4.11.2018

Umocnić powołanie do zbawienia 2 Piotra 9-11



Ostatnio mówiliśmy o tym, że silna wiara wymaga naszego zaangażowania. Nie ma wzrostu wiary bez pracy nad nią, dlatego Piotr powiedział w 5 wierszu, że mamy dołożyć wszelkich starań, by uzupełniać naszą wiarę. Wprawdzie wiara jest darem od Boga, jednak o ten dar mamy się troszczyć. Kiedy troszczymy się o naszą wiarę i rozwijamy cechy o których mówił Piotr jak prawość, poznanie Boga, wiedzę o Nim, dyscyplinę chrześcijańską, wytrwałość, pobożność, wzajemna braterska serdeczność i miłość, to następuje chrześcijański wzrost. Cechy te rozwinięte nie dopuszczą byśmy byli bezczynni w służbie dla Chrystusa. Cały czas sukcesywnie pracując nad naszą wiarą dochodzimy do dojrzałości chrześcijańskiej. Nowy Testament mówi, że gdy nawracamy się jesteśmy niemowlakami w wierze (1 Ptr 2,2)  a z czasem nasza wiara powinna stawać się coraz bardziej dojrzalsza  (Efez 4,13-14).

9.
Teraz Piotr mówi o tych, którzy pomimo nawrócenia nie rozwijają swojej wiary. Jeśli nie czynią tego, to będą bardzo słabymi duchowo chrześcijanami.
Piotr mówi o nich że są ślepi, krótkowzroczni i nie są w stanie ocenić swojej duchowej kondycji. Wierzący którzy nie rozwijają swojej wiary będą ciągle w swojej wierze chrześcijańskiej chwiejni i podatni na różnego rodzaju zawirowania. (1 Kor 3,1-3; 1 Kor 14,20).
Chrześcijanin od momentu nawrócenia ma wspinać się wzwyż i utwierdzać się w Chrystusie
Jak myślisz jakie są zagrożenia dla niedojrzałej wiary?
·        Mogą ulegać różnym trendom, modom i obcym naukom, które pojawiają się w kościele obiecując Boże błogosławieństwo, a tymczasem zwodzić ludzi na manowce.  
·        Niedojrzałej wierze wciąż brakuje pewności, co do swojego zbawiania i tego, czy  Chrystus rzeczywiście zapłacił za nasze grzechu na Krzyżu golgoty.
·        Niedojrzałej wierze wciąż brakuje pewności w rozpoznawaniu Bożej woli, w tym co jest dobre w oczach Boga lub złe. (Pamiętam pewną sytuację z mojej służby duszpasterskiej. Jedna z dziewczyn nawróciła się i prosiła o modlitwę o pracę. Po niedługim czasie dostała propozycje pracy w barze przy nalewaniu alkoholu. Część wierzących odradzała jej tą pracę z powodu atmosfery jaka panuje w takim miejscu i nieutwierdzonej wiary. Jednak ona zdecydowała się na nią i długo nie trwało jak wciągnęła się w tamto towarzystwo i odeszła od Chrystusa.
·        Niedojrzali chrześcijanie są bardziej podatni na uleganie różnym pokusom i grzechom oraz marnowanie danego im przez Boga czasu.
·        Niedojrzałość chrześcijańska prowadzi również człowieka do poświęcania wiele uwagi sprawom tego świata zamiast Królestwu Bożemu, a wiele rzeczy z tego świata chce zgłuszyć Słowo tak, by owocu nie wydało.
·        Niedojrzałość chrześcijańska nie pozwala doświadczyć człowiekowi w pełni Bożego błogosławieństwa wynikającego z Bożej łaski. Nie możemy doświadczać w pełni pokoju, radości i odwagi w Chrystusie oraz wielu innych Bożych błogosławieństw.

Zauważmy również że nieumiejętność podążania za chrześcijańskimi cnotami i nie rozwijanie swojej chrześcijańskiej wiary powoduje, że nie tylko nie rozwijamy się w wierze, ale nawet możemy się w niej cofać. Piotr powiedział, że ktoś, kto nie rozwija chrześcijańskich cech jak prawość, dyscyplina, miłość, braterstwo, wytrwałość, pobożność, to nawet zapomina że został oczyszczony ze swoich grzechów.
Dla takiego człowieka patrzenie z wiarą w przyszłość będzie bardzo ciężkie, a Boże obietnice będą bardzo odległe. Bardzo wyraźnie będzie dostrzegał niesprzyjające okoliczności jakie towarzyszą mu w życiu, ale jak za mgłą będzie widział Boże zwycięstwo i nadzieje zbawienia. Dobrym przykładem tutaj są zwiadowcy, których Mojżesz posłał by przeszpiegowali ziemię obiecaną Ks. Liczb 13,19-31.
Brakowało im wiary oraz zaufania do Boga, że skoro złożył im obietnice to wprowadzi ich do ziemi obiecanej. Podobnie w naszym życiu, nieutwierdzone życie duchowe = brak zaufania do Boga i wiary do podążania w kierunku Bożych obietnic.
Z tego też powodu, że nie wszyscy chrześcijanie dokładają starań, by ich wiara się rozwijała możemy spotkać wieloletnich chrześcijan będących właściwie na początku drogi, to co powiedział autor listu do hebrajczyków, że biorąc pod uwagę czas już dawno powinni być nauczycielami (Hebr 5,12). Jednak tak się nie stało przez ich zaniedbania.

10.
Znowu Piotr wraca do tego co mówił w 5 wierszu, by dołożyć wszelkich starać umacniając swoją wiarę przez rozwijanie chrześcijańskich cech charakteru (Filipian 2,12) . W ten sposób możemy się bardziej upewniać w tym, że rzeczywiście zostaliśmy odrodzeni przez Boga i staliśmy się Jego dziećmi. W tak wrogim środowisku dla chrześcijanina jakim jest świat, szatan i ludzkie grzeszne namiętności oraz niebezpieczeństwo cofania się, chrześcijan potrzebuje tym bardziej umacniać się w wierze.

To że Bóg nas chrześcijan wybrał do zbawienia i powołał według swojej łaski nie zwalania nas z rozwijania wiary. Właściwie wybranie i powołanie przez rozwijanie chrześcijańskich cnót zostaje jeszcze bardziej potwierdzone.
Chrześcijanin powinien dążyć do pozyskania pewności swojego wybrania i powołania, to daje mu dodatkowe siły w podążaniu ku zbawieniu. Biblia wyraźnie nas uczy, że możemy być pewni swojego zabawienia, nie na podstawie naszych zasług, ale ofiary Chrystusa 1 Jana 5,13. Apostoł Paweł w Liście do Efezjan zachęca nas byśmy ubrali przyłbicę zbawienia, pewność że Chrystus zapłacił za nasze grzechy na krzyżu i wykupił nas dla siebie Efez 5,17.
Też jesteśmy zachęcani by poddawać się próbie, czy nasza wiara jest wiarą żywą prawdziwą, czy ma świadectwo oryginalności 2 Kor 13,5.

