12.10.2012

Moc ewangelii


Rzymian 1:16  Albowiem nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto wierzy, najpierw Żyda, potem Greka,
Przez ostatni tydzień rozdawaliśmy na ulicach Wejherowa zaproszenia na nabożeństwo ewangelizacyjne. Większość ludzi jest obojętnie do nas ustosunkowana są także tacy którzy potrafią na ulicy głośno wyrazić co o nas myślą. Za każdym razem gdy ludzie gardzą mną z powodu ewangelii lub ubliżają mi przypomina mi się, że podobnie ubliżali Jemu 2000 tys. lat temu,  Jezusowi Chrystusowi. Wiliam Booth założyciel Armii Zbawienia powiedział, że jeśli cichutko pozostaniemy w swoich kościołach to diabeł nie będzie się tym przejmował. Ale jeśli tylko wyjdziemy na ulicę z poselstwem ewangelii będą na nas tak samo zgrzytać zębami i nienawidzić na jak nienawidzili Jego. To powoduję że jeszcze bardziej się z Nim utożsamiam moim Panem który położył swoje życie bym ja mógł żyć. Och jak mi smutno z powodu tych wszystkich ludzi którzy chodzą spętani przez grzech, świat i złego nie widząc prawdziwej wolności, miłości, radości i piękna zbawiciela.
Ale dzięki Bożej łasce spotykamy też ludzi którzy są otwarci i chcą rozmawiać, dowiedzieć się czegoś więcej, obiecują że przyjdą na ewangelizacje. Jednego dna miałem sytuacje gdy podeszła do mnie kobieta i mnie błogosławiła niczym anioł posłany przez Boga. Mam nadzieje, że moja gorliwość dla Pana będzie wzrastać z każdym dniem, moim marzeniem jest widzieć duchowe przebudzenie w naszym  kraju w Polsce która obecnie pogrążona jest w bałwochwalstwie i rozpaczy duchowej. Nawet jak ludzie chodzą do kościoła, to wynika to z kultury, tradycji, przywiązania do wiary ojców. Nieliczni w sposób świadomy przezywają swoją wiarę, a jeszcze mniej zna prawdziwego żywego Boga i Jezusa Chrystusa Którego Ojciec posłał.

10.10.2012

Ewangelia to moc Boża


Rzymian 1:15  Tak więc, jeśli o mnie idzie, gotów jestem zwiastować ewangelię i wam w Rzymie.
Apostoł Paweł gotów był zwiastować ewangelię w każdym zakątku świata nawet w Rzymie, gdzie ewangelia pośród wielkich tego świata będzie uważana za głupstwo bardziej niż gdziekolwiek indziej. Co to znaczy nie wstydzić się ewangelii? Co to znaczy być z niej dumnym? To znaczy być gotowym zwiastować ją  w każdym miejscu i w każdych okolicznościach. Najczęściej mamy opory przed zwiastowaniem ewangelii gdy nie do końca dowierzamy, że jest to prawdziwie moc Boża która zbawia wierzących. Innym powodem jest obawa przed utratą wizerunku lub strach przed wyśmianiem. Jeszcze innym powodem jest umniejszanie wagi ewangelii i niedowierzanie, że jakieś życie pod jej wpływem może ulec przemianie. Możemy się tylko cieszyć, że ten kto nam Ją głosił  nie powstrzymał się przed podzieleniem się  z nami tą wspaniałą nowiną  o Jezusie Chrystusie. Z pewnością opory przed głoszeniem dobrej nowiny nie wypływają z Boga, ale z naszej cielesności i poddaniu się podszeptą złego, któremu zależy by nikt się nie nawrócił i nie poznał Boga. Jestem również przekonany,  że wiele duchowej depresji którą przeżywają  chrześcijanie wynika z wycofania i stagnacji w dziedzinie głoszenia ewangelii. Prawdziwe zwycięstwo odnosimy przez krew baranka i słowo świadectwa gdy tak czynimy Bóg zsyła na nas błogosławieństwo radości i pokoju w Duchu Św.   
Objawienie 12:11  A oni zwyciężyli go przez krew Baranka i przez słowo świadectwa swojego, i nie umiłowali życia swojego tak, by raczej je obrać niż śmierć.
Czy ty masz odwagę dzielić się ewangelią z mądrymi tego świata z panią urzędniczką gdy załatwiasz sprawę. W banku gdy płacisz rachunki, na uczelni z wykładowcą, z sąsiadem biznesmenem, prokuratorem, adwokatem, notariuszem, lekarzem i wieloma innymi "wielkimi" ludźmi tego świata. Oni również potrzebują zbawiciela jak każdy człowiek.  Ostatnio słyszałem świadectwo pewnego kaznadzieii, który został poproszony by przemawiać do  wykładowców na świeckiej uczelni i przemawiał do nich jak do ludzi potrzebujących zbawiciela. Być może wielu by to uznało za  nietakt lub niewłaściwy moment albo, że nie wypada w takiej chwili mowić  o Chrystusie. Ale po przemowie tego kaznodziei podeszła do niego żona rektora i podziękowała mu mówiąc że „jest pierwszą osobą która przemawiała do nich na tej uczelni jak do grzeszników”. Każdy człowiek potrzebuje Chrystusa niezależnie od pozycji, wykształcenia, inteligencji „wszyscy zgrzeszyli i brak im Bożej Chwały”. Jeśli tylko pokonamy nasze obawy i strach przed głoszeniem dobrej nowiny "wielkimi" tego świata zobaczymy wspaniałe dzieła Boże. Zobaczymy pokutujących urzędników, polityków, lekarzy, sędziów i innych.     

