14.08.2026

Jezus zwyciężył świat Jana 16,23-33

 


Mówiliśmy o tym ostatnio, że Pan Jezus daje pocieszenie apostołom przed swoim odejściem, że przygotowuje ich na jedną z najtrudniejszych prób w ich życiu, kiedy Jego zabraknie, a ich wyobrażenie Królestwa Bożego całkowicie się posypie. Ale on mówi, że przyjdzie do nich znowu i wtedy wszystko zrozumieją, wtedy zobaczą, że na tym etapie Królestwo Boże, to przede wszystkim duchowa rzeczywistość, to kwestia załatwienia sprawy grzechu i pojednania człowieka z Bogiem.

 Kolejnymi słowami pocieszania i wspaniała obietnica jaką im daje jest to, co czytamy w 23 i w 24 wierszu. Jezus mówi, że w owym dniu nie będziecie mnie już o nic pytać. Odnosi się do tego, co powiedział wcześniej jak oni się Go pytali, co to znaczy, że nie będą Go oglądać, a później znów będą Go oglądać. Ten dzień, będzie dniem, gdy On zmartwychwstanie i otrzymają Ducha Św. wtedy zrozumieją na czym polega tajemnica Królestwa Bożego, zrozumieją jak nigdy wcześniej, że Jezus jest synem Bożym, Zbawicielem świata, który przyszedł pojednać nas z Bogiem i dać nam nowe życie w wierze w Niego. Zrozumieją, że Mesjasz musiał cierpieć, by wejść do swojej chwały. Pamiętacie jak spotkał się po swoim zmartwychwstaniu z apostołami i otworzył im umysły, by mogli rozumieć Pisma prorockie (Łuk 24,45) – szczególnie dotyczyło to jego męki i powrotu do Ojca.

Wtedy również zrozumieją, że Jezus zastępuje już na wieki arcykapłan Starego Testamentu i staje naszym wiecznym pośrednikiem między Bogiem, a ludźmi.

Tym pocieszeniem jest również, że o cokolwiek, co jest zgodne z Bożą wolą od momentu zmartwychwstania i wniebowstąpienia będą prosić Boga Ojca w Imieniu Jezusa, to otrzymają. Ta obietnica Jezusa podczas ostatniej wieczerzy jest często powtarzana, mówił już do nich o tym w Ew. Jana 14,13-14 kiedy powiedział

Jan 14:13  I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu.

14  Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.

Później to samo powiedział w 15 rozdziale 7 wierszu, a teraz kolejny raz to powtarza. Dla apostołów musiała być to rewolucyjna obietnica. Dotychczas musieli chodzić do świątyni, składać ofiary i arcykapłan zanosił modlitwy za lud. Bóg był zawsze odległy za zasłoną, gdzie żaden człowiek oprócz arcykapłana nie mógł wejść, a i sam arcykapłan, gdy dokonywał tam przebłagania musiał się spieszyć, co oznaczało, że nie mógł nawet on czuć się swobobodnie, pewnie przed Bogiem.

A teraz Jezus im mówi, że będą blisko Boga i będą mieć z Nim społeczność niezależnie od Żydowskiego systemu religijnego,  w imieniu Jezusa, wierząc w Niego. Mało tego, Jezus im mówi, że wierząc w Jezusa sami będą mogli prosić Ojca i da im to, co jest potrzebne do służby, życia i naszego rozwoju duchowego.  Czyli chrześcijan ma bezpośredni dostęp do Boga, Pan Jezus otworzył nam drzwi do samego tronu Bożego, przed oblicze Boże, gdzie zawsze możemy przyjść z ufnością pewni Bożej miłości i gotowości, że Bóg chce nas wysłuchać. A jeśli modlimy się o to, o co modliłby się sam Pan Jezus z pewnością zostaniemy wysłuchani.

List do Hebrajczyków zaprasza nas w ten sposób

Hebrajczyków 4:16  Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

Niestety zbyt często chrześcijanie nie korzystają z tego przywileju lub ignorują Go. Czy jesteś świadomy, świadoma, że w Biblii znajduje się ponad 8 tysięcy obietnic, które policzył kiedyś Everek R. Storms, kanadyjski nauczyciel i zagorzały czytelnik Biblii którą przeczytał kilkadziesiąt razy.

Te obietnice są dostępne dla nas, gdy ich potrzebujemy w książce znanego kaznodziei Charlsa Spurgeona „Klejnoty obietnic Bożych” Spurgeon mówi, że jest to skarbiec Bożych obietnic. Nie ma takiego położenia w życiu człowieka w którym Bóg nie mógłby pomoc, nie mógłby pocieszyć, wysłuchać.

Charles Spurgeon pisze tak odnośnie modlitwy w Imieniu Jezusa - cytuje

„Obietnice Boże są jak czek do zrealizowania, ale wielu wierzących nie realizuje tego czeku z różnych powodów. Musimy z wiarą przedstawić Panu obietnicę, jak składa się czek przed okienkiem kasy wypłat w banku. Musimy uczynić ją wartościową przez modlitwę w oczekiwaniu, że zobaczymy jej wypełnienie. A jeśli staniemy we właściwym momencie Banku Nieba, otrzymamy natychmiast to o co prosiliśmy. A Jeżeli data wypłaty okaże się późniejsza, winniśmy cierpliwie czekać; w międzyczasie możemy jednak obietnicę uważać za gotówkę, gdyż Bank wypłaci na pewno, jak tylko nastąpi właściwy termin. Wielu spóźnia się z położeniem życia wiary na czeku i dlatego nic nie otrzymują: inni w błogim spokoju zwlekają z okazaniem czeku i ci też nic nie odbiorą. Ale tu nie ma winy w obietnicy; winni są ci, którzy obchodzą się z czekiem nierozsądnie, wbrew zasadom interesu”. (koniec cytatu)

Pan Jezus mówi 24 wierszu, że gdy uczniowie i my będziemy widzieć, że Bóg Ojciec faktycznie nas wysłuchuje, gdy modlimy się w Imieniu Jezusa, to radość nasza będzie pełna. Polega to na tym, że wysłuchane modlitwy będą dawać nam jeszcze większą głęboką pewność, że jesteśmy kochani przez naszego niebiańskiego Ojca, a to sprawi nam wielką radość. Będzie to radość płynąca z relacji – z faktu, że Ten, który rządzi wszechświatem, nachyla swe ucho ku naszemu wołaniu i traktuje nasze potrzeby jak swoje własne. Czy właśnie tak nie jest, że bardzo się cieszymy, radujemy, gdy Bóg odpowiada na nasze modlitwy? Rzeczywiście tak jest.

Zauważmy też, że Pan Jezus w 26 wierszu mówi, że miłość Ojca do uczniów Jezusa jest tak ogromna, że On nawet nie musi prosić Ojca za nich, Ojciec ich i nas kocha dlatego, że kochamy Jezusa. Nie jest tak, że Jezus musi jakoś bardzo przekonywać Ojca żeby nam przebaczył i żeby nam błogosławił i nas zbawił. Nie jest tak, że Jezus musi jakieś łaski wyrywać od Boga Ojca dla nas, dla swojego ludu, a Ojciec nie chce nam dać. Nie, Ojciec daje nam chętnie wszystko co jest potrzebne do życia i pobożności jak i Syn, bo kocha bardzo swego syna, a my kochamy Jego Syna i kocha bardzo nas. Jesteśmy jego umiłowanym dziećmi, które zrodził przez słowo prawdy i moc Ducha Św.

Jezus dokładnie to podkreśla w 27 wierszu mówiąc „sam Ojciec miłuje was dlatego, że wyście mnie umiłowali i uwierzyli, że ja od Boga wyszedłem

Uczniowie powinni czuć się zachęceni szczególną miłością Ojca. Te słowa są dla nich bardzo ważne, tym bardziej że zostały wypowiedziane przez Jezusa chwilę przed ich duchowym upadkiem. Powinni pamiętać o tym chcąc przezwyciężyć duchowy kryzys, że ufając Jezusowi mają wyjątkowy przywilej wysłuchanej modlitwy, i są darzeni wyjątkową miłością Boga Ojca.   

Drodzy, czasami nie modlimy się, bo nie czujemy się godni, bo wierzymy w kłamstwa diabelskie, że Bóg nas nie wysłucha. Już wielokrotnie spotkałem się z takimi słowami, pastorze proszę pomódl się o mnie, dobrze, ale ty też sam możesz się pomodlić - mówię. Ja nie - odpowiada, ale jak pastor się pomodli, to wtedy Bóg wysłucha. Słuchaj mnie teraz uważnie – to jest kłamstwo, które diabeł wbija w serca wierzących, aby pozbawić ich radości i mocy!

Gdyby Bóg wysłuchiwał modlitw tylko dlatego, że mówi je pastor lub ktoś szczególnie „święty”, to znaczyłoby, że Jezus umarł na krzyżu na próżno.    

Jeśli czekasz, aż ktoś inny pomodli się za ciebie, bo sam nie czujesz się godny, to obrażasz Bożą łaskę. To tak, jakbyś miał czek na okaziciela z podpisem samego Króla, ale zamiast pójść do banku, prosiłbyś kogoś innego, żeby za ciebie odebrał pieniądze, bo uważasz, że nie zasługujesz na to, by stanąć w okienku. Przecież czek został wypisany dla ciebie! Diabeł chce, abyś myślał: „Jestem za grzeszny, moja wiara jest za słaba, Bóg mnie nie wysłucha”. Ale to jest dokładnie odwrotność tego, co mówi Jezus. To właśnie w twojej słabości, w twoim poczuciu niegodności, masz przyjść do Ojca – nie dlatego, że jesteś mocny, ale dlatego, że On jest miłosierny, że Chrystus umarł za Ciebie, a ty w Niego wierzysz i Bóg Ojciec Cię kocha.

Następnie Pan Jezus mówi, że wyszedł od Ojca i przyszedł na ziemię, a teraz  opuszcza świat i wraca do Ojca. Być dla wielu z nas niepozorny wiersz, ale wiele mówiący. Wskazuje na wieczną chwałę Chrystusa, odwieczne synostwo naszego Zbawiciela. Jego początek nie był w Betlejem, kiedy się narodził, ale Jezus był wcześniej u Ojca i z Ojcem w wieczności.

Pamiętacie?  Jana 1:1  Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo.

Słowo było u boga – Jezus był u Boga. Podobnie jak mówi w Jana 3,13

A nikt nie wstąpił do nieba, tylko Ten, który zstąpił z nieba, Syn Człowieczy,

Bardzo podobne słowa do dzisiejszych. Pamiętam jakim dla mnie to było wielki odkryciem, że Jezus Chrystus jest wieczny jak i Ojciec. Gdy przyszedł do nas z nieba od Ojca – Syn Boży przyjął ludzka naturę, stał się człowiekiem. Odchodząc do Ojca odszedł mając już drugą naturę – Boską i ludzką- człowiekiem pozostał. I zobaczmy, że doskonale wiedział, że zostanie zabity, że odejdzie do Ojca przez Krzyż. Nikt Mu życia nie odebrał, sam je dobrowolnie oddał, by z powrotem Je odzyskać, zwyciężyć grzech i śmierć, wrócić do Ojca i posłać Ducha Św. by zrodził nas do Nowego życia i żeby mieszkał w nas budując Królestwo Boże, nowy Boży lud, nowe Boże stworzenie, które nadchodzi.