Jak mogę poddawać swoją wiarę w Chrystusa próbie, jak mam się upewniać że rzeczywiście jestem Bożym dzieckiem? 
No właśnie przez obserwowanie swojej wiary, przez podejmowanie wysiłków dla niej, przez rozwijanie chrześcijańskiego charakteru o którym napisał Piotr. Szatan i świat, a także nasze wewnętrzne uczucia ciągle podważają fakt naszego zbawienia.

Gdy diabeł przyszedł do Chrystusa to podważał to, że jest Synem Bożym, gdy przyszedł do pierwszych ludzi podważał dobroć Boga i Jego opiekę wobec nich i Boże ostrzeżenia. Dzisiaj podważa nasze chrześcijańskie zbawienie i to, że nasze grzechy zostały zmazane przez ofiarę Chrystusa. Gdy upadamy w grzech to diabeł oskarża nas i chce byśmy uwierzyli, że nie jesteśmy Bożymi dziećmi. Dzięki Bogu mamy Ducha Św, który zapewnia nas i świadczy naszemu duchowi, że dziećmi Bożymi jesteśmy (Rzym 8,16).
Jeśli diabeł przekona nas o tym, że Chrystus nas nie kocha, że nie zbawił nas, że nie możemy być pewni jego miłości do nas, to z pewnością za tym pójdą jakieś nasze kroki i grzechy. Niektórzy mówią - skoro Chrystus mnie nie kocha i mu nie zależy na mnie, to nie ma znaczenia jak będę żył. Dochodząc do takich wniosków pogrążają się jeszcze bardziej.

Nie, nie dajmy się oszukać, mamy się upewniać, utwierdzać nasze zbawienie i w ten sposób dążyć do coraz większej pewności, że ono stało się faktem w chwili gdy uwierzyliśmy.

Jak widzimy, gdy dbamy o rozwój naszego powołania i wybrania, to potykamy się coraz rzadziej, a dojrzała wiara nabiera stałości i wprawy w chodzeniu z Chrystusem, rozpoznawaniu Jego woli i zabezpiecza nas przed upadkiem. Wierzącemu, który rozwija chrześcijańskie cechy wymienione przez Piotra nie grozi załamanie duchowe, duchowa rozpacz, czy odwrócenie się od wiary w Jezusa.
Pamiętam jak byłem młodym pracownikiem stoczni i zaczynałem spawać jak bardzo trzęsła mi się ręka i jak nie doskonałe były spoiny spawalnicze, które kładłem. Ale po pewnym czasie moje ruchy stawały się coraz bardziej pewne, spoiny coraz gładsze, a praca zrobiona coraz lepiej. 

11.
Nie chodzi tu o to, że niektórzy mają lepsze wejście do nieba a inni gorsze. Wiemy że wszyscy zostaliśmy zbawieni w ten sam sposób, przez wiarę w Chrystusa. Jednak ci którzy pracują nad rozwojem swojej wiary i posiadają wymienione przez Piotra cechy mogą cieszyć się w dużo większym stopniu pewnością zbawienia, niż ci którzy tych cech nie mają. W życiu osób duchowo dojrzałych jest dużo mniej wątpliwości, co do swojego wybrania i powołania.
Też ci którzy starają się z całych sił umacniać swoje powołanie i rozwijać chrześcijański charakter mogą liczyć na obfitą nagrodę od Boga (1 Kor 4,5; Obj 22,12).

Też Królestwo Pana Jezusa Chrystusa, do którego mamy obietnice wejścia jest Królestwem wiecznym, niezniszczalnym, królestwem które nigdy się nie rozpadnie, nie zestarzeje (Daniela 2,44)  .

