5.07.2012

Fred Francis Bosworth (1877-1958)


Przełom XIX i XX stulecia przyniósł odnowienie Bożego uzdrowienia w Kościele Jezusa Chrystusa, a płomień przebudzenia błyszczał jasno w coraz to innych rejonach naszego globu.
Trzeba by bardzo długiej listy nazwisk, ludzi takich jak John Alexander Dowie czy założyciel Armii Zbawienia generał William Booth, aby ukazać w pełni wielkie Boże osobowości tego okresu. Od samego początku próbowano zepchnąć działanie Ducha Świętego na margines chrześcijaństwa. Na przykład instytucjonalne kościoły określały spotkania Armii Zbawienia mianem "orgiastycznych"- cokolwiek miało by to znaczyć.
Wielu Bożych ludzi zdawało sobie sprawę z tego, że dzieło reformacji nie zostało doprowadzone do końca, że Bóg pragnie krok po kroku, systematycznie przybliżać nas do prostoty wiary z czasów Nowego Testamentu. Tak jak Charles Parham i William Seymur byli pionierami przebudzenia zielonoświątkowego na początku naszego wieku, tak F.F. Bosworth i E.W.Kenyon położyli fundament pod wszystko, co dziś nazywamy "ruchem wiary". Właśnie Bosworth podkreślił ponad wszystko, że gdzieś tam w głębi naszych serc, jest gorące pragnienie ocalenia Księgi Dziejów Apostolskich, przed sprowadzeniem jej do roli tylko i wyłącznie zapisu historycznego. Z pewnością i dziś znalazłoby się trochę takich ludzi, którzy byliby zadowoleni z takiego stanu rzeczy kontynuując swą ludzką, pozbawioną mocy Ducha Świętego koncepcję chrześcijaństwa. Lecz Bosworth właśnie w tej Księdze dziejów Apostolskich ujrzał podstawowy wzorzec dla współczesnego Kościoła.
Lester Sumrall opisał w swej książce "Pionieers of Faith" spotkanie z F.F. Bosworthem, jak go określił - człowiekiem pełnym uniżenia i poczucia humoru. Miało to miejsce w roku 1954, w kościele prowadzonym przez Sumralla w South Bend. Dokładniej mówiąc pojawiło się tam dwóch i to całkiem już niemłodych mężczyzn, a był to duet nietuzinkowy. Tym drugim obok Boswortha był Raymond T. Richey i można mieć całkowitą pewność, że w usłudze i owocach uzdrowienia jako para, nie mieli wówczas sobie równych na całej powierzchni Ziemi. Jak wspomina Lester Sumrall:
,,Richey i Bosworth byli niesamowici w swej wspólnej usłudze uzdrawiania i nauczania. Bosworth zwykle przedstawiał świadectwa z przeszłości, a Richey kładł ręce i modlił się o ludzi. Byli jak dwuosobowa drużyna baseballowa. Stanowili połączenie dwóch powiewów Ducha Świętego. Richey wywodził się z XIX-wiecznego ruchu uświęceniowego a Bosworth był Zielonoświątkowcem. Nasi ludzie w South Bend nie widzieli dotąd czegoś takiego na oczy. Rzeczywiście od czasów Billy Sunday'a nie było w tych okolicach żadnego Bożego poruszenia. Na spotkaniu prowadzonym przez parę Richey - Bosworth pojawiło się wielu Katolików, a działo się to za sprawą przedsiębiorstwa Studenbecker Automobile Association zatrudniającego w tych okolicach pracowników okresowych z Polski i Węgier. Ludzie ci przyzwyczajeni do szeregu religijnych tradycji, właśnie tam po raz pierwszy zostali zderzeni z prawdziwą Bożą mocą. Bóg odnajduje ludzi w najdziwniejszych miejscach i najbardziej nietypowych okolicznościach".
Fred Francis Bosworth urodził się w 1877 roku w okolicach Utica w stanie Nebraska, w rodzinie farmerskiej. Jego ojciec był weteranem wojny secesyjnej. Bosworth był niezwykle utalentowany muzycznie, już jako nastolatek koncertował w Medison Square Garden w Nowym Jorku, a następnie grał w słynnej orkiestrze Johna Alexandra Dowie.
W wieku szesnastu lat młody Bosworth trafił na przebudzeniowe spotkanie w kościele metodystycznym, gdzie odpowiadając na wezwanie kaznodziei, postanowił oddać swe życie Chrystusowi. Był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym, trudno znaleźć zawód, w którym choćby przez kilka dni nie pracował. Miało miejsce szereg zabawnych incydentów właśnie z tych czasów, gdy wracał w swych kazaniach do przeszłości. Wywoływało to salwy śmiechu na sali. Potrafił przekazywać te historie w niezwykle barwny sposób. Pewnego dnia, gdy trafił na salę operacyjną jako asystent chirurga, który dokonywał zabiegu na rannym w wyniku postrzału chłopcu, nie zwracając uwagi na kilkudziesięciostopniową różnicę temperatur (był to środek zimy), wyszedł na zewnątrz aby złapać kilka świeżych oddechów. Ten nieodpowiedzialny krok stał się powodem skomplikowanego zapalenia płuc. Po ośmiu latach cierpień, oświadczono mu, że jest w beznadziejnym stanie, choroba posunęła się tak daleko, że pozostało mu co najwyżej kilka tygodni życia. Lecz nie to miał w planie Ten, który powołał Bosworth'a do potężnej usługi uzdrawiania. Jeszcze tego samego dnia, przybity smutkiem Bosworth postanawia po raz ostatni przed śmiercią odwiedzić swoich rodziców. Gdzieś w połowie drogi do swej rodzinnej miejscowości, dostrzegł niewielki kościół Metodystów i po chwili niepewności postanowił wstąpić do środka. Niezwykle miła starsza pani - Mattie Parry, właśnie tam, powiedziała wprost - Bóg pragnie cię uzdrowić. I rzeczywiście po krótkiej modlitwie wszystkie symptomy śmiertelnej choroby zniknęły.
Kolejnym ważnym krokiem dla Boswortha był 18 października 1906 roku, gdy to pod wrażeniem pełnego namaszczenia kazania Charles'a Parham'a, Bosworth zostaje ochrzczony Duchem Świętym i zaczyna mówić innymi językami. Dokładnie tego dnia jego serce rozpala wizja głoszenia Bożego Słowa.