Możemy powiedzieć w ten sposób, że przyszedł z nieba na ziemie, z ziemi na Krzyż z Krzyża do grobu z grobu do nieba. A teraz czekamy na Jego chwalebny powrót, kiedy przyjdzie w wielkiej swojej chwale, by w pełni odkupić swój lud i żeby być podziwianym przez wszystkich.

Po tych otwartych słowach Jezusa o powrocie uczniowie myślą, że już wszystko rozumieją, uważają, że Jezus przyszedł od Ojca dał im instrukcję, objawił im Ojca, a teraz do Niego wraca. Ale apostołowie nawet sami nie wiedzą jak bardzo jeszcze się mylą, mylą się, bo nie widzą jeszcze Krzyża, nie rozumieją dokładnie jaka jest misja Jezusa. Ale czują się tak zachęceni Jego słowami, że składają wyznanie wiary i mówią po twoich słowach wierzymy, żeś od Boga wyszedł, że wiesz wszystko. Oni wyznają Go Synem Bożym. Widzą, że On nigdy nikogo o nic nie pytał, by zdobyć wiedzę, ale to wszyscy pytali Jego. To wszyscy przychodzili do Niego i byli pełni podziwu nad Jego odpowiedziami odkąd skończył 12 lat.

Na ich deklaracje wiary Jezus odpowiada słowami, teraz wierzycie. Wygląda na to, że Pan Jezus wiedząc wszystko, znając ich zrozumienie prawdy, wiedząc jak za chwile się zachowają opuszczając Go, nie kwestionuje ich wiary, ale koryguje. Jakby chciał się zapytać, czy wy naprawdę rozumiecie co ja mówię, wydaje wam się, że rozumiecie, ale jeszcze wiele nie wiecie. Jezus nie mówi, że ich wiara jest fałszywa, czy zupełnie źle wierzą, On docenia ich wyznanie, ale jednocześnie koryguje je.

Czy rozumiecie, że droga Syna Człowieczego wiedzie przez krzyż? Czy wasza wiara wytrzyma próbę, kiedy zobaczycie Mnie umierającego, zhańbionego, przybitego do krzyża? Czy wtedy jeszcze będziecie wierzyć, że jestem Mesjaszem- Synem Bożym? Czy wtedy jeszcze będziecie mówić: Wierzymy, żeś od Boga wyszedł?

To mówi, że Bóg docenia szczerą wiarę jeśli nawet jest niedojrzała, słaba, czy wątła, a jej teologia jest niepełna, a nawet w niektórych aspektach błędna. Jeśli tylko człowiek szczerze szuka Boga, to Pan zatroszczy się o to, by ta słaba wątła wiara mająca jeszcze pełno dziur rozwinęła się w pełnię poznania Chrystusa, by stała się wiarą dojrzałą, ugruntowaną na skale, która przetrwa każdą burzę i próbę. Więc jeśli nawet masz słabą i jeszcze niedojrzałą wiarę nie zniechęcaj się, a tym bardziej nie rezygnuj z szukania Boga. Po prostu bądź cierpliwy, cierpliwa podążaj wiernie za Chrystusem, a z czasem twoje poznanie i dojrzałość będzie wzrastać. Weź pod uwagę, że Jezus nie porzucił swoich choć wiedział za chwile Go zawiodą. On nie porzuca i nas, zna wszystkie nasze słabości i grzech, wie jak wiele razy jeszcze upadniemy, jak wiele razy zawiedziemy, a jednak błogosławi nasza wiarę i rozwija ja pod warunkiem, że naprawdę ją mamy.

Dalej Pan Jezus mówi jaka naprawdę jest ich wiara, ze nadchodzi godzina, a nawet już jest, że zostawią Jezusa, rozproszą się – taka właśnie ich wiara. Lubimy myśleć, że nasza wiara jest dojrzała i silna, często przeceniamy jej siłę, ale Pan wie jak jest i wciąż nas kocha. Nie kocha nas i nie zbawił nas z powodu wielkości naszej wiary, ale z powodu wielkości swojej łaski i wierności swojemu przymierzu. To nie siła twojej wiary cię zbawia – to moc Chrystusa, w którego wierzysz. To nie twoje własne wytrwanie cię podtrzymuje – to Jego ręka, która wciąż cię trzyma. To są Jego słowa, że nie my Go wybraliśmy, ale On nas wybrał i przeznaczył nas abyśmy szli i owoc wydawali i żeby nasz owoc dla Pana był trwały Ew. Jana 15,16.

Gdy już go zostawią i uświadomią sobie jak się zachowali, zdadzą sobie sprawę z własnej słabości, pojawi się wstyd i rozpacz powinni wiedzieć, że Ojciec był cały czas z Jezusem – to będzie dla nich pocieszenie.  I Jezus mimo ich upadku nie przestaje ich kochać, nie cofa swoich obietnic, nie odwołuje ich powołania. Powinni wiedzieć, że ich słabość nie przekreśla Bożej wierności jak czytamy w liście Pawła do Tymoteusza

2 Tymoteusza 2:13  Jeśli my nie dochowujemy wiary, On pozostaje wierny, albowiem samego siebie zaprzeć się nie może.

Te słowa Jezusa mają za zadanie na nowo przyciągnąć ich po upadku o czym świadczy 33 wiersz, gdzie Jezus mówi, że powiedział im to wszystko, aby w Nim mieli pokój. Aby wiedzieli, że niezależnie od tego co się stanie Bóg jest z nimi i mogą liczyć na Jego łaskę i przebaczenie. Tak często wątpimy w miłość Bożą do nas, szczególnie wtedy kiedy zawodzimy i możemy ulegać kłamstwom Szatana, że Bóg nas już nie przyjmie, że nam nie przebaczy, że Jego łaska się dla nas skończyła, bo zawiedliśmy kolejny raz i kolejny i następny.

Pan Jezus chce żebyśmy w Nim mieli pokój, żeby wtedy kiedy zawodzimy w pokorze  ze skruszonym sercem przyszli po przebaczenie, a otrzymamy je.

Skoro on kazał nam przebaczać naszym bliźnim 77x7 za każdym, gdy nas o to poproszą jak żeby sam miał mieć mniej łaski dla nas niż każe nam mieć dla siebie samych.

Nie daj się oszukać, co do miłości Bożej względem Ciebie, Chrystus chce żebyś miał w Nim pokój. Bóg daje dowód swej miłości ku nam – mówi Pismo przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.      

Rzymian 5:9  Tym bardziej więc teraz, usprawiedliwieni krwią jego, będziemy przez niego zachowani od gniewu.  

Jezus chce żebyś wiedział, wiedziała że umiłował Cię wieczną miłością. Kochamy Go nie dlatego, że myśmy go pierwsi umiłowali, ale to On nas pierwszy umiłował.

Świadomość miłości Bożej w Chrystusie pomoże nam, gdy będziemy doświadczali na świecie ucisku, gdy miłość Boża do nas będzie próbowana i kwestionowana. Niestety świat będzie prześladował chrześcijan, będzie ich nienawidził, ale pocieszenie na nasze odrzucenie znajdziemy w Chrystusie. Spoglądając na Krzyż, na Jego śmierć za nasze grzechy i Jego obietnice upewnimy się, że naprawdę nas kocha i daje nam zwycięstwo nad światem. Świat w Jezusie już nie może nas zniszczyć.

Nasze zwycięstwo nad światem ma udział w jego zwycięstwo, bo Chrystus zwyciężył świat. Zwyciężył grzech sam nie plamiąc się Nim i pokonując moc grzechu przez Krzyż, że przyszło dla nas przebaczenie, gdy w Niego wierzymy. Grzech już nie może spowodować naszego potępienia, bo krew Chrystusa oczyszcza nas od wszystkich grzechów. Pokonał również szatana boga tego świata, władcę tego upadłego porządku rzeczy. Diabeł już nie może trzymać nas w niewoli naszych win i śmierci, bo Jezus złamał żądło śmierci jakim był grzech, który ją przynosił, a dał nam życie wieczne. Śmierć wieczna i sąd Boży nam już nie zagraża, w chwili gdy uwierzyliśmy przeszliśmy ze śmierci do żywota. I Jezus złamał moc grzeszników nad nami, już nie mogą nas zabić, zniszczyć, bo duszy zabić nie mogą. Nawet jak pozornie przegrywamy, czyli pozbawią nas życia, to wygrywamy bo idzie my do naszego Pana, a wkrótce powstaniemy z martwych i będziemy triumfować nad wszystkimi naszymi wrogami.

Chrześcijanin jest zawsze zwycięzcą cokolwiek, by się działo

1 Jana 5:4  Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza.

5  A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie Ten, który wierzy, że Jezus jest Synem Bożym?    

Drodzy ten świat przemija, ale my w Chrystusie zostajemy na zawsze, zawsze zwyciężamy nawet jak pozornie przegrywamy.

Dlatego trzymajmy się Chrystusa całym sercem, miejmy w Nim pokój którego tak potrzebujemy.

Gdy czytam biografii misjonarzy, ludzi którzy służyli dla Królestwa Bożego pomimo ich sukcesów dostrzegam wiele wad i porażek.

 Niektórzy z wielkich, tacy jak John Wesley i William Carey, mieli trudne małżeństwa. David Livingstone był samotnikiem, który miał liczne konflikty ze współpracownikami. Praktycznie porzucił żonę i dzieci, które bardzo cierpiały bez niego. A jednak Bóg posłużył się Livingstonem, aby otworzyć Afrykę na ewangelię!

C.T. Studd, znany z cytatu: „Jeśli Chrystus jest Bogiem i umarł za mnie, żadna ofiara nie jest dla mnie zbyt wielka, abym mógł ją dla Niego ponieść”, zostawił chorą żonę i wyjechał do Afryki, odwiedzając ją tylko raz w ciągu ostatnich 16 lat jej życia. Pracował po 18 godzin dziennie i oczekiwał, że wszyscy inni będą postępować tak samo. Jego głębokie oddanie sprawie Chrystusa sprawiło, że był nietolerancyjny wobec każdego, kto nie był równie oddany. Zraził do siebie wszystkich wokół, w tym córkę i zięcia. Misja, którą założył, ostatecznie go odrzuciła.

Robert Pierce (1914–1978) był amerykańskim pastorem baptystycznym i działacz humanitarny - misjonarz. Najbardziej znany jest jako założyciel międzynarodowych organizacji charytatywnych World Vision International w 1950 roku i Samaritan's Purse – gwiazdkowa niespodzianka. Jednak jego najstarsza córka popełniła samobójstwo. On i jego żona byli w separacji na kilku etapach małżeństwa. Nigdy nie okiełznał swojego wybuchowego temperamentu. W końcu World Vision go zwolniło. Mimo to kochał i służył Panu do końca życia. Nie chodzi o to, by krytykować tych sługi Pańskie ani usprawiedliwiać ich grzechów, wskazując na ich wady. Ale dostrzeganie ich wad i błędów pomaga mi zrozumieć, że kiedy poniosę duchową porażkę, mogę być pokrzepiony Bożą miłością i łaską, które znajdują się w Panu Jezusie Chrystusie. Jeśli poniosłeś porażkę, jest dla ciebie nadzieja, jeśli schronisz się w kochającym i łaskawym Zbawicielu, w Nim możesz mieć pokój.