3.11.2018

Boży dowód miłości Rzymian 5,8-10



Ile byś zrobił dla człowieka, który okazałby się winny najgorszych przestępstw? Najczęściej uwarzmy że tacy ludzie nie zasługują na nic dobrego, a jedynie na słuszną i sprawiedliwą karę. W 2004 roku doszło do strasznej zbrodni głośnej w całym kraju, dwóch młodych chłopaków postanowiło zabawić się w urodziny jednego z nich i wsiedli do pociągu, by poszukać swojej ofiary. Znaleźli młodą dziewczynę w jednym z przedziałów, która jechała zdawać egzaminy na studia medyczne. Przysiedli się do niej, zastraszyli ją i znęcali nad nią. Ostatecznie po wielu godzinach tortur wyrzucili ją z pędzącego pociągu i tak ją zamordowali.
Jakiś czas temu spotkałem człowieka w więzieniu, który opowiedział mi, że spotkał tych chłopaków, którzy ją zabili. Gdy dowiedział się co oni zrobili tej dziewczynie, to narosło w nim wielkie poczucie gniewu i chciał by ich spotkało to samo co ją. Kiedy pewnego dnia wsadzono ich razem do radiowozu policyjnego i przewożono do innego więzienia, ten mój znajomy  zaczął ich wyzywać od najgorszych i życzył im żeby zdechli. Chciał żeby spotkało ich wszystko co najgorsze za to, że tak potraktowali tą niewinną dziewczynę. Mówił mi, że nie mógł się zdobyć na żadne ciepłe uczucia względem tych morderców. Co my pomyślelibyśmy sobie o takich osobach, gdybyśmy znaleźli się w podobnej sytuacji. Czy takie osoby zasługują na coś jeszcze dobrego, czy zdobylibyśmy się na to, by kogoś takiego obdarować miłością, przebaczeniem, błogosławieństwem i łaską? Pewnie każdy rozsądny człowiek powiedziałby, że zapracowali na swój los i nie powinni spodziewać się teraz niczego dobrego.
Ale w pewnym sensie tak wyglądało życie każdego z nas w oczach Boga. Wszyscy zgrzeszyliśmy i wszyscy okazaliśmy się najgorszymi przestępcami i dopuszczaliśmy przeróżnych grzechów. Dziesiątki, setki, tysiące przestępstw i buntowniczych decyzji podejmowaliśmy każdego dnia przeciwko Bogu. Nie zasługiwaliśmy na nic dobrego, na żadną łaskę ze strony Boga, na żadne błogosławieństwo, na żadne miłosierdzie, jedynie na sprawiedliwą i słuszną karę.
Byliśmy jak ci młodzi ludzie w tym więzieniu, byliśmy winni.  Prawdopodobnie nikt z nas nie popełnił takiego ciężkiego przestępstwa jak oni, ale przed Bogiem to w ogóle nas nie usprawiedliwia, bo popełniliśmy wiele innych równie ciężkich grzechów, jak mówi ap. Paweł w liście do Rzymian 1,29-31 że byliśmy pełni wszelkiej nieprawości, złości, chciwości, nikczemności, pełni… również zazdrości, morderstwa, zwady, podstępu, podłości;
30  Potwarcy, oszczercy, nienawidzący Boga, zuchwali, pyszni, chełpliwi, wynalazcy złego, rodzicom nieposłuszni;
31  Nierozumni, niestali, bez serca, bez litości;
Tracy byliśmy my wszyscy, gdy Chrystus za nas umarł. On nie umarł za dobrych ludzi, ale za grzeszników. Nie okazał łaski dobrym ludziom, ale okazał łaskę grzesznikom. Okazał łaskę takim ludziom jak my, takim jak ja i ty, takim jak ci, którzy zamordowali tą dziewczynę w pociągu i wielu innym. Okazał łaskę ludziom winnym najgorszych grzechów, takim okazał dobroć i uczynił to wtedy kiedy wszyscy tkwiliśmy w naszych grzechach po uszy.
Jak mówi Paweł, Bóg dał dowód swej miłości ku nam, że wtedy kiedy byliśmy grzesznikami, Chrystus za nas umarł (Rzym 5,8).
Musimy to dobrze zrozumieć, że nie umarł za nas gdy się nawróciliśmy, nie wtedy pokazał nam że nas kocha. Umarł za nas wtedy, dał dowód swej miłości ku nam wtedy, kiedy my z naszej strony nie daliśmy Mu żadnego, choćby najmniejszego powodu żeby nas kochał. Wprost przeciwnie, dawaliśmy mu mnóstwo powodów każdego dnia, by wylał na nas swój gniew, ale nie uczynił tego. Nie dał nam Bóg tego na co zasługiwaliśmy, czyli swojego gniewu, a dał nam to, na co nie zasługiwaliśmy, czyli swoją łaskę, przebaczenie w Jezusie Chrystusie. Czy to nie jest prawdziwy dowód, że Bóg nas kocha, że się o nas troszczy, że ma dobre zamiary względem nas? Względem tych, którzy uwierzyli w Jego syna? Tak często wątpimy w Bożą dobroć, w Bożą opiekę, w Bożą przychylność! Niech nam Bóg wybaczy za te wszystkie chwile, kiedy oskarżaliśmy Go o brak wierności, kiedy wątpiliśmy w naszych myślach i w naszych sercach w Jego dobroć. Za każdym razem gdy tak się dzieje powinniśmy spojrzeć na Krzyż i przypomnieć sobie śmierć naszego Pana Jezusa Chrystusa, który zawisł tam za nasze grzechy. Przypomnieć sobie jaki wielki Boży dowód miłości i przebaczenia otrzymaliśmy w postaci Jego umiłowanego Syna.
Skoro On, Bóg Ojciec, dał swojego syna za nas kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami, kiedy nie zasługiwaliśmy na nic dobrego, kiedy wszyscy byliśmy buntownikami. Skoro wtedy już nas umiłował, to jak możemy wątpić w jego przebaczenie dzisiaj, kiedy w niego uwierzyliśmy i staliśmy się nowymi ludźmi? To jest właśnie to pytanie ap. Pawła, skoro umarł za was wtedy kiedy byliście źli, to jak możemy wątpić w Jego przebaczenie teraz, kiedy staliśmy się w Chrystusie Jego dziećmi, kiedy wierzymy w Niego, kiedy upamiętaliśmy się i pokładamy w Nim nadzieję?  Teraz kiedy zapłacił za nas ogromną cenę i nas usprawiedliwił z naszych grzechów przez swoją śmierć, jakby miał nas potępić? Gniew który należał się nam za grzechy wycierpiał Jego syn, nasz Zbawiciel Jezus Chrystus.
Bóg Ojciec nie potępia swoich dzieci On je usprawiedliwia.
Apostoł Paweł w 8 rozdz. Rzymian powiedział
Rzymian 8:32  On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego?
33  Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia.
34  Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami.
To więc teraz jako dzieci Boże pojednane z Bogiem przez wiarę w Jezusa Chrystusa powinniśmy mieć niezachwianą ufność w Jego miłość, w Jego zbawienie, jego troskę, w Jego wybranie i w to, że nas nigdy nie porzuci.
Najważniejsze pytanie nie jest to, czy Bóg nas przyjmie do nieba kiedy jesteśmy wierzący, bo wiemy że tak się stanie, ale czy rzeczywiście staliśmy się wierzący?
Czy był ten moment w moim życiu, kiedy Chrystus stał się moim Zbawicielem, czy upamiętałem się z moich grzechów, czy żyje dzisiaj nowym życiem, które wskazuje na moje odrodzenie w Jezusie Chrystusie. Jeśli tak, to nic nie odłączy nas od miłości Bożej, jeśli nie, to wciąż mam szansę, to wciąż mogę uwierzyć, mogę paść na moje kolana i prosić Chrystusa by mnie zbawił. A On obiecał, że każdy kto do Niego przyjdzie po przebaczenie swoich win, po zbawienie, że każdy kto stanie się Jego uczniem, nie zostanie wyrzucony precz.
Wieczerza Pańska dobrym momentem, by przypomnieć sobie jak wiele zawdzięczamy Bogu, a jak mało sobie.  Amen

26.10.2018

Czym jest kościół? 1 Tymoteusza 3,14 – 15



Co to jest kościół, czym jest kościół i dlaczego jest ważny? Pytania te w dzisiejszym świecie nabierają coraz większego znaczenia z tego powodu, że kościół jest coraz mocniej atakowany przez świat, co w cale nie powinno nas dziwić, bo Pan Jezus zapowiadał, że tak się stanie, gdy mówił o zbudowaniu kościoła i dawał uczniom obietnice, że bramy piekielne go nie przemogą w 16 rozdz. Ew. Mateusza. Kościół od dnia założenia będzie pod ciągłym atakiem diabła, ale dzięki mocy Chrystusa przetrwa.
 Coraz więcej ludzi zaczyna unikać kościoła, czy uważać że kościół nie jest im do niczego potrzebny. Jeszcze więcej osób ma mylne pojęcie co do tego, czym kościół jest. Najczęściej w polskim środowisku, gdy mówimy o kościele ludzie mają na myśli jakiś budynek sakralny z religijnymi przedmiotami. Jeszcze inni mając na myśli kościół to widzą pod tym hasłem instytucje charytatywną, która przede wszystkim istnieje w tym celu by zaspokajać fizyczne potrzeby ludzi jak karmienie biednych, pomoc chorym, podtrzymywanie słabych, czy wyprowadzanie z nałogów uzależnionych itp. rzeczy. Nie chce w ten sposób powiedzieć, że kościół ma się tym w ogóle nie zajmować, ci którzy choć trochę znają historię kościoła wiedzą, że kościół zawsze służył światu w tych sprawach, ale to nie jest jego główny cel.

