Kogo dziś zainteresują wartości ukryte, mało rzucające się w oczy, przechowywane głęboko w sercu? Uwagę przyciąga wielkoformatowy obraz, ruch, wartka akcja i głośna muzyka. Bez tego nawet największe perły leżą niezauważone. Wszystko wymaga reklamy, a reklama koniecznie musi być coraz głośniejsza. Gdy coś się nie rusza, nie gra, nie migoce, nie hałasuje – może być uznane za nieistniejące, a już niemal na pewno – za martwe.
Flagi, taniec, dramy
Nikogo nie dziwi stosowanie flagowania w sporcie, wojsku, handlu, w akcjach protestacyjnych, w demonstracjach albo jako jednej z form dekoracji. W tych sprawach chodzi i zawsze chodziło o przyciągnięcie uwagi, zademonstrowanie siły i przynależności, zakreślenie terytorium, zareklamowanie towaru, wyrażenie oburzenia, zaprezentowanie poglądów lub po prostu ubarwienie danego miejsca.
Podobnie rzecz ma się z tańcem. Potrzeba rozrywki, ruchu, dania upustu nagromadzonej w ciele energii, wywołania silnych wrażeń zmysłowych – takie jest podłoże ogromnej popularności tańca. Ten społeczny popyt od zawsze steruje podażą.
Nie wszyscy mają świadomość, że taniec nie jest naturalną potrzebą człowieka, jak np. chodzenie, jedzenie lub spanie. Jest transformacją ruchów naturalnych. Powstaje pod wpływem bodźców emocjonalnych i jest zazwyczaj skoordynowany z muzyką. Od kiedy socjologia podzieliła czynności ludzkie na przyrodzone i kulturalne – zaliczono go do czynności kulturalnych. Biblia niewiele mówi o tańcu. W Starym Testamencie mówi o nim i dobrze, i źle. W Nowym natomiast wspomina już tylko o tańcu Salome, córki Herodiady, cudzołożnej żony Heroda, co zakończyło się ścięciem głowy Jana Chrzciciela. Okazało się, że taniec nie tylko powstaje pod wpływem bodźców emocjonalnych, ale też bardzo silne bodźce potrafi wywołać!
A teatr? Teatr (łac. theatrum, z gr. theatron, – przyglądanie się, widowisko) to rodzaj sztuki widowiskowej polegającej na tym, że aktor lub grupa aktorów na żywo daje przedstawienie dla zgromadzonej publiczności. Aktor i widz – to dwa najistotniejsze składniki, bez których istnienie teatru nie byłoby możliwe. Źródłem tej sztuki były przedstawienia obchodów świąt w starożytnym Egipcie i święta organizowane na cześć Dionizosa, boga wina, w Starożytnej Grecji. Na przestrzeni wieków sztuka teatralna rozwinęła się w różnych kierunkach, dostosowując się do ludzkich oczekiwań i pożądliwości.
Aktor i widz. Jak widać, wspomniana twórczość ma charakter wizualny i odwołuje się do naturalnych zmysłów człowieka, wywołując w nim określone wrażenia i odruchy. Człowiek zmysłowy pożąda takich bodźców. Cała twórczość świata, cała kultura i sztuka jest nakierowana na stymulację naturalnych zmysłów człowieka. Co jednak tego rodzaju techniki robią w zborze?
[Nie]najnowsze zjawisko
Powiedzieliśmy już, że jak świat światem, ludzie wymachiwali flagami, tańczyli i zabawiali się w aktorów. Warto wspomnieć, że od zawsze były to po prostu skuteczne środki perswazji. Mówią o tym światowe autorytety w dziedzinie psychologii wywierania wpływu na ludzi. Wyraźnie wskazuje na to licząca sobie już kilka tysięcy lat historia propagandy, czyli sztuki wizualnej, polegającej na perswazji intelektualnej i emocjonalnej za pomocą fotografii, muzyki, tańca, literatury, teatru oraz kina, a wszystko to w celu ukształtowania określonych poglądów i zachowań zbiorowości lub jednostki. Innymi słowy, za pomocą ww. środków można wywrzeć wrażenie na ludziach, wpłynąć na zmianę ich myślenia. Czy można jednak za pomocą takich samych środków wywrzeć jakieś wrażenie na Bogu?
Flagowanie, czyli wywieszanie lub noszenie flag i sztandarów, było i jest nieodłącznym elementem zewnętrznej oprawy defilad militarnych, uroczystości państwowych, ceremonii, świąt, festiwali i zawodów sportowych. To nic nowego także w świecie religijnym. Dla przykładu, na stronie internetowej parafii rzymsko–katolickiej w Olbrachcicach, w akapicie kroniki, dotyczącym 1936 roku, można przeczytać: "Wielka radość zapanowała, gdy dotarła do nas wiadomość, że Austria chce zjednoczyć się z Niemcami. Zewnętrzną formą tej radości było flagowanie. Gdy Führer wezwał do wyborów w dniu 10 kwietnia, zachwyt był powszechny". Jaką wartość duchową miało wspomniane tu flagowanie? Raczej taką, że dzisiaj należałoby się jej wstydzić?
Nie inaczej jest z tańcem. W 32 rozdziale 2 Księgi Mojżeszowej czytamy: "I pozdejmował cały lud złote kolczyki, które mieli w uszach swoich, i przynieśli je do Aarona. I przyjął je z ich rąk, i ulał z tego w formie z gliny posąg cielca. Wtedy oni rzekli: To są bogowie twoi, Izraelu, którzy cię wyprowadzili z ziemi egipskiej. Zobaczywszy to, zbudował Aaron ołtarz przed nim i kazał obwołać: Jutro będzie święto Pana. I wstawszy nazajutrz wcześnie rano, złożyli ofiary całopalne i przynieśli ofiary pojednania; i usiadł lud, aby jeść i pić. Potem wstali, aby się bawić". Jak na to zareagował Mojżesz? "A gdy Mojżesz zbliżył się do obozu, ujrzał cielca i tańce. Wtedy Mojżesz zapłonął gniewem…" Pomyślmy: Dwaj bracia, a jakże odmienne podejście do tańca. Jeden go wprowadził, a drugi się z tego powodu uniósł świętym gniewem! Który z nich pełnił wolę Bożą?
