17.11.2012

Nadzieja na cmentarzu


1 Listopada po raz kolejny byłem na cmentarzu żeby rozdawać literaturę chrześcijańską i po raz kolejny w Nowym Dworze Gdańskim. Chyba to już 5 rok z rzędu kiedy świadczymy tam  o Chrystusie. Jak zawsze rozdawaliśmy za darmo książki chrześcijańskie „Śmierć a co dalej?” „Chrystus i ty” „Musicie się narodzić na nowo”. Mieliśmy także rozwieszony duży transparent z pytaniem do ludzi „śmierć a co dalej”. Był to bardzo błogosławiony czas, rozdaliśmy około 100 książek, trochę traktatów i broszur. Razem ze mną był mój przyjaciel Michał,  który również kolejny raz służy ze mną w ten sposób. Mieliśmy kilka rozmów  na temat ewangelii, niektórzy podchodzili do naszego stolika chcąc się dowiedzieć kim jesteśmy. Modlitwą moją jest by dobry Bóg pozwolił z tej służby zebrać kiedyś jakiś owoc. Widzę, że niektórzy z moich sąsiadów, znajomych, rodziny przybliżają się powoli do Boga. Mam nadzieje, że Bóg pozwoli mi w przyszłości oglądać wielkie swoje dzieło w życiu tych ludzi. Gdy tam staliśmy słyszałem różne przykre komentarze w naszym kierunku w stylu „weście się do roboty” „sekciarze” „po co tu stoicie” i wiele innych. Niektórzy głośno odpowiadali na pytanie, które było zadane „Śmierć a co dalej?” mówili, że „nic dalej nie ma” „tyłek ziemia przyklepią i koniec”. Zastanawia mnie w jakim celu ludzie chodzą na cmentarz 1 listopada nosząc kwiaty, świeczki, uczestniczą w nabożeństwach modląc się  za zmarłych tak naprawdę w ogóle nie wierząc, że jest jakieś życie, po za tym ziemskim. Oczywiście cała praktyka listopadowego święta wywodzi się z niebiblijnej fałszywej doktryny czyśćca. Doktryna ta mami i oszukuje wielu ludzi, że po śmierci mogą jeszcze dopomóc swoim bliskim, którzy odeszli. Duchowni nominalnego kościoła celowo zachęcają do  ofiarowywania swoich modlitw, pieniędzy i czasu żeby jeszcze bardziej związać ludzi bezowocnymi praktykami i napełnić skarbonę. Mam nadzieje, że chociaż kilka osób z tych, których spotkałem pierwszego listopada otworzy oczy na światło ewangelii, a może jeśli Bóg pozwoli przyczynie się do zbawienia niektórych z nich. Na sam koniec przyszedł do nas jeden ksiądz i wziął literaturę, spytał się nawet „czy mamy coś nowego?” Tak, mieliśmy książkę „Jezus naszym przeznaczeniem” 

Prześladowanie chrześcijan


Obecnie na całym świecie prześladowanych jest około 100 milionów chrześcijan. Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną  Religa świata. Badania prowadzone przez organizacje misyjne takie jak Open Doors dowodzą, że na dziesięć przypadków prześladowań osiem dotyczy chrześcijan. Wydaje, że coraz bardziej wypełniają się Słowa Pana Jezusa Chrystusa, który powiedział:
 Mateusza 24:9  Wtedy wydawać was będą na udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla imienia mego.
Widać, że duch tego świata chce stłumić prawdę o Jezusie Chrystusie wszelkimi możliwymi sposobami, ale mamy obietnice, że bramy piekielne kościoła nie przemogą (Mateusza 16:18).  Słowo Boże zapowiada prześladowania wobec chrześcijan Ap. Paweł powiedział rozważając swoją służbę powiedział:
 2 Tymoteusza 3:12  Tak jest, wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.
Pan Jezus także w  Ewangelii Jana również zapowiadał prześladowania:
Jana 15:18  Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził.
19  Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi.
20  Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą.
21  A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał.
Można sobie zadać pytanie dlaczego świat nienawidzi chrześcijan skoro chrześcijanin, to ktoś kto kocha ludzi niesie im pomoc, pragnie by byli szczęśliwi. Głównym powodem nienawiści świata jest nieznajomość Boga i chęć pozostania w  swoim grzechu. Chrześcijanin to ktoś kto mówi ludziom  O Jezusie Chrystusie, ktoś kto nawołuje do porzucenia grzechu, samo życie prawdziwych chrześcijan oskarża ludzi dlatego że wierzący myślą w sposób Boży. Ludzie tego świata myślą i żyją  na wzór tego świata. Chrześcijanin to światłość, ludzie tego świata są w mocy ciemności jak  światło stoi w opozycji do ciemności tak chrześcijanin do świata.  Świat jest przywiązany do swojego grzechu, pan Jezus powiedział
Jana 7:7  Świat nie może was nienawidzieć, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja świadczę o nim, że czyny jego są złe.
Ale gdy jako chrześcijanie znosimy prześladowania ze względu na imię Jezusa to jesteśmy błogosławieni.
 Mateusza 5:10  Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo Niebios.
11  Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!
12  Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

