego świata przez których diabeł trzyma ludzi w niewoli, by nie służyli prawdziwemu i jedynemu Bogu Ojcu i Panu Jezusowi Chrystusowi. Takie duchowe cudzołóstwo Jakub nazywa przyjaźnią z tym światem i jego wartościami. Gdy stajemy się przyjaciółmi świata, to nie możemy być przyjaciółmi Boga. Jakub mówiąc świat nie ma na myśli planety na której żyjemy lub świata natury, która nas otacza. Chodzi o system wartości, który stworzył człowiek żeby zaspokoić swoje pożądliwości. Najczęściej w środowisku chrześcijańskim gdy mówimy o światowym życiu, to przychodzi nam na myśl palenie papierosów, picie alkoholu, niemoralność seksualna. Tak, to są przejawy światowości, ale Słowo Boże o wiele głębiej rozumie życie dla tego świata.   Przede wszystkim świat nie chce pełnić Bożej woli trwa w aktywnym buncie przeciw Bogu i Jego Synowi Jezusowi Chrystusowi. Następnie o światowości świadczą nasze wewnętrzne motywy i pragnienia. Kiedy pragniemy bogactw, ludzkich pochwał, kiedy bliższe są nam przyjemności starego człowieka z jego żądzami i pożądaniami.
Apostoł Paweł podaje przykład Demasa mówiąc:
 2 Tymoteusza 4:10  albowiem Demas mnie opuścił, umiłowawszy świat doczesny, i odszedł do Tesaloniki, Krescent do Galacji, Tytus do Dalmacji;
Umiłował świat doczesny, serce Demasa nie było oddane Bogu, ale cały czas myślami i pragnieniami krążył wokół doczesności aż w końcu gdy przyszła próba i Paweł znalazł się w więzieniu, odszedł służyć temu światu. Ale służba dla tego świata, prowadzi do śmierci i zatracenia.
1 Jana 2:17  I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki.
To co jest tutaj, czym ludzie się tak zachwycają, chwała, splendor, władza, rzeczy materialne, znajomości, wpływy, przyjemności, wszelkie używki. To wszystko przemija, a wraz z tym wszystkim ludzie, którzy się temu oddają. Ale człowiek, który służy Bogu nie przemija, nigdy nie skończy się Jego czas, a jego życie będzie trwać na wieki.
Każdy z nas sam przed Bogiem odpowiedzialny jest za kierunek życia na jaki się zdecyduje. Możemy wybrać ten świat, ale automatycznie stajemy się nieprzyjaciółmi Boga. Nie można tych dwóch rzeczy pogodzić „miłości do świata” i „miłości do Boga”. Gdy pokochasz Boga będziesz w nienawiści u tego świta, być może odwrócą się od ciebie twoi przyjaciele, znajomi rodzina. Być może zostaniesz zwolniony z pracy z tego powodu, że kochasz Chrystusa. Być może ludzie będą się śmiać z ciebie na ulicy i wytykać cię palcami nazywając nawiedzonym. Ale cokolwiek by się nie stało nie zmieni, to faktu, że jesteś nazwany przyjacielem Boga i masz życie wieczne.
Dalej Jakub przypomina nam, że Bóg jest Bogiem zazdrosnym i chce by jego dzieci Jemy oddawały chwałę i Jego wielbiły.
Wyjścia 34:14  Gdyż nie będziesz się kłaniał innemu bogu. Albowiem Pan, którego imię jest "Zazdrosny", jest Bogiem zazdrosnym.
Jakub w piątym wersecie chce podkreślić, że człowiek jako Boże stworzenie został uczyniony przez Boga w tym celu żeby oddawać mu cześć, wielbić Go i wywyższać Boga żyjąc na Jego chwałę. Bóg kocha swoje stworzenie, kocha swój kościół, który jest jego oblubienicą i nie może znieść gdy ludzie, szczególnie wierzący zamiast oddawać Bogu cześć oddają się na służbę temu światu. Czasami może być nam trudno połączyć zazdrość z Bogiem, bo dzisiaj to słowo ma często negatywne znaczenie. Ale Zazdrość jest niezbędnym elementem każdej prawdziwej miłości, Bóg jest zazdrosny w pozytywnym sensie o swoje stworzenie. Podobnie jak mąż czy żona są o siebie zazdrośni gdy pojawia się zagrożenie zdrady tak i Bóg chce byśmy służyli tylko jemu. Pojawia się pytanie, skoro Bóg jest taki zazdrosny, czy jesteśmy w stanie w należny sposób oddawać mu cześć? Jakub odpowiada na, to pytanie w 6 wersecie „Bóg daje nam łaskę”. On wychodzi do nas z przebaczeniem grzechów w swoim Synu Jezusie Chrystusie i uzdalnia nas do miłości względem niego. To co my musimy zrobić, to poddać się Bogu, nie przeciwstawiać się Jemu. Jeśli jesteśmy  świadomi naszych słabości i ułomności w pokorze poddajmy się Bogu, to On udzieli nam łaski, by oprzeć się blaskowi tego świata i grzechowi, który nęci i pociąga nas. 