Od jakiegoś czasu wielką popularnością w zborach cieszy się też tzw. drama. W połowie ubiegłego wieku uznany pisarz chrześcijański A. W. Tozer w książce pt. "Radykalny krzyż" napisał:
"Przez całe wieki Kościół stał mocno przeciwko wszelkim formom świeckich rozrywek, uznając je za to, czym one są: środkami marnotrawienia czasu, ucieczką przed niepokojącym głosem sumienia, sposobem odwracania uwagi od odpowiedzialności moralnej. Z tego powodu był on mocno atakowany przez synów tego świata. Ale ostatnio znudziło mu się znoszenie tych ataków i zaniechał walki. Wydaje się, jak gdyby doszedł on do przekonania, że skoro nie może zwyciężyć to wielkie bożyszcze rozrywki, lepiej będzie połączyć z nim swoje siły i skorzystać, na ile się da, z jego potęgi. Na skutek tego jesteśmy dzisiaj świadkami zdumiewającego spektaklu, kiedy miliony dolarów wydawane są na pospolity cel dostarczania ziemskich rozrywek tak zwanym synom nieba. Na wielu miejscach rozrywki religijne wypierają poważne sprawy związane z Bogiem.
Wiele kościołów w naszych czasach zamieniło się w niewiele więcej niż nędzne teatrzyki, gdzie niskiej klasy „wykonawcy” prezentują swoje tandetne sztuczki z pełną akceptacją przywódców ewangelicznych, którzy nawet potrafią zacytować święty tekst w obronie swoich przestępczych poczynań. A przy tym prawie nikt nie odważy się podnieść przeciw temu swojego głosu. To wielkie bóstwo rozrywki zabawia swoich wielbicieli przeważnie opowiadaniem historyjek.
Umiłowanie opowiastek, które jest charakterystyczne dla wieku dziecięcego, mocno zakorzeniło się w umysłach niedorozwiniętych świętych naszych dni. Tak mocno, że niemało przedsiębiorczych osób urządziło sobie wygodne życie, snując bajdurki i podając je w najróżniejszym przybraniu zborownikom. To, co jest naturalne, a nawet piękne u dziecka, może być wstrząsające, jeśli utrzymuje się aż do wieku dojrzałości, tym bardziej, gdy dzieje się to w miejscu świętym i próbuje uchodzić za prawdziwą pobożność".
Już widzę miny wielu współczesnych odkrywców i propagatorów tych 'nowoczesnych i bardzo skutecznych' form ewangelizacji i uwielbiania Boga. Spotykamy ich dziś niemal w każdym zborze i w każdej grupie misyjnej. Sądząc po tym, jak wiele uwagi poświęcają swej twórczości, można odnieść wrażenie, że bez dramy w ogóle nie da się już dzisiaj głosić ewangelii, a bez tańca i flag uwielbianie Boga jest marne i niewarte uczestnictwa.
Chciałbym być dobrze zrozumiany. To 'oczywista oczywistość', że działania ewangelizacyjne na otwartej przestrzeni wymagają zastosowania środków przyciągających uwagę, takich jak muzyka i krótkie formy teatralne. Nawiasem mówiąc, byłoby najlepiej, gdybyśmy w celu przyciągnięcia uwagi przechodniów – jak nasz Pan – mogli dokonać na ulicy jakiegoś cudu, komuś naprawdę pomóc, np. uzdrawiając go w imieniu Jezusa. Tak czy owak, zgiełk ulicy wymaga użycia jakiegoś skutecznego atraktora. Nie o tym tu piszę. W tym rozważaniu chodzi o nasze serca, o to, co robimy podczas nabożeństwa, o zachowania w miejscu zgromadzenia zboru i o to, jakie znaczenie w tym wszystkim ma dla nas sam Pan.
Skąd w Kościele potrzeba wrażeń wizualnych?
Czy nie zastanawia nas powód tak wielkiej i wciąż rosnącej popularności omawianych form w zborach? Dlaczego podczas nabożeństwa, gdy nagle zabraknie prądu i zgaśnie nagłośnienie, w sali zapada kłopotliwa cisza? Dlaczego na zjazdach młodzieży chrześcijańskiej potrzebne są coraz to dziwniejsze, żeby nie powiedzieć – już całkowicie świeckie, atrakcje?
W cytowanej już książce A. W. Tozera czytamy: "Pewien niemiecki filozof powiedział przed wielu laty coś w tym sensie, że im więcej ma człowiek w swoim własnym sercu, tym mniej będzie potrzebował z zewnątrz. Nadmierna potrzeba dostaw z zewnątrz jest dowodem bankructwa wewnętrznego człowieka".
Taka jest prawda. Wiara i pobożność wielu współczesnych chrześcijan stała się przeraźliwie powierzchowna. Serca nie zostały przeorane przez dogłębną pokutę. Nieodrodzona z Ducha Świętego dusza pożąda cielesnych wrażeń a ucho chce słuchać tego, co będzie je łechtać.
Religia, by zachować swą atrakcyjność w oczach martwych duchowo ludzi – musi im dostarczać wciąż nowych bodźców wizualnych, karmić zmysły nowymi wrażeniami. Taką funkcję pełni kult świętych, obrazów i relikwii, zdobione świątynie, szaty, procesje, pielgrzymki i widowiskowa oprawa liturgii i świąt kościelnych. Bez tego ludzie nie wiedzieliby, co mają robić w kościele.
Oto dlaczego taką furorę zrobiła w Polsce w ostatnich latach muzyka gospel. W artykule Magdaleny Chojnackiej [Dziennik Wschodni z 21 grudnia 2007 roku] opisującym lubelski chór gospel "Gospeople" czytamy:
[…] "Muzyka gospel jest żywym, głośnym, tańczącym i szalonym świadectwem Chrystusa i jego mocy. Jest ponad kościołami i wyznaniami - opowiada Karolina Sępioł, socjolog z wykształcenia, a na co dzień jeden z głosów Gospeople. - A poza tym wszystkim, gospel mnie kręci i pozwolił znów zająć się muzyką. […] I chodzi nie tylko o śpiewanie. Razem z chórem występuje formacja taneczna "Kalejdoskop”, która przygotowuje specjalne dramy do utworów, wykonuje taniec z flagami wojennymi i tzw. praise dance (taniec uwielbienia)".
Cała gama zmysłowych atrakcji, a przy tym przekonanie, że robi się to dla Boga. Nie potrzeba już iść na dyskotekę. Dyskoteka przyszła do kościoła. I wilk syty, i owca cała.
Powinna nas jednak niepokoić duchowość towarzysząca owemu wielkiemu zachwytowi muzyką gospel, flagowaniu, tańcom uwielbiającym itp. Coś na pewno jest nie tak. Znam ludzi, którzy ze wzniesionymi rękami tańczą, uwielbiają Pana, a następnego dnia imprezują i to tak, że nie chce się tu tego opisywać. Z moich osobistych obserwacji wynika, że osoby najbardziej aktywnie i ekspresyjnie 'chwalące Pana' potrafią być wyjątkowo agresywne, gdy dotkniesz kwestii ich duchowości i spróbujesz skierować ich ku prawdzie Słowa Bożego. Wtedy dopiero staje się jasne, że w środku mają pustkę, że ich duchowość – to bańka mydlana.
