9.09.2012

Sola fide – Tylko wiara


Drodzy dzisiaj zajmiemy się drugą zasadą spuścizny reformacyjnej „Sola fide” – tylko wiara. Wielki reformator Marcin Luter uważał tą zasadę za podstawę istnienia kościoła chrześcijańskiego. Zasada ta odpowiada na pytanie w jaki sposób grzeszny człowiek może okazać się przed Bogiem sprawiedliwym człowiekiem? W jaki sposób możemy pozyskać przychylność Bożą i Jego łaskę? Co musimy zrobić żeby cieszyć się Bożym błogosławieństwem i przestać obawiać się sądu Bożego? Te pytania zadają sobie ludzie na całym świecie, także zadawał je sobie Marcin Luter.
Po pielgrzymce z Rzymu w 1511r Luter przechodzi kryzys wiary, swoje odwiedziny w Rzymie podsumowuje słowami „im bliżej Rzymu tym gorsi chrześcijanie”. Rok później zostaje wykładowcą Pisma Św.
Gdy czyta list do Rzymian 1,17 dochodzi do przełomowych wniosków, że człowiek w żaden sposób swoimi zasługami nie jest wstanie zasłużyć na Bożą sprawiedliwość, ale zostaje nią obdarowany przez Boga. To przełomowe odkrycie w Jego życiu prowadzi go do zbawienia i przyjęcia Bożej sprawiedliwości, sprawiedliwości nam przypisanej nie w wyniku naszych zasług, ale w wyniku zasług Chrystusa.
Zanim bardziej wnikliwie rozważymy tą zasadę to musimy sobie powiedzieć, że nie ma możliwości jakiegokolwiek doświadczenia błogosławieństwa od Boga jeśli nie wierzy się w Jego istnienie.  Czytamy o tym w Liście do Hebrajczyków:
  Hebrajczyków 11:6  Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają.
Ludzie często tak robią że nie zastanawiają się nad Bogiem nie szukają Go, ale praktykują jakieś życie religijne. Odprawiają różne czynności, chodzą do miejsc kultu starają się przestrzegać zasad, które wynikają z przynależności do wyznania. Ale nigdy w sposób świadomy nie rozmyślają o Bogu. Czy jest, kim jest, czego oczekuje od mojego życia, czy ma upodobanie w tym  jak żyje co robie? Świat nie daje wiary w istnienie Boga, bo nie może Go zobaczyć, dotknąć zbadać. A jednocześnie poszukuje jakiegoś ratunku widzi, że coś jest nie w porządku. Patrzy na ten system widzi, że ludzie są wciąż są  nieszczęśliwi, zrezygnowani, ciągle są wojny mniejsze i większe nie możemy uprać się z chorobami i ze śmiercią. Świat szuka ratunku, ale nie szuka go tam gdzie trzeba, nie szuka ratunku u Boga. Szuka w religii w staraniach człowieka w osiągnięciach medycyny, polityki, ekonomi. Ale jak długo będziemy szukali ratunku z dala od Boga tak długo będziemy się potykać i upadać.
Dopiero wtedy gdy uznamy Boga za wiarygodnego i zaczniemy mu ufać możemy do niego się  zbliżyć. Więc zaczynamy od wiary w istnienie Boga, gdy zaczynamy Go szukać dowiadujemy się, że Bóg jest święty i sprawiedliwy. Dowiadujemy się, że Bóg nienawidzi grzechu, nienawidzi wszystkiego co złe. Nie ma w nim nawet chwilowego zaćmienia (Jak 1,17) jest doskonale czysty, doskonale moralny, sprawiedliwy i Święty. On oczkuje sprawiedliwości od każdego człowieka dał swoje prawo  i w nim objawił swoją wolę. Można otworzyć Ks. Wyjścia 20 rozdz. i tam przeczytamy Dziesięć przykazań – nie zabijaj, nie kłam, nie pożądaj, nie cudzołóż, nie kłaniaj się fałszywym bogom i inne. Patrzymy na nasze życie i okazuje się, że w żaden sposób nie możemy sprostać temu prawu. Okazuje się, że Boże prawo zamiast być dla nas wyzwoleniem staje się sidłem.
Upadły grzeszny człowiek nie ma mocy do życia w taki sposób jak tego oczekuje od niego Bóg, właśnie tego doświadczył Luter tego doświadczali inni Jan Wesley, Apostoł Paweł. Gdy chcieli przystąpić do Boga na przeszkodzie stawało im Boże prawo i grzeszność człowieka. Człowiek nie znający Bożego sposobu usprawiedliwienia próbuje jakoś się z tym uprać, czuje się potępiony z powodu własnych grzechów więc myśli sobie: „musze spełniać dobre uczynki może zdołam przebłagać Boga” lub „mam nadzieje że ostatecznie moich dobrych uczynków okaże się więcej niż złych” właściwie wszystkie inne starania pozyskania Bożej sprawiedliwości inaczej niż przez wiarę w Chrystusa opierają się na staraniach człowieka. Cokolwiek by to nie było zawsze akcent jest kładziony na to, że człowiek musi coś zrobić by dostąpić usprawiedliwienia ktoś nawet doszedł do  wniosku, że na świecie są dwie drogi zbawienia – droga wytyczona przez człowieka z jego pomysłami i staraniami i droga wytyczona przez Boga kierująca nasze oczy na Chrystusa.
