19.05.2017

Autorytet Pana Jezusa, a oficjalna religia Ew. Mateusza 21,23 – 27


Autorytet Jezusa pochodził z nieba
Popatrzmy na kogoś, kto ma władzę, władzę zdobytą w legalny sposób. Na kogoś kto jest pewny swojego autorytetu. Popatrzmy np. na rodziców jak wielki autorytet posiadają wobec swoich dzieci jeśli tylko są go świadomi. Popatrzy na urzędnika, policjanta któremu państwo nadało władze i autorytet, zazwyczaj ludzie nie sprzeciwiają się mu. Popatrzmy na prezydenta wybranego przez naród, że może przemawiać z pewnością w głosie, że może podejmować zdecydowane działania w imieniu dobra narodu. Zobaczmy że ktoś taki ma wpływ.
Świadomość autorytetu dodaje ogromnego poczucia pewności, a jeśli jeszcze za autorytetem idzie zdecydowane działanie w mocy, to wtedy o kimś takim mówimy, że to prawdziwy przywódca, że to ktoś kto ma prawdziwą faktyczną władzę.
I tak było w życiu Pana Jezusa. Ludzie którzy mieli przyjemność choć raz z nim się zetknąć nie mieli wątpliwości, że coś jest niezwykłego w tym człowieku. Gdy tłumy Go słuchały to mówiły, że przemawia zupełnie inaczej niż uczeni w piśmie, przemawia jako moc mający (Mat 7,29).
Wszystko cokolwiek robił, to jak mówił, to jak się zachowywał, to jak pełnił służbę wśród ludzi wskazywało na Jego autorytet i władzę. Było to tak ewidentne, że gdy przemawiał, to ci którzy Go słuchali twierdzili, że jeszcze nigdy nie słyszeli by jakiś człowiek przemawiał tak, jak On przemawia (Jan 7,46).
W 28 rodz. Ew. Mateusza Pan Jezus powiedział że ma nie tylko jakąś władzę, ale ma wszelką władzę, władzę nad wszystkim, nad każdym autorytetem we wszechświecie do tego stopnia że Imię Jezusa jest ponad wszelkie imię (Filip 2,9).  Pan tą władzę demonstrował, przez cuda, przez wypędzanie demonów, przez chodzenie po wodzie, przez uciszenie Burzy, przez rozmnażanie żywności, przez wskrzeszanie ludzi z martwych.
Gdy mówimy o autorytecie Pana Jezusa to w Nowym Testamencie na określenie tego w stosunku do Niego pojawiają się dwa słowa „dunamis” od którego pochodzi słowo dynamit i oznacza ono moc, siłę lub zdolność. I drugie słowo to „exousia” tłumaczone jako wybór, możliwość coś uczynić, autorytet nadany z góry. To więc On miał moc, siłę żeby coś zmienić, ale miał też poparcie Boga Ojca we wszystkich decyzjach jakie podejmował. Bóg przznawał się do wszystkich Jego działań
Pan Jezus mówił o sobie, że ma daną władze nad wszelkim ciałem, nad każdym człowiekiem, ma moc dać życie wieczne, ale też moc sądzić człowieka (Jana 17,2; Jana 5,27). W rzeczywistości to właśnie Pan Jezus wrzuci do piekła tych, którzy nie uwierzyli w Niego. On panował też całkowicie nad swoim życiem, nad chwilą kiedy zostanie zabity. Wiemy że stało się to nie wtedy, kiedy chcieli Jego prześladowcy, ale wtedy kiedy nadeszła Jego godzina. Oznacza to, że On miał władzę nad wszystkimi okolicznościami, wydarzeniami i ludźmi zaangażowanych w Jego śmierć.
Jeszcze bardziej widzimy zakres władzy Pana Jezusa jak zdamy sobie sprawę, że On miał władzę nad swoją śmiercią.
Zobaczmy ew. Jana
Jana 10:17  Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć.
18  Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego.
Czyli Pan miał władzę dać życie, ale miał też władzę podnieść się z martwych. Mówimy że Bóg podniósł Go z martwych i to jest prawda, ale też On sam podniósł się z martwych i to też jest prawda.
Na początku Ew. Jana 2 rodz. gdy Pan oczyścił świątynie batem, to powiedział do Żydów o swoim zmartwychwstaniu Żeby zburzyli świątynie, a On w trzy dni ją odbuduje. Miał tam na myśli świątynie swego ciała. Miał na myśli to, że On podniesie się z martwych i ofiara z Jego ciała stanie się miejscem na wzór świątyni gdzie grzesznik dostąpi z pojednania Bogiem.
To więc teraz gdy pojawia się w Jerozolimie, gdy robi porządek w świątyni wywracając stoły i wypędzając tych, którzy ją profanują, gdy przyjmuje chwałę od tych, którzy wołają na Jego cześć Hosanna Synowi Dawidowemu, to ówcześni przywódcy religijni i polityczni mają z tym problem. Oni pytają Go skąd masz tą moc, skąd masz tą władzę, kto ci to dał, dlaczego tak czynisz (Mat 21,23)? Oni uważają, że to oni mają władzę, to oni decydują i nadają autorytet. A przecież Pan Jezus nie przyszedł do nich i nie prosił ich o poparcie, o pozwolenie na cokolwiek. Nie konsultował z nimi swojej doktryny ani żadnych swoich działań, a w nich mniemaniu powinien to zrobić, bo byli przekonani, że prawda leży w ich ręku, że władza należy do nich. Byli przekonani, że Bóg powierzył im autorytet wykładni słowa, czy mianowania rabinów i nauczycieli. Mieli bardzo rozbudowany system władzy i mocno utwierdzili ją w Izraelu. Na samej górze stali arcykapłani, Rada najwyższa, Sanhedryn 71 członków. Później byli kapłani odpowiedzialni za uroczystości tygodniowe, 24 kapłanów, następnie było 156 kapłanów, którzy byli odpowiedzialni za ceremonie w ciągu dnia. A następnie byli kapłani zwyczajni, odpowiedzialni za pomniejsze sprawy, później rabini i uczeni w piśmie. I tak mieli całą hierarchę religijno polityczną, a tymczasem Pan Jezus ominął te wszystkie stanowiska, zignorował ich i codziennie nauczał w świątyni bez ich dyplomu i pozwolenia. To było dla nich nie do pojęcia, jak tak mógł? Za kogo On się uważa? Dlaczego się z nami się nie liczy?
Jednak On miał władzę od Boga i nie potrzebował ich pozwolenia. Miał władzę z samej góry.
Oni zignorowali Go, bo nie kształcił się w ich szkołach, nie zabiegał o ich poparcie, nie liczył na ich pozwolenie, ale otwarcie z mocą głosił Bożą prawdę. Boży autorytet jest ponad wszystkimi i On nie potrzebował ludzkiego polecenia. Jakiś czas temu jeden z misjonarzy opowiadał mi jak podczas ewangelizacji zatrzymała ich Straż Miejska i pytała się, czy mają odpowiednie pozwolenia. A jeden z misjonarzy odpowiedział, tak mamy takie i mamy je z samej góry! Wtedy strażnik powiedział żeby je pokazać, a ten misjonarz otworzył Ew. Mateusza 28 rozdz. i przeczytał 19 wiersz
 „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
Musimy być tego świadomi, że tak jak Pan Jezus miła autorytet z samej Góry, tak dał nam byśmy szli bez obaw w Jego autorytecie i głosili światu dobrą wieść nie bojąc się przeciwników naszych.

