29.12.2024

Obrażenie i odejście Jana 6,60 – 71


 Jestem już dostatecznie długo chrześcijaninem, by być świadkiem wielu przypadków porzucenia wiary w Jezusa Chrystusa. Niektóre osoby z którymi miałem chrzest już od dawana nie kroczą za Chrystusem i przestali wierzyć. W gronie porzucających wiarę są również takie osoby, które ochrzciłem, ale po jakimś czasie odstąpiły od Chrystusa. Nawet zdarzało się, że niektórzy pastorzy których uważałem za autorytety i których czytałem książki odstępowali od Chrystusa. Niestety i w naszym niewielkim zborze moglibyśmy doliczyć się dosyć sporo osób których wiara okazała się płyta i tymczasowa, być może nawet zaczynali z nami bieg wiary, ale po czasie zniechęcili się i odeszli. Nie mam także złudzeń, że od dzisiaj nie będę już świadkiem ani jednej osoby, która przestała wierzyć choć chciałbym żeby tak było i moje serce tego pragnie. Ale wiem, że jeszcze wielu odstąpi od Chrystusa pod wpływem wątpliwości, grzechu, strachu wobec innych ludzi, prześladowań, umiłowania świata, zgorszenia występującego w kościele i z wielu jeszcze innych powodów - stracą wiarę i odejdą. Modle się o to, by taką osobą nie był nikt z nas. Zauważyłem również, że osoby które głęboko studiują Biblię, poznają ją, regularnie czytają i zgłębiają jej treść zarówno w społeczności jak i indywidualnie rzadko odchodzą, najczęściej wiarę porzucają ci, dla których Pismo nie jest aż tak ważne, a na pierwszym miejscy w ich życiu jest doświadczenie. Czyli głownie zależy im na tym, co czują, co przeżywają lub czego nie przeżywają i ciągle szukają jakiś nowych wrażeń i doświadczeń. Takie osoby szczególnie są zagrożone odejściem, bo emocje przychodzą i odchodzą, jeśli wiara jest na nich budowana, to przyjdzie i odejdzie.

Żeby wiara była silna i stała musi być oparta o Boże Słowo, a nie o to, co czujemy, jakie mamy doświadczenia duchowe jak bardzo lubimy pastora, czy ludzi w kościele.

Pan Jezus powiedział w 8 rodz. Ew. Jana w 31 powiedział do Żydów, którzy uwierzyli w niego: Jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie.

To jest właśnie klucz do stałej głębokiej wiary, umiłowanie Słowa Bożego i trwanie w Nim, jeśli tego brakuje w życiu wierzących nigdy nie posiądą prawdziwej wiary.

I mamy w dzisiejszym fragmencie takie właśnie osoby, które słysząc z ust Pana Jezusa słowa, że On jest chlebem żywota i muszą jeść Jego ciało oraz pić Jego krew zgorszyli się i odeszli. Czytamy w 60 wierszu, że nie było to kilka osób, ale było ich wielu, być może kilkadziesiąt lub kilkaset osób, a może jeszcze więcej. Czytamy również o nich, że nie byli to ludzie zupełnie przypadkowi, którzy pierwszy raz słyszeli Jezusa, ale są nazwani jego uczniami. Więc były to osoby, które przez jakiś czas podążały za Jezusem, słuchały jego nauczania, deklarowali się jako Jego naśladowcy, ale było tak jedynie do chwili, gdy nauczanie Chrystusa przestało im odpowiadać. Mówili „twarda to mowa, któż jej słuchać może”, byli oburzeni Jego wypowiedziami. Ale zaczęło się to w ich sercach wcześniej, gdy mówił o tym, że jest chlebem, który zstąpił z nieba, a oni wtedy szemrali przeciw niemu w 41 wierszu.

Jednak nie przyszli zapytać Go, co miał na myśli, nie poprosili, by im wyjaśnił, nie próbowali z Panem rozmawiać, by dowiedzieć czym jest jedzenie Jego ciała i picie Jego krwi. Raczej zaczęli go oskarżać i oburzać się jego wypowiedziami.

Widzimy, że osoby, które porzucają wiarę często nie wynikają głębiej, nie zadają pytań, raczej mają gotowe odpowiedzi i jeśli one nie pasują do ich światopoglądu, to obrażają się i odchodzą. Obrażają się i odchodzą, bo pastor powiedział coś nie tak, bo niektóre fragmenty Biblii ich oburzają, bo zawiedli się na Bogu, bo jeszcze wiele różnych przyczyn. Nie są gotowi skonfrontować się ze Słowem Bożym, nie chcą spróbować zrozumieć, często zmienić życia i postępowania. Zdarzało się, że były osoby, które odchodziły, gdy ktoś nadepnął na ich grzech i zapytał się o ich sporawy, które należało w życiu zmienić, by pójść za Chrystusem. Odchodzą, bo nie próbują rozwiać swoich wątpliwości, ale noszą je w sercu, gdzie są podsycane przez szatana, aż urastają do takich rozmiarów, że się o nie potykają jak mówi list do Hebrajczyków

Hebrajczyków 12:15  Bacząc, żeby nikt nie pozostał z dala od łaski Bożej, żeby jakiś gorzki korzeń, rosnący w górę, nie wyrządził szkody i żeby przezeń nie pokalało się wielu.

Następnie zobaczmy, że Pan Jezus był w pełni świadomy, że duża część tych ludzi jest oburzona i zgorszona Jego słowami w. 61, a jednak w żaden sposób nie próbował na siłę zatrzymać ich, nie błagał by zostali, nie zmienił swojego przesłania, nie przepraszał za wcześniejsze słowa, które powiedział. On doskonale wiedział, że cokolwiek by zrobił i tak Ci ludzie odejdą, bo prawdziwym powodem dlaczego Go zostawiają jest niewiara i niechęć do posłuszeństwa Jego słowom. Odkąd są tacy, którzy odchodzą kościół stoi przed pokusą, by dostosowywać nauczanie i organizacje pracy kościoła pod ludzi, by się nie obrazili, by dobrze się czuli, by byli zadowoleni, by nie odeszli z kościoła. W wielu kościołach robi się naprawdę wiele, by w żaden sposób człowiek nie poczuł się obrażony. To więc, nie mówi się o grzechu, o tym co może boleć i sprawia, że czujemy się niepewnie. Nie mówi się także o piekle, że zapłatą za grzech jest śmierć, o wybraniu, choć ta doktryna jest jasno przedstawiona w Piśmie Św. Nie wzywa się do ofiarnego życia dla Boga naznaczonego cierpieniem, bo ciało tego nie przyjmuje, ale mówi się dużo o powodzeniu, dobrobycie lub sukcesie fizycznym. Często też nie praktykuje się żadnej dyscypliny zborowej ani napominania, bo to może być dla kogoś przykre. I wtedy mamy tzw. miękkie, płytkie nauczanie, a to z kolei rodzi płytkie i słabe chrześcijaństwo oraz chwiejne serca.

Pamiętam, że znany pastor John MacArtchur powiedział kiedyś, wobec przejmowania się tym, że ludzie będą obrażeni Słowem Bożym, „że ludzie cały czas obrażają, niech będą więc przez chwile obrażeni”. Tak naprawdę nie ma prawdziwego nawrócenia bez poruszenia serca, bez obrażenia się, człowiek musi zostać dotknięty do głębi przez Boże Słowo, by mogło dojść do upamiętania.

Ale jeśli się na to nie pozwala przez miękkie pochlebne słowa i w ten sposób stara się zatrzymać ludzi w kościele, którzy nie mają wiary, nie chcą się nawrócić i nigdy się nie nawrócą, to szkodzimy tym osobom i kościołowi. Tak naprawdę lepiej żeby obrażeni ludzie na Słowo Boże odeszli, nie powinniśmy na siłę zatrzymywać takich osób, a tym bardziej rezygnować z jakiejkolwiek prawdy Słowa Bożego, by ludzi niewierzących zachęcić do pozostania. Weźmy pod uwagę, że jeśli osoby, mężczyźni i kobiety porzucają ewangelię i odchodzą z kościoła z powodu twardych słów Biblii, to znak, że nie kochają Boga i nie kochają Jego słowa. Po pierwsze, gdy zatrzymamy na siłę takich ludzi, których tak naprawdę Bóg nie interesuje, to Kościół z czasem stanie się organizacją wypełnioną niewierzącymi, którym przestanie zależeć na uwielbieniu Boga, głoszeniu ewangelii i bronieniu prawdy, a po drugie ciągle będziemy się zmagać z tymi, co cały czas szemrają, są niezadowoleni, wszczynają spory, mają wiele pretensji do innych, a sami się nie angażują i w żaden sposób nie chcą budować Kościoła Bożego.  

Odejście niewierzących jest jeszcze dobre z innego powodu, mogą w końcu stanąć w prawdzie i zrozumieć w jakim miejscu duchowym się znajdują. Zanim ci obrażeni odeszli od Jezusa mogli się łudzić, że są jego uczniami, tak pewnie wydawało się im, choć Pan Jezus od początku wiedział, kto naprawdę jest jego prawdziwym uczniem. Ale w chwili gdy odeszli stało się jasne, w jakim miejscu duchowym się znajdują, a to pozwala im na prawdziwe nawrócenie. Niestety jest spora część ludzi w różnych kościołach i denominacjach, którzy nie są zbawieni, ale z tego powodu, że formalnie tam przynależą i uczestniczą w sakramentach, to myślą że są uczniami Jezusa, ale nigdy nie narodzili się na nowo i nigdy nie stali się częścią Królestwa Bożego.

Zawsze jestem zdziwiony, gdy ktoś przez wiele miesięcy nie pojawia się w kościele, nie zależy mu na Zborze, na braciach i siostrach i na Słowie Bożym, nie interesuje się co się dzieje w Kosciele i nie da choćby nawet znaku, co się u niego dzieje, a później gdy dochodzi do jakiś działań dyscyplinarnych kościoła i w związku z tym informuje się takiego człowieka, że przestanie być formalnym członkiem Zboru, to często czuje się obrażony, że jakim prawem Kościół może tak czynić.

Kościół tak czyni, bo już sam dawno odszedłeś, porzuciłeś wiarę i formalna przynależność ani mi, ani nikomu z nas nie pomoże przed Bogiem.

Następnie Pan Jezus mówi do tych obrażonych, że jeśli teraz są zgorszeni jego słowami, tym że syn cieśli, którego znają, znają jego matkę i ojca jest chlebem żywota i trzeba jeść jego ciało i pić jego krew, co znaczy wierzyć w Niego, by być zbawionym. To co będzie jak zobaczą Syna Człowieczego – Jezusa wstępującego do nieba. W tych słowach prawdopodobnie Pan Jezus odnosi się do niewłaściwego zrozumienia Żydów, kim będzie Mesjasz i co będzie czynił. Żydzi oczekiwali na Mesjasza, który przyjdzie pobije ich wrogów i odbuduje Królestwo Izraela. A tymczasem muszą się zmierzyć z rzeczywistością Mesjasza, który zostanie zabity za grzechy ludu, a gdy Zmartwychwstanie, to odchodzi, opuszcza ich, by powrócić za wiele lat. Jeśli teraz, jesteście zgorszeni, jeśli teraz nie rozumiecie i nie możecie tego przyjąć, to jak zrozumiecie to, co później nastąpi. Jak będziecie w stanie przyjąć, że Mesjasz was zostawi, a wy sami będziecie w nienawiści dla Imienia Jezusa.  