sobota, 11 lutego 2012

List Jakuba 3,13-18 Dwa rodzaje mądrości

 Drodzy wyobraźmy sobie, że jesteśmy na jakieś konferencji pastorskiej gdzie uczestniczą nauczyciele, pastorzy, starsi, profesorowie teologii. Większość tych ludzi jest dobrze wykształcona i mają wiele do powiedzenia. Prawie każdy bez żadnego problemu mógłby powiedzieć kazanie lub poradzić komuś w jakieś sprawie. I właśnie na tej konferencji pojawia się Jakub i zaczyna przemawiać do tak zacnego zgromadzenia. Co by im powiedział od czego by zaczął. Możemy przypuścić, że Jakub zacząłby od 13 wersu trzeciego rozdziału. „Jest między wami ktoś mądry i rozumny” spytałby? Jeśli tak to, niech to pokaże przez dobre postępowanie. Niech, to pokaże przez dobre świadectwo w swoim życiu.
Od 13 wersetu Jakub wraca do początku rozdziału trzeciego gdzie powiedział: że niewielu powinno zostawać nauczycielami. Chce nam teraz wyjaśnić głębiej czym powinien charakteryzować się dobry nauczyciel. Z pewnością na takiej konferencji znaleźlibyśmy wielu ludzi którzy mogliby uważać się za mądrych. Z tego powodu, że mówią dobre kazania, potrafią wyjaśnić każdy teologiczny problem, potrafią doradzić tym, którzy do nich przychodzą z pytaniami, a błądzącym wskazać drogę. Ale Jakub mówi, że prawdziwa mądrość nie wyróżnia się tylko umiejętnością rozmowy, wyjaśniania, przemawiania, udowadniania że ja mam racje. Jest bardzo wielu ludzi, którzy są dobrze przygotowani merytorycznie i mają wielką wiedzą, ale ich życie i świadectwo jest zaprzeczeniem tego co mówią. Prawdziwa Boża mądrość nie tylko wie co należy czynić i w jaki sposób się zachowywać, ale jest żywym tego przykładem. Jest namacalnym dowodem pokory i wzoru do naśladowania. Jeśli jesteśmy prawdziwie mądrzy mówi Jakub będzie, to uwidaczniało się w naszym życiu przez dobre postępowanie na chwałę Boga.
Jest, to jedno zasadniczych oskarżeń dzisiejszego świata w stronę chrześcijan i przywódców chrześcijańskich. Świat pyta gdzie jest wasze świadectwo? Mówcie o miłości bliźniego, pokorze, konieczności pomagania ubogim, mówicie o wstępowaniu w ślady Chrystusa, to więc pytamy gdzie jest wasze świadectwo? Do tego co jakiś czas pojawiają się informacje w mediach o upadkach wielkich poważanych nauczycieli ze środowiska chrześcijańskiego. Takie sytuacje dają dodatkową amunicje temu światu do oskarżeń wobec chrześcijan. Świat zarzuca chrześcijanom, że w wielu przypadkach nasze świadectwo kończy się da gadaniu. Podejrzewam że brak wyrazistego świadectwa jest  jedną z przyczyn z powodu której chrześcijaństwo straciło swoją pierwotną moc w Europie.
Prawdziwa Boża mądrość nie opiera się tylko o to, że znamy Boże przykazania, że znamy dobrze Biblie, ale „treścią mądrości jest bojaźń Pana (Przyp. 9,10 1,7).
W społeczności do której Jakub kieruje list mądrość próbowano pokazać przez zazdrość, kłótliwość, spory, przechwalanie się, a nawet kłamstwa.
Przede wszystkim musimy dostrzec, że mądrość nie jest wyłącznie umiejętnością komunikowania myśli i słów. Dosyć często kojarzymy kogoś mądrego z kimś kto jest jakimś starym mędrcem formułującym głębokie maksymy. Często myślimy o mądrości w kategoriach intelektualnych. Spotykamy się z kimś kto bardzo ładnie i gładko przemawia wygłaszając jakieś wzniosłe myśli i już mamy przeświadczenie, że taki człowiek jest niezwykle mądry.  Ludzie są gotowi zagłosować na jakiegoś kandydata politycznego tylko dlatego, że widzą go dobrze przemawiającego, w ogóle nie przyglądając się jego życiu. Lub mianować kogoś na urząd kaznodziejski z powodu kazania, które usłyszeli i im się podobało. W Biblii mądrość, to nie tylko wiedza, ale także umiejętne wykorzystanie tego co wiemy o Bogu w codziennym życiu. Jakub mówi, że dobry chrześcijanin, to taki człowiek, którego charakteryzuje dobre sprawiedliwe postępowanie. To taki człowiek, który cieszy się dobrą opinią w zbiorze ze względu na swoje świadectwo i cieszy się dobrą opinią po za zborem u ludzi którzy do nas nie należą.
W Ew. Mateusza czytamy:
Mateusza 5:15  Nie zapalają też świecy i nie stawiają jej pod korcem, lecz na świeczniku, i świeci wszystkim, którzy są w domu.
16  Tak niechaj świeci wasza światłość przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.
Światło Bożej mądrości w życiu chrześcijańskim powinno świecić  dla wszystkich ludzi zbliżających się do tego światła. Jesteś mądry, uważasz się za takiego człowieka, to pokaż to przez dobre świadectwo, dobre postępowanie.
Jakub określając takie postępowanie nazywa go mądrym i łagodnym. Uczynki chrześcijańskie są dokonane w pokorze, uniżeniu przed Bogiem i ludźmi. Chrześcijanin nigdy nie czyni nic z wyniosłością i pychą. Wyobraźcie sobie chrześcijanina, który wszystkim wokół daje do zrozumienia, że owszem on może pomoc ale za tą pomoc należy mu się szacunek i względy. Słyszałem kiedyś o pewnym kaznodziei, który oczekiwał od zboru dozgonnej wdzięczności za to, że głosił im kazania. Nie, taka postawa nie jest pokorna, nie jest łagodna. Zadaniem chrześcijanina jest służyć zarówno Bogu jak i ludziom, być pokornym sługom na wzór Jezusa Chrystusa. Jeśli chrześcijanin nie znajduje w tym upodobania być może nie jest odrodzonym człowiekiem lub jego wzrost chrześcijański ma poważne braki. Postawa pychy i wyniosłości obca jest mądrości o której mówi Jakub.
Gdy syn Salomona Rechabeam miał objąć panowanie w Izraelu po swoim ojcu Salomonie, prosty lud poprosił go żeby zmniejszył ich pańszczyznę wobec króla. Chodziło o obowiązkowe prace i podatki na rzecz króla. Ale król zamiast zmniejszyć wyjść im naprzeciw i być wobec nich łagodny. Postanowił jeszcze bardziej uprzykrzyć im życie, pamiętacie co powiedział?
1 Królewska 12:14  i przemówił do nich według rady młodszych tak: Mój ojciec uczynił ciężkim wasze jarzmo, lecz ja dołożę jeszcze do waszego jarzma; mój ojciec chłostał was biczami, lecz ja chłostać was będę kańczugami.
To nie jest łagodność, gdyby wtedy postąpił spokojnie i łagodnie z tym ludem miałby w nich sprzymierzeńców, a tymczasem doprowadził do podziału królestwa izraelskiego.
Pokorne i łagodne postępowanie, to różni człowieka wierzącego w Chrystusa od tego świata. Świat zawsze jest krzykliwy, walczy z całą zawziętością o swoją racje, żeby ich było na wierzchu. Potrzebujemy uczyć się postawy Chrystusa o której czytamy: „że knota tlącego się nie ugasi, a trzciny nadłamanej nie dołamie” (Izajasza 42:3).
Gdy czytamy w 14 wersie o zarzutach jakie Jakub stawia odbiorcą listu moglibyśmy podsumować, to jednym słowem „brak pokory”. Chcieli okazać się kimś, chcieli być ważni i uważani, ale nie w sposób jaki mówi Słowo Boże. Przejawiali cechy jakie wymienia Apostoł Paweł w Liście do Galatów mówiąc o uczynkach ciała.
Galacjan 5:20  bałwochwalstwo, czary, wrogość, spór, zazdrość, gniew, knowania, waśnie, odszczepieństwo.
To jest sposób ludzi tego świata na sukces, mądrość na sposób ludzki, gdzie musisz rozpychać się łokciami, eliminować rywali. Zwalczać tych w których dostrzegasz zagrożenie, nie umiesz cieszyć się sukcesami brata lub siostry, ale gdy widzisz w ich życiu błogosławieństwo, to zazdrościsz i żałujesz, że nie jest ono twoim udziałem. Zawsze musisz mieć  racje i próbujesz wszelkimi możliwymi sposobami pokazać, że jesteś mądry, mądrzejszy. Chlubisz się swoją wiedzą, mądrością, umiejętnością wygrywania potyczek słownych. Apostoł Paweł pisząc do koryntian mówił:
2 Koryntian 12:20  Obawiam się bowiem, że gdy przyjdę, zastanę was nie takimi, jakimi bym chciał i że wy również nie znajdziecie mnie takim, jakim chcielibyście, lecz że może będą swary, zazdrość, gniew, zwady, oszczerstwa, obmowy, nadymanie się, nieporządki;
Takie postępowanie świadczy o posiadaniu fałszywej mądrości. Niekiedy zdarzają się ludzie którzy gdziekolwiek się nie pojawią wzbudzają, niepokój, kłótnie, fałszywe podejrzenia.
Z czego wynika takie działanie? Czym ono jest spowodowane? Sposób takiego postępowania świadczy tylko o tym, że nigdy nie umarliśmy z Chrystusem dla tego świata i dla wartości tego świata. Chęć odgrywania przodującej roli i zbierania oklasków powinna być dla mnie sygnałem, że nie szukam tego co Chrystusowe, ale szukam tego co ludzkie, przyziemne zmysłowe.
Około roku 107, za panowania cesarza Trajana został aresztowany Ignacy z Antiochii. (98-117). Został uwięziony wraz z grupą współwyznawców i skazany na rozszarpanie przez dzikie zwierzęta na arenie w Rzymie. Trasa podróży, którą Ignacy musiał odbywać drogą  lądową i morską, wiodła z Antiochii przez Azję Mniejszą i Macedonię do stolicy Cesarstwa. W drodze pilnowany był stale przez oddział żołnierzy, którzy traktowali go brutalnie i bezwzględnie. Sam Ignacy na ten temat tak pisze: “Oto na przykład teraz, w drodze z Syrii do Rzymu, muszę już poniekąd staczać walkę ze zwierzętami i to zarówno na lądzie jak na morzu, zarówno w dzień jak w nocy, bo jestem przykuty do dziesięciu lampartów, to jest do oddziału żołnierzy, którzy bywają tym gorsi, im bardziej jestem dla nich dobry”