Czas na wypełnienie tej wizji niebawem nadszedł. Cztery lata później Bosworth został pastorem jednego z kościołów "Assembly of God" ("Zgromadzenie Boże" - denominacja zielonoświątkowa w USA) w Dallas w Teksasie. Bardzo dużo zawdzięczał żonie, która stała się w tej pracy jego najbliższym współpracownikiem. Przez osiem lat, ich wspólna służba przyniosła wiele sukcesów, choć wcale nie przychodziło to łatwo. Setki przyjęły zbawienie i chrzest w Duchu Świętym właśnie w tym kościele.
W 1912 roku wielka ewangelistka Maria Woodworth-Etter, wraz z misją namiotową, na kilka miesięcy zawitała do kościoła prowadzonego przez Bosworht'ów. Była to wielka lekcja usługi w mocy Ducha Świętego. Niepoliczalne tłumy dzień w dzień przybywały, z najdalszych nawet zakątków Stanów Zjednoczonych - setki z nich otrzymywało uzdrowienie, tysiące przyjmowały zbawienie.
Następne lata przyniosły szybki rozwój służby Bosworth'a. W roku 1918 wystąpił z "Assemblies of God". Powodem była oficjalna doktryna tej denominacji, w myśl której chrzest Duchem Świętym był bezpośrednio połączony z darem mówienia językami. Bosworth stanowczo odrzucał taką interpretację. Wyraźnie czuł, że taka postawa stawia na pierwszym miejscu dar, ignorując jego Dawcę. Było to dość bolesne rozstanie. Bosworth przyłączył się do "Christian and Missionary Alliance" - organizacji skupiającej się na służbie ewangelizacyjnej. Był to niezwykle aktywny okres w jego życiu, wraz ze swym bratem Bert'em przemierzali szerokie połacie Stanów Zjednoczonych głosząc i modląc się o chorych.
Na jednym z organizowanych przez nich spotkań w roku 1919 w Pittsburgh'u zanotowano około 5000 ludzi, którzy przyjęli nowe narodzenie w dwa lata później w Detroit miał miejsce jeden z najbardziej dramatycznych cudów dokonanych przez Boga w całej służbie Bosworth'a - na oczach kilkuset osób pewna kobieta odzyskała wzrok. Rekordowa była krucjata w stolicy Kanady - Ottawie, gdzie przez kilka dni audytorium mieszczące 11000 osób, pękało w szwach na każdym spotkaniu.
Boży cud uzdrowienia był sednem nauczania Bosworth'a, lecz sposób w jaki prezentował on jego miejsce w Bożym Słowie był czymś zgoła nowym. Wielokrotnie powtarzał, że dopóki osoba pragnąca uzdrowienia nie ma całkowitej, opartej na Słowie pewności, co do tego, że Bóg pragnie ją uzdrowić, szuka plonu tam gdzie nie posiała nawet jednego ziarna. Każdy chory musi pamiętać, że Boża wola dotycząca uzdrowienia, jest jak nasienie, które musi zostać zasiane w jego sercu i umyśle. Tak jak żaden grzesznik nie zostanie chrześcijaninem, zanim nie uwierzy, że Bóg pragnie jego zbawienia. A każdy kto mówi, że Bóg pragnie go uzdrowić, nie opierając tego na Jego Słowie jest jak farmer mówiący: "Wierzę, że Pan da mi obfite żniwa w tym roku, choć nie zasiałem ani jednego ziarna".
Nauczając bardzo często powtarzał cytat z 4 rozdziału Przypowieści Salomona 20-22, mówiąc, że Boże Słowo nie wniesie uzdrowienia ani dla ciała, ani dla duszy dopóki nie zostanie po pierwsze: wysłuchane; po drugie: przyjęte; po trzecie: użyte. Zwracał uwagę, że Słowa Boga są życiem tylko i wyłącznie dla tych, którzy je znajdują.
Niemalże rewolucyjnym jak na tamte czasy, było jedno z jego kazań, w którym słowa: "Panie, jeśli jest to Twoją wolą..." określił jako coś "zabójczego" dla modlitwy wiary. Powiedział wtedy: "... Ewangelia nie pozostawia nas w niepewności. Ziarno pozostaje martwe do chwili zasiania. Wielu zamiast wołać - módl się o mnie, powinno mówić - ucz mnie Bożego Słowa...". Mawiał, że wiara jest oczekiwaniem tego, że Bóg będzie czynił to czego jesteśmy pewni, iż jest Jego wolą.
Bosworth nazwał "odkupieńczym" 53 rozdział Księgi Izajasza. To właśnie tam jest widać, jak na dłoni, że dzieło odkupienia to nie tylko zbawienie ale i uzdrowienie, jedno i drugie dla każdego. Jak mawiał:" To co Jezus robi dla tych, którzy przychodzą do Niego po błogosławieństwo jest po prostu dla nich samych, lecz to co Jezus dokonał na Golgocie stało się faktem dla wszystkich . Ojciec wyraził Swą wolę, przez Niego..."
Bosworth był pionierem w służbie głoszenia Ewangelii poprzez radio, po drugiej wojnie światowej. Mimo podeszłego wieku niezwykle aktywnie uczestniczył podczas słynnego uzdrowieńczego przebudzenia, które wstrząsnęło całą Ameryką, odbijając się szerokim echem na całym niemalże świecie. Pozostawał jako kaznodzieja pod dużym wpływem nauczania E.W. Kenyon'a, czego wcale nie ukrywał. Książka "Christ the Healer" ('Chrystus Uzdrowiciel') stała się dziełem ponadczasowym, bestsellerem dostępnym do dziś. Jego służba bardzo mocno wpłynęła na usługę wielu wielkich Bożych osobowości naszego wieku - jak chociażby na szeroko prezentowanego na łamach "AF" - T.L.Osborna.
Od roku 1952 aż do swej śmierci w 1958 roku Bosworth całkowicie oddał się pracy misyjnej w Afryce. Na jedno tylko ze spotkań, które miało miejsce w Durbanie, potrafił przyciągnąć 75 000 ludzi. Oprócz tego głosił na Kubie, w Niemczech, w Szwajcarii i Japonii. Szacuje się, że ponad milion ludzi postanowiło przyjąć Chrystusa do swego serca, pod wpływem usługi F.F. Bosworth'a.
Robert Michalski
BIBLIOGRAFIA:
"Pionieers of faith" Lester Sumrall, Harrison House, 1995
"Christ the healer", F.F. Bosworth, Power House, 1973

