22.07.2012

3. Listy do siedmiu Kościołów – Pergam. Granice Tolerancji. Ks. Obj. 2,12-17


Drodzy dzisiaj zajmiemy się rozważaniem kolejnego listu do kościołów z Ks. Objawienia. Tym razem jest to list do kościoła w Pergamie. Pewnie zauważyliśmy, że za każdym razem Jezus przedstawia się kościołowi do którego kieruje przesłanie w inny sposób. Z tych przedstawień wyłania się postać Chrystusa jako pełnego autorytetu i mocy w liście do Efezu przedstawia się jako Pan swojego Kościoła, do Smyrny jako pogromca śmierci, do pergamu jako sędzia sprawiedliwy dbający o czystość swojego kościoła. To w jaki sposób Chrystus się przedstawia jest ściśle związane z sytuacją w jakiej znajduje się każdy kościół.
Gdybyśmy chcieli określić w kilku zdaniach kościół w Pergamie, to moglibyśmy powiedzieć, że byli zbyt liberalni, zbyt tolerancyjni dla innych nauk i sposobów pobożności. Taki nowoczesny kościół gdzie nie mówi się dużo o grzechu, o konieczności czystego życia. Kościół gdzie przyjmuje się każde nowe nauczanie, bo należy je wypróbować może działa. Kościół gdzie w otwarty zdecydowany sposób nie potępiano błędnych nauk może okultystycznych praktyk lub bałwochwalstwa.
Przyjrzyjmy się sytuacji historycznej i kulturowej tego miasto, to pozwoli nam lepiej zrozumieć przesłanie tego listu. Miasto Pergam zostało założone jeszcze przed wojną trojańską znaczenia nabrało w V w p.n.e.   Chociaż nie leżało na trasie żadnego z wielkich szlaków handlowych, to jednak cieszyło się wielką sławą ze względu na status miasta stołecznego w Azji mniejszej i położenie. Pergam bowiem był położony na wielkim wzniesieniu około 300 m nad otoczenie. Co sprawiało wrażenie miasta o wielkim majestacie, było ono widoczne z kilkunastu kilometrów, a dzięki swojemu położeniu uchodziło za miasto niezdobyte. Pod względem kulturalnym pergam przewyższał inne miasta głównie dzięki wspaniałej bibliotece, która uchodziła za drugą w świecie ustępując jedynie bibliotece aleksandryjskiej. Pergam także znany był z wytwarzania pergaminów. Uczeni tego miasta opracowali sposób pozyskiwania materiału do pisania ze skór zwierzęcych kiedy Ptolemeusz egipski zakazał dostarczania papirusów do pergamu. Dzięki temu miasto cieszyło się jeszcze większym znaczeniem, bo pergamin okazał się lepszym materiałem do pisania niż papirus. Pergam także był ważnym ośrodkiem religijnym w tamtym rejonie. Jezus mówi, że chrześcijanie mieszkający w Pergamie mieszkają w szczególnie niebezpiecznym miejscu „tam gdzie jest tron szatana” „tam gdzie szatan ma swoje mieszkanie”. Prawdopodobnie chodzi tutaj o ołtarz, który został postawiony Zeusowi na szczycie Pergamskiego wzgórza. Ołtarz ten cieszył się niezwykłym szacunkiem z powodu swoich rozmiarów i kunsztu z jakim go wykonano. Miał on 15 metrów wysokości i podobny był do wielkiego tronu na występie skalnym być może  stąd określenie Jezusa „tron szatana”.
Pergam słynął również z kultu Asklepiosa, „boga uzdrowienia” ludzie z całej Azji, a nawet świata przybywali do Pergamu by w świątyni Asklepiosa otrzymać uzdrowienie. Uzdrowienie, które otrzymywali było za sprawą działania kapłanów, którzy posługiwali się medykamentami i przywoływaniem imienia Asklepiosa.  Do Dzisiaj Asklepios jest patronem aptekarzy, jego symbolem jest wąż zawinięty wokół naczynia. To również powodowało, że Pergamon słynął z różnych medykamentów i chemików, którzy szukali nowych sposobów uzdrawiania ludzi.
W pergamie był jeszcze jeden ważny kult, kult cesarza, który zobowiązywał mieszkańców miasta oprócz Żydów do oddawania boskiej czci cesarzowi. To powodowało, że chrześcijanie byli w niezwykle trudnym położeniu, odmawiając pokłonienia się cesarzowi narażali się na śmierć. Co ciekawie w Pergamie przebywał na stałe zarządca Rzymski mający prawo ius gladi – prawo miecza. W jednej chwili mógł skazać na śmierć kogoś kto nie darzył boską czcią cesarza. Gdy Jezus przedstawia się chrześcijanom Pergamu mówi, że ma ostry miecz obosieczny – rzymskie narzędzie władzy niezwykle ostre i skuteczne. To znaczy, że nie zwierzchnik potęgi rzymskiej sprawuje władze, że nie powinni się go bać i lękać, ale prawdziwy miecz ma Chrystus. Miecz w Biblii jest symbolem władzy i skuteczności sądów, Jezus jest tym, który ma władze, którego sąd jest skuteczny przed którym żadna istota nie morze umknąć, żaden człowiek nie może uniknąć tego miecza.
Autor listu do hebrajczyków mówi że:
 Hebrajczyków 4:12  Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca;
Drodzy może być tak, że nie zawsze doceniamy skuteczność Bożego Słowa. Niekiedy możemy skupiać się na umiejętnościach i działaniach człowieka, ale to co przynosi prawdziwy osąd, prawdziwe życie i prawdziwe skuteczne działanie, to Boże Słowo. Nie możemy oczekiwać Bożych rezultatów w naszych kościołach jeśli nie będziemy zwiastować Bożego Słowa. To właśnie ono jest miernikiem naszej duchowości testerem naszej gorliwości i duchowej temperatury. Boże słowo jak żadne inne ma moc sprawczą mogącą osądzić, pobudzić, przekonać człowieka do działania. Boże Słowo ma moc twórczą jak mówi autor listu do Hebrajczyków, że przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane Słowem Boga (Hebrajczyków 11:3). W Ks. Izajasza czytamy:
Izajasza 55:10  Gdyż jak deszcz i śnieg spada z nieba i już tam nie wraca, a raczej zrasza ziemię i czyni ją urodzajną, tak iż porasta roślinnością i daje siewcy ziarno, a jedzącym chleb,
11  tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust: Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem.
Jako chrześcijanie nigdy nie powinniśmy wątpić w skuteczność działania Bożego Słowa, dla Boga nie ma żadnej trudności w udzieleniu pomocy tym, którzy tej pomocy oczekują i nie ma dla niego żadnej trudności w osądzeniu czy zrealizowaniu swojego planu. Mieszkańcy Pergamu już niedługo mają się przekonać jak skuteczne jest Boże działanie i już w wkrótce przekona się o tym każdy człowiek na ziemi.
Z listu wynika, że miejsce w jakim żyli tamtejsi chrześcijanie było bardzo nieprzychylne dla chrześcijańskiego rozwoju. Mówiliśmy o kultach które tam się zadomowiły, rozbudowany kult Zeusa, Asklepiosa i silny kult cesarza sprawiał, że niezwykle ciężko było być chrześcijaninem w tym mieście. Sytuacja duchowa w tym mieście była tak demoniczna, że Jezus nazywa pergam „tronem szatana”. To znaczy, że szatan ze swoją ideologią, filozofią, nauczaniem i sposobem życia tam miał swoje mieszkanie. Gdybyśmy chcieli dzisiaj szukać jakiś odpowiedników w naszych czasach i w naszym kraju, to moglibyśmy wymienić ośrodki gdzie szczególnie mocny jest kul świętych osób, świętych miejsc, Marii. To są miejsca gdzie ludzie szczególnie mocno są przywiązani do amuletów, lub ozdrowieńczych medykamentów z cudownymi źródełkami, cudownymi „świętami maściami” i olejami wypływającymi z obrazów. Ale są to też obce Bogu sposoby myślenia, że jest jakaś inna alternatywa po za Chrystusem. Niekiedy zauważam, że ludzie którzy są chrześcijanami dopuszczają inne alternatywy zbawienia czy ratunku dla człowieka. Czasami uważają, że Chrystus jest jedną z wielu możliwości zbawienia jedną z wielu dróg. Podobnego ratunku można doświadczyć w innych religiach, czy mieć podobne doświadczenia duchowe jak w chrześcijaństwie. Innym razem spotykam ludzi którzy gdy zachorują gotowi są na wszelkie próby pozyskania zdrowia byleby tylko zadziałało. Nie mają oporu uczestniczyć w zabiegach bioenergio terapeutycznych czy praktykach okultystycznych dla podratowania stanu swojego zdrowia. Lub nawet oddawaniu czci osobie której przypisują uzdrowienie co jest dla nich świadectwem boskiej mocy.
Do świątyni Asklepiosa w Pergamie przybywało bardzo wiele osób z całego świata żeby doświadczyć uzdrowienia podobnie jak dzisiaj ludzie jeżdżą do Lourdes. Niektórzy z nich pozostawiali inskrypcje na świadectwo swojego uzdrowienia jak i dzisiaj istnieje wiele świadectw pomocy tzw. „świętych” lub „Marii”. To powoduje, że kult bałwochwalczy zostaje jak w przypadku „Asklepiosa” wzmocniony i utwierdzony. Za tymi rzekomymi cudami i uzdrowieniami stoi sam szatan. Celem chrześcijanina na ziemi nie jest być zdrowym za wszelką ceną, ale podobać się chrystusowi i być mu posłusznym. Jeśli nawet jesteś chory i potrzebujesz uzdrowienia nie szukaj go po za Chrystusem, wszak On ma większą moc niż którykolwiek tzw. bóg czy bóstwo i może cię uzdrowić.
Z tekstu widać, że nawet w sytuacji silnych wpływów Pogańskich można trzymać się Bożego imienia i być blisko Boga. Jak powiedział Ap. Paweł nic nie jest w stanie odłączyć nas od miłości Chrystusowej (Rzymian 8:39).  