W swojej drodze napisał także szereg listów do gmin chrześcijańskich, które zachowały się do dzisiaj. Ale nigdy się nie skarżył nie był zawiedziony, rozgoryczony. Z listów wynika, że całą radością chciał umrzeć w Rzymie za sprawę Chrystusa, dlatego powstrzymywał chrześcijan w Rzymie przed próbami uwolnienia go. Jest on przykładem niezwykłej pokory, cichości i uległości wobec swoich oprawców jak i nasz Pan Jezus Chrystus.
Dla człowieka posiadającego fałszywą mądrość nie liczy się sprawa Chrystusa, ale liczą się własne interesy. Jakub wyjaśniając dalej istotę takiej mądrości mówi że: „Jest ona przyziemna, zmysłowa, demoniczna”.
Przyziemna, to znaczy, że cele działania wypływającej z takiej mądrości są czysto ziemskie ma ona w sobie coś ze zwierzęcia. Człowiek taki warczy, i rzuca się na swoją ofiarę mając na uwadze tylko własne dobro. W końcu Jakub przypisuje taką mądrość diabłu i demonom. Będąc pod wpływem takiej mądrości wykonujemy wole diabła i demonów. Diabeł zawsze patrzył na siebie i myślał o sobie, zabiegał o uznanie i panowanie. Nie ma w nim nic z pokory, a za to jest pycha i przeświadczenie o własnej mądrości. Jest to mądrość, która mówi że możemy stać się jak Bóg, kusi nas większym poznaniem i zwodzi nas przeświadczeniem o własnej wyjątkowości. Powinniśmy sobie zadać pytanie czy oby raczej gdzieś w sercu nie przechowujemy ziarna takiej mądrości? Czy nie zazdrościmy komuś w zborze: majątku, rangi lub małżeństwa? Czy nie ma w nas egoistycznych ambicji i jesteśmy wdzięczni Bogu za to co posiadamy? Czy nie gonimy za chęcią uznania, zauważenia, pochwalenia nas? Czy nie żywimy gdzieś ukrytych pretensji do brata lub siostry z powodu zachowania, jakiegoś słowa, czy braku zainteresowania.
Zachowanie wypływające z takiej mądrości zamiast zbliżać ludzi do siebie odsuwa ich i dzieli. Zamiast prowadzić do pokoju, prowadzi do nieporządku i kłótni, rozbitych zborów, rozbitych małżeństw, skłóconych braci i sióstr.
Mądrość ziemska dlatego niesie śmierć, bo wypływa z serca martwego grzesznego człowieka i upadłego anioła, diabła.
Mądrość Boża pochodzi z góry od Boga. Nie jesteśmy w stanie wypracować jej typowym ludzkim wysiłkiem. Tylko będąc w społeczności z Bogiem możemy stać się jej uczestnikami. Porażką wielu chrześcijan jest, to że chcą wieść swoje życie chrześcijańskie w oparciu o własne siły. Ale nie możemy być czyści, miłujący pokój, łagodni, ustępliwi, gotowi na poświęcenia, pełni miłosierdzia, radośni, pełni dobrych owoców, nie stronniczy, nie obłudni. Nie możemy być tacy, jeśli będziemy opierali się na naszych zdolnościach i naszej sile.
Właściwie Jakub wymienia tutaj owoce Ducha Św. (Galacjan 5:22). Tylko Bóg przez Ducha Św. może sprawić, że będziemy posiadali cechy takiej mądrości.
Starożytni mędrcy żydowscy od samego początku uważali, że prawdziwa mądrość nie jest rezultatem ludzkich wysiłków. Zwróćcie uwagę na Salomona, który postąpił bardzo rozważnie gdy modlił się do Boga wiedząc, że to Bóg jest dawcą mądrości. Gdy starożytny mędrzec żydowski Syrach rozpoczyna swoją księgę, to mówi:
„Cała mądrość pochodzi od Pana i z Nim na wieki przebywa” (1,1)
Dlatego spójrzmy czym charakteryzuje się prawdziwa Boża mądrość. Jakub wymienia 7 cech takiej mądrości.
Boża mądrość jest czysta – Jakub ma tu na myśli czystość moralną, mądrość ta ucieka od grzechu, stroni od niego bo wie, że grzech powoduje zniszczenie, degradacje, wyjałowienie. Jest świadomy tego jaką cenę przyszło zapłacić naszemu panu Jezusowi Chrystusowi byśmy mogli być usprawiedliwieni. Człowiek taki nie zadowala się stanem, który już osiągnął, ale chce podporządkowywać całe swoje życie Chrystusowi, aż do dnia swojej śmierci. Mądrość taka jest czysta zarówno w postępowaniu jaki i w motywacjach, które nami kierują. Motywacje takiego człowieka są szczere, odkryte.
Boża mądrość miłuje pokój, jest skłonna do zgody, działa na rzecz pokoju. Tak człowiek cierpi jeśli znajduje się w atmosferze niezgody, dąży do tego by zwaśnione strony pogodziły się. Pan Jezus Chrystus mówi:
Mateusza 5:9  Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni synami Bożymi będą nazwani.
Ktoś, kto doświadczył pokoju z Bogiem przez Jezusa Chrystusa, będzie tym pokojem się dzielił, będzie chciał by inni doświadczyli tego pokoju, dlatego będzie go niósł. Jego postawa i świadectwo życia będzie łagodzić wszelkie spory, a nie wywoływać. To jest gotowość do odstąpienia od sporów teologicznych jeśli nie dotyczą spraw istotnych, doktrynalnych. Jeden tylko Bóg wie jak wiele zborów się podzieliło na tle nakrywania głów przy modlitwie lub świętowania Bożego narodzenia. Musimy mieć się na baczności by nie być jak Jan i Jakub, którzy byli gotowi spuścić ogień na wioskę samarytańską która nie przyjęła Jezusa (Łukasza 9:54). Nie zostaliśmy powołani do niszczenia, ale do budowania.
Następnie czytamy, że mądrość z góry jest „epieikes”. Jest to trudne do przetłumaczenia greckie słowo, które można oddać jako wyrozumiały, uprzejmy, łagodny. Jest to cecha mądrości, która potrafi powiedzieć najtrudniejsze rzeczy w sposób uprzejmy, wywarzony. Nawet wtedy kiedy będziemy zmuszeni kogoś napomnieć lub powiedzieć „nie”. Czynimy, to w sposób który nie ma na celu urazić lub poniżyć jakiejś osoby.
Chrześcijan jest także ustępliwy, uległy „Eupeites”. To greckie słowo pierwotnie występowało jako termin wojskowy i dotyczyło żołnierza, który uznawał prawo dowódcy nad nim.  Oznacza kogoś, kto jest gotowy wysłuchać argumentów drugiej strony i jeśli te argumenty są słuszne, przyznać racje. Nie upiera się nieugięcie przy swoim. Taki człowiek może mieć swoje przekonania, ale też nie stara się za wszelką cenę przekonać do nich innych. Wyobraźcie sobie kogoś, kto ma przekonanie, że zawsze o 6 rano należy się modlić i praktykuje taką modlitwę od wielu lat. A teraz spotyka się z kimś, kto modli się zawsze wieczorem. Jeśli posiada Bożą mądrość nie będzie przekonywał tej drugiej osoby, że jeśli chce prowadzić owocną służbę chrześcijańską, to musi koniecznie wstawać o tej samej godzinie.
 Pełna miłosierdzia i dobrych owoców – Chrześcijanin współczuje tym którzy cierpią jeśli nawet cierpią ze swojej winy, chce im w tym cierpieniu ulżyć, pomóc. Najczęściej ludzie nie czują żadnej odpowiedzialności wobec człowieka, który cierpi z powodu swoich win, grzechów. Mówią, to twoja wina zasłużyłeś na to wszystko co cię spotyka. Człowiek wierzący w Chrystusa tak nie postępuje. Jest współczujący wobec osób, którzy z ziemskiego punktu widzenia na takie współczucie nie zasługują. Jednym z najwspanialszych przykładów miłosierdzia jest przypowieść o miłosiernym samarytaninie (Łukasza 10:33-36). Dla czego ten człowiek zatrzymał się? Dlaczego pomógł? Co nim kierowało? Drodzy kierowało nim współczucie, ubolewał nad stanem pokrzywdzonego i cierpiącego. Takie miłosierdzie nie zatrzymuje się na samym odczuwaniu, „mówisz ojej jak mi przykro” ale nie jesteś gotowy nic zrobić. Mądrość Boża okazana w miłosierdziu pragnie pomóc, zrobić coś ulżyć w tym cierpieniu.
Nie stronnicza – człowiek wierzący nie faworyzuje nikogo, nie trzyma strony człowieka bardziej sytuowanego, mądrzejszego, lepiej wykształconego. Jeśli musi rozstrzygnąć jakąś sprawę, to czyni to według sprawiedliwości, a nie ze względu na kogoś.
Mądrość z góry nie jest obłudna – Człowiek taki nie udaje kogoś kim nie jest. Jego „tak” znaczy tak, a jego „nie” znaczy nie. Nie mówi jednego, a czyni co innego. Nie składa obietnic bez pokrycia i nie jest hipokrytom.
Podsumowując Jakub chce nam powiedzieć, że tam gdzie jest mądrość zmysłowa demoniczna i odgrywa przodującą rolę nic dobrego nie wyrośnie. Nie spodziewajmy się wielkich owoców w naszym zborze jeśli nie będziemy dbali o wspólne relacje, jeśli nie będziemy prosili Boga, by zachował nas w pokoju i jedności jeśli nie będziemy budowali tego kościoła w oparciu o moc Ducha Św.  Również w twoim życiu nie doczekasz się żadnych owoców sprawiedliwości jeśli dbasz o cechy ziemskiej zmysłowej mądrości.
Każdy z nas chciałby zbierać dobry owoc ze swojego życia, ale dobry owoc można zbierać tylko wtedy kiedy  zasiew jest w warunkach pokoju. Jeśli planujemy jakieś przedsięwzięcia, a czynimy, to w kłótniach, sporach, zazdrości, nieposzanowaniu, to nie spodziewajmy się, że coś dobrego z tego wyrośnie. (1 Piotra 5:6)  Ukórzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego.