10.04.2026

Kiedy trawa usycha, a słowo Boga trwa


 Drodzy, może nie wszyscy wiedzą, ale 1 kwietnia 11 dni temu zmarł mój młodszy brat. Pogrzeb odbył się 4 kwietnia w jego urodziny, skończyłby 47 lat. Odszedł do wieczności bardzo szybko, bo od chwili kiedy pojawiły się objawy złego samopoczucia, do śmierci minęło może kilka, kilkanaście minut – nic wcześniej tego nie zapowiadało. Marcin Czytał rano Biblie przed pracą jak zawsze miał w zwyczaju i zdążył powiedzieć do swojej żony, że jest mu duszno i że ręka mu zdrętwiała oraz wpisał wyszukiwarkę internetową czego to mogą być objawy, a następnie powiedział jeszcze, żeby jego żona zadzwoniła po karetkę. Po tych słowach upadł tracąc przytomność. Gdy przyjechała karetka godzinę go reanimowano, ale nie wrócił już do życia. Okazało się, że zmarł na rozległy zawał z zatorem. Dla nas wszystkich to jest wielki szok, tym bardziej, że mój brat wcześniej nie chorował na serce.

Więc jesteśmy wszyscy tym zaskoczeni, wręcz zszokowani, ale czy powinniśmy, czy Biblia nie mówi, że nasze życie jest bardzo kruche i tymczasowe i że należy być w każdej chwili przygotowani na spotkanie z Bogiem. Ta sytuacja uświadomiła mi jeszcze bardziej jak bardzo nieprzewidywalne jest nasze życie i jak prawdziwe jest Słowo Boże mówiące o Jego kruchości i wzywające nas do zaufania Bogu, naszemu Zbawicielowi, by w Nim szukać naszego bezpieczeństwa i oparcia dla naszej przyszłości.

Śmierć mojego brata i jego przykład skłonił mnie, by więcej uwagi dzisiaj poświęcić przemijalności naszego życia i konieczności zadbania, by przygotować się na spotkanie z naszym Zbawicielem.

Niech posłuży nam do dzisiejszej refleksji tekst z Księgi Izajasza

Izajasza 40:6  Głos mówi: Zwiastuj! I rzekłem: Co mam zwiastować? To: Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny.

7  Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr Pana powieje nań. Zaprawdę: Ludzie są trawą!

8  Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo Boga naszego trwa na wieki.

Izajasz kieruje te słowa do Izraela, gdy Izrael przebywa w niewoli Babilońskiej. Patrząc na potęgę Babilonu w tamtym czasie i beznadzieje Bożego ludu w jakiej się znaleźli, świątynia spalona, miasta zniszczone można było pomyśleć, że nie ma już żadnych szans na wyzwolenie i odbudowę narodu. Jednak prorok mówi, że Boży lud nie powinien patrzeć na potęgę i możliwości Babilonu, na możliwości i siłę ludzkiego ciała, bo człowiek nawet tak wielki jak całe Królestwo Babilońskie jest jak trawa, co oznacza, że jego chwała, siła i potęga trwa chwilę, a później znika. Dla Boga największe ludzkie Królestwo nic nie znaczy, a wszystkie narody wobec Boga Jahwe mówi Biblia są jak kropla w wiadrze. To co jest naprawdę trwałe, co jest prawdziwą potęgą i daje wieczne oparcie, to Słowa naszego Boga, to obietnice naszego Zbawiciela. Dla Izraela tymi obietnicami wtedy było wyprowadzenie z niewoli Babilońskiej i odbudowanie narodu, co Bóg zapowiadał przez perskiego króla Cyrusa. Gdy nadszedł odpowiedni czas w Historii Bóg powołał Cyrusa, który podbił w jedną noc Babilon i wydał dekret o odbudowie Jerozolimy, świątyni i powrotu wszystkich wygnańców z Niewoli do swego domu, a także zapewnił odpowiednio środki, by było to możliwe. Dla Izraela tymi obietnicami było również  posłanie oczekiwanego Mesjasza, który utwierdzi Boże obietnice i zagwarantuje ich spełnianie i przyniesie zbawienie dla narodu. Izrael powinien się przygotować na przyjście tego wielkiego Mesjasza, powinien przygotować własne serce i być gotowym przyjąć Go, gdy się pojawi. W związku z tymi obietnicami Boży lud nie powinien się załamywać, ale powinien więcej dowiedzieć się o swoim Bogu, o tym, że jest wszechmocy i włada wszystkimi narodami, a gdy coś postanowi tego dokona

Później ten tekst z Ks. Izajssza cytuje apostoł Piotr w swoim 1 liście  1,24-25 w odniesieniu do nas,  że nasze ciało, nasze wysiłki nie mogły pomóc nam w ratunku i zbawieniu, ale tego czego nie mogło uczynić nasze ciało uczynił Bóg przez swoje Słowo zradzając nas nowo i dając nam swojego Ducha abyśmy nie przeminęli wraz z tym światem.

To jest właśnie prawdziwy problem tego świata, że jest jak trwa w swoim grzechu, a wszelka chwała tego co nas otacza jest chwilowa i tymczasowa. Świat natomiast i ludzie tego świata zachowują się jakby mieli tutaj żyć na wieki. Jednak prawda jest taka, że pojawiamy się na tym świecie na krótko, a nasze życie jest bardzo niepewne i nieprzewidywalne, co powinno skłaniać nas do pokory i szukania Boga.

Gdy jesteśmy młodzi, to wydaje się nam, że życie jest długie, a przed nami jeszcze wiele czasu.

Mamy wtedy wrażenie, że jesteśmy niemal nieśmiertelni i możemy zdobyć cały świat. Ale gdy mijają kolejne lata, idziemy do pracy, zakładamy rodziny i wychowujemy następne pokolenie, to zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy znikomi jak pokolenia, które były przed nami i to tylko kwestia kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat, kiedy odejdziemy.

Piotr mówi, żebyśmy przyjrzeli się trawie polnej, że nasze życie podobne jest do niej, a cała jej chwała pojawia się na krótko i mija w ciągu jednego sezonu.

Skupmy się chwilę na tym i pomyślmy, co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez obraz trawy polnej. W Piśmie Świętym często jest to obraz ludzkiego życia, a  porównanie to jest wielokrotnie powtarzane i przypominane.

Król Dawid w Psalmie 35 powiedział:

Psalm 39:5  Daj mi, Panie, poznać kres mój I jaka jest miara dni moich, Abym wiedział, jak jestem znikomy!

W Psalmie 103 czytamy podobne słowa, psalmista mówi, że Bóg:

Psalm 103:14  Bo On wie, jakim tworem jesteśmy, Pamięta, żeśmy prochem.

15  Dni człowieka są jak trawa: Tak kwitnie jak kwiat polny.

16  Gdy wiatr nań powieje, już go nie ma I już go nie ujrzy miejsce jego.

Również możemy przeczytać o podobnym porównaniu w Liście Św. Jakuba 4,14:

Jakuba 4:14  Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.

I rzeczywiście, łąka jest piękna, szczególnie wtedy gdy zakwitnie, ale trwa to bardzo krótko i za chwilę cała jej chwała mija. Mamy już wiosnę i będziemy mogli oglądać jej wspaniałe kwitnące krajobrazy, ale szybko przeminie ten okres, czas pięknych kwiatów jest krótki.

Podobnie jest z każdym ciałem, z każdym człowiekiem, niezależnie od tego kim by był lub co w życiu osiągnął, nasz czas jest bardzo krótki. Możemy prowadzić najlepsze i najbardziej wspaniałe życie, być najmądrzejszymi i bardzo uhonorowanymi ludźmi. Możemy być wielkimi w tym świecie, podziwianymi przez wielu i wielu może nam zazdrościć sukcesów oraz osiągnięć. Możemy być również bardzo dumni z tego, co w życiu udało nam się uzyskać. Niekiedy ta duma wynika ze zdobytego wykształcenia, z dobrze wychowanych dzieci, posiadania wielu majętności, czy zdobycia wielu sukcesów w różnych dziedzinach życiowych. Ale chwała ta, choćby była najbardziej spektakularna, jest tymczasowa, chwilowa, a przez to nietrwała i bardzo złudna. Kwiat usycha w zaledwie kilka tygodni, podobnie wszyscy odchodzimy, a wszystkie nasze sukcesy w obliczu śmierci stają się bezwartościowe, w tym sensie, że nie mogą nam pomóc - nie mogą nas przed śmiercią uratować  i dać nam życia wiecznego.

Pamiętajmy o tym, że w grobie nędzarz i książę leżą obok siebie, koniec obojga jest taki sam. 

Kiedyś św. pamięci Józek, członek naszego Zboru opowiadał o tym jak bardzo szef firmy w której pracował był zaganiany - na nic nie miał czasu, prowadził wiele biznesów, a 24 godz. dla niego było za mało, by wszystko ogarnąć. Żeby wydłużyć sobie dzień, postanowił kupić sobie śmigłowiec, by jak najszybciej dotrzeć z kolejnego spotkania biznesowego na następne. A, że był zamożnym człowiekiem, to mógł na niego sobie pozwolić. Któregoś dnia jednak śmigłowiec uległ awarii podczas lotu i zginął wraz z pilotem. Cóż za ironia, to, co miało wydłużyć mu dzień, jakby przedłużyć jego życie, skróciło je. Czy był przygotowany na wieczność?

To tylko jeden z przykładów, który pokazuje nam jak kruche nasze życie i jak szybko przemijamy. Wydaje się nam, że możemy być pewni następnego dnia i robimy śmiałe plany na przyszłość, jednak musimy się z tym zgodzić, że życie każdego z nas może być w każdej chwili przerwane podobnie jak życie mojego brata. Wystarczyło 15 minut i już go między nami niema.

I choć życie niektórych z nas może wyróżniać się wśród innych i być bardzo rzadkim kwiatem, delikatnym wspaniałym i lśniącym, to w końcu ginie, obraca się w proch jak wszyscy. A proch Cezara nie jest bardziej królewski niż pył żebraka.  

W związku z tym, ze nasze życie jest bardzo kruche, nietrwałe, nieprzewidywalne i nie możemy być pewni nawet najbliższych kilku minut powinniśmy uchwycić się tego co wieczne, uchwycić się Bożego Słowa, Naszego Pana Jezusa, bo tylko Słowo Boga naszego trwa na wieki.

 I powiem wam, że sprawa jest pilna.

Wiele osób często zwleka z nawróceniem do Boga, odkłada to na kolejny dzień, na jutro, za rok, za 10 lat, na starość i często nigdy się nie nawracają umierając w swoich grzechach. Inni znowu mówią, że nawrócą się, ale najpierw musze wyszaleć się, użyć tego świata, załatwić jakieś sprawy, zbudować dom, spłacić kredyt, zwiedzić cały świat. Wymówek może być tyle co ludzi, aż śmierć ich zaskoczy, a może przyjść bardzo szybo w ciągu jednej chwili i człowiek nie jest w stanie już nic zrobić. Pan Jezus o tym mówił w 14 rozdz. Ew. Łukasza posługując się przypowieścią, że Bóg przygotował wielkie zbawienie i zaprosił wielu, ale ludzie się wymawiają na różne sposoby i nie chcą przyjść do Boga, odrzucają Boży dar zbawienia myśląc, że zawsze będą mieli szanse. Jednak Biblia mówi, że oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia, dzisiaj jest dzień zbawiania i żebyśmy nie zatwardzali serc swoich, ale przyjęli zaproszenie Chrystusa do życia wiecznego. Jeśli odkładamy to na jutro, to weźmy sobie mocno do serca, że jutro nie należy do nas, nie mamy władzy nad dniem jutrzejszym, należy On do Boga. Przykład mojego brata przedstawia nam to bardzo wyraźnie, choć dzięki Bogu On wierzył.

