czwartek, 30 stycznia 2014

GEORGE WHITEFIELD

George Na początku XVIII wieku widzimy w Anglii. Zupełny upadek ducha religijnego panujący kościół anglikański był zbyt racjonalistyczny i zeświecczały, by mógł wpłynąć dodatnio na zmianę sytuacji, tym bardziej, że wśród duchownych było niewielu prawdziwie wierzących, reszta prowadziła życie bezbożne i światowe. Panowało powszechnie wielkie rozluźnienie obyczajów, arystokracja była pogrążona w rozpuście, lud oddawał się pijaństwu. W miastach, głównie w Londynie, zdarzały się częste napady. Większość narodu była nieoświecona i żyła w nędzy. Można więc śmiało powiedzieć, że na początku XVIII wieku Anglia potrzebowała szybkiej i gruntownej reformy. Potrzebowała Ludzi gotowych zwalczać nieprawość i zepsucie obyczajów, natchnionych głosicieli Ewangelii.
Tymi Ludźmi byli czołowi reprezentanci przebudzenia zwanego metodyzmem, a wśród nich jednym z najważniejszych był Jerzy Whitefield, z którego nazwiskiem jest związane przebudzenie ewangeliczne nie tylko w Anglii.
Jerzy Whitefield urodził się w 1714 roku w Gloucester, w Anglii, w rodzinie niezamożnej. Często tak bywa, że Bóg do wykonywania Swego wielkiego dzieła powołuje mężów z najniższych sfer społecznych. Ojciec Whitefielda był właścicielem gospody przy Soutgate Street w Gloucester. Upodobało się Bogu, by właśnie tam, w tej gospodzie, urodził się "wielki kaznodzieja", który po swoim nawróceniu miał głosić Tego, dla którego "nie było miejsca w gospodzie". Chociaż rodzice jego pochodzili z nizin społecznych, to jednak w żyłach Whitefielda płynęła, jeśli tak wolno powiedzieć, krew pastorska. Jego pradziad, Samuel Whitefield, byk duchownym, proboszczem w Liddiard, a następnie w Rockhampton (hrabstwo Gloucester).
W okolicznościach towarzyszących swemu urodzeniu i przedwczesnej śmierci ojca rozpoznawał Whitefield szczególną ingerencję Bożą. Sam mawiał że: "Mój ojciec i matka utrzymywali gospodę. Ojciec umarł, gdy miałem zaledwie dwa lata. Matka żyje i często opowiada, że po urodzeniu mnie zachorowała na czternaście tygodni. Opowiadała także, że już wtedy, gdy byłem jeszcze niemowlęciem, oczekiwała pociechy ode mnie więcej niż od innych swych dzieci".
O dzieciństwie Whitefielda wiemy niewiele. Jedynie tylko to, co sam podał, w przejaskrawiony raczej sposób opisując swoje życie. Mówi, mianowicie, iż dobrze pamięta "wczesne zepsucie swego serca, co doskonale przekonuje mnie, że byłem poczęty i urodziłem się w grzechu, że nie mieszka we mnie z natury nic dobrego, i gdyby Bóg nie zachował mnie w Swej łasce, byłbym na zawsze odrzucony od Jego oblicza". Następnie dodaje: "Mogę naprawdę powiedzieć, że byłem uparty z żywota matki mojej", podając dalej listę grzechów swojej młodości mówi o nieczystości, złym usposobieniu, kłamstwie, przekleństwie, kradzieżach, gwałcenie dnia Pańskiego, hazardowej grze w karty, czytanie nieodpowiedniej lektury. Niektórzy biografowie Whitefielda powiadają, że jest rzeczą możliwą, iż podobnie jak Augustyn w „Wyznaniach” i John Bunyan w „Grace Abounding”, Whitefield również przedstawił Siebie w gorszym świetle niż było to w rzeczywistości, z błędnego założenia, że w ten sposób chwała Boża zostanie powiększona. Inni zaś historycy twierdzą np. Stuart C. Henry że dziecko znajdujące się w tym podatnym na wpływ okresie życia w środowisku osiemnastowiecznej gospody, mogło zostać rzeczywiście zdeprawowane. Jednakże Bóg już w najwcześniejszych latach jego życia zaczął prowadzić tego młodzieńca ku Sobie, ponieważ był on Jego wybranym naczyniem. "Taka była wolna łaska Boża względem mnie" - mówi Whitefield - "że chociaż zepsucie, działało potężnie w mojej duszy i wydało takie wczesne i gorzkie owoce, jednak mogę przypomnieć sobie bardzo wczesny powiew błogosławionego Ducha na moje serce, powiew pozwalający mi zrozumieć, że Bóg umiłował mnie miłością wieczną i odłączył mnie dla pracy, do której później upodobało się Mu mnie powołać". Wydaje się, że w niezwykle młodym wieku miał on przeczucie w sprawie swego 'przyszłego powołania". „Zawsze lubiłem być duchownym”, wyznawał; i często miałem zwyczaj naśladować pastora w czytaniu modlitw itp. Część pieniędzy, które kradłem rodzicom, dawałem ubogim, a pewne książki, które zabierałem innym (co w tej chwili jest wynagrodzone w czwórnasób) były, pamiętam, książkami pobożnymi".
Dość wcześnie, bo już w piętnastym roku życia był zmuszony przerwać naukę, gdyż matka nie była w stanie nadal mu pomagać. `Zaczął, więc pomagać matce w prowadzeniu gospody. Matka w końcu wyszła powtórnie za mąż i opuściła gospodę, którą przejął jeden z jej synów. Jerzy wkrótce wyjechał do Brystolu skąd po powrocie do rodzinnego miasta wiódł beztroski i bezużyteczny tryb życia.
Ale właśnie wtedy, kiedy szatan nad nim tak potężnie panował, Bóg ze swojej strony zaczął coraz bardziej stanowczo wieść go w kierunku jego duchowego przeznaczenia. "Bóg ma jakiś zamiar względem mnie, o którym ja nie wiem" - mówił. Pozostawało dla niego tajemnicą Jak doszedł do takiego wniosku aż do chwili, kiedy w świetle późniejszych wydarzeń mógł spojrzeć na swoją przeszłość.
Nieoczekiwanie zostały mu na nowo otwarte drzwi do nauki. Pewnego razu znajomy student z Oxfordu odwiedził matkę Whitefielda, której opowiedział, jak może maturzysta zarobić na pokrycie kosztów pobytu w szkole. "To będzie właściwe dla mego syna" - zawołała pani Whitefield i zwracając się do syna rzekła: "Chciałbyś pójść do Oxfordu, George?". "Z całego serca" - odpowiedział Whitefield. W ten sposób sprawa została załatwiona. Po upływie tygodnia Whitefield znowu znalazł się w szkole, a po roku wstąpił na uniwersytet w Oxfordzie.
W 1732 roku Whitefield zaczął naukę na uniwersytecie w Oxfordzie, wybierając Pembroke College i spędził na nim cztery lata. Tu już nie miał wątpliwości, że Bóg Powołuje go do jakiejś szczególnej służby, ale nie do końca wiedział na czym ma ona polegać. Czuł jednak jakieś niewyjaśnione przekonanie, że Bóg ma plan do jego życia. Te wątpliwości miało rozwiać dopiero jego nawrócenie. Tymczasem widzimy Whitefielda jako szczerego poszukiwacza prawdy.
W czasie gdy  Whitefield znalazł się w Oxfordzie bracia Jan i Karol Wesleyowie wraz z kilkoma swymi przyjaciółmi założyli tzw. "Klub Świętych" i starali się gorliwie dostosować do ideału chrześcijańskiego. Wiele o nich w tym czasie w Oxfordzie mówiono i stąd wkrótce również Whitefield o nich usłyszał. Bronił ich, gdy byli atakowani, jednakże dopiero po roku czasu mógł się z nimi skontaktować. To spotkanie miało miejsce w następujących okolicznościach. Pewna nieszczęśliwa kobieta z domu pracy (dla ubogich) usiłowała podciąć sobie gardło. Na szczęście została odratowana, ale potrzebowała pomocy i opieki duchowej. Whitefield gdy usłyszał o tym wypadku, był przekonany, że tymi osobami, które mogą jej pomóc, mogliby być bracia Wesleyowie. Dlatego też przesiał `do Karola Wesleya anonimowy list za pośrednictwem pewnej kobiety, która jednak wydała jego nazwisko jako autora listu. W rezultacie, Wesley zaprosił Whitefielda na śniadanie w dniu następnym, Tak doszło do spotkania Whitefielda z członkami "Klubu świętych". Karol Wesley zajął się rolą doradcy w doborze odpowiedniej lektury pobożnej dla Whiefielda. Dał mu najpierw - do czytania "Bojaźń człowieka” A. Fruncke, pietysty niemieckiego. Największy wpływ wywarła jednakże książka Henry Scougala "The Life of God the Soul of Man" ( Życie Boże w duszy człowieka). "Nie wiedziałem czym jest prawdziwa religia". pisał, "dopóki Bóg nie posłał mi tej książki przez ręce mego niezapomnianego przyjaciela". Dowiedział się, że prawdziwa religia jest żywą społecznością duszy z Bogiem Przez Chrystusa ukształtowanego w sercu. W czasie czytania tej książki, jak powiedział, "promień Bożego światła przedostał się do mej duszy i od tej chwili, nie przedtem, wiedziałem, że muszę stać się nowym stworzeniem". Jako pierwszy wśród członków "Klubu Świętych", Whitefield posiadł wyraźne zrozumienie na czym polega Ewangelia. Napisał wkrótce kilka listów do swoich krewnych i przyjaciół zawiadamiając ich, że istnieje coś takiego jak nowe narodzenie. W ten sposób Jerzy Whitefield był już niedaleko od Królestwa Bożego: widział potrzebę nawrócenia i uznawał jego realność. Brakowało mu tylko osobistego przeżycia nawrócenia.
Przeżycie to stało się jego udziałem w 1735 roku, około siedmiu tygodni po Wielkanocy". Odtąd nawet miejsce, gdzie się nawrócił było mu bardzo drogie. "Znam to miejsce. Być może jest to przesąd, ale zawsze, gdy bywam w Oxfordzie, nie mogę nie pobiec tam na to miejsce, gdzie Jezus Chrystus pierwszy raz objawił mi Siebie samego i dał mi nowe narodzenie".
Należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy,  które stały się niemal natychmiast po nawróceniu Witefielda. Po pierwsze,  czytanie Pisma Świętego zajęło teraz pierwsze miejsce. Biblia stała się dla niego księgą żywą, codziennym pokarmem jego duszy; czytał ją na kolanach. "Zdobyłem więcej prawdziwego poznania w wyniku czytania Księgi Bożej w ciągu jednego miesiąca niż w ciągu całego dotychczasowego życia przez lekturę tego, co ludzie napisali" - mawiał on. Drugą rzeczą, która zmieniła się zaraz po nawróceniu, to modlitwa stała się prawdziwym oddechem jego życia.
Na skutek niezwykłych postępów w głoszeniu Słowa Bożego został ordynowany na diakona w wieku lat 21 w katedrze w Glou­cestet w 1736 roku. Ordynacja w tak młodym wieku była wyjątkiem w praktyce stosowanej przez biskupa tej diecezji, który ordynował duchownych dopiero po ukończeniu przez kandydata 23 roku życia.
Niedługo po ordynacji zaczął Whitefield głosić na temat konieczności odrodzenia duchowego, a tym samym przeciwko doktrynie o odrodzeniu przez chrzest niemowląt jaki praktykowany w kościołach Anglikańskich. W ten sposób wywołał, opozycję w łonie hierarchii kościelnej i naraził się przełożonym. Szczególnie po powrocie z Ameryki, dokąd udał się na prośbę braci Wesleyów, zastał w Anglii całkowicie nieprzychylną dla siebie sytuację. Kazalnice Londynu i Bristolu okazały się już niedostępne dla tego wybitnego kaznodziei,  nikt nie chciał go zapraszać do zwiastowania Słowa Bożego. Nie przeszkodziło to jednak, by jeszcze Whitefield otrzymał ordynację na prezbitera styczniu 1739 roku w Oxfordzie.
Gdy świątynie anglikańskie zostały przed nim zamknięte, Whitefield znalazł inne pole pracy głoszenia Ewangelii. Kiedy nie pozwolono mu przemawiać w żadnej ze świątyń Bristolu, znalazł wdzięcznych słuchaczy w więźniach Newgate Prison, a gdy i stamtąd musiał odejść, zaczął przemawiać pod gołym niebem do górników na wzgórzu Kingswood w Bristolu (Kingswood Hill). Jego praca tutaj została obficie przez Boga pobłogosławiona: W ciągu jednego miesiąca liczba jego słuchaczy wzrosła od dwunastu do dwudziestu tysięcy, co przekonało go, że ta nowa metoda dotarcia do mas ludzkich z Ewangelią żywota spotkała się z Bożą aprobatą.
Z nazwiskiem Jerzego Whitefielda związane jest przebudzenie ewangeliczne nie tylko w Anglii, ale również w Ameryce (Georgia, Południowa Karolina, a szczególnie Nowa Anglia) i w Szkocji, dokąd bardzo często przybywał.
W ciągu 36 lat życia po swoim nawróceniu wygłosił Whitefield ponad osiemnaście tysięcy (18.000) kazań, regularnie przemawiając od czterdziestu do sześćdziesięciu godzin tygodniowo. Był więc Whitefield obok Jana Wesleya, głównym narzędziem w powstaniu i rozwoju przebudzenia ewangelicznego w XVIII wieku. A nawet J.C. Ryle, późniejszy biskup Liverpoolu (połowa XIX w.), postawił bez zastrzeżeń Whitefielda - jeśli chodzi o zasługi na pierwszym miejscu (przed Wesleyem) w gronie mężów Bożych tego okresu. Możemy, więc śmiało powiedzieć, że Jerzy Whitefield był pionierem przebudzenia ewangelicznego w XVIII wieku.
Whitefield zmarł w 1770 roku. Kazanie na jego pogrzebie wygłosił inny wielki kaznodzieja przebudzeniowy Jan Wesley. Cieszył się jego brat Karol Wesley, poeta przebudzenia, że mógł ujrzeć po okresie pewnych nieporozumień ze względów doktrynalnych, te dwa filary tych dwóch przyjaciół znowu razem, że ci ,,przyjaciele na początku, zostali przy końcu przyjaciółmi na nowo".