1 Piotra 4:14  Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.

Gdy znosimy prześladowania to możemy mieć nadzieje, że Bóg wynagrodzi  nam wszelki ucisk , szyderstwa, niesprawiedliwe traktowanie, więzienie, czy cokolwiek złego by nas spotkało  ze strony świata ze względu na Chrystusa. Ale czas doświadczenia, nękania jest szczególnie  trudny, obecnie chyba najciężej żyje się chrześcijanom w Korei północnej wielu z nich przebywa w obozach koncentracyjnych. Szacuje się, że w Korei jest obecnie około  100 tys. chrześcijan w więzieniu. Więzienia dla chrześcijan są szczególnie ciężkie, praca ponad siły, brak żywności, znęcanie się psychiczne i fizyczne.
 Ktoś kto zostanie złapany na posiadaniu Biblii jest uznany za szpiega Korei Południowej i ukarany śmiercią często na miejscu, rodzina takiego człowieka jest aresztowana niekiedy nawet do trzeciego pokolenia wstecz. Tylko w zeszłym roku według statystyk rozstrzelano 400 osób. Dzieci są uczone w szkole żeby donosić na rodziców jeśli zobaczą coś podejrzanego lub Biblie w domu. Dyktatorom Korei Północnej przyznano status bogów i nakazano ich czcić. Równie ciężkie prześladowania są w Pakistanie, Iranie, Iraku Egipcie, Arabii Saudyjskiej, Afganistanie, Somali i w Indiach. Prześladowani chrześcijanie potrzebują  naszej modlitwy, wsparcia, zachęty. Oprócz modlitwy można napisać list lub wspomóc materialnie.   Odsyłam do  strony „Głos prześladowanych chrześcijan” tam możemy się dowiedzieć o konkretnej pomocy. Módlmy się by reżim komunistyczny w Korei upadł, by Bóg wspomógł cierpiących wierzących w Jezusa Chrystusa i wszystkich cierpiących niesprawiedliwie. Módlmy się o chrześcijan w krajach muzułmańskich,  by także wytrwali w prześladowaniach,  módlmy się o prześladowanych chrześcijan na całym świecie by nie ustawali w wierności Chrystusowi i jeśli trzeba byli gotowi zapłacić najwyższą cenę, położyć swoje życie.

