10.12.2016

Namaszczenie Jezusa Studium Ew. Jana 12,1-8


Zbliża się ostatnia Pascha na którą jako baranek zostanie złożony Pan Jezus. Jest to trzecia Pascha wspomniana w Ew. Jana
     ·         Pierwsza pascha (2,13)
     ·         Druga Pascha (6,4)
     ·         Trzecia Pascha (6,5)
Służba Pana Jezusa trwała ponad trzy lata około 3,5 roku. Teraz Pan Jezus jest już kilka dni przed śmiercią. Został Mu ostatni tydzień Jego ziemskiej działalności. Betania leżała blisko Jerozolimy. Zaraz Żydzi którzy już postanowili zabić Pana Jezusa dowiedzą się że z powrotem pojawił się w okolicach, bo wcześniej  usunął się by Boży plan się wypełnił.
Wiemy z poprzednich wierszy, że arcykapłani i Faryzeusze wydali rozkaz, że ktokolwiek zobaczy Jezusa ma o tym donieść sanhedrynowi, by go pojmać i stracić.

Teraz więc Jezus przychodzi do Betanii, przychodzi do tych których kocha i którzy kochają Jego, do Marty, Marii i Łazarza którego wskrzesił z martwych.
Tam przygotowano Mu wieczerzę. To wieczorny posiłek, kolacja którą spożywano półleżącej pozycji.
Marta nadal jest tą osobą, która krząta się i usługuje Panu. Najwidoczniej w tej roli się dobrze czuje, ma dar usługiwania, a usługiwanie samemu Jezusowi to najwspanialsza rzecz pod słońcem.
Jest również pośród nich Łazarz, który jeszcze niedawno może kilka tygodni wcześniej był martwy, leżał w grobie a teraz znajduje się z nimi przy stole. Wielkie świadectwo tego, że Pan Jezus jest rzeczywiście Drogą prawdą i życiem, zmartwychwstaniem, że wiara w Niego równa się życie wieczne.
Swoją drogą musiało to być, niesamowite świadectwo mieć koło siebie Łazarza, którego Pan wskrzesił z martwych.
Być może to nie było w domu Marii i Marty, ale Szymona Trędowatego, który także mieszkał w Betanii o czym wspominają Mateusz i Marek MK,14-3; Mat 26,6-13
Jeśli to było rzeczywiście w domu Szymona trędowatego, to z pewnością Szymon został uzdrowiony przez Pana Jezusa i dlatego można było się do niego zbliżać.

Zwróć uwagę , że miłość do Pana Jezusa powoduje, że Mu usługujemy, że Go słuchamy, że Mu służymy. Tak jak czyniła to Marta.
·         Jak myślisz jak my dzisiaj możemy usługiwać Panu Jezusowi?
·         Zwróć uwagę na Jana 14,15. Pan Jezus powiedział, że miłość do niego wyraża się w spełnianiu Jego przykazań, wymień kilka przykazań Pana Jezusa?

Maria namaściła Stopy Pana Jezusa drogą maścią. Funt maści to ok 340 gramów. Produkty do wyrobu tej maści pozyskiwano w Indiach. Wartość tej maści jak powiedział Judasz była około 300 denarów, a 1 denar to była zapłata pracownika z 1 dzień pracy. Więc na tą maść, którą Maria namaściła nogi Pana Jezusa trzeba było pracować około jeden rok. W dzisiejszych realiach taka maść kosztowałaby około 30 tys. zł. Zastanawiam jak bardzo musiała kochać Maria Pana, by zdobyć się wobec niego na taką szczodrość.

I to jest kolejna lekcja, że jeśli naprawdę kochamy Pana, to jesteśmy szczodrzy w służbie Jemu, w usługiwaniu i w ofiarności. Wtedy kiedy miłość do Pana przepełnia nasze serce nie mamy problemu poświęcać dla Chwały Pana Jezusa, Boga Ojca, to co jest cenne, co ma durzą wartość w naszych oczach. Wtedy chętnie ofiarujemy swój czas, swoje siły, swoje pieniądze, bo wiemy że zawdzięczamy Panu o wiele więcej. Ile byśmy z wdzięczności Panu nie ofiarowali i tak nigdy nie odwdzięczymy się Mu za Jego dar życia wiecznego, ale chociaż w ten sposób możemy pokazać Mu, że Jego ofiarna śmierć za nasze grzechy ma w naszych oczach dużą wagę.
Mateusza 6:21  Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje.

Maria również wytarła nogi Pana Jezusa swoimi włosami, okazała mu wiele miłości. Z pewnością jej serce było przepełnione miłością do Pana. Miłość do Pana skłania nas do poświęceń, kto więcej miłuje Pana jest w stanie więcej dla Niego poświęcić. Dlatego powinniśmy wciąż na nowo rozpalać w swoim życiu nasze serca dla Pana przez społeczność z Nim, modlitwę i studium Słowa Bożego, szukanie Boga.

Judasz jednak nie mógł zgodzić się z ta ofiarą z tym marnotractwem w Jego mniemaniu.
Dlaczego Judasz był zły gdy Maria namaściła Pana Jezusa? Wymień jakimi motywacjami się kierował?
·         Judasz był chciwy, był egoistą myślał tylko o sobie o własnym interesie. Miał świeckie ambicje, chęć bycia bogatym, myślał że przez służbę Chrystusowi zdobędzie pozycje, uznanie i pieniądze.
Tutaj widzimy jak zachowuje się człowiek, który nie ma miłości do Pana. Nie jest gotowy nic poświęcać dla Niego, myśli tylko o sobie, o własnym interesie, własnych korzyściach.
Powiedz do jakiego miejsca doprowadziły grzeszne ambicje Judasza?
Omów na przykładzie Judasza jak działa grzech w naszym życiu (Jak 1,15)?
Zobacz że grzech Judasza, grzeszne ambicje i chciwość, chęć władzy doprowadziły do całkowitego Jego upadku. Podobnie jest w życiu każdego człowieka, który nie chce się upamiętać. Bóg nas upomina, wzywa do społeczności, ale jeśli buntowniczo się od Niego odwracamy i nie chcemy słuchać w końcu grzech doprowadzi do naszego zatracenia jak było w przypadku Judasza.

Zwróć uwagę,  że Judasz skrywał się z prawdziwymi swoimi motywacjami (5-6). Mówił tak jakby mu chodziło o troskę w stosunku do ubogich, ale w rzeczywistości myślał o własnych korzyściach. I Pan to wiedział, wiedział jaki jest prawdziwy stan Jego serca (Jana 6,70).

I możemy powiedzieć na przykładzie Judasza, że najniebezpieczniejsze miejsce dla nas jest w kościele. Jeśli będąc w kościele, słuchając prawdy, wiedząc jaka jest wola Pańska odrzucimy Jezusa, to otrzymamy dużo surowszy wyrok niż ci, którzy  nie mieli możliwości poznać Pana (Łuk 12,48).
To że mamy możliwość poznać prawdę, że słuchamy jej, że wiemy kim jest Chrystus, że wiemy czego On oczekuje od nas, to sprawia że spoczywa na nas duża odpowiedzialność. I powinniśmy skłonić swoje serca do słuchania Pana, bo jeśli pozwolimy na to, by nasze serce był krnąbrne i buntownicze wobec Słowa Bożego, to nie pomoże nam najlepszy nauczyciel, najlepszy kościół. Judasz miał najlepszego z możliwych nauczycieli, a jednak i tak poszedł do piekła, bo miłował grzech.

Pan Jezus napomina Judasza mówi „zostaw ją” ona to czyni na mój pogrzeb”. Już czuje Pan oddech śmierci za swoimi plecami, niebawem zostanie złożony w ofierze, okrutnie zamordowany za grzechy nas wszystkich.
Czy oni wszyscy mają tego świadomość, czy Maria wie o tym? Nie wiemy tego, ale jedno jest pewne, namaszczenie Pana Jezusa jest swoistym pomnikiem Marii, który postawiła na Jego pogrzeb (Mk 14,9).
Zobacz, że w służbie dla Pana Jezusa są pewne priorytety. Wspomaganie ubogich jest jak najbardziej dobre i szlachetne, ale w tym czasie namszczenie Pana Jezusa było ważniejsze. Nieraz musimy wybierać miedzy dobrym, a lepszym. Chodząc blisko z Panem, dzięki Jego łasce mamy większe rozeznanie w tym co jest właściwe w danej chwili.
Zauważmy także, że czyn Marii nabrał większego znaczenia później, już po pogrzebie Pana Jezusa. Nieraz nasze działania w służbie Panu pierwotnie mogą okazywać się niewielkie, ale w przyszłości może się okazać, że nabiorą ogromnego znaczenia.