Ap. Paweł wyraził to  w ten sposób:
 Rzymian 10:3  bo nie znając usprawiedliwienia, które pochodzi od Boga, a własne usiłując ustanowić, nie podporządkowali się usprawiedliwieniu Bożemu.
Gdy będziemy się uważnie przyglądać ludziom,  to zauważymy, że zawsze tak jest, że gdy ludzie nie znają Bożej drogi zbawienia, to mają jakiś swój pomysł na ratunek. Reformatorzy zanim odkryli na nowo zasadę „Sola fide” kładli nacisk na własne uczynki na własną sprawiedliwość. Marcin Luter nawet doszedł do wniosku że ewangelia jest zła i okrutna bo pokazuje świętość i czystość Boga, który wymaga od nas miłości do wrogów, przebaczania win, porzucenia miłości do świata, a zupełnie nie daje mocy do takiego życia.
Działo się tak momentu kiedy odkrył na podstawie listu do Rzymian, że możemy przed Bogiem okazać się sprawiedliwymi jedynie przez wiarę w Chrystusa.
 Rzymian 1:17  bo usprawiedliwienie Boże w niej bywa objawione, z wiary w wiarę, jak napisano: A sprawiedliwy z wiary żyć będzie.
Ewangelia naprawdę jest dobra nowiną,  bo mówi nam o tym że w niej objawia się Boża droga usprawiedliwienia. Dopiero wtedy doświadczymy prawdziwej wolności naszej duszy gdy zrozumiemy w jaki sposób możemy okazać się przed Bogiem sprawiedliwymi.
Tu nie chodzi o naszą sprawiedliwość, ale chodzi o to że Bóg objawił  na jakiej podstawie jest w stanie przebaczyć grzesznikowi jego grzechy, na jakiej podstawie jest w stanie uznać człowieka za sprawiedliwego i przyjąć do swojej chwały.
Bożą drogą usprawiedliwienia grzesznika jest jedynie wiara w Chrystusa „Sola fide” przez wieki aż do czasów reformacji kościół zapomniał o tej ważnej zasadzie. Dopiero wtedy gdy na nowo zwrócono się do Pisma Św. odkryto, że Bóg zbawia człowieka nie na podstawie jego zasług, starań czy sakramentów, ale czyni to darmo z łaski przez wiarę w osobę i dzieło Jezusa Chrystusa.
Galacjan 2:16  wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa, i myśmy w Chrystusa Jezusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków zakonu, ponieważ z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek.
Żadne dobre uczynki – uczynki prawa nie są wstanie ani na milimetr przybliżyć cię do Boga. Prawo Boże mówi nam co mamy robić jak mamy żyć, ale zupełnie nie daje  mocy do takiego życia. Więcej, prawo Boże potępia nas każe  nam  nie kłamać, nie nienawidzić, nie pożądać, nie kraść i nie cudzołożyć i występuje przeciwko nam jako oskarżyciel za każdym razem gdy je przekraczamy. Prawo czyni z nas przestępców, pokazuje standardy Bożej sprawiedliwości i wskazuje wzór, ale z powodu upadłej ludzkiej natury nie mamy siły by je zachowywać. Możemy się starać i czynić zobowiązania, przyrzekać, zapierać się samych siebie,  ze czegoś nie zrobimy i tak w końcu te przykazania złamiemy. Dlatego człowiek nie może uzyskać przebaczenia winy na podstawie swoich uczynków, wszak jego uczynki tylko dowodzą, że jest przestępcą. 
Jeśli myślisz, że twoje porządne życie czyni z ciebie chrześcijanina, to jesteś w ogromnym błędzie, tylko wiara w dzieło Chrystusa jest w stanie zbliżyć nas do Boga. Gdy nawet jako chrześcijanie zaczniemy ufać czemukolwiek innemu niż Chrystusowi i jego odkupieńczej ofierze za nasze grzechy na nowo poddajemy się pod władze zakonu. Tylko dlatego możemy tu dzisiaj się zgromadzić i mieć pewność, że Bóg wysłucha naszych modlitw i przyjmie nasze uwielbienie, bo stoimy w sprawiedliwości Chrystusa. Przez wiarę w Chrystusa Bóg zalicza nam  jego dzieło na nasze konto. W chwili gdy uwierzysz w Chrystusa i przyjmiesz Go jako swego Pana i Zbawiciela twoje grzechy zostaną Mu przypisane, a mór nieprzyjaźni między tobą, a Bogiem zostanie usunięty. Największy przestępca może zostać usprawiedliwiony przed Bogiem w jednej chwili przyjmując wiarą Pana Jezusa Chrystusa i cieszyć się Bożym błogosławieństwem. Chrystus stanął na miejscu każdego grzesznika i Bóg postąpił z nim tak jakby postąpił z każdym grzesznikiem wylewając na Chrystusa swój gniew. Teraz przyjmując Chrystusa grzesznik zostaje przykryty szatą sprawiedliwości Jezusa, którą on posiadał i dzięki temu jest akceptowany przez Boga.