Mimo bardzo silnej presji społecznej większość chrześcijan z tego miasta trzymała się mocno Boga, nauki Chrystusowej, ewangelii. Pewnie na tym polegał sekret ich wytrwania, że nie „trzymali się jakoś tam” nie próbowali trzymać się tak, że jedną nogą żyć świeckim życiem  idąc na ustępstwa ze Słowem Bożym a drugą w kościele taka postawa nazywa się synkretyzmem. Pogodzenie świeckiego sposobu życia i Bożego sposobu życia, nie chrześcijanie w pergamie wiedzieli, że żeby nazywać sie chrześcijaninem trzeba mocno trzymać się Chrystusa. Jest to bardzo wymowne określenie  oznacza ono, że oni polegali na Jezusie W kwestii swojego zbawienia, uzdrowienia i bezpieczeństwa. Nie polegali na położeniu tego miasta, że jest wyniesione wysoko na wzgórzu – nie  do zdobycia, nie w tym upatrywali swoje bezpieczeństwo. Nie widzieli swojego bezpieczeństwa w cielesnych środkach, ludzie często w tym pokładają nadzieje myśląc, że jakieś ludzkie zabiegi są w stanie ich ocalić. Nie szukali także swojej pomocy w kulcie Asklepiosa. Mówię o tym, że bardzo łatwo przekonać się do czegoś jeśli wszyscy  wokół mówią, że to pomaga. Spróbujmy wyobrazić sobie tą sytuacje, tysiące ludzi przybywało do Pergamu, by doświadczyć uzdrowienia. Niektórzy z nich wychodzili zdrowi, wszyscy mówili, że Asklepios pomaga. Postaw się w sytuacji gdy jesteś chory i ciągle słyszysz nawoływania i świadectwa, że w świątyni Asklepiosa otrzymasz pomoc, a modlisz całymi dniami do Chrystusa i takiej pomocy nie otrzymujesz. W takiej sytuacji łatwo stracić nadzieje, poddać się zniechęceniu, dopuścić wątpliwości. Ale oni tak nie zrobili. Chrystus chwali ich, że mimo wszystko, mimo przeciwności, trudności, mimo prześladowań postanowili być Mu wierni.
Czy ty kiedykolwiek podjąłeś takie postanowienie, żeby być wierny Chrystusowi mimo wszystko? Mimo barku pracy i zdrowia, mimo śmierci twoich bliskich, mimo prześladowania, mimo rozpadu twojego kościoła. Czy zdecydowałeś, że idziesz za Chrystusem i nie wrócisz już jak śpiewamy w jednej z pieśni? Niekiedy w naszym życiu może brakować takiego postanowienia, że jestem gotowy zapłacić wszelką ceną za bliskość z Chrystusem. Dojrzałe duchowe chrześcijańskie życie kosztuje czas, reputacje niekiedy zdrowie, a nawet życie jak w przypadku Antypasa.
Za niezwykły przykład wierności i oddania zasługuje postawa Antypasa, który z powodu swojej wiary stracił życie w Pergamie. Nie wiemy dokładnie jakie były okoliczności jego śmierci. Może odmówił nazwania cesarza panem lub potępiał publicznie panujące kulty i niemoralne zwyczaje. W każdym razie Jezus nazywa go „swoim wiernym świadkiem” słowo „świadek” brzmi po grecku „martus” i ma dwa znaczenia. Jedno znaczenie, to świadek, a drugie znaczenie to męczennik. Co ciekawe często w Nowym Testamencie te słowa występują obok siebie i tak np. w  (Dzieje Apostolskie 1:8, świadkowie Jezusa)   (Dzieje Apostolskie 22:20 Szczepan)  ( Objawienie 17:6 krew świętych)
Tak więc według przesłania Nowego Testamentu być świadkiem Jezusa, to znaczy być gotowym dla niego cierpieć, a nawet stracić życie, stać się męczennikiem. Więc zaszczytny tytuł jakim został nazwany Antypas oznacza kogoś szczególnie oddanego, który potwierdził swoja wiarę swoimi czynami.
Być świadkiem Jezusa to znaczy przezwyciężać trudności z jakimi spotykamy się w tym świecie, stawiać im czoło i przez wiarę w imię Jezusa zwyciężać je. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro tam w Pergamie jest tak ciężkie środowisko dla chrześcijan, to powinni zostawić to miasto w spokoju i przeprowadzić się w inne miejsce. Sam tylko Bóg raczy wiedzieć jak wiele wspaniałych przedsięwzięć zostało zaniechanych przez chrześcijan, bo było im za ciężko. Ale zauważmy, że Jezus nie każe chrześcijanom z Pergamu wyprowadzać się z tego miasta. Wprost przeciwnie na określenie mieszkania używa greckiego słowa „katoikein”  które oznacza stałe miejsce zamieszkania. Co ciekawe wobec wierzących żyjących w świecie Nowy Testament rzadko używa tego słowa, najczęściej pada słowo  „paroikein” które oznacza przybysza lub gościa.
Jestem przekonany, że za tymi słowami kryje się dla nas przesłanie, że to nie przypadek w jakim miejscu mieszkamy. Bóg celowo umieścił mnie i ciebie w miejscu twojego zamieszkania byś tam dawał świadectwo Jego mocy i ewangelii. Byś w miejscu swojego zamieszkania był miastem położonym na górze  (Mateusza 5:14), świecą na świeczniku i świecił wszystkim mieszkającym w tej okolicy (Mateusza 5:15).
Zbyt często chrześcijanie postanawiają uciekać, przeprowadzić się zamiast wiernie znosić trudności i podejmować wyzwania jakie Bóg przed nimi stawia. Niekiedy zbyt pochopnie i zbyt szybko decydujemy się na przeprowadzkę czy nawet ucieczkę zostawiając ludzi nie znających Chrystusa bez możliwości usłyszenia o nim i oglądania chrześcijańskiego świadectwa.
Ale są też poważne problemy w tym zborze, które wymagają interwencji jednym z nich jest trzymanie się nauki Balaama. Balaam a w hebrajskim Bileam był pogańskim  prorokiem, czarownikiem  z Mezopotamii, który został wezwany przez Balaka króla Moabu, by przeklinać synów izraelskich. Ale zamiast ich przekląć trzy razy im pobłogosławił tak Bóg pomieszał jego zmysły. Więc żeby dostać zapłatę za zlecenie zaczął nauczać kobiety moabskie by współżyły z izraelitami w kulcie dla Baala bóstwa moabskiego czyt. 25 rozdz. Ks. Lb. Tak więc zarzut Jezusa wobec tego zboru dotyczy pewnych ludzi, którym pozwala działać się w kościele i zwodzić innych chrześcijan prostodusznych, szczerych może dopiero co nawróconych by angażowali się w praktyki pogańskie. Historia Balama pokazuje, że fałszywi nauczyciele są często podstępni, dwulicowi przychodzący do nas w odzieniu owczym a w środku są wilkami drapieżnymi. Wcale nie zależy im na kościele, społeczności, Chrystusie, ale zależy im na zaspokojeniu własnych pożądliwości i chęci zysku (Mateusza 7:15). Chrystus chciał żeby chrześcijanie w Pergamie zdemaskowali tych fałszywych proroków i usunęli ich spośród siebie. Kościoły zbyt często tolerują fałszywych nauczycieli, często okazuje się, że są to ludzie lubiani, mówiący to co ucho łechce i pełniący obowiązki liderów lub nauczycieli przed czym przestrzegał Paweł starszych w Efezie, że nawet z nich samych powstaną ludzie przewrotni nie oszczędzając trzody (Dzieje Apostolskie 20:30). Czym dłużej pozwalamy takim ludziom pełnić ich obowiązki tym bardziej szkodzimy kościołowi Chrystusa.
Kolejną grupą, która uzyskała pewne wpływu w pergamskim kościele byli „Nikolaici” wspomniani w liście do Efezu. Jak już mówiłem wcześniej była, to grupa która nauczała, że można być chrześcijaninem i żyć świeckim nieprzemienionym życiem.
Drodzy tytułem mojego kazania jest „granice tolerancji” dlatego że chrześcijańskie przesłanie wymaga od nas polegania Jedynie na Chrystusie, a nie na czymkolwiek innym. Wszystko co odwraca nasza uwagę od Chrystusa jest po za granicami, które powinniśmy akceptować. Jeśli pozwalamy sobie na przekraczanie granic określonych w Słowie Bożym i tolerujemy bałwochwalstwo, niemoralne zachowania, fałszywych nauczycieli, fałszywe nauczanie, to możemy spodziewać się interwencji Chrystusa, Jego sądu zarówno w osobistym naszym życiu jak i w kościele. On troszczy się o swój kościół i wystąpi przeciw wszystkiemu co zagraża Jego zdrowemu rozwojowi. Znowu mamy kolejne przesłanie by nie lekceważyć Jego słów, by zrobić właściwy użytek z naszych uszu i nastawić je nasłuchanie. Jak w przypadku innych kościołów Jezus obiecuje nagrodę dla tych którzy są wierni Jego ewangelii, którzy nie tolerują grzechu i kompromisu z tym światem. Nagroda z listu do Pergamu brzmi dosyć tajemniczo dotyczy manny ukrytej i białego kamyka na którym będzie wypisane imię zwycięzcy. W tradycji hebrajskiej „manna ukryta” była związana z manną, która znajdowała się w arce przymierza.  W VI wieku p.n.e. Świątynia Salomona została zniszczona, a arka przymierza zaginęła. W tradycji hebrajskiej uważa się, że Jeremiasz w tym czasie ukrył dzban z manną, który zostanie odnaleziony po objawieniu się Mesjasza. Więc w tej nagrodzie chodzi o czerpanie błogosławieństw wieku mesjanistycznego kiedy Jezus przybędzie po raz drugi by ustanowić tysiącletnie królestwo czyt. 20 rozdz. Ks Obj. Manna może też oznaczać prawdziwe życie w odróżnieniu od ziemskiego życia. Mamy tendencje być tak mocno przywiązani do tego życia, że nawet nie myślimy o czymś wspanialszym, wznioślejszym, lepszym. Ale jest życie wieczne w nowym ciele w nowym świecie przy boku Chrystusa, to dopiero będzie życie!
To co dzisiaj nam niewiele mówi w starożytnym świecie było bardzo wymowne. Powszechnie wtedy używano białych kamyków do rożnych praktyk, tak więc biały kamyk mógł oznaczać uniewinnienie lub potępienie w sądzie. Była stosowana praktyka przyznawania białych i czarnych kamyków przestępcom. Gdy otrzymałeś większość białych zostawałeś uniewinniony. Inną praktyką w której posługiwano się białymi kamykami to liczenie, mogłoby to oznaczać, że zwycięski chrześcijanin zostanie policzony jako Boży sługa w dzień sądu.
W starożytnym świecie powszechne było noszenie rożnych talizmanów i amuletów w których często osadzany był biały kosztowny kamień z wyrytym na nim napisem znanym jedynie właścicielowi.  Starożytni wierzyli, że odkrycie napisu pozbawia mocy taki amulet. Praktyka ta nawet przetrwała do naszych czasów ludzie noszą talizmany i amulety na szczęście, jakieś słoniki, podkowy, kończyki.
Tym samym Chrystus do nas mówi, że ludzie pokładają nadzieje w talizmanach i amuletach, ale wy jesteście w mojej ochronie. W ochronie Boga wszechmogącego i jego Syna Jezusa Chrystusa strzeżeni mocą Ducha Św. Amen

