1
Listopada po raz kolejny byłem na cmentarzu żeby rozdawać literaturę
chrześcijańską i po raz kolejny w Nowym Dworze Gdańskim. Chyba to już 5 rok z
rzędu kiedy świadczymy tam o Chrystusie.
Jak zawsze rozdawaliśmy za darmo książki chrześcijańskie „Śmierć a co dalej?”
„Chrystus i ty” „Musicie się narodzić na nowo”. Mieliśmy także rozwieszony duży
transparent z pytaniem do ludzi „śmierć a co dalej”. Był to bardzo
błogosławiony czas, rozdaliśmy około 100 książek, trochę traktatów i broszur.
Razem ze mną był mój przyjaciel Michał,
który również kolejny raz służy ze mną w ten sposób. Mieliśmy kilka
rozmów na temat ewangelii, niektórzy
podchodzili do naszego stolika chcąc się dowiedzieć kim jesteśmy. Modlitwą moją jest by dobry Bóg pozwolił z tej służby zebrać kiedyś jakiś owoc. Widzę, że
niektórzy z moich sąsiadów, znajomych, rodziny przybliżają się powoli do Boga.
Mam nadzieje, że Bóg pozwoli mi w przyszłości oglądać wielkie swoje dzieło w
życiu tych ludzi. Gdy tam staliśmy słyszałem różne przykre komentarze w naszym
kierunku w stylu „weście się do roboty” „sekciarze” „po co tu stoicie” i wiele
innych. Niektórzy głośno odpowiadali na pytanie, które było zadane „Śmierć a co
dalej?” mówili, że „nic dalej nie ma” „tyłek ziemia przyklepią i koniec”.
Zastanawia mnie w jakim celu ludzie chodzą na cmentarz 1 listopada nosząc
kwiaty, świeczki, uczestniczą w nabożeństwach modląc się za zmarłych tak naprawdę w ogóle nie wierząc,
że jest jakieś życie, po za tym ziemskim. Oczywiście cała praktyka
listopadowego święta wywodzi się z niebiblijnej fałszywej doktryny czyśćca.
Doktryna ta mami i oszukuje wielu ludzi, że po śmierci mogą jeszcze dopomóc
swoim bliskim, którzy odeszli. Duchowni nominalnego kościoła celowo zachęcają
do ofiarowywania swoich modlitw,
pieniędzy i czasu żeby jeszcze bardziej związać ludzi bezowocnymi praktykami i
napełnić skarbonę. Mam nadzieje, że chociaż kilka osób z tych, których
spotkałem pierwszego listopada otworzy oczy na światło ewangelii, a może jeśli
Bóg pozwoli przyczynie się do zbawienia niektórych z nich. Na sam koniec
przyszedł do nas jeden ksiądz i wziął literaturę, spytał się nawet „czy mamy coś
nowego?” Tak, mieliśmy książkę „Jezus naszym przeznaczeniem”
Witam, nazywam się Korzeniowski Jarosław, jestem pastorem Kościoła Chrześcijan Baptystów, szczęśliwym mężem jednej żony i spełnionym ojcem czwórki dzieci. Obecnie mieszkamy i służymy w Wejherowie. Wszystkich odwiedzających tego bloga serdecznie pozdrawiam i cieszę się, że zajrzeliście tutaj. Mam nadzieje, że materiały tu zamieszczone zbudują twoją wiarę i przybliżą Cię do Boga. Większość postów jest wynikiem moich przemyśleń i opracowań na podstawie Pisma Św. Życzę owocnego pobytu.
17.11.2012
Prześladowanie chrześcijan
Obecnie na całym świecie prześladowanych jest około
100 milionów chrześcijan. Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną Religa świata. Badania prowadzone przez
organizacje misyjne takie jak Open Doors dowodzą, że na dziesięć przypadków
prześladowań osiem dotyczy chrześcijan. Wydaje, że coraz bardziej wypełniają
się Słowa Pana Jezusa Chrystusa, który powiedział:
Mateusza 24:9 Wtedy wydawać was będą na
udrękę i zabijać was będą, i wszystkie narody pałać będą nienawiścią do was dla
imienia mego.
Widać, że duch tego świata chce stłumić prawdę o
Jezusie Chrystusie wszelkimi możliwymi sposobami, ale mamy obietnice, że bramy
piekielne kościoła nie przemogą (Mateusza
16:18). Słowo Boże zapowiada
prześladowania wobec chrześcijan Ap. Paweł powiedział rozważając swoją służbę
powiedział:
2 Tymoteusza 3:12 Tak jest, wszyscy,
którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowanie znosić będą.
Pan Jezus także w
Ewangelii Jana również zapowiadał prześladowania:
Jana 15:18
Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was
znienawidził.
19
Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze
świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat
nienawidzi.
20 Wspomnijcie
na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego.
Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i
wasze zachowywać będą.
21 A
to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał.
Można sobie zadać pytanie dlaczego świat nienawidzi
chrześcijan skoro chrześcijanin, to ktoś kto kocha ludzi niesie im pomoc,
pragnie by byli szczęśliwi. Głównym powodem nienawiści świata jest nieznajomość
Boga i chęć pozostania w swoim grzechu.
Chrześcijanin to ktoś kto mówi ludziom O
Jezusie Chrystusie, ktoś kto nawołuje do porzucenia grzechu, samo życie
prawdziwych chrześcijan oskarża ludzi dlatego że wierzący myślą w sposób Boży.
