10.04.2026

Kiedy trawa usycha, a słowo Boga trwa


 Drodzy, może nie wszyscy wiedzą, ale 1 kwietnia 11 dni temu zmarł mój młodszy brat. Pogrzeb odbył się 4 kwietnia w jego urodziny, skończyłby 47 lat. Odszedł do wieczności bardzo szybko, bo od chwili kiedy pojawiły się objawy złego samopoczucia, do śmierci minęło może kilka, kilkanaście minut – nic wcześniej tego nie zapowiadało. Marcin Czytał rano Biblie przed pracą jak zawsze miał w zwyczaju i zdążył powiedzieć do swojej żony, że jest mu duszno i że ręka mu zdrętwiała oraz wpisał wyszukiwarkę internetową czego to mogą być objawy, a następnie powiedział jeszcze, żeby jego żona zadzwoniła po karetkę. Po tych słowach upadł tracąc przytomność. Gdy przyjechała karetka godzinę go reanimowano, ale nie wrócił już do życia. Okazało się, że zmarł na rozległy zawał z zatorem. Dla nas wszystkich to jest wielki szok, tym bardziej, że mój brat wcześniej nie chorował na serce.

Więc jesteśmy wszyscy tym zaskoczeni, wręcz zszokowani, ale czy powinniśmy, czy Biblia nie mówi, że nasze życie jest bardzo kruche i tymczasowe i że należy być w każdej chwili przygotowani na spotkanie z Bogiem. Ta sytuacja uświadomiła mi jeszcze bardziej jak bardzo nieprzewidywalne jest nasze życie i jak prawdziwe jest Słowo Boże mówiące o Jego kruchości i wzywające nas do zaufania Bogu, naszemu Zbawicielowi, by w Nim szukać naszego bezpieczeństwa i oparcia dla naszej przyszłości.

Śmierć mojego brata i jego przykład skłonił mnie, by więcej uwagi dzisiaj poświęcić przemijalności naszego życia i konieczności zadbania, by przygotować się na spotkanie z naszym Zbawicielem.

Niech posłuży nam do dzisiejszej refleksji tekst z Księgi Izajasza

Izajasza 40:6  Głos mówi: Zwiastuj! I rzekłem: Co mam zwiastować? To: Wszelkie ciało jest trawą, a cały jego wdzięk jak kwiat polny.

7  Trawa usycha, kwiat więdnie, gdy wiatr Pana powieje nań. Zaprawdę: Ludzie są trawą!

8  Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo Boga naszego trwa na wieki.

Izajasz kieruje te słowa do Izraela, gdy Izrael przebywa w niewoli Babilońskiej. Patrząc na potęgę Babilonu w tamtym czasie i beznadzieje Bożego ludu w jakiej się znaleźli, świątynia spalona, miasta zniszczone można było pomyśleć, że nie ma już żadnych szans na wyzwolenie i odbudowę narodu. Jednak prorok mówi, że Boży lud nie powinien patrzeć na potęgę i możliwości Babilonu, na możliwości i siłę ludzkiego ciała, bo człowiek nawet tak wielki jak całe Królestwo Babilońskie jest jak trawa, co oznacza, że jego chwała, siła i potęga trwa chwilę, a później znika. Dla Boga największe ludzkie Królestwo nic nie znaczy, a wszystkie narody wobec Boga Jahwe mówi Biblia są jak kropla w wiadrze. To co jest naprawdę trwałe, co jest prawdziwą potęgą i daje wieczne oparcie, to Słowa naszego Boga, to obietnice naszego Zbawiciela. Dla Izraela tymi obietnicami wtedy było wyprowadzenie z niewoli Babilońskiej i odbudowanie narodu, co Bóg zapowiadał przez perskiego króla Cyrusa. Gdy nadszedł odpowiedni czas w Historii Bóg powołał Cyrusa, który podbił w jedną noc Babilon i wydał dekret o odbudowie Jerozolimy, świątyni i powrotu wszystkich wygnańców z Niewoli do swego domu, a także zapewnił odpowiednio środki, by było to możliwe. Dla Izraela tymi obietnicami było również  posłanie oczekiwanego Mesjasza, który utwierdzi Boże obietnice i zagwarantuje ich spełnianie i przyniesie zbawienie dla narodu. Izrael powinien się przygotować na przyjście tego wielkiego Mesjasza, powinien przygotować własne serce i być gotowym przyjąć Go, gdy się pojawi. W związku z tymi obietnicami Boży lud nie powinien się załamywać, ale powinien więcej dowiedzieć się o swoim Bogu, o tym, że jest wszechmocy i włada wszystkimi narodami, a gdy coś postanowi tego dokona

Później ten tekst z Ks. Izajssza cytuje apostoł Piotr w swoim 1 liście  1,24-25 w odniesieniu do nas,  że nasze ciało, nasze wysiłki nie mogły pomóc nam w ratunku i zbawieniu, ale tego czego nie mogło uczynić nasze ciało uczynił Bóg przez swoje Słowo zradzając nas nowo i dając nam swojego Ducha abyśmy nie przeminęli wraz z tym światem.

