Drodzy, może nie wszyscy wiedzą, ale 1 kwietnia 11 dni temu zmarł mój młodszy brat. Pogrzeb odbył się 4 kwietnia w jego urodziny, skończyłby 47 lat. Odszedł do wieczności bardzo szybko, bo od chwili kiedy pojawiły się objawy złego samopoczucia, do śmierci minęło może kilka, kilkanaście minut – nic wcześniej tego nie zapowiadało. Marcin Czytał rano Biblie przed pracą jak zawsze miał w zwyczaju i zdążył powiedzieć do swojej żony, że jest mu duszno i że ręka mu zdrętwiała oraz wpisał wyszukiwarkę internetową czego to mogą być objawy, a następnie powiedział jeszcze, żeby jego żona zadzwoniła po karetkę. Po tych słowach upadł tracąc przytomność. Gdy przyjechała karetka godzinę go reanimowano, ale nie wrócił już do życia. Okazało się, że zmarł na rozległy zawał z zatorem. Dla nas wszystkich to jest wielki szok, tym bardziej, że mój brat wcześniej nie chorował na serce.
Więc
jesteśmy wszyscy tym zaskoczeni, wręcz zszokowani, ale czy powinniśmy, czy
Biblia nie mówi, że nasze życie jest bardzo kruche i tymczasowe i że należy być
w każdej chwili przygotowani na spotkanie z Bogiem. Ta sytuacja uświadomiła mi
jeszcze bardziej jak bardzo nieprzewidywalne jest nasze życie i jak prawdziwe
jest Słowo Boże mówiące o Jego kruchości i wzywające nas do zaufania Bogu,
naszemu Zbawicielowi, by w Nim szukać naszego bezpieczeństwa i oparcia dla
naszej przyszłości.
Śmierć
mojego brata i jego przykład skłonił mnie, by więcej uwagi dzisiaj poświęcić
przemijalności naszego życia i konieczności zadbania, by przygotować się na
spotkanie z naszym Zbawicielem.
Niech
posłuży nam do dzisiejszej refleksji tekst z Księgi Izajasza
Izajasza 40:6 Głos mówi:
Zwiastuj! I rzekłem: Co mam zwiastować? To: Wszelkie ciało jest trawą, a cały
jego wdzięk jak kwiat polny.
7 Trawa usycha, kwiat więdnie,
gdy wiatr Pana powieje nań. Zaprawdę: Ludzie są trawą!
8 Trawa usycha, kwiat więdnie,
ale słowo Boga naszego trwa na wieki.
Izajasz
kieruje te słowa do Izraela, gdy Izrael przebywa w niewoli Babilońskiej.
Patrząc na potęgę Babilonu w tamtym czasie i beznadzieje Bożego ludu w jakiej
się znaleźli, świątynia spalona, miasta zniszczone można było pomyśleć, że nie
ma już żadnych szans na wyzwolenie i odbudowę narodu. Jednak prorok mówi, że
Boży lud nie powinien patrzeć na potęgę i możliwości Babilonu, na możliwości i
siłę ludzkiego ciała, bo człowiek nawet tak wielki jak całe Królestwo
Babilońskie jest jak trawa, co oznacza, że jego chwała, siła i potęga trwa
chwilę, a później znika. Dla Boga największe ludzkie Królestwo nic nie znaczy,
a wszystkie narody wobec Boga Jahwe mówi Biblia są jak kropla w wiadrze. To co
jest naprawdę trwałe, co jest prawdziwą potęgą i daje wieczne oparcie, to Słowa
naszego Boga, to obietnice naszego Zbawiciela. Dla Izraela tymi obietnicami
wtedy było wyprowadzenie z niewoli Babilońskiej i odbudowanie narodu, co Bóg
zapowiadał przez perskiego króla Cyrusa. Gdy nadszedł odpowiedni czas w
Historii Bóg powołał Cyrusa, który podbił w jedną noc Babilon i wydał dekret o
odbudowie Jerozolimy, świątyni i powrotu wszystkich wygnańców z Niewoli do
