8.01.2023

Nie przegap Bożego narodzenia Ew. Mateusza 2,1 – 12

 


Dzisiejsze społeczeństwo jest bardzo zajęte. Ciągle słyszmy o tym, że ktoś nie ma czasu lub my ciągle go nie mamy. Jest codzienne tak wiele ważnych rzeczy do zrobienia, że może brakować nam dnia. Uważajmy byśmy w naszym zaganianiu nie przegapili tego, co jest naprawdę istotne w życiu. Niestety tak bardzo możemy zajmować się sobą, swoimi sprawami i nasza religią, że przegapimy Zbawiciela jak przegapili jego przyjście przewódcy religijni w Jerozolimie. To jest niesamowite i zdumiewające, że ludzie którzy ciągle siedzieli w Pismach Św. i w badaniu proroctw Starego Testamentu nie dostrzegli pojawiania się Mesjasza na którego czekali, choć Bóg dał im przynajmniej dwa niezwykłe znaki po których mogli rozpoznać, że stało się coś niezwykłego. Pierwszy z nich to prawdopodobnie jakaś kometa na niebie wskazująca na przyjście Chrystusa, a drugi, to przybycie mędrców do Jerozolimy z dalekiego kraju, by przywitać przychodzącego Króla królów i Pana Panów.

Ew. Mateusz mówi, że w czasie, gdy narodził się Chrystus w Betlejem przyszli mędrcy ze wschodu, by oddać chwałę nowonarodzonemu Królowi Żydowskiemu.

Nie wiemy dokładnie kim byli owi mędrcy, ani ilu ich było. Na podstawie trzech darów mówi się, że było ich trzech, ale równie dobrze mogło być ich więcej lub mniej.

 Greckie słowo opisujące mędrców to dosłownie „magowie”. Zwrot ten był używany zarówno negatywnie jak i pozytywnie. Magami określano ludzi zajmujących się magią i różnego rodzaju zaklęciami, spirytyzmem, wróżbiarstwem, czy magicznymi sztuczkami jak Szymon mag w Dziejach ap w. 8.9-11 rozdz. Ale też magami nazywano ludzi mądrych, doradców królewskich, osoby które miały nadzwyczajną wiedzę, które próbowały rozpoznawać różne znaki na niebie, czy rozwikłać zagadki i np. takim człowiekiem w Babilonie był prorok Daniel 2,48, który miał dar od Boga rozumienia snów i rozwiązywania różnych tajemnic.

Prawdopodobnie takimi byli owi magowie, którzy przyszli wręczyć dary i pokłonić się Panu Jezusowi. Byli doradcami politycznymi, naukowcami ludźmi wpatrującymi się w gwiazdy i rozwiązującymi zagadki, bo to, co ich przywiodło do Jerozolimy, to gwiazda, którą ujrzeli na wschodzie.

W jakiś sposób musieli również znać proroctwa o przyjściu Mesjasza, a z tymi mogli się zapoznać jedynie przez Żydowskie Pisma. To również pokazuje nam jak Słowo Boże prowadzi nas  do Chrystusa. Mędrcy nigdy nie przeszliby do Jerozolimy i nie poznali Zbawiciela, gdyby nie Biblia, której jakieś fragmenty, a może cały Stary Testament czytali.

Bóg zatroszczył się o to, by Jego Słowo było znane w świecie już w starożytności. We wszystkich największych ośrodkach światowych byli Żydzi, którzy budowali tam synagogi czytając w nich Słowo Boże. Wielokrotnie do takich synagog uczęszczali również poganie określani jako ci, którzy boją się Boga. Warto zauważyć, że do takiego stanu rzeczy przyczyniło się rozproszenie Żydów w wyniku nieposłuszeństwa Bogu. Bóg ostrzegał Izrael, że jeśli nie będą posłuszni przymierzu jakie z nimi zawiera, to rozproszy ich po świecie.   

Powtórzonego Prawa 28:36  Ciebie i twego króla, którego nad sobą ustanowisz, zaprowadzi Pan do narodu, którego nie znałeś ani ty, ani twoi ojcowie, i tam będziesz służył innym bogom z drewna i z kamienia.

37  Wśród wszystkich ludów, do których zaprowadzi cię Pan, będziesz przedmiotem grozy, szyderczych przypowieści i drwin.

Powtórzonego prawa 28:64  I rozproszy cię Pan pomiędzy wszystkie ludy od krańca po kraniec ziemi, i będziesz tam służył innym bogom, których nie znałeś ani ty, ani twoi ojcowie, bogom z drewna i kamienia.

Niewola Babilońska i rozproszenie Żydów było sądem Bożym dla nieposłusznego narodu. Ale Bóg wykorzystał ich grzech ku dobremu. Inne narody, które dotychczas nie miały możliwości słyszeć o Bogu, teraz mogły mieć dostęp do Bożego słowa jak owi mędrcy.

Niektórzy uważają, że pochodzili oni z Persji, gdzie przez wiele lat służbę pełnił prorok Daniel, a Ks. Daniela była tam znana i jest to możliwe. Choć bardziej prawdopodobne wydaje się, że pochodzili z Arabii. Nasz tekst mówi, że przybyli ze wschodu mogłoby się to odnosić do pustyni Arabskiej na wschód od Jerozolimy. W Arabii Saudyjskiej osiedliło się wielu Żydów po niewoli babilońskiej i przynieśli ze sobą Hebrajskie Pisma zwiastujące przyjście Mesjasza. Dzisiaj Arabia kojarzy się nam głównie z Islamem, ale wtedy w tamtych czasach Islamu jeszcze nie było, a tereny te zamieszkiwały plemiona Nabatejczyków. Również dary jakie przekazali mogą wskazywać na ten rejon, bo Arabia była znana z handlu kadzidłem i Mirrą.   Według Józefa Flawiusza starożytnego historyka kadzidło używane w świątyni pochodziło z pustyni arabskiej. Również złoto z tamtego rejonu było bardzo cenione.

Ale ważniejsze od tego skąd owi mędrcy byli jest po co przyszli. Czytamy w 2 wierszu, że przybyli oddać pokłon nowemu królowi żydowskiemu. Musieli rozumieć z proroctw Starego Testamentu, że ten nowo narodzony Król żydowski jest kimś więcej niż zwykłym królem jakiegoś państwa. Musieli w jakiś sposób rozumieć, że ten nowy Król jest Królem królów i Panem, Panów i  zadali sobie trud żeby przebyć około 1500 kilometrów, aby powitać nowego władcę.

Na podstawie Pism Starego Testamentu mogli bardzo wiele wiedzieć o nowym królu. Czytając 9 rozdz. Izajasza mogli dowiedzieć się, że dziecko które się narodziło, będzie Synem Najwyższego, będzie cudownym doradcą, wcieleniem Boga – Ojcem odwiecznym, który da ludziom pokój i zaprowadzi kiedyś pokój w świecie. Spocznie władza na Jego ramieniu i będzie rządził w sposób potężny, a wszystkie narody będą Mu posłuszne o czym mogli przeczytać w Ks. Daniela w 7 rodz.

Daniela 7:13  I widziałem w widzeniach nocnych: Oto na obłokach niebieskich przyszedł ktoś, podobny do Syna Człowieczego; doszedł do Sędziwego i stawiono go przed nim.

14  I dano mu władzę i chwałę, i królestwo, aby mu służyły wszystkie ludy, narody i języki, Jego władza - władzą wieczną, niezmienną, jego królestwo - niezniszczalne.

Przyszli do Heroda w. 7, ale jemu nie oddali takiej czci jak zamierzali oddać Jezusowi. Mieli również wielu znamienitych władców wokół, ale wiedzieli, że Jezus jest jedyny i dla Niego mieli wyjątkowy pokłon.

Zobaczmy również jak niezwykła jest moc i prowadzenie naszego Boga, że mędrcy trafili do Betlejem dokładnie w tym czasie w którym Zbawiciel się narodził. Maria z Józefem byli w Betlejem prawdopodobnie kilka tygodni, bo wiemy z Ew. Łukasza 2,22, że po  dniach oczyszczenia, które dla kobiety w przypadku urodzenia mężczyzny trwały 40 dni (Kapł 12,2-4) poszli jeszcze do świątyni Bożej w Jerozolimie, by tam stawić dziecko przed Panem i złożyć ofiarę. Raczej wątpię, czy Maria z Józefem wróciliby do Nazaretu około 130 kilometrów, a później szliby znowu do Jerozolimy. Scenariusz wyglądał w ten sposób, że nastąpiły narodziny w stajni i byli tam przez chwilę, a później przenieśli się do jakiegoś domu, który prawdopodobnie wynajęli, a po 40 dniach oczyszczenia poszli do Jerozolimy, która była oddalona od Betlejem około 7 kilometrów oddać cześć Panu i poświęcić swego pierworodnego dla Pana. To również nam pokazuje jak oni byli oddani Bogu.

I w tym czasie, gdy przebywali w Betlejem przyszli do nich mędrcy ze wschodu. Ale ci ludzie szli do Zbawiciela kilka miesięcy (około 4) i mieli ograniczony czas, kiedy mogli go tam spotkać. Jednak Pan Bóg tak, to wszystko zgrał i spiął, że mędrcy przyszli do Jezusa we właściwym czasie. Już wielokrotnie mogliśmy zobaczyć jak wspaniale Bóg zarządza okolicznościami i jest Panem wszystkich wydarzeń. Tak i w tym przypadku mędrcy nie przyszli za wcześnie i nie przyszli za późno, ale wtedy, kiedy była najlepsza pora.  