Starożytny Pergam

15.07.2012

2. Listy do siedmiu Kościołów - Smyrna, Chrześcijańskie zwycięstwo Ks. Obj. 2,8 – 11


Drodzy dzisiaj zajmiemy się rozważaniem drugiego z kolei listu z Ks. Objawienia, który jest skierowany do zboru w Smyrnie.  Gdy Przeczytamy ten list, to na początku może nam być ciężko utożsamić się z sytuacją tego kościoła, bo siedzimy sobie bezpiecznie na naszych miejscach i nic nam nie zagraża . Jezus nie zapowiada temu kościołowi spokojnej przyszłości w tym świecie. Wprost przeciwnie mówi o cierpieniu, którego już wcześniej doświadczali o więzieniu, prześladowaniach, próbie. Stojąc tutaj dzisiaj zastanawiam się jaka byłaby nasza reakcja gdybyśmy dostali podobny list o przyszłości naszej społeczności? Jaka mogła być reakcja zboru w Smyrnie? Czy byli wystraszeni tym co czeka ich w przyszłości czy raczej byli gotowi odważnie jak do tej pory stawiać czoło trudnością i prześladowaniom?
Spróbujmy chwile przyjżeć się środowisku w jakim przyszło żyć chrześcijanom w Smyrnie.
Starożytna Smyrna, to dzisiejszy Izmir trzecie co do wielkości miasto w Turcji. Smyrna była miastem portowym podobnie jak Efez niektórzy starożytni pisarze uważali, że Smyrna jest najpiękniej położonym miastem na świecie. Podobnie jak jest piękna korona na głowie Króla tak wspaniała była Smyrna wszyscy zachwycali jej urokami. Mieszkańcy Smyrny byli dumni z tego, że miasto uchodziło za rodzinne strony Homera autora „Iliady”. W Smyrnie znajdował się wspaniały stadion na igrzyska, biblioteka i wiele pogańskich świątyń poświęconych Zeusowi, Apollinowi, Nemezis, Cesarzowi. Istotne znaczenie dla przesłania listu ma to, że Smyrna powstała z wielkiego upadku. W roku 575 p.n.e. miasto zostało całkowicie zniszczone przez Lidyjczykow. Po około 400 latach nie istnienia Smyrna została ponownie odbudowana, „powstała z martwych”. W III w p.n.e. smyrna zawarła przymierze z Rzymem i nawet postawiono w niej świątynie na cześć Rzymu. Pod wpływem tego przymierza miasto wykazało się niezwykłą wiernością i odwagą podczas walk z seleucydami przez co Smyrna była przedstawiana jako przykład wierności. W roku 178 n.e. Smyrna ponownie została zniszczona przez trzęsienie ziemi, ale i tym razem została odbudowana. W kontekście ciągle powstającej z martwych Smyrny jakże wymownie brzmią słowa Chrystusa, że On jest tym, „który był umarły a ożył”. W Smyrnie mieszkało także wielu Żydów, którzy byli wrogo usposobieni do tamtejszych chrześcijan jak wynika z listu. Prawdopodobnie prześladowanie chrześcijan w Smyrnie było spowodowane nienawiścią Żydów, którzy układali się z lokalnymi władzami miasta i zachęcali do prześladowań. Wszyscy obywatele Smyrny musieli oddawać boską cześć cesarzowi tylko Żydzi byli zwolnieni z tego obowiązku. Żydzi wykorzystywali ten fakt przeciw chrześcijanom i wskazywali na nich jako na tych którzy nie zachowują prawa i nie szanują cesarza.
Prawdopodobnie założycielem kościoła w Smyrnie był Ap. Paweł najpierw ten kościół mógł funkcjonować jako placówka kościoła w Efezie z racji niedalekiej odległości. W każdym razie kościół składał się z ludzi raczej niższego stanu społecznego co również podkreśla Jezus w 5 wersie mówiąc, że „zna ich ubóstwo lecz oni bogaci”
Już na samym wstępie Chrystus w liście do kościoła w Smyrnie przedstawia się niezwykłymi słowami mówiąc o sobie, że jest „pierwszym i ostatnim był umarłym, a ożył”.
Nie sposób nie zauważyć niezwykłego autorytetu, władzy, mocy płynącej z tych słów. Szczególnie dla kościoła w Smyrnie te słowa musiały brzmieć bardzo podniośle i zachęcająco. Wszak znajdowali się w trakcie prześladowania  nie mając pewności jaki będzie tego wszystkiego finał. Może zadawali sobie pytanie czy Bóg widzi sytuacje w jakiej się znaleźli? Jeśli widzi czemu nie reaguje? Jak długo to wszystko jeszcze potrwa?
Pan Jezus przez te słowa mówi że nie tylko widzi te prześladowania i wie o nich, ale panuje nad całą sytuacją. Wie kiedy, to się zaczęło i już wyznaczył tego koniec, On jest Panem, On jest Alfą i Omegą, początkiem i końcem. Oczywiście Słowa Chrystusa oznaczają o wiele więcej. Musimy zdać sobie sprawę, że wielkość tych słów jest ogromna. Chrystus mówi o swojej nieograniczonej władzy. Jesteśmy tutaj dzisiaj na tym miejscu w historii bo Chrystus jest jej początkiem. Wszystko na świecie istnieje ze względu na niego i przez niego.
  Kolosan 1:16  ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone.
Jemu jest również dana wszelka władza i moc, każdy człowiek, każda sytuacja, każda chwila w historii jest w jego mocy. Być może prześladowcom tamtejszych chrześcijan wydawało się, że nad nimi triumfują, diabeł się cieszył myśląc, że odniósł zwycięstwo. Ale to nie tak wszystko jest w rękach Chrystusa, tak jak wtedy kiedy piotrowi wydawało się, że sztorm zaraz ich wszystkich pochłonie  (Mateusza 8:23) w jednej chwili Jezus zgromił fale i wicher na morzu zapanowała cisza. Gdy Chrystus został ukrzyżowany również całe piekło z szatanem na czele myślało, że odniosło nad nim zwycięstwo, aż do chwili gdy kamień został odwalony, On okazał się wielkim zbawicielem, pogromcą śmierci, grzechu i szatana. Tak moi drodzy Jezus powiedział:
Mateusza 28:18  A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi.
Mamy Pana, który panuje nad każdą sytuacją, nad każdą chorobą, prześladowaniem, niepowodzeniem, nad każdym człowiekiem i nad każdą chwilą w historii. Nie bójmy, potrzebujemy więcej wiary i zaufania w te słowa. Nie bójmy się gdy szatan wyciąga najcięższe działa żeby zniszczyć nasze życie nasz kościół, zwróćmy się wtedy do Chrystusa, a będziemy oglądać wielkie zwycięstwo.
Chrystus przedstawia się jako pogromca śmierci jak już mówiłem wcześniej chrześcijanie w Smyrnie mieszkali w mieście, które kilka razy powstało z martwych. W sytuacji gdy stali w obliczu śmierci gdy za chwile niektórzy z nich mieli stracić życie za wiarę w Chrystusa te salowa dawały im nadzieje. Będą żyć nawet jak stracą to cielesne życie, mają o wiele trwalsze życie w Chrystusie. Jezus pokonał śmierć i dał tego wiele dowodów, przez wiarę w Chrystusa odnosimy zwycięstwo na śmiercią.
Jana 11:25  Rzekł jej Jezus: Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.
Jana 5:24  Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota.
Jezus mówi że:
Mateusza 10:28  I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle.
Były to słowa zachęty by nie bać się stracić ziemskie życie ze względu na wiarę w Chrystusa gdy zajdzie taka potrzeba. Ktoś mógłby zadać pytane czy Chrystus nie wymaga zbyt wiele od swoich naśladowców? Jesteśmy w stanie przyjąć konieczność służby i poświęcenia dla Chrystusa, ale czy jesteśmy w stanie pogodzić się z utratą naszego życia? Mając Chrystusa mamy nadzieje na życie wieczne, które jest o wiele wspanialsze niż to życie, które mamy teraz. Czasami Chrystus wymaga od swoich naśladowców zapłacenia najwyższej ceny, dawania najwyższego dowodu zaufania, którym jest wierność aż po grób. Dla prześladowców chrześcijan często największym świadectwem było to jak chrześcijanie umierają. Nie uważali już, że śmierć ma ostatnie słowo, nie bali się jej, raczej uważali ją za wstęp do lepszego i wspanialszego życia z Chrystusem.
Chrystus zmartwychwstał, Chrystus żyje, a my żyjemy razem z nim jego życiem po wieki wieczne, to jest prawdziwa nadzieja za którą warto zapłacić każdą cenę. W jednej z pieśni śpiewamy słowa: „czas ziemskich królestw skończy się wnet, imię Jezus na wieki trwa”.
Jak w poprzednim liście znowu padają znamienne słowa w drugim wersie „znam i wiem”. Chrystus doskonale zna sytuacje tego zboru, doskonale zna sytuacje każdego z poszczególnych chrześcijan. Wie o tym,  że byli już prześladowani i nadal przeżywają ucisk, wie również o trudnej sytuacji materialnej tego kościoła i wystawia im wspaniałe świadectwo wierności i gorliwości. Jakże spojrzenie Chrystusa na wiarę jest rożne od spojrzenia tego świata i płytkiego religijnego chrześcijaństwa. Ktoś z zewnątrz mógłby powiedzieć, że zbór w Smyrnie nie ma się czym pochwalić, nie mają pięknych budynków, wpływów, nikt się z nimi nie liczy, prawdopodobnie nie są to zbyt wykształceni ludzie o niskiej pozycji społecznej, nie mają także oszczędności na koncie kościoła. Świat powiedział by o nich biedacy, hołota, zbieranina, nie liczą się. Religijny kościół przywiązujący wagę do środków materialnych, budynków, wykształcenia i pozycji społecznej wyraziłby się podobnie. W taki sposób kościół anglikański określał „metodystów” uważając ich za plebs, pijaków i zbieraninę, a kaznodziejów tego kościoła za nieuczonych, podobnie faryzeusze określali apostołów. Ale prawdziwa wartość jest w sercu w posłuszeństwie chrystusowi, oni byli bogaci chociaż wszyscy w koło uważali ich za biedaków.
