piątek, 25 marca 2016

Wielki piątek, dzień smutku który przyniesie zwycięstwo. Ew Marka 15,16-20; 29-32


Drodzy Wielki piątek to jest dzień wspomina męki Krzyża naszego Pana Jezusa Chrystusa. Patrzymy dzisiaj na to wydarzenie jako na dzień naszego zbawienia, jako na dzień naszego odkupienia, dzień zwycięstwa dlatego że patrzymy w kontekście zmartwychwstania. Ale wtedy w ten mroczny dzień nikt tego zwycięstwa po za Panem Jezusem nie widział ( no może jeszcze przeciwnicy Jezusa, ale nie o takim zwycięstwie mówimy). Widzieli raczej umęczonego zakrwawionego i przybitego do krzyża człowieka. Widzieli raczej porażkę zarówno uczniowie jak i sympatycy Jezusa. Widzieli że ten w którego wierzyli w którym pokładali nadzieje, od którego czerpali pociechę i zachętę przez ostatnie miesiące teraz umiera haniebną i wymowną śmiercią na drzewie Krzyża z ręki pogan. Aż niesamowite, że Bóg pozwolił na to, że Jego jednorodzony Syn został tak upodlony. Ten dla którego wszechświat stworzył, Ten dla którego i przez którego istnieje wszystko i my przez Niego istniejemy. Ten został zabrany przez wojsko, włożono mu na głowę koronę cierniową i płaszcz purpurowy po to, żeby wyśmiewać i drwić z Niego. Później bito Go po głowie, pluto na Niego, biczowano Go i strasznie Go sponiewierano. Następnie wyprowadzono Jezusa na ukrzyżowanie jak to zwykle czyniono z przestępcami. Inni którzy widzieli Pana niosącego krzyż, złorzeczyli Mu, bluźnili Mu. Mówili, dobrze ci tak, doigrałeś się, gdzie teraz jest twój Bóg. Także przywódcy religijni tamtych czasów, nie wystarczyło im że doprowadzili do Jego śmierć przez sfabrykowane dowody i fałszywe oskarżenia, ale jeszcze teraz śmiali się z tego umęczonego człowieka (w 31) i bluźnili Mu.   
Z pewnością apostołowie i inni Jego uczniowie w ten dzień zastanawiali się czy rzeczywiście On jest tym Mesjaszem i Zbawicielem którego zapowiadali prorocy? Przecież gdyby był, to Bóg nie pozwoliłby na to, by umarł jako przeklęty, bo z tym wiązało się zawiśnięcie na drzewie. Proroctwo mówiło, że każdy przestępca ma zawisnąć na drzewie (Pwt 21, 22-23 Gal 3,13), przeklęty kto zawisł na drzewie. Więc jakie myśli mogły przychodzić do głowy zwolennikom Jezusa, gdy widzieli Go wiszącego na Krzyżu?  Jakie nam by przyszły myśli gdybyśmy widzieli Go w tamten dzień tak zbitego, umęczonego, powieszonego na miejscu hańby ?
Tak więc Wielki Piątek z jednej strony był dniem triumfu zła, szatan się cieszył, a z nim przeciwnicy Jezusa, uczniowie byli zrezygnowani, Chrystus zamordowany, kobiety zapłakane, sprawiedliwi patrzący na ten spektakl niesprawiedliwości przygnębieni!
A z drugiej strony Wielki Piątek jest dniem zwycięstwa, zwycięstwa którego jeszcze nie widać, zwycięstwa które nadchodzi, zwycięstwa które dokonuje się w słabości, Zwycięstwa które objawi się w niedzielny poranek. Aż chce się powiedzieć jakże dziwny jest nasz Bóg, jak niewybadane są ścieżki Jego i niezgłębione drogi Jego (Rzym 11,33). Tam gdzie człowiek widzi śmierć i przegraną, tam Bóg szykuje życie i zwycięstwo. I w tym sensie Wielki Piątek przypomina mi dzisiejszą naszą rzeczywistość w której się znajdujemy.  Z jednej strony wielu chrześcijan jest zrezygnowanych, niektórzy mordowani inni jakby się poddali, w niektórych miejscach światło ewangelii zanikło niemal całkowicie, a kościół jest powalony i rozbity. Czasami wydaje się jakby szatan triumfował i wygrywa kolejne bitwy, czasami dzieje się to, w naszych rodzinach, wśród naszych bliskich. Czasami w naszym osobistym życiu, gdy upadamy, gdy jesteśmy zniechęceni, gdy nie mamy siły się modlić i czytać Słowa Bożego. Czasami wydaje się jakby szatan zwyciężał poszerzając zakres swojej władzy przez szerzenie coraz większej bezbożności, rebelii przeciw Bogu i Jego ewangelii rozprzestrzeniając  niemoralność, ateizm, fałszywe religie, podważając wiarygodność Słowa Bożego i siejąc zwątpienie w ludzkich sercach.
 Ale tak się tylko wydaje, bo w śmierci Jezusa mamy zwycięstwo. Zwycięstwo które już stało się faktem w naszym życiu, zwycięstwo polegające na tym, że wtedy kiedy uwierzyliśmy w Chrystusa nasze grzechy zostały przebaczone, potępienie z nas zdjęte, zmartwychwstanie przypieczętowane krwią Jezusa, a Boży gniew który zwracał się przeciw nam przemienił się w pokój z Bogiem i wewnętrzną duchową radość. Teraz w wyniku wiary w Jezusa Bóg stał się naszym Ojcem do którego zwracamy się „Abba” (słowo wyrażające szczególną bliskość z Bogiem, odpowiednik polskiego „tata”) (Gal 4,6). Wcześniej mieliśmy w Bogu naszego przeciwnika, ale teraz będąc w Chrystusie mamy, obrońcę, pocieszyciela, wspomożyciela, bliskiego rodzica który naprawdę się o nas troszczy i jedyne na czym Mu zależy w naszym życiu, to nasze dobro. Dlatego że w ten mroczny dzień w ten ponury piątek Jezus wziął na siebie całe nasze przekleństwo, nasze oddzielenie od Boga, naszą niesprawiedliwość, nasze potępienie. I ten piątek musiał tak wyglądać, musiał wyglądać tak strasznie, bo ohyda grzechu musiała się objawić i objawiła się na Jezusie. Cały Boży gniew w ten dzień wylał się na Niego. Chociaż on grzechu nie popełnił i nie było w Nim żadnej niesprawiedliwości (1 Pio 2,22) i nie uczynił nic z powodu czego na śmierć miałby zasługiwać. Jednak upodobało się Bogu za nas, go grzechem uczynić (2 Kor 5,21), On zmarł w nasze miejsce, a Jego ranami jesteśmy uleczeni (Izaj 53,5).  Boża sprawiedliwość i świętość okazała się na Chrystusie w Jego cierpieniach, w każdym uderzeniu bicza, w każdej zniewadze, w każdym opluciu, w każdym wbitym gwoździu i w każdym zbolałym oddechu Pana Jezusa. Może powie mi ktoś w jaki sposób Boża sprawiedliwość i Boża świętość okazała się na Chrystusie w wielki piątek? Ano w taki sposób, że Bóg na Chrystusie pokazał, że grzech budzi w Nim największą odrazę, wzbudza Jego gniew i musi być ukarany. W taki sposób, że grzech w Nim (w Chrystusie) został potępiony. Słuszne żądania sprawiedliwości Bożej na Nim się okazały i Bóg przez cierpienia Jezusa okazał się Jako Święty.
Dlatego dzisiaj nie ma  żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie, dla tych, którzy uwierzyli, dla tych którzy przez moc śmierci i zmartwychwstania Chrystusa ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami.
Dlatego że On, Jezus jak czytamy w liście Piotra
1Piotra  2:24  …grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego sińce uleczyły was.