Bardzo możliwe, że Judasz przystąpił do Chrystusa z nadzieją rychłego fizycznego Królestwa oczekując na jakieś dobre stanowisko, gdy Jezus już obejmie królowanie, ale gdy zaczął dostrzegać, że nie może na to liczyć, to postanowił przynajmniej zarobić na Jezusie zdradzając Go.  Dlatego jeśli nie chcemy utracić wiary musimy być nastawieni, że nasze oczekiwania w stosunku do Jezusa zostaną poddane próbie i skorygowane. Zazwyczaj gdy nawracamy się mamy wiele błędnych przekonań na temat Jezusa i życia chrześcijańskiego. Ale w trakcie drogi z Chrystusem, nasze przekonania są prostowane przez Słowo Boże i działanie Ducha Św. Natomiast problem pojawia się, gdy nie chcemy się temu poddać, wtedy buntujemy się i gorszymy. Żeby do podania naszego życia Jezusowi mogło dojść i żebyśmy mogli zrozumieć prawdy duchowe oraz żyć nimi, to Jezus mówi, że musi nastąpić nowe narodzenie – Duch ożywia, ciało nic nie pomaga czytamy w 63 wierszu. Jeśli nie dojdzie w życiu człowieka do narodzenia z Ducha Św. i Duch Boży nie objawi nam prawd dotyczących Jezusa, to jest tylko kwestia czasu, kiedy nastąpi obrażenie, oburzenie, zgorszenie i w konsekwencji  odejście od Boga. Słowa, które Jezus powiedział są Duchem i żywotem i tylko Bóg może nas w prowadzić w prawdę tych słów, człowiek o własnych siłach nie jest w stanie sam ani w pełni zrozumieć, ani przyjąć Bożej prawdy o zbawieniu, bo jest duchowo martwy. Dlatego Pan Jezus w 65 wierszu znowu wraca do tego, co już powiedział wcześniej, że nikt nie może przyjść do mnie, jeśli nie jest mu to dane od Ojca.

To zostało już powiedziane w 37 wierszu i w 44, tym samym zachęca tych wszystkich obrażonych, tych wszystkich zgorszonych, a także samego Judasza, który hodował wątpliwości w swoim sercu i troszczył się głównie o własny zysk, by wołać do Boga, prosić Ojca żeby pozwolił zrozumieć i otworzył oczy niedowiarków na Chrystusa. Tym samym Jezus szemrających i oburzonych wzywa do pokory, do uznania suwerenności Boga w zbawieniu i zdania się całkowicie na Bożą łaskę, a nie na własne siły.

Jeśli ktoś z nas odnajduje się dzisiaj w tej grupie zgorszonych, czy kiedykolwiek znajdziemy się w takiej sytuacji, gdy zdarzy się w moim lub twoim życiu, że tak zostaniesz dotknięty przez Boga lub poprowadzony, że twoje serce będzie wzburzone i nie będziesz w stanie zrozumieć dlaczego Bóg coś dopuścił, dlaczego wydaje się niesprawiedliwy, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej, dlaczego nie postąpił tak jak w twojej ocenie powinien, to uczynić, proszę nie obrażaj się na Niego, ale pokornie proś o zrozumienie, o mądrość i o Jego Ducha, bo ciało nic nie pomaga.  

Miałem kiedyś w moim osobistym życiu taką sytuacje, kiedy mogłem się obrazić, zgorszyć Bogiem na zawsze, ale Pan był dla mnie łaskawy. Było to ponad 30 lat temu, gdy utopiła się moja dwuletnia siostra. Byłem bardzo zbulwersowany Bogiem i nie omieszkałem Mu tego powiedzieć, cieszę się dzisiaj, że nie wziął poważnie tych słów jakie wtedy do Niego wypowiadałem, słowa pretensji, oskarżeń, zarzutów, bluźnierstw. Nie rozumiałem, nie miałem pokory, nie uznawałem jego suwerenności, byłem obrażony.

A jak jest z nami, może wielokrotnie na głos nie mówimy, ale nasze serce jest oburzone i zbuntowane. Czy przychodzimy z tymi wątpliwościami do Pana, by pomógł nam pojąć i pogodzić się z jego wolą? 

Kolejna rzecz jest taka jak reagujemy wobec tych, którzy odchodzą?

Widzimy, że gdy wielu uczniów Jezusa odeszło, to Pan Jezus zadał pytanie apostołom, czy i oni chcą odejść. Prawdopodobnie to pytanie do apostołów  wynikało z ich zaniepokojenia sytuacją. Może mówili między sobą lub do Pana Jezusa żeby zobaczył co się dzieje, wielu odchodzi i wtedy Pan Jezus zadaje pytanie, czy i wy chcecie odejść. A może po prostu Pan wystawił ich na próbę.

Gdy ludzie odchodzą od Boga, odchodzą od Zboru możemy czuć się zaniepokojeni, niektórzy zastanawiają dlaczego, co jest nie tak, a może ci, co odchodzą mają rację? I sami możemy zacząć czuć się niepewnie, zastanawiać się, czy dobrze robimy pozostając, czy idziemy we właściwym kierunku, czy dobrze ulokowaliśmy nasze życie. Mówię wam, że odchodzenie ludzi od Boga, od kościoła, to jest i będzie próba wiary dla wielu z nas. Czym dłużej będziesz szedł za Jezusem, tym więcej będziesz widział odejść od wiary. Czasami to będą osoby z którymi zaczynałeś bieg wiary, innym razem to może być rodzina, mąż, żona, dzieci, czy jeszcze inne bliskie nam osoby.

Albo będą to bracia lub siostry ze zboru, których darzyliśmy uznaniem. Niekiedy to mogą być jakieś uznane autorytety, że nikt by nie pomyślał, że właśnie ta osoba porzuci wiarę, a jednak. Pamiętam jaki to był szok kilka lat temu dla wielu, gdy któregoś razu znany na całym świecie pastor zielonoświątkowy ze Szwecji Ulf Ekman oznajmił, że przechodzi na katolicyzm. Albo po 40 latach służby odejście w ogóle od chrześcijaństwa pastora mega kościoła „Wspólnota rodzinna Grace” w USA w Missouri  Davego Gassa, który publicznie wyrzekł się wiary chrześcijańskiej mówiąc, że jest to system pełen nadużyć, które spowodowały u niego „załamania psychiczne i emocjonalne”.   

W mojej pracy duszpasterskiej już wielokrotnie widziałem jak niektórym usuwa się grunt spod nóg, gdy ktoś odchodzi i pytają pastorze, co teraz. No nic, nasz Pan wciąż jest w tym samym miejscu, zmartwychwstał i ciągle siedzi na tronie po prawicy Ojca, a Jego obietnice nie są zagrożone, więc nie powinniśmy być zaniepokojeni. Nasz niepokój i niepewność, gdy ludzie odchodzą może wskazywać i wskazuje, że kotwica naszej wiary nie jest do końca zaczepiona w tym miejscu w którym powinna być. Być może zbyt mocno polegamy na ludziach zamiast na Chrystusie i jego słowie czego właśnie uczymy się od apostołów. 

Gdy ludzie odeszli, Jezus zapytał się ich, czy także chcą odejść, a Szymon Piotr odpowiedział. „Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego”.

Zobaczmy kto od Jezusa nigdy nie odejdzie, kto Go nigdy nie porzuci? To będą ci, którzy zrozumieli, że tylko u Jezusa Chrystusa są prawdziwe Słowa żywota wiecznego. To będą Ci, którzy wiedzą, że poza Chrystusem nie ma życia i jest tylko śmierć. Jeśli nie mamy takiego przekonania jak miał Piotr i inni apostołowie, to jesteśmy zagrożeni odejściem od wiary. Gdy zdarzą się nam kryzysy w naszej relacji z Jezusem, a może przyjdą na nas Hiobowe doświadczenia i pojawi się pokusa, by porzucić wiarę w Jezusa i odejść do świata, to zanim się odwrócisz zatrzymaj się i zapytaj sam siebie, gdzie pójdziesz? Gdzie znajdziesz poza Chrystusem Słowa żywota wiecznego? Nie znajdziesz tego w innych religiach. Nie jestem jakimś wielkim znawcą innych religii, ale z racji studiów i mojej praktyki pastorskiej mogę z całą pewnością powiedzieć, że jeśli jest jakaś wiara prawdziwa, to może nią być tylko Chrześcijaństwo oparte na Chrystusie,  dlatego że jest logiczne, spójne, historyczne, moralne, potwierdzone przez Pismo i oparte na łasce i wierności Boga i doświadczalne.

Nie znajdziesz spełniania w pieniądzach ile byś ich nie miał, nie są w stanie zapewnić nam bezpieczeństwa zarówno doczesnego, a tym bardziej wiecznego. Tylko Bóg wie Ilu bogatych ludzi codziennie jest nieszczęśliwych, ulega wypadkom, czuje się zagrożonymi i oczywiście nie mogą pieniądze ochronić ich przed śmiercią i sądem Bożym.   

Również władza nie da nam spełnienia, nie możemy zapanować nad wszystkimi okolicznościami i nawet jeśli mamy dużo władzy i tak nie będziemy czuć się bezpiecznie, co widzimy po tych, którzy ją mają. Nie znajdziemy spełnienia i życia wiecznego w rodzinie, byciu dobrym człowiekiem, patriotyzmie. Możemy jeszcze wymieniać przyjemności, używki, alkohol, seks, czy narkotyki, ale wiemy, że ci którzy tym rzeczom się oddają pogrążają się w coraz większej zgubie, nierzadko odbierając sobie życie, także nie są spełnieni i szczęśliwi i nie mają życia wiecznego. Bez Chrystusa, bez Słowa żywota jest tak jak powiedział Salomon „wszystko jest marnością i pogonią za wiatrem” (Kazn Sal 2,17).

Czasami śpiewamy pieśń „Świat nie jest domem mym” i są tam takie słowa:

„O, Panie, wiesz, ten świat jest obcym mi,

Gdzie pójdę, jeśli Ty przede mną zamkniesz drzwi”.