 Ale miał wile planów na przyszłość, umawialiśmy się, że latem pojedziemy razem odwiedzić naszą rodzinę w okolicach Lublina skąd pochodził mój dziadek i trochę poszukamy korzeni rodzinnych. Remontował dom i miał w planach przeprowadzić się do niego za kilka tygodni, często o tym rozmawialiśmy. Miał w planach rozwój służby, fundacji którą prowadził i oczywiście wiele planów odnośnie rodziny i dzieci. Bóg natomiast miał swój plan co do Niego i powiedział, wracajcie synowie ludzcy jak mówią Słowa z Psalmu 90. Wtedy kiedy Bóg wypowiada te słowa, kiedy czas naszego rozstania z tym życiem nadchodzi musimy być gotowi, musimy zostać znalezieni z wiarą. Musimy stanąć przed Bogiem mając obok siebie Jezusa Chrystusa, który przyzna się do nas w ten dzień przed swoim Ojcem. A obiecał, że przyzna się do wszystkich, którzy wierzą w Niego, którzy kochają Go, którzy przestrzegają Jego przykazań – tych nazwał przyjaciółmi. Mój brat, choć nie wiedział kiedy  ten dzień nastąpi, to był  przygotowany każdego dnia, bo pojednał się z Bogiem przez wiarę w Jezusa i służył mu.

Teraz ta odpowiedzialność gotowości i czujności spoczywa na nas, na tobie, bo każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu.

Pan Jezus wielokrotnie wzywał nas do czujności choćby w 25 rozdz. Ew. Mateusza przez podobieństwo o 10 pannach, gdzie 5 było głupich i 5 mądrych panien. 5 głupich nie było przygotowane na spotkanie z oblubieńcem, nie miały one oliwy w swych lampach, nie miały wiary, nie miały ufności, nie były na nowo narodzone. Mądre panny natomiast miały wiarę, miały oliwę w lampach, miały Ducha Św. kochały Zbawiciela i czekały na spotkanie z Nim.

Pan Jezus podsumowując to podobieństwo mówi

Mateusza 25:13  Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.

Ani ja, ani ty, nie wiemy kiedy Bóg wezwie nas na sąd, nie wiesz kiedy Jezus przyjdzie. Nie wiesz kiedy przyjdzie z nieba i nie wiesz, kiedy Bóg zażąda twojej duszy, więc musimy być czujni cały czas. Chodzi oczywiście o czujność duchową, o bycie przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Jeśli chodzi o sprawy tego świata potrafimy być bardzo czujni żeby np. zarobić jakieś pieniądze albo nie stracić, żeby wykorzystać okazje, bo gdzieś pojawia się promocja, czy unikać zagrożenia, które może nam zaszkodzić. Natomiast sprawy duchowe potrafimy zaniedbywać, bo nasza czujność i ostrość duchowego widzenia może być stłumiona przez grzech i przytępiona przez duchową ślepotę.

Gdy Biblia mówi o czujności na spotkanie z Panem, to ma na myśli kilka podstawowych rzeczy. Po pierwsze musimy wierzyć w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela żywą wiarą, żywą żarliwą ufnością o której mówi list do Hebrajczyków żebyśmy dbali i zachowywali taką ufność w zbawienie i obietnice Chrystusa jak mieliśmy na początku, gdy uwierzyliśmy. Chodzi o obietnice Jego przebaczenia, zadośćuczynienia za nasze winy, miłości do nas, dobroci, łaski, przyjęcia nas do domu naszego Ojca i zmartwychwstania. Kolejny drugi element czujności, to trwanie cały czas w modlitwie, dbanie o osobistą społeczność z naszym Zbawicielem jak wspomniana w ewangeliach wdowa, która ciągle nachodziła niesprawiedliwego sędziego, by wziął ją w obronę. Jak wiara jest sercem naszego duchowego życia, tak modlitwa jego płucami. Jak nie  możesz żyć fizycznie bez serca i płuc, tak nie możesz mieć duchowego życia bez wiary i bez modlitwy.

Następny element czujności to trwanie w Słowie Chrystusa, co znacznie wykracza poza czytanie Biblii. Trwanie w słowie Jezusa polega na przechowywaniu tego Słowa we własnym sercu, rozważaniu Go i rozmyślaniu o Nim dniem i nocą jak mówi psalm 1 i oczywiście posłuszeństwo temu Słowu. Chodzi o to, że czynisz słowa Jezusa fundamentem swojego życia, myślenia i działania, to jest budowanie domu na skale o którym nauczał Pan Jezus w Ew. Mateusza.

Bycie czujnym, to życie w dążeniu do uświęcenia, czyli odrzucanie grzechu, wyznawanie swojego grzechu, życie w świętości do czego nawołuje nas ap. Piotr

1 List Piotra 1:15  Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym.

Grzech przytępia nasze duchowe zmysły, odbiera nam pokój i radość, sprawia że komunikacja z naszym Zbawicielem jest przerwana, a Duch Św. przygaszony i nie chce przez nas się manifestować.

Innym ważnym elementem czujności jest trwanie w społeczności kościoła, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków do czego często wzywa nas Słowo Boże. Kościół jest nam niezbędny, by się wzajemnie miłować, służyć sobie, umacniać się i pomagać nam w dyscyplinie duchowej. Gdy zaniedbujemy tą kwestię, to szybko rozleniwiamy się duchowo stając się ospałymi w gorliwości dla Chrystusa.

Często mniej wspominane elementy czujności, ale równie ważne, to oczekiwanie w nadziei radości na spotkanie z Panem oraz bycie wytrwałym, cierpliwym w naszym podążaniu za Chrystusem. Wytrwałość i cierpliwość jest często poruszanym  tematem w Nowym Testamencie, zwłaszcza w kontekście prześladowań, opóźniającego się powrotu Pana i codziennych zmagań z grzechem. Bez wytrwałości nawet najgorliwsza wiara może zgasnąć, a czujność przerodzić się w zniechęcenie.

Autor listu do Hebrajczyków zachęca: „Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście, spełniwszy wolę Bożą, otrzymali obietnicę(Hbr 10,36), a w Liście do Rzymian Paweł pisze: „Przez cierpliwość w czynieniu dobra szukamy chwały, czci i nieśmiertelności – życia wiecznego” (Rz 2,7). Sam Jezus w przypowieści o siewcy ostrzega, że ci, którzy w chwilach próby odstępują, nie wydają owocu, natomiast „ci na dobrej ziemi, którzy w sercu szlachetnym i dobrym usłyszawszy słowo, zatrzymują je i wydają owoc przez wytrwałość” (Łk 8,15).

A jak jest z tobą, czy jesteś czujny, czujna i przygotowany, czy przygotowana na spotkanie z Jezusem Chrystusem? Być może z tych elementów czujności jakie wymieniłem są niektóre do poprawy, wiara, modlitwa, Słowo Boże, uświęcenie, społeczność kościoła, nadzieja i wytrwałość. Wciąż jeszcze mamy chwilę czasu, by zająć się tymi sprawami, ale nie odkładajmy ich na później. Mówię wam sprawa jest pilna!

Ostatnią kwestią jaką chciałem poruszyć w kontekście kruchości naszego życia i wieczności na przykładzie mojego brata, to że nie tylko nasze życie powinno uwielbiać Pana, ale i śmierć. Chodzi mi o to jakie świadectwo po sobie zostawimy. Choć mój brat nie był idealnym człowiekiem, ale grzesznym jak my wszyscy jednak pozostawił po sobie chlubne świadectwo. Na pogrzebie wiele osób składało o nim dobre świadectwo wierności Chrystusowi, wytrwałej służby i ofiarnej miłości. Zostanie zapamiętany jako wierny sługa naszego Zbawiciela i wierzę, że jeszcze długo po jego śmierci to świadectwo będzie wydawało owoc.

Jak my chcemy być zapamiętani, jak będziemy wspominani w tym świecie, kiedy nas już nie będzie?  Czy chcemy, by nasze życie było jedynie suchą trawą, która po krótkim czasie zostaje zapomniana, czy może pragniemy pozostawić po sobie trwały ślad w postaci wiary, miłości i nadziei, która będzie inspiracją dla innych, dla wielu, by szli za Chrystusem?

Śmierć mojego brata Marcina jest dla nas wszystkich bolesnym, ale i niezwykle wymownym kazaniem. W ciągu kilkunastu minut jego życie na ziemi dobiegło końca. Nie miał czasu, by pożegnać żonę, powiedzieć dzieciom, że je kocha, ani dokończyć remontu domu, do którego tak się przygotowywał. Nie zdążył zrealizować planów na lato, ani rozwinąć swojej fundacji tak, jak zamierzał. Ale zdążył zrobić coś o wiele ważniejszego – każdego dnia, także tego ostatniego, czytał Pismo Święte, ufał swojemu Zbawicielowi, żył wiarą, i nadzieją, blisko społeczności kościoła w stanie duchowej gotowości.

To jest właśnie ta najważniejsza lekcja, jaką zostawił nam Marcin: nie chodzi o to, by zdążyć ze wszystkim, ale by być gotowym na wszystko. Być gotowym na spotkanie z Panem w każdej chwili, bo ta chwila może nadejść zupełnie niespodziewanie – jak złodziej w nocy, jak wiatr, który na nas powieje, a wtedy kwiat więdnie, jak para, która znika. Jednak jeśli jesteśmy w Chrystusie, nie przemijamy.

Apostoł Paweł w Liście do Filipian pisał: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). Marcin nie bał się śmierci, bo wiedział, co go czeka po drugiej stronie. Często stawał na rynku z literaturą chrześcijańską i z banerem „nie lękaj się śmierci”  Wiedział, że jeśli jego ziemski dom – to ciało rozpadnie się, ma w niebie budowlę od Boga, dom nie ręką uczyniony, ale wieczny. I to jest ta radosna nadzieja, którą mamy my, wierzący w Chrystusa, bo wiemy, że „ani śmierć, ani życie... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).

27.02.2026

Jezus współczuje nam w naszych doświadczeniach – Ew. Jana 11, 28-44


Często, gdy przeżywamy jakiś ból i doświadczenia, możemy mieć wrażenie, że przechodzimy go zupełnie samotnie i niewielu nas rozumie. W takich sytuacjach Bóg może się wydawać zupełnie odległy. Przychodzą nam do głowy myśli: „Co On może wiedzieć o moim cierpieniu? Przecież jest w niebie, a my na ziemi”. Jednak Słowo Boże uczy nas, że Chrystus jest z nami w ciężkich doświadczeniach i nie tylko nas wspiera, ale przeżywa je razem z nami, jak widzimy to w naszej dzisiejszej historii.

Jesteśmy w miejscu, gdzie Jezus przybywa do Betanii, do domu Łazarza, Marty i Marii, którzy byli rodzeństwem. Powodem przyjścia Jezusa jest choroba i śmierć Jego przyjaciela Łazarza. Gdy Łazarz zachorował, jego siostry posłały po Jezusa, żeby przyszedł i mu pomógł, ale Jezus specjalnie zwlekał z szybkim przybyciem, bo chciał, by Łazarz umarł i odpowiednio długo leżał w grobie – cztery dni, po których zamierzał podnieść go z martwych. Ten cud ma być niezwykłym i wielkim dowodem na to, że Chrystus naprawdę jest zmartwychwstaniem i życiem, że ma władzę dać ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne przez wiarę w Niego.

Gdy Jezus przybywa do Betanii, jest środek pierwszej części żałoby po zmarłym, która trwała siedem dni. Schodziła się rodzina i bliscy, wynajmowano specjalne płaczki, których zadaniem było wyrażanie żalu, lamentu i śpiewanie pieśni żałobnych. To wszystko miało na celu pocieszenie pogrążonej w smutku rodziny i pomoc w przejściu przez okres żałoby.