swego domu, a także zapewnił odpowiednio środki, by było to możliwe. Dla
Izraela tymi obietnicami było również posłanie oczekiwanego Mesjasza, który
utwierdzi Boże obietnice i zagwarantuje ich spełnianie i przyniesie zbawienie
dla narodu. Izrael powinien się przygotować na przyjście tego wielkiego
Mesjasza, powinien przygotować własne serce i być gotowym przyjąć Go, gdy się
pojawi. W związku z tymi obietnicami Boży lud nie powinien się załamywać, ale
powinien więcej dowiedzieć się o swoim Bogu, o tym, że jest wszechmocy i włada
wszystkimi narodami, a gdy coś postanowi tego dokona
Później
ten tekst z Ks. Izajssza cytuje apostoł Piotr w swoim 1 liście 1,24-25 w odniesieniu do nas, że nasze ciało, nasze wysiłki nie mogły pomóc
nam w ratunku i zbawieniu, ale tego czego nie mogło uczynić nasze ciało uczynił
Bóg przez swoje Słowo zradzając nas nowo i dając nam swojego Ducha abyśmy nie
przeminęli wraz z tym światem.
To
jest właśnie prawdziwy problem tego świata, że jest jak trwa w swoim grzechu, a
wszelka chwała tego co nas otacza jest chwilowa i tymczasowa. Świat natomiast i
ludzie tego świata zachowują się jakby mieli tutaj żyć na wieki. Jednak prawda
jest taka, że pojawiamy się na tym świecie na krótko, a nasze życie jest bardzo
niepewne i nieprzewidywalne, co powinno skłaniać nas do pokory i szukania Boga.
Gdy
jesteśmy młodzi, to wydaje się nam, że życie jest długie, a przed nami jeszcze
wiele czasu.
Mamy
wtedy wrażenie, że jesteśmy niemal nieśmiertelni i możemy zdobyć cały świat.
Ale gdy mijają kolejne lata, idziemy do pracy, zakładamy rodziny i wychowujemy
następne pokolenie, to zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy znikomi jak pokolenia,
które były przed nami i to tylko kwestia kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu
lat, kiedy odejdziemy.
Piotr
mówi, żebyśmy przyjrzeli się trawie polnej, że nasze życie podobne jest do
niej, a cała jej chwała pojawia się na krótko i mija w ciągu jednego sezonu.
Skupmy
się chwilę na tym i pomyślmy, co Pan Bóg chce nam powiedzieć przez obraz trawy
polnej. W Piśmie Świętym często jest to obraz ludzkiego życia, a porównanie to jest wielokrotnie powtarzane i
przypominane.
Król
Dawid w Psalmie 35 powiedział:
Psalm 39:5 Daj mi, Panie, poznać
kres mój I jaka jest miara dni moich, Abym wiedział, jak jestem znikomy!
W Psalmie 103 czytamy podobne słowa, psalmista mówi, że Bóg:
Psalm 103:14 Bo On wie, jakim
tworem jesteśmy, Pamięta, żeśmy prochem.
15 Dni człowieka są jak trawa:
Tak kwitnie jak kwiat polny.
16 Gdy wiatr nań powieje, już go
nie ma I już go nie ujrzy miejsce jego.
Również
możemy przeczytać o podobnym porównaniu w Liście Św. Jakuba 4,14:
Jakuba 4:14 Wy, którzy nie
wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która
ukazuje się na krótko, a potem znika.
I
rzeczywiście, łąka jest piękna, szczególnie wtedy gdy zakwitnie, ale trwa to
bardzo krótko i za chwilę cała jej chwała mija. Mamy już wiosnę i będziemy
mogli oglądać jej wspaniałe kwitnące krajobrazy, ale szybko przeminie ten
okres, czas pięknych kwiatów jest krótki.