Ludzie tego świata myślą i żyją na wzór
tego świata. Chrześcijanin to światłość, ludzie tego świata są w mocy ciemności
jak światło stoi w opozycji do ciemności
tak chrześcijanin do świata. Świat jest
przywiązany do swojego grzechu, pan Jezus powiedział
Jana 7:7
Świat nie może was nienawidzieć, lecz mnie nienawidzi, ponieważ Ja
świadczę o nim, że czyny jego są złe.
Ale gdy jako chrześcijanie znosimy prześladowania ze
względu na imię Jezusa to jesteśmy błogosławieni.
Mateusza 5:10 Błogosławieni, którzy
cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości, albowiem ich jest Królestwo
Niebios.
11
Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i
kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!
12
Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak
bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.
1 Piotra
4:14 Błogosławieni jesteście, jeśli was znieważają dla imienia
Chrystusowego, gdyż Duch chwały, Duch Boży, spoczywa na was.
Gdy znosimy prześladowania to możemy mieć nadzieje, że
Bóg wynagrodzi nam wszelki ucisk ,
szyderstwa, niesprawiedliwe traktowanie, więzienie, czy cokolwiek złego by nas
spotkało ze strony świata ze względu na
Chrystusa. Ale czas doświadczenia, nękania jest szczególnie trudny, obecnie chyba najciężej żyje się
chrześcijanom w Korei północnej wielu z nich przebywa w obozach
koncentracyjnych. Szacuje się, że w Korei jest obecnie około 100 tys. chrześcijan w więzieniu. Więzienia
dla chrześcijan są szczególnie ciężkie, praca ponad siły, brak żywności,
znęcanie się psychiczne i fizyczne.
Ktoś kto
zostanie złapany na posiadaniu Biblii jest uznany za szpiega Korei Południowej
i ukarany śmiercią często na miejscu, rodzina takiego człowieka jest
aresztowana niekiedy nawet do trzeciego pokolenia wstecz. Tylko w zeszłym roku
według statystyk rozstrzelano 400 osób. Dzieci są uczone w szkole żeby donosić
na rodziców jeśli zobaczą coś podejrzanego lub Biblie w domu. Dyktatorom Korei
Północnej przyznano status bogów i nakazano ich czcić. Równie ciężkie
prześladowania są w Pakistanie, Iranie, Iraku Egipcie, Arabii Saudyjskiej,
Afganistanie, Somali i w Indiach. Prześladowani chrześcijanie potrzebują naszej modlitwy, wsparcia, zachęty. Oprócz
modlitwy można napisać list lub wspomóc materialnie. Odsyłam do
strony „Głos prześladowanych chrześcijan” tam możemy się dowiedzieć o
konkretnej pomocy. Módlmy się by reżim komunistyczny w Korei upadł, by Bóg
wspomógł cierpiących wierzących w Jezusa Chrystusa i wszystkich cierpiących
niesprawiedliwie. Módlmy się o chrześcijan w krajach muzułmańskich, by także wytrwali w prześladowaniach, módlmy się o prześladowanych chrześcijan na
całym świecie by nie ustawali w wierności Chrystusowi i jeśli trzeba byli
gotowi zapłacić najwyższą cenę, położyć swoje życie.
7.11.2012
Chrzest w doktrynie Baptystycznej
Większość kościołów uznaje potrzebę
chrztu, który jest aktem posłuszeństwa Chrystusowi, ale rozumienie tej praktyki
jest bardzo różne w kościołach chrześcijańskich. Najczęściej różnice wynikają z
innej interpretacji tekstów biblijnych lub narosłej tradycji kościelnej.
Baptyści od samego początku doszli do przekonania, na podstawie świadectwa
tekstu biblijnego, że jedyna możliwa praktyka chrztu, to chrzest przez
zanurzenie na wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa. Dlatego też w kościołach
baptystycznych nie chrzci się niemowląt, dzieci, czy osób, które nie mogą
wyznać osobistej wiary w Chrystusa.
Wierzymy, że chrzest może być dokonany tylko w
przypadku, kiedy chrzczona osoba posiada wiarę w zbawcze dzieło Chrystusa, gdyż
jest on publicznym wyznaniem wiary w Osobę Jezusa Chrystusa.
Akt chrztu został nakazany przez
Chrystusa (Mat. 28,19-20) i dlatego należy go rozumieć jako ustanowienie, a nie
jako sakrament. Chrzest nie dokonuje jakiejkolwiek duchowej zmiany w chrzczonej
osobie. Przez chrzest wyznaje ona wierność Chrystusowi jako Panu i zwiastuje
Jego ewangelię, potwierdza fakt swego zbawienia wobec siebie i innych.”[1] Wierzymy, że chrzest jest potwierdzeniem
zbawienia, możliwością złożenia świadectwa, ogłoszeniem, że dana osoba
uwierzyła w dzieło Chrystusa. Takie
rozumienie chrztu wynika z tego w jaki sposób dokonuje się zbawienie,
usprawiedliwienie człowieka. Pismo Św.