niedziela, 26 stycznia 2014

Skała czy piasek? Ew. Mateusza 7,24 – 29

Drodzy dzisiaj zwrócimy się do Ew. Mateusza do fragmentu, którym Jezus podsumowuje kazanie na górze. Przedstawia nam dwóch ludzi i dwa domy. Jeden z nich to człowiek mądry, zbawiony, który zbudował swój domy na solidnym fundamencie jakim jest Słowo Chrystusa. Drugi człowiek to głupiec on również słuchał słów Chrystusa, ale postępował po swojemu według własnego widzimisię. Ostatecznie dzieło tego pierwszego ostało się pod wpływem doświadczeń, trudności i sądu Bożego. Ale dzieło tego drugiego zawaliło się, a wszystko co zbudował runęło, upadek jego okazał się wielką porażką.
Na początku chciałbym  się odnieść do tych dwóch możliwości jakie przedstawia nasz Pan. Zauważcie, że Jezus nie podaje czegoś po środku. Nie można być trochę zbawionym i trochę nie zbawionym, nie można mieć trochę dobrego fundamentu i trochę słabego. Pan mówi że albo Budujesz na skale jaką jest Jego słowo. Traktujesz je poważnie i staje się Ono przewodnikiem dla ciebie jak niegdyś dla Króla Dawida. Bierzesz to Słowo stosujesz w swoim życiu, a ono wydaje owoce. Albo budujesz na piasku traktując to, co mówi Jezus z przymrużeniem oka nie przejmując się zbytnio zastosowaniem i posłuszeństwem, a zadowalasz się natomiast słuchaniem, religijnością. W ten sposób oszukujesz samego siebie myśląc, że coś zyskałeś, a tymczasem nie masz nic. Nawet gorzej, bo jeszcze straciłeś to co wydawało ci się, że budujesz. Dlatego, to ostrzeżenie Jezusa powinniśmy potraktować z najwyższą uwagą, powinniśmy przyglądać się Jego Słowom i sobie, by nie okazało się, że wtedy kiedy przyjdą doświadczenia, ulewy, deszcze wichury, sąd Boży nasza budowla rozpadnie się.
Zwróćcie uwagę, że te Słowa Jezusa skierowane są do tych, którzy uważają się za wierzących, do tych, którzy są członkami kościołów i słuchają ewangelii. Są ludzie, którzy zupełnie nie interesują się Królestwem Bożym, ale nie o takich ludziach w tym porównaniu mówi Jezus. Zarówno pierwszy budowniczy (w. 24) jak i drugi (w.26) słuchają. Obaj są zainteresowani tym co Jezus ma do powiedzenia. Możemy powiedzieć nawet więcej, że być może obaj chodzą do tego samego kościoła i słuchają tego samego kaznodziei. Wyobrażam sobie teraz te wszystkie tłumy, które były wokół Chrystusa jak czytaliśmy w (Mt. 5,1). W naszym porównaniu obaj słuchają, wszyscy słyszą dobrą naukę, dobre kazania, ale różnica między nimi nie polega na tym jaki pokarm duchowy przyjmują, tylko co z nim robą. Być może gdybyśmy przyglądali się z pozoru, to na pierwszy rzut oka domy tych dwóch budowniczych nie różniłyby się od siebie, dlatego że Jezus mówi, że jedyne co wyróżnia te obiekty to fundament na którym są zbudowane. Fundament jest pod spodem, żeby zobaczyć na jakim fundamencie jest zbudowany budynek musisz do niego podejść i odkryć to co jest przysypane ziemią. Z pozoru te dwa domy wyglądają bardzo podobnie, są niemal identycznie zaprojektowane, mają taki sam kolor i okazale się prezentują. Ale dopiero jak przyjrzysz się z bliska, odsuniesz warstwę ziemi, to będziesz w stanie zobaczyć na jakim fundamencie stoją. Jeśli te dwa domy przedstawiają dwóch ludzi uważających się za chrześcijan może to oznaczać że obaj mają podobne poglądy, podobnie się zachowują, wierzą w te same doktryny i akceptują to samo nauczanie. Ale to co ich odróżnia to podejście do spraw Królestwa Bożego. Jeden z nich (ten pierwszy) jest na nowo narodzony i traktuje nauczanie Jezusa jako priorytetowe w swoim życiu. Nie tylko słucha, ale wierzy każdemu Słowu i okazuje mu posłuszeństwo, traktuje poważnie wezwania Jezusa do szukania Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości przed wszystkim. Traktuje poważnie Słowa Jezusa dotyczące nie zbierania skarbów na ziemi, traktuje poważnie Słowa Jezusa żeby być światłością dla innych i pełnić dobre uczynki, zapierać się samego siebie, znosić prześladowania, nie mścić się, wybaczać wrogom i miłować ich, nie sądzić i nie zamartwiać się zbytnio o przyszłość, ale położyć swoją ufność w Bogu w Chrystusie. Drugi natomiast jest przekonany o wspaniałości tej nauki, uważa, że słowa Jezusa są absolutnie rewelacyjne opiewa mądrość tego co Jezus głosi i jest gotowy tego słuchać. Uważa jak niegdyś słudzy arcykapłanów i faryzeuszy wysłani, by schwytać Jezusa, że „jeszcze nigdy żaden człowiek nie przemawiał jak ten przemawia(J 7,45). Przez to staje się człowiekiem bardzo religijnym, ale jego religijność jest ograniczona do pustej formy pobożności i wyraża się w pustych rytuałach i obrzędach nie zmieniając jego wnętrza. Nie ma w tym człowieku nowego życia zrodzonego z Boga, prawdziwej ufności i posłuszeństwa Bożemu słowu, zadowala się on jedynie religijnością.
Na tym właśnie polega zdradliwość takiej postawy myślisz, że coś masz, że coś osiągnąłeś, że coś trzymasz, a tymczasem nie masz nic jak niegdyś zbór w Sardes którego Jezus napomniał słowami „masz imię że żyjesz, a jesteś umarły” (Obj 3,1). Myślisz, że coś zbudowałeś, że jesteś oddany Bogu, ale to  tylko mrzonki.
To co weryfikuje solidność tych dwóch budowli, to surowe warunki atmosferyczne, jakieś kataklizmy, ulewy, powodzie, wiatry itp.. rzeczy. W ten sposób Pan Jezus mówi nam, że przyjdzie czas próby dla twojej wiary. Przyjdą doświadczenia, może to być choroba, ubóstwo, prześladowania, utrata pracy i inne trudności a ostatecznie są Boży. I wtedy wyjdzie na jaw prawdziwość twojej ufności. Prawdziwa wiara w Chrystusa w czasie doświadczeń i trudności nigdy nie zawodzi, nawet więcej, wtedy okazuje się jej autentyczność i świeci jeszcze mocniej niż kiedykolwiek wcześniej, a przez to staje się ona jeszcze mocniejsza. Ap. Paweł mówił o tym w ten sposób
Rzymian 5:3   A nie tylko to, chlubimy się też z ucisków, wiedząc, że ucisk wywołuje cierpliwość,
5:4   A cierpliwość doświadczenie, doświadczenie zaś nadzieję;
Również Ap. Piotr miał podobne zdanie na ten temat
1Piotra 1:6   Weselcie się z tego, mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami,
1:7   Ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus.
Fałszywa wiara natomiast poddaje się, upada, zawraca, rezygnuje i nie podnosi się „upadek jego był wielki” (w.27) powiedział Pan.
Dlatego  Słowo mówi do nas o rozbitkach w wierze (1 Tym 1,19) o tych którzy wypadli z łaski (Gal 5,4) o tych którzy umiłowali świat doczesny i odeszli (2 Tym 4,10). Żyjąc z Chrystusem możemy widzieć to, na co dzień, gdy pewni ludzie przechodzą doświadczenia i ufają jeszcze bardziej, a inni poddają się i odchodzą. Czasami spotyka się to z komentarzami w stylu „jak to możliwe przecież wydawało się, że ten człowiek był taki gorliwy”? „Jak to możliwe przecież stał tu przed nami i składał swoje świadectwo, a może nawet nauczał innych”? Ale to jest podobieństwo tych domów, na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie, niemalże tak samo. Drodzy wiara oparta jedynie na słuchaniu, to wiara do czasu nie ma korzenia, nie wnika zbyt głęboko, nie zastanawia się nad treścią ewangelii i nie rozważa jej. Gdy przychodzi prześladowanie dla słowa, ucisk, przeciwności, troski o byt, to wszystko się wali.
 Ale czy mamy czekać na tą weryfikacje i nic nie robić? Nie, nic podobnego po to Pan nam podaje to ostrzeżenie, byśmy już dzisiaj zauważyli czy swój dom budujemy na piasku czy na skale. Jeśli będziesz czekał z weryfikacją na doświadczenia i sąd Boży wtedy będzie za późno. W obliczu tego przypomina mi się jak często ludzie mówią: „co ja będę myślał o tych sprawach teraz, na sądzie się okaże lub Bóg zadecyduje.” Ale takie podejście jest czystą głupotą, bo gdy nadejdzie dzień weryfikacji twojej wiary już nic nie zrobisz. Jeśli nie zbudowałeś trwałego domu zanim to się stało, to znalazłeś się w prawdziwych opałach.