  

Historia współczesnej Ewangelii części 1,2,3,4,5,6,7,8

Wykłady wyjaśniające na czym polega prawdziwa ewangelia. Omówienie współczesnych zwiedzeń dających ludziom mylne przekonanie, że są zbawieni.
 

Historia współczesnej ewangelii część 1 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 2


Historia współczesnej ewangelii część 2 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 3



Historia współczesnej ewangelii część 3 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 4


Historia współczesnej ewangelii część 4 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 5


Historia współczesnej ewangelii część 5 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 6


Historia współczesnej ewangelii część 6 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 7


Historia współczesnej ewangelii część 7 from oblubienica on Vimeo.

Historia współczesnej Ewangelii część 8


Historia współczesnej ewangelii część 8 from oblubienica on Vimeo.

piątek, 10 lutego 2012

John Wesley - Człowiek, który dał nadzieję Anglii

     John Wesley, był jednym z największych mężów Bożych w dziejach nowożytnego chrześcijaństwa, wielkim kaznodzieja i ewangelistą, współzałożycielem wielomilionowego Kościoła metodystycznego na świecie, człowiekiem, którego życie i dzieło odcisnęły się wielkim piętnem na współczesnej mu Anglii, wykraczając jednak znacznie poza swoje czasy i miejsca rodzinne.
W pierwszych dekadach XVIII w. Anglia była najbardziej nieprawdopodobnym miejscem dla powszechnego narodowego odrodzenia żywej wiary. Wśród bogatych i wykształconych Anglików religia przeszła z centrum życia na jego peryferia. W oficjalnym Kościele - anglikańskim, ale i w nonkonformistycznych denominacjach, jak baptyści i kongregacjonaliści, purytańska gorliwość zdawała się należeć już do reliktów przeszłości. Na co dzień dominowało umiarkowanie we wszystkim. Angielskie kazanie, wg Woltera, było „solidną, ale niekiedy suchą dysertacją, którą człowiek czytał zebranym bez żadnego gestu, czy choćby zaangażowania w głosie”. Kaznodzieje ignorowali tradycyjną doktrynę o grzeszności człowieka. Podkreślano za to potrzebę właściwego zachowywania się, wielkoduszności, humanitaryzmu i tolerancji oraz unikania bigoterii i fanatyzmu. Miejsce religijnego zaangażowania zajęło oddanie się pijaństwu, hazardowi i rozpuście. „Upijesz się za pensa. Upijesz się na umór za dwa pensy. Siano do spania” – tak reklamowały się ówczesny puby.
John Wesley (1703-91) wywodził się z domu przesyconego obyczajnością i porządkiem, który łączył w sobie anglikański wysiłek i nonkonformistyczną pobożność. Jego ojciec, wielebny Samuel Wesley, był wykształconym i szczerym pastorem w anglikańskim high-church [1]. Natomiast matka, Susan, była córką nonkonformistycznego [2] pastora z Londynu. Była nadzwyczajną kobietą - urodziła 19 dzieci! John był 15. Mimo to miała ona co tydzień czas na religijne wychowanie dla każdego dziecka z osobna. Robiła to „metodycznie”. John korzystał z jej rad aż do jej śmierci. Wesley studiował w Oxfordzie. Nie wywarło to wielkiego wpływu na jego umysł i jego duszę, ale przynajmniej wiele tam czytał - szczególnie Ojców Kościoła i wielkich klasyków literatury pobożnościowej. Od greckich Ojców nauczył się, że celem chrześcijańskiego życia jest „doskonałość”, raczej proces poddawania dyscyplinie miłości niż stan religijności. W 1726 r. Wesley ukończył Lincoln College i dwa lata później został ordynowany na pastora w parafii w Epworth, gdzie został asystentem swego ojca.
Kiedy wznowił swoją pracę w Oxfordzie (1727), zaalarmowany przez swego brata Charlesa o szerzącym się na uniwersytecie deizmie, zebrał niewielką grupę studentów gotowych traktować swą wiarę serio. John okazał się liderem, jakiego potrzebowali. Pod jego kierunkiem sformułowali program studiów i porządek życia, w których podkreślali wagę modlitwy, czytania Biblii i częstego uczestniczenia w komunii świętej. Mała grupka szybko przyciągnęła uwagę i drwiny swobodnych studentów. „Entuzjazm” religijny w Oxfordzie? Nazywano ich świętym klubem, molami biblijnymi, reformatorskim klubem. Członkowie tego towarzystwa byli żarliwymi, ale niespokojnymi duszami. Byli wytrwali w poszukiwaniu dróg, które uczyniłyby ich życie podobnym do wczesnych chrześcijan. Dawali jałmużny biednym i odwiedzali uwięzionych, ale Wesley szybko odkrył, że brakuje mu wewnętrznego duchowego pokoju prawdziwego chrześcijanina.