7.11.2012

Chrzest w doktrynie Baptystycznej


                            
          Większość kościołów uznaje potrzebę chrztu, który jest aktem posłuszeństwa Chrystusowi, ale rozumienie tej praktyki jest bardzo różne w kościołach chrześcijańskich. Najczęściej różnice wynikają z innej interpretacji tekstów biblijnych lub narosłej tradycji kościelnej. Baptyści od samego początku doszli do przekonania, na podstawie świadectwa tekstu biblijnego, że jedyna możliwa praktyka chrztu, to chrzest przez zanurzenie na wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa. Dlatego też w kościołach baptystycznych nie chrzci się niemowląt, dzieci, czy osób, które nie mogą wyznać osobistej wiary w Chrystusa.
Wierzymy, że chrzest może być dokonany tylko w przypadku, kiedy chrzczona osoba posiada wiarę w zbawcze dzieło Chrystusa, gdyż jest on publicznym wyznaniem wiary w Osobę Jezusa Chrystusa.
Akt chrztu został nakazany przez Chrystusa (Mat. 28,19-20) i dlatego należy go rozumieć jako ustanowienie, a nie jako sakrament. Chrzest nie dokonuje jakiejkolwiek duchowej zmiany w chrzczonej osobie. Przez chrzest wyznaje ona wierność Chrystusowi jako Panu i zwiastuje Jego ewangelię, potwierdza fakt swego zbawienia wobec siebie i innych.”[1]  Wierzymy, że chrzest jest potwierdzeniem zbawienia, możliwością złożenia świadectwa, ogłoszeniem, że dana osoba uwierzyła w dzieło  Chrystusa. Takie rozumienie chrztu wynika z tego w jaki sposób dokonuje się zbawienie, usprawiedliwienie  człowieka. Pismo Św. uczy nas że grzesznik może być usprawiedliwiony wyłącznie na podstawie wiary w Jezusa Chrystusa, który na krzyżu poniósł śmierć za nasze grzechy. Apostoł Paweł w liście do Efezjan napisał:
Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;
 nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.  Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.[2] (Efezjan 2:8 - 9 )
inny fragment tekstu Listu Pawła do Rzymian mówi:
Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej,  i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie,  którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów[3] (Rzymian 3:23 – 25)  
Tylko wtedy kiedy człowiek posiada tą osobistą wiarę i postanowił pokutować ze swoich grzechów, odwrócić się od nich, ma prawo zostać ochrzczony. Jeśli nawet ktoś został ochrzczony, a nie posiada ufności w dzieło Chrystusa,  to taki chrzest nie ma żadnego  znaczenia przed Bogiem. Więcej nawet, gdy chrzcimy osoby nie posiadające wiary dajemy im  fałszywą ufność,  że są chrześcijanami, gdy w rzeczywistości nimi nie są.
Prowadzi to do pewnych absurdów, ponieważ spotykamy wiele osób uważających się za wyznawców Chrystusa, ale życie ich jest zupełnie dalekie od Jego nauczania.
Chrzest w doktrynie baptystycznej nie sprawia odrodzenia grzesznika jak w rozumieniu niektórych kościołów chrześcijańskich czyni to Duch Św. Taki pogląd wynika z przekazu tekstów biblijnych Ew. Jana 3,5 -6 czy Tyt. 3,5. W rozmowie Jezusa z Nikodemem, Jezus podkreśla konieczność nowego narodzenia, by móc ujrzeć Królestwo Boże. Choć w wersecie Jana 3,5 Jezus wspomina o wodzie, to raczej mówi o oczyszczeniu niż zbawieniu, bo w szerszym kontekście mówi już tylko o konieczności odrodzenia z Ducha Św.  
Także we wspomnianym tekście z listu do Tytusa czytamy Zbawił nas nie dla uczynków sprawiedliwości, które spełnialiśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Św.[4]
Tak więc Chrzest jest raczej symbolicznym wyrazem, a nie środkiem przebaczenia grzechów[5] Słowa „kąpiel odrodzenia” w tym przypadku nie mają nic wspólnego z chrztem, ale ilustrują nowe stworzenie za pomocą kąpieli. Gdyby rzeczywiście chrzest miał moc zbawczą, to wtedy nie moglibyśmy być zbawieni z łaski przez wiarę, ale także przez chrzest. W ten sposób dochodzimy do kolejnego stwierdzenia, że chrzest nie jest niezbędny do zbawienia.
Gdy strażnik więzienny pyta się Pawła i Sylasa, co trzeba uczynić żeby być zbawionym oni  odpowiadają:  Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom.  I głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu.[6] (Dzieje Ap. 16,31-32).
Ani jednym słowem Paweł  nie wspomina na temat chrztu, zaznacza natomiast, że następnym krokiem Pawła i Sylasa  było zwiastowanie ewangelii strażnikowi i jego domownikom. Innym fragmentem Pisma, który to potwierdza jest Mar 16, 15 – 16: Idąc na cały świat głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto  uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto  nie uwierzy, będzie potępiony[7].
 Niektórzy na podstawie tego tekstu uważają, że chrzest jest konieczny do zbawienia, ale Pan Jezus akcent kładzie na wiarę, a nie na chrzest. W 15 wersie wprawdzie mówi, że będzie zbawiony ten „kto uwierzy i zostanie ochrzczony”, ale w 16 wersie mówi, że potępienie dotyczy tylko tych którzy nie uwierzyli, a  nie tych którzy, by uwierzyli, a nie ochrzcili się. Potwierdzają to inne fragmenty Pisma: Łuk 23,45 – zbawiony złoczyńca na krzyżu chociaż nie został ochrzczony, to został zbawiony. Pan Jezus sam nie chrzcił tylko nawoływał do wiary w siebie Ew Jana 4,1-2 Jana 8:24.