Gdzie pójdziemy bez Jezusa, gdzie znajdziemy miejsce, gdzie możemy poczuć się bezpiecznie? W całym wszechświecie nie znajdziemy takiej skały jaką jest nasz Pan więc nie odrzucaj Chrystusa. Strasznym przykładem i ostrzeżeniem tego dokąd prowadzi życie bez Chrystusowa jest Judasz o którym czytamy w wierszach 70-71. Nie chciał uwierzyć, hodował wątpliwości, a w końcu sprzedał Jezusa za marne 30 srebrników. Ale nie był szczęśliwy, umarł z okropnymi wyrzutami sumienia odbierając sobie życie odrzucając łaskę i przebaczenie.

Postanówmy dzisiaj, że nigdy nie sprzedamy Jezusa, że nie ma takiej ceny, nie ma takich srebrników które mógłby mi dać ten świat, by znaczyły one więcej niż Słowa żywota, które są w Chrystusie.

Kiedyś przeczytałem wiersz, który został napisany przez pewnego brata do oburzonej, zgorszonej i obrażonej siostry odchodzącej z kościoła oraz wylewającej wiele jadu na ludzi z kościoła i na Pana Boga i cieszącej się, że uwolniła się spod wpływu religii. Ten wiersz opisuje stan jej duszy, gdy porzucała Chrystusa, posłuchajcie:

 "Poczujesz dotyk wolności i trochę szczęścia poczujesz ... świat będzie  się lepszym wydawał i kwiaty przytulisz ...serce nadzieją zakwitnie i jak motyl poraniony się wzbijesz ponad wszystko  ...ponad ten teatr i maski przepocone i kamienie i noże się wzbijesz ... ten smród zostawisz i ogród zostawisz i więzy zerwiesz odważnie i  odejdziesz daleko ... ale minie zima i wiosna przeminie i krople w oczach zakwitną, bo zobaczysz znowu jak szare puste i ciężkie jest życie bez miłosiernego BOGA ".

Drodzy, szybko płynie czas, a z nim nasze życie, które niebawem się skończy, nie dopuśćmy do tego, by wejść do wieczności bez Jezusa, by zgorszyć się Nim, tylko On ma Słowa żywota wiecznego.          

23.12.2024

Jedz ciało Pana Jezusa i pij Jego krew Ew. Jana 6,48 – 59


 Chyba wszyscy się zgodzimy, że właściwa zdrowa dieta jest podstawą zdrowia fizycznego. Jeśli spożywamy dużo jedzenia, które jest ubogie w witaminy, mało odżywcze, mocno przetworzone i wysoko kaloryczne, a do tego jeszcze niewiele się ruszamy, to w niedługim czasie pojawią się różne problemy zdrowotne takie jak nadciśnienie, nadwaga, słaba kondycja fizyczna, uczucie przemęczenia i wiele innych zdrowotnych problemów. Podobnie jest w życiu duchowym, jeśli nie dbamy o zdrową dietę duchową nie jemy ciała Pana Jezusa i nie pijemy Jego krwi, a w to miejsce spożywamy wiele niezdrowych duchowo rzeczy, to bardzo szybko będziemy mieli duchowe problemy.

Pan Jezus nadal kontynuuje swoją wypowiedź w synagodze w Kafarnaum na drugi dzień po tym jak nakarmił wielotysięczny tłum pięcioma chlebami i dwiema rybami w cudowny sposób rozmnażając ten posiłek. Rozmnożenie chleba fizycznego posłużyło Panu Jezusowi jako podobieństwo do nauczania na temat chleba duchowego, którym jest sam Pan Jezus.

Tak jak chleb fizyczny daje ludziom życie fizyczne i podtrzymuje je, tak Pan Jezus daje ludziom wieczne życie.

W 33 wierszu czytamy

Jan 6:33  Albowiem chleb Boży to ten, który z nieba zstępuje i daje światu żywot. 

Jan 6:35 …Ja jestem chlebem żywota; kto do mnie przychodzi, nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie. 

Jan 6:48  Ja jestem chlebem żywota. 

Jan 6:51  Ja jestem chlebem żywota, który z nieba zstąpił; jeśli kto spożywać będzie ten chleb, który Ja dam, to ciało moje, które Ja oddam za żywot świata.

Pan Jezus cały czas tutaj powtarza, że On jest prawdziwym i jedynym chlebem mogącym dać ludziom życie wieczne. I widzimy tutaj pierwsze znamienne w Ew. Jana samookreślenie Jezusa „Ja Jestem chlebem Żywota” w. 48. Takich głębokich mocnych twierdzeń Pana Jezusa w Ew. Jana „Ja Jestem” jest 7. Później w 8 rozdz. Jezus o sobie mówi „Ja jestem światłością świata” następnie w 10 rozdz. „Ja jestem drzwiami” i „Ja jestem dobry pasterz”. Dalej w 11 rozdz. Jana czytamy Ja Jestem „Zmartwychwstanie i życiem”. Później Jana 14 rozdz. „Ja jestem Droga, Prawdą i Życiem” i kolejne w 15 rodz. „Ja Jestem prawdziwym krzewem winnym”.

Słowa „Ja jestem” nie tylko wskazują na kluczową i doniosłą rolę Jezusa w zbawieniu, ale są także deklaracją Imienia Bożego, które znamy ze Starego Testamentu.

Jest to Imię Jahwe „Jestem który jestem” które Bóg objawił Mojżeszowi  w 3 rozdz. Ks. Wyjścia i posłał go do Izraela, by wyprowadził ich z Egiptu. Ja jestem w ustach Jezusa oznacza, że ja jestem jedno z Ojcem i ja jestem Bogiem, ja jestem dawcą prawdziwego życia wiecznego. To muszą Żydzi zrozumieć i przyjąć, którzy słuchają Pana Jezusa jeśli chcą być zbawieni, ale nie tylko oni, my wszyscy musimy uwierzyć, że Pan Jezus jest prawdziwym chlebem żywota, Synem Bożym, Bogiem i należy zacząć się Nim karmić. 

Zapowiedzią tego prawdziwego chleba w Starym Testamencie była manna, którą Izraelici otrzymywali z nieba na pustyni w. 49. Manna od Boga pozwalała im przeżyć w tym bardzo niesprzyjającym i trudnym środowisku, ale podtrzymywała tylko życie fizyczne. Innym jej celem było wskazanie na prawdy duchowe, na chleb z nieba, który miał przyjść, a którym jest Jezus Chrystus. Dla Żydów miało to również oznaczać, że zachowywanie prawa Mojżeszowego, składanie ofiar, uczestniczenie w Izraelskich świętach i ceremoniach religijnych nie załatwiało sprawy grzechu i życia wiecznego. Wszystko to prowadziło do Chrystusa i jak spożywali mannę na pustyni, by żyć fizycznie tak teraz muszą spożywać Jezusa, by żyć duchowo.   

Co Jezus miał na myśli, gdy mówił, że trzeba go spożywać, powiedział to 51 wierszu, że kto spożywa ten chleb, żyć będzie na wieki także w 53 wierszu, że jeśli nie będziemy jedli ciała Syna Człowieczego i pili jego krwi, nie będziemy mieli żywota w sobie, również w 54 wierszu „kto spożywa ciało moje i pije krew moją, ten ma żywot wieczny, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym i jeszcze w 55 oraz w 56 wierszu „kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a ja w nim”.

Zwróćmy uwagę jak bardzo muszą być to ważne Słowa, skoro Pan Jezus powtarza je w tym 6 rozdz. tak często. Niezwykle istotne jest byśmy dobrze je zrozumieli, skoro od tego zależy nasze życie wieczne.

Cześć Kościołów między innymi Kościół Rzymskokatolicki słowa o spożywaniu Pana Jezusa traktuje dosłownie i uważa, że jedzenie Jego ciała i picie Jego krwi zostało ustanowione podczas ostatniej wieczerzy, gdzie Jezus wziął chleb i pobłogosławił, łamał i dawał uczniom i rzekł: bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje. Potem wziął kielich i podziękował, dał im, mówiąc: pijcie z niego wszyscy albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów Mat 26,26-28 .

Czyli uważa się, że komunia podczas której jest podawany chleb i wino jest prawdziwym ciałem Pana Jezusa i prawdziwą krwią, a stają się one tym podczas konsekracji kapłana, gdy kapłan modli się i zachodzi tzw. transsubstancjacja, przemiana chleba w ciało Jezusa, a wina w krew Jezusa. Jeszcze inni uważają, że dzieje się to podczas Wieczerzy Pańskiej.  I wtedy wierni dosłownie spożywają ciało Pana Jezusa i piją jego krew i przez to mają rzekomo życie wieczne.

Już wielokrotnie miałem okazje rozmawiać z wieloma katolikami i nie tylko, którzy na pytanie o przyjęcie Jezusa mówili o spożywaniu komunii, że przyjmują Pana Jezusa w każdą niedzielę, a nawet częściej, za każdym razem, gdy uczestniczą we mszy. Czy o to tutaj może chodzić, że podczas spożywania każdej Komunii, Wieczerzy Pańskiej, prawdziwe spożywamy Jego ciało i jego krew i przez to mamy życie wieczne? Czy Jezus mógł mieć na myśli, że przyjmowanie chleba i wina, które będą oznaczać Jego ciało i krew daje nam życie wieczne?

Niestety wielu właśnie tak myśli, że spożywanie Pana Jezusa jest sakramentem komunii i dlatego uważają, że fizyczny chleb jest prawdziwym ciałem Jezusa, a wino Jego prawdziwą krwią? 

Ale zobaczmy że wcześniej Jezus mówi w 40 wierszu,

Jan 6:40  A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.

Widzimy w tym wierszu, że warunkiem życia wiecznego jest oglądanie Syna, widzenie Syna, kto Go widzi i wierzy w Niego, ma żywot wieczny, a Jezus go podniesie z martwych w dniu ostatecznym.

Natomiast w Jana 6,54 jest powiedziane, że kto spożywa ciało Pana Jezusa i pije Jego krew, ma żywot wieczny i tego Jezus wzbudzi z martwych w dniu ostatecznym.

Zwróćmy uwagę, że mamy tutaj te same rezultaty, co w 40 wierszu, tam jest oglądanie syna i wiara w Niego, a tu jest spożywanie Syna.

Więc Jedzenie ciała Pana Jezusa i picie Jego krwi nie jest wezwaniem do spożywania Go w sposób fizyczny, ale jest wezwaniem do osobistej wiary w Niego. Osobista wiara w Jezusa, zaufanie Mu jako swemu Zbawicielowi i ufanie Mu cały czas jest właśnie spożywaniem Go.

Nie wystarczy przyjść i słuchać, nie wystarczy czegoś dowiedzieć się o Jezusie, czy przyswoić sobie o Nim jakieś informacje, czy znać chrześcijańskie doktryny, nie wystarczy Go podziwiać i uważać za wielką osobę, ale trzeba Go spożywać – czyli wierzyć w Niego, przyjąć Go. Nie tylko wierzyć w to, kim On jest, ale także w Jego zastępczą śmierć za nas, że Bóg uczynił Go przebłagalną ofiarą w nasze miejsce, to jest właśnie picie Jego krwi. Wierzysz, że na Krzyżu Golgoty wylał swoją krew za ciebie. Wiara w naszych sercach łączy nas z Chrystusem i sprawia, że Jego życie przepływa przez nas, sprawia, że On jest w nas, Jego Duch mieszka w nas, a my jesteśmy w Nim w. 56. Przez wiarę w Jezusa jesteśmy złączeni z Chrystusem, stajemy się jedno z Nim jak powiedział ap. Paweł w liście do Galatów 2,20.

Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne życie moje w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego, który mnie umiłował i wydał samego siebie za mnie.

Żydzi rozumieli, że nie może chodzić o fizyczne jedzenie Jezusa bo mówili w 52 wierszu „jak ten może dać nam swoje ciało do jedzenia”.

W kulturze hebrajskiej spożywanie ludzkiego ciała i picie krwi było czymś odrażającym i nieczystym stąd wielkie oburzenie Żydów na słowa Jezusa. Nie rozumieli, że mówiąc o jedzeniu Jego ciała i piciu krwi mówi o wierze w Niego.

Pojawia się pytanie dlaczego Pan Jezus użył takiego obrazowego przedstawienia wiary w Niego?

Wydaje się, że używa takiego obrazowego Języka, by Żydzi mogli zrozumieć istotę starotestamentowych wydarzeń w kontekście Jego przyjścia i konieczności zaufania Mu.

Takim ważnym wydarzeniem dla Żydów była pascha, która miała za zadanie przypominać im w jak cudowny sposób Bóg przez wielkie cuda i znaki wyprowadził ich z Egiptu. Na pamiątkę paschy mieli spożywać Baranka paschalnego, którego krew ich ochroniła w Egipcie przed aniołem śmierci, który przeszedł przez Egipt i pozbawił życia wszystkich pierworodnych. Żydzi mieli wziąć baranka paschalnego na rodzinę, zabić go i tą krwią pomazać odrzwia wejścia do domów, by anioł śmierci ominął ich mieszkania, a samego Branka paschalnego mieli spożyć, nic nie mogli wyrzucić, a to czego nie mogli zjeść lub nie dało się spożyć miało być spalone w ogniu. W ich rozumieniu ten Baranek paschalny ochronił ich przed gniewem Bożym, który przyszedł od Boga na Egipt.

Gdy pojawia się Pan Jezus to Jan Chrzciciel widząc Go mówi „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” J 1,29.

Jezus jest Barankiem paschalnym Boga, który chroni ludzi przed nadchodzącym gniewem Bożym za ich grzechy, gdy w Niego uwierzą. Jak Żydzi w Egipcie spożywali Baranka, którego krew stała się dla nich ochroną i ratunkiem przed aniołem śmierci, tak my dzisiaj przez wiarę spożywamy Jezusa, którego krew gładzi nasze grzechy i chroni nas przed nadchodzącym gniewem Bożym, sądem i potępieniem.

Pan Jezus chciał, by jego słuchacze połączyli kwestie spożywania Go ze starotestamentowym Barankiem paschalnym i zrozumieli, że On przyszedł ich wyprowadzić z niewoli grzechów, by mogli mieć życie wieczne.

Również jak już wcześniej wspomniałem podobną rolę spełniała manna, którą także Żydzi spożywali i przez nią żyli fizycznie.

Wiara w Pana Jezusa, w Jego zastępczą śmierć za nas na Krzyżu tak mocno nas z Nim łączy, że jest karmieniem się Nim. Nie podążamy tylko za jego nauką i nie zachowujemy jedynie jego przykazań, ale jesteśmy przez ofiarowanie nam Ducha Św. w głębokiej więzi z Nim, tak że On mieszka w nas, a My jesteśmy w Nim.

Jak to powiedział w 14 rozdz. 17 wierszu. Ew. Jana powiedział, że otrzymamy

Jan14:17  Ducha prawdy, którego świat przyjąć nie może, bo go nie widzi i nie zna; wy go znacie, bo przebywa wśród was i w was będzie.

Jan 14:20  Owego dnia poznacie, że jestem w Ojcu moim i wy we mnie, a Ja w was.

Tym dniem w którym poznamy, że Jezus jest w Ojcu, a my jesteśmy w Nim i On jest w nas, jest dzień nawrócenia, dzień Nowego narodzenia, gdy otrzymujemy Jego Ducha. 

Teraz zobaczmy, że Jedzenie ciała Jezusa i picie Jego krwi, to nie jest jednorazowe wydarzenie w naszym życiu, ale trzeba Go spożywać cały czas. Wiara nie jest jakąś jednorazową deklaracją, jednorazowym, czy kilkurazowym wyznaniem, ale jest czymś, co trwa i łączy nas z Chrystusem cały czas na wieki.

Pan Jezus mówi, że musisz jeść Jego cały czas, tak jak cały czas potrzebujesz fizycznego pokarmu. Prawdziwa wiara w Jezusa polega na tym, że chce ciągle się nim karmić, poznawać, rozmyślać nad Jego słowem, pogłębiać z Nim społeczność, chcesz modlić się do Chrystusa i masz pragnienie zbliżać się do Niego. Nie da się w naszym przypadku najeść na rok, czy 10 lat, ale potrzebujemy pokarmu cały czas, by być silnymi i zdrowymi. Podobnie jest z duchowymi sprawami, nie da się raz przyjąć Jezusa, czy raz przeczytać Biblię, czy raz się pomodlić, ale potrzebujemy robić to cały czas. Potrzebujemy cały  czas trwać w społeczności z Jezusem, On powiedział „jeśli kto spożywać będzie ten chleb, którym jest On, żyć będzie na wieki”. W 53 wierszu mówi, „jeśli nie będziecie jedli ciała Syna Człowieczego i pili Jego krwi, nie będziecie mieli życia w sobie”. Prawdziwe życie wieczne jest trwaniem w społeczności z Jezusem Chrystusem, prawdziwe życie wieczne polega na tym, że kiedyś mu zaufałeś, czy zaufałaś jako swemu Zbawicielowi i ufasz mu cały czas trwając z Nim w głębokiej duchowej więzi.

Jak codziennie potrzebujemy posiłku fizycznego, tak codziennie potrzebujemy posiłku duchowego. Potrzebujemy karmić naszą duszę zdrowym duchowym pokarmem, którym jest Słowo Boże, by nasza wiara mogła się rozwijać, a nasza więź z Jezusem mogła się umacniać.

W 2 liście Piotra czytamy

1Pt 2:2  Jako nowonarodzone niemowlęta, zapragnijcie nie sfałszowanego duchowego mleka, abyście przez nie wzrastali ku zbawieniu,

Psalm 19:8  Zakon Pana jest doskonały, pokrzepia duszę, Świadectwo Pana jest wierne, Uczy prostaczka mądrości.

9  Rozkazy Pana są słuszne, rozweselają serce, Przykazanie Pana jest jasne, oświeca oczy.

Bez karmienia się Słowem Bożym, bez rozmyślania nad Nim nasza dusza usycha i słabnie. Należy regularnie czytać i rozważać Biblię dla osobistego zbudowania, brać udział w społeczności Kościoła, gdzie jest rozważane Słowo Boże, czy w spotkaniach biblijnych, byśmy mogli posilać się i budować.

Potrzebujemy również regularnie się modlić, by nasza społeczność z Jezusem była żywa i świeża, a nasz duch był systematycznie posilany.

Jeśli chcemy być silnego ducha musimy pilnować się jaki pokarm duchowy jemy. Jeśli zamiast Słowem Bożym oraz jego obietnicami karmimy nasze dusze tym, co jest podawane w telewizji, tym co się aktualnie dzieje na scenie politycznej, świeckimi pragnieniami i współczesną modą tego świata, albo co gorsze jakąś inną duchowością, fascynacją innymi religiami itp., nie dziwmy się, że będziemy mieli poważne problemy duchowe.

Jak czytamy w 55 wierszu „ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem”.

Świat, polityka, współczesna moda, materializm, pieniądze, seks i bycie dobrym religijnym człowiekiem nie da nam prawdziwego życia i prawdziwego szczęścia. Tylko Chrystus może to uczynić, kto Jego spożywa mieszka w Nim, a sam Jezus jest w tym człowieku. Życie wieczne, które mamy od Chrystusa jest życiem wiecznym Jezusa w nas.

I widzimy w naszym fragmencie, że karmienie się Jezusem jest to nasza odpowiedzialność, to ty i ja mamy w niego wierzyć, mamy do Niego przyjść i mamy się nim karmić. Bóg Oczekuje, że przyjmiemy Jezusa, a Jezus wzywa nas byśmy w Niego uwierzyli spożywając Go przez wiarę.

I choć fizycznym pokarmem można się przejeść, to nigdy nie można się przejść chlebem, którym jest Chrystus, czym więcej Go jesz, tym więcej Go pragniesz i tym bardziej Ci smakuje. Pamiętam, że zanim zacząłem piec chleb, to któregoś razu odwidzieliśmy naszych znajomych, którzy samodzielnie piekli chleb i dali nam taki jeden bochenek świeżego upieczonego chleba. I nie mogliśmy się nim najeść całą naszą rodziną, tak nam smakował. Jedliśmy go z samym masłem i z każdą kromką smakował nam coraz bardziej i szybko zniknął.

Podobnie jest ze spożywaniem naszego Pana, gdy Go tylko prawdziwie Go posmakujesz, to chcesz Go więcej i więcej, bo jak czytaliśmy w 35 wierszu, kto przychodzi do mnie mówił Jezus nigdy łaknąć nie będzie, a kto wierzy we mnie, nigdy pragnąć nie będzie. W społeczności z Jezusem będziemy szczęśliwi i zaspokojeni na wieki. A to dopiero tylko wstęp do wieczności, kiedy społeczność z Nim będzie dla Jego ludu niewysłowioną rozkoszą jak powiedział Dawid w psalmie 16

Psalm 16:11  Dasz mi poznać drogę życia, Obfitość radości w obliczu twoim, Rozkosz po prawicy twojej na wieki. 

19.12.2024

Kto wierzy w Jezusa ma żywot wieczny Ew. Jana 6,41 – 47


Jak się czyta ewangelię i wypowiedzi Pana Jezusa, to możemy mieć wrażenie, że wcale nie ułatwiał ludziom drogi do Królestwa Bożego jak to dzisiaj wydaje się niektórzy chcą robić. Takie wrażenie możemy odnieść po tym, gdy zobaczymy, że często mówił trudne rzeczy, które nie były zrozumiałe dla Jego słuchaczy. Przemawiał do ludu w przypowieściach, które nie zawsze im wyjaśniał. Czasami podnosił ludziom poprzeczkę tak wysoko, że oni nie chcieli sprostać tym wymaganiom jak choćby sytuacja z bogatym młodzieńcem, który przyszedł do Jezusa z pytaniem o życie wieczne, a wtedy Jezus powiedział do niego, by przestrzegał przykazań, a gdy ten twierdził, że tak czyni, to Jezus dał mu kolejne wymaganie rozdaj wszystko co masz ubogim i choć za mną Mk 10,21.