29.06.2012

Mamy dług wobec ludzi ze względu na Chrystusa.


Rzymian 1:14  Jestem dłużnikiem Greków i nie Greków, mądrych i niemądrych.
Paweł wiedział, że poznanie Chrystusa zobowiązuje go do dzielenia się ewangelią z każdym człowiekiem. Stając się chrześcijanami otrzymujemy od Boga klucze do królestwa Bożego. Możemy, to królestwo przed ludźmi otwierać zwiastując im o zbawczej śmierci Jezusa za nasze grzechy. Ale też możemy nigdy nie skorzystać z tych kluczy i nie otworzyć bram Królestwa przed nikim. Musimy jak Paweł czuć się dłużnikami ludzi którzy nie znają ewangelii. Musimy zdać sobie sprawę, że w chwili gdy Chrystus nam się objawił dał nam najcenniejszy dar jakim możemy podzielić się z drugą osobą. Cóż bowiem jest cenniejszego od przebaczenia grzechów i otrzymania życia wiecznego? Czuć się dłużnikiem wobec wszystkich ze względu na powołanie, to wiedzieć że Bóg pragnie zbawienia każdego człowieka, że miłość Chrystusa i łaska ewangelii jest dla wszystkich. Nie lubimy być komuś coś winni, ale w momencie kiedy poznajemy Chrystusa stajemy się dłużnikami ludzi wszelkich ras, kultur i wyznań. Ten dług polega na tym że nosimy ciężar zwiastowania im ewangelii. Czy ty czujesz taki ciężar w swoim sercu wobec twojej niewierzącej rodziny, sąsiadów, współpracowników? Czy czujesz, że Bóg nakłada na ciebie pewną odpowiedzialność za tych ludzi? Możesz ich ostrzec przed nadchodzącym Bożym gniewem i sądem. Możesz im wskazać prawdziwy ratunek w krzyżu Chrystusa ratując im życie. Z pewnością Apostoł Paweł odczuwał wielkie brzemię swojej misji jaką było zanieść ewangelie do pogan. Na innym miejscu mówi on że „biada mu gdyby ewangelii nie zwiastował”                (1 Koryntian 9:16). Zbawcza łaska Jezusa Chrystusa jest tak wspaniałym darem, że wtedy kiedy ja otrzymasz, to pragniesz powiedzieć całemu światu jak wspaniały jest żyjący na wieki Jezus Chrystus, Panów Pan i Królów Król.  Gdy nie mamy pragnienia dzielenia się ewangelią i nie czujemy odpowiedzialności wobec ludzi, to może znaczyć, że gdzieś do naszego życia z Bogiem wkradła się letniość, byle jakość, grzech. Nie dajmy się oszukać diabłu, że nie ma potrzeby zwiastowania ewangelii, nie dajmy się oszukać diabłu, że i tak nikt się nie nawróci. Czujmy się dłużnikami wszystkich ludzi, że jesteśmy im dłużni powiedzieć o jedynym ratunku który jest w Chrystusie.