Zanim Jezus dotarł do domu, miał rozmowę z Martą, która wyraziła swoją wiarę w Niego – to, co powinien uczynić każdy z nas, jeśli chce otrzymać życie wieczne. Najwidoczniej Marta potrzebowała takiej rozmowy z Jezusem, potrzebowała się upewnić w sytuacji doświadczenia, że naprawdę w Niego wierzy i Mu ufa.

Następnie Marta zawołała swoją siostrę Marię, że Jezus chce z nią rozmawiać. Gdy Maria usłyszała, że Jezus jest w pobliżu, szybko udała się do Niego. Kiedy spotyka się z Jezusem, mówi to samo co Marta: że gdyby Jezus tam był, nie umarłby ich brat. Z pewnością razem z siostrą musiały o tym rozmawiać. Maria ma wielki smutek na sercu, ciągle pogrążona jest w płaczu, zastanawia się, jak mogło do tego dojść, dlaczego ich to spotkało. Ale tym razem Jezus nie prowadzi jej do wyznania wiary, lecz raczej ją pociesza, gdy pada do Jego nóg. 

Możemy się zastanawiać, dlaczego Bóg z jednymi osobami postępuje tak, a z innymi inaczej. Ale zobaczmy, że Pan Jezus ma indywidualne podejście do każdego z nas w chwilach cierpienia. Marta potrzebowała wzmocnić swoje zaufanie do Niego w doświadczeniu, Maria zaś potrzebowała Jego współczucia, uścisku i możliwości wypłakania się.

Zwróćmy uwagę, że Pan postępuje z nami zgodnie z naszymi potrzebami i charakterem, a w chwilach doświadczeń daje nam to, co może najlepiej nam pomóc w danym momencie.

Każdy rodzic, który ma dzieci, wie, że każde z dzieci jest trochę inne i inaczej należy z nimi postępować. To, co jest dobre dla jednego dziecka – sposób rozmowy i wychowania – niekoniecznie musi być dobre dla drugiego. Jeden w cierpieniu potrzebuje współczucia, a inny napomnienia; jeden potrzebuje delikatnej sugestii, a inny – żeby zdecydowanie do niego przemówić. Pamiętajmy o tym, że Chrystus doskonale zna osobowość każdego z nas, jak mówi Psalm 139: 

Psalmy 139:2-3: Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz myśl moją z daleka. Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich.” 

Pan wie, jak ma nam pomóc, rozumie wszystkie nasze zmagania, bo przecież jest naszym Stwórcą i sam, będąc w słabym ciele, przechodził wszystkie doświadczenia podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Mówi o tym List do Hebrajczyków: 

Hebrajczyków 2:18: A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą.

Hebrajczyków 4:15-16: Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze. 

Nigdy nie powinniśmy wątpić w zrozumienie i współczucie naszego Zbawiciela. Choć jest w niebie, gdzie zasiada po prawicy tronu Bożego, to nie jest daleko od każdego z nas, ale jest z nami przez swojego Ducha i przechodzi przez życie z tymi, którzy Mu ufają. Nie jest obojętny na twoje i moje doświadczenia, co doskonale widzimy w kolejnych wierszach.

Jezus, gdy zobaczył płaczącą Marię i płaczących Żydów po stracie Łazarza, wzruszył się i również zapłakał. W 35. wierszu mamy najkrótszy werset w Biblii: „I zapłakał Jezus”. Greckie słowo, które mówi o płaczu Jezusa, wskazuje na głębokie wzruszenie – to rodzaj mocnego płaczu i zawodzenia. Pan Jezus nie starał się w żaden sposób ukrywać swojego wzruszenia. I choć jest Bogiem, nie był – jak większość ziemskich przywódców – daleki od ciężkich ludzkich losów, ale utożsamiał się z nami.

Grecy, gdy opisywali swoich bogów, często przedstawiali ich jako osoby niemające uczuć, dalekie od ludzkich emocji, nieczujące troski i bólu.

To jest najlepszy dowód na to, jak Bóg patrzy na nasze cierpienie wynikające z grzechu. To jest najlepszy dowód na to, jak Bóg nam, ludziom, współczuje, widząc tragedię grzechu w naszym życiu i jego konsekwencję, którą jest śmierć. Bóg ubolewa nad stanem ludzkości, rozumie jak nikt inny, jakie straszne rzeczy grzech nam wyrządza, jak wielkie tragedie zadajemy sobie nawzajem przez nasz upadek i jak boleśnie kończy się nasze życie. Możemy tutaj mnożyć straszne skutki grzechu: wojny, nienawiść, gwałt, zazdrość, zawiść, morderstwo, złodziejstwo, wykorzystywanie ludzi, dzieci, słabych i bezbronnych, poniżanie innych, a także wszelkiego rodzaju choroby, wypadki, różne tragedie, a w końcu śmierć. A to tylko krótka lista – wręcz nie da się wyliczyć strasznych skutków grzechu.

A najbardziej smutne dla Boga w tym wszystkim jest to, że pomimo takiego stanu wciąż ludzie nie chcą przyjść do Zbawiciela po ratunek. Jezus widzi tam tych wszystkich płaczących Żydów, wie, że może ich uratować, bo jest Zmartwychwstaniem i Życiem, ale jednocześnie wie, że wielu z nich z powodu swojej pychy, ślepoty duchowej, przywiązania do martwej religii woli pozostać w śmierci.

Nie daj się oszukać, że Bóg jest daleko od ciebie, gdy cierpisz. On cię rozumie lepiej niż ktokolwiek z nas. Nie ma tak bliskiego ci człowieka – czy to matka, czy ojciec, czy ktokolwiek inny – żeby mógł bardziej rozumieć twoje doświadczenia niż Jezus. Ale Bóg nie tylko się przygląda i rozumie – zaprasza nas w naszym cierpieniu, byśmy do Niego przyszli, byśmy dali się pocieszyć przez złożenie naszych ciężarów na Chrystusa, bo On ma o nas staranie (1 P 5,7). Bóg chce, byśmy na wzór Marii przybiegli do Jezusa szybko, padli do Jego stóp i pozwolili się otoczyć opieką, schronili się pod Jego skrzydłami, jak mówi Psalm 91: 

„Psalm 91:1-4: Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam. Bo On wybawi cię z sidła ptasznika i od zgubnej zarazy. Piórami swymi okryje cię i pod skrzydłami Jego znajdziesz schronienie. Wierność Jego jest tarczą i puklerzem.” 

Pastor Steven Cole opowiadał świadectwo, że jeden z przedstawicieli chrześcijańskiej misji amerykańskiej kiedyś odwiedził szkołę w Kenii i słuchał, jak nastoletnie dziewczęta opowiadały o tym, co dała im Biblia w ich ojczystym języku i jakie jej fragmenty do nich najbardziej przemawiały. Jednym z nich właśnie był fragment, że Jezus płakał. Jedna z dziewcząt opowiadała o tym, że gdy płakała w nocy z powodu śmierci swoich rodziców chorujących na AIDS, to wie, że Jezus płakał razem z nią. Pamiętaj, że On płacze także i z tobą. 

Jezus daje nam również przykład, jak powinniśmy reagować na ludzkie cierpienie. Powinniśmy być empatyczni, jak powiedział apostoł Paweł w Liście do Rzymian w 12. rozdziale, że należy płakać z płaczącymi i weselić się z weselącymi. To, co często przeszkadza nam tak czynić, to nasz grzech, skupienie na sobie. Oczekujemy współczucia, płaczu lub radości od innych razem z nami, ale już nie zawsze potrafimy im towarzyszyć w ich doświadczeniach. Zbyt często jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w nasze potrzeby, pragnienia i doświadczenia, że potrafimy nie dostrzegać i nie reagować na to, co przeżywają ludzie wokół nas.

Płacz Jezusa oznacza również prawdziwe Jego człowieczeństwo. Nie wydawał się tylko człowiekiem, nie był jedynie człowiekiem z pozoru lub jakby człowiekiem. Nie miał tylko ludzkiego wyglądu, nie udawał człowieka. Ale był człowiekiem w 100%, jak to się mówi – w pełni, wraz z ciałem i duszą, emocjami oraz wolą. On nie tylko płakał, ale odczuwał zmęczenie, głód, cierpienie, musiał spać, załatwiać potrzeby fizjologiczne i być poddany ludzkim ograniczeniom. Pełne Jego człowieczeństwo było konieczne dla naszego zbawienia. To człowiek zgrzeszył i karę za grzech musiał ponieść człowiek. Jeśli Pan Jezus nie byłby w pełni człowiekiem, to nie mógłby dokonać naszego odkupienia. Człowiekiem również pozostał po swoim zmartwychwstaniu i teraz na tronie, po prawicy Bożej, zasiada Bóg-człowiek, który może się wstawiać za nami u swego Ojca. On jest naszym pośrednikiem, naszym arcykapłanem, naszym orędownikiem przed Bogiem. Należy to podkreślać, bo np. Świadkowie Jehowy głoszą, że Jezus po zmartwychwstaniu nie był człowiekiem, nie miał w pełni ludzkiego ciała; uważają, że zmartwychwstał jako istota duchowa, a ciało, które Jezus miał, nie było prawdziwym ludzkim ciałem. Uważają, że umęczone i położone do grobu ciało Jezusa nie zmartwychwstało, ale zostało usunięte. Ale mówię wam: jeśli Jezus nie był po zmartwychwstaniu człowiekiem, jeśli to nie było Jego zmartwychwstałe ciało, przemienione i uwielbione, to nie może nas reprezentować przed Bogiem.

Ostatnio, gdy byli u mnie Świadkowie Jehowy, właśnie to mówili i było mi smutno, że opowiadają takie kłamstwa o naszym Zbawicielu. Ale Pismo mówi: 

1 Tymoteusza 2:5: Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus. 

Następnie, gdy Jezus dochodzi do grobu z płaczącą Marią, Martą i Żydami, ludzie zadają pytania – w 37. wierszu: „Czy nie mógł On sprawić, skoro otwiera oczy niewidomym, żeby Łazarz nie umarł?” Jak pamiętamy, kilka miesięcy wcześniej, w 9. rozdziale, Jezus uzdrowił ślepego od urodzenia. Żydzi wciąż pamiętają o tym niezwykłym cudzie i mówią: „Czy i tu nie mógł uczynić podobnie?” 

I wiemy, że Jezus oczywiście mógł, ale nie chciał. Działał zgodnie z harmonogramem woli Boga Ojca, a wolą Ojca było, że Łazarz zmarł i żeby przez cud oczywistego zmartwychwstania wszyscy mogli wyraźnie dostrzec w Jezusie Zbawiciela - Syna Bożego. Czy Bóg nie mógłby dzisiaj zakończyć wszystkich wojen na świecie? Czy nie mógłby nakarmić wszystkich głodujących? Czy nie mógłby sprawić, że ludzie przestaliby umierać? Czy nie mógłby w tej chwili uzdrowić nas z naszych chorób i załatwić wszystkie nasze problemy? Oczywiście, że mógłby – jest wszechmogący i nic nie jest dla Niego niemożliwe. Problem nie leży w tym, że Bóg nie może tego zrobić. Ale Bóg nie jest jak jakiś dżin spełniający życzenia, postępuje zgodnie ze swoją wolą i w zgodzie ze wszystkimi swoimi atrybutami, jak Jego świętość, sprawiedliwość, mądrość i wola. I zdaje się, że tego nie rozumieją Żydzi. Wierzymy, że Bóg w Chrystusie kiedyś rozwiąże wszystkie problemy świata, ale uczyni to w taki sposób, jak On sam tego chce, w taki sposób, żeby zrealizowały się wszystkie Jego odwieczne postanowienia, a Jego imię zostało uwielbione.