   1 Samuela 16:7  Ale Pan rzekł do Samuela: Nie patrz na jego wygląd i na jego wysoki wzrost; nie uważam go za godnego, albowiem Bóg nie patrzy na to, na co patrzy człowiek. Człowiek patrzy na to, co jest przed oczyma, ale Pan patrzy na serce.
Pan patrzy o wiele głębiej patrzy na serce, na chęci, pragnienia i motywacje my patrzymy na to co widać przed oczami. Ale prawdziwa wiara nie znajduje się w zasobności portfela pięknym budynku kościelnym, pięknym strojem czy wykształceniem, obrazem prawdziwej wiary jest posłuszeństwo Chrystusowi.
Chrześcijanie w Smyrnie zmagali się z silną opozycją ze strony Żydów o czym już troszkę wspomnieliśmy. Byli to ludzie przeciwni ewangelii i uważali Jezusa Chrystusa za oszusta, skupiali się oni wobec synagogi miejsca kultu Boga Izraela. Na członków Synagogi składali się rozproszeni Żydzi (diaspora) i prozelici – poganie chcący przystąpić do narodu izraelskiego.
Z pewnością chrześcijanie, może nawet sam Ap. Paweł próbowali zwiastować ewangelie w synagodze, ale jak w wielu miastach został napotkany opór ze strony Żydów. Co ciekawe Jezus mówi, że chociaż „podają się za Żydów lecz prawdziwymi Żydami nie są”. Z pewnością przeciwnicy Ewangelii w Smyrnie uważali się za spadkobierców Abrahama i Mojżesza byli dumni z tego, że pochodzą z narodu Izraelskiego i dziedziczą Boże obietnice dane patriarchom i prorokom. Chrystus mówi, że prawdziwe Żydostwo nie polega na cielesnym pochodzeniu z Izraela, a na duchowym synostwie. Dla Boga Nie ten jest Żydem, który urodził się jako Żyd, ale ten, który  przyjął Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. Żydostwo było ściśle związane z dziedziczeniem obietnic Bożych i błogosławieństwem Boga. Odrzucając Jezusa Chrystusa i prześladując chrześcijan Żydzi pozbawili się Bożego błogosławieństwa stając się Synagogą Szatana.
Ap. Paweł wyjaśniał ten temat w liście do Rzymian:
   Rzymian 2:28  Albowiem nie ten jest Żydem, który jest nim na zewnątrz, i nie to jest obrzezanie, które jest widoczne na ciele,
29  ale ten jest Żydem, który jest nim wewnętrznie, i to jest obrzezanie, które jest obrzezaniem serca, w duchu, a nie według litery; taki ma chwałę nie u ludzi, lecz u Boga.
Okazuje się, że prześladowcy kościoła w Smyrnie nie tylko nie byli mili Bogu jak o sobie mówili, okazali się narzędziami samego szatana, który posłużył się nim do prześladowania powstającego kościoła. W 10 wersie czytamy, „że diabeł wtrąci niektórych z was do więzienia”. Drodzy diabeł stara się zniszczyć kościół jest oskarżycielem chrześcijan, przeciwnikiem Bożym, nienawidzi wszystkiego co dobre i Boże. Diabeł stara się zniszczyć wiarę każdego chrześcijanina, zachwiać naszą ufność w Chrystusa, przeszkodzić nam w służbie dla Pana i osłabić nasze świadectwo. Wielokrotnie nie dostrzegamy działania tego złego ducha jak w przypadku prześladowań w Smyrnie, było widać agresje i sprzeciw ludzi, ale za ich zachowaniem i działaniem stał sam szatan. Z jakiegoś powodu Bóg pozwolił mu poddać chrześcijan próbie, pozwolił mu nawet niektórych z nich pozbawić życia jak w sytuacji rozproszenia Apostołów (Łukasza 22:31). Nie raz widzimy agresje ludzi na ewangelię lub zdarzają się nam przeciwności w służbie lub w życiu chrześcijańskim za wieloma tymi przypadkami stoi diabeł, szatan. Dzisiejszy nowoczesny kościół często nie wspomina o wielkim przeciwniku naszej duszy i odwiecznym przeciwniku Boga. Świat uważa że jeśli ktoś wierzy w istnienie szatana, to naraża się na śmieszność. Może spytacie dlaczego mówię o szatanie? Drodzy mowie o nim dlatego że Biblia o nim mówi. Mówię o nim bo Jezus nauczał na jego temat  mówiąc o nim, że jest kłamcą i zabójcą gdy przychodzi ma tylko jeden cel „zniszczenie i chaos” (Jana 8:44).
Wielki autor chrześcijański Clive Staples Lewis powiedział:
„Jeśli chodzi o diabły, istnieją dwa równie wielkie, a równocześnie przeciwstawne sobie błędy, w które może popaść nasze pokolenie. Jednym z nich jest niewiara w ich istnienie. Drugim wiara i przesadne, a zarazem niezdrowe interesowanie się nimi. Oni sami są jednakowo zadowoleni z obu błędów i z tą samą radością witają zarówno materialistę, jak i magika”.
Diabeł jest duchem, który zwodzi cały świat i trzyma ludzi w niewoli z dala od ewangelii.
Tak więc szatan jest  zupełnie realną osobą chcącą zniszczyć twoją wiarę w Chrystusa jest „psem na długim łańcuchu” już pokonany, ale czasami może ugryźć. Zwycięstwo nad szatanem mamy w niezachwianej ufności w Boże Słowo i wierze w Chrystusa.
Co mają zrobić chrześcijanie w Smyrnie w obliczu tych prześladowań, które są przed nimi?
Przede wszystkim Jezus mówi, że maja się nie bać i wiernie składać świadectwo o tym komu zaufali. Mieszkańcy Smyrny słynęli ze swojej wierności podkreśla to dzisiejszy tekst jak i późniejsze relacje historyczne wczesnego kościoła.
We wczesnej historii kościoła czytamy o biskupie ze Smyrny który poniósł męczeńską śmierć około 50 lat po otrzymaniu tego listu. Relacja o męczeńskiej śmierci Polikarpa zachowała się do dna dzisiejszego. Polikarp zginął około 155 roku w podeszłym wieku. Był biskupem Smyrny powołanym na starszego przez Ap. Jana.  Gdy strażnicy przyszli po Polikarpa kazał poczęstować ich posiłkiem i dać im wszystko czego sobie życzyli, dla siebie poprosił o godzinę modlitwy. Przełożony strażników starał się ocalić życie Polikarpa i nakłaniał go do wypowiedzenia słów „Cesarz jest panem” na co Polikarp nie zgodził się twierdząc, że „Jezus jest Panem”.
Następnie Prokonsul postawił go przed wyborem: wypowiedzenia przekleństwa na Chrystusa i złożenie ofiary cesarzowi lub śmierć. „Osiemdziesiąt sześć lat służę Mu – powiedział Polikarp – i przez ten czas nie uczynił mi nic złego. Jakże mogę bluźnić przeciwko mojemu Królowi, który mnie zbawił?” Gdy prokonsul zagroził mu stosem, Polikarp odpowiedział: „Grozisz mi ogniem, który płonie krótko, ponieważ nie znasz ognia oczekującego przewrotnych w czasie nadchodzącego sądu i wiecznego potępienia. Na co czekasz? Podejdź i uczyń to co zamierzasz”. Prosił również żeby go nie przywiązywać słupa. Po wszystkim podpalono ogień i Polikarp zginął z modlitwą na ustach.
Jak ty byś się zachował w podobnej sytuacji ? Czy postanowiłeś być wierny Chrystusowi aż do śmierci? Bądź odważny wobec przeciwników w składaniu świadectwa i nie daj się zastraszyć bądź wierny, a Chrystus obiecuje nam wspaniałą nagrodę wieniec żywota i zachowanie od drugiej śmierci.
Wieniec żywota jest wieńcem zwycięstwa, który otrzyma każdy chrześcijanin gdy dobiegnie do mety. Metą jest spotkanie z Chrystusem wtedy kiedy nasze życie na ziemi się zakończy lub Chrystus wcześniej powróci. Wieniec jest symbolem wywyższenia, ukoronowania podkreślenia statusu zwycięstwa i otrzymania wspaniałej nagrody. Ap . Paweł nazywał go wieńcem zwycięstwa (2 Tymoteusza 4:8) Piotr mówi o koronie chwały (1 Piotra 5:4).
Drugą obietnicą jest zachowanie od drugiej śmierci. Druga śmierć przedstawiona jest w Biblii jako śmierć wieczna lub wieczne potępienie. Śmierć fizyczna dotyczy ciała, a druga śmierć dotyczą sądu Bożego i wiecznego potępienia.
Objawienie 20:13  I morze wydało zmarłych, co w nim byli, i Śmierć, i Otchłań wydały zmarłych, co w nich byli, i każdy został osądzony według swoich czynów.
14  A Śmierć i Otchłań wrzucono do jeziora ognia. To jest śmierć druga - jezioro ognia.
15  Jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia.
Inny tekst na ten temat jest:
Objawienie 20:6  Błogosławiony i święty ten, który ma udział w pierwszym zmartwychwstaniu; nad nimi druga śmierć nie ma mocy, lecz będą kapłanami Boga i Chrystusa i panować z nim będą przez tysiąc lat.
 Więc zaufanie Chrystusowi chroni nas od potępiającego wyroku za nasze grzechy i daje nam udział w życiu wiecznym. Brak wiary w Chrystusa jest jednoznaczny z potępieniem i wrzuceniem do Jeziora ognia, a to jest śmierć druga.
Dla chrześcijan w Smyrnie przesłanie to, było bardzo wymowne: jakkolwiek by wyglądała śmierć pierwsza to jej nie trzeba się obawiać, tego czego ludzie naprawdę powinni się obawiać to jest śmierć druga, wieczne zatracenie.
To co powinniśmy zapamiętać z dzisiejszego przesłania to, to że Jezus jest Panem nawet w najcięższych chwilach naszego życia. Nigdy nie traćmy wiary i nie dajmy się oszukać diabłu, że dzieje się coś po za Bogiem. Miejmy nadzieje w Chrystusie i wołajmy do niego On jest prawdziwym żywym zbawicielem zdolnym uratować nas nawet z najbardziej beznadziejnych sytuacji. To co czyni z  nas prawdziwych chrześcijan, to nie przynależność do kościoła ale wiara i posłuszeństwo Chrystusowi. Bądź wierny nawet wtedy gdy z jednych problemów, prób i prześladowań spotykają cię inne już niebawem otrzymasz wieniec żywota i będziesz się cieszył prawdziwym życiem na wieki. Amen.