uczy nas że grzesznik może być usprawiedliwiony wyłącznie na podstawie wiary w
Jezusa Chrystusa, który na krzyżu poniósł śmierć za nasze grzechy. Apostoł
Paweł w liście do Efezjan napisał:
Albowiem łaską
zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;
nie z
uczynków, aby się kto nie chlubił. Jego bowiem dziełem jesteśmy,
stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas
Bóg, abyśmy w nich chodzili.[2]
(Efezjan 2:8 - 9 )
inny fragment tekstu Listu Pawła do Rzymian mówi:
Gdyż wszyscy
zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski
jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, którego Bóg ustanowił jako
ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania
sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł
się do przedtem popełnionych grzechów[3]
(Rzymian
3:23 – 25)
Tylko wtedy kiedy człowiek posiada tą osobistą wiarę
i postanowił pokutować ze swoich grzechów, odwrócić się od nich, ma prawo
zostać ochrzczony. Jeśli nawet ktoś został ochrzczony, a nie posiada ufności w
dzieło Chrystusa, to taki chrzest nie ma
żadnego znaczenia przed Bogiem. Więcej
nawet, gdy chrzcimy osoby nie posiadające wiary dajemy im fałszywą ufność, że są chrześcijanami, gdy w rzeczywistości
nimi nie są.
Prowadzi to do pewnych absurdów, ponieważ spotykamy
wiele osób uważających się za wyznawców Chrystusa, ale życie ich jest zupełnie
dalekie od Jego nauczania.
Chrzest w doktrynie baptystycznej
nie sprawia odrodzenia grzesznika jak w rozumieniu niektórych kościołów chrześcijańskich
czyni to Duch Św. Taki pogląd wynika z przekazu tekstów biblijnych Ew. Jana 3,5
-6 czy Tyt. 3,5. W rozmowie Jezusa z Nikodemem, Jezus podkreśla konieczność
nowego narodzenia, by móc ujrzeć Królestwo Boże. Choć w wersecie Jana 3,5 Jezus
wspomina o wodzie, to raczej mówi o oczyszczeniu niż zbawieniu, bo w szerszym
kontekście mówi już tylko o konieczności odrodzenia z Ducha Św.
Także we wspomnianym tekście z listu do Tytusa
czytamy Zbawił nas nie dla uczynków
sprawiedliwości, które spełnialiśmy, lecz dla miłosierdzia swego przez kąpiel
odrodzenia oraz odnowienie przez Ducha Św.[4]
Tak więc Chrzest
jest raczej symbolicznym wyrazem, a nie środkiem przebaczenia grzechów[5]
Słowa „kąpiel odrodzenia” w tym przypadku nie mają nic wspólnego z chrztem, ale
ilustrują nowe stworzenie za pomocą kąpieli. Gdyby rzeczywiście chrzest miał
moc zbawczą, to wtedy nie moglibyśmy być zbawieni z łaski przez wiarę, ale
także przez chrzest. W ten sposób dochodzimy do kolejnego stwierdzenia, że
chrzest nie jest niezbędny do zbawienia.
Gdy strażnik więzienny pyta się Pawła i Sylasa, co
trzeba uczynić żeby być zbawionym oni
odpowiadają: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. I
głosili Słowo Pańskie jemu i wszystkim, którzy byli w jego domu.[6]
(Dzieje Ap. 16,31-32).
Ani jednym słowem Paweł nie wspomina na temat chrztu, zaznacza
natomiast, że następnym krokiem Pawła i Sylasa
było zwiastowanie ewangelii strażnikowi i jego domownikom. Innym
fragmentem Pisma, który to potwierdza jest Mar 16, 15 – 16: Idąc na cały świat głoście ewangelię
wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i
ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto
nie uwierzy, będzie potępiony[7].
Niektórzy na
podstawie tego tekstu uważają, że chrzest jest konieczny do zbawienia, ale Pan
Jezus akcent kładzie na wiarę, a nie na chrzest. W 15 wersie wprawdzie mówi, że
będzie zbawiony ten „kto uwierzy i zostanie ochrzczony”, ale w 16 wersie mówi,
że potępienie dotyczy tylko tych którzy nie uwierzyli, a nie tych którzy, by uwierzyli, a nie
ochrzcili się. Potwierdzają to inne fragmenty Pisma: Łuk 23,45 – zbawiony
złoczyńca na krzyżu chociaż nie został ochrzczony, to został zbawiony. Pan Jezus sam nie
chrzcił tylko nawoływał do wiary w siebie Ew Jana 4,1-2 Jana 8:24.
Skoro chrzest nie jest niezbędny do
zbawienia, to po co chrzcimy?
Chrzest przede wszystkim jest aktem posłuszeństwa
słowom Chrystusa, a Pan Jezus nakazał nam to czynić. Czytamy o tym w: Mat 28:19: Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie
narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.[8]
Pierwsi chrześcijanie zaraz po tym jak uwierzyli, przyjmowali chrzest (Dz. Ap.
2, 41-42). Chrześcijanin to człowiek wierny słowom Chrystusa-już ten argument
powinien być dostatecznym powodem
do praktykowania chrztu. Chrzest jest
widzialnym symbolem nowego narodzenia, widzialnym symbolem oczyszczenia nas z
grzechów. Chrzest w swej istocie jest
potwierdzeniem odnowy człowieka, dokonywanej przez działanie Ducha Świętego,
jego udziału w śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, realizowanym w Nim
i w społeczności Jego Kościoła.[9]
Chrzest jest widzialnym obrazem przemiany, śmierci
dla tego świata i życia dla Chrystusa. Mówiąc w sposób obrazowy, zanurzenie
jest obrazem śmierci starego człowieka. Ten stary człowiek zostaje ukrzyżowany
wraz z Chrystusem. Wynurzenie z wody symbolizuje powstanie z martwych, powstaje
nowy człowiek, który chce żyć życiem
Chrystusa w mocy Ducha Świętego.