Dobrze obrazuje to pewna historia, historia zamurowanej Biblii


„Przed ponad stu laty, kiedy jeszcze nie było tunelu pod szczytem św. Gotarda w Alpach, podróżni udający się z Włoch do Szwajcarii i z powrotem musieli nadłożyć spory odcinek trudnej, stromej i okrężnej drogi. Szło się wtedy grupami.
Pewnego razu grupa murarzy z okolic Lugano wybrała się w drogę do środkowej Szwajcarii, istniały tam bowiem większe możliwości zarobkowe. W jednej z takich grup znajdował się młody człowiek imieniem Atonio. Rozmawiał on po drodze ze starszą już kobietą, która opowiadała mu o Panu Jezusie.
Atonio nie bardzo chciał jej słuchać. Na koniec podarowała mu pięknie oprawioną Biblię. Wziął ją, lecz jej nie czytał.
Kiedy dotarli do miasta Glarus, pomagał tam przy budowie wielkiego domu. Przy pracy przeklinał i drwił razem z kolegami.
Podczas tynkowania zauważył w murze dziurę. Naraz przyszło mu na myśl, żeby w tej dziurze zamurować Biblię, którą dostał. Pobiegł szybko po swoją torbę i powiedział o tym kolegom, mówiąc: "Popatrzcie, mam tutaj Biblię; zamuruję ją w tej dziurze". Wepchnął ją z trudem w niewielki otwór, po czym zamurował przy wtórze śmiechu kolegów. Po jakimś czasie wrócił do swej ojczyzny.
W roku 1861, dziesiątego maja wybuchł w Glarus wielki pożar, podczas którego spłonęło 490 domów. Miasto legło w ruinach, jednak po kilku latach przystąpiono do odbudowy.
Pewien mistrz murarski otrzymał zadanie odbudowy wielkiego domu, który był częściowo zniszczony. Człowiek ten, imieniem Jan, również pochodził z Włoch. Podczas prac murarskich zauważył w murze książkę, a kiedy ją wydostał, okazało się, że była to Biblia. Bardzo go to zdziwiło, skąd się tu wzięła w murze. Było to coś niezwykłego. On sam miał kiedyś swoją Biblię, którą mu odebrano. Teraz w wolnym czasie zaczął znów czytać znalezioną przez siebie Biblię. Nie rozumiał wszystkiego, co czytał, ale zagłębiał się w Ewangelię i Psalmy. Z nich nauczył się też modlić. I tak po niedługim czasie stało się dla niego jasne, że jest zgubionym grzesznikiem, lecz ze słów w Biblii wiedział, że Bóg go miłuje, a przez wiarę w Pana Jezusa otrzyma przebaczenie grzechów. Kiedy Jan powrócił jesienią do domu, do rodziny, opowiedział wszystkim dobrą nowinę o swym zbawieniu. Postarał się też o więcej egzemplarzy Biblii i w wolnym czasie obchodził okoliczne wioski roznosząc je ludziom, którzy pragnęli ją czytać. Rozpowszechniając w ten sposób ewangelię, dobrą nowinę, zaszedł w strony, w których mieszkał Atonio. Pewnego dnia postawił na jarmarku mały straganik i zaczął sprzedawać egzemplarze Biblii.
Przechodziło tamtędy kilku młodzieńców, wśród których znajdował się też Atonio. Kiedy zobaczył je na straganie zaraz powiedział do kolegów. "Ha! Biblie! Nie potrzebuję ich! Mógłbym pójść do Glarus, mam tam przecież jedną zamurowaną. Ciekaw jestem, czy sam diabeł potrafiłby ją stamtąd wydostać?"

Jan słysząc te słowa spojrzał na młodzieńca i zrozumiał, skąd wzięła się Biblia w murze, z którego sam ją wydostał. Rzekł więc do młodzieńca :"Bądź ostrożny, młody człowieku, szydzić jest łatwo, lecz co byś powiedział, gdybym ci pokazał tę Biblię?" Na to Atonio: "Nie oszukasz mnie! Ona była oznaczona, dlatego zaraz bym ją poznał. Idę o zakład, że nawet diabeł jej stamtąd nie wydostanie" Na te słowa Jan wyjął Biblię i rzekł: "Czy poznajesz ją, przyjacielu?" Atonio przystanął bez słowa poznając, że była to właśnie ta, którą sam zamurował. Jan zaś rzekł do niego: "Nie uczynił tego jednak diabeł, lecz Bóg, który sprawił to, abyś wiedział, że On istnieje i pragnie ciebie zbawić". Na te słowa Atonio wybuchnął całą nienawiścią, którą nosił w głębi serca wobec Boga. Sumienie w nim przemawiało, on jednak rzekł do kolegów. "Chodźcie, pokażemy mu, że tu nie miejsce na Jego pobożne stoisko". W parę sekund mały straganik się rozleciał. Jan został pobity, sprawcy zaś rozpierzchli się pośród tłumu ciekawskich Od tamtej pory Atonio stał się jeszcze większym wrogiem Boga.
Po pewnym czasie Atonio znowu pracował na budowie, gdzie podpiwszy sobie spadł z rusztowania i doznał poważnych obrażeń. Odwieziono go do szpitala. Jan dowiedział się o tym i odwiedził go w szpitalu. Serce Antonia było jednak niczym z kamienia, mimo że widział miłość Jana do siebie. Jan odwiedzał go nadal co tydzień i powoli, z początku z nudów, później z ciekawości Antonio zaczął czytać Biblię. Pewnego dnia natrafił na miejsce w Liście do Hebrajczyków 12,5 i te słowa uderzyły go. "Synu mój, nie lekceważ karania Pańskiego". Ponieważ uznał, że to pasuje zupełnie do jego przypadku, czytał dalej. Słowo Boże zaś, które kruszy skały, zaczęło działać w jego sercu. Po niedługim czasie uznał swoją winę i wyznał Bogu cały ciężar swych grzechów. Nauczył się też wierzyć z pełną ufnością W dzieło dokonane przez Pana Jezusa na krzyżu Golgoty. Jego dusza została uleczona z grzechu, lecz jego biodra pozostały unieruchomione od tego wypadku robót murarskich nie mógł już wykonywać, ale znalazła się dla niego inna praca. Później ożenił się z córką Jana. Jego teść był mu przyjacielem Antonio jest już teraz u Pana. Biblia, niegdyś zamurowana, jest dla jego wnuków najcenniejszym spadkiem”.



9.12.2016

Pokuta kluczem do Bożego błogosławieństwa Ks. Izajasza 58,1-12


Ile razy słyszeliśmy lub może doświadczyliśmy, że wołamy do Boga, a On jakby nie słyszy, jakby nie odpowiada. Jak często to pada z ust wielu ludzi, że modlą się, chodzą do kościoła, starają się jak tylko mogą, ale Bóg pozostaje głuchy. Czasami niemal cały dzień na klęczkach z modlitewnikiem w rękach, oddani wszelkiej religijnej gorliwości, a jednak wciąż nie widać działania Pana Boga. Jakby był jakiś daleki, obcy, jakby nasze sprawy Go nie interesowały, aż ciśnie się na usta pytanie, czy Jemu w ogóle na nas zależy, czy On jest, czy nas wysłuchuje? A jeśli jest, jeśli Mu na nas zależy, jeśli nas słucha dlaczego w naszym życiu układa się tak jak się układa? Dlaczego mamy tak wiele niepowodzeń, porażek, przygnębienia, niewysłuchanych modlitw, zniechęcenia oraz lęku i obaw w sercu.
Takie było doświadczenie Izraela w czasach Izajasza. Kult religijny Boga Jahwe trwał w najlepsze, ludzie modlili się, pościli, chodzili do świątyni, odprawiali ceremonie. Często byli w tym bardzo gorliwi i wydawało się, że są oddani Bogu. Jednak Bóg nie słuchał ich, nie reagował na ich oddanie i gorliwość religijną. Czego brakowało? Brakowało upamiętania, brakowało przeświadczenia o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie.  
Co z tego, że modlili się cały dzień, co z tego że wzywali Pana, co z tego że chodzili do świątyni, czy czytali Biblię! Jak w tym samym czasie wykorzystywali swoich bliźnich okłamując lub oszukując ich. W ich sercu było pełno nienawiści i złości zamiast przebaczenia i miłości. Co z tego że pościli, brali udział w uroczystościach religijnych jak podczas tych praktyk ich serce ich myśli w ogóle nie były skupione na Bogu, na Jego chwale, nakierowane na przestrzeganie Jego przykazań. Ich serca nie były skupione na tym żeby szukać Boga, żeby się Jemu podobać, żeby prowadzić prawe pobożne życie, żeby uciekać od tego co jest obrzydliwe w oczach Pana.
Bóg nawet nakazał Izajaszowi by wydzierał się do ludu Izraela na całe gardło, że Panu Bogu przede wszystkim chodzi o pokutę, upamiętanie, odwrócenie się od grzechów. To się Bogu podoba, takich ludzi szuka Bóg, tych którzy rozdzierają przed Panem swoje serca, a nie szaty jak czytamy w Ks Joela
Joe 2:13  Rozdzierajcie swoje serca, a nie swoje szaty, i nawróćcie się do Pana, swojego Boga, gdyż On jest łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen litości, i żal mu karania!
Prawdziwa pobożność która Bogu się podoba zaczyna się od mojego wnętrza, najpierw moje serce musi być zmienione by zostało zmienione całe moje życie, tak by Bóg był w nim uwielbiony. Najpierw moje serce musi być zmienione, by obecność na nabożeństwie, przebywanie z braćmi i siostrami stała się dla mnie największą rozkoszą. Najpierw moje serce musi być zmienione by modlitwa była dla mnie czasem społeczności z Bogiem i chwilą odpocznienia, a nie męczarnią i nudną praktyką religijną. Najpierw moje serce musi być zmienione bym w miłości bliźniego, pomocy potrzebującemu zaczął widzieć sens i możliwość służenia Bogu. Najpierw moje serce musi być zmienione by zbliżające się święta Bożego narodzenia były głównie czasem radości z przychodzącego na świat Zbawiciela, a nie wyłącznie pogonią po sklepach, jedzeniem i piciem.
Izraelici w swojej gorliwości religijnej myśleli, że Bóg nie dostrzeże ich grzechów, albo przymknie na nie oko, a może uda się im Go jakoś przekupić pomnażając swoje modlitwy, ofiary, czy posty. Jaki głupi i fałszywy wizerunek Boga wykiełkował w ich sercach, Boga który jest raczej bożkiem, bóstwem wyrysowanym na ludzkie podobieństwo na wzór pogańskich narodów. Boga którego można oszukać, coś przed nim ukryć, który karmi się ofiarami i ceremoniami zapominając o sprawiedliwości.  
Dzisiaj również wiele osób ma taki wizerunek Boga, „trochę religii, trochę kościoła, trochę modlitwy i w ten Pan Bóg będzie zadowolony i jeszcze będzie mi błogosławił, a także przymknie oko na moje grzechy”. „Na pewno nie zaszkodzi trochę religijności, a jeszcze pomoże, tylko oby nie za bardzo”.
Nie, taka pusta religijność nie tylko jest niewłaściwa, ale jest bezsensowna, bezcelowa, obraża również Boga, bo czyni z Niego kogoś kim On nie jest.
Tak wiec nie może nas dziwić, że jeśli ktoś w taki sposób postępuje z Bogiem, w sposób cyniczny i instrumentalny nie porzucając swoich grzechów, nie może być wysłuchany. W innym miejscu Bóg mówi do Izraela, choćbyście pomnożyli swoje modlitwy nie wysłucham was, bo na waszych rękach pełno, krwi, grzechu (Izaj 1,15).