9.10.2012

Solus Chrystus – Tylko Chrystus


Drodzy dzisiaj zajmiemy się kolejną zasadą reformacyjną - „Solus Christus”, czyli „Tylko Chrystus”.
Jest takie popularne powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Boga. Jest to prawda w tym sensie, że ostatecznie każdy człowiek niezależnie od tego jaką drogę życia, by obrał i tak będzie musiał stanąć przed tym samym Bogiem. Ale ludzie często używają tego stwierdzenia na podkreślenie, że każda droga życia jest dobra i właściwa i w tym sensie jest to wielkie kłamstwo. Nie ma wielu dróg do Boga, nie ma wielu dróg do zbawienia i odpuszczenia grzechów, jest tylko jedna droga wytyczona przez Boga. Pan Jezus powiedział:
 Jana 14:6 Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (przez Chrystusa).
 Tylko Chrystus jest jedynym pośrednikiem między Bogiem, a ludźmi. Bez pośrednictwa Chrystusa żaden człowiek nie może być zbawiony i nie potrzebujemy żadnego innego pośrednika między Bogiem,  a człowiekiem jak tylko Jezusa Chrystusa.
Zasada ta została przedstawiona w czasach reformacji, by przeciwstawić się wielu nieprawdziwym poglądom w tamtych czasach, mówiącym w jaki sposób możemy dostąpić zbawienia. Choć od tego czasu minęło ponad 400 lat jest wciąż aktualna. Wciąż widzimy, że ludzie mają różne drogi do Boga i wielu z nich uważa, że każda z tych dróg jest dostatecznie dobra. Jednak Pismo Św. daje  nam bardzo jasny przekaz: jest tylko jedna droga przez którą człowiek może być pojednany z Bogiem, jest tylko jedna droga, przez którą możesz dostąpić żywota wiecznego - „nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przez Chrystusa”.
     Żyjemy w czasach, w których ludzi razi ekskluzywność ewangelii, wyjątkowość Jezusa Chrystusa. Pamiętam, że gdy się nawróciłem i zacząłem podkreślać tą prawdę, to w moim kierunku poleciały gromy, że jestem arogancki, nietolerancyjny, „że tylko my będziemy zbawieni”. Z pewnością wiele razy słyszeliśmy, że każda religia jeśli tylko karze czynić dobrze jest równie dobra jak chrześcijaństwo, że każdy bóg, w którego się wierzy byle by tylko był dobrym bogiem jest w porządku. Co raz częściej mówi się, że prawda jest względna, że jest wiele prawd i nie ma tej ostatecznej. Ale takie podejście jest zaprzeczeniem idei prawdy w ogóle, bo jeśli jest wiele prawd to jak w ogóle możemy mówić o tym, że coś jest prawdą. Prawda ma to  do siebie, że jest jedyna, wyjątkowa, ekskluzywna. Prawda jest ostateczna w odróżnieniu od kłamstwa i fałszu. Wszystkie inne drogi zbawienia są kłamstwem i fałszem „prawda jest w Chrystusie”.  On jest autentyczny jest drogą, która doprowadzi nas do celu w przeciwieństwie do wszystkich innych.
Nowy Testament przepojony jest tą zasadą i czytając go od razu dojdziemy do wniosku, że kościół jest chrystocentryczny, że Pan Jezus Chrystus jest w centrum życia kościoła, jest w centrum życia chrześcijan. Gdy przyjrzymy się temu, co głosili, to zobaczymy, że nie głosili siebie, nie głosili wielkich poglądów filozoficznych, nie prezentowali wielkich postaci historycznych, ale skupili się na jednym człowieku, którego nazywali zbawicielem.
Gdy Piotr przemawia przed przełożonymi ludu i radą starszych po tym jak Chrystus uzdrowił przez jego ręce chromego od urodzenia ma odwagę powiedzieć, że Chrystus jest wyjątkowy:
Dzieje Apostolskie 4:12  I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni.
Nie było  wcześniej i nie będzie żadnej innej osoby, która mogłaby dać ludziom zbawienie. nasz Pan wypowiadał się o tym podobnie, mówił o sobie, że jest jedyną drogą, że jest światłością świata i chlebem żywota:
Jana 8:12  A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota.

