6.10.2016

Mieć Syna Bożego, to mieć życie wieczne 1 Jana 5,11-12


Drodzy dzisiaj obchodząc pamiątkę Wieczerzy Pańskiej mamy okazje na nowo sobie przypomnieć, że jedyne prawdziwe życie, które zostało dane człowiekowi, to zostało dane przez Pana Jezusa Chrystusa. Jak mówi Jan, że życie wieczne dał nam Bóg, a to życie jest w Jego Synu, kto ma Syna Bożego, to ma żywot wieczny, kto nie ma Syna Bożego to nie ma żywota wiecznego (1 Jana 5,12). I nie ma dla nas większej radości, większego pokoju, większej pewności niż ta która wynika z posiadania Syna Bożego. Posiadanie Syna Bożego jest gwarancją życia wiecznego, jest gwarancją przebaczenia grzechów, jest gwarancją wejścia do królestwa Bożego.
Ale czym tak właściwie jest posiadanie Syna Bożego, jak mogę wejść w Jego posiadanie, co to znaczy mieć Syna i w wyniku tego mieć życie wieczne?
Przypomina mi to pewną sytuacje, którą opowiadał mi mój znajomy, że kiedyś prowadził spotkanie podczas którego głosił ewangelię i tam właśnie przeczytał wiersz 12, 5 rozdz. 1 Listu Jana „Kto ma syna ma żywot”. Gdy skończył czytać ktoś odezwał się, „a co z tymi którzy mają córkę”? Wtedy zdał sobie sprawę z tego, że wiele osób nie rozumie, co to znaczy tak naprawdę posiadać syna Bożego. A przecież od tego, zależy wszystko, zależy cała moja wieczność, czy spędzę ją w niebie, czy w piekle. Od posiadania Syna Bożego zależy każdy mój kolejny dzień, przychylność Boga, Boże błogosławieństwo, pokój Boży który wypełnia serce człowieka wierzącego, radość wynikająca ze zbawienia i pewność nadziei Jutra, która przyświeca tym co uwierzyli w Chrystusa.
No właśnie,  najprościej gdybyśmy chcieli to wytłumaczyć, to posiadać Syna Bożego znaczy wierzyć w Pana Jezusa, zaufać Mu w swoim sercu, uwierzyć, że On zapłacił za moje grzechy na Krzyżu Golgoty i przez wiarę znaleźć się w Nim. Znaleźć się pod działaniem Jego łaski, Jego przebaczenia, działania mocy Jego Ducha Św. Mieć Syna to też znaczy, że Bóg wraz Synem, Bożym przez Ducha Św. zamieszka w sercu człowieka. I od tej chwili gdy to nastąpi, człowiek stanie się inny, nowy, pragnący Boga. Pragnący Boga tak mocno jak zeschła ziemia pragnie wody (Ps. 143,6), Słowo Boże nazywa to nowym narodzeniem, narodzeniem z Boga, nowym życiem, które człowiek otrzymuje od Boga.
I od chwili gdy znajdziesz się w Chrystusie, gdy Chrystus stanie się twój, a ty Jego, gdy będziesz mógł powiedzieć z serca, że On jest twoim Zbawicielem, nie tylko Zbawicielem świata, innych ludzi, ale twoim osobistym zbawicielem, od tego momentu możesz powiedzieć że masz Syna Bożego.
Apostoł Paweł wyraził to w ten sposób
Flipian 3:9  I znaleźć się w nim, nie mając własnej sprawiedliwości, opartej na zakonie, lecz tę, która się wywodzi z wiary w Chrystusa, sprawiedliwość z Boga, na podstawie wiary,
Pragnieniem Pawła i pragnieniem każdego człowieka, który doszedł do wiary w Chrystusa jest odrzucić przed Bogiem wszelką swoją chlubę, wszelką swoją dobroć i zdać sobie sprawę z tego, że jestem grzesznikiem i sam nie jestem w stanie zapłacić za swoje grzechy. Tylko Pan Jezus swoją krwią, swoją ofiarną śmiercią może zapłacić za mnie przed Bogiem, może odkupić moją winę. Paweł mówi, ukryć się całkowicie w Chrystusie, pokochać Go jak najbardziej, oddać Mu się bez reszty i przestać zwracać uwagę na siebie, a całkowicie skierować swoje oczy na Pana Jezusa i w ten sposób stać się Jego uczniem, Jego naśladowcą, Jego świadkiem i mieć Syna Bożego. I wtedy kiedy ty będziesz  miał Jego, On będzie miał ciebie. Wtedy staniemy się dziećmi Bożymi, bo ci którzy wierzą w imię Jego, tym Bóg dał przywilej by stali się częścią Bożej rodziny (Ew Jana 1,12).
Tak więc widzimy, że mieć Syna Bożego to nie znaczy posiadać jakąś materialną rzecz, jakiś opłatek, obrazek, medalik, figurkę, jakieś sakramenty, ludzkie zapewnienia ale tzn. posiadać Ducha Św. w swoim sercu, który wzywa nas do społeczności z Ojcem i Synem i który nieustannie rozpala nasze serce byśmy uwielbiali Boga i byli Mu posłuszni.
I Pismo Św. mówi, że ci którzy mają Syna Bożego, ci którzy w niego uwierzyli i mają społeczność z Bogiem przez wiarę w Jego Syna, ci właśnie ludzie weszli w posiadanie unikalnego daru. Daru którego wartość przekracza cokolwiek innego, co moglibyśmy otrzymać, albo na co moglibyśmy zapracować, daru którym jest życie wieczne.
Jest to życie na wieki z Bogiem, jest to zwycięstwo nad śmiercią, jest to pewność że moja przyszłość może być tylko lepsza. I taką perspektywę ma każdy chrześcijanin, każdy kto ma Syna Bożego, każdy kto dba o społeczność z Nim. Wtedy Pan ustawicznie i cały czas odnawia i odświeża naszą nadzieje i sprawa, że moje serce pragnie coraz więcej Boga żywego(Ps. 84,3). Dla chrześcijan najlepsze jeszcze nie nadeszło.
Podczas rozmów przeprowadzanych ze starszymi lub z schorowanymi ludźmi, którzy wiedzą że zbliżają się do śmierci, wiedzą że lada dzień przyjdzie im rozstać się ze swoim życiem, często na pytanie „czego byś chciał lub chciała jeszcze w swoim życiu” pada odpowiedź – więcej czasu.
No właśnie, czas dla człowieka to jest deficytowy towar i nie możemy cofnąć wczorajszego dnia, wczorajszej godziny, czas nie idzie do tyłu, posuwa się tylko do przodu. I człowiek który nie zna Chrystusa i Pan Jezus nie stał się Jego, nie ma czasu, bo każda chwila może być jego ostatnią, każda chwila może zakończyć jego życie i czas dla niego się skończy, bo człowiek bez Chrystusa ma tylko to ziemskie życie. I ludzie którzy nie znają Pana podświadomie to wiedzą, oni mówią chcielibyśmy więcej czasu w obliczu śmierci, ale bez Chrystusa nie ma czasu, bez Chrystusa dzień śmierci wszystko przerywa. Kilka dni temu zmarł mój kuzyn, był w średnim wieku, wydawało się że ma jeszcze wiele lat przed sobą. Położył się do łóżka wieczorem i rano był martwy, śmierć zaskoczyła go we śnie. Lekarz stwierdził że w nocy spadł mu cukier i zapadł w śmiertelną śpiączkę. Jego czas się skończył. Z Chrystusem jednak, wtedy kiedy w Niego uwierzymy, kiedy mamy Syna, czas już nie goni nas jak śpiewa znany zespół „Arki Noego”. Teraz wieczność stoi przede mną otworem, teraz nie martwię, że moje życie upływa, że przybywa mi zmarszczek, że jestem coraz słabszy, nie boje się jutra, bo wiem że każdy kolejny dzień przybliża mnie do spotkania z moim Panem Jezusem, który powita mnie, w chwili gdy mój ziemski bieg się zakończy i wtedy zawsze już będziemy z Panem.
Drodzy czy mamy Syna Bożego, czy On jest nasz, a my jesteśmy Jego, czy wiesz to, czy to czujesz czy On rozpala twoje serce do służenia Mu i miłości do Niego. Czy podjąłeś decyzje by za nim iść i czynisz to każdego dnia biorąc na siebie swój krzyż, którym jest naśladowanie Pana. Jeśli nie masz takiej pewności możesz ją mieć przez uchwycenie się wiarą Chrystusa, przez złożenie swojej ufności w Nim, a gdy tak się stanie doświadczmy odpocznienia, On daje nam, ukojenie w naszych troskach, problemach, zmaganiach, w lęku i strachu i daje nam życie, i to nie byle jakie, życie na wieki.  




5.10.2016

Czy możemy utracić zbawienie?