Bóg mówi do swojego ludu chcecie Mojego błogosławieństwa? Chcecie by moje obietnice wypełniły się w waszym życiu? Chcecie mojej ochrony, Mojego prowadzenia, mojego uzdrowienia. Chcecie tego wszystkiego? To odwróćcie się od waszych grzechów. Odwróćcie się od wszelkiej niesprawiedliwości, a wtedy:
Izajasza 58:9 …będziesz wołał, Pan cię wysłucha, a gdy będziesz krzyczał o pomoc, odpowie: Oto jestem! Gdy usuniesz spośród siebie jarzmo, szydercze pokazywanie palcem i bezecne mówienie,
10  Gdy głodnemu podasz swój chleb i zaspokoisz pragnienie strapionego, wtedy twoje światło wzejdzie w ciemności, a twój zmierzch będzie jak południe,
11  I Pan będzie ciebie stale prowadził i nasyci twoją duszę nawet na pustkowiach, i sprawi, że twoje członki odzyskają swoją siłę, i będziesz jak ogród nawodniony i jak źródło, którego wody nie wysychają.
Jakie wspaniałe błogosławieństwo dla tych, którzy szczerze porzucają swój grzech, odwracając się od tego co Panu się nie podoba.
1.      Wtedy gdy będziemy wołać Pan nas wysłucha, w chwili niedoli przyjdzie nam z pomocą. Jak wspaniale wiedzieć, że mam Boga w niebie, Boga wszechmogącego który jest po mojej stronie i nie zostawi mnie w dzień, gdy będę szedł ciemną doliną. Nie zdarzy nam się wtedy to, co często słyszymy z ust ludzi, „wołam a Bóg nie odpowiada”. Dawid kiedyś powiedział że był młody i zestarzał się, ale nie widział żeby sprawiedliwy, ten który czci Pana  był przez Niego opuszczony (Ps 37,25).
2.      Będzie również On naszą tylną strażą i będzie chronił nas przed naszymi wrogami (w 8). Zapewni nam bezpieczeństwo takiego jakiego my sami nie jesteśmy sobie w stanie zapewnić. Ja rozumiem to w ten sposób, że nawet w chwilach prób i doświadczeń Bóg daje nam pokój i w końcu wyprowadza nas na prostą. Pamiętam, że gdy nawróciłem się miałem wiele długów i problemów w wyniku grzesznego życia jakie prowadziłem. Modliłem się do Pana w tej sprawie, błagałem i prosiłem, by wyprostował moje drogi i On uczynił to. Długi spłaciłem, pojednałem się ze starymi wrogami i otrzymałem od Pana zupełnie nowe życie. Wiele takich przykładów mógłbym tutaj przywołać. Wielu z was doświadczyło tego samego i wielu tych którzy porzucą swój grzech i przyjdą do Pana tego doświadczy.
3.      Inną obietnicą jest, że twoje światło wzejdzie w ciemności, a zmierzch będzie jak południe. Bóg sprawia w życiu tych, którzy z nim chodzą pewność i utwierdzenie w prawdzie, nawet  w obliczu ciemności i zła, niemoralności i braku rozeznania świata co jest słuszne i prawdziwe. Dzisiaj widzimy to jeszcze jaśniej jak światu się wszystko pokręciło i to co dobre nazywają złem, a co złe nazywają dobrem. Boży człowiek nie ma takich problemów, On wie jaka jest ścieżka prawdy, a Jego światłość, prawe życie, Boże błogosławieństwo błyszczy z daleka. I bezbożni to widzą, wiedzą że tam mieszka Boży prorok, Boży człowiek, że on zna prawdę, on jest jej pewny, on nie boi się o niej mówić, on nią żyje. On wie dokąd idzie i dokąd zmierza. Nawet w starości jego światłość będzie jak najlepszy czas dnia, a jego zejście ze świata wspaniałą chwilą spotkania z Panem i dniem zmartwychwstania. Wierze głęboko, że jeśli po Bożemu wychowujemy swoje potomstwo, to Pan obdarzy nas błogosławieństwem w tym względzie i sprawi, że będziemy dumni z naszych dzieci i zaoszczędzimy im w ich życiu wiele cierpień.
4.      I ostatnia obietnica, że Bóg będzie cię ciągle prowadził, dzień w dzień, będzie czuwał nad tobą swoją opatrznością, a Jego oko będzie skierowane na twoje życie, ku twojemu błogosławieństwu. Codziennie potrzebujemy opieki Pana i Jego prowadzenia, codziennie potrzebujemy Jego rad i Jego mądrości. Codziennie potrzebujemy Jego siły do podejmowania właściwych wyborów, wychowywania dzieci, bycia dobrym pracownikiem, synem, córką, obywatelem. Wszelkie nasze powodzenie zależy od Pana bez niego nic nie możemy uczynić. Szukajmy Go, ale szukajmy Go przede wszystkim rozdzierając swoje serce, a nie tylko szaty jak czynił to Izrael. Szukajmy Go szczerze, a nie obłudnie jak mamy tego przykład w dzisiejszym fragmencie.






4.12.2016

Równa zapłata Ew. Mateusza 19,30 – 20,16


Drodzy dzisiaj przyjrzymy się podobieństwu o pracownikach w winnicy. Zaczęliśmy od 30 wiersza 19 rozdz. bo widzimy wyraźnie że ten wiersz łączy się tym podobieństwem. Zresztą nasz Pan na podsumowanie swojego podobieństwa powtarza ten sam wiersz 20 rozdz. 16 wierszu
Mateusza 20:16  Tak będą ostatni pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
To krótkie zdanie Pana Jezusa może wydawać się niezrozumiałe i zawiłe, ale w rzeczywistości chodzi o proste przysłowie, że wszyscy otrzymają tyle samo. Zarówno ci którzy nawrócili się bardzo wcześnie i służyli Bogu bardzo długo jak i ci którzy nawrócili się w ostatniej chwili jak łotr na Krzyżu (Łuk 23,42), oni też otrzymają życie wieczne. Musimy zrozumieć że każdy z nas w oczach Bożych jest równy i u Boga nie ma uprzywilejowanych osób, ulubieńców, tych których Bóg traktuje w specjalny sposób. Jak wiemy Bóg nie ma względu na osobę. Nie darzy sympatią ludzi, czy gniewa się na nich z powodu swoich kaprysów. Jeśli obdarza życiem wiecznym, to czyni to na podstawie swojej łaski. Jeśli wylewa gniew, to czyni to w wyniku swojej świętości i sprawiedliwości.
Wieczerza pańska którą dzisiaj obchodzimy jest dobrym czasem, by to sobie przypominać, że wszyscy przed Bogiem jesteśmy równi, że wszyscy jesteśmy jak ten nędzarz i żebrak z ewangelii Łukasza z 16 rodz. który leżał owrzodziały u wrót bogacza. Wszyscy jesteśmy żebrakami Bożej łaski, wszyscy zostaliśmy zbawieni w ten sam sposób, przez wiarę w Jezusa Chrystusa i wszyscy otrzymaliśmy to samo życie wieczne, z tego samego źródła.