Trochę to przypomina historię budowy latarni u wybrzeżu Kornwalii w Wielkiej Brytanii w latach 1696 – 1699. Wtedy angielski malarz i inżynier Henryk Winstanley zbudował wspaniałą latarnie z drewna w Eddystone. Był bardzo dumny z tego co uczynił. Z tego powodu, że był ekscentrykiem, to w różnych miejscach umieścił napisy wychwalające swoje dzieło między innymi „o wiatry o oceany wypróbujcie moją pracę”. Pewnego dnia w 1703 roku przyszedł straszny sztorm, podczas którego zginęło 8000 tys. ludzi także wtedy zginął Henryk Winstanley wizytując swoją latarnie. W 1709 roku latarnie odbudowano i wyciągnięto pewne wnioski z poprzedniej katastrofy. Tym razem do budowy latarni wykorzystano drewno i kamień. Wprawdzie konstrukcja była trwalsza niż poprzednia, ale również i tym razem latarnia uległa zniszczeniu w 1755 roku przez pożar. Latarnie postanowiono odbudować po raz trzeci, ale tym razem zbudowano ją na litej skale z samych bloków granitowych, a na jej szczycie umieszczono napis „Jeśli Pan domu nie zbuduje, Próżno trudzą się ci, którzy go budują” (Ps. 127,1) a nad latarnią umieszczono inny „Laus Deo” – Bogu chwała i latarnia stoi do dzisiaj.
Ewangelia Łukasza daje większe zrozumienie Słów Jezusa przeczytajmy (Łukasza 6,47 – 49)
Uważam, że Łukasz wskazuje nam niezwykle cenną uwagę mówi, że człowiek mądry kopał głęboko, trudził się i ciężko pracował, głupi zaś w ogóle nie kopał i nie położył żadnego fundamentu od razu zaczął stawiać dom.  Głupiec chciał szybko, łatwo i na skróty bez wysiłku i bez poświęcenia odpowiedniej ilości czasu. Szybko odbębnić i przejść do swoich spraw, interesów i przyjemności. Każdy mądry budowniczy wie, że dom należy budować według sztuki budowlanej zgodnie z regułami w konsultacji z architektem, a wszelkie zmiany muszą być przemyślane, by nie okazało się, że zbudowany dom stanie się dla nas grobem. Już nie jeden nierozważny budowniczy, szybki i głupi przekonał się o tym, gdy dach mu spadł na głowę. Całkiem niedawno mieliśmy tego przykład gdy w Indiach w Bombaju zawalił się nowo powstający budynek w którym zginęło ponad 70 osób. Główną przyczyną zawalenia była zbyt słaba konstrukcja. Również jak mówi nasz Pan w sprawach duchowych jest podobnie nie da się szybko i na skróty, nie da się zbudować nic trwałego nie poświęcając temu serca, zaangażowania, czasu, wysiłku i przestrzegania przykazań Bożych. Jeśli chcemy coś zaliczyć, gdzie się śpieszyć, coś udawać, dobrze wypaść w oczach innych i coś szybko zdobyć to znajdujemy się na najlepszej drodze do katastrofy.
Pan Jezus wielokrotnie wyrażał się w ten sposób mówił o konieczności oszacowania kosztów jakie jesteśmy gotowi ponieść idąc za nim w (Łuk 14,28) o konieczności niesienia krzyża ewangelii (Łuk 14,27) o konieczności wyrzeczenia się wszystkiego co posiadamy, co przedstawia dla nas jakąś wartość, a nawet siebie samego (Łuk 14,33)
Kopać głęboko, być gotowym się spocić oraz złapać zadyszkę w posłuszeństwie ewangelii. Dlaczego? Bo mam pragnienie zbudować coś trwałego coś nieprzemijającego co nigdy nie będzie miało końca. Tak moi drodzy budowla wiary jest najtrwalszą budowlą jaka kiedykolwiek może być zbudowana. Wszystko przemija i wszystko ma swój kres i nic nie jest trwałe, ale wiara nasza zwycięża świat (1 J5,4). Jeśli twoja wiara jest prawdziwa, jeśli jest oparta o Chrystusa i Jego działo na Krzyżu, jeśli kroczy w posłuszeństwie za Bożym Słowom to przetrwa wszelkie Burze i nigdy nie przeminie.
Myślę, że należy tutaj podkreślić problem kompromisów. To jest pewien test dla naszej wiary, jeśli chcemy postępować po swojemu, uważamy że w pewnych kwestiach możemy sobie pofolgować i nie liczyć się z Bożym Słowem. Nie liczyć się z Bożą wolą w jakiś dziedzinach życia, to powinien być dla nas niepokojący objaw. Jeśli masz jasne przykazania i nie ma wątpliwości jak powinieneś się zachować, a ty uważasz, że to nie tak, że należy postąpić inaczej, kłócisz się z tym, uważasz że jeden grzech to nic strasznego. A tak w ogóle myślisz sobie, że przecież Bóg jest miłosierny i dobry przecież mi to wybaczy. To tym samym masz świadectwo w sobie, że nie podchodzisz poważnie do tych spraw. Jeśli widzisz coś takiego to wiec, że jeszcze dom nie jest zbudowany, jeszcze możesz zacząć wszystko od początku, jeszcze możesz się upamiętać zostawić stare nawyki, kompromisy i okazać Bogu posłuszeństwo.
Drodzy słowo kompromis ma pozytywne i negatywne znaczenie w polskim Języku. Pozytywne jest wtedy, kiedy dochodzicie do wspólnego stanowiska w rozwiązaniu jakiegoś konfliktu, dogadujecie się np. przy kupnie samochodu. Ale negatywne znaczenie ma wtedy, gdy chcesz coś osiągnąć kosztem zasad i wartości. Wtedy łączy się z innym słowem „oportunizm”.  A „oportunizm” to rezygnacja z zasad moralnych i przekonań w tym wypadku Bożych przykazań dla osiągniecia doraźnych korzyści w życiu. Znaczy to, że wybierasz zawsze to, co jest w danej sytuacji bezpieczne i korzystne dla ciebie. To słówko wywodzi się z łaciny ze słowa „opportunus” i oznacza: „korzystny” „wygodny” jest to ktoś, kto nagina się do panujących okoliczności dla własnego zysku. Czy nie tak chciał zrobić głupiec z naszej historii. Myślał, że można mieć równie wspaniały, wygodny i okazały dom bez wysiłku, bez zakładania fundamentu, bez posłuszeństwa. Owy głupiec był bardzo krótkowzroczny nie zastanawiał się nad trwałością i możliwością przyjścia ulewy i wichury. Cieszył ze swojej budowli jak wspomniany wyżej budowniczy latarni do momentu, aż wszystko nad czym pracował zwaliło się. Jakże często ludzie są dumni ze swojej religijności, ze swoich praktyk, rytuałów, tradycji i swojego kościoła jak niegdyś wielu faryzeuszy i uczonych w piśmie.  
Pamiętam pewną osobę, historyczkę kościoła, która broniła inkwizycji, broniła nawracania na siłę, niesprawiedliwych procesów, śmierci wielu mężów Bożych i niesprawiedliwych wyroków. Ale w świetle Bożego Słowa takie rzeczy są nie do obrony. Również my dzisiaj musimy być zupełnie uczciwy wobec siebie samych, naszej duchowości, naszej historii, naszych praktyk i naszej tradycji, by nie budować na pisku. Jeśli coś jest złe, jeśli coś jest sprzeczne z tym co Pan nakazał nie waham się tego zostawić. Słucham rozkazów jak dobry żołnierz Jezusa Chrystusa.
Kiedyś czytałem historię jak dyskutowano w prasie nad karą dyscyplinarną dla marynarza służącego w Royal Navy – Królewskiej Marynarce Wojennej Wielkiej Brytanii. Wielu uważało, że kara, którą otrzymał była zbyt surowa i zapytano się czytelników prasy co o tym myślą.
Odpowiedź przyszła od człowieka, który sam służył w marynarce przez długie lata. Według niego konieczne było bezwarunkowe wykonywanie rozkazów, ponieważ od tego może zależeć czyjeś życie. Opowiedział on pewną historię, że znajdował się na holowniku, który ciągnął na stalowej linie inny cięższy od siebie statek. Nagle, marynarze usłyszeli jedno stanowcze słowo dowódcy holownika: „Padnij!” Członkowie załogi w mgnieniu oka rzucili się na pokład. W tym momencie przez pokład przeleciała gruba stalowa lina. Okazało się, że statek, który holownik ciągnął zerwał się. Kogokolwiek by uderzyła ta lina padłby trupem na miejscu. Ale nikt nie nawet został ranny, bo wszyscy byli posłuszni dowódcy. Jeśli w tej chwili ktoś zacząłby się dopatrywać: po co ma się rzucić na ziemię, to na pewno by zginął. Dzięki posłuszeństwu marynarze ocalili życie.
Tak więc Jezus domaga się od nas całkowitego posłuszeństwa, które jest świadectwem dla nas samach na prawdziwość naszej wiary.
Możemy być mądrzy, albo głupi. Możemy budować na piasku lub na skale. Możemy kopać głęboko, albo pójść na łatwiznę. Możemy słyszeć w tych słowach jakby Pan do nas mówił jak niegdyś do Izraela
Powtórzonego Prawa 30:15   Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i dobro oraz śmierć i zło;
30:16   Gdyż ja nakazuję ci dzisiaj, abyś miłował Pana, Boga twego, chodził jego drogami i przestrzegał jego przykazań, ustaw i praw, abyś żył
Jezus jest całkowicie jest z nami uczciwy mówiąc, że bez upamiętania, bez posłuszeństwa, bez odpowiedzi na wezwanie, by pójść w Jego ślady nie ma zbawienia. Przedstawił nam w podsumowaniu kazania na górze trzy wielkie testy i ostrzeżenia dotyczące wiary. Test pozorów, kiedy fałszywi nauczyciele mogą wyglądać przyjaźnie, ale jednocześnie być wilkami w owczej skórze. Nie każdy, kto mówi o Bogu jest chrześcijaninem, po owocach mamy poznawać. Test deklaracji i zapewnień – nie każdy, kto mówi, że wierzy czyniąc cuda i znaki pochodzi od Boga. I trzeci test nie każdy, kto jest religijny i gorliwy w praktykach, rytuałach jest zbawiony. Niech te słowa naszego Pana będą dla niczym papierek lakmusowy oceniający naszą duchowość. Amen

                                                                                                                           

piątek, 24 stycznia 2014

Chrześcijanin i poszukiwanie żony/męża. Jak wybrać właściwie?