Czy możemy utracić zbawienne jeśli rzeczywiście narodziliśmy się na nowo z Ducha Św?
To pytanie dzieli chrześcijan na całym świecie od wieków. I być może jest pytaniem w wyniku którego najczęściej w chrześcijańskich społecznościach i między braćmi dochodziło do podziałów. Już tak znani w Wielkiej Brytanii dwaj kaznodziejowie przebudzeniowi jak John Wesley i Georg Whitefield którym Anglia zawdzięcza wielkie przebudzenie w XVIII w poróżnili się na tym tle. John Wesley uważał, że zbawienie można utracić, Whitefield natomiast, że odrodzony człowiek jest wiecznie bezpieczny w rękach miłującego Boga.
I cała sprawa wydaje się dosyć smutna, bo Pismo Św. jest dosyć jasne jeśli chodzi o ten temat. Jednak wielu chrześcijan podważających wieczne bezpieczeństwo zbawionych ignoruje tak oczywisty fragment Słowa Bożego jak Rzymian 8,28-30
Rzymian 8:28  A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.
29  Bo tych, których przedtem znał, przeznaczył właśnie, aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci;
30  A których przeznaczył, tych i powołał, a których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych i uwielbił.
Słowo Boże nie pozostawia wątpliwości, każdy kto został powołany przez Boga do zbawienia, zostanie uwielbiony. Jeśli Bóg zaczął w nim dobre dzieło będzie je także pełnił do dnia Jezusa Chrystusa (Flp 1,6). W tym właśnie jest największe nasze pocieszenie, że dzieło mego zbawienia nie zależy ode mnie. Gdyby zależało ode mnie, nie mógłbym być w żadnym wypadku pewnym mego zbawienia, bo skąd mogę wiedzieć, że jutro, za tydzień, za miesiąc lub kilka lat, go nie stracę? Ale skoro dzieło naszego zbawienia zależy od Boga, zostało zainicjowane przez Niego przez powołanie mnie do żywota wiecznego i czuwa nad moim zbawieniem Bóg Wszechmogący, to mogę powtórzyć za apostołem Pawłem, że tych których przeznaczył, tych powołał, a tych których powołał, tych i usprawiedliwił, a których usprawiedliwił tych i uwielbił. Bóg żadnych rozpoczętych spraw nie zostawia niezałatwionych. Jeśli tylko rzeczywiście przyjąłeś Pana Jezusa Chrystusa i w wyniku wiary w Niego zostałeś/aś odrodzony twoje zbawienie jest postanowione.
Bóg jak mówi Paweł, robi wszystko każdego dnia byśmy stawali się podobni do obrazu Jego Syna. Nie tylko nas powołał, ale Duch Boży wstawia się za nami, a Bóg obraca wszystko, co ma miejsce w życiu wierzącego ku dobremu, by nasze uświęcenie, przemiana charakteru i chrześcijański wzrost dokonywały się każdego dnia. Dlaczego Pan to robi? Wydaje mi się, że istnieje tylko jednio wytłumaczenie, bo tak chce, bo tak postanowił. To jest Jego suwerenny wybór. Zwolennicy utracalności zbawienia („utracjusze”)  wielokrotnie z tym mają problem, mają problem z suwerennością Boga. Mają problem z postanowieniami Bożymi, bo suwerenne postanowienia Boga nie mieszczą się w ich zakresie pojmowania Jego osoby. Jednak Bóg jest zupełnie wolny w swoich wyborach i całkowicie niezależny od swego stworzenia. Jeśli coś postanowił (a w tym wypadku, że ci konkretni ludzie będą zbawieni) to tak będzie i nic nie może tego zmienić. I jak powiedział dalej w 8 rozdziale  ap. Paweł w  Rzym 8,38-39, że w związku Bożym postanowieniem jest pewien, że nic nie może człowieka odrodzonego przez Ducha Św. od Chrystusa odłączyć. Niektórzy zwolennicy utracalności zbawienia mówią „no tak, nic nie może odłączyć, ale człowiek sam może się odłączyć”. Tu musimy powiedzieć bardzo wyraźnie jeśli człowiek odrodzony chce się odłączyć od Boga, to tak naprawdę nie jest odrodzony. Na tym właśnie polega nowa natura, którą daje wierzącym Bóg, że od chwili nowego narodzenia mają nowe serce, nowe myśli, nowe motywacje, a to wszystko jest nakierowane ku żywotowi wiecznemu (Jana 4,14). Pan Jezus powiedział, że prawdziwe odrodzenie między innymi polega na tym, że nowe życie (woda żywota) które On nam da, pokonuje wszystko i nic nie może tego nowego życia zagasić. Ono nieustannie zdobywa nas, tryska z naszego wnętrza na zewnątrz, zwycięża nasz grzech, naszą cielesność, duchową apatię i wszystko inne co próbuje odłączyć nasz od miłości Bożej (Jana 4,4). Jest jak mała kiełkująca roślinka, która zaczyna rosnąć i rozsadzać wszystkie przeszkody na swojej drodze. Dzieje się w ten sposób, bo taka jest natura tego życia. Jest to życie Boże złożone w nas, z definicji niezniszczalne, wieczne. Życie które poczęło się w człowieku z postanowienia Bożego, a nie wyboru ludzkiego (Efez 1,4). Jeśli człowiek nawet dokonuje wyboru, by wybrać Jezusa Chrystusa, to jest to dziełem Bożej łaski. Pismo uczy nas, że człowiek jest duchowo martwy w wyniku upadków i grzechów (Efez 2,1). Jeśli rzeczywiście jest duchowo martwy, to jak martwy człowiek może wybrać Chrystusa? Miałem kilka razy w swoim życiu do czynienia z martwymi ludźmi i wiem o czym piszę, martwy nie może zrobić nic, bo jest martwy. Martwy duchowo człowiek potrzebuje Bożej łaski, potrzebuje Bożego dotknięcia. Z pomocą przychodzi nam Ew. Jana 6,44, że to Bóg Ojciec pociąga nas do Jezusa. To On sprawia, że do Niego przychodzimy, to On sprawia że Go wybieramy, a nie nasza wolna wola, chęć, czy pragnienie. Nasza wolna wola, na którą tak często powołują się zwolennicy utracalności zbawienia nie może wybrać Jezusa, bo jest zdominowana przez grzech. O tym również mówił Pan Jezus w Ew. Jana, że każdy kto grzeszy jest niewolnikiem grzechu (Jana 8,34). To co możemy wybrać w życiu dzięki naszej wolnej woli, to grzech. I to właśnie bez Bożej pomocy i Bożej łaski wybieramy, wybiera to cały świat. Życie w grzechu jest naturalnym stanem każdego człowieka. Grzesznik sam z siebie nie może się zdobyć na żaden gest w kierunku Boga z wyjątkiem grzechu. Reformatorzy nazywali to całkowitą deprawacją, całkowitym zepsuciem, wszystkie nasze cnoty są jak szmata krwią zbroczona (Izaj 64,6). Pan Jezus powiedział, że każdy kto źle czyni nienawidzi światłości i nie zbliża się do niej (Jana 3,20), do światłości zbliża się tylko ten, którego czyny są dokonane w Bogu (Jana 3,21). Chodzi o takie czyny które są wynikiem Bożej mocy działającej w człowieku. Tylko człowiek będący w Bogu tzn. w Chrystusie zbliża się do Boga. Człowiek sam z siebie nie może wybrać Boga, bo go nienawidzi, ciało pożąda przeciwko Duchowi (Gal 5,17). Apostoł Paweł również powiedział w (1 Kor 2,14) że człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego i nie może ich poznać, bo należy je rozsądzać Duchem Bożym.
Więc pomysł, że człowiek ma na tyle wolnej woli, by wybrać Boga jest całkowicie sprzeczny z Pismem Świętym. To jest pomysł teologii katolickiej, że zbawienie człowieka jest dziełem Bożym i ludzkim art. I punkt III podpunkt 155 dział „Wierzę Wierzymy”.   