Więc, wielki piątek przypomina mi, że pomimo całej niesprawiedliwości będącej jeszcze na świecie, pomimo mojej słabości i moich upadków, pomimo różnych tragedii i porażek których doświadczamy, pomimo prześladowań, chorób i cierpienia stoi przed nami zwycięstwo. Zwycięstwo które objawi się w odpowiednim czasie kiedy nasz Pan Jezus powróci, kiedy ukaże się na niebie, gdy ujrzy Go każde oko, gdy będzie podziwiany i wychwalany przez wszystkich którzy mu zaufali. Wtedy i my odpoczniemy od wszystkich dzieł swoich, wtedy my zatriumfujemy i będziemy świętować razem z Nim w Jego królestwie. Dla nas którzy Mu zaufaliśmy najlepsze dopiero jest przed nami. Myśląc o tym nie straszny mi każdy kolejny dzień, bo każdy dzień nawet wśród łez i doświadczeń przybliża mnie do spotkania z Panem. Nie znajduje w niczym innym tutaj na ziemi takiego pocieszenia i posilenia jakie mam w Chrystusie, bo wszystko co ziemskie przemija i ma wartość tymczasową. Chrystus natomiast jest wieczny, a wraz z Nim ci którzy w Niego uwierzyli.
Chwała, splendor i nagroda, która czeka tych co Mu zaufali i stali się Jego uczniami jest nieporównywalnie większa niż wszelkie doświadczenia, trudności i problemy, choćby najgorsze tu na ziemi.
Apostoł Paweł wyraził to w ten sposób
Rzymian 8:18  Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się nam objawić.
Drodzy w tym smutku krzyża w Wielki Piątek jest również zwycięstwo i radość.  Gdy nie widzimy tego w Ewangelii, gdy zatrzymujemy na samej śmierci Jezusa, a nie widzimy nadchodzącego zwycięstwa, to również nie będziemy doświadczać zwycięstwa w naszym osobistym życiu. To co przemieniło apostołów, to co sprawiło że stali się innymi nowymi ludźmi, to zmartwychwstały Chrystus. To co sprawia że wciąż mi się chce wstawać rano, dawać świadectwo o Chrystusie, żyć na jego chwałę, uśmiechać się, służyć innym to nadzieja która jest przede mną. Dlatego że ta moja nadzieja nie zatrzymuje się tylko na śmierci, ale Krzyż Chrystusa ma nas prowadzić do życia. Prawdopodobnie w Wielki Piątek byliśmy albo jeszcze będziemy świadkami różnych ceremonii związanych ze śmiercią Jezusa, może będą to jakieś drogi krzyżowe, może w telewizji pokażą jak na filipinach lub w innych miejscach na znak wspominania śmierci Jezusa ludzie przybijają się do krzyża. Ale to co Bóg chce przez Krzyż Jezusa uzyskać w naszym życiu to, to byśmy żyli w mocy tego krzyża. To, to by krzyż Chrystusa doprowadził nas do pokuty, do wiary w Jezusa do zwycięstwa nad naszymi grzechami i do poddania się Chrystusowi, bo tylko takie wspominanie Krzyża prowadzi nas do zbawienia. Dzisiaj zbyt często Krzyż na którym Chrystus umarł postrzegany jest wyłącznie jako symbol religijny, a zbyt rzadko jako miejsce gdzie Bóg zgładził wszystkie moje grzechy. Jako miejsce gdzie mogę przyjść i zostawić cały swój ciężar, swoją winę, mój wstyd i moje potępienie. I jest to jedyne miejsce gdzie mogę to uczynić. Nigdzie w świecie nie znajdę ani takiego miejsca, ani takiej osoby która uwolni mnie od ogromnego brzemienia mojej winy, poczucia niespełnienia i ludzkiej beznadziei i Bożego gniewu jak wyłącznie pod Krzyżem Chrystusa. Jest tak dlatego że Chrystus jako jedyny zapłacił za nasze grzechy i jako jedyny ma moc i prawo ciężar naszych grzechów z nas zdjąć.
W 2 Liście ap. Pawła do Koryntian Czytamy
2 Koryntian 5:21  On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą.
Mam przed oczami obraz ze znanej książki „Wędrówka Pielgrzyma” kiedy pan chrześcijanin nosi na plecach ogromny ciężar i nikt nie jest w stanie mu pomóc w zdjęciu tego bagażu. Dopiero ulgę znajduje pod Krzyżem. Gdy przychodzi pod Krzyż i prosi o zdjęcie ciężaru , plecak, który nosił całe życie spada bez najmniejszego wysiłku. To co wcześniej próbowało wielu, psycholodzy, poradniki jak prowadzić szczęśliwe życie, religia, uciechy tego świata,, przyjaciele, rodzina, nic nie pomagało. A Chrystus zdjął ten ciężar bez najmniejszego wysiłku, wszak On powiedział pójdźcie do mnie wszyscy którzy jesteście spracowani i obciążeni a ja dam wam odpocznienie (Mat 11,28). Przyjdźmy do Jezusa, a on zdejmie z nas ciężar naszych grzechów i przychodźmy do niego cały czas, by wciąż oczyszczał nas i uwalniał.
Dzisiaj Krzyż Chrystusa zbyt często jest postrzegany wyłącznie jako miejsce kaźni, a zbyt rzadko jako miejsce zwycięstwa. Przede wszystkim zwycięstwa Jezusa nad grzechem, szatanem i światem, ale też naszego zwycięstwa, które mamy w Chrystusie. To nasze zwycięstwo polega na tym, że nie zginę, ocaleje, Bóg okazał mi łaskę i dał swego Syna, aby każdy kto wierzy w Niego nie zginął, ale miał życie wieczne (Jan 3,16).
Tak więc Krzyż Chrystusa to miejsce nadziei dlatego śpiewamy „jakże kocham ten szorstki Krzyż na nim Pan moc piekielną zmógł”. Jezus na nim pokonał największych naszych wrogów. Przez Jego hańbę, jego wyśmianie, Jego wyszydzenie, oplucie i ukrzyżowanie mamy zwycięstwo. Zwycięstwo nad śmiercią, nad grzechem, nad diabłem i nad tym światem. Nad śmiercią dlatego że zawierzając Chrystusowi siebie przechodzimy ze śmierci do życia (J 11,25), nad grzechem dlatego, że prawda Ewangelii nas wyswobadza i daje nam moc żyć w Boży sposób. Grzech w Chrystusie traci wobec nas swoją moc, którą uzyskał po upadku w raju (Jana 8,32). Nad szatanem dlatego że diabeł stracił nad nami swoją władzę, bo Chrystus wyrwał nas z mocy ciemności (Kol 1,13). Nad światem dlatego, że już nie musimy żyć w mocy tego świata posłuszni jego modzie, jego wartościom, jego filozofii, jego dążeniem, on przemija (świat), a my żyjemy na wieki.
Drodzy krótko podsumowując.
Wielki Piątek to z jednej strony smutny dzień, ale ten smutek przemieni się w radość już w niedzielę kiedy świętujemy zwycięstwo naszego Pana. Wielki piątek mówi nam, że Bóg ma moc w największym cierpieniu i w największej porażce przynieść zwycięstwo, pomoc oraz ratunek. Wielki piątek przypomina nam, że nie rzeczami znikomymi, srebrem czy złotem zostaliśmy kupieni, ale drogą krwią Chrystusa, dlatego powinniśmy Pana darzyć największą miłością okazując Mu posłuszeństwo. I w końcu wielki Piątek wzywa każdego z nas, byśmy przyszli pod Krzyż bo jedynie tam doświadczymy przebaczenia, uwolnienia i Zbawienia. „Przyjdź pod Krzyż z ciężarem swych win” mówi jedna z pieśni a z pewnością będziesz żył,  Amen