Znaczenie podobieństwa
Tak więc przejdźmy teraz do naszego podobieństwa.
Pan Jezus mówi, że Królestwo niebios podobne jest do pewnego gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem najmować robotników do swej winnicy (w 1). W Palestynie w tamtym okresie nie było to nic niezwykłego, ot normalny zwyczajny dzień gospodarza. Wprawdzie miał swoich pracowników, ale w czasie zbiorów w winnicy musiał zatrudniać jeszcze kolejnych tzw. sezonową siłę roboczą. Było to konieczne, bo gdy grona dojrzewały w końcu września, zaraz potem następował okres deszczowy. Kto nie zdążył w tym krótkim przedziale czasu zebrać plonów z winnicy niechybnie je stracił. Dlatego każdy robotnik w tym okresie był niemal na wagę złota. Jak byłem dorastającym chłopakiem chodziłem na zarobek do różnych gospodarzy w okresie żniw i pamiętam, że jak były sianokosy i siano wyschło na polach, to trzeba było koniecznie je zwieźć do stodoły jak najszybciej w ciągu kilku dni, by deszcz nie zapadał. Wtedy praca trwała od wczesnych godzin rannych do bardzo późnych godzin wieczornych. To było istne wariactwo, byle szybciej, byle więcej i byle zdążyć przed deszczem.
I tutaj nasz gospodarz wyrusza wczesnym rankiem około godz. 5 – 6 na rynek miejski gdzie gromadzili się pracownicy którzy chcieli podjąć pracę. Tam najmuje tych którzy czekali.
Umówił się z robotnikami na stawkę jednego denara za cały dzień pracy. Była to przeciętna dniówka robotnika w tamtym czasie. Gdybyśmy chcieli to odnieść do dzisiejszych wartości, to byłoby to około sto złotych, może trochę ponad sto.
Następnie ten sam gospodarz wybrał się znowu na rynek by zatrudnić tych, którzy tam stali o godz. 9, wtedy kiedy poprzedni pracownicy już kilka godzin pracowali w winnicy. Im obiecał, że uczciwie się z nimi rozliczy, gdy podejmą się oferowanej pracy.
Później to samo uczynił w południe i zatrudnił tych, którzy nie mieli zajęcia. Zrobił to także o godz. 15 i uczynił tak też o godz. 17, jedną godzinę przez zakończeniem pracy.
Tak więc ten gospodarz zatrudniał ludzi przez cały dzień, o różnych porach. Z pierwszymi umówił się na denara z poprzednimi umówił się na uczciwa zapłatę.
Gdy dzień się zakończył nadszedł czas rozliczeń, tak nakazywało prawo (Kpł 19,13). Gospodarz zlecił wypłatę zarządcy Najpierw wezwano tych, którzy pracowali najkrócej, jedną godzinę i zarządca wręczył im całego denara, później kolejnych i zapłacił im tak samo. Wszyscy otrzymali taką samą zapłatę. Tyle ile oni potrzebowali na życie, gospodarz zaspokoił ich potrzeby.
Czy zapłata według ludzkich standardów była sprawiedliwa? Czy ci którzy pracowali najkrócej zasłużyli na taką samą zapłatę jak ci którzy pracowali dłużej? Nie, to jest właśnie łaska, miłosierdzie gospodarza, chciał im dać denara, tyle ile tamtym i dał.
Teraz podeszli ci którzy pracowali cały dzień, wiedząc o tym, że tamci chociaż krócej od nich pracowali otrzymali tyle na ile ci pierwsi umówili się z gospodarzem. No, ale teraz doszli do wniosku, że skoro tamci dostali po denarze, to ich pierwotna umowa z gospodarzem już jest nieważna. Muszą dostać więcej (w 10), przecież trudzili się dłużej, napracowali ciężej. Z pewnością byli bardzo podekscytowani stojąc przed zarządcą, spodziewali się sporej zapłaty. A tymczasem otrzymali tyle na ile umówili się z gospodarzem, jednego denara. Tyle samo jak ci, co pracowali godzinę. I co? Rozczarowanie, rozgoryczenie, ich oczekiwania były tak duże, że  nie byli w stanie ukryć swego rozżalenia.
Szemrali przeciwko gospodarzowi, narzekali na niego, poczuli się przez niego oszukani, skrzywdzeni.
Gospodarz jednak odpowiedział im w bardzo prosty i mądry sposób. Powiedział, czy nie na denara się ze mną umówiliście (13-14)? Czy nie taką stawkę wam obiecałem? Skoro wtedy kiedy się dogadaliśmy byliście zadowoleni, dlaczego teraz jesteście niezadowoleni? Przecież otrzymaliście tyle, ile wam obiecałem. Dlaczego macie do mnie pretensje o to, jak ja rozporządzam swoim majątkiem? Dlaczego się złościcie, gdy ja jestem dobry ( 15)?
Prawdziwym problemem tych ludzi nie było to, że gospodarz ich oszukał jak twierdzili, bo nie oszukał, albo to, że tamci otrzymali tyle samo co oni. Prawdziwym problemem była zawiść i zazdrość.
Jakiś czas temu oglądałem stary polski film, gdy pewien lubiany człowiek w wiosce mający wielu przyjaciół wygrał milion w totolotka. Zrobił wielką imprezę dla znajomych i sąsiadów i zajął się organizowaniem swojego życia. Wyremontował dom, kupił ciągnik do uprawy roli, dokupił ziemi. Ale ci sąsiedzi, już nie byli mu tacy przychylni jak wcześniej, teraz uważali go za wroga tylko z tego powodu, że miał więcej od nich.
Zawiść i zazdrość, to była prawdziwa przyczyna ich niezadowolenia.
Teraz spróbujmy wyjaśnić o co chodzi w tym podobieństwie, co to znaczy, że ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi? Co to znaczy, że wszyscy otrzymali tyle samo?
Gospodarzem w tym podobieństwie jest Bóg, winnica to Jego królestwo, Królestwo Boże. Pracownicy zatrudnieni do pracy w winnicy, to ludzie którzy zostali przez Boga powołani do zbawienia. Jedni zostali powołani bardzo wcześnie, może jak byli młodzi i pracują już w Bożej winnicy bardzo długo. Od wielu lat służą Bogu w Jego Królestwie, niektórzy 50, 60, a może nawet więcej. Inni pracownicy ci pracujący krótko, to osoby które nawróciły się późno lub nie miały okazji długo służyć Panu, bo ich życie rychło się zakończyło, albo zostali powołani przed samym przyjściem Zbawiciela. Więc w stosunku do tych co służyli Bogu od dziesięcioleci, służba tych drugich była bardzo krótka
Wieczór to chwila zapłaty, to wieczność, to dzień kiedy wejdziemy do odpocznienia naszego Pana, to moment kiedy otrzymamy naszą nagrodę. To chwila kiedy po jednym dniu pracy, życia które szybko mija wejdziemy do Królestwa które nie będzie zniszczone nigdy.
 Zarządca zaś dający wypłatę, to Pan Jezus Chrystus. On wszystkim tym, którzy trudzili się w Jego królestwie wypłaci nagrodę.
I wszyscy ci którzy niezależnie od tego w jakiej chwili zostaną powołani otrzymają życie wieczne. Czy to jest sprawiedliwe by ktoś, kto nawrócił się jako młody człowiek i przez całe swoje życie służył Panu dożywając 100 lat, otrzymał tyle samo co jakiś przestępca, który przez całe życie żył bezbożnie i nawrócił się niemalże na łożu śmierci, albo dosłownie na łożu śmierci? Z ludzkiej perspektywy jest niesprawiedliwe, niezrozumiałe. Ale Bóg jest wspaniały, jest miłosierny, dobry, łaskawy i wszystkim tym, którzy uwierzyli w Chrystusa chce okazać miłosierdzie w takim samym stopniu.
Przecież wszyscy zasługiwaliśmy na potępienie, Nikt z nas nie był godny i nie jest godny tego, by Bóg okazał mu łaskę. Jak mówi Ks. Izajasza
Izajasz 64:6  …wszyscy staliśmy się podobni do tego, co nieczyste, a wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona, wszyscy więdniemy jak liść, a nasze przewinienia porywają nas jak wiatr.
To co zrobił Bóg w tej przypowieści to łaska w czystej postaci.

Życie wieczne to dar
I musimy zrozumieć, że podobieństwo to ma szerszy kontekst. Kontekstem dla tego podobieństwa jest to, co Pan Jezus wcześniej mówił do apostołów, że ciężko bogaczowi wejść do Królestwa Bożego (Mat 19,23). Powiedział to na przykładzie bogatego młodzieńca, który nie chciał zostawić swoich majętności i pójść za Chrystusem. Wtedy Piotr zapytał się Pana co uczniowie będą mieć za to, że poszli za Jezusem (Mat 19,27).
Bogacz, który nie chciał zostawić swoich pieniędzy wciąż miał swoje pieniądze. A co my będziemy mieć, niektórzy opuścili swoje domy, swoją pracę, ich wcześniejsze wykształcenie straciło na znaczeniu, pozostawili  swoje rodziny.
To jest ta grupa, która została powołana o 6 rano. Apostołowie poświęcili całe życie w dosłownym sensie dla Królestwa Bożego. Znaczna większość apostołów po wieloletniej wiernej służbie Chrystusowi w sposób męczeński straciła życie. Prawdopodobnie tylko apostoł Jan zmarł śmiercią naturalną.
I zanim apostołowie pojęli, że nagroda która otrzymają nie polega na zapracowaniu sobie, ale na łasce, minęło wiele czasu. Oni ciągle myślą o pierwszych miejscach i zaszczytach w Królestwie Bożym (Mat 18,1). Niekiedy kłócą się o to (Łuk 22,24-27), przypomnijmy sobie matkę synów Zebedeuszowych, która przyszła do Pana Jezusa załatwiać najważniejsze stanowiska dla Jakuba i Jana (Mat 20,21). Nawet przed samą śmiercią Pana Jezusa, przy stole podczas ostatniej wieczerzy spierali się o to, kto jest ważniejszy (Łuk 22,24). I przed tym podobieństwem oni pytają się Pana, co będziemy mieć? Wciąż myślą w sposób ziemski, choć samo pytanie o nagrodę nie jest pozbawione sensu. To jednak w mniemaniu uczniów będą mieć pewnie więcej niż inni, którzy tak nie poświęcili się, którzy później zostali powołani, mniej pracowali, mniej cierpieli. W tym pytaniu „co będziemy mieć”, gdzieś przebija się ta chęć górowania nad innymi, rywalizacji, dążenie do zaszczytów, zasiadanie po prawicy i lewicy Pana Jezusa.
Więc Pan Jezus kieruje do nich to podobieństwo, że Królestwo Boże nie polega na tych samych wartościach jakimi kieruje się świat. Nie powinniśmy o Królestwie Bożym myśleć w kategoriach, zaszczytów, stanowisk, lepszej zapłaty od innych. Nie powinniśmy uważać, że jesteśmy lub będziemy ważniejsi od innych w Bożym Królestwie, bo może wcześniej się nawróciliśmy, czy bardziej poświęcamy dla Pana Jezusa. Nie, Królestwo Boże na tym nie polega. Królestwo Boże to Królestwo łaski. Życie wieczne to coś, na co nie możemy zapracować. Życie wieczne to Boży dar, który Bóg udziela według suwerennej swojej woli i udziela go niezależnie od uczynków, ludzkich starań, naszego poświęcenia i naszej religijności, a wyłącznie na podstawie wiary w Chrystusa.
Życie wieczne to nie jest kwestia tego kiedy zostałeś przez Boga powołany do Jego Królestwa, czy o 6 godz., na początku swego życia, czy w środku, czy u schyłku. Bóg postanowił przez Pana naszego Jezusa Chrystusa dać wszystkim życie wieczne, nawet tym, którzy nawrócą się na łożu śmierci. Nawet tym, którzy przez całe życie oddawali się grzechowi, ale gdy nastał ich koniec zostali zdjęci bojaźnią Bożą i została im okazana Boża łaska. Niektórzy twierdzą, że pod koniec swojego życia nawrócił się w więzieniu Hitlerowski zbrodniarz Rudolf Höss, komendant obozu w Oświęcimiu Auswitch Birkenau. Ostatnie jego słowa przed wykonaniem wyroku śmierci były prośbą o przebaczenie u Boga u ludzi i u Narodu Polskiego. Nie wiem czy on naprawdę się nawrócił, czy nie. Nie mnie to oceniać. Ale gdyby ktoś taki znalazł się w niebie czy byłbyś zdziwiony? Czy mielibyśmy do Boga pretensję i przekonanie, że to jest  niesprawiedliwe? Czy mielibyśmy postawę, że to jest niesprawiedliwe, gdyby ofiary tego hitlerowskiego oprawcy poszły do piekła, a on przez wiarę w Chrystusa znalazł się w niebie?
Musimy powiedzieć, że Boża łaska wykracza poza ludzkie zrozumienie. Bóg chce dać tym, którzy uwierzą w Chrystusa życie wieczne. I jest gotowy przebaczyć grzechy choćby największemu grzesznikowi nawet na łożu śmierci jeśli się upamięta i szczerze będzie żałował za swoje grzechy.
I choć przyjmujemy Bożą łaskę, to nawet w Kościele nie do końca rozumiemy jej głębie i próbujemy w niej doszukiwać się ludzkiej sprawiedliwości, jak czynili to pracownicy winnicy oburzając się, że ci którzy mniej pracowali otrzymali taką samą zapłatę. Widzimy również , że Bóg przez swoją  łaskę daje to, co obiecał i o wiele więcej, gdy  ci ostatni otrzymali tą samą obfitość Bożego błogosławieństwa.