Chrzest jest także złożeniem
świadectwa, że moim Panem odtąd jest Jezus Chrystus. To świadectwo ogłaszamy kościołowi, temu
światu i całemu światu duchowemu. Symbolika
chrztu często jest porównywana do ślubnej obrączki. Obrączka na palcu prawej
ręki zwykle wyraża małżeński stan danej osoby. Sama obrączka nie czyni tej
osoby zamężną czy żonatą, po prostu jest ona symbolem, który świadczy o małżeńskim
stanie jej właściciela. Obrączka nie gwarantuje tez tego, jaka osoba mąż lub
żona mają być. Tak samo chrzest nie czyni człowieka chrześcijaninem, choć jest
jego rozpoznawczym znakiem; nie mówi on też o tym, jakim chrześcijaninem dana
osoba jest lub może się stać.[10]
Kolejną kwestią jest sposób chrztu.
Także w tym są znaczne różnice między kościołami. Niektóre kościoły uważają, że
wystarczy pokropienie lub polanie wodą. Baptyści praktykują chrzest przez
zanurzenie, chcąc być wiernymi przesłaniu Nowego Testamentu.
Na samym początku należy podkreślić, że w żadnym
miejscu Nowego Testamentu nie znajdujemy
przypadku, żeby chrzest był dokonywany inaczej
niż przez zanurzenie w wodzie. Greckie
słowo użyte w Nowym Testamencie odnośnie Chrztu to „baptidzo” i znaczy ono zanurzać. Wszystkie teksty Nowego
Testamentu potwierdzają baptystyczną praktykę chrztu przez zanurzenie i tak czytamy: Jana 3:23 Jan także chrzcił w Ainon blisko Salim, bo
tam było dużo wody, a ludzie przychodzili tam i dawali się chrzcić.[11]
Z pewnością autor nie mówiłby że Jan chrzcił w
miejscu, gdzie jest dużo wody gdyby to nie miało żadnego znaczenia.
Prawdopodobnie Jan potrzebował dużo wody właśnie do chrztu przez zanurzenie.
Inne teksty na temat chrztu tylko potwierdzają taką właśnie praktykę.
W Dziejach
Apostolskich 8:38 – 39: I kazał
zatrzymać wóz, zeszli obaj, Filip i eunuch, do wody, i ochrzcił go. Gdy
zaś wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i eunuch nie ujrzał go więcej,
lecz radując się jechał dalej swoją drogą.
Filip wszedł do wody z eunuchem, a następnie wyszedł
z wody, gdyby nastąpiło pokropienie lub polanie wodą, to nie byłoby takiej
potrzeby, żeby razem wchodzić do wody. Wystarczyłoby naczerpać wody jakimś
naczyniem i ochrzcić eunucha. Zanurzenie w wodzie także dobrze wyraża prawdę
chrześcijańską jaką jest odrodzenie duchowe człowieka wierzącego. W liście
Pawła do Rzymian czytamy: (Rzym 6:4): Pogrzebani
tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus
wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie
prowadzili.[12]
Gdyby chrzest nie był dokonywany przez zanurzenie, to z pewnością dla odbiorców
listu Pawła byłoby to niezrozumiałe. Potwierdzają to także baptysteria, które
znajdują się przy budynkach kościelnych z pierwszych wieków.
Przeciwnicy chrztu przez zanurzenie wytaczają
argumenty, że 3000 nawróconych z Dziejów
2,41 nie miałoby gdzie się ochrzcić przez zanurzenie.
Charles C.
Ryrie pisze: „Zanurzenie mogło mieć miejsce w każdym ze wspomnianych w Nowym
Testamencie przypadków chrztu. W Jerozolimie było dosyć sadzawek, w których
można było zanurzyć ponad 3000 ludzi w dniu pięćdziesiątnicy.”[13] Z
wczesnych relacji chrześcijańskich dowiadujemy się, że czasami dokonywano
polewania wodą, ale były to przypadki wyjątkowe i tylko w sytuacji gdy ktoś
był chory. Nawet reformatorzy jak Jan
Kalwin, którzy nie praktykowali chrztu przez zanurzenie, uznawali za właściwą
taką formę chrztu. Kalwin napisał odnośnie tekstów biblijnych Jan 3,23 Dz Ap
8,38-39 „Ze słów tych można wnioskować, że
Jan dokonywał chrztu… przez pogrążanie całego ciała w wodzie… Stąd
dowiadujemy się jak chrzest był dokonywany (w czasach Nowego Testamentu)….
Ponieważ pogrążano wtedy w wodzie całe ciało”.[14]
Tak więc
cała praktyka chrztu i jego pojmowanie w Kościele baptystycznym wynika z chęci
bycia wiernym Pismu Świętemu, które powinno być najwyższym autorytetem w
sprawach wiary dla wszystkich chrześcijan.