To jest właśnie prawdziwy problem tego świata, że jest jak trwa w swoim grzechu, a wszelka chwała tego co nas otacza jest chwilowa i tymczasowa. Świat natomiast i ludzie tego świata zachowują się jakby mieli tutaj żyć na wieki. Jednak prawda jest taka, że pojawiamy się na tym świecie na krótko, a nasze życie jest bardzo niepewne i nieprzewidywalne, co powinno skłaniać nas do pokory i szukania Boga.

Gdy jesteśmy młodzi, to wydaje się nam, że życie jest długie, a przed nami jeszcze wiele czasu.

Mamy wtedy wrażenie, że jesteśmy niemal nieśmiertelni i możemy zdobyć cały świat. Ale gdy mijają kolejne lata, idziemy do pracy, zakładamy rodziny i wychowujemy następne pokolenie, to zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy znikomi jak pokolenia, które były przed nami i to tylko kwestia kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu lat, kiedy odejdziemy.

Piotr mówi, żebyśmy przyjrzeli się trawie polnej, że nasze życie podobne jest do niej, a cała jej chwała pojawia się na krótko i mija w ciągu jednego sezonu.

Skupmy się chwilę na tym i pomyślmy, co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez obraz trawy polnej. W Piśmie Świętym często jest to obraz ludzkiego życia, a  porównanie to jest wielokrotnie powtarzane i przypominane.

Król Dawid w Psalmie 35 powiedział:

Psalm 39:5  Daj mi, Panie, poznać kres mój I jaka jest miara dni moich, Abym wiedział, jak jestem znikomy!

W Psalmie 103 czytamy podobne słowa, psalmista mówi, że Bóg:

Psalm 103:14  Bo On wie, jakim tworem jesteśmy, Pamięta, żeśmy prochem.

15  Dni człowieka są jak trawa: Tak kwitnie jak kwiat polny.

16  Gdy wiatr nań powieje, już go nie ma I już go nie ujrzy miejsce jego.

Również możemy przeczytać o podobnym porównaniu w Liście Św. Jakuba 4,14:

Jakuba 4:14  Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.

I rzeczywiście, łąka jest piękna, szczególnie wtedy gdy zakwitnie, ale trwa to bardzo krótko i za chwilę cała jej chwała mija. Mamy już wiosnę i będziemy mogli oglądać jej wspaniałe kwitnące krajobrazy, ale szybko przeminie ten okres, czas pięknych kwiatów jest krótki.

Podobnie jest z każdym ciałem, z każdym człowiekiem, niezależnie od tego kim by był lub co w życiu osiągnął, nasz czas jest bardzo krótki. Możemy prowadzić najlepsze i najbardziej wspaniałe życie, być najmądrzejszymi i bardzo uhonorowanymi ludźmi. Możemy być wielkimi w tym świecie, podziwianymi przez wielu i wielu może nam zazdrościć sukcesów oraz osiągnięć. Możemy być również bardzo dumni z tego, co w życiu udało nam się uzyskać. Niekiedy ta duma wynika ze zdobytego wykształcenia, z dobrze wychowanych dzieci, posiadania wielu majętności, czy zdobycia wielu sukcesów w różnych dziedzinach życiowych. Ale chwała ta, choćby była najbardziej spektakularna, jest tymczasowa, chwilowa, a przez to nietrwała i bardzo złudna. Kwiat usycha w zaledwie kilka tygodni, podobnie wszyscy odchodzimy, a wszystkie nasze sukcesy w obliczu śmierci stają się bezwartościowe, w tym sensie, że nie mogą nam pomóc - nie mogą nas przed śmiercią uratować  i dać nam życia wiecznego.

Pamiętajmy o tym, że w grobie nędzarz i książę leżą obok siebie, koniec obojga jest taki sam. 