Skoro chrzest nie jest niezbędny do zbawienia, to po co chrzcimy?
Chrzest przede wszystkim jest aktem posłuszeństwa słowom Chrystusa, a Pan Jezus nakazał nam to czynić.  Czytamy o tym w: Mat 28:19: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.[8] Pierwsi chrześcijanie zaraz po tym jak uwierzyli, przyjmowali chrzest (Dz. Ap. 2, 41-42). Chrześcijanin to człowiek wierny słowom Chrystusa-już ten argument powinien być dostatecznym  powodem do  praktykowania chrztu. Chrzest jest widzialnym symbolem nowego narodzenia, widzialnym symbolem oczyszczenia nas z grzechów. Chrzest w swej istocie jest potwierdzeniem odnowy człowieka, dokonywanej przez działanie Ducha Świętego, jego udziału w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, realizowanym w Nim i w społeczności Jego Kościoła.[9]
Chrzest jest widzialnym obrazem przemiany, śmierci dla tego świata i życia dla Chrystusa. Mówiąc w sposób obrazowy, zanurzenie jest obrazem śmierci starego człowieka. Ten stary człowiek zostaje ukrzyżowany wraz z Chrystusem. Wynurzenie z wody symbolizuje powstanie z martwych, powstaje nowy człowiek, który chce żyć życiem Chrystusa w mocy Ducha Świętego.
Chrzest jest także złożeniem świadectwa, że moim Panem odtąd jest Jezus Chrystus.  To świadectwo ogłaszamy kościołowi, temu światu i całemu światu duchowemu. Symbolika chrztu często jest porównywana do ślubnej obrączki. Obrączka na palcu prawej ręki zwykle wyraża małżeński stan danej osoby. Sama obrączka nie czyni tej osoby zamężną czy żonatą, po prostu jest ona symbolem, który świadczy o małżeńskim stanie jej właściciela. Obrączka nie gwarantuje tez tego, jaka osoba mąż lub żona mają być. Tak samo chrzest nie czyni człowieka chrześcijaninem, choć jest jego rozpoznawczym znakiem; nie mówi on też o tym, jakim chrześcijaninem dana osoba jest lub może się stać.[10]
Kolejną kwestią jest sposób chrztu. Także w tym są znaczne różnice między kościołami. Niektóre kościoły uważają, że wystarczy pokropienie lub polanie wodą. Baptyści praktykują chrzest przez zanurzenie, chcąc być wiernymi przesłaniu Nowego Testamentu.
Na samym początku należy podkreślić, że w żadnym miejscu  Nowego Testamentu nie znajdujemy przypadku, żeby chrzest był dokonywany inaczej  niż przez zanurzenie  w wodzie. Greckie słowo użyte w Nowym Testamencie odnośnie Chrztu to „baptidzo” i znaczy ono zanurzać. Wszystkie teksty Nowego Testamentu potwierdzają baptystyczną praktykę chrztu przez zanurzenie i  tak czytamy: Jana 3:23  Jan także chrzcił w Ainon blisko Salim, bo tam było dużo wody, a ludzie przychodzili tam i dawali się chrzcić.[11]
Z pewnością autor nie mówiłby że Jan chrzcił w miejscu, gdzie jest dużo wody gdyby to nie miało żadnego znaczenia. Prawdopodobnie Jan potrzebował dużo wody właśnie do chrztu przez zanurzenie. Inne teksty na temat chrztu tylko potwierdzają taką właśnie praktykę.
W  Dziejach Apostolskich 8:38 – 39:  I kazał zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch, do wody, i ochrzcił go.  Gdy zaś wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i eunuch nie ujrzał go więcej, lecz radując się jechał dalej swoją drogą.
Filip wszedł do wody z eunuchem, a następnie wyszedł z wody, gdyby nastąpiło pokropienie lub polanie wodą, to nie byłoby takiej potrzeby, żeby razem wchodzić do wody. Wystarczyłoby naczerpać wody jakimś naczyniem i ochrzcić eunucha. Zanurzenie w wodzie także dobrze wyraża prawdę chrześcijańską jaką jest odrodzenie duchowe człowieka wierzącego. W liście Pawła do Rzymian czytamy: (Rzym 6:4):  Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.[12] Gdyby chrzest nie był dokonywany przez zanurzenie, to z pewnością dla odbiorców listu Pawła byłoby to niezrozumiałe. Potwierdzają to także baptysteria, które znajdują się przy budynkach kościelnych z pierwszych wieków.
Przeciwnicy chrztu przez zanurzenie wytaczają argumenty, że 3000 nawróconych z Dziejów  2,41 nie miałoby gdzie się ochrzcić przez zanurzenie.
 Charles C. Ryrie pisze: „Zanurzenie mogło mieć miejsce w każdym ze wspomnianych w Nowym Testamencie przypadków chrztu. W Jerozolimie było dosyć sadzawek, w których można było zanurzyć ponad 3000 ludzi w dniu pięćdziesiątnicy.”[13] Z wczesnych relacji chrześcijańskich dowiadujemy się, że czasami dokonywano polewania wodą, ale były to przypadki wyjątkowe i tylko w sytuacji gdy ktoś był  chory. Nawet reformatorzy jak Jan Kalwin, którzy nie praktykowali chrztu przez zanurzenie, uznawali za właściwą taką formę chrztu. Kalwin napisał odnośnie tekstów biblijnych Jan 3,23 Dz Ap 8,38-39 „Ze słów tych można wnioskować, że  Jan dokonywał chrztu… przez pogrążanie całego ciała w wodzie… Stąd dowiadujemy się jak chrzest był dokonywany (w czasach Nowego Testamentu)…. Ponieważ pogrążano wtedy w wodzie całe ciało”.[14]
          Tak więc cała praktyka chrztu i jego pojmowanie w Kościele baptystycznym wynika z chęci bycia wiernym Pismu Świętemu, które powinno być najwyższym autorytetem w sprawach wiary dla wszystkich chrześcijan.