 Rzymian 3:23  gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej,
24  i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie,
25  którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów,
26  dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa.
Przez dzieło Chrystusa Bóg nie naruszył swojej sprawiedliwości, zaspokoił jej żądania. Jego sprawiedliwość domagała się kary za grzechy każdego grzesznika. Kara została wykonana na Panu Jezusie, a warunkiem usprawiedliwienia Bóg uczynił wiarę w to działo. Tak więc dzieło zbawienia w żadnym razie nie jest dziełem człowieka jest tylko i wyłącznie dziełem Boga – tylko Bogu Chwała – Soli Deo Gloria .
Jak to mówi Paweł w Rzym 3,26b „aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego który wierzy w Jezusa.
Inny fragment Słowa Bożego mówi:
 Efezjan 2:8  Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;
9  nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.
10  Jego bowiem dziełem jesteśmy, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, do których przeznaczył nas Bóg, abyśmy w nich chodzili.
Cały nowy Testament pełny jest tej zasady Sola fide – tylko wiara. Nie masz nic co możesz Bogu dać, nie masz nic czego Bóg by od ciebie chciał, jesteś nędzarzem i biedakiem w Bożych oczach, jesteś umarłym grzesznikiem i nie jesteś w stanie zdobyć się na nic dobrego w czym Bóg miałby upodobanie, aż do momentu kiedy Bóg  cię nie ożywi. Właśnie o to potyka się większość ludzi myślą, że zanim przyjdą do  Boga muszą coś uczynić. Rzucić palenie, poprawić się w kwestii moralnej, stać się lepszym człowiekiem, myślą, że jak to uczynią będą przyjęci przez Boga. Jeszcze raz chce  powiedzieć Bóg jeśli Bóg kogoś przyjmuje, to tylko i wyłącznie ze względu na zasługi Chrystusa, to tylko i wyłącznie wtedy kiedy w niego wierzysz, a Jego zasługi zostają ci przypisane, NIE Z UCZYNKÓW ABY SIĘ KTOŚ NIE CHLUBIŁ.  Bóg widząc stan śmierci duchowej  każdego człowieka odradza nas przez Swoje Słowo i Moc Ducha Św. obdarza nas akceptacją, zbawianiem, przebaczeniem grzechów i czyni to z łaski przez  wiarę. Cała religia świata jest zupełnie odwrotna, już samo to jest wielkim świadectwem autentyczności chrześcijaństwa. W każdej innej religii nacisk kładziony jest na uczynki by pozyskać łaskę Boga lub zbawienia. Prawdziwe chrześcijaństwo mówi nam, że łaskę Boga i błogosławieństwo otrzymujemy na starcie przez Wierę w dzieło Chrystusa. Gdy w wierze przyjdziesz do  Boga On uczyni cię nowym człowiekiem byś mógł spełniać dobre uczynki.
Rzymian 3:27  Gdzież więc chluba twoja? Wykluczona! Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej, lecz przez zakon wiary. „Sola Fide” – „tylko wiara”.
Wszystko co mamy w Chrystusie wynika z wiary w Jego dzieło. Zbawienie, usprawiedliwienie, wszelkie błogosławieństwo otrzymujemy przez wiarę w dzieło Chrystusa. Ale musimy tu wspomnieć, że w żadnym razie wiara nie jest naszym dziełem. Istnieje nauka, która zamieniła uczynki zakonu, na uczynek wiary. Nacisk kładziony jest na to, że to człowiek decyduje czy ma uwierzyć lub nie. Apostoł Paweł mówi że, wiara nie pochodzi z nas nie możemy w swoim życiu wzniecić iskry wiary. Jesteśmy martwi przez upadki i grzechy, martwy człowiek nie może zrobić nic nie może nawet uwierzyć (Efez 2,1). Bóg budzi grzesznika do życia daje mu łaskę wiary. Gdybyśmy zbawiali się dzięki naszej wierze, to wtedy zbawienie byłoby po części naszym dziełem, a tak jest całkowicie dziełem Boga. Nie zbawia cię twoja wiara, zbawia cię Chrystus, Bóg czyni cię sprawiedliwym ze względu na wiarę w dzieło Chrystusa, a wiara ta jest Jego dziełem w twoim życiu.
Jedne z ostatnich słów jakie wypowiedział Marcin Luter leżąc na łożu śmierci gdy odchodził do Pana w 1546r brzmiały „Jesteśmy tylko żebrakami tak jest prawda”.
