13.10.2021

Uzdrowienie Dzieje Ap. 3,1-11

 


Ostatnio powiedzieliśmy sobie, że pierwszemu kościołowi towarzyszyła Bojaźń Boża, Boża moc, brak przywiązania do dóbr materialnych, jednomyślność, radość ze zbawienia i prostota serca.

Dzisiaj będziemy mówić o tym, że gdy jesteśmy Bogu posłuszni i zwiastujemy ewangelię, to Bóg się do nas przyznaje i okazuje swoją moc jak przyznawał się do apostołów. Trzeba powiedzieć, że do apostołów przyznawał się Bóg w sposób wyjątkowy dając im dary uzdrawiania. Bóg uzdrawia również i dzisiaj, ale przez modlitwę. To jak uzdrawiał za czasów apostołów było wyjątkowe i potrzebne, by utwierdzić fundamenty nowopowstającego kościoła Hebr. 2,3-4. W obecnych czasach jest wiele nierozumienia na temat uzdrawiania dlatego musimy na początku sobie wyjaśnić ta kwestie.

Gdy czytamy Biblie, to może nam się wydawać, że cuda były tam bardzo częste przez cały okres historii zbawczej. Ale to nie jest prawda, często między opisami cudów w Biblii jest kilkadziesiąt lub nawer kilkaset lat odstępu. Tak naprawdę były tylko trzy okresy w historii zbawczej, kiedy częściej niż zwykle działy się znaki i cuda. Nie licząc stworzenia świata, pierwszy okres to czasy Mojżesza i Jozuego. Jest to okres wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu kiedy Bóg w sposób wyjątkowy okazywał swoją moc przez Mojżesza i Jozuego przez ok. 65 lat. Bóg chodził po pustyni z Bożym ludem w słupie ognia w nocy i obłoku w dzień. Nie możemy zapominać, że był to okres zawarcia przymierza i utwierdzenia narodu oraz czas zdobycia ziemi obiecanej. Izrael potrzebował się upewnić, że Bóg jest Bogiem żywym i prawdziwym w odróżnieniu o wielu bóstw Egiptu. Żeby scalić ich w jeden naród skupiony na kulcie Jahwe, cuda i znaki były niezbędne. Nadawały one autorytet Mojżeszowi i potwierdzały Jego namaszczenie przez Boga. Podobnie po śmierci Mojżesza miało to miejsce w życiu Jozuego. Gdy Mojżesz – wielki przywódca narodu zmarł, Izrael mógł czuć się zagubiony i utracić cel, ale Bóg namaścił Jozuego, by dokończył dzieło i wprowadził naród do ziemi obecanej.

Drugi okres cudów, to czasy Eliasza i Elizeusza ok 65 lat , kiedy Północne królestwo Izraela daleko odeszło od Pana i oddało całkowicie bałwochwalstwu. Ta sytuacja wymagała Bożej interwencji, by na nowo przypomnieć Izraelitom, kto jest prawdziwym Bogiem. Trzeci okres cudów to czasy Jezusa i apostołów około 70 lat, by wskazać na wypełnienie mesjańskich zapowiedzi związanych z Jezusem i  utwierdzić nowopowstający kościół.

Dzisiaj jest wielu uzdrowicieli, którzy uważają, że mają taki dar uzdrawiania jak apostołowie, ale to jest kłamstwo. Apostołowie mieli wyjątkowy dar, przez który Bóg uzdrawiał natychmiast z każdej choroby i niemocy, a nawet podnosili ludzi z martwych. Dzisiejsi uzdrowiciele nie robią tak, nie mają takiej mocy. Mówią że tak czynią, ale fakty temu przeczą. Chcą uchodzić z niezwykle duchowych, ale nie w tym celu by służyć Panu Jezusowi, ale służyć sobie i własnemu brzuchowi. Biblia przestrzega nas, że sama kwestia uzdrowienia nie świadczy, że ktoś pochodzi od Boga, bo diabeł i demony też mają moc żeby uzdrawiać ludzi. Nawet uzdrowienie w imieniu Jezusa, nie świadczy że Bóg stoi za uzdrowieniem, jeśli nie ma w tym chwały dla Boga, a uzdrowienie przynosi złe duchowe owoce. Więc nie dajmy się nabrać Mateusza 7,21-22; Mat 24,24; 2 Tes 2,9-10. Pamiętajmy, że czym bliżej końca, tym więcej będzie fałszywych uzdrowień i fałszywych cudów.

Raphael Gasson, który był okultystą napisał książkę, o tym jak on sam i wielu okultystów uzdrawiało ludzi w imieniu Jezusa, ale faktycznie za uzdrowieniem stały demony, które chciały przyciągnąć ludzi do fałszywej nauki.

Piotr i Jan Przyszli do świątyni około godz. 9.00 nasza godzina to 15.00 U żydów były trzy pory dnia na modlitwę, rano, w południe i po południu.

W tym czasie niesiono tam żebraka, który był sparaliżowany od urodzenia i nie mógł chodzić, miał około 40 lat (4,22). Prawdopodobnie 20 lat go tam noszono, od dorosłości.

Niesiono go tam w porze modlitwy, bo wtedy było najwięcej ludzi i mógł coś wyżebrać na swoje utrzymanie. W Izraelu były trzy najlepsze miejsca do żebrania: przy bramie świątyni, gdzie wszyscy przechodzili, przy bramie, gdzie było wejście do miasta lub przy głównej drodze, gdzie przechodziło mnóstwo pielgrzymów. Ten chromy człowiek tam siadywał codziennie w. 2, by zebrać parę groszy, to było jego źródło utrzymania. Siadając przy świątyni miał sporą szansę, że uda mu się coś uzyskać, bo Stary Testament nakazywał dbać o biednych, więc przy świątyni miał większą szanse spotkać ludzi litujących się nad biednymi (dzisiaj ludzie siadają przy kościele).

Siedział tam więc i prosił, błagał przechodzących, by coś mu dali. Wtedy też przechodził Piotr i Jan, szli do świątyni by się modlić do Boga i zwiastować ludziom ewangelię.

ü  Należy tu zauważyć, że Piotr i Jan szli w miejsca, gdzie ludzie się gromadzili, mogli ich spotkać i mogli zwiastować im ewangelię. Trudno złapać jakieś ryby w stawie w którym nie ma ryb. Kiedyś słyszałem dowcip, że człowiek łowił na lodowisku i ciągle słyszał głos, że „Tu nie ma ryb”. W końcu zapytał kto mówi, a głos powiedział „że kierownik lodowiska” 

ü  Kolejna rzecz jak rzuca się w oczy, to Piotr i Jan wykorzystywali okazje do zwiastowania Ewangelii - byli dostępni dla ludzi. Szli i pewien chory poprosił ich o pomoc, a oni widzieli w tym Bożą opatrzność, by wykorzystać tą sytuacje dla Bożej sprawy. Zbyt często chrześcijanie mogą być zapatrzeni i zajęci własnym życiem oraz własnymi sprawami, by dostrzec Boże okazje do służby. Ale jeśli mamy postawę oczekiwania i modlitwy, że Bóg może coś uczynić, może mnie poprowadzić, użyć, to będziemy dostrzegali różne możliwości. Należy być dostępnym dla innych, by Bóg mógł nas użyć. Nawet w kościele, możemy przychodzić i zajmować się wyłącznie sobą i nie widzieć żadnych potrzeb, choćby złamanych, nieszczęśliwych i samotnych ludzi wokół nas, który potrzebują naszej opieki. Nie wiem, czy to prawda, ale kiedyś słyszałem, że jeden z pastorów przebrał się za bezdomnego i usiadł na progu swego kościoła żebrując, a ludzie go mijali. Gdy nadszedł czas kazania, to okazało się, że ich bezdomny, to dzisiejszy kaznodzieja.

Czego oczekiwał chory od Piotra i Jana, a co otrzymał? Co nam to mówi o tym jak chrześcijanie powinni wychodzić naprzeciw oczekiwaniom ludzi?

Piotr i Jan nie mogli dać pieniędzy choremu, bo ich nie mieli, ale mogli mu dać coś o wiele więcej, - uzdrowienie, a przede wszystkim duchowe zbawienie. Mogli zwiastować mu ewangelię i ofiarować szansę życia wiecznego, to dar o wiele większy niż jakiekolwiek zasoby fizyczne. Choć kościół może mieć małe zasoby materialne i może nam się wydawać, że nie wiele potrafimy zrobić, to zawsze powinniśmy wiedzieć, że nawet jak nie mamy srebra i złota, to mamy najcenniejszy skarb jakim jest ewangelia, którą możemy się dzielić, a która daje ludziom życie wieczne.