Podobnie
jest z każdym ciałem, z każdym człowiekiem, niezależnie od tego kim by był lub
co w życiu osiągnął, nasz czas jest bardzo krótki. Możemy prowadzić najlepsze i
najbardziej wspaniałe życie, być najmądrzejszymi i bardzo uhonorowanymi ludźmi.
Możemy być wielkimi w tym świecie, podziwianymi przez wielu i wielu może nam
zazdrościć sukcesów oraz osiągnięć. Możemy być również bardzo dumni z tego, co
w życiu udało nam się uzyskać. Niekiedy ta duma wynika ze zdobytego
wykształcenia, z dobrze wychowanych dzieci, posiadania wielu majętności, czy
zdobycia wielu sukcesów w różnych dziedzinach życiowych. Ale chwała ta, choćby
była najbardziej spektakularna, jest tymczasowa, chwilowa, a przez to nietrwała
i bardzo złudna. Kwiat usycha w zaledwie kilka tygodni, podobnie wszyscy
odchodzimy, a wszystkie nasze sukcesy w obliczu śmierci stają się
bezwartościowe, w tym sensie, że nie mogą nam pomóc - nie mogą nas przed
śmiercią uratować i dać nam życia
wiecznego.
Pamiętajmy
o tym, że w grobie nędzarz i książę leżą obok siebie, koniec obojga jest taki
sam.
Kiedyś
św. pamięci Józek, członek naszego Zboru opowiadał o tym jak bardzo szef firmy
w której pracował był zaganiany - na nic nie miał czasu, prowadził wiele
biznesów, a 24 godz. dla niego było za mało, by wszystko ogarnąć. Żeby
wydłużyć sobie dzień, postanowił kupić sobie śmigłowiec, by jak najszybciej
dotrzeć z kolejnego spotkania biznesowego na następne. A, że był zamożnym
człowiekiem, to mógł na niego sobie pozwolić. Któregoś dnia jednak śmigłowiec
uległ awarii podczas lotu i zginął wraz z pilotem. Cóż za ironia, to, co miało
wydłużyć mu dzień, jakby przedłużyć jego życie, skróciło je.
To
tylko jeden z przykładów, który pokazuje nam jak kruche nasze życie i jak
szybko przemijamy. Wydaje się nam, że możemy być pewni następnego dnia i robimy
śmiałe plany na przyszłość, jednak musimy się z tym zgodzić, że życie każdego z
nas może być w każdej chwili przerwane podobnie jak życie mojego brata.
Wystarczyło 15 minut i już go między nami niema.
I
choć życie niektórych z nas może wyróżniać się wśród innych i być bardzo
rzadkim kwiatem, delikatnym wspaniałym i lśniącym, to w końcu ginie, obraca się
w proch jak wszyscy. A proch Cezara nie jest bardziej królewski niż pył
żebraka.
W
związku z tym, ze nasze życie jest bardzo kruche, nietrwałe, nieprzewidywalne i
nie możemy być pewni nawet najbliższych kilku minut powinniśmy uchwycić się
tego co wieczne, uchwycić się Bożego Słowa, Naszego Pana Jezusa, bo tylko
Słowo Boga naszego trwa na wieki.
I powiem wam, że sprawa jest pilna.