Nie możesz nic dodać do tego co uczynił Chrystus, nikt z nas nie może nic dodać i nie może tego zrobić choćby najświętsza i najbardziej doskonała osoba. Pan wisząc na Krzyżu powiedział „wykonało się” (Jana 19:30) Dzieło zbawienia jest całkowicie zakończone próba zasłużenia na nie jest zniewagą Boga, jest powiedzeniem Bogu, że potrafisz to zrobić lepiej niż Jezus.
Gdyby nasze usprawiedliwienie zależało od naszych uczynków, to syn marnotrawny z (Ew. Łukasza 15,11 – 32) Nigdy nie powróciłby do ojca, nie miał nic co mógłby Ojcu zaoferować był kompletnym  bankrutem. Całe swoje dziedzictwo roztrwonił i postanowił wrócić do Ojca z pustymi rękami. Uwierzył, że ojciec może go przyjąć pomimo stanu w jakim się znalazł. Więc wracał głodny obdarty, odarty ze wszelkiej godności, całkowicie sponiewierany. Ojciec wybiegł mu na spotkanie i przyjął go tak samo Bóg przyjmie każdego człowieka,  który postanowi zawrócić ze swoich dróg i zwrócić się przez wiarę do Chrystusa.
W ks. Izajasza możemy przeczytać niezwykły werset
Izajasza 1:18  Chodźcie więc, a będziemy się prawować - mówi Pan! Choć wasze grzechy będą czerwone jak szkarłat, jak śnieg zbieleją; choć będą czerwone jak purpura, staną się białe jak wełna.
A psalm 103 mówi:
Psalmów 103:12  Jak daleko jest wschód od zachodu, Tak oddalił od nas występki nasze.
Usprawiedliwienie przez wiarę przynosi do naszego życia wspaniałe błogosławieństwa, przede wszystkim nasze grzechy są przebaczone,  następnie mamy pokój z Bogiem i stajemy się bożymi dziećmi, a Bóg jest naszym Ojcem. Stajemy się również dziedzicami obietnic Bożych. Bóg już nie jest przeciwko nam, ale z nami. Otrzymujemy także w darze Ducha Św. jako zadatek i gwarancje zbawienia. Zostajemy obdarzeni pokojem i możliwością ufania Bogu, a także mamy pewność zbawienia.
Jeśli do tej pory myślałeś, że to ty coś musisz zrobić by uzyskać zbawienie od Boga, to przeproś za to  Boga.  Wszystko co jest potrzebne byś  mógł być zbawiony zostało już uczynione przez Jezusa Chrystusa na Krzyżu. On przyszedł po to by wziąć twoje grzechy i ponieść je na Krzyż, On przyszedł po to by zdjąć z ciebie przekleństwo i Boży gniew, On przyszedł po to, by obdarzyć cię swoją sprawiedliwością. Okryty nią możesz w pełnej ufności stanąć przed Bogiem i zostaniesz przyjęty. Wzywam cię dzisiaj byś na nowo spojrzał na krzyż gdzie umierał twój Pan Jezus Chrystus i uwierzył że On jest posłanym przez Boga zbawicielem każdego człowieka, a w szczególności twoim, byś uwierzył i żył. Amen

7.09.2012

Prostota wiary - Billy Graham


Niedziela wielkanocna w 1937 r. W małym zborze na Florydzie pewien student szkoły biblijnej ma wygłosić kazanie. Ale zbór nie wie, że ów młody student już kilka tygodni wcześniej przygotował sobie cztery kazania. W ten niedzielny poranek wygłosi je wszystkie naraz.
Trwało to 8 minut. Nazwisko studenta: Billy Graham. Lecz po tym, zdawałoby się przykrym zdarzeniu, jego nauczyciel notuje: "Sposób wygłoszenia kazania przez Billy’ego wywarł na słuchaczach silne wrażenie i mocno zadziałał przez swoją szczerość".
Tak na samym początku oceniano to, co później stało się tak charakterystyczne dla B. Grahama: poselstwo biblijne przekazywane porywczo i bez zbytnich ozdobników.
PROSTY CHŁOPAK
Właśnie tę prostotę ludzie cenią w nim najbardziej. Dziennikarz A.N. Wilson z gazety "New York Observer" po spotkaniu z Billy Grahamem w 1991r. pisał: "Jest w nim coś, co wzbudza natychmiastową sympatię. Myślę, że jest to połączenie jego szczerej, nawet intelektualnej, pokory z pewnego rodzaju niewinną zarozumiałością".
Jego teologia wygląda bardzo prosto. Graham przyznaje z uśmiechem, że nie na wszystkie intelektualne pytania dotyczące wiary potrafi i musi odpowiedzieć. "Nie potrafię wszystkiego wytłumaczyć, ale akceptuję to wiarą".
Wywodzi się z bardzo skromnej rodziny. Urodził się w 1918 r. w północnej Karolinie jako William Franklin, krótko Billy, najstarszy syn farmera. Nawraca się w wieku 15 lat na ewangelizacji prowadzonej przez kaznodzieję przebudzeniowego Mordecai Hama.