Zbyt często myślimy że brak srebra i złota jest przeszkodą w służbie dla Boga. 

ü  Zobaczmy również, że Piotr i Jan wpatrzyli się w Niego uważnie, by wiedzieć czy Bóg działa w Nim w. 4. (Dzieje 14,8-9)

Nie uzdrowili wszystkich chorych, ale tylko tego jednego, którego Bóg chciał uzdrowić, a Piotr i Jan wiedzieli o tym dzięki Duchowi Św. Podobnie i my powinniśmy szukać skutecznej służby, którą Bóg chce błogosławić. Nie jesteśmy w stanie wziąć się za wszystko i pomóc wszytkim, ale powinniśmy starać się rozpoznać i prosić Boga w modlitwie, co możemy robić i jak możemy działać.  Niektórzy fałszywi nauczyciele obiecują zdrowie i cudowne rzeczy wszystkim. Jednak to kłamstwo i manipulacja, Bóg cudownie będzie działał w życiu tylko tych ludzi w których życiu chce tak czynić. 

ü  Zobaczmy jaki to był charakter uzdrowienia. Jak tylko Piotr i Jan powiedzieli, żeby człowiek zaczął chodzić od razu zerwał się i zaczął chodzić natychmiast. Piotr podał mu rękę, ale nie zmuszał go do wstania, nie popychał, nie manipulował.

Nastąpiło całkowite, cudowne uzdrowienie w jednej chwili, które ewidentnie wskazywało na Boży cud. Człowiek nie mógł chodzić od urodzenia wiec niemożliwe było, by wstał na nogi od razu. Jakby jego stan poprawiał się w wyniku leków i zabiegów, to potrzebowałby wielu miesięcy na dojście do siebie i rehabilitacji, a tutaj Bóg wzmocnił nogi i mięśnie. Wielu fałszywych uzdrowicieli nie potrafi przedstawić żadnego prawdziwego ewidentnego cudu, kiedy nie byłoby żądnych wątpliwości, że stało się coś cudownego. Najczęściej rzekome cuda przez ręce uzdrowicieli, to ustanie drobnych dolegliwości pod wpływem emocji, które zresztą często wracają, ale brakuje przypadków jak w sytuacji Piotra i Jana wskazujących na Bożą moc. Cuda Piotra i Jana również były natychmiastowe, co jednoznacznie wskazywało na Bożą moc i ich wybranie podobnie jak w sytuacji Pana Jezusa. Dzisiejsi rzekomi uzdrowiciele twierdzący, że mają dar uzdrawiania, ale nie są w stanie przedstawić takiej skuteczności   Dzieje Ap. 2,43; 5,12; 9,40; Dzieje 14,3; 19,11-12.

Bóg oczywiście może uzdrowić kogoś w czasie oraz przez medycynę i uzdrawia, ale dar uzdrawiania jaki mieli apostołowie  od Boga, to było zdrowie natychmiast. Boże cuda dokonane w cudowny sposób były suwerenne, nadprzyrodzone, nagłe i całkowicie wystarczające.

ü  Uzdrowienie dokonało się w imieniu Jezusa w. 6. Nie każde uzdrowienie nad którym wypowiedziano imię Jezusa jest w imieniu Jezusa, ale każde które jest prawdziwie w Jego imieniu przynosi mu chwałę, a nie człowiekowi i prowadzi do Bożych owoców. To więc prawdziwi chrześcijanie, nie chcą działać w swoje Imię, ale chcą by Jezus był uwielbiony przez ich służbę. Mat 5,16; Ew. Jana 15,7; 16,23-24.

Więc mamy dotrzeć do ludzi w imieniu Jezusa, a jeśli będzie w Jego imieniu, Jezus będzie się do nas przyznawał. Jeśli będziemy chcieli działać w swoim imieniu, to nie możemy liczyć na Boże działanie.

ü  Boże działanie w życiu ludzi przynosi wyzwolenie, radość i pokój. Co robił uzdrowiony chory i jaką nam daje lekcje wiersz. 8-9 Rzym 14,17; Ps 32,11; Łuk 10,20; Filip 3,1;4,4.

Uzdrowiony cieszył się, radował, skakał i chwalił Boga. Radość jest Bożym darem dla wierzących.  Lekcja jaka płynie od tego uzdrowionego, że tak jak On powinniśmy cieszyć się i radować przed Panem oraz chwalić Jego imię wobec ludzi oraz wielbić Go za zbawienie jakie nam dał.  

ü  Co się dzieje ze środowiskiem świata, który nas obserwuje, gdy nasze życie ulega przemianie przez Boga, a my radujemy się i wielbimy Pana? Jest szok, zdumienie, zaciekawienie, co stwarza nam szanse świadczyć im o Jezusie Chrystusie. 

10.10.2021

Nękający grzech Ks. Rodzaju 20,1-18

 


Są grzechy, które ciągną się za nami przez długi czas i powtarzają w życiu chrześcijan, choć tego nie chcemy. Gdy rodzimy się na nowo część grzechów z którymi mieliśmy problem znika z naszego życia za sprawą działania Ducha Św. lub porzucamy je bez większego wysiłku. Czasami słyszę jak niektórzy chrześcijanie mówią, że odkąd się nawrócili przestali przeklinać, chodzić w nieodpowiednie miejsca, złościć się, upijać, brać narkotyki, cudzołożyć i wiele innych. Niektórzy nawet z początku nie zwrócili na to uwagi i dopiero po pewnym czasie zobaczyli, że Bóg wyzwolił ich z wielu związań, które im towarzyszyły przed nawróceniem. Ale również jest prawdą, że niektóre grzeszne nawyki jakie mieliśmy przed poznaniem Chrystusa mogą z nami zostać po nawróceniu i należy z nimi walczyć. Czasami Bóg naszych wrogów zwycięża od razu bez udziału naszej ręki jak za czasów króla Jehoszafata w 2 Ks. Kronik rozdz. 20, gdy Pan pobił Moabitów, Amonitów, oraz mieszkańców Seiru pobudzając ich przeciwko sobie. Pierwsi zmówili się i wyruszyli na Judę, ale Bóg doprowadził do tego, że się pokłócili i wystąpili jeden przeciwko drugiemu zadając sobie ciężkie starty, a król Judzki zebrał tylko łupy. Innym razem Pan  wymaga od nas większego zaangażowania, by zwyciężyć naszych przeciwników, czego przykładem może być walczący Izrael z Amelekitami w Ks. Wyjścia 17 rozdz. w tym wypadku musieli nie tylko wyjść przeciw wrogowi, ale wziąć miecze do ręki i walczyć z nim.

Więc są grzechy, które odpadają od nas zaraz po nawróceniu za sprawą mocy Bożej, ale są i takie, którym musimy wypowiedzieć wojnę, wziąć nasze miecze do ręki i walczyć w mocy Ducha Św. ufając Panu, że w końcu da nam zwycięstwo.

O takiej właśnie sytuacji jest nasz dzisiejszych fragment. Czytając 20 rozdz. Ks. rodzaju możemy mieć wrażenie, że już o tym wcześniej było w poprzednich rozdziałach, a dokładniej w 12, bo tam mamy podobną sytuacje. Z tą różnicą, że wtedy Abraham jest w Egipcie i też umawia się ze swoją żoną, że będzie ją przedstawiał jako swoją siostrę. Podobieństw jest na tyle dużo, że niektórzy krytycy Biblii twierdzą, że są to te same sytuacje, ale przedstawione w inny sposób. Jednak nie możemy się z tym zgodzić, bo równie dużo jest różnic. Miejsce zdarzenia jest inne, osoby biorące w nim udział są inne i działanie Boga choć podobne jest inne. Wierzymy również, że Biblia jest księgą historyczną, a życie Abrahama które zostało nam ukazane, to chronologiczny spis wydarzeń od jego powołania do śmierci.

Jak widzimy Abraham z jakiegoś powodu opuścił Mamre w ziemi kananejskiej, gdzie mieszkał i udał się na południe do Kadesz, stamtąd przesiedlił się do Geraru. Być może opuścił Mamre z powodu zagłady Sodomy i Gomory oraz okolicznych miejscowości, bo nie było tyle paszy dla zwierząt.