Taka sama wartość życia wiecznego
To więc teraz ktoś mógłby zapytać, a co z nagrodami? Czy to znaczy że w ogóle nie będzie nagród w niebie, za służbę wytrwałość i poświęcenie? Co z tymi którzy pracowali więcej, poświęcali się bardziej, modlili się dłużej, służyli gorliwiej?
Po prostu musimy zrozumieć, że Pan Jezus tutaj tym się nie zajmuje. On mówi, że każde życie wieczne jakie otrzymają ci którzy za Nim poszli ma taka samą wartość. Tutaj chodzi o równość życia wiecznego.
 Nie ma lepszych zbawionych i gorszych zbawionych. Nie ma dwóch klas zbawionych jak wierzą np. Świadkowie Jehowy. Oni wierzą że jest klasa niebiańska tzw. 144 tys. i ci znajdują się w niebie służąc przed obliczem Bożym i ich życie wieczne jest lepsze i bardziej wartościowe niż innych. I jest również klasa zbawionych żyjących na ziemi, wprawdzie też zabawieni, ale jakość tego zbawienia jest trochę gorsza.
Nie ma czegoś takiego, wszyscy będziemy w domu Ojca gdzie wiele jest mieszkań (Jana 14,2). Wszyscy jesteśmy dziedzicami Bożymi i współdziedzicami Chrystusa (Rzym 8,17). Wszyscy jesteśmy na uczcie baranka i bierzemy udział w Jego weselu. Wszyscy jesteśmy świętym kapłaństwem Boga i wszyscy z tego samego źródła duchowego pijemy.
Jeśli chodzi o życie wieczne jest tutaj równość. Gospodarz zapłacił wszystkim tak samo.
Wprawdzie nagrody jakieś będą, ale Biblia nigdzie dokładnie nie mówi o szczegółach tych nagród. Nie wiemy dokładnie co to za nagrody. Jedno jest pewne, nagrody które otrzymają ci którzy pracowali bardziej i więcej w żaden sposób nie sprawią, że ci którzy ich nie otrzymają będą mieli gorszą jakość życia wiecznego. 
Ale wszyscy co otrzymują życie wieczne mają tą sama jakość pełni życia. Zarówno prosty brat, czy siostra w Zborze jak i wielki ewangelista gromadzący na kampaniach ewangelizacyjnych tysiące osób. Nie ma lepszych i gorszych w Bożym Królestwie wszyscy są również ważni i potrzebni.

Suwerenność Boga
Są jeszcze inne pośrednie prawdy w tym podobieństwie na które warto zwrócić uwagę. choć nimi dzisiaj nie będziemy się zajmować tak szeroko.
Zobaczmy, że do życia wiecznego człowiek nie powołuje się sam. Gospodarz o każdej godzinie jechał na rynek i brał tych, którzy byli przygotowani do pracy. To Bóg powołuje człowieka do Królestwa Bożego, to On wybiera, to On daje prace w winnicy, to On zbawia.
Ew. Jana w sposób szczególny wyjaśnia nam te prawdy „kogo Ojciec nie pociągnie nikt nie może przyjść do mnie”, mówił Pan Jezus (J 6,44).

Wszyscy pracują
Następna prawda jaką widzimy w tym podobieństwie, to że wszyscy pracują w Bożym Królestwie. Nie ma lenistwa, bezczynności. Każdy wierzący, jeśli jest naprawdę wierzący będzie odznaczał się uczynkami płynącymi z wiary. Prawdziwa wiara w Chrystusa przynosi owoce upamiętania. Jedna z zasad reformacyjnych brzmiała „sola fides nunquam sola” „sama wiara nigdy sama”. Zbawienie jest z wiary, ale prowadzi do pobożnego i bogobojnego życia.

Bóg wciąż powołuje
I ostatnia rzecz na którą możemy zwrócić uwagę w naszym tekście to, to że Bóg wciąż powołuje do swojej winnicy do Królestwa Bożego. Wierzę, że Bóg będzie powoływał ludzi do ostatniego dnia przed przyjściem Pana jak gospodarz w naszej winnicy. Byli tacy których powołał na ostatnią godzinę przez zakończeniem dnia pracy. Łaska wciąż trwa, ewangelia wciąż jest głoszona, teraz już po całym świecie. Wciąż nawracają się ludzie i Bóg powołuje nowych. Aż nadejdzie dzień żniwa, dzień wypłaty. Wtedy praca zostanie przerwana, drzwi łaski zamkną się i nastanie wesele branka.
Jeśli zostaliśmy powołani do pracy przy pańskiej winnicy do życia wiecznego, nie bójmy się o swoją przyszłość, pełną zapłatę otrzymamy. Dziękujmy również Bogu za Jego łaskę, jego dobroć, błogosławieństwo i obietnice mające wieczną pieczęć.
Jeśli jednak nie zostaliśmy powołani, nie rozumiemy tych wszystkich rzeczy, nie tęsknimy za spotkaniem z Panem, to wzywam: przyjdź pracuj w Pańskiej winnicy, uwierz w Chrystusa, a zapłata twoja będzie obfita.
  

27.11.2016

Przymierze między światłością a ciemnością 2 Kron 18,1-3; 19,1-3


Drodzy dzisiaj chciałbym byśmy przywołali historię Króla Judzkiego Jehoszafata. Słowo Boże mówi, że był on bogobojnym człowiekiem tak, jak jego praojciec Dawid.
2 Kronik 17:3  I był Pan z Jehoszafatem, gdyż chodził on drogami, jakimi chodził niegdyś Dawid, jego praojciec, i nie szukał Baalów,
4  Ale szukał Boga swoich ojców i postępował według jego przykazań, a nie tak, jak czynił Izrael.
5  Toteż Pan wzmocnił władze królewską w jego ręku i wszyscy Judejczycy składali daniny Jehoszafatowi; miał on wielkie bogactwo i sławę.
6  Chodząc zaś drogami Pana, nabrał znowu odwagi i usunął z Judy świątynki na wzgórzach i aszery.
Jednak po pewnym czasie gdy Jehoszafat doszedł do wielkiej sławy i potęgi zawarł przymierze z bezbożnym Królem izraelskim Achabem.
O Achabie zaś czytamy:
1 Król 16:30  Lecz Achab, syn Omriego, postępował w oczach Pana gorzej niż wszyscy jego poprzednicy.
31  Niczym to jeszcze było, że chodził w grzechach Jeroboama, syna Nebata, lecz ponadto pojął on za żonę Izebel, córkę Etbaala, króla Sydonu, i służył Baalowi, i oddawał mu pokłon,
32  I wzniósł ołtarz Baalowi w świątyni Baala, którą zbudował w Samarii.
33  Achab kazał też sporządzić Aszerę; czynów takich, pobudzających do gniewu Pana, Boga Izraela, popełnił więcej aniżeli wszyscy królowie izraelscy, jego poprzednicy.

A tak wyglądało owo przymierze
2 Kronik 18:1  Gdy Jehoszafat doszedł do wielkiego bogactwa i znaczenia, spowinowacił się z Achabem.
2  Po kilku latach wstąpił do Achaba do Samarii i wtedy Achab kazał dla niego i dla jego świty zabić wiele owiec i bydła i namówił go do wyprawy przeciwko Ramot Gileadzkiemu.
3  Achab, król izraelski, rzekł do Jehoszafata, króla judzkiego: Czy ruszysz ze mną pod Ramot Gileadzkie? A on mu odpowiedział: Ja zrobię, co ty zrobisz, a co zrobi twój lud, zrobi mój lud; pójdziemy z tobą na wojnę.

Przymierze to przysporzyło Jehoszafatowi wiele problemów. W czasie wspólnej bitwy ramię w ramię z Achabem o mało co, nie zginął i tylko boska interwencja sprawiła że ocalał (2 Kron 18,31). Nadto też Izrael poniósł w tej bitwie klęskę, a król Achab został zabity.
Po tych wydarzeniach przyszedł do Jehoszafata prorok Pana i tak mu powiedział

2 Kronik 19:1  Gdy Jehoszafat, król judzki, powrócił cało do swego domu do Jeruzalemu,
2  Stanął przed nim jasnowidz Jehu, syn Chananiego, i rzekł do króla Jehoszafata: Czy musiałeś pomagać bezbożnemu i okazywać miłość tym, którzy nienawidzą Pana? Przez to ciąży na tobie gniew Pana.
3  Niemniej i dobre rzeczy u ciebie się znalazły, bo wytępiłeś aszery z tej ziemi i swoje serce skłoniłeś do szukania Boga.