On nie potrzebuje naszych podpowiedzi, jak ma realizować swoją wolę, ale chce naszego zaufania, jak widzimy to w naszym fragmencie.

Jezus nakazuje odsunąć kamień od pieczary, gdzie Łazarz jest pochowany. Ciekawostką jest, że grób Łazarza jest dzisiaj dostępny dla turystów – znajduje się w grocie skalnej na Zachodnim Brzegu Jordanu, u podnóża Góry Oliwnej. Najstarsze historyczne wzmianki świadczące o tym miejscu pochodzą z około IV wieku. Oczywiście nie ma 100% pewności, że faktycznie jest to, to miejsce, ale prawdopodobieństwo jest spore.

Marta jednak protestuje przed usunięciem kamienia (w. 39). Obawia się, że zapach rozkładu ciała jest już poważny i ma rację – że już śmierdzi. Po czterech dniach procesy gnilne w tamtym rejonie były już mocno widoczne. Wtedy Jezus powiedział jej, by przypomniała sobie, co mówił do niej wcześniej: że jeśli uwierzy, będzie oglądała Bożą chwałę. Prawdopodobnie jest to odwołanie do wypowiedzi Pana Jezusa w 4. wierszu, że ta choroba nie jest na śmierć, ale na chwałę Bożą.

Stąd możemy wnioskować, że Marcie nie chodzi tylko o przykry zapach, ale ona wątpi, czy Jezus może tu cokolwiek jeszcze poradzić, jeśli chodzi o śmierć Łazarza. Równie dobrze wypowiedź Pana Jezusa można zastosować do każdego z nas, a także do naszego kościoła. Czy wierzymy, że jeśli Mu zaufamy, będziemy oglądać chwałę Bożą, zarówno w codziennym naszym życiu, jak i w życiu naszego zboru?

Czy wierzymy, że Bóg może przemienić każdego grzesznika i uczynić z niego swoje dziecko, jeśli zwiastujemy ludziom ewangelię, choćby byli tak samo martwi duchowo jak Łazarz fizycznie? A wiemy, że są jak Łazarz. Czy problem czasami nie leży w nas, że widzimy grzesznych, zepsutych ludzi wokoło – może osoby z naszej rodziny, znajomych – i ciężko nam uwierzyć, że ktoś taki mógłby się nawrócić? Być może zbyt mocno patrzymy na ich ciężki duchowy stan, zamiast wierzyć Bogu i w moc Jego ewangelii. Mam głębokie przekonanie, że jeśli uwierzymy, jeśli bez oporów zastosujemy się do słów naszego Zbawiciela, to będziemy oglądać Bożą chwałę wielokrotnie – Boga działającego w mocy. W tym przypadku Marta miała usunąć kamień; widzimy, że jest nasza część zadania do zrobienia. To, co należy do nas, musimy wykonać, jeśli chcemy oglądać Bożą chwałę. Mamy być Jego świadkami, mamy głosić ewangelię wszelkiemu stworzeniu, mamy się nawzajem miłować, mamy nie być przykrymi jeden dla drugiego, przebaczać sobie, mamy zapierać się samych siebie i krzyżować nasze „ja”, szukając Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości. Mamy chrzcić nawróconych i czynić ich uczniami oraz wszystko to, co Jezus nam przykazał – a zobaczycie, że będziemy oglądać Jego chwałę. I już możemy oglądać Jego chwałę przez to, co każdego dnia czyni: jak wysłuchuje naszych modlitw, jak przemienia nasze serca, jak prowadzi swój kościół, budując go, jak przez wspaniałe stworzenie objawia swoją wiekuistą chwałę. Ale żeby to wszystko zobaczyć, należy odwrócić wzrok od nas, od martwego Łazarza, i spojrzeć na Jezusa Chrystusa – „jak wielki jest twarzy tej blask”.

Następnie usunięto kamień, a Jezus, wzniósłszy oczy w górę, modlił się, mówiąc: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wokoło, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś”.

Pan nie musiał tego mówić, ale wypowiedział te słowa, żeby ludzie usłyszeli i zobaczyli, że On naprawdę jest Synem Bożym, że działa w imieniu Boga, że w imieniu Boga Izraela przyszedł na ziemię, by dać ludziom życie, by uratować ich od śmierci wiecznej.

Widzimy tutaj również głęboką, niczym niezmąconą, żadnym grzechem relację Syna Bożego z Ojcem – taką relację, jakiej nie miał nigdy żaden człowiek. Jezus mówi, że Ojciec zawsze Go wysłuchuje. Nie było takich modlitw, w których Ojciec nie wysłuchał Syna, prócz jednej – przed krzyżem, że jeśli to możliwe, to niech Go ta męka minie – modlił się Jezus, ale wiemy, że nie było innej drogi do zbawienia ludzi, jak tylko przez krzyż. To był jedyny raz, kiedy Ojciec odmówił Synowi, ale Syn uznał to za dobre, okazał doskonałe posłuszeństwo.

Na czym polegała niemal 100% skuteczność modlitw Jezusa? Ano na tym, że Jezus żył w doskonałej społeczności z Bogiem Ojcem, będąc w pełni oddany Jego woli, i modlił się, pragnął i czynił tylko to, co jest wolą Bożą. W każdym aspekcie swojego życia żył w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu.

Próbuję sobie wyobrazić, jaka była reakcja ludzi na słowa Jezusa, na nakaz odsunięcia kamienia, na zaniesioną modlitwę, w końcu na słowa: „Łazarzu, wyjdź z grobu”.

Jezus powiedział to naprawdę głośno, odważnie, zdecydowanie, wobec około kilkudziesięciu lub kilkuset świadków. Pewnie niektórzy myśleli, że zwariował, że co On czyni, że teraz się ośmieszy i będzie skończony. Ludzie musieli mu się przyglądać z największą uwagą i z niedowierzaniem oczekiwać na to, co się wydarzy. I na Jego słowo przyszła natychmiastowa odpowiedź – coś absolutnie niesamowitego: Łazarz wychodzi, cały powiązany materiałem, którym owijano ciało do pogrzebu. Z pewnością wszyscy zebrani są w niesamowitym szoku. Chyba nie było mu łatwo chodzić, będąc owiniętym tymi wszystkimi bandażami. 

Wyszedł na słowa Jezusa – tak i my wszyscy, którzy wierzymy w Niego, zmartwychwstaniemy w dniu ostatecznym na Jego słowo.

Wszyscy otrzymamy nowe, uwielbione ciała. On pokonał moc śmierci, On zniszczył ją na zawsze, On pokonał grzech, który jest żądłem śmierci. Śmierć mogła triumfować, bo moc grzechu do niej nas prowadziła. Ale teraz Jezus ma klucze śmierci i piekła, panuje nad śmiercią i piekłem, daje życie i sądzi. Takiego oto mamy Zbawiciela.

Tą samą mocą, jaką podniósł Łazarza z martwych, i nas ożywił. Ożywił nasze martwe dusze, wyrzekł wobec nas swoje Słowo, by obudziły się nasze kamienne serca i stały się wierzące, ufające Mu, oddające Mu chwałę. Zrodził nas na nowo przez Słowo Prawdy i moc Ducha Świętego, byśmy z duchowo martwych mogli powstać do życia. Uwielbiajmy Go za to, dziękujmy Mu, że nie pozostawił nas w ciemnym grobie, że nie byłoby dla nas nadziei. A jeśli ktoś z nas jeszcze nie doświadczył cudu nowego narodzenia, jeszcze nie słyszał od Jezusa: „Wyjdź ze swojego grobu”, to poproś Go dzisiaj, wołaj w modlitwie do Niego i błagaj, byś przeszedł lub przeszła ze śmierci do żywota.

24.12.2025

Pokój ludziom w których ma upodobanie Łuk 2,1 – 19

 


Przeczytaliśmy dłuższy fragment o narodzeniu Jezusa Chrystusa. Nie możemy zapomnieć, że Boże Narodzenie to Jego święto, to na jego cześć jest ta kolacja wigilijna dzisiaj w społeczności kościoła i za kilka dni w naszych domach przy naszych stołach. W dzisiejszych czasach Boże narodzenie bardzo się skomercjalizowało i często jest sprowadzane wyłącznie do zakupów, prezentów, dekoracji, reklam i presji, by wszystko było „idealne”. Centra handlowe, promocje i marketing zaczynają mówić o świętach znacznie wcześniej niż Kościół przypomina o narodzeniu Zbawiciela. W tym zgiełku łatwo zapomnieć, że istotą Bożego Narodzenia nie jest to, co leży pod choinką, światełka i tzw. „magia świąt” cokolwiek to znaczy, ale Ten, który narodził się w betlejemskim żłobie – nasz Zbawiciel - Jezusa Chrystus.

Obchodzimy Jego urodziny, więc starajmy się świętować tak, aby nasz Solenizant był naprawdę w centrum uwagi. Gdy obchodzimy czyjeś urodziny, myślimy o tej osobie, o jej życiu, o tym, co dla nas znaczy, i staramy się sprawić jej radość. Podobnie powinno być z Bożym Narodzeniem. To czas, by zatrzymać się nad tym, kim Jezus jest, dlaczego przyszedł na świat i co Jego narodzenie oznacza dla naszego życia dzisiaj.

Szczególnie chciałbym zatrzymać się na słowach aniołów z naszego fragmentu z 14 wiersza „chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie”.

Pasterzom zostało dane ujrzeć niebiańską rzeczywistość, zobaczyli wielką rzeszę aniołów, którzy wysławiali Boga i oddawali mu cześć.

A za co aniołowie chwali Boga, za co Go wielbili? Drodzy, Aniołowie oddawali cześć Bogu za narodzenie Jezusa Chrystusa! Czy aniołowie potrzebowali narodzenia Jezusa, czy potrzebowali zbawiciela?

Nie, aniołowie są z Bogiem w niebie, nie potrzebują zbawienia, a jednak rozumieli jakim wielkim wydarzeniem jest wcielenie Bożego syna i za to chwalili Boga. To my ludzie potrzebujemy Zbawiciela, skoro aniołowie wychwali Boga tym bardziej powinniśmy czynić to my. Aniołowie śpiewali chwała, chwała Bogu, bo rozumieli upadek człowieka, naszą nędzę wynikająca z naszej grzeszności, która powoduje oddzielenie człowieka od Boga. Aniołowie również rozumieli, że Bóg doprowadził do spełnienia dziesiątek obietnic zapisanych w Starym Testamencie o przyjściu Mesjasza, rozumieli że Bóg jest wierny i pomimo różnych przeszkód zrealizował słowa, które powiedział w raju do Ewy w 3 rozdz. Ks. Rodzaju, że kiedyś narodzi się potomek z kobiety, który zgniecie głowę węża, który zniszczy szatana i jego dzieła na wieki.

Aniołowie także rozumieli, że ten który był bogaty we wszelką chwałę, moc i majestat, ten dla którego i przez którego zostało wszystko stworzone – Jezus Chrystus stał się  ubogi. Stał się ubogi dla dobra niegodnych grzeszników i opuścił wspaniałe niebo dla chłodu żłobu, ale co jeszcze gorsze dla chłodu ludzkich serc oraz dla odrzucenia, pogardy, a w końcu Krzyża.