Wyruszając w podróż kolejny raz umówił się z żoną na kłamstwo, którym posłużył już 25 lat wcześniej, prawdopodobnie wielokrotnie w innych sytuacjach w 13, że będzie ją przedstawiał jako swoją siostrę, a nie żonę. Jak wiemy z poprzednich rozdziałów czynił tak z powodu urody Sary która byłą piękną kobietą. Obawiał się, że inni mężczyźni mogliby chcieć ją za żonę, a wiedząc, że jest żoną innego mogli wpaść na pomysł zabicia go. Możemy sobie zadawać sobie pytanie jak to możliwe, że po tak wielkich świadectwach działania Boga w życiu Abrama daje się w kręcić w coś takiego? Wydaje się, że ciągle należy mieć na uwadze iż od grzechu nie chroni nas nasza dojrzałość i doświadczenie, ale łaska Boża. Nawet bardzo doświadczeni i dojrzali chrześcijanie mogą popaść w głupie i ciężkie grzechy jeśli nie polegają na Bogu. Mamy ostrzeżenie z 1 listu do Koryntian, że kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł 1 Kor 10,12. Inaczej mówiąc jeśli wydaje ci się, że jesteś mocy w wierze i chlubisz się tym, że twoje posłuszeństwo Bogu jest lepsze niż innych, to uważaj, bo nie jest to twoją zasługą, ale Boga i jeśli On odejmie swoją łaskę, to możemy zrobić takie rzeczy, że sami będziemy się dziwić swojej głupocie. 

Grzeszne nawyki ,mogąc trwać przez lata

Jak widźmy Abraham powtarza swój grzech którego dopuścił się już w Egipcie 12 rozdz. Kolejny raz naraża swoją żonę na hańbę kłamiąc, że jest wyłącznie jego siostrą. To zachęciło Abimellecha władcę Geraru, by wziąć sobie Sarę za  żonę w. 2. Powodem takiego postępowania Abrama były jego obawy, że tam gdzie się udaje nie ma bojaźni Bożej i zabiją go z powodu piękności jego żony. Widzimy więc, że grzech Abrahama i brak zaufania do Boga w tej sprawie ciągnie się przez 25 lat. Tak na dobrą sprawę Abraham nigdy nie pokutował z tego grzechu. Nigdy nie miał głębszej refleksji, że nie powinien tak robić, bo Bóg go chroni i kłamstwo jest złe. Już ostatnim razem Pan dowiódł swojej wierności na Abrahamie pomimo jego grzechu i uratował Sarę z rąk Faraona. Jednak do grzesznych nawyków możemy być bardzo mocno przywiązani i pomimo troski Boga zdarza się wierzącym do nich wracać. Czasami nawet mówimy przepraszając Boga, że nigdy czegoś już nie zrobimy, a za jakiś czas – kilka tygodni, miesięcy lub lat znów do tego wracamy.

Żeby pokonać grzeszne nawyki w naszym życiu musimy polegać na Chrystusie i jego łasce, a nie naszych postanowieniach. Jak długo będziemy mówili, że już nigdy czegoś nie zrobimy, tak długo będziemy zawodzić. Jak długo będziemy polegać na sobie, tak długo będziemy upadać. Żeby pozbyć się grzesznych nawyków należy nasze życie wypełnić Chrystusem. Znany Ewangelista Dwight Moody zobrazował to kiedyś na jednej z ewangelizacji w ten sposób, że wziął szklankę i zapytał się przybyłych w jaki sposób ze szklanki można odciągnąć powietrze żeby nie zniszczyć szklanki. Padały różne odpowiedzi, ale wciąż nie było takiej, która dałaby rozwiązanie. Wtedy Moody wziął butelkę wody i napełnił szklankę. W wyniku zalania szklanki wodą, powietrze zostało z niej wyparte. Wyjaśnił, że zwycięstwo dziecka Bożego w pozbyciu się grzesznych nawyków nie przychodzi przez ciężką pracę, ale wypełnienie naszego życia Chrystusem. Jeśli wypełnimy nasz umysł i życie Jezusem, Jego Słowem, modlitwą, służbą dla Niego, rozmyślaniem o Jego miłości do nas, Jego  poświęceniu, życiu i postępowaniu nie będzie miejsca na grzech. Niestety czym mniej Chrystusa w naszym życiu tym więcej grzechu. Nie czytamy żeby Abraham modlił się i pytał Pana, czy ma się przenieść do Geraru. Być może zrobił to zbyt pochopnie, obietnica przecież dotyczyła Kananu. Nie widzimy refleksji w jego żuciu na temat dręczącego go grzechu od 25 lat, a tym bardziej pokuty. Gdyby te rzeczy nastąpiły, a Bóg wypełniłby tą dziedzinę jego życia sobą, Abram nie musiałby kłamać, bo czułby się bezpiecznie w zaufaniu do Pana. Ale tak się nie stało, ciągle podczas podróży korzystał z grzesznych nawyków. Jeśli wiemy, że w jakiś sytuacjach doznajemy pokus powinniśmy ich unikać. Pan Jezus powiedział w Ew. Mateusza 5,29, Jeśli tedy prawe oko twoje gorszy cię, wyłup i odrzuć od siebie…. Inaczej mówiąc unikaj za wszelką cenę tego, co prowadzi cię do grzechu. Należy również zidentyfikować nasze grzeszne nawyki. Abraham w sytuacji kryzysowej miał skłonność kłamać. My możemy reagować tak samo lub inaczej, wybuchać gniewem, upijać się, mieć tendencje do przechwalania się, by stwarzać fałszywy obraz naszej osoby, oskarżać i krytykować innych żeby w ich świetle lepiej wypaść, odkładać obowiązki na ostatnią chwilę, a później nie jesteśmy w stanie im sprostać, czy rozładowywać nagromadzone w nas napięcie i stres przez grzeszną rozrywkę itp.

Jakiś czas temu byłem w jednym ze zborów w którym dzieliłem się Słowem Bożym i po nabożeństwie podszedł do mnie pewien brat, który opowiadał mi ze łzami w oczach, że przez wiele lat zmagał się z pornografią, co powstrzymywało go w jego rozwoju chrześcijańskim i podjęciu służby. Jakże niszczące mogą być grzeszne nawyki jeśli pozwolimy, by trwały. Zabierają nasz czas, wpędzają w kłopoty, oddalają od Boga, obciążają nasze sumienie i ranią innych.

Jakie są nasze grzeszne nawyki, czy już je znamy? Czy wiemy w jakich sytuacjach czynimy rzeczy, których nie chcielibyśmy czynić? A jeśli znamy, gdzie szukamy pomocy, rozwiązania i wolności? Czy właśnie zbliżając się do Jezusa? A może w naszym ciele, w nas samych przez postanowienia, że nigdy więcej tego już nie uczynimy? Pierwsze daje zwycięstwo, drugie przynosi porażkę za porażką. Pan Jezus powiedział w Ew. Jana w 8 rozdz. odnośnie mocy grzechu, który związuje nas i zmusza do czynienia swojej woli,  że tylko Syn Boży jest w stanie nas wyswobodzić, a wtedy będziemy prawdziwie wolni. 