Jest kilka innych ważnych lekcji, których możemy się nauczyć z tego fragmentu. Zwróćmy uwagę, że mędrcy zadali sobie wielki trud, by szukać Chrystusa i znaleźli go. Jak powiedziałem ich podróż to około 1500 kilometrów w czasach bez dobrych dróg, samochodów i lokalizatorów gps. Ich podróż do Jerozolimy mogła trwać około 4 miesięcy,  a kolejne 4 miesiące musieli wracać. Oznacza to, że chcąc znaleźć Zbawiciela musieli poświęcić większą część roku. Z pewnością taka podróż była kosztowna i wiązała się z wieloma niebezpieczeństwami oraz niepewnością, czy w ogóle uda im się dotrzeć we właściwe miejsce. A jednak ci ludzie zdobyli się na taki wysiłek, zaufali Bogu, a Pan to wynagrodził.

Widzimy więc, ze Bóg błogosławi wysiłek włożony w szukanie Go. Tak naprawdę żaden ludzki wysiłek nie jest zbyt kosztowny, by poznać Zbawiciela, bo o wiele więcej otrzymujemy, gdy do Niego się zbliżamy niż tracimy.

Mędrcy mogli na własne oczy oglądać Mesjasza i uwielbiać Go. Mogli otrzymać życie wieczne przez wiarę w Niego, a to wiele więcej niż cokolwiek innego. Faktem jest, że prawdziwe uwielbienie Boga kosztuje nas, kosztuje czas, kosztuje zmianę priorytetów i planów, zaangażowanie środków, kosztuje zaparcie się samych siebie i w końcu śmierć dla samych siebie. Praktycznie oznacza to uczestnictwo w służbie dla Chrystusa, poddanie mu naszego miejsca pracy, i naszego domu, uczestnictwo w spotkaniu biblijnym, modlitwie nabożeństwie, czy pomoc bliźnim, moim braciom i siostrom. To wszystko wymaga wysiłku i poświęcenia. Ale jak widzimy Pan błogosławi trud szukania Go. Te kilka miesięcy mędrcy mogli inaczej wykorzystać, ale postanowili szukać Zbawiciela.

Słowo Boże mówi w 1 Ks. Kronik

1 Kronik 16:11  Szukajcie Pana i mocy jego, Rozpytujcie się ustawicznie o oblicze jego!

Psalm 27 natomiast mówi tak

Psalm 27:8  Z natchnienia twego mówi serce moje: Szukajcie oblicza mego! Przeto oblicza twego szukam, Panie.

Mędrcy odpowiedzieli na to wezwanie Boga i wyruszyli w daleką podróż nie bacząc na koszty. W ten sposób mogą być dla nas przykładem jak powinniśmy szukać naszego Pana. Oczywiście nie chodzi o to, że mamy wyruszyć teraz w tak daleką drogę jak oni, choć może tak być dla niektórych z nas, że Bóg w ten sposób nas poprowadzi. Ale raczej chodzi o to, że powinniśmy się angażować w szukanie Chrystusa, jego woli, szukanie jego oblicza, celowanie w dobrych uczynkach i dążenie do tego, co Panu jest miłe. Należy Go szukać w modlitwie i Jego słowie. Psalmista mówi rozpytujcie się ustawicznie, czyli cały czas o oblicze Jego. Inaczej mówiąc starajcie się wzrastać w poznaniu Jego, rozmyślać o Nim, poznawać jego atrybuty, charakter, sposoby działa oraz Jego cuda na podstawie słowa Bożego byśmy mogli zbudować większe zaufanie do naszego Pana. Niestety nie zawsze nam się chce, nie zawsze uwarzmy że jest to ważne i potrzebne. Niby mówimy, że tak powinno być, ale w naszych sercach możemy nie mieć takiego przekonania. Czasami od głowy do serca jest daleka droga, co widzimy na przykładzie religijnej arystokracji Jerozolimskiej. Choć byli to ludzie, którzy nieustannie badali Pisma jak faryzeusze, czy badacze zakonu i wydaje się, że najbardziej byli zainteresowani i zorientowani na Mesjasza, to jednak nie odpowiedzieli na znaki, które dał im Pan i przegapili Boże narodzenie. Nic nie zrobili z tym, że przyszli mędrcy i nie wzbudziło to ich ciekawości, a może nawet szyderczy śmiech. Mędrcy byli w stanie przyjść do Jezusa około 1500 kilometrów, a im ciężko było się wybrać, by to sprawdzić 7 km. Ostatecznie wiemy, że wielu z establishmentu Jerozolimskiego przegapiło własne zbawienie, bo ważniejsze dla nich były ich tytuły, pozycje, pieniądze, wygody, religia, osobiste przekonania i ludzkie układy. Tak bardzo byli zapatrzeni w to, co tu i teraz, w siebie samych i własne sprawy, że nie mieli czasu dla Zbawiciela. Niezwykle zawstydzające wobec tych faktów, które znamy jest, że poganie przyszli oddać chwałę Jezusowi, a lud Boży zignorował jego pojawienie się. Obyśmy my nie poczuli się tak arogancko pewnie w naszym poznaniu Chrystusa i nie zamknęli się na Jego prowadzenie, posłuszeństwo Jego słowu, że na sądzie okaże się, że w ogóle Go nie znaliśmy. Jest takie niebezpieczeństwo, że możemy oczekiwać nawrócenia tych, którzy w naszej ocenie nie znają Pana, ale my, którzy chlubimy się z tego, że, Go znamy wcale bardziej Go nie szukamy – Panie oszczędź nam tego.

Zobaczmy również, że mędrcy nie zniechęcili się poszukiwaniem Zbawiciela, gdy zobaczyli, że ani król w Jerozolimie, ani przywódcy religijni wcale nie są wielce zainteresowani ich odkryciami. Podróżowali tygodniami i przyszli do Jerozolimy, do króla Heroda, ale on raczej był zmartwiony nowym królem i jedynie udawał zainteresowanie. Później postanowił zgładzić Mesjasza. Prawdopodobnie bał się, że ten nowy władca, odbierze mu tron. Więc wędrowcy nie zastali przychylnego środowiska i nie otrzymali zachęty, a jednak nie zrezygnowali z poszukiwania Zbawiciela i samotnie udali się do Betlejem. Widzimy więc, że mądrzy ludzie tak długo poszukują Boga, aż Go znajdą.

Czasami naszą wiarę opieramy na zaangażowaniu innych, jeśli oni są dostatecznie gorliwi i oddani Panu, to my również jesteśmy zachęceni i kontynuujemy naszą duchową podróż. Ale gdy widzimy, że inni rezygnują lub stają się letni, to pozwalamy na to, że my także zostajemy przygaszeni. Ale nasza wiara powinna opierać się na Chrystusie i Jego słowie, a nie na gorliwości drugiego człowieka. Gdy tak jest, to fundament naszej wiary jest bardzo chwiejny. Na człowieku możemy się zawieść. Nawet najgorliwsi z nas mogą się potknąć jeśli opieramy swoją wiarę na ludziach. Niestety już nie raz widziałem, jak niektórzy odchodzili od wiary, bo upadł w grzech jakiś pastor, ksiądz, biskup, gorliwy brat lub ktoś, kogo uważali za autorytet, albo ludzie nie spełnili ich oczekiwań.

Ale jeśli oprzemy się na Jezusie, to nigdy się nie zwiedziemy, On jest skałą wieczną (Izaj 26,4). Dlatego list do Hebrajczyków mówi

Hebrajczyków 12:1  Przeto i my, mając około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami,

2  Patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego. 

Nasze oczy przede wszystkim powinny być wpatrzone w Pana Jezusa, On jest sprawcą naszej wiary. On ją zapoczątkował w naszych sercach, ale również jest jej dokończycielem, czyli dba o to, byśmy do końca zachowali wiarę.    

Ludzie prawdziwej wiary czczą Chrystusa

Kolejna rzecz jest taka, że ludzie mający prawdziwą wiarę czczą Chrystusa rozpoznając w Nim Mesjasza. Mędrcy przyszli do Jerozolimy, by pokłonić się nowemu królowi, a gdy znaleźli Jezusa padli przed Nim i oddali mu pokłon. Przypominam, że nie padli przed Marią i Józefem, ale przed Jezusem. Wygląda na to, że rozpoznali w Nim Mesjasza godnego czci i uwielbienia.

Jak często pamiętamy, że powinniśmy czcić Pana Jezusa i uwielbiać Go? Mówimy o tym, że jest naszym Panem i Zbawicielem w związku z tym, czy pamiętamy, żeby go uwielbiać i oddawać mu cześć? Gdy przychodzi taki dzień jak ten, kiedy lud Boży się spotyka, czy mamy pragnienie być z nim i uwielbiać Pana? Bożą wolą jest, aby wszyscy czcili Syna jak czczą Ojca, kto nie czci Syna nie czci i Ojca (Jana 5,23). Nowe narodzenie charakteryzuje się tym, że masz pragnienie chwalić Jezusa i uwielbiać Jego imię.   

Tam również gdzie jest opór przed adoracją wobec Syna jak np. u świadków Jehowy, tam nie ma prawdziwego zbawienia, bo Syn nie jest rozpoznany jako Bóg i Zbawiciel.

Widzimy wielokrotnie w Słowie Bożym, że ludzie, którzy rozpoznawali w Jezusa Boga nie mieli oporów oddać mu czci.

Taką osobą jest jeden z apostołów, Tomasz, który widząc Jezusa zmartwychwstałego wyznał

Jana 20:28  …Pan mój i Bóg mój. Takimi osobami są Maria Magdalena i druga Maria, które zobaczyły Pana Jezusa zmartwychwstałego, czytamy o nich

Mat 28:9 …One zaś podeszły, objęły go za nogi i złożyły mu pokłon.

Taką osobą jest również ślepiec, którego Pan Jezus uzdrowił przy Sadzawce, gdy zobaczył go po raz drugi, to rozpoznał w Nim Chrystusa i złożył Mu pokłon Jana 9,38.