Sprzeciw religii wobec Bożego powołania
 To prowadzi nas do drugiego wniosku, że to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje ludzi do służby, to Bóg decyduje, a nie człowiek, przez kogo chce wykonać swoje dzieło. Bóg na Chrystusie położył swoją pieczęć, stąd była Jego moc. Bóg ustanowił Go pośrednikiem między sobą a ludźmi, ale Jego własny naród odrzucił Go. Nie rozpoznali i odepchneli swojego Mesjasza wydając Go na haniebną śmierć Krzyżową. 
Drodzy często ludzie się mylili w ocenie tego, kogo Bóg posyła i przez Kogo Bóg chce działać. Pamiętacie Mojżesza jak poszedł do Izraelitów za pierwszym razem oferując im ratunek, jak zabił Egipcjanina, a później skłóconych nakłaniał do zgody o czym czytamy w Dziejach Ap 7,22-29
Dzieje Ap. 7:25  Sądził zaś, że bracia zrozumieją, iż Bóg przez jego ręce daje im wybawienie, ale oni nie zrozumieli.
Mojżesz 40 lat wcześniej miał nadzieje na wybawienie swojego ludu, ale Go nie rozpoznali jako Bożego wysłannika. Musiało minąć kolejnych 40 lat, a naród musiał zostać bardziej uciemiężony by przyjęli Go jako Bożego wybawcę.
W historii Kościoła znajdziemy podobnych Bożych wysłanników, których Bóg posyłał by zreformować Kościół czy zawrócić z niewłaściwej drogi. Kościół Anglikański nie rozpoznał Jana Wesleya jako Bożego reformatora i dar dla tej denominacji, to więc odrzucili Go, szczuli na niego i prześladowali Go. Choć oficjalnie Wesley nigdy nie wystąpił z kościoła Anglikańskiego, to nieoficjalnie usunięto Go. A później z Jego działalności powstał Kościół Metodystyczny. Pomyślcie ile wspaniałych rzeczy mogło się stać w Kościele Anglikańskim dzięki działalności Jana Wesleya i tych którzy za sprawą Jego służby uwierzyli, ale nie stało się, bo nie było to zgodne z nurtem oficjalnej religii oraz przepisów. Podobnie było z Marcinem Lutrem. Luter nigdy nie zamierzał występować z kościoła i tworzyć kościoła protestanckiego, chciał tylko zreformować Kościół Rzymskokatolicki i głosił o tym, co było niezgodne ze Słowem Bożym i niszczyło kościół. Głosił przeciw kupczeniu sakramentami, zbawieniem dzięki odpustom. Ale gdy zaczął to czynić, to takie działania były sprzeczne z oficjalną strategią kościoła Rzymskiego i to doprowadziło do Jego usunięcia.
Drodzy chce powiedzieć, że musimy być ostrożni jako denominacja, jako kościół w tworzeniu przepisów religijnych, trzymaniu się ślepo praw wewnętrznych, czy uważaniu że tylko nasza denominacja i nasz kościół ma monopol na prawdę. Musimy być ostrożni by nie tworzyć jakiejś sformalizowanej religii dla wąskiej grupy ludzi, dla których w kościołach istnieje hierarchia i stanowiska, by im mogło się dobrze powodzić. Wszystkie nasze struktury i prawa wewnętrzne powinny mieć za zadanie nam służyć i budować kościół Pana Jezusa Chrystusa. Tam gdzie one nam przeszkadzają lub z ich powodu nie możemy rozpoznać Bożego prowadzenia powinny być zaniechane. Przepisy te, tak długo nam pomagają, jak długo nie istnieją dla samych siebie, albo nie zaczniemy uważać, że One dają nam mandat do istnienia. Jak widzimy to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje, to Bóg przeznacza do służby. I ciągle musimy o tym pamiętać i być wobec tego pokorni, żeby czasem nie okazało się, że odrzucamy to co Bóg chce uczynić. Tak samo z seminariami, czy z koniecznością wyższego wykształcenia w kościołach, by być kaznodzieją lub funkcjonować w służbie. Od razu zaznaczę, ze nie jestem przeciw wykształceniu, sam skończyłem studia teologiczne i uważam, że powinno się dążyć, by usługujący w kościele kształcili się. Jednak to nie może być główny i decydujący warunek kwalifikujący do służby. Oczywiście, wyksztalcenie powinno być brane pod uwagę, ale jeszcze ważniejsze jest Boże powołanie. Wykształcenie można uzupełnić, ale powołania samemu sobie nadać nie można.
To więc jeśli kościół przywiązuje bardzo dużą wagę do wykształcenia akademickiego, to może tworzyć sytuacje, że odrzuci ludzi których powołuje Bóg, ale nie spełniają warunków formalnych. Może też kwalifikować na pracowników kościoła tylko tych, którzy mają wykształcenie formalne, a nie mają powołania. Co w konsekwencji prowadzi Kościół do śmierci i skostnienia. Nie wiele rzeczy jest gorszych dla kościoła niż przywódcy, którzy nie znają Pana i nie będący przez Niego powołani.
Kościół raczej powinien rozpoznawać powołanie i tych, którzy nie maja odpowiedniego wykształcenia zachęcać  by je uzupełnili. Jak np. Paweł uczynił z Tymoteuszem kiedy pomimo młodego wieku rozpoznał w nim powołanie, a później zachęcał Go do kształcenia się w Pismach i by wzrastał pod każdym względem.
Oficjalny denominacyjny Kościół nie może również twierdzić, że jest jedynie uprawniony do głoszenia i wykładania prawdy jak np. dzieje się to w Kościele Rzymskim.  W kościele Rzymskim przeciętny katolik boi się Biblii i często uważa że nie należy jej samodzielnie czytać, bo dojdzie się do jakiś herezji i błędów. Pogląd ten wynika z działań kontrreformacyjnych kościoła Rzymskiego który zakazywał samodzielnego czytania Biblii i uzurpował sobie jedynie słuszną i nieomylną jej interpretacje.
I tak np. w roku 1634 synod katolicki w Warszawie wydaje oświadczenie, iż samodzielne czytanie Biblii jest inspirowane przez samego szatana. Stanowisko to zostaje zatwierdzone przez papieża. (Piąty wiek Biblii w języku polskim, Henryk Dominik, Zwiastun 10/95).
Wszystkie nauczania wtedy były w tym samym duchu, tak że zrodziło się powszechnie przekonanie, że Biblia jest dla księdza, a każdego kto ją czyta prywatnie w kościele uważano za sekciarza. Tymczasem samo Pismo zachęca nas do tego byśmy je badali i czytali, bo przez nie wzrastamy w naszym chrześcijańskim życiu.
Były też sytuacje w historii Kościoła, że jeśli nie miałeś wykształcenia teologicznego to nie mogłeś głosić ewangelii i dzielić się z innymi Chrystusem, czy prowadzić spotkań biblijnych.
Tak więc widzimy jak sformalizowana religia może zaciemniać człowiekowi Boże dzieło, a nawet powstrzymywać Boży rozwój, czy Boże przebudzenie. Jeszcze raz powiem, nie jestem przeciwko strukturom, prawom wewnętrznym, liturgii, czy nawet ceremoniom kościelnym. Mamy jednak pamiętać, że to wszystko ma drugorzędne znaczenie i nie możemy dopuścić, by przez religię sprzeciwiać się Bożemu prowadzeniu jak Żydzi z powodu swojej religii nie chcieli uznać autorytetu Pana Jezusa.
Nie możemy dopuścić by nasze sformalizowane prawa spowodowały  że wyżej będziemy cenić od Bożego powołania i Słowa Bożego nasze religijne ustanowienia, tradycje, przepisy, urzędy kościelne, budynki, czy cieszące się wielkim autorytetem osoby.

Polityczna poprawność
Teraz idźmy dalej, oni pytają Go o pochodzenie Jego mocy, o Jego autorytet. Wiemy że nie pytają Go w tym celu żeby dowiedzieć się kim jest, czy szukają prawdy, ale to pytanie ma na celu doprowadzić do Jego oskarżenia. Pan Jezus już wielokrotnie mówił, że działa w imieniu Boga, swego Ojca. Więc jeśli szukaliby prawdy, to mogli ją znać. Ale oni chcą, by publicznie w tej chwili przed całą Radą powiedział, że pochodzi z Nieba i jest Synem Bożym, co oczywiście doprowadziłoby do oskarżenia Go o bluźnierstwo i ukamienowania. Już bowiem od dawna szukali argumentów, by Go zabić.
Jednak Pan nie dał się sprowokować i jak często miał to w zwyczaju, co było też rabiniczną praktyką, na ich oskarżające pytanie odpowiada pytaniem o którym wiedział, że oni nie będą chcieli na nie odpowiedzieć.
To dało Mu możliwość być wobec nich uczciwym, dać im szanse uzyskania odpowiedzi, a jednocześnie nie dać im dodatkowych argumentów, by go ukamienowali.
I On mówi do nich to niesamowite pełne mądrości pytanie, obiecując że jeśli oni mu na nie odpowiedzią i On udzieli im odpowiedzi (w 24). Skąd był chrzest Jana? Z nieba, czy od ludzi? W ten sposób pyta się ich o całą służbę Jana Chrzciciela. Czy Jan chrzciciel pochodził od Boga, czy miał Boży autorytet, czy jednak był samozwańczym prorokiem?
Wiemy że Jan chrzciciel był ostatnim prorokiem Starego Testamentu, był największym z ludzi (Mat 11,11) i przemawiał z wielką mocą. Prowadził również bardzo surowe, skromne ascetyczne życie. Był również bezkompromisowy wobec prawdy, ta właśnie bezkompromisowość doprowadziła do Jego śmierci, gdy upominał Heroda z powodu Jego niemoralności. Nawet Herod w jakimś stopniu uważał Jana za proroka i obawiał się Go. Jan też wyznał w Jezusie Chrystusie Baranka Bożego, złożył o Nim świadectwo, że to On jest Mesjaszem. Tych których zgromadził podczas swojej służby odesłał do Pana Jezusa i twierdził że on ma tracić na znaczeniu, a Chrystus ma zyskiwać. Wielki Boży prorok, wielki Boży sługa, Jan chrzciciel.
I przedstawiciele Rady Najwyższej doskonale o tym wiedzą, że Jan był wielkim człowiekiem, ale nie chcą odpowiedzieć na pytanie Pana Jezusa, kim faktycznie był. Wiedzą że jeśli odpowiedzą iż  Jan pochodził od Boga, to wtedy padnie pytanie dlaczego Jemu nie uwierzyli (w. 25)? Dlaczego teraz nie wierzą Jezusowi skoro Jan składał o nim świadectwo i powiedział, że On jest barankiem Bożym. A z drugiej strony kalkulują, że jeśli powiedzą iż Jan nie pochodził od Boga, to ludzie którzy temu się przysłuchują w świątyni wpadną we wściekłość mając Jana za proroka i odrzucą ich. Widzicie wyrafinowane kalkulacje? Oni nie szukają prawdy, oni ciągle kombinują jak zachować władzę, pieniądze, pozycje, jak zrobić by ich było na wierzchu. Oni gonią za tym co jest korzystne dla nich, co służy im i ich celom, ich brzuchowi, a nie Bogu. Oni nie chcą dać jasnej odpowiedzi i przyznać się do tego co naprawdę myślą i w co wierzą. Nie chcą z rozmysłem powiedzieć prawdy, bo wiedzą że prawda mogłaby im zaszkodzić.
Jest to bardzo niebezpieczny stan. Stan rozmyślnej ignorancji, tchórzostwa i politycznej kalkulacji, że będziemy mówić i zachowywać się tak, by jak najwięcej ugrać dla siebie, a prawda nie ma znaczenia. To jest stan, w którym nie mówimy prawdy, bo prawda mogłaby zaszkodzić naszym interesom. Więc lepiej z rozmysłem kręcić, być cynicznym politykiem. Są kościoły i ludzie o których mówimy, że oni zawsze umieją się ustawić i zmieniają swoją retorykę w zależności od otoczenia, są jak kameleon i chcą podobać się wszystkim. Jeśli przyjmujemy taką postawę jak faryzeusze w naszych relacjach z innymi, w naszym świadectwie dla Chrystusa, to nasza postawa nie będzie definiowana tym jak dać świadectwo prawdzie, ale co powinienem teraz zrobić lub co powiedzieć żeby sobie nie zaszkodzić. Człowiek taki przypomina kogoś kto chce płynąć na dwóch łódkach. Stoi jedną nogą na jednej i jedną nogą na drugiej. Wszystko jest dobrze aż do chwili, gdy łódki zaczynają się rozjeżdżać, wtedy też i upadek Jego pewny.
Pan Jezus o takiej postawie powiedział w ten sposób:
Łukasza 6:26  Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich.
Tak, jest to cecha fałszywych proroków, w oczach wszystkich dobrze wypaść, nikomu nie zaszkodzić, nikomu się nie narazić, zawsze mówić tak jak ludziom się podoba i nie konfrontować ich z prawdą. Wszak otwarte komunikowanie prawdy powoduje napięcia, a na tym możemy jedynie stracić. Tak i rzeczywiście tracimy w oczach tych, którzy i tak nie chcą uwierzyć, a zyskujemy i jesteśmy zachętą dla tych co idą za Panem i zyskujemy u Boga. Jakie jest nasze zachowanie w podobnych sytuacjach, czy mamy odwagę otwarcie stanąć po stronie prawdy, po stronie Chrystusa? Mówić jak Słowo Boże mówi, „tak, tak albo nie, nie”, bo co ponadto jest od złego (Mat 5,37). Nasze odpowiedzi mają być proste, zrozumiałe, intencje szczere bez politycznej kalkulacji.