Przykładowa fanka flagowania
Nie chcę bynajmniej wszystkich wrzucać do jednego worka [z pewnością są wyjątki], ale na podstawie rozmaitych obserwacji rysuje mi się następujący, dość typowy obraz osoby zafascynowanej tańcem, flagami i różnymi innymi nowoczesnymi formami ewangelizacji i uwielbiania. Nie musiałem go długo szukać ani też składać z kawałków. Wystarczyło poczytać jakiegoś bloga:
"30 listopada 2006
Mieszkam w […] i dlatego mam wszędzie daleko. Trochę jeżdżę po naszej Polsce pociągami, z uwagi na to, że jestem TeGieDówą. Jutro jadę do Bydgoszczy. Tam jeszcze nie byłam ;)
3 stycznia 2007
Byłam na konferencji młodzieżowej Przełom. Świetni ludzie, świetne wykłady, uwielbienie – no wszystko. A flagi! Po raz pierwszy widziałam takie namaszczenie! Kobieta macha flagami lub tańczy a we mnie dzieje się coś niesamowitego, zaczynam rozumieć jaki jest Bóg, jego czystość i dobroć i zachwyca mnie to. Kobieta zaczyna tańczyć z flagami i przychodzi Boża obecność… wow!
18 stycznia 2007
Cieszę się na jutro. Piątek i całonocne uwielbienie w Lublinie. Odpocznę w Jego obecności.
11 lutego 2007
W charakterze PS chciałabym coś wyznać. Strasznie lubię słowo "dupa" (jasna, blada, itp.) Wulgarna jestem?
27 marca 2007
Już od 2 miesięcy planowaliśmy ten czas. Rodziców miało nie być i wolna chata. Miały być sery i wino i duuuużo filmów. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, w tym dwie pary kapci domowych. […]
26 września 2007
Modliłam się, by mieszkać tam, gdzie jest Boży tron. W momencie głębokiej frustracji Bóg przemówił używając mojej racjonalności. Zadał mi 2 pytania: 1). Co chcesz w życiu robić, jak myślisz do czego jesteś powołana? – wiedziałam, że uwielbienie – to jest moje życie. 2). W takim razie jak myślisz, gdzie najlepiej mogłabyś się w tym względzie rozwijać i uczyć? – i tu mnie oświeciło – KALISZ. W Kaliszu jest budowany Dom Modlitwy – miejsce gdzie uwielbienie i modlitwa trwają 24 godziny na dobę a pastor jest osobą kochającą Bożą obecność. A więc KALISZ".
Czy widzicie, jaki mix wyłania się z tych kilku wypowiedzi? Jedno jakby nie przeczy drugiemu. Jest miejsce i na jedno i na drugie. "Czy źródło wydaje z tego samego otworu wodę słodką i gorzką? Czy drzewo figowe, bracia moi, może rodzić oliwki albo winna latorośl figi?" [Jk 3,11–12]. Niepokojące jest to, że prawie nikt się nie dziwi, gdy na warsztatach gospel w przerwach wiele osób wychodzi na papierosa albo obściskuje się po kątach. Jeszcze bardziej źle o nas świadczy postępująca obojętność na to, co osoba stająca w niedzielę rano za zborowym mikrofonem, robiła minionej nocy.
Coś ze mną chyba jest nie tak! Obserwując na rozpalonych twarzach 'uwielbiaczy' wielkie zadowolenie z tego, jak wspaniale uwielbiali Pana, powinienem podzielać ich entuzjazm, a tymczasem - z jakiegoś powodu - chciałbym się upewnić, że wciąż jest dla nich ważne to, czy tak jak oni - z tego ich uwielbiania, zadowolony jest Pan.
Kto od kogo? – Unifikacja form pobożności
Uwielbianie – to zachwycanie się Bogiem i tylko Nim samym! Pamiętam czasy, gdy pieśni śpiewane w zborze i żarliwa modlitwa – były nie lada atrakcją dla szukającej Boga młodzieży z historycznych kościołów. Przychodzili na nasze spotkania i dziwili się widząc, jak można się modlić i wspólnie spędzać czas. A my nie robiliśmy przecież nic wymyślnego. Naszą całą atrakcją był Pan Jezus, któremu śpiewaliśmy przy gitarze pieśni płynące z serca i z przeżycia.
Niektórzy z tych gości zachwycili się Panem Jezusem i społecznością z Nim. Narodzili się na nowo. Odwrócili się więc od bałwochwalczej religii i przyłączyli się do zboru. Inni zaś, zachwyceni jedynie zewnętrzną formą naszych modlitw – pod dyskretnym kierownictwem wyznaczonych przez kler moderatorów – podpatrzyli co i jak robimy, skopiowali nasze piosenki i wrócili do swoich, aby tam animować takie same spotkania. Dziś nie widać już różnicy. To samo i tak samo śpiewają, zdaje się, że tyle samo, jeśli nie więcej, mówią językami itd., a jednocześnie nie przeszkadza to im w tym, by brać udział w mszy, czyli w ponawianiu ofiary Chrystusa, wierzyć w czyściec, praktykować kult świętych i obrazów, odmawiać różaniec, modlić się za zmarłych itd.
Nastąpiło ujednolicenie. Odrodzona z Ducha Świętego młodzież ewangeliczna podczas wieczoru uwielbiania śpiewa te same utwory, co katolicka pielgrzymka udająca się w bałwochwalczym kulcie maryjnym na Jasną Górę! Czy was to nie niepokoi? Mnie bardzo.
Jeżeli chodzi o flagi, dramy i taniec dla Boga – to odnoszę wrażenie, że uczeń przerósł już nauczyciela. Służę kilkoma przykładami. Pierwszy pochodzi z ubiegłorocznej, katolickiej akcji "Przystanek Jezus":
"Zapraszamy wszystkich, którzy mają pragnienie przyłączyć się do uwielbienia naszego Pana poprzez taniec, flagowanie etc. podczas tegorocznego Przystanku Jezus. Jesteśmy otwarci na wasze propozycje. Możesz się z nami skontaktować na stronie www.przystanekjezus.pl/pj2007".
"7:30 Jutrznia... krótka przerwa na śniadanko i wspólna modlitwa, przy energicznych dźwiękach naszego zespołu radośnie wielbić Boga..., ciężko się powstrzymać, by nie wyrwać sie do przodu, ręce same rwą sie w górę... "..to dla Ciebie, Panie".
– Modlić się Jego Słowem ..., Biblia to nieodzowny atrybut każdego uczestnika Przystanku Jezus.
– Uwielbiać Go tańcem... grupa taneczna ubarwia naszą modlitwę wielobarwnymi flagami, które wznoszą się ponad naszymi głowami.
– Jak wczoraj w naszych rekolekcjach prowadzi nas Ksiądz Biskup Edward Dajczak".