Czym jest kościół
Gdy Biblia mówi o  kościele, to ma na myśli nie budynek, nie wyłącznie jakąś instytucje powołaną do celów charytatywnych, ale ludzi powołanych przez Boga i odrodzonych przez Ducha Św. którzy przez tegoż Ducha są połączeni w jedno ciało w jedną rodzinę, by wypełniać Boże cele w świecie.
Greckie nowotestamentowe słowo „eklesia”, które stosuje Paweł w naszym fragmencie mówiąc, do Tymoteusza, że ma on wiedzieć jak „należy postępować w kościele Boga żywego”, oznacza zgromadzenie ludzi, spotkanie ludzi. W znaczeniu Słowa Bożego Kościół, to ludzie którzy się zgromadzają z powodu Chrystusa. Swoją drogą bardzo ciekawe jest, że w nowotestamentowym znaczeniu słowa kościół zawarte jest zgromadzanie się razem. Kościół to są osoby, które chcą być razem ze względu na Chrystusa.   
 Z kolei Polskie słowo „kościół” przywędrowało do nas z Czech w XI i XII wieku, a czeskie „kostel” wywodzi się od łacińskiego słowa „castellum”- gródek, zdrobniałe od castrum - gród  lub obóz.  Dlatego że pierwsze kościoły stawiano w warownych grodach. Widzimy więc, że gdy pojęcie kościoła przywędrowało do Polski już niosło ze sobą mylne znaczenie.
Paweł w ogóle nie ma na myśli budynku, czy jakiejś świeckiej formalnej zarejestrowanej organizacji mówiąc o kościele, ale osoby, które gromadzą się razem wspólnie w imieniu Jezusa Chrystusa, by uwielbiać Boga i wzmacniać swoją wiarę.
Też zauważmy, że choć Paweł pisze do Tymoteusza, to mając na myśli kościół odnosi się do konkretnej społeczności. Słowa swoje kieruje do Kościoła w Efezie, gdzie Tymoteusz sprawował swoją służbę. Odnosi się on do lokalnego zgromadzenia, które jest samodzielnym kościołem. My dzisiaj mamy tendencje myśleć o kościele wyłącznie jako o wielkiej organizacji, która zrzesza wszystkie wspólnoty, nazywamy to denominacją. A co do małej lokalnej grupy wierzących w danej miejscowości, która nie utożsamiałaby się z jakąś wielką organizacją już nie jesteśmy tak mocno przekonani, czy też mamy do czynienia z kościołem, czy raczej z jakąś sektą. Jednak nie ma co do tego żadnych wątpliwości, że Nowotestamentowa koncepcja Kościoła ma zarówno ten charakter globalny jak i lokalny. Czasami Nowy Testament mówi o kościele jako o czymś bardzo szerokim - jednym wielkim organizmie jak np. mówił Pan Jezus, że założy swój kościół w 16 rozdz. Mateusza, a innym razem gdy jest mowa o kościele, to chodzi o lokalną społeczność w danej miejscowości. Ta grupa ludzi, która w tej miejscowości, w Wejherowie, Rumi, Redzie, Sopocie, Gdańsku i w każdym innym miejscu świata  gromadzi się, by uwielbiać Boga w Imieniu Jezusa już jest kościołem Boga żywego. Mało tego, w jednym mieście może być wiele takich kościołów i mogą należeć do różnych denominacji lub żadnej i jeśli tylko wierzą w Jezusa Chrystusa, wierzą że zbawienie jest z łaski przez wiarę, a za swój fundament uznają Słowo Boże, to są kościołem Boga żywego.
Bardzo dobrze to widać w Ks. Objawienia, gdy Pan Jezus kieruje listy do poszczególnych kościołów i tam czytamy, że zwraca się do nich w słowach „do anioła zboru (w oryginale kościoła) w Efezie, w Smyrnie, Pergamie, Tiatyrze i innych napisz". Te małe lokalne społeczności znajdujące w poszczególnych miejscach, były już samodzielnymi kościołami, ale także należały do tej wielkiej Bożej rodziny jaką jest Boży kościół na całym świcie w sensie wszystkich zbawionych.
Tak więc te małe lokalne społeczności jeśli tylko uznają Jezusa Chrystusa swoim Panem, to niczego im nie brakuje, by być kościołem Boga.
 A z drugiej strony może być sytuacja, że są jakieś duże denominacje, czy wspólnoty ludzi mówiących że są kościołem lub funkcjonują pod tą nazwą, jednak nie wierzą w Chrystusa, w Jego w cielenie, boskość, przebłagalną śmierć, czy zmartwychwstanie i odrzucają zbawienie z łaski przez wiarę oraz autorytet Słowa Bożego - wtedy kościołem Boga nie są, choć w nazwie mogą mieć słowo kościół.

Zbór jako rodzina
Dalej Paweł mówiąc o kościele i nazywa go domem Bożym lub bardziej dosłownie rodziną Bożą, gdzie głową tego domu jest Chrystus. Zwrot dom Boży koncentruje się głównie na relacjach, a nie na formalnej przynależności, czy budynku. Kościół jest Bożą rodziną nie dlatego, że się na coś umówiliśmy, że się gdzieś zapisaliśmy, że spotykamy się razem na wspólnym nabożeństwie, ale dlatego że zostaliśmy złączeni przez Ducha Św. w jeden wspólny organizm. W związku z tym powinniśmy zachowywać się w stosunku do siebie jak członkowie rodziny, budować i dbać o relacje ze sobą, przyjmować w miłości siebie nawzajem, troszczyć o siebie i dbać o dobrą atmosferę w zborze i między sobą.
W żadnym razie rodzina nie powinna się unikać, stronić od spotkań jak to jest powiedziane w liście do Hebrajczyków, by nie opuszczać wspólnych zebrań (Hebr 10,25), czy żywić jakąkolwiek niechęć lub nieprzebaczenie, do innych członków Zboru.
Powinniśmy wiedzieć że dzielimy ze sobą wspólne życie, wspólne nadzieje, wspólne doświadczenia i tak też powinno być w kościele. Musimy mieć świadomość, że jesteśmy zależni jedni od drugich i jako członkowie rodziny nie powinniśmy myśleć o swoim członkostwie w zborze jako o czymś indywidualnym, o czymś co jest tylko moje i służy wyłącznie mi. Nie powinniśmy myśleć tylko o tym, co możemy wziąć, ale co też możemy tej wspólnocie dać. W dzisiejszym świecie coraz trudniej myśleć nam w ten sposób, bo niemal na każdym kroku podkreślana jest nasza odrębność, indywidualność, konieczność zaspokajania naszych potrzeb i jak jesteśmy ważni.     
 Z pewnością Czytając Słowo Boże dostrzegamy jak wiele mamy tam zwrotów mówiących że inny wierzący w Chrystusie jest moim bratem, siostrą, my wszyscy dziećmi Bożymi, a Bóg który zrodził nas przez swoje Słowo i Ducha Św. jest naszym Ojcem, a Pan Jezus naszym starszym bratem. Mamy nosić ciężary jedni drugich, pomagać wszystkim, ale najwięcej rodzinie, domownikom wiary i być dłużni sobie miłość.
Czy patrzymy na kościół na nasz Zbór jako na moją najbliższą rodzinę? Czy dbamy o ten Zbór w taki sposób w jaki powinniśmy dbać o rodzinę? Czy budujesz go, ten zbór w taki sposób by panowała w nim dobra atmosfera, atmosfera miłości i wzajemnej troski, by każdy poszczególny członek tego kościoła mógł wzrastać ku dojrzałości w Chrystusie?