Wskazując na zgromadzonych, ewangelista zawołał: "Mamy wśród nas dzisiaj wielkiego grzesznika". I chociaż Ham wcale nie miał na myśli młodego Grahama, ten wiedział dokładnie, że było to skierowane właśnie do niego. Po powrocie do domu mówi tylko jedno zdanie: "Mamo jestem zbawiony". Całkiem zwyczajnie przeżywa także pierwsze lata swojego chrześcijaństwa". Nie miałem wtedy żadnych szczególnych zamiarów. Byłem nawrócony, beztroski i chciałem poznać Biblię".
Wkrótce jednak ta beztroska przemienia się w coś przeciwnego. Pewnego dnia w 1938 roku przypadkowo przysłuchuje się rozmowie starszych mężczyzn, którzy (z żalem, że minęły) wspominali czasy przebudzenia D.L.Moody`ego. Dla Grahama jest to decydujący moment. Widzi ogrom duchowej nędzy swojego kraju. Równocześnie ten młody człowiek zdaje sobie sprawę ze swojego słabego wykształcenia i miernej umiejętności wygłaszania kazań. Staje się to dla niego wielkim ciężarem. Początkowo całkowicie odrzuca myśl zostania ewangelistą. Ale myśl ta ciągle powraca, aż zamienia się w pewność. Wtedy pada na kolana na środku pola golfowego i odda-je Chrystusowi swoją dalszą przyszłość.
Potem przychodzi czas na teologię praktyczną. Niestety, prawie nikt nie chce słuchać studenckiego kaznodziei. Powód? Zbyt gwałtowna gestykulacja i szybko wyrzucane słowa. Podczas gdy ktoś inny na jego miejscu z pewnością by zrezygnował, Billy swój kłopot zmienił w cnotę. Wraz z kilkoma kolegami ze studiów rozpoczyna pracę misyjną na ulicy. Właśnie ta praca pozwala szybko rozpoznać jego szczególne uzdolnienia. Po jednym ze swoich kazań, wzywa, ażeby ci, którzy chcą się nawrócić wyszli do przodu. Ku ogólnemu zdziwieniu, na 100 obecnych, trzydzieści dwie osoby przyjmują wezwanie i powierzają swoje życie Jezusowi.
Zaczynają się piętrzyć zaproszenia do wygłoszenia kazania, ale ostateczny punkt zwrotny w pracy Grahama następuje w roku 1949. Usługuje na ewangelizacji w Los Angeles, która początkowo zaplanowana na trzy tygodnie, musi zostać przedłużona do ośmiu, z powodu ogromnych rzeszy słuchaczy. Zwracają na niego uwagę środki masowego przekazu. Graham staje się dla niektórych chrześcijan "pobożnym bohaterem narodowym".
ŚWIATOWA POLITYKA A WIARA
Od tamtego czasu Billy Graham przemawiał do około 110 milionów ludzi w ponad 80 krajach. Był pierwszym, który użył telewizji do zwiastowania poselstwa o Chrystusie. Nie zirytowało go nawet to, że w tak niedawnej przeszłości kaznodzieje telewizyjni tacy jak Baker, Swaggart czy również Robertson, postawili w złym świetle ewangelizacje telewizyjne. "Nie mogę źle oceniać środków masowego przekazu, które tak dobrze mi służą" - powiedział.
Co się tyczy kręgu jego znajomych, to przeprowadzał on prywatne rozmowy z wielkimi tego świata. Grał w golfa lub jadał z prezydentami: Eisenhowerem i Nixonem, z królową Anglii i nieraz z prezydentem Bushem. Nie zawsze jego stanowisko lub polityczne zaangażowanie spotykało się z sympatią, np. gdy chodziło o Wietnam i zimną wojnę przed 20 laty, czy też o sprawy dotyczące operacji "Pustynna Burza". Jednakże i on nie uniknął problemu sprzeczności Ewangelii z praktykami panującej w danym kraju polityki. Czy zdarzało się, że podczas partii golfa z koronowanymi głowami, pytania zmierzały w tym właśnie kierunku? "Tak, zdarzało się", przyznaje Graham, lecz zaraz z uśmiechem dodaje: "Więcej jednak nie zdradzę. Nie będę cytował wypowiedzi królowej, ani ministra spraw wewnętrznych, ani żadnego prezydenta".
TAJEMNICA SUKCESU
Kontakty z wpływowymi osobistościami nie sprawiały Grahamowi najmniejszych problemów. Cecil B. DeMille, reżyser filmu "Dziesięcioro przykazań", zaproponował mu w latach 50-tych rolę w filmie "Samson i Dalila". "Roześmiałem się tylko i powiedziałem, że lepiej pozostanę przy Bogu". Typowy przykład na to, jak mało B. Graham przejmuje się całym zamieszaniem wokół własnej osoby, a zarazem w umiejętny sposób potrafi je wykorzystać dla dobra Ewangelii.