Podsumowując:
1.      Po pierwsze autorytet Pana Jezusa pochodził z Nieba i wielokrotnie dawał tego dowody. Trzeba być głupim albo ślepym z powodu zatwardziałej niewiary i pełnym uprzedzeń, by nie widzieć że jeśli ktoś chodzi po wodzie, uzdrawia wszelką chorobę, ucisza burzę, wskrzesza z martwych, wypędza demony i rozmnaża żywność nie ma władzy od Boga.
2.      Po drugie, religijne wąskie przekonania i przywiązanie do tradycji często zamykają człowiekowi oczy na Boże dzieło do tego stopnia, że może mu się nawet sprzeciwiać, a nawet z nim walczyć jak np. Apostoł Paweł przed swoim nawróceniem.
3.      I po trzecie, strzeżmy się politycznej poprawności jako chrześcijanie, by każdemu się podobać, by z wszystkimi się zgadzać, by szukać własnego interesu kosztem prawdy ewangelii. Amen





14.05.2017

Drzewo bez owoców Ew. Mateusza 21,18 – 22


Drodzy przypominam, że jesteśmy w ostatnim tygodniu pobytu Pana Jezusa na ziemi. Dzisiaj przyjrzymy się historii jak Pan przeklął drzewo figowe. Jest to o tyle niezwykłe, że rzadko mogliśmy widzieć Pana Jezusa w sytuacjach, gdy używał swojej mocy w celach by coś zniszczyć. Najpierw widzieliśmy Go jak pełen Gniewu powywracał stoły w Świątyni i przepędził tych, którzy z domu Jego Ojca czynią jaskinie zbójców, a teraz jak jednym słowem przeklina drzewo figowe i ono usycha. Zarówno pierwsze jak i drugie wydarzenie zawierają w sobie ważne przesłania. O przesłaniu wynikającym z oczyszczenia świątyni mówiliśmy ostatnim razem, a dzisiaj powiemy sobie o tym co Bóg chce do nas powiedzieć na podstawie historii o nieurodzajnym drzewem figowym. 
 Po tym jak Pan Jezus oczyścił Świątynie udał się do Betanii by tam przenocować (w 17). W Betanii mieszkali Jego bliscy przyjaciele Łazarz którego wskrzesił z martwych jego siostra Maria i jej siostra Marta. Miejscowość ta leżała bardzo blisko Jerozolimy, około 3 kilometrów, więc Pan Jezus najwyraźniej przenocował w domu swoich przyjaciół i rano wracał do miasta. W trakcie powrotu zauważył przy drodze drzewo figowe na którym były liście, ale nie było owocu. Z tego powodu że był głodny podszedł do niego szukając na nim fig, ale nic nie znalazł.  
Ewangelista Marek uzupełniając tą historię dodaje że nie był to czas na figi (Mk 11,13). Może wydawać się dziwne dlaczego Pan Jezus przeklął to drzewo, skoro nie był to jeszcze czas na owoce.
Ale dopiero gdy zagłębimy się w tą historię zdołamy odpowiedzieć na te pytania. W Ziemi Izraelskiej drzewo figowe było synonimem dobrobytu i bogactwa. Przypomnijmy sobie jak Bóg miał wprowadzić Izraela do ziemi obiecanej to powiedział, że jest to niezwykle piękna ziemia. Ziemia pszenicy, jęczmienia, winnej latorośli, drzewa figowego i drzew granatu (5 Moj 8,8). A jak szpiedzy zostali wysłani przez Mojżesza w celu zbadania ziemi, to na dowód urodzajności ziemi obiecanej przynieśli jabłka granatu i figi (4 Mój 13,23). Gdy Słowo Boże przedstawia czasy dobrobytu i pokoju, to wyraża je w słowach, że każdy będzie siadywał pod swoich drzewem figowym (1 Król 4,25).
Drzewa figowe są także bardzo okazałe, ich wysokość dochodzi do ponad 6 metrów i podobną średnice rozpiętości mają ich gałęzie. W ten sposób dają wiele cienia w gorące dni. Owocują one dwa razy do roku w maju i czerwcu. Ale to drzewo figowe które przeklął Pan Jezus nie było urodzajnym drzewem. Czytamy że Pan nic nie znalazł na nim oprócz liści. Jest to cenna wskazówka pokazująca nam, że to drzewo było jałowe, bo na figowcach pierwszy owoc pojawia się przed liśćmi. I choć jak mówi Ew. Marek że nie był to jeszcze czas na owoce, bo była wiosna, kwiecień, to jednak to drzewo miało już liście. Co oznaczało, że w ogóle owoców nie wyda.
Po prostu to było chore drzewo, bezowocne i to stało się powodem tego, że Pan przeklął  je. Uczynił to mocą swego słowa. Powiedział  „niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki” (w.19).
Ew. Mateusz mówi, że drzewo po tych słowach zaraz uschło. U ewangelisty Marka czytamy, że dopiero na drugi dzień były wyraźne efekty po słowach Chrystusa (Mk 11,20). Czy to jest jakaś sprzeczność? Nie, łatwo to wytłumaczyć, uschło rzeczywiście od razu. Korzenie stały się suche jak tylko Pan Jezus wyrzekł swoje słowa, ale dopiero na drugi dzień było wyraźnie widać że umarło.