Boże wybranie
Biblia wyraźnie uczy nas, że staliśmy chrześcijanami nie dlatego, że my coś uczyniliśmy, ale dlatego że Bóg coś uczynił. On wydał swojego syna i posłał Go do nas. Bóg zaplanował całe zbawienie przed wiekami, przed założeniem świata o czym apostoł Paweł powiedział jasno w liście do Efezjan
Efezjan 1:3 Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich w – Chrystusie.
4 W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości
5 przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli.
Czemu w ogóle możemy chwalić Boga? czemu mogliśmy Go poznać? Czemu możemy wierzyć w Pana Jezusa? Czemu tak się dzieje? Powiedzcie mi z jakich powodów to jest możliwe? Czy jesteśmy bystrzejsi niż inni którzy Pana Jezusa nie wybrali? Czy jesteśmy od nich mądrzejsi, bardziej inteligentni? Czy przeczytaliśmy więcej książek, bardziej interesowaliśmy się tymi sprawami, czy sami do tego doszliśmy? Czy to sprawiło że Go wybraliśmy? Nie, wybraliśmy Chrystusa, bo Bóg tak zaplanował zanim się urodziliśmy, zanim świat powstał. Nawet więcej, nie my go wybraliśmy to On wybrał nas (Jana 15,16). To On, odwieczny Bóg spowodował przez różne okoliczności, swoją opatrzność i potężną swoją moc, że w odpowiednim czasie w historii nawróciliśmy się. Na tym polega miłość ku Bogu mówi Jan, że nie my Go wybraliśmy, ale On wybrał nas (1 J 4,10). Nie tylko spowodował, że nawróciliśmy się, ale na tej drodze zbawienia cały czas prowadzi nas do pełnego uświęcenia i doprowadzi do końca swoje dzieło. Doprowadzi nas do naszej ojczyzny w niebie skąd Zbawiciela oczekujemy. Doprowadzi nas tam, byśmy mogli chwalić Go na wieki i  stać przed Jego obliczem jako święci, nieskalani ku Jego wiecznej chwale. Uczyni to, bo tak chce, tak zdecydował i nic nie może Mu w tym przeszkodzić. Nie ma takiej mocy we wszechświecie, która by była większa od naszego Boga. Więc nasze bezpieczeństwo nie zależy od naszej zdolności, od naszej gorliwości, staranności, od naszego trwania w Chrystusie, od tego ile z siebie dajemy i jak mocno się Go trzymamy. Nasze bezpieczeństwo zależy od Jego obietnic, od Jego mocy, od tego czy On jest w stanie dotrzymać tego co powiedział, że ci których wybrał będą stać jako święci i nieskalani przed Jego obliczem. Jeśli Bóg nie może dotrzymać Swojego Słowa, ma za mało mocy lub my możemy przeciwstawić się Jego woli, czy ktokolwiek inny, szatan albo jakieś potęgi niebieskie, to jesteśmy straceni. Jeśli rzeczywiście tak jest, to jesteśmy  zdani na przypadek, ślepy los, a co gorsza na nas samych, słabych, grzesznych nie mających mocy, by być Mu wiernym.  W takim wypadku niczego nie możemy być pewni, nie możemy być pewni swojego zbawienia, ani żadnej innej Bożej obietnicy. Oczywiście to nie oznacza, że nie mamy trwać w Chrystusie, czy wytrwać w Nim. Jedno drugiego nie wyklucza, chce jedynie powiedzieć, że dzieło trwania i wytrwania to nie moje dzieło, ale Jego przemieniającej łaski. Nasza gorliwość i wytrwałość potwierdza nasze zbawienie, ale  ono nie jest dzięki nim.
Jednak Osobiście nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości, że jeśli Bóg zaczął we mnie dzieło swego zbawienia, to doprowadzi je do samego końca (2 Tym 1,12). Nie mam również żadnych wątpliwości, że Bogu nie brakuje mocy i chęci by wypełnić każde swoje Słowo. Dlatego możemy mieć 100 % pewności, że jeśli mnie zbawił, że jeśli przyjąłem Zbawiciela, przyjąłem Jezusa Chrystusa, jeśli naprawdę narodziłem się na nowo, narodziłem się z wody i z Ducha przez Boże Słowo, to jestem i będę zbawiony i nic nie może tego zmienić. Tak więc to co należy czynić, to mamy się upewniać że rzeczywiście jesteśmy ludźmi odrodzonymi duchowo przez Boga. Mamy sprawdzać swoje pragnienia, motywacje i czyny ze Słowem Bożym ze słowami Chrystusa. Mamy sprawdzać siebie samych, czy widać w nas oznaki nowego życia takie jak: naśladowanie Jezusa, miłość do Niego, radość ze służenia Mu, pragnienie wszystkiego co dobre i Chrystusowe, wstręt do grzechu, pragnienie poznawania i karmienia się Słowem Bożym, radość obcowania z kościołem, pokój Boży w sercu, wierne znoszenie trudności i prześladowań, poleganie w kwestii swojego zbawienia wyłącznie na ofierze krzyża i o wiele więcej. Te wszystkie rzeczy dają mi realny obraz mojego stanu duchowego. Jeśli mój stan duchowy odzwierciedla to co mówi Słowo Boże na temat odrodzonych osób i tego jakie towarzyszą im uczucia, to mam podstawy twierdzić, że jestem zbawionym człowiekiem. Jeśli jednak widzę, że to co mówi Biblia na temat odrodzonych duchowo odbiega od mojego faktycznego stanu, to nie mogę twierdzić, że jestem odrodzony.

Czy nieutracalność zbawienia prowadzi do folgowania sobie?
Zarzut ze strony „utracjuszy” że nieutralność zbawienia może prowadzić i wielu prowadzi do folgowania sobie i do przeświadczenia, że teraz „już nic nie muszą robić” jest zupełnym zaprzeczeniem tego, czym jest nowe narodzenie. To tylko pokazuje, że „utracjusze” nie rozumieją nowego życia w Chrystusie i nie rozumieją, że człowiek zbawiony przez Chrystusa ma nowe serce, nowe pragnienia i ma Ducha Św. Tylko człowiek, który nie jest odrodzony przez Boga myśli w sposób jaki sugerują „utracjusze”. Czyli jak tu daleko od Boga chodzić, ale jeszcze mieć przekonanie, że jestem z Bogiem i mam zbawienie. Jeśli naprawdę zostałeś zrodzony z Boga, to Duch Św. będzie cię prowadził i pobudzał cięgle i wciąż na nowo byś uwielbiał Boga w Chrystusie i czynił to z całego serca z całej mocy i z całej duszy. Dla człowieka odrodzonego z Boga nie ma większej przyjemności i radości jak być blisko Pana, służyć Mu i żyć dla Niego.
Owszem mogą pojawić się osoby dla których nieutracalność zbawienia będzie zachętą do grzeszenia, ale będzie to dotyczyć tylko osób, które i tak nie są zbawione. Dla nich doktryna o zachowaniu świętych będzie służyła jako możliwość do pomnażania grzechów. Pisał o takiej sytuacji Juda mówiąc:
Judy 1:4  Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa.

Płytkie zbawienie
Trzeba powiedzieć, że dzisiejsze chrześcijaństwo bardzo płytko rozumie proces zbawienia. Zbawienie przedstawia się w taki sposób jakby była to wyłączenie decyzja człowieka. Przedstawia się, że to człowiek podejmuje decyzje i człowiek wybiera Boga, a nie Bóg pociąga nas jak nauczał Chrystus (Jana 6,44). Najwidoczniej dla Pana Jezusa nie było sprzeczności między decyzją Boga a wyborem człowieka. Jednak wielu współczesnych chrześcijan nie rozumie jak to możliwe, że Bóg pociąga do zbawienia, czyni pierwszy krok w stronę człowieka, a jednocześnie człowiek jest odpowiedzialny przed Bogiem za swoje zbawienie. Niektórzy ludzie uważają, że skoro Bóg jednym się objawia i ich pociąga, a innym nie, to Bóg jest odpowiedzialny za ich potępienie. Ale Słowo Boże naucza wyraźnie, że ludzie idą do piekła nie dlatego, że Bóg ich na nie skazał, czy stworzył ich do piekła, ale dlatego że odrzucają ewangelię (Jana 3,18). Dla wielu jednak np.. „utracjuszy” to nie ma sensu, więc starają się jakoś pogodzić wybór Boga i decyzje człowieka. Jak gdyby chcieli usprawiedliwić, dowieść sprawiedliwość Bożą.  Wszelkie takie próby z góry skazane są na niepowodzenie, bo zawsze punkt ciężkości przesuniemy albo w jedną, albo w drugą stronę. Po prostu pokornie musimy przyjąć to, co mówi Pismo, że pomimo wyboru Bożego, człowiek jest odpowiedzialny przed Bogiem za przyjęcie lub odrzucenie ewangelii. Czy musimy to rozumieć? Czy my jesteśmy na miejscu Boga? Czy jesteśmy mu równi? Jest wiele rzeczy dotyczących Boga, które musimy zaakceptować tak jak podaje je nam Słowo Boże, nie starając się za wszelką cenę ich wytłumaczyć np. to, że Bóg jest jeden w trzech osobach. Albo to, że list Pawła do Rzymian chociaż jest napisany przez Pawła i widać w nim Pawłowy styl, sposób argumentacji i wysławiania się, to mimo to, autorstwo listu jest Boże. Jednocześnie autorem listu do Rzymian jest Paweł i każde słowo pochodzi od niego  i jest nim Bóg i każde słowo napisane przez Pawła pochodzi od Boga.
Inna kwestia której nie rozumiemy, to czy Pan Jezus był Bogiem, czy człowiekiem. Wiemy i akceptujemy to jak przedstawia Pismo, że jednocześnie był w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem. Nie było w nim trochę Boga i trochę człowieka, ale 100% Boga i 100% człowieka. Ale czy jesteśmy w stanie wytłumaczyć jak to Bóg sprawił, że Chrystus to Bóg człowiek w całej pełni?
Jeszcze inny przykład gdy ap. Paweł mówi, że umartwia i ujarzmia ciało swoje (1 Kor 9,27), a na innym miejscu twierdzi, że jest ukrzyżowany wraz z Chrystusem i nie żyje już on, ale żyje w nim Chrystus (Gal 2,20). To więc kto żyje, kto walczy, Paweł czy Chrystus? Zarówno Paweł jak i Chrystus. Musimy zrozumieć, że znaczna część doktryn w Piśmie jest taka, że nie możemy ich w pełni wyjaśnić. I gdy staramy się sprowadzić Boga do naszego poziomu, to potykamy się i wykrzywiamy Jego obraz, co np. czynią Świadkowie Jehowy. Zawsze jak rozmawiam ze Świadkami Jehowy, to dostrzegam że wszystkie kwestie dotyczące Boga starają się wytłumaczyć rozumowo, ale jest to droga donikąd. Wiele doktryn dotyczących Boga nie da się wyjaśnić i Bóg nie oczekuje że je zrozumiemy, oczekuje że je przyjmiemy.