Wtedy przyszło zaproszenie do Georgii. Jego przyjaciel, dr John Burton, zasugerował, że obaj bracia mogliby służyć Bogu w nowej kolonii, zarządzanej przez gen. Johna Oglethorpe’a. Charles mógłby być jego sekretarzem, a John kapelanem kolonii. John przyjął szansę głoszenia Ewangelii Indianom i w X 1735 bracia pełni młodzieńczego idealizmu i misjonarskiej gorliwości wyruszyli w podróż. Cały epizod w Georgii okazał się wielkim fiaskiem. John odkrył, że zacni Indianie to, jak się okazało, „żarłoki, złodzieje, kłamcy i mordercy“, a jego biali koloniści głęboko obrazili się na jego nieugięte zwyczaje wyniesione z high-church. Sześć miesięcy później wyjechał rozgoryczony z Ameryki. W drodze pisał: „Przyjechałem do Ameryki nawracać Indian, ale kto powinien nawrócić mnie?“ W Anglii był znów 1 II 1738 r. - pokonany i boleśnie niepewny swej wiary i przyszłości. Przez ostatnie 12 lat z trudem wspinał się drogą dążenia do perfekcji, starając się w najlepszy sposób, jaki znał, osiągnąć prawdziwe błogosławieństwo. Misja w Georgii tylko odsłoniła jego duchowe bankructwo. Ale zdobył tam jedno pozytywne doświadczenie - kontakt z Braćmi Morawskimi. Po tym spotkaniu był zdecydowany poznać sekret ich duchowej mocy.
W Londynie spotkał Petera Bohlera, młodego morawskiego kaznodzieję (latem 1738 r. spędził trzy miesiące na odwiedzinach w Herrnhut [3], które wywarły ogromny wpływ na jego dalszą służbę), który zaszczepił mu potrzebę nowego narodzenia i mocnej, osobistej wiary w Jezusa Chrystusa, które mogłyby umożliwić mu przezwyciężenie grzechu i osiągnięcie prawdziwej świętości. Usprawiedliwienie przez wiarę - mówił Bohler - to nie tylko doktryna; to osobiste doświadczenie Bożego przebaczenia. John Wesley doświadczył tego 24 V 1738 r. „Wieczorem - pisał - bardzo niechętnie poszedłem na spotkanie społeczności przy Aldersgate Street, tam ktoś czytał komentarz Lutra do Listu do Rzymian. Około 20:45, kiedy on opisywał zmianę, której Bóg dokonuje w sercu przez wiarę w Chrystusa, poczułem w moim sercu niezwykłe ciepło. Czułem, że uwierzyłem Chrystusowi, samemu Chrystusowi, ku zbawieniu; i otrzymałem poczucie bezpieczeństwa - że On wziął moje grzechy, moje własne i uwolnił mnie od prawa grzechu i śmierci“.
Odkrył swoje życiowe przesłanie. Teraz potrzebował znaleźć cel swojej służby i metodę jej realizacji. Wesley wrócił do Londynu i znów podjął zwiastowanie w kościołach. Jego gorliwość była nie mniejsza, ale rezultaty nie dawały większej satysfakcji niż przedtem. Stale brakowało mu związku pomiędzy wewnętrznym zrozumieniem a zewnętrznym działaniem. Wtedy, prawie przez przypadek, podczas przejażdżki z Londynu do Oxfordu zaczął czytać relację Jonatana Edwardsa z niedawnych nawróceń w Northampton [4]. Słowa te trafiły do niego z ogromną mocą. W następnych tygodniach w życiu Wesleya dokonał się przewrót wywołany prostym działaniem Ducha. A zaczęło się od niespodziewanego zaproszenia, jakie dostał od dawnego członka Holy Club – Whitefielda.
Dla Whitefielda (9 lat młodszego od Wesleya) to rok 1735 był czasem przełomu. Po długim okresie załamania i rozczarowania, ćwiczeń duchowych w ascetyzmie (rozchorował się z powodu surowych postów) i legalistycznej religijności, odkrył wreszcie istotę autentycznego chrześcijaństwa – dar zbawienia, przebaczenie grzechów w Chrystusie i nowe narodzenie. W lipcu 1736 r. wygłosił swoje pierwsze kazanie w rodzinnym Gloucester. Przez następny rok głosił w wielu miejscach, przyciągając tłumy, szczególnie w Bristol i Londynie. W tym czasie mało komu znani bracia Wesleyowie przebywali w Georgii. Zresztą John korespondując z Whitefieldem, w końcu namówił go na przyjazd do kolonii. Tam trafił na Wielkie Przebudzenie amerykańskie, którego miał się stać współliderem.
Z Georgii wrócił jesienią 1738 r. i w Anglii został ordynowany. Nie usatysfakcjonowany możliwościami, jakie dawała mu kazalnica i zapalony do nauczania mas w lutym 1739 r. na polach koło Bristol zaczął głosić Ewangelię górnikom. Jego słuchaczami byli ludzie, którzy rzadko mieli śmiałość lub ochotę wejść do kościoła. Jego żarliwe kazania tak poruszały tych zatwardziałych i zmęczonych ludzi, że dało się zauważyć na ich twarzach „białe smugi uczynione przez ich łzy“ i zatwardziali górnicy z Bristol w wielkiej liczbie błagali o Bożą łaskę.
Whitefield ponaglał Wesleya, by ten naśladował go na otwartych polach. Wesley wiedział, że nie może mu dorównać w jego kazaniach. On mówił jak nauczyciel z Oxfordu i dżentelmen. Wahał się, bo nigdy nawet nie marzył, by głosić pod otwartym niebem.
Pomimo opozycji swego brata, Wesley z niechęcią, ale zdecydował się pojechać do Bristol. Bardziej w roli męczennika niż radosnego apostoła. Ale kiedy się to już stało, „płonąca żagiew” została przeniesiona przez próg prawdziwej misji w jego życiu. Odtąd Wesley głosił ponad 3000 razy pod gołym niebem. Nawrócenia były tak realne, jak w opisie Jonatana Edwardsa (Wesley pisał: „Padali ze wszystkich stron jak rażeni piorunem”) i przychodziły z każdej strony. Rozpoczęło się metodystyczne przebudzenie. W samym Wesley'u spowodowało to niezwykłe rezultaty. Do tego momentu był on pełen obaw, lęku i powierzchowności. Po ewangelizacji w Bristol zapłonął dla Boga. W Aldersgate przeszedł on od pozornej do rzeczywistej wiary, od nadziei do posiadania. Edwards i Whitefield pokazali mu, że Słowo właściwie głoszone rodzi widoczne owoce. I teraz przed jego oczami były zbiory tych owoców.
Po pierwszej wiośnie 1739 r. w Bristol Wesley zaczął nieść Ewangelię biednym, gdziekolwiek chcieli go słuchać. W czerwcu pisał: „patrzę na cały świat, jak na swoją parafię. Sądzę, że to mój święty obowiązek ogłaszać wszystkim, którzy chcą słuchać, radość zbawienia“. Głosił w więzieniach, gospodach, na statkach do Irlandii, w amfiteatrze w Cornwalii. Głosił do 30 tys. słuchaczy na raz, a kiedy odmówiono mu wstępu do kościoła w Epworth, głosił setkom słuchaczy na parafialnym cmentarzu, gdzie stał na grobie swego ojca. Wesley zapisał w swoim dzienniku pod datą 28 VI 1774 r., że jego minimalna trasa w roku to 4500 mil (ok. 7200 km). Znaczy to, że w ciągu swego życia przejechał 250 tys. mil - czyli 10-krotnie okrążył ziemię. Wygłosił 42 tysiące kazań. Swoje podróże najczęściej odbywał w siodle i wkrótce doszedł do takiej wprawy w popuszczaniu cugli, że mógł czytać książki czy przygotowywać kazania jadąc konno do następnego miasta. We wczesnych latach podróży Wesley'a tłumy nie zawsze były przyjazne. Kamienie i inne przedmioty nie raz latały w kierunku kaznodziei. Raz, podburzony przez wrogiego dziedzica lub pastora, motłoch rzucił się na niego i Wesley został pobity. Mimo to nie bał się ludzi. Przez silny osobisty magnetyzm często wywoływał u słuchaczy strach podporządkowując sobie wrogi tłum i na czas potrafił powstrzymać agresję. A nie był człowiekiem szacownej postury, nawet jak na tamte czasy – 165 cm wzrostu i 57 kg wagi.
Wesley głosił naukę o uniwersalizmie łaski i w swojej misji często podkreślał to, co nazywa się arminianizmem; był jedynym znaczącym liderem Ewangelicznego Przebudzenia, który się tego trzymał. Jednak był on nie tyle zwolennikiem Arminiusa, ile raczej zagorzałym przeciwnikiem kalwińskiej doktryny o predestynacji. Wesley podkreślał, że Bóg pragnie zbawić wszystkich ludzi i że człowiek ma dość wolnej woli, by wybrać lub odrzucić łaskę. Głosił zwyczajne zbawienie przez wiarę, ale podkreślał też doktrynę chrześcijańskiego perfekcjonizmu – miłość do Boga powinna w ludzkim sercu zagościć na tyle mocno, aby wyprzeć wszystkie skłonności do grzechu. Przy czym chodziło mu nie tyle o bezgrzeszność, ile o realną możliwość wolności od grzechu.
Wesley był genialnym administratorem. Naśladujące jego wzór „societies” ogarnęły całą Anglię, Irlandię i Walię. To nie były jeszcze zbory w naszym rozumieniu. Większość z tych wierzących to byli członkowie Kościoła anglikańskiego i Wesley popędzał ich do uczęszczania do ich macierzystych parafii na nabożeństwa i wieczerzę. On sam był ciągle gorliwym członkiem probostwa Epworth. Ale nawróceni znajdowali centrum swojego chrześcijańskiego doświadczenia w grupach metodystycznych, gdzie wyznawali swoje grzechy sobie nawzajem, podporządkowywali się dyscyplinie swoich liderów, łączyli się w modlitwach i pieśniach. Charles Wesley, który doświadczył łaski Bożego przebaczenia na 3 dni przed Johnem napisał ponad 6 tysięcy (może nawet 7 tysięcy) hymnów i refrenów na te spotkania. Dla niektórych historyków to właśnie te hymny są największym spadkiem Przebudzenia i w nich dopatrują się narodzin metodyzmu. Hymny Charlesa uczyły teologii i pozwalały ludziom na wyrażanie swoich doznań.
Naśladując doświadczenia braci morawskich Wesley podzielił „societies” na mniejsze grupy, 12 osobowe „classes” (łac. classis - sekcja, grupa). Początkowo ich głównym zadaniem było wspieranie finansowe ewangelizacji - zbierali 1 pensa tygodniowo na pracę ewangelizacyjną. Ale wkrótce Wesley zrozumiał, że „poborca” mógłby też służyć jako duchowy przewodnik grupy i że członkowie jego „klasy” mogliby zachęcać siebie nawzajem w swoim duchowym rozwoju - i to jest właśnie najbardziej twórcza cecha metodystycznego przebudzenia. Kiedy praca się wciąż rozwijała Wesley postanowił zaangażować laików z „societies” i „classes” jako kaznodziejów i asystentów. Ostrożnie unikał nazywania ich pastorami i odmawiał im autorytetu administrowania sakramentami. Oni byli, jak mawiał, jego osobistymi „pomocnikami”, bezpośrednio odpowiedzialnymi przed nim, tak jak on uważał się za odpowiedzialnego przed Kościołem anglikańskim.
Około 1744 r. Wesley zauważył niemożność utrzymywania osobistych kontaktów ze wszystkimi z nich; dlatego wraz z kilkoma ordynowanymi współpracownikami i kilkoma ciągle „świeckimi” kaznodziejami utworzył Doroczną Konferencję. To spotkanie pomagało modelować doktrynę ruchu i utrzymywać dyscyplinę i porządek, jakkolwiek Wesley miał zawsze głos decydujący. On traktował swoich „asystentów” jako rodzaj „milicji”, przerzucając ich często z jednego przydziału do drugiego, ale w ramach tego samego zadania: ewangelizacji i chrześcijańskiego wychowania.