Aniołowie wiedzieli, że wcielenie Syna Bożego nie było romantyczną historią, lecz początkiem drogi uniżenia, cierpienia i ofiary. Ten, który od wieczności był czczony w niebie, przyszedł na ziemię, aby zostać wzgardzony przez własne stworzenie. Narodził się nie po to, by Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu, za mnie i za  Ciebie.

Dlatego właśnie aniołowie wyśpiewali chwałę Bogu. Widzieli głębię Bożej miłości i mądrości, plan zbawienia, który przewyższał ludzkie pojęcie. Widzieli, że Bóg Ojciec nie cofnął się przed największą ceną – oddaniem własnego Syna – aby przywrócić człowieka do społeczności ze sobą. Rozumieli, że w tej chwili historia świata zmienia swój bieg, a los grzesznego człowieka zostaje otoczony nadzieją. Nawet kartka na naszych kalendarzach o tym mówi, bo liczymy lata od narodzenia Jezusa! Jednak ta nadzieja pozostanie płonna, pusta jeśli nic z tym nie zrobimy, jeśli skupimy naszą uwagę na tym, czym Boże narodzenie nie jest,  a nie jest jedynie okazją do lepszego Jedzenia, pośpiewania kolęd, postawienia choinki i zawieszenia na niej ozdób, czy dodatkowych zakupów. Jest natomiast planem ratunkowym, Bożą ofertą życia wiecznego i pokoju z Bogiem dla każdego człowieka pod warunkiem, że człowiek to przyjmie i uwierzy, że odwieczne Słowo stało się ciałem, a Bóg posłał nam, tobie -  Zbawiciela.

I o tym aniołowie mówią w drugiej części naszego wiersza, że pokój ludziom w których Bóg ma upodobanie lub których sobie upodobał.

Kwestia pokoju staje dla nas coraz bardziej istotna. Wydaje się, że przez wiele lat ludzie tak dużo nie mówili i nie myśleli o pokoju co dzisiaj. Szczególnie, że za naszą wschodnią granicą jest wojna i ma się wrażenie, ze świat z każdym dniem staje się coraz bardziej chaotyczny i niespokojny, a wojenna retoryka dominuje w mediach. Potrzebujemy pokoju i temat pokoju od jakiegoś czasu stał się tematem modlitw w naszym domu. Ale jeszcze bardziej niż pokoju w tym świecie lub w naszym kraju potrzebujemy pokoju z Bogiem  ponieważ bez pokoju z Bogiem żaden inny pokój nie jest trwały ani prawdziwy. Możemy doświadczać chwilowego spokoju, zewnętrznego bezpieczeństwa czy stabilizacji, ale jeśli serce człowieka pozostaje oddzielone od Boga przez grzech, ten pokój jest kruchy i łatwo go utracić. Prawdziwym problemem ludzkości nie jest brak pokoju między narodami, lecz brak pokoju między człowiekiem a jego Stwórcą. Stąd się biorą wszystkie wojny, niepokój w świecie, chaos, lęk i strach w naszych sercach.

Pan Jezus przyszedł ten problem rozwiązać, zobaczmy, ze aniołowie mówią, że pokój ludziom od Boga w których ma On upodobanie? Czy Bóg ma upodobanie we wszystkich ludziach? A jeśli nie to w jakich nie ma upodobania, a w jakich ma?

Drodzy Biblia mówi, że Bóg ma upodobanie w ludziach, którzy uznają potrzebę swojego zbawienia, uznają swój grzech i przyjmą Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. To ci ludzie otrzymują pokój z Bogiem i życie wieczne. Dlatego ap. Paweł później w liście do Rzymian 5,1 napisał:

Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Jezus Chrystus przez swoje narodzenie, doskonałe święte życie, a później śmierć i zmartwychwstanie otworzył nam drogę do Boga Ojca – On jest naszym pokojem. Gdy uwierzymy w Jezusa mór nieprzyjaźni zbudowany z naszych win między nami, a Bogiem zostaje zniszczony i mamy wtedy pokój z Bogiem. Nie musimy bać się gniewu Bożego i potępienia, bo Pan Jezus przez swoją śmierć zapłacił za nasze grzechy.

Ten pokój od Boga w moim i twoim sercu jeśli uwierzyłaś, jeśli uwierzyłeś przynosi nasza wewnętrzną przemianę, która skutkuje przebaczeniem innym, miłością bliźniego, radością i wewnętrznym spokojem, że Bóg jest w Jezusie naszym Ojcem i troszczy się o nas.

Natomiast Ci którzy nie chcą uwierzyć, nie chcą przyjąć tego poselstwa aniołów O Jezusie jako Zbawicielu nie mogą liczyć na Boży pokój i życie wieczne, nad nimi wciąż ciąży Boży gniew, który w pełni wyleje się w dzień sądu ostatecznego.

I być może nie są to łatwe słowa, ale są słowami prawdy, które wypływają z miłości Boga do człowieka. Bóg nie straszy sądem po to, by człowieka od siebie odepchnąć, lecz ostrzega, aby go ratować. Boże Narodzenie jest właśnie dowodem tego ratunku, ta wigilia – Bóg nie zostawił człowieka w jego grzechu, zagubieniu i buncie, ale sam wyszedł mu naprzeciw w osobie Jezusa Chrystusa.

Dlatego czas łaski, w którym żyjemy, jest czasem decyzji. Dzisiaj wciąż rozbrzmiewa anielskie zwiastowanie: „pokój ludziom”. Drzwi do pokoju z Bogiem są otwarte, zbawienie jest dostępne i oferowane darmo, z łaski, przez wiarę Jezusa.

Boże Narodzenie, dzisiejsza wigilia stawia nas więc przed bardzo osobistym pytaniem: co ja zrobię z Jezusem Chrystusem? Czy pozostanie On jedynie elementem tradycji, piękną historią sprzed dwóch tysięcy lat, czy stanie się moim Panem, Zbawicielem i źródłem pokoju? Nie da się być wobec Niego obojętnym, bo Jego narodzenie domaga się odpowiedzi.

Dla jednych Boże Narodzenie będzie tylko kolejnym świętem, które minie wraz z dekoracjami i wolnymi dniami. Dla innych może stać się początkiem nowego życia – życia w pokoju z Bogiem, w pewności zbawienia i w nadziei życia wiecznego, której nie zniszczy żadna wojna, kryzys ani niepokój tego świata.  

22.11.2025

Jezus zmartwychwstanie i żywot – Jana 11,15–27

Kontynuujemy nasze rozważanie Ewangelii Jana, 11. rozdziału, gdzie Jan przedstawia niepodważalne świadectwo, że Jezus jest prawdziwie Zbawicielem świata, a świadectwem tym jest wskrzeszenie Łazarza. Powiedzieliśmy sobie ostatnio, że Bóg czasami chce, abyśmy cierpieli, bo ma wobec nas wyższe cele i plany, które mają służyć Bożemu Królestwu, Bożej chwale i naszemu wiecznemu dobru.

Drogą do pogodzenia się z trudną Bożą wolą jest zaufanie w dobroć Boga pomimo doświadczeń. Gdy chodzimy z Bogiem, gdy chodzimy w światłości Ewangelii, całe nasze życie znajduje się pod suwerenną kontrolą Boga i niczego nie musimy się obawiać. Jezus powiedział uczniom, którzy bali się iść do Judei, żeby pomóc Łazarzowi: „kto chodzi za dnia, nie potknie się”. Wierzący mają życie wieczne i niczego nie muszą się bać — mogą odważnie pełnić służbę dla Boga w każdych okolicznościach. A jeśli nawet zostaną odwołani z tego świata, idą do Boga, do nieba, oczekując na zmartwychwstanie.

Ci natomiast, którzy chodzą w ciemności — z dala od Boga, z dala od Ewangelii, z dala od woli Bożej zapisanej w Biblii — potkną się, jak powiedział Jezus. Choćby szczęście trwało wiele lat, choćby powodzenie było wielkie, to jednak przychodzi dzień ciemności: dzień śmierci i sądu Bożego, na którym człowiek bez wiary w Jezusa staje z ogromnym bagażem swoich grzechów i nie ma żadnego obrońcy, który wstawi się za nim. Pan Jezus bowiem jest naszym Odkupicielem, Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, naszym zmartwychwstaniem i życiem, naszym pokojem z Bogiem i naszą jedyną nadzieją.

Apostołowie na tym etapie jednak jeszcze tego w pełni nie rozumieją, a cud wskrzeszenia Łazarza ma ich w tym utwierdzić. Jezus mówi w 15. wierszu, że cieszy się, iż Go tam nie było, bo gdyby był, zapewne uzdrowiłby Łazarza. Teraz jednak, gdy Łazarz już nie żyje, Jezus będzie musiał go wskrzesić — a to stanie się dużo większym świadectwem i większym objawieniem Bożej chwały niż samo uzdrowienie.

Widzimy więc, że potrzebujemy umacniać się w wierze i utwierdzać ją przez Boże świadectwa oraz Boże Słowo. Choć uczniowie byli wierzący, to jednak potrzebowali wzrostu duchowego. Każdy chrześcijanin, który rozumie tę potrzebę i dąży do umacniania swojej wiary, jest błogosławiony przez Boga. Tak jak ludzie ćwiczą się w różnych świeckich umiejętnościach, zawodach sportowych czy w swoich zdolnościach zawodowych i dochodzą do doskonałości, tak my mamy się ćwiczyć w pobożności, aby nasza wiara była silna i nie miała braków.

Kiedyś spotkałem człowieka, który był mistrzem świata w układaniu kostki Rubika — i to w różnych jej kombinacjach. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, że w kilka sekund składa wszystkie elementy tej kostki, gdy mnie zajmowało to kilka godzin. Ale gdy utwierdzamy się w wierze i gdy ją ćwiczymy, ona również staje się coraz silniejsza. Tu nie ma dróg na skróty; nie ma cudownych rozwiązań, które pchną naszą wiarę do przodu bez karmienia się Bożymi świadectwami i bez naszego zaangażowania.

Choć uczniowie oraz Maria i Marta wierzą, to jednak potrzebują utwierdzenia wiary — a to z kolei wpływa na praktyczne życie i wybory człowieka. Im mocniej wierzymy, im bardziej jesteśmy przekonani, że Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem, tym piękniej żyjemy dla Jego chwały. Widzimy to wyraźnie w życiu uczniów: gdy po zmartwychwstaniu przekonali się, że Jezus żyje, że pokonał śmierć i że wszystkie Jego słowa są prawdą, byli gotowi podporządkować Mu całe swoje życie, a nawet — gdy zaszła taka potrzeba — oddać je.

Jezus przybywa do Betanii, oddalonej o około 3 kilometry od Jerozolimy, a Łazarz już od czterech dni nie żyje i jest pochowany. W tamtej kulturze chowano człowieka niemal od razu po śmierci, bo nie było możliwości przetrzymywania zwłok, a ciepły klimat sprzyjał szybkiemu rozkładowi. Natomiast czas lamentu i pocieszania rodziny trwał siedem dni od pogrzebu. Jezus przybywa w czwartym dniu tego czasu, gdy u Marii i Marty wciąż jest wiele osób pocieszających je po stracie brata.