2.10.2016

Rozwód w świetle Pisma Św. Ew. Mateusza 19,7-12


Drodzy dzisiaj będziemy kontynuować i dalej omawiać kwestie małżeństwa. Jak pamiętacie ostatnio głównie skupiliśmy się na nierozerwalności małżeństwa, że to było zamierzeniem Bożym od samego początku. Mówiliśmy również, że wzór biblijnego małżeństwa to związek między jednym mężczyzną, a jedną kobietą w którym stają się jednym ciałem. Taki jest ideał Bożego małżeństwa. Jezus odniósł się do tego w kontekście pytania faryzeuszy czy wolno się rozwodzić z każdej przyczyny. Odpowiedź Pana Jezusa dla faryzeuszy i innych słuchających była jasna, nie powinniśmy się rozwodzić, to nie jest Bożą wolą, nie w tym celu stworzył Bóg małżeństwo. W rzeczywistości Bóg nienawidzi rozwodów jak każdego innego grzechu.
Zwróćcie uwagę co kiedyś Bóg powiedział do Bożego ludu kiedy oni zaczęli mieć lekceważący stosunek do małżeństwa:
Malachiasza 2:13  A oto druga rzecz, którą czynicie: Zraszacie łzami ołtarz Pana wśród płaczu i westchnień. Lecz On nie może już patrzeć na ofiarę, ani jej przyjąć łaskawie z waszych rąk.
14  A wy mówicie: Dlaczego? Dlatego że Pan jest świadkiem między tobą i między żoną twojej młodości, której stałeś się niewierny, chociaż ona była twoją towarzyszką i żoną, związaną z tobą przymierzem.
15  Czy nie Jeden (Bóg) uczynił ją istotą z ciała i ducha? A czego pragnie ten Jeden? Potomstwa Bożego. Pilnujcie się więc w waszym duchu i niech nikt nie będzie niewierny żonie swej młodości!
16  Gdyż kto jej nienawidzi i oddala ją - mówi Pan, Bóg Izraela - plami swoją szatę występkiem - mówi Pan Zastępów. Pilnujcie się więc w waszym duchu i nie bądźcie niewierni!
1.      Rozwód zgodny z Bożą wolą
Tak więc, wiemy jaki jest Boży ideał, ale z ubolewaniem musimy stwierdzić że świat jest daleki od Bożego wzoru. Co zauważyli również faryzeusze mówiąc do Pana Jezusa: „no dobrze, Bóg nie chciał rozwodów, ale jednak Mojżesz powiedział by dać list rozwodowy i odprawić żonę (w.7) co ty na to powiesz? Czy uważasz że Mojżesz przez którego Bóg przemawiał pomylił się?
Widzimy że faryzeusze posłużyli się tekstem z Ks. Powtórzonego Prawa i przywołali 1 wiersz 24 rozdz.
Przeczytajmy ten tekst dotyczący tego prawa
Powtórzonego Prawa 24:1  Jeżeli ktoś pojmie kobietę za żonę, a potem zdarzy się, że ona nie znajdzie upodobania w jego oczach, gdyż on odkrył w niej coś odrażającego, to wypisze jej list rozwodowy, wręczy jej go i odprawi ją ze swego domu.
2  Jeżeli ona odejdzie z jego domu i wyjdzie za mąż za innego,
3  A także ten drugi mąż znienawidzi ją i również wypisze jej list rozwodowy, wręczy jej go i odprawi ją ze swego domu, albo też jeżeli ten drugi mąż, który ją pojął za żonę, umrze,
4  To ten pierwszy jej mąż, który ją odprawił, nie będzie mógł ponownie pojąć jej za żonę, skoro została ona przezeń uznana za nieczystą, gdyż jest to obrzydliwością przed Panem. Nie sprowadzaj więc grzechu na ziemię, którą Pan, Bóg twój, daje ci w posiadanie.
Widać więc, że Bóg przez Mojżesza dopuścił w prawie pewną możliwość rozwodu. Ale musimy pamiętać, że Księga Powtórzonego Prawa dotyczy okresu po około 40 latach od wyjścia z niewoli egipskiej. Pokolenie które wyszło z niewoli pomarło na pustyni za niewiarę jak Bóg poprzysiągł i dorosło nowe pokolenie. W większości, to nowe pokolenie nie znało Pana i nie było świadkami przymierza jakie Bóg zawarł z Izraelem. Dlatego zaszła potrzeba, by odnowić przymierze i właśnie przy okazji odnowy przymierza Bóg pozwolił na rozwód w pewnych przypadkach.
Na początku gdy Izraelici wyszli z Egiptu, Bóg nie dał żadnej możliwości rozwodu, nawet zdrada nie była podstawą do rozwodu, bo jak wiemy Bóg nakazał Izraelowi cudzołożników kamienować.
Ks. Kapłańska 20:10  Mężczyzna, który cudzołoży z żoną swego bliźniego, poniesie śmierć, zarówno cudzołożnik jak i cudzołożnica.
Jedyną możliwością zakończenia małżeństwa bezpośrednio po wyjściu z Egiptu było zostać wdowcem lub wdową. Nie było rozwodników i nie było możliwości rozwodu, tylko śmierć uwalniała cię od małżeństwa.
Ale mijał czas i Izraelici nie przestrzegali Bożego prawa. Bóg powiedział do nich, gdy wyszli z niewoli egipskiej, że mają zgładzić Kananejczyków oni jednak nie uczynili tego, powiedział że mają nie czynić sobie bałwanów, również nie posłuchali Go. Mówił, że mają nie zawierać małżeństw z poganami i tu także Go nie posłuchali. Nie słuchali Go również odnośnie cudzołóstwa i wielu skazano na śmierć. Więc w Ks. Powtórzonego Prawa 24 rodz. Bóg okazał miłosierdzie z powodu ich zatwardziałości jak mówi Pan Jezus w 8 wierszu, że „Mojżesz pozwolił wam, bo i tak nie słuchaliście Boga w tej kwestii. Zrozumcie, że Bóg ulitował się nad wami, by już nie ginęły kolejne winne cudzołóstwa osoby”.
Zauważmy też, że to coś odrażającego co powiedział Mojżesz, to nie cokolwiek jak interpretowali faryzeusze, ale tylko dotyczyło przypadku cudzołóstwa, co zaznaczył Pan Jezus w 9 wierszu.
Zwróćmy także uwagę, że Mojżesz nie nakazywał rozwodu nawet z powodu cudzołóstwa, a jedynie dopuścił taką możliwość, że gdyby była sytuacja iż współmałżonek okaże się bezlitosnym cudzołożnikiem można się z nim rozwieść. W ten sposób strona niewinna, strona zdradzona, byłaby wolna od kogoś, kto okazuje się niewierny. Jeśli Bóg pozwolił na miłosierdzie wobec cudzołożników, tym bardziej wobec tych, którzy nie zgrzeszyli. Dlatego w 9 wierszu Pan Jezus mówi
Mateusza 19:9  A powiadam wam: Ktokolwiek by odprawił żonę swoją, z wyjątkiem przyczyny wszeteczeństwa, i poślubił inną, cudzołoży, a kto by odprawioną poślubił, cudzołoży.
Drodzy ten 9 wiersz jest niezwykle ważny. Jest On interpretacją do tego, co powiedział Mojżesz w sprawie rozwodu. Dla wielu Żydów  to coś odrażającego, to mogła być każda przyczyna, a później ponowny związek. Pan Jezus jednak mówi, że rozwód i ponowny związek jest dopuszczalny tylko w jednym przypadku, tylko z powodu wszeteczeństwa. Użyte tu greckie słowo to „porneia”  oznacza rozwiązłość seksualną, cudzołóstwo, nierząd, homoseksualizm, czy współżycie ze zwierzętami. To samo słowo zostało użyte w Ew. Mateusza 5,32, gdzie Pan Jezus już się wypowiadał na ten temat. Więc jeśli dojdzie do cudzołóstwa jednej ze stron, to przymierze małżeńskie zostaje zerwane podobnie jak w sytuacji gdy jedno ze współmałżonków umrze. I wtedy strona wolna, która stała się ofiarą tej sytuacji może wstąpić w ponowny związek małżeński.
Żydzi jednak z tego przyzwolenia Mojżesza i Bożego miłosierdzia uczynili normę i z byle powodu opuszczali swoje żony, brali inne i uważali, że Bóg to akceptuje. Pan Jezus kategorycznie mówi nie, przyzwolenie Mojżesza dotyczyło tylko cudzołóstwa i też Bóg nie nakazywał nawet w takim przypadku opuszczać swoich żon, a jedynie dawał taką możliwość. Nawet gdy zajdzie cudzołóstwo lepiej jest, gdy małżonkowie wybaczą sobie i pozostaną razem.
Teraz chciałbym jeszcze bardziej potwierdzić, że z powodu cudzołóstwa rozwód jest możliwy na przykładzie Ks. Jeremiasza 3 rozdz. Przeczytajmy Jeremiasza 3,1-8