Wiele
osób często zwleka z nawróceniem do Boga, odkłada to na kolejny dzień, na
jutro, za rok, za 10 lat, na starość i często nigdy się nie nawracają umierając
w swoich grzechach. Inni znowu mówią, że nawrócą się, ale najpierw musze wyszaleć
się, użyć tego świata, załatwić jakieś sprawy, zbudować dom, spłacić kredyt,
zwiedzić cały świat. Wymówek może być tyle co ludzi, aż śmierć ich zaskoczy, a
może przyjść bardzo szybo w ciągu jednej chwili i człowiek nie jest w stanie
już nic zrobić. Pan Jezus o tym mówił w 14 rozdz. Ew. Łukasza posługując
się przypowieścią, że Bóg przygotował wielkie zbawienie i zaprosił wielu, ale ludzie
się wymawiają na różne sposoby i nie chcą przyjść do Boga, odrzucają Boży dar
zbawienia myśląc, że zawsze będą mieli szanse. Jednak Biblia mówi, że oto
teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia, dzisiaj jest dzień
zbawiania i żebyśmy nie zatwardzali serc swoich, ale przyjęli zaproszenie
Chrystusa do życia wiecznego. Jeśli odkładamy to na jutro, to weźmy sobie
mocno do serca, że jutro nie należy do nas, nie mamy władzy nad dniem
jutrzejszym, należy On do Boga. Przykład mojego brata przedstawia nam to bardzo
wyraźnie, choć dzięki Bogu On wierzył.
Ale miał wile planów na przyszłość,
umawialiśmy się, że latem pojedziemy razem odwiedzić naszą rodzinę w okolicach
Lublina skąd pochodził mój dziadek i trochę poszukamy korzeni rodzinnych.
Remontował dom i miał w planach przeprowadzić się do niego za kilka tygodni,
często o tym rozmawialiśmy. Miał w planach rozwój służby, fundacji którą
prowadził i oczywiście wiele planów odnośnie rodziny i dzieci. Bóg natomiast
miał swój plan co do Niego i powiedział, wracajcie synowie ludzcy jak mówią
Słowa z Psalmu 90. Wtedy kiedy Bóg wypowiada te słowa, kiedy czas naszego
rozstania z tym życiem nadchodzi musimy być gotowi, musimy zostać znalezieni z
wiarą. Musimy stanąć przed Bogiem mając obok siebie Jezusa Chrystusa, który
przyzna się do nas w ten dzień przed swoim Ojcem. A obiecał, że przyzna się do
wszystkich, którzy wierzą w Niego, którzy kochają Go, którzy przestrzegają Jego
przykazań – tych nazwał przyjaciółmi. Mój brat, choć nie wiedział kiedy ten dzień nastąpi, to był przygotowany każdego dnia, bo pojednał się z
Bogiem przez wiarę w Jezusa i służył mu.
Teraz
ta odpowiedzialność gotowości i czujności spoczywa na nas, na tobie, bo każdy z
nas za samego siebie zda sprawę Bogu.
Pan
Jezus wielokrotnie wzywał nas do czujności choćby w 25 rozdz. Ew.
Mateusza przez podobieństwo o 10 pannach, gdzie 5 było głupich i 5 mądrych
panien. 5 głupich nie było przygotowane na spotkanie z oblubieńcem, nie miały
one oliwy w swych lampach, nie miały wiary, nie miały ufności, nie były na nowo
narodzone. Mądre panny natomiast miały wiarę, miały oliwę w lampach, miały
Ducha Św. kochały Zbawiciela i czekały na spotkanie z Nim.
Pan
Jezus podsumowując to podobieństwo mówi
Mateusza 25:13 Czuwajcie więc,
bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.
Ani
ja, ani ty, nie wiemy kiedy Bóg wezwie nas na sąd, nie wiesz kiedy Jezus
przyjdzie. Nie wiesz kiedy przyjdzie z nieba i nie wiesz, kiedy Bóg zażąda
twojej duszy, więc musimy być czujni cały czas. Chodzi oczywiście o czujność
duchową, o bycie przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Jeśli chodzi o sprawy
tego świata potrafimy być bardzo czujni żeby np. zarobić jakieś pieniądze albo
nie stracić, żeby wykorzystać okazje, bo gdzieś pojawia się promocja, czy
unikać zagrożenia, które może nam zaszkodzić. Natomiast sprawy duchowe
potrafimy zaniedbywać, bo nasza czujność i ostrość duchowego widzenia może być stłumiona
przez grzech i przytępiona przez duchową ślepotę.