Powracające grzeszne nawyki ranią innych

Najwyraźniej Abraham myślał, że to niewinne kłamstewko tzw. białe kłamstwo, czyli takie, które nikomu nie czyni krzywdy, a pomaga. Ale tak jak nie ma białych kłamstw, nie ma białego grzechu. Niestety to nasza wielka tragedia, że nie myślimy o grzechu w taki sposób jak patrzy na niego Bóg i potrafimy go tolerować, żartować z niego, a nawet się cieszyć, że go praktykujemy. Z powodu kłamstwa Abrahama zostało narażone Boże przymierze. Gdyby Bóg nie zainterweniował, to obietnica nie mogłaby się wypełnić. Sara zostałaby żoną Abimeelecha i syn obietnicy nie pojawiłby się. Naraził również Abimellacha na gniew Boży - człowieka sprawiedliwego. Abimellach wziął Sarę za żonę w dobrej wierze w przekonaniu, że jest wyłącznie siostrą Abrahama, a nie żoną. Zobaczmy, co on mówi do Boga po tym, gdy Bóg go ostrzegł, by nie dotykał tej kobiety w wierszu 4 – 5. „Panie! Czy i ludzi sprawiedliwych chcesz zabić? Wszak on sam powiedział mi: Ona jest moją siostrą. A ona też mówiła: On jest moim bratem. Uczyniłem to w prostocie serca mego i czystymi dłońmi”

Pan Bóg przyznał w 6 wierszu, że tak faktycznie było i dlatego uchronił go. Abimeellech miał czyste serce, był niewinny, a Abraham wystawił go na kłopoty, jak on sam powiedział do Abrama w 9 wierszu, „Cóżeś nam uczynił? I cóż ci zawiniłem, że ściągnąłeś na mnie i na moje królestwo wielki grzech? Postąpiłeś ze mną, jak nie godzi się postępować”. Abraham spowodował również cierpienie innych ludzi W Gerarze. Bóg zamknął łona kobiet tak, że nie mogły rodzić 17 – 18 wiersz. Naraził również na hańbę swoją żonę Sarę, która została oddana innemu mężczyźnie. Jak ona się z tym czuła, jak musiała się bać, jaka niepewność musiała jej towarzyszyć w tej sytuacji? Przypominam, że  to całe cierpienie wielu ludzi wydarzyło się w wyniku niby niewiele znaczącego kłamstewka Abrahama. Drodzy, grzeszne nawyki nie są wyłącznie naszą prywatną sprawą jak często się słyszy, „że to, moja sprawa co ja robię”. Byłoby to wyłącznie naszą sprawą, gdyby nie dotyczyło innych, ale dotyczy ludzi i naszej relacji z Bogiem. Jeśli np. notorycznie wpadamy w gniew możemy ranić naszych bliskich, żonę dzieci, przyjaciół, braci i siostry w kościele. Nadużywający alkoholu członek Zboru może wystawiać złe świadectwo całemu kościołowi, krzywdzić dzieci, rodzinę i bliskich. Ciągle plotkujący bracia i siostry mogą w złym świetle stawiać innych i czynić wiele szkody. W kościele jesteśmy również członkami jedni drugich, nie zależymy od siebie samych, więc nasze grzechy tym bardziej dotykają innych. Do tego stopnia, że ap. porównał grzech w 1 liście do Koryntian w 5 rodz. do zakwasu ciasta, który jest w stanie zakwasić cały zaczyn.

Przypomnijmy sobie, że gdy Jonasz zbuntował się przeciw Bogu i uciekł sprzed Jego oblicza, to naraził na śmierć załogę statku podczas wielkiego sztormu. Kiedy Dawid zgrzeszył spowodował cierpienie Batszeby, Uriasza, swoich dzieci i Achitofela – dziadka Batszeby, który rozgoryczony zdradził Dawida. I tak moglibyśmy wymieniać długo. Grzeszny nawyk Abrahama wciąż krzywdził kolejne osoby. Jest to ważne, by o tym mówić, bo często myślimy, że nasze grzeszne decyzje nie mają wpływu na innych. Być może gdyby Abraham miał świadomość jak wiele cierpienia spowoduje jego kłamstwo, nie uczyniłby tego. Podobnie i my, czym większą świadomość będziemy mieli jak nasz grzech krzywdzi innych, tym bardziej będziemy zmobilizowani, by pozbyć się go z naszego życia. 

Mamy zwyczaj usprawiedliwiania naszych grzesznych nawyków

Kolejna lekcja z naszego fragmentu jest taka, że mamy zwyczaj usprawiedliwiania naszych grzesznych nawyków. Zwróćmy uwagę jak zachował się Abraham, gdy król Geraru Abimeelech czynił mu wyrzuty, że postąpił jak nie godzi się postępować. Wtedy Abram miał trzy wymówki, które miały za zadanie usprawiedliwić jego grzech. Pierwsza znajduje się w 11 wierszu, kiedy tłumaczy się, że skłamał, bo sytuacja go do tego zmusiła, czyli nie było innego wyjścia. Mówi, że zaplanował z żoną to kłamstwo odkąd Bóg, go wyprowadził, żeby chronić życie swoje i swojej rodziny w.13. Jest to częsta wymówka dla naszych grzesznych nawyków. Usprawiedliwiamy je naszym charakterem, że tacy już jesteśmy, że zostaliśmy przyparci do muru, że nie da się inaczej. Ale Bóg nigdy nie stawia nas w sytuacji w której jedynym wyjściem byłby grzech. To nasze lęki, obawy, wyobraźnia i szatan podpowiada nam, by wybrać zło. Jeśli będziemy szukać u Boga rozwiązania, to pozwoli nam zobaczyć nowe możliwości, a nawet je stworzy dla nas.

Drugą wymówką jaką Abram się posłużył było, że tak faktycznie, to nie skłamał, bo Sara jest naprawdę jego siostrą w. 12. Czyli usprawiedliwianie grzechu półprawdami. I choć była to prawda, to przemilczał, że również jest jego żoną, a to miało szczególne znaczenie w tej sytuacji. Jak często chrześcijanie mogą pozwalać, że inni wyciągną złe wnioski ukrywając niektóre fakty?

Trzecim usprawiedliwieniem Abrahama jest tradycja, że zawsze tak robili gdziekolwiek się udawali, czytamy o tym w 13 wierszu. Ale, że coś zawsze robiliśmy w jakiś sposób nie znaczy, że jest to dobre. Tradycja nie usprawiedliwia naszych grzesznych nawyków. Może właśnie zawsze grzeszyliśmy, a teraz kiedy wiemy już, co jest złe należy z tym zerwać.

Możemy jak Abraham usprawiedliwiać nasze grzeszne nawyki na różne sposoby, by przekonać siebie samych i innych, że to, co czynimy nie jest takie złe. 

Abraham przez swoje postępowanie wystawił złe świadectwo o Bogu

Jakie świadectwo Abraham wystawił Bogu przez swoje postępowanie? To On przecież jest mężem Bożym, to przez jego postępowanie Abimeelech powinien dowiedzieć się kim jest Bóg i jaki jest. Ale świadectwo Abrahama zamiast wskazywać na Boga raczej odstrasza od Niego. Niestety, to raczej pogański król wydaje się bardziej sprawiedliwy i bogobojny od samego Abrahama. Niekiedy ludzie nieodrodzeni mogą nas zawstydzać swoją bogobojnością, a my zamiast dawać świadectwo wiary zawodzimy. Uważajmy, by nasze grzeszne nawyki nie odstraszyły ludzi od Boga i nie malowały w ich umysłach fałszywego Jego obrazu. Izrael również był powołany do świadczenia o Bogu, a tymczasem Paweł w liście do Rzymian pisze, że z powodu złego świadectwa Izraela poganie bluźnili Imieniu Bożemu. Jeśli ja jestem czcicielem Pana i zachowuje się gorzej niż ludzie, którzy go nie znają, to jaka chwała jest z tego dla Boga? Raczej hańba! Trzecie przykazanie mówi o tym, by nie nadużywać imienia Bożego, bo Pan nie pozostawi bez kary tego, który tak czyni. Głównym znaczeniem tego przykazania jest, by nie wystawiać imienia Bożego na pośmiewisko. To więc, czy wiem o jakiś moich grzesznych nawykach, które mogą dawać złe świadectwo o Bogu, a jeśli wiem, co z nimi robię? 

Boży ratunek pomimo grzesznych nawyków

Ostatnia rzecz, to Bóg ratuje nas pomimo grzesznych nawyków. Widzimy, że pomimo grzechu Abrahama i to kolejny już raz, Bóg ratuje go. Nakazuje Abimeelechowi wezwać Abrahama, zwrócić mu żonę i prosić  o modlitwę w. 17, a nawet Abraham otrzymuje od króla sowite podarunki w. 14. Ciężko zachowanie Boga pogodzić z naszą logiką. Raczej chcielibyśmy, by Pan skarcił Abrahama, a wywyższył Abimeelecha. Przecież Abraham wpakował się w tą sytuacje z powodu własnego grzechu.