Jana 6:35  Odpowiedział im Jezus: Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie.

Jana 10:7  Wtedy Jezus znowu powiedział: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, Ja jestem drzwiami dla owiec.
8  Wszyscy, ilu przede mną przyszło, to złodzieje i zbójcy, lecz owce nie słuchały ich.
9  Ja jestem drzwiami; jeśli kto przeze mnie wejdzie, zbawiony będzie i wejdzie, i wyjdzie, i pastwisko znajdzie.
Nikt nie może się równać z Chrystusem, nie możemy postawić znaku równości między Panem Jezusem a innymi wielkimi ludźmi tego świata. Ludzie próbują tak czynić, stawiają Chrystusa pośród innych wielkich takich jak Arystoteles, Platon, Budda, Mahomet, Sokrates, Mojżesz i mówią, że są to równie wielcy ludzie Jak Chrystus. Ale jest to zupełna bzdura oni wszyscy byli grzesznymi ludźmi potrzebującymi zbawiciela. Chrystus jest Bogiem i człowiekiem, przewyższa ich wszystkich, to  oni potrzebują Jego. Chrystus jest zupełnie inny, nawet nie stoi w tej samej kategorii, co ludzie. On jest Bogiem, jest bramą, drogą, chlebem, światłem i prawdą. Gdyby dzisiaj pojawił się ktoś taki, kto by tak o sobie mówił powiedzielibyśmy, że jest chory psychicznie. Nawet ludzie, którzy mają wysokie mniemanie o  sobie nie mają odwagi określać się takimi terminami jak to czynił Chrystus, On jest absolutnie wyjątkowy jest jedyny wszyscy, którzy przyszli przed nim i po  nim nie są zbawicielami, przewodnikami do Boga są „złodziejami i oszustami”.
W liście Pawła do Tymoteusza czytamy:
1 Tymoteusza 2:5  Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus,
6  który siebie samego złożył jako okup za wszystkich, aby o tym świadczono we właściwym czasie.
Drodzy, nie ma wielu dróg nie ma wielu pośredników. Do Boga przychodzimy tylko przez jedną osobę, Jezusa Chrystusa, który wydał samego siebie za nas. Żadna inna osoba oprócz Chrystusa nie jest  nam potrzebna w pojednaniu z Bogiem. Ludzie próbują opierać się na pośrednictwie innych osób, niekiedy są to jakieś szczególnie święte osoby takie jak św. Piotr, Tomasz czy inni święci i mają nadzieję pozyskania łaski Boga przez ich pośrednictwo. Jeszcze inni opierają na pośrednictwie Marii matki Jezusa uważając ją na tyle godną, że może ona prosić o łaskę dla ludzi, ale Boży Syn w dziele zbawienia nie potrzebuje żadnej pomocy, nie potrzebuje żadnego asystenta.  On sam dokonał przebłagania za nasze grzechy,  On sam poniósł nasze winy, On sam nas zbawił. Nie pomagała mu w tym  żadna inna osoba.
Pozwólcie, że wyrażę to  jednym przykładem: w 2010 roku biskupi katoliccy zaapelowali do papieża Benedykta XVI o nowy dogmat Maryjny, że Maria zostanie uznana za współ -odkupicielkę.  Pod petycją podpisało się 800 biskupów i 50 kardynałów. Ale stawianie obok Chrystusa w dziele odkupienia kogokolwiek, nawet jego matki jest bluźnierstwem, jest równoznaczne z zaparciem się Go.
    „Jeden jest pośrednik między Bogiem, a ludźmi, człowiek i Bóg w jednej osobie Chrystus Jezus”. Dlatego też nie możemy mówić o żadnej ekumenii z wyznawcami Islamu, hinduizmu, buddyzmu. Stawianie tych religii i innych obok chrześcijaństwa jest zupełną pomyłką. Ludzie, którzy tak czynią tylko dowodzą, że nie są chrześcijanami i zupełnie nie rozumieją istoty chrześcijaństwa.  Nie rozumieją na czym polega odkupienie i dlaczego może być to tylko Jezus. Apostoł Paweł wyjaśnia nam, że On jako jedyny złożył okup za nas, on uzyskał prawo żeby wstawiać się w naszej sprawie na nim Bóg położył swoją pieczęć, (Jana 6:27) Jego ofiara jest w pełni akceptowana przez Boga, na jej podstawie może pośredniczyć między nami, a Bogiem. Jego dzieło jest tak doskonałe, że nie potrzebuje żadnego poprawiania, pomocy żadnych dodatkowych osób, jedynie co mamy uczynić to całkowicie zawierzyć mu swoje życie. To w zupełności wystarczy, tym samym dowodzimy, że całkowicie Mu ufamy.