Kiedyś św. pamięci Józek, członek naszego Zboru opowiadał o tym jak bardzo szef firmy w której pracował był zaganiany - na nic nie miał czasu, prowadził wiele biznesów, a 24 godz. dla niego było za mało, by wszystko ogarnąć. Żeby wydłużyć sobie dzień, postanowił kupić sobie śmigłowiec, by jak najszybciej dotrzeć z kolejnego spotkania biznesowego na następne. A, że był zamożnym człowiekiem, to mógł na niego sobie pozwolić. Któregoś dnia jednak śmigłowiec uległ awarii podczas lotu i zginął wraz z pilotem. Cóż za ironia, to, co miało wydłużyć mu dzień, jakby przedłużyć jego życie, skróciło je.

To tylko jeden z przykładów, który pokazuje nam jak kruche nasze życie i jak szybko przemijamy. Wydaje się nam, że możemy być pewni następnego dnia i robimy śmiałe plany na przyszłość, jednak musimy się z tym zgodzić, że życie każdego z nas może być w każdej chwili przerwane podobnie jak życie mojego brata. Wystarczyło 15 minut i już go między nami niema.

I choć życie niektórych z nas może wyróżniać się wśród innych i być bardzo rzadkim kwiatem, delikatnym wspaniałym i lśniącym, to w końcu ginie, obraca się w proch jak wszyscy. A proch Cezara nie jest bardziej królewski niż pył żebraka.  

W związku z tym, ze nasze życie jest bardzo kruche, nietrwałe, nieprzewidywalne i nie możemy być pewni nawet najbliższych kilku minut powinniśmy uchwycić się tego co wieczne, uchwycić się Bożego Słowa, Naszego Pana Jezusa, bo tylko Słowo Boga naszego trwa na wieki.

 I powiem wam, że sprawa jest pilna.

Wiele osób często zwleka z nawróceniem do Boga, odkłada to na kolejny dzień, na jutro, za rok, za 10 lat, na starość i często nigdy się nie nawracają umierając w swoich grzechach. Inni znowu mówią, że nawrócą się, ale najpierw musze wyszaleć się, użyć tego świata, załatwić jakieś sprawy, zbudować dom, spłacić kredyt, zwiedzić cały świat. Wymówek może być tyle co ludzi, aż śmierć ich zaskoczy, a może przyjść bardzo szybo w ciągu jednej chwili i człowiek nie jest w stanie już nic zrobić. Pan Jezus o tym mówił w 14 rozdz. Ew. Łukasza posługując się przypowieścią, że Bóg przygotował wielkie zbawienie i zaprosił wielu, ale ludzie się wymawiają na różne sposoby i nie chcą przyjść do Boga, odrzucają Boży dar zbawienia myśląc, że zawsze będą mieli szanse. Jednak Biblia mówi, że oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia, dzisiaj jest dzień zbawiania i żebyśmy nie zatwardzali serc swoich, ale przyjęli zaproszenie Chrystusa do życia wiecznego. Jeśli odkładamy to na jutro, to weźmy sobie mocno do serca, że jutro nie należy do nas, nie mamy władzy nad dniem jutrzejszym, należy On do Boga. Przykład mojego brata przedstawia nam to bardzo wyraźnie, choć dzięki Bogu On wierzył.

 Ale miał wile planów na przyszłość, umawialiśmy się, że latem pojedziemy razem odwiedzić naszą rodzinę w okolicach Lublina skąd pochodził mój dziadek i trochę poszukamy korzeni rodzinnych. Remontował dom i miał w planach przeprowadzić się do niego za kilka tygodni, często o tym rozmawialiśmy. Miał w planach rozwój służby, fundacji którą prowadził i oczywiście wiele planów odnośnie rodziny i dzieci. Bóg natomiast miał swój plan co do Niego i powiedział, wracajcie synowie ludzcy jak mówią Słowa z Psalmu 90. Wtedy kiedy Bóg wypowiada te słowa, kiedy czas naszego rozstania z tym życiem nadchodzi musimy być gotowi, musimy zostać znalezieni z wiarą. Musimy stanąć przed Bogiem mając obok siebie Jezusa Chrystusa, który przyzna się do nas w ten dzień przed swoim Ojcem. A obiecał, że przyzna się do wszystkich, którzy wierzą w Niego, którzy kochają Go, którzy przestrzegają Jego przykazań – tych nazwał przyjaciółmi. Mój brat, choć nie wiedział kiedy  ten dzień nastąpi, to był  przygotowany każdego dnia, bo pojednał się z Bogiem przez wiarę w Jezusa i służył mu.