[1]
Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski, s.354
[2]
Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa 1975, s. 1262
[3]
Tenże, s. 1211
[4]
Tenże s. 1294
[5]
Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski s.356
[6]
Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu – Towarzystwo Biblijne w Polsce -
Warszawa 1975 s. 1190
[7]
Tenże s. 1092
[8]
Tenże s. 1067
[9]
Podstawowe Zasady Wiary Chrześcijańskiej, Konstanty Wiazowski s.356 - 357
[10]
Harold Rawlings – „Baptystyczne Podstawy Wiary” s. 245
[11]
Pismo Św. Starego I Nowego Testamentu, Towarzystwo Biblijne w Polsce, Warszawa
1975 s. 1139
[12]
Tenże s. 1213
[13]
Charles C Ryrie, Podstawy Teologii, BEE
International, 1994 s. 483
[14]
Harold Rawlings, Baptystyczne Podstawy
Wiary s. 248
3.11.2012
Bądźcie wdzięczni.
Jakiś czas temu rozmawiałem z misjonarzem z USA
powiedział, że to co bardzo rzuciło mu się w oczy w Polsce, to niemalże na
każdym kroku nasze polskie narzekanie,
krytykanctwo, postrzeganie wielu rzeczy w czarnych barwach. My żyjąc w naszym
kraju, oswoiliśmy się z naszą kulturą i często tego nie dostrzegamy, ale jeśli
ktoś przyjedzie z zewnątrz, to widzi rzeczy, których my zwykle nie widzimy. Tak
nasze polskie narzekanie często na wszystko i na wszystkich. Narzekamy na
nieudolny rząd, kiepskie drogi, ceny paliw, kiepską pracę, problemy zdrowotne i
kiepską służbę zdrowia, problemy mieszkaniowe. Wierzący często narzekają na
kościół, braci, pastora brak efektów ewangelizacyjnych. Ten amerykański
misjonarz powiedział, że Polacy są chyba mistrzami w narzekaniu, że w każdej
sytuacji widzimy wiele negatywów, a często nie dostrzegamy nic pozytywnego.
Taka narodowa przypadłość społeczna powoduje, że jesteśmy bardzo ubodzy jeśli
chodzi o wdzięczność i zadowolenie, to sprawia, że jesteśmy dosyć smutnym
narodem. Jestem przekonany, że zawsze w nieskończoność moglibyśmy wyliczać
rzeczy, których nam brakuje i zawsze znajdzie się coś lub ktoś na co możemy
ponarzekać, ale Bóg pragnie by człowiek, przede wszystkim wierzący był
wdzięczny.
Przeczytajmy historię Ew Łukasza 17, 11 – 19. Wydarzenia te w pewnym sensie oburzają
nas, pojawia się pytanie jak to możliwe, że tych pozostałych dziewięciu
trędowatych nie przyszło podziękować i oddać Chwały Bogu. Przecież zostali
uzdrowieni z tak poważnej choroby jak trąd, a jednak otrzymany dar nie skłonił ich do powrotu i wyrażenia swojego
podziękowania.
W starożytności trąd uważano za najstraszniejszą
chorobę. Ktoś kiedyś wyraził się, że żadna choroba w takim stopniu nie
doprowadzała człowieka do ruiny, jak właśnie
trąd.
Jaki przebieg miała ta choroba?
Mogła zacząć się od
małego guza, który następnie przekształcał się w ciągle rosnący ropień. Oczy stawały się błyszczące, struny głosowe
ulegały uszkodzeniu, głos stawał się
chrapliwy a oddech świszczący. Owrzodzeniu ulegały ręce i stopy, aż
wreszcie całe ciało pokrywały wrzody. Ten proces mógł trwać latami i zwykle kończył się zwichnięciem równowagi
umysłowej, śpiączką i wreszcie śmiercią.
Trąd mógł rozpocząć się również inaczej. Człowiek
tracił czucie w różnych częściach ciała, zapaleniu ulegały nerwy, wiotczały
mięśnie, kurczyły się ścięgna, tak że palce wyglądały niczym szpony. Ręce i
nogi ulegały owrzodzeniu, później odpadały
palce u rąk i nóg, a następnie całe ręce i stopy. Tego rodzaju trąd mógł
trwać 20-30 lat i właściwie był to Koniec; człowiek umierał cal po calu.
Sytuacja fizyczna takich ludzi była straszna, ale było coś jeszcze gorszego. Znany historyk owych czasów, Józef
Flawiusz, pisał, że trędowatych uważano „za
rzeczywiście zmarłych". Skoro tylko u kogoś stwierdzono trąd, natychmiast
wyrzucano go poza nawias społeczeństwa nie pozdrawiano go i nikt ze zdrowych
nie mógł go odwiedzać także rodzina.
W (3 M 13,45-46)
czytamy: „Trędowaty, na którym jest ta plaga, winien mieć szaty rozdarte, włosy
na głowie rozwichrzone, brodę zasłoniętą i winien
wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty.
Samotnie mieszkać będzie, jego mieszkanie będzie poza obozem".