Zbór chrześcijański kościołem Boga żywego
Kolejna rzecz która jest powiedziana o kościele w naszym fragmencie, to że kościół nie tylko jest Bożą rodziną, ale jest również Kościołem Boga Żywego.
Zwrot którego używa ap. Paweł, że kościół jest miejscem przebywania Boga Żywego pochodzi ze Starego Testamentu. W ten sposób podkreślano różnice między fałszywymi bóstwami które czciły inne narody, a Bogiem żywym którego czcił Izrael. Przyszły Król Dawid użył tego zwrotu, gdy miał wyjść naprzeciw Goliata, mówiąc że Goliat lży szeregi Boga żywego (1 Sam 17,26).
Teraz Paweł pisząc do Tymoteusza chce podkreślić, że kościół Jezusa Chrystusa jest miejscem, gdzie można spotkać Boga żywego w odróżnieniu od wielu fałszywych kultów które w tamtym czasie rozwijały się w Efezie. Możemy tu wspomnieć bardzo rozbudowany kult Artemidy efeskiej, bogini łowów, lasów, gór i roślinności uważaną za wielką matkę karmicielkę. Ale Słowo Boże mówi, że pomimo wspaniałej świątyni, mnóstwa kapłanek i rozbudowanego kultu w tej religii nie ma Boga, a kult jest martwy i fałszywy. Podobnie jest ze wszystkimi innymi religiami skupiającymi się na kulcie martwych bożków, czy czci opartej o martwe rytuały.
Ale Kościół, społeczność ludzi wierzących w Jezusa Chrystusa i odrodzonych z Ducha, którzy gromadzą się razem jest miejscem przebywania Żywego, prawdziwego Boga. Wtedy kiedy razem się schodzimy na wspólne nabożeństwo, spotkanie biblijne, czy inne spotkania okolicznościowe, to żywy Bóg jest razem z nami, jest na tym miejscu gdzie kościół się gromadzi. Jest z nami byśmy mogli mieć z nim społeczność, byśmy mogli Go spotkać i być blisko Niego. Dzisiaj coraz bardziej popularna jest koncepcja, że po co mi kościół, by spotkać się z Bogiem? Jak będę chciał spotkać się z Bogiem równie dobrze mogę to uczynić gdziekolwiek w swoim domu, na polu, na ulicy w pracy i wszędzie, a kazania mogę posłuchać w intrenecie. Oczywiście możemy wszędzie pomodlić się do Boga i wszędzie Bóg nas usłyszy, bo On jest wszędzie, ale tylko w Kościele w zgromadzeniu braci i sióstr w unikalny sposób możemy Go spotkać i doświadczyć. Wtedy kiedy wierzący w Jezusa Chrystusa gromadzą się razem Bóg działa między nimi w wyjątkowy sposób. Przemawia do nich swoim słowem, pociesza ich, buduje, pokrzepia, odpowiada na ich modlitwy, wlewa pokój w ich serca, daje nadzieje, prowadzi do pokuty i upamiętania, tak że wzrastamy duchowo. Spotkanie kościoła, ma mobilizujący charakter by dążyć do świętości, wszak jesteśmy reprezentantami Boga, a Bóg chce przebywać z ludem który jest czysty, święty, stroniący od złego.
Znany kaznodzieja John Stott kiedyś powiedział:
„że gdy członkowie zboru są rozproszeni przez większą część tygodnia, trudno jest być świadomym że jesteśmy częścią Bożego Kościoła. Ale kiedy spotykamy się jako Kościół w zgromadzeniu żywego Boga, każdy aspekt naszego wspólnego życia jest wzbogacony o wiedzę i Bożą obecność pośród nas. W naszym uwielbieniu kłaniamy się przed żywym Bogiem. Poprzez czytanie i eksponowanie Jego Słowa słyszymy jego głos przemawiający do nas…. W naszej społeczności kochamy się tak, jak On nas umiłował. A nasze świadectwo staje się śmielsze i pilniejsze. W rzeczy samej, niewierzący przychodzący mogą wyznać, że "Bóg jest naprawdę wśród was".
Kościół jest świątynią Boga żywego, miejscem nie w sensie budynku, ale zgromadzenia, gdzie spotykamy się z naszym Stwórcą i Panem Jezusem Chrystusem. W Starym Testamencie takim miejscem, była świątynia, gdzie Bóg złożył swoje Imię i obiecał Izraelitom, że tam w tym miejscu w Izraelskiej świątyni będą mogli spotkać Go i doświadczyć w szczególny sposób Jego obecności, dzisiaj to jest zgromadzenie świętych, którzy są świątynią Boga żywego. Ci którzy o tym zapominają i zaniedbują chrześcijańskie zgromadzenia nie mogą się pobudzać do miłości i dobrych uczynków. Często ich życie chrześcijańskie stoi niemal w miejscu, a ich wzrost duchowy mocno wyhamował lub nawet się cofnął. Nie mogą oni również doświadczyć Boga i poznać Go w taki sposób jak Bóg chciałby im się objawić i  często zaczynają oddawać Bogu cześć bez poczucia odpowiedniego szacunku. Gdy przyjrzymy się Bożemu kultowi zarówno w Starym jak i w Nowym Testamencie, to zobaczymy że czczeniu Boga zawsze musi towarzyszyć odpowiednia powaga, porządek, godność i splendor. Również w kontekście naszego fragmentu te wymagania zostały wspomniane, kiedy Paweł mówi do Tymoteusza, że ma wiedzieć jak należy postępować w kościele w domu Bożym.
Jak ty patrzysz na kościół? Czy wiesz o tym że kościół jest miejscem przebywania Boga, gdzie można się spotkać z naszym Zbawicielem co wyraża wspaniale jedna z pieśni, które śpiewamy
 O, pójdź  do kościoła żywego,
 podążaj przez wiarę i żyj,
 do Boga z sumienia czystego
 w tym domu  modlitwy twe ślij!
 Jeśli chcesz poznać lepiej Boga, zależy  ci na spotkaniu z Nim to przychodź regularnie do Zboru, bo gdy Zbór się gromadzi Bóg żywy przebywa razem z nami na tym miejscu i działa pośród nas i w nas.