Teraz ta odpowiedzialność gotowości i czujności spoczywa na nas, na tobie, bo każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu.

Pan Jezus wielokrotnie wzywał nas do czujności choćby w 25 rozdz. Ew. Mateusza przez podobieństwo o 10 pannach, gdzie 5 było głupich i 5 mądrych panien. 5 głupich nie było przygotowane na spotkanie z oblubieńcem, nie miały one oliwy w swych lampach, nie miały wiary, nie miały ufności, nie były na nowo narodzone. Mądre panny natomiast miały wiarę, miały oliwę w lampach, miały Ducha Św. kochały Zbawiciela i czekały na spotkanie z Nim.

Pan Jezus podsumowując to podobieństwo mówi

Mateusza 25:13  Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.

Ani ja, ani ty, nie wiemy kiedy Bóg wezwie nas na sąd, nie wiesz kiedy Jezus przyjdzie. Nie wiesz kiedy przyjdzie z nieba i nie wiesz, kiedy Bóg zażąda twojej duszy, więc musimy być czujni cały czas. Chodzi oczywiście o czujność duchową, o bycie przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Jeśli chodzi o sprawy tego świata potrafimy być bardzo czujni żeby np. zarobić jakieś pieniądze albo nie stracić, żeby wykorzystać okazje, bo gdzieś pojawia się promocja, czy unikać zagrożenia, które może nam zaszkodzić. Natomiast sprawy duchowe potrafimy zaniedbywać, bo nasza czujność i ostrość duchowego widzenia może być stłumiona przez grzech i przytępiona przez duchową ślepotę.

Gdy Biblia mówi o czujności na spotkanie z Panem, to ma na myśli kilka podstawowych rzeczy. Po pierwsze musimy wierzyć w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela żywą wiarą, żywą żarliwą ufnością o której mówi list do Hebrajczyków żebyśmy dbali i zachowywali taką ufność w zbawienie i obietnice Chrystusa jak mieliśmy na początku, gdy uwierzyliśmy. Chodzi o obietnice Jego przebaczenia, zadośćuczynienia za nasze winy, miłości do nas, dobroci, łaski, przyjęcia nas do domu naszego Ojca i zmartwychwstania. Kolejny drugi element czujności, to trwanie cały czas w modlitwie, dbanie o osobistą społeczność z naszym Zbawicielem jak wspomniana w ewangeliach wdowa, która ciągle nachodziła niesprawiedliwego sędziego, by wziął ją w obronę. Jak wiara jest sercem naszego duchowego życia, tak modlitwa jego płucami. Jak nie  możesz żyć fizycznie bez serca i płuc, tak nie możesz mieć duchowego życia bez wiary i bez modlitwy.

Następny element czujności to trwanie w Słowie Chrystusa, co znacznie wykracza poza czytanie Biblii. Trwanie w słowie Jezusa polega na przechowywaniu tego Słowa we własnym sercu, rozważaniu Go i rozmyślaniu o Nim dniem i nocą jak mówi psalm 1 i oczywiście posłuszeństwo temu Słowu. Chodzi o to, że czynisz słowa Jezusa fundamentem swojego życia, myślenia i działania, to jest budowanie domu na skale o którym nauczał Pan Jezus w Ew. Mateusza.

Bycie czujnym, to życie w dążeniu do uświęcenia, czyli odrzucanie grzechu, wyznawanie swojego grzechu, życie w świętości do czego nawołuje nas ap. Piotr

1 List Piotra 1:15  Lecz za przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim postępowaniu waszym.

Grzech przytępia nasze duchowe zmysły, odbiera nam pokój i radość, sprawia że komunikacja z naszym Zbawicielem jest przerwana, a Duch Św. przygaszony i nie chce przez nas się manifestować.

Innym ważnym elementem czujności jest trwanie w społeczności kościoła, by pobudzać się do miłości i dobrych uczynków do czego często wzywa nas Słowo Boże. Kościół jest nam niezbędny, by się wzajemnie miłować, służyć sobie, umacniać się i pomagać nam w dyscyplinie duchowej. Gdy zaniedbujemy tą kwestię, to szybko rozleniwiamy się duchowo stając się ospałymi w gorliwości dla Chrystusa.