Witam wszystkich serdecznie zostałem poproszony, żeby podzielić się z wami tematem dotyczącym jednym z najważniejszych wyborów naszego życia czyli jak znaleźć męża, żonę i jak taki okres narzeczeństwa czy chodzenia ze sobą powinien wyglądać z perspektywy chrześcijańskiej. Chciałbym dzisiaj przekazać wam to, co Słowo Boże mówi na ten temat. Spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytania jak i gdzie szukać tej drugiej połówki? Dlaczego to jest takie ważne żeby znaleźć właściwą osobę.  Dlaczego powinienem czekać z seksem do ślubu? Jakie są zagrożenia w chodzeniu ze sobą i czego powinienem unikać?
Na koniec będzie czas na pytania i dam, trzy  tytuły książek, które możecie przeczytać na ten temat.
Na początku chciałem podzielić się z wami świadectwem w jaki sposób ja znalazłem żonę. Pobraliśmy się 6,5 roku temu i mamy trójkę dzieci, Alicję, Noemi i Samuela. (Świadectwo)

Drodzy żyjemy w czasach gdzie większość ludzi mówiąc o miłości ma prawie wszystko na myśli, ale nie miłość. Dlatego że przekaz tego świata, czym jest prawdziwa miłość jest zafałszowany i nie prawdziwy. To Pismo Św. przekazuje nam właściwe treści dotyczące tego co to znaczy kochać? Jak powinno wyglądać zdrowa relacja małżeńska? Jaka jest recepta na szczęśliwe małżeństwo? Po co Bóg stworzył seks i kiedy go akceptuje?
Ale o tym nie usłyszycie w dzisiejszych mediach i czasopismach, dlatego że bogiem tego świata jest szatan. Nie usłyszycie dlatego, że świat nie jest zainteresowany biblijnymi zasadami budowania relacji między chłopakiem a dziewczyną, bo nie wierzy, że Biblia to Boży przekaz. List napisany przez Boga do nas, w którym Bóg zawarł zasady jak zbudować dobre i szczęśliwe małżeństwo. Świat bardzo się stara byście mieli nieprawdziwy obraz chodzenia ze sobą, przyszłego małżeństwa czy wyboru właściwej osoby i czym jest prawdziwa bliskość?
 Czyni to przez pisma młodzieżowe, Internet, filmy, kolorowe broszurki. Gdy ja byłem dorastającym chłopakiem to było takie pismo jak „Bravo”,  niemal każdy nastolatek je czytał. Szukałem tam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania postawione wyżej, dzisiaj z perspektywy czasu widzę jaki to fałsz. Ale dajemy się nabierać, bo wszystko jest oprawione w świetną szatę graficzną, ciekawe historyjki, zdjęcia, przeboje, plakaty i wypowiedzi  tzw. ekspertów, jakie to wspaniałe życie jest wtedy, kiedy nie ma żadnych hamulców moralnych, kiedy w sposób nieskrępowany zaspokajasz swoje pożądliwości. Wszystko jest dobre (mówi się w nich) jeśli to akceptujecie na to się zgadzacie. Najczęściej tematy w tych przekazach dotyczą przyjaźni, seksu, wyglądu zewnętrznego, najnowszej mody itp. I takie właśnie źródła kształtują dzisiaj przekonania młodych ludzi na całym świecie. Dokąd to prowadzi? Czy ci wszyscy eksperci mają racje? Czy jednak Biblia, Słowo Boże ma racje?
Pozwólcie, że podam kilka statystyk
W roku 2014 w Polsce rozpadnie się ponad 60 tysięcy małżeństw z zawartych około 250 tysięcy czyli ¼ związków  małżeńskich rozwiedzie się.
Sprzedaż książek, czasopism, filmów pornograficznych w Stanach Zjednoczonych jest szacowana na 2 biliony dolarów rocznie. Szacuje się że niemal 50% młodzieży w Wielkiej Brytanii regularnie wchodzi na strony pornograficzne.
· Kilka lat temu w Los Angeles było kilka sklepów porno, teraz jest ich około 100.
· Odkąd zalegalizowano w Danii pornografię jej sprzedaż znacznie wzrosła, a eksperci twierdzili że popyt na pornografię spadnie gdy będzie legalnie dostępna.
· Herbert W. Case, były inspektor policji w Detroit, mówiąc o cierpieniu, zboczeniach seksualnych i morderstwach, powiedział: „Nie było jeszcze w historii naszego oddziału morderstwa na tle seksualnym, którego sprawca nie byłby zagorzałym czytelnikiem pornograficznych czasopism.”
Tam, gdzie łatwo o seks, wskaźnik rozwodów wyraźnie wzrasta. W USA już niemal co trzecie małżeństwo jest rozwiedzione, a choroby weneryczne z powodu swobody seksualnej są bardzo powszechne.
· Kilka lat temu 83% studentów ostatniego roku na Uniwersytecie Columbia opowiedziało się za przedmałżeńskimi stosunkami seksualnymi.
· Studenci Uniwersytetu Oxfordzkiego rozprowadzają broszurę zatytułowaną „Seks bez obaw” dając porady jak współżyć bez konsekwencji.
Wyniki badań opublikowanych w „New York Times’a” pokazują, że jeszcze dwadzieścia lat temu dzieci ze szkół podstawowych najbardziej bały się głośnych hałasów, ciemnych pokoi, wysokości. Dziś dzieci z tej grupy wiekowej boją się najczęściej straty któregoś z rodziców na skutek rozwodu, boją się choroby, gwałtu, czy pobicia.
Pewien amerykański pisarz przeprowadził sondaż, z którego wynika, że 43% wierzących nastolatków nawiązało kontakty seksualne jeszcze przed ukończeniem 18- go roku życia, 65% uprawiało zaawansowaną grę miłosną.
 Josh Mcdowell i Norm Wakefield przeprowadzili badania w USA które wykazały, że przeciętny nastolatek rozmawia z ojcem poważnie przez mniej niż dwie minuty dziennie, a z matką trochę ponad cztery minuty dziennie. Swobodne kontakty seksualne były o wiele rzadsze wśród tych, którzy określili swój kontakt z rodzicami jako bliski i serdeczny.
 Tak więc z powyższych statystyk wynika, że bardzo trudno zbudować szczęśliwy i pełny zaufania związek gdy żyjemy w środowisku gdzie  poglądy na temat małżeństwa i seksualności wykreowane są przez świat i świecką modę. Właściwie niemożliwe jest zbudowanie trwałej i szczęśliwej relacji, która zaowocuje szczęśliwym małżeństwem  w oparciu o informacje zawarte w kolorowych pismach, serialach, filmach dla dorosłych, edukacje na temat małżeństwa i seksualności w szkołach.
A tak np.
Badania prowadzone przez Tima i Beverly LaHaye i opublikowane w książce „Akt małżeński” dowodzą, że głęboko wierzący chrześcijanie, są o wiele, bardziej szczęśliwymi w małżeństwie. Wynika to z tego, że prawdziwy chrześcijanin nastawiony jest bardziej na to żeby dać niż brać, bardziej myśli o współmałżonku i jego szczęściu niż o swoim egoistycznym zadowoleniu.
Chrześcijanie, praktykujący wstrzemięźliwość seksualną do ślubu mają bardziej udane i spełnione życie seksualne, a zadowolenie z tej dziedziny życia z Biegiem czasu wzrasta w odróżnieniu od środowisk świeckich otwartych na nowe doznania i eksperymenty.