8.07.2012

1. Listy Do Siedmiu Kościołów - Efez, Powrót do pierwszej miłości Ks. Obj. 2,1-7


    Drodzy dzisiaj zaczniemy serie kazań na temat kościołów z Ks. Apokalipsy. Wszystkie te kościoły znajdowały się w Azji Mniejszej na terenie dzisiejszej Turcji. Oczywiście nie były, to jedyne kościoły jakie wtedy istniały np. blisko nich znajduje się kościół w Kolosach, ale do niego nie mamy przesłania od Chrystusa . Można zadać sobie pytanie dlaczego Jezus nie przekazał przesłania do wszystkich ówczesnych kościołów? Proszę zauważyć, że w listach które będziemy rozważać może przejrzeć się każdy kościół. Więc tak naprawdę przesłanie Jezusa nie tylko jest do tych 7 kościołów, ale także do całego kościoła chrześcijańskiego w każdym wieku. Dlaczego Bóg wybrał te siedem kościołów na adresatów przesłania do końca nie jest nam wiadome? Może dlatego, że były to najbardziej wiodące kościoły pierwszego wieku. A może dlatego że istniejące w nich problemy były najbardziej odpowiadające każdemu kościołowi. Z pewnością studiując te listy możemy tam dostrzec każdy kościół z osobna ocenić stan duchowy naszej wspólnoty, a także swój osobisty.
Powszechnie uważa się, że  nie jest bez znaczenia ilość listów jak została zawarta w Ks. Objawienia. Mamy ich siedem, a siódemka jest symboliczną liczbą w Biblii oznaczającą pełnie i tak np. Bóg stworzył świat w sześć dni, a w siódmym odpoczął. Świecznik który stał w świątyni „menora” to świecznik siedmioramienny, lata jubileuszowe w Starym Testamencie następowały co siódmy rok, siedem dni trwało święto przaśników i szałasów. Siedem dni również Noe oczekiwał na pierwsze krople deszczu, po siedmiu dniach Bóg przemówił do Mojżesza na górze Synaj, siedem razy okrążano miasto Jerycho więc ta symbolika siódemki wskazuje w przypadku listów do zborów, że one są do wszystkich kościołów wszystkich czasów i tak najprawdopodobniej rozumiał je pierwszy kościół. Dlatego też ten zapis listów znalazł się w kanonie Nowego Testamentu. Bóg zatroszczył się o to, byśmy mogli przejrzeć się w tym słowie niczym w lustrze i ocenić samych siebie.
Pierwszy list jest do kościoła w Efezie, zanim zaczniemy rozważać kolejne fragmenty tego listu musimy popatrzeć na kontekst historyczny i kulturowy, bo we wszystkich listach duże znaczenie dla dobrego zrozumienia przesłania ma  sytuacja w jakiej te kościoły się znajdują.
Efez był bardzo  dużym miastem jak na czasy starożytne  szacuje się że w tej wielkiej metropolii mieszkało około miliona ludzi. Było to miasto portowe, przez Efez prowadziła droga z Eufratu i Mezopotamii  do morza śródziemnego. Wszyscy kupcy i handlarze którzy przybywali d Rzymu musieli przechodzić przez Efez. Położenie geograficzne Efezu uczyniło z tego miasta jedno z najbogatszych miast określanym jako „jarmark próżności”. Tak więc w tym wielkim mieście można było spotkać najrozmaitsze rozrywki raz do roku także odbywały się tam igrzyska azjatyckie, które przyciągały ludzi z całej prowincji. Duchowo Efez był oddany Artemidzie efeskiej możemy o tym przeczytać na kartach Dziejów apostolskich kiedy Paweł zaczął podważać ten kult efezjanie bardzo protestowali i doszło do rozruchów (Dzieje Apostolskie 19:27). W samym Efezie znajdowała się wielka świątynia Artemidy uznawana z jeden z siedmiu cudów świata. „Miała ona ok. 130 metrów długości i 67 metrów szerokości, w środku znajdowało się 120 kolumn o wysokości ponad 18 metrów każda, a trzydzieści sześć z nich było bogato zdobionych. Postać Artemidy była jedną z najświętszych postaci w starożytnym świecie. Była to przykucnięta kobieta z wieloma piersiami z przodu uważana za „wielką matkę”, czczono ją jako boginie płodności i inicjacji uważano ją z boginie matkę, która może wykarmić każdego kto do niej przyjdzie. Kult Artemidy był niemoralny, świątynia posiadała setki kapłanek zajmujących się nierządem sakralnym ku czci właśnie tej bogini. Inną znaną boginią czczoną w Efezie była bogini Kybele, odkryto także posągi Isis egipskiej bogini matki z dzieciątkiem. (coś nam to przypomina). 
Życie duchowe Efezu było bardzo bogate, a chrześcijanie którzy tam się znajdowali byli narażeni na wiele zwodniczych nauk i niemoralności. A jednak właśnie w Efezie istniał jeden z największych kościołów Azji mniejszej. Oczywiście nie wiemy jak wiele osób liczył ten kościół ale badania mówią że od kilkuset do kilku tysięcy członków. Na kartach Nowego Testamentu znajdujemy dosyć wiele informacji dotyczących kościoła w Efezie. Wiemy, że apostoł Paweł założył ten kosciół gdy przebywał w tym mieście nauczając i utwierdzając wierzących (Dzieje Apostolskie 20:3). Wiemy, że Tymoteusz młody wychowanek Pawła był jednym z przywódców tego kościoła (1 Tymoteusza 1:3). W Efezie spotykamy się także z Akwilą, Pryscyllą i Apollosem. Późniejsze zapiski mówią, że Ap. Jan osiedlił się w Efezie i tam dokonał swojego żywota. Co ciekawe dzisiaj z Efezu pozostały tylko ruiny, a tam gdzie kiedyś był port znajduje się piaszczysta plaża. Pewnie ludzie mieszkający w Efezie myśleli że nigdy nie przeminie splendor tego miasta, ale wszystko co na tym świecie ma tymczasową trwałość tylko Jezus ten sam na wieki.
Listy jaki i cała Ks. Objawienia powstały pod koniec pierwszego wieku około 96r. Był to ciężki czas dla chrześcijaństwa ówczesny cesarz Domicjan strasznie prześladował chrześcijan i zesłał Św. Jana na wyspę skazańców gdzie Bóg daje mu listy i objawienie przyszłości.
Na samym początku pojawiają się dosyć tajemnicze słowa „do anioła zboru w efezie” i tak kolejno zaczyna się każdy z tych listów. Nie ma zgody co do tego jak mamy to rozumieć. Niektórzy twierdzą, że chodzi o biskupów starszych kościoła, opiekunów, którzy mieli taki list odczytywać całej społeczności. W ten sposób stawali się zwiastunami posłańcami co rozumieniu greckim oznaczało anioła. Być może po prostu chodziło o lektora ,kogoś kto będzie ten list odczytywał. A może chodzi o anioła, który byłby opiekunem zboru. Jak w przypadku ludzi wierzących którzy mają swoich anielskich opiekunów czytamy o tym w (Mateusza 18:10). W każdym razie takie przedstawienie odbiorcy jeszcze bardzie podkreśla, że ten  list jest do nas dzisiaj. Nie jest tylko przesłaniem do pierwszego pokolenia chrześcijan, ale jest przesłaniem do chrześcijan każdej epoki, każdego kościoła i zawsze będzie aktualne. Jezus jest tym, który trzyma siedem gwiazd i przechadza się pośród siedmiu świeczników. Wcześniej w (Obj. 1,20) czytamy że siedem gwiazd to aniołowie siedmiu zborów, a siedem świeczników to właśnie te siedem zborów.