Nie wiem, czy zwróciliśmy uwagę, ale w niebie całe niebo oddaje cześć Panu Jezusowi.

Objawienie 5:13  I słyszałem, jak wszelkie stworzenie, które jest w niebie i na ziemi, i pod ziemią, i w morzu, i wszystko, co w nich jest, mówiło: Temu, który siedzi na tronie, i Barankowi, błogosławieństwo i cześć, i chwała, i moc na wieki wieków.

14  A cztery postacie mówiły: Amen. Starcy zaś upadli i oddali pokłon.

W naszym fragmencie mamy trzy rodzaje ludzi, trzy postawy jakie możemy mieć w stosunku do Pana Jezusa. Możemy mieć postawę Heroda, kiedy na wieść o Jezusie się zezłościł. I niestety część ludzi jest wrogo nastawionych do Jezusa. Możemy mieć postawę uczonych w piśmie i kapłanów, którzy dowiadując się o Mesjaszu byli właściwie obojętni. I Możemy mieć postawę mędrców, którzy odpowiedzieli na objawianie jakie Bóg im dał i przyszli oddać Jezusowi cześć. Tylko dobrowolne nasze osobiste uznanie w Jezusie Króla i naszego Zbawiciela daje nam przebaczenie i życie wieczne. Kiedyś i tak wszyscy będą musieli się pokłonić przed Panem Jezusem, gdy powróci. Ale mamy wybór, czy zrobimy to z miłości do Niego jak zbawieni ludzie, czy na sądzie? Czy zrobimy to dobrowolnie, czy z przymusu? Tak, czy tak Pan Jezus swoją chwałę odbierze.

Zobaczmy również, że właściwe uwielbienie nie jest puste. Magowie przynieśli Pan Jezusowi kosztowne dary, Złoto, kadzidło i Mirę. Złoto oznaczało królewską godność, kadzidło było używane w kulcie świątynnym, podczas składania ofiar i być może wskazuje na funkcje kapłańskie Jezusa.  Była to substancja droga i poszukiwana niekiedy używano jej w pałacach, jako środek zapachowy. Mirra natomiast była królewskim balsamem zapachowym, też była używana do balsamowania zwłok. Być może mogło to wskazywać na przyszły pogrzeb Jezusa, albo odnosiło się do Jego królewskiego pochodzenia.

W każdym razie prawdziwa cześć dla Chrystusa nie jest pusta, ale chce ofiarować Panu to, co najcenniejsze z naszego życia jak mówi Ks. Jeremiasza

Jeremiasza 15:19  Dlatego tak mówi Pan: Jeżeli zawrócisz, i Ja się zwrócę do ciebie, i będziesz mógł stać przed moim obliczem; a gdy dasz z siebie to, co cenne, bez tego, co pospolite, będziesz moimi ustami…

Warto tu zauważyć, że w ten sposób Bóg zabezpieczył potrzeby materialne Józefa i Marii. Dary które otrzymali były dosyć kosztowne i mogły starczyć na wiele miesięcy utrzymania. 

Ostatnia rzecz jest taka, że jeśli naprawdę szukamy Boga, to Bóg wskaże nam właściwą drogę. Magów do Chrystusa prowadziła gwiazda, która ukazała się na niebie. Mędrcy wyruszyli na poszukiwanie Mesjasza widząc ją Jego gwiazdę na wschodzie.

Nie wiemy dokładnie co to była za gwiazda. Ale mniej więcej w tym czasie widoczne były dwie komety, o których możemy przeczytać na podstawie starożytnych zapisków astronomów z Chin i Korei, jednym z nich był badacz Ho Peng Yoke. Jedna kometa, była widoczna w 5, a druga w 4 roku p.n.e. Prawdopodobnie chodzi o tą z 5 roku, bo według źródeł historycznych ta wcześniejsza była słabo widoczna. Później gdy dotarli do Jerozolimy wypytując się o Jezusa znów podążali za gwiazdą do Betlejem w. 9, a nad Betlejem gwiazda zatrzymała się. Pan Bóg w cudowny sposób wskazał magom miejsce narodzin Zbawiciela.

Możemy być pewni, że Bóg wskaże drogę do Jezusa wszystkim, którzy w Chrystusie poszukują Zbawiciela. Pan używa swojej wielkiej mocy, by doprowadzić ludzi do Jezusa. Często sprawia, że okoliczności życia człowieka tak się układają, że dochodzimy do miejsca w którym spotkamy Syna Bożego.

Jezus powiedział w 6 rozdz. Ew. Jana

Jana 6:45  Napisano bowiem u proroków: I będą wszyscy pouczeni przez Boga. Każdy, kto słyszał od Ojca i jest pouczony, przychodzi do mnie.

Bóg Ojciec wzbudza w sercu człowieka pragnienie, by szukać Zbawiciela jak uczynił to w życiu magów. Jeśli wierzymy w Jezusa, to nie jest to nasza zasługa. Sami nigdy byśmy Go znaleźli, nawet nie chcielibyśmy go szukać. Ale Bóg sprawił w nas pragnienie i do swego Syna doprowadził, a Jezus zbawił nas jak powiedział:

Jana 6:37  Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;

Drodzy, czcijmy Jezusa, czcijmy Go jak mówi jedna z pieśni. Czcijmy Go jak mędrcy, On zasługuje na nasze uwielbienie. Oddawajmy mu cześć gorliwie nie szczędząc naszego wysiłku za to kim jest i za Zbawienie, które nam ofiarował. Szukajmy go całym sercem, a zobaczmy, że Pan to wynagrodzi i doprowadzi nas do poznania Jezusa i życia wiecznego.

3.01.2023

Umacniaj się w Panu Efez 6,10 – 20


 Drodzy, skończył się rok 2022 i przed nami kolejny rok – 2023, który mam nadzieje chcemy poświęcić na służbę Bogu. Nie wiem jak dla ciebie, ale ogólnie dla świata ten mijający rok pod wieloma względami był dosyć trudny. W Europie wybuchła wojna na Ukrainie, co zaostrzyło kryzys energetyczny i ekonomiczny. W wielu krajach znacznie podrożały produkty pierwszej potrzeby, szczególnie żywność, a inflacja osiągnęła dwucyfrowe wyniki. Wiele osób obawia się tego, co przyniesie nowy rok, a scenariusze polityków i ekonomistów nie napawają optymizmem. Raczej w świecie i w bieżących informacjach nie znajdziemy pocieszenia i wzmocnienia na ten nadchodzący rok. A potrzebujemy czegoś,  co da nam solidne oparcie i nadzieje na przyszłość, by sprostać wyzwaniom, które Bóg przed nami postawi. Mam nadzieje, że nie tylko chcemy go jakoś przetrwać, ale naszym pragnieniem jest odnieść zwycięstwa duchowe.

 Głęboko wierze, że takim solidnym oparciem dla każdego z nas w tym nowym roku jest Imię naszego Boga, to ufność położona w Jezusie Chrystusie i Jego obietnicach. Żeby te obietnice były dla nas wyraźne, a zwycięstwa duchowe leżały w zasięgu naszej ręki, to powinniśmy umacniać się w Panu i potężnej Jego mocy jak mówi Paweł do Efezjan. To powinien być nasz cel, nasz priorytet na ten bieżący rok i kolejne lata. Moim pragnieniem dla mnie samego i dla każdego z was jest byśmy z roku na rok lepiej poznawali naszego Boga i skuteczniej Mu służyli. I faktycznie tak się dzieje, gdy wzrastamy w Panu i chodzimy w Jego mocy. Jednak by mogło się to stać powinniśmy być świadomi zagrożeń duchowych jakie nas otaczają i tego jak bardzo potrzebujemy Boga, by zachować naszą wiarę w Jezusa i pełnić owocną służbę dla Jego chwały. Wydaje się, że jednym z powodów dla których część chrześcijan jest słabych duchowo to, że zapominają albo nie wiedzą, iż są na wojnie duchowej z siłami ciemności, a naszym przeciwnikiem jest diabeł - Szatan. Nie jest to wojna o pieniądze, tereny, czy fizyczne bezpieczeństwo ludzi, ale idzie tu o dusze ludzkie i Boże cele, które Bóg chce realizować przez swój kościół, czyli przez mnie i przez ciebie.    

Jednak w życiu duchowym wielu chrześcijan lekceważy sobie duchowe zasady ponieważ nie myślą o tym, że mogą zostać zaatakowani, nie zadają sobie trudu, by przywdziać zbroję Bożą i w konsekwencji nie są gotowi do walki. Niestety niektórzy Igrają z grzechem, jakby był nieszkodliwy. Są przyjaźnie nastawieni do świata i jego licznych pokus. W rezultacie zostają zaskoczeni i popadają w poważne grzechy, a ich świadectwo o Jezusie Chrystusie zostaje zniszczone.

Szkoda, że nie zawsze jesteśmy świadomi jak ważne jest bycie mocnym w Panu i poleganie na Jego potędze, byśmy mogli odeprzeć wszystkie ataki złego. A możemy być pewni, że diabeł nie pójdzie na urlop w tym nowym roku, ale będzie robił wszystko co w Jego mocy, by osłabić naszą skuteczność w modlitwie, dzieleniu się wiarą, wzroście chrześcijańskim chcąc nas zniechęcić, doprowadzić do rezygnacji, rozproszyć naszą uwagę lub związać nas jakimś grzechem. Będzie próbował zastawiać na nas różne pułapki duchowe, będzie atakował was i mnie oraz cały nasz Zbór starając się byśmy zeszli z drogi wiary w Jezusa i oparli się na sobie, a nie na Jezusie Chrystusie.

Pomyślmy chwile o tym jak byśmy się zachowywali gdybyśmy byli na fizycznej wojnie, gdzie kule świstają nam nad głową, a nierozważne ruchu mogą kosztować nas życie? Jak byśmy się zachowywali będąc świadomym, że za chwilę może wybuchnąć koło nas jakaś bomba, spaść rakieta, czy snajper ukryty w jakimś miejscu będzie próbował nas zastrzelić?