Jak widzimy Bóg miał pretensje do Jehoszafata, że zbratał się z Achabem, bezbożnym Królem Izraela.
Podobne sytuacje mogą mieć miejsce w naszym życiu i mogą mieć miejsce w kościele, gdy dążymy do szczególnie bliskiej społeczności z bezbożnymi ludźmi.
Nie mówię tutaj o takiej społeczności, gdy naszym zamiarem jest głosić bezbożnym ludziom ewangelię i przyprowadzić ich do Chrystusa. Nie to mam na myśli, to mamy czynić, mamy iść do świata, do ludzi tego świata i pokazywać im miłość Chrystusową.
Ale jest jeszcze inna społeczność z tymi którzy nie znają Pana. Jest to społeczność dla rozrywki, dobrego towarzystwa, mogą być to wspólne nie do końca uczciwe interesy, świeckie libacje, popijawy alkoholowe. Mogą to być również sytuacje kiedy jestem narażony lub kuszony do jakiegoś grzechu.
Albo towarzystwo które plotkuje, obmawia i zaszczepia w nas pogański sposób patrzenia na świat i otaczającą nas rzeczywistość.
Pamiętam, że gdy ja się nawróciłem i poznałem Pana, to przez jakiś czas, kilka tygodni, próbowałem godzić społeczność z Chrystusem i jego kościołem między moje stare towarzystwo ze świata z którym spotykaliśmy się w różnych klubach, czasami na nocnych dyskotekach. Tłumaczyłem sobie wtedy, że idąc tam z nimi mogę głosić im ewangelię. Ale z czasem zauważyłem, że wcale nie chodziło mi o głoszenie ewangelii, ale jakaś część mnie, nie do końca chciała  zostawić to stare życie, a chęcią głoszenia ewangelii tylko się usprawiedliwiałem. I pewnego dnia siedząc w takim klubie ze znajomymi odczułem bardzo mocno że to nie jest moje miejsce.
Odczułem to co mówi słowo Boże
2 Koryntian 6:14  Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością?
15  Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym?
16  Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim.
17  Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, I nieczystego się nie dotykajcie; A Ja przyjmę was
18  I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący;

Przykład Jehoszafata nie tylko jest przestrogą dla nas w sensie osobistym, ale również na płaszczyźnie kościelnej na płaszczyźnie Zboru.
Zbór Pański również nie powinien szukać społeczności, ekumeni, dialogu, wspólnej modlitwy i chwalenia Pana  ze zborami czy kościołami które odeszły od Bożej drogi i nie są wierni Słowu Bożemu. Nie ma miejsca na wspólne działanie, wspólną ewangelizacje, bratanie się z tymi którzy nie są wierni Panu. Nie możemy nazywać braćmi tych którzy podważają fundamentalne doktryny zbawienia takie np. jak zbawienie z łaski przez wiarę, podważanie zmartwychwstania, wyłączności Chrystusa jako zbawiciela, czy tych którzy zachęcają nas do oddawania czci obcym Bogom. Nie możemy również bratać się jako kościół Boży z innymi fałszywymi religiami.
Kościół ma być oddzielony od świata, ma być oddzielony od tego co grzeszne i zepsute. Ma być oddzielony o tych którzy zaciemniają prawdę i rozwadniają ją. Jeśli Kościół Boży brata się z innymi religiami, kościołami które fałszywie wierzą, czy popiera niemoralne instytucje, wtedy przyczynia się do przygaszania prawdy. I diabłu na tym zależy by znikła różnica między tym co prawdziwe, a tym co fałszywe, by świat nie mógł zobaczyć prawdy ewangelii w pełnym jej blasku.
Zarówno w życiu osobistym jak i w życiu Zboru mamy być światłem dla świata, nie pozwalając by świat przygasił nasz blask.
Psalm 1:1  Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych, Ani nie stoi na drodze grzeszników, Ani nie zasiada w gronie szyderców,
2  Lecz ma upodobanie w zakonie Pana I zakon jego rozważa dniem i nocą. Amen
   



19.11.2016

Trudno wielbłądowi przejść przez ucho igielne Ew. Mateusza 19,23-29


Dzisiejsze nauczanie następuje bezpośrednio po sytuacji z bogatym młodzieńcem. Jak pamiętamy Pan Jezus wezwał go do sprzedania jego majątku i rozdania ubogim. Uczynił to, bo ten młody człowiek uważał  że zachowuje wszystkie przykazania. Pan jednak pokazał mu że bardziej kochał pieniądze niż swojego bliźniego. Złamał jedno z najważniejszych przykazań „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. To co przeszkadzało mu w wejściu do Królestwa Bożego to, to że nie widział iż jest grzesznikiem, który potrzebuje Zbawiciela.
I powiedzieliśmy sobie, że Pan Jezus nie miał dla niego łaski dopóki nie potraktował jego serca prawem Bożym. A następnie wezwał go do naśladowania, do uznania że Jezus ma prawo do Jego życia. I nasze zbawienie jest od tego zależne. Jeśli chcemy być zbawieni musimy uznać, że Pan Jezus ma prawo decydować o naszym życiu i jego kierunku.
Ale jak wiemy, ten młody człowiek nie chciał uznać Jezusa Panem, nie chciał być posłuszny Jego wezwaniu, nie chciał Chrystusa postawić na pierwszym miejscu.
Nie chciał tego uczynić, bo pierwsze miejsce w Jego życiu zajmowały pieniądze, które znaczyły dla niego więcej niż życie wieczne . Ewangelista Mateusz mówi nam, że odszedł zasmucony, odszedł rozdarty, miał bowiem wiele majątku (Mat 19,19).
I w kontekście tego młodego bogatego człowieka Pan przedstawia nam to nauczanie. Jest to okazja powiedzieć tym którzy słuchają Pana Jezusa i nam oraz wszystkim innym, że pogoń za bogactwem i miłość do pieniędzy skutecznie zamyka drogę do Królestwa Bożego.
Wszyscy wiemy, że Biblia ma bardzo wiele do powiedzenia na temat ubóstwa i bogactwa.
 I tak np. Salomon mówi
Przypowieści Sal 13:7  Znajduje się taki co się czyni bogatym, a nie ma nic; i taki, co się czyni ubogim, choć ma wiele bogactw (TBG).
I można być bogatym w świecie, uchodzić za bogatego, czynić się bogatym obnosząc się ze swoim bogactwem, ale w oczach Bożych taki człowiek jest biedny, goły pożałowania godzien.
Można być również biednym, ale jeśli w Bogu jest się bogatym, to mamy skarb w niebie, skarb wieczny z definicji niezniszczalny.
A to o wiele więcej niż cokolwiek innego. Nic co jest na tej ziemi, nie może równać się z wartością życia wiecznego. Ale życie wieczne wymaga porzucenia wszystkiego dla Pana Jezusa, wzięcie swego Krzyża, bycia odrzuconym przez świat (Mat 16,24) i pójście w Jego ślady.