Brak owoców powodem odrzucenia
Ale w historii tej chodzi o coś więcej niż tylko zniszczenie nieurodzajnego drzewa. Historia ta jest wyraźną ilustracją tego co się stanie z literalnym Izraelem. Nie bez znaczenia jest fakt, że Pan Jezus zniszczył to drzewo, zaraz na drugi dzień po tym jak oczyścił świątynie. Drzewo figowe przedstawia tutaj Izraela jak w innych fragmentach Słowa Bożego np. Ks. Ozeasza
Ozeasza 9:10  Znalazłem Izraela jak winne grona na pustyni, widziałem waszych ojców jak wczesną figę na drzewie figowym.
lub Jeremiasza
Jeremiasza 24:5  Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Jak na te dobre figi, tak spojrzę łaskawie na wygnańców Judy, których zesłałem z tego miejsca do ziemi Chaldejczyków, ku dobremu;
Liście które były na drzewie oznaczają aktywność religijną. Z daleka wydaje się, że to drzewo jest całkiem zdrowe. Mówiliśmy o tym ostatnio, że świątynia całkiem dobrze prosperowała. Odbywały się tam religijne ceremonie, obchodzono święta i składano ofiary. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest w porządku. Wystarczyło jednak zbliżyć się trochę i przyjrzeć tej religijności, by zobaczyć że to wszystko było puste, bezowocne jak owe drzewo.
Literalny Izrael miał wszystko by przynosić dla Boga owoce. Byli narodem wybranym, mieli Boże obietnice, zostali wprowadzeni do ziemi obiecanej, mieli Bożych proroków którzy ich instruowali i przekazywali im prawdziwe Słowa od Pana. Mieli prawdziwe prawo od Boga wypisane palcem Bożym. Nie musieli być jak inne narody zastanawiając się czy ich cześć dla Boga jest właściwa, bo ich objawienie pochodziło z pewnego źródła. Mieli kapłanów, świątynie, Boże błogosławieństwo i wszystko inne co potrzebne było do wydawania owoców.
Jednak oni te wszystkie wspaniałe rzeczy, które dał im Bóg sprzeniewierzyli, zdradzili Boga. Zamiast wykorzystać Boże błogosławieństwa i narzędzia od Boga do wydawania owocu, to wykorzystywali je do pomnażania grzechu. Bożych proroków pozabijali, świątynie wykorzystywali do fałszywego kultu, ziemię obiecaną napełnili przestępstwami, krwią niewinnie przelaną i fałszywymi bóstwami, a kapłaństwo, ofiary i Boże przykazania sprowadzili do pustej religijnej formy odartej z mocy i faktycznego ich przesłania. 
Jeszcze szczycili się tym, że nie ma znaczenia jaki mają osobisty stosunek do Boga i jego przykazań. Uważali że zawsze będą narodem wybranym, bo mają swoją religię, swoje rytuały i swoje święta.
Pamiętamy jak przyszedł Jan chrzciciel? Wzywał ich wtedy do nawrócenia, by wydawali owoce godne upamiętania i nie wmawiali w siebie, że sam fakt pochodzenia od Abrahama sprawa że są błogosławieni przez Boga (Łuk 3,8).
Tak, były liście, drzewo wyglądało całkiem dobrze, religia kręciła się w najlepsze, interes prosperował, ale nie było owoców.
Ewangelista Łukasz w 13 rodz. swojej ewangelii przekazał nam zastosowanie tego samego obrazu:
Łukasza 13:6  I powiedział to podobieństwo: Pewien człowiek miał figowe drzewo zasadzone w winnicy swojej i przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł.
7  I rzekł do winogrodnika: Oto od trzech lat przychodzę, by szukać na tym figowym drzewie owocu, a nie znajduję. Wytnij je, po cóż jeszcze ziemię próżno zajmuje?
8  A tamten odpowiadając, rzecze: Panie, pozostaw je jeszcze ten rok, aż je okopię i obłożę nawozem,
9  Może wyda owoc w przyszłości, jeśli zaś nie, wytniesz je.
Pan Jezus Chrystus naprawdę wiele inwestował w drzewo figowe jakim był Izrael. Przez trzy lata chodził nauczał, uzdrawiał, wypędzał demony i okazywał swoją moc dając liczne świadectwo tego, że jest oczekiwanym Mesjaszem Królem. Jednak oni Go zabili, zamordowali swojego Mesjasza na którego czekali. Pomimo to, był wobec nich bardzo cierpliwy, podobieństwo mówi że trzy lata obkładał nawozem, ale czekał o wiele dłużej. Czekał aż do 70 r.ne kiedy wylał się na nich ostateczny sąd w chwili gdy cesarz Tutus z Rzymską armią wkroczył do miasta i zniszczył świątynie. Sprawił tak, że nie pozostał tam kamień na kamieniu jak Pan przepowiedział (Mat 24,2).
To drzewo figowe do dzisiaj nie wydaje owoców, do dzisiaj jest przeklęte. Pojedziesz do Izraela i spotkasz ortodoksyjnych Żydów, to zobaczysz to samo, co widział wtedy Pan. Zobaczysz liście, zobaczysz religie, ceremonie, odpowiednie religijne ubiory oraz gesty, ale do dzisiaj nie uznają swojego Mesjasza i nie służą Mu. Kto nie kocha Pana mówi Słowo niech będzie przeklęty (1 Kor 16,22).
Naprawdę dziwie się kościołom chrześcijańskim, które tak bardzo zachwycają się dzisiejszym Izraelem, przyjmują praktyki Żydowskie, czy ślą pieniądze by wspierać dzisiejszy Judaizm myśląc że czyniąc tak przyśpieszają realizacje Bożych planów oraz są bliżej Boga. Żaden nawet odrodzony duchowo Żyd nie jest bliżej Boga niż nawrócony chrześcijanin! Zasłona świątyni, zasłona do miejsca najświętszego w czasie gdy Pan Jezus składał ofiarę rozdarła się. Dzisiaj każdy ma taki sam dostęp do Boga i na takich samych warunkach, przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wszyscy którzy wierzą w Chrystusa są synami Bożymi, wszyscy zasiądą do jednego stołu i będą na jednej uczcie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem.
Wprawdzie Bóg w odpowiednim czasie zwróci swoje oczy na literalny Izrael i wtedy spojrzą na tego którego przebodli (Zach 2,10). Wierzę że to będzie przed samym przyjściem Pana. Spojrzą na Chrystusa i uznają w Nim swojego Mesjasza. Bóg ma swoje plany co do tego narodu i zachowuje ich w sposób fizyczny i polityczny. Dopiero wtedy gdy się nawrócą zaczną wydawać owoce, ale do tego czasu są pod przekleństwem.

Wiara wydaje  owoce
W ten sposób Pan i nas chce nauczyć ważnych lekcji.
Pierwsza z nich jest taka, że nie ma wiary bez owoców. Prawdziwa wiara w Chrystusa jest wiarą przynoszącą owoce. Jeśli ktoś jest człowiekiem religijnym, ale nie ma w Jego życiu upamiętania, posłuszeństwa Chrystusowi, oddania Jemu i miłości do Niego, to żadna religia mu nie pomorze. To jest coś czego musimy nauczyć się wszyscy, wbić sobie to głęboko w nasze serce, że jeśli są liście, ale nie wydajemy owoców upamiętania, to jesteśmy przeklęci, to jesteśmy potępieni. Piekło to miejsce ludzi religijnych. Tam będzie ich mnóstwo, wszyscy oni mieli swoją religie, swoje przekonania, swoje praktyki i swoje ceremonie, ale nie mieli upamiętania. Nie mieli Zbawiciela, nie mieli owoców Ducha Św. miłość, radość, pokój, uprzejmość, dobroć, cierpliwość, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość i wiele innych o których wspomina Słowo Boże. 
Każdy chrześcijanin, to jest ktoś, kto przynosi owoce dla Boga. Pan Jezus powiedział w przypowieści o dobrej glebie w 13 rozdz. Ew Mateusza że jest to owocowanie o różnym natężeniu, jeden przynosi trzydziestokrotny polon, inny sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inny stokrotny.  Nie ma nieowocujących chrześcijan, jeśli ktoś nie przynosi owocu, jeśli ktoś nie widzi w swoim życiu uczynków posłuszeństwa, poświęcenia i miłości do Pana wypływających z wiary nie jest chrześcijaninem.