[1] Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski, s.354
[2] Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu, Towarzystwo Biblijne w Polsce,  Warszawa 1975, s. 1262
[3] Tenże, s. 1211
[4] Tenże s. 1294
[5] Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski s.356
[6] Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu – Towarzystwo Biblijne w Polsce - Warszawa 1975 s. 1190
[7] Tenże s. 1092
[8] Tenże s. 1067
[9] Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski s.356 - 357
[10] Harold Rawlings – „Baptystyczne Podstawy Wiary” s. 245
[11] Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1975 s. 1139
[12] Tenże s. 1213
[13] Charles C Ryrie,  Podstawy Teologii, BEE International, 1994 s. 483
[14] Harold Rawlings,  Baptystyczne Podstawy Wiary s. 248

3.11.2012

Bądźcie wdzięczni.


Jakiś czas temu rozmawiałem z misjonarzem z USA powiedział, że to co bardzo rzuciło mu się w oczy w Polsce, to niemalże na każdym kroku  nasze polskie narzekanie, krytykanctwo, postrzeganie wielu rzeczy w czarnych barwach. My żyjąc w naszym kraju, oswoiliśmy się z naszą kulturą i często tego nie dostrzegamy, ale jeśli ktoś przyjedzie z zewnątrz, to widzi rzeczy, których my zwykle nie widzimy. Tak nasze polskie narzekanie często na wszystko i na wszystkich. Narzekamy na nieudolny rząd, kiepskie drogi, ceny paliw, kiepską pracę, problemy zdrowotne i kiepską służbę zdrowia, problemy mieszkaniowe. Wierzący często narzekają na kościół, braci, pastora brak efektów ewangelizacyjnych. Ten amerykański misjonarz powiedział, że Polacy są chyba mistrzami w narzekaniu, że w każdej sytuacji widzimy wiele negatywów, a często nie dostrzegamy nic pozytywnego. Taka narodowa przypadłość społeczna powoduje, że jesteśmy bardzo ubodzy jeśli chodzi o wdzięczność i zadowolenie, to sprawia, że jesteśmy dosyć smutnym narodem. Jestem przekonany, że zawsze w nieskończoność moglibyśmy wyliczać rzeczy, których nam brakuje i zawsze znajdzie się coś lub ktoś na co możemy ponarzekać, ale Bóg pragnie by człowiek, przede wszystkim wierzący był wdzięczny.
Przeczytajmy historię   Ew Łukasza 17, 11 – 19.  Wydarzenia te w pewnym sensie oburzają nas, pojawia się pytanie jak to możliwe, że tych pozostałych dziewięciu trędowatych nie przyszło podziękować i oddać Chwały Bogu. Przecież zostali uzdrowieni z tak poważnej choroby jak trąd, a jednak otrzymany dar  nie skłonił ich do powrotu i wyrażenia swojego podziękowania.
W starożytności trąd uważano za najstraszniejszą chorobę. Ktoś kiedyś wyraził się, że żadna choroba w takim stopniu nie doprowadzała człowieka do ruiny, jak właśnie trąd.
Jaki przebieg miała ta choroba? Mogła zacząć się od małego guza, który następnie przekształcał się w ciągle rosnący ropień. Oczy stawały się błyszczące, struny głosowe ulegały uszkodzeniu, głos stawał się chrapliwy a oddech świszczący. Owrzodzeniu ulegały ręce i stopy, aż wreszcie całe ciało pokrywały wrzody. Ten proces mógł trwać latami i zwykle kończył się zwichnięciem równowagi umysłowej, śpiączką i wreszcie śmiercią.
Trąd mógł rozpocząć się również inaczej. Człowiek tracił czucie w róż­nych częściach ciała, zapaleniu ulegały nerwy, wiotczały mięśnie, kurczyły się ścięgna, tak że palce wyglądały niczym szpony. Ręce i nogi ulegały owrzodzeniu, później odpadały palce u rąk i nóg, a następnie całe ręce i stopy. Tego rodzaju trąd mógł trwać 20-30 lat i właściwie był to Koniec; człowiek umierał cal po calu. Sytuacja fizyczna takich ludzi była straszna, ale było coś jeszcze gor­szego. Znany historyk owych czasów, Józef Flawiusz, pisał, że trędowatych uważano „za rzeczywiście zmarłych". Skoro tylko u kogoś stwierdzono trąd, natychmiast wyrzucano go poza nawias społeczeństwa nie pozdrawiano go i nikt ze zdrowych nie mógł go odwiedzać także rodzina.
W (3 M 13,45-46) czytamy: „Trędowaty, na którym jest ta plaga, winien mieć szaty rozdarte, włosy na głowie rozwichrzone, brodę zasłoniętą i wi­nien wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Samotnie mieszkać będzie, jego mieszkanie będzie poza obo­zem".
W czasach Pana Jezusa jak i wcześniejszych (jak już czytaliśmy), na podstawie prawa, trędowatych usuwano poza obóz. W średniowieczu, jeśli ktoś zachorował na trąd, to kapłan odprawiał normalne nabożeństwo żałob­ne nad tym człowiekiem; jednym słowem społeczeństwo uważało go za umarłego. Zakon wyliczał 61 okoliczności narażenia się na stanie się nieczystym. Na liście tej na drugim miejscu było zetknięcie się z trędowatym, wyprze­dzało go jedynie zetknięcie się ze zmarłym. Jeśli trędowaty wsunął do do­mu tylko głowę, to cały dom stawał się nieczysty. Trędowatego nie można było pozdrowić nawet na otwartej przestrzeni. Nikt do trędowatego nie mógł się zbliżyć na odległość mniejszą niż 1,5 metra, a jeśli wiał wiatr od jego strony, to musiał on znajdować się w odległości przynajmniej 40 metrów. Tak więc łaska wyświadczona przez Pana Jezusa tym trędowatym była ogromna, można powiedzieć, że Pan przywrócił ich na nowo do życia. A jednak gdy podczas drogi zostali uzdrowieni tylko jeden z nich wrócił by podziękować Bogu. Jak na ironie był to samarytanin, człowiek po którym  najmniej byśmy się tego spodziewali. Jego powrót dał mu możliwość doświadczenia większego błogosławieństwa w jego życiu. Wcześniej doświadczył tylko uzdrowienia na ciele, ale teraz otrzymał uzdrowienie duchowe i odszedł jako zbawiony człowiek. Historia ta uczy nas, że Bóg oczekuje dziękczynienia, oczekuje wdzięczności od swojego stworzenia, a w szczególności od tych których obdarza swoimi darami. Jestem przekonany, że my jako chrześcijanie mamy najwięcej powodów, żeby dziękować Bogu.
Łuk 17,17  A Jezus odezwał się i rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?
18  Czyż nikt się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?