Z pewnością bylibyśmy bardzo uważni, by niepotrzebnie się nie narażać, pamiętalibyśmy o zasadach bezpieczeństwa wiedząc, że gdy je lekceważmy może to kosztować życie nasze lub naszych współtowarzyszy.

Powinniśmy być również bardzo uważni na wojnie duchowej w której bierzemy udział, tym bardziej wiedząc, że stawka jest o wiele wyższa niż w wojnach tego świata, bo dotyczy wieczności. I to właśnie chce przekazać ap. Paweł wierzącym w Efezie. Najpierw im wyjaśnił do jak doniosłych dzieł zostali powołani i w jaki sposób zostali zbawieni, a następnie przedstawił ich pozycje w Chrystusie, by w podsumowaniu zapewnić, że nie są bezbronni w walce z siłami zła. Trudność polega na tym, że świat duchowy jest dla nas przysłonięty, a przez to może wydawać się mało realny. Dlatego powinniśmy wzmacniać naszą wiarę, by rozumieć coraz więcej i zachować ostrość właściwej oceny rzeczywistości. Mówię wam, że walka jest na wieczną śmierć i wieczne życie, nasze, naszych bliskich, naszych dzieci, znajomych, przyjaciół i sąsiadów.  

Po pierwsze, Paweł mówi, że chrześcijanie powinni rozumieć i pamiętać, że są na wojnie z zorganizowanymi siłami ciemności. To są nadziemskie władze, zwierzchność, władcy tego świata, złe duchy sprawujący kontrole nad światem ludzkim. Nie toczymy boju z krwią i z ciałem, nie ludzie są naszymi prawdziwymi przeciwnikami. Powinniśmy wiedzieć, że  opór wobec ewangelii i duchowe warownie, które są w przeciwnikach wiary, czyli fałszywe przekonania, filozofie, religie i to wszystko, co nie pozwala im przyjąć Zbawiciela jest podtrzymywane i podsycane przez demoniczne duchowe siły i samego szatana, który zarządza królestwem ciemności. Nie powinniśmy lekceważyć mocy sił ciemności. Nie chodzi o to, by się nimi zajmować jakoś przesadnie, ale bycie świadomym z kim mamy do czynienia pozwala nam odpowiednio być przygotowanym do walki. Żaden mądry żołnierz nie wybrałby się na front bez wyposażenia wojskowego, kamizelki kuloodpornej,  odpowiedniej broni, właściwego munduru i obuwia oraz wszystkiego innego, co pozwala mu przeżyć.

Nowy Testament wielokrotnie ostrzega przed diabłem jako naszym przeciwnikiem, przedstawia go jako boga tego świata, który nieustannie knuje, kłamie i buduje światowy system w buncie przeciwko Bogu trzymając ludzi w duchowej niewoli, by nie świeciło im światło Ewangelii.

Ap. Piotr  w stosunku do diabła powiedział w swoim liście:

1 Piotra 5:8  Bądźcie trzeźwi, czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, chodzi wokoło jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć.

 Ap. Paweł Przestrzegał Koryntian, by nie dać się podejść diabłu 2 Kor 2,11;11,3 który chytrością zwiódł Ewę i to samo chce uczynić wobec wszystkich chrześcijan. Pragnie osłabić nasze oddanie Chrystusowi i Jego sprawom, osłabić naszą gorliwość, szczerą miłość do naszego Pana i skupić naszą uwagę na rzeczach nieistotnych, które podnosi do rangi rzeczy ważnych.

Diabeł również przygotowuje zasadzki, czytamy w naszym tekście, że powinniśmy ubrać całą zbroje Bożą, by ostać się przed zasadzkami diabelskimi. Jego działanie jest mało skuteczne wobec tych chrześcijan, którzy umacniają się w Panu i są przyodziani w Bożą zbroje. Jeśli jednak lekceważmy zalecenia Bożego Słowa, marnujemy cenny czas, który dał nam Bóg dając przystęp szatanowi przez grzeszne wybory, to bardzo się narażamy.

Kolejna rzecz jest taka, że odpór diabłu możemy dać tylko wtedy, kiedy walczymy siłą Bożej potęgi. Dlatego powinniśmy być mocni w Panu. My jako ludzie grzeszni jesteśmy słabi i nie możemy o własnych siłach wygrać walki z Szatanem. Diabeł nie boi się mnie, ani ciebie, ani żadnego z nas. Nie boi się tupania na niego, krzyczenia, wyzywania go, czy czegokolwiek jeszcze innego, co wynika z siły naszej cielesności. Diabeł boi się Tego, który jest w nas, boi się Chrystusa, którego Imię jest ponad wszelkie Imię. To Chrystus ma moc i siłę, by pokonać Szatana i odeprzeć wszystkie Jego kłamstwa. To natomiast, co my musimy robić, żeby wygrać z siłami ciemności, to dbać o naszą społeczność z Panem Jezusem. Gdy czytamy uważnie Nowy Testament, to zobaczymy jak często pojawiają się tam słowa o umocnieniu przez Pana, czy potrzebie umocnienia przez Boga. W liście do Efezjan w 1 rodz. Jest powiedziane 19 wierszu o wielkiej mocy Boga okazanej i działającej w nas, która sprawia, że nasza wiara może się rozwijać. Natomiast w trzecim rozdz., 16 wierszu Paweł modli się, by Efescy chrześcijanie, byli wzmocnieni przez Boga i jego mocą utwierdzeni w wewnętrznym człowieku. Pisząc do Tymoteusza Paweł mówi w pierwszym liście 1,12, że dziękuje Chrystusowi, który go wzmocnił. W Filipian 4,13 mówi, że wszystko mogę w tym, który mnie umacnia. W 2 Tym 4,17 Paweł mówi o tym, że został pozostawiony przez braci, gdy bronił wiary, ale Pan stał przy nim i go wzmocnił.

Drodzy, jeśli chcemy wygrać jakiekolwiek duchowe wojny w tym nowym roku, to potrzebujemy siły od Pana. Potrzebujemy Jego potężnej mocy bez której nic nie możemy w świecie duchowym uczynić jak powiedział Pan Jezus w Ew. Jana, że bez mnie, nie możecie nic zrobić Jana 15,5. My jesteśmy latoroślami, a Pan jest krzewem winnym, to od Niego pochodzi wszelka siła i moc, do pokonania każdego grzechu, każdej pokusy, rozpoznania każdej duchowej pułapki byśmy mogli dać odpór Szatanowi.

Każdy chrześcijan, który myśli, że jest na tyle silny i mocny w swoim duchu, że sobie poradzi i nie zabiega o bliskość z Chrystusem nie dbając o regularną społeczność z Nim, niestety lekceważy w ten sposób Pana i objawia pychę swego serca. Musimy zdać sobie sprawę z naszej słabości, poczuć się słabymi, by zabiegać o moc Pana. Problemem wielu chrześcijan jest, że czują się zbyt mocni, zbyt duchowi, zbyt dobrze przygotowani, zbyt wykształceni, zbyt mądrzy, a przez to nie zabiegają o moc Boga. Często nasza duma zaślepia nam nasz prawdziwy stan i sprawa, iż myślimy, że mamy w sobie jakąś miarę siły. W rzeczywistości diabeł chce byśmy myśleli w taki sposób, bo wie, że czym lepiej myślimy o sobie, tym mniej jesteśmy zależni od Pana. A w ten sposób jesteśmy dla niego łatwym celem. Prawdziwie silny chrześcijanin to ten, który coraz bardziej dostrzega swoją słabość i grzeszność i chce polegać na sile Pana. A wtedy ma do dyspozycji potężną moc Boga, moc która stworzyła świat i podniosła Chrystusa z martwych.

Jest historia w Starym Testamencie, która jest wspaniałym obrazem tego jak dokonuje się nasze zwycięstwo, gdy z nami jest Pan i jesteśmy wyposażeni w Jego moc. W 2 Ks. Królewskiej w 6 rozdz. mamy zapisaną historię Elizeusza – Bożego proroka którego chcieli pojmać Aramejczycy, bo Elizeusz zdradzał tajne plany dowództwa Aramejskiego, co do działań wojennych w stosunku do Izraela. Te tajne informacje Elizeusz otrzymywał od Boga. Więc któregoś dnia wojska Aramejskie otoczyły dom, gdzie przebywał. Sługa Elizeusza bardzo się bał i panikował i mówił „Biada Panie mój jak postąpimy” 2 Kr 6,15 Jednak Elizeusz maił pokój. Powiedział do swojego sługi „nie bój się, bo więcej jest tych, którzy są z nami, niż tych którzy są z nimi”.

Elizeusz mówił tak, bo widział coś, czego nie widział jego sługa. Pan pokazał mu potężną armie koni i wozów ognistych wokół nich. Byli to aniołowie posłani przez Boga, by ich chronić. Elizeusz modlił się i to samo mógł zobaczyć jego sługa. A gdy Aramejczycy ruszyli na Elizeusza, to armia Boga pozbawiła ich wzroku, tak że stali się bezradni.

Możemy być pewni, że polegając i umacniając się w naszej zależności od Pana wygramy nasze potyczki z siłami ciemności.

Ale do tego potrzebne nam jest Boże wyposażenie, Boża zbroja bez której niewiele zdziałamy w tym nowym roku. Zobaczmy jak często i solidnie przygotowujemy do różnych działań i wyzwań przyszłości. Uczymy się na nadchodzący ważny egzamin, by go zdać. Zdobywamy dodatkowe kursy i umiejętności, by znaleźć odpowiednio dobrą pracę. Kupując używany samochód często oglądamy go z osobą, która się na tym zna lepiej od nas, jedziemy na warsztat samochodowy, by znaleźć jakieś ukryte usterki. Starannie wypełniamy dokumenty potrzebne do załatwienia spraw urzędowych.