28.06.2012

Bóg jest zainteresowany narodami.


Rzymian 1:13  A nie chcę, bracia, abyście nie wiedzieli, że często zamierzałem przybyć do was, aby i wśród was, podobnie jak wśród innych narodów, zebrać jakiś plon, lecz aż do tej chwili miałem przeszkody.
Paweł wielokrotnie miał zamiary żeby udać się do Rzymu, ale ciągle coś przeszkadzało zrealizować te plany. Nie wiemy czy przeszkody jakie miał były dziełem szatana jak w przypadku zamiaru przybycia Pawła do Tesaloniczan (1 Tesaloniczan 2:18). A może w tej sytuacji sam Bóg zdecydował inaczej i Paweł musiał czekać na odpowiedni moment jak w przypadku kiedy Duch Św. przeszkodził w głoszeniu Słowa Bożego w Azji (Dzieje Apostolskie 16:6). W każdym razie Paweł zapewnia Rzymski kościół o trosce i pamięci. Być może niektórzy z nich zastanawiali się dlaczego Paweł dotychczas ich nie odwiedził jak inne kościoły.
Paweł wyjaśnia kolejny cel swojej wizyty w Rzymie, pragnie zebrać jakiś plon ewangelii. Chce w tym centrum ówczesnego świata zwiastować Jezusa Chrystusa. Mówiąc obrazowo Paweł nie wybiera się do Rzymu na wczasy, choć z pewnością w tym wielkim mieście za czasów Pawła było wiele rozrywek.  Ale nie to jest życiem Apostoła pogan, on umarł dla tego świata żeby żyć dla Chrystusa. Nie szuka już ziemskich rozkoszy nie żyje dla kultury, sztuki, kina, polityki, emocji sportowych. To czym teraz się zajmuje, to pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa. Wie, że wszystko inne jest startą czasu, tylko służba Chrystusowi ma sens. Paweł jak mało, który chrześcijanin miał szansę zwiastować ewangelię niemal na całym świece. Widać, że po raz kolejny pragnie wypełnić posłannictwo Jezusa Chrystusa żeby zanieś poselstwo ewangelii na cały świat. Możemy uczyć się na przykładzie Apostola Pawła by nasza wizja ewangelizacji była szeroka. On nie ogranicza się do jednego narodu np. żydowskiego lub jakiegokolwiek innego. Chce zwiastować przesłanie o Synu Bożym każdemu, który zechce słuchać. Bardzo przykro jest patrzeć dzisiaj jak chrześcijanie sami tworzą podziały nie wychodząc z poselstwem ewangelii do grup społecznych, organizacji lub narodów co do których mają uprzedzenie. Nie raz jesteśmy wzburzeni gdy w wiadomościach słyszymy o atakach muzułmanów, ale czy przez chwile pomyśleliśmy o tym że oni także potrzebują ewangelii. Potrzebują przesłania o kochającym Bogu, który pragnie im odpuścić grzechy.Czyż nie jest tragedią że 99 imionach Allaha nie ma imienia ojciec.  Nie ograniczajmy miłości Chrystusa do jednej grupy czy narodu nie wolno nam zamknąć drzwi Królestwa Bożego przed żadnym człowiekiem nawet tym najgorszym. Jezus przyszedł do grzeszników „nie zdrowi potrzebują lekarza, ale ci co się źle mają”.

24.06.2012

List Jakuba 5, 19 – 20 Droga Prawdy.