Musimy zdać sobie sprawę z kolejnego ważnego faktu, z tego,  że potrzebujemy pośrednika. Nie możemy stanąć przed Bogiem tacy jacy jesteśmy, nie możemy przyjść do Boga o własnych silach i domagać się od Niego błogosławieństwa. Wynika to z naszego upadku, wynika  to z tego kim jesteśmy, a Pismo Św. mówi że jesteśmy grzesznikami, że jesteśmy słabi, że nie jesteśmy godni żeby stanąć przed Bogiem. Spróbuj dzisiaj pójść do pałacu prezydenckiego, ciekawe czy zostaniesz przyjęty. Oczywiście że nie, musisz mieć odpowiednią pozycję lub znać kogoś, kto przedstawi cię prezydentowi. Ludzie są całkowicie aroganccy, myślą, że mogą o własnych siłach stanąć przed Bogiem. Uważają, że są na tyle dobrzy iż  Bóg ich zaakceptuje i przyjmie. Ale jest to zupełnie nieprawdziwe przekonanie, Bóg jest idealnie święty, a człowiek jest całkowicie zepsuty. Nawet nie moglibyśmy ostać się przed obliczem najświętszego, blask jego świętości zniszczyłby nas.
Musi być ktoś doskonały i święty, by przyprowadzić nas do Boga. Posłuchajcie, co Pan powiedział do Mojżesza:
Wyjścia 33:19  I odpowiedział Pan: Sprawię, że całe dostojeństwo moje przejdzie przed tobą, i ogłoszę imię "Pan" przed tobą, i zmiłuję się, nad kim się zmiłuję, i zlituję się, nad kim się zlituję.
20  Nadto powiedział: Nie możesz oglądać oblicza mojego, gdyż nie może mnie człowiek oglądać i pozostać przy życiu.
21  I rzekł Pan: Oto miejsce przy mnie. Stań na skale.
22  A gdy przechodzić będzie chwała moja, postawię cię w rozpadlinie skalnej i osłonię cię dłonią moją, aż przejdę,
23  a gdy usunę dłoń moją, ujrzysz mnie z tyłu, oblicza mojego oglądać nie można.
 Bóg nie pozwolił oglądać Mojżeszowi swojego oblicza, gdyż grzeszny człowiek nie  może  ostać się przed Bogiem jeśli nikt odpowiedni się za nim nie wstawi. 
         Drodzy, o Mojżeszu czytamy, że był to człowiek bardzo skromny i pokorny, Biblia mówi:
Liczb 12:3  Mojżesz był człowiekiem bardzo skromnym, najskromniejszym ze wszystkich ludzi, którzy są na ziemi.
Jednak nawet Mojżesz nie mógł stać przed Bogiem, potrzebował ofiary, potrzebował przebłagania, potrzebował być osłonięty przed świętością Boga.
Podobnie Ty, potrzebujesz pośrednika, który będzie godny stać przed Bogiem i będzie mógł wstawiać się w naszej sprawie. Potrzebujemy kogoś, kto będzie człowiekiem, bo jesteśmy ludźmi i potrzebujemy kogoś, kto będzie Bogiem, by móc rozmawiać z Bogiem.
Jest tylko jedno imię, które spełnia te wszystkie warunki, imię które zostało odrzucone przez ten świat - imię Jezusa Chrystusa.
Dlatego przedwieczny Syn Boży zszedł na ziemię, narodził się w Betlejem z kobiety, jak każdy człowiek. We wszystkim (z wyjątkiem grzechu) upodobnił się do nas. Przechodził podobne doświadczenia jak my, cierpiał głód, zmęczenie, niewyspanie, przechodził pokusy, odrzucony przez ludzi i zdradzony. Ostatecznie zabity, by powstać z martwych i okazać swoją boską moc. Wstępuje do nieba i zasiada po Bożej prawicy stając się wiecznym kapłanem, naszym wstawiennikiem, obrońcą, zbawicielem naszą nadzieją i Panem.
 Jego słowa zostały potwierdzone przez Jego czyny. Nie tylko mówił o sobie, że jest światłością świata, ale żył jako wzór, bezgrzesznym życiem, nie tylko mówił o uzdrowieniu i o pomocy chromym , ale uzdrawiał ich, gdy do Niego przychodzili.