Często mniej wspominane elementy czujności, ale równie ważne, to oczekiwanie w nadziei radości na spotkanie z Panem oraz bycie wytrwałym, cierpliwym w naszym podążaniu za Chrystusem. Wytrwałość i cierpliwość jest często poruszanym  tematem w Nowym Testamencie, zwłaszcza w kontekście prześladowań, opóźniającego się powrotu Pana i codziennych zmagań z grzechem. Bez wytrwałości nawet najgorliwsza wiara może zgasnąć, a czujność przerodzić się w zniechęcenie.

Autor listu do Hebrajczyków zachęca: „Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście, spełniwszy wolę Bożą, otrzymali obietnicę(Hbr 10,36), a w Liście do Rzymian Paweł pisze: „Przez cierpliwość w czynieniu dobra szukamy chwały, czci i nieśmiertelności – życia wiecznego” (Rz 2,7). Sam Jezus w przypowieści o siewcy ostrzega, że ci, którzy w chwilach próby odstępują, nie wydają owocu, natomiast „ci na dobrej ziemi, którzy w sercu szlachetnym i dobrym usłyszawszy słowo, zatrzymują je i wydają owoc przez wytrwałość” (Łk 8,15).

A jak jest z tobą, czy jesteś czujny, czujna i przygotowany, czy przygotowana na spotkanie z Jezusem Chrystusem? Być może z tych elementów czujności jakie wymieniłem są niektóre do poprawy, wiara, modlitwa, Słowo Boże, uświęcenie, społeczność kościoła, nadzieja i wytrwałość. Wciąż jeszcze mamy chwilę czasu, by zająć się tymi sprawami, ale nie odkładajmy ich na później. Mówię wam sprawa jest pilna!

Ostatnią kwestią jaką chciałem poruszyć w kontekście kruchości naszego życia i wieczności na przykładzie mojego brata, to że nie tylko nasze życie powinno uwielbiać Pana, ale i śmierć. Chodzi mi o to jakie świadectwo po sobie zostawimy. Choć mój brat nie był idealnym człowiekiem, ale grzesznym jak my wszyscy jednak pozostawił po sobie chlubne świadectwo. Na pogrzebie wiele osób składało o nim dobre świadectwo wierności Chrystusowi, wytrwałej służby i ofiarnej miłości. Zostanie zapamiętany jako wierny sługa naszego Zbawiciela i wierzę, że jeszcze długo po jego śmierci to świadectwo będzie wydawało owoc.

Jak my chcemy być zapamiętani, jak będziemy wspominani w tym świecie, kiedy nas już nie będzie?  Czy chcemy, by nasze życie było jedynie suchą trawą, która po krótkim czasie zostaje zapomniana, czy może pragniemy pozostawić po sobie trwały ślad w postaci wiary, miłości i nadziei, która będzie inspiracją dla innych, dla wielu, by szli za Chrystusem?

Śmierć mojego brata Marcina jest dla nas wszystkich bolesnym, ale i niezwykle wymownym kazaniem. W ciągu kilkunastu minut jego życie na ziemi dobiegło końca. Nie miał czasu, by pożegnać żonę, powiedzieć dzieciom, że je kocha, ani dokończyć remontu domu, do którego tak się przygotowywał. Nie zdążył zrealizować planów na lato, ani rozwinąć swojej fundacji tak, jak zamierzał. Ale zdążył zrobić coś o wiele ważniejszego – każdego dnia, także tego ostatniego, czytał Pismo Święte, ufał swojemu Zbawicielowi, żył wiarą, i nadzieją, blisko społeczności kościoła w stanie duchowej gotowości.

To jest właśnie ta najważniejsza lekcja, jaką zostawił nam Marcin: nie chodzi o to, by zdążyć ze wszystkim, ale by być gotowym na wszystko. Być gotowym na spotkanie z Panem w każdej chwili, bo ta chwila może nadejść zupełnie niespodziewanie – jak złodziej w nocy, jak wiatr, który na nas powieje, a wtedy kwiat więdnie, jak para, która znika. Jednak jeśli jesteśmy w Chrystusie, nie przemijamy.

Apostoł Paweł w Liście do Filipian pisał: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). Marcin nie bał się śmierci, bo wiedział, co go czeka po drugiej stronie. Często stawał na rynku z literaturą chrześcijańską i z banerem „nie lękaj się śmierci”  Wiedział, że jeśli jego ziemski dom – to ciało rozpadnie się, ma w niebie budowlę od Boga, dom nie ręką uczyniony, ale wieczny. I to jest ta radosna nadzieja, którą mamy my, wierzący w Chrystusa, bo wiemy, że „ani śmierć, ani życie... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).

Łączna liczba wyświetleń