Bez wątpienia to właśnie zamieszanie było magnesem przyciągającym ludzi na ewangelizację satelitarną w marcu 93. Wtedy ten prosty "człowiek z gór" - jak lubią go nazywać przyjaciele - będzie mówił o prostych, lecz jakże ważnych sprawach życia, żywo gestykulując i jak zwykle o wiele za szybko. "Moim głównym tematem jest nieśmiertelna dusza człowieka, która albo pójdzie do piekła, albo do nieba. Wszystko zależy od decyzji, jaką podejmie". Tajemnica jego sukcesu leży prawdopodobnie nie tyle w jego osobie, co w prostym zwiastowaniu poselstwa o Krzyżu. Temu niewygodnemu poselstwu B. Graham ciągle na nowo podporządkowuje sam siebie.
W 1983 r. na konferencji ewangelistów w Amsterdamie, pewien Afrykańczyk zapytał go: "Billy, gdyby nie był Pan białym i Amerykaninem, kim byłby Pan dzisiaj?" Można było dokładnie zauważyć, co miał na myśli. Zapadła głęboka cisza i cały tłum w napięciu oczekiwał na odpowiedź B. Grahama. A on, bez wahania, bardzo uprzejmie lecz dobitnie odpowiedział: "To kim jestem teraz, zawdzięczam tylko Bożej łasce". Przez moment zapanowało milczenie, a potem rozległy się gromkie brawa.
GRAHAMOWIE (NIE)NORMALNA RODZINA
On stoi w świetle jupiterów. Co wieczór słuchają go tysiące ludzi. Ten 74 letni Amerykanin z pewnością więcej życia poświęcił innym ludziom niż własnej rodzinie. Jak udało im się temu podołać? Rodzina Grahamów też nie była wolna od problemów, nawet bardzo poważnych, jak na przykład narkomania obydwu ich synów. Życie rodzinne kształtowała siedemdziesięciotrzyletnia dziś Ruth Graham. Swoją postawą potwierdziła przysłowie, że "za silnym mężczyzną stoi silna kobieta".
Ruth Graham urodziła się w 1920 roku w Chinach, jako córka misjonarskiego małżeństwa Bell. Zawsze pragnęła tam wrócić, aby również pracować jako misjonarka, lecz na drodze do spełnienia tego pragnienia stanął William Franklin Graham. Zawsze zwracała się do niego Bill, bo urósł zbyt duży, ażeby nazywać go Billy. Poznała go na uniwersytecie. Pewnego wieczoru siedzieli obok siebie na spektaklu pt. "Mesjasz". Wiedziała od razu, że jest on dla niej tym właściwym mężczyzną. Tam, gdzie zjawia się miłość, wiele planów zostaje przekreślonych. Tak więc zamiast wyjechać do Chin jako misjonarka, stała się żoną najbardziej znanego na całym świecie misjonarza. A także żoną człowieka wybieranego, zadziwiająco regularnie, do grona 10 najbardziej godnych podziwu mężczyzn. W ciągu ostatnich 40 lat wybrano go dokładnie 33 razy.
W przyszłym roku małżeństwo Grahamów będzie obchodziło "Złote Gody". W latach 1945-1958 przyszło na świat pięcioro dzieci. Z czasem do rodu dołączyło 19 wnuków i 4 prawnuków. Ruth i Billy Graham mieszkają dzisiaj w górach, w Północnej Karolinie, razem z dwoma psami i jednym kotem.
BEZ SKANDALI ŻYJE SIĘ LEPIEJ
Co myśli żona rozrywanego ewangelisty o swoim życiu z mężem? Podczas, gdy inni kaznodzieje w Ameryce zyskują złą sławę poprzez skandale, małżeństwo Grahamów nigdy nie wplątało się w żaden skandal. Choć często wcale nie byli tego samego zdania. Ruth powiedziała niedawno, że jeżeliby dwoje ludzi we wszystkim się zgadzało, to jedno z nich byłoby poprostu zbędne. Przyjaciele i znajomi mówią, że Grahamowie stanowią przykład przyciągania się przeciwstawieństw. Podczas, gdy ona jest "dobrą duszą" w domu, z zasady optymistyczna, otwarta na wiele rzeczy i zrelaksowana, Billy pozostaje chodzącą dyscypliną, poprawny nie tylko w wykładaniu Bożych prawd, ale również w życiu rodzinnym. Szczególnie w jednym punkcie Ruth i Billy uzupełniają się wspaniale: Ruth swoim optymizmem równoważy jego skłonności do obawy przed najgorszym. Właśnie ze względu na tę skłonność otrzymał Billy w swojej rodzinie przezwisko "puddleglum". Jest to postać z baśni "Opowieści z Narnii" C.S Lewisa i ucieleśnienia pewien rodzaj współczesnego "Jeremiasza" (mniej więcej na zasadzie: "z całą pewnością dziś wieczorem będzie lało i nikt nie przyjdzie na stadion na ewangelizację").