Tak więc widzicie jak poważnie trzeba pochodzić do tematu wyboru współmałżonka, by za kilka lat nie okazało się, że wybrałem niewłaściwie i moje małżeństwo skończy się rozwodem.
Biblia mówi, że szukanie żony to właściwa rzecz i Bogu się to podoba przeczytajmy dwa fragmenty Słowa Bożego, które o tym mówią.
Księga rodzaju 24,7 - 14
Przypowieści Salomona 18:22 Kto znalazł żonę, znalazł coś dobrego i zyskał upodobanie u Pana.
Należy się modlić.
Jak widzimy Bogu podoba się szukanie współmałżonka, przygotowywanie się do roli męża i żony. Ale samo szukanie zakłada, że podejmiemy jakieś działania w tym kierunku. Uważam że jednym z najważniejszych działań dla chrześcijanina jeśli chodzi o szukanie żony, męża jest po pierwsze modlitwa, po drugie modlitwa i po trzecie modlitwa. Człowiek wierzący w Chrystusa, który chce mieć przy sobie właściwą osobę za współmałżonka powinien przede wszystkim modlić się o tą sprawę. I nie modlić się tylko raz kiedyś, ale modlić się zawsze gdy macie osobistą społeczność z Bogiem, możecie poprosić innych, by również modlili się z wami w tej sprawie. Mogą być to osoby, które także poszukują drugiej połówki. Ja o swoją żonę modliłem się 5 lat. Taki czas minął od momentu, gdy zacząłem poważnie traktować plany zbudowania rodziny do poznania mojej żony. Pamiętam był to czas, gdy byłem w seminarium i tam poznałem przyjaciela, z którym umówiliśmy się, że razem będziemy modlić się o żonę. Bóg wysłuchał zarówno mnie jak i jego i obaj dzisiaj mamy wspaniałe żony. W naszej historii z Abrahamem czytamy, że sługa, który wyruszył na poszukiwanie żony dla Izaaka również się modlił (Rodz. 24,12) z pewnością i Abraham modlił się o tą sprawę bo mówił, że Bóg pośle anioła swego przed jego sługą i pozwoli znaleźć właściwą kobietę. Zauważyłem, że w wielu chrześcijańskich książkach na temat małżeństwa i budowania relacji między dziewczyną a chłopakiem temat modlitwy jest niemalże całkowicie pomijany. Ale Słowo Boże uczy nas, że mamy modlić się o wszystko co dotyczy naszego życia, a szczególnie o tak ważną sprawę jak wybór współmałżonka. Wierzę, że Bóg dla każdego z was ma właściwą osobę pod warunkiem, że chcecie Mu w tej kwestii zaufać i pozwolić się prowadzić. Modlitwa o swoje przyszłe małżeństwo jest pierwszym krokiem w kierunku poddania swojej relacji z żoną lub mężem pod panowanie Boga. Bóg przez szczerą i prawdziwą modlitwę może uchronić was również przed niewłaściwą osobą.
Pamiętam jednego z moich wierzących przyjaciół, który już był zaręczony z dziewczyną i niebawem miał być ślub. Ten mój przyjaciel szczerze modlił się do Boga w sprawie swojego małżeństwa i prosił Go o prowadzenie. Zdarzyło się, że po pewnym czasie owa dziewczyna zerwała zaręczyny i rozstała się z nim. On bardzo rozpaczał z tego powodu, ale po kilku miesiącach ta dziewczyna odeszła z kościoła i zaczęła prowadzić świeckie życie choć na początku wydawało się, że była chrześcijanką. Wierzę, że Bóg uchronił tego znajomego przez zawarciem związku małżeńskiego z niewłaściwą osobą.
Tak więc czy ty modlisz się dzisiaj o swoją przyszłą żonę lub męża? Czy modlisz się o to żeby to była dla ciebie odpowiednia osoba, według Bożego serca?
Kogo szukać?
Kolejnym krokiem w poszukiwaniu jest wybór właściwej osoby. Słowo Boże uczy nas, że zakres poszukiwań powinien być ograniczony do osób wierzących. Bóg nie chce dla ciebie jeśli jesteś osobą wierzącą niewierzącego męża lub żony. Dlatego, że małżeństwo z biblijnej definicji to stawanie się jednym ciałem(Mateusza 19,5) zarówno w sferze fizycznej jak i duchowej. Więc gdy wybieramy osobę niewierzącą jako współmałżonka (co muszę przyznać z przykrością, że w środowiskach chrześcijańskich często zdarza) to przekreślamy możliwość jedności duchowej z taką osobą. Nie możesz stać się jednym ciałem z kimś kto nie zna Chrystusa
List Pawła do koryntian mówi tak:
 2Koryntian 6:14   Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?
6:15   Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?
6:16   Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim.
6:17   Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A Ja przyjmę was
Małżeństwo jest chyba najściślejszym jarzmem jakie występuje między ludźmi.
Jarzmo to dawna uprząż dla bydła roboczego. Jedną z odmian było jarzmo podwójne, czyli dla pary zwierząt, w postaci drewnianej ramy zakładanej na karki zwierząt. W parze zwierząt idących razem jedno było prowadzące, a drugie, nie miało wyboru i musiało za nim podążać, bo jarzmo nie pozwalało mu na nic innego. Podobnie w życiu człowieka wierzącego, jeśli zwiążemy się z kimś, kto będzie myślał i wierzył inaczej, może pociągnąć nas za sobą. W takim związku nie ma możliwości zbudowania głębokiej relacji duchowej zarówno ze sobą nawzajem jak i z Bogiem. Do tego osoba nienawrócona nigdy nie będzie zachęcała osobę nawróconą do szukania Boga do gorliwości do wierności Bogu. Wprost przeciwnie osoba nawrócona decydująca się na taki związek napotka wiele oporów i nawoływań ze strony nienawróconej by prowadzać świeckie nieczyste grzeszne życie co będzie wpływać na jej relacje z Bogiem.
Pamiętam pewną dziewczynę, która nawróciła się gorliwie do Pana. Była bardzo oddana Bogu i poświęcała wiele czasu na społeczność z Nim. Ale że była w wieku dwudziestu kilku lat rozglądała się za współmałżonkiem. Na horyzoncie pojawił się pewien przystojny chłopak, syn siostry ze zboru. Problem w tym, że chłopak był nienawrócony, nie chciał modlić się, czytać Biblii i przychodzić do kościoła. Za to chciał spędzać sobotnie wieczory na dyskotekach, świeckich imprezach nierzadko zakrapianych alkoholem i innych, tym podobnych rozrywkach.  Wiele osób przestrzegało tą dziewczynę przed ta relacją, że taki związek skończy się źle. Ale dziewczyna była zakochana w nim i twierdziła, że on się nawróci, że będzie mu zwiastować ewangelię. Po niedługim czasie okazało się, że dziewczyna zaszła w ciąże postanowili wziąć ślub. Nienawrócony teraz już mąż zaniedbywał swoją rodzinę nie troszczył się o nią i nie zmienił swoich przyzwyczajeń. Nie zachęcał jej również, by przychodziła do zboru, modliła się i szukała Boga. Po niedługim czasie przestała przychodzić i utrzymywać kontakty z kościołem, a po kilku latach rozwiedli się. Nie tylko on się nie nawrócił, ale ona pogubiła się przysparzając sobie wielu problemów z tego powodu, że dała się ponieść swoim uczuciom i nie słuchała Słowa Bożego.
W Starym Testamencie Bóg dał takie przykazanie Izraelitom
 Powtórzonego Prawa 7:3   Nie będziesz z nimi zawierał małżeństw. Swojej córki nie oddasz jego synowi, a jego córki nie weźmiesz dla swojego syna,
7:4   Gdyż odciągnęłaby ode mnie twojego syna i oni służyliby innym bogom. Wtedy zapłonąłby przeciwko wam gniew Pana i szybko by cię wytępił.
Zagrożenie przed jakim Bóg przestrzega Izraela również dotyczy i nas. Jeśli wiążesz się z osobą niewierzącą musisz się liczyć z tym, że taka osoba będzie próbowała odciągnąć ciebie od Pana. Będzie próbowała nakłonić ciebie byś nie był wierny/wierna Bogu w jakiś kwestiach. Mogą być to rzeczy dotyczące czystości seksualnej podczas narzeczeństwa, mogą być to rzeczy dotyczące twojej służby i zaangażowania w kościele, a mogą być to rzeczy dotyczące jak w powyższym tekście oddawania czci innym Bogom. W mim przekonaniu wiązanie się z osobą niewierzącą jest grzechem i nieposłuszeństwem Słowu Bożemu. Ale w tych przypadkach często jest tak, że ludzie stawiają swoje pragnienia przed Słowem Bożym i szukają jakiś wymówek najczęstsze z nich to:
ü  Będę zwiastować mu ewangelią i on/ona się nawróci
ü  On/ona mnie rozumie
ü  Nie ma żadnych chrześcijan wokół mnie z którymi mógłbym taki związek stworzyć więc wybieram osobę niewierzącą.
ü  Ale ja go/ lub ją kocham
ü  Ważne byśmy się kochali i wszystko się ułoży.
Nie daj się zwieść swoim uczuciom i swoim przyokniom, bądź wierny Bogu w tej kwestii i postanów, że zwiążesz się tylko z osobą znającą Chrystusa. Może w tej chwili utrzymujesz jakieś randkowe relacje z osobami niewierzącymi lub jesteś w podobnym związku. Jeśli chcesz doświadczać Bożego błogosławieństwa w tej dziedzinie to taką relacje powinieneś zakończyć. Jeśli tego nie uczynisz narażasz się na wiele problemów i jesteś nieposłuszny Bogu, który chce ci dać wspaniałą osobę wierzącą z którą będziesz mógł zbudować szczęśliwe małżeństwo. W przypowieściach Salomona czytamy tak:
  Przypowieści Salomona 31:30 Zmienny jest wdzięk i zwiewna jest uroda, lecz bogobojna żona jest godna chwały.
Czy widzicie o jakiej żonie mówi Salomon? On mówi o bogobojnej żonie, bogobojny współmałżonek to wielkie błogosławieństwo od Pana i takiej osoby powinieneś szukać.
Gdzie szukać?
W związku z tym co powiedzieliśmy należy zadać pytanie gdzie szukać tej osoby z którą moglibyśmy stworzyć trwałe chrześcijańskie małżeństwo. Nie możemy szukać tam gdzie zwykle nie ma wierzących, na świeckich imprezach, dyskotekach, zabawach itp. miejscach. A powinniśmy szukać w środowisku chrześcijańskim.
W Zborze, tam możesz lepiej poznać tą osobę i stwierdzić czy rzeczywiście jest nawrócona, mogą to być obozy chrześcijańskie, chrześcijańskie spotkania młodzieżowe, konferencje dla chrześcijan itp.  Coraz częściej chrześcijanie zakładają strony internetowe kojarzące wierzące osoby w Chrystusa chcące znaleźć swoją drugą połówkę. Jeśli tylko z uczciwością i modlitwą podejdziesz do tych spraw zobaczysz jak wiele jest możliwości wokół ciebie byś mógł znaleźć tą właściwą osobę.
Jak szukać?   
 Na co najczęściej zwracamy uwagę poszukując męża, żonę? Ludzie bardzo często w głównej mierze zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny, fizyczną atrakcyjność. Ale człowiek wierzący głównie powinien zwracać uwagę na charakter. Czy osoba z którą postanawiasz się związać jest cicha, łagodna, wstrzemięźliwa, pracowita, cierpliwa, gorliwa w naśladowaniu Chrystusa, przebacza, nie jest kłótliwa nie jest egoistyczna itp.. Nie oznacza to, że wygląd jest zupełnie nie ważny. Ale powinien mieć drugorzędne znaczenie. Jak mówi Salomon musisz sobie zdać sprawę, że wygląd jest przemijający i tymczasowy. Jeśli zdecydowałeś się na związek z jakąś osobą w oparciu o wygląd to, co zrobisz gdy ta zewnętrzna powłoka jaką jest ciało ulegnie zniszczeniu na skutek choroby, starości, wypadku? Jeśli będzie was łączyła tylko atrakcyjność fizyczna to wraz z jej końcem wasz związek rozpadnie się. Musisz sobie zdać sprawę z tego, że związki oparte na atrakcyjności fizycznej szybko się kończą z powodu przemijania naszej powłoki zewnętrznej, znudzenia się drugą osobą, braku akceptacji dla drażliwych cech charakteru, niemożności poradzenia sobie z problemami jakie się pojawiają. Jeśli w związku małżeńskim nie ma miłości, która wszystko zakrywa, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy i wszystkiego się spodziewa, to jest to bardzo nietrwała i niepewna relacja niemogąca zaspokoić naszych prawdziwych potrzeb.
Okres przyjaźni i narzeczeństwa.
Być może to, co teraz powiem będzie mało popularne i wielu z was nie zgodzi się ze mną. Ale nie widzę miejsca w życiu wierzącego na tzw. chodzenie ze sobą, przeskakiwanie z kwiatka na kwiatek, próbowanie się i szukanie  w ten sposób odpowiedniego partnera/partnerki. Taki sposób szukania męża lub żony bardziej odpowiada temu światu ale nie Słowu Bożemu. Zdaje sobie również sprawę z tego, że pośród waszych szkolnych rówieśników może być ogromna presja dotycząca tej dziedziny życia. Wszyscy zadają pytania czy już kogoś masz? Czy już z kimś chodzisz? A jeśli nie to, kiedy zaczniesz, bo masz już 16 lat i wszyscy się tego po tobie spodziewają? Słuchajcie nie dajcie się temu, bądźcie odważni i mówicie, że czekacie na tą właściwą osobę.
Uważam że związek chrześcijan powinien zaistnieć naturalnie przez przyjaźń, ale nie chodzi mi o flirtowanie czy podrywanie. Po prostu gdy przebywacie ze sobą, gdy budujecie ze sobą relacje, gdy robicie coś razem. W naturalny sposób w tym okresie pojawi się ktoś, kto będzie dla was miał większe znaczenie niż inni. Wtedy powinien nastąpić moment przełomu i stajecie się parą. Ale osoba na którą się decydujecie powinna być zawsze tą, z którą zdecydowałeś się pobrać. Oczywiście podczas tego okresu może się okazać, że ta osoba jest niewłaściwa lub że pomyliliście się w waszej ocenie. Wtedy zawsze jest jeszcze czas na zmianę decyzji. Ale nie chodźcie ze sobą w celach sportowych, by wypaść dobrze w oczach znajomych, rówieśników, by znaleźć tą najlepszą osobę nie tędy droga. Gdy już znajdziecie kogoś, kto mógłby być przyszłym waszym mężem lub żoną, módlcie się o tą osobę, czy rzeczywiście to jest właściwy wybór.
Pamiętam moje pewne doświadczenie w tej dziedzinie, gdy miałem dwadzieścia kilka lat modliłem się o tą sprawę. Na horyzoncie pojawiła się bardzo miła dziewczyna ze zboru, do którego wówczas należałem, była pracowita, solidna, gorliwa dla Pana. Zacząłem modlić się o nią i pytać Boga czy to jest właściwa osoba. Poprosiłem mojego przyjaciela, by modlił się ze mną w tej sprawie. Po pewnym czasie postanowiłem z nią porozmawiać i po tej rozmowie okazało się, że ta moja pewność, iż ona jest tą właściwą było tylko moja, ale ona zupełnie nie miała do tego przekonania. Nie kłóciłem się z tym, nie robiłem nic na silę, ufałem Bogu że mnie poprowadzi, uznałem to jako Bożą odpowiedź dla mnie. Co ciekawe później mój przyjaciel, który modlił się ze mną w tej sprawie został jej mężem.
Przypowieści Salomona 19:14 Dom i mienie dziedziczy się po rodzicach, lecz roztropna żona jest darem Pana.
Jeśli ufacie Bogu i szczerze szukacie jego woli w tej dziedzinie, to On was poprowadzi.
Okres narzeczeństwa
Gdy już postanawiacie być parą, spotykać się ze sobą wtedy możecie lepiej się poznać. Ale tutaj trzeba wyznaczyć pewne granice, dotyczące miejsc spotykania się (odradzałbym spotkania sam na sam, gdy nie ma nikogo w domu np. wieczorem) Ustalcie co będziecie robić razem?. Należy wyznaczyć granice czystości seksualnej, za które oboje musicie być odpowiedzialni, bo z pewnością pojawią się pokusy. Jeżeli jedna ze stron nalega na śmiałe pieszczoty, lub coś więcej przed ślubem i próbuje ciebie przekonać, że to jest dobre i właściwe, to daj sobie z ta osobą spokój. Słowo Boże mówi że wszelkie kontakty seksualne po za małżeństwem są grzechem wszeteczeństwa lub cudzołóstwa. Ap. Paweł powiedział do swojego wychowanka Tymoteusza
2Tmoteusza 2:22 Młodzieńczych zaś pożądliwości się wystrzegaj, a zdążaj do sprawiedliwości, wiary, miłości, pokoju z tymi, którzy wzywają Pana z czystego serca.
Psalmm 119:9   Jak zachowa młodzieniec w czystości życie swoje? Gdy przestrzegać będzie słów twoich
Jeśli chcecie mieć przed Bogiem, czyste sumienie i czyste serce uciekajcie od takich pokus i nie narażajcie się na nie przez niewłaściwe filmy, strony internetowe, niewłaściwe rozmowy, żarty itp. Bóg chce waszej czystości przed ślubem i pragnie by zostało to zachowane dla waszego współmałżonka. Wyobraźcie sobie co zostaje z jabłka z którego każdy weźmie „gryza”, zostaje z niego ogryzek. Gdy decydujemy się na kontakty seksualne przed ślubem, to zaczynamy być podobni do takiego ogryzanego jabłka. Chyba nikt z was nie chciałby mieć za współmałżonka ogryzka.
„Twoja powściągliwość będzie dla was wielkim błogosławieństwem i inwestycją w szczęśliwe małżeństwo”.
Najważniejsza jest wasza społeczność z Bogiem, relacja z Chrystusem, bo to rzutuje na trwałość i szczęście waszego przyszłego małżeństwa. Jeśli nawet pojawią się jakieś problemy, niezgodność charakteru, trudne sprawy, spory, to bliska relacja z Bogiem pozwoli wam uprać się z nimi, a Bóg was przez nie przeprowadzi. Gdy pobraliśmy się z moją żoną to w pierwszych tygodniach małżeństwa mieliśmy dużo sporów. Ona pochodziła z innego miasta i środowiska niż ja, mieliśmy inne przyzwyczajenia i nawyki. Modliliśmy się w tej sprawie do Boga i otrzymaliśmy pewne zrozumienie, że Bóg nie dał nam najbardziej doskonałej osoby jaka była (a wcześniej tak myślałem), ale otrzymałeś osobę od Boga, dar przy której możesz stać się najbardziej doskonały jak to jest możliwe. Bóg dał ci osobę najbardziej dla ciebie odpowiednią, a nie najbardziej doskonałą.
Podsumowując:
Szukanie żony/męża to dobra rzecz, ale szukaj bezwzględnie osoby wierzącej, odrodzonej przez Chrystusa i nie idź na kompromis w tej sprawie. Okazuje się, że Słowo Boże jest prawdziwe i skuteczne jeśli w oparciu o nie będziesz szukał tej drugiej osoby. Bądź wierny Bogu w czystości, wstrzemięźliwości, gorliwości dla Królestwa Bożego, a On poprowadzi twoją drogę
 Przypowieści Salomona 16:3  Powierz Panu swoje sprawy, a wtedy ziszczą się twoje zamysły.