niedziela, 13 marca 2016

Istota wielkiej wiary Ew. Mateusza 15,21-28


Drodzy dzisiaj przyjrzymy się historii, gdy Pan Jezus okazał miłosierdzie pogańskiej kobiecie, Kananejce, która prosiła Go, by wyzwolił jej córkę od opętania demonicznego. To co jest najważniejsze w tej historii, to na co Bóg chce nam dzisiaj wskazać, to istota wielkiej wiary. Pan Jezus powiedział do tej kobiety w 28 wierszu że wielka jest jej wiara. Jak widzimy czytając Biblię że wiara w Boga, zaufanie Bogu może mieć różne poziomy. Czytamy w Nowym Testamencie o małej wierze, słabej wierze np Mat 8,26 i czytamy także o wielkiej wierze. Wierze wobec której pan Jezus nawet był zdziwiony (Łuk 7,9) jak wiara setnika, a teraz wiara kobiety kananejskiej. W rzeczywistości Pan Jezus powiedział do tej kobiety, że jej wiara jest ogromna, wielka, mega wiara.
Takiej wiary jak wiara tej pogańskiej kobiety życzę sobie i każdemu z was.
Teraz przyjrzyjmy się tej historii. Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Opuścił Galileę i udał sięw rejony pogańskie. Jest to dosyć niezwykłe, bo cała służba Jezusa skupiała się w rejonie Palestyny. Co prawda pozabiblijne źródła mówią, że Jezus był w Indiach i nauczał w klasztorach buddyjskich. Rewelacje te pochodzą od Nikołaja Notowicza rosyjskiego podróżnika i dziennikarza, który rzekomo odnalazł w buddyjskim klasztorze wzmianki dotyczące Jezusa, że Jezus pobierał nauki od buddyjskich mnichów. Później Notowicz napisał głośną książkę „Nieznane Życie Jezusa”, która jest popularna w środowiskach „New Age”. Ale trzeba powiedzieć, że te informacje są zupełnie nieprawdziwe. Diabeł robi wszystko, by wykrzywić obraz Chrystusa i uczynić z Niego jednego z wielu i pozbawić Go boskości. Pan Jezus całe swoje życie spędził w rejonie Palestyny i bardzo rzadko udawał się poza jej okolice. Chociażby z tego powodu dzisiejszy fragment jest wyjątkowy. Jeśli chcielibyśmy na dzisiejszej mapie odnaleźć rejon, gdzie ta historia miała miejsce, to musielibyśmy szukać w południowej  części Libanu na północ i północny zachód od Palestyny. Prawdopodobnie Pan Jezus udał się w te okolice, by trochę odpocząć i przygotować uczniów na ostatnie wydarzenia co bardziej szczegółowo podaje ewangelista Marek, że z powodu popularności Jezus nigdzie nie mógł się ukryć (Mk 7,24). Również napięcie wokół Jezusa każdego dnia narastało, przywódcy religijni nienawidzili Go coraz bardziej i pragnęli Pana zamordować. Herod był zaniepokojony Jego popularnością i zastanawiał się co z Nim zrobić. Z pewnością nie miałby oporu zgładzić Jezusa gdyby nadarzyła się okazja jak wcześniej postąpił z Janem. Mieszkańcy Galilei natomiast widzieli w Jezusie politycznego przywódcę, rewolucjonistę, króla, który poprowadzi lud przeciw Rzymowi. Później, gdy ich rozczarował skandowali „na krzyż z Nim”!   
Do Jego śmierci w Jerozolimie od tych wydarzeń pozostało około roku. W rejonach Palestyny, gdzie pełnił publiczną służbę nie mógł liczyć nawet na chwilę wytchnienia, był zbyt popularną osobą. Gdziekolwiek się pojawił zaraz wokół Niego były tłumy. Musiał udać się w rejony pogańskie, by tam mieć czas ze swoimi uczniami i wzmocnić się przed męką Krzyża.
Ale Jego popularność rozchodziła się daleko poza Galileę i wcześniej czytamy u Marka 3,8 że wielu ludzi z okolic Tyru i Sydonu przynosiło swoich chorych do Niego, gdy uzdrawiał w Galilei. Stąd nie dziwi nas, że gdy pojawił się w okolicach pogańskich został i tam rozpoznany przez tą Kananejkę.
To jest niesamowite, że Pan nie tylko rozmawiał z tą kobietą, ale wysłuchał jej wołania i okazał jej miłosierdzie pomimo tego, że Jego służba w tym czasie ograniczała się wyłącznie do Izraela(w 24). Ewangelia dopiero miała rozejść się do pogan, gdy Izrael odrzuci swojego Mesjasza. Kobieta ta w oczach każdego Żyda byłaby nieczysta i żaden szanujący się Izraelita nie zadawałby się z nią. Jednak Pan Jezus nie byłby tym kim był, gdyby nie okazał jej miłosierdzia, a mianowicie miłujący i litującym się Bogiem, Zbawicielem tych, którzy u Niego szukają pomocy.
Kananejka
Pamiętacie Kananejczyków ze Starego Testamentu co to byli za ludzie? Kananejczycy byli pierwotnymi mieszkańcami ziemi obiecanej do której Bóg miał wprowadzić Izraela. Jak wiemy Bóg nakazał Izraelowi wytępić wszystkich Kananejczyków (Pwt Prawa 20,17)  i jedyny powód dla którego żyje ta kobieta jest taki, że Izrael okazał się nieposłuszny swojej misji. Ale Bóg jest tak wielki i wspaniały, że nawet w naszym nieposłuszeństwie potrafi odebrać sobie chwałę jak mówi (Ps 76,11) że nawet gniew ludzki przysparza Mu sławy.
Widać, że kobieta ta wcześniej musiała w jakiś sposób nawrócić się do Boga i odrzuciła swoje bóstwa. Wiara jej ojców nie mogła nasycić jej duszy, bo była pusta i martwa oparta o marności, które nie mogą pomóc (2 Król 17,15). Może nawet miała okazje mieć już kontakt z Chrystusem, gdy nauczał w Galilei lub słyszała o Nim, bo tutaj wykazuje niebywałą znajomość proroctw Starego Testamentu i nazywa Jezusa Synem Dawida przypisując Mu w ten sposób funkcje mesjańskie. Wszystko wskazuje na to, że jej wiara to wiara która prowadzi do Zbawienia. Określenie bowiem Syn Dawida było zarezerwowane dla przyszłego potomka Dawida, który miał królować na wzór Dawida.
Pan Jezus nazywa jej wiarę wielką wiarą, wiarą właściwą, mega wiarą. Oczywiście musimy wziąć pod uwagę, że wiara tej poganki jest wielka w stosunku do jej objawienia, do jej wiedzy jaką miała o Chrystusie. Pomimo pogańskiego pochodzenia i minimalnej znajomości Starego Testamentu uwierzyła w Chrystusa. Wiele osób z kręgów Jezusa miało o wiele więcej niż ta kobieta, np. uczniowie codziennie widzieli Pana Jezusa czyniącego niezwykłe rzeczy i przemawiającego z wielką mocą, a jednak ciężko było im zaufać nie mówiąc już o tych którzy w ogóle nie uwierzyli jak wielu Faryzeuszy i uczonych w piśmie.
Teraz chciałbym podać na podstawie tego fragmentu 4 cechy wielkiej wiary jaką miała ta kobieta.
1.      Pierwszą cechą wielkiej wiary o której mówi ten fragment jest właściwy obiekt wiary.
Wiara by mogła być przed Bogiem wartościowa i mogła być określana jako wielka musi mieć właściwy kierunek. Nie możemy mówić że ktoś ma wielką wiarę, gdy jest oddany fałszywym bogom lub ufa niewłaściwym rzeczom. Wiara tej kobiety dlatego była wielka, bo jej kierunkiem był Jezus Chrystus. Jak wielu ludzi wokół nas dzisiaj mówi że ma wielką wiarę, że wierzą z całego serca że mogą osiągnąć sukces w biznesie, w życiu rodzinnym, sukces zawodowy, czy cokolwiek innego. XX i XXI wiek jest czasem eksplozji literatury na temat wiary, ale często wiary w cokolwiek. Wystarczy byś wierzył, a możesz spełnić wszystkie swoje marzenia głosi Dr Wayne i podobny tytuł nosi jego książka. Lub inne tytuły jak np. „siła pozytywnych myśli” lub „siła wyznawania” „siła umysłu” itp. Filozofia ta wniknęła również do kościoła i dla wielu Bóg stał się tylko środkiem do spełnienia ich pragnień.  Nie ma znaczenia w co wierzysz, ważne byś wierzył dostatecznie mocno, a wszystko będzie dobrze. Wielu ludzi wierzy w miłość, inni w muzykę, jeszcze inni w siłę swojego umysłu, swoje umiejętności, silną wolę, zdrowe odżywianie, uprawianie sportu. Jeszcze inni wierzą w innych wybitnych ludzi, polityków, teologów, filozofów i swoich idoli. Ale taka wiara na nic się zda, taka wiara jest głupia i bezsensowna, bo nie może naprawdę pomóc i dać pewnej nadziei. Taka wiara nie może nikogo z nas zbawić i jedynie doprowadzi ludzi do piekła. Żeby wiara miała naprawdę sens i mogła być źródłem pewnej nadziei i mocnym oparciem musi mieć właściwy obiekt. Możesz wyskoczyć z samolotu, gdy masz spadochron na plecach i wtedy możesz wierzyć, że bezpiecznie wylądujesz. Ale gdybyś wyskoczył z samolotu bez spadochronu i cieszył się że lecisz i zraz będziesz bezpieczny na ziemi, to byłoby to niedorzeczne. Na jakiej podstawie masz taką pewność? Na czym opierasz swoją ufność? Dlaczego twierdzisz, że wszystko będzie dobrze, na jakiej podstawie to mówisz? Jedną z najgłupszych rzeczy jakie słyszę gdy ludzie pocieszają ciężko chorych i umierających niewierzących w Jezusa, że wszystko będzie dobrze. Nie, nie możemy tak komuś mówić kto nie ma nadziei w Chrystusie. Jeśli nie zaufasz Chrystusowi, jeśli nie uwierzysz w Niego, jeśli nie oddasz mu swojego życia, nic nie będzie dobrze. Jeszcze raz spytam, na czym opierasz swoją ufność? Dlaczego pocieszamy kogoś, że wszystko będzie w porządku jeśli On nie ma nadziei w Chrystusie? Tylko właściwy obiekt naszej wiary daje nam pewność, że się nie zawiedziemy. Nasze pobożne życzenie i wiara w rzeczy nieprawdziwe, choćby nie wiem jak silna, nie mogą dać nam bezpieczeństwa. Jak w życiu tej kobiety, cała jej wiara w religie swoich ojców, wiara w jej bogów na nic się zdała w sytuacji, gdy jej córka została opętana przez demona. Ta sytuacja doprowadziła ją do przekonania, że jej ufność dotychczas była złożona w bajkach. Ona porzuciła to wszystko i przyszła szukać pomocy u Jezusa.
Tak więc, by Bóg mógł o twojej wierze powiedzieć, że jest duża i silna musi opierać się na Chrystusie. Jedynie taka wiara przeprowadzi cię przez największe doświadczenia życia, a co najważniejsze przeprowadzi nas również przez śmierć jak mówi psalm 48 wiersz 5
„…To jest Bóg, Bóg nasz na wieki wieków. On nas prowadzi poza śmierć”.