Wiara w Boga daje dostęp do Bożej mocy.
Druga lekcja dla uczniów i dla nas jest taka, że prawdziwa wiara w Boga daje chrześcijaninowi dostęp do nieograniczonych zasobów Bożej mocy. Wydaje mi się, że z powodu ruchu charyzmatycznego czasami boimy się mówić o Bożej mocy w życiu chrześcijanina. Ale tego nucza tutaj Pan Jezus, ze jeśli wierzymy w Boga, jeśli ufamy Bogu i mamy niezachwianą wiarę w Jego obietnice, to możemy być pewni że Bóg wysłucha każdej naszej modlitwy która jest zgodna celami i pragnieniami Boga.
Czytamy w 20 wierszu że uczniowie bardzo zdziwili się, że drzewo tak szybko uschło. Wiedzieli dobrze, ze to co się stało z drzewem nie było wynikiem naturalnych procesów, ale tutaj działała Boża moc. Nasz Pan posłużył się tym, by powiedzieć uczniom, że Boża moc jest tak ogromna, że nawet jakby kazali wielkiej górze wznieść się i rzucić do morza, a byłoby to Bożą wolą, tak się stanie.
Oczywiście nie chodzi tutaj o to, by dosłownie przenosić góry. Znamy jednak powiedzenie, że wiara góry przenosi. W naszym kontekście oznacza to wiarę w Boga w Bożą moc z pomocą której jesteśmy w stanie sprostać największym problemom i wyjść naprzeciw największym potrzebom. W żydowskiej symbolice umiejętność przenoszenia gór była metaforą radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach i usuwania największych przeszkód. Tym samym Pan Jezus chce do uczniów i do nas powiedzieć, żebyśmy zawsze pamiętali, że Bóg i Jego wielka nieograniczona moc jest po naszej stronie i mamy do niej dostęp przez wiarę. Jakże często mamy tendencje o tym zapominać, gdy pojawiają się problemy i przeszkody. Zamiast modlić się do Boga o rozwiązanie problemu, zamiast u Boga szukać zasobów to narzekamy. Mówimy że się nie da, że to nie wyjdzie, nie uda się, i tak niż z tego nie będzie i w ten sposób rezygnujemy. W ten sposób nie doświadczamy Bożej mocy w naszym życiu w takim stopniu jak moglibyśmy doświadczać.
Wiara o której mówi Pan Jezus tutaj, nie jest wiarą w pokonanie problemu, nie jest wiarą w uzdrowienie, nie jest wiarą w siebie by realizować swoje ambicje i marzenia. Jest to wiara skoncentrowana na Bogu, niezachwiana ufność że Bóg odpowie nam i zaspokoi nasze potrzeby.
Nie jest to jakaś zwykła wiara na zasadzie że zgadzamy się z tym, że Bóg może wszystko uczynić. Czasami mówimy, wierzę że Bóg może wszystko, wierzę że Bóg może dać mi pracę, wierze że Bóg może uzdrowić każdą chorobą i każdą niemoc, wierzę że Bóg może rozwiązać mój problem.  
Wiara o której mówi Pan Jezus to jest głęboka ufność w Bożą moc, w Bożą ingerencje w jakiejś sprawie bez żadnych wątpliwości. On mówi 21 wierszu „jeślibyście mieli wiarę i nie wątpili”. Wątpliwości dotyczą serca, dotyczą wewnętrznego przekonania, czy Bóg mi odpowie, czy to jest Bożą wolą. Wątpliwości ujawniają się również w zaangażowaniu, gdy porzucamy nasze modlitwy, gdy modlimy się bez przekonania. Przykładem ufnej niezachwianej modlitwy może być modlitwa Hudsona Tylora o 24 misjonarzy do Chin. Gdy zdał sobie sprawę po pewnym czasie pobytu tam, jak ogromnym dziełem jest ewangelizacja Chin postanowił modlić się o 24 zdecydowanych pracowników misyjnych, którzy mogliby razem z nim udać się z powrotem do Chin i głosić ewangelię. Jednak w XIX w zdobyć 24 ludzi, którzy zdecydują się na wielomiesięczną trudną i niebezpieczną podróż do Chin i jeszcze zdobyć środki na ich utrzymanie graniczyło niemalże z cudem. Hudson też nie miał zbyt dużo czasu, by wszystko zostało załatwione, bo około roku. Ale już po pół roku od jego modlitwy zgłosiło się 24 pracowników, którzy zdecydowali się na wyjazd misyjny, by przez następne 8 lat głosić ewangelię w chinach. Później napisał w swoim pamiętniku "Modliłem się o dwudziestu czterech wykwalifikowanych, chętnych pracowników w Brighton, 25 czerwca 1865 roku. Jak ogromnie szybko potoczyły się wydarzenia, począwszy od tego dnia!
„Zdawało się, że Bóg jakby tylko czekał na to, aby on uczynił ten jeden krok - a gdy go zrobił, to stwierdził, że wszystko inne jest już przygotowane”.
Również i ja w swoim życiu duchowym doświadczałem wielkich Bożych odpowiedzi. Odpowiedzi w sprawie służby, w sprawie pracy, w sprawie zdrowia, rodziny, w sprawie nawrócenia moich bliskich. I wierzę głęboko, że jeszcze nie jednej odpowiedzi Bożej na moje modlitwy doświadczę. Wiem również że każdy z nas, każdy kto ma wiarę i ufność w potężną Bożą moc, każdy kto ma wiarę i ufność w Boga Biblii może tych odpowiedzi doświadczać. Pod warunkiem, że wołamy do Boga o to, co jest zgodne z Jego planami i celami. Podczas ostatniej wieczerzy Pan Jezus kilka razy przypominał swoim uczniom że ta wielka moc Boża dostępna jest dla Jego dzieci
Jan 14:13  I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu.
14  Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.
  Później podobne słowa mówi w 15 rodz. aż dwa razy (Jana 15,7.16), a także przypomina uczniom o tym w 16 rozdz. Ew. Jana (16,23-24).
Nie rezygnujmy z tego, nie poddawajmy się, zawsze pamiętajmy, że po naszej stronie jest Bóg wszechmogący dla którego nie ma nic niemożliwego.

Boża moc dostępna przez modlitwę
Teraz Zwróćcie uwagę, że ta Boża moc jest dostępna przez modlitwę. To jest Boży sposób darowania nam Bożego zaopatrzenia. Pan Jezus o tym mówi w 22 wierszu „i wszystko o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie.
Ostatnio słuchałem ciekawego wykładu na temat modlitwy z listu Jakuba Chucka Swindolla w oparciu o fragment
Jakuba 4:2  Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć; walczycie i spory prowadzicie. Nie macie, bo nie prosicie.
3  Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności.
 Chack Swindoll najprościej jak tylko potrafił wyjaśnił, że jedną z przyczyn barku mocy w życiu chrześcijan jest zwyczajny brak modlitwy jak powiedział Jakub. Chcielibyście mieć, chcielibyście osiągnąć, ale nie modlicie się. Boża moc dostępna jest dla tych, którzy się modlą, którzy podejmują regularny wysiłek by poświęcać cześć swojego czasu na społeczność z Bogiem na modlitwę. Na modlitwę szczerą, gorliwą, która angażuje nasze serce, nasze myśli i naszą wolę. Gdy przyjrzymy się bohaterom wiary, ludziom których podziwiamy, ludziom którzy doświadczali wielkich Bożych cudów w swoim życiu, to zawsze są to ludzie modlący się.
Jednym z takich wielkich Bożych mężów modlitwy był metodystyczny kaznodzieja William  Bramwell.
Pozwólcie że przywołam tutaj jedno wydarzenie z jego biografii:
Gorliwa młoda chrześcijanka miała właśnie odpłynąć z Lwerpool na Jamajkę, aby odwiedzić swoich przyjaciół. Postanowiła odwiedzić pasatora Williama Bramwella, bardzo cenionego w mieście kaznodzieję Metodystycznego i poprosić go o błogosławieństwo i powierzenie jej Bożej opiece. Kaznodzieja przyjął ją łaskawie i modlił się gorliwie w jej sprawie.
Kiedy powstał ze swoich kolan, wykrzyknął stanowczo: "Moja droga siostro, nie możesz jutro jechać. Mam przekonanie od Boga, że nie możesz tego uczynić". Niewiasta była zdziwiona, rozczarowana i z pewnością zdezorientowana, ponieważ wszystko było już zaplanowane. Jednakże nie ośmieliła się zignorować ostrzeżenia człowieka, o którym wiedziała, że jest blisko Boga.
Sześć tygodni później do Anglii dotarła wiadomość, że statek zatonął wraz ze wszystkimi pasażerami, jacy byli na pokładzie.
Również biblijny Dawid to człowiek modlitwy on mówi „Głosem moim wołam do Pana, A On odpowiada mi” (Ps. 3,5) na innym miejscu mówi „Boże mój wołam co dnia” (Ps 22,3). Gdy czytamy Psalmy Dawida ciągle te kwestie się pojawiają, jak wiele modlitwy, jak wiele łez i westchnień do Pana, by Go wysłuchał. O Danielu czytamy, że modlił się trzy razy dziennie i nawet zakaz modlitwy w całym Królestwie pod groźbą utraty życia nie zniechęcił go. To samo czytamy o apostole Pawle że ciągle trwał w modlitwach  i innych apostołach, że postanowili zająć się posługą słowa i modlitwą.
Jeśli chcemy tej Bożej mocy o której w naszym fragmencie mówi Pan Jezus musimy zgiąć swoje kolana przed Bogiem, być wiernymi i wytrwałymi w modlitwie a skarbiec nieba otworzy się. Pan Jezus mówił, że mamy stukać i pukać, mamy nie ustawać, wciąż błagać i modlić się. Czasami chrześcijanie pytają się mnie, czy to jest właściwe modlić się do Boga o coś wiele razy. Tak, po stokroć tak, to właśnie o to chodzi, żeby modlić się tak długo, aż Bóg wysłucha, aż Bóg odpowie ci. Wołaj i błagaj i wzmacniaj w ten sposób swoją wiarę, aż Bóg otworzy upusty nieba.
Jednak niektórzy mówią i tak Bóg zrobi to co będzie chciał, a może to nie jest Bożą wolą? Ale mam wrażenie że takie gadanie jest usprawiedliwieniem by nie modlić się. Takie podejście również osłabia twoją wiarę, bo próbujemy zrozumieć rzeczy które nie jest nam dane zrozumieć w tym świecie, a mianowicie to, jak pogodzić Bożą suwerenność z odpowiedziami na nasze modlitwy. Najwidoczniej Bóg nie ma z tym problemu, jest całkowicie wolny w swoich decyzjach i jednoczenie odpowiada na nasze modlitwy. Jeszcze raz, chcemy Bożej mocy, chcemy wielkich Bożych dzieł w życiu Zboru i w naszym osobistym życiu to wołajmy, prośmy i błagajmy Pana.