Metodyści
„Patrzymy na siebie nie jak na twórców czy przywódców partykularnej sekty czy partii - jak myślę - ale jak na posłańców Bożych do tych, którzy są chrześcijanami tylko z nazwy, ale poganami w sercach i życiu, by wołać ich z powrotem do tego, od czego odpadli, do prawdziwego, autentycznego chrześcijaństwa“. W ten sposób około 1748 r. ludzie zwani metodystami - jak pietyści w Niemczech - byli Kościołem wewnątrz Kościoła. Przez następne 40 lat Wesley opierał się wszelkiej presji, czy to jego własnych naśladowców, czy oskarżeń biskupów anglikańskich, którzy sugerowali separację od Kościoła anglikańskiego. Mawiał – żyję i umrę jako członek Kościoła anglikańskiego. Natomiast niedługo przed jego śmiercią potrzeby metodystów w Ameryce poprowadziły go de facto do znaczących kroków ku separacji. Długo przed amerykańską wojną o niepodległość Wesley wysłał do kolonii Francisa Asbury i praca zaczęła się tam bujnie rozwijać. W 1773 r. w Filadelfii zorganizowano I Amerykańską Konferencję Metodystyczną - amerykańskie „societies” potrzebowały więcej ordynowanych liderów. Apele Wesleya do biskupa Londynu pozostały bez echa, więc wziął sprawy w swoje ręce. Dwóch spośród swoich laickich kaznodziejów postanowił „ustanowić” do amerykańskiej służby, a doktora Thomasa Coke’a mianował superintendentem amerykańskich metodystów. Było to istotne naruszenie anglikańskich porządków. Po tym jak bożonarodzeniowa konferencja w Baltimore w 1784 r. wybrała Coke’a i Asbury’ego swoimi „superintendentami” Kościół metodystów w Ameryce stał się oddzielną denominacją.
Wesley kontynuował swoje zwiastowanie prawie do śmierci. Zmarł w Londynie 2 III 1791 r. w wieku 88 lat (Whitefield 3 lata wcześniej) - zostawiając po sobie 79 tys. naśladowców w Anglii i 40 tys. w Ameryce (24,5 mln w 1980 r.) oraz 1500 wędrownych kaznodziei. Po jego śmierci angielscy metodyści poszli w ślad za amerykańskimi odchodząc od Kościoła anglikańskiego.
Wpływ Wesleya i przebudzenia, które reprezentował, wykroczył daleko poza Kościół metodystów. Nauczał on, że za nawróceniem musi podążać zmiana stylu życia. Występował przeciw niewolnictwu, nadużywaniu alkoholu, był rzecznikiem rozwoju szkolnictwa, zachęcał do ciężkiej pracy i oszczędności. Ewangeliczne Przebudzenie odnowiło życie religijne w Anglii i jej koloniach, podniosło na wyższy poziom życie biednych, stymulowało misje zamorskie i zainteresowania socjalne ewangelicznych chrześcijan w XIX i XX wieku. Elie Halevy, England 1815 (wyd. 1915) podaje stabilność i ciągłość angielskiego społeczeństwa i instytucji w latach 1750-1815 w opozycji do zamieszania i niestabilności Francji w analogicznym czasie. Anglii oszczędzono wówczas rewolucji, mimo że wiele czynników zdawało się wskazywać na jej nieuchronność. Stabilizujący wpływ Przebudzenia Ewangelicznego i masowe odrodzenie angielskiego protestantyzmu było znaczącym czynnikiem chroniącym przed francuskim stylem rewolucji. Wraz ze zmianą dusz skutki przebudzenia zaledwie się rozpoczęły. Do dalszych należy socjalna troska nowych chrześcijan praktykująca Chrystusową litość dla biednych i potrzebujących, w wielkim stopniu podnosząca angielskie społeczeństwo z niskiego i zdeprawowanego stanu lat wcześniejszych i zatrzymująca rewolucję za progiem. „W kolosalnej pracy organizacji socjalnych, które są jednym z charakterystycznych dominantów XIX-wiecznej Anglii, trudno jest przecenić rolę odegraną przez Wesleyańskie Przebudzenie“. Wczesne metodystyczne sukcesy w służbie dotkniętym ubóstwem i organizowanie wielu z nich w przyzwoite, prawomyślne wspólnoty było tylko jednym z ich dokonań. W dodatku Przebudzenie okazało się pomocne w dziele uczulania sumienia wielu prominentnych polityków, którzy wówczas pracowali nad licznymi reformami, wśród których najważniejszą był zakaz handlu niewolnikami.
Przypisy:
1. Bardzo tradycyjne, bliższe katolicyzmowi, skrzydło Kościoła anglikańskiego - w odróżnieniu od bardziej ewangelicznego low-church.