Łukasza 4:40  A gdy słońce zachodziło, wszyscy, którzy mieli u siebie chorych, złożonych różnymi chorobami, przyprowadzali ich do niego. On zaś kładł na każdego z nich ręce i uzdrawiał ich.
Nie tylko mówił o zmartwychwstaniu, ale sam powstał z martwych.
(Łukasza 24:5) „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych?” Powiedział do kobiet anioł
  „Nie ma go tu, ale wstał z martwych. Wspomnijcie, jak mówił wam, będąc jeszcze w Galilei”
Jedna z pieśni mówi „w Chrystusie mym i tylko w Nim moja nadzieja, pokój, moc”.
 W czym, lub w kim  jest twoja nadzieja, skąd możesz mieć pewność, że kiedy staniesz przed Bogiem, to zostaniesz przyjęty? A zapewniam was, każdy człowiek będzie musiał przed Nim stanąć i zdać sprawę ze swego życia. Czy masz kogoś kto wstawi się w ten dzień za ciebie? Czy ten ktoś jest właściwą osobą?  Czy Jezus Chrystus jest twoim pośrednikiem między Bogiem?
Pośrednik jest to ktoś taki, kto może zrobić dla nas rzeczy, których my nie jesteśmy w stanie zrobić.
Osoba Chrystusa jest także w pełni akceptowana przez Boga. Zarówno Jego dzieło na krzyżu jak  i całe życie zostało przez Boga przyjęte jako doskonała ofiara, na mocy której Bóg jest w stanie przebaczyć człowiekowi grzechy. Bóg Ojciec od samego  początku wskazuje na Jezusa Chrystusa i wyróżnia Go spośród innych ludzi.
Rzymian 3:25  którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów,
To nie ja ustanowiłem jedną drogę zbawienia nie uczynił tego też kościół, ale Bóg uznał, że jest w stanie przebaczyć nam nasze grzechy i świat ze sobą pojednać na podstawie Jego ofiary. Bóg ustanowił Chrystusa jako jedyną drogę zbawienia, skuteczną przez wiarę.
           Może się ze mną nie zgodzisz, może się na mnie obrazisz, ale nie jest to mój wymysł. Jeśli masz z tym problem, to masz problem z Bogiem. Ofiara Chrystusa całkowicie zaspokaja naszą największą potrzebę. Co jest naszą największą potrzebą? Biblia mówi, że naszą największą potrzebą jest pojednanie z Bogiem, bliskość Boga, to jest nasza największa potrzeba. Z powodu utraty bliskości Boga doświadczamy śmierci, zła, grzechu, nienawiści, rozpaczy, braku nadziei. Bóg w Chrystusie chce na nowo okazać się dla nas Ojcem, kimś bliskim, na kim będziemy mogli się oprzeć. Bóg w Chrystusie chce przebaczyć nam nasze grzechy i przyjąć nas do siebie. Dlatego Modlitwa „Ojcze nasz” w naszych ustach ma tylko wtedy sens gdy akceptujemy Bożą drogę zbawienia, gdy Bóg rzeczywiście przez wiarę w Chrystusa stał się naszym Ojcem.  
To prowadzi nas do jeszcze jednego bardzo ważnego wniosku: Jeśli Jezus Chrystus jest jedyną drogą zbawienia jeśli nie ma innej możliwości przebaczenia grzechów jak tylko przez wiarę w Niego, to obowiązkiem każdego chrześcijanina, który poznał tą jedyną drogę,  jest dzielenie się z ludźmi tym w jaki sposób mogą dostąpić pojednania z Bogiem. Jeśli to jest największa nasza potrzeba, największa potrzeba świata, i kochamy ludzi to nie możemy milczeć na ten temat. Cały świat tkwi złym, wymyśla swoje sposoby na zbawienie, wymyśla swoich pośredników, ale wszelkie ich starania z góry są skazane na porażkę. Wszyscy ludzie, którzy nie wiedzą na jakiej podstawie Bóg przebacza nam grzechy są w niebezpieczeństwie.
Gdy umrą staną przed Bogiem, ale Bóg jedyne, co będzie mógł im dać to swoją sprawiedliwość- „a zapłatą za grzech jest śmierć”. Dlatego Bóg posyła nas do świata, bo nie chce by ktokolwiek zginął. Bóg chce, by każdy człowiek dowiedział się, że On ustanowił pośrednika między sobą a ludźmi, Boga i człowieka w jednej osobie Jezusa Chrystusa. Amen 