Staramy się nie lekceważyć tych kwestii bo wiemy, że zaniedbując te działania zbierzemy przykre konsekwencje.

Jeszcze bardziej przykre konsekwencje będą w życiu chrześcijańskim, gdy nie będziemy przygotowani na diabelskie ataki. Wtedy, kiedy taki atak nadchodzi Paweł mówi, że potrzebujemy całej zbroi aby dać odpór diabłu i jego demonom w dniu złym. Gdy mówi Paweł o dniu złym, to ma na myśli zarówno społeczność zbiorową jak i atak Szatana na nas osobiście - indywidualnie. Czasami przychodzi zły dzień, zły czas dla Kościoła w danym kraju lub Zboru w postaci np. prześladowań, a innym razem może przyjść zły dzień na nas samych w sposób indywidualny, kiedy diabeł wyciągnie przeciwko mnie i tobie największe działa i będzie starał się nas pokonać jak to uczynił wobec ap. Piotra. Takim atakiem mogą być wątpliwości, które nas nachodzą odnośnie Chrystusa, wiary w Niego i naszego zbawienia, jakaś pokusa do grzechu, osobiste kłopoty, depresja, czy ciągłe czarne myśli. Jakiś czas temu słuchałem świadectwa dziewczyny - chrześcijanki, która opowiadała, że przez długi czas zmagała się z silną natarczywą myślą, że jest gruba i brzydka, tak bardzo skupiała się na tym, że to niszczyło jej życie, także życie duchowe. Wołała w tej sprawie do Pana i zrozumiała, że powinna skupić się Panu, na Chrystusie i jego łasce, a nie na sobie. W końcu Pan uwolnił ją od tego i poczuła się piękna i kochana przez Boga.

Ap. Paweł wymienia 6 elementów Bożej zbroi, które są ochroną przed diabelskimi atakami. Jest to pas prawdy, pancerz sprawiedliwości, nogi wyposażone w sandały gotowe do zwiastowania ewangelii, tarcza wiary, hełm zbawienia i miecz ducha którym jest Słowo Boże.

Podając te zalecenia Paweł korzysta z obrazu rzymskiego żołnierza przygotowanego do walki.

Pierwszym elementem jest pas prawdy. Żołnierz nosił luźną szatę, którą musiał obwiązywać pasem. Starożytne walki były głównie bitwami w ręcz, więc luźna szata stanowiła utrudnienie lub niebezpieczeństwo w walce. Pas związywał wszystkie luźno wiszące elementy, a przez to dawał swobodę w walce. Taka właśnie jest prawda w życiu człowieka wierzącego. Chodzi tu o przyjęcie prawdy płynącej ze Słowa Bożego, a także mówienie prawdy i transparentne życie w prawdzie w którym nie ma obłudy i udawania. Prawdą oczywiście jest ewangelia – Boże Słowo. Chrześcijan, który chce dawać odpór diabłu powinien przylgnąć do tego całym sercem. Należy przyjąć ewangelię, uwierzyć całym sercem w Chrystusa i jego śmierć na Krzyżu za nasze grzechy. A także żyć według norm ewangelii, opasać Słowem Bożym swoje biodra, znać je, kochać je, dostosowywać swoje życie do tego, co mówi Pismo i uciekać od udawania. Jeśli jako chrześcijanie nie żyjemy w zgodzie z ewangelią, udajemy, unikamy podporządkowania się jej normom, zastępujemy posłuszeństwo Chrystusowi religijnymi gestami i rytuałami, to osłabiamy osobiste przekonanie, co do skuteczności ewangelii oraz wpływ świadectwa o zbawieniu w Chrystusie. Po prostu jesteśmy wtedy chwiejni w naszych poglądach i w naszym stanowisku, a także mało przekonywujący wobec innych. Często też nie mamy siły z innymi rozmawiać o Chrystusie i dzielić się ewangelią, bo wiemy, że to, co mówimy nie do końca jest prawdziwe w naszym życiu.

Druga rzecz, która pozwala nam się bronić przed intrygami szatana, to pancerz sprawiedliwości. Była to mocna pozbawiana rękawów kamizelka zrobiona z grubej skóry lub z metalu. Chroniła ona klatkę piersiową podczas walki i ważne organy wewnętrzne jak serce i płuca. Jak byłem w wojsku w 1999 roku, to miałem na kompani w moim plutonie pasjonata starej broni. Gdy mieliśmy wolny czas nawijał on gruby drut na rolkę i ciął z niego kółka i plótł właśnie taką kamizelkę. Pancerz sprawiedliwości który mamy ubrać, to przyodzianie się w sprawiedliwość Chrystusa, która została nam przypisana, gdy uwierzyliśmy w Niego. Wciąż mamy ufać, że Chrystus zapłacił za wszystkie nasze grzechy na Krzyżu i przez wiarę w Niego uczynił nas sprawiedliwymi przed Bogiem. Bóg nie ma, za co potępić chrześcijanina, oczywiście może go dyscyplinować, dać mu naganę, ale wyrok potępienia został z nas zdjęty jeśli uchwyciliśmy się sprawiedliwości Chrystusa. Diabeł próbuje to atakować i skupić naszą uwagę na naszej grzeszności, a nie na Chrystusie i Jego sprawiedliwości. Przychodzi do nas i nas oskarża zwracając uwagę na nasze grzechy, że jesteśmy kłamcami, hipokrytami, że nie zasługujemy na zbawienie i wiele innych. Jak odeprzeć jego oskarżenia jeśli są prawdziwe? Powinniśmy powiedzieć, że to wszystko prawda, że nie zasługujemy na zbawienie i faktycznie jesteśmy kłamcami i hipokrytami, ale ufamy sprawiedliwości Chrystusa i nasze życie wieczne nie zależy od naszego bezgrzesznego zachowania i naszych doskonałych uczynków, ale od tego, że Jezus zapłacił za moje winy, a ja w to uwierzyłem i moje grzechy zostały zgładzone.

Z tego wynika nasza praktyczna sprawiedliwość i świętość. Ap. w Liście do Efezjan 4,24 napisał że należy się  „przyoblec się w nowego człowieka, stworzonego na obraz Boga w sprawiedliwości i prawdziwej świętości”. Więc jeśli prawdziwie przyjęliśmy Bożą sprawiedliwość i Chrystus jest w nas, to będzie wzrastać w podobieństwie do Niego. Nowy Testament przestrzega nas byśmy nie żyli w nieprawości i w ten sposób nie dawali diabłu przystępu. Przez życie w grzechu diabeł będzie gasił nasz zapał w Chrystusie oraz radość i pokój w Duchu Św. Po prostu mamy żyć sprawiedliwym życiem, bo Jezus nas usprawiedliwił, więc mamy przestrzegać przykazań jakie daje nam Nowy Testament, nie kłamać, przebaczać sobie wzajemnie, nie plotkować, trzymać się z dala o nieczystości seksualnej, modlić się jedni za drugich, praktykować postawę wdzięczności, radować się w Panu, nie obrażać się, pomagać sobie wzajemnie i wiele innych przykazań.

Kolejna rzecz, która pozwala ostać się wobec ataków Szatana, to dobre buty potrzebne do zwiastowania ewangelii pokoju w.15.

Właściwe obuwie może mieć ogromne znaczenie, niezależnie od tego, czy wędrujesz, uprawiasz sport, czy walczysz na wojnie. W czasach ap. Pawła żołnierze nie musieli się obawiać min lądowych, które wybuchały. Ale zamiast tego umieszczano zaostrzone kolce tuż pod powierzchnią ziemi ukryte pod liśćmi lub miękką warstwą ziemi. Posuwający się naprzód żołnierz potrzebował solidnych butów, z solidną podeszwą aby powstrzymać ukryte kolce przed wbiciem się w stopę. W przeciwnym razie doznałby ogromnej kontuzji. Mógł być ubrany w najbardziej niezwyciężoną zbroję od głowy do kostek, ale niewiele by to pomogło, gdyby nie mógł chodzić. Kiedy twoje stopy bardzo bolą, nie możesz nawet wstać, a tym bardziej walczyć lub maszerować. Dlatego żołnierze musieli nosić wytrzymałe buty przeznaczone do walki. Buty te także były podbite kolcami, by dawały solidne oparcie w bitwie, coś w rodzaju butów na lód.

W rzeczywistości duchowej takie buty, to gotowość i umiejętność do obrony wiary, by nie dać się wyprzeć z prawdy ewangelii, która przynosi pokój miedzy nami, a Bogiem. Czytając nasz wiersz może nam się wydawać, że bardziej chodzi o głoszenie ewangelii. Oczywiście nie ma co do tego wątpliwości, że każdy wierzący powinien głosić dobrą nowinę, ale tu Paweł bardziej kładzie nacisk na obronę ewangelii, co wynika z kontekstu. Chodzi o to, żeby stać mocno jak żołnierz w butach z kolcami na polu bitwy. Szatan często atakuje ewangelie starając się wykrzywić jej przesłanie. My natomiast mamy dobrze znać treść naszej wiary i jej fundament, by umieć się obronić, gdy pojawiają się ludzie przynoszący fałszywe nauczanie lub sprzeciwiający się ewangelii i podważający jej fundamenty.

Ap. Piotr wyraził to w taki sposób

1 Piotra 3:15  Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony przed każdym, domagającym się od was wytłumaczenia się z nadziei waszej,

Lub inny fragment z listu Judy

Judy 1:3  Kochani! Zabierając się z całą starannością do napisania wam o naszym wspólnym zbawieniu, uznałem za wskazane wezwać was do podjęcia poważnej walki w obronie wiary raz na zawsze przekazanej świętym.