Widzimy tutaj niezwykły przykład łaski Bożej, która jest ofiarowana Bożym dzieciom. Bóg jest ze swoimi dziećmi przez wiarę w Chrystusa pomimo ich grzeszności jak był z Abrahamem. Oczywiście to nie może być dla nas zachętą do grzeszenia. Gdybyśmy takie wnioski z tego wyciągnęli, to znaczyłoby, że nie rozumiemy łaski Bożej. Wprost przeciwnie, świadomość Bożej łaski powinna prowadzić nas do świętości.  Jednak wielkim pocieszeniem dla nas jest, że nawet jak upadniemy, a jesteśmy Bożymi dziećmi i rzeczywiście narodziliśmy się na nowo z Ducha Św. stając się świętym kapłaństwem naszego Pana, to Bóg nie zostawia nas. Skoro ziemscy ojcowie choć są źli nie porzucają swoich dzieci, tym bardziej Ojciec niebieski nie porzuca swoich. Czasami nas dyscyplinuje i ćwiczy jak każdy ojciec, który ma dzieci. Ale nie zostawia nas, nie porzuca, nie pozbawia swojej łaski, bo nie jest ona zasłużona. Żaden z nas nie zapracował sobie na Bożą przychylność, to Chrystus dla nas wszystkich zapracował, to On zapłacił na Krzyżu za nasze winy byśmy dzisiaj mogli cieszyć się przez wiarę w Niego Bożym Ojcostwem. Zobaczmy jak wspaniałą jest Boża łaska. Pan wybrał Abrahama i wyrwał go z mocy pogańskich bóstw. Dał mu cudowne obietnice ochrony, błogosławieństwa,  potomstwa, rozmnożenia w naród i że z jego nasienia wyjdzie Zbawiciel świata. Bóg był wierny tym obietnicom pomimo grzeszności i zawodzenia Abrahama w wielu sytuacjach jak choćby ta obecna. Podobnie Bóg w swojej suwerenności wybrał nas w Chrystusie obdarzając poznaniem swego Syna i swoją łaską przebaczając nam wszystkie grzechy. Tak jak Abraham zawodził, tak i my często zawodzimy. Choć nie dochowujemy wiary i zdarzają się nam upadki oraz ciągną za nami grzeszne nawyki z którymi walczymy, Chrystus wciąż pozostaje wobec nas wierny 2 Tym 2,13. On nie postępuje z nami według naszych grzechów i nie odpłaca nam według naszych win jak mówi Psalm 103 wiersz 10.

Jeśli zbawienie zależałoby od wierności Abrahama, a nie łaski Bożej, to Abraham już dawno, by je stracił. Wielokrotnie przez swoją głupotę, nieuwagę i grzeszność narażał Boże przymierze. Kłamał, że Sara jest jego siostrą i przez to przynajmniej dwukrotnie została zabrana za żonę innego, co oddalało go od wypełnienia obietnicy. Zgodził się na spłodzenie Ismaela z czego były kłopoty w jego domu, a jego nadzieja została skierowana w fałszywym kierunku – bo związała się z Ismaelem. Niekiedy wpadał w smutek i depresje z powodu braku syna i targały nim wątpliwości, co do szczegółów Bożych obietnic. Ale zawsze, gdy tak się działo przychodził Pan i prostował jego drogi oraz jego myślenie. Podobnie jest w życiu dzieci Bożych. Są sytuacje, kiedy narozrabiamy, upadamy w te same grzechy, targają nami wątpliwości, nie robimy tego co słuszne, nie kochamy Pana tak jak powinniśmy, ale Pan Jezus nie zostawia nas. Przez okoliczności życia, dyscyplinę, swoją opatrzność i wielką swoją moc skłania nas do pokuty i wciąż prowadzi na drodze zbawienia do naszego wiecznego domu, gdzie któregoś dnia nas powita, posadzi przy stole, przypasze się i będzie nam usługiwał jak my dzisiaj usługujemy Jemu. Przypomnijmy sobie słowa naszego Pana „nie bój się maleńka trzódko, bo upodobało się Ojcu waszemu dać wam Królestwo” Łuk 12,32. 

Podsumowując: 

1.      Po pierwsze, grzeszne nawyki mogą ciągnąć się w życiu chrześcijan przez lata jak w życiu Abrahama kłamstwo. Ale zwycięstwo w nich nie polega na powiedzeniu sobie, że już nigdy nie zrobię czegoś, co nie podoba się Bogu. Poleganie na własnych siłach w pokonaniu grzesznych nawyków zawsze prowadzi do porażki. Zwycięstwo w grzesznych nawykach, to wypełnienie swego życia Jezusem, czyli podporządkowanie Mu każdej dziedziny naszej codzienności, a wtedy nie będzie miejsca na grzech.

2.      Po drugie, powracające grzeszne nawyki nie są moją prywatną sprawą, bo ranią innych. Powodują zakłócenie naszej społeczności z Bogiem i zadają cierpienie naszym bliskim oraz kościołowi. Czym większa będzie w nas świadomości jak niszczący jest nasz grzech na innych, tym więcej będzie mobilizacji, by się z nim uporać.

3.      Po trzecie, mamy zwyczaj usprawiedliwiania naszych grzesznych nawyków, a to nie pomaga zwyciężyć ich. Jeśli coś jest złe i wiemy o tym, to nie usprawiedliwiajmy tego, że tacy jesteśmy, że zawsze tak robiliśmy lub nie ma innego wyjścia, ale szukajmy u Pana zwycięstwa w naszych grzechach.

4.      Po czwarte, nasze grzeszne nawyki wystawiają złe świadectwo Bogu i mogą powodować, że zamiast przyciągać innych do Jezusa, odpychamy ich. Ale Bóg pomimo naszego złego świadectwa niekiedy jest w stanie dotrzeć do tych, których chce zbawić jak dotarł do Abimieelecha.

5.      I piąta rzecz, to Bóg zbawia nas pomimo naszych grzesznych nawyków, bo zbawienie nie jest z uczynków i wyniku naszej wierności, ale z łaski Bożej przez wiarę w Chrystusa. Choć Abraham zawiódł wielokrotnie, Bóg nie zerwał z nim przymierza, bo obietnica nie była oparta o wierność Abrahama, ale Boga. Jeśli zawarliśmy z Bogiem przymierze przez świętą krew Jezusa i narodziliśmy się na nowo, to staliśmy się Bożymi dziećmi i pomimo naszych upadków wciąż nimi jesteśmy, bo Bóg swego potomstwa nie porzuca. 



6.10.2021

Skuteczna modlitwa Łukasza 11,5 – 13

 

Chyba każdy chrześcijanin zmagał się lub się zmaga z niewysłuchanymi modlitwami. Wiele razy w duszach chrześcijan rozbrzmiewa pytanie, którego często głośno nie wypowiadają „Boże dlaczego mnie nie wysłuchujesz w takiej, czy innej sprawie”.

Być może właśnie jeden z uczniów Pana Jezusa, który podszedł do niego siłował się właśnie z tym pytaniem, gdy powiedział do Pana, żeby nauczył ich modlić się. W odpowiedzi Jezus daje nam przykład modlitwy, którą dzisiaj nazywamy modlitwą Pańską. Ale nie wystarczy powtarzać pewnych słów, by modlitwa była wysłuchana.  Należy mieć w sercu odpowiednie motywacje i nastawienie. Zbyt często chrześcijanie uzależniają modlitwę od ilości wypowiedzianych słów przed czym zresztą przestrzegał Pan Jezus, by nie myśleć, że z powodu wielomóstwa zostajemy wysłuchani Mat 6,7

Przede wszystkim prawdziwa modlitwa, która może liczyć na wysłuchanie ma wypływać z relacji z Bogiem. Jeśli chcemy, by nasze modlitwy doczekały się odpowiedzi, to Bóg musi się stać naszym Ojcem i Przyjacielem przez wiarę w Jezusa Chrystusa, a my mamy szukać Królestwa Bożego. Dopiero pojednanie się z Bogiem przez Chrystusa otwiera dla nas skarbiec obietnic Bożych. Gdy Bóg jest naszym Ojcem, a my jego dziećmi, to mamy zachętę, by śmiało i odważnie przystępować do Boga. Nie chodzi tutaj o zuchwałość, ale świadomość, że w Chrystusie Bóg stał się dla nas bliski, że nasze potrzeby są dla Niego ważne, że Bóg jest po naszej stronie, a wysłuchane modlitwy nie są w tym celu, by nas wyłącznie uszczęśliwić, ale uwielbić Boga.

Ku zachęcie Pan Jezus przedstawia nam historię człowieka do którego o północy przybył przyjaciel -  sytuacja wymaga, by go ugościć. Ale, że gospodarz nie był przygotowany na te odwiedziny, to niewiele może mu zaoferować. W tamtym czasie nie było lodówek, gdzie trzymamy żywność, ani sklepów w naszym rozumieniu żeby szybko uzupełnić zapasy. Gospodarz wpada na pomysł, że pójdzie do jednego ze swoich przyjaciół i od niego pożyczy żywność, które będzie mógł postawić przed swoim gościem.