LUBIĘ BYĆ GOSPODYNIĄ DOMOWĄ
Podczas gdy Billy zwiastując Ewangelię, podróżował po całym świecie, Ruth troszczyła się o dom i dzieci. "Nie mogłam, jeździć razem z nim. Byłoby to tak, jak gdyby naczelny wódz zabierał ze sobą na front żonę"- mówi patrząc w przeszłość i podkreśla, że była szczęśliwa, przynajmniej od czasu do czasu widując swojego męża. "Lepiej mieć go choćby na chwilę, niż za dużo"- mawiała. Na pytanie pewnej szkockiej dziennikarki, czy nie cierpiała z tego powodu, że zawsze pozostawała w cieniu swojego sławnego męża, odpowiedziała z miłym uśmiechem: "Nigdy nie miałam z tym problemu, po prostu bardzo lubię być żoną, matką i gospodynią".
Lecz nie tylko piękne dni były w życiu Grahamów. Jak u większości "mężów Bożych" także i u Billy Grahama powołanie do służby nie uchroniło jego rodziny przed trudnymi problemami. Obydwaj synowie byli przez jakiś czas narkomanami. Ruth niechętnie wspomina ten czas. "Jakby nie dość tego, że policja nachodziła nasz dom, to jeszcze zapanowała ta straszna niepewność, jakie skutki narkotyki mogą spowodować u naszych chłopców i co oni sami mogą zrobić sobie, i innym". Także i dla Billy Grahama ten czas należał do najtrudniejszych w jego życiu. "Nasi synowie poszli drogą wielu innych młodych ludzi w ich wieku. Modliliśmy się o nich i wierzyliśmy, że kiedyś te problemy przezwyciężą. W każdej rodzinie coś się nie udaje. Ucieszyło mnie, że moi synowie sami przyszli do mnie ze swoimi problemami". Ewangelista mówi: "Mam te same wady i popełniam te same błędy, co każdy inny człowiek". Obydwaj chłopcy zostali uwolnieni z nałogu i usługują dzisiaj jako pastorzy w zborach.
Dla Ruth Graham, której życie w dużej mierze było zdominowane przez książki, (jednym z jej ulubionych zajęć jest zbieranie książek o historii Kościoła), podstawowym fundamentem w złym i dobrym czasie było Pismo Święte. Ono jest dla niej najważniejszą książką. Wielokrotnie w ciągu dnia czyta je; zawsze leży otwarte w jej kuchni. "Gdyby musiała je za każdym razem wyciągać z półki i sprzątać stół przed czytaniem, to może nie czytałabym go tak często. Dlatego Biblia ma swoje własne miejsce, gdzie wielokrotnie w ciągu dnia siadam, ażeby z niej czytać".
Przekład: Ewa Cieplik
Artykuł wydrukowany w niemieckim czasopiśmie Neues Leben z okazji 74 rocznicy urodzin ewangelisty Billy Grahama.

Przyjdź do zdroju wszelkiej łaski

Pełny chwały hymn na chwałę naszego Boga i Pana Jezusa Chrystusa

Życie warte przeżycia




Psalmów 92:14  Zasadzeni w domu Pańskim Wyrastają w dziedzińcach Boga naszego.
15  Jeszcze w starości przynoszą owoc, Są w pełni sił i świeżości,
16  Aby obwieszczać, że Pan jest prawy, Że jest opoką moją, i nie ma w nim nieprawości.
 Nie ma chyba człowieka, który nie chciałby spojrzeć na swoje życie w starości i mieć świadomość, że zrobił naprawdę dobrą robotę, a teraz dla niego zaczyna się nowe życie lepsze wspanialsze pełne chwały i uwielbienia. Takie owocne życie można przeżyć tylko z  Bogiem. On wyzwala w nas takie pokłady miłości do bliźnich do zgubionych i do  każdego człowieka, że już nie chcemy żyć egoistycznym życiem tylko dla siebie. Ale chcemy żyć dla  Boga i drugich nie tylko naszych przyjaciół i znajomych. Miłość do Boga zawsze kieruje nasze kroki do drugich, do tych którzy potrzebują naszej pomocy, opieki i wsparcia. Bóg troszczy się o nasze życie i jest w stanie sprawić, że jeszcze w starości będziemy owocni i użyteczni dla niego.

5.09.2012

Jak zwyciężyć kryzys


W języku polskim słowo „kryzys” kojarzy się pesymistycznie  myślimy wtedy o trudnościach i problemach z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć. W obecnych czasach bardzo często słyszymy o kryzysie ekonomicznym, gospodarczym, spotykamy się z kryzysem rodziny, wartości towarzyszą temu często czarne scenariusze i trudno w tej sytuacji wielu ludziom zachować  spokój ducha. Ale na spotykające nas trudności i problemy możemy spojrzeć w nieco inny sposób, możemy na nie popatrzeć z perspektywy nowych możliwości, nabrania nowego doświadczenia, rozwinięcia nowych umiejętności. Słowo kryzys pochodzi od greckiego słowa „krinein” które oznacza: rozdzielać, odsiewać, rozstrzygać, decydować, a pochodzące od  niego słowo „krisis” to wybór, rozstrzygnięcie. W języku japońskim na to słowo stosuje się dwa znaki jeden z nich oznacza niebezpieczeństwo, zniszczenie a drugi: okazja możliwość, nowe perspektywy.