Bardzo wyraźnie Chrystus chce pokazać efeskim chrześcijanom, że to On jest Panem kościoła. Kościoła chrześcijańskiego nie założył żaden zwykły człowiek nie zrobił tego Piotr nie zrobił tego Paweł ani inny z apostołów. Kościół chrześcijański nie jest wymysłem ludzi, ale jest to Boża wola dla świata. Kościół jest własnością Chrystusa On go powołuje i On może zakończyć Jego istnienie. Drodzy musimy sobie zadawać z tego sprawę, że Chrystus jest Panem kościoła. Tam gdzie spotykają się ludzie w imieniu Jezusa tam jest kościół powołany przez Boga. Nie ustanowił go żaden człowiek nie założyłem go ja ani Krzysztof nie założyłeś go również ty. Jeśli jest chrześcijańska w wspólnota to została wzbudzona przez Chrystusa i do niego należy. Być może Chrystus przypomina Efezjanom o tym by nie przypisywali sobie chwały z powodu istnienia ich kościoła, by przypomnieli sobie z jakiego powodu w ogóle istnieją i do kogo należą. Być może w tym wielkim portowym mieście efescy chrześcijanie zaczęli polegać na sobie i własnych zasługach, interesach, znajomościach. Chrystus przypomina im, że istnieją tylko dlatego, bo On tego chce i ich podtrzymuje. Bardzo łatwo w chwili dobrobytu, dobrej passy, powodzenia przestać polegać na Bogu. Człowiek wtedy obrasta w pychę, czuje się bardzo dumny i uważa, że inni powinni się z nim liczyć. Gdy w życiu nam się powodzi ludzie bardzo szybko zapominają, że są prochem, para wodną, która na chwilę się pojawia, a później znika.
Chrystus także wspiera swój kościół mocą Ducha Św. Właściwie kościół chrześcijański jest jedyną instytucją na świecie w której mieszka Bóg. Jak w Starym Przymierzu Bóg na ziemi przebywał w świątyni Salomonowej tak w nowym Przymierzu Kościół jest świątynią Boga Żywego w której On przebywa. Pan Jezus Chrystus jest obecny w swoim kościele i zależy mu na nim, dlatego też czytamy ten list. Oczywiście dla Boga kościół, to nie są budynki. To nie są wspaniałe budowle wzniesione ręką zręcznego architekta. Ale kościół chrześcijański do którego zwraca się Chrystus, to ludzie odrodzeni przez Ducha Św. to ty i ja, to my. Ludzie którzy zostali zbawieni przez Chrystusa napełnieni Duchem Św. i połączeni w jedną całość w kościół, budowlę żywą i świętą wzrastającą na chwałę Boga. Należy to wyjaśnić, bo jest wiele nieprawdziwych twierdzeń na temat tego czym jest kościół i do kogo należy.
W związku z tym, że Chrystus panuje nad kościołem i wspiera Go mamy pewne zwycięstwo w nim. On obiecał nam, że bramy piekielne kościoła nie przemogą (Mateusza 16:18). Nie ma znaczenia jak bardzo szatan będzie się starał zniszczyć kościół, nie ma znaczenia jak wielkie prześladowania spotkają kościół mamy wspaniałą obietnice Chrystusa, że kościół nigdy nie zostanie zwyciężony przez zło, fałszywe nauczanie, grzech. Wierzący mają pewne zwycięstwo jeśli tylko spoglądają na Chrystusa, jeśli tylko mu ufają, już niebawem okażemy się zwycięzcami, to co zwycięża świat to nasza wiara w Chrystusa  (1 Jana 5:5).
Następnie Jezus mówi do tego zboru, że ich zna. Zna całe ich życie wie wszystko o ich staraniu zaangażowaniu, wie o ich poświęceniu i miłości do niego. Wie na czym im naprawdę zależy. Jezus ich zna jak nikt inny mówi o ich uczynkach o zmaganiu jakie ponoszą dla ewangelii. Chwali ich wytrwałość i to że zdemaskowali złych ludzi, oszustów podających się za apostołów. Chwali również ich za to, że byli gotowi cierpieć dla ewangelii i nie poddali się. I gdybyśmy z zewnątrz przyglądali się temu kościołowi pewnie doszlibyśmy do wnioski, że jest to świetny zbór nie mający żadnych braków. A jednak Bóg widzi coś więcej, Bóg widział stan ich serca i mimo tak wielkiego zaangażowania i poświęcenia czegoś im brakowało. Brakowało im pierwszej miłości już nie kochali swojego Pana tak jak dawniej, wtedy kiedy się nawrócili. Gdzieś na drodze chrześcijańskiego życia oziębli, osoba Chrystusa straciła na znaczeniu. Być może inne rzeczy na nowo zaczęły przykuwać ich uwagę. Może to była jakaś świecka rozrywka, której było wiele w Efezie, może były to codzienne sprawy doczesności które także skutecznie potrafią odciągnąć nas od Chrystusa. Może jakieś świeckie plany i ambicje przysłoniły co jest naprawdę ważne, a może nawet służba w kościele stała się dla nich ważniejsza niż osoba której służyli. Porzucili swoją pierwszą miłość – czynili wiele rzeczy dla Pana, ale już nie byli w tym tacy oddani tacy radośni ich serce było gdzie indziej. Jezus właśnie to, im ma za złe że nie chodzą w pierwszej gorliwej miłości, w pierwszym poświęceniu w gotowości na wszystko. Pamiętacie jak to jest poznać Pana pierwszy raz doświadczyć Jego miłości, przebaczenia, pamiętacie ile jest w tym radości, pokoju, lekkości,. Bóg chce aby nasza miłość do niego stawała się coraz bardziej dojrzała, ale nie chce by była ona mniej gorliwa jak na samym początku. Jest wiele rzeczy na tym świecie, które już po naszym nawróceniu próbują skraść nasze serce, ale nasze serce należy się Chrystusowi.
Widzimy także, że Bóg nie chce bylejakości w naszym życiu, nie chce żeby to nasze życie chrześcijańskie jakoś wyglądało, ale chce żeby służba chrześcijanina było płomienna, gorąca oddana, pełna pasji i miłości do Boga.
Rzymian 12:11  w gorliwości nie ustawając, płomienni duchem, Panu służcie,
Drodzy jest takie niebezpieczeństwo, że nasza miłość do Chrystusa osłabnie, wypłowieje stanie się bardziej przyzwyczajeniem niż gorącym porywczym uczuciem.  Jest to podobnie do tego gdy zakochamy się w drugiej swojej połowie. Na początku tej pierwszej miłości zakochani wzroku nie mogą od siebie oderwać, nie chcieliby nawet na chwile się rozstawać nic ich nie interesuje po za nimi. Są całkowicie pochłonięci sobą nawzajem, ale po pewnym czasie ta miłość może spowszednieć stać się przyzwyczajeniem niepodsycane uczucie szybko gaśnie. Podobnie i nasze życie z Chrystusem jeśli nie jest połączone z nim w relacji jeśli nie szukamy społeczności z nim dostatecznie mocno, jeśli tracimy z oczu sens i cel naszego życia, to nasza miłość do Chrystusa przygasa.  Może się tak stać zarówno w naszym osobistym życiu jak i w życiu całego kościoła.
W Ks. Jeremiasza Bóg ma za złe Izraelowi, że utracił swoją pierwszą miłość:
Jeremiasza 2:1  I doszło mnie słowo Pana tej treści:
2  Idź i wołaj do uszu Jeruzalemu tymi słowy: Tak mówi Pan: Pomnę na miłość twojej młodości, na uczucie czasu twojego narzeczeństwa, gdy chodziłeś za mną na pustyni, w kraju nie obsiewanym.