Literatura
ü  „Akt małżeński” Tim Bewerly Lahaye
ü  „Chodzenie ze sobą. Jak wybrać najlepiej”? Bary St. Clair, Bill Jones

ü  „Dawać Brać Kochać”. Paul Levis, Josh McDowell.

niedziela, 19 stycznia 2014

Bóg zdejmuje nasz ciężar. Księga Liczb 11, 10 - 17

Mojżesz czuł ogromne obciążenie i odpowiedzialność za lud, który wyprowadził z Egiptu. Obciążenie to było tak ogromne, że Mojżesz z tym sobie nie radził. Przejmował się zbyt mocno wszystkimi sprawami związanymi z prowadzeniem Izraela, a nadto tylko on dźwigał w takim stopniu ten ciężar. Inni raczej korzystali z jego posługi i prowadzenia, ale nie pomagali mu dźwigać tej odpowiedzialności. Być może też innym tak nie zależało jak Mojżeszowi na tym ludzie i jego powodzeniu. Z tego powodu Mojżesz skarży się Bogu, że już tego nie wytrzymuje. Stres i odpowiedzialność jest tak wielka, że przekracza jego siły (w 11). Bóg nie pozostaje głuchy na modlitwę Mojżesza i odpowiada w ten sposób, że nakazuje mu przywołanie 70 spośród starszyzny Izraela i bierze część ducha, który jest w Mojżeszu i wkłada na innych, by oni również razem z nim dźwigali trud i sprawy tego ludu.
Jest to niesamowita historia jak Bóg wychodzi naprzeciw zmaganiom Mojżesza i wspiera go w jego słabościach. Jak Bóg potrafi odjąć nam naszych problemów, naszego przejmowania, naszego stresu i włożyć sprawy, które leżą nam na sercu w serce innych. Ile razy przejmowałeś się czymś tak bardzo, że nie mogłeś spać? Ile razy twoje myśli były pochłonięte jakąś sprawą do tego stopnia, że nie mogłeś normalnie funkcjonować? Może dzisiaj są takie sytuacje w twoim życiu? Ale jak widzimy w tej historii Bóg ma moc żeby temu zaradzić, jeśli przyjdziemy do Niego z naszymi problemami i przyniesiemy je przed Jego oblicze.
Wydaje mi się niezwykłe to, w jaki sposób Bóg tutaj odpowiedział na modlitwę Mojżesza, po prostu odjął mu część jego ciężaru, sprawił że ból na jego sercu z powodu tego ludu stał się mniejszy. Następnie wziął część tego ciężaru Mojżesza i włożył na innych, sprawił że im też zaczęło zależeć, że też zaczęli przejmować się tym ludem. Efekty były takie, że Mojżesz mniej się przejmował, nie tak bardzo jak wcześniej oraz uzyskał pomoc w tym sensie że inni nosili sprawy tego ludu razem z nim.
Wyobraź sobie, że straciłeś pracę i masz rodzinę na utrzymaniu. Strata pracy jest związana z dużym stresem i wieloma niepewnościami. Przejmujesz się tak, że nie możesz spać, jeść, załatwiać spraw. Ale po modlitwie do Boga ten ciężar zmniejsza się i doświadczasz, że masz mniej obaw i leku związanego z tą sytuacją. Przychodzisz w niedzielę do zboru, a jeden wierzących podchodzi do ciebie i mówi „modliłem się wczoraj o ciebie, bo wiem że straciłeś pracę Bóg mi położył to na serce, również inni się modlili i razem postanowiliśmy, że pomożemy ci jej szukać”.  Moglibyśmy podać bardzo wiele przekładów jak mogłoby to wyglądać w naszym życiu. Chce mocno podkreślić to, że Bóg nie pozostawia nas samych z naszym ciężarem, że odejmuje go od nas, że daje nam pokój, że pobudza innych ludzi, by pomogli nam w naszych problemach.
1 Piotra 5:7   Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie.
Zwróćmy uwagę na niezwykłą moc Bożą okazaną w tej sytuacji, tylko Bóg tak potrafi żeby sprawić, iż w jednej chwili zaczęło zależeć nie tylko Mojżeszowi, ale siedemdziesięciu starszym, których Mojżesz wezwał. Co mógłby wykonać Mojżesz żeby zaczęło im zależeć? Mógłby zrobić im wykład jak ważne jest to, żeby mu pomogli? Mógłby używać różnych argumentów, by ich przekonać bardziej do sprawy. Ale prawdopodobnie skończyłoby się to w ten sposób, że większa część po wysłuchaniu mowy odeszłaby niewzruszona. Ale Bóg w jednej chwili zmienił ich serce i sprawił że ciężar Mojżesza stał się ich ciężarem.

Wszelką troskę, wszelki problem, wszelką sprawę, która cię pochłania złóż dzisiaj na Pana. A jak mówi Słowo On ma o nas staranie, On ma moc i On ma narzędzia żeby w tych wszystkich sytuacjach uciszyć serca nasze. Jak niegdyś uciszał burzę na Jeziorze Galilejskim tak może uspokoić każdego z nas.