Kościół jako podpora prawdy
I ostatnia rzecz jaką chce powiedzieć dzisiaj, to że Bóg ustanowił kościół, by bronił ewangelii w świecie i był jej podporą. Jeśli nie znajdziemy prawdy w kościele nie znajdziemy jej nigdzie indziej. Dlatego tym bardziej przykre jest, że wiele kościołów sprzeniewierzyło się prawdzie i stały się niemal całkowicie liberalne upodobniając się do świata i w ten sposób straciły sens swego istnienia. To jest jeden najważniejszych celów i misji kościoła byśmy jako społeczność dbali o prawdę, by Słowo Boże było zwiastowane. Paweł mówi do Tymoteusza, że ma wiedzieć jak postępować w domu Bożym, który jest kościołem Boga żywego, filarem i podwaliną prawdy.
Mniej więcej wszyscy wiemy co to jest filar, to jest słup dźwigający ciężar konstrukcji np. mostu, pałacu lub wiaduktu. W starożytności na filarach były wyniesione pomniki, bóstwa, świątynie, pałace i filar miał za zadanie podtrzymywać coś. Nie bez znaczenia jest w kontekście wypowiedzi Pawła, że świątynia w Efezie, gdzie czczono Wielką Artemidę efeską  miała ponad 127 filarów i dzięki tym filarom wznosiła się wysoko będąc doskonale widoczną z daleka. Tymoteusz widział tą świątynie codziennie jak wspaniale wyglądała wyniesiona przez filary.
Paweł mówi tutaj, że tak jak filary eksponowały i wynosiły świątynie Artemidy, tak kościół powinien eksponować i wynosić prawdę ewangelii, by wszyscy mogli ją zobaczyć. Kościół sam w sobie nie jest prawdą, ale kościół ma za zadanie prawdę podtrzymywać, chronić, pokazywać przed światem, by ona była widoczna i błyszczała jak najjaśniej. Prawdą jest ewangelia, że każdy człowiek zasługuje na Boży gniew i Bóg w łasce miłosierdzia posłał swojego Syna, by zmarł na Krzyżu za grzeszników i każdy kto w Niego uwierzy otrzyma od Boga przebaczenie i życie wieczne. Prawdą jest to, że do Boga jest tylko jedna droga, jest nią Chrystus który powiedział, że jest drogą prawdą i życiem Ew. Jana 14,6. I kościół jest przed Bogiem odpowiedzialny, by to głosić światu, by nie pozwolić aby ta prawda została zakopana, utracona, zapomniana, odsunięta na boczny tor, a jej miejsce zajęło coś innego, a   tak stało się w wielu kościołach. Tą prawdę mamy podtrzymywać wszelkimi możliwymi środkami, przez różnorodne służby, spotkania, czy wydarzenia której mają na celu ją głosić.
Kościół jest również fundamentem, podwaliną prawdy jest miejscem, gdzie Słowo Boże powinno być darzone z należytym szacunkiem i autorytetem, by świat mógł zobaczyć że ono jest ważne i należy nim żyć. Kościół powinien być miejscem, gdzie Słowo Boga jest zwiastowane, gdzie podkreślane jest Jego nieomylność i natchnienie tak, by miało moc zbudować, pocieszyć, przemienić, osądzić i doprowadzić do doskonałości tych, którzy Go słuchają.
Podsumowując:
1.      Kościół to nie budynek, ale społeczność ludzi schodzących się razem z powodu Chrystusa, których Bóg odrodził przez Ducha Św.
2.      Kościół to również Boża rodzina, dlatego mamy dbać o relacje ze sobą, budować więzi i troszczyć się o siebie nawzajem.
3.      Kościół jest także, miejscem (w sensie zgromadzenia) przebywania Boga, gdzie możemy się z nim spotkać i doświadczyć Go w szczególny sposób.
4.      Kościół jest również filarem i fundamentem dla prawdy ewangelii tzn. że ma ewangelię podtrzymywać i eksponować, by była widoczna dla wszystkich, a Słowo Boże w zgromadzeniu kościoła ma być darzone odpowiednim szacunkiem i autorytetem.  Amen

16.10.2018

Silna wiara wymaga pracy Studium 2 Listu Piotra 1,5-8



Bóg wypełnił swoją część obietnicy, dał nam swojego Syna Jezusa Chrystusa, a w Nim wszystko co jest nam potrzebne do życia i pobożności. Jednak to że mamy dostęp do wszystkich Bożych błogosławieństw w Chrystusie które są dla nas dostępne nie znaczy, że mamy przestać się starać. Wprost przeciwnie, w obliczu tak wielu błogosławieństw jak: łaska wiary, drogie i cenne obietnice, zaadoptowanie nas do rodziny Bożej i danie nam pozycji Bożych dzieci, to powinno nas mobilizować do większej gorliwości.
Skoro Bóg wybrał nas i przeznaczył do wiecznej nadziei nie możemy teraz spocząć na laurach i nie rozwijać się.  Nie możemy również stwierdzić że doszliśmy do pewnego duchowego poziomu i nam wystarczy.

 wiersz. 5
Skoro Bóg nam dał wszystkie błogosławieństwa które są potrzebne do życia i pobożności to co mamy robić?
Mamy się starać. Boże obietnice realizują się w naszym życiu przez podążanie w ich kierunku.
Wiara wielu ludzi gaśnie i nie rozwija się, bo nad nią nie pracują. Nic nie robią, co spowodowałoby, by ich wiara wzrastała. Jak wszystko na tym świecie by mogło się rozwijać i rosnąc wymaga odpowiedniego troszczenia się, podobnie i wiara wymaga wysiłku. Jeśli chcemy by powstał dom musimy go budować i dokładać tam kolejne cegły, zaprawę i inne materiały. Jeśli chcemy skończyć szkołę należy opanować zadany materiał, zdać egzaminy itp. Przykre jest to, że wielokrotnie doskonale wiemy, że jeśli chcemy coś materialnego osiągnąć, to musimy koło tego chodzić i tego pilnować. Jednak w przypadku wiary mamy tendencje te zasady lekceważyć i uważać, że jakoś tak wiara sama bez zaangażowania będzie się rozwijać.
Musimy pamiętać, że jeśli chodzimy wokół spraw cielesnych, które dziś są, a jutro stracą na znaczeniu ileż bardziej powinniśmy zabiegać o sprawy ducha.

Dokładnie Piotr mówi zachęcając nas do dołożenia wszelkich starań, że w budowanie wiary mamy włożyć maksimum wysiłku. Przynoszenie Bogu chwały w życiu chrześcijańskim nie odbywa się bez wytężenia sił stąd mamy tak wiele wezwań w Nowym Testamencie do starania się (Filipian 2,12; Kol 1,28-29)

Uzupełnianie wiary
1.      Jaka jest pierwsza rzecz o której wspomina Piotr, którą należy uzupełniać wiarę?
Pierwszą rzeczą jest: cnota, Prawość. W kulturze greckiej ta cecha oznaczała daną przez Boga umiejętność zdobywania się na bohaterskie czyny. Dlatego w niektórych przekładach jest to słowo przetłumaczone jako bohaterstwo – być bohaterem dla Boga, podejmować się odważnie jego dzieła mimo przeciwności. Słowo to oznacza też moralną jakość życia, to więc Piotrowi chodzi o to, by być silnym moralnie i zdobywać się dzięki temu na bohaterskie czyny.
Zdobywanie się na bohaterskie czyny z powodu siły moralnej, to sprzeciwianie się światu w jego bezbożnym postępowaniu i bezbożnym światopoglądzie. Należy być bohaterskim i odważnym w obronie wiary chrześcijańskiej kiedy próbuje się ją wyśmiewać lub zmusza się nas do postępowania przeciw jej wartościom. Czasami bohaterstwo chrześcijańskiej wiary prowadzi do obrony jej wartości przez cierpienie jak np. w przypadku męczenników. Tak uzupełniona wiara nabiera mocy i świadectwa. 