Słyszałem kiedyś historię o pewnym rybaku, który był bardzo dobrze przygotowany do łowienia ryb. Miał wszystko co jest potrzebne żeby być naprawdę dobrym rybakiem. Miał odpowiedni ubiór, odpowiedni sprzęt, przynęty, sieci i łodzie. Posiadał także odpowiednią wiedze na ten temat, wiedział jaka przynęta jest właściwa na odpowiednią rybę i gdzie należy zarzucać sieci. A jednak ten świetnie przygotowany rybak nigdy nic nie złapał. Jak myślicie dlaczego? Drodzy dlatego, że on nigdy nie wypłynął  na ryby.
Jest to dobry obraz tych którzy myślą, że prawda w chrześcijaństwie ma charakter tylko doktrynalny, który polega na wierze w określone zasady, nauki i prawa.
 Doktryna jest tym w co wierzymy i czego nauczamy, a nie jest tym co robimy. Są kościoły, które uważają, że jak długo trzymamy się odpowiedniej doktryny, nauki to już żyjemy w prawdzie. Ale takie podejście jest charakterystyczne dla chrześcijan, którzy choć wierzą we właściwie nauczanie to, jednak często nie posiadają żadnego kręgosłupa moralnego. Inaczej mówiąc wyrażają pogląd „wierzmy właściwie, a róbmy co nam się podoba” Takie podejście do chrześcijaństwa jest dzisiaj widoczne w wielu krajach na świecie, często spotykamy się z tym także w naszym kraju. Ludzie potrafią zgodzić się z chrześcijańskim nauczaniem, chodzą do kościoła akceptują wiele prawd dotyczących Boga i wieczności takich jak: Świętość Boga, Bożą sprawiedliwość, sąd ostateczny czy to, że jest piekło i niebo. Ale ich życie nie jest przemienione przez Chrystusa, nie żyją na wzór Chrystusa i właściwie to, czego Chrystus nauczał ma niewielki wpływ na ich codzienne życie.
Ewangelia Jezusa Chrystusa jest wiarą w Słowa Chrystusa i postępowaniem zgodnie z tym nauczaniem.
 Chrześcijaństwo porywa całego człowieka, nie tyko zmienia się to, w co wierzyłem przedtem, ale zmienia się całe moje życie. Zarówno sfera intelektualna człowieka jest pod wpływem Chrystusa jak i sfera moralna. Gdy zaufamy w Chrystusowi nie tylko interesuje nas w co należy wierzyć. Gdyby tak było chrześcijaństwo nie różniłoby się zbyt wiele od filozofii miałoby charakter jakiejś wspaniałej nauki, którą ludzie się zajmują, bez wpływu na nich samych. Tak więc prawda chrześcijańska jest czymś w co zarówno się wierzy jak i czyni jest czymś czemu człowiek poddaje całe swoje życie.
Gdy Jakub mówi że można zboczyć od prawdy w 19 wersie ma na myśli właśnie życie zgodne z prawdą ewangelii. Odnosi się do kogoś kto stał się chrześcijaninem nawrócił się do Chrystusa, ale w jakiś sposób pogubił się w swoim życiu. Może nadal wierzy właściwie akceptuje chrześcijańskie nauczanie, ale jego życie osobiste jest zupełnie rozbite, niemoralne grzeszne. Ktoś mógłby się spytać jak to jest możliwe? Okazuje się, że taki sposób postępowania nie jest daleki od każdego z nas. Często wiemy co jest właściwe, dobre i miłe Bogu, a jednak nie zawsze robimy  to co należy czynić. Wynika to z upadku i grzesznej natury człowieka  już apostoł Paweł zauważył, że często ma dobre pragnienia ale brakuje mu  wykonania (Rzymian 7:18).
Ludzie także błądzą w sprawach dotyczących doktryny właściwego nauczania. Niekiedy przestają akceptować pewne prawdy Pisma Św. podważając je lub całkowicie, odrzucając. Innym razem niewłaściwie interpretują Pismo Św. mówiąc o rzeczach których faktycznie tam nie ma. Czasami mają wątpliwości co do faktów zapisanych w Słowie Bożym. 
Więc chrześcijanin jest, to ktoś kto trwa w prawdzie w odróżnieniu od kłamstwa. Cały świat tkwi w złym jest pod wpływem kłamstwa, działania ducha antychrysta. Ale Bóg zatroszczył się o to, byśmy znali prawdę, tą prawdę przekazał nam w ewangelicznym przesłaniu, umieścił ją w Biblii. Tak długo jak trzymamy się Słowa Bożego w czynie i nauczaniu chodzimy w prawdzie. Ale istnieje niebezpieczeństwo, że będąc chrześcijaninem można w pewnym momencie pójść własną drogą. Grzech umiejętnie oszukuje człowieka dlatego możemy odejść od Boga od prawdy ewangelii i zupełnie tego nie dostrzegać. Dzisiaj widzimy jak chrześcijańskie przesłanie zostało zniekształcone, Słowo Boże zostało rozwodnione, wykrzywione. W tysiącach polskich kościołów zamiast ewangelii zwiastuje się politykę, proste prawdy Pisma Św. zostały w znacznym stopniu wykrzywione lub tak zmodyfikowane, że trudno połapać się o co w tym wszystkim chodzi. Oszustwo grzechu i upadła ludzka natura nie pozwala nam widzieć rzeczy takimi jakimi są. Tak długo jak ludzie będą poszukiwać objawienia o Bogu w sobie, we własnej mądrości w wymyślonych praktykach w ludzkiej tradycji, tak długo będą błądzić. Prawda o Bogu przychodzi z zewnątrz, to Bóg w swej łasce i dobroci objawia się nam w Historii w odpowiednim momencie posyła swojego Syna by zmarł na Krzyżu za nasze grzechy. Prawda jest w Chrystusie (Efezjan 4:21) w tym czego nauczał, kim był i co czynił. Jesteśmy biednymi ludźmi, którzy są jak dzieci, które błądzą jeśli nikt im nie wskaże drogi.
W liście do Hebrajczyków czytamy:
Hebrajczyków 3:13  ale napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa "dzisiaj", aby nikt z was nie popadł w zatwardziałość przez oszustwo grzechu.
Grzech doprowadza do zatwardziałości naszego serca sprawia, że jesteśmy coraz mniej czuli na Słowo Boże, zanika rozeznanie w duchowych sprawach i stajemy się na powrót ludźmi światowymi.