2. Nonkonformiści - radykalni purytanie, którzy odłączyli się od Kościoła anglikańskiego.

3. Słynna pietystyczna wspólnota Braci Morawskich w Saksonii.

4. W latach 30. XVIII w. było to jedno z ognisk zapalnych tzw. Wielkiego Przebudzenia amerykańskiego.

wtorek, 7 lutego 2012

Studium Listu Apostoła Pawła do Kolosan 1,24-29

1.      Wers 24.
Apostoł Paweł przebywa w wiezieniu z powodu ewangelii, ale nie jest to dla niego zmartwieniem, bo jest świadomy tego, że ewangelia jest tak wzniosła tak wspaniała tak niesamowita, że cokolwiek miałoby się stać nawet prześladowanie czy więzienie, to warto ponieść taki koszt. Cierpienia dla Pawła z powodu Ewangelii nie były powodem do tragedii, ale chlubą. Były możliwością okazania miłości do Chrystusa, wstępowaniem w Jego ślady.
  1 Piotra 2:20  Bo jakaż to chluba, jeżeli okazujecie cierpliwość, policzkowani za grzechy? Ale, jeżeli okazujecie cierpliwość, gdy za dobre uczynki cierpicie, to jest łaska u Boga.
21  Na to bowiem powołani jesteście, gdyż i Chrystus cierpiał za was, zostawiając wam przykład, abyście wstępowali w jego ślady;

1 Piotra 4:14  Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.
15  A niech nikt z was nie cierpi jako zabójca albo złodziej, albo złoczyńca, albo jako człowiek, który się wtrąca do cudzych spraw.
16  Wszakże jeśli cierpi jako chrześcijanin, niech tego nie uważa za hańbę, niech raczej tym imieniem wielbi Boga.

Paweł nie chce powiedzieć, że ofierze Chrystusa za grzechy czegoś brakowało. Ktoś mógłby wysnuć mylny wniosek, że skoro Paweł mówi, że dopełnia „niedostatku udręk Chrystusowych” to ofiara Jezusa była nie pełnia. Ale Paweł nie mówi tutaj o ofierze za grzechy, ale mówi o pewnym koszcie jaki muszą ponieść Chrześcijanie gdy uwierzą w Chrystusa.

Chrystus również mówił o tym że ci którzy nawrócą się do Niego będą prześladowani przez ten świat i ludzi tego świata. Świat ukrzyżował Chrystusa i będzie chciał ukrzyżować Chrześcijan, którzy pobożnie będą żyć w Jezusie Chrystusie. Dlatego powinniśmy zadać sobie pytanie jak postrzegamy prześladowania w imieniu Chrystusa? Czy potrafimy radować się w tych prześladowaniach? Wtedy kiedy chrześcijanie cierpią dla imienia Chrystusa, Chrystus cierpi razem z nimi jak w przypadku gdy Chrystus objawia się Saulowi na drodze do Damaszku mówiąc „dlaczego mnie prześladujesz” Przecież Paweł nie prześladował Chrystusa osobiście, a ludzi którzy w niego uwierzyli.

2.      Wers 25.
Paweł wie, że został sługą Boga żeby służyć Kościołowi Jezusa Chrystusa. Ten, to kościół jest ciałem Jezusa Chrystusa w świecie, jest narzędziem przez, który Chrystus się manifestuje i przemawia do zgubionych ludzi. Paweł wie, że został powołany by rozgłaszać Bożę Słowo. Chociaż misja Pawła była szczególna co do charakteru jego posługi, to jednak powinniśmy mieć świadomość, że Bóg powołując chrześcijan do zbawienia, powołuje ich też do rozgłaszania swojego Słowa, swojej Chwały.
Paweł mówi też o swoim szczególnym powołaniu, że ze względu na pogan został powołany do tej służby, by mogli oni usłyszeć o wspanialej łasce zbawienie przygotowanej w Jezusie Chrystusie.
3.      Wers 26.
Paweł mówi, że Jego posłannictwo z ewangelią do Pogan jest odkryciem Bożej tajemnicy, Bożego planu. Zanim Bóg odsłonił tą tajemnice myślano, że Boże wybranie ogranicza się do Narodu Izraelskiego, ale Bóg przez Jezusa odsłonił wspaniały swój plan, że pragnie zbawienia dla każdego człowieka. I właściwie na świecie przed Ewangelią istniały dwie koncepcje zbawienia. Jedną z nich mieli Żydzi z Prawem Mojżeszowym pochodzącym od Boga. A druga droga zbawienia była u pogan z ich fałszywymi Bogami i fałszywym kultem. Bóg w Chrystusie pojednał Żydów i pogan w jednej drodze zbawienia przez Chrystusa. Do tego czasu między narodem Żydowskim, a pogańskim zawsze był konflikt. Efez 3,3
Ewangelia nie ogranicza się do jakiegoś konkretnego narodu czy kościoła, ale wychodzi do wszystkich ludzi z łaską przebaczenia grzechów. Ewangelia niszczy też wszelkie podziały. W kościele braćmi są zarówno biali jak i czarni wykształceni jak i niewykształceni, bogaci i ubodzy, mieszkający w mieście jak i na wsi. Ludzie tworzą klasy społeczne i subkultury, ludzie tworzą podziały i podsycają nienawiść. Ewangelia łączy i wprowadza pokój. Gdy ludzie się nawracają przebaczają swoim największym wrogom, oddają skradzione przedmioty, pieniądze. Wychodzą naprzeciw w pojednaniu wobec tych którzy ich nienawidzą. Żaden ruch społeczny nie ma takiej mocy i siły żeby jednać ludzi jak ewangelia. Wszelkie ludzkie działania w celu pojednania są płytkie i tymczasowe. Ewangelia obdarza ludzi mocą do prawdziwej miłości nawet w stosunku do największego wroga.
4.      wers 27.
Bóg dał poznać kościołowi jak wielkie i wspaniałe jest bogactwo Jego Chwały przez wszczepienie pogan do Królestwa Bożego. W liście do Rzymian w 11 rozdz. czytamy o tym jak poganie zostali wszczepieni w drzewo oliwne, które jest obrazen narodu wybranego z powodu odrzucenia ewangelii przez Izrael co było od początku Bożym planem. A wszystko po to, by cały świat Żydowski i pogański poznał łaskę Boga okazaną w Jezusie Chrystusie.
Dla Pawła jest czymś niezwykłym, że w Chrystusie znajduje każdy człowiek, który wierzy. Czy my równie mocno zachwycamy się wspaniałością ewangelii jak Paweł? Czy widzimy że zostaliśmy uczestnikami tej tajemnicy i dziękujemy za to Bogu? Często ludzie gonią za odkryciem jakiejś tajemnicy, a tu mamy największą tajemnice z możliwych – zbawienie w Chrystusie dla wszystkich narodów. To powinno być dla nas źródłem największej radości.
5.      Wers 28.
Apostoł Paweł mówił, że zwiastuje Chrystusa, był świadomy tego co jest treścią Jego powołania. Warto podkreślić, że kościół Jezusa Chrystus właśnie do tego jest powołany, by Jego zwiastować. Czyli wszystko co jest związane z teścia ewangelii. Kościół nie istnieje w świecie po to by zajmować się polityką, pomocą społeczną. Co nie znaczy, że poszczególni chrześcijanie nie mogą tego robić. Pragnę podkreślić, że głównym zadaniem kościoła jest nieść Chrystusa. Jeśli kościół zajmie się czymkolwiek innym bez niesienia Chrystusa jako główny swój cel, to traci podstawy do swojej działalności. Nic innego nie daje życia i pojednania z Bogiem po za ewangelią. Paweł mówi, że ewangelia jest tak, ważna i tak istotna, że powinien usłyszeć ja każdy człowiek. Dlatego on sam nie omijał nikogo, kto nie słyszał ewangelii. „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzym 3,23). Każdy człowiek potrzebuje ewangelii, by mógł pojednać się z Bogiem. Bez ewangelii wszyscy są zgubieni. Ludzie odrzucający przesłanie o Jezusie Chrystusie nie mają zbawiciela. Pogrążają się coraz bardziej w swoich grzechach schodząc na zatracenie.
Paweł także sprawował opiekę nad tymi którzy już uwierzyli ewangelii nauczając i napominając wszystkich by doszli do pełnego poznania Jezusa Chrystusa i byli owocni w służbie dla Pana.
6.      Wers 29.
Paweł zdawał sobie sprawę, że skuteczność Jego służby nie zależy od niego samego, ale od działania Chrystus przez niego. Wiedział, nie pracuje we własnej sile, ale w mocy Ducha Św. Ducha Chrystusa. I właśnie na tym polega sukces naszej służby. Wszystkie nasze chrześcijańskie wysiłki, które są oparte tylko o nasze cielesne możliwości będą skazane na porażkę i nie przyniosą chwały Bogu. Chrześcijanin w swoim życiu musi zdać się zupełnie na Chrystusa i pozwolić Mu prowadzić się. Paweł wiedział i widział, że Pan Jezus działał w nim skutecznie. Widział owoce swojej służby i nawracających się pogan.
     