Psalmów 50:23  Kto ofiaruje dziękczynienie, czci mnie, A temu, kto nienagannie postępuje, ukażę zbawienie Boże.

Po pierwsze musimy przyznać że łatwiej przychodzi nam prosić Boga o różne rzeczy niż dziękować  Mu co pokazuje nasza historia. Gdy posłuchamy naszym modlitw to zobaczymy, że wielokrotnie z naszych ust wydobywa się szereg próśb a  znacznie mniej dziękczynienia. Oczywiście to, że przedstawiamy Bogu nasze prośby nie jest złe, ale czy równie często dziękujemy za wysłuchane modlitwy, czy równie często  dziękujemy mu za okazaną nam łaskę. Niekiedy moglibyśmy z naszych modlitw odnieść wrażenie, że Bóg ich nie wysłuchuje, bo znacznie rzadziej zdarzają się podziękowania Bogu. Nawet w codziennym życiu dostrzegamy coraz mniej wdzięczności wobec okazanej nam dobroci, pomocy czy służby. Ludzie coraz częściej wychodzą z założenia że im się należy. Mają postawę roszczeniową wobec państwa, instytucji, rodziny. Uważają, że należy im się opieka socjalna i odpowiednia pomoc, że należy im się praca i godne warunki mieszkaniowe. Dzieci uważają, że należy im  się odpowiednie wychowanie i wykształcenie. Coraz częściej pomoc, którą okazują nam inni traktujemy w kategoriach obowiązku, że ktoś jest w obowiązku mi pomóc jeśli dzieje mi się krzywda. Pamiętam pewną historię, którą opowiadał mi znajomy, a która dobrze to przedstawia. On kupił ubogiemu trochę żywności, a ten był obruszony, że nie było tam produktów które chciał. Z pewnością ta nasza nieczułość wynika z tego, że ciągle uświadamia się nas, że jesteśmy bardzo ważni i cała uwaga innych powinna się skupiać na mnie. W ten sposób buduje się nasze „ja” wzmacnia się naszą pychę, dochodzimy do miejsca gdzie mamy tylko oczekiwania wobec innych, ale  nic nie chcemy dać  od siebie, nawet brak nam zwykłego uczucia wdzięczności.
Także w relacjach z Bogiem widać podobną postawę, często ludzie maja różne oczekiwania wobec Boga, a jeśli ich oczekiwania nie zostaną zaspokojone, to wtedy mówią, że Bóg ich oszukał. Zupełnie nie dostrzegają, że to oni mają dług wobec Boga. Dług,  którego w żaden sposób nie mogliby spłacić. A jednak Bóg nie postępuje z nami według tego jak na to zasługujemy Pismo Św. uczy, że to co się nam należy, to Boży gniew  za nasze grzechy. Ale Bóg w swej łasce i miłosierdziu wylał swój gniew na syna, Jezusa Chrystusa, zwalił całą winę na Niego dając nam możliwość przebaczenia grzechów i otwarte drzwi do swego królestwa. Jako chrześcijanie nie możemy mieć postawy jak 9 trędowatych którzy doświadczyli uzdrowienia, ale nie wyrazili wdzięczności. Nie możemy zapominać dziękować Bogu za jego łaskę miłosierdzia, wysłuchane modlitwy, opiekę i okazaną nam troskę każdego dnia. To właśnie świat ma postawę niewdzięczności wobec Boga, nie służy mu i nie czci Go. Chociaż Bóg również okazuje światu swoje błogosławieństwo.
Łukasza 6:35 gdyż On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych.
 Gdy chrześcijanie tylko proszą i oczekują od Boga nie wyrażając swojego uwielbienia i dziękczynienia, to bliżej im do świata niż Bożych dzieci. Ktoś kiedyś powiedział że człowiek który nie ma Ducha Bożego potrafi tylko prosić, ale jest brak  wdzięczności w jego sercu. Człowiek odrodzony przez Ducha Św. to człowiek, który nie tylko prosi, ale uwielbia Boga, dziękuje Mu, wywyższa Go za to kim  jest i co uczynił.