W Biblii czytamy o ludziach którzy odchodzili od prawdy. Czytamy Judaszu, który zdradził Jezusa, czytamy o kimś takim jak Demas (2 Tymoteusza 4:10) który opuścił Pawła i powrócił do świata. Czytamy o  Diotrefesie (3 Jana 1:9) który nie przyjmował braci. Hymeneusz i Filetos, twierdzili, że zmartwychwstanie już się dokonało (2 Tymoteusza 2:17-18). Gdzie są ci którzy zostali z nami ochrzczeni, chodzili z nami do kościoła, a dzisiaj żyją w świecie jak poganie?
Co się stało z wieloma kościołami które niegdyś były bardzo gorliwe oddane sprawie ewangelii, a dzisiaj przypominają jedną z wielu świeckich organizacji? Co się stało z Kościołem luterańskim, który dzisiaj ordynuje na pastorów homoseksualistów i kobiety? Co się stało z „Armią Zbawienia” niegdyś gorliwy oddany ruch służący Chrystusowi, a dzisiaj bardziej świecka organizacja Charytatywna?
Ale co my mamy robić gdy w życiu brata lub siostry nastąpi takie odejście od prawdy? Jak mamy się zachować w takiej sytuacji?
Jakub nie mówi, że mamy przyglądać się z założonymi rękami widząc, że ktoś z nas zaczyna błądzić, podupadać duchowo. Jakub nie mówi też, że mamy czekać i mieć nadzieje, że sytuacja się poprawi. Przede wszystkim Jakub mówi, że mamy interesować się sobą nawzajem. Oczywiście mowie o zdrowym zainteresowaniu, które wynika z troski i wzajemnej pomocy. Społeczność chrześcijańska ma być jak dobra rodzina, a w rodzinie jesteśmy zainteresowani naszymi potrzebami, problemami z którymi się zmagamy. Podobnie powinno być w społeczności chrześcijańskiej, charakterystycznym znakiem każdego kościoła Jezusa Chrystusa ma być miłość wzajemna członków kościoła do siebie nawzajem (Jana 13:35).  Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ktoś od wielu miesięcy nie pojawia się na społeczności i nikt się tym nie zainteresuje, a zdarza się tak w niektórych kościołach. Gdy takie sytuacje mają miejsce, to znaczy że nie ma tam wzajemnej troski i zainteresowania.
W pewnym sensie Bóg powierzył nas sobie nawzajem i obowiązkiem każdego chrześcijanina jest dbać nie tylko o swoje zbawienie, ale o to, by wszyscy doszli do pełnego poznania Syna Bożego. Jan Kalwin jeden z wielkich reformatorów powiada:
„Musimy zważać aby nie dopuścić by ginęły przez nasze zaniedbanie dusze, których zbawienie Bóg w pewnym sensie powierza w nasze ręce. Nie chodzi o to, że możemy udzielić im zbawienia, jednakże poprzez nasze posługiwanie Bóg wyzwala i zbawia tych, którzy zdają się w przeciwnym razie być bliscy zagłady.”
I tak w liście Ap. Pawła do Galacjan czytamy:
Galacjan 6:2  Jedni drugich brzemiona noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy.
W liście Pawła do Rzymian:
Rzymian 15:1  A my, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych.
W liście do Tesaloniczan:
1 Tesaloniczan 5:14  Wzywamy was też, bracia, napominajcie niesfornych, pocieszajcie bojaźliwych, podtrzymujcie słabych, bądźcie wielkoduszni wobec wszystkich.
Drodzy jesteśmy za siebie odpowiedzialni, jesteśmy powołani do tego by być wsparciem i pomocą dla siebie nawzajem. Jeśli jesteś prawdziwym odrodzonym chrześcijaninem, to Bóg przez Ducha Św. włożył w twoje serce ponadnaturalną miłość i troskę o innych chrześcijan.
Nie możemy nie widzieć tych, którzy upadają, błądzą i odchodzą. Jakub mówi jeśli coś takiego dzieje się w twoim kościele, to sprowadź ich z powrotem.
Nasz Pan Jezus Chrystus także wyrażał głęboką troskę o tych którzy pobłądzili na drodze wiary. W przypowieści o zgubionej owcy mówi o tym że pasterz zostawia 99 owiec i poszukuje tej jednej zgubionej (Mateusza 18:12).
Następnie Pan Jezus mówi jak to należy czynić:
Mateusza 18:15  A jeśliby zgrzeszył brat twój, idź, upomnij go sam na sam; jeśliby cię usłuchał, pozyskałeś brata swego.
16  Jeśliby zaś nie usłuchał, weź z sobą jeszcze jednego lub dwóch, aby na oświadczeniu dwu lub trzech świadków była oparta każda sprawa.
17  A jeśliby ich nie usłuchał, powiedz zborowi; a jeśliby zboru nie usłuchał, niech będzie dla ciebie jak poganin i celnik.
Musimy być tego świadomi, że żadna ludzka interwencja nie jest w stanie przywieść człowieka do pokuty. Ale Bóg posługuje się ludźmi, Bóg chce się posłużyć mną i tobą żeby uratować brata lub siostrę. Bóg nas posyła i mówi jeśli widzisz, że ktoś z wierzących upadł, zgrzeszył idź powiedz mu o tym. Nie możemy tego czynić z wyrzutem lub oskarżeniem, ale mamy to robić z troską i z miłością. Gdy Bóg posyła nas żeby przywieść do społeczności zgubioną owcę mamy to czynić nie z wyższością wobec tej osoby. Nie w takiej postawie: „ty upadłeś, ale ja jestem doskonały”. Każdy z nas jest zbawionym grzesznym człowiekiem i każdy powinien być   świadomy „własnej belki w oku”. Jeśli nie będziemy wystarczająco ostrożni i pokorni również możemy popaść w taki stan. Ale idźmy do tej zgubionej osoby w postawie pokory i uniżenia i powiedzmy jej o tym że jej miejsce jest w kościele u stóp Chrystusa, który ją zbawił i wydał samego siebie za nią.
Nieraz słyszmy historię o ludziach którzy gdzieś zaginęli, ale niezwykle wzruszające jest to, że rodzina tych osób potrafi całymi latami poszukiwać ich. Niekiedy wydają całe majątki na poszukiwanie swoich bliskich, czasami trwa to bardzo długi okres czasu, ale wciąż próbują i mają nadzieje, że ich odnajdą. Skoro świat poszukuje swoich bliskich z takim zaangażowaniem i poświęceniem  ileż bardziej powinien to robić Kościół Jezusa Chrystusa.