Wygląda na to, że była to bardzo znana rodzina, bo przyszło wielu Żydów — nawet kilkuset — w tym znaczący Żydzi z Jerozolimy. Wzmianka, że Łazarz był już w grobie od czterech dni, ma ogromne znaczenie: Żydzi wierzyli, że do trzech dni po śmierci dusza przebywa jeszcze w pobliżu ciała. Wskrzeszenie po trzech dniach mogłoby być uznane za przypadkowe obudzenie. Jednak czwarty dzień nie pozostawiał żadnych wątpliwości: Łazarz naprawdę nie żył. Jan podkreśla to także w 39. wierszu, gdzie pojawia się stwierdzenie, że ciało już „śmierdzi”, co oznaczało postępujący rozkład.

Gdy Marta usłyszała, że Jezus przybył, wybiegła Mu na spotkanie i powiedziała: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby mój brat”. Podobnie przywitała Go później Maria (w. 32). Słowa te wskazują, że Marta i Maria wierzyły, iż Jezus mógł uzdrowić Łazarza, lecz raczej nie spodziewały się, że może On go wskrzesić. Dręczyła je również myśl, że gdyby Jezus był przy nich, Łazarz by nie umarł. To zdradza ich przekonanie, że nie pojmowały jeszcze, iż Bóg panuje nad wszystkim i że Łazarz zmarł, bo taka była Boża wola. Pamiętamy, że Jezus pozostał dwa dni tam, gdzie przebywał, aby Łazarz mógł umrzeć i aby cud wskrzeszenia był niezaprzeczalny.

Czy nie jest tak, że gdy w naszym życiu dzieją się tragedie, wyrzucamy sobie, że mogliśmy zrobić więcej, albo czegoś nie zrobić, aby im zapobiec? Pamiętajmy, że nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości, a takie obwinianie się wskazuje raczej na to, że nie mamy przekonania, iż Bóg nad wszystkim panuje i ma wszystko pod kontrolą — nawet zło i cierpienie. Jest to jakiś rodzaj wątpliwości w dobroć Boga i w Jego prowadzenie.

Jeśli Pan chce, aby coś się wydarzyło, nie jesteśmy w stanie tego zmienić ani temu zapobiec. W takich sytuacjach nie powinniśmy sądzić Boga, że gdyby coś zrobił, nie doszłoby do tragedii, ani samych siebie obwiniać. Niestety niektórzy noszą taki ciężar całymi latami, myśląc, że gdyby zrobili coś więcej, ich bliski by żył lub nie doszłoby do jakiegoś bolesnego wydarzenia.

W takich sytuacjach nasz żal, frustrację, oskarżenia i wyrzuty należy zamienić na zaufanie Bogu.

Niestety i mnie to kiedyś dotknęło: wiele lat nosiłem w sercu oskarżające myśli i pretensje do Boga, że utopiła się moja siostra, a ja — piętnastoletni chłopak — nie dopilnowałem jej, bo byłem bardziej pochłonięty zabawą niż opieką nad nią.

Może i ty nosisz takie wyrzuty... że gdybyś jeszcze raz zadzwonił, że gdybyś podał inne leki, szybciej udał się do lekarza, że gdybyś poszedł do innego szpitala, pojechał w inny dzień, nie poszedł do pracy, nie wsiadł do tego samolotu… Dręczące myśli mogą mieć różną treść.

Uwolnij się od nich. Zaufaj Chrystusowi, że cierpienie, tragedie i wojny — wszystkie te rzeczy — mieszczą się w granicach Jego woli i nic Mu nie umyka.

Biblia mówi:

Hioba 42:2 – „Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden Twój zamysł nie jest dla Ciebie niewykonalny.”
Psalm 135:6 – „Pan czyni wszystko, co zechce, na niebie i na ziemi, w morzach i we wszystkich głębinach.”
Psalm 103:19 – „Pan na niebiosach utwierdził swój tron, a królestwo Jego panuje nad wszystkim.”

Wiemy, że Jezus miał całkowitą kontrolę nad życiem i śmiercią Łazarza. A gdy nasz obraz Chrystusa pogłębia się, gdy coraz lepiej rozumiemy, kim On jest, nasze zaufanie wzrasta, a pokój w sercu pomnaża się.

Następnie Marta mówi, że nawet teraz wie, iż o cokolwiek Jezus poprosiłby Boga, ten by Mu to dał. Co ma na myśli? Nie wiemy do końca. Wydaje się, że nie chodzi jej o fizyczne zmartwychwstanie Łazarza, bo gdy Jezus o tym mówi, Marta odpowiada, że jej brat powstanie z martwych „w dniu ostatecznym”.

Wygląda więc na to, że jest to raczej ogólne stwierdzenie Marty — wyznanie wiary w Jezusa i wyraz zaufania: choć nie wie, w jaki sposób Jezus może pomóc, to jednak wie, że może uczynić coś dobrego w tym cierpieniu. Każdy z nas potrzebuje takiego zaufania — wiary, że jakkolwiek cierpimy, Pan może z tego wyprowadzić dobro. W chwili cierpienia trudno to dostrzec, ale wiara pozwala pokonać zwątpienia.

Gdy Jezus mówi o zmartwychwstaniu Łazarza, Marta przywołuje nauczanie o zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym — dokładnie to, o czym Jezus nauczał w 5. rozdziale Ewangelii Jana. Marta i Maria wcześniej słuchały Jezusa, pewnie nauczał o tym w ich domu, a one przyjęły Jego słowa i uwierzyły Jego obietnicom. Tak samo każdy z nas, jeśli chce mieć życie wieczne, powinien przyjąć słowo Jezusa i żyć nadzieją Jego obietnic. Jego Słowo posila nas każdego dnia, a szczególnie w ciężkim czasie.

Ostatnio czytałem świadectwo pielęgniarki, która wielokrotnie towarzyszyła ludziom przy śmierci. Zauważyła ona ogromną różnicę między umieraniem ludzi wierzących, kochających Chrystusa, a niewierzących. Ci pierwsi odchodzili z nadzieją zmartwychwstania, pełni pokoju, ciesząc się na spotkanie ze swoim Zbawicielem; często jeszcze pocieszali tych, którzy pozostawali. Natomiast niewierzący odchodzili w strachu, pełni niepokoju i niepewności, bez nadziei i bez Boga na świecie.

Jezus wielokrotnie mówił, że w dniu ostatecznym podniesie z martwych wszystkich, którzy w Niego wierzą:

Jana 5:28–29 – „Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Jego; i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.”
Jana 6:39–40 – „A to jest wola Tego, który Mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym. (…) Każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”

To będzie wspaniały dzień, gdy Jezus powróci w chwale, z aniołami i niezliczoną rzeszą świętych. Wtedy wierzący otrzymają nowe, uwielbione ciała — nieskażone grzechem, niezdolne do śmierci, cierpienia, bólu, smutku, depresji czy zmęczenia. To będzie również dzień spotkania ze wszystkimi bohaterami wiary: Noem, Abrahamem, Mojżeszem, Jozuem, Dawidem, Danielem, prorokami i wszystkimi wiernymi apostołami. A przede wszystkim — dzień, w którym będziemy na wieki podziwiać naszego Zbawiciela.

Marta ma więc dobrą eschatologię — naukę o czasach ostatecznych. Uważnie słuchała Jezusa. Jednak możemy mieć teologicznie wszystko dobrze poukładane, a mimo to może nam brakować zaufania w codziennych próbach. Siła do pokonywania doświadczeń płynie nie tylko z właściwej teologii, ale przede wszystkim z bliskiej więzi z Chrystusem. I o tym Jezus chce Marcie przypomnieć.

Dobrze, że wierzy w zmartwychwstanie w dniu ostatecznym — ale powinna wierzyć również w to, że Jezus jest jej zmartwychwstaniem i życiem. To jest piąte wielkie stwierdzenie „Ja Jestem” w Ewangelii Jana.

Słowa te są kolejnym ogłoszeniem Boskości Jezusa. On jest życiem — życie jest w Nim.

Nasza nadzieja zawiera się w osobie Jezusa. Życie wieczne to relacja z Nim — nie tylko poznanie i przyswojenie teologicznych prawd, jak w wielu religiach, ale żywa więź z Chrystusem. Możemy wiele wiedzieć i znać Biblię, a jednak Jezus oczekuje czegoś więcej: osobistej wiary, osobistego zaufania — jak małe dziecko ufa swoim rodzicom, bo są dla niego bliscy, kochani, obecni.

Zauważmy, że Jezus nie mówi jedynie, że udziela zmartwychwstania lub że podniesie ludzi z martwych — choć nawet to byłoby niesamowite. On mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. On jest źródłem życia, tak jak Ojciec jest źródłem życia. W 5. rozdziale Ewangelii Jana Jezus powiedział, że tak jak Ojciec ma życie w sobie, tak dał Synowi, aby i On miał życie w sobie.

Jezus wyjaśnia Marcie, że ci, którzy żyją i wierzą w Niego, nie umrą na wieki. Oczywiście nie mówi tu o śmierci fizycznej — bo zanim Chrystus powróci, wszyscy fizycznie umrzemy. W naszej społeczności w ciągu ostatnich 15 lat naliczyłem ponad dziesięć osób, które odeszły do wieczności. Człowiek uświadamia sobie wtedy, jak szybko mija czas. Ale Jezus obiecuje, że wierzący duchowo nie umrą — nie ujrzą drugiej śmierci. Śmierć fizyczna jest dla nich wejściem do obecności Pana, odpoczynkiem po trudach życia i oczekiwaniem na chwalebne zmartwychwstanie.

Następnie Jezus pyta Martę: „Czy wierzysz w to?” Nie chodzi o wiarę intelektualną, jaką często słyszymy w naszej kulturze — jak ktoś mówi, że „jest wierzący”, a ma jedynie mgliste pojęcie o Jezusie. Chodzi o wiarę osobistą — zaufanie Jezusowi jako Zbawicielowi.

Marta taką wiarę wyznaje. Mówi: „Panie” — uznaje Go swoim Panem — a następnie: „uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystusem”, czyli Mesjaszem, namaszczonym przez Boga Zbawicielem, który miał przyjść na świat. Wyznaje, że On jest tym, na którego Izrael czekał od wieków, o którym mówiły Pisma prorocze. Składa osobiste świadectwo o Jezusie.

Ostatnio odwiedzili mnie Świadkowie Jehowy. Rozmawiam z nimi i pytam w końcu: „Kim jest dla was Jezus?” Mówią: „Synem Bożym”. Pytam więc: „A kim jest dla was osobiście? Czy możecie powiedzieć, że Go znacie? Czy możecie klęknąć przed Nim i powiedzieć: Ty jesteś moim Panem i moim Bogiem — jak zrobił to Tomasz, jak zrobiła to Marta?” Nie byli w stanie. Nie mieli osobistej wiary. Nie mieli więzi z Jezusem.

A co z tobą?

Jezus pyta Martę: Czy wierzysz?
Czy wierzysz, że On jest zmartwychwstaniem i życiem?
Czy wierzysz, że jest drogą, prawdą i życiem?
Czy wierzysz, że jest światłością świata — twoją światłością?
Czy wierzysz, że jest chlebem żywota — i jeśli Go spożywasz, nie umrzesz na wieki?

Czy wierzysz?
Czy spożywasz?
Czy karmisz się Nim?

Czy karmisz swoją duszę rozmyślając o Nim, wołając do Niego, przyjmując Jego Słowo i rozważając je we dnie i w nocy (Psalm 1)? Czy On jest twoją nadzieją nie tylko na zmartwychwstanie w wieczności, ale także nadzieją posilającą cię każdego dnia — w chorobie, w pracy, w wychowaniu dzieci, w starości, w codziennych problemach? Czy pokrzepiają cię Jego obietnice i Jego bliskość?

Mam nadzieję, że tak — bo dla mnie jest.

Łączna liczba wyświetleń