Po drugie w  musimy uważać by nie być zbytnio skupionym na tym co otrzymujemy, a nie dostrzegać od kogo, to otrzymujemy kto jest źródłem naszych błogosławieństw. Być może 9 uzdrowionych trędowatych nie wróciło dlatego, że byli zbyt mocno podekscytowani tym co otrzymali i to przysłoniło im Chrystusa. Życie ludzi często kręci się wokół  tego co mają i czym się zajmują, a nie zawsze dostrzegają dawce tego błogosławieństwa. Takie patrzenie jest bardzo płytkie i egoistyczne prawdziwe życie pełne radości i pokoju wypływa ze społeczności z Bogiem. To co otrzymujemy kiedyś się skończy, zdrowie, rzeczy, relacje i wszystko inne. Przyjdzie dzień naszej śmierci i będziemy musieli stanąć przed Bogiem wtedy będzie się liczyło tylko to, czy znamy Boga i mamy z nim społeczność. Tych biednych 9 trędowatych którzy zostali uzdrowieni cieszyło się, ale to uzdrowienie fizyczne było na krótko. Trzeba odejść z tego świata, zdać sprawę Bogu ze swego życia. Być może nawet to uzdrowienie którego doświadczyli stało się świadectwem przeciw nim. Przecież byli przy zbawicielu doświadczyli w części jego łaski, byli tak blisko zbawienia, a jednak  nie poszli dalej.
Pan Jezus wyraził to:
Jana 6:27  Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją.
A czy ty widzisz dawce swojego błogosławieństwa? Czy dostrzegasz z czyjej ręki masz to co posiadasz? Nie zachowujmy się jak małe dzieci, którym nowe zabawki przysłaniają rodziców.