2.      Druga zaś rzecz, że istotą wielkiej wiary jest duch skruszony.
Wielka wiara w Biblii zawsze jest skruszona, a człowiek złamany.
W Psalmie 51 czytamy
Psalm 51:19  Ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony, Sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże.
Zwróćcie uwagę na tą pogańską kobietę w jakiej postawie on przyszła do Jezusa, jak się zachowywała, jakie miała serce? Ona wołała „Zmiłuj się nade mną, Panie, Synu Dawida”! Ona prosiła Go o miłosierdzie, by okazał jej łaskę. Ona mówiła wiem, że nie jestem godna, wiem, że nie zasłużyłam, nie należy mi się to, ale błagam cię okaż mi miłosierdzie. Byłem kiedyś na pewnym nabożeństwie miałem mówić tam kazanie. Przed moim wystąpieniem poproszono pewną siostrę z tego Zboru o podzielenie się świadectwem. Już nie pamiętam jaka była treść tego świadectwa. Ale jedno pamiętam bardzo dobrze, kobieta ta mówiła, że zasługujemy na Bożą łaskę, że jesteśmy godni tego, by Bóg uczynił wielkie rzeczy w naszym życiu, że Bóg jest z nas dumny i zadowolony i cieszy się z nas. Ja słucham tego wszystkiego i myślę sobie co ona gada! To jest zupełnie sprzeczne z ewangelicznym przesłaniem, to nie jest ewangelia, to jest anty-ewangelia. Jak tylko ona skończyła pierwsze co powiedziałem przed kazaniem, to mówię „słuchajcie, jedno muszę wyjaśnić, ewangelia polega na tym, że nie zasługujemy na nią, że nie jesteśmy jej godni i nic poza gniewem Bożym nam się nie należy, ale Bóg okazał nam miłosierdzie i posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa na Krzyż byśmy wierząc w Niego mogli dostąpić odpuszczenia grzechów. I dopiero mogłem zacząć swoje kazanie.
Tak, duch skruszony, duch złamany, czym większa wiara tym większe poczucie w moim sercu, że nie zasługuje na Boże miłosierdzie, nie zasługuje na Bożą łaskę. Wiem jak wielkim jestem grzesznikiem, wiem że zasługiwałem na potępienie i nie byłoby dla mnie żądnej nadziei, gdyby Pan nie okazał mi miłosierdzia. Wydaje się, że ta kobieta rozumiała do bardzo dobrze, ona przyszła do Jezusa i błagała Go. Nie przyszła do niego tak, jak dzisiaj przychodzi wielu chrześcijan z żądaniem, „Boże musisz mi dać”, „Boże musisz mnie wysłuchać wszak jestem twoim dzieckiem”. Coś się stało z ewangelią w naszych czasach, już w wielu miejscach przestała ona zadawać śmierć naszemu „ja”, cielesnemu człowiekowi. Teraz w wielu miejscach usłysz, że jesteś ważny dla Boga, że zasługujesz na Bożą łaskę, usłyszysz jak bardzo Bóg cię kocha i jak wiele rzeczy chce ci dać. Usłyszysz, że Bóg istnieje dla ciebie, a nie ty dla Boga. Może nie tak dosłownie ale w przesłaniu zamiast w centrum Bóg, w centrum będzie człowiek.
Jednak jeśli nie przyjdziemy do Jezusa jako skruszeni w poczuciu, że nie zasługujemy na Jego miłość, Jego miłosierdzie nic od Niego nie otrzymamy. Wiele osób dzisiaj ma żal do Boga z powodu choroby, niepowodzeń i porażek w swoim życiu w przekonaniu, że należy się im od Boga zdrowie, bogactwo, powodzenie. To co się nam należy, to piekło! Jeśli pragniesz żeby Bóg ci to dał, to co ci się od Niego należy, to proszę bardzo! Ja jednak pragnę Jego miłosierdzia i łaski jak ta skruszona kobieta, która przyszła do Niego.
Musimy sobie uświadomić, że bez skruchy nie ma wiary, a tym bardziej wielkiej wiary. Wielka wiara pociąga za sobą głęboką skruchę. Charles Spugeron znany kaznodzieja kiedyś powiedział „że wiara i pokuta są jak bliźnięta syjamskie ze sobą połączone. Wiara i pokuta są jak dwie szprychy w tym samym kole lub dwa uchwyty tego samego pługa”