3  Izrael był poświęcony Panu, był pierwocinami jego plonów, wszyscy, którzy go kąsali, ściągali na siebie winę, nieszczęście na nich spadało, mówi Pan.
4  Słuchajcie słowa Pańskiego, domu Jakuba i wszystkie rody domu izraelskiego!
5  Tak mówi Pan: Jakie zło znaleźli wasi ojcowie u mnie, że oddalili się ode mnie, a poszli za marnością i zmarnieli?
Izrael również na początku był oddany gorliwy i poświęcony Panu, ale później gdy weszli do ziemi obiecanej przestało im zależeć, przestali się starać i przestali kochać Boga jak dawniej. Dbajmy o pierwszą miłość o pasje dla naszego Pana, dbaj o to by nic nie skradło twojego serca. Czy to praca, rozrywka, hobby, nałogi, wszelki grzech. Twoje serce twoje życie jest poślubione innemu, Jezusowi Chrystusowi On wydał samego siebie za twoje życie. On kupił sobie ciebie na własność i zapłacił najwyższą cenę nie pogodzi się teraz z drugim miejscem, tandetą.
Dalej Pan mówi, że jeśli taka sytuacja ma miejsce, jeśli utraciliśmy pierwszą miłość, to nie możemy pozostać obojętni na ten stan duchowy. Brak miłości do Chrystusa jest grzechem powinniśmy pokutować z tego, przeprosić Pana i prosić Go by na nowo pomógł nam rozpalić ten płomień miłości. Jest taka pieśń, która mówi „Powróćcie dziś do Pana całym sercem” Jeśli utraciłeś pierwszą miłość powróć dziś do Pana całym sercem. Wspomnij na to jak kochałeś Go dawniej jak radowałeś się jego osobą, ile czasu spędzałeś nad Jego Słowem, jak wspaniale odpowiadał na twoje modlitwy. Jeśli postanowisz upamiętać się i przyjść do Boga On cię przyjmie.
Ale jeśli jako Kościół lub jednostka zlekceważymy ten stan, to wtedy Jezus mówi, że ruszy nasz świecznik ze swego miejsca.  Może to oznaczać poważne doświadczenia dla kościoła, a nawet to, że taki kościół przestanie istnieć. Ruszenie świecznika o którym mówi Jezus oznacza sąd nad kościołem nad naszym życiem wedle słowa:
Hebrajczyków 12:6  bo kogo Pan miłuje, tego karze, i chłoszcze każdego syna, którego przyjmuje.
Celem Bożym takiego ruszenia świecznika jest potrząsnąć, obudzić, zachęcić do większej gorliwości i aktywności.
Z listu Ap. Pawła do Efezjan który został napisany około 40 lat wcześniej widać, że była to bardzo aktywna społeczność w tym regionie. Sam Paweł był założycielem tego kościoła i przekazał mu swoją charyzmę, gorliwość i oddanie Bogu. Ale po 40 latach już nie jest to ta sama społeczność, potrzebują świeżości, nawrócenia, upamiętania. Jezus mówi: „wspomnij na to z jakiej wyżyny spadłeś i upamiętaj się”.
Byli wysoko duchowo w społeczności z Jezusem, ale teraz ich uczynki i postępowanie nie jest tak gorliwe i oddane jak na początku.
Proszę zwróćcie uwagę na to, co świadczy o głębokiej miłości do Jezusa Chrystusa w 5 wersie czytamy że miłość do Chrystusa mierzymy miarą posłuszeństwa, uczynków.
 1 Jana 2:6  Kto mówi, że w nim mieszka, powinien sam tak postępować, jak On postępował.
1 Jana 1:6  Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy.
Jeśli rzeczywiście kochamy Chrystusa, to będziemy wzrastać w naszym posłuszeństwie dla Niego. Ale gdy nasza miłość do Pana słabnie, słabnie również nasze posłuszeństwo i oddanie. Stajemy się coraz bardziej zajęci swoimi sprawami, a coraz mniej obchodzą nas sprawy Królestwa Bożego, a coraz bardziej pochłania nas życie dla ciała
Chrystus wnikliwie przyjrzał się tej społeczności i mówi, że da im jeszcze czas, bo na swoją obronę mają nienawiść do grzesznych uczynków nikolaitów.
Nikolaici była, to sekta o kierunku gnostyckim i libertyńskim. Zależało im na tym żeby zatrzeć różnice między życiem chrześcijańskim i pogańskim. Zachęcali oni do brania udziału w ucztach, w pogańskich świątyniach i do nierządu sakralnego. Wcześni historycy kościoła tacy jak Ireneusz mówią że „nikolaici prowadzili życie nieograniczonego pobłażania sobie”. Konstytucje Apostolskie mówią o nikolaitach jako o „bezwstydnych w nieczystości”
List do zboru w Pergamonie mówi, że nikolaici zachęcali do spożywania rzeczy ofiarowanych fałszywym bogom oraz do niemoralności seksualnej.
Tak więc owa sekta to ludzie, którzy próbowali połączyć naukę chrześcijańską z pogańską niemoralnością. Być może nauczali, że zakon nas teraz nie obowiązuje jesteśmy zbawieni przez łaskę więc żyjmy jak nam się podoba. Przed podobnym sposobem myślenia przestrzega Ap. Pawel w liście do Galatów żeby pod pozorem wolności w Chrystusie nie pobłażać ciału (Galacjan 5:13).
Nasz Pan ma upodobanie w czystości, prawości, sprawiedliwości On zwraca uwagę na nasze życie. Zwraca uwagę na życie naszego kościoła On szuka sprawiedliwych uczynków, które świadczą o prawdziwej miłości do niego. Na koniec mówi do Efezu, że po to dał im uszy by słuchali Jego głosu. Inaczej mówiąc Jezus wzywa nas do otworzenia swoich serc na Jego przesłanie i pragnie byśmy szczególe byli wyczuleni na to co ma nam do powiezienia. Pamiętam, że któregoś razu pewna z telewizja zrobiła sondę pośród ludzi wychodzących z kościoła i postawiono im pytanie co było treścią kazania? Niewielki procent ludzi zaraz po wyjściu ze społeczności potrafił przywołać treść przesłania „kto ma uszy niechaj słucha co Duch mówi do kościoła”
Kaznodziei Salomona 4:17  Pilnuj swoich kroków, gdy idziesz do domu Bożego, i nastaw się na słuchanie, gdyż jest to lepsze niż ofiary składane przez głupich; bo nie umieją nic innego, jak tylko czynić zło.
Słuchając uważnie Słowa Bożego i wprowadzając go w czyn staniesz zwycięzcą dziedziczącym wspaniałe obietnice.
Jezus obiecuje tym którzy będą słuchać Jego słowa i wezmą sobie je do serca, że da im spożywać z drzewa żywota. Po upadku człowieka Bóg zabronił mu spożywania z tego drzewa (Rodzaju 3:22) w rezultacie człowiek został wypędzony z raju i pozbawiony możliwości życia wiecznego. W tradycji hebrajskiej uważano, że gdy Mesjasz powróci i ustanowi nowy wiek, to drzewo życia na nowo będzie dostępne. Spożywanie z drzewa żywota oznacza czerpanie radości z wszystkiego co przygotował Bóg dla zbawionych.
1 Koryntian 2:9  Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują.
Drodzy Chrystus przechadza się między nami, przygląda się naszej społeczności, przygląda się twojemu życiu. Od niego zależy istnienie i rozwój naszego kościoła od Niego zależy twoje życie. Trwaj z nim w społeczności i pozwól by ogień Ducha Św. miłości do Pana nie został stracony lub porzucony. Jeśli to się stało szukaj Go na nowo i powróć do wcześniejszej gorliwości, a On będzie z tobą. Mamy przed sobą wspaniałą nagrodę więc biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, a już niebawem będziemy w raju Bożym Amen.