4.  Bo wślizgnęli się między was pewni ludzie, na których już dawno został wydany wyrok potępienia. Są to ludzie bezbożni! Łaskę naszego Boga traktują jako przyzwolenie na rozwiązłość. Zapierają się też naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa.

W wierszu 17 natomiast ap. Paweł mówi o kolejnym elemencie uzbrojenia, by być gotowymi do wojny z siłami zła. Jest to tarcza wiary. Warto tu zwrócić uwagę, że Paweł mówi, „a przede wszystkim weźcie tarcze wiary, którą będziecie mogli ugasić wszystkie ogniste pociski złego”.

Wszystkie elementy uzbrojenia na niewiele się zdadzą, jeśli człowiek wierzący nie ufa Bogu.

Kiedy Szatan atakuje mamy ufać Bogu i jego obietnicom pomocy i ochrony. Nie chodzi tu o małą tarczę, którą zasłaniał się żołnierz jedną ręką, a drugą walczył. Ale chodzi o dużą, która zasłaniała całe ciało. Była powleczona skórą nasączoną w niepalnym roztworze. Gdy leciały w stronę żołnierza ogniste strzały, to wbijały się w tarczę i skórę na tarczy i gasły. Diabeł atakuje nas różnego ognistymi strzałami są to pokusy, zachęca nas do nieczystości, pychy, egoizmu, gniewu, złości, chciwości i wielu innych rzeczy. Mogą być to oszczerstwa, które inni mówią o nas, są to płonące strzały zniechęcenia, lęków, strachu, może o ten przyszły rok, obaw o zdrowie, przyszłość i pracę. Może być to strach przed prześladowaniami, pociski w postaci presji niewierzącej rodziny byśmy zeszli z drogi wiary i zwątpili w Bożą dobroć, troskę i opiekę. Tymi ognistymi pociskami mogą być również natrętne złe myśli o kimś lub o nas samych. Niekiedy mogą być to myśli bluźniercze na Boga, czy niegodne chrześcijanina, które nie pozwalają ci się skupić na modlitwie i czytaniu Biblii. Żeby ochronić się przed tym wszystkim potrzebujesz zasłonić się tarczą wiary. Ale czym ona konkretnie jest? Tarcza wiary to ufność w Boże obietnice czyli Boże słowo. Diabeł straszy cię, że stracisz prace i nie będziesz miał co jeść i z czego utrzymać rodziny, ale Boże słowo mówi, żeby nie martwić się o to, co będziemy jeść i w co będziemy się przyodziewać, a szukać Królestwa Bożego, a wszystko inne będzie nam przydane. Diabeł jednak chce przesunąć akcent z szukania Królestwa na pierwszym miejscu na troskę o byt. Podobnie jest w wielu innych sprawach, ufasz Bogu w Jego prowadzenie i Jego pomoc. Jak powiedział Dawid w psalmie 18

Psalm 18:3  Pan skałą i twierdzą moją, i wybawieniem moim, Bóg mój opoką moją, na której polegam. Tarczą moją i rogiem zbawienia mego, warownią moją.  

Jakiś czas temu przeczytałem wiersz   Dietricha Bonhoeffera, niemieckiego ewangelicznego teologa skazanego na śmierć za to, że sprzeciwił się Hitlerowi, tak pisał krótko przed egzekucją z więzienia 

1. Przez dobrą moc Twą, Panie, otoczony,

przeżywać mogę każdy dzień i rok.

Wiernością Twoją jestem pocieszony,

wiem, że mnie wiedzie Twej miłości wzrok.

3. Lecz moje serce dręczą stare grzechy

i gniecie brzemię, ciężkich cierpień znój.

Dlatego szukam, Panie, Twej pociechy,

ach, nie omijaj mnie, o Zbawco mój.

5. Niech dzisiaj ciepło Twoje światło płonie,

przed którym pierzchnąć musi życia noc.

Daj nam wytchnienie w dzieci twoich gronie,

byśmy wysławiać mogli Twoją moc.

 

 

2. Ty jesteś ze mną ciągle od zarania,

Ty chronisz mnie, gdy noc przynosi cień.

Gdy dobra moc Twa stale mnie ochrania,

nie lękam się, gdy idzie nowy dzień.

4. Choć, Panie, dajesz kielich mi goryczy

i chcesz, bym kornie wypił go do dna,

to jednak dusza ma na Ciebie liczy,

że Twoja miłość nam ratunek da.

6. A gdy nastanie cisza upragniona,

daj mi usłyszeć dzieci twoich śpiew

i niech też dusza moja utęskniona

dostąpi wejścia do ojczystych stref."

 

 Pomimo skazania na śmierć i oczekiwania na wyrok śmierci z tego wiersza płynie głęboka ufność w troskę Boga, Jego wierność, zbawienie i Jego dobroć – to jest właśnie tarcza wiary. Ufasz pomimo wszystko, nawet gdyby wszyscy i wszelkie rzeczy wokół ciebie krzyczały, że Bóg Cię opuścił.

Kolejną częścią zbroi jest hełm zbawienia w. 17. Hełm miał chronić głowę w bitwie, która stanowiła główny cel. Szatan chce zachwiać naszą pewność odnośnie zbawienia w Jezusie Chrystusie. Chce podważyć i poddać w wątpliwość skuteczność ofiary Chrystusa jako jedynej mającej moc zmazać nasze grzechy. Atakuje Boże obietnice wierności, zmartwychwstania, wieczności i odziedziczenia Bożego Królestwa przez Boży lud kłamiąc, że nie będzie sądu, że Jezus nie powróci i nie ma sensu czekać. Będzie podważał również Bożą miłość do nas i to, że Bóg ma moc zachować nasze zbawienie i doprowadzić nas do końca drogi.

My natomiast mamy się uchwycić pewności zbawienia, że wszystko co obiecał nam Pan, ma moc dotrzymać oraz tego, że mamy życie wieczne. Nie, że będziemy mieć kiedyś w przyszłości życie wieczne, ale już dzisiaj je mamy, a teraz czekamy żeby w pełni się okazało, że je mamy.

Zobaczmy, co mówi 1 list Jana

1 Jana 5:11  A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego.

12  Kto ma syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota.

13  To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny.

Pewność, że jesteś dzieckiem Boga i masz życie wieczne niesamowicie uskrzydla nas i dodaje nam siły do działania i znoszenia różnych doświadczeń. Wtedy wiesz, że cokolwiek się stanie nie może ci już zagrozić. Głębokie przekonanie o zbawieniu w sercu chrześcijan sprawia, że stają się prawdziwie wolnymi ludźmi jak mówi słowo – w ten sposób zwyciężają świat. 

Ostatni element Bożej zbroi, który pozwoli nam odeprzeć ogniste pociski złego w tym roku i kolejnych latach to miecz Ducha, którym jest Boże słowo. Jest to jedyny element nie służący wyłącznie do obrony o którym wspomina Paweł, ale także do walki. 

W liście do Hebrajczyków 4,12 również czytamy o porównaniu Bożego Słowa do miecza:

Bo Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić zamiary i myśli serca;

Miecz wspomniany przez Pawła, to krótki rzymski miecz, który służył do cięcia i pchnięć w kierunku wroga. Jeśli chcemy odeprzeć diabelskie ataki, a także zaatakować królestwo ciemności musimy do tego używać Słowa Bożego. Przez czytanie i rozważanie Bożego słowa Bóg wzmacnia naszego ducha i daje nam głębsze poznanie siebie, otaczającego nas świata, a także nas samych. Bóg używa swojego Słowa, by ujawnić nasze grzechy, a także przez swoje słowo nas odnawia. Diabeł chce byśmy nie znali słowa Boga i nie opierali się na nim. Szatanowi nie przeszkadza, gdy będziemy opierać się na swoich odczuciach, swoich wizjach i snach, swoich przekonaniach i poglądach oraz na tym co mówią inni ludzie. On wie, że gdy tak jest, to łatwo nami manipulować i budować w nas fałszywe przekonania. Jedynie Słowo Boże ma moc, by zniszczyć wszystkie warownie złego.

Zobaczmy, co Paweł powiedział do Koryntian mając na myśli Boże Słowo:

2Koryntin  10:4  Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej ; nim też unicestwiamy złe zamysły

5  I wszelką pychę, podnoszącą się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelką myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi.

To, co jest w stanie przemienić ludzkie życie, wyprowadzić z fałszywego myślenia, dać właściwą ocenę rzeczywistości i ochronić przed podstępnymi atakami diabła, oraz doprowadzić do Zbawienia, to Boże Słowo. Gdy Szatan przyszedł do Jezusa żeby go kusić, Pan Jezus na wszystkie pokusy odpowiadał słowami z Pisma Św. Mat rozdz. 4. Nie chodzi o to, że traktował je jako jakieś magiczne zaklęcia, ale mówił że tak wierzy jak mówi Słowo Boże i tak będzie postępował. Jak wygląda twój miecz Ducha, którym jest Słowo? Czy je znasz? Czy je czytasz i studiujesz? Czy uczestniczysz w Jego rozważaniu, by wzrastać poznaniu Boga Ojca i naszego Pana Jezusa Chrystusa? Dzisiaj mamy początek nowego roku, może to jest dobry dzień, by podjąć się wyzwania, że wciągu tego roku przeczytam całą Biblię? Jest wiele rocznych programów do czytania Biblii, które mogą nam pomóc w tym przedsięwzięciu. Żeby tego dokonać trzeba codziennie czytać około trzech lub czterech rozdziałów Biblii. Można to zrobić z kimś, by wspólnie się wspierać i zachęcać. Nie tylko chodzi o to, by je przeczytać, ale to jest dobry wstęp. Należy Słowo Boże rozważać i nim żyć, a ono przemieni nasze życie i życie wielu innych.   