Pan Jezus znał doskonale tego człowieka i wiedział, że w Jego sytuacji pieniądze są przeszkodą na drodze zbawienia i jeśli ich nie zostawi nie wejdzie do Królestwa Bożego, to był test dla niego. Komuś jeszcze innemu Jezus powiedział, by poszedł za Nim, ale w Jego życiu były ważniejsze obowiązki rodzinne, spadek, więc mówi poczekaj, aż pochowam swego Ojca, a wtedy Jezus odparł niech umarli grzebią umarłych, ty choć za mną. Czyli pozwól światu zająć się sprawami świata, a ty zajmij się królestwem Bożym.

W związku z tym, że Pan Jezus stawiał takie wysokie wymagania, czasami mówił trudne słowa innym razem tajemnicze, wielu odchodziło od Niego.

Ale czy Pan Jezus wtedy postanowił coś zmienić w swoim przesłaniu, komunikacji ewangelii i Bożych wymagań dotyczących zbawienia? Nie, nigdy w żaden sposób nie złagodził swojego przesłania i nigdy nie obniżył poprzeczki, by zdobyć więcej wyznawców. Nigdy nie poszedł na kompromis z prawdą, by zainteresować ludzi.

Widzimy w 41 wierszu, że wielu zaczęło szemrać przeciwko Chrystusowi, gdy powiedział, że jest chlebem, który zstąpił z nieba w.33 mając na myśli to, że jeśli Żydzi, którzy do niego przyszli chcą być zbawieni, to muszą w Niego uwierzyć, muszą Go przyjąć i muszą zacząć Go spożywać. Czyli położyć całkowicie swoją nadzieję w tym, że On jest Synem Bożym, pośrednikiem między Bogiem a ludźmi 1 Tym 2,5, a Jego ofiara na Krzyżu jest zapłatą za nasz grzech.

To szemranie polegało na tym, że część ludzi była poruszona, zszokowana jak On może tak o sobie mówić, że jest chlebem z nieba, za kogo On się ma. Pan Jezus doskonale wiedział o tym jaką reakcje wywołują Jego słowa u wielu słuchaczy. Wiedział również, że duża część tych słuchaczy obrazi się na Niego, zgorszy się Nim i odstąpi od Niego.

A jednak wciąż kontynuował swoją wypowiedź na temat tego, że jest chlebem z nieba, który należy spożywać i bez wiary w Niego nie mogą ludzie wejść do Królestwa Bożego. Nie wycofał się z trudnych twierdzeń i wymagań dlatego, że ludzie nie byli w stanie tego przyjąć.

Wprost przeciwnie, uważał, ze Ci którzy odrzucają to twarde przesłanie ewangelii nie są pociągnięci przez Ojca.

Gdy przyjrzymy się współczesnemu chrześcijaństwu, wielu współczesnym kościołom, czy ewangelistom, to zobaczymy, że raczej starają się unikać trudnych kwestii przez które ludzie mogliby się obrazić, obruszyć i odejść. Właściwie dąży się do tego, by maksymalnie ułatwić ludziom opowiedzenie się po stronie Chrystusa. W związku z tym w wielu sytuacjach eliminuje się z ewangelii rzeczy kontrowersyjne i trudne. Coraz częściej nie mówi się konieczności upamiętania, porzucenia grzechu, by być zbawionym i wielu osobom wydaje się, że mogą mieć społeczność z Bogiem praktykując swój grzech. Rezygnuje się również z głoszenia piekła i wymagań ewangelii, która wzywa do zaparcia się samego siebie. Okazuje się, że odchodzi się także od głoszenia wyłączności Jezusa jako jedynego Zbawiciela, rezygnuje się dyscypliny kościelnej, by czasem ludzie się nie obrazili i nie odeszli, gdy zostaną jej poddani. Kościół także zaczyna akceptować współczesne świeckie przekonania na temat seksualności człowieka, płci, kwestie ślubu, pochodzenia człowieka. Również wielu współczesnych ewangelistów nie ma zbyt wielkich wymagań, by zapewnić człowieka, że przyjął Chrystusa. Czasami to jest tylko podniesie ręki, lub wyjście do przodu, kiwnięcie głową czy mrugnięcie okiem, a nawet jeszcze jakieś łatwiejsze gesty, by tylko nie narazić człowieka na jakiś dyskomfort. Ale widzimy, że taki sposób przekazywania ewangelii był obcy Jezusowi. Mówił prawdę nie bojąc się, że ludzie odejdą. Nie stosował żadnych marketingowych trików, czy jakichkolwiek manipulatorskich technik, by skłonić ludzi do przyjęcia prawdy. Jezus wiedział, że Ci, którzy odrzucają prawdę, nie chcą wierzyć w ewangelię i gorszą się przez nią, czynią tak dlatego, bo nie są powołani przez Boga Ojca. W ten sposób Pan Jezus oszczędzał sobie dodatkowej pracy z osobami, którzy i tak by się nie nawrócili, bo nie byli zainteresowani ewangelią tylko fizycznym chlebem, fizycznymi błogosławieństwami.

Kościoły, które rezygnują z części prawdy, by przyciągnąć więcej ludzi ostatecznie przyciągają sporo ludzi niewierzących, którzy często nigdy się nie nawracają, bo nie są zainteresowani ewangelią. Takie kościoły mogą być bardzo liczne, ale zupełnie nieskutecznie w służbie dla Królestwa Bożego, bo nie są posłuszni Bogu. Z pewnością nie raz i nie dwa będziemy mieli presje, by obniżyć standardy ewangelii, ale jeśli to zrobimy tak naprawdę nie ułatwimy ludziom zbawienia, ale utrudnimy im to, bo fałszywie ich zapewnimy, że są blisko Boga, gdy w rzeczywistości tak nie będzie i Pan Jezus doskonale to rozumiał. 

Nie bójmy się ludziom mówić prawdy, bo przez głoszenie prawdy będziemy mieli dużo mniej jałowej pracy, przyciągniemy tych, którzy faktycznie szukają Boga, a odsiejemy tych, których prawda i tak nie interesuje. Wiele lat temu w tym zborze miałem sytuacje, że zaczęła tutaj przychodzić do zboru młoda dziewczyna. Po jakimś czasie poprosiła o rozmowę, powiedziała, że wierzy w Jezusa i chciałby się ochrzcić. W trakcie rozmowy wyszło, że mieszka z chłopakiem na kocią łapę, żyją jak mąż z żoną, ale bez ślubu. Powiedziałem, że trzeba tą sprawę uregulować, upamiętać się, wziąć ślub albo się rozejść, a wtedy chrzest będzie możliwy jeśli wierzy w Jezusa. Wysłuchała spokojnie tego co miałem do powiedzenia i nigdy więcej się nie pokazała. Nie jest ona jedyna, ale sporo było takich osób, gdy usłyszeli prawdę Słowa Bożego byli obrażeni, szemrali, a ostatecznie odeszli. Ale byli też tacy, którzy usłyszeli i pod wpływem ewangelii zmienili swoje życie idąc za Jezusem.

Często szemracze nie chcą się poddać Bogu, chcą Mu mówić jak powinien zarządzać światem i jakie powinien mieć standardy oraz jakie warunki zbawienia, chcą rządzić Nim i zamiast uznać Jego suwerenność sami chcą być nad Nim suwerenni.    

W przypadku Jezusa obruszali się i mówili, czy nie jest to Jezus, syn Józefa, którego Ojca i matkę znamy jakże może mówić z nieba stąpiłem w. 42 .

Nie rozumieli w jaki sposób Jezus z nieba przyszedł na ziemię. Prawdopodobnie mieli tu na myśli jakieś fizyczne zstąpienie, nie pojmowali kwestii wcielenia Syna Bożego. Nie rozumieli i nie wierzyli, że ten Jezus którego znają jest Bożym Synem, Bożym Mesjaszem i Zbawicielem świata. Uważali, że Go znają, bo patrzyli na niego w sposób fizyczny cielesny, ale tak naprawdę Go nie znali.

Również dzieje się to dzisiaj, wielu z tych, którzy sądzą, że znają Jezusa, tak naprawdę Go nie znają. Żydzi uważali, że znają Jezusa, bo wiedzieli o kogo chodzi, znali Jego rodzinę, ale nie mieli z nim zbawczej relacji. Dzisiaj niektórzy mogą uważać, że znają Jezusa, bo wiedzą, że istniał, bo wierzą, ze jest postacią historyczną, lub znają go w sposób religijny, ale mogą nie znać Go osobiście, nie mają z Nim relacji, nigdy nie uwierzyli w Niego. I ciężko jest czasami wytłumaczyć komuś, kto twierdzi, że zna Jezusa w jakiś fizyczny lub religijny sposób, że nie zna Go w sposób duchowy i tylko takie poznanie Jezusa daje zbawienie. Czasami jak w tym przypadku takie powierzchowne poznanie Jezusa jest przeszkodą w zbawieniu, bo osoby mogą uważać, że Go znają, a tymczasem go nie znają.

A Jezus wyraźnie nauczał, że żadne powierzchowne fizyczne poznanie Go nie prowadzi do żywota wiecznego. Nie prowadzi do żywota wiecznego poznanie Go przez przyjmowanie sakramentów jak wierzą Rzymskokatoliccy, że spożywane tzw. opłatka „ciała Chrystusa” daje im życie wieczne, nie prowadzi do żywota wiecznego również przyjmowanie Wieczerzy Pańskiej, ale tylko poznanie duchowe, nowe narodzenie z Ducha Św. przez Słowo, które żyje i trwa, Pan Jezus powiedział

Łukasza 8:21  …Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je. 

Następnie Jezus tym sceptykom, którzy uważają, że go znają mówi, że nikt nie może przyjść do mnie jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Na poparcie tego twierdzenia Pan Jezus przywołuje fragment z Ks. Izajasza 54,13, a także Jeremiasza 31,34. i łączy te dwa fragmenty. Na ich podstawie mówi, że przychodzą po zbawienie do Niego tylko Ci, którzy są pouczeni przez Boga. Czyli chodzi o takich ludzi, którym Bóg otwiera duchowe oczy na Chrystusa i widzą w Nim drogę, prawdę i żywot Jana 14,6. Chodzi tutaj o wewnętrzne otwarcie serca grzesznika, by mógł w Jezusie zobaczyć Zbawiciela. A każdy taki człowiek, który został obudzony duchowo przez Ojca mówi Jezus, przyjdzie do Chrystusa. Jest to kontynuacja tego, co Jezus już mówił wcześniej w 37 i w 39 wierszu.