W czasach Pana Jezusa jak i wcześniejszych
(jak już czytaliśmy), na podstawie prawa, trędowatych usuwano poza obóz. W
średniowieczu, jeśli ktoś zachorował na trąd, to kapłan odprawiał normalne
nabożeństwo żałobne nad tym człowiekiem; jednym słowem społeczeństwo uważało
go za umarłego. Zakon wyliczał 61 okoliczności narażenia się na
stanie się nieczystym. Na liście tej
na drugim miejscu było zetknięcie się z trędowatym, wyprzedzało go
jedynie zetknięcie się ze zmarłym. Jeśli trędowaty wsunął do domu tylko głowę,
to cały dom stawał się nieczysty. Trędowatego nie można było pozdrowić nawet na
otwartej przestrzeni. Nikt do trędowatego nie mógł się zbliżyć na odległość
mniejszą niż 1,5 metra, a jeśli wiał wiatr od jego strony, to musiał on
znajdować się w odległości przynajmniej 40 metrów. Tak więc łaska wyświadczona
przez Pana Jezusa tym trędowatym była ogromna, można powiedzieć, że Pan
przywrócił ich na nowo do życia. A jednak gdy podczas drogi zostali uzdrowieni
tylko jeden z nich wrócił by podziękować Bogu. Jak na ironie był to samarytanin,
człowiek po którym najmniej byśmy się
tego spodziewali. Jego powrót dał mu możliwość doświadczenia większego
błogosławieństwa w jego życiu. Wcześniej doświadczył tylko uzdrowienia na
ciele, ale teraz otrzymał uzdrowienie duchowe i odszedł jako zbawiony człowiek.
Historia ta uczy nas, że Bóg oczekuje dziękczynienia, oczekuje wdzięczności od
swojego stworzenia, a w szczególności od tych których obdarza swoimi darami.
Jestem przekonany, że my jako chrześcijanie mamy najwięcej powodów, żeby
dziękować Bogu.
Łuk
17,17 A Jezus odezwał się i rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało
oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?
18
Czyż nikt się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten
cudzoziemiec?
Psalmów
50:23 Kto ofiaruje dziękczynienie, czci mnie, A temu, kto nienagannie
postępuje, ukażę zbawienie Boże.
Po
pierwsze musimy przyznać
że łatwiej przychodzi nam prosić Boga o różne rzeczy niż dziękować Mu co pokazuje nasza historia. Gdy posłuchamy
naszym modlitw to zobaczymy, że wielokrotnie z naszych ust wydobywa się szereg
próśb a znacznie mniej dziękczynienia.
Oczywiście to, że przedstawiamy Bogu nasze prośby nie jest złe, ale czy równie
często dziękujemy za wysłuchane modlitwy, czy równie często dziękujemy mu za okazaną nam łaskę. Niekiedy
moglibyśmy z naszych modlitw odnieść wrażenie, że Bóg ich nie wysłuchuje, bo znacznie
rzadziej zdarzają się podziękowania Bogu. Nawet w codziennym życiu dostrzegamy
coraz mniej wdzięczności wobec okazanej nam dobroci, pomocy czy służby. Ludzie
coraz częściej wychodzą z założenia że im się należy. Mają postawę roszczeniową
wobec państwa, instytucji, rodziny. Uważają, że należy im się opieka socjalna i
odpowiednia pomoc, że należy im się praca i godne warunki mieszkaniowe. Dzieci
uważają, że należy im się odpowiednie
wychowanie i wykształcenie. Coraz częściej pomoc, którą okazują nam inni
traktujemy w kategoriach obowiązku, że ktoś jest w obowiązku mi pomóc jeśli
dzieje mi się krzywda. Pamiętam pewną historię, którą opowiadał mi znajomy, a
która dobrze to przedstawia. On kupił ubogiemu trochę żywności, a ten był
obruszony, że nie było tam produktów które chciał. Z pewnością ta nasza
nieczułość wynika z tego, że ciągle uświadamia się nas, że jesteśmy bardzo
ważni i cała uwaga innych powinna się skupiać na mnie. W ten sposób buduje się
nasze „ja” wzmacnia się naszą pychę, dochodzimy do miejsca gdzie mamy tylko
oczekiwania wobec innych, ale nic nie
chcemy dać od siebie, nawet brak nam
zwykłego uczucia wdzięczności.
Także w relacjach z Bogiem widać podobną
postawę, często ludzie maja różne oczekiwania wobec Boga, a jeśli ich
oczekiwania nie zostaną zaspokojone, to wtedy mówią, że Bóg ich oszukał.
Zupełnie nie dostrzegają, że to oni mają dług wobec Boga. Dług, którego w żaden sposób nie mogliby spłacić. A
jednak Bóg nie postępuje z nami według tego jak na to zasługujemy Pismo Św.
uczy, że to co się nam należy, to Boży gniew
za nasze grzechy. Ale Bóg w swej łasce i miłosierdziu wylał swój gniew
na syna, Jezusa Chrystusa, zwalił całą winę na Niego dając nam możliwość
przebaczenia grzechów i otwarte drzwi do swego królestwa. Jako chrześcijanie
nie możemy mieć postawy jak 9 trędowatych którzy doświadczyli uzdrowienia, ale
nie wyrazili wdzięczności. Nie możemy zapominać dziękować Bogu za jego łaskę
miłosierdzia, wysłuchane modlitwy, opiekę i okazaną nam troskę każdego dnia. To
właśnie świat ma postawę niewdzięczności wobec Boga, nie służy mu i nie czci
Go. Chociaż Bóg również okazuje światu swoje błogosławieństwo.
Łukasza
6:35 gdyż On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych.
Gdy
chrześcijanie tylko proszą i oczekują od Boga nie wyrażając swojego uwielbienia
i dziękczynienia, to bliżej im do świata niż Bożych dzieci. Ktoś kiedyś
powiedział że człowiek który nie ma Ducha Bożego potrafi tylko prosić, ale jest
brak wdzięczności w jego sercu. Człowiek
odrodzony przez Ducha Św. to człowiek, który nie tylko prosi, ale uwielbia
Boga, dziękuje Mu, wywyższa Go za to kim
jest i co uczynił.