Purytanie, chrześcijański ruch przebudzeniowy z Wielkiej Brytanii, którzy potężnie posługiwali się mieczem Ducha, pisali we wstępie do Biblii Genewskiej: „Biblia jest „światłością na naszych ścieżkach, kluczem królestwa niebieskiego, naszą pociechą w utrapieniach, naszą tarczą i mieczem przeciwko Szatanowi, szkoła wszelkiej mądrości, zwierciadło, w którym oglądamy oblicze Boga, świadectwo Jego łaski oraz jedyny pokarm i pokarm dla naszych dusz”. Masz miecz ducha, którym jest Boże Słowo? Użyj go przeciwko wrogowi!

29.12.2022

Wcielenie Ew. Łuk 2,1 – 11

 


Zbliża się Boże narodzenie i warto sięgnąć do tekstu biblijnego, który przedstawia nam to niezwykłe wydarzenie. Niestety świat tak zaśmiecił te święta różnymi kulturowymi zwyczajami, komercjalizacją, a także pogańskimi zwyczajami, że ciężko wielu ludziom przebić się przez to i zobaczyć prawdziwe znaczenie tych świąt. Ostatnio brałem udział w akcji „Gwiazdkowa Niespodzianka” podczas której rozdawaliśmy paczki dzieciom i mówiliśmy im ewangelię. W związku z tym zadawałem dzieciom pytania o to, dlaczego są święta Bożego narodzenia i niewiele dzieci potrafiło odpowiedzieć.

Tak naprawdę nie znamy dokładnej daty narodzenia Jezusa. Ta obecna 25 grudnia została dopiero ustalona w IV w. n.e pod rządami cesarza Konstantyna. Możemy być prawie pewni, że nie jest to faktyczna data urodzin Pana Jezusa, bo pismo mówi, że wtedy pasterze byli w polu, a w grudniu owce ten czas spędzały w zagrodach.

Bardziej realna data na narodzenie wydaje się miedzy wrześniem a październikiem, wtedy był czas żniw w Izraelu, a w kalendarzu Żydowskim wypadło w tym czasie święto namiotów.

Ta data wydaje się bardziej realna, na co wskazywałby również spis ludności. Okres po żniwach byłby najbardziej dogodny dla Żydów, a jednocześnie nie byłoby tak uciążliwie zimno, by dalekie podróże były niemożliwe.

Również rok przyjścia na świat Jezusa nie jest dokładnie tym, który mamy w naszych kalendarzach, bo znamy dokładnie z historii datę śmierci króla Heroda i wypada ona w 4 r.p.n.e, a wiemy z Nowego Testamentu, że Jezus urodził się za czasów króla Heroda, czyli musiał urodzić się przynajmniej 4 lata wcześniej, więc gdzieś około 4-6 rok p.n.e. 

Łukasz mówi, że w tym czasie, gdy Maria z Józefem byli blisko porodu wyszedł dekret rzymskiego cesarza Augusta, aby spisano całe cesarstwo Rzymskie w. 1. Dla Rzymian takie spisy ludności były ważne z powodu płacenia podatków oraz organizowania wojska.

Cesarz August zarządzając taki spis nie miał świadomości, że w ten sposób przyczyni się do wypełnienia Bożego słowa, które mówiło, że Mesjasz urodzi się w Betlejem – dom chleba.

W dekrecie cesarza był rozkaz, że każdy musi udać się do miasta swego pochodzenia, by być tam zapisanym, a Józef i Marią pochodzili z Betlejem.

Zobaczmy, jak Bóg wspaniale kierował wydarzeniami na ziemi. Pobudził cesarza Augusta, by wydał dekret dokładnie w tym czasie, kiedy Zbawiciel miał się urodzić. Gdyby nie dekret cesarza Pan Jezus, by się urodził w Nazarecie i Słowo Boże nie spełniłoby się.

W Prorok Micheasz Ks. Mich 5,1,  prorokował w Izraelu na ponad 700 lat przed narodzinami Jezusa, że Mesjasz będzie pochodził z Betlejem lub inna wcześniejsza nazwa to Efrata. Bóg wybrał Betlejem na miejsce narodzenia swego Syna, bo z Betlejem pochodził król Dawid, który był typem Mesjasza 1 Sam 17,12.

W ten sposób Pan Bóg jeszcze bardziej potwierdził wiarygodność Chrystusa jako Syna Bożego i zapowiadanego Zbawiciela. 

Ciekawe jest to, że Bóg ukrył w pewien sposób pochodzenie Jezusa przed współczesnymi Jezusowi przywódcami religijnymi, bo oni uważali, że On nie może być Mesjaszem, bo nie pochodził z Betlejem i nie wypełnia proroctw. Żydzi nie wiedzieli, że Jezus tam się urodził, bo w Betlejem Maria z Józefem byli tylko kilka dni Jana 7,42.

Żydzi bowiem kojarzyli Jezusa z Nazaretem w opinii wielu Żydów z jednym z najbardziej pogańskim i nieczystym rejonem Izraela Jana 1,45-46.

Zobaczmy, że z jednej strony Bóg chce dać poznać się ludziom, ale z drugiej chce dać się poznać tym, którzy naprawdę Go szukają Łuk 8,10; Łuk 11,9.

Warto tutaj dodać, że to były wyjątkowe czasy dla rozwoju ewangelii, bo cesarz August wprowadził Pax Romana, czyli pokój w całym cesarstwie i miękkie granice, że można było się swobodnie przemieszczać. Również siec dróg, które zbudował August była imponująca i pozwalała na swobodny handel. Dzięki temu ewangelia rozchodziła się bardzo prężnie. 

Czytamy również, że Józef i Maria pochodzili z rodu Dawida, tu wypełniło się kolejne proroctwo, które mówiło o tym, że Mesjasz będzie pochodził z linii Dawida 2 Sam 7,12-16.

Musiał pochodzić z linii Dawida ze względu na obietnice i ze względu do prawa do królewskiego tronu. Jezus jest spadkobiercą króla Dawida, pierworodnym synem – jemu należy się tron Izraela. Bóg o tym wiedział i dopilnował, by Jego syn pochodził z tego rodu. Ale w czasach narodzin Jezusa ród Dawida już był rodem zubożałym niewiele znaczącym w Izraelu, ale nie dla Boga.

Jezus jest obiecanym potomkiem króla Dawida, którego Bóg zapewnił, że utwierdzi jego dynastę i wzbudzi mu latorośl i posadzi Go na wiecznym tronie i będzie panował na nim bez końca Izajasza 9,5-6. 

Warto tu zauważyć, ze między Nazaretem, a Betlejem było około 130 kilometrów pod górę, a Maria była wysoko w ciąży. Szacuje się, że w takim stanie mogli dziennie pokonywać około 16 kilometrów, czyli podróż zajęła około 8 dni.

Możemy się zastanowić, dlaczego Bóg spowodował, że Maria wysoko w ciąży musiała udać się w taką podróż? Czy nie można było łatwiej, lepiej, bardziej bezpiecznie i komfortowo? Co to nam może mówić o Bogu?

Na miejscu w Betlejem zaczął się poród, być może poród się trochę przyśpieszył z powodu trudnych warunków. Jednak Maria z Józefem pomimo porodu nie znaleźli miejsca w gospodzie, tylko w jakiejś jaskini, stajni?

Jak myślisz dlaczego Bóg dopuścił do tego, że Jego syn przyszedł na świat w takich trudnych warunkach?

Jest kilka rzeczy, które warto w związku z tym poruszyć. Nasz dzisiejszy świat bardzo skupia się na materializmie i wygodzie osobistej. Dla wielu jest to tak ważne, że uważa iż się to im należy jak psu kość. A jeśli nie otrzymują tego, nie osiągają odpowiedniego poziomu społecznego, to są sfrustrowani, rozgoryczeni i rozczarowani. A Pan Bóg przez narodziny Zbawiciela w ubogich warunkach i w ubogiej rodzinie pokazuje nam, że nie o to chodzi w życiu Łuk 12,15. Pamiętajmy, że jakość i znaczenie naszego życia nie zależy od tego ile posiadamy, ale czy służymy Bogu i znamy Go – to jest najważniejsze. 

Innym powodem może być chęć utożsamienia się Pana Boga – Jezusa Chrystusa z osobami opuszczonymi, ubogimi. W ten sposób Pan Bóg może oznajmiać już na samym początku jacy głownie ludzie będą przyjmować ewangelię Łuk 10,21; Mat 11,25-26; 1 Kor 1,23-28. 

Jeszcze inny powód jest taki, że na Bogu nie robi wrażenia wielkość na wzór tego świata, a tak często chcemy zrobić jakieś wrażenie. Bóg jest największa istotą we wszechświecie, jest większy i potężniejszy niż ktokolwiek inny, ale Pan ma upodobnianie w pokorze w niskości, cichości, to jest to, czego on szuka w ludziach. Bóg chce błogosławić ludzi, którzy skłaniają się ku niskości, a nie wielkości. 

Następnie zobaczmy, kogo aniołowie powiadomili o narodzeniu Zbawiciela – powiadomili pasterzy. To jest bardzo wymowne, dlaczego aniołowie nie poszli do domu arcykapłana, do przywódców religijnych tamtych czasów, a oznajmili ta radosną wieść pasterzom? Dzisiaj jak ludzie mają ważne wiadomości, to chcą dotrzeć do największych tego świata.

Powinniśmy wiedzieć, że pasterze byli na samym dole drabiny społecznej. Często byli niewykształceni, mało znaczący. Pasterstwo nie wymagało jakiś szczególnych umiejętności i często powierzano tę pracę dzieciom. Pasterze również z powodu opieki nad owcami nie mogli brać udziału w kulcie religijnym i przestrzegać Szabatu zgodnie z wytycznymi w Izraelu, więc przez znawców prawa byli uważani jako osoby, które nie mogą żyć blisko Boga i są nieczyści. Zobaczmy, że Bóg z dobrą nowiną przede wszystkim poszedł do najbiedniejszych ludzi, osób często zwykłych i przez świat odrzuconych Izajasza 61,1; Łuk 1,52.