Gdy
Biblia mówi o czujności na spotkanie z Panem, to ma na myśli kilka podstawowych
rzeczy. Po pierwsze musimy wierzyć w Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela
żywą wiarą, żywą żarliwą ufnością o której mówi list do Hebrajczyków żebyśmy
dbali i zachowywali taką ufność w zbawienie i obietnice Chrystusa jak mieliśmy
na początku, gdy uwierzyliśmy. Chodzi o obietnice Jego przebaczenia,
zadośćuczynienia za nasze winy, miłości do nas, dobroci, łaski, przyjęcia nas
do domu naszego Ojca i zmartwychwstania. Kolejny drugi element czujności, to
trwanie cały czas w modlitwie, dbanie o osobistą społeczność z naszym
Zbawicielem jak wspomniana w ewangeliach wdowa, która ciągle nachodziła
niesprawiedliwego sędziego, by wziął ją w obronę. Jak wiara jest sercem naszego
duchowego życia, tak modlitwa jego płucami. Jak nie możesz żyć fizycznie bez serca i płuc, tak
nie możesz mieć duchowego życia bez wiary i bez modlitwy.
Następny
element czujności to trwanie w Słowie Chrystusa, co znacznie wykracza poza
czytanie Biblii. Trwanie w słowie Jezusa polega na przechowywaniu tego Słowa we
własnym sercu, rozważaniu Go i rozmyślaniu o Nim dniem i nocą jak mówi psalm
1 i oczywiście posłuszeństwo temu Słowu. Chodzi o to, że czynisz słowa
Jezusa fundamentem swojego życia, myślenia i działania, to jest budowanie domu
na skale o którym nauczał Pan Jezus w Ew. Mateusza.
Bycie
czujnym, to życie w dążeniu do uświęcenia, czyli odrzucanie grzechu, wyznawanie
swojego grzechu, życie w świętości do czego nawołuje nas ap. Piotr
1 List Piotra 1:15 Lecz za
przykładem świętego, który was powołał, sami też bądźcie świętymi we wszelkim
postępowaniu waszym.
Grzech
przytępia nasze duchowe zmysły, odbiera nam pokój i radość, sprawia że
komunikacja z naszym Zbawicielem jest przerwana, a Duch Św. przygaszony i nie
chce przez nas się manifestować.
Innym
ważnym elementem czujności jest trwanie w społeczności kościoła, by pobudzać
się do miłości i dobrych uczynków do czego często wzywa nas Słowo Boże. Kościół
jest nam niezbędny, by się wzajemnie miłować, służyć sobie, umacniać się i
pomagać nam w dyscyplinie duchowej. Gdy zaniedbujemy tą kwestię, to szybko rozleniwiamy
się duchowo stając się ospałymi w gorliwości dla Chrystusa.
Często
mniej wspominane elementy czujności, ale równie ważne, to oczekiwanie w nadziei
radości na spotkanie z Panem oraz bycie wytrwałym, cierpliwym w naszym
podążaniu za Chrystusem. Wytrwałość i cierpliwość jest często poruszanym tematem w Nowym Testamencie, zwłaszcza w
kontekście prześladowań, opóźniającego się powrotu Pana i codziennych zmagań z
grzechem. Bez wytrwałości nawet najgorliwsza wiara może zgasnąć, a czujność
przerodzić się w zniechęcenie.
Autor
listu do Hebrajczyków zachęca: „Potrzebujecie bowiem wytrwałości, abyście,
spełniwszy wolę Bożą, otrzymali obietnicę” (Hbr 10,36), a w Liście
do Rzymian Paweł pisze: „Przez cierpliwość w czynieniu dobra szukamy chwały,
czci i nieśmiertelności – życia wiecznego” (Rz 2,7). Sam Jezus w
przypowieści o siewcy ostrzega, że ci, którzy w chwilach próby odstępują, nie
wydają owocu, natomiast „ci na dobrej ziemi, którzy w sercu szlachetnym i
dobrym usłyszawszy słowo, zatrzymują je i wydają owoc przez wytrwałość” (Łk
8,15).