Okazuje się jednak, że jego przyjaciel już śpi, a otwarcie drzwi, to wiele zachodu. Trzeba je odryglować, narobić hałasu, obudzić domowników, więc odsyła znajomego. Ale ten jest natrętny, nie przestaje pukać, stukać, wołać w końcu otrzymuje to, po co przyszedł. Następnie Pan Jezus daje nam zastosowanie ukazując na czym polega skuteczna modlitwa. Zwróćmy uwagę na kilka punktów. 

1.      Po pierwsze, modlitwa wynika z potrzeby i świadomości, że nie możemy nic innym dać jeśli wpierw sami tego nie otrzymamy od Boga. Widzimy, że ten przyjaciel przyszedł po chleb, bo nie mógł nakarmić swojego gościa. Jeśli jesteśmy przekonani o własnej wystarczalności, albo wydaje się nam, że tylko trochę potrzebujemy Bożej pomocy, bo doskonale sobie radzimy, to nie będziemy się modlić lub będziemy czynić to sporadycznie. Brak modlitwy w życiu chrześcijan wynika z pychy, że możemy sobie  dobrze radzić albo prawie dobrze bez Boga. Modlitwa chrześcijańska jest rezygnacją z własnych sił i zakomunikowaniem Bogu, że bez Jego pomocy jesteśmy nieskuteczni w służbie Królestwa Bożego i w ogóle w chrześcijańskim życiu. Więc przychodzimy do Boga jako ci, którzy nie mają, nie mogą, nie są w stanie pomóc innym, a nawet sobie wiedząc, że tylko Pan może to zrobić i może to zrobić i może do tego użyć nas. Chrześcijanie, którzy żyją blisko Boga wiedzą, że bez modlitwy w wyniku której przychodzi posilenie z nieba i zaopatrzenie w służbie nie są w stanie funkcjonować.

2.       Po drugie, zauważmy że gospodarz nie prosił dla siebie o chleb, być może mógłby zaczekać do rana. Prosił o chleb dla przyjaciela, którego chciał ugościć. To pokazuje nam, że głównym celem skutecznej modlitwy nie powinniśmy być my sami, ale sprawy Królestwa Bożego. Oczywiście mamy zanosić nasze potrzeby do Boga, ale należy przede wszystkim pamiętać, że Bóg powołał nas dla swoich wiecznych celów i swojej chwały i te cele zawsze powinny być na pierwszym miejscu w naszych chrześcijańskim życiu. Wiele modlitw jest niewysłuchanych, bo chrześcijanie stawiają swoje osobiste potrzeby nad sprawy Królestwa Bożego. Jeśli chcemy wysłuchanych modlitw również nasze osobiste potrzeby powinny być podporządkowane Królestwu Bożemu, więc jeśli modlę się o zbawienie mojej rodziny, to jakie kierują mną motywacje? Czy chce się chlubić z mojej skuteczności ewangelizacyjnej, czy chce by Chrystus był w nich uwielbiony? Gdy modlę się o zdrowie, szkołę, samochód, czy dom, to dlatego żeby lepiej w tym służyć Bogu, czy być bardziej być od Niego niezależnym? Te pytania należy sobie postawić zginając kolana w modlitwie.

3.      Po trzecie   zauważmy, że gospodarz poszedł do swojego przyjaciela. Poszedł pożyczyć jedzenie do człowieka z którym żył w bliskiej więzi. Skoro przyjaciel, który ma mu pożyć przedstawia Boga, to wniosek z tego jest jasny, że jeśli chcemy mieć skuteczne życie modlitewne, to musimy dbać o bliską więź z Panem w naszym życiu osobistym.  Gdy chodzimy blisko Boga dbając o społeczność z Nim, to znamy Go lepiej i jesteśmy bardziej śmiali w przedstawianiu Mu spraw wymagających modlitwy. W liście do Hebrajczyków mamy taką oto zachętę

Hebrajczyków 4:16  Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

Autor listu do Hebrajczyków zachęca ich do zaufania Jezusowi i społeczności z Bogiem w wyniku wahań niektórych, a wtedy gdy zachodzi potrzeba możemy liczyć na Jego pomoc. Niestety niektórzy chrześcijanie wciąż funkcjonują według zasady jak trwoga, to Boga. A poza trwogą hulaj piekła nie ma.

4.      Po czwarte powinniśmy dostrzegać wyraźną różnicę miedzy przyjacielem w łóżku, a Panem Bogiem. Mężczyzna w łóżku nie chciał, by mu przeszkadzano. Wizyta przyjaciela o tej godzinie męczyła Go, wymagała nie lada wysiłku i wystawiała na próbę ich przyjaźń. W naszej relacji z Bogiem tak nie jest. Nasz Pan jest zawsze dostępny, nigdy nie śpi i nigdy nie jest zmęczony. Zawsze pełni swoją arcykapłańską służbę, by wstawiać się za nami przed Ojcem i zawsze jest gotowy pomóc, gdy zajdzie takka potrzeba. W ten sposób mamy wyraźną zachętę od Pana Jezusa, że nie powinniśmy traktować modlitwy jako zawracania Panu Bogu głowy. Raczej powinniśmy myśleć, że zawsze możemy się do niego zwrócić i zostaniemy wysłuchani, bo gdzie jest taki Ojciec, który nie pomógłby swojemu dziecku, gdy potrzebuje jego pomocy. Skoro my jesteśmy grzesznymi i niedoskonałymi rodzicami, a troszczymy się o swoje dzieci, to ileż bardziej Bóg troszczy się o swoje?

5.      I ostatnia rzecz, to przyjaciel nie dał się zniechęcić. Nie zrezygnował, gdy jego sąsiad powiedział, że nie otworzy mu, ale nadal pukał, stukał i wołał, co ostatecznie skończyło się sukcesem. Gdy Pan Jezus mówi o proszeniu, szukaniu, kołataniu, to używa trybu rozkazującego w teraźniejszości, czyli zachęca nas do ciągłego przynoszenia naszych modlitw przed Jego tron. Nie powinniśmy czynić tego tylko raz, ale tak długo, aż Bóg w swojej suwerenności i miłosierdzi nas wysłucha.  Gdy robimy to dostatecznie długo, a wiara nasza zostanie odpowiednio wypróbowana wtedy nasze modlitwy doczekają się odpowiedzi. Jest to również jeden z Bożych sposobów, by uczyć nas wytrwałości i rozwijać nasz wzrost chrześcijański. Niektóre z moich modlitw trwały po 20 lat zanim zostały wysłuchane, a na inne wciąż czekam.       

Największą naszą potrzebą jak zakończył Pana Jezus jest posiadanie Ducha Św. i chodzenie w Duchu Św. Czym bliżej Boga będziemy, tym skuteczniej będziemy Mu służyć i tym skuteczniejsze będą nasze modlitwy, bo tym lepiej będziemy celowali w Jego wolę. 

5.10.2021

Zwyciężyć strach Psalm 27

 


Wszyscy mamy lęki i obawy. Czasami są one racjonalne i wynikają z zagrożenia innym razem są wynikiem naszej wyobraźni. Dawid w naszym Psalmie mówi w jaki sposób on poradził sobie ze strachem. Po prostu zaufał Panu, uwierzył że Bóg prawdziwie jest ochroną Jego życia, że jest wszechmocy i Go prowadzi.  Jeśli nasz Bóg jest taki jak przedstawia nam Go Pismo Święte, a wierzę że tak jest, to faktycznie, gdy On naszą ochroną niczego nie musimy się bać, bo Pan rządzi wszystkimi okolicznościami naszego życia i każdą sytuacją. Żeby wyzwolić się ze strachu musimy zaufać, że faktycznie tak jest.

List do Rzymian w kontekście naszego zbawienia mówi, że jeśli Bóg z Nami, któż przeciwko nam Rzymian 8,31. Kto może sprzeciwić się woli naszego Pana Jezusa, który powiedział, że dana mu jest wszelka władza na niebie i na ziemi Mat 28,18.

Dawid wymienia różne przykłady niebezpieczeństwa, które go spotykają lub mogą spotkać, ale pomimo zagrożeń ma pokój, bo ufa Panu.