Zagrożenia płynące z bogactwa
Nie, dla tego młodego człowieka to było zbyt wiele. On chciałby mieć życie wieczne, ale bez upamiętania, bez zostawienia wszystkiego co posiada i bez pójścia za Chrystusem.
Teraz więc Pan powiedział do uczniów, że bogacze z trudnością będą zbawieni. Nie dlatego iż to niemożliwe, ale dlatego że w swoim sercu chcą bardziej oddawać cześć mamonie, niż iść za Chrystusem.
W rzeczywistości jest tak jak Pan Jezus powiedział, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego.
Czy wielbłąd może przejść przez ucho igielne? Oczywiście nie. Żaden bogacz o własnych siłach opartych o swoją sprawiedliwość i niechętny do rozstania się ze swoim majątkiem nie będzie zbawiony.
Tu należy wyjaśnić  że to porównanie Pana Jezusa odnośnie wielbłąda przechodzącego przez ucho igielne, doczekało się wielu interpretacji. Niektórzy mówią o bramie która nazywała się
Uchem igielnym i była umieszczona w murach miasta obok dużej bramy. Gdy duża brama była zamknięta można było przejść małą pod warunkiem że człowiek się nachylił, a wielbłąd musiałby się niemal czołgać się na kolanach. Tak trudno miałoby być bogatemu wejść do nieba.
Jeszcze inna interpretacja z którą się spotkałem jest taka że Grecy na wielbłąda mówią kamelos. Podobnego słowa kamilos, używają do określenia liny okrętowej. Charakterystyczny dla późniejszej greki jest fakt utraty ostrości w brzmieniu wszystkich samogłosek, co łagodziło istniejące między nimi różnice i upodobniało do siebie. W takiej Grece nie było prawie żadnej, uchwytnej dla ucha, różnicy między kamelos, a kamilos. Według tej interpretacji Jezus mówił, że bogatemu człowiekowi jest tak samo trudno wejść do Królestwa Niebieskiego, jak trudno byłoby igłę do cerowania nawlec kablem lub liną okrętową.
Jednak te wszystkie interpretacje jakoś próbują wepchnąć tego bogacza do nieba. I wydaje się jakby zostały wymyślone przez takich właśnie ludzi dla których jest niemożliwe by pan Jezus miał na myśli to, co powiedział, że właściwie niemożliwe jest by bogaty był zbawiony.
Z pomocą w należytej interpretacji przychodzą nam inne Ewangelie Łukasza i Marka (Łuk 18,25; Mk 10,25). Wszędzie ewangeliści używają tego samego greckiego słowa mówiąc o igle do szycia lub nakłuwania.
Również kontekst potwierdza, że Pan Jezus rzeczywiście miał na myśli ucho igielne z igły do szycia. Wypowiedź Pana Jezusa wywołała wśród słuchaczy wielkie poruszenie i zaniepokojenie, to kto w takim razie może być zbawiony (w 25).
Uczniowie doskonale wiedzieli o co chodzi. Jak wielbłąd może przejść przez ucho igielne? Oczywiście nie może. Jezus specjalnie wymienia największe zwierzę w rejonie Palestyny, by nie było wątpliwości że ucho igielne oraz wielbłąd się nie dodają. Najprawdopodobniej Pan Jezus używa tutaj już wcześniej znanego przysłowia, że coś jest nie możliwe. Wniosek taki możemy wysunąć z tego, że np. w Talmudzie powiedziane jest, że łatwiej słoniowi przejść przez ucho igielne.
Najwyraźniej Pan Jezus zamienia Słonia na wielbłąda, by słuchacze mogli się z tym utożsamić. Czy rozumiecie co tu jest powiedziane, że bogaci ludzie nie mogą być zbawieni! Cooo, co ty gadasz?! Bogaci nie mogą być zbawieni? Ano nie mogą, zgadza się, Pan Jezus właśnie to miał na myśli.
Wiem że to trudne do przyjęcia i wielu ludzi czytający ewangelię nie rozumieją tego i próbują to uprościć. Próbują dać temu bogatemu szanse wymyślając jakieś karkołomne interpretacje, zamianę liter i bramy pod nazwą ucho igielne, ale to nie pomaga. Jeśli będziemy tak czynić z Biblią do czego dojdziemy? Wykrzywimy tylko proste ścieżki Pańskie. Uczynimy to, co uczynili faryzeusze, tu nagięli tam dodali i tak stworzyli sobie swoje prawo.
Pan Jezus mówi, że to jest niemożliwe, bo bogaci nie chcą wejść do Królestwa na Bożych zasadach. Nie chcą przejść przez ciasną Bramę zostawiając swoje bogactwa. Oni chcą do Królestwa wdzierać się na siłę, własnymi sposobami jak ten oto młody człowiek z którym Pan Jezus rozmawiał.
I ich bogactwo jest tutaj istotną przeszkodą w zbawieniu tego człowieka z trzech powodów.
1.      Po pierwsze bogaci ludzie mają fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Często nie potrzebują Boga, bo uważają że wszystko mogą sobie kupić.
Myślą że mogą wszystko sobie kupić, że całkowicie od nikogo są niezależni. Uważają że nikogo nie potrzebują, a jeśli czegoś potrzebują to twierdzą że mogą to mieć za pieniądze. I to oszustwo bogactwa, oszustwo fałszywego bezpieczeństwa jest tak wielkie, że  w swym przekonaniu uważają iż nawet zbawienie i przychylność Pana Boga mogą sobie kupić. Jakże często bogaci ludzie próbują sobie kupić dobre imię w kościele przez ofiarowanie środków na kościół. Ale zamiast ofiarować z czystego serca z miłości do Boga, to nie mają w tym interes. Chcą często by przez te ofiary ich imię było wyniesione. Chcą by o nich mówiono, lubią trąbić przed sobą jakie to dają jałmużny i dziesięciny. Czasami chcą by ich nazwiska widniały na witrażach, na ławkach, czy były odczytywane podczas nabożeństw.
Przypomnijmy sobie Zbór w Laodycei do którego Pan skierował jeden z listów (Ks. Ap 3,14-22). Wiemy że Laodycea była bardzo bogatym miastem i wielu bogaczy należało do chrześcijańskiego Zboru w Laodycei. I w 60 r.n.e to miasto nawiedziło trzęsienie ziemi tak, że Laodycea została niemal całkowicie zniszczona. Cesarstwo Rzymskie wtedy zaoferowało Laodycei pomoc w postaci środków na odbudowę miasta. Ale Laodycea była tak dumna, że nie chciała od Rzymu żadnych pieniędzy i odbudowała miasto sama. Powiedzieli niczego od was nie potrzebujemy, jesteśmy samowystarczalni. Podobna postawa była w Laodycejskim zborze kiedy Chrystus mówi do nich w jaki sposób oni myślą:
(Ks. Ap. 3:17)  Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły.
Byli tak bogaci, że uważali iż niczego nie potrzebują od Boga. Byli zadowoleni z siebie, dumni, przekonani że oni są najważniejsi.
Podobnie Pisał Paweł do Tymoteusza
1Tymoteusza 6:17  Bogaczom tego świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela,
18  Ażeby dobrze czynili, bogacili się w dobre uczynki, byli hojni i chętnie dzielili się z innymi,
19  Gromadząc sobie skarb jako dobry fundament na przyszłość, aby dostąpić żywota prawdziwego.
Czego mają się wystrzegać bogaci ludzie? Mają się nie wynosić ponad innych. Nie uważać że są lepsi od innych z powodu stanu posiadania i nie myśleć o drugich w pogardliwy sposób. Mają również nie pokładać nadziei w niepewnym i  nietrwałym bogactwie, ale Bogu żywym który tego wszystkiego im i nam udzielił. Jednak bogactwo może powodować i często powoduje, że człowiek odwraca swoje oczy od Boga. Przestaje mu ufać, przestaje na Nim polegać, a zaczyna polegać na majątku. Nie potrzebuje Boga, co On może mu dać czego nie może sobie kupić. Oto dewiza wielu bogaczy.
I dalej apostoł Paweł mówi, że powinni dobrze czynić, bogacić się w dobre uczynki, chętnie dzielić się tym co posiadają z innymi i łożyć na to, co jest dobre i miłe przed Panem Bogiem naszym. Zużywać swoje bogactwo na służbę dla Królestwa Bożego. Gdy bogaty człowiek chce się nawrócić nie powinniśmy mówić mu by przyjął Pana Jezusa do serca, chodził do kościoła i dawał dziesięciny. Ale powinniśmy mu powiedzieć, czy jest gotowy każdą swoją złotówkę oddać Chrystusowi i pójść za Nim. To będzie prawdziwy test dla jego wiary. Jeśli nie chce tego uczynić, jeśli nie jest na to gotowy, jeśli każdy z nas nie jest na to gotowy, to nie ma o czym rozmawiać. Łatwo jest śpiewać pieśni, „wszystko tobie dziś oddaje i dla ciebie pragnę żyć”. Ale czy oddajemy wszystko Panu, czy bogaci ludzie byliby gotowi oddać swoje pieniądze dla Chrystusa, czy my bylibyśmy na to gotowi?
Musimy ciągle zważać na słowa Pana Jezusa mówiące
Łukasza 12:15 …Baczcie, a wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, dlatego, że nie od obfitości dóbr zależy czyjeś życie.
Mamy pamiętać, że nasze szczęście, nasze powodzenie, nasze bezpieczeństwo nie zależy od naszych zasobów finansowych. Jeśli posiadamy pieniądze, oszczędności, jeśli Bóg kogoś z nas obdarzy bogactwem mamy być gotowi dać to Panu. Podobnie jak Hiob, gdy stracił wszystko powiedział „Pan dał, Pan wziął niech imię Pańskie będzie błogosławione” (Hiob 1,21). I tu nie chodzi o to, czy Pan zażąda tego co posiadamy, czy nie. Ale czy w naszym sercu jest gotowość zostawienia wszystkiego dla Chrystusa.

2.      Drugi powód dla jakiego bogactwo jest przeszkodą w zbawieniu to, że bogaci ludzie są bardzo związani z tym światem.
Zwróćmy uwagę co znowu ap. Paweł pisał do Tymoteusza
1Tymoteusza 6:6  I rzeczywiście, pobożność jest wielkim zyskiem, jeżeli jest połączona z poprzestawaniem na małym.
7  Albowiem niczego na świat nie przynieśliśmy, dlatego też niczego wynieść nie możemy.
8  Jeżeli zatem mamy wyżywienie i odzież, poprzestawajmy na tym.
9  A ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie.
10  Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia.
Jak dużo ludzi dzisiaj jest niezadowolonych, bo czegoś co chcą mieć nie mogą sobie kupić. Są nieszczęśliwi tylko z tego powodu, że nie są bogaci, że mają w ich przekonaniu za mało. Ooo gdybym był bogaty byłbym szczęśliwym człowiekiem! Czy rzeczywiście? Jest wielu bogatych ludzi o których wiemy i słyszymy że choć mogą kupić sobie wszystkie rzeczy materialne, to czy są szczęśliwi? Czy czują się bezpieczni, czy śmierć ich ominie? Czy mają pewność jutra? Czy wiedzą co się wydarzy? Drodzy, nadzy wyszliśmy z łona naszej matki i nadzy stajemy przed Bogiem (Hiob 1,21).
Następnie Paweł mówi w 8 wierszu bardzo pouczające słowa. Jeśli masz wyżywienie i odzież poprzestań na tym, bądź zadowalany z tego, że masz co zjeść i w co się ubrać. Czyż nie to obiecał nam Bóg, żebyśmy szukali Jego Królestwa, a On zatroszczy się o to, co jest nam potrzebne do życia.
Ale wiele osób chce czegoś więcej niż jest im potrzebne, chcą mieć kolejne rzeczy, którymi chcą zapełniać swoje życie. Nie są zadowoleni z tego co posiadają i jeśli nie są zadowoleni to Słowo Boże mówi, że spada na nich pokuszenie, sidła pożądania, które pogrążają ich w zgubę i zatracenie (w 9).
Wtedy rzeczy tego świata przejmują nad nimi kontrolę i myślą tylko o tym ile mają na koncie, jakim samochodem jeżdżą, jaki sprzęt RTV mają w domu, jakie posiadłości mogą sobie kupić i wciąż są niezadowoleni, bo zawsze za mało. Jak to ktoś powiedział, że kiedy starczy bogatemu? Wtedy jak będzie miał jeszcze trochę.
I przypomnijmy sobie przypowieść naszego Pana o ziarnie wrzuconej do gleby
Mateusza 13:22  A posiany między ciernie, to ten, który słucha słowa, ale umiłowanie tego świata i ułuda bogactwa zaduszają słowo i plonu nie wydaje.
Umiłowanie świata i ułuda bogactwa, pogoń za rzeczami materialnymi, za przyjemnościami, za rozkoszami życia, to jest to, czym zajmują się bogaci ludzie. I w ten sposób wpadają w siła diabelskie, nałogi, niemoralność, bezsensowne marnowanie czasu i wiele innych. To są też ci, którzy w jakimś sensie przyjęli ewangelię, ale myślą ciągle o bogactwie, myślą o tym żeby mieć jeszcze trochę i przez to nie mogą być zbawieni, bo Jezus nie stał się ich Panem. Nie chcą żeby On dotknął się ich portfela, to dla nich byłaby prawdziwa tragedia, stracić swoje majętności, przestać na nie liczyć, a zacząć liczyć na Chrystusa.

3.      Trzecia natomiast rzecz z powodu której bogaci nie mogą być zbawieni, to są bardzo egoistyczni i myślą przede wszystkim  o sobie i swoim majątku.
Pamiętacie tą przypowieść z Ew. Łukasza z 16 rozdz. o Bogaczu i Łazarzu. Łazarz leżał pod jego domem, u jego wrót. Ale czy bogacz zmiłował się nad nim, czy zaniósł mu choć kromkę chleba. Nawet odłamków i resztek ze swojego stołu mu nie dawał. Ciekawe jest to, że najszybciej pomogą ci ludzie, którzy sami nie wiele mają. Często w kościele największe ofiary dają ci, którzy wcale nie są majętni. A ten który mógłby dać, mógłby pomóc, ma środki by to zrobić nie czyni tego, bo nie ma miłości bliźniego jak bogacz, który odszedł zasmucony. Wyobraźcie sobie, że w czasach Jezusa było nauczanie przez Faryzeuszy, że ten kto więcej ma pieniędzy i 10 część oddaje na Boże sprawy, to szybciej będzie zbawiony, bo więcej oddaje. Wiec jak ma więcej, daje więcej, a w ten sposób Jego zbawienie jest bardziej pewne. Jednak Pan Jezus znów szokuje. Jak więcej ma - mówi Jezus - to wcale nie jest łatwiej być zbawionym ale trudniej. Gdy ma więcej, tym bardziej do tego jest przywiązany, tym więcej gromadzi i tym bardziej to kocha. Tam gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje (Mat 6,21).