Nie jest to, łatwe zadanie nie zawsze ten który zbłądził będzie zainteresowany powrotem. Czasami może mu się wydawać, że wszystko jest w porządku innym razem może reagować złością na innych chrześcijan może nawet być tak zatwardziały, że nie będzie chciał jakiegokolwiek kontaktu ze społecznością. Ale najgorszą rzeczą jaką możemy zrobić, to nie podjąć żadnego działania jeśli ktoś z nas podupada. A dzieje się tak wtedy kiedy brakuje miłości chrześcijańskiej, gdy myślimy tylko o sobie nie zważając na innych. Czasami spychamy ten chrześcijański obowiązek troski na pastora lub starszych kościoła. Zdarzają się też sytuacje kiedy nie podejmujemy żadnych działań, bo boimy się reakcji tej drugiej osoby. Mówimy wtedy że: „każdy jest dorosły i sam o sobie decyduje”.
Dlaczego zabieganie o  tych  którzy zbłądzili jest takie ważne?
Jakub mówi, że dusza błądzących znajduje się w niebezpieczeństwie śmierci. Jakub nie ma na myśli fizycznej ziemskiej śmierci. Ale śmierć o wiele straszniejszą chodzi tutaj o wieczne zatracenie, potępienie, strącenie do piekła. Dlatego błądzenie, odchodzenie od prawdy jest poważną sprawą. Jeśli kościół zostawi błądzącego człowieka, a on nie będzie pokutował może być tak, że jego zbawienie będzie pod poważnym znakiem zapytania.  Póki człowiek żyje jest czas na pokute i upamiętanie, ale to nie znaczy zawsze tak będzie. Dlatego taki człowiek nie powinien czekać, bo znajduje się w poważnym zagrożeniu. O sprawy cielesne ludzie starają się troszczyć bardzo dobrze, ale często lekceważą duchową stronę swojego życia i moment pokuty i upamiętania odkładają w czasie. Jest to bardzo zwodnicze, bo w każdej chwili Bóg może nas powołać do siebie i będziemy musieli zdać sprawę Se swego życia. Jeśli nie mamy wiary jeśli nie oparliśmy się na Chrystusie i Jego łasce zbawienia, to nie mamy żadnych atutów przed Bogiem. Jedyne co wtedy nam zostaje, to bagaż naszych grzechów za które czeka nas Boży gniew.
Jakub mówi, że sprowadzenie błądzących jest to wspaniała wzniosła praca. Wiec że czyniąc tak, ratujesz tego człowieka od śmierci, ratujesz mu życie. I nie tylko w tym przypadku, ale zawsze gdy pozwolisz Bogu posłużyć się tobą w ratowaniu ludzi jest tak jak gdyby Bóg przez ciebie daje im życie. Oczywiście to nie znaczy, że ty zbawiasz tych ludzi, ale Bóg używa cię jako narzędzia do ich zbawienia. Jakub mówi bądź świadomy że wtedy kiedy sprowadziłeś grzesznika z błędnej drogi, to uratowałeś jego życie. Jak gdyby chciał powiedzieć praca, która wykonujesz jest warta zapłaty. Cóż może być cudowniejszego o tego, że uratowaliśmy komuś życie na wieki.  Dlatego też prorok Daniel mówi:
Daniela 12:3  Lecz roztropni jaśnieć będą jak jasność na sklepieniu niebieskim, a ci, którzy wielu wiodą do sprawiedliwości, jak gwiazdy na wieki wieczne.
Ostatnia obietnica Jakuba jest dosyć tajemnicza i niezwykła: „ten kto przyprowadzi grzesznika zakryje mnóstwo grzechów”. Istnieją dwa możliwe wyjaśnienia tego fragmentu, przyprowadzając błądzącą osobę z powrotem na drogę prawdy, do Chrystusa dajemy jej możliwość odpuszczenia  grzechów i w ten sposób wiele grzechów zostanie jej przebaczone. I z pewnością, to jest prawda gdy ktoś zejdzie ze złej drogi „ niebo się raduje” (Łukasza 15:7) (Łukasza 15:10), a grzechy takiej osoby zostaną zakryte. Innym możliwym tłumaczeniem jest, że wtedy gdy troszczymy się o siebie nawzajem i sprowadzamy zbłąkane osoby do społeczności jeszcze bardziej doceniamy zbawienną moc ofiary Jezusa Chrystusa przez która nasze grzechy zostały przebaczone.
Drodzy zmierzając powoli do końca naszego dzisiejszego zwiastowania pilnujmy się żeby nie zboczyć od prawdy. Żeby nie odejść czy to w czynie czy w wierze od podstaw ewangelii. Traktujmy siebie nawzajem jak wzajemną pomoc Bóg dał nam siebie byśmy byli dla siebie wsparciem, zachęceniem i zabezpieczaniem. Więc nie denerwuj się gdy społeczność interesuje się twoimi życiem, pamiętaj że to dla twojego dobra. Nie denerwuj się gdy zostaniesz napomniany, przemyśl to i jeśli było to ,słuszne dziękuj Bogu, że masz takich ludzi koło siebie, którzy wskazują na prawdę. Jeśli ktoś błądzi czy upada nie zostawiaj go samemu sobie musisz wiedzieć, że czyniąc tak w pewnym sensie pozbawiasz go możliwości upamiętania. Staraj się usilnie sprowadzić takiego człowieka do Chrystusa modląc się o niego i zachęcając go do szukania Boga, a z pewnością od Boga otrzymasz nagrodę za roztropność i poświęcenie.
Tak doszliśmy do końca tego wspaniałego listu, omówiliśmy wiele tematów życia chrześcijańskiego. Zobaczyliśmy jak wiara chrześcijańska przechodzi próby ona nigdy się nie poddaje i zawsze odnosi zwycięstwo w Bogu przez posłuszeństwo Bożemu Słowu. Osobom które twierdzą, że są wierzące postawione jest wyzwanie, żeby pokazać swoją wiarę w praktyce, codziennym życiu tylko taka wiara ma wartość przed Bogiem.  Według Biblii jeśli mówisz, że wierzysz w Boga, a nie okazujesz mu posłuszeństwa, to tak naprawdę w niego nie wierzysz. Wiara także unika kłótni, walk, zazdrości i świeckich ambicji. Zmierza natomiast do polegania na Bogu, wytrwałości i cierpliwości szczególnie w doświadczeniach. Wiara nie skupia się tylko na sobie, ale zawsze dostrzega drugich potrzebujących łaski Chrystusa i stara się ich pozyskać. Bądźcie wytrwali, Bądźcie mocni, a Bóg da wam właściwe zrozumienie. Amen   