6.10.2012

Smak Bożego przebudzenia

Czy jest gdzieś na ziemi miejsce, gdzie można by doświadczyć Boga w pełni i zobaczyć jak powinno wyglądać prawdziwe chrześcijaństwo? Być może takim miejscem jest Korea.
Krwawy początek 
W drugiej połowie XIX wieku Korea była zamknięta na ewangelię. W 1866 roku Robert Thomas, Walijski misjonarz przebywający w Chinach, udał się do Korei, aby rozprowadzać Biblie między ludźmi mówiącymi po chińsku. Po przybyciu do brzegu, statek spotkał się z wrogim przyjęciem „półdzikich” koreańskich strażników granicznych. Gdy zbliżał się do wybrzeża, strażnicy zaatakowali i wrzucali na pokład płonące gałęzie. Załoga musiała opuścić płonący statek. Niektórym udało się wsiąść do łodzi, ale zostali pochwyceni i zabici. Dzielny Robert Thomas wziął kilka biblii i po płyciźnie zaczął iść w kierunku lądu. Na brzegu został okrutnie zaatakowany, ale zanim zginął wcisnął drogocenne Księgi w ręce morderców.
W 1876 roku japońskie statki wtargnęły do kilku koreańskich portów. Za nimi podążyły inne siły marynarki i w 1884 wraz z przybyciem amerykańskiego misjonarza dr. Allena, prymitywna, odizolowana Korea otworzyła w końcu oficjalnie drzwi na świat, a także na ewangelię. W 1885 roku przybyli kolejni misjonarze – Appensellerowie (metodyści) i Underwoodowie (prezbiterianie). Nastąpił stały wzrost.
Ogień Ducha
W 1907 roku Bóg dał niemowlęcemu kościołowi koreańskiemu coś szczególnego.
Nabożeństwo trwało przez kilka dni – wyznawano grzechy, płakano i drżano. Poganie byli zadziwieni. Delegaci noworocznego zgromadzenia zanieśli przebudzenie do swoich kościołów. Wszędzie rezultaty były takie same: głębokie przeświadczenie o grzechu, po którym następowało wyznanie i zadośćuczynienie, oraz pewna nowa cecha – wspólna głośna modlitwa – cecha która do dzisiejszego dnia daje się zauważyć w niektórych kościołach Korei.
Rene Monod pisze:
„Jednali się ze sobą śmiertelni wrogowie. Zwracano skradzione pieniądze i przedmioty. Regulowano popełnione niesprawiedliwości, nie tylko wśród chrześcijan, ale także wśród pogan. Pewien stary chiński biznesman się zdziwił, gdy jeden z chrześcijan zwrócił mu dużą sumę pieniędzy, którą kiedyś otrzymał od niego na skutek pomyłki. Wielu pogan nawróciło się i przyszło do Chrystusa dzięki honorowemu postępowaniu chrześcijan”.
Prześladowania
Długie lata okupacji japońskiej przyniosły chrześcijanom problemy. Raz do roku Japończycy żądali od Koreańczyków okazania lojalności rządowi poprzez uczestniczenie w ceremonii w świątyni szintoistycznej. Rozpoczęło się to w latach trzydziestych, gdy Japończycy starali się zasymilować Koreańczyków i próbowali wprowadzić kult cesarza. Chrześcijanie zmagali się ze swoim sumieniem.
W końcu jeden odważny pastor koreański postanowił nie przybyć na ceremonię. Reakcja Japończyków była szybka i bezlitosna. W pobliżu świątyni pastor został pobity na śmierć. Wielu chrześcijan zostało zachęconych jego postawą, ale inni uznali cenę za zbyt wysoką i w tym czasie przebudzenie zaczęło gasnąć.
Koniec drugiej wojny światowej w 1945 roku przyniósł kres okupacji japońskiej w Korei, ale dla tego kraju nastały czasy wielkiego cierpienia. W krótkim okresie pokoju chrześcijanie szczególnie w północnej Korei, koncentrowali się na prowadzeniu pracy Bożej i budowaniu kościołów.
Chrześcijanie w Korei Północnej wkrótce zaczęli być okrutnie prześladowani przez komunistów. Dopóki mogli zbierali się codziennie na wielkie spotkania modlitewne. Komuniści zamykali kościoły, jednak nic nie mogło zatrzymać fali modlitwy. Spotkania modlitewne osiągały jeszcze większe rozmiary niż w latach 1906-07. Odbywały się o wschodzie słońca, około piątej rano. Bez względu na pogodę zbierały się tysiące ludzi, a wszyscy zanosili wspólne modlitwy, jak we wczesnych dniach przebudzenia.
Wywołało to złość komunistów, którzy odpowiedzieli strasznymi torturami. Znów popłynęła krew męczenników. Kilku chrześcijan zostało ukrzyżowanych przez chińskich komunistów. Wiernym świadkom, którzy nadal głosili ewangelię, „czerwoni” obcinali języki. Dzieciom przyłapanym na potajemnych lekcjach Szkółki Niedzielnej pałeczkami przebijano bębenki.
Boża obecność
Dr Robert Finley, misjonarz i założyciel International Students Inc. odwiedził Koreę na początku lat pięćdziesiątych. Był głęboko poruszony:
„Jako baptysta doznałem silnego wstrząsu fundamentów swej teologicznej warowni! Byłem na spotkaniu modlitewnym  w Korei, gdzie pięćdziesiąt osób nieuleczalnie chorych zostało natychmiast cudownie uzdrowionych. Do tamtej pory wszystko było dla mnie jasne – takie rzeczy dzisiaj już się nie zdarzają. Ale co można zrobić kiedy widzi się je na własne oczy? Uznałem, że mogę zrobić tylko jedno – zmienić swoją teologię.
Nie martwcie się. Nadal jestem porządnym baptystą, ale dowiedziałem się, że i dzisiaj dzieją się cuda Nowego Testamentu. Każdy cud, włączając wskrzeszenie z martwych, o jakim czytacie w księdze Dziejów Apostolskich, został odtworzony w młodym kościele azjatyckim. Widziałem to, i to nie jeden raz, ale więcej razy!”
W obliczu tak oszałamiających stwierdzeń należy powołać drugiego świadka, Rene Monoda, który oglądał podobne wydarzenia w Koreańskim Kościele Prezbiteriańskim.
„Zawsze byłem zdania, że cuda zarezerwowane były dla pierwszych chrześcijan. Pewien chromy człowiek został przyniesiony na nabożeństwo . kilku Koreańczyków na zmianę niosło go na plecach przez 80 km. Teraz kaleka leżał przed ludźmi zgromadzonymi w kościele. Jego chore nogi i ręce były krótsze niż zdrowe kończyny. Zaniesiono o niego modlitwy. Krew i siły powróciły do jego chorych członków. Chromy wyciągnął się, wstał i zaczął wypróbowywać swoje uzdrowione kończyny. Nie były już krótsze. Jego wyniszczone ręce i nogi urosły do normalnej długości. Nigdy nie uwierzyłbym opowieści o takim cudzie, gdybym nie zobaczył go na własne oczy. W kościele, w którym to się stało od pięciu lat codziennie o piątej rano zbiera się na modlitwę ok. pięciu tysięcy osób. Przyznaję, że zawsze wątpiłem czy w dwudziestym wieku martwi mogą być wzbudzani. Po mojej pierwszej wizycie w Korei już nie wątpię.”
Uratowany przez miłość
W 1945 roku młody buddysta leżał umierając na gruźlicę. Lekarze dawali mu tylko trzy miesiące życia. Dzięki wizytom i wiernemu świadectwu młodej chrześcijanki, w końcu powierzył on swoje życie Chrystusowi. Głęboko poruszyły go łzy tej osiemnastoletniej dziewczyny, gdy błagała go, aby przyjął Chrystusa. Zostawiła mu swoją Biblię, którą czytał i nie tylko się nawrócił, ale został także uzdrowiony. Został pastorem wspólnoty mieszczącej się w namiocie w dzielnicy slumsów w Seulu. Dzisiaj jego nazwisko znane jest na całym świecie jako pastora największego lokalnego kościoła na świecie, David Yonggi Cho.
W tym skromnym wojskowym namiocie ludzi przychodzący z różnymi chorobami i problemami byli uzdrawiani i otrzymywali pomoc. Stopniowo liczba wiernych rosła i kościół przeprowadził się do okolicy West gate w Seulu. Było wtedy ok. sześciuset członków. W 1972 dziesięć tysięcy. 31 maja 1981 roku kościół liczył 177.489 członków, z których wszyscy uczestniczyli w 12.421 małych grupach.
Przebywanie w obecności tak wyjątkowego i zupełnie nie zepsutego sługi Bożego było przeżyciem zmuszającym do przyjęcia postawy pokory. Niesamowity sukces i rozgłos jakim się cieszy nie wywierają na niego wpływu. Nie ma wątpliwości, że tajemnicą stałego rozwoju kościoła w Seulu jest modlitwa wzmacniana postem.
W 1987 liczba członków przekroczyła pół miliona. Do 1990 było ponad siedemset tysięcy członków.
W roku 1973 kościół ustanowił tzw. Górę Modlitwy. Usytuowana ok.45 kmna północ od Seulu znajduje się w strategicznym miejscu miedzy stolica Korei Południowej, a granicą z Koreą Północną. Codziennie, bez względu na porę roku, można tam znaleźć modlących się ludzi. Wielu z nich pości. Można zawsze liczyć na obecność trzech tysięcy osób, a w weekendy liczba wzrasta do dziesięciu tysięcy. Przy szczególnych okazjach może się tam zmieścić dwadzieścia pięć tysięcy ludzi. Modlitwa o przebudzenie znajduje się zawsze na początku listy.
Największe wyzwanie
Chociaż dr Cho i jego lokalny kościół są najbardziej znane na świecie to stanowią tylko część tego co Bóg czyni w tym szczególnym narodzie. W Seulu znajduje się największy na świecie lokalny kościół metodystyczny, największy lokalny kościół prezbiteriański, największy lokalny kościół baptystyczny i największy lokalny kościół zielonoświątkowy. W Korei Południowej panuje atmosfera ciągłego przebudzenia. Ponad dwadzieścia pięć procent ludności to chrześcijanie, a liczba ta każdego dnia się zwiększa. Szczególnie zależy im na Korei Północnej. Być może nadchodzi dzień, gdy Korea Północna zrzuci jarzmo komunistycznego ucisku. To będzie wspaniały dzień w historii tego wyjątkowego narodu. Zjednoczony naród koreański mógłby rozpowszechnić przebudzenie w całej Azji, Japonii, a nawet przechylić szalę w Chinach.
Fragmenty książki Colina Whittakera pt.: „Wielkie przebudzenia”