Artemida


Świątynia Artemidy

  



5.07.2012

Fred Francis Bosworth (1877-1958)


Przełom XIX i XX stulecia przyniósł odnowienie Bożego uzdrowienia w Kościele Jezusa Chrystusa, a płomień przebudzenia błyszczał jasno w coraz to innych rejonach naszego globu.
Trzeba by bardzo długiej listy nazwisk, ludzi takich jak John Alexander Dowie czy założyciel Armii Zbawienia generał William Booth, aby ukazać w pełni wielkie Boże osobowości tego okresu. Od samego początku próbowano zepchnąć działanie Ducha Świętego na margines chrześcijaństwa. Na przykład instytucjonalne kościoły określały spotkania Armii Zbawienia mianem "orgiastycznych"- cokolwiek miało by to znaczyć.
Wielu Bożych ludzi zdawało sobie sprawę z tego, że dzieło reformacji nie zostało doprowadzone do końca, że Bóg pragnie krok po kroku, systematycznie przybliżać nas do prostoty wiary z czasów Nowego Testamentu. Tak jak Charles Parham i William Seymur byli pionierami przebudzenia zielonoświątkowego na początku naszego wieku, tak F.F. Bosworth i E.W.Kenyon położyli fundament pod wszystko, co dziś nazywamy "ruchem wiary". Właśnie Bosworth podkreślił ponad wszystko, że gdzieś tam w głębi naszych serc, jest gorące pragnienie ocalenia Księgi Dziejów Apostolskich, przed sprowadzeniem jej do roli tylko i wyłącznie zapisu historycznego. Z pewnością i dziś znalazłoby się trochę takich ludzi, którzy byliby zadowoleni z takiego stanu rzeczy kontynuując swą ludzką, pozbawioną mocy Ducha Świętego koncepcję chrześcijaństwa. Lecz Bosworth właśnie w tej Księdze dziejów Apostolskich ujrzał podstawowy wzorzec dla współczesnego Kościoła.
Lester Sumrall opisał w swej książce "Pionieers of Faith" spotkanie z F.F. Bosworthem, jak go określił - człowiekiem pełnym uniżenia i poczucia humoru. Miało to miejsce w roku 1954, w kościele prowadzonym przez Sumralla w South Bend. Dokładniej mówiąc pojawiło się tam dwóch i to całkiem już niemłodych mężczyzn, a był to duet nietuzinkowy. Tym drugim obok Boswortha był Raymond T. Richey i można mieć całkowitą pewność, że w usłudze i owocach uzdrowienia jako para, nie mieli wówczas sobie równych na całej powierzchni Ziemi. Jak wspomina Lester Sumrall:
,,Richey i Bosworth byli niesamowici w swej wspólnej usłudze uzdrawiania i nauczania. Bosworth zwykle przedstawiał świadectwa z przeszłości, a Richey kładł ręce i modlił się o ludzi. Byli jak dwuosobowa drużyna baseballowa. Stanowili połączenie dwóch powiewów Ducha Świętego. Richey wywodził się z XIX-wiecznego ruchu uświęceniowego a Bosworth był Zielonoświątkowcem. Nasi ludzie w South Bend nie widzieli dotąd czegoś takiego na oczy. Rzeczywiście od czasów Billy Sunday'a nie było w tych okolicach żadnego Bożego poruszenia. Na spotkaniu prowadzonym przez parę Richey - Bosworth pojawiło się wielu Katolików, a działo się to za sprawą przedsiębiorstwa Studenbecker Automobile Association zatrudniającego w tych okolicach pracowników okresowych z Polski i Węgier. Ludzie ci przyzwyczajeni do szeregu religijnych tradycji, właśnie tam po raz pierwszy zostali zderzeni z prawdziwą Bożą mocą. Bóg odnajduje ludzi w najdziwniejszych miejscach i najbardziej nietypowych okolicznościach".
Fred Francis Bosworth urodził się w 1877 roku w okolicach Utica w stanie Nebraska, w rodzinie farmerskiej. Jego ojciec był weteranem wojny secesyjnej. Bosworth był niezwykle utalentowany muzycznie, już jako nastolatek koncertował w Medison Square Garden w Nowym Jorku, a następnie grał w słynnej orkiestrze Johna Alexandra Dowie.
W wieku szesnastu lat młody Bosworth trafił na przebudzeniowe spotkanie w kościele metodystycznym, gdzie odpowiadając na wezwanie kaznodziei, postanowił oddać swe życie Chrystusowi. Był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym, trudno znaleźć zawód, w którym choćby przez kilka dni nie pracował. Miało miejsce szereg zabawnych incydentów właśnie z tych czasów, gdy wracał w swych kazaniach do przeszłości. Wywoływało to salwy śmiechu na sali. Potrafił przekazywać te historie w niezwykle barwny sposób. Pewnego dnia, gdy trafił na salę operacyjną jako asystent chirurga, który dokonywał zabiegu na rannym w wyniku postrzału chłopcu, nie zwracając uwagi na kilkudziesięciostopniową różnicę temperatur (był to środek zimy), wyszedł na zewnątrz aby złapać kilka świeżych oddechów. Ten nieodpowiedzialny krok stał się powodem skomplikowanego zapalenia płuc. Po ośmiu latach cierpień, oświadczono mu, że jest w beznadziejnym stanie, choroba posunęła się tak daleko, że pozostało mu co najwyżej kilka tygodni życia. Lecz nie to miał w planie Ten, który powołał Bosworth'a do potężnej usługi uzdrawiania. Jeszcze tego samego dnia, przybity smutkiem Bosworth postanawia po raz ostatni przed śmiercią odwiedzić swoich rodziców. Gdzieś w połowie drogi do swej rodzinnej miejscowości, dostrzegł niewielki kościół Metodystów i po chwili niepewności postanowił wstąpić do środka. Niezwykle miła starsza pani - Mattie Parry, właśnie tam, powiedziała wprost - Bóg pragnie cię uzdrowić. I rzeczywiście po krótkiej modlitwie wszystkie symptomy śmiertelnej choroby zniknęły.
Kolejnym ważnym krokiem dla Boswortha był 18 października 1906 roku, gdy to pod wrażeniem pełnego namaszczenia kazania Charles'a Parham'a, Bosworth zostaje ochrzczony Duchem Świętym i zaczyna mówić innymi językami. Dokładnie tego dnia jego serce rozpala wizja głoszenia Bożego Słowa.
Czas na wypełnienie tej wizji niebawem nadszedł. Cztery lata później Bosworth został pastorem jednego z kościołów "Assembly of God" ("Zgromadzenie Boże" - denominacja zielonoświątkowa w USA) w Dallas w Teksasie. Bardzo dużo zawdzięczał żonie, która stała się w tej pracy jego najbliższym współpracownikiem. Przez osiem lat, ich wspólna służba przyniosła wiele sukcesów, choć wcale nie przychodziło to łatwo. Setki przyjęły zbawienie i chrzest w Duchu Świętym właśnie w tym kościele.
W 1912 roku wielka ewangelistka Maria Woodworth-Etter, wraz z misją namiotową, na kilka miesięcy zawitała do kościoła prowadzonego przez Bosworht'ów. Była to wielka lekcja usługi w mocy Ducha Świętego. Niepoliczalne tłumy dzień w dzień przybywały, z najdalszych nawet zakątków Stanów Zjednoczonych - setki z nich otrzymywało uzdrowienie, tysiące przyjmowały zbawienie.
Następne lata przyniosły szybki rozwój służby Bosworth'a. W roku 1918 wystąpił z "Assemblies of God". Powodem była oficjalna doktryna tej denominacji, w myśl której chrzest Duchem Świętym był bezpośrednio połączony z darem mówienia językami. Bosworth stanowczo odrzucał taką interpretację. Wyraźnie czuł, że taka postawa stawia na pierwszym miejscu dar, ignorując jego Dawcę. Było to dość bolesne rozstanie. Bosworth przyłączył się do "Christian and Missionary Alliance" - organizacji skupiającej się na służbie ewangelizacyjnej. Był to niezwykle aktywny okres w jego życiu, wraz ze swym bratem Bert'em przemierzali szerokie połacie Stanów Zjednoczonych głosząc i modląc się o chorych.
Na jednym z organizowanych przez nich spotkań w roku 1919 w Pittsburgh'u zanotowano około 5000 ludzi, którzy przyjęli nowe narodzenie w dwa lata później w Detroit miał miejsce jeden z najbardziej dramatycznych cudów dokonanych przez Boga w całej służbie Bosworth'a - na oczach kilkuset osób pewna kobieta odzyskała wzrok. Rekordowa była krucjata w stolicy Kanady - Ottawie, gdzie przez kilka dni audytorium mieszczące 11000 osób, pękało w szwach na każdym spotkaniu.
Boży cud uzdrowienia był sednem nauczania Bosworth'a, lecz sposób w jaki prezentował on jego miejsce w Bożym Słowie był czymś zgoła nowym. Wielokrotnie powtarzał, że dopóki osoba pragnąca uzdrowienia nie ma całkowitej, opartej na Słowie pewności, co do tego, że Bóg pragnie ją uzdrowić, szuka plonu tam gdzie nie posiała nawet jednego ziarna. Każdy chory musi pamiętać, że Boża wola dotycząca uzdrowienia, jest jak nasienie, które musi zostać zasiane w jego sercu i umyśle. Tak jak żaden grzesznik nie zostanie chrześcijaninem, zanim nie uwierzy, że Bóg pragnie jego zbawienia. A każdy kto mówi, że Bóg pragnie go uzdrowić, nie opierając tego na Jego Słowie jest jak farmer mówiący: "Wierzę, że Pan da mi obfite żniwa w tym roku, choć nie zasiałem ani jednego ziarna".
Nauczając bardzo często powtarzał cytat z 4 rozdziału Przypowieści Salomona 20-22, mówiąc, że Boże Słowo nie wniesie uzdrowienia ani dla ciała, ani dla duszy dopóki nie zostanie po pierwsze: wysłuchane; po drugie: przyjęte; po trzecie: użyte. Zwracał uwagę, że Słowa Boga są życiem tylko i wyłącznie dla tych, którzy je znajdują.
Niemalże rewolucyjnym jak na tamte czasy, było jedno z jego kazań, w którym słowa: "Panie, jeśli jest to Twoją wolą..." określił jako coś "zabójczego" dla modlitwy wiary. Powiedział wtedy: "... Ewangelia nie pozostawia nas w niepewności. Ziarno pozostaje martwe do chwili zasiania. Wielu zamiast wołać - módl się o mnie, powinno mówić - ucz mnie Bożego Słowa...". Mawiał, że wiara jest oczekiwaniem tego, że Bóg będzie czynił to czego jesteśmy pewni, iż jest Jego wolą.
Bosworth nazwał "odkupieńczym" 53 rozdział Księgi Izajasza. To właśnie tam jest widać, jak na dłoni, że dzieło odkupienia to nie tylko zbawienie ale i uzdrowienie, jedno i drugie dla każdego. Jak mawiał:" To co Jezus robi dla tych, którzy przychodzą do Niego po błogosławieństwo jest po prostu dla nich samych, lecz to co Jezus dokonał na Golgocie stało się faktem dla wszystkich . Ojciec wyraził Swą wolę, przez Niego..."
Bosworth był pionierem w służbie głoszenia Ewangelii poprzez radio, po drugiej wojnie światowej. Mimo podeszłego wieku niezwykle aktywnie uczestniczył podczas słynnego uzdrowieńczego przebudzenia, które wstrząsnęło całą Ameryką, odbijając się szerokim echem na całym niemalże świecie. Pozostawał jako kaznodzieja pod dużym wpływem nauczania E.W. Kenyon'a, czego wcale nie ukrywał. Książka "Christ the Healer" ('Chrystus Uzdrowiciel') stała się dziełem ponadczasowym, bestsellerem dostępnym do dziś. Jego służba bardzo mocno wpłynęła na usługę wielu wielkich Bożych osobowości naszego wieku - jak chociażby na szeroko prezentowanego na łamach "AF" - T.L.Osborna.
Od roku 1952 aż do swej śmierci w 1958 roku Bosworth całkowicie oddał się pracy misyjnej w Afryce. Na jedno tylko ze spotkań, które miało miejsce w Durbanie, potrafił przyciągnąć 75 000 ludzi. Oprócz tego głosił na Kubie, w Niemczech, w Szwajcarii i Japonii. Szacuje się, że ponad milion ludzi postanowiło przyjąć Chrystusa do swego serca, pod wpływem usługi F.F. Bosworth'a.
Robert Michalski
BIBLIOGRAFIA:
"Pionieers of faith" Lester Sumrall, Harrison House, 1995
"Christ the healer", F.F. Bosworth, Power House, 1973

Łączna liczba wyświetleń