Jest to również odpowiedź na pyszne i dumne serce tych ludzi, którzy myślą, że to oni decydują o przyjęciu lub odrzuceniu oferty Chrystusa, że w ich rękach jest ostateczna decyzja jak odpowiedzą na Jego Słowa. A Jezus odbiera im tą pewność siebie i mówi, że kwestia zbawienia jest ostatecznie w ręku Boga, a nie człowieka.  Wydaje się, że w ten sposób Pan chce doprowadzić do pokory tych ludzi, do uniżenia, do zrozumienia, że powinni błagać Boga o łaskę i wiarę, a nie czuć się dumnymi i domagającymi się od Jezusa chleba.

Prawda o tym, że to Bóg otwiera serce do wiary wszystkich nas dotyczy. Większość ludzi nie lubi o tym słyszeć, lubią myśleć, że ich los jest w ich rękach, że to oni decydują o swoim zbawieniu, że mogą przyjść do Jezusa i uwierzyć w Niego lub Go odrzucić kiedy tylko chcą. Ludzie lubią myśleć, że mają Boga na smyczy, że mogą żonglować Bożą ofertą zbawienia jak tylko i mię podoba, a Bóg będzie działał jak oni tego od Niego oczekują. Niektórzy mówią, no dzisiaj, nie wierzę w Jezusa, zastanowię się, ale jak przyjdzie starość, to wtedy się nawrócę. Ale Pismo mówi, że nawrócisz się jak Bóg da ci łaskę, jak otworzy twoje serce. Więc lepiej nie igrać z Bogiem, jeśli dzisiaj słyszymy Jego głos, to nie zatwardzajmy serc swoich mówi list do Hebrajczyków, bo jeśli to zignorujemy, to może nie będzie już kolejnej szansy.

Wielu myśli, że jak odrzucą Bożą ofertę zbawienia to uczynią tak dlatego, że są tacy mądrzy, że są bardziej inteligentni niż inni, którzy dali się na to nabrać i uważają, że przechytrzyli jakoś Boga, a tymczasem Bóg przechytrzył ich, a oni w wieczności okażą się głupcami.

Boże wybranie jest w całej Biblii i nie da się temu zaprzeczyć. Bóg wybrał Abrahama spośród innych ludzi i okazał mu łaskę, wybrał Jakuba przed Jego bratem Ezawem zanim chłopcy się urodzili choć to Ezaw był pierwszy i miał otrzymać błogosławieństwo. Bóg wybrał plemię Judy żeby dać z tego rodu ludzkości Mesjasza, choć kapłaństwo pochodziło od Leviego. Jezus wybrał apostołów, by zostali Jego uczniami i wybrał apostoła Pawła, by ukazać mu swoją chwałę i uczynić go posłańcem do pogan. Wybrał również i nas jak mówi list do Efezjan

Efezjan 1:4 W nim (w Jezusie) bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości.

Oznacza to, ze wybrał nas i powołał, dotknął się naszych serc w określonym czasie w historii i przyszliśmy do Jezusa po zbawienie. Widzimy więc, ze kwestia zbawienia jest bardziej skomplikowana niż może się ludziom wydawać.

Jeśli cokolwiek odkryjemy z duchowych spraw, to tylko dlatego, że Bóg nam to objawił. Jan Chrzciciel w Ew. Jana 3,27 powiedział, że człowiek nie może niczego otrzymać jeśli nie jest mu to dane z nieba. A gdy ap. Piotr w 16 rozdz. Ew. Mateusza wyjawia, że Jezus Chrystus jest Mesjaszem, Synem Boga, to Jezus mówi, że nie ciało i krew mu to objawiło, ale Bóg Ojciec. 

W 9 rozdz. listu do Rzymian, gdy Paweł rozważa kwestie odrzucenia Izraela i przyjęcia pogan mówi również o wybraniu w takich słowach

Rzymian 9:16  A zatem nie zależy to od woli człowieka ani od jego zabiegów, lecz od zmiłowania Bożego.

17  Mówi bowiem Pismo do faraona: Na to cię wzbudziłem, aby okazać moc swoją na tobie i aby rozsławiono imię moje po całej ziemi.

18  Zaiste więc, nad kim chce, okazuje zmiłowanie, a kogo chce, przywodzi do zatwardziałości.

Nie ma wątpliwości, że Bóg jest całkowicie suwerenny w zbawieniu grzesznika, a jednocześnie odpowiedzialnością człowieka jest przyjęcie zbawienia do czego Jezus wzywał swoich słuchaczy. Widzimy dobrze jak to działa, gdy czytamy Dzieje Apostolskie, apostołowie głoszą ewangelię, ale gdy nawracają się ludzie, to jest o nich powiedziane, że zostali powołani przez Boga Dz 2,39; 13,48.

Pozwólcie, że wskaże wam jeszcze jeden fragment, który mówi, że Bóg otwiera serce grzesznika.

Paweł podczas swojej drugiej podróży misyjnej dociera do Filippi, stara się tam głosić ewangelię i idzie w miejsce, gdzie spotykają się kobiety na modlitwę. Tam mówi o Chrystusie i nawraca się Lidia, zobaczcie co jest o niej napisane:

Dzieje Ap 16:14  Przysłuchiwała się też pewna bogobojna niewiasta, imieniem Lidia, u miasta Tiatyry, sprzedawczyni purpury, której Pan otworzył serce, tak iż się skłaniała do tego, co Paweł mówił.

Dlaczego się nawróciła, dlaczego słuchała Pawła, dlaczego ewangelia ją interesowała, dlaczego cokolwiek rozumiała z tego, co Paweł mówi, bo Pan otworzył jej serce, tak iż skłaniała się do tego, co On mówił. Nawracają się te osoby, których Bóg obudzi do życia duchowego, których Pan wyrwie z rąk szatana i mocy grzechu otwierając im serce.

W 10 rozdz. Ew. Jana, gdy Jezus wdał się w kolejną dyskusje z Żydami, a oni odrzucali Jego słowa to powiedział:

Jan 10:26  Lecz wy nie wierzycie, bo nie jesteście z owiec moich.

Prawdą było, że nie wierzyli, bo nie chcieli, ale było również prawdą, że nie wierzyli, bo nie zostali powołani przez Boga nie będąc Jego owcami.

W związku z tym, że Bóg obudził nasze serca, że wierzymy dzięki przeogromnej łasce Jego, że nawet w najmniejszym stopniu nie nasza to zasługa, jak bardzo powinniśmy być mu wdzięcznymi.

Gdy wierzymy  w wybranie jak przedstawia nam Pismo, nie musimy się bać głoszenia prawdy, nie musimy się bać, że ludzie odejdą, mamy mniejsza pokusę manipulowania prawdą, by zatrzymać ludzi, bo wiemy, że nawracają się osoby, które są powołane przez Boga, a nie takie którym odpowiednio atrakcyjne zaprezentujemy ewangelie.

Następnie Jezus powiedział szemarczom w 46 wierszu, że On jako jedyny widział Ojca, co oznacza, że jako Jedyny może ludziom objawić Ojca. Jest to ta sama prawda, która została już przedstawiona w Ew. Jana 1,18

Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go.

Nie da się poznać Boga omijając lub umniejszając Chrystusa, Jezus jest jedyną drogą, jedyną prawdą, jedynym  życiem Jana 14,6 i jedynym pośrednikiem między nami, a Bogiem 1 Tym 2,5.

Nie da się poznać Boga Ojca przez Marie, świętych, ludzki intelekt, czy ludzką filozofie. Nie da się poznać Boga przez religie, ceremonie, obcowanie z przedmiotami religijnymi, czy religijne objawienia. Poznajemy Boga przez wiarę w Chrystusa, przez zaufanie Panu Jezusowi, a On objawia nam Ojca.

I pojawia się kolejne zaprawdę w 47 wierszu, że kto wierzy w Jezusa ma żywot wieczny. Zwróćmy uwagę, że żywot wieczny nie jest czymś, co zdobywamy etapami, czy własnymi staraniami, czy przybliżamy się do niego. Ale żywot wieczny jest darem od Boga przez wiarę w Jezusa. Człowiek który prawdziwie uwierzy w Jezusa, narodzi się na nowo, czyli otrzyma Ducha Św. i zostanie nim zapieczętowany na dzień odkupienia stając się w ten sposób dzieckiem Bożym i ma żywot wieczny. Nie, że będzie kiedyś miał, ale on już ma żywot wieczny, już został zbawiony, już może być pewny żywota wiecznego. Słowo wierzy, greckie „pisteuō” to imiesłów czasu teraźniejszego, co oznacza, że nie wierzymy w Jezusa tylko w momencie zbawienia, ale wierzymy cały czas. Zbawiony człowiek, to nie jest ktoś, kto podjął kiedyś decyzje pójścia za Chrystusem, uwierzenia w Chrystusa, ale to jest ktoś, kogo decyzja trwa cały czas, On ufa cały czas, wierzy cały czas i już ma życie wieczne. A w wieczności, gdy dzieci Boże spotkają się z Jezusem ich życie wieczne objawi się w całej pełni.

W Ew. Jana w 10, 28 wierszu Pan Jezus mówi o swoich owcach

Jan 10:28  I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej.

Jeśli naprawdę wierzysz w Jezusa już masz życie wieczne, już możesz się radować z tego, że twoje imię jest w niebie zapisane, możesz cieszyć się i dziękować Bogu za to, że pokonałeś w Chrystusie śmierć, grzech, szatana oraz świat i stałeś się uczestnikiem największych obietnic i największych błogosławieństw.

Jeśli natomiast jeszcze nie wierzysz, nie narodziłeś, czy nie narodziłaś się na nowo, przyjdź dzisiaj przez wiarę do Jezusa, uznaj i odrzuć swój grzech, zaufaj Jezusowi jako swemu Panu i Zbawicielowi a przejdziesz ze śmierci do żywota.

1.12.2024

Pan Jezus chlebem żywota Ew. Jana 6,32 – 40


 Pan Jezus kontynuuje dalszą przemowę do tłumu żydów, który szukał Go po tym jak rozmnożył chleb i ryby. Mieli nadzieje, że uczyni to kolejny raz i kolejny i następny i w ten sposób będą mieli darmową stołówkę. Spodziewali się, że Jezus jak Mojżesz będzie ich karmił przez długi czas, a oni będą z tego korzystać. Uważali, że największą ich potrzebą jest zaspokojenie, cielesnych, fizycznych potrzeb, a pan Jezus mówił im w 27 wierszu, że powinni szukać pokarmu wiecznego, który może im dać Syn Człowieczy – to jest ich największa potrzeba. Od tego czasu nic się nie zmieniło, znaczna większość ludzi uważa, że największym ich problemem jest brak jedzenia, odpowiedniego ubrania, brak pieniędzy, miejsca zamieszkania, wykształcenia, znajomości i wielu innych fizycznych rzeczy. Jakiś czas temu widziałem sondę na ulicy o największych problemach Polaków, a odpowiedzi jakie tam padały dotyczyły właśnie tych rzeczy. Ktoś mówił, że największym problemem Polaków są niskie pensje, jeszcze ktoś inny, że drogi wynajem mieszkań, kolejna osoba mówiła o kiepskiej opiece zdrowotnej, wiele osób twierdziło, że największym problemem naszego kraju są źli politycy, ale nikt nie powiedział tego, co powiedział Jezus, że największym problemem ludzi jest to, że nie szukają życia wiecznego w wierze w Chrystusa. Nikt nie powiedział, że największym problemem jest mój grzech, który oddala mnie od Boga. Nie było tam ani jednej osoby, która by tak powiedziałą i pomyślała.