Po
drugie w musimy uważać by nie być zbytnio skupionym na
tym co otrzymujemy, a nie dostrzegać od kogo, to otrzymujemy kto jest źródłem
naszych błogosławieństw. Być może 9 uzdrowionych trędowatych nie wróciło
dlatego, że byli zbyt mocno podekscytowani tym co otrzymali i to przysłoniło im
Chrystusa. Życie ludzi często kręci się wokół
tego co mają i czym się zajmują, a nie zawsze dostrzegają dawce tego
błogosławieństwa. Takie patrzenie jest bardzo płytkie i egoistyczne prawdziwe
życie pełne radości i pokoju wypływa ze społeczności z Bogiem. To co
otrzymujemy kiedyś się skończy, zdrowie, rzeczy, relacje i wszystko inne. Przyjdzie
dzień naszej śmierci i będziemy musieli stanąć przed Bogiem wtedy będzie się
liczyło tylko to, czy znamy Boga i mamy z nim społeczność. Tych biednych 9
trędowatych którzy zostali uzdrowieni cieszyło się, ale to uzdrowienie fizyczne
było na krótko. Trzeba odejść z tego świata, zdać sprawę Bogu ze swego życia.
Być może nawet to uzdrowienie którego doświadczyli stało się świadectwem
przeciw nim. Przecież byli przy zbawicielu doświadczyli w części jego łaski,
byli tak blisko zbawienia, a jednak nie
poszli dalej.
Pan Jezus wyraził to:
Jana
6:27 Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o
pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg
Ojciec pieczęć swoją.
A czy ty widzisz dawce swojego
błogosławieństwa? Czy dostrzegasz z czyjej ręki masz to co posiadasz? Nie
zachowujmy się jak małe dzieci, którym nowe zabawki przysłaniają rodziców.
Po
trzecie uważajmy by to,
co mamy od Boga nie traktować jak coś
oczywistego jak coś co nam się należy. Ludzie często nie są wdzięczni Bogu za
to, co mają bo uznają to za coś normalnego, bezdyskusyjnego: zdrowie praca,
mieszkanie, rodzina. Ale przecież wcale nie musi tak być w każdej chwili możemy
to wszystko stracić, w każdej chwili może się stać coś co zachwieje naszym
bezpiecznym światem. Dlatego tak ważne jest dziękować Bogu za wszystko co mamy,
dostrzegać zarówno te większe rzeczy jak i te małe, zwyczajne, które Bóg nam daje
każdego dnia. To że jesteśmy tu dzisiaj na tym nabożeństwie, wstaliśmy z łóżka nie
jest w cale takie oczywiste. Niektórzy chrześcijanie zachowują się nawet w taki
sposób jakby zbawienie im się należało, przestając za nie dziękować. Wciąż musimy sobie przypominać kim jesteśmy, że jesteśmy zbawionymi
grzesznikami i to zbawienie otrzymaliśmy z Bożej łaski. Jestem przekonany, że
tylko głębokie doświadczenie naszej
grzeszności uświadomi nam jak wiele dobroci otrzymujemy każdego dnia od Boga. Czasami rozmyślam sobie nad tym
ile mamy jako chrześcijanie w Polsce, a musimy przyznać, że mamy bardzo
wiele. Niekiedy narzekamy na brak
nawróceń, pastora, zbór. Zastanawiam się czy widzimy to, że bez przeszkód
możemy głosić ewangelię? Czy cieszymy
się z tego, że mamy pastora wiele kościołów nie ma? Czy cieszymy się ze zboru w
którym Bóg nas postawił, że są wokół nas ludzie z którymi razem możemy się
zachęcać i chwalić Boga?
Po
czwarte dziękczynienie
prowadzi nas do większych błogosławieństw i prawdziwego poznania Boga. Zwróćmy
uwagę, że ten uzdrowiony samarytanin po powrocie do Chrystusa doświadczył
jeszcze większego błogosławieństwa.
Czytamy: Łukasza 17:19 I rzekł mu: Wstań, idź! Wiara twoja uzdrowiła cię.
Słowa, które Jezus kieruje do tego
powracającego samarytanina sugerują nam, że on doświadczył czegoś więcej niż
tylko uzdrowienia z trądu. Spojrzał na Chrystusa jako na zbawiciela „padł na twarz do nóg jego, dziękując mu”. On
oddał chwałę Jezusowi, doświadczając
uzdrowienia z grzechów. Wdzięczność Bogu pozwala nam doświadczać Go w głębszy,
pełniejszy sposób . poszerza nasze horyzonty pojmowania Boga i sprawia, że
poznajemy Go dużo lepiej. Bóg uczynił nas do oddawania mu chwały i wtedy kiedy
to robimy jesteśmy prawdziwie spełnieni, jesteśmy szczęśliwi, zyskujemy wiele
więcej niż dajemy.
Znane są słowa Św. Augustyna które mówią:
„ Stworzyłeś
nas Boże bowiem jako skierowanych ku tobie i niespokojne jest serce nasze
dopóki w tobie nie spocznie”. Ludzie
nie znający Boga miotają się, są niespokojni cięgle czegoś poszukują, nudzą się
kolejnymi rzeczami. Ciągle gdzieś się spieszą, ale niczego nie chwytają. Ciągle
szukają, ale nic nie znajdują.