A
jak jest z tobą, czy jesteś czujny, czujna i przygotowany, czy przygotowana na
spotkanie z Jezusem Chrystusem? Być może z tych elementów czujności jakie
wymieniłem są niektóre do poprawy, wiara, modlitwa, Słowo Boże, uświęcenie,
społeczność kościoła, nadzieja i wytrwałość. Wciąż jeszcze mamy chwilę czasu,
by zająć się tymi sprawami, ale nie odkładajmy ich na później. Mówię wam
sprawa jest pilna!
Ostatnią
kwestią jaką chciałem poruszyć w kontekście kruchości naszego życia i
wieczności na przykładzie mojego brata, to że nie tylko nasze życie powinno
uwielbiać Pana, ale i śmierć. Chodzi mi o to jakie świadectwo po sobie
zostawimy. Choć mój brat nie był idealnym człowiekiem, ale grzesznym jak my
wszyscy jednak pozostawił po sobie chlubne świadectwo. Na pogrzebie wiele osób
składało o nim dobre świadectwo wierności Chrystusowi, wytrwałej służby i
ofiarnej miłości. Zostanie zapamiętany jako wierny sługa naszego Zbawiciela i
wierzę, że jeszcze długo po jego śmierci to świadectwo będzie wydawało owoc.
Jak
my chcemy być zapamiętani, jak będziemy wspominani w tym świecie, kiedy nas już
nie będzie? Czy chcemy, by nasze życie
było jedynie suchą trawą, która po krótkim czasie zostaje zapomniana, czy może
pragniemy pozostawić po sobie trwały ślad w postaci wiary, miłości i nadziei,
która będzie inspiracją dla innych, dla wielu, by szli za Chrystusem?
Śmierć
mojego brata Marcina jest dla nas wszystkich bolesnym, ale i niezwykle wymownym
kazaniem. W ciągu kilkunastu minut jego życie na ziemi dobiegło końca. Nie miał
czasu, by pożegnać żonę, powiedzieć dzieciom, że je kocha, ani dokończyć
remontu domu, do którego tak się przygotowywał. Nie zdążył zrealizować planów
na lato, ani rozwinąć swojej fundacji tak, jak zamierzał. Ale zdążył zrobić coś
o wiele ważniejszego – każdego dnia, także tego ostatniego, czytał Pismo
Święte, ufał swojemu Zbawicielowi, żył wiarą, i nadzieją, blisko społeczności
kościoła w stanie duchowej gotowości.
To
jest właśnie ta najważniejsza lekcja, jaką zostawił nam Marcin: nie chodzi o
to, by zdążyć ze wszystkim, ale by być gotowym na wszystko. Być gotowym na
spotkanie z Panem w każdej chwili, bo ta chwila może nadejść zupełnie
niespodziewanie – jak złodziej w nocy, jak wiatr, który na nas powieje, a wtedy
kwiat więdnie, jak para, która znika. Jednak jeśli jesteśmy w Chrystusie, nie
przemijamy.
Apostoł Paweł w Liście do Filipian pisał: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć zyskiem” (Flp 1,21). Marcin nie bał się śmierci, bo wiedział, co go czeka po drugiej stronie. Często stawał na rynku z literaturą chrześcijańską i z banerem „nie lękaj się śmierci” Wiedział, że jeśli jego ziemski dom – to ciało rozpadnie się, ma w niebie budowlę od Boga, dom nie ręką uczyniony, ale wieczny. I to jest ta radosna nadzieja, którą mamy my, wierzący w Chrystusa, bo wiemy, że „ani śmierć, ani życie... nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,38-39).