Ma pokój wtedy, gdy chcą go zniszczyć jego wrogowie, bo wie, że Bóg nad nimi Panuje i w ostateczności oni przegrają. Nawet jeśli Bóg pozwoliłby, żeby pokonano nas na ziemi, to w tym celu byśmy zwyciężyli w wieczności.

Dawid ma pokój choćby armia na niego wyruszyła i wypowiedziano mu wojnę, ma pokój bo ufa Panu wiedząc, że Bóg jest po jego stronie.

Dzisiaj Bóg jest z nami w Chrystusie i chce dać nam swój pokój pod warunkiem, że Mu zaufamy. Gdy naszą nadzieję złożymy w Jezusie nie musimy się bać nawet największego wroga człowieka jakim jest śmierć, bo Jezus ją dla nas zwyciężył. On powiedział, że w domu Jego Ojca jest wiele mieszkań dla Bożego ludu i poszedł przygotować nam miejsce.  

Wtedy, gdy spotkamy się z Nim, będziemy oglądać piękno Pana i wspaniałą Jego chwałę. Czy tęsknimy za tym, bo Dawid w naszym psalmie tęsknił. Główną jego troską było, by mógł mieszkać w świątyni Boga i widzieć Jego wspaniałość. W związku z tym Dawid się modli i zabiega, by być blisko Boga.

Choć już go znalazł, poznał, to wciąż Go szuka, bo Bóg wciąż go wzywa w słowach „Szukajcie oblicza mego”, przeto oblicza twego szukam Panie mówi Dawid.

Drodzy jeśli chcemy być blisko Boga i mieć dobrą społeczność z Panem, to wciąż musimy się starać pilnować naszej więzi z Jezusem, by nic jej nie zakłóciło. A co może spowodować, że nasza więź z Jezusem będzie przygaszona? Głównie to grzech, który należy wyznać, to niewiara z której należy się upamiętać, to światowość którą należy porzucić, to brak komunikacji którą trzeba odnowić, to posłuszeństwo do którego należy wrócić. Czyli dbamy o bliskość z Jezusem przez pokutę, wyznanie grzechów, chodzenie w pokorze jak mówi Słowo Boże, że Pan nie wzgardzi sercem skruszonym i złamanym Ps 51,19. Czyniąc tak, zawsze możemy mieć pewność, że będziemy blisko Boga.

Nawet gdybyśmy byli od Niego bardzo daleko, a zaczniemy Go szczerze szukać, nie odwróci się od nas i nas przygarnie. Będzie nam bliższy niż nasi najbliżsi, niż Ojciec i matka. Nie zostawi nas Pan w chwilach niedoli, nie porzuci, gdy będziemy potrzebowali Jego pomocy. Nawet gdyby zostawiła nas najbliższa rodzina i najlepsi przyjaciele, nie tak jest z Jezusem. On zawsze ma dla nas otwarte ramiona pod warunkiem, że go szukamy.

Jednak gdy zaniechamy szukania Pana, skryje On oblicze swoje przed nami, co znaczy, że przestaniemy dostrzegać Go w naszym życiu, stracimy odwagę, pokój, pewność, jego błogosławieństwo. Powinniśmy wtedy wrócić na jego drogi i modlić się, by nas ich nauczył jak mówi wiersz 11.

Bądźmy odważni i niezłomni w szukaniu Pana, umacniajmy w Nim swoje serca, by mógł nas błogosławić. A z pewnością ujrzymy Jego dobroć już tu na ziemi, a w pełni w wieczności.       

30.09.2021

Model biblijnego kościoła część 2 Studium Dzieje. Ap 2,43-47

 


Ostatnio powiedzieliśmy sobie o czterech filarach kościoła potrzebnych do właściwego wzrostu. Nauka apostolska, czyli właściwa doktryna, konieczność wspólnoty, która obejmuje spotkania i troskę o siebie nawzajem, łamanie chleba czyli Wieczerza Pańska i osoba Chrystusa w centrum oraz konieczność modlitwy w zgromadzeniu jak i indywidualnej.

Dzisiaj powiemy sobie o kolejnych rzeczach, które charakteryzowały pierwszy kościół, a które są wzorem dla kościoła wszystkich pokoleń. 

1.      Kolejna rzecz jaką dostrzegamy w pierwszym kościele, to bojaźń Boża. Czytamy w 43 wierszu, że dusze wszystkich wierzących były ogarnięte Bożą bojaźnią z powodu obecności Boga w ich zgromadzeniu.

Co to znaczy że dusze wierzących były ogarnięte Bożą bojaźnią?

Greckie słowo określające Bojaźń Bożą w naszym fragmencie to słowo „fobos” oznaczające strach, przerażenie lub po prostu bać się. Występuje w Nowym Testamencie 47 razy np. w Mat 28,4 kiedy Jezus zmartwychwstał, a strażnicy ze strachu byli jak nieżywi. Też występuje to słowo w Mat 14,26, gdzie jest powiedziane, że gdy ujrzeli Jezusa kroczącego po Jeziorze, to uczniowie przestraszyli się i krzyczeli ze strachu. Także występuje to słowo, gdy aniołowie oznajmili pasterzom narodzenie Jezusa i z powodu wielkiej chwały jaką wiedzieli bardzo się przestraszyli Łuk 2,9. To jest tylko kilka przykładów zastosowania tego słowa byśmy mogli zobaczyć w jaki sposób jest użyte. W naszym fragmencie również czytamy, że pierwszy kościół odczuwał mobilizujący nabożny lęk przed Bogiem darząc Pana wielkim szacunkiem Dzieje Ap 5,5. Z tego też po części, bo również z miłości do Boga wynikało posłuszeństwo wobec Boga. 

Biblia wiele mówi o bojaźni Bożej. Wierzący zawsze ją odczuwali, gdy mieli świadomość tego, że Bóg jest realny, prawdziwy, wiedzieli że jest obecny i towarzyszy im wżyciu. Bojaźń ta była jeszcze bardziej odczuwalna, gdy manifestowała się Boża moc jak w naszym fragmencie. Bojaźń Bożą możemy określić jako pełną szacunku, czci, respektu i nabożnego lęku postawę wobec Boga. To nie jest paraliżujący strach jak często jest to określane, ale raczej postawa jaką dziecko ma do kochającego rodzica, którego szanuje, kocha i wie, że powinno się go słuchać, bo brak posłuszeństwa wiąże się z przykrymi konsekwencjami. Bojaźń Boża jest przeciwieństwem frywolności, dowolności w naszej postawie i działaniu wobec Boga. Czym większa bojaźń Boża i szacunek wobec Boga tym większe posłuszeństwo Jemu. Właściwa bojaźń Boża bierze się to z objawienia w naszym sercu kim jest Bóg. Kiedy mamy coraz większe Jego poznanie, tym większym darzymy Go szacunkiem i mamy lęk przed nieposłuszeństwem wobec Jego przykazań.

Przypowieści Sal 1,7; 9,10; Hioba 28,28; Kazn 12,13. Rodz 48,18; Kapł 25,17; Łuk 12,4-5

Bojaźń Boża zawsze jest łączona z posłuszeństwem, gdy boisz się Boga to jesteś Mu posłuszny, a gdy brakuje Bojaźni Bożej w naszych sercach, to jesteśmy nieposłuszni Panu.

Wydaje się, że w dzisiejszym kościele rzadziej słyszymy o bojaźni Bożej i część wierzących odczuwa mniej bojaźni przed Bogiem niż w naszym fragmencie . Jak myślisz dlaczego tak jest? 

·        Wydaje się, że jednym z powodów jest brak realności Boga w naszym osobistym życiu i brak doświadczenia Jego osoby.

·        Inny możliwy powód, to niewłaściwy obraz Boga w naszym sercu, który wynika z kultury w jakiej żyjemy i z naszych niewłaściwych wyobrażeń o Bogu. Możemy o Nim myśleć jako ciepłym wujku, który wszystko przyklepie i wszystko puści nam płazem bez konsekwencji. A powinniśmy o Nim myśleć jako Potężnym wspaniałym o wielkiej mocy i chwale Bogu, przed którym jesteśmy tylko pyłem.

·        Brak bojaźni Bożej wynika również z tego, że bardziej w życiu skupiamy się na nas i naszych potrzebach niż na Bogu i Jego oczekiwaniach wobec nas.

·        Jeszcze innym powodem może być niewłaściwie zrozumienie łaski, które pozbawia Boga jego dyscyplinującej nas funkcji i odmawia się Bogu karności wobec swoich dzieci.