3.      Kolejny element wielkiej wiary z tej historii jest taki, że wielka wiara się nie zniechęca i się nie poddaje.
Zobacz ile przeszkód Jezus postawił przed tą kobietą zanim wypędził demona z jej córki. Najpierw Pan Jezus nie reaguje na jej prośby. Ona woła do Niego, by się nad nią zmiłował. Zauważyli to nawet apostołowie i ścisnęło ich serce że tak błaga ta kobieta, a Jezus nie reaguje 23 wiersz. Oni mówili żeby Jezus ją odprawił, uzdrowił, pomógł jej, bo ona nie przestaje prosić o litość. Czy Jezus był nieczuły na jej krzywdę, zamknięty na jej potrzebę, czy nie widział jak jest jej ciężko? Oczywiście wiedział i widział jednak chciał jej wysiłku, by jej wiara rozwinęła się i okazała prawdziwa. Tak wielu ludzi otrzymało w Galilei od Niego pomoc w łatwy sposób przy minimalnym wkładzie. I co z tym zrobili? Nic, zupełnie nic. Niektórzy nawet uwierzyli w Niego czytamy w Jana 8,31; 3,23 ale była to wiara płytka, wiara która szybko się zniechęcała, gdy Jezus wymagał większego oddania. Przypomnijcie sobie tych, którzy odeszli od niego kiedy mówił że kto nie je Jego ciała i nie pije Jego krwi nie może być Jego uczniem. Po tych słowach wielu się zgorszyło i odeszło (Jana 6,66). Wielu otrzymało od Niego uzdrowienie, nakarmienie, pocieszenie, ale nie przekuło się to na prawdziwe nawrócenie. Teraz Jezus utrudnia tej kobiecie widząc, że jej wiara to nie jest słomiany zapał i chce, by się to objawiło w całej pełni.
W końcu mówi, „że został posłany tylko do owiec zaginionych z domu Izraela”. Postawił jej kolejną przeszkodę, to tak jakby jej powiedział, że pomoc dla niej jest pod dużym znakiem zapytania, bo nie jest Żydówką. Przecież Jezus pomagał już ludziom z poza narodu Izraelskiego np. słudze setnika, czy ci którzy podczas Jego służby w Galilei przyszli z Tyru i Sydonu i uzdrawiał ich. A tu taka dziwna odpowiedź, kolejna przeszkoda by ją zniechęcić. Wielu w tej chwili uniosłoby się dumą i powiedziało „co myślisz że Żydzi są lepsi od nas, jeśli tak to nie chce od ciebie pomocy”.
To podobnie tak jakbyśmy powiedzieli komuś, kto potrzebowałby pomocy od nas, że nie pomożemy mu, bo nie jest członkiem naszego kościoła.
Jednak Jezus nie mówił tego, bo nie chciał jej pomóc, ale powiedział to dając znać, że w pierwszej kolejności jego zbawcza działalność dotyczyła Izraela i ta misja jeszcze się nie zakończyła. Po tym jak Izrael odrzucił swego Mesjasza, Jezus wysyła uczniów na cały świat, do wszystkich narodów (Mat 28,18). Nawet po tak ciężkich słowach ta kobieta się nie zniechęciła, nie obraziła się, nie odwróciła dumnie i nie odeszła jak inni, którym Jezus mówił prawdę. Jak wielu ludzi dzisiaj przestaje wołać do Boga, modlić się do Jezusa, gdy na jedno ich zawołanie Bóg nie odpowiada? Jak wiele osób uważa, że chrześcijaństwo to fikcja, a Jezus nadal jest martwy, bo wtedy gdy wołali do Niego On nie przyszedł na ich zawołanie, nie pomógł im i nie odmienił ich życia. Czasami więźniowie mówią mi, że modlą się do Jezusa i ten nie odpowiada, zapraszają Go do swego życia, a On nie przychodzi. Często mówię im, wołaj tak długo aż On odpowie, wołaj tak długo aż się zmiłuje nad tobą. Ale dla wielu z nich, to zbyt wiele już nie czynią nic więcej. Z tego też powodu nic w ich życiu się nie zmienia.
Teraz kobieta przychodzi do samego Jezusa i składa mu pokłon (w. 25). Dotąd była w pewnym oddaleniu, ale teraz błaga Go przed jego nogami. I znowu Jezus stawia jej kolejną przeszkodę mówiąc „że niedobrze jest brać chleb dzieci i rzucać szczekniętą” (w 26). Inaczej mówiąc Jezus uświadamia ją, że nie byłoby w porządku pomóc jej przed Izraelem. A nawet porównuje ją do szczeniaka, do psa. Żydzi uważali pogan za nieczystych i porównywali ich do psów, ale co ciekawe były dwa słowa w języku greckim na psa. Pierwsze słowo to „Kyon” i oznaczało psa, kundla w nowotestamentowym sensie coś nieczystego. Słowo to mamy np. użyte w tekście Mat 7,6 Nie dawajcie psom tego, co święte… lub Filip 3,2 strzeżcie się psów, strzeżcie się złych pracowników…. A tutaj w naszym tekście Pan Jezus używa innego słowa na określenie tej kobiety, używa słowa „kynarion” i słowo to oznacza małego szczeniaka. Kogoś kto kręci się przy biesiadującej rodzinie mając nadzieje, że spadnie mu jakiś kęs. Więc zwrot Jezusa do tej kobiety nie jest pogardliwy, nie jest taki że ona jest nieczysta i nic od Boga nie otrzyma. Raczej Jezus chce jej uświadomić, że nie byłoby dobrze, by otrzymała to teraz, gdy domownicy jeszcze się nie nasycili. Wyraźnie, ale delikatnie chce jej powiedzieć że nie jest to dobry czas. Ale i tym razem kobieta ta nie zniechęca się, jej wiara jest niesamowita. Jezus wzmacnia jej wiarę przez te różne testy. Stawia ogrodzenia, by ona mogła je pokonać i była bardziej utwierdzona. Z pewnością apostołowie tego nie rozumieli. Oni by powiedzieli w czym jest problem? Uzdrowiłeś Panie przed chwilą setki ludzi, daj tej kobiecie to czego potrzebuje. Ale  nie, On stymuluje jej wiarę do dalszego rozwoju. I jej wiara pokonuje kolejny test, ona odpowiada Jezusowi że przecież i szczenięta mogą się nasycić okruchami, które spadają ze stołu (w 27). Jakby mówi „Panie wiem że jestem niegodna, że nie jest to dobry czas, masz całkowita racje, ale błagam cię daj mi choć odrobinę tej łaski, którą okazujesz teraz dzieciom Izraela.
I Jezus wylewa tą łaskę, okazuje swoje miłosierdzie dla tej kobiety w odpowiedzi na jej wiarę. Uzdrawia jej córkę i wypędza demona. Ona nie zniechęcała się, jej wiara była rzeczywiście wielka. I wielka wiara nie zniechęca się, nie poddaje się problem i przeciwnością. Wprost przeciwnie, Bóg taką wiarę stymuluje, by była jeszcze większe, by jeszcze bardziej rozwinęła się i była gotowa porwać się na większe rzeczy.
4.      I ostatnią rzeczą jest to, że wielka wiara okazuje cześć Bogu.
Wielka wiara jest przejęta czcią dla Boga. Śmiało możemy powiedzieć, że czym większa wiara w naszym życiu, tym większa cześć i bojaźń przed Panem. Ktoś kto ma naprawdę wielką wiarę nie będzie lekceważył Słowa Bożego, nie będzie igrał ze Słowem Bożym i traktował go jako błahe gadanie. Dzieje się tak dlatego, że wraz ze wzrostem wiary mamy większą świadomość z kim mamy do czynienia. Kim tak naprawdę jest Bóg, jak wielki jest Jego majestat, jak wielka Jego chwała, jak wielka  Jego świętość, jak potężna Jego moc i władza. Spójrzmy jeszcze raz na tą kobietę jak ona mocno była przejęta czcią dla Pana. Najpierw określa Go mesjańskim tytułem „Syn Dawida”. Zwraca się do niego zwrotem „Panie” (w wierszu 22;25;27). Po postawie tej kobiety wydaje mi się słuszne wnioskować że w jej ustach nie jest to typowy zwrot grzecznościowy. Ale ona uznaje Jezusa Panem w swoim życiu i Panem wszystkiego. Panem który może wyjść naprzeciw wszystkim jej problemom. Panem który może ją zbawić. Jeszcze bardziej wymowne jest to, co ona czyni w 25 wierszu, gdy podchodzi do niego składa Mu pokłon jako Bogu. Po prostu ona okazuje mu boską cześć. Jezus nie protestuje. On przyjmuje tą chwałę, którą ona mu oddaje, bo jest jej godny.
Wielka wiara to wielki szacunek do Pana. Jest na to deficyt w dzisiejszych czasach. Wiele osób określa się jako wierzący w Jezusa, a jednocześnie nie mają oporów, by nadużywać Jego imienia i przy każdej okazji „o Jezu” „o Chryste” „na rany Chrystusa”, czasami w gniewie i złości. Traktują imię Jezusa jak przekleństwo, jak przerywnik, jak szmatę do podłogi. Nie myśląc o tym, że Zbawiciel umierał za nich na Krzyżu. Komu zależy by w taki sposób traktować imię Jezusa? Dlaczego z innych imion nie uczyniono przekleństwa. Drodzy jest to robota szatana byśmy stali się nieczuli na imię Jezusa, by Jego słowa nas nie obchodziły, by został pozbawiony czci i ograbiony ze swojej chwały.
Tak więc podsumowując istota Wielkiej wiary w naszym dzisiejszym tekście wyraża się w czterech rzeczach. Byś mógł posiadać wielką wiarę musisz mieć właściwy jej kierunek, musi być nakierowana na osobę Chrystusa. Wtedy możesz dojść do posiadania wielkiej wiary. Wszystko cokolwiek innego jest marną imitacją wiary, jest łudzeniem się że mam wiarę, a tymczasem mam mrzonki. Druga cecha wielkiej wiary, to człowiek skruszony. Nie możemy dojść do posiadania wielkiej wiary będąc pysznymi, zadufanymi w sobie i przekonanymi że jesteśmy kimś w oczach Boga. Wielka wiara wie że jest prochem, a wszystko co od Boga jest aktem Jego miłosierdzi i łaski.
Następnie wielka wiara jest wytrwała, nie zniechęca się, dlatego jest wielka i osiąga wielkie rzeczy pokonując kolejne trudności. I ostatnia rzecz to wielka wiara jest przejęta czcią dla Pana, ciężko jej gdy imię Pana jest lżone i pomiatane. Życzę sobie tego i wam wszystkim, by wasza wiara była wiarą wielką, mega wiarą. Prośmy Pana, by pomnożył naszą wiarę i sprawił że nasza ufność Panu, pokora przed Nim, wytrwałość oraz bojaźń przed Jego majestatem każdego dnia będzie wzrastać Amen.




    

sobota, 5 marca 2016

Chrześcijaństwo religia serca, a nie przepisów Ew. Mateusza 15,10-20

Ostatnio mówiliśmy o religijnej hipokryzji, pułapce pustej religijności i ludzkiej tradycji, która zmienia Boże Słowo. Dzisiaj wyjaśnimy sobie na czym polega prawdziwa nieskazitelność. Jak widzimy faryzeusze i wielu religijnych ludzi myślało, że prawdziwa nieskazitelność polega na przestrzeganiu odpowiednich rytuałów, obrzędów i ceremonii religijnych. Rozmowa którą dalej Jezus kontynuuje z uczniami wynika z tego, że faryzeusze zarzucili Jezusowi, że On i Jego uczniowie zanieczyszczają się duchowo jedząc żywność nie umytymi rękami (Mat 15,2). Oni mówią ty się splugawiłeś, ty i twoi uczniowie zanieczyściliście się, nie możesz być Bożym człowiekiem, bo grzeszysz nie myjąc rąk przy jedzeniu.
Problem serca
Pan Jezus na to odpowiada w bardzo prosty sposób. Przywołał lud, który słuchał tych oskarżeń i mówi: „musicie zrozumieć, że to co wchodzi z zewnątrz do człowieka jak np. jedzenie, nie kala człowieka, ale to co wychodzi z niego, to powoduje, że człowiek staje się nieczysty”.
Musicie zrozumieć mówi do nich, że prawdziwa świętość przed Bogiem nie polega nie jedzeniu czegoś, czy nie jedzeniu. Nie polega na przestrzeganiu obrzędów religijnych i przepisów, czy nie przestrzeganiu. Nie polega na praktykowaniu świąt, spożywania odpowiednich pokarmów i nie polega na żadnych zewnętrznych praktykach. Prawdziwa religijność, która podoba się Bogu polega na nastawieniu twojego serca w stosunku do Boga. Prawdziwa pobożność w której Bóg ma upodobanie wynika z tego jakie jest twoje serce. Jeśli twoje serce jest dalekie od Boga, jest zamknięte na Boga, kocha wartości które są przeciwne Bogu, to wszystko dla ciebie jest splugawione. To nie ma znaczenia jak ładnie religijnie byś się zachowywał i tak twoja pobożność i uczynki są bezużyteczne w oczach Boga, bo nie możesz przez nie się zbawić. To jest to co powiedział ap. Paweł w liście do Tytusa:
Tytusa 1:15  Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane są zarówno ich umysł, jak i sumienie.
Paweł powiedział te słowa w kontekście różnych przepisów Żydowskich, które rzekomo miały prowadzić człowieka do zbawienia. Jednak gdy człowiek nie jest odrodzony żadne religijne zachowania mu nie pomogą. Wszystko cokolwiek by robił i tak jest nieczyste przed Bogiem. Człowiek odrodzony natomiast jest wolny od zakonu, przepisów żywieniowych i ceremonialnych
To co Jezus powiedział do ludu i faryzeuszy musiało być dla nich szokiem. On w ten sposób podważył całe ich starania religijne. Utożsamiali oni bowiem pobożność z przestrzeganiem przepisów, zachowywaniem norm, prawa, wybieraniem między czystym, a nieczystym. A tymczasem dla prawdziwej pobożności zewnętrzne starania są bezużyteczne.
Gdy mocno zagłębić się w Słowo Boże zobaczymy, że  Pan Jezus nie powiedział nic nowego. W Starym Testamencie Bóg często mówi, że przede wszystkim w pobożności chodzi o nastawienie człowieka i jego wewnętrzny stosunek do Boga.
1 Samuela 16:7  Ale Pan rzekł do Samuela: Nie patrz na jego wygląd i na jego wysoki wzrost; nie uważam go za godnego. Albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce.
 Bóg także często mówił przez proroków, że Izrael jest nieobrzezanego serca (Kpł 26,41: Jer 9,25) znaczyło to tyle, że pomimo bogatej formy religijności ich serca były nie czułe na Boga, nie czułe na Jego Słowo i zamknięte na Jego przykazania .
Bóg wspaniale wyraził w Ks. Ezechiela różnice między sercem odrodzonym a zamkniętym na przykładzie Izraela zapowiadając, że kiedyś odmieni ich losy.
Ezechiela 11:19  Wtedy Ja dam im nowe serce i nowego ducha włożę do ich wnętrza; usunę z ich ciała serce kamienne i dam im serce mięsiste,
20  Aby postępowali według moich przepisów, przestrzegali moich praw i wykonywali je. Wtedy będą mi ludem, a Ja będę im Bogiem.
I trzeba powiedzieć, że problem kamiennego serca nie dotyczył tylko Żydów, nie dotyczył tylko faryzeuszy, czy uczonych w piśmie. Nie tylko oni praktykowali zewnętrzne objawy religijności, a sercem byli daleko od Boga. Problem ten dotyczy każdego człowieka. Problem ten dotyczy setki tysięcy Polaków gromadzących się każdej niedzieli w kościołach i zwracających uwagę za zewnętrzne objawy religijności pomijając stan serca przed Bogiem. Problem ten może dotyczyć wielu z nas, kiedy na zewnątrz wydaje się, że drogie są nam Boże obietnice, w sercu jednak możemy myśleć i dążyć do czegoś zupełnie innego. Dlatego wszyscy potrzebujemy duchowego odrodzenia, wszyscy potrzebujemy duchowej operacji na sercu dokonanej przez najlepszego chirurga, Pana Jezusa Chrystusa. Dopiero wtedy przestaniemy zwracać tak mocno uwagę na zewnętrzną formę pobożności, a zaczniemy zajmować się naszym wnętrzem.
Dalej Pan Jezus wyśnił, że problem grzechu nie jest na zewnątrz, że z grzechem nie wygramy poprzez zakazy i nakazy, czy poprzez zamknięcie się w odosobnieniu np. za murami zakonów. Nie da się uciec od grzechu i grzesznego świata za pomocą ludzkich starań. Grzech stał się częścią ludzkiej natury wraz z upadkiem Adama w Raju. Cokolwiek byśmy nie zrobili, jakkolwiek byśmy się starali, gdziekolwiek byśmy uciekli, czy zamknęli się, grzech tam będzie razem z nami. Będzie tak dlatego, że nie możemy uciec od siebie samych. Z grzechem jedynie możemy się uprać wtedy kiedy nasze serce stanie się inne, nowe, odmienione przez Boga.
Zwróćcie uwagę na słowa Jezusa
Mateusza 15:15  A odpowiadając Piotr, rzekł mu: Wyłóż nam to podobieństwo.
16  A On rzekł: To i wy jeszcze nie rozumiecie?
17  Czy nie rozumiecie, że wszystko, co wchodzi do ust, idzie do żołądka i na zewnątrz się wydala?
18  A co z ust wychodzi, pochodzi z serca, i to kala człowieka.
19  Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa, cudzołóstwa, rozpusta, kradzieże, fałszywe świadectwa, bluźnierstwa.
20  To właśnie kala człowieka; ale jedzenie nie umytymi rękoma nie kala człowieka.
Cały problem człowieka w relacji z Bogiem znajduje się w jego sercu, Serce człowieka bowiem jest zepsute (Jer 17,9), podstępne, buntownicze i tak naprawdę żaden syn ludzki nie chce Boga (Ps 53,3-4).
Człowiek jednak nie widzi problemu swojego serca. Uważa że relacje z Bogiem może naprawić przez przykazania, dobre uczynki, przepisy, ceremonie i ludzką religijność. Problem jednak polega na tym że człowiek nigdy nie dociera do źródła swojej choroby. Poprzez religijność próbuje leczyć symptomy. Jednak na nic się to zdaje, bo serce nadal jest zepsute i wyrzuca jak mówi Ks. Izajasza 57,20 „muł i błoto”. Czyli cokolwiek i jakkolwiek byśmy robili bez przemienionego serca i tak będziemy z siebie wyrzucali same nieczystości.
Bóg jednak żąda w pierwszym i najważniejszym przykazaniu całkowitego oddania serca Bogu mówiąc „Będziesz miłował Pana Boga swego z całego serca swego z całej duszy swojej i z całej myśli swojej (Mat 22,37)”. Ale jak to zrobić skoro serce jest oddane grzechowi? Z serca pochodzą złe myśli bluźnierstwa, kłamstwo, podstęp, morderstwo i wszystko co złe. Z takim sercem nie możemy chwalić Boga. Jedno z błogosławieństw mówi, „błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mat 5,8). Więc Jezus mówi do tych ludzi, którzy go słuchali. Drodzy wszystko wam się poplątało. Bóg dał wam prawo i przepisy ceremonialne, które miały wskazywać na czystość wewnętrzną. Wy jednak uczyniliście z tego cel sam w sobie i zadowalacie się czystością rytualną. Przez to jednak nie widzicie, że potrzebujecie nowego narodzenia, że potrzebujecie przemiany serca, że potrzebujecie nawrócenia które może sprawić jedynie Bóg przez wiarę w Chrystusa.
Gdy serce człowieka zostanie przemienione stare grzeszne pragnienia odejdą, a w to miejsce pojawi chęć służenia Bogu w czystości i prawdzie.

Przepisy Starotestamentowe zapowiedzią Nowego przymierza
Wszystkie przepisy Starego Testamentu miały na celu zapowiadać Nowotestamentowe prawdy. Wszelkie prawo ofiarnicze miało wskazywać na ofiarę baranka, wszelkie obmywania miały wskazywać na czystość serca, lub czystość jaką da nam Jezus przez wiarę w Niego. Wszelkie szaty kapłańskie miały za zadanie podkreślać wyjątkowość ofiary Jezusa i wskazywać na jej wspaniałość. Gdy czytamy Ks. Kapłańską (trzecią ks. mojżeszową) nigdy nie możemy pominąć obrazu nowotestamentowych obietnic. Jeśli tak zrobimy nie zrozumiemy tej księgi. Wtedy dostrzeżemy w niej tylko przepisy i religię, a nie zobaczymy tego co Bóg chce ukazać przez tą księgę. A chce ukazać nadchodzące nowe przymierze we krwi branka.
Zwróćcie uwagę na List do Hebrajczyków.
W Hebrajczyków 8,5 autor mówi, że wszystkie rzeczy w starym Testamencie były przykładem i odbiciem rzeczy niebieskich. Bóg powiedział Mojżeszowi, że ma zrobić wszystko dokładnie według wzoru jaki widział na górze. W Hebrajczyków 9,9-10 jest powiedziane że cała Służba Starotestamentowa miała istnieć do czasu przyjścia Mesjasza. Wszystko cokolwiek działo się w przybytku, a później w świątyni było cieniem i zapowiedzią lepszego przymierza we krwi Baranka. Dlatego autor Listu do Hebrajczyków w 10,22 zachęca by teraz kiedy objawiła się nowa lepsza droga przyjścia do Boga, droga prawdziwego duchowego oczyszczenia, by wejść na nią. I tym samym porzucić starotestamentowe obrazy i symbole. Tragedią jednak Żydów stało się to, że przez obrazy, symbole i zapowiedzi które miały ich prowadzić do Mesjasza, odrzucili Mesjasza. Tak bardzo ukochali przepisy i ceremonie, iż nie zobaczyli że one miały prowadzić ich do Jezusa. To tak jakbyś kochał bardzo żonę i ona wyjechałaby na jakiś czas, a ty miałbyś jej zdjęcie na biurku przypominające ci o niej. Gdy żona jednak wróciła, ty nie chciałbyś z nią być, twierdząc że jej zdjęcie jest lepsze niż ona sama. Jest to zupełna niedorzeczność, ale tak zrobili Żydzi.
Tak robi też wiele innych kościołów i osób np. wracając do przepisów pokarmowych myśląc że przez spożywanie lub nie spożywanie jakiś pokarmów będą bliżej Boga. Tak np. czyni się w wielu kościołach nominalnych opartych o ceremonie, czy utarte religijne formy zachowań wyrażające się w gestach i powtarzaniu itp. Bardzo wielu ludzi myśli że złożenie rąk na amen, żegnanie się, kropienie święconą wodą, czy klękanie na głos kapłana sprawia że są pobożni.  To co zanieczyszcza człowieka, to grzech: bałwochwalstwo, gorycz, gniew, nienawiść, złość, kłamstwo, nieczyste myśli. Ale nie zanieczyszcza człowieka jedzenie wieprzowiny, kiełbasy w piątek, kaszanki itp. rzeczy.
Paweł powiedział w liście do Tymoteusza, że jednym z rodzajów fałszywych nauk w dniach ostatnich będzie powrót do przepisów pokarmowych.
1Tmoteusza 4:3 (pojawią się nauczyciele)  Którzy zabraniają zawierania związków małżeńskich, przyjmowania pokarmów, które stworzył Bóg, aby wierzący oraz ci, którzy poznali prawdę, pożywali je z dziękczynieniem.
4  Bo wszystko, co stworzył Bóg, jest dobre, i nie należy odrzucać niczego, co się przyjmuje z dziękczynieniem;
5  Albowiem zostają one poświęcone przez Słowo Boże i modlitwę.
Niektórzy będą zabraniać i zmuszać ludzi do spożywania określonych rzeczy oszukując ich że przez to będą bardziej podobać się Bogu. W ten sposób będą zniewalać ich sumienia, ale nie sprawią, że ich serce będzie bliżej Boga.

Jaka jest twoja postawa wobec prawdy.
Teraz w 12 wierszu przystępują do Jezusa uczniowie mówiąc, że faryzeusze się obrazili, gdy tak ostro im powiedział, że są hipokrytami i usuwają Boże prawo, by własne tradycje podtrzymać. Ale Jezus specjalnie ich obraził, by zedrzeć z nich fałszywą maskę sprawiedliwości. Jednak byli tak zakłamani, że nawet jak to uczynił nie ukorzyli się, ale jeszcze bardziej Go znienawidzili. Nasza reakcja na prawdę pokazuje kim my jesteśmy w sercu, czy jesteśmy chrześcijanami czy hipokrytami.  Jak my się zachowujemy, gdy Bóg zdziera nasze maski? Jak my się zachowujemy gdy Słowo Boże dotyka nas i obnaża ciemne sfery naszego życia? Czy jesteśmy gotowi się przyznać do naszych grzechów i ukorzyć się przed Bogiem? Czy jednak obrażamy się, złościmy i uważamy że w naszym życiu nic nie będziemy zmieniać? Czasami ludzie obrażają się na kaznodzieje, gdy kaznodzieja podczas zwiastowania dotknie jakiejś sfery życia z którą człowiek ma problem. Czasami ludzie obrażają się na brata lub siostrę w kościele, gdy osoba ta napomni nas w jakiejś sprawie. Ale złość wobec prawdy Słowa Bożego to umiłowanie ciemności. Dlaczego Jezus nie przejął się gdy uczniowie powiedzieli mu, że faryzeusze się obrazili? Dlaczego nie żałował ich i nie poszedł ich przeprosić? Drodzy, było tak dlatego, że oni obrazili się wobec prawdy. Gdy ktoś obraża się na Bożą prawdę, nie powinniśmy i nawet nie możemy go przepraszać. Przepraszając utwierdzilibyśmy takiego człowieka w przekonaniu, że to Bóg ma się dostosować do niego, a nie on, do wymogów Bożej sprawiedliwości. Człowiek, który się obraża wobec prawdy, to człowiek który chciałby, żeby to Bóg go przepraszał! I dzisiaj mamy tysiące takich osób, obrażonych na Boga z tego powodu, że Bóg wzywa ich do upamiętania. Obrażonych na Boga, że Bóg ma pewne wymogi swojej sprawiedliwości i chce by ludzie byli mu posłuszni. Obrażonych na Boga, że Bóg uważa za małżeństwo związek między mężczyzną a kobietą, a nie między mężczyzną, a mężczyzną, czy kobietą a kobietą. Obrażonych na Boga, że Bóg nie akceptuje pijaństwa, niemoralnych związków, wszelkiej nieczystości, kłamstwa, kombinatorstwa, nienawiści i wszystkiego innego ci jest sprzeczne z Jego Słowem.
Dlatego Jezus w 14 wierszu powiedział do uczniów „zostawcie ich”, zostawcie tych faryzeuszy i im podobnych, zostawcie ich we własnych grzechach. Nie ma sensu się nimi zajmować, całkowicie się zatracili w swojej zatwardziałości.
Och, bycie butnym wobec prawdy, jakie to niebezpieczne! Może to spowodować, że Bóg cię zostawi, że Bóg od ciebie się odwróci i nigdy już nie okaże ci swojej łaski.
Jednocześnie Jezus przestrzega nas przed takimi ludźmi mówiąc „ślepi są przewodnikami ślepych, a jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną” (w 14). Innymi słowy Pan Jezus mówi „trzymaj się z daleka od ludzi, którzy są obłudnikami obrażającymi się naprawdę”. Jeśli przystajesz z nimi może się okazać, że staniesz się równie obłudny jak oni i razem z nimi będziesz potępiony.
Jak ślepy ślepego może prowadzić? Oczywiście nie może. Jak ktoś kto nie wie jak być zbawionym, kto nie rozumie na czym polega krzyż Chrystusa, może doprowadzić do Zbawienia drugą osobę? Oczywiście nie może.
Jezus rysuje tutaj przed nami obraz tysięcy polskich kościołów i setki tysięcy tzw. nominalnych chrześcijan. Często przewodnicy tych kościołów są ślepi i nie znający Chrystusa. Często przewodnicy tych kościołów są obłudnikami którym w ogóle nie zależy na prawdzie. Jeśli oni sami nie znają prawdy i im nie zależy na prawdzie jakże mogą do zbawienia doprowadzić „owieczki” którym przewodzą? Oczywiście nie mogą, sami będą potępieni i również ci którzy ich słuchają.
Jakiś czas temu jeden z moich znajomych bardzo narzekał na swojego księdza, że łajdak, złodziej, pijak i jeszcze wiele innych. Zapytałem się go, „to po co ty chodzisz do tego kościoła? Znajdź sobie kościół gdzie duchowny będzie kochał Chrystusa. On odpowiedział mi - „że na kościół nie jest zły, tylko na księdza”. Ale jeśli ślepy, ślepego prowadzi obaj w dół wpadną. Trzymaj się z dala od takich ludzi byś nie stał się podobnym do nich.
Tak więc podsumowując;

1.      Czego potrzebujemy? Czy ceremonii, przepisów, religijności? Czy tego potrzebujemy by podobać się Bogu? Nie, te rzeczy nie mogą przemienić naszego serca. Nie mogą sprawić że pozbędziemy się grzechu. Nie mogą uczynić, że będziemy kochać Boga tak, jak Bóg tego od nas wymaga. My potrzebujemy nowego serca, nowego narodzenia, które może mieć miejsce tylko wtedy kiedy zwrócimy się do Chrystusa. Jeśli w twoim sercu widzisz stare grzeszne pragnienia proś Chrystusa o nowe serce, nowe czyste myśli, dobre pragnienia. On, Chrystus wyrywa to stare serce kamienne i daje nowe mięsiste, które bije i żyje dla Boga.
2.      Druga zaś rzecz. Przepisy Starotestamentowe, pokarmowe, obmywania, ofiarnicze, ceremonialne, były cieniami i zapowiedziami Nowego przymierza. Pełniły swoją rolę jako przewodnicy do Chrystusa. Gdy Chrystus przyszedł straciły swoje zastosowanie. I powrót do nich dzisiaj w celu zbliżenia się do Boga jest całkowicie chybiony. Nie tylko nie przybliżają dzisiaj ludziom Boga, gdy ludzie w nich trwają, ale jeszcze bardziej od Boga oddalają oszukując i dając złudne poczucie pobożności.
3.      I trzecia zaś rzecz, to nasza postawa wobec prawdy Słowa Bożego pokazuje jakie my mamy serce wobec Boga. Jeśli obrażamy się , buntujemy, nie chcemy słuchać, to jesteśmy wciąż w ciemności. Trwanie w takim stanie może doprowadzić do tego, że Bóg nas zostawi, a to jest jednoznaczne z potępieniem. Uległe serce wobec prawdy Słowa Bożego to serce przemienione, oczyszczone i odrodzone. Taki człowiek ma świadectwo w sobie, że Bóg prawdziwie stał się jego Ojcem, a On Bożym dzieckiem.


Łączna liczba wyświetleń