wiersz.6

2.      Następna rzecz którą mamy uzupełniać wiarę to poznanie. Czym większe poznanie wiary, tym większa prawość i tym większe bohaterstwo w jej obronie i podejmowaniu się zadań na chwałę Boga. Stąd słowa apostoła Pawła, że On wszystko uznaje za śmiecie  (Filip 3,8)i że śmierć jest dla niego zyskiem, miał głębokie poznanie czym jest wiara w Chrystusa.   
Chodzi tutaj o zdobywanie wiedzy i zrozumienie duchowych prawd. Chrześcijanin powinien wciąż poznawać głębiej i więcej czym jest ewangelia.  Dlatego jest tak ważne studiowanie Słowa Bożego, poznawanie jego treści coraz lepiej i zgłębiane tematów pobożnościach. Od dobrego zrozumienia i poznania ewangelii wynika nasza praktyka. Jeśli źle rozumiemy na czym polega ewangelia lub nie rozumiemy jej w ogóle, to będzie wpływało na nasze postępowanie.

3.      Kolejna rzecz, to poznanie należy uzupełniać powściągliwością, opanowaniem. Dosłownie – zatrzymać coś w sobie. Chodzi o kontrolowanie swoich cielesnych apetytów. W czasach Piotra samokontrola była stosowana np. wobec sportowców, atletów, którzy musieli posiadać wyjątkową dyscyplinę i być szczególnie wstrzemięźliwi jeśli chcieli mieć sukcesy. Podobnie sportowcy i dzisiaj musza dbać o dyscyplinę w ćwiczeniach, diecie, porach wypoczynku. Tak chrześcijanin ma nie pozwolić by cielesne apetyty przejęły nad nim kontrole. Ma nie pozwolić by wdarło się do jego życia lenistwo, obżarstwo, nałogi, ciągła pogoń za rzeczami materialnymi, cielesnymi przyjemnościami itp. Wiele z tych rzeczy same w sobie nie są złe, ale nadużywane przejmują nad nami kontrolę. Podobnie mamy być powściągliwi, zdyscyplinowani, by nie kierować się w życiu chrześcijańskim: gniewem, złością, zazdrością, niechęcią do kogoś itp. (1 Kor 9,27).
Właściwie rozumiana i praktykowana dyscyplina chrześcijańska sprawia, że panujemy nad ciałem, a nie ciało nad nami.

4.      Dyscyplinę mamy uzupełniać wytrwaniem. Na nic zdałyby się poprzednie starania jeśli na jakimś etapie naszego życia mielibyśmy porzucić służbę Bogu. Wytrwanie o którym mówi Piotr to cierpliwe podejmowanie starań by służyć Bogu i cierpliwe znoszenie przeciwności (Jakuba 5,7-8).
Klasycznym biblijnym przykładem wytrwałości jest Hiob, wytrwale znosił swoje cierpienia będąc wiernym Bogu. Podobnie Pan Jezus, wytrwale znosił przeciwności i cierpienia, także apostoł Paweł tak czynił.
Ostatnio słyszałem historię o człowieku, który przez 20 lat kopał przejazd pod górą obok której mieszkał, bo zdarzyło się, że jeden z jego bliskich zachorował i z powodu braku przejazdu nie mógł dostać się odpowiednio szybko do lekarza i zmarł.   Postanowił on wykuć drogę w skałach, by żaden z mieszkańców jego wioski nie miał podobnych problemów i w końcu mu się to udało
5.      Wytrwanie należy uzupełniać pobożnością. Pobożność to greckie słowo „eusebeia” oddaje ono nastawienie do Boga, bojaźń Bożą, szacunek, oddawanie mu chwały. Jest to postawa w której człowiek myśli o Bogu w sposób pełny nabożnej czci. A drugie znaczenie tego słowa to stosunek do bliźniego pełny miłości i błogosławieństwa. W naszych dzisiejszych czasach słowo pobożność zmieniło swoje znaczenie, bo najczęściej myślimy że ktoś jest pobożny, kto chodzi do kościoła, ale gdy Biblia mówi o czyjejś pobożności, to ma na myśli praktycznie zachowanie, stosunek człowieka do Boga i bliźniego (1 Tym 4,8).

wiersz. 7

6.         Pobożność mamy uzupełniać braterstwem. Jest to greckie słowo filadelfia, dosłownie znaczy miłość braterską (1 Piotra 3,8; Rzym 12,10). Chodzi o ciepły stosunek do innych w społeczności, mamy być dla nich mili, dobrzy, wyrozumiali, współczujący jeśli cierpią, pomocni gdy mogą potrzebować naszego wsparcia.
7.      I siódma cecha, nad którą powinniśmy pracować to miłość do wszystkich ludzi. Nie ulegać emocjom wobec ich negatywnej postawy do nas, czy kąśliwych komentarzy. Ale miłować ich na zasadzie naszego postanowienia, że będziemy czynili im dobrze, modlili się o nich i starali się o ich dobro. Podobnie jak Bóg jest dobry dla niewierzących i złych (1 Kor 13;Łuk 6,35)

wiersz. 8
Chrześcijanin posiadający cechy o których mówi Piotr nie będzie człowiekiem bezczynnym, leniwym, czy nieaktywnym (Jakuba 2,20). Musimy pamiętać że wiara bez uczynków jest martwa. Jeśli pracujemy na tymi wszystkimi wspomnianymi wyżej rzeczami, to człowiek wzrasta. Chrześcijańskie cnoty się pomnażają i pchają nas do działania, służenia Bogu, budowania kościoła w postaci wspierania innych, zwiastowania ewangelii itp.
Dobrym obrazem pomnażania chrześcijańskich cech i jego owoców jest przykład Pana Jezusa o winorośli (Jana 15,2; 15,5;15,8)
Pan Jezus mówi, że gdy trwamy w nim, gdy dbamy o to, by chodzić blisko Niego przynosimy wiele owocu, bo On działa w nas, przemienia nasz charakter i pobudza do służenia Mu.

Warto tu zwrócić uwagę, że poznanie Pana Jezusa Chrystusa poszerza się przez nasze zaangażowanie. Czym więcej angażujemy się w budowanie naszej wiary tym mocniej poznajemy Chrystusa. Niekiedy ludzie mówią że chcą poznać Chrystusa, ale nic nie robią by Go poznać. Albo że chcą poznać go lepiej, ale nie chcą się do niego zbliżyć, bardziej Go szukać, dać jakiś krok wiary w Jego kierunku, by w większym stopniu Go doświadczać.
Też można znać Pana Jezusa teoretycznie, wiedzieć o zbawieniu z łaski przez wiarę i akceptować wszystkie informacje o nim. Być zgodnym co do doktryn biblijnych i mieć całkiem sporą wiedzę na temat zbawienia, ale może brakować praktycznego wykonania ewangelii, zaufania Chrystusowi i posłuszeństwa. To więc taki wierzący będzie wiele wiedział, ale nie bardzo będzie się różnił od świata.