Po piąte dziękczynienie nie jest tylko uczuciem wewnątrz nas,
ale doświadczenie Bożej łaski rodzi w nas wdzięczność, która prowadzi do
działania. W słowniku pod pojęciem wdzięczność czytamy: „Uczucie, będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie
zobowiązania moralnego, chęć odwzajemnienia, podziękowania za coś”
Chrześcijanin, to ktoś kto służy Bogu jak gdyby chciał
spłacić mu dług, choć wie że nigdy spłacić go nie morze. To ktoś kto ma
świadomość, że Bóg za naszą wolność i życie wieczne zapłacił najwyższą cenę.
Powiem wam szczerze, że mam poważne wątpliwości czy ktoś jest zbawiony jeśli
mieni się chrześcijaninem, uważa się za wierzącego, a jednocześnie nie poczuwa
się do służby dla Boga i zupełnie go to
nie interesuje. Gdybyśmy się tak zachowywali okazalibyśmy się niewdzięcznikami.
Gypsy Smith, znany cygański
ewangelista, który angażował się w „Armii Zbawienia” zwiastował kiedyś Słowo
Boże i posłużył się przykładem młodego człowieka, który z tonącej łodzi
uratował przed śmiercią 18 osób. Podpływał do nich i ciągnął ich na brzeg.
Ale Ratując ostatnią osobę zasłabł i
stracił przytomność
co doprowadziło go do sparaliżowania
części ciała do końca życia.
Gdy przytoczył ten przykład, ktoś podał mu karteczkę, na której było napisane: „Bracie Smith, ten człowiek, o którym mówisz, siedzi wśród nas i słucha twojego kazania”. Smith przerwał i poprosił tego człowieka, aby zechciał wyjść do przodu. Człowiek ten miał już wtedy ponad 80 lat. Kiedy ratował tonących miał trochę ponad dwadzieścia. Mocno utykając dotarł do kazalnicy wspomagany przez życzliwych ludzi. Kiedy już stali razem na środku, Smith zapytał: „Bracie powiedz nam, jak wielu z tych, których uratowałeś, spotkało się z tobą i co ci powiedzieli?”
Staruszek zaniemówił i długo nic nie odpowiadał. Gypsy Smith ponowił pytanie: „Jak wielu z tych, których uratowałeś, odwiedziło cię i wyraziło swoją wdzięczność?”, staruszek nie chciał odpowiadać. W końcu wykrztusił: „Nikt”. Ani jeden z tych, którzy zawdzięczali mu życie, nie zadał sobie trudu odnalezienia swojego ratownika i powiedzenia mu jednego słowa: „Dziękuję!”
Gdy przytoczył ten przykład, ktoś podał mu karteczkę, na której było napisane: „Bracie Smith, ten człowiek, o którym mówisz, siedzi wśród nas i słucha twojego kazania”. Smith przerwał i poprosił tego człowieka, aby zechciał wyjść do przodu. Człowiek ten miał już wtedy ponad 80 lat. Kiedy ratował tonących miał trochę ponad dwadzieścia. Mocno utykając dotarł do kazalnicy wspomagany przez życzliwych ludzi. Kiedy już stali razem na środku, Smith zapytał: „Bracie powiedz nam, jak wielu z tych, których uratowałeś, spotkało się z tobą i co ci powiedzieli?”
Staruszek zaniemówił i długo nic nie odpowiadał. Gypsy Smith ponowił pytanie: „Jak wielu z tych, których uratowałeś, odwiedziło cię i wyraziło swoją wdzięczność?”, staruszek nie chciał odpowiadać. W końcu wykrztusił: „Nikt”. Ani jeden z tych, którzy zawdzięczali mu życie, nie zadał sobie trudu odnalezienia swojego ratownika i powiedzenia mu jednego słowa: „Dziękuję!”
Temu człowiekowi było przykro, że
żaden z uratowanych nie zadał sobie trudu by wyrazić swoją wdzięczność. Również
Jezus w tej sytuacji gdy uzdrowił tych
dziesięciu spytał się „a gdzie jest
pozostałych dziewięciu”
Bóg oczekuje od nas byśmy chwalili
Go, byśmy byli wdzięczni i tą wdzięczność okazywali w naszym codziennym życiu.
W jakiej ty grupie jesteś? Czy jesteś w tej grupie 9 którzy doświadczyli
błogosławieństwa, ale nie powrócili oddać chwały Bogu? Czy jednak jesteś jak
ten wdzięczny samarytanin który wrócił chwaląc Boga i padł do stóp Jezusa? A
może dostrzegasz, że brak w twoim sercu uczucia wdzięczności? Może widzisz, że
kiedyś dużo bardziej radowałeś się z tego co Bóg dla ciebie uczynił, a teraz to
zostało przygłuszone. Jeśli tak jest, to módl się do Boga o poczucie jak wielką
łaskę ci okazał. Mając też świadomość, że naszą przywarą narodową jest
narzekanie i krytykanctwo uważajmy by nie ulegać temu. Taka postawa nie tylko
nie podoba się Bogu, ale nie przynosi niczego dobrego dla naszego życia.
Powoduje, że stajemy się bardziej podatni na depresje jesteśmy się apatyczni i
wycofani, i nie podejmujemy żadnych działań. Ap Paweł powiedział:
Kolosan 2:6 Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w
Nim chodźcie,
7 wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak
was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie. Amen.
28.10.2012
Opowieść o Zbawicielu
Najlepszy film o Chrystusie na podstawie Ewangelii Jana
Subskrybuj:
Posty (Atom)