Po trzecie uważajmy by to, co mamy od Boga nie traktować jak  coś oczywistego jak coś co nam się należy. Ludzie często nie są wdzięczni Bogu za to, co mają bo uznają to za coś normalnego, bezdyskusyjnego: zdrowie praca, mieszkanie, rodzina. Ale przecież wcale nie musi tak być w każdej chwili możemy to wszystko stracić, w każdej chwili może się stać coś co zachwieje naszym bezpiecznym światem. Dlatego tak ważne jest dziękować Bogu za wszystko co mamy, dostrzegać zarówno te większe rzeczy jak i te małe, zwyczajne, które Bóg nam daje każdego dnia. To że jesteśmy tu dzisiaj na tym nabożeństwie, wstaliśmy z łóżka nie jest w cale takie oczywiste. Niektórzy chrześcijanie zachowują się nawet w taki sposób jakby zbawienie im się należało, przestając za nie dziękować.  Wciąż musimy sobie przypominać  kim jesteśmy, że jesteśmy zbawionymi grzesznikami i to zbawienie otrzymaliśmy z Bożej łaski. Jestem przekonany, że tylko głębokie doświadczenie  naszej grzeszności uświadomi nam jak wiele dobroci otrzymujemy każdego  dnia od Boga. Czasami rozmyślam sobie nad tym ile mamy jako chrześcijanie w Polsce, a musimy przyznać, że mamy bardzo wiele.  Niekiedy narzekamy na brak nawróceń, pastora, zbór. Zastanawiam się czy widzimy to, że bez przeszkód możemy głosić  ewangelię? Czy cieszymy się z tego, że mamy pastora wiele kościołów nie ma? Czy cieszymy się ze zboru w którym Bóg nas postawił, że są wokół nas ludzie z którymi razem możemy się zachęcać i chwalić Boga?
Po czwarte dziękczynienie prowadzi nas do większych błogosławieństw i prawdziwego poznania Boga. Zwróćmy uwagę, że ten uzdrowiony samarytanin po powrocie do Chrystusa doświadczył jeszcze większego błogosławieństwa.
Czytamy: Łukasza 17:19  I rzekł mu: Wstań, idź! Wiara twoja uzdrowiła cię.
Słowa, które Jezus kieruje do tego powracającego samarytanina sugerują nam, że on doświadczył czegoś więcej niż tylko uzdrowienia z trądu. Spojrzał na Chrystusa jako na zbawiciela „padł na twarz do nóg jego, dziękując mu”. On oddał  chwałę Jezusowi, doświadczając uzdrowienia z grzechów. Wdzięczność Bogu pozwala nam doświadczać Go w głębszy, pełniejszy sposób . poszerza nasze horyzonty pojmowania Boga i sprawia, że poznajemy Go dużo lepiej. Bóg uczynił nas do oddawania mu chwały i wtedy kiedy to robimy jesteśmy prawdziwie spełnieni, jesteśmy szczęśliwi, zyskujemy wiele więcej niż dajemy.
Znane są słowa Św. Augustyna które mówią:
„ Stworzyłeś nas Boże bowiem jako skierowanych ku tobie i niespokojne jest serce nasze dopóki w tobie nie spocznie”. Ludzie nie znający Boga miotają się, są niespokojni cięgle czegoś poszukują, nudzą się kolejnymi rzeczami. Ciągle gdzieś się spieszą, ale niczego nie chwytają. Ciągle szukają, ale nic nie znajdują.
Po piąte dziękczynienie nie jest tylko uczuciem wewnątrz nas, ale doświadczenie Bożej łaski rodzi w nas wdzięczność, która prowadzi do działania. W słowniku pod pojęciem wdzięczność czytamy: „Uczucie, będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie zobowiązania moralnego, chęć odwzajemnienia, podziękowania za coś”
Chrześcijanin, to ktoś kto służy Bogu jak gdyby chciał spłacić mu dług, choć wie że nigdy spłacić go nie morze. To ktoś kto ma świadomość, że Bóg za naszą wolność i życie wieczne zapłacił najwyższą cenę. Powiem wam szczerze, że mam poważne wątpliwości czy ktoś jest zbawiony jeśli mieni się chrześcijaninem, uważa się za wierzącego, a jednocześnie nie poczuwa się do służby dla  Boga i zupełnie go to nie interesuje. Gdybyśmy się tak zachowywali okazalibyśmy się niewdzięcznikami.
Gypsy Smith, znany cygański ewangelista, który angażował się w „Armii Zbawienia” zwiastował kiedyś Słowo Boże i posłużył się przykładem młodego człowieka, który z tonącej łodzi uratował przed śmiercią 18 osób. Podpływał do nich i ciągnął ich na brzeg.
Ale Ratując ostatnią osobę zasłabł i stracił przytomność
co doprowadziło go do sparaliżowania części ciała do końca życia.
Gdy przytoczył ten przykład, ktoś podał mu  karteczkę, na której było napisane: „Bracie Smith, ten człowiek, o którym mówisz, siedzi wśród nas i słucha twojego kazania”. Smith przerwał i poprosił tego człowieka, aby zechciał wyjść do przodu. Człowiek ten miał już wtedy ponad 80 lat. Kiedy ratował tonących miał trochę ponad dwadzieścia. Mocno utykając dotarł do kazalnicy wspomagany przez życzliwych ludzi. Kiedy już stali razem na środku, Smith zapytał: „Bracie powiedz nam, jak wielu z tych, których uratowałeś, spotkało się z tobą i co ci powiedzieli?”
Staruszek zaniemówił i długo nic nie odpowiadał. Gypsy Smith ponowił pytanie: „Jak wielu z tych, których uratowałeś, odwiedziło cię i wyraziło swoją wdzięczność?”, staruszek nie chciał odpowiadać. W końcu wykrztusił: „Nikt”. Ani jeden z tych, którzy zawdzięczali mu życie, nie zadał sobie trudu odnalezienia swojego ratownika i powiedzenia mu jednego słowa: „Dziękuję!”
Temu człowiekowi było przykro, że żaden z uratowanych nie zadał sobie trudu by wyrazić swoją wdzięczność. Również Jezus w  tej sytuacji gdy uzdrowił tych dziesięciu spytał się „a gdzie jest pozostałych dziewięciu”
Bóg oczekuje od nas byśmy chwalili Go, byśmy byli wdzięczni i tą wdzięczność okazywali w naszym codziennym życiu. W jakiej ty grupie jesteś? Czy jesteś w tej grupie 9 którzy doświadczyli błogosławieństwa, ale nie powrócili oddać chwały Bogu? Czy jednak jesteś jak ten wdzięczny samarytanin który wrócił chwaląc Boga i padł do stóp Jezusa? A może dostrzegasz, że brak w twoim sercu uczucia wdzięczności? Może widzisz, że kiedyś dużo bardziej radowałeś się z tego co Bóg dla ciebie uczynił, a teraz to zostało przygłuszone. Jeśli tak jest, to módl się do Boga o poczucie jak wielką łaskę ci okazał. Mając też świadomość, że naszą przywarą narodową jest narzekanie i krytykanctwo uważajmy by nie ulegać temu. Taka postawa nie tylko nie podoba się Bogu, ale nie przynosi niczego dobrego dla naszego życia. Powoduje, że stajemy się bardziej podatni na depresje jesteśmy się apatyczni i wycofani, i nie podejmujemy żadnych działań. Ap Paweł powiedział:
Kolosan 2:6  Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie,
7  wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie. Amen. 

28.10.2012

Łączna liczba wyświetleń