14.10.2018

Dobrzy doradcy 2 Ks. Kronik 26,1-16



W 2 Ks. Kronik mamy opis służby Króla Judy Uzjasza, który odniósł wielki sukces za czasów swego panowania. Wstąpił na tron po swoim Ojcu Amasjaszu i choć był młody, bo miał dopiero 16 lat, to podejmował o wiele bardziej dojrzałe decyzje niż wielu jego poprzedników. Przede wszystkim Uzjasz szukał Boga i starał się czynić to, co jest dobre w Jego oczach, a Bóg mu błogosławił.  Jednak gdy przyjrzymy się głębiej królowi Uzjaszowi, to zobaczymy, że Jego szukanie Boga nie tyle było wynikiem jego osobistej gorliwości dla Pana, ale tym że miał wokół siebie ludzi którzy znali Boga i kierowali jego serce w stronę bojaźni Bożej.
czytamy o nim:
2 Kronik  26:4  Czynił on to, co prawe w oczach Pana, zupełnie tak samo, jak jego ojciec Amasjasz.
5  Szukał on Pana, dopóki żył Zachariasz, który uczył go bojaźni Bożej, a dopóki szukał Pana, Bóg darzył go powodzeniem.
Bóg w swej łasce dał Uzjaszowi mądrego doradcę, Zachariasza który najwidoczniej kochał Boga i doradzał Królowi jak postępować zgodnie z Bożą wolą. Dopóki Król słuchał Zachariasza, który z kolei kierował Jego oczy na Boga, to Bóg Uzjaszowi błogosławił. Jednak z czasem gdy Uzjasz był coraz starszy, zamożniejszy, coraz bardziej sławny i samodzielny, a Zachariasz odszedł, zaczął on polegać na sobie i to doprowadziło do Jego klęski (2 Kr 26,16).
Chciałem dzisiaj zwrócić waszą uwagę na to, jak ważne jest otaczać się ludźmi, przyjaźnić z ludźmi i słuchać rad ludzi, którzy kierują nas w stronę bojaźni Bożej.
Wszyscy szukamy relacji i chcemy mieć społeczność z innymi. Prawda jest taka, że Bóg stworzył nas do relacji i nikt nie chce być zupełnie samotny. Ale od nas zależy komu pozwolimy mieć wpływ na nasze życie. Od nas zależy jakie osoby i jak blisko dopuścimy do naszego życia i  w jaką stronę będą kierowały naszą uwagę.  Jeśli będzie to towarzystwo, które odciąga nas od Chrystusa, które kieruje nasze oczy na świeckie wartości, które doradza załatwianie naszych spraw w zły grzeszny sposób i w ogóle nie przybliża nas do Boga, to jest takie niebezpieczeństwo, że w końcu zejdziemy na złą drogę i dojdzie do naszego upadku.
Biblia zachęca nas do tego, by mieć wokół siebie wielu mądrych doradców jak np.
w Przypowieściach Salomona 15:22 czytamy
 Gdzie nie ma narady, nie udają się zamysły; lecz gdzie jest wielu doradców, tam jest powodzenie.
Ale czy chodzi tylko o to, żeby radzić się wielu osób w jakiejś sprawie? Czy nie raczej chodzi o to, żeby mieć wokół siebie osoby, które udzielą nam dobrych właściwych rad, takich które będą zgodne z Bożą wolą?
Tak, właśnie o to chodzi, powinniśmy otaczać się ludźmi, dzięki którym jesteśmy coraz bardziej dojrzali w Chrystusie. Ludźmi którzy zachęcają nas i uczą jak możemy jeszcze lepiej służyć naszemu Zbawicielowi.   
Trzymajmy się w swoim życiu ludzi pobożnych, ludzi przez których Bóg udziela nam dobrych rad. Uczmy swoje dzieci i sami rozumiejmy to jak ważne jest dobieranie sobie właściwego towarzystwa. Psalmista w psalmie 1 powiedział, że szczęśliwy człowiek, który nie słucha rad bezbożnych i nie stoi na drodze grzeszników. Chodzi o to, że szczęśliwy człowiek, który nie dzieli swojego życia z bezbożnymi, nie łączy z nimi swojej drogi życiowej i nie pozwala na to, by ludzie bezbożni kierowali Jego decyzjami życiowymi.
Zawsze gdy do naszego życia zbyt blisko dopuszczamy ludzi bezbożnych i poddajemy się pod ich wpływ, to cierpi na tym nasza relacja z Chrystusem i służba dla Królestwa Bożego. A zawsze gdy wiążemy nasze życie z ludźmi pobożnymi, to doświadczamy błogosławieństwa i rozwoju w naszym życiu duchowym. Oczywiście mówiąc ludziach bezbożnych nie mam tutaj na myśli służby ludziom tego świata, czy relacji z nimi w celu zwiastowania im ewangelii, czy odcięcia się naszych niewierzących bliskich, ale ma na myśli relacje, przyjaźnie bezbożnymi, która łączą nasze drogi. Powinniśmy starać się o to, że to my mamy wpływ na otaczający nas świat i zmieniamy Go dla Chrystusa, a nie świat zmienia nas.  
Pytanie do każdego z nas jakimi ludźmi się otaczamy? Czy są to osoby które prowadzą nas do bliższej społeczności z Jezusem Chrystusem, jak wspomniany Zachariasz, który uczył Uzjasza bojaźni Bożej? Czy mają na nas pozytywny wpływ, czy słuchamy ich rad by wzrastać w Chrystusie? Tego życzę sobie i wam byśmy otaczali się takimi Zachariaszami przez których możemy jeszcze bliżej poznawać Boga.
Widzę tu jeszcze jedną rzecz, że niektórzy idą za Chrystusem tylko dlatego, że inni ciągną ich za uszy. Póki żył Zachariasz Uzjasz chodził drogami Pana, a później po śmierci Zachariasza z tych dróg zszedł. Podobnie może być w życiu niektórych chrześcijan, że póki mają wokół siebie takich, którzy ich wspierają, zachęcają i pobudzają do wiary to idą za Panem Jezusem, ale gdy takich osób zabraknie, to odwracają się od Pana i porzucają swoją wcześniejszą drogę. Jak mniemam bierze się to z tego, ze sami osobiście nigdy nie poznali Zbawiciela i ich wiara jest raczej wiarą ze słyszenia niż z osobistego doświadczenia. Ich wiara zamiast być oparta na Chrystusie jest raczej oparta na wierze innych. 
Tak więc dziękujmy Bogu za takich Zachariaszy, ale dążmy do tego, by nasza wiara była na tyle dojrzała, że wtedy kiedy Ich zabraknie nie porzucimy dróg Bożych.   

Łączna liczba wyświetleń