A właśnie, to jest największy problem każdego człowieka, brak życia wiecznego z powodu Jego osobistego grzechu i jeśli tego sobie nie uświadomimy, jesteśmy zgubieni na wieki. Pan Jezus chciał, by ten tłum zrozumiał, że fizyczny pokarm, którego oni tak pragną ich nie uratuje, nie da im prawdziwego życia, bo prawdziwe głębokie życie, to nie to życie doczesne, ale wieczne, które daje Chrystus. Choćby nasze ciało miało najlepszy pokarm, najlepsze ubranie, najlepszy dom, najlepszą opiekę medyczną i woziło się najlepszym samochodem, to i tak kiedyś się zestarzeje i umrze, a bez Chrystusa człowiek stanie na sądzie Bożym i zostanie potępiony za swoje winy.

Więc on mówi do nich, że to nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba, a tym chlebem jest Syn Boży, który z nieba stąpił i daje światu żywot wieczny. Manna którą jedli Izraelici na pustyni, nie była od Mojżesza, ale od Boga i nie była prawdziwym wiecznym chlebem, bo ludzie, którzy ją spożywali wciąż umierali. Manna choć spadała z nieba nie dawała życia wiecznego, ona właściwie była cieniem i zapowiedzią prawdziwego chleba, który miał przyjść na świat od Ojca, a tym Jest Jezus.

On dla nas jest prawdziwym chlebem i żywotem wiecznym i nie tylko dla nas, ale dla całego świata. Czytamy w naszym fragmencie w 33 wierszu, że Jezus zstępujący z nieba daje światu żywot. To jest to, co już było przez Jana powiedziane w 1 rozdz i w 3 rozdz.

W 1 rozdz. w 4 wierszu. czytaliśmy, że w Jezusie jest życie i On jest światłością ludzi, a później w 3 rozdz. 16 wierszu Jan mówi, że tak Bóg umiłował świat, że Syna swego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał żywot wieczny.

Manna która spadała z nieba za czasów Mojżesza dawała fizyczne życie i tylko Izraelowi, a Jezus daje życie wieczne i to całemu światu, czyli wszystkim tym, którzy w Niego uwierzą i w ten sposób otrzymają przebaczenie grzechów.

Niestety ta prawda, że jest jeden Zbawiciel dla całego świata staje się coraz mniej popularna w kręgach chrześcijańskich. Nawet ostatnio Rzymskokatolicki Papież Franciszek będąc na początku września w Indonezji i mówiąc do zgromadzenia ludzi z różnych religii powiedział, że wszystkie religie prowadzą do Boga, co zaszokowało nawet środowiska katolickie.

W świecie powszechnej poprawności politycznej nie ma miejsca dla prawdy jednego Zbawiciela, dla Jezusa. A jednak Pismo nie pozostawia nam wątpliwości, i mówi w Dziejach Ap. 4,12, że nie ma w nikim innym zbawienia, albowiem nie ma innego imienia pod niebem danego ludziom jak tylko Imię Jezusa, by ludzie mogli być Zbawieni.

Dlatego nasz Pan wiedząc o tym jak to jest ważne, by ludzie w Niego uwierzyli, tak gorliwie starał się kierować ich uwagę z pokarmu doczesnego na wieczny, którym jest On sam.

Weźmy to sobie do serca, że skoro nasz Pan, tak gorliwie i z taką konsekwencją starał się obudzić serca swoich słuchaczy i ciągle napominał i wzywał, by myśleć o naszym życiu w kategoriach wiecznych a nie doczesnych, to jak to musi być ważne?

Wczoraj myślałem sobie o tym, że tak dużą uwagę potrafimy przywiązywać do miłych chwil i przyjemności na ziemi, ale pomyśl o tym, że jeśli tylko jedna chwila wieczności potrafi dać nam więcej niż całe życie na ziemi, to jak wspaniała musi być cała wieczność?

Jednak widzimy w 34 wierszu, że Żydzi wciąż nic z tego co On im mówił nie rozumieją, chcą od Niego zawsze tego chleba, ale mają na myśli cały czas chleb doczesny.

Fałszywi naśladowcy Chrystusa, którzy są skupieni na tym doczesnym życiu i nie mają prawdziwej wiary, nie patrzą w wieczność, nie interesuje ich tak naprawdę zbawienie zawsze są ślepi. Cokolwiek by Pan mówił zawsze będzie bardzo płytko przez nich zrozumienie, że odnosi się to do doczesnego życia. Klasycznym przykładem tutaj jest fragment z Ks. Izajasza 53,4, który mówi o Jezusie  Lecz on nasze choroby nosił, nasze cierpienia wziął na siebie. Później apostoł Piotr w 1 Liście Piotra 2,24 cytuje ten tekst odnośnie naszego zbawienia, ale niektórzy, którym bardzo zależy na tym fizycznym życiu uważają, że noszenie przez Jezusa naszych chorób oznacza uzdrowienie z fizycznych dolegliwości dla wszystkich i zawsze w każdym przypadku, co oczywiście nie jest prawdą. Widzimy to zarówno w Słowie Bożym jak i w doświadczeniu w naszej praktyce chrześcijańskiej. Ale część ludzi, nawet takich uważających się za wierzących tak bardzo miłuje to życie, że wszystko, co dotyczy Chrystusa chcą sprowadzać do tego, co tu i teraz, do poziomu ciała.

Na kolejne żądanie Żydów, by Jezus dawał im zawsze tego chleba Pan mówi, że to On jest tym chlebem żywota i kto do niego przychodzi nigdy nie będzie łaknął, a kto wierzy w Niego nigdy nie będzie pragnął. Ale wy nie wierzycie, chociaż mnie widzieliście w 35-36.

Drodzy, zobaczmy że fałszywi uczniowie nie chcą Jezusa, nie kochają Jezusa, nie chcą z Nim społeczności, nie chcą Go lepiej poznać i Mu służyć, ale chcą tylko to, co Jezus może im dać. Oni nie chcą dawcy, oni chcą dary, ale czyniąc tak nie będą mieli ani darów ani dawcy. Ci natomiast którzy szukają samego dawcy będą mieli jedno i drugie.

Przyjście do Jezusa Chrystusa jako naszego Zbawiciela sprawia, że duchowo stajemy się zaspokojeni i gdy Jezus mówi, że taki człowiek nigdy nie będzie już łaknął i nigdy nie będzie już pragnął oznacza, że znajdzie prawdziwe Zbawienie, jego dusza zostanie prawdziwe zaspokojona. Taki człowiek, który spożyje i zacznie spożywać Chrystusa w sensie trwającej wiary w Niego, nigdy już nie będzie poszukiwał jakiejś alternatywnej duchowości. Nigdy nie będzie już rozglądał się za innymi religiami, za innymi Zbawicielami za innym sensem życia jak Jezus, bo Jego dusza będzie obficie codziennie karmiona przez Boga. Serce takiego człowieka będzie zaspokojone. To pokazuje też, że prawdziwi czciciele nie opuszczają Jezusa, nie szukają niczego innego, bo nie mają takiej potrzeby. Kiedyś słyszałem świadectwo nawrócenia jednego z założycieli takiego zespołu chrześcijańskiego jak „Pomoc Duchowa” - Macieja Sumińskiego, które dobrze to obrazuje. Maciej mówił, że w młodości był bardzo mocno zaangażowany w działalność  Hare Kriszna i wszędzie chodził, nauczał, namawiał ludzi, by przystąpili do zgromadzenia Hare Kriszna. Mówił, że często pościł, wstawał przed świtem na medytacje, trzymał dietę i tego typu rzeczy. I któregoś dnia próbował zaprosić na spotkanie Hare Kriszna jednego ze swoich znajomych i tak mu o tym gorliwie opowiada, jakie to wspaniałe, jakie wzniosłe i ile duchowo mu daje, mówił w tym świadectwie, że produkował się niesamowicie, by się dobrze zaprezentować, a ten jego kolega spokojnie go wysłuchał i powiedział no super Maciej, ale wiesz, ja już niczego w życiu nie potrzebuje, bo znalazłem Chrystusa.

I wtedy Maciej powiedział, że uderzyło w niego jak młotem, to ja się tu produkuje i staje na rzęsach, by być dobrym Krisznowcem, dobrym paktem, a ten mówi, że On już niczego nie potrzebuje, bo znalazł Jezusa. To bardzo go zastanowiło i nim wstrząsnęło. Nigdy już nie będziesz pragnął i nigdy już nie będziesz łaknął mówi Jezus, nigdy już nie będziesz szukał niczego innego, ale musisz do Niego przyjść, do Jego Osoby, a nie po błogosławieństwa, a wtedy On nasyci twoją duszę i wciąż będzie ją sycił. Musisz przyjść w swoim grzechu, pokutować i prosić o przebaczenie, a On zmieni każde serce z twardego jak skała mocą Bożego Słowa i da serce mięsiste, czyli takie, które będzie pragnąć Boga, pragnąć jego poznania, szukać Go i zbliżać się do Niego.

Nie wystarczy słuchać Jego słowa, ale należy Go spożywać, przyjąć, uwierzyć, zaufać Mu, to jest sedno tego, co Jezus tu mówi. Mamy tu cały tłum ludzi, którzy zostali nakarmieni przez Jezusa i słuchają Jego słowa, a jednak nie wierzą, choć widzą Go, to tak naprawdę nie widzą, bo nie rozumieją kim jest i nie chcą Go przyjąć.

Następnie Pan Jezus komentuje to, że oni w Niego nie wierzą w 37 wierszu mówiąc, że wszystko, co mi daje Ojciec przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi nie wyrzucę precz.

Widzimy, że Ci ludzie nie wierzą, bo nie zostali dani Jezusowi przez Ojca. Chodzi o to, że Bóg Ojciec nie otworzył ich serc na Jezusa. Jezus mówi, że każdy, który zostanie pociągnięty przez Ojca przyjdzie do Niego. Czyli każdy, któremu Bóg Ojciec otworzy serce, by zobaczył w Jezusie Zbawiciela przyjdzie do Jezusa po zbawienie, a Jezus zabawi takiego człowieka, bo chce spełniać wolę Ojca.

Później w tej samej mowie w 44 wierszu Pan Jezus mówi o tych, którzy szemrali i nie chcieli w Niego uwierzyć

Jan 6:44  Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.