Bóg może zbawić bogaczy
I teraz zobaczy, apostołowie są przerażeni, kto będzie w taki razie zbawiony, kto może wejść do nieba (25). Wszyscy posługujemy się pieniędzmi, mamy jakieś oszczędności, niektórzy w Zborach są bogaci.
Wtedy Pan Jezus odpowiada, że u ludzi to rzecz niemożliwa, ale u Boga wszystko jest możliwe (w 26).
Bogacz nie może zbawić się sam, ale Bóg może go zbawić. Bóg może przemienić jego serce, tak że stanie się innym człowiekiem. Bóg może usunąć z jego serca, egoizm, chciwość, miłość do pieniędzy, pożądliwość rzeczy i to wszystko co sprawia, że nie chce przyjść do Zbawiciela. Znamy osoby z historii Kościoła, które były bardzo bogate i mogły mieć sławę i uznanie, ale zostały tak dotknięte przez Boga, że rozdały dosłownie swój majątek i poszły za Chrystusem. Bóg może dać w swojej łasce upamiętanie bogaczowi, ale On sam nie może się zbawić. I jak długo nie zrozumie, że zbawienie nie pochodzi od człowieka, od jego starań, nie zależy od Jego pieniędzy, ale od Chrystusa. Tak długo nie upamięta się.
Znam ludzi, którzy są bardzo bogaci i dzięki łasce Bożej łożą na służbę Bożą ogromne pieniądze. Kiedyś w misja w której służyłem otrzymała ogromną wpłatę na konto, 100000 tys. dolarów. Chyba była to największa jednorazowa wpłata jaka dotychczas wpłynęła. Postanowiono odwiedzić tą osobę, która dokonała przelewu i podziękować jej. Spodziewano się, że to będzie jakiś wielki okazały dom z pięknym samochodem, wspaniała posiadłość. A spotkano tam zwyczajnego prostego człowieka, który wyjaśnił że On nie żyje dla pieniędzy, on tylko je zarabia by wspierać Boże Królestwo. Więc jest możliwe, że Bóg zbawi Bogatego, ale Bogacz nie może zbawić się sam.

Wspaniała przyszłość odrodzonych.
Po tym wszystkim Piotr zastanawia się co będzie z nimi. Opuścili wszystko i poszli za Panem. Opuścili swoje majątki, opuścili swoje łodzie i sieci, wszytko oddali w ręce Zbawiciela. Co za to będziemy mieć, za to, że wszystko powierzyliśmy Jezusowi, wszystko oddaliśmy w Jego ręce? Czy to się w ogóle nam opłaca, czy to mas sens? Tak wiele wyrzeczeń, trzeba brać swój krzyż i iść za Jezusem. Trzeba powierzyć w jego ręce nasze rodziny, naszą pracę, nasze pieniądze i całe nasze życie, co za to będziemy mieć. Wydaje mi się, że nie jest to egoistycznie pytanie. Pan nie zganił Piotra gdy myślał o nagrodzie. W rzeczywistości Biblia zachęca nas byśmy myśleli w taki sposób
Łukasza 6:35  Ale miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie, i pożyczajcie, nie spodziewając się zwrotu, a będzie obfita nagroda wasza, i synami Najwyższego będziecie…

Filipian 3:14  Zmierzam do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie.
Myślenie o nagrodzie, którą da nam Pan motywuje nas do większego oddania i poświęcenia. Jest wspaniała nagroda dla tych, którzy poszli w ślady Jezusa, jest życie wieczne i o wiele więcej.
Wtedy gdy Jezus przybędzie, gdy Jezus powróci, by ustanowić tysiącletnie Królestwo na ziemi (Obj 20), przy odrodzeniu ziemi i wszystkiego (w 28). Wtedy powstaną z martwych wszyscy którzy w Niego uwierzyli (Obj 20,4). Ci zaś wierzący którzy w czasie jego przyjścia będą jeszcze żyć zostaną porwani w obłoki w powietrze i przemienieni, otrzymają nowe ciała (1 Tes 4,17; 1 Kor 15,52). Wtedy Pan Jezus odnowi ziemię, ustanowi wspaniały czas Mesjasza, czas pokoju i czas Bożych rządów. Odda wtedy ziemię w posiadanie tym, którzy byli Mu wierni  (Ps 37,11).
Wtedy nastanie czas milenium, czas nowego Królestwa w którym będzie Panował Chrystus. On zasiądzie na tronie swojej chwały, a my którzy mu zaufaliśmy razem z Nim. Wierzę że nastanie to po wielkim ucisku, po sądzie nad narodami. Wtedy jak czytamy w Psalmie drugim Jezus zacznie rządzić berłem żelaznym nad tymi nieodrodzonymi, którzy dalej będą mieszkać na ziemi. Również nam, wierzącym którzy zmartwychwstaną do nowego życia da władzę nad poganami
Objawienie 2:26  Zwycięzcy i temu, kto pełni aż do końca uczynki moje, dam władzę nad poganami,
 To wszystko będzie jeszcze przed sądem ostatecznym, przed nową ziemią i nowym niebem Bóg mówi, że ustanowi Króla swego na Syjonie i On będzie rządził a my razem z nim. (Ps 2,6).
Wtedy Izrael zostanie odnowiony, apostołowie będą sądzić dwanaście jego pokoleń i panować wraz z Chrystusem nad domem Jakuba.
Paweł mówi w 1 Koryntian 6,2, że święci Pańscy świat sądzić będą. Dzisiaj świat nami pogardza, śmieje się z nas, prześladuje nas i uważa że jesteśmy pożałowania godni, aż do dnia, gdy nastąpi odrodzenie. Gdy przyjdą pokłonić się Mesjaszowi, gdy będą musieli uznać, że teraz jest czas panowania Mesjasza i jego kościoła.
Również, gdy czytamy Dzieje Ap. 3,21  to widzimy, że Piotr spodziewał się tych czasów, mówił o nich że to czasy ochłody, czasy odnowienia, czas odpoczynku.
Także Izajasz prorokuje o tym wspaniałym okresie mówiąc
Izajasz  11:6  I będzie wilk gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia. Cielę i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi.
7  Krowa będzie się pasła z niedźwiedzicą, ich młode będą leżeć razem, a lew będzie karmił się słomą jak wół.
8  Niemowlę bawić się będzie nad jamą żmii, a do nory węża wyciągnie dziecię swoją rączkę.
9  Nie będą krzywdzić ani szkodzić na całej mojej świętej górze, bo ziemia będzie pełna poznania Pana jakby wód, które wypełniają morze.
10  I stanie się w owym dniu, że narody będą szukać korzenia Isajego, który załopocze jako sztandar ludów; a miejsce jego pobytu będzie sławne.

Izajasa 65:20  Nie będzie już tam niemowlęcia, które by żyło tylko kilka dni, ani starca, który by nie dożył swojego wieku, gdyż za młodzieńca będzie uchodził, kto umrze jako stuletni, a kto grzeszy, dopiero mając sto lat będzie dotknięty klątwą.
Och, nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić jaki to będzie wspaniały czas. Ziemia przeżyje zupełne odrodzenie, zacznie rodzić jak nigdy wcześniej, szatan będzie związany, a grzech niemalże całkowicie ograniczony. Nie będzie chorób i śmierci w takim stopniu jak teraz, a każdy dożyje minimum 100 lat. Nie będzie już wojen, a swoje miecze przekują na lemiesze (Izaj 2,4), będą budować domy i uprawiać ziemię, będą cieszyć się swoimi plonami, zakwitną pustynie (Izaj 32,15), wody będą pełne ryb i innych stworzeń (Zach 14,8).
I wiecie jest mnóstwo ludzi, którzy nie wierzą w milenium, nie wierzą w taki okres odnowienia dla ziemi. Ale oni nie widzą co zrobić z tymi fragmentami o odnowie i obietnicami dla Izraela, które się jeszcze nie spełniły. Więc co robią, robią mnóstwo gimnastyki i karkołomnych interpretacji traktując wszystko metaforycznie, wszędzie mówią że to alegoria i że wszystkie obietnice odnoszą się do kościoła, a kościół zastąpił całkowicie miejsce Izraela. Ale Pan Jezus powiedział, że uczniowie będą sądzić dwanaście plemion Izraela, dla narodu wybranego nadejdą czasy ochłody (Dz Ap 3,21) a święci będą sądzić świat.

Zyskasz więcej niż stracisz
Tak więc, to co otrzymamy to dużo więcej niż straciliśmy dla Pana, tak że Pan mówi że każdy kto by opuścił domy, albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo dzieci, albo rolę dla imienia Jezusa, otrzyma stokroć tego co opuścił, co złożył dla Królestwa Bożego i otrzyma też żywot wieczny (w 29). A wielu biednych i słabych będzie wtedy pierwszymi, ci zapomniani przez świat zaczną nad nim Królować. Wielu zaś tych którzy dzisiaj są ważni i szanowani wynosząc się ponad innych będzie ostatnimi (w 30). Również w kościele będą niespodzianki kiedy jedni będą zawstydzeni a inni docenieni.
I gdy pozostawiamy rodzinę dla Królestwa Bożego, to zyskujemy o wiele większą, zyskujemy całe ciało Jezusa Chrystusa. Zyskujemy barci i siostry, którzy jak zajdzie potrzeba, to nas nakarmią i ubiorą. To jest niesamowite, że gdziekolwiek byśmy pojechali na świecie i tam są chrześcijanie, to oni nas przyjmą, oni się nami zajmą. Jakiś czas temu byłem w Wielkiej Brytanii z Krzysztofem i mieszkaliśmy u jednego brata, ugościł nas po Królewsku i jego dom stał się naszym domem. To jest to, co Pan Jezu mówi, że zyskujemy życie wieczne, większą rodzinę niż straciliśmy i większe zasoby niż pozostawiliśmy.
Amen 

Łączna liczba wyświetleń