Najprawdopodobniej Ci pasterze do których Bóg przemówił przez Anioła byli to ludzie wierzący, kochający Boga, szukający Go. Wskazuje na to, że zaraz po ogłoszeniu dobrej nowiny udali się do Betlejem. 

Aniołowie w Biblii nie pojawiają od tak sobie, bo mają chęć. Ale jak prześledzicie Biblie, to zobaczycie, że zawsze pojawienie się aniołów jest związane z wyjątkowym wydarzeniem. Podobnie i tutaj, narodzenie Jezusa – wcielenie Syna Bożego jest jednym z najważniejszych wydarzeń w historii ludzkości.

Gdy anioł stanął przy nich, to ciemność się rozświetliła i widzieli chwałę Pańską. Musiało to wyglądać niesamowicie. Mamy tu do czynienia z manifestacją Boga, który objawia pasterzom swoją moc, wielkość, splendor i majestat.

To właśnie widział Mojżesz, gdy wchodził na górę do Boga po instrukcje, to widziało wielu Bożych sług, którym Bóg w jakiś sposób objawiał swoją osobę. To widzieli również uczniowie, gdy Jezus przemienił się przed nimi Mk 9,3. Ujrzeć Bożą chwałę to wielka sprawa przejmująca nas lękiem, a nawet przerażeniem, co widzimy w innych fragmentach Pisma Izajasza 6 Ks. Wyjścia 33,20; Ezech 1,28. Sugeruje również, że Ci którzy ją widzieli, to widzieli jej tylko małą cząstkę Bożej chwały. Powinniśmy wiedzieć, że Bóg mieszka w chwale, w światłości niedostępnej dla żadnego człowieka 1 Tym 6,16. Gdy Jezus będzie powracał świat zobaczy Jego chwałę. Kiedyś Bóg obdarzy również chwałą swoje sługi, będziemy mieszkać z Nim i widzieć Jego wspaniałość zachwycając się Jego osobą.

Co powiedział anioł do pasterzy?

Żeby się radowali, bo naradził się im Zbawiciel.

Poznanie ewangelii i zrozumienie jej jest ściśle połączone z radością. Nie można się nie radować poznając, że mam Zbawiciela. Właśnie poznanie Jezusa jako Zbawiciela wyzwala w człowieku wielką radość, bo dowiadujesz się, że masz przebaczone grzechy i życie wieczne. Nie tylko się dowiadujesz, ale to staje się częścią ciebie, Duch Św. zaczyna w tobie mieszkać i zapewnia Cię, ze jesteś dzieckiem Boga i masz pokój z Bogiem, więc również to czujesz Dzieje 8,39; Dzieje 16,34; Łuk 19,6; Dzieje 2,46.

Danie nam przez Boga Zbawiciela powinno być źródłem największej naszej radości. To właśnie jest centrum ewangelii, że Bóg dał nam Zbawiciela.

Co to znaczy, że Jezus jest Zbawicielem?

Oznacza to, że On ratuje nas od konsekwencji naszych grzechów. Z ich powodu ciążył na nas gniew Boży i pewne potępienie, ale Jezus przyszedł wziąć na siebie nasze winy, a my wierząc w Niego mamy przebaczenie i życie wieczne 1 Jana 4,14; Jana 4,42; Dzieje 4,12. Kol 2,13-14; Tyt 3,5; 1 Ptr 3,18; 1 Ptr 2,24; 2 Kor 5,21; Gal 1,4.

20.12.2022

Strach przed Saulem Dz. Ap 9,26-31


 9.26

Saul po ucieczce z Damaszku przed Żydami, którzy chcieli go zabić przybywa do Jerozolimy, gdzie wtedy było centrum chrześcijańskiego życia. Z pewnością i tu jak w Damaszku chce służyć całym sercem Chrystusowi.  Stara się przyłączyć do uczniów, ale nie może tego zrobić, bo spotyka się z nieufnością. Wydaje się uczniom pewnie, że Paweł chce do nich się przyłączyć jako szpieg, a później wszystkich ich uwięzić. Najwyraźniej nie wiedzą o tym jak spotkał Jezusa na drodze do Damaszku i jak On go przemienił. To także nam pokazuje jak wspólnota w Jerozolimie była zorganizowana, jaka ostrożna, jak starała się sprawdzać i weryfikować ludzi, którzy się do niej przyłączali. Dzisiaj w niektórych wspólnotach w ogóle kościół nie upewnia się, czy ludzie którzy chcą się przyłączyć do kościoła są rzeczywiście nawróceni i mogą stać się częścią społeczności kościoła. Wystarczy, ze ktoś wyrazi chęć, by się ochrzcić, a już staje się członkiem społeczności, a później okazuje się, że człowiek ten nawet nie rozumie, co znaczy być uczniem Pana Jezusa. A już w Didache (starożytnym dziele chrześcijańskim) czytamy, że ci którzy mieli być ochrzczeni powinni pościć przez kilka dani zanim przyjmą chrzest i oczywiście powinni wierzyć w ewangelię.

Jednak nim Paweł trafił do Jerozolimy prawdopodobnie minęło kilka lat - około trzech. Widźmy w Dziejach 9,23, że minął dłuższy czas zanim nastąpiła ucieczka z Damaszku do Jerozolimy. Przychodzi nam z pomocą list do Galacjan 1,17-18. Tam Paweł mówi, że po swoim nawróceniu nie udał się od razu do Jerozolimy, ale był przez pewien czas w Arabii, a później wrócił do Damaszku. Po powrocie do Damaszku znowu zaczął głosić gorliwie w synagogach i właśnie wtedy Żydzi postanowili go zabić. Więc uciekł spuszczony w Koszu i udał się do Jerozolimy - od jego nawrócenia minęły trzy lata.

To, co jest znaczące i na co należy zwrócić uwagę, jak postąpił Saul, gdy wrócił do Jerozolimy. Zobaczmy, gdzie On się udał, poszedł do kościoła, do ludzi wierzących, by mieć z nimi społeczność i móc służyć w kościele Panu Jezusowi Chrystusowi. Już o tym mówiliśmy ostatnio, że nie ma chrześcijaństwa bez kościoła. Chrystus powołał kościół i w nim chce umieść każdego nowonarodzonego chrześcijanina. Bycie w kościele jest nam potrzebne, byśmy mogli być zmieniani przez Boga w wyniku relacji z ludźmi, byśmy uczyli się kochać innych i w ten sposób upodabniali się do naszego Pana. Przez bycie w społeczności mamy również dodatkowy bezpiecznik przed odpadnięciem od wiary lub popadnięciem w jakiś grzech lub herezje, które mogłyby doprowadzić do naszego potępienia. Już sama nasza obecność w społeczności kościoła jest zachętą dla innych, by chwalić Pana i być gorliwym.

Na przykładzie Saula widzimy jak powinniśmy postępować, gdy przeprowadzamy się lub wyjeżdżamy w inne miejsce na dłużej. Saul od razu próbował przyłączyć się do społeczności chrześcijan. Czy my szukamy społeczności tam gdzie jesteśmy i mieszkamy, czy szukamy zdrowego biblijnego kościoła, gdzie będziemy mogli wzrastać i służyć Panu Bogu?      

Bardzo byłem zbudowany swojego czasu postawą br. Maćka z naszego zboru, który zmierzał przeprowadzić się z południa Polski na Północ, ale zanim to uczynił i kupił tutaj jakąś nieruchomość, to najpierw przyjechał zobaczyć, jakie są tu zbory i do jakiej społeczności będzie należał. 

Często wiele osób nawet chrześcijan postępuje odwrotnie, najpierw myślą o sprawach materialnych, pracy, domu, a kościół to się później zobaczy. Ale widzimy, że gdy Saul przybył do Jerozolimy, to pierwsze kroki skierował do Zboru, bo wiedział jak to jest ważne w oczach Bożych i dla niego samego oraz dla kościoła, by służyć mu i wspomagać w ten sposób rozwój Królestwa Bożego. 

9,27

W końcu zajął się Pawłem Branaba, który przyjął Go, zaprowadził do apostołów i opowiedział im jak się nawrócił i jak odważnie w Damaszku nauczał w imieniu Pana Jezusa.

Barnaba tutaj jawi się dla nas jako przykład do naśladowania, by przyjmować braci i siostry, zachęcać ich, widzieć w nich potencjał do służby i pracy dla Pana. Na co, my zwracamy uwagę widząc nowych ludzi w społeczności, czy oni czują się przez nas przyjęci ,zaopiekowani?  Z Barnabą spotykamy się już w Dziejach 4,36. Miał na imię Józef, a Barnaba było przydomkiem oznaczającym – syn pocieszenia. Sprzedał jakąś część swego majątku i pieniądze złożył u stóp apostołów, by oni rozdzielili je na potrzeby w kościele. Prawdopodobnie taki przydomek otrzymał, bo zachęcał i pocieszał innych jak w tej sytuacji Pawła. Barnaba był człowiekiem, który miał więcej serca, wyrozumiałości, współczucia i miłosierdzia niż inni.

Co różniło Barnabę i innych chrześcijan w podejściu do Saula?

Barnaba patrzył na Saula jako na nowego człowieka, zaufał mu, wystawił mu dobre świadectwo. W ten sposób dał się poznać jako ktoś, kto buduje mosty pojednania, a nie podziału. 

Następnie z Barnabą spotykamy się w Dziejach 11,22-26, kiedy Barnaba zachęca ludzi, by trwali w wierze. Widzi też, że pracy jest wiele i należy utwