10.04.2026

Kiedy trawa usycha, a słowo Boga trwa


 Drodzy, może nie wszyscy wiedzą, ale 1 kwietnia 11 dni temu zmarł mój młodszy brat. Pogrzeb odbył się 4 kwietnia w jego urodziny, skończyłby 47 lat. Odszedł do wieczności bardzo szybko, bo od chwili kiedy pojawiły się objawy złego samopoczucia, do śmierci minęło może kilka, kilkanaście minut – nic wcześniej tego nie zapowiadało. Marcin Czytał rano Biblie przed pracą jak zawsze miał w zwyczaju i zdążył powiedzieć do swojej żony, że jest mu duszno i że ręka mu zdrętwiała oraz wpisał wyszukiwarkę internetową czego to mogą być objawy, a następnie powiedział jeszcze, żeby jego żona zadzwoniła po karetkę. Po tych słowach upadł tracąc przytomność. Gdy przyjechała karetka godzinę go reanimowano, ale nie wrócił już do życia. Okazało się, że zmarł na rozległy zawał z zatorem. Dla nas wszystkich to jest wielki szok, tym bardziej, że mój brat wcześniej nie chorował na serce.

Więc jesteśmy wszyscy tym zaskoczeni, wręcz zszokowani, ale czy powinniśmy, czy Biblia nie mówi, że nasze życie jest bardzo kruche i tymczasowe i że należy być w każdej chwili przygotowani na spotkanie z Bogiem. Ta sytuacja uświadomiła mi jeszcze bardziej jak bardzo nieprzewidywalne jest nasze życie i jak prawdziwe jest Słowo Boże mówiące o Jego kruchości i wzywające nas do zaufania Bogu, naszemu Zbawicielowi, by w Nim szukać naszego bezpieczeństwa i oparcia dla naszej przyszłości.

Śmierć mojego brata i jego przykład skłonił mnie, by więcej uwagi dzisiaj poświęcić przemijalności naszego życia i konieczności zadbania, by przygotować się na spotkanie z naszym Zbawicielem.

Niech posłuży nam do dzisiejszej refleksji tekst z Księgi Izajasza

Izajasza 40:6  Głos mówi: Zwiastuj! I rzekłem: Co mam zwiastować? To: Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny.

7  Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr Pana powieje nań. Zaprawdę: Ludzie są trawą!

8  Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo Boga naszego trwa na wieki.

Izajasz kieruje te słowa do Izraela, gdy Izrael przebywa w niewoli Babilońskiej. Patrząc na potęgę Babilonu w tamtym czasie i beznadzieje Bożego ludu w jakiej się znaleźli, świątynia spalona, miasta zniszczone można było pomyśleć, że nie ma już żadnych szans na wyzwolenie i odbudowę narodu. Jednak prorok mówi, że Boży lud nie powinien patrzeć na potęgę i możliwości Babilonu, na możliwości i siłę ludzkiego ciała, bo człowiek nawet tak wielki jak całe Królestwo Babilońskie jest jak trawa, co oznacza, że jego chwała, siła i potęga trwa chwilę, a później znika. Dla Boga największe ludzkie Królestwo nic nie znaczy, a wszystkie narody wobec Boga Jahwe mówi Biblia są jak kropla w wiadrze. To co jest naprawdę trwałe, co jest prawdziwą potęgą i daje wieczne oparcie, to Słowa naszego Boga, to obietnice naszego Zbawiciela. Dla Izraela tymi obietnicami wtedy było wyprowadzenie z niewoli Babilońskiej i odbudowanie narodu, co Bóg zapowiadał przez perskiego króla Cyrusa. Gdy nadszedł odpowiedni czas w Historii Bóg powołał Cyrusa, który podbił w jedną noc Babilon i wydał dekret o odbudowie Jerozolimy, świątyni i powrotu wszystkich wygnańców z Niewoli do swego domu, a także zapewnił odpowiednio środki, by było to możliwe. Dla Izraela tymi obietnicami było również  posłanie oczekiwanego Mesjasza, który utwierdzi Boże obietnice i zagwarantuje ich spełnianie i przyniesie zbawienie dla narodu. Izrael powinien się przygotować na przyjście tego wielkiego Mesjasza, powinien przygotować własne serce i być gotowym przyjąć Go, gdy się pojawi. W związku z tymi obietnicami Boży lud nie powinien się załamywać, ale powinien więcej dowiedzieć się o swoim Bogu, o tym, że jest wszechmocy i włada wszystkimi narodami, a gdy coś postanowi tego dokona

Później ten tekst z Ks. Izajssza cytuje apostoł Piotr w swoim 1 liście  1,24-25 w odniesieniu do nas,  że nasze ciało, nasze wysiłki nie mogły pomóc nam w ratunku i zbawieniu, ale tego czego nie mogło uczynić nasze ciało uczynił Bóg przez swoje Słowo zradzając nas nowo i dając nam swojego Ducha abyśmy nie przeminęli wraz z tym światem.

To jest właśnie prawdziwy problem tego świata, że jest jak trwa w swoim grzechu, a wszelka chwała tego co nas otacza jest chwilowa i tymczasowa. Świat natomiast i ludzie tego świata zachowują się jakby mieli tutaj żyć na wieki. Jednak prawda jest taka, że pojawiamy się na tym świecie na krótko, a nasze życie jest bardzo niepewne i nieprzewidywalne, co powinno skłaniać nas do pokory i szukania Boga.

Gdy jesteśmy młodzi, to wydaje się nam, że życie jest długie, a przed nami jeszcze wiele czasu.

Mamy wtedy wrażenie, że jesteśmy niemal nieśmiertelni i możemy zdobyć cały świat. Ale gdy mijają kolejne lata, idziemy do pracy, zakładamy rodziny i wychowujemy następne pokolenie, to zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy znikomi jak pokolenia, które były przed nami i to tylko kwestia kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat, kiedy odejdziemy.

Piotr mówi, żebyśmy przyjrzeli się trawie polnej, że nasze życie podobne jest do niej, a cała jej chwała pojawia się na krótko i mija w ciągu jednego sezonu.

Skupmy się chwilę na tym i pomyślmy, co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez obraz trawy polnej. W Piśmie Świętym często jest to obraz ludzkiego życia, a  porównanie to jest wielokrotnie powtarzane i przypominane.

Król Dawid w Psalmie 35 powiedział:

Psalm 39:5  Daj mi, Panie, poznać kres mój I jaka jest miara dni moich, Abym wiedział, jak jestem znikomy!

W Psalmie 103 czytamy podobne słowa, psalmista mówi, że Bóg:

Psalm 103:14  Bo On wie, jakim tworem jesteśmy, Pamięta, żeśmy prochem.

15  Dni człowieka są jak trawa: Tak kwitnie jak kwiat polny.

16  Gdy wiatr nań powieje, już go nie ma I już go nie ujrzy miejsce jego.

Również możemy przeczytać o podobnym porównaniu w Liście Św. Jakuba 4,14:

Jakuba 4:14  Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.

I rzeczywiście, łąka jest piękna, szczególnie wtedy gdy zakwitnie, ale trwa to bardzo krótko i za chwilę cała jej chwała mija. Mamy już wiosnę i będziemy mogli oglądać jej wspaniałe kwitnące krajobrazy, ale szybko przeminie ten okres, czas pięknych kwiatów jest krótki.

Podobnie jest z każdym ciałem, z każdym człowiekiem, niezależnie od tego kim by był lub co w życiu osiągnął, nasz czas jest bardzo krótki. Możemy prowadzić najlepsze i najbardziej wspaniałe życie, być najmądrzejszymi i bardzo uhonorowanymi ludźmi. Możemy być wielkimi w tym świecie, podziwianymi przez wielu i wielu może nam zazdrościć sukcesów oraz osiągnięć. Możemy być również bardzo dumni z tego, co w życiu udało nam się uzyskać. Niekiedy ta duma wynika ze zdobytego wykształcenia, z dobrze wychowanych dzieci, posiadania wielu majętności, czy zdobycia wielu sukcesów w różnych dziedzinach życiowych. Ale chwała ta, choćby była najbardziej spektakularna, jest tymczasowa, chwilowa, a przez to nietrwała i bardzo złudna. Kwiat usycha w zaledwie kilka tygodni, podobnie wszyscy odchodzimy, a wszystkie nasze sukcesy w obliczu śmierci stają się bezwartościowe, w tym sensie, że nie mogą nam pomóc - nie mogą nas przed śmiercią uratować  i dać nam życia wiecznego.

Pamiętajmy o tym, że w grobie nędzarz i książę leżą obok siebie, koniec obojga jest taki sam. 

Kiedyś św. pamięci Józek, członek naszego Zboru opowiadał o tym jak bardzo szef firmy w której pracował był zaganiany - na nic nie miał czasu, prowadził wiele biznesów, a 24 godz. dla niego było za mało, by wszystko ogarnąć. Żeby wydłużyć sobie dzień, postanowił kupić sobie śmigłowiec, by jak najszybciej dotrzeć z kolejnego spotkania biznesowego na następne. A, że był zamożnym człowiekiem, to mógł na niego sobie pozwolić. Któregoś dnia jednak śmigłowiec uległ awarii podczas lotu i zginął wraz z pilotem. Cóż za ironia, to, co miało wydłużyć mu dzień, jakby przedłużyć jego życie, skróciło je.

To tylko jeden z przykładów, który pokazuje nam jak kruche nasze życie i jak szybko przemijamy. Wydaje się nam, że możemy być pewni następnego dnia i robimy śmiałe plany na przyszłość, jednak musimy się z tym zgodzić, że życie każdego z nas może być w każdej chwili przerwane podobnie jak życie mojego brata. Wystarczyło 15 minut i już go między nami niema.

I choć życie niektórych z nas może wyróżniać się wśród innych i być bardzo rzadkim kwiatem, delikatnym wspaniałym i lśniącym, to w końcu ginie, obraca się w proch jak wszyscy. A proch Cezara nie jest bardziej królewski niż pył żebraka.  

W związku z tym, ze nasze życie jest bardzo kruche, nietrwałe, nieprzewidywalne i nie możemy być pewni nawet najbliższych kilku minut powinniśmy uchwycić się tego co wieczne, uchwycić się Bożego Słowa, Naszego Pana Jezusa, bo tylko Słowo Boga naszego trwa na wieki.

 I powiem wam, że sprawa jest pilna.

Wiele osób często zwleka z nawróceniem do Boga, odkłada to na kolejny dzień, na jutro, za rok, za 10 lat, na starość i często nigdy się nie nawracają umierając w swoich grzechach. Inni znowu mówią, że nawrócą się, ale najpierw musze wyszaleć się, użyć tego świata, załatwić jakieś sprawy, zbudować dom, spłacić kredyt, zwiedzić cały świat. Wymówek może być tyle co ludzi, aż śmierć ich zaskoczy, a może przyjść bardzo szybo w ciągu jednej chwili i człowiek nie jest w stanie już nic zrobić. Pan Jezus o tym mówił w 14 rozdz. Ew. Łukasza posługując się przypowieścią, że Bóg przygotował wielkie zbawienie i zaprosił wielu, ale ludzie się wymawiają na różne sposoby i nie chcą przyjść do Boga, odrzucają Boży dar zbawienia myśląc, że zawsze będą mieli szanse. Jednak Biblia mówi, że oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia, dzisiaj jest dzień zbawiania i żebyśmy nie zatwardzali serc swoich, ale przyjęli zaproszenie Chrystusa do życia wiecznego. Jeśli odkładamy to na jutro, to weźmy sobie mocno do serca, że jutro nie należy do nas, nie mamy władzy nad dniem jutrzejszym, należy On do Boga. Przykład mojego brata przedstawia nam to bardzo wyraźnie, choć dzięki Bogu On wierzył.

 Ale miał wile planów na przyszłość, umawialiśmy się, że latem pojedziemy razem odwiedzić naszą rodzinę w okolicach Lublina skąd pochodził mój dziadek i trochę poszukamy korzeni rodzinnych. Remontował dom i miał w planach przeprowadzić się do niego za kilka tygodni, często o tym rozmawialiśmy. Miał w planach rozwój służby, fundacji którą prowadził i oczywiście wiele planów odnośnie rodziny i dzieci. Bóg natomiast miał swój plan co do Niego i powiedział, wracajcie synowie ludzcy jak mówią Słowa z Psalmu 90. Wtedy kiedy Bóg wypowiada te słowa, kiedy czas naszego rozstania z tym życiem nadchodzi musimy być gotowi, musimy zostać znalezieni z wiarą. Musimy stanąć przed Bogiem mając obok siebie Jezusa Chrystusa, który przyzna się do nas w ten dzień przed swoim Ojcem. A obiecał, że przyzna się do wszystkich, którzy wierzą w Niego, którzy kochają Go, którzy przestrzegają Jego przykazań – tych nazwał przyjaciółmi. Mój brat, choć nie wiedział kiedy  ten dzień nastąpi, to był  przygotowany każdego dnia, bo pojednał się z Bogiem przez wiarę w Jezusa i służył mu.

Teraz ta odpowiedzialność gotowości i czujności spoczywa na nas, na tobie, bo każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu.

Pan Jezus wielokrotnie wzywał nas do czujności choćby w 25 rozdz. Ew. Mateusza przez podobieństwo o 10 pannach, gdzie 5 było głupich i 5 mądrych panien. 5 głupich nie było przygotowane na spotkanie z oblubieńcem, nie miały one oliwy w swych lampach, nie miały wiary, nie miały ufności, nie były na nowo narodzone. Mądre panny natomiast miały wiarę, miały oliwę w lampach, miały Ducha Św. kochały Zbawiciela i czekały na spotkanie z Nim.

Pan Jezus podsumowując to podobieństwo mówi

Mateusza 25:13  Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.

Ani ja, ani ty, nie wiemy kiedy Bóg wezwie nas na sąd, nie wiesz kiedy Jezus przyjdzie. Nie wiesz kiedy przyjdzie z nieba i nie wiesz, kiedy Bóg zażąda twojej duszy, więc musimy być czujni cały czas. Chodzi oczywiście o czujność duchową, o bycie przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Jeśli chodzi o sprawy tego świata potrafimy być bardzo czujni żeby np. zarobić jakieś pieniądze albo nie stracić, żeby wykorzystać okazje, bo gdzieś pojawia się promocja, czy unikać zagrożenia, które może nam zaszkodzić. Natomiast sprawy duchowe potrafimy zaniedbywać, bo nasza czujność i ostrość duchowego widzenia może być stłumiona przez grzech i przytępiona przez duchową ślepotę.

Gdy Biblia mówi o czujności na spotkanie z Panem, to ma na myśli kilka podstawowych rzeczy. Po pierwsze musimy wierzyć w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela żywą wiarą, żywą żarliwą ufnością o której mówi list do Hebrajczyków żebyśmy dbali i zachowywali taką ufność w zbawienie i obietnice Chrystusa jak mieliśmy na początku, gdy uwierzyliśmy. Chodzi o obietnice Jego przebaczenia, zadośćuczynienia za nasze winy, miłości do nas, dobroci, łaski, przyjęcia nas do domu naszego Ojca i zmartwychwstania. Kolejny drugi element czujności, to trwanie cały czas w modlitwie, dbanie o osobistą społeczność z naszym Zbawicielem jak wspomniana w ewangeliach wdowa, która ciągle nachodziła niesprawiedliwego sędziego, by wziął ją w obronę. Jak wiara jest sercem naszego duchowego życia, tak modlitwa jego płucami. Jak nie  możesz żyć fizycznie bez serca i płuc, tak nie możesz mieć duchowego życia bez wiary i bez modlitwy.

Następny element czujności to trwanie w Słowie Chrystusa, co znacznie wykracza poza czytanie Biblii. Trwanie w słowie Jezusa polega na przechowywaniu tego Słowa we własnym sercu, rozważaniu Go i rozmyślaniu o Nim dniem i nocą jak mówi psalm 1 i oczywiście posłuszeństwo temu Słowu. Chodzi o to, że czynisz słowa Jezusa fundamentem swojego życia, myślenia i działania, to jest budowanie domu na skale o którym nauczał Pan Jezus w Ew. Mateusza.

Bycie czujnym, to życie w dążeniu do uświęcenia, czyli odrzucanie grzechu, wyznawanie swojego grzechu, życie w świętości do czego nawołuje nas ap. Piotr

1 List Piotra 1:15  Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym.

Grzech przytępia nasze duchowe zmysły, odbiera nam pokój i radość, sprawia że komunikacja z naszym Zbawicielem jest przerwana, a Duch Św. przygaszony i nie chce przez nas się manifestować.

Innym ważnym elementem czujności jest trwanie w społeczności kościoła, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków do czego często wzywa nas Słowo Boże. Kościół jest nam niezbędny, by się wzajemnie miłować, służyć sobie, umacniać się i pomagać nam w dyscyplinie duchowej. Gdy zaniedbujemy tą kwestię, to szybko rozleniwiamy się duchowo stając się ospałymi w gorliwości dla Chrystusa.

Często mniej wspominane elementy czujności, ale równie ważne, to oczekiwanie w nadziei radości na spotkanie z Panem oraz bycie wytrwałym, cierpliwym w naszym podążaniu za Chrystusem. Wytrwałość i cierpliwość jest często poruszanym  tematem w Nowym Testamencie, zwłaszcza w kontekście prześladowań, opóźniającego się powrotu Pana i codziennych zmagań z grzechem. Bez wytrwałości nawet najgorliwsza wiara może zgasnąć, a czujność przerodzić się w zniechęcenie.

Autor listu do Hebrajczyków zachęca: „Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście, spełniwszy wolę Bożą, otrzymali obietnicę(Hbr 10,36), a w Liście do Rzymian Paweł pisze: „Przez cierpliwość w czynieniu dobra szukamy chwały, czci i nieśmiertelności – życia wiecznego” (Rz 2,7). Sam Jezus w przypowieści o siewcy ostrzega, że ci, którzy w chwilach próby odstępują, nie wydają owocu, natomiast „ci na dobrej ziemi, którzy w sercu szlachetnym i dobrym usłyszawszy słowo, zatrzymują je i wydają owoc przez wytrwałość” (Łk 8,15).

A jak jest z tobą, czy jesteś czujny, czujna i przygotowany, czy przygotowana na spotkanie z Jezusem Chrystusem? Być może z tych elementów czujności jakie wymieniłem są niektóre do poprawy, wiara, modlitwa, Słowo Boże, uświęcenie, społeczność kościoła, nadzieja i wytrwałość. Wciąż jeszcze mamy chwilę czasu, by zająć się tymi sprawami, ale nie odkładajmy ich na później. Mówię wam sprawa jest pilna!

Ostatnią kwestią jaką chciałem poruszyć w kontekście kruchości naszego życia i wieczności na przykładzie mojego brata, to że nie tylko nasze życie powinno uwielbiać Pana, ale i śmierć. Chodzi mi o to jakie świadectwo po sobie zostawimy. Choć mój brat nie był idealnym człowiekiem, ale grzesznym jak my wszyscy jednak pozostawił po sobie chlubne świadectwo. Na pogrzebie wiele osób składało o nim dobre świadectwo wierności Chrystusowi, wytrwałej służby i ofiarnej miłości. Zostanie zapamiętany jako wierny sługa naszego Zbawiciela i wierzę, że jeszcze długo po jego śmierci to świadectwo będzie wydawało owoc.

Jak my chcemy być zapamiętani, jak będziemy wspominani w tym świecie, kiedy nas już nie będzie?  Czy chcemy, by nasze życie było jedynie suchą trawą, która po krótkim czasie zostaje zapomniana, czy może pragniemy pozostawić po sobie trwały ślad w postaci wiary, miłości i nadziei, która będzie inspiracją dla innych, dla wielu, by szli za Chrystusem?

Śmierć mojego brata Marcina jest dla nas wszystkich bolesnym, ale i niezwykle wymownym kazaniem. W ciągu kilkunastu minut jego życie na ziemi dobiegło końca. Nie miał czasu, by pożegnać żonę, powiedzieć dzieciom, że je kocha, ani dokończyć remontu domu, do którego tak się przygotowywał. Nie zdążył zrealizować planów na lato, ani rozwinąć swojej fundacji tak, jak zamierzał. Ale zdążył zrobić coś o wiele ważniejszego – każdego dnia, także tego ostatniego, czytał Pismo Święte, ufał swojemu Zbawicielowi, żył wiarą, i nadzieją, blisko społeczności kościoła w stanie duchowej gotowości.

To jest właśnie ta najważniejsza lekcja, jaką zostawił nam Marcin: nie chodzi o to, by zdążyć ze wszystkim, ale by być gotowym na wszystko. Być gotowym na spotkanie z Panem w każdej chwili, bo ta chwila może nadejść zupełnie niespodziewanie – jak złodziej w nocy, jak wiatr, który na nas powieje, a wtedy kwiat więdnie, jak para, która znika. Jednak jeśli jesteśmy w Chrystusie, nie przemijamy.

Apostoł Paweł w Liście do Filipian pisał: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). Marcin nie bał się śmierci, bo wiedział, co go czeka po drugiej stronie. Często stawał na rynku z literaturą chrześcijańską i z banerem „nie lękaj się śmierci”  Wiedział, że jeśli jego ziemski dom – to ciało rozpadnie się, ma w niebie budowlę od Boga, dom nie ręką uczyniony, ale wieczny. I to jest ta radosna nadzieja, którą mamy my, wierzący w Chrystusa, bo wiemy, że „ani śmierć, ani życie... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).

27.02.2026

Jezus współczuje nam w naszych doświadczeniach – Ew. Jana 11, 28-44


Często, gdy przeżywamy jakiś ból i doświadczenia, możemy mieć wrażenie, że przechodzimy go zupełnie samotnie i niewielu nas rozumie. W takich sytuacjach Bóg może się wydawać zupełnie odległy. Przychodzą nam do głowy myśli: „Co On może wiedzieć o moim cierpieniu? Przecież jest w niebie, a my na ziemi”. Jednak Słowo Boże uczy nas, że Chrystus jest z nami w ciężkich doświadczeniach i nie tylko nas wspiera, ale przeżywa je razem z nami, jak widzimy to w naszej dzisiejszej historii.

Jesteśmy w miejscu, gdzie Jezus przybywa do Betanii, do domu Łazarza, Marty i Marii, którzy byli rodzeństwem. Powodem przyjścia Jezusa jest choroba i śmierć Jego przyjaciela Łazarza. Gdy Łazarz zachorował, jego siostry posłały po Jezusa, żeby przyszedł i mu pomógł, ale Jezus specjalnie zwlekał z szybkim przybyciem, bo chciał, by Łazarz umarł i odpowiednio długo leżał w grobie – cztery dni, po których zamierzał podnieść go z martwych. Ten cud ma być niezwykłym i wielkim dowodem na to, że Chrystus naprawdę jest zmartwychwstaniem i życiem, że ma władzę dać ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne przez wiarę w Niego.

Gdy Jezus przybywa do Betanii, jest środek pierwszej części żałoby po zmarłym, która trwała siedem dni. Schodziła się rodzina i bliscy, wynajmowano specjalne płaczki, których zadaniem było wyrażanie żalu, lamentu i śpiewanie pieśni żałobnych. To wszystko miało na celu pocieszenie pogrążonej w smutku rodziny i pomoc w przejściu przez okres żałoby.

Zanim Jezus dotarł do domu, miał rozmowę z Martą, która wyraziła swoją wiarę w Niego – to, co powinien uczynić każdy z nas, jeśli chce otrzymać życie wieczne. Najwidoczniej Marta potrzebowała takiej rozmowy z Jezusem, potrzebowała się upewnić w sytuacji doświadczenia, że naprawdę w Niego wierzy i Mu ufa.

Następnie Marta zawołała swoją siostrę Marię, że Jezus chce z nią rozmawiać. Gdy Maria usłyszała, że Jezus jest w pobliżu, szybko udała się do Niego. Kiedy spotyka się z Jezusem, mówi to samo co Marta: że gdyby Jezus tam był, nie umarłby ich brat. Z pewnością razem z siostrą musiały o tym rozmawiać. Maria ma wielki smutek na sercu, ciągle pogrążona jest w płaczu, zastanawia się, jak mogło do tego dojść, dlaczego ich to spotkało. Ale tym razem Jezus nie prowadzi jej do wyznania wiary, lecz raczej ją pociesza, gdy pada do Jego nóg. 

Możemy się zastanawiać, dlaczego Bóg z jednymi osobami postępuje tak, a z innymi inaczej. Ale zobaczmy, że Pan Jezus ma indywidualne podejście do każdego z nas w chwilach cierpienia. Marta potrzebowała wzmocnić swoje zaufanie do Niego w doświadczeniu, Maria zaś potrzebowała Jego współczucia, uścisku i możliwości wypłakania się.

Zwróćmy uwagę, że Pan postępuje z nami zgodnie z naszymi potrzebami i charakterem, a w chwilach doświadczeń daje nam to, co może najlepiej nam pomóc w danym momencie.

Każdy rodzic, który ma dzieci, wie, że każde z dzieci jest trochę inne i inaczej należy z nimi postępować. To, co jest dobre dla jednego dziecka – sposób rozmowy i wychowania – niekoniecznie musi być dobre dla drugiego. Jeden w cierpieniu potrzebuje współczucia, a inny napomnienia; jeden potrzebuje delikatnej sugestii, a inny – żeby zdecydowanie do niego przemówić. Pamiętajmy o tym, że Chrystus doskonale zna osobowość każdego z nas, jak mówi Psalm 139: 

Psalmy 139:2-3: Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz myśl moją z daleka. Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich.” 

Pan wie, jak ma nam pomóc, rozumie wszystkie nasze zmagania, bo przecież jest naszym Stwórcą i sam, będąc w słabym ciele, przechodził wszystkie doświadczenia podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Mówi o tym List do Hebrajczyków: 

Hebrajczyków 2:18: A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą.

Hebrajczyków 4:15-16: Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze. 

Nigdy nie powinniśmy wątpić w zrozumienie i współczucie naszego Zbawiciela. Choć jest w niebie, gdzie zasiada po prawicy tronu Bożego, to nie jest daleko od każdego z nas, ale jest z nami przez swojego Ducha i przechodzi przez życie z tymi, którzy Mu ufają. Nie jest obojętny na twoje i moje doświadczenia, co doskonale widzimy w kolejnych wierszach.

Jezus, gdy zobaczył płaczącą Marię i płaczących Żydów po stracie Łazarza, wzruszył się i również zapłakał. W 35. wierszu mamy najkrótszy werset w Biblii: „I zapłakał Jezus”. Greckie słowo, które mówi o płaczu Jezusa, wskazuje na głębokie wzruszenie – to rodzaj mocnego płaczu i zawodzenia. Pan Jezus nie starał się w żaden sposób ukrywać swojego wzruszenia. I choć jest Bogiem, nie był – jak większość ziemskich przywódców – daleki od ciężkich ludzkich losów, ale utożsamiał się z nami.

Grecy, gdy opisywali swoich bogów, często przedstawiali ich jako osoby niemające uczuć, dalekie od ludzkich emocji, nieczujące troski i bólu.

To jest najlepszy dowód na to, jak Bóg patrzy na nasze cierpienie wynikające z grzechu. To jest najlepszy dowód na to, jak Bóg nam, ludziom, współczuje, widząc tragedię grzechu w naszym życiu i jego konsekwencję, którą jest śmierć. Bóg ubolewa nad stanem ludzkości, rozumie jak nikt inny, jakie straszne rzeczy grzech nam wyrządza, jak wielkie tragedie zadajemy sobie nawzajem przez nasz upadek i jak boleśnie kończy się nasze życie. Możemy tutaj mnożyć straszne skutki grzechu: wojny, nienawiść, gwałt, zazdrość, zawiść, morderstwo, złodziejstwo, wykorzystywanie ludzi, dzieci, słabych i bezbronnych, poniżanie innych, a także wszelkiego rodzaju choroby, wypadki, różne tragedie, a w końcu śmierć. A to tylko krótka lista – wręcz nie da się wyliczyć strasznych skutków grzechu.

A najbardziej smutne dla Boga w tym wszystkim jest to, że pomimo takiego stanu wciąż ludzie nie chcą przyjść do Zbawiciela po ratunek. Jezus widzi tam tych wszystkich płaczących Żydów, wie, że może ich uratować, bo jest Zmartwychwstaniem i Życiem, ale jednocześnie wie, że wielu z nich z powodu swojej pychy, ślepoty duchowej, przywiązania do martwej religii woli pozostać w śmierci.

Nie daj się oszukać, że Bóg jest daleko od ciebie, gdy cierpisz. On cię rozumie lepiej niż ktokolwiek z nas. Nie ma tak bliskiego ci człowieka – czy to matka, czy ojciec, czy ktokolwiek inny – żeby mógł bardziej rozumieć twoje doświadczenia niż Jezus. Ale Bóg nie tylko się przygląda i rozumie – zaprasza nas w naszym cierpieniu, byśmy do Niego przyszli, byśmy dali się pocieszyć przez złożenie naszych ciężarów na Chrystusa, bo On ma o nas staranie (1 P 5,7). Bóg chce, byśmy na wzór Marii przybiegli do Jezusa szybko, padli do Jego stóp i pozwolili się otoczyć opieką, schronili się pod Jego skrzydłami, jak mówi Psalm 91: 

„Psalm 91:1-4: Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam. Bo On wybawi cię z sidła ptasznika i od zgubnej zarazy. Piórami swymi okryje cię i pod skrzydłami Jego znajdziesz schronienie. Wierność Jego jest tarczą i puklerzem.” 

Pastor Steven Cole opowiadał świadectwo, że jeden z przedstawicieli chrześcijańskiej misji amerykańskiej kiedyś odwiedził szkołę w Kenii i słuchał, jak nastoletnie dziewczęta opowiadały o tym, co dała im Biblia w ich ojczystym języku i jakie jej fragmenty do nich najbardziej przemawiały. Jednym z nich właśnie był fragment, że Jezus płakał. Jedna z dziewcząt opowiadała o tym, że gdy płakała w nocy z powodu śmierci swoich rodziców chorujących na AIDS, to wie, że Jezus płakał razem z nią. Pamiętaj, że On płacze także i z tobą. 

Jezus daje nam również przykład, jak powinniśmy reagować na ludzkie cierpienie. Powinniśmy być empatyczni, jak powiedział apostoł Paweł w Liście do Rzymian w 12. rozdziale, że należy płakać z płaczącymi i weselić się z weselącymi. To, co często przeszkadza nam tak czynić, to nasz grzech, skupienie na sobie. Oczekujemy współczucia, płaczu lub radości od innych razem z nami, ale już nie zawsze potrafimy im towarzyszyć w ich doświadczeniach. Zbyt często jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w nasze potrzeby, pragnienia i doświadczenia, że potrafimy nie dostrzegać i nie reagować na to, co przeżywają ludzie wokół nas.

Płacz Jezusa oznacza również prawdziwe Jego człowieczeństwo. Nie wydawał się tylko człowiekiem, nie był jedynie człowiekiem z pozoru lub jakby człowiekiem. Nie miał tylko ludzkiego wyglądu, nie udawał człowieka. Ale był człowiekiem w 100%, jak to się mówi – w pełni, wraz z ciałem i duszą, emocjami oraz wolą. On nie tylko płakał, ale odczuwał zmęczenie, głód, cierpienie, musiał spać, załatwiać potrzeby fizjologiczne i być poddany ludzkim ograniczeniom. Pełne Jego człowieczeństwo było konieczne dla naszego zbawienia. To człowiek zgrzeszył i karę za grzech musiał ponieść człowiek. Jeśli Pan Jezus nie byłby w pełni człowiekiem, to nie mógłby dokonać naszego odkupienia. Człowiekiem również pozostał po swoim zmartwychwstaniu i teraz na tronie, po prawicy Bożej, zasiada Bóg-człowiek, który może się wstawiać za nami u swego Ojca. On jest naszym pośrednikiem, naszym arcykapłanem, naszym orędownikiem przed Bogiem. Należy to podkreślać, bo np. Świadkowie Jehowy głoszą, że Jezus po zmartwychwstaniu nie był człowiekiem, nie miał w pełni ludzkiego ciała; uważają, że zmartwychwstał jako istota duchowa, a ciało, które Jezus miał, nie było prawdziwym ludzkim ciałem. Uważają, że umęczone i położone do grobu ciało Jezusa nie zmartwychwstało, ale zostało usunięte. Ale mówię wam: jeśli Jezus nie był po zmartwychwstaniu człowiekiem, jeśli to nie było Jego zmartwychwstałe ciało, przemienione i uwielbione, to nie może nas reprezentować przed Bogiem.

Ostatnio, gdy byli u mnie Świadkowie Jehowy, właśnie to mówili i było mi smutno, że opowiadają takie kłamstwa o naszym Zbawicielu. Ale Pismo mówi: 

1 Tymoteusza 2:5: Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus. 

Następnie, gdy Jezus dochodzi do grobu z płaczącą Marią, Martą i Żydami, ludzie zadają pytania – w 37. wierszu: „Czy nie mógł On sprawić, skoro otwiera oczy niewidomym, żeby Łazarz nie umarł?” Jak pamiętamy, kilka miesięcy wcześniej, w 9. rozdziale, Jezus uzdrowił ślepego od urodzenia. Żydzi wciąż pamiętają o tym niezwykłym cudzie i mówią: „Czy i tu nie mógł uczynić podobnie?” 

I wiemy, że Jezus oczywiście mógł, ale nie chciał. Działał zgodnie z harmonogramem woli Boga Ojca, a wolą Ojca było, że Łazarz zmarł i żeby przez cud oczywistego zmartwychwstania wszyscy mogli wyraźnie dostrzec w Jezusie Zbawiciela - Syna Bożego. Czy Bóg nie mógłby dzisiaj zakończyć wszystkich wojen na świecie? Czy nie mógłby nakarmić wszystkich głodujących? Czy nie mógłby sprawić, że ludzie przestaliby umierać? Czy nie mógłby w tej chwili uzdrowić nas z naszych chorób i załatwić wszystkie nasze problemy? Oczywiście, że mógłby – jest wszechmogący i nic nie jest dla Niego niemożliwe. Problem nie leży w tym, że Bóg nie może tego zrobić. Ale Bóg nie jest jak jakiś dżin spełniający życzenia, postępuje zgodnie ze swoją wolą i w zgodzie ze wszystkimi swoimi atrybutami, jak Jego świętość, sprawiedliwość, mądrość i wola. I zdaje się, że tego nie rozumieją Żydzi. Wierzymy, że Bóg w Chrystusie kiedyś rozwiąże wszystkie problemy świata, ale uczyni to w taki sposób, jak On sam tego chce, w taki sposób, żeby zrealizowały się wszystkie Jego odwieczne postanowienia, a Jego imię zostało uwielbione.

On nie potrzebuje naszych podpowiedzi, jak ma realizować swoją wolę, ale chce naszego zaufania, jak widzimy to w naszym fragmencie.

Jezus nakazuje odsunąć kamień od pieczary, gdzie Łazarz jest pochowany. Ciekawostką jest, że grób Łazarza jest dzisiaj dostępny dla turystów – znajduje się w grocie skalnej na Zachodnim Brzegu Jordanu, u podnóża Góry Oliwnej. Najstarsze historyczne wzmianki świadczące o tym miejscu pochodzą z około IV wieku. Oczywiście nie ma 100% pewności, że faktycznie jest to, to miejsce, ale prawdopodobieństwo jest spore.

Marta jednak protestuje przed usunięciem kamienia (w. 39). Obawia się, że zapach rozkładu ciała jest już poważny i ma rację – że już śmierdzi. Po czterech dniach procesy gnilne w tamtym rejonie były już mocno widoczne. Wtedy Jezus powiedział jej, by przypomniała sobie, co mówił do niej wcześniej: że jeśli uwierzy, będzie oglądała Bożą chwałę. Prawdopodobnie jest to odwołanie do wypowiedzi Pana Jezusa w 4. wierszu, że ta choroba nie jest na śmierć, ale na chwałę Bożą.

Stąd możemy wnioskować, że Marcie nie chodzi tylko o przykry zapach, ale ona wątpi, czy Jezus może tu cokolwiek jeszcze poradzić, jeśli chodzi o śmierć Łazarza. Równie dobrze wypowiedź Pana Jezusa można zastosować do każdego z nas, a także do naszego kościoła. Czy wierzymy, że jeśli Mu zaufamy, będziemy oglądać chwałę Bożą, zarówno w codziennym naszym życiu, jak i w życiu naszego zboru?

Czy wierzymy, że Bóg może przemienić każdego grzesznika i uczynić z niego swoje dziecko, jeśli zwiastujemy ludziom ewangelię, choćby byli tak samo martwi duchowo jak Łazarz fizycznie? A wiemy, że są jak Łazarz. Czy problem czasami nie leży w nas, że widzimy grzesznych, zepsutych ludzi wokoło – może osoby z naszej rodziny, znajomych – i ciężko nam uwierzyć, że ktoś taki mógłby się nawrócić? Być może zbyt mocno patrzymy na ich ciężki duchowy stan, zamiast wierzyć Bogu i w moc Jego ewangelii. Mam głębokie przekonanie, że jeśli uwierzymy, jeśli bez oporów zastosujemy się do słów naszego Zbawiciela, to będziemy oglądać Bożą chwałę wielokrotnie – Boga działającego w mocy. W tym przypadku Marta miała usunąć kamień; widzimy, że jest nasza część zadania do zrobienia. To, co należy do nas, musimy wykonać, jeśli chcemy oglądać Bożą chwałę. Mamy być Jego świadkami, mamy głosić ewangelię wszelkiemu stworzeniu, mamy się nawzajem miłować, mamy nie być przykrymi jeden dla drugiego, przebaczać sobie, mamy zapierać się samych siebie i krzyżować nasze „ja”, szukając Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości. Mamy chrzcić nawróconych i czynić ich uczniami oraz wszystko to, co Jezus nam przykazał – a zobaczycie, że będziemy oglądać Jego chwałę. I już możemy oglądać Jego chwałę przez to, co każdego dnia czyni: jak wysłuchuje naszych modlitw, jak przemienia nasze serca, jak prowadzi swój kościół, budując go, jak przez wspaniałe stworzenie objawia swoją wiekuistą chwałę. Ale żeby to wszystko zobaczyć, należy odwrócić wzrok od nas, od martwego Łazarza, i spojrzeć na Jezusa Chrystusa – „jak wielki jest twarzy tej blask”.

Następnie usunięto kamień, a Jezus, wzniósłszy oczy w górę, modlił się, mówiąc: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wokoło, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś”.

Pan nie musiał tego mówić, ale wypowiedział te słowa, żeby ludzie usłyszeli i zobaczyli, że On naprawdę jest Synem Bożym, że działa w imieniu Boga, że w imieniu Boga Izraela przyszedł na ziemię, by dać ludziom życie, by uratować ich od śmierci wiecznej.

Widzimy tutaj również głęboką, niczym niezmąconą, żadnym grzechem relację Syna Bożego z Ojcem – taką relację, jakiej nie miał nigdy żaden człowiek. Jezus mówi, że Ojciec zawsze Go wysłuchuje. Nie było takich modlitw, w których Ojciec nie wysłuchał Syna, prócz jednej – przed krzyżem, że jeśli to możliwe, to niech Go ta męka minie – modlił się Jezus, ale wiemy, że nie było innej drogi do zbawienia ludzi, jak tylko przez krzyż. To był jedyny raz, kiedy Ojciec odmówił Synowi, ale Syn uznał to za dobre, okazał doskonałe posłuszeństwo.

Na czym polegała niemal 100% skuteczność modlitw Jezusa? Ano na tym, że Jezus żył w doskonałej społeczności z Bogiem Ojcem, będąc w pełni oddany Jego woli, i modlił się, pragnął i czynił tylko to, co jest wolą Bożą. W każdym aspekcie swojego życia żył w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu.

Próbuję sobie wyobrazić, jaka była reakcja ludzi na słowa Jezusa, na nakaz odsunięcia kamienia, na zaniesioną modlitwę, w końcu na słowa: „Łazarzu, wyjdź z grobu”.

Jezus powiedział to naprawdę głośno, odważnie, zdecydowanie, wobec około kilkudziesięciu lub kilkuset świadków. Pewnie niektórzy myśleli, że zwariował, że co On czyni, że teraz się ośmieszy i będzie skończony. Ludzie musieli mu się przyglądać z największą uwagą i z niedowierzaniem oczekiwać na to, co się wydarzy. I na Jego słowo przyszła natychmiastowa odpowiedź – coś absolutnie niesamowitego: Łazarz wychodzi, cały powiązany materiałem, którym owijano ciało do pogrzebu. Z pewnością wszyscy zebrani są w niesamowitym szoku. Chyba nie było mu łatwo chodzić, będąc owiniętym tymi wszystkimi bandażami. 

Wyszedł na słowa Jezusa – tak i my wszyscy, którzy wierzymy w Niego, zmartwychwstaniemy w dniu ostatecznym na Jego słowo.

Wszyscy otrzymamy nowe, uwielbione ciała. On pokonał moc śmierci, On zniszczył ją na zawsze, On pokonał grzech, który jest żądłem śmierci. Śmierć mogła triumfować, bo moc grzechu do niej nas prowadziła. Ale teraz Jezus ma klucze śmierci i piekła, panuje nad śmiercią i piekłem, daje życie i sądzi. Takiego oto mamy Zbawiciela.

Tą samą mocą, jaką podniósł Łazarza z martwych, i nas ożywił. Ożywił nasze martwe dusze, wyrzekł wobec nas swoje Słowo, by obudziły się nasze kamienne serca i stały się wierzące, ufające Mu, oddające Mu chwałę. Zrodził nas na nowo przez Słowo Prawdy i moc Ducha Świętego, byśmy z duchowo martwych mogli powstać do życia. Uwielbiajmy Go za to, dziękujmy Mu, że nie pozostawił nas w ciemnym grobie, że nie byłoby dla nas nadziei. A jeśli ktoś z nas jeszcze nie doświadczył cudu nowego narodzenia, jeszcze nie słyszał od Jezusa: „Wyjdź ze swojego grobu”, to poproś Go dzisiaj, wołaj w modlitwie do Niego i błagaj, byś przeszedł lub przeszła ze śmierci do żywota.

24.12.2025

Pokój ludziom w których ma upodobanie Łuk 2,1 – 19

 


Przeczytaliśmy dłuższy fragment o narodzeniu Jezusa Chrystusa. Nie możemy zapomnieć, że Boże Narodzenie to Jego święto, to na jego cześć jest ta kolacja wigilijna dzisiaj w społeczności kościoła i za kilka dni w naszych domach przy naszych stołach. W dzisiejszych czasach Boże narodzenie bardzo się skomercjalizowało i często jest sprowadzane wyłącznie do zakupów, prezentów, dekoracji, reklam i presji, by wszystko było „idealne”. Centra handlowe, promocje i marketing zaczynają mówić o świętach znacznie wcześniej niż Kościół przypomina o narodzeniu Zbawiciela. W tym zgiełku łatwo zapomnieć, że istotą Bożego Narodzenia nie jest to, co leży pod choinką, światełka i tzw. „magia świąt” cokolwiek to znaczy, ale Ten, który narodził się w betlejemskim żłobie – nasz Zbawiciel - Jezusa Chrystus.

Obchodzimy Jego urodziny, więc starajmy się świętować tak, aby nasz Solenizant był naprawdę w centrum uwagi. Gdy obchodzimy czyjeś urodziny, myślimy o tej osobie, o jej życiu, o tym, co dla nas znaczy, i staramy się sprawić jej radość. Podobnie powinno być z Bożym Narodzeniem. To czas, by zatrzymać się nad tym, kim Jezus jest, dlaczego przyszedł na świat i co Jego narodzenie oznacza dla naszego życia dzisiaj.

Szczególnie chciałbym zatrzymać się na słowach aniołów z naszego fragmentu z 14 wiersza „chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie”.

Pasterzom zostało dane ujrzeć niebiańską rzeczywistość, zobaczyli wielką rzeszę aniołów, którzy wysławiali Boga i oddawali mu cześć.

A za co aniołowie chwali Boga, za co Go wielbili? Drodzy, Aniołowie oddawali cześć Bogu za narodzenie Jezusa Chrystusa! Czy aniołowie potrzebowali narodzenia Jezusa, czy potrzebowali zbawiciela?

Nie, aniołowie są z Bogiem w niebie, nie potrzebują zbawienia, a jednak rozumieli jakim wielkim wydarzeniem jest wcielenie Bożego syna i za to chwalili Boga. To my ludzie potrzebujemy Zbawiciela, skoro aniołowie wychwali Boga tym bardziej powinniśmy czynić to my. Aniołowie śpiewali chwała, chwała Bogu, bo rozumieli upadek człowieka, naszą nędzę wynikająca z naszej grzeszności, która powoduje oddzielenie człowieka od Boga. Aniołowie również rozumieli, że Bóg doprowadził do spełnienia dziesiątek obietnic zapisanych w Starym Testamencie o przyjściu Mesjasza, rozumieli że Bóg jest wierny i pomimo różnych przeszkód zrealizował słowa, które powiedział w raju do Ewy w 3 rozdz. Ks. Rodzaju, że kiedyś narodzi się potomek z kobiety, który zgniecie głowę węża, który zniszczy szatana i jego dzieła na wieki.

Aniołowie także rozumieli, że ten który był bogaty we wszelką chwałę, moc i majestat, ten dla którego i przez którego zostało wszystko stworzone – Jezus Chrystus stał się  ubogi. Stał się ubogi dla dobra niegodnych grzeszników i opuścił wspaniałe niebo dla chłodu żłobu, ale co jeszcze gorsze dla chłodu ludzkich serc oraz dla odrzucenia, pogardy, a w końcu Krzyża.

Aniołowie wiedzieli, że wcielenie Syna Bożego nie było romantyczną historią, lecz początkiem drogi uniżenia, cierpienia i ofiary. Ten, który od wieczności był czczony w niebie, przyszedł na ziemię, aby zostać wzgardzony przez własne stworzenie. Narodził się nie po to, by Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu, za mnie i za  Ciebie.

Dlatego właśnie aniołowie wyśpiewali chwałę Bogu. Widzieli głębię Bożej miłości i mądrości, plan zbawienia, który przewyższał ludzkie pojęcie. Widzieli, że Bóg Ojciec nie cofnął się przed największą ceną – oddaniem własnego Syna – aby przywrócić człowieka do społeczności ze sobą. Rozumieli, że w tej chwili historia świata zmienia swój bieg, a los grzesznego człowieka zostaje otoczony nadzieją. Nawet kartka na naszych kalendarzach o tym mówi, bo liczymy lata od narodzenia Jezusa! Jednak ta nadzieja pozostanie płonna, pusta jeśli nic z tym nie zrobimy, jeśli skupimy naszą uwagę na tym, czym Boże narodzenie nie jest,  a nie jest jedynie okazją do lepszego Jedzenia, pośpiewania kolęd, postawienia choinki i zawieszenia na niej ozdób, czy dodatkowych zakupów. Jest natomiast planem ratunkowym, Bożą ofertą życia wiecznego i pokoju z Bogiem dla każdego człowieka pod warunkiem, że człowiek to przyjmie i uwierzy, że odwieczne Słowo stało się ciałem, a Bóg posłał nam, tobie -  Zbawiciela.

I o tym aniołowie mówią w drugiej części naszego wiersza, że pokój ludziom w których Bóg ma upodobanie lub których sobie upodobał.

Kwestia pokoju staje dla nas coraz bardziej istotna. Wydaje się, że przez wiele lat ludzie tak dużo nie mówili i nie myśleli o pokoju co dzisiaj. Szczególnie, że za naszą wschodnią granicą jest wojna i ma się wrażenie, ze świat z każdym dniem staje się coraz bardziej chaotyczny i niespokojny, a wojenna retoryka dominuje w mediach. Potrzebujemy pokoju i temat pokoju od jakiegoś czasu stał się tematem modlitw w naszym domu. Ale jeszcze bardziej niż pokoju w tym świecie lub w naszym kraju potrzebujemy pokoju z Bogiem  ponieważ bez pokoju z Bogiem żaden inny pokój nie jest trwały ani prawdziwy. Możemy doświadczać chwilowego spokoju, zewnętrznego bezpieczeństwa czy stabilizacji, ale jeśli serce człowieka pozostaje oddzielone od Boga przez grzech, ten pokój jest kruchy i łatwo go utracić. Prawdziwym problemem ludzkości nie jest brak pokoju między narodami, lecz brak pokoju między człowiekiem a jego Stwórcą. Stąd się biorą wszystkie wojny, niepokój w świecie, chaos, lęk i strach w naszych sercach.

Pan Jezus przyszedł ten problem rozwiązać, zobaczmy, ze aniołowie mówią, że pokój ludziom od Boga w których ma On upodobanie? Czy Bóg ma upodobanie we wszystkich ludziach? A jeśli nie to w jakich nie ma upodobania, a w jakich ma?

Drodzy Biblia mówi, że Bóg ma upodobanie w ludziach, którzy uznają potrzebę swojego zbawienia, uznają swój grzech i przyjmą Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. To ci ludzie otrzymują pokój z Bogiem i życie wieczne. Dlatego ap. Paweł później w liście do Rzymian 5,1 napisał:

Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Jezus Chrystus przez swoje narodzenie, doskonałe święte życie, a później śmierć i zmartwychwstanie otworzył nam drogę do Boga Ojca – On jest naszym pokojem. Gdy uwierzymy w Jezusa mór nieprzyjaźni zbudowany z naszych win między nami, a Bogiem zostaje zniszczony i mamy wtedy pokój z Bogiem. Nie musimy bać się gniewu Bożego i potępienia, bo Pan Jezus przez swoją śmierć zapłacił za nasze grzechy.

Ten pokój od Boga w moim i twoim sercu jeśli uwierzyłaś, jeśli uwierzyłeś przynosi nasza wewnętrzną przemianę, która skutkuje przebaczeniem innym, miłością bliźniego, radością i wewnętrznym spokojem, że Bóg jest w Jezusie naszym Ojcem i troszczy się o nas.

Natomiast Ci którzy nie chcą uwierzyć, nie chcą przyjąć tego poselstwa aniołów O Jezusie jako Zbawicielu nie mogą liczyć na Boży pokój i życie wieczne, nad nimi wciąż ciąży Boży gniew, który w pełni wyleje się w dzień sądu ostatecznego.

I być może nie są to łatwe słowa, ale są słowami prawdy, które wypływają z miłości Boga do człowieka. Bóg nie straszy sądem po to, by człowieka od siebie odepchnąć, lecz ostrzega, aby go ratować. Boże Narodzenie jest właśnie dowodem tego ratunku, ta wigilia – Bóg nie zostawił człowieka w jego grzechu, zagubieniu i buncie, ale sam wyszedł mu naprzeciw w osobie Jezusa Chrystusa.

Dlatego czas łaski, w którym żyjemy, jest czasem decyzji. Dzisiaj wciąż rozbrzmiewa anielskie zwiastowanie: „pokój ludziom”. Drzwi do pokoju z Bogiem są otwarte, zbawienie jest dostępne i oferowane darmo, z łaski, przez wiarę Jezusa.

Boże Narodzenie, dzisiejsza wigilia stawia nas więc przed bardzo osobistym pytaniem: co ja zrobię z Jezusem Chrystusem? Czy pozostanie On jedynie elementem tradycji, piękną historią sprzed dwóch tysięcy lat, czy stanie się moim Panem, Zbawicielem i źródłem pokoju? Nie da się być wobec Niego obojętnym, bo Jego narodzenie domaga się odpowiedzi.

Dla jednych Boże Narodzenie będzie tylko kolejnym świętem, które minie wraz z dekoracjami i wolnymi dniami. Dla innych może stać się początkiem nowego życia – życia w pokoju z Bogiem, w pewności zbawienia i w nadziei życia wiecznego, której nie zniszczy żadna wojna, kryzys ani niepokój tego świata.  

22.11.2025

Jezus zmartwychwstanie i żywot – Jana 11,15–27

Kontynuujemy nasze rozważanie Ewangelii Jana, 11. rozdziału, gdzie Jan przedstawia niepodważalne świadectwo, że Jezus jest prawdziwie Zbawicielem świata, a świadectwem tym jest wskrzeszenie Łazarza. Powiedzieliśmy sobie ostatnio, że Bóg czasami chce, abyśmy cierpieli, bo ma wobec nas wyższe cele i plany, które mają służyć Bożemu Królestwu, Bożej chwale i naszemu wiecznemu dobru.

Drogą do pogodzenia się z trudną Bożą wolą jest zaufanie w dobroć Boga pomimo doświadczeń. Gdy chodzimy z Bogiem, gdy chodzimy w światłości Ewangelii, całe nasze życie znajduje się pod suwerenną kontrolą Boga i niczego nie musimy się obawiać. Jezus powiedział uczniom, którzy bali się iść do Judei, żeby pomóc Łazarzowi: „kto chodzi za dnia, nie potknie się”. Wierzący mają życie wieczne i niczego nie muszą się bać — mogą odważnie pełnić służbę dla Boga w każdych okolicznościach. A jeśli nawet zostaną odwołani z tego świata, idą do Boga, do nieba, oczekując na zmartwychwstanie.

Ci natomiast, którzy chodzą w ciemności — z dala od Boga, z dala od Ewangelii, z dala od woli Bożej zapisanej w Biblii — potkną się, jak powiedział Jezus. Choćby szczęście trwało wiele lat, choćby powodzenie było wielkie, to jednak przychodzi dzień ciemności: dzień śmierci i sądu Bożego, na którym człowiek bez wiary w Jezusa staje z ogromnym bagażem swoich grzechów i nie ma żadnego obrońcy, który wstawi się za nim. Pan Jezus bowiem jest naszym Odkupicielem, Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, naszym zmartwychwstaniem i życiem, naszym pokojem z Bogiem i naszą jedyną nadzieją.

Apostołowie na tym etapie jednak jeszcze tego w pełni nie rozumieją, a cud wskrzeszenia Łazarza ma ich w tym utwierdzić. Jezus mówi w 15. wierszu, że cieszy się, iż Go tam nie było, bo gdyby był, zapewne uzdrowiłby Łazarza. Teraz jednak, gdy Łazarz już nie żyje, Jezus będzie musiał go wskrzesić — a to stanie się dużo większym świadectwem i większym objawieniem Bożej chwały niż samo uzdrowienie.

Widzimy więc, że potrzebujemy umacniać się w wierze i utwierdzać ją przez Boże świadectwa oraz Boże Słowo. Choć uczniowie byli wierzący, to jednak potrzebowali wzrostu duchowego. Każdy chrześcijanin, który rozumie tę potrzebę i dąży do umacniania swojej wiary, jest błogosławiony przez Boga. Tak jak ludzie ćwiczą się w różnych świeckich umiejętnościach, zawodach sportowych czy w swoich zdolnościach zawodowych i dochodzą do doskonałości, tak my mamy się ćwiczyć w pobożności, aby nasza wiara była silna i nie miała braków.

Kiedyś spotkałem człowieka, który był mistrzem świata w układaniu kostki Rubika — i to w różnych jej kombinacjach. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, że w kilka sekund składa wszystkie elementy tej kostki, gdy mnie zajmowało to kilka godzin. Ale gdy utwierdzamy się w wierze i gdy ją ćwiczymy, ona również staje się coraz silniejsza. Tu nie ma dróg na skróty; nie ma cudownych rozwiązań, które pchną naszą wiarę do przodu bez karmienia się Bożymi świadectwami i bez naszego zaangażowania.

Choć uczniowie oraz Maria i Marta wierzą, to jednak potrzebują utwierdzenia wiary — a to z kolei wpływa na praktyczne życie i wybory człowieka. Im mocniej wierzymy, im bardziej jesteśmy przekonani, że Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem, tym piękniej żyjemy dla Jego chwały. Widzimy to wyraźnie w życiu uczniów: gdy po zmartwychwstaniu przekonali się, że Jezus żyje, że pokonał śmierć i że wszystkie Jego słowa są prawdą, byli gotowi podporządkować Mu całe swoje życie, a nawet — gdy zaszła taka potrzeba — oddać je.

Jezus przybywa do Betanii, oddalonej o około 3 kilometry od Jerozolimy, a Łazarz już od czterech dni nie żyje i jest pochowany. W tamtej kulturze chowano człowieka niemal od razu po śmierci, bo nie było możliwości przetrzymywania zwłok, a ciepły klimat sprzyjał szybkiemu rozkładowi. Natomiast czas lamentu i pocieszania rodziny trwał siedem dni od pogrzebu. Jezus przybywa w czwartym dniu tego czasu, gdy u Marii i Marty wciąż jest wiele osób pocieszających je po stracie brata.

Wygląda na to, że była to bardzo znana rodzina, bo przyszło wielu Żydów — nawet kilkuset — w tym znaczący Żydzi z Jerozolimy. Wzmianka, że Łazarz był już w grobie od czterech dni, ma ogromne znaczenie: Żydzi wierzyli, że do trzech dni po śmierci dusza przebywa jeszcze w pobliżu ciała. Wskrzeszenie po trzech dniach mogłoby być uznane za przypadkowe obudzenie. Jednak czwarty dzień nie pozostawiał żadnych wątpliwości: Łazarz naprawdę nie żył. Jan podkreśla to także w 39. wierszu, gdzie pojawia się stwierdzenie, że ciało już „śmierdzi”, co oznaczało postępujący rozkład.

Gdy Marta usłyszała, że Jezus przybył, wybiegła Mu na spotkanie i powiedziała: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby mój brat”. Podobnie przywitała Go później Maria (w. 32). Słowa te wskazują, że Marta i Maria wierzyły, iż Jezus mógł uzdrowić Łazarza, lecz raczej nie spodziewały się, że może On go wskrzesić. Dręczyła je również myśl, że gdyby Jezus był przy nich, Łazarz by nie umarł. To zdradza ich przekonanie, że nie pojmowały jeszcze, iż Bóg panuje nad wszystkim i że Łazarz zmarł, bo taka była Boża wola. Pamiętamy, że Jezus pozostał dwa dni tam, gdzie przebywał, aby Łazarz mógł umrzeć i aby cud wskrzeszenia był niezaprzeczalny.

Czy nie jest tak, że gdy w naszym życiu dzieją się tragedie, wyrzucamy sobie, że mogliśmy zrobić więcej, albo czegoś nie zrobić, aby im zapobiec? Pamiętajmy, że nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości, a takie obwinianie się wskazuje raczej na to, że nie mamy przekonania, iż Bóg nad wszystkim panuje i ma wszystko pod kontrolą — nawet zło i cierpienie. Jest to jakiś rodzaj wątpliwości w dobroć Boga i w Jego prowadzenie.

Jeśli Pan chce, aby coś się wydarzyło, nie jesteśmy w stanie tego zmienić ani temu zapobiec. W takich sytuacjach nie powinniśmy sądzić Boga, że gdyby coś zrobił, nie doszłoby do tragedii, ani samych siebie obwiniać. Niestety niektórzy noszą taki ciężar całymi latami, myśląc, że gdyby zrobili coś więcej, ich bliski by żył lub nie doszłoby do jakiegoś bolesnego wydarzenia.

W takich sytuacjach nasz żal, frustrację, oskarżenia i wyrzuty należy zamienić na zaufanie Bogu.

Niestety i mnie to kiedyś dotknęło: wiele lat nosiłem w sercu oskarżające myśli i pretensje do Boga, że utopiła się moja siostra, a ja — piętnastoletni chłopak — nie dopilnowałem jej, bo byłem bardziej pochłonięty zabawą niż opieką nad nią.

Może i ty nosisz takie wyrzuty... że gdybyś jeszcze raz zadzwonił, że gdybyś podał inne leki, szybciej udał się do lekarza, że gdybyś poszedł do innego szpitala, pojechał w inny dzień, nie poszedł do pracy, nie wsiadł do tego samolotu… Dręczące myśli mogą mieć różną treść.

Uwolnij się od nich. Zaufaj Chrystusowi, że cierpienie, tragedie i wojny — wszystkie te rzeczy — mieszczą się w granicach Jego woli i nic Mu nie umyka.

Biblia mówi:

Hioba 42:2 – „Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden Twój zamysł nie jest dla Ciebie niewykonalny.”
Psalm 135:6 – „Pan czyni wszystko, co zechce, na niebie i na ziemi, w morzach i we wszystkich głębinach.”
Psalm 103:19 – „Pan na niebiosach utwierdził swój tron, a królestwo Jego panuje nad wszystkim.”

Wiemy, że Jezus miał całkowitą kontrolę nad życiem i śmiercią Łazarza. A gdy nasz obraz Chrystusa pogłębia się, gdy coraz lepiej rozumiemy, kim On jest, nasze zaufanie wzrasta, a pokój w sercu pomnaża się.

Następnie Marta mówi, że nawet teraz wie, iż o cokolwiek Jezus poprosiłby Boga, ten by Mu to dał. Co ma na myśli? Nie wiemy do końca. Wydaje się, że nie chodzi jej o fizyczne zmartwychwstanie Łazarza, bo gdy Jezus o tym mówi, Marta odpowiada, że jej brat powstanie z martwych „w dniu ostatecznym”.

Wygląda więc na to, że jest to raczej ogólne stwierdzenie Marty — wyznanie wiary w Jezusa i wyraz zaufania: choć nie wie, w jaki sposób Jezus może pomóc, to jednak wie, że może uczynić coś dobrego w tym cierpieniu. Każdy z nas potrzebuje takiego zaufania — wiary, że jakkolwiek cierpimy, Pan może z tego wyprowadzić dobro. W chwili cierpienia trudno to dostrzec, ale wiara pozwala pokonać zwątpienia.

Gdy Jezus mówi o zmartwychwstaniu Łazarza, Marta przywołuje nauczanie o zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym — dokładnie to, o czym Jezus nauczał w 5. rozdziale Ewangelii Jana. Marta i Maria wcześniej słuchały Jezusa, pewnie nauczał o tym w ich domu, a one przyjęły Jego słowa i uwierzyły Jego obietnicom. Tak samo każdy z nas, jeśli chce mieć życie wieczne, powinien przyjąć słowo Jezusa i żyć nadzieją Jego obietnic. Jego Słowo posila nas każdego dnia, a szczególnie w ciężkim czasie.

Ostatnio czytałem świadectwo pielęgniarki, która wielokrotnie towarzyszyła ludziom przy śmierci. Zauważyła ona ogromną różnicę między umieraniem ludzi wierzących, kochających Chrystusa, a niewierzących. Ci pierwsi odchodzili z nadzieją zmartwychwstania, pełni pokoju, ciesząc się na spotkanie ze swoim Zbawicielem; często jeszcze pocieszali tych, którzy pozostawali. Natomiast niewierzący odchodzili w strachu, pełni niepokoju i niepewności, bez nadziei i bez Boga na świecie.

Jezus wielokrotnie mówił, że w dniu ostatecznym podniesie z martwych wszystkich, którzy w Niego wierzą:

Jana 5:28–29 – „Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Jego; i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.”
Jana 6:39–40 – „A to jest wola Tego, który Mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym. (…) Każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”

To będzie wspaniały dzień, gdy Jezus powróci w chwale, z aniołami i niezliczoną rzeszą świętych. Wtedy wierzący otrzymają nowe, uwielbione ciała — nieskażone grzechem, niezdolne do śmierci, cierpienia, bólu, smutku, depresji czy zmęczenia. To będzie również dzień spotkania ze wszystkimi bohaterami wiary: Noem, Abrahamem, Mojżeszem, Jozuem, Dawidem, Danielem, prorokami i wszystkimi wiernymi apostołami. A przede wszystkim — dzień, w którym będziemy na wieki podziwiać naszego Zbawiciela.

Marta ma więc dobrą eschatologię — naukę o czasach ostatecznych. Uważnie słuchała Jezusa. Jednak możemy mieć teologicznie wszystko dobrze poukładane, a mimo to może nam brakować zaufania w codziennych próbach. Siła do pokonywania doświadczeń płynie nie tylko z właściwej teologii, ale przede wszystkim z bliskiej więzi z Chrystusem. I o tym Jezus chce Marcie przypomnieć.

Dobrze, że wierzy w zmartwychwstanie w dniu ostatecznym — ale powinna wierzyć również w to, że Jezus jest jej zmartwychwstaniem i życiem. To jest piąte wielkie stwierdzenie „Ja Jestem” w Ewangelii Jana.

Słowa te są kolejnym ogłoszeniem Boskości Jezusa. On jest życiem — życie jest w Nim.

Nasza nadzieja zawiera się w osobie Jezusa. Życie wieczne to relacja z Nim — nie tylko poznanie i przyswojenie teologicznych prawd, jak w wielu religiach, ale żywa więź z Chrystusem. Możemy wiele wiedzieć i znać Biblię, a jednak Jezus oczekuje czegoś więcej: osobistej wiary, osobistego zaufania — jak małe dziecko ufa swoim rodzicom, bo są dla niego bliscy, kochani, obecni.

Zauważmy, że Jezus nie mówi jedynie, że udziela zmartwychwstania lub że podniesie ludzi z martwych — choć nawet to byłoby niesamowite. On mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. On jest źródłem życia, tak jak Ojciec jest źródłem życia. W 5. rozdziale Ewangelii Jana Jezus powiedział, że tak jak Ojciec ma życie w sobie, tak dał Synowi, aby i On miał życie w sobie.

Jezus wyjaśnia Marcie, że ci, którzy żyją i wierzą w Niego, nie umrą na wieki. Oczywiście nie mówi tu o śmierci fizycznej — bo zanim Chrystus powróci, wszyscy fizycznie umrzemy. W naszej społeczności w ciągu ostatnich 15 lat naliczyłem ponad dziesięć osób, które odeszły do wieczności. Człowiek uświadamia sobie wtedy, jak szybko mija czas. Ale Jezus obiecuje, że wierzący duchowo nie umrą — nie ujrzą drugiej śmierci. Śmierć fizyczna jest dla nich wejściem do obecności Pana, odpoczynkiem po trudach życia i oczekiwaniem na chwalebne zmartwychwstanie.

Następnie Jezus pyta Martę: „Czy wierzysz w to?” Nie chodzi o wiarę intelektualną, jaką często słyszymy w naszej kulturze — jak ktoś mówi, że „jest wierzący”, a ma jedynie mgliste pojęcie o Jezusie. Chodzi o wiarę osobistą — zaufanie Jezusowi jako Zbawicielowi.

Marta taką wiarę wyznaje. Mówi: „Panie” — uznaje Go swoim Panem — a następnie: „uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystusem”, czyli Mesjaszem, namaszczonym przez Boga Zbawicielem, który miał przyjść na świat. Wyznaje, że On jest tym, na którego Izrael czekał od wieków, o którym mówiły Pisma prorocze. Składa osobiste świadectwo o Jezusie.

Ostatnio odwiedzili mnie Świadkowie Jehowy. Rozmawiam z nimi i pytam w końcu: „Kim jest dla was Jezus?” Mówią: „Synem Bożym”. Pytam więc: „A kim jest dla was osobiście? Czy możecie powiedzieć, że Go znacie? Czy możecie klęknąć przed Nim i powiedzieć: Ty jesteś moim Panem i moim Bogiem — jak zrobił to Tomasz, jak zrobiła to Marta?” Nie byli w stanie. Nie mieli osobistej wiary. Nie mieli więzi z Jezusem.

A co z tobą?

Jezus pyta Martę: Czy wierzysz?
Czy wierzysz, że On jest zmartwychwstaniem i życiem?
Czy wierzysz, że jest drogą, prawdą i życiem?
Czy wierzysz, że jest światłością świata — twoją światłością?
Czy wierzysz, że jest chlebem żywota — i jeśli Go spożywasz, nie umrzesz na wieki?

Czy wierzysz?
Czy spożywasz?
Czy karmisz się Nim?

Czy karmisz swoją duszę rozmyślając o Nim, wołając do Niego, przyjmując Jego Słowo i rozważając je we dnie i w nocy (Psalm 1)? Czy On jest twoją nadzieją nie tylko na zmartwychwstanie w wieczności, ale także nadzieją posilającą cię każdego dnia — w chorobie, w pracy, w wychowaniu dzieci, w starości, w codziennych problemach? Czy pokrzepiają cię Jego obietnice i Jego bliskość?

Mam nadzieję, że tak — bo dla mnie jest.

27.10.2025

Choć w świetle Bożego Słwa Ew. Jana 11,1-14


Wkraczamy dzisiaj do 11 rozdziału Ew. Jana jest to niezwykle ważny rozdział w narracji apostoła Jana. Celem jak wiemy jest przekonać nas, że Pan Jezus jest prawdziwie Zbawicielem świata, Synem Bożym, który przyszedł z nieba i dokonał ponadnaturalnego wcielenia stając się człowiekiem, by objawić nam Boga Ojca i oddać życie za grzeszników byśmy przez wiarę w Niego modli dostąpić przebaczenia i pojednania z Bogiem. A ten rozdział ma dostarczyć nam niepodważalnych dowodów, że tak właściwie jest, że Pan Jezus prawdziwie daje życie wieczne i jest gwarantem naszego zmartwychwstania. Jest to ostatni wielki publiczny cud zapisany przez Jana. Spektakularny cud wobec setek świadków wskrzeszenia z martwych człowieka, co do którego nie było żadnych wątpliwości, że faktycznie nie żyje.

I choć historia ta jest nam wszystkim dobrze znana, to jednak przyglądając się jej szczegółom możemy uchwycić wile wspaniałych prawd, których zazwyczaj na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy. Dzieje się tak choćby dlatego, że prawdy te są ukryte między słowami i wymagają od nas zatrzymania się nad tekstem i wgłębienia się w Niego. Prawdy te, by je odkryć wymagają od nas wysiłku intelektualnego, poświęconego czasu oraz łaski Bożej, by mogły stać się dla nas bardziej jasne. Ale gdy już je odkryjemy staną się wspaniałym duchowym pokarmem posilającym nas, który jeszcze bardziej utwierdzi nasz dusze w przekonaniu, że jeśli jest jakaś prawdziwa nadzieja na pokonanie śmierci i dotarciu do życia, to może być ona tylko w Jezusie Chrystusie.

Z pewnością, gdy czytamy ewangelię to zauważymy, że Pan Jezus nierzadko mówił jakby w zagadkach. Przemawiał w przypowieściach, niekiedy nie mówił wprost o co mu chodzi, ale zmuszał swoich słuchaczy do zastanowienia się. Innym razem ukrywał wobec wrogich mu ludzi i sceptyków swoją prawdziwą tożsamość, a wobec tych, którzy szukali prawdy o Bogu jak np. Samarytanka mówił wprost, że On jest Mesjaszem.

W 16 rodz. Ew. Jana tuż przed śmiercią Jezusa uczniowie mówią do niego

Jan 16:29  Rzekli uczniowie jego: Oto teraz wyraźnie mówisz i żadnej przypowieści nie powiadasz.

Natomiast w Ew. Mateusza czytamy

Mat 13:34  To wszystko mówił Jezus do ludu w podobieństwach, a bez podobieństwa nic do niech nie mówił.

Chodziło o to, że przypowieści i ukryte znaczenia objawiały prawdę o Królestwie Bożym tym, którzy jej szczerze poszukiwali. Jeśli człowiek naprawdę był zainteresowany Królestwem Bożym, to przyjmował słowa Jezusa, rozważał je i w końcu Bóg dawał mu ich poznanie. Natomiast przypowieści i zagadkowe wypowiedzi ukrywały prawdę przed szydercami i ignorantami, którzy naśmiewali się z Chrystusa lub gardzili Nim.

I tutaj w naszym fragmencie mamy kilka takich ukrytych znaczeń którymi się zajmiemy.

Zacznijmy od tego, że Pan Jezus przybywa do Betanii, która była oddalona około 3 kilometrów od Jerozolimy. Przez ostatnie tygodnie pełnił swoją służbę w Galilei, ale zachorował przyjaciel Jezusa - Łazarz. Łazarz był bratem Marii i Marty, domu w którym Pan Jezus zatrzymywał się, gdy przybywał do Jerozolimy. Wydaje się, że w trakcie swojej służby, kiedy Pan Jezus przychodził na różne święta żydowskie i uroczystości w Jerozolimie, to na noc udawał się właśnie do Betanii, gdzie był goszczony wraz z uczniami przez Łazarza, Marię i Martę. Ewangelię mówią o trzech wizytach Pana Jezusa w tym domu, ale biorąc pod uwagę relację jaką miał z domownikami śmiało możemy założyć, że przebywał tam częściej.

Więc, gdy Łazarz poważnie zachorował jego siostry – Maria i Marta szybko posłały po Pana Jezusa żeby pomógł ich bratu. Miały nadzieję, ze Pan Jezus szybko przybędzie i uzdrowi Łazarza swoją cudowną mocą jak uzdrowił setki innych osób. Jednak widzimy, że gdy Jezus o tym usłyszał, to nie śpieszył się zbytnio, by przybyć z pomocą do swego przyjaciela. Nasz tekst mówi w 6 wierszu, że Pan pozostał jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie pełnił służbę zanim udał się do Betanii. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro go tak miłował i mógł mu pomóc, to dlaczego nie zareagował od razu, ale Jezus pozwolił, by Łazarz dalej cierpiał, a w końcu zmarł?

Odpowiedz na to pytanie mamy w 4 wierszu, że ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony. Pan Jezus celowo pozostał na miejscu jeszcze dwa dni żeby dokonała się śmierć Łazarza i żeby był martwy na tyle długo, by nikt nie miał wątpliwości, że umarł i żeby mógł podnieść go z martwych. Dotychczas Jezus już dokonał setek uzdrowień u był znany jako człowiek, który posiada niezwykłą moc. Ale Pan Jezus przede wszystkim mówił i nauczał, że każdy kto w Niego wierzy przeszedł ze śmierci do żywota, nauczał, że wiara w Niego daje żywot wieczny, że człowiek który Mu zaufa otrzymuje zwycięstwo nad śmiercią i nie musi obawiać się sądu Bożego. Nauczał, że jest Panem życia i śmierci, że jest światłością świata i wodą życia, mówił o sobie, że jest chlebem żywota i każdy kto Go spożywa w sensie wiary w Niego ma żywot wieczny.

Przez wskrzeszenie z martwych Łazarza mógł pokazać swoim uczniom i innym, którzy zastanawiali się na ile Jego słowa są prawdą, że faktycznie jest tak jak mówił, że prawdziwie On jest zmartwychwstaniem i żywotem.

Weźmy również pod uwagę, że choć Jezus kochał Łazarza i jego rodzinę, to pozwolił żeby Łazarz cierpiał, a z nim jego siostry, by na nim dokonała się Boża chwała. Siostry Łazarza nie rozumiały motywów Jezusa, co możemy odczytać z 21 wiersza, kiedy Marta powiedziała do Pana, że gdyby był pośród nich, to Łazarz by nie umarł. Marta i Maria przez te kilka dni musiały się przyglądać jak ich brat słabnie, cierpi, a w końcu umiera. Jednak ani cierpienie Łazarza, ani Marty i Marii nie oznaczało, że Jezus ich nie kocha, że mu na nich nie zależy, że jest obojętny na ich doświadczenia.

Widzimy, że Bóg czasami dla wyższych swoich celów pozwala na cierpienie swoich przyjaciół, a my nie zawsze rozumiemy dlaczego tak czyni. Chcielibyśmy żeby od razu, gdy potrzebujemy Jego pomocy zareagował i wybawił nas z opresji, ale weźmy pod uwagę, że przede wszystkich Bóg kieruje się swoją chwałą, swoją wolą, której wypełnienie ostatecznie i nam przynosi błogosławieństwo. To czego potrzebujemy, gdy cierpimy, a pomoc od niego jakiej się spodziewamy nie nadchodzi, to pokory i wiary w to, że wciąż jest dla nas dobry i nas kocha.

 A pomoc może nie nadchodzić z powodu jakiś wyższych Bożych celów, których w tej chwili nie znamy. Chciałbym dzisiaj ciebie zachęcić i wezwać byś nigdy nie podważał lub nie podważała dobroci i miłości Bożej, bo nie wiesz dlaczego Bóg nie reaguje na twoje lub innych cierpienie. Ten fragment również obala fałszywa naukę, która niestety szerzy się w wielu ewangelikalnych kościołach, a mianowicie, że Bóg nie chce żebyś cierpiał. Widzimy, że czasami chce, przyczyny tego mogą być różne, jak Boża chwała, co widzimy w przypadku rodziny Łazarza i ślepca od urodzenia z 9 rozdz. Jana. Innym razem, może Bóg chce nas czegoś nauczyć lub wykształcić w nas jakieś święte cechy, które mogą zaistnieć się tylko przez doświadczenia jakie przechodzimy, jeszcze innym razem może być to Boża dyscyplina z powodu jakiegoś naszego grzechu z którego należy wyznać i się upamiętać. Ale nigdy nie daj się oszukać szatanowi, że jeśli cierpisz, to Bóg Cię nie kocha i na tobie Mu nie zależy. W rzeczywistości Biblia mówi, że kogo Bóg miłuje tego karci Hebr 12,6.

Jakiś czas temu słyszałem jak znany już nieżyjący pastor John MacArthur opowiadał historię młodszego pastora, który pewnego dnia zabrał całą rodzinę, dwie córki i syna, a wraz z nimi było jeszcze dwoje niewierzących studentów z wymiany studenckiej z Włoch i wszyscy razem pojechali samochodem zapisać jedną z córek na studia. Później chcieli odwiedzić na nabożeństwie Zbór Johna MacAthura. Jednak gdy dojeżdżali do uczelni ich samochód został uderzony na skrzyżowaniu przez dużą furgonetkę. Siła uderzenia była tak wielka, że córki tego pastora, które siedziały z tyłu wypadły przez szybę z samochodu i zginęły na miejscu. Ich syn i dwoje studentów z wymiany zostali ciężko ranni. Pastor i jego żona odnieśli niewielkie obrażenia, bo furgonetka uderzyła bardziej w tylną część auta.

John Macarthur mówił, że gdy się o tym dowiedział udał się do szpitala, by pocieszyć tą rodzinę i choć byli zdruzgotani, to ten pastor, który właśnie stracił dwoje dzieci powiedział, że mimo wszystko Bóg jest dobry, bo zabrał jego dwie wierzące córki, które kochały Jezusa i są teraz z Nim, a oszczędził tych niewierzących studentów z wymiany, by jeszcze mieli szanse poznać Jezusa.

A jak ty reagujesz podczas cierpienia, dostrzegasz dobroć Bożą, czy ją kwestionujesz? Ci rodzice, który stracili dzieci nie rozumieli dlaczego, ale potrafili zaufać Jezusowi, że nad wszystkim panuje i realizuje w sposób doskonały swoja wolę jak w przypadku Łazarza.

Jego choroba i śmierć była w tym celu, by przez  nią został uwielbiony Syn Człowieczy, oby Pan dodał nam na tyle sił, że wtedy kiedy doświadczamy cierpienia będziemy również widzieć Jego dobrotliwą rękę nad nami. Zawsze w takich sytuacjach powinniśmy czynić to co Maria i Marta zwracać się do Jezusa w naszym doświadczeniu. One Nie nakazywały Jezusowi co On ma zrobić, ale pokornie powierzyły mu sprawę swego brata mając nadzieje, że przyjdzie im z pomocą.

Następnie po dwóch dniach, kiedy Łazarz już zmarł Jezus powiedział do uczniów, że pójdą znowu do ziemi Judzkiej. Uczniowie pewnie mieli nadzieje że już w ogóle tam nie pójdą, co wyrazili w 8 wierszu „Mistrzu! Dopiero co chcieli Cię Żydzi ukamienować i znowu chcesz tam iść. Jak widać nie byli zachwyceni pomysłem swego nauczyciela. Pamiętali to, co działo się w 10 rozdziale jak Żydzi naznosili kamieni, by zabić Jezusa i starali się Go pojmać. Nie rozumieją dlaczego Jezus znowu chce narażać się na niebezpieczeństwo utraty życia. Reagują w typowo ludzki sposób jak zareagowałaby większość ludzi. Ale pamiętajmy, że są takie chwile w naszej służbie, chwile w których chodzi o Bożą chwałę i wierność Bogu, że nasze osobiste bezpieczeństwo powinno odgrywać drugorzędną rolę, przecież nasze życie i tak jest w rękach Boga.