Jeremiasza 3:1  I rzekł Pan: Gdy mąż odprawi swoją żonę i ta odejdzie od niego, a wyjdzie za innego mężczyznę, czy tamten może jeszcze do niej powrócić? Czy nie jest zupełnie zbezczeszczona ta kobieta? I czy ty, która uprawiałaś nierząd z wielu zalotnikami, możesz powrócić do mnie - mówi Pan?
2  Podnieś swoje oczy na wzgórza i zobacz, gdzie nie oddałaś się mężczyźnie? Na drogach siadałaś wyczekująco, jak Arab na pustyni, i zbezcześciłaś kraj swoim wszeteczeństwem i swoją złością.
3  I dlatego ustały deszcze jesienne, i nie było deszczów wiosennych. Lecz ty masz czoło kobiety wszetecznej, nie znasz już wstydu.
4  znowu teraz wołasz do mnie: Ojcze mój! Ty jesteś przyjacielem mojej młodości!
Jer 3:5  Czy wiecznie będziesz się gniewał, czy zawsze będziesz chował urazę? Tak oto mówiłaś i czyniłaś zło, ile tylko potrafiłaś.
6  W czasach króla Jozjasza rzekł Pan do mnie: Czy widziałeś, co uczyniła odstępna żona, Izrael? Chodziła na każdą wysoką górę i pod każde zielone drzewo i tam oddawała się nierządowi.
7  Nawet wtedy jeszcze myślałem, że gdy uczyniła to wszystko, powróci do mnie, lecz nie powróciła. I widziała to niewierna jej siostra - Juda.
8  Widziała także, że Ja właśnie z powodu wszystkich cudzołóstw odrzuciłem odstępną żonę, Izraela, i dałem je list rozwodowy. Jednak jej siostra, niewierna Juda, nie ulękła się, lecz poszła i także oddawała się nierządowi;
Mamy tu analogiczną sytuacje do rozważanego przez nas zagadnienia. Bóg niewierną żoną nazywa tutaj Izraela i mówi że Izrael całkowicie się zbezcześcił przez swoje duchowe cudzołóstwo oddając cześć innym Bogom i nie pozostał wierny Panu. Zwróćmy uwagę na Jer 3,2.6 jak Bóg mówi, że zobacz gdzie nie oddałaś się mężczyźnie, czyniłaś to przy każdej drodze, wzgórzu, przy każdym zielonym drzewie. Z tego też powodu w Jeremiasza 3,8 Bóg powiedział „odrzuciłem odstępną żonę Izraela i dałem jej list rozwodowy”
Widzimy, że Bóg dał list rozwodowy północnemu Królestwu Izraela jak to nakazał uczynić Mojżesz w Ks. Powtórzonego prawa w 24 rozdz.
Bóg rozwiódł się ze swoją żoną, rozwiódł się z Izraelem i ostrzegał również południowe Królestwo, Królestwo Judy, że powinno wyciągnąć konsekwencje z tego rozwodu. Zanim jednak Bóg odprawił północe Królestwo, to przez 700 lat ich napominał, prosił i błagał by do niego wrócili, by pokutowali, a oni nie chcieli. Tak więc cudzołóstwo nigdy nie powinno być pretekstem do rozwodu, należy cierpliwie czekać jak czekał Bóg, dążyć do pojednania, starać się naprawić tą relację. Ale w przypadku, gdy pojednanie jest niemożliwe, gdy jedna ze stron notorycznie grzeszy i cudzołoży i ewidentnie nie chce się upamiętać, wtedy może dojść do rozwodu po Bożemu. Wtedy strona zdradzona może opuścić cudzołożnika i wstąpić w ponowny związek. W każdym innym przypadku rozwód i ponowne małżeństwo będzie aktem trwania w cudzołóstwie, bo pierwsze przymierze nadal jest aktualne.
Ale nie może być tak, jak jeden z przypadków który znam, że pewien człowiek będąc miłosiernym przygarnął do domu potrzebującego mężczyznę. No i stało się tak, że doszło do cudzołóstwa w jego domu między tym przygarniętym, a jego żoną. Niby się pojednali i wybaczyli sobie. Ale po wielu latach, ten zdradzony mąż doszedł do wniosku, że pomimo wszystko nie jest w stanie wybaczyć swojej żonie i postanowił się z nią rozwieść. Twierdził, że ma takie prawo, bo jego żona dopuściła się zdrady. I chociaż jego żona błagała i prosiła go, by został z nią, ten nie dał się uprosić i rozwiódł się. Niedługo po tym rozwodzie wstąpił w kolejny związek małżeński.
To jest właśnie jeden z przykładów nadużycia Jezusowej klauzuli.
Inną sytuacją która byłaby zgodna z Bożą wolą to separacja i pozostanie niezamężnym. Czasami z jakiś ciężkich powodów nie jesteśmy w stanie żyć ze swoim współmałżonkiem. Czasami to są nałogi, agresywne zachowanie, notoryczna niechęć do pracy lub lenistwo, kombinatorstwo i przestępcza działalność. Wtedy odejście i życie w separacji do czasu upamiętania się współmałżonka może być jedynym wyjściem.
Możemy tu również wspomnieć o jeszcze jednej podstawie do rozwodu jaką dopuszcza apostoł Paweł pisząc 1 List do Koryntian w 7 rozdz. że jeśli jedna ze stron nawróciła się do Chrystusa, a druga nienawrócona strona nie może tego zaakceptować i chce odejść od nawróconej osoby, to wtedy rozwód jest dopuszczalny. Osoba wierząca bez konsekwencji w zgodzie z Bożą jeśli niewierząca nie chce z nią żyć może się rozwieść, ale inicjatywa chęci rozstania powinna być po drugiej stronie - osoby niewierzącej.  
Czytamy
 1 Koryntian 7:15  A jeśli poganin chce się rozwieść, niechże się rozwiedzie; w takich przypadkach brat czy siostra nie są niewolniczo związani, gdyż do pokoju powołał was Bóg.
Wprawdzie Paweł tutaj nie mówi o możliwości kolejnego małżeństwa. Ale w Biblii zawsze, gdy jest mowa o rozwodzie zgodnym z Bożą wolą zakłada się ponowny związek. Tak i w tym przypadku, Paweł mówi że nie są niewolniczo związani. A kiedy są? No wtedy, kiedy obie strony są wierzące.
W ewangeliach synoptycznych tzn. Marka (10,11) i Łukasza (16,18) znajdujemy podobne wypowiedzi Pana Jezusa, że małżeństwo jest nierozerwalne. Jednak ani Ewangelista Marek, ani Ewangelista Łukasz nie wspominają o wyjątku w przypadku cudzołóstwa jak czytamy u Mateusza. Ale gdy zestawimy te wszystkie wypowiedzi, to one sobie nie przeczą. Wprost przeciwnie, Ewangelia Mateusza uzupełnia to, czego nie ma u Marka i Łukasza i jest zgodna z prawem Starego Testamentu.
Tak więc widzimy, że faryzeusze kolejny raz przyszli złapać Pana Jezusa w pułapkę. A tymczasem (zresztą jak zwykle) to Pan Jezus wykazał ich grzech i nieposłuszeństwo Bogu przez ich swobodną interpretacje Słowa Bożego.