Czyli mówi to samo, co tutaj, nie może się człowiek nawrócić jeśli Bóg nie dotknie się serca człowieka, bo my sami jesteśmy martwi duchowo przez nasze upadki i grzechy Efez 2,1-2. Więc jeśli Bóg nie obudzi naszych serc, nie wzbudzi w nich pragnienia szukania Jezusa, to nie możemy sami z siebie tego uczynić.

W 17 rozdz. Ew. Jana podczas modlitwy arcykapłańskiej Pan Jezus mówi 5 razy, że troszczy się i zbawia tych, których dał Mu Ojciec. 

Jan 17:2  Jak mu dałeś władzę nad wszelkim ciałem, aby dał żywot wieczny tym wszystkim, których mu dałeś. 

Jan 17:6  Objawiłem imię twoje ludziom, których mi dałeś ze świata; twoimi byli i mnie ich dałeś, i strzegli słowa twojego. 

Jan 17:9  Ja za nimi proszę, nie za światem proszę, lecz za tymi, których mi dałeś, ponieważ oni są twoi; 

Jana 17:24: „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata”. 

A co to są za ludzie, których dał Mu Ojciec, drodzy to są Ci o których mówi ap. Paweł w Liście do Efezjan, że zostali wybrani przez Boga jeszcze przed założeniem świata.

Efezjan 1:3  Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który nas ubłogosławił w Chrystusie wszelkim duchowym błogosławieństwem niebios;

4  W nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed obliczem jego; w miłości.

Zobaczmy, że w tym fragmencie Pan Jezus głosi dwie równorzędne prawdy, że człowiek jeśli chce być zbawiony musi się nawrócić, musi uwierzyć w Jezusa i jest odpowiedzialny przed Bogiem za swoją decyzję, a jednocześnie jest powiedziane, że wszyscy ludzie, których daje Jezusowi Ojciec przyjdą do Jezusa i On ich zbawi. Może się wydawać w ludzkiej logice, że te dwie równorzędne prawdy wykluczają się wzajemnie. Albo Bóg wybiera osoby do zbawienia i człowiek nie ma tutaj nic do powiedzenia, albo człowiek decyduje o swoim nawróceniu, a Bóg to akceptuje. Ale w niezrozumiały dla nas sposób Jezus naucza, że zarówno decyzja człowieka jest prawdziwa, czyli mamy Go przyjąć jako Pana i Zbawiciela jak i Boży wybór. Gdy będziemy czytać uważnie Biblię, to zobaczymy, że te dwie prawdy o Bożej suwerenności i ludzkiej odpowiedzialności często pojawiają się obok siebie, a Biblia nie wyjaśnia nam jak to możliwe, ale widzimy, że one tam są.

Spójrzmy na 11 rozdz. Ew. Mateusza

Mateusza 11:27  Wszystko zostało mi przekazane przez Ojca mego i nikt nie zna Syna tylko Ojciec, i nikt nie zna Ojca, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić.

28  Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

Zobaczmy, że Pan Jezus mówi,  że nie można poznać Boga Ojca jeśli Syn Boży nie chce komuś Go objawić. Tylko Syn może objawić nam Ojca, a wcześniej czytaliśmy, że nie można poznać Syna jeśli kogoś Ojciec nie pociągnie. Widzimy, że Bóg Ojciec pociąga nas do Syna, a Syn tym, którzy są przez Boga pociągnięci objawia Boga Ojca. Ale zaraz po tym 27 wierszu 11 rozdz. Ew. Mateusza Pan Jezus mówi, przyjdźcie do mnie, uwierzcie we mnie i wzywa w ten sposób ludzi do nawrócenia, mówi że jesteś odpowiedzialny za swoje zbawienie.

I jeszcze jeden fragment, którym obok siebie są te dwie prawdy, które wydaje się, że wzajemnie się wykluczają

Filipian 2:12  Przeto, umiłowani moi, jak zawsze, nie tylko w mojej obecności, ale jeszcze bardziej teraz pod moją nieobecność byliście posłuszni: z bojaźnią i ze drżeniem zbawienie swoje sprawujcie.

13  Albowiem Bóg to według upodobania sprawia w was i chcenie i wykonanie.

Zobaczmy, że z jednej strony apostoł Paweł mówi, że mamy pilnować naszego zbawienia i mamy dbać o nie oraz sprawować je z drżeniem i bojaźnią. Czyli robić wszystko co w naszej mocy, by wzrastać w zbawieniu i służyć Chrystusowi. Tutaj odpowiedzialność jest po naszej stronie. A zaraz pod tym Paweł mówi, że to Bóg według swego upodobania, czyli jak sam chce sprawia w nas zarówno chcenie jak i wykonanie. Znowu jedno i drugie jest prawdziwe, ludzka odpowiedzialność i Boża suwerenność. Jest jeszcze wiele takich fragmentów w Piśmie i żyjąc tutaj na ziemi nie jesteśmy w stanie tego pojąć jak to możliwe, że ludzka odpowiedzialność nie pozbawia Boga suwerenności, a Boża suwerenność nie pozbawia człowieka odpowiedzialności. Zarówno jest prawdziwe, że Bóg wierzących wybrał przed założeniem świata i otwiera im serce by mogli uwierzyć jak i to, że ponosimy przed Bogiem odpowiedzialność za nasze decyzje wiary lub odrzucenia Jezusa Chrystusa. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony Ew. Marka 16,16 .

Dalej zobaczmy w 39 wierszu, że osoby pociągnięte przez Ojca, które przychodzą do Chrystusa zostają zbawione, a Jezus mówi, że żadnego z tych, których Bóg Ojciec chce, by zostali zbawieni On nie straci. Wszyscy Ci, którzy zostali prawdziwe odrodzeni przez Słowo Boże i Ducha Św. są bezpieczni w Objęciach Syna. On nie tylko ich zbawił, ale chroni te osoby, by nie odpadły od wiary, poznawały Boga coraz lepiej i utwierdzały się swoim zbawieniu.

Zobaczmy na 17 rodz. Ew. Jana

Jan 17:12  Dopóki byłem z nimi na świecie, zachowywałem w imieniu twoim tych, których mi dałeś, i strzegłem, i żaden z nich nie zginął, prócz syna zatracenia, by się wypełniło Pismo.

Pan Jezus odchodzi do Ojca i modli się, że wypełnił Jego wolę i nie stracił nikogo z tych, których Bóg Mu dał oprócz Judasza, który był na to przeznaczony. Mówi, że cały czas strzegł uczniów, by nie stracili swojej wiary i mogli wytrwać w swoim zbawieniu.

W innym miejscu Pisma czytamy

Jan 10:27  Owce moje głosu mojego słuchają i Ja znam je, a one idą za mną.

28  I Ja daję im żywot wieczny, i nie giną na wieki, i nikt nie wydrze ich z ręki mojej.

29  Ojciec mój, który mi je dał, jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca.

Zobaczmy, że Owce Jezusa są w Jego ręku i jeśli tylko są owcami Jezusa, to nikt nie może wydrzeć ich z ręki Jezusa, ani szatan, ani demony, ani żaden człowiek, ani cokolwiek innego. A wcześniej powiedzieliśmy sobie, że oni też nie chcą się uwolnić z ręki Jezusa, bo już niczego innego nie pragną i niczego innego nie łakną jak tylko Chrystusa. Ale żeby nie było wątpliwości Pan Jezus jeszcze dodaje, że Bóg Ojciec, który dał mu wierzących jest większy nad wszystkich i nikt nie może wydrzeć ich z ręki Ojca. Jeśli jesteś chrześcijaninem prawdziwe, to spoczywamy w podwójnym uścisku, w uścisku Chrystusa, który nas trzyma i w uścisku Boga Ojca. Kto może rozerwać taki uścisk we wszechświecie, kto jest większy od Chrystusa i od Boga Ojca? A Pan Jezus w naszym dzisiejszym fragmencie mówi, że trzyma wierzących nie tylko przez chwilę, ale czyni to do dnia, kiedy wskrzesi ich do życia wiecznego w dniu ostatecznym, aż do dnia, kiedy znajdziemy się razem z nim w niebie.

Bezpieczeństwo chrześcijan nie polega na tym jak mocno trzymają się Chrystusa, ale na tym jak mocno Pan Jezus trzyma nas, to jest dla nas prawdziwe pocieszenie.

Ale żeby je mieć, żeby mieć nadzieje na zmartwychwstanie musisz i ja muszę widzieć Syna jak Pan powiedział w 40 wierszu. A widzieć Syna, to znaczy rozumieć kim Jezus jest i uwierzyć w Niego w swoim sercu. Gdy tak się stanie przechodzimy ze śmierci do żywota wiecznego i żyjemy w oczekiwaniu na zmartwychwstanie w nowych uwielbionych ciałach, które da nam Pan w dniu ostatecznym. A dzień ostateczny nastąpi, gdy nadejdzie ponowny powrót Chrystusa na ziemię, wtedy Pan na głos trąby ostatecznej zstąpi z nieba i podniesie z martwych wszystkich wierzących.

Wiem, że dla niektórych te fragmenty o Bożym wybraniu i ludzkiej odpowiedzialności są kontrowersyjne i dlatego kaznodziejowie nie głoszą na ich temat. Ale Pan Jezus tak nie czynił, w jednym nauczaniu mówił o dwóch prawdach, o Bożej suwerenności w zbawieniu i naszej odpowiedzialności. Doktryna o Bożym wybraniu uczy nas pokory, uderza w naszą pychę i mówi, że zbawienie jest całkowicie z łaski przez wiarę i w żadnej mierze nie jest naszą zasługą. Łaska wiary nie jest wynikiem naszych starań, ale darem Bożym. Nie zrobiliśmy nic, co sprawiło że Bóg nas wybrał. A z drugiej strony doktryna o ludzkiej odpowiedzialności uczy nas, że bycie wybranym nie oznacza, że człowiek nie ma nic do zrobienia – musi uwierzyć i musi zbawienie swoje sprawować z bojaźnią i drżeniem przed Bogiem. Co też zachęca nas do głoszenia ewangelii i wzywania ludzi do wiary.

Niestety jak w wielu doktrynach, tak i tu potrafimy popadać w skrajności. Niektórzy kładą tak duży nacisk na wybranie, że całkowicie pomijają kwestię ludzkiej odpowiedzialności. To często powoduje brak głoszenia ewangelii lub nawet zanik gorliwości i starania się w swoim zbawieniu, co raczej dowodzi, że człowiek nie jest odrodzony duchowo. Natomiast inni kładą zbyt duży nacisk na ludzki wybór i pozbawiają Boga Suwerenności, stosują różne manipulacje, by ludzi skłonić do wyznania Jezusa swoim Panem, a nawet zaczynają zbawienie opierać na ludzkich uczynkach.

A jak widzimy jedno i drugie jest ważne, Boże wybranie i nasza decyzja, jedno i drugie powinniśmy równie mocno podkreślać, choć w ludzkiej logice ciężko nam to pogodzić, jednak dla Boga te dwie prawdy są równorzędne.     

Łączna liczba wyświetleń