Myślę o takich sytuacjach kiedy Bóg w sposób wyraźny wzywa nas do pełnienia swojej woli, a my z tego powodu czujemy się zagrożeni i mamy opory żeby to czynić. Mogą być to chwilę, gdy należy dać wyraźne świadectwo o Jezusie, podzielić się ewangelią, okazać się wiernym Bogu. Szatan przez strach kusi nas do rezygnacji i nieposłuszeństwa. Ale Pan Jezus nigdy się temu nie poddawał.

Odpowiedź Pana Jezusa na obawy uczniów jest trochę tajemnicza. On mówi „Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Jeśli kto chodzi we dnie, nie potknie się bo widzi światło tego świata. Jeśli zaś kto chodzi w nocy, potknie się, bo nie ma w sobie światła.

Pojawia się pytanie jak ta odpowiedź się ma do obaw uczniów?

Jezus mówi, że wszyscy mamy tyle czasu ile dał nam Bóg, by wypełniać Jego wolę. Nikt z nas nie ma ani więcej, ani mniej. Wiadomo, że wtedy nie posługiwano się zegarkami tak jak my to czynimy dzisiaj. Żydzi dzielili dzień na dwa cykle, dzień i noc, od wschodu do wieczora około 12 godzin i od wieczora do rana około 12 godzin. Uczniowie obawiali się powrotu do Judei, że mogą zginąć wraz z Jezusem, bo nienawiść przywódców w stosunku do Niego była już na wysokim poziomie.

Ale Jezus mówi, że dzień jest już ustalony, że nie można niczego zmienić, że nie można niczego wydłużyć ani skrócić, nikt nie może zmienić Bożej woli i coś do niej dodać lub z niej odjąć. Żaden wróg Jezusa nie może skrócić jego życia i życia uczniów, ani żaden przyjaciel nie może tego życia wydłużyć. Jezus uświadamia uczniów, że wszystko jest w rękach Boga i Bóg Ojciec nad wszystkim panuje i choć Żydzi próbują go zabić, to zanim nie nadejdzie Jego czas nie będą w stanie tego uczynić. Czyli w świetle życia w jakim się poruszam spotka mnie tylko to, co Bóg dla mnie przeznaczył, co Bóg dla mnie zaplanował. Jeśli kocham Boga i pragnę wypełniać jego wolę nie potknę się, jestem pod Bożą ochroną, kieruje się światłem świata, Bożą wolą jak czynił to Jezus. Nie musiał się obawiać jak i nie musi się obawiać każdy, każdy kto pragnie wypełniać Bożą wolę. Spotka nas w życiu tylko to, co Bóg dla nas przeznaczył i w takim zakresie ile dla nas przeznaczył. Jeśli chodzimy z Bogiem Nie musimy się chować, nie musimy się bać naszych wrogów, nie oni mają nad nami kontrolę, nie oni rządzą naszym życiem i jego okolicznościami chociaż może by chcieli. A nawet często myślą, że tak jest, że mają władze nad nami, ale Jezus wyraźnie uczy, że spełniając Bożą wolę jesteśmy pod Bożą ochroną i w granicach Jego woli. Nie zawsze możemy to dostrzec przez okoliczności, ale możemy być tego pewni przez zaufanie Bożemu Słowu.

Kiedyś tego doświadczyłem w niezwykły sposób, pamiętam wiele lat temu organizowaliśmy nabożeństwo w Nowym Dworze Gdańskim i w trakcie nabożeństwa wdarł się do środka pijany mąż jednej z sióstr i zaczął robić wielką awanturę z tego powodu, że jego żona chodziła do Zboru. Wywracał krzesła, popychał ludzi, a był to duży gość, wysoki i solidnie zbudowany. W dłoni miał dużego gwoździa dachowego i groził, że tym gwoździem kogoś zabije. W trakcie awantury ktoś wezwał policję. Ale zanim przyjechała podbiegł do mnie i zamachnął się tym gwoździem, by wbić mi go w głowę. Naprawdę bałem się, ale w tym wszystkim miałem jakąś taką Bożą odwagę i powiedziałem do niego, że nie możesz zrobić nic poza tym, na co Bóg ci pozwoli i dosłownie jego ręka zatrzymała się nad moja głową i w tej chwili podbiegli bracia i złapali go za ręce, a za chwilę przyjechała policja. Wtedy tak mocno i realnie doświadczyłem Bożej suwerenności, Jezus często o niej nauczał wiedząc, że Jego życie i życie uczniów całkowicie jest w granicach Bożej woli. Uczniowie tak długo przebywając z Jezusem powinni widzieć, że tak jest. Któregoś dnia ostrzeżono Jezusa, że Herod chce Go zabić, gdy nauczał w Perei w regionie  panowania Heroda Antypasa. To był ten Herod, który kazał ściąć Jana Chrzciciela, a Jezus wtedy odpowiedział, że nadal będzie kontynuował swoją misje, aż do dnia wyznaczanego i dopiero wtedy stamtąd odejdzie. Mówił idźcie powiedzcie temu lisowi, że wypędzam złe duchu i dokonuje uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia zakończę (Łuk 13,31-33).

Inaczej mówiąc, Herod nie może mnie skrzywdzić, wykonuję Bożą wole i będę wykonywał ją tak długo jak Bóg tego chce i nic nie może mi w tym przeszkodzić.

Dawid w Psalmie 139 wierszu 16 mówi „Oczy twoje widziały czyny moje, w księdze twej zapisane były wszystkie dni przyszłe, gdy jeszcze żadnego z nich nie było”

Więc choć w Bożym świetle, realizuj Bożą wolę która jest zapisana w Bożym Słowie i czyń to odważnie z radością. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że niekiedy Jezus celowo unikał Żydów, gdy próbowali go skrzywdzić, więc należy umiejętnie w Bożej mądrości szukać właściwego balansu między wiecznymi postanowieniami Boga, a nasza odpowiedzialnością, która również ma znaczenie.

Słyszałem, że ktoś kiedyś powiedział, że jest tak przekonany, że nic nie może mu się stać jeśli Bóg tego nie chce, że byłby gotowy raptem wyjść na środek najbardziej ruchliwej ulicy w godzinach szczytu, a drugi odpowiedział, że jeśli to zrobisz, to być może to jest właśnie twój ostatni dzień. Jezus wypełniał Bożą wole, nie działał jak szaleniec, nie był arogancki, nie był głupi, nie kusił swojego Ojca bezmyślnie się narażając.

Więc pamiętajmy, że mamy tylko tyle czasu na pełnienie Bożej woli ile dał nam Bóg i ten czas powinniśmy dobrze wykorzystać na Bożą chwałę, chodzić w świetle obecności Pana i wykonywać zadania które nam powierzył. Jeśli powierzył Ci dzieci, wychowuj je dla Bożej chwały, jeśli powierzył Ci obowiązki zawodowe, rób je jak najlepiej i bądź dobry świadectwem dla współpracowników. Skoro dał Ci zbór troszcz się o kościół o jego dobro, o braci i siostry, buduj ich i służ im, jesteśmy winni sobie przed Bogiem miłość wzajemną. Jeśli powierzył Ci służbę, to staraj się z niej dobrze wywiązać. Jeśli dał ci dary, rozwijaj je. Jeśli powierzył Ci Pan jakieś zadanie dopilnuj żeby je wykonać, jeśli kazał nam się modlić i zwiastować ewangelię – czyńmy to, I tak mógłbym wymieniać wiele jeszcze rzeczy, ale mam nadzieje, że wiecie o co chodzi.

Jeśli natomiast chodzimy w nocy jak mówi Jezus w 10 wierszu, jeśli człowiek chodzi poza Bożą wolą, nie ma w sobie Bożego światła, nie interesuje go co Bóg mówi o zbawieniu, nie interesuje go Boże słowo, nie ma pragnienia, by służyć Bogu, realizuje w życiu swoje pragnienia i swoją wolę, to w końcu się potknie. W końcu przyjdzie taki dzień ciemności, który go zaskoczy, dzień w którym zbiorą się nad nim ciemne chmury, dzień w którym jego szczęście się skończy, a dobra passa odejdzie. Choćby prowadził najlepsze życie w tym świecie, to dzień prawdziwej ciemności nadejdzie, kiedy Bóg powie w różnych okolicznościach życia, nierzadko zaskakujących wracajcie synowie ludzcy, kiedy Bóg powoła go na sąd, a życie człowieka się skończy. I wyląduje taki człowiek przed tronem Bożym, bez wiary, bez Jezusa, bez Jego wstawiennictwa z ogromnym bagażem swoich grzechów i usłyszy od Jezusa nie znam Cię, idź precz od mnie w ogień wieczny.

Straszny dzień ciemności przyjdzie na wszystkich, którzy odrzucili Pana Jezusa, którzy ignorowali Jego słowa i nie chcieli uwierzyć, ale jeśli jesteśmy w Chrystusie nie potkniemy się, nie musimy obawiać się, chodzimy w świetle, a On nad nami czuwa – jakże to wspaniałe pociesznie, szczególnie w obliczu śmierci i wszelkich doświadczeń.

Następnie Pan Jezus powiedział do uczniów, że Łazarz zasnął, ale On idzie zbudzić Go ze snu. Uczniowie nie rozumieją, że chodzi tutaj o zwykły sen, ale o śmierć, bo mówią w 12 wierszu, że jeśli zasnął to zdrów będzie, obudzi się. Ale Jezus teraz powiedział im jasno, że sen o którym mówił jest śmierć, a On obudzi go z tego snu.

Jezus tutaj kwestie snu odnosi do snu ciała, ale nie do duszy. Biblia mówi, że w chwili śmierci ciało śpi w prochu ziemi lub w grobie Daniela 12,2 czekając na zmartwychwstanie, ale duch człowieka idzie do Boga i w zależności od jego wiary w Chrystusa jest zbawiony lub potępiony. Zbawione dusze ludzi są z Bogiem, są już w niebie, gdzie doświadczają odpoczynku od swoich dzieł jak mówi ap. Paweł w liście do Filipian 1 rozdz., że umrzeć, to znaczy być z Panem lub 2 Koryntian 5 rozdział 8 wiersz, gdzie ap. Paweł kolejny raz mówi, że wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana. On zbudował dla swoich wiernych mieszkanie nie ręką ludzką zbudowane, słabe, nietrwałe, ale wieczne, dom w niebie, nasz dom, gdzie Zbawiciel przygotował nam miejsce i gdzie jest nasza Ojczyzna.

Niewierzące dusze natomiast już doświadczają sądu Bożego i w jakiejś części cierpień piekła jak bogacz z  Ew. Łukasza z 16 rozdz. ostatecznie piekło zostanie wrzucone do jeziora ognistego, gdzie Biblia mówi, że nie mają wytchnienia we dnie i w nocy, czyli na wieki wieków za to, że nie umiłowali Bożej prawdy okazanej światu w Jezusie Chrystusie, ale umiłowali śmierć. Dlatego proszę cię dzisiaj umiłuj życie, umiłuj Chrystusa, pokochaj Jego słowo, choć w świetle Jego słowa a nie potkniesz się nigdy i przejdziesz ze śmierci do żywota. Niewiele rzeczy w życiu jest tak pewnych jak to, niebo i ziemia przeminą, ale Jego słowa nigdy.  

Łączna liczba wyświetleń