niedziela, 12 stycznia 2014

Co nam dzisiaj mówią mędrcy ze wschodu? Mateusza 2,1-12

Drodzy kilka dni temu mieliśmy święto, które nazywane jest świętem „trzech króli” tradycja nawet przypisała im imiona: Melchior, Kacper i Baltazar. Szczegóły historii wokół której narosło tak wiele tradycji często nieprawdziwej podaje nam tylko ewangelista Mateusz. Łukasz, który pisze najwięcej na temat dzieciństwa Jezusa nie wspomina o tych wydarzeniach w ogóle. Tak więc mamy tylko jedno rzetelne źródło wiedzy z którego możemy dzisiaj czerpać żeby przybliżyć sobie tą historię.   Prawdą jest, że w rzeczywistości nie wiemy tak wiele jak byśmy chcieli o mędrcach ze wschodu, którzy przybyli pokłonić się Jezusowi. Nie wiemy ilu ich było, bo Biblia nigdzie nie wspomina, że było ich trzech. Tylko na podstawie złożonych trzech darów złoto, kadzidło i mirrę uważa się, że były trzy osoby. Ale równie dobrze mogło ich być dwóch lub pięciu, a może więcej.  Wynikiem tradycji jest również przypisywanie im królewskich pozycji. Biblia mówi, że owi ludzie byli mędrcami ze wschodu prawdopodobnie z Persji. Z relacji biblijnej wynika, że byli to ludzie, którzy przybyli do Jerozolimy w ślad za gwiazdą, która ukazała się w tym okresie na niebie. To sugeruje nam, że wspomniani mędrcy najprawdopodobniej byli astrologami, ludźmi którzy wpatrywali się w gwiazdy i próbowali z nich odczytać jakieś tajemnice, rozwiązywali zagadki, byli doradcami królów, ale z pewnością nie byli królami. Oryginalne słowo jakiego używa ewangelista Mateusz na określenie mędrców to „magoi” od tego słowa pochodzi polskie słowo magowie. W dzisiejszych czasach kojarzy nam się to głownie z czarownikami, ale od około 6 wieku  było plemię, które nosiło taką nazwę i pełniło funkcje kapłańskie w Persji i posiadało tajemną mądrość kojarzoną z mądrością boską. I tak np. osławiony Biblijny prorok Daniel zaliczany był do grona wróżbitów i magów. Później pojęcie to rozszerzyło się i za magów uważano ludzi mających jakieś niezwykle moce jak np. Szymon Mag z Dziejów Apostolskich 8,9-24. Wspomniani przez Mateusza pielgrzymi, prawdopodobnie byli wyznawcami perskiej religii przed muzułmańskiej którą założył Zaratustra. Musimy sobie powiedzieć, że cała ta sytuacja jest dziwna i niezwykła.
Pojawią się pytania skąd w Jerozolimie pogańscy magowie z Persji? Skąd wiedzieli, że gwiazda na wschodzie jest gwiazdą nowonarodzonego króla Żydowskiego? Jak to możliwe, że ludzie z pogańskiego dalekiego kraju rozpoznali w nim Mesjasza skoro nawet swoi Go nie przyjęli?
Wydaje się, że najbardziej prawdopodobną odpowiedzią jest, że mędrcy czerpali część swojej wiedzy z Biblii, a dokładniej z Księgi Daniela. Jak wiemy Daniel jako młody chłopak został uprowadzony z Izraela do Babilonu(teren dzisiejszego Iraku) przez Króla babilońskiego Nabuchodonozora. Tam zasłynął niezwykłymi zdolnościami objaśniania snów, wyjaśniania zagadek i doradzania królowi. Później królestwo babilońskie zostało zdobyte przez Medów i Persów, ale sława Daniela nie umarła. Pozostała również po nim Księga Daniela obfitująca w niezwykłe proroctwa.
Daniel prorokował o czasie przyjścia Mesjasza o Jego królestwie i Jego Panowaniu. Tego panowania w swoich proroctwach nie ograniczał do jednego narodu, ale mówił że Syn Człowieczy będzie królem całej ziemi. Jedno z proroctw Daniela brzmi w ten sposób:
Daniela 7:13   I widziałem w widzeniach nocnych: Oto na obłokach niebieskich przyszedł ktoś, podobny do Syna Człowieczego; doszedł do Sędziwego i stawiono go przed nim.
7:14   I dano mu władzę i chwałę, i królestwo, aby mu służyły wszystkie ludy, narody i języki, Jego władza - władzą wieczną, niezmienną, jego królestwo - niezniszczalne.
Wygląda na to, że przybywający magowie z Persji nie widzieli w Jezusie tylko Króla Żydów, ale Pana całej ziemi i dlatego oddali mu pokłon. Widzieli w nim kogoś do kogo należy władza i panowanie co kiedyś wyznał ich własny król Nabuchodonozor (Daniela 3,33). Właśnie dzięki proroctwu z Ks. Daniela z 9 rozdz. żywo oczekiwano w tamtym czasie pojawienia się Chrystusa. Były także inne proroctwa mówiące o miejscu narodzenia (Micheasza 5,2) a nawet proroctwo dotyczące gwiazdy
Liczb 24:17   Widzę go, lecz nie teraz, Oglądam go, lecz nie z bliska. Wzejdzie gwiazda z Jakuba, Powstanie berło z Izraela, I roztrzaska skronie Moabu, Ciemię wszystkich synów Seta.
Tak więc z jednej strony przybywający pielgrzymi mieli Słowo Boże, a z drugiej pojawiły się niezwykłe znaki jak gwiazda na wschodzie w ślad której podążali.
Podróż z Persji musiała trwać kilka tygodni, a może nawet miesięcy, więc niezwykle zjawiska na niebie musiały pojawić się przynajmniej na kilka miesięcy przed narodzeniem Jezusa. Bóg dawał światu znaki o przyjściu swojego Syna.
Gdy patrzymy na tą historie mniej wnikliwie to, wydaje się jakby Bóg chciał ukryć, czy przysłonić przyjście Chrystusa na świat. Ale gdy przyjrzymy się bliżej to widzimy, że chciał przysłonić tym, którzy i tak nie chcieli w niego uwierzyć jak Herod czy uczeni w Piśmie. Ci, którzy wytężyli swoje siły i oczekiwali szczerze Mesjasza Izraela mogli go dostrzec. To byli ludzie, których żydzi nigdy by nie zaprosili na przyjęcie z okazji przyjścia Zbawiciela, ale zaprosił ich tam sam Bóg, to jest największy zaszczyt. Bożego błogosławieństwa dostępują ci, którzy są uznani przez Boga, a nie przez człowieka, których Bóg wybrał. To pasterze w polu, biedni odrzuceni i pogardzeni przez tych, którzy nazywali się przewodnikami. Byli to, magowie ze wschodu, poganie, którzy w oczach Faryzeuszy uchodzili za nieczystych. Był to stary Symeon i Anna, którzy z całego serca i z miłości do Pana służyli mu dniem i nocą.
 Grupa ludzi jakiej Bóg objawił w pierwszej kolejności Zbawiciela świata, to raczej ludzie słabi w oczach ówczesnej siły politycznej i religijnej. Widzimy raczej odrzucanych, ale przyjętych przez Boga.
Sposób w jaki Bóg przedstawia Jezusa wyznacza cały charakter jego późniejszej służby
 Łukasza 4:18   Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność,
Przybywający magowie do Jezusa zwiastują nadchodzące wyzwolenie, ale wyzwolenie dla tych, którzy uznają swoją słabość, swój grzech i przyznają, że władza należy tylko do Boga. Zwiastują wyzwolenie tym, którzy nigdy nie mogli być wolni przez stawianie barier religijnych i kulturowych w przystępie do Boga. Zwiastują wyzwolenie tym dla których nie było nadziei w tym świecie, bo nie mieli pozycji, pieniędzy, znajomości, zdrowia.
 I dziwnie się składa, że Jezus do siebie zaprasza wszystkich, ale często na to wezwanie odpowiadają właśnie wyżej wspomniani. Apostoł Paweł określił to w ten sposób
1Koryntian 2:6   My tedy głosimy mądrość wśród doskonałych, lecz nie mądrość tego świata ani władców tego świata, którzy giną;
2:7   Ale głosimy mądrość Bożą tajemną, zakrytą, którą Bóg przed wiekami przeznaczył ku chwale naszej,
2:8   Której żaden z władców tego świata nie poznał, bo gdyby poznali, nie byliby Pana chwały ukrzyżowali.
Dlatego wobec tych faktów musimy być bardzo pokorni, nie da się obcować z Bogiem w przeświadczeniu o własnej wielkości, mądrości. Nie da się obcować z Bogiem, gdy jesteśmy zapatrzeni w siebie, zajęci wyłącznie własnymi sprawami. Obcowanie z Bogiem wymaga od nas spojrzenia na Jezusa i poczynienia pewnego wysiłku, by przyjść i Mu się pokłonić jak to uczynili pogańscy magowie.
Kolejną rzeczą jaką możemy zauważyć na przykładzie naszej dzisiejszej historii to, to że można być bardzo daleko, a jednocześnie blisko i można być bardzo blisko, a jednocześnie bardzo daleko. Znany kaznodzieja Charles Spurgeon określił to w ten sposób „bliscy się oddalają, dalecy się przybliżają”
Establiszment (elita władzy) narodu Izraelskiego nie dał wiary w narodzenie zawsze oczekiwanego Mesjasza. Jak już wielokrotnie wspominaliśmy o tym przyjście Jezusa Chrystusa jest centrum Starego i Nowego Testamentu. Żydzi od zawsze to wiedzieli i przekazywali proroctwa o nadchodzącym Mesjaszu z pokolenia na pokolenie. Zawsze na Niego czekali i wyglądali wydarzeń, które Bóg zapowiadał, a jednak gdy przyszedł nie rozpoznali Go. Jak mówi Jan „do swoich przyszedł, a swoi Go nie przyjęli”. Wprawdzie przybywający mędrcy do Jerozolimy wzbudzili pewne poruszenie jak czytamy  Mt 2,2-3 ale owe poruszenie wynikało z obaw Heroda o swoją władzę i pozycję. Faryzeusze i uczeni w Piśmie doskonale znali proroctwa, czego dali wyraz, gdy Herod chciał się dowiedzieć gdzie narodzi się Chrystus. Jednak mieli za mało wiary, by pójść do Betlejem i szukać tego narodzonego Mesjasza.  Byli bardzo blisko tych wydarzeń geograficznie, kulturowo, religijne i znali dzięki Słowu Bożemu szczegóły tej historii zanim się wydarzyła, a jednak duchowo byli bardzo daleko. Droga z Jerozolimy do Betlejem to około 8 km  swobodnie taką trasę w ciągu godziny można przebyć pieszo, ale żaden duchowy autorytet w czasach Jezusa nie pofatygował się by to zbadać. Interesowała ich władza, zaszczyty, religia, zajmowanie pierwszych miejsc w synagogach i podziw ludzi. Jednym zdaniem szukali ludzkiej Chwały dlatego nie mogli dostrzec Bożej. A ci którzy byli daleko geograficznie, kulturowo i religijnie stali się bliscy. Mędrcy przebyli drogę około 1000 kilometrów, by móc ujrzeć na własne oczy to co Bóg przygotował.
To nam mówi, że społeczności z Bogiem nie uzyskujemy przez przynależność do kościoła, przez zewnętrzne formy bliskości jak narodziny w wierzącej rodzinie, rytuały, wiedzę, praktyki religijne, czy naszą sprawiedliwość, która oparta jest o wewnętrzne przekonanie, że jesteśmy w porządku. Możemy być bardzo blisko tych rzeczy, możemy chodzić do właściwego kościoła i nawet mieć właściwe przekonania, w jakimś stopniu nawet dobrą doktrynę, a jednak możemy być daleko od Boga. Może być nawet tak, że te właściwe rzeczy, narzędzia, które dał nam Bóg jak kościół,  Biblia staną się przeszkodą w poznaniu Boga jeśli na nich opieramy swoją ufność. Bliskość z Bogiem rodzi się w wyniku prawdziwej wiary w naszym sercu, która prowadzi nas do poznania Jezusa jak owych mędrców. Ta wiara wyraża się w oddaniu hołdu, w uwielbieniu, w posłuszeństwie i wdzięczności Synowi Bożemu, że przyszedł nas wyzwolić z naszych grzechów. Bliskość z Bogiem wymaga osobistego zaangażowania, stawienia się osobiście w Betlejem, by móc doświadczyć zbawczej mocy narodzonego Chrystusa. Ani ja ani nikt inny nie może tego zrobić za ciebie, jeśli nie poznasz Chrystusa osobiście nie poznasz Go w ogóle.
Kolejny wniosek jest taki, że Bóg wzbudza sobie tych, którzy będą Mu chwałę oddawali. Jeśli my nie będziemy czcić Boga, jeśli my nie będziemy Go uwielbiać, jeśli my nie będziemy Mu posłuszni, to Bóg jest w mocy wzbudzić sobie ludzi, którzy będą to czynić. Jak uczynił to wtedy, gdy pobudził pogańskich magów, by przemierzyli taką trudną drogę oddać chwałę dzieciątku. Mogą to być ludzie, po których zupełnie byśmy się nie spodziewali, że się nawrócą, a jednak. W ten sposób Bóg zawstydził i ośmieszył tych, którzy w pierwszej kolejności powinni przybyć do Betlejem, a nie uczynili tego. Bóg także zawstydza dzisiejszą Europę i Amerykę północną, regiony świata, w których dał reformacje, które stały się wzorem reform dla innych. Kraje te doświadczyły wspaniałych przebudzeń duchowych. Dzięki Bożej łasce los tej części świata odmienił się i przyszła wolność i dobrobyt.  Ale co te kraje zrobiły z tym? Dzisiaj one odwracają się od Boga nadając prawa homoseksualistą. Chcą wpisywać do swoich konstytucji nowe definicje małżeństwa nazywając małżeństwem to, co nim nie jest. Zaczynają podważać rolę jakie wyznaczył nam Bóg przez nadanie płci i wiele innych rzeczy przeciw Bogu ustanawiają. Bóg Zawstydza ich w ten sposób, że zwraca się w inne regiony świata jak Azja, Afryka, Ameryka południowa i tam wzbudza sobie kościół wierny i oddany np. Chinach, Korea Południowa, Indie, Brazylia i być może za kilka lat stamtąd będą przyjeżdżali misjonarze do Europy i Stanów Zjednoczonych głosić ewangelię bezbożnemu światu zachodniemu.  Jeśli ty będąc wierzącym i uważając się za takiego nie weźmiesz sobie tego do serca, że jesteś powołany przez Boga, by Jego imię przez twoje życie było wywyższone. Nie weźmiesz sobie tego do serca, że masz być światłem dla tego ginącego świata to biada ci. Bo jeśli sól zwietrzeje to czymże ją nasolą? Na nic więcej już się nie przyda, tylko aby była precz wyrzucona i przez ludzi podeptana Mat. 5,13. Musimy pamiętać, że Bóg nie jest zależny od nas, od naszych kaprysów i naszych działań. On nie jest zależny od wpatrzonego w siebie zachodniego kościoła i kościół nie może Mu dyktować, co należy czynić. On nie istnieje ze względu nas, to my jesteśmy ze względu na Niego. Dlatego  w służbie Bogu należy być uważnym na jego działanie, by móc zaangażować się w Jego dzieło, to On jest Panem, a my mamy podążać za Nim.  
 Po czwarte przesłanie jakie niosą nam dzisiaj mędrcy ze wschodu to dokładność i niezawodność Boskiego planu. Boże zamiary odnośnie Chrystusa wypełniły się pomimo wielu przeciwników na przestrzeni setek lat historii. Również i tutaj nic nie było w stanie pokrzyżować planu Bożego. Nie był w stanie uczynić tego podejrzliwy Herod, który chciał się dowiedzieć o narodzeniu Jezusa by go zgładzić, chociaż kłamał, że chce Mu oddać pokłon(w. 8). Nie był w stanie pokrzyżować Bożych planów szatan, który stał za jego działaniami, a który już wielokrotnie próbował zgładzić Boży lód w Starym Testamencie, by Mesjasz się nigdy nie narodził. Bóg w doskonały sposób zrealizował to, co postanowił i doprowadził mędrców mimo różnych przeszkód dokładnie w miejsce gdzie Jezus przebywał.
Mateusza 2:9   Oni zaś, wysłuchawszy króla, odeszli. A oto gwiazda, którą ujrzeli na Wschodzie, wskazywała im drogę, a doszedłszy do miejsca, gdzie było dziecię, zatrzymała się.
Również i dzisiaj Boży plan jest niezachwiany, choć czasami może się wydawać, że tak nie jest, bo wszystko dzieje się przeciw Bogu. Ale on wciąż się realizuje i zmierza nieuchronnie do swojego kresu i na końcu okaże się Boża mądrość i Jego chwała. Dlatego to, czego potrzebujemy w naszym życiu, to więcej zaufania i wiary, czego uczą nas dzisiaj pogańscy magowie. Oni są gotowi wyruszyć choć nie wiedzą gdzie dokładnie dojdą i kogo tam spotkają. Są gotowi ponieść wielki trud i wysiłek żeby nie ominęło ich coś wielkiego.
 Jezus powiedział: Łukasza 12:32 Nie bój się, maleńka trzódko! Gdyż upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo.
To wezwanie Jezusa zachęca nas do przyłączenia się, do realizowania Jego planu i niesienia ewangelii w każde miejsce, w które Bóg nas postawi, a On będzie z Nami jak był z mędrcami, pasterzami i innymi, którzy byli mu posłuszni
Gdy magowie przybyli do Jezusa oddali Mu pokłon złożyli dary, złoto kadzidło i Mirrę. Dzisiaj te dary niewiele nam mówią z wyjątkiem złota. Złoto było symbolem królewskości i władzy (Obj. 4,4 14,14), mędrcy rozpoznali w Jezusie Króla Królów i Pana Panów na widok, którego zegnie się wszelkie kolano i każdy Język wyzna Jego panowanie. Kadzidło było żywiczną maścią zapachową o miłej wonności i prawdopodobnie jest symbolem uwielbienia oraz modlitwy co może oznaczać, że mędrcy widzieli w Jezusie Boga. ( Wyjścia  30,34-38 Obj 5,8). Mirra natomiast była pachnidłem, którym namaszczano ciała zmarłych w ten sposób stała się zapowiedzią cierpień Chrystusa za grzechy. Co ciekawe przybycie mędrców było wypełnieniem proroctwa z Psalmu 72
Psalm 72:10   Królowie Tarszysz i wysp niech przynoszą dary Królowie Saby i Seby niech złożą daninę!
72:11   Niech mu oddają pokłon wszyscy królowie, Niech mu służą wszystkie narody!
W ten sposób Bóg obwieszcza nam Króla, któremu będą kłaniać się narody, pokłońmy się i my.
Podsumowując
1.      Bóg przyjmuje tych, którzy uniżą się i zdadzą sobie sprawę, że potrzebują Zbawiciela.
2.      Ci, którzy są daleko mogą być dzisiaj blisko pod warunkiem, że uwierzą.
3.      Bóg powołuje sobie ludzi, którzy będą mu oddawali chwałę i nie jest zależny od nas.
4.      Boży plan jest dokładny i niezawodny, wypełni się w każdym calu i wszyscy będą musieli uznać w Jezusie Pana. Amen