2.      Celibat
Teraz słyszą to wszystko uczniowie, przyglądają się tej dyskusji i są w szoku (10 wiersz). Po zakończonej rozprawie z faryzeuszami mówią do Pana, że skoro tak wąskie są Boże przykazania odnośnie małżeństwa i rozwodu, że jeden mężczyzna i jedna kobieta na całe życie, to lepiej nie wstępować w związek małżeński.
I w pewnym sensie mieli racje, że małżeństwo to bardzo poważna sprawa i nie należy wstępować w nie pochopnie. Należy się poważnie zastanowić, modlić się, czy osoba z którą zamierzam się pobrać, to jest ta osoba z którą chce spędzić resztę życia. Powinienem być tego świadomy, że od chwili gdy podejmiemy tą decyzje nie ma już odwrotu, tylko w przypadku rozwiązłości.
Pan Jezus zaraz odpowiada na to pytanie w 11 wierszu, że wy mówicie że nie warto się żenić i pozostanie singlem miałoby być lepsze od stanu małżeńskiego. Ale On mówi, że nie wszystkim to jest dane, by żyć w celibacie. Ten dar mają tylko niektóre osoby i nie jest takie proste zdecydować z góry że żenię się lub się. Nie wszyscy są w stanie unieść ciężar samotności i sprostać jej moralnym wymaganiom oraz poradzić sobie ze swoimi emocjami. Dlatego celibatu nie należy nikomu z góry nakazywać, ale człowiek sam powinien czuć się powołany do takiego stanu jak np. apostoł Paweł mówiąc w kontekście celibatu
1 Koryntian 7:7  A wolałbym, aby wszyscy ludzie byli tacy, jak ja, lecz każdy ma własny dar łaski od Boga, jeden taki, a drugi inny.

Zdecydowana większość ludzi jest powołana do małżeństwa, a jeśli nie wstępują w związki małżeńskie z jakiś powodów, to najczęściej prowadzi ich to do grzechu albo samotności oraz problemów emocjonalnych, a nawet psychicznych.
Pan Jezus wymienił trzy grupy osób powołanych do życia po za małżeństwem. Jeśli nie chcesz zawierać małżeństwa to powinieneś odnaleźć się w jednej z tych trzech grup.
Pierwsza z nich czytamy w 12 wierszu to osoby, którzy się urodzili nie zdolni do małżeństwa z powodu jakiś wad genetycznych. Są rożne schorzenia i ograniczenia ciała, które mogą powodować, że człowiek nie jest w stanie funkcjonować w małżeństwie i mieć stosunek seksualny, czy nawet nie mieć pociągu seksualnego. Mogą być to ograniczenia natury fizycznej lub psychicznej które uniemożliwiają współżycie.
Kolejna grupa to osoby, które zostały okaleczone przez ludzi tzw. eunuchy. Szczególnie w starożytnych czasach okaleczano mężczyzn gdy służyli na dworze u jakiegoś króla, by bardziej poświęcili się służbie lub pilnowali haremu (2 Król 20,18). Bycie eunuchem polegało na fizycznym wykastrowaniu mężczyzny i ktoś taki również nie mógł funkcjonować w małżeństwie. W Dziejach Apostolskich w 8 rozdz. mamy eunucha który przybył z Etiopii, by znaleźć prawdziwego Boga i nawrócił się .
Trzecią grupą, która jest powołana do bezżenności to osoby, które mają specjalny dar od Boga. To osoby, które postanowiły nie wstępować w związki małżeńskie dla Królestwa Bożego. Osoby takie dobrowolnie zrezygnowały z małżeństwa, by poświęcić się Królestwu Bożemu w większym stopniu. I jeśli rzeczywiście tak jest, to Bóg wyposaża takie osoby w potrzebną im siłę by zapanować nad własnym ciałem i pohamować swoje pożądliwości. Mamy taka sytuację w przypadku apostoła Pawła, który dobrowolnie zrezygnował z małżeństwa, by jeszcze bardziej oddać się sprawie Królestwa Bożego. I w taki sposób o tym pisze:
1 Koryntian 7:32  Chciałbym, żebyście byli wolni od trosk. Ten, kto nie ma żony, troszczy się tylko o sprawy Pana i zabiega o to, aby się Panu podobać.
33  Natomiast mężczyzna żonaty troszczy się o sprawy świata i zabiega o to, aby podobać się żonie.
34  Musi więc dzielić sprawy Pana i sprawy ziemskie. Podobnie kobieta niezamężna oraz dziewica troszczy się tylko o sprawy Pana i o to, aby była święta zarówno ciałem, jak i duchem. Natomiast ta, która wyszła za mąż, troszczy się o sprawy świata i o to, aby podobać się mężowi.
To więc Paweł zalecał bezżeństwo dla Królestwa Bożego, ale tylko w przypadku jak wcześniej czytaliśmy jeśli masz taki dar. Jeśli jednak nie masz tego daru powinieneś się ożenić, by pożądliwości nie prowadziły cię do grzechu.
Ale w żadnym razie bezżeństwo nie może być sztywną zasadą dla jakiejś grupy chrześcijan, czy duchownych co wprowadzono w kościele Rzymskokatolickim. Wszelkie sztywne zasady w tym względzie będą prowadziły do grzechu i niemoralności, to co widzimy np. w kontekście Kościoła Rzymskiego. Nie wszyscy wiedzą że oficjalnie celibat w Kościele Rzymskim wprowadzono dopiero w XII wieku na soborze Laterańskim. Ale jeszcze przez długi czas nie można było zmusić wielu duchownych katolickich do pozostawienia swoich żon lub nie wstępowania w związki małżeńskie. W praktyce wyglądało to tak, że jeszcze do późnego średniowiecza duchowni Rzymscy mieli żony.
Biblia nigdzie nie podkreśla wyższości celibatu nad stan małżeński w rzeczywistości Słowo Boże zachęca, by przełożeni kościoła byli żonaci. Dzięki temu łatwiej ocenić charakter tego człowieka, czy nadaje się na przełożonego w kościele. 
Paweł pisząc do Tymoteusza mówi
 1 Tymoteusza 3:2  Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel.
a w innym miejscu gdy Paweł pisze o późniejszych czasach w kościele, to mówi że pojawią się fałszywi nauczyciele będą zabraniać spożywania niektórych pokarmów i wstępowania w związki małżeńskie
1 Tymoteusza 4:3  Którzy zabraniają zawierania związków małżeńskich, przyjmowania pokarmów, które stworzył Bóg, aby wierzący oraz ci, którzy poznali prawdę, pożywali je z dziękczynieniem.
Kościół Rzymski jest dobrym przykładem do czego prowadzi celibat jeśli ktoś nie jest obdarowany tym darem przez Boga. Prowadzi do zboczeń, wynaturzeń i innych grzesznych praktyk. Wcale nie powinniśmy się dziwić, że w środowisku duchownych katolickich jest tak wiele homoseksualizmu, pedofilii, rozwiązłości seksualnej i innych zboczeń. Dziwiłbym się wtedy, gdyby tego nie było. Jest tak dlatego, że większość tych ludzi, którzy tam przyjmują to brzemię tak naprawdę nie jest powołanych do takiego życia i nie są w stanie poradzić sobie ze swoją seksualnością. Seksualność człowieka jest jedną z najsilniejszych sfer jego życia i niewłaściwie ukierunkowana zawsze prowadzi do wynaturzeń, problemów emocjonalnych i psychicznych.  Wielu duchownych w Kościele Rzymskim nie zna Boga i nie są posłuszni Słowu Bożemu. Tak więc spada na nich słuszny Boży gniew za to, że nie uwielbili Boga, więc Bóg wydał ich na pastwę ich zmysłów, by czynili to, co nie przystoi jak czytamy w liście Pawła do Rzymian 1,28.
Podsumowując:
1.      Słowo Boże mówi, że są tylko trzy możliwości wstąpienia w ponowny związek małżeński. Pierwszy, gdy małżeństwo rozpadło się w wyniku cudzołóstwa, wtedy strona zdradzona może zawrzeć ponowny ślub. Drugi przypadek, gdy niewierzący mąż lub żona chcą rozwieść się ze stroną wierzącą w Chrystusa, wtedy również można wstąpić w ponowny związek małżeński. I trzeci przypadek jest wtedy, gdy jedna ze stron umrze. Można jeszcze żyć w separacji i pozostać w tym stanie do końca życia jeśli z jakiś innych poważnych powodów nie mogę żyć ze współmałżonkiem.
2.      Po drugie, poza tymi przypadkami wspomnianymi wyżej małżeństwo jest nierozerwalne.
3.    I po trzecie, celibat wymaga albo naturalnych predyspozycji, albo ludzkiego okaleczenia, albo Bożego daru. Jeśli decydujemy się na celibat bez tych powyższych będziemy mieli trudności z zapanowaniem nad samym sobą i może to prowadzić do różnych dewiacji, zboczeń oraz i innych grzechów. 