Podsumowując
1.      Po pierwsze prawdziwa wiara w Chrystusa przynosi owoce dla Boga. Nie pozwólmy by na naszym drzewie były same liście, wyłącznie jakaś religia bez praktycznego wpływu na nasze codzienne życie. Tak postępował Izrael i Bóg przeklął to drzewo. Tak też potępi każdego, który zadowala się i szuka usprawiedliwienia dla swoich grzechów w pustej religijności.
2.      Po drugie niezachwiana ufność Bogu, niezachwiana ufność w Boże obietnice bez wątpliwości daje nam dostęp do potężnej Bożej mocy. Dzięki której możemy wyjść naprzeciw nawet największym problemom i wyzwaniom.
3.      I po trzecie, narzędziem by po tą potężną Bożą moc sięgnąć jest wytrwała, szczera i zgodna z Bożą wolą modlitwa.  


10.05.2017

Cel Prawa Mojżeszowego, Studium Listu do Galacjan 3,19-22


Oponenci Pawła po tym jak Paweł dowiódł, że zbawienie z łaski przez wiarę objawione Abrahamowi jest wciąż aktualne i prawo mojżeszowe nie znosi uprzednio danej obietnicy mogli powiedzieć Pawłowi „to po co w takim razie prawo Boże”? Po co Bóg dał zakon, skoro nie w tym celu żeby człowiek był przez niego zbawiony?
Więc Paweł teraz wyjaśnia cel nadania prawa i pokazuje, że Prawo Mojżeszowe wcale nie stoi w opozycji do zbawienia z łaski przez wiarę jak twierdzili judaizujący nauczyciele. Oni mówili „no dobrze Pawle, jeśli zbawienie jest z łaski przez wiarę jak mówisz, to w takim razie zakon byłby zupełnie niepotrzebny. Pomijasz Pawle całkowicie Mojżesza, odwodzisz ludzi od przestrzegania Bożego prawa. W rzeczywistości, to ty jesteś Pawle fałszywym nauczycielem, a nie my. To ciebie należy zwalczać, a nie nas (Dzieje Ap 21,28)
Wtedy Paweł wskazuje, że celem zakonu nie jest zbawiać człowieka, czy uzupełnić zbawienie z łaski i nigdy nie było, nie w tym celu Bóg nadał Prawo Mojżeszowe, ale zakon ma prowadzić człowieka do Chrystusa i zawsze maił taki cel.

w. 19 – 20
W jakim celu został nadany zakon pyta Paweł.
Po co apostoł Paweł zadaje to pytanie?
Doskonale wie, że gdy zostanie zrozumiany cel zakonu, to wtedy znikną wątpliwości, czy przestrzeganie zakonu jest potrzebne do zbawienia.
Zakon został nadany, by objawić wielkość i moc grzechu. Zakon również został nadany, by pokazać że człowiek sam własnymi uczynkami nie jest w stanie się zbawić. Pomimo tego, że ma prawo, przykazania i tak nie jest w stanie ich przestrzegać jak wymaga tego od człowieka Bóg.
Rzymian 7,1-13; Rzym 3,20; Rzym 4,15

Zakon miał swoją rolę i swój czas. Zwróć uwagę do kiedy miał pełnić swoje zadanie (w 19). Do przyjścia potomka. Potomkiem tym jak wcześniej wykazał Paweł jest Pan Jezus Chrystus. Więc z chwilą przyjścia potomka rola zakonu się zakończyła dla tych co przyjęli Chrystusa.
Dala tych zaś, którzy Go nie poznali to cel zakonu wciąż jest ten sam, ma prowadzić ludzi do Chrystusa. Pokazywać grzeszną naturę, wskazywać na konieczność zaufania Zbawicielowi. Gdy człowiek uwierzy w Chrystusa znajduje się już pod łaską, a nie pod zakonem.

Tak więc co powinien człowiek poznać zanim przedstawi mu się łaskę?
Powinien poznać prawo, Boże wymagania. Powinno mu się zwiastować o tym, że jest grzesznikiem, którego prawo Boże potępia. Należałoby przypomnieć takiemu człowiekowi Boże przykazania i powiedzieć – zobacz takie są Boże wymagania jeśli ich dopełnisz będziesz żył. Ale oczywiste jest, że nikt nie może dorównać Bożym standardom, więc zaufanie Chrystusowi jako swojemu Zbawicielowi staje się konieczne, by wszyscy byli zbawieni z łaski, a nie z uczynków.
Wtedy kiedy ktoś już jest przekonany przez Prawo Boże, że jest potępionym grzesznikiem i nic sam z siebie nie może uczynić, by zmienić ten stan. Wtedy jest miejsce dla Bożej łaski w Chrystusie.
Słowo Boże i Duch Św. najpierw przekonuje człowieka o jego grzechu. Dopiero człowiek przekonany o grzechu jest w stanie skutecznie skorzystać z łaski (Jan 16,8; Rzym 7,7)


A co jeśli ktoś nie zna Prawa Bożego?
To że ktoś nie zna Prawa Bożego nie zmienia Bożych standardów świętości. Co najwyżej może być to okoliczność łagodząca, może otrzymać mniejszy wyrok, ale również jest winny. Bóg nadał Prawo Mojżeszowi którego streszczeniem jest 10 przykazań, by wszyscy się dowiedzieli jakie są Boże wymogi sprawiedliwości.
Jednak wiele osób zamiast dostrzec w przykazaniach przewodnika do Chrystusa uczyniło je celem samym w sobie co jest sprzeczne z ideą nadania prawa.

Teraz Paweł wykazuje w 19 i 20 wierszu, że w kategorii doniosłości i wielkości chwały zakon jest niżej niż zbawienie z łaski przez wiarę. Wykazuje to przedstawiając nadanie jednego i drugiego – łaski i zakonu

Zwróć uwagę ja Bóg nadawał zakon?
Czynił to przez pośrednika. Z jednej strony pośrednikiem w nadaniu Bożego prawa między ludem, a Bogiem był Mojżesz, a z drugiej strony między Bogiem a Mojżeszem byli aniołowie.

Teraz przypomnij sobie jak Bóg nadawał obietnice łaski?
Abraham wcześniej wspomniany przez Pawła otrzymał obietnice zbawienia z łaski bezpośrednio od samego Boga. Bóg mu dał obietnice osobiście Ks. rodz. 12,1-3

To więc już w sposobie otrzymania jednego i drugiego widać zasadnicze równice tego, co jest bardziej wzniosłe i ważniejsze. Obietnica dana Abrahamowi jest obietnicą z pierwszej ręki. Zakon zaś przychodzi do ludzi z trzeciej ręki. Najpierw Bóg, później aniołowie, następnie Mojżesz, a dopiero lud.

Pośrednik był konieczny, przy nadaniu zakonu, bo zakon był umową w której zarówno Bóg jak i lud mieli warunki do spełnienia. W objawieniu łaski podczas obietnicy nadanej Abrahamowi nie było potrzeby pośrednika, bo Bóg sam ratyfikował przymierze z Abrahamem, był tylko On - Abraham spał. Abraham nie miał żadnych warunków do spełnienia. (Rodz 15,17-18) i Bóg przysiągł na siebie samego że dotrzyma obietnicy Rodz. 22,16; Hebr. 6,13-14.
Tak więc, obietnica nadania potomka i błogosławieństwa dla wszystkich narodów nie zależała od wierności Abrahama, ale tego czy Bóg mógł jej dotrzymać!

Czy więc wtedy zakon jak twierdzili Judaizujący jest przeciw Bożym obietnicom? Czy te dwie rzeczy wzajemnie się wykluczają?
Oczywiście nie. Wprost przeciwnie, nadany zakon wzmacnia obietnice łaski i czyni ją konieczną. Pokazuje wspaniałość obietnicy i jeszcze bardziej uwydatnia jej głębie oraz miłosierdzie Boga. Tego właśnie nie rozumieli Judaizujący, że zakon utwierdza łaskę, a nie ją znosi jak oni twierdzili.

w. 21-22
Judaizujący wzywali do zachowywania zakonu, a wtedy mówili że człowiek będzie Zbawiony. Paweł natomiast pokazuje, że żaden zakon przez który człowiek mógłby być zbawiony nie został człowiekowi nadany. Jest jeden rodzaj zbawienia, zbawienia wyłącznie z łaski przez wiarę. Gdyby Bóg miał dla ludzi jakąś inną drogę zbawienia z pewnością by ją objawił. Ale droga Krzyża, droga na której Chrystus zapłacił za wszystkie nasze grzechy jest jedyną drogą zbawienia jaką Bóg dał człowiekowi (Ew Jana 14,6). Więc przeciwstawianie Zakonu łasce jest znoszeniem łaski i zabieganiem o zbawienie z uczynków. Jest w rzeczywistości odrzucaniem jedynej drogi zbawienia jakie Bóg dał ludzkości. Przyjmowanie przykazań jako drogę do zbawienia, usprawiedliwienia przed Bogiem nie jest utwierdzaniem łaski, ale zaprzeczeniem łaski.