1.10.2012

Ufność bezbożnego


Hioba 8:14  Jego ufność, to babie lato, a jego wiara, to pajęczyna.
15  Jeśli się opiera na swoim domu, to ten się nie ostoi; jeśli się go kurczowo trzyma, to ten nie przetrwa.
Gdy ludzie nie znają Boga, to swoją ufność pokładają w czymkolwiek innym. Dla niektórych jest to kariera zawodowa dla innych rodzina lub nagromadzony majątek. Jeszcze dla innych mogą to być tytuły, wykształcenie lub władza. Ale jak powiedział Hiob „ufność bezbożnego to babie lato”. Bezbożnym jest ktoś kto nie zna Boga, żyje bez Niego i nie liczy się z Jego słowem. Ludziom człowiek bezbożny kojarzy się z kimś, kto jest szczególnie zły, zdemoralizowany. Ale Pismo Św. uważa za bezbożnych tych którzy hołdują własnym pożądliwością, kłaniają się fałszywym bogom, żyją dla przyjemności są z dala od Bożych wartości takich jak sprawiedliwość, prawość, uczciwość, wstrzemięźliwość, czystość, uprzejmość, prawdomówność, wierność, umiłowanie dobra. Bezbożność, to życie na swój własny wzór na modłę tego świata. Ale taka ufność, to nic trwałego i chwila kiedy bezbożny przekona  się o tym, że wszystko inne oprócz Boga i Bożych celów nie warte jest naszej wiary i wysiłku. Babie lato ma to do siebie, że jest bardzo nietrwałe, wystarczy że dmuchnie większy wiatr i jest rozniesione  po okolicy. Jakże to prawdziwe w stosunku do tych ziemskich wartości, a jednak tak często gonimy za nimi. Ulegamy złudzeniu, że może jednak w oparciu o nie zbudujemy coś trwałego. Mógłbym mnożyć przykłady ludzi których życie posypało w ciągu jednego dnia. Niektórzy z nich dowiedzieli, że chorują na raka inni wzięli kredyt którego teraz nie mogą spłacić jeszcze innym rozleciały się z powodu grzechu cudzołóstwa, kłótni rodziny. Są i tacy którzy zostali oszukani, okradzieni z posiadanego  majątku nie rzadko przez pseudo – przyjaciół lub rodzinę i w jednej chwili życie tych ludzi się rozleciało. Ich ufność nie była złożona we właściwym miejscu. Jest jeszcze śmierć z którą musimy się zmierzyć, nie uciekniemy o dniej i nie ma znaczenia jak bardzo będziemy starali się jej uniknąć. Ona przyjdzie i odbierze nam wszystko, nasze plany, naszych bliskich, rzeczy które zgromadziliśmy i nie możemy nic uczynić. Ale śmierć nie może nam odebrać wiary w Boga, to co zabierzemy ze sobą na drugą stronę, to właściwie złożona ufność. Jeśli nasze oparcie było w Bogu w śmierci Jezusa Chrystusa na Krzyżu za nasze grzechu pójdzie ono za nami.
Babie lato ma to do siebie, że leci tam gdzie wiatr zawieje, ludzie bezbożni zdani są na los na przypadek nie umieją przeciwstawić się wpływowi i modzie tego świata płyną z prądem nieprawości pomnażając swoje grzechy i ściągając na siebie słuszny gniew Boży.
 Dokąd wiedzie nas życie gdy jest ugruntowane w rzeczach które są nietrwałe? Takie życie wiedzie nas do rezygnacji do poddania się do samobójstwa. Takie życie stawia przed nami mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Po co to wszystko, co się stanie z nami po śmierci czy warto się tak  trudzić nad czymś co jest tak ulotne? Musimy zdać sobie sprawę, że nic nie ostoi jeśli nie mamy ufności w Bogu, Jezusie Chrystusie i jego śmierci za nasze grzechy na krzyżu.
Wiara bezbożnego jest poplątana jak pajęczyna. Nie ma w niej żadnej stałości, żadnej stabilności, a rzeczy w które wierzy są tak ze sobą pomieszane, że trudno jemu samemu powiedzieć na czym jego wiara opiera się. Często spotykam ludzi którzy mówią o sobie, że są wierzący, ale gdy wnikamy w szczegóły tej wiary okazuje się że wierzą jednocześnie w zmartwychwstanie i reinkarnacje, modlą się do Jezusa Chrystusa i do Marii. Uważają że Bóg jest niesprawiedliwy bo nie rozwiązał problemu głodu, chorób i cierpiących na ziemi. Często mają poplątane ze sobą poglądy na Boga z wszystkich religii. W ich życiu jest trochę przekonań odnośnie Boga z hinduizmu, buddyzmu, chrześcijaństwa, New age. Wszystko jest ze sobą pomieszane i poplątane, jakże żałosny jest stan bezbożnego, nie znającego żywego Boga. Myśli, że coś ma ale tak naprawdę nie ma nic ani trwałej ufności ani wiary na której mógłby się oprzeć. A jaka jest twoja ufność i jaka jest twoja wiara?

Łączna liczba wyświetleń