30.09.2016

Małżeństwo to dobra rzecz w oczach Boga Przyp. Salomona 18,22


Drodzy mamy okazje uczestniczyć w wyjątkowym wydarzeniu którym są zaślubiny Rafała i Ewy. Niewiele w życiu człowieka jest ważniejszych, czy równie ważnych chwil jak wstępowanie w związek małżeński. Za każdym razem gdy jestem uczestnikiem takiej wyjątkowej uroczystości przypomina mi się dzień, kiedy ja złożyłem przed Bogiem i obecnymi świadkami słowa swojej przysięgi małżeńskiej. Wprawdzie od tego wydarzenia minęło już wiele lat, ale to zmieniło moje życie na zawsze. Dlatego, to jest tak wyjątkowe wydarzenie, od tego dnia wszystko cokolwiek będzie miało miejsce w waszym życiu drogi Rafale i droga Ewo będzie już inne. Każdy nowy dzień będzie zaczynał się ze świadomością, że już teraz nie tylko podejmuje decyzje w przekonaniu o tym, co jest dla mnie ważne, ale biorę pod uwagę czy to, na co się decyduje, jest równie dobre dla mojej żony lub męża. I Życzę wam i my wszyscy tego, byście nigdy w waszym małżeństwie o tym nie zapominali, że już nie jesteście sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem, ale staliście częścią załogi, którą Bóg nazywa rodziną. Dlatego też, mówimy o tak wielkiej zmianie w życiu każdego, kto wstępuje w związek małżeński.
 I założenie rodziny nie jest wymysłem człowieka, nie człowiek jest pomysłodawcą rodziny, ale Bóg. Bóg stworzył Adama i Ewę i Bóg powiedział  w Ks. Rodzaju 2,24 że „opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się żoną swoją, i staną się jednym ciałem”.
A Salomon kontynuuje Bożą myśl i  mówi, że kto znalazł żonę, znalazł coś dobrego i zyskał upodobanie u Pana (Ksn Sal 18,22).

1.      Małżeństwo między kobietą a mężczyzną to wypełnienie Bożej woli.
Małżeństwo między mężczyzną, a kobietą jest wypełnieniem Bożej woli dla człowieka. Oczywiście nie wszyscy mają taką samą drogę i nie wszyscy zostają mężami, czy żonami. Ale większość ludzi na jakimś etapie życia ma pragnienie związać się z drugą osobą, związać się z żoną, związać się z mężem.
I gdy podejmujemy tą decyzje, decyzje zaślubin, Bóg to błogosławi. Salomon powiedział, że kto znalazł żonę, zyskał przychylność  Pana Boga, a nie kto znalazł partnerkę, konkubinę czy kochankę.
Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy małżeństwo, oficjalne założenie rodziny w oczach wielu ludzi ma niewielką wartość. To, co jeszcze było nie do pomyślenia w Polsce kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu, kraju który uważa się przecież za kraj chrześcijański, staje się normą. Obecnie według różnych sondaży około 60% Polaków uważa, że ślub jest niepotrzebną formalnością, że po co nam papierek, przecież równie dobrze i szczęśliwie możemy żyć bez ślubu na tzw. kocią łapę. W ostatnich dwóch – trzech latach, mamy najmniejszy wskaźnik zaślubin od zakończenia drugiej wojny światowej, co pokazuje, że dla wielu Polaków chrześcijańskie wartości już nie wiele znaczą.
Pomimo zmian społecznych i ulegania ludzkiej modzie, Bóg swojego zdania nie zmienia, to co On błogosławi, to w czym ma upodobanie i to, co będzie wspierał i czemu daje łaskę, to małżeństwo między kobietą a mężczyzną, a w tym szczególnym przypadku małżeństwo między Rafałem a Ewą. Zaślubiny to nie tylko papierek, to Boże błogosławieństwo, to zabieganie o Bożą przychylność, to posłuszeństwo słowu Bożemu: „opuści mąż ojca swego i matkę swoją i złączy się żoną swoją, i staną się jednym ciałem”.
Ktoś mógłby zapytać czy to, rzeczywiście jest tak ważne i czy rzeczywiście ma tak wielkie znaczenie? Tak ma, bo w psalmie 127 w 1 wierszu czytamy: „Jeśli Pan domu nie zbuduje, Próżno trudzą się ci, którzy go budują, Jeśli Pan nie strzeże miasta, Daremnie czuwa stróż”.
Jeśli chcemy zbudować szczęśliwe życie, szczęśliwe małżeństwo, szczęśliwą rodzinę, to posłuszeństwo Bogu ma kluczowe znaczenie! Bóg pobłogosławi tylko taki związek między dwojgiem ludzi, który jest zgodny z Jego  wolą, a On swoją wole wyraził na kartach Pisma Św. że założenie rodziny ma zaczynać się od ślubu, a nie od wspólnego mieszkania.

2. Małżeństwo to relacja która ma nam służyć
Druga zaś rzecz jest taka, że kto znalazł żonę znalazł coś dobrego i zyskał upodobanie u Pana jest w tym, że żona, małżeństwo, to głęboka relacja między dwojgiem ludzi, tak głęboka że Bóg mówi, iż stają się jednym ciałem (Rodz. 2,24). Jest to relacja która ma nam służyć, relacja w której mamy się uzupełniać, relacja w której mamy być szczęśliwsi niż wtedy gdy byliśmy sami. I jeśli małżeństwo jest budowane o zasady Słowa Bożego, Pisma Św. to rzeczywiście tak jest. Dlatego jak znalazłem pobożną żonę, to znalazłem skarb. Rafale, Ewo zachęcam was do tego i tego wam życzę i wszyscy wam tego życzymy, byście zawsze na siebie patrzeli jako na skarb od Boga, a nie jak na problem. Takie spojrzenie zupełnie zmienia perspektywę, nawet w największych próbach dla małżeństwa.
Gdy Bóg stworzył pierwszego człowieka, Adama, to czytamy w Biblii że po tym jak Adam wykonał zlecone mu przez Boga zadanie i nazwał wszystkie zwierzęta, to nie czuł się do końca szczęśliwy. Nie czuł się szczęśliwy, bo Pismo Św. mówi że nie znalazła się dla niego odpowiednia pomoc (Rodz. 2,20). Dopiero po tym jak Bóg stworzył Ewę i przyprowadził ją do niego. Adam Rozradował się, oryginalny hebrajski zwrot mówiący o jego reakcji na Ewę mówi o jego wielkiej euforii i radości, tak że Adam zakrzyknął pełen entuzjazmu że „ta dopiero jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego”.
Tak, ta jest dopiero odpowiednią pomocą dla mnie, teraz będzie mi lepiej! I w tym celu jest małżeństwo, by było nam lepiej, byśmy mogli troszczyć i wspierać siebie nawzajem. Między innymi to jedna z przyczyn kryzysu małżeńskiego dzisiaj, że świat zamiast patrzeć na małżeństwo jako na Boże błogosławieństwo, patrzy często jak na problem. Każdy człowiek ma potrzebę bycia kochanym, ma potrzebę bycia akceptowanym, ma potrzebę bycia w relacji z drugim człowiekiem. Prawda jest taka, że nikt nie chce być samotny i Bóg to widział mówiąc, „nie dobrze człowiekowi gdy jest sam” (Rodz 2,18). Bożą odpowiedzią na samotność człowieka jest dobre miłujące się małżeństwo. Małżeństwo jest środowiskiem w którym wszystkie nasze emocjonalne potrzeby mogą być zaspokojone.
Jestem przekonany, że znaczna część depresji, samotność, niezadowolenie i rezygnacja wynika z coraz słabszych więzi rodzinnych, a przede wszystkim słabej kondycji małżeństwa.
Ale siła do miłości małżeńskiej nie bierze się znikąd. Źródłem miłości jaką mąż powinien miłować żonę i jaką żona powinna obdarzać męża jest Bóg. Jak wiemy Pismo Św. mówi, że Bóg jest miłością (1 Jana 4,8).
Jeśli On jest miłością, On tylko może być źródłem waszej miłości. Ludzka miłość natomiast oparta wyłącznie o ludzkie starania jest słaba, ulotna i często tymczasowa.
Drogi Rafale i Droga Ewo, wiem że na obrączkach macie wygrawerowane swoje imiona, co jest symbolem waszej miłości, ale wiem również, że jest tam jeszcze wygrawerowana trzecia osoba, tą osobą jest Bóg.
Tego wam życzymy, żeby Bóg zawsze był tą osobą która spaja wasze małżeństwo, która daje wam siłę by miłować siebie miłością o jakiej mówi Pismo Św.
A o jakiej mówi?
W 1 Liście Pawła w 13 rozdz. od 4 wiersza czytamy:
 1 Koryntian 13:4  Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się,
5  Nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego,
6  Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy;
7  Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi.
8  Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci.
I Bóg będzie spajał wasze małżeństwo taką właśnie miłością pod jednym warunkiem, że wy będziecie lgnąć do Boga, wierzyć w Niego, przestrzegać Jego przykazań i chodzić Jego drogami. Jeśli będziecie to czynić, wasza więź będzie silna, a Słowa które powiedział Salomon, że kto znalazł żonę, znalazł coś dobrego, wypełnią się na was i dzień dzisiejszego ślubu będzie dla was błogosławieństwem, a nie przekleństwem.

2.      Związek małżeński wymaga przygotowania 
I ostatnia rzecz, to zauważmy, że znalezienie żony, znalezienie współmałżonka zakłada szukanie, przygotowywanie się do małżeństwa. Małżeństwo jest jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu człowieka i nigdy nie powinniśmy wstępować w związek małżeński pochopnie, bez namysłu i z kimkolwiek. Żaden rozsądny człowiek wiedzący że czaka go ważny egzamin, który zadecyduje o dalszym Jego życiu nie pójdzie na niego nieprzygotowanym. A wydaje mi się, że tak dzisiaj podchodzi wiele osób do małżeństwa, więcej wysiłku wkłada w wybranie w sklepie nowych mebli przeglądając oferty, strony internetowe, odwiedzając kolejne sklepy, niż zgłębienie tego, na czym polegają moje obowiązki męża lub żony. Co to znaczy, że opuści człowiek ojca i matkę i złączy się z Kobietą i ci dwoje będą jednym ciałem? Jaka jest rola męża i rola żony?  Tak drodzy, dobre udane małżeństwo, to przede wszystkim ciężka praca, stawanie się jednym ciałem, to rezygnacja z moich egoistycznych pragnień na rzecz mojego współmałżonka.
Apostoł Paweł pisząc list do wierzących w Chrystusa w Efezie powiedział
Efezjan 5:22  Żony, bądźcie uległe mężom swoim jak Panu,
23  Bo mąż jest głową żony, jak Chrystus Głową Kościoła, ciała, którego jest Zbawicielem.
24  Ale jak Kościół podlega Chrystusowi, tak i żony mężom swoim we wszystkim.
25  Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie,
Tak więc widzimy, że Bóg wyznaczył rolę w małżeństwie dla męża i żony i oczekuje od nas, że tych granic będziemy przestrzegać. Żona powinna być uległa swojemu mężowi, ufać mu i powinna pozwolić mu wziąć odpowiedzialność za ich związek. Mąż natomiast, powinien kochać swoją żonę miłością pełną poświęcenia, oddania i troski, jak Chrystus ukochał kościół. A co Chrystus zrobił dla swojego kościoła?
Umarł za Niego, tak i mężowie nie powinni myśleć tylko o sobie w tym powierzonym im przez Boga przywództwie, ale powinni myśleć  o ich wspólnym dobru.
I takiego małżeństwa na Boży wzór wam życzę i wszyscy wam życzymy, a wtedy wypełni się na was Boża obietnica z Ks. Przysłów
Ks. Przysłów 3:23  Wtedy bezpiecznie chodzić będziesz swoją drogą, a twoja noga nie potknie się.
24  Gdy się położysz do snu, nie będziesz się bał, a gdy zaśniesz, będziesz miał miły sen.
25  Nie lękaj się strachu znienacka ani nieszczęścia, gdy spada na bezbożnych,
26  Gdyż Pan będzie twoją ufnością, a twojej nogi strzec będzie od sideł. Amen 

26.09.2016

Bohater wiary Joseph Alleine

Joseph Alleine urodził się na początku 1634 roku w Devizes w hrabstwie Wiltshire. Bardzo wcześnie zaczął kochać Pana, właściwie od dzieciństwa. Jeden ze współczesnych mu stwierdza, że w 1645 roku Alleine czyli jak miał 11 lat „wystartował w chrześcijańskich zawodach”. Od tego czasu całe jego postępowanie w wieku młodzieńczym było równomiernie przetkane nicią pobożności. W wieku 16 lat rozpoczął studia w Oksfordzie, gdzie kształcił się pod okiem najlepszych ówcześnie teologów, jak John Owen czy Thomas Goodwin.
Alleine kształcił się początkowo w Lincoln College (od 1649). Dwa lata później studiował już w Corpus Christi, gdzie grono pedagogiczne było bardziej purytańskie niż w Lincoln College. Alleine uczył się do późnych godzin nocnych i często rezygnował ze snu i posiłków. W 1653 roku ukończył Oksford, zyskując stopień bakałarza nauk humanistycznych, a następnie został wychowawcą i kapelanem w Corpus Christi. Jednocześnie wiele czasu poświęcał na głoszenie kazań osadzonym w więzieniu okręgowym, a także odwiedzanie chorych i pomaganie ubogim.
W 1655 roku Alleine przyjął zaproszenie Georga Newtona, pastora kościoła św. Marii Magdaleny w Taunton w hrabstwie Somerset i został jego asystentem. Taunton, znane z produkcji wełny, liczyło wówczas 20000 tys. Mieszkańców i było niejako twierdzą purytanów. Po przeprowadzce do Taunton, Alleine ożenił się ze swoją kuzynką Theodosią Alleine. Jej ojciec, Richard Alleine, był kaznodzieją w Batcombe w hrabstwie Somerset. Theodosia była kobietą bardzo aktywną i przepełnioną bojaźnią Bożą. W początkowym okresie ich małżeństwa prowadziła szkołę dla około pięćdziesięciu uczniów, z których połowa mieszkała w internacie. Po śmierci męża napisała jego biografię.
Alleine wstawał wcześnie rano poświęcając czas od godz. 4 do 8 na modlitwę, czytanie Pisma Św. i społeczność z Bogiem. Jego żona wspominała, że był bardzo zakłopotany, gdy zdarzyło mu się zaspać i obudziły go poranne hałasy pracy kowali, szewców, czy kupców zanim on zaczął wypełniać swoje obowiązki wobec Boga. Często mówił: „Ten hałas mnie zawstydza! Czy mój mistrz nie zasługuje na więcej niż ich mistrz”?
Jego służba kaznodziejska i duszpasterska była bardzo owocna. Richard Baxter mówił o jego wspaniałych zdolnościach kaznodziejskich przejawiających się w wyjaśnianiu i stosowaniu Słowa Bożego. Dzięki temu często roztapiał serca grzeszników i przekonywał do wiary w Chrystusa wywierając potężny wpływ na swoich słuchaczy.
Alleine był również znakomitym nauczycielem i wiele czasu poświęcał na katechizację swoich parafian wprowadzając ich w reformacyjne doktryny na podstawie Małego Katechizmu Westminsterskiego, był również żarliwym ewangelistą. Pewien współczesny mu świadek zanotował „pałał nienasyconym pragnieniem nawracania dusz, w czym zresztą odniósł niemały sukces”.    
W 1662 roku Alleine z urzędu za odmowę podporządkowaniu się wymaganiom ustawy o ujednoliceniu. Swoje usunięcie potraktował jako okazję do wzmożenia działalności publicznej w przekonaniu, że pozostało mu niewiele czasu. Przez dziewięć miesięcy wygłaszał jedno lub dwa kazania codziennie, dopóki nie został aresztowany i wtrącony do więzienia Ilchester. W nocy przed uwięzieniem wygłosił w swojej kongregacji kazanie, następnie modlił się z wiernymi przez trzy godziny, po czym oświadczył „Chwała niech będzie Bogu, że uznał mnie za godnego cierpieć za Ewangelie”!
Cela więzienna Alleine’a stała się jego kazalnicą, ponieważ nadal głosił kazania swoim parafianom przez więzienne kraty. Tam też napisał wiele listów duszpasterskich oraz artykułów teologicznych. 20 maja 1664 roku został zwolniony z więzienia, w którym przebywał niecały rok. Wbrew zakazowi podjął na nowo obowiązki duszpasterskie i 10 Lipca 1665 roku został ponownie aresztowany za odbywanie zakazanych prawem konwentykli (uczestnictwo w zebraniach). Kiedy kolejny raz wypuszczono go z więzienia nadal głosił dzielnie ewangelię i znosił cierpienia oraz prześladowania. W lutym 1668 roku powrócił do Taunton, gdzie poważnie się rozchorował. Wyczerpany ciężką pracą i cierpieniami zmarł dziewięć miesięcy później, mając 34 lata. Odszedł pełen wiary i uwielbienia dla Boga. Przed śmiercią powiedział „Chrystus jest mój, a jestem jego – na mocy przymierza”.
Artykuł z książki "Purytanie biografie i dzieła"


Łączna liczba wyświetleń