·        Pozbawiają nas również czci i szacunku do Boga frywolne i pozbawione powagi sposoby oddawania Bogu chwały, które uczą nas traktować Boga jako kumpla, kolegę, którego możemy klepać po ramieniu i mówić jaki jest fajny. Czyli skracanie dystansu między Stwórcą a stworzeniem  tak, że stworzenie przestaje Stwórcę traktować poważnie, a Bóg i Jego słowo przestaje być autorytetem. Przykładem może być zatracie granicy między dziećmi, a rodzicami, czy szefem a pracownikami. 

Mam wrażenie, że dzisiaj często brakuje nam Bożej bojaźni, jak myślisz co możemy robić, jako Kościół i indywidualnie osoby, by mieć właściwy stosunek do Boga?

Poznawać Boga przez doświadczanie Go, chodzenie z Nim, poznawanie Jego Słowa i właściwą teologię, by mieć właściwy obraz Boga.

2.      Bożemu kościołowi towarzyszyła również Boża moc w. 43.

Kościół nie może funkcjonować bez Boga. Powinniśmy oczekiwać od Boga Jego prowadzenia i działania Ducha Św. Należy Prosić Go, by błogosławił swój lud, działał przez swoją moc jak sam chce w różnych sprawach dotyczących funkcjonowania Jego Kościoła. Dotykał nas i przekonywał o grzechu, sądzie i sprawiedliwości. Po prostu powinniśmy być otwarci na Boże prowadzenie. Powinniśmy pamiętać, że Pan Jezus jest cały czas z nami. Z tymi którzy w Niego uwierzyli i chce nas używać dla swojej chwały pod warunkiem, że będziemy czynili to, co On mówi. Wtedy też będziemy doświadczali Jego opieki, znaków i cudów według Jego woli. Będą to wysłuchane modlitwy i cudowne Jego działanie pośród nas w różnych aspektach naszego życia i na świadectwo tym, którzy Go jeszcze nie znają.

3.      Trzecia rzecz charakterystyczna dla pierwszego kościoła, to brak przywiązania do dóbr materialnych 44-45.

Czy wspólnota dóbr polegała na tym, że nie mieli własności? Nie, chodzi tu o to, że jeśli mieli nadmiar, mieli się czym podzielić, a ktoś potrzebował pomocy materialnej, to mógł ją otrzymać. Nie byli bardzo mocno przywiązani to swojej prywatnej własności, dzielili się, byli hojni. Musimy pamiętać, że to był okres, kiedy na święto przybyło wielu pielgrzymów, którzy mogli potrzebować pomocy, a kościół wyszedł im naprzeciw.

To jest dla nas kolejna wskazówka, że dobry zdrowy kościół stara się pomagać tym, którzy potrzebują pomocy materialnej, szczególnie wierzącym. Na tym polega nowotestamentowa miłość do bliźniego. Pokazuje nam również, że jeśli naprawdę kochamy Boga, to jesteśmy uwolnieni od miłości do pieniędzy i rzeczy materialnych. Nie chodzi o to, że one nie mają żadnego znaczenia w naszym życiu, ale nie budujemy na nich swojego bezpieczeństwa jak ludzie tego świata oraz potrafimy się z nimi rozstać i dzielić, kiedy zachodzi taka potrzeba.

Pan Jezus wielokrotnie nauczał na ten temat Łuk 12,15; łuk 6,38; 1 Jana 3,17-18; Pwt 15,7-11.

Kościół chrześcijański powinien wyróżniać się tym, że udziela pomocy tym, którzy takiej pomocy potrzebują. W naszym zborze również jakiś czas temu założyliśmy fundusz socjalny na który można wpłacać pieniądze z dopiskiem „fundusz socjalny” są to środki dla tych, którym by tych środków zabrakło.

4.      Kolejna charakterystyczna rzecz dla pierwszego kościoła, która wynikała ze wspólnoty i miłości do siebie nawzajem, to jednomyślność w. 46; Dzieje Ap 4,32.

Widzimy w naszym fragmencie, że zbór starał o jednomyślność. Była ona możliwa bo miłowali się wzajemnie. Miłość którą żywili do siebie nawzajem zwyciężała wszystkie uprzedzenia, czy pretensje. Jednomyślnie uczęszczali do świątyni. Nowy Testament wzywa nas do dbania o jednomyślność, zgodę i pokój. Te rzeczy przynoszą zbudowanie i błogosławieństwo, a spór, kłótnia, niechęć, wrogość, przynoszą przekleństwo. Rzym 15,5-7; 1 Kor 1,10; Rzym 16,17. 

Jak możemy dbać o jednomyślność miedzy sobą, jak robiono to w pierwszym kościele?

W pierwszym kościele dbano o więzi, relacje między sobą, uczestniczono w spotkaniach kościoła jak nabożeństwa, spotkania biblijne, spotkania integracyjne, służono sobie w. 46.

Widzimy że spotykali się w świątyni, ale też spotykali się po domach, na wspólnych posiłkach, okazując sobie gościnność, co służyło budowaniu relacji i jednomyślności 1 Ptr 4,9; Heb 13,2.

Unikali również sporów, nieporozumień, które nie służą budowaniu społeczności. Jeśli nawet takie się pojawiały, to wybaczano sobie wzajemnie. 

5.      Kolejna rzecz, która służyła budowaniu zboru, to radość ze zbawienia i prostota serca.

Czytamy, że  podczas wspólnych spotkań cieszyli się społecznością z Bogiem i ze sobą oraz niczego nie komplikowali, ale ufali Bogu, bo to właśnie oznacza prostota serca.

Gdy chodzimy z Bogiem towarzyszy nam radość, Bóg rozpala ją w naszych sercach przez Ducha Św. Dlatego Słowo Boże wzywa nas, by radować się z tego kim jest dla nas Bóg i jak wielkie miłosierdzie nam w Chrystusie okazał, że zbawił nas i dał nam życie wieczne. W ten sposób staliśmy się prawdziwie wolnymi ludźmi, by służyć Bogu. Chrześcijanie mają największe powody do radości ze wszystkich ludzi na całym świecie. Jeśli potrafimy radować się z sukcesów fizycznych, prezentów, czy z tego, co jest tymczasowe, tym bardziej powinniśmy radować się z wiecznych błogosławieństw, które są naszym udziałem Jezusie Chrystusie  Ps. 97,12; Filip 4,4-7; Ps. 51,14.

Co przeszkadza nam radować się z Bożej obecności i Jego zbawienia?

·        Grzech przeszkadza, Żyjąc w grzechu nie cieszymy bo mamy wyrzuty sumienia i poddajemy się oskarżającym myślom.

·        Nadmierne skupianie się na troskach i problemach zamiast w modlitwie oddać je Panu z nadzieją, że Bóg wszystko dobrze poprowadzi.

·        Brak wiecznej nadziei w sercu i niezrozumienie czym jest ewangelia i jak wielki dar Bóg nam dał powoduje, że nie mamy radości.

·        Życie doczesną nadzieją, skupianie się na tym świecie nie daje wiecznej radości.

·        Poddajemy się diabelskim oskarżeniem i nie mamy pewności, czy wszystkie nasze grzechy zostały przebaczone.

·        Brak dbania o społeczność z Bogiem i Kościołem powoduje, że Duch Św. jest w nas zasmucony i nie mamy radości.

Zauważmy również, że towarzyszyła im prostota serca. W prosty sposób jak dzieci ufali Bogu, niczego nie komplikowali, nie zadawali głupich pytań wynikających z niewiary jak Bóg zrobi to, czy tamto. Mieli zaufanie do Niego i Jego mocy.

6.      Ostatnia rzecz, która charakteryzowała Boży kościół znajduje się w 47 wierszu, że chwalili Boga.

Widzimy, że kościół to miejsce, ludzie, którzy chwalą Boga. Nie wiem, czy o tym myślisz czasami, ale Bóg wzywa nas do tego byśmy Go uwielbiali i chwalili, bo On jest tego godny. To jest nasz obowiązek, obowiązek wszystkich ludzi – wysławiać Boga, a szczególnie tych, którzy Go poznali i otrzymali od Niego łaskę. Brak uwielbiania Boga w naszym życiu jest grzechem, mamy Go kochać z całego serca z całej duszy i z całej myśli i ze wszystkich sił. Ps. 22,24; Ps. 30,5; Ps 34,4; Ps 66,4; Ps 117.

Łączna liczba wyświetleń