czwartek, 9 stycznia 2014

Boża wola

Co to jest Boża wola i jak możemy ją rozpoznać?
Często zdarza się, że mamy trudności w zrozumieniu jaka jest wola Boga. Czy naprawdę Bóg chce pomagać mi w podejmowaniu decyzji w moim życiu? Czy Bóg nas prowadzi, a jeśli tak to w jaki sposób? To są pytania na które postaramy się odpowiedzieć w dzisiejszym studium.

Wola Boga co to jest?
Wola Boga nazywamy to, czego Bóg od nas oczekuje. Przeciętny człowiek ma mgliste pojęcie o tym co jest Bożą wolą. Najczęściej mówi że Boża wola jest bardzo tajemnicza i trudno ją rozpoznać. Inni mówią, że trzeba wiele wysiłku, by wiedzieć czego chce Bóg. Są też tacy, którzy twierdzą, że znają Bożą wolę, bo Bóg przyszedł do nich i powiedział im, co mają robić.
1.      Przeczytaj List Pawła do Efezjan 5,17 i powiedz czy możliwe jest rozpoznanie Bożej woli?
Jak Słowo Boże nazywa tych, którzy nie rozpoznali Bożej woli?
2.      Przeczytaj poniższe fragmenty Biblii i powiedz jaka jest Boża wola.
1Ts 4:3   Taka jest bowiem wola Boża: uświęcenie wasze, żebyście się powstrzymywali od wszeteczeństwa,
Bożą wolą jest by człowiek wzrastał w świętości i prawdzie Słowa Bożego. W tym wzrastaniu w świętości zawiera powstrzymywanie od grzesznych praktyk, jakie Paweł wymienia w dalszych wersetach.
Powstrzymywanie się od wszeteczeństwa, kłamstwa, oszustwa, namiętności rządzy (może to dotyczyć spraw seksualnych, ale także różnych innych rzeczy materialnych, a nawet jedzenie) chodzi o rzeczy, które rządzą nami i kontrolują nasze życie. Bożą wolą jest również miłość braterska, ciche i spokojne życie polegające na uczciwości, pracowitości i solidności.
1Ts 5:18   Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was.
Bożą wolą dla człowieka wierzącego jest postawa wdzięczności za wszystko co otrzymuje od Boga. Co to znaczy mieć postawę wdzięczności? Wdzięczność – uczucie będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie zobowiązania moralnego, chęć odwzajemnienia, podziękowania za coś. (Kolosan 2,7 Efezjan 5,20 nieustanne dziękczynienie) Filipian 4,6 brak troski z dziękczynieniem
 Jaka postawa jest sprzeczna z postawą wdzięczności? Narzekanie, niezadowolenie, niedocenianie i nie dostrzeganie tego co Bóg nam ofiaruje, marudzenie
1Piotra 2:15   Albowiem taka jest wola Boża, abyście dobrze czyniąc, zamykali usta niewiedzy ludzi głupich,
Kolejnym aspektem Bożej woli jest dobre przykładane życie niedające zgorszenia i powodów do stawiania nam zarzutów bezbożności czy niemoralności.
3.      Jakie jest nastawienie Psalmisty do wypełniania Bożej woli w Psalmie 40,9
4.      Kiedy Jezu mówi w Ew. Marka 3,35 o woli Bożej to czy Jezus mówi o szukani Bożej woli, czy o czynieniu Bożej woli? Co jest ważne i dlaczego?
Eezjan 6:6   Nie pełniąc służby dla oka, jakobyście chcieli ludziom się przypodobać, lecz jako słudzy Chrystusowi, którzy pełnią wolę Bożą z całej duszy.
5.      Tak więc w rzeczywistości Boża wola, to nie jest skomplikowana sprawa, wprost przeciwnie, Bóg w swoim słowie objawia nam 100% swojej woli. Nie chodzi tylko o prawo Boże dane w przykazaniach, ale o wszystkie rzeczy, które Bóg chce byśmy robili. Przyjrzyjmy się kilku wersetom: Kolosan 4,12 1 Jana 2,17
Wymień kilka nakazów Bożej woli, które znasz ze Słowa Bożego
6.      Często ludzie mają pragnienie rozpoznania Bożej woli i tego, by Bóg ich prowadził w podejmowaniu ważniejszych decyzji jak np: gdzie pracować, jaką szkołę wybrać, gdzie mieszkać, co robić w jakiejś sytuacji. Ale nie zawsze chcą wykonywać tą wolę Bożą która jest objawiona. Chcieliby, by Bóg wskazał im palcem, co mają robić w danej sytuacji, a nie robią tego, co Bóg już pokazał. Raczej powinniśmy wykonywać objawioną Bożą wolę, a Bóg poprowadzi nas w sprawach, które dotyczą naszego życia. Nie spodziewajmy się, że Bóg będzie nas prowadził, jeśli nie robimy tego co już nam nakazał czynić.
Mat 6:33, Mat 22,37-39, Mat 2,18-20, 1 Piotra 1,15 2 Piotra 3,18.
W Kaznodziei Salomona 15,22 Słowo Boże zachęca nas do korzystania z doradców, ale Psalm 1,1 wers przestrzega byśmy nie korzystali w naszym życiu z rad bezbożnych ludzi w podejmowaniu ważnych decyzji.
I chociaż nasze decyzje mogą być zgodne z tym co powiedzieliśmy powyżej o Bożej woli, to jednak,  może nam towarzyszyć niepewność czy Bóg nas prowadzi, ale jeśli jesteśmy posłuszni Bogu w tym co nam powiedział, to możemy modlić się i prosić Go o przekonanie czy to co wybieramy jest Bożą wolą.
Przeczytajmy fragmenty: Księga Sędziów 6,36 1 Księga Samuela rodz. 1


Łączna liczba wyświetleń