21.06.2012

Wiara do wzrostu potrzebuje drugich!


Rzymian 1:12  to znaczy, aby doznać wśród was pociechy przez obopólną wiarę, waszą i moją.
Paweł dobrze wiedział, że spotkanie z rzymskimi chrześcijanami będzie budujące dla nich, ale także dla niego samego. Niesamowitym jest, że jeśli jesteś w Jezusie Chrystusie to, stałeś się członkiem wielkiej rodziny. Jest to, o wiele bliższa rodzina niż więzy krwi, które łączą nas z członkami naszych cielesnych rodzin. Wstępując przez wiarę do Bożej rodziny stajemy się uczestnikami tego samego Ducha Św. którego Bóg udziela wszystkim, którzy są Mu posłuszni. Paweł cieszył się na spotkanie z braćmi i siostrami jeszcze ich nie widział, a już czuł tą niewidzialną więź jak ich łączyła. Spotykając się z innymi chrześcijanami nie tylko coś dajemy, ale jeszcze więcej otrzymujemy. Dziwi mnie, że niekiedy wierzący ludzie nie mają pragnienia przychodzić na społeczności. Jeśli taki stan ma miejsce tzn. że coś w ich życiu jest nie w porządku. Może społeczność z Bogiem została zaniedbana, może należy wyznać jakiś grzech, a może nie narodzili się na nowo z Ducha Św. każdy chrześcijanin powinien sobie zdawać sprawę, że przez samą swoją obecność na wspólnej społeczności już jest zachęceniem dla wielu braci i sióstr. Jak i przez swoją nieobecność może być zniechęceniem dla innych. Będąc razem nie tylko służymy innym, ale jeszcze więcej otrzymujemy zachęty, modlitwy, wsparcia, pouczenia, świadectwa, radości, to wszystko staje się naszym udziałem kiedy chętnie i bez przymuszania uczestniczymy w chrześcijańskich społecznościach. Tak Bóg ustanowił kościół, że potrzebujemy siebie nawzajem.
W Przypowieściach Salomona czytamy:
Przypowieści Salomona 27:17  Żelazo ostrzy się żelazem, a zachowanie swojego bliźniego wygładza człowiek.
Nasz chrześcijański charakter ma szanse dojść do doskonałości tylko wtedy gdy wspólnie będziemy przeżywać nasze radości i smutki gdy wspólnie będziemy rozwiązywać pojawiające się problemy.
Warto zwrócić uwagę na pokorę Apostoła pogan nie twierdzi on że  jest tak mocny duchowo i nie potrzebuje żadnego wsparcia. Prawdziwa wiara w Chrystusa zawsze jest gotowa uczyć się przyjąć zachętę, a także napomnienie jeśli zajdzie taka potrzeba. Pycha duchowa jest rezultatem zapatrzenia w siebie samego i poleganiu na własnych osiągnięciach. Chrześcijanin nie szuka pocieszenia w sobie, szuka w Chrystusie, nie polega na sobie polega na Chrystusie, nie buduje swojej wartości w oparciu o swoje osiągnięcia, ale czuje się wartościowy ze względu na Chrystusa. 

Łączna liczba wyświetleń