Zakon dowodzi, (Pismo dowodzi), że wszyscy są grzesznikami, że cały świat poddany jest grzechowi. Jest tak dlatego, że obietnica ma być z łaski przez wiarę.
Skoro wszyscy podani są grzechowi, wszyscy też potrzebują łaski (1 Król 8,46; Ps 143,2; Przyp 20,9; Izaj 53,6; Rzym 3,23; 3,19 ;11,32.
Ci którzy to zrozumieją i przyjmą Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela i będą zbawieni.
Paweł pokazuje, że cała ludzkość została schwytana przez grzech niczym ławica ryb w sieć i cała ludzkość potrzebuje wyzwolenia. Na wszystkich ludzi ciąży Boży gniew, a jedyna droga ucieczki przed potępieniem jest w ramiona Zbawiciela, Jezusa Chrystusa i zostało nam to  dane z łaski Boga.

w. 23-24
co to znaczy zanim przyszła wiara byliśmy zamknięci i trzymani pod strażą zakonu?
Prawo z powodu swej doskonałości i świętości było niemożliwym do spełnienia warunkiem i w  ten sposób zwróciło się przeciwko człowiekowi i potępiło go (Rzym 6,23; Kol 2,14).
Było niczym strażnik, który nie pozwala nam wyjść z niewoli. Ciągle przypominało nam o naszych grzechach i Bożych wymaganiach. Nie miało znaczenia jak mocno ludzie starali się wydostać spod niewoli prawa i tak zawsze gdzieś uchybili Bożym wymaganiom, a wtedy wyrok potępienia zwracał się przeciwko nim.
Tak było do czasu, gdy Bóg dał wyczekiwaną drogę zbawienia przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wtedy Gdy człowiek przyjmuje Chrystusa potępiający wyrok prawa zostaje zdjęty z Jego serca (Rzym 6,14).

Słowo przewodnik, którego używa Paweł oznacza niewolnika którego zadaniem było pilnowanie dzieci, aż do chwili, gdy dziecko osiągnęło dorosłość. Każde dziecko znajdujące się pod strażą takiego przewodnika tęskniło za dniem kiedy zostanie wyzwolone spod jego władzy. Tak chrześcijanie zostali wyzwoleni od zakonu. Wszyscy którzy oczekiwali Zbawiciela wraz z dniem Jego przyjścia doznali poczucia ulgi rozumiejąc, że łaska Boża jest lepsza niż najlepsze prawo.

Mieszanie zakonu i łaski, dodawanie coś do zbawienia z łaski przez wiarę jest zaprzeczeniem Bożej łaski. Nasze dobre uczynki nie dają nam usprawiedliwienia z naszych grzechów, czyni to jedynie wiara w ofiarę Chrystusa.
Właściwe zrozumienia prawa Bożego zawsze prowadzi ludzi do Chrystusa. Niewłaściwe zrozumienie stawia na tronie człowieka.


Zwróć uwagę jak Biblia jest spójna jak pasują do siebie kolejne elementy układanki. Kto mógł sprawić coś takiego? Tylko Bóg. Tylko Bóg mógł sprawić, że droga zbawienia odkrywana przez wieki ma swoją ciągłość i spójność co widzimy na podstawie Słowa Bożego.

Zwróć uwagę na miłosierdzie Boże, że Bóg mógł nas potępić bez zakonu, bez objawienia nam Zbawiciela. Ale objawił swoje prawo i posłużył się nim, by pokazać nam głębie naszego grzechu byśmy nie mieli wątpliwości, że potrzebujemy Zbawiciela. 

5.05.2017

Nieposłuszny prorok 1 Król 13,1-26


W naszym fragmencie czytamy o pewnym proroku, Bożym mężu, który otrzymał rozkaz od Pana, by iść do północnego Królestwa Izraela i ogłosić sąd dla odstępczego Króla Jeroboama. Widzimy, że ten prorok stara się być oddany Bogu i ma wiele dobrych cech Bożego człowieka. Przyszedł do Króla Jeroboama zgodnie ze słowem Pana chociaż wiedział, że to narazi go na niebezpieczeństwo ze strony króla. I rzeczywiście tak się stało, jak tylko wygłosił swoje proroctwo, to król kazał go schwytać (w. 4). Jednak Bóg sprawił, że ręka Jeroboama uschła. Widać że Bóg stał za słowami i osobą tego proroka. Widzimy również, że ten prorok jest skuteczny w modlitwie. Po tym jak uschła ręka króla, król prosił by mąż Boży modlił się za niego do Pana i by jego ręka była jak wcześniej. Więc prorok pomodlił się i Bóg wysłuchał go - ręka powróciła do wcześniejszego stanu (w 6). 
Gdy król przekonał się, że owy prorok jest Bożym człowiekiem i Bóg stoi za nim, pomyślał, że warto byłoby mieć kogoś takiego po swojej stronie. Zaprosił więc Bożego męża na posiłek, na ucztę i chciał dać mu jakiś upominek. Ale Boży mąż powiedział, że dostał wyraźny rozkaz od Pana iż nie może niczego przyjąć i nie może mieć z Jerobamem żadnej społeczności. Ma tam nie jeść, nie pić i nie wracać tą samą drogą którą przyszedł (w 7-9). Znowu widzimy Jego oddanie, że ten Boży człowiek jest nieprzekupny i czyni wszystko tak, jak kazał mu Pan.
Tak więc ten Boży człowiek ma prawdziwe słowa od Pana, jest posłuszny, jest odważny, jest nieprzekupny, bezkompromisowy, Bóg przyznaje się do Jego modlitwy i wydaje się, że całym sercem jest oddany Bogu.
W Betel mieszkał inny prorok - starzec. Prawdopodobnie wiele starszy od tego pierwszego. Gdy usłyszał to wszystko przez swoich synów, co stało się w Betel, jak młodszy prorok ogłosił słowa Pana i jakie wszystkie znaki wystąpiły podczas jego posługi postanowił, że dogoni tego proroka i zaprosi go do siebie do domu.
Dogonił go i chciał zaprosić na posiłek, ale ten powiedział, że dostał rozkaz od Pana, by nie jeść chleba w Betel, nie pić tam wody oraz wracać inną drogą (w 17).

Tu warto dodać, że Betel to znaczy dom Boży, i jest miejscem znanej historii z 1 Ks. Mój, z 28 rozdz. gdzie położył się Jakub w trakcie podróży do Labana i podczas snu widział drabinę wznoszącą się do nieba po której wstępowali i zstępowali aniołowie Boży. Możemy powiedzieć, że ten stary prorok mieszkający w Betel, mieszkał w miejscu gdzie Jakub widział bramę do nieba. Ale Jerobam uczynił z tego miejsca bramę do piekła, bo postawił tam fałszywe bóstwo w postaci cielca i kazał oddawać mu chwałę.

Jak młody prorok odmówił, to stary okłamał Go i powiedział, że też jest prorokiem i Boże plany się zmieniły - teraz ma się u niego zatrzymać. O dziwo ten prorok przyjął to słowo, co ściągnęło na niego gniew Boży i własną śmierć, bo Bóg ukarał go za nieposłuszeństwo.

Drodzy, historia ta jest bardzo pouczająca. Ten młody prorok dobrze zaczął, ale źle skończył.
Źle skończył dlatego, że dał się oszukać temu staremu prorokowi. Uwierzył, że Bóg zmienił zdanie, a powinien wiedzieć, że Słowo Pana jest pewne. Pozwolił na to, że ten stary prorok stał się dla niego wyrocznią. Zamiast trzymać się Słowa Bożego i tego co Bóg mu wcześniej powiedział zaufał innym źródłom objawienia. I uczynił to tak bardzo, że nawet nie zadał siebie trudu, by zweryfikować czy to, co mówi ten stary prorok jest prawda.
Jeśli miał wątpliwości, co już nie było właściwe, bo Bóg wcześniej powiedział mu co ma czynić. To jeszcze mógł modlić się do Boga i prosić Go o potwierdzenie słów starego proroka. Ale nie uczynił tego, uwierzył że tamten został posłany przez Boga podobnie jak on wcześniej. Uwierzył, że tamten również jest prorokiem zapominając o tym, że Bóg nie ma względu na osobę i nie ma znaczenia przed Bogiem jaką władzę i urząd ktoś posiada. W ten sposób młody prorok poddał się pod autorytet człowieka odrzucając Boga.
Dla każdego chrześcijanina istnieje takie niebezpieczeństwo jak w sytuacji tego młodego proroka. Ile to źródeł objawienia mamy dzisiaj, które chcą pretendować do miana Słowa Bożego? Mamy Ks. Mormona, Koran, Pisma Św. Jehowy, i wiele innych. Mamy też wiele osób, które chcą przekazywać nam słowa bezpośrednio od Boga powołując się na to, że Bóg do nich przemawia. Podobnie jak ten stary prorok przyszedł do tego młodego i powiedział mu, że wcześniej Pan mówił to…, ale teraz mówi tamto….. My też możemy mieć podobne doświadczenia. Docierają do nas głosy, że Bóg w jakiejś sprawie zmienił zdanie, że Biblia jest przestarzała i teraz są nowe czasy i należy szukać nowych rozwiązań. Pamiętam jak pewnej znajomej podesłałem filmy na temat tego, że teoria ewolucji to fikcja. Znajoma ta odpisała mi słowami w tonie politowania i kpin: "Jarek ty naprawdę w to wierzysz, że Bóg stworzył świat".
Ale jeśli zaczniemy ufać tym pozabiblijnym źródłom objawienia, to bardzo szybko zejdziemy z drogi prawdy jak bohater naszej historii. Musimy pamiętać, że jeśli Bóg coś powiedział w swoim słowie, to wciąż jest to aktualne i choć minęło wiele lat od tego jak to uczynił, to Słowo Jego jest wieczne i niezmienne.
Pan Jezus powiedział w Ew. Mateusza
Mateusza 24:35 Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą.
Boże Słowo jest bardziej stałe i nienaruszalne niż niebo i ziemia. Jest bardziej stałe niż to wszystko, co nas otacza np. kosmos, wschody i zachody słońca, czas, noc i dzień oraz ruchy planet.
Porzucenie Słowa Bożego i posłuszeństwa Bogu oraz poddanie się pod inny autorytet, który chce kierować naszym życiem kończy się tragedią duchową podobnie jak w sytuacji naszego proroka. Widzimy, że zagryzł Go lew. Bóg pozwolił, by tak się stało, bo ten mąż Boży sprzeniewierzył się Słowom Pana.
Drodzy, możemy dobrze zacząć, możemy być używani przez Boga, możemy osiągnąć wiele sukcesów duchowych w naszym życiu, ale jeśli na jakimś etapie naszego życia przestaniemy trzymać się Słowa Pana, to źle skończymy. Jeśli na jakimś etapie naszego życia pozwolimy na to, by zamiast Słowa Bożego coś innego zaczęło kierować naszym życiem, inne źródła objawienia, jacyś ważni dla nas ludzie, jakieś wewnętrzne pragnienia, itp.  to jest to droga, do duchowej katastrofy. 