Jak chrześcijanie powinni patrzeć na kryzys?
W Biblii znajdujemy bardzo wiele sytuacji które zaczynały się kryzysem, a kończyły wspaniałym zwycięstwem. Spróbujmy przywołać kilka wydarzeń.
Na myśl przychodzi mi historia Józefa, sprzedany przez braci jako niewolnik do Egiptu. Wydaje się, że nie mogło go spotkać nic gorszego. Zdradzony przez rodzinę zabrany od swego ojca z wolnego staje się niewolnikiem z dala od domu. Ale gdy przyglądamy się jego życiu, to nie znajdujemy w nim rozgoryczenia, poddania się, rezygnacji. Wprost przeciwnie znajdujemy wiarę, nadzieję i oparcie się na Bogu. W czasie kryzysu Józef wierzył, że istnieje jakaś tajemnicza ręka,  ręka Boga,  która realizuje swój zamierzony plan. Dopiero na koniec  wszystkich wydarzeń dostrzegł, to czego nie było widać w chwili gdy został sprzedany.
Rodzaju 45:5  Lecz teraz nie trapcie się ani nie róbcie sobie wyrzutów, żeście mnie tu sprzedali, gdyż Bóg wysłał mnie przed wami, aby was zachować przy życiu.
6  Bo już dwa lata trwa głód na ziemi, a jeszcze będzie pięć lat bez orki i żniwa.
7  Bóg posłał mnie przed wami, aby zapewnić wam przetrwanie na ziemi i aby wielu zostało zachowanych przy życiu.
Dostrzegł, że to co go spotkało jest dziełem Boga, który obrócił te wszystkie problemy ku dobremu (List do Rzymian 8,28)
Przyjrzyjmy się innej historii, historii Dawida i Goliata był to czas gdy Izrael toczył wojnę z filistyńczykami i wystąpił wielki wojownik Goliat, który przez czterdzieści dni lżył Izraela tak że wszyscy stracili ducha walki i bardzo się go  bali.
  1 Samuela 17:10  Rzekł jeszcze Filistyńczyk: Ja zelżyłem dzisiaj szeregi Izraela, powiadając: Stawcie mi wojownika, a będziemy walczyć z sobą.
11  Gdy zaś Saul i cały Izrael usłyszeli te słowa Filistyńczyka, upadli na duchu i bali się bardzo.
Jedynie Dawid spojrzał na tą sytuacje z innej perspektywy nie załamał się nie wystraszył nie uciekał, ale wyszedł  naprzeciw Goliata i położył go trupem.  Ta sytuacja otworzyła mu drogę do dworu Saula i do objęcia tronu królewskiego. Dawid miał to czego zabrakło innym swoje zwycięstwo widział w Bogu zanim pokonał tego wojownika miał wiarę, której innym  brakowało
Znana jest anegdotka o tym, jak to słynny czeski producent obuwia Tomasz Bata (którego nazwisko po czesku czyta się Baca), wysłał kiedyś dwóch agentów do Afryki, aby sprawdzili, niezależnie jeden od drugiego, jakie szanse stwarza tamtejszy rynek. Po kilku dniach jeden z nich przysłał depeszę: „Szefie, to beznadziejny rynek: tu jeszcze nikt nie chodzi w butach!”. A drugi przysłał depeszę: „Szefie, tu jest kapitalny rynek: tu jeszcze nikt nie chodzi w butach!”. 
Na różne sytuacje w naszym życiu można spojrzeć z różnych perspektyw Słowo Boże zachęca byśmy na wszystko patrzeli z wiarą, a szczególnie na kryzys, trudności doświadczenia.
Pamiętajmy, że nad każdą  chwilą i każdą sytuacją jest niewidzialna ręka naszego Boga, który nad wszystkim czuwa. Jak ty patrzysz na kryzys czy widzisz w nim nowe możliwości, perspektywy? Czy podchodzisz do trudnych i niepokojących problemów z wiarą mając nadzieje, że musi w tym wszystkim być jakiś sens,  że Bóg nad tym czuwa?
Tak więc spróbujmy podsumować  jak możemy zachować się w trudnych sytuacjach.
Po pierwsze starajmy się by czas kryzysu był czasem kiedy szukamy pomocy u Boga, a nasza społeczność z nim wzrasta, a nie umniejsza się.
Po drugie patrzmy na sytuacje optymistycznie, każdy kryzys może być stymulacją do dodatkowego wzrostu.
Po trzecie oczekiwać w postawie pełnej ufności, że Bóg da rozwiązanie.
I po czwarte nie zamykać się z własnymi problemami, ale szukać wsparcia u drugich.

Łączna liczba wyświetleń