niedziela, 5 lutego 2012

Memento Mori - 2 Księga Królewska 20,1 - 11

Choroba do Hiskiasza przyszła po wielkim zwycięstwie nad armią króla asyryjskiego. W tym czasie Hiskiasz był sławny i znany. Może myślał, że najcięższe doświadczenia ma za sobą, a tymczasem największa walka była przed nim. Tekst wskazuje nam, że choroba króla musiała pojawić się wcześniej. Prawdopodobnie radził się Hiskiasz Boga w sprawie swojej choroby przez proroka Izajasza jak, to często było w zwyczaju w przypadku królów Izraelskich. Bóg już zadecydował kazał powiedzieć Hiskiaszowi przez Izajasza żeby uporządkował swoje sprawy, bo choroba ta skończy się śmiercią. Z pewnością król nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Mógł myśleć, że po wielkim zwycięstwie jeszcze wiele dni przed nim i przez długi czas będzie się cieszył życiem. Wydaje się jakby Hiskiasz zapomniał, że jego życie nie zależy od niego samego, ale to Bóg panuje nad życiem każdego człowieka. Słowo od Boga, które zostało wypowiedziane przez Izajasza na nowo przypomniało królowi do kogo należy jego życie. Gdy tylko prorok oznajmił Hiskiaszowi co Bóg zamierza w sercu króla pojawiła się skrucha, modlitwa i zwrócenie do Boga.
Następnie czytamy o niezwyklej łaskawości Boga. Bóg okazuje Hiskiaszowi zmiłowanie ze względu na jego skruchę i nawrócenie. Postanawia nie tylko przedłużyć, życie Hiskiasza o 15 lat ale także obiecuje mu bezpieczeństwo i wybawienie z rąk króla asyryjskiego.
Ta historia zwraca naszą uwagę na, to byśmy nigdy nie zapomnieli komu zawdzięczamy nasze życie i od kogo ono zależy. Tak jak życie Hiskiasza nie zależało od niego samego tak i nasze nie zależy od nas. W księdze kaznodziei Salomona czytamy:
Kaznodziei Salomona 8:9  Nie ma człowieka, który by miał moc nad wiatrem i mógł go zatrzymać. Nikt nie ma mocy nad dniem śmierci i nie jest zwolniony od walki, a bogactwo nie uratuje tych, którzy je posiadają.
Może nam się wydawać, że panujemy nad naszym życiem, bo jesteśmy zdrowi, mamy pracę i podejmujemy się różnych aktywność. Ale prawdą jest, że na to wszystko pozwala nam Bóg. On decyduje o tym czy wstaniemy kolejnego dnia z łóżka, czy zrealizujemy nasze plany, czy będzie nam dane spotkać się tutaj za tydzień. Okazuje się, że człowiek często o tym zapomina.  Zajęcia dnia codziennego tak mocno go pochłaniają, że odwracają jego uwagę od tego co najbardziej istotne.
W okresie późnego średniowiecza w zakonach u kamedułów, kartuzów, trapistów używano zwrotu memento Mori – pamiętaj o śmierci, pamiętaj że umrzesz. Tym samym chciano zakomunikować żeby nie przywiązywać się zbytnio do tego co teraźniejsze, ale poświęcić swoją energię na przygotowanie się na spotkanie z Bogiem. W dzisiejszych czasach ludzie nie lubią mówić o śmierci. Pamiętam pewną osobę, która chorowała na raka i razem studiowaliśmy Biblię. Pewnego razu zapytałem ją czy wie, że ta choroba może skończyć się śmiercią? Była na mnie oburzona i uważała, że nie powinna w ogóle o tym myśleć.
Świat próbuje wyprzeć z naszego umysłu pamięć o śmieci organizując domy pogrzebowe. Są firmy, które wyspecjalizowały się w odpowiedniej charakteryzacji ciała, ludzi chorych zniedołężniałych często oddaje się do hospicjum. Nie ma już zwyczaju, że organizuje się czuwania przy osobie zmarłej w domu. Ludzie nie chcą myśleć o śmierci. Często wolą udawać, że śmierć nie jest groźna. Ale Biblia mówi, że śmierć jest największym naszym wrogiem z którym nie wygramy o własnych siłach. Tylko Bóg panuje nad śmiercią i tylko Bóg przez Jezusa Chrystusa zwyciężył śmierć. Chrystus nie pozostał w grobie, On powstał martwych. Bóg daje nowe życie wszystkim którzy uwierzą w Jezusa i gwarancje powstania z martwych.
Jak wielu ludzi reaguje na Słowo Boże jak Hiskiasz? Gdy przyszedł do niego prorok z napomnieniem Hiskiasz ukorzył się i wybuchnął wielkim płaczem prosząc Boga o łaskę. Najczęściej ludzie przechodzą obojętnie wobec tego co mówi Bóg, niektórzy się z tego śmieją inni mówią, że to Bajki. Ale Słowa Boga brzmią śmiertelnie poważnie i od tego jak je potraktujemy zależy nasze życie. Gdyby Hiskiasz zlekceważył ostrzeżenie proroka z pewnością by umarł, ale zaczął prosić i Błagać Boga otrzymując w darze życie.
Człowiek często jest pyszny i butny wobec Bożej woli, zamiast wybuchnąć płaczem i ukorzyć się przed Bogiem, zatwardza swoje serce.
W księdze Hioba czytamy:
Hioba 22:29  Gdyż Bóg poniża pysznego, lecz wybawia pokornego.
Hiskiasz okazał wielką pokorę nie uniósł się na Boga i nie potraktował jego słów z niewiarą przecież mógł powiedzieć „nie będę tego słuchał w końcu jestem królem”. Wiele osób właśnie w taki sposób reaguje na dzisiejsze poselstwo ewangelii. Mówią: „nie będę tego słuchał, poważny człowiek nie zajmuje się takimi sprawami”. Lub mówią: „że te historyjki dobre są dla małych dzieci, ale nie dla mnie”. Pycha, to za kogo się uważamy często nie pozwala nam przyjąć, tego co Bóg ma do powiedzenia. Ale jakkolwiek odniesiemy się do Boga, to nie zmienia faktu, że to On panuje nad naszym życiem i czy chcemy czy nie chcemy musimy się z nim liczyć.
Warto zauważyć, że gotowość do nawrócenia sprawia, że Bóg wylewa wspaniałe błogosławieństwo na człowieka. Bóg nie tylko dał Hiskiaszowi, to o co prosił, ale także obietnice na daleką przyszłość. Różnie, to może być w tym naszym życiu, niekiedy możemy gdzieś się pogubić lub stracić z oczu ten najważniejszy cel przed nami jakim jest życie wieczne. Ale jeśli tylko mamy otwarte serce na Boże Słowo i Bożą korektę, to Bóg nas poprowadzi prostując nasze drogi.                                                       

Łączna liczba wyświetleń