Za przykład drugi niech nam posłuży informacja o warsztatach ewangelizacyjnych, zorganizowanych przez katolicki Ruch Światło–Życie Diecezji Zielonogórsko–Gorzowskiej 9 września 2006 roku w Zielonej Górze:
"Warsztaty odbywały się w trzech grupach. Prowadzono następujące zajęcia: strategia inicjatywy, rozmowa ewangelizacyjna, flagowanie, taniec ewangelizacyjny, dramy kerygmatyczne oraz plakat ewangelizacyjny".
Przykład trzeci, to relacja ze zjazdu młodzieży zielonoświątkowej pn. "IV SKATOWANIE MŁODZIEŻY" - jaki odbył się jesienią 2005 roku w Katowicach.
"W końcu przyszedł czas na pierwszą sesję wykładów. Do wybory mieliśmy takie jak: taniec żydowski, relacje - różne płci, pantomima, kariera a służba, uwielbienie - mój styl życia, życie wolne od stresów i konfliktów, taniec, flagi, sztandary - różne formy ekspresji. Wszystkie cieszyły się dużym powodzeniem. Na każdych można było usłyszeć wiele wskazówek na temat swojego wybranego zakresu zainteresowań, problemów.
Na warsztatach "taniec, flagi, sztandary - różne formy ekspresji" jako jedną z osób demonstrujących była nasza koleżanka - Kasia Szagun. Pan bardzo mocno włożył jej w serce usługiwanie poprzez taniec, flagi i różne inne formy przekazu związane z ruchem. Po miło spędzonej godzinie był czas na krótki odpoczynek na kawę lub herbatę.
Od razu jednak musieliśmy udać się do sali głównej, gdzie występ miał nasz łódzki zespół hip-hopowy PoZIOM (Judyta Tylkowska i Paulina Kowalczyk). Zaśpiewali (zarymowali) kilka kawałków o tym, kim jest Bóg w ich życiu, co dla nich uczynił, dlaczego posługują się takim rodzajem ewangelizacji. Gościnnie wystąpił Adam Kowalczyk. Po występie poziomek każdy udał się na drugą sesję warsztatową.
Po tej sesji zebraliśmy się w sali głównej na występ utalentowanej tancerki. Przygotowała ona imponujący program na temat ludu żydowskiego. Różnorodność rekwizytów, muzyka, lektor nadawały ogromnej powagi. Nie kryję też, że popłynęło wiele łez. Jak wiele Żydzi musieli znieść cierpień i trudu na przestrzeni wieków, aby dopiero w XX wieku ich państwo otrzymało niepodległość. Program się przesunął, dlatego trzeba było trochę zwiększyć tempo. Po krótkiej przerwie udaliśmy się na trzecią i ostatnią już sesję warsztatową". [http://www.lodz.kz.pl/skatowanie2005.html].
I jeszcze przykład czwarty. Relacja ze strony PP Misjonarzy Klaretynów z XIV Kursu Nowego Życia:
"W dniach 13 – 31 lipca 2006 odbył się w Toporowie k. Wielunia XIV Kurs Nowego Życia, prowadzony przez Klaretyńską Szkołę Odnowy Życia Chrześcijańskiego i Nowej Ewangelizacji. Kurs ukończyło szesnastu uczestników z całej Polski, a także z Niemiec. Otrzymali oni podczas uroczystej Mszy Św., 28 lipca, krzyże Klaretyńskiej SNE i posłanie ewangelizatora.
Jak co roku celem kursu było doświadczenie osobistego spotkania z kochającym Bogiem, wyznanie Jezusa Panem swojego życia, otwarcie się na działanie Ducha Świętego, odkrycie w sobie pragnienia ewangelizacji i realizacja tego pragnienia. Pierwszymi owocami kursu były pełne radości świadectwa uczestników, a także ich zaangażowanie w koncert ewangelizacyjny, który odbył się w Wieluniu, 30 lipca, o godz. 19.00.
Mieszkańcom Wielunia zaoferowaliśmy muzykę, pantomimę, uwielbienie flagami, plakaty, warsztaty plastyczne, zajęcia z dziećmi, a nade wszystko osobiste rozmowy, wspólną modlitwę i świadectwa osobistego przeżywania wiary uczestników kursu. Koncert odbył się oczywiście za zgodą miejscowych władz i z wielką aprobatą i pomocą miejscowych duszpasterzy. Doświadczyliśmy też wiele bezinteresownej pomocy od wielu mieszkańców Wielunia, szczególnie od dyrekcji i akustyka Domu Kultury. Bogu niech będą dzięki! Już dziś zapraszamy na kolejny kurs, w przyszłe wakacje. Termin i miejsce zostaną ustalone w późniejszym czasie". [http://www.klaretyni.pl/wew.php?id=5].
Czy nasuwa się nam jakiś wniosek? Kto od kogo przejął taniec i flagowanie? Co robią tak powszechne w katolicyzmie cielesne formy uwielbiania Boga w duchowym zborze ewangelicznym? A może zbór przestał być duchowy? Pismo Święte zadaje pytanie: "Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami?" [2Ko 6,16]. Taneczny?
Prawdziwego uwielbiania Boga nie można podrobić. Jest ono dostępne tylko dla ludzi odrodzonych, dla tych, którzy odwrócili się od bałwanów do Boga, aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu [1Ts 1,9]. Gdyby przyjąć założenie, że taniec i flagi są duchowymi formami uwielbiania Boga, to nie spotkałyby się one z tak ciepłym przyjęciem w środowiskach bałwochwalczej religii. Z tej prostej przyczyny, że "człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać" [1Ko 2,14]. Gdyby natomiast uznać je za cielesne formy, służące wywoływaniu wrażeń wizualnych i zaspokajaniu potrzeb zmysłowych – to co w takim razie robią one w zborze?
Wyjaśnienie tego zagadnienia jest bardziej bolesne, niż można byłoby się spodziewać. W wielu przypadkach nie ma już granicy między ewangelicznym zborem a rzymskokatolicką parafią. I nie dlatego nie ma tej różnicy, że katolicy narodzili się na nowo, upamiętali się z grzechów, porzucili kult maryjny i ponawracali się do biblijnej wiary w Jezusa Chrystusa. To raczej ewangeliczni chrześcijanie poziomem życia i moralnością zrównali do poziomu przeciętnego katolika. A w tej sytuacji jak najbardziej mogą razem śpiewać, tańczyć i flagować dla Pana. Mogą też razem zabawiać się w inny sposób.
Zabolała kogoś taka konkluzja? Poboli i przestanie... Chyba, że się otrząśniemy i na nowo zaczniemy szukać oblicza Bożego! Wtedy ten ból na coś się przyda. Ozdrowiejemy w wierze!
W duchu i w prawdzie
Cielesność chrześcijan owocuje rozwojem kultu wrażeń wizualnych, potrzebą nowych bodźców i coraz nowszych form. Zajmuje się podglądaniem świata i adoptowaniem wszystkiego, co tylko da się przenieść i zastosować w zborze. Hałaśliwa muzyka, migające światła, dymy, magiczne sztuczki, kino, teatr, kabaret, taniec, flagi – to wszystko już mamy! Czytałem niedawno o spotkaniach biblijnych przy piwie w Ameryce, a nawet o nabożeństwie z tańcem erotycznym w Niemczech. Takie są po prostu potrzeby współczesnych 'chrześcijan'. Jakże można je zignorować? Jeszcze ludzie mogliby sie zniechęcić i odejść od zboru!
Jeśli ktoś bez 'podkręcania' atmosfery muzyką nie potrafi wielbić Boga, jeśli zgięcie kolan przed Panem jest dla niego zbyt niewygodne – to znaczy, że tak naprawdę nie poznał i nie umiłował Jezusa Chrystusa! Jeżeli chętnie by tańczył, a nie może z zamiłowaniem skupić się na kazaniu Słowa Bożego – to znaczy, że jest martwy duchowo. Co więc robi w zborze? Jest animatorem cielesności! Taki zawsze będzie starał się uraczyć zbór czymś, co odwołuje się do naturalnych, zmysłowych pragnień.
Od czasu, gdy Syn Boży przyniósł ludziom dar życia wiecznego i duchowe odrodzenie ich serc – Ojciec w niebie jest zainteresowany tylko jedną formą czci i uwielbienia: "Lecz nadchodzi godzina i teraz jest, kiedy prawdziwi czciciele będą oddawali Ojcu cześć w duchu i w prawdzie; bo i Ojciec takich szuka, którzy by mu tak cześć oddawali. Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie" [Jn 4,23–34]. Czy rozumiemy o co chodzi w takim oddawaniu czci Bogu? Jak to się wyraża i na czym polega?
Raczej wszyscy zgodnie mówimy, że w praktykowaniu wiary obowiązuje nas nauka Pisma Świętego. Zauważmy więc, że Nowy Testament jakby wycisza starotestamentowe instrumenty muzyczne. Sam Bóg w pewnym momencie zażądał, aby ucichły! "Usuń ode mnie wrzask twoich pieśni! I nie chcę słyszeć brzęku twoich harf" [Am 5,23]. Nowy Testament odwraca uwagę od zewnętrznych, pustych form uwielbiania i kładzie akcent na śpiewanie pieśni duchowych i pogłębianie wewnętrznej relacji z Bogiem. "Dlatego nie bądźcie nierozsądni, ale rozumiejcie, jaka jest wola Pańska. I nie upijajcie się winem, które powoduje rozwiązłość, ale bądźcie pełni Ducha, rozmawiając z sobą przez psalmy i hymny, i pieśni duchowne, śpiewając i grając w sercu swoim Panu" [Ef 5,17–19]. I jakby kto pytał, to poza tym w nauczaniu apostolskim nie ma już nic o graniu dla Boga, zaś jedynymi instrumentami widzianymi przez Jana w niebie są harfy Boże [Obj 5,8; 15,2].
Zdziwienie? W zborze nowotestamentowym nie widać tej całej hałaśliwej aparatury, bo oddawanie czci Bogu ma się odbywać z nabożnym szacunkiem i bojaźnią [Hbr 12,28]. A to raczej wymaga wyciszenia, ostrożności, uspokojenia i przyjęcia należytej postawy ciała. Z moich doświadczeń duszpasterskich wynika, że osobami domagającymi się głośniejszej i 'żywszej' muzyki w zborze, niemal zawsze byli ludzie, którzy okazywali się być ludźmi na wskroś cielesnymi. Niektórzy z nich odeszli do innych zborów, gdzie 'lepiej grają'.
Rolą instrumentów muzycznych w zborze jest, nie zdominowanie czasu uwielbiania Boga, a jedynie pomoc w stosowaniu się wierzących do następującej wskazówki apostolskiej: "A w sercach waszych niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też powołani jesteście w jednym ciele; a bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusowe niech mieszka w was obficie; we wszelkiej mądrości nauczajcie i napominajcie jedni drugich przez psalmy, hymny, pieśni duchowne, wdzięcznie śpiewając Bogu w sercach waszych" [Kol 3,15–16].
Sugerując, że kult bodźców i wrażeń wizualnych zdradza cielesność zboru, nikogo nie oskarżam ani nie przekreślam. Czy św. Paweł przekreślał kogokolwiek z wierzących zboru korynckiego pisząc: "Jeszcze bowiem cieleśni jesteście. Bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście i czy na sposób ludzki nie postępujecie?" [1Ko 3,3]. Oczywiście, że nie. Chciał ich raczej pobudzić do refleksji nad swoim stanem wewnętrznym i zachęcić do wzrostu duchowego. Mnie też o to chodzi.
Marian Biernacki - Pastor Centrum Chrześcijańskiego "Nowe Życie" w Gdańsku
Witam, nazywam się Korzeniowski Jarosław, jestem pastorem Kościoła Chrześcijan Baptystów, szczęśliwym mężem jednej żony i spełnionym ojcem czwórki dzieci. Obecnie mieszkamy i służymy w Wejherowie. Wszystkich odwiedzających tego bloga serdecznie pozdrawiam i cieszę się, że zajrzeliście tutaj. Mam nadzieje, że materiały tu zamieszczone zbudują twoją wiarę i przybliżą Cię do Boga. Większość postów jest wynikiem moich przemyśleń i opracowań na podstawie Pisma Św. Życzę owocnego pobytu.
8.08.2011
Kult wrażeń wizualnych - Marian Biernacki
Zastanawiające pytanie Jezusa
Łukasza 18:8 Powiadam wam, że szybko weźmie ich w obronę. Tylko czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?
Niekiedy zastanawia mnie, to pytanie Pana Jezusa Chrystusa. Pytanie owe zostało postawione w kontekście gorliwej i natrętnej wdowy, która nachodziła sędziego, by wysłuchał jej prośby. Kontekst pozwala nam powiedzieć, że Panu Jezusowi chodzi o wiarę aktywną w działaniu, a nie o wiarę deklaratywną. Wielu ludzi twierdzi, że wierzy w Chrystusa, ale w życiu tych ludzi nie wiele z tego wynika może po za niedzielnym spotkaniem w kościele lub wieczornej modlitwie. Przez, to pytanie czy Syn człowieczy znajdzie wiarę na ziemi jak przyjdzie? Pan Jezus zwraca się do każdego z nas jak twoja wiara w Boga wpływa na twoje codzienne życie. Jeśli rzeczywiście uważasz siebie za wierzącego, to czy widzisz oznaki gorliwości w swoim życiu jak u owej wdowy która nachodziła sędziego. (zalecam zapoznanie się z kontekstem). Czy wierzysz równie mocno jako wspomniana wdowa gdy modlisz się do Boga, że zostaniesz wysłuchany? Czy zwracasz się do Boga z nieodpartym uporem nawet wtedy kiedy masz wrażenie, że Bóg nie wysłuchuje ciebie?
Ale mamy wspaniałą obietnicę, która powinna nas zachęcać. Bóg nie będzie czekał w naszej sprawie, ale szybko weźmie nas w obronę. Jedynym postawionym warunkiem jest wiara, bez wiary nie można podobać się Bogu kto do niego przystępuje musi uwierzyć, że Bóg istnieje i działa. W pytaniu Jezusa dostrzegam jeszcze więcej. Jestem przekonany, że Chrystus doskonale wiedział, że Jego powrót nie nastąpi lada dzień, ale będzie, to pewien dłuższy okres. Po 2000 lat wielu straciło nadzieje, że Syn Człowieczy powróci kiedykolwiek. Inni zadają sobie pytanie czy Chrystus był tym za kogo się podawał? Nasze pokolenie jest pokoleniem racjonalistów ludzi, którzy uważają, że ważne jest „szkiełko i oko”. Jeśli czegoś nie możesz dotknąć, zwarzyć, zmierzyć i nie jest to cielesne to prawdopodobnie nie istnieje. Minęło 2000tys lat ,ale Chrystus się nie zmienił On wciąż szuka wiary w nas. Jeśli tylko jest pewna iskra wiary w naszym sercu, to On jej nie zgasi, ale wprost przeciwnie Chciałby by zapłonęła wielkim ogniem. Chciałbym cię zachęcić byś czekał na powrót Chrystusa brew temu co mówi ten świat. Wbrew twoim znajomym, których zupełnie, to nie interesuje, wbrew opinii publicznej niekiedy twojej rodzinie. Nie trać wiary, która może ci dać ocalenie. Chrystus powróci, głęboko wierzę, że już niebawem, ale czy zastanie wiarę w twoim życiu?
6.08.2011
List Jakuba 1,22-25 Posłuszeństwo Słowu Bożemu
Jakub w dalszym ciągu zajmuje się praktycznymi skutkami przyjęcia Słowa Bożego. Powiedzieliśmy sobie, że Słowo Boże ma moc. Ono zmienia nas, stwarza nas na nowo i czyni z nas nowych ludzi. Ten nowy człowiek stworzony przez Boga charakteryzuje się nową jakością życia. Jest, to jakość życia na wzór, na podobieństwo, na sposób Boży. Wcześniej zanim zostaliśmy zrodzeni na nowo przez Boga, żyliśmy na sposób tego świata. Słowo Boże mówi, że naśladowaliśmy nie Boga, który nas stworzył, ale władce tego ziemskiego świata (Efezjan 2:2) mając na myśli szatana. Ale teraz kiedy Bóg stał się naszym Ojcem nie tylko z nazwy, ale z powodu zrodzenia nas na nowo, naśladujemy uczynki naszego Ojca który jest w niebie. Pierwszym krokiem było przyjęcie Słowa Bożego, to przyjęcie prowadzi nas do zastosowania tego Słowa w naszym życiu. Nawrócenie człowieka do Boga nie polega tylko na zmianie pewnych poglądów lub przyswojeniu sobie pewnych prawd. Ale jak pisze Jakub uświadomienie sobie kim jest Bóg, i spotkanie z Jego Słowem prowadzi nas do zmiany życia i postępowania. Prawdziwa wiara w Boga wpływa na, to jak żyjemy, jak zachowujemy się, gdzie pracujemy i jak pracujemy jak układamy swoje życie rodzinne jak wydajemy pieniądze jak rozmawiamy z innymi ludźmi jak spędzamy wolny czas. Moglibyśmy wymienić tutaj wszystkie dziedziny naszego życia. Wcześniej nie interesowało nas zbytnio co Bóg myśli o tym jakie programy oglądam w telewizji jak wychowuje swoje dzieci jakie mam relacje z innymi ludźmi, ale teraz dowiedzieliśmy się, że Bóg interesuje się całym naszym życiem i chce, to nasze życie ukształtować na swój sposób, a to może się stać tylko wtedy kiedy będziemy „wykonawcami słowa”.
Spotykamy się dzisiaj z wezwaniem od Boga i, to wezwanie skierowane jest do każdego z nas również do ciebie. Może siedzisz tutaj dzisiaj i zastanawiasz się co masz robić jak ma wyglądać twoje życie by podobało się Bogu? Postawiłeś pierwszy krok, zwróciłeś swoje oczy na Słowo Boże, znalazłeś się tutaj. Zakładam, że przyszedłeś tutaj dzisiaj by słuchać Słowa Bożego. Tydzień temu powiedzieliśmy sobie, „że uważne słuchanie lepsze jest niż ofiara”. Więc Bóg kieruje do ciebie kolejne wezwanie, najpierw wezwał nas do słuchania słowa, a dzisiaj wzywa nas do wypełniania słowa, wzywa ciebie i mnie do posłuszeństwa Słowu. Mówiąc „bądźcie wykonawcami słowa”
Gdy jesteśmy wykonawcami Słowa, utwierdzamy samych siebie, że naprawdę narodziliśmy się na nowo i staliśmy się Bożymi dziećmi. Poświęcenie się Bogu w życiu codziennym jest zarówno dla nas jak i dla innych ludzi świadectwem, że nasze nawrócenie jest prawdziwe i autentyczne.
Można powiedzieć, że Bóg przez usta Jakuba przestrzega nas przed pewnym niebezpieczeństwem i prowadzi nas do zrozumienia, na czym polega prawdziwe nawrócenie. Niebezpieczeństwem jest zatrzymanie się na samym Słuchaniu, przychodzeniu na nabożeństwa, grupy biblijne, czytaniu biblii i przekonanie, że te wszystkie rzeczy czynią ze mnie chrześcijanina. Bardzo często ludzie w taki sposób myślą o chrześcijaństwie, że gdy czynią, to wszystko są chrześcijanami, a tymczasem możliwość słuchania Słowa jest środkiem łaski, który ma prowadzić nas do uświęcenia i życia skupionego na woli Bożej.
Któregoś razu Pan Jezus zwrócił się do faryzeuszów:
Jana 5:39 Badacie Pisma, bo sądzicie, że macie w nich żywot wieczny; a one składają świadectwo o mnie;
Faryzeusze byli ludźmi którzy wiele czasu poświęcali na słuchaniu o woli Bożej, badali Pisma Św. i uczyli się ich na pamięć godzinami, ale popełnili radykalny błąd. Doszli do wniosku, że życie wieczne wypływa właśnie z tego działania, słuchania i poznania wiedzy o zbawieniu. A tymczasem słuchanie słowa i poznawanie Go miało ich prowadzić do posłuszeństwa Chrystusowi. Gdybyśmy byli tylko słuchaczami Słowa Bożego, to robilibyśmy krzywdę samym sobie. Oszukiwalibyśmy samych siebie. Na czym by polegało, to oszustwo? Jak mówi Jakub Słowo Boże jest dla nas niczym lustro. Dowiadujemy się dzięki niemu jaki jest nasz stan duchowy jak wypadamy w oczach Boga. Wyobraźmy sobie człowieka, który został pouczony przez Boże słowo. Dowiedział się o swoich grzechach, błędach i niedociągnięciach, dowiedział się o tym co należy zmienić w swoim życiu, by ono się podobało Bogu. Ucieszył się z tego poznania i nic by się w jego życiu nie zmieniło, a jednocześnie cały czas cieszyłby się, że wie o tym wszystkim. Wyobraźcie sobie kogoś innego. Kogoś kto dowiedział się, że w naszym mieście za tydzień nastąpi straszne trzęsienie ziemi, a mimo tej informacji nie podjąłby żadnych działań zabezpieczających przed tym trzęsieniem ciesząc się jednocześnie, że wie o tym wszystkim. W takiej sytuacji każdy rozsądny mądry człowiek postanowiłby się ratować wyjeżdżając z miasta lub zabezpieczając się w inny sposób Takie postępowanie byłoby rzeczywiście oszukiwaniem samego siebie lub głupotą. Będąc samymi słuchaczami Słowa Bożego zachowywalibyśmy się podobnie. Ponadto słuchając nauczania i dowiadując się jaka jest Boża wola dla naszego życia wzrasta nasza odpowiedzialność przed Bogiem w myśl słowa:
Łukasza 12:47 Ten zaś sługa, który znał wolę pana swego, a nic nie przygotował i nie postąpił według jego woli, odbierze wiele razów.
48 Lecz ten, który nie znał, choć popełnił coś karygodnego, odbierze niewiele razów. Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać.
Tak więc spotkanie tutaj poświęcenie swojego czasu na słuchanie słowa jest rzeczą dobrą zarówno grupa biblijna jak i czytanie Biblii, to wszystko rzeczy dobre i pożądane, ale jeśli te rzeczy nie prowadzą nas do zastosowania tego co się dowiedzieliśmy o Bożej woli względem nas, to nie znaczą nic. Będąc samymi słuchaczami słowa i mniemając, że wciąż jesteśmy chrześcijanami i podobamy się Bogu, byśmy drwili z niego. Tym samym przez nasze życie pokazywalibyśmy, że chrześcijaństwo, to nic więcej jak puste słowa nie mające odzwierciedlenia w życiu.
Pan Jezus Chrystus przestrzegał przed podobną postawą:
Mateusza 7:24 Każdy więc, kto słucha tych słów moich i wykonuje je, będzie przyrównany do męża mądrego, który zbudował dom swój na opoce.
25 I spadł deszcz ulewny, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, ale on nie runął, gdyż był zbudowany na opoce.
26 A każdy, kto słucha tych słów moich, lecz nie wykonuje ich, przyrównany będzie do męża głupiego, który zbudował swój dom na piasku.
27 I spadł ulewny deszcz, i wezbrały rzeki, i powiały wiatry, i uderzyły na ów dom, i runął, a upadek jego był wielki.
Pan Jezus doskonale wiedział, że pewni ludzie będą podążać za nim i zachwycać się Jego nauką, ale z tego nie będzie zbyt wiele wynikać w ich życiu. Dlatego postawę taką przedstawił w podobieństwie. Człowiek, który jest nazwany mądrym przez Chrystusa, słucha uważnie Jego nauki i wykonuje ją. Przyrównany jest do kogoś kto swój dom zbudował na trwałym fundamencie i w dobrym miejscu. Postawa taka jest o wiele bardziej męcząca niż postawa kogoś kto byłby tylko słuchaczem słowa. Ale rezultaty są bezcenne. Któregoś dnia przychodzą bardzo złe warunki meteorologiczne, a jednak dom zbudowany w odpowiedni sposób nie zawalił się. Ten natomiast, który był zbudowany na piasku runął i upadek Jego był straszny. Jeśli jesteśmy wykonawcami Słowa Bożego, a nie tylko słuchaczami jesteśmy prawdziwie mądrymi ludźmi przedstawionymi w podobieństwie Chrystusa. Tym samym budujemy naszą wiarę na trwałym fundamencie. Ostatecznym testem dla naszej budowli będzie sąd ostateczny. Jeśli byliśmy zarówno słuchaczami jak i wykonawcami Słowa, to nie musimy się niczego obawiać budowla naszej wiary wytrzyma wszelką próbę. Ale kiedy jesteśmy tylko słuchaczami, to na sądzie cała budowla naszej wiary runie. Sąd Boży jest takim ostatecznym testem dla tego co zbudowaliśmy. Wcześniej jeszcze doświadczenia i trudności które spotykają nas w codziennym życiu również mogą być próbą dla naszej wiary. Jeśli stosujemy się do zaleceń Słowa i nie jesteśmy tylko słuchaczami, to w chwili próby i doświadczeń jak to przedstawił Chrystus, ulewy, wiatry, wezbrały rzeki jesteśmy zupełnie bezpieczni, bo wiara nasza jest mocnym oparciem. Tą ulewą i wiatrem może być w naszym życiu prześladowanie z powodu słowa, choroba, utrata pracy popadnięcie w jakieś tarapaty życiowe. W przypadku jedynie słuchacza słowa okazuje się, że to wszystko były tylko pozory i w chwili próby oraz doświadczenia załamuje się i zupełnie poddaje.
Greckie słowo (paralogizomenoi) przetłumaczone w naszym tekście w liście Jakuba wers 22 jako oszukiwanie dosłownie znaczy „rozumowanie bokiem”. Jeśli ktoś jedynie jest słuchaczem, to znaczy że jego pojmowanie nauki chrześcijańskiej zboczyło z drogi prawdy.
Następnie Jakub przyrównuje takiego człowieka, który tylko słucha słowa do kogoś kto przejrzał się w lustrze, ale zaraz odszedł i zapomniał jakim jest. Na adresatów Jakuba jego porównanie mogło wywierać większe wrażenie niż na nas. Lustro bowiem w czasach Jakuba było bardzo cenną rzeczą i niewielu mogło sobie pozwolić na jego posiadanie. Najczęściej posiadały je jakieś wytworne damy dworu. A jednak ktoś kto taka cenną rzecz posiada nie robi z niej właściwego użytku.
Możliwość słuchania słowa i posiadania Biblii w domu jest czymś niezwykłym. Rzeczywiście jak ten człowiek w starożytności, który posiadał lustro możemy nazywać się bogaczami, ale to bogactwo, które mamy będzie tylko wtedy właściwie wykorzystane i przyniesie nam korzyść kiedy od słuchania pójdziemy do działania. Gdybyśmy tylko słuchali Słowa zapomnielibyśmy, że otrzymaliśmy wielki dar za który jesteśmy odpowiedzialni. Postawa taka sprawiłaby, że słowo w naszym życiu stałoby się nieskuteczne.
Przeciwieństwem człowieka, który tylko jest słuchaczem słowa jest ktoś kto wejrzał w doskonały zakon wolności.
Człowiek taki przypatruje się Słowu bardzo uważnie. Cieszy się, że jest ono dla niego niczym lustro i może dostrzec jakim jest naprawdę. Słowo Boże tutaj jest nazwane przez Jakuba „doskonałym zakonem wolności”. Gdy człowiek poddaje się Słowu i jest mu posłuszny, to staje się prawdziwie wolnym człowiekiem. Słowo zawsze prowadzi nas do Chrystusa jak to powiedział Jezus: że pisma składają świadectwo o nim, a Chrystus daje nam prawdziwą wolność i wyzwala nas z grzechów.
Jana 8:36 Jeśli więc Syn was wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie.
Tą prawdziwą wolnością dla nas jest ewangelia, dobra nowina. Człowiek prawdziwie narodzony z Boga nie jest tylko słuchaczem Słowa oszukującym samego siebie. Jeśli ty narodziłeś się na nowo i masz w sobie Ducha Św. to jestem pewien, że nie zatrzymasz się tylko na słuchaniu słowa. Jeśli tylko przyjąłeś je szczerym sercem, to działanie Słowa w tobie porywa cię do służenia Chrystusowi i bliźniemu, a przykazania Boże nie są dla nas uciążliwe. Jeśli narodziliśmy się na nowo z Boga i mamy w sobie Bożą naturę, to posłuszeństwo Chrystusowi jest dla nas czymś wspaniałym, czymś radosnym, czymś co dodaje nam skrzydeł i sprawia, że służba Bogu jest dla nas przyjemnością. Oczywiście jest to również i trud i pewien wysiłek, ale dla prawdziwego naśladowcy Chrystusa jakże cudowny to jest pot. W ewangelii odkrywamy prawdziwą wolność od ludzkich tradycji, religijności i cielesnego sposobu myślenia. Prawda Ewangelii czyni nas prawdziwie wolnymi i wyzwala nas do pełnej ufności pracy dla Chrystusa. Jesteśmy wolni od liczenia dobrych naszych uczynków podsumowywania naszego bilansu zysków, by zasłużyć sobie na Bożą przychylność. Prawdziwie odrodzony człowiek z Ducha, obmyty z grzechów przez Chrystusa robi praktyczny użytek z posiadania Biblii, a jego posłuszeństwo Chrystusowi wzrasta. Jakub mówi, że by Słowo Boże odniosło pożądany skutek w naszym życiu obok słuchania musi być pochylenie się nad nim, zapuszczenie w nie korzenie studiowanie go i trwanie w Słowie Bożym. Świat w którym żyjemy dzisiaj uczy nas, że możemy mieć maksymalne zyski przy minimum lub żadnego poświęcenia. Coraz częściej spotykamy się z reklamami, które docierają do nas z informacją, że możesz mieć wszystko. Wystarczy, że po to wyciągniesz rękę bez żadnego wysiłku. Coraz częściej ludzie próbują omijać wysiłek i dojść do sukcesu łatwym kosztem. Niektórzy decydują się na szkoły gdzie nie trzeba na naukę poświecić zbyt wiele godzin inni uważają wszelkie umiejętności można kupić na bazarze jeszcze inni dochodzą do wniosku, że kogoś należy okraść. Sposób przedstawiania sukcesu przez ten świat jest fałszywy, a to ludzi zachęca do tego by szli na skróty. Ale co ciekawe świat jest pełen sprzeczności, bo z jednej strony uczy nas, że łatwym kosztem można coś osiągnąć, to z drugiej bardzo nisko taki sukces wycenia. Niekiedy w świecie taki sposób działania może się powieść, to u Boga jednak nie ma żadnej drogi na skróty. Droga która prowadzi nas do zbawienia, to posłuszeństwo ewangelii. Mówiąc posłuszeństwo ewangelii mam na myśli całe nauczanie Chrystusa i Apostołów. Gdy jesteśmy posłuszni ewangelii, to jesteśmy podobni do człowieka przedstawionego w
psalmie 1:
Psalmów 1:2 Lecz (szczęśliwy człowiek który) ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą.
3 Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, Wydające swój owoc we właściwym czasie, Którego liść nie więdnie, A wszystko, co uczyni, powiedzie się.
Jesteśmy szczęśliwi, błogosławieni przez Boga w naszym posłuszeństwie i możemy się spodziewać tego, że Bóg będzie pomagał nam we wszelkich naszych działaniach. Jeden z autorów chrześcijańskich Curtis Vaughan zauważył, że „akt posłuszeństwa niesie za sobą błogosławieństwo”
Bóg błogosławi tych, którzy są posłuszni jego woli, chroni ich życie i otacza bezpieczeństwem. Jeśli jesteśmy mu posłuszni możemy liczyć na nagrodę od Niego (Boga) jak to powiedział Ap. Paweł, że czeka go wieniec sprawiedliwości, ale nie tylko Jego lecz każdego, którzy umiłowali przyjście Chrystusa. (2 Tymoteusza 4:8)
Drogi przyjacielu, bracie, siostro, jak jest w twoim życiu? Czy słuchanie słowa Bożego prowadzi cię do posłuszeństwa Chrystusowi? Czy widzisz tą moc Słowa i działa ono na ciebie niczym lustro przeglądając się w nim, wiesz jakich zmian potrzeba w twoim życiu? A gdy dowiesz się do czego cię ono (słowo) powołuje to jak się zachowujesz i co robisz z tą wiedzą? Czy nie możesz się doczekać by zastosować to co usłyszałeś i wprowadzić, to w czyn? Czy raczej odchodzisz od słowa i twoje życie pozostaje w żaden sposób nie zmienione? Stoję tutaj dzisiaj po, to aby po raz kolejny posłużyć się tym słowem, które ma moc zbawić nasze dusze i pragnę cię wezwać jak to zrobił Jakub kierując list do swoich adresatów bądź wykonawcą Słowa Bożego!! Nie zadowalaj się tylko słuchaniem. Nie zadowalaj się przychodzeniem tylko na nabożeństwa, grupy biblijne czy czytaniem Biblii. Może spytasz się mnie czy masz, to robić? Odpowiem jak najbardziej tak. Niech te wszystkie narzędzia, to dzisiejsze nabożeństwo prowadzi cię do posłuszeństwa Chrystusowi. A Chrystus będzie cię prowadził we wszelkim działaniu, które będzie zmierzało ku Jego Chwale. Amen
Subskrybuj:
Posty (Atom)