2.05.2017

Wieczne obietnice Studium listu do Galacjan 3,15-18


Paweł wykazał na przykładzie Abrahama że doktryna usprawiedliwienia wyłącznie z wiary jest jak najbardziej zasadna. Argumentem przeciwników Pawła mogło być to, że prawo nadane Mojżeszowi na górze Synaj było nowym przymierzem i lepszą zmianą w stosunku do sytuacji w jakiej był Abraham. Apostoł wyszedł naprzeciw takim oskarżeniom i dowiódł wyższość przymierza z Abrahamem nad przymierzem z góry Synaj.

3,15
Testament Grecki raz napisany i zapieczętowany nie mógł już być zmieniany ani modyfikowany. Inaczej było z Testamentami Rzymskimi, można było ostatnią wolę zmienić lub dodać do testamentu jakieś poprawki.
W każdym razie ani jeden ani drugi testament nie może być zmieniony po śmierci zmarłego.

Paweł odnosi się tutaj do stosunków między ludzkich i na przykładzie testamentu pokazuje, że ludzkie postanowienia, ostatnia wola ma znaczenie. Nikt tej ostatniej woli nie zmienia, ale ją szanuje. Skoro szanuje się ostatnią wolę zmarłego, to tym bardziej jest ważne przymierze z wiecznym prawdomównym Bogiem, które Bóg zawarł z Abrahamem. Wszak to była jego wola by ci którzy mają dostąpić usprawiedliwienia, dostąpili go wyłącznie z samej wiary.
To więc przymierze z Mojżeszem nie było przymierzem na mocy którego Izraelici mieli dostępować Zbawienia, było jedynie zapowiedzią lepszego przymierza, cieniem nadchodzącego, które miało się wypełnić w Jezusie Chrystusie.
Przymierze spod Góry Synaj miało za zadanie jeszcze bardziej potwierdzić, że konieczne jest przymierze łaski, bo skala i obrzydliwość grzechu w oczach Bożych jest porażająca. Przymierze z Mojżeszem wcale nie znosiło przymierza z Abrahamem, było natomiast kolejnym krokiem do pełnego objawienia łaski w Jezusie Chrystusie.

Dwa przymierza
Przymierze z Abrahamem jest całkowicie różne od przymierza które Bóg zawarł z Mojżeszem.

Przymierze z Abrahamem
Rodz. 12,1-3; 13;15; Rodz. 15,1-18;22,16-18; 26,3-4; 28,13-14

Zwróć uwagę kto ma dopełnić obietnicy, kto jest gwarantem jej wypełnienia?
Bóg cięgle mówi, że on coś zrobi, że On coś uczyni, że On daje mu ziemię, że On da mu potomstwo, że On sprawi iż w Abrahamie będą błogosławione wszystkie plemiona ziemi. Bóg ciągle powołuje się na siebie i wypełnienie obietnicy nie zleży od Abrahama, czy od Jego posłuszeństwa, ale od Boga.

A czego Bóg wymagał od Abrahama?
Wymagał jedynie wiary w obietnice?
Zauważ również, że obietnice dane Abrahamowi nie straciły na ważności po Jego śmierci, Bóg powtórzył te obietnice zarówno Izaakowi jak i Jakubowi. Tak jak Paweł pisał w 15 wierszu. Skoro ludzki Testament jest ważny po śmierci, tym bardziej Boże obietnice dane Abrahamowi, przeszły one na następne pokolenie.


Przymierze z Mojżeszem
Jakie było przymierze z Mojżeszem?
Ks. Wyjścia 24,1-11
Przymierze z Mojżeszem pod górą Synaj było oparte o przestrzeganie Zakonu. Z jednej strony Bóg gwarantował swoje błogosławieństwo pod warunkiem, że Izrael będzie dopełniał Prawa. Czego naród nie uczynił. Tak więc to przymierze straciło swoją ważność, bo zostało zerwane. Jeremiasza 31,31

3,16
Następnie Paweł powołuje się na fragmenty Słowa Bożego, gdzie jest powiedziane, że wieczne przymierze dane Abrahamowi dotyczyło potomka, a nie potomków (Rodz 3,15;22,18.
Obietnice miały ziścić się przez potomka Abrahama którym jest Chrystus, a nie naród Żydowski jak twierdzili fałszywi nauczyciele, bo jakże przez naród miał cały świat dostąpić błogosławieństwa.
Jasne się robiło, że głębia danej obietnicy Abrahamowi ma swoje podłoże duchowe, a nie dotyczy wyłącznie ziemi i cielesnego błogosławieństwa dla narodu jak rozumieli to Żydzi

3,17-18
Teraz Paweł przechodzi do jasnego przedstawienia swojego argumentu, skoro Testament po śmierci jest nie do podważenia, a obietnica zbawienia dotyczyła potomka, a nie potomków, to jest oczywiste, że zakon nie unieważnia wcześniejszych danych Abrahamowi obietnic jak twierdzili Judaizujący. Zakon został nadany 430 lat po tym jak Jakub wyruszył do Egiptu, około 1445 r a 645 lat po tym jak Abrahamowi została złożona obietnica. Więc do wypełnienia się obietnicy danej Abrahamowi od jej złożenia minęło około 2090 lat.

Dlaczego Przymierze z Abrahamem nie mogło być anulowane?
Nie mogło być anulowane, bo Bóg nie nakazał Abrahamowi spełniać żadnych dodatkowych warunków np. dobrych uczynków, czy jakiś dodatkowych zasług, ale przysiągł na siebie samego, że dotrzyma danej mu obietnicy.

Dlaczego Judaizujący fałszywi nauczyciele nie mogą mieć racji wiersz 18?
Jeśli mieli by racje, że zbawienie nie jest tylko z łaski przez wiarę, ale też z uczynków zakonu, to by znaczyło że obietnica dana Abrahamowi nie polega na łasce, ale na uczynkach. Dziedzictwo dane Abrahamowi nie może być oparte o jedno i drugie, albo jest oparte o łaskę, albo o uczynki.
Ale jak czytamy w 18 wierszu Bóg obdarzył Abrahama obietnicą dziedzictwa i uczynił to, przez swoją łaskę, a nie przez uczynki. Jest to dar od Boga, który Abraham otrzymał bezpłatnie, bez zasług i na zawsze. Obietnica ta jest tak wiążąca jak testament człowieka, a nawet jeszcze bardziej, bo jest złożona przez samego prawdomównego Boga. To więc każdy grzesznik, który uwierzy obietnicy jak uwierzył Abraham będzie miał przebaczone grzechy i otrzyma życie wieczne, bezpłatnie i na zawsze co gwarantuje mu Bóg w Jezusie Chrystusie. (Rzym 4,13-14)

Nie można ufać trochę łasce i trochę uczynkom. Albo ufamy Bożej łasce zbawienia, albo ufamy własnym uczynkom. Albo Bóg mnie zbawia, albo ja sam próbuje się zbawić.

Jakie wyzwalające prawdy niesie ze sobą wiadomość, że obietnica została dana Abrahamowi niezależnie od Jego uczynków?
Dlaczego łaska jest bardziej pewna niż próba zasłużenia sobie na zbawienie naszymi uczynkami?
Czego obietnica dana Abrahamowi uczy nas o Biblii?
Co mówią nam te wszystkie lata rozwoju biblijnego objawienia o Bogu i o wyższości Biblii nad innym księgami religijnymi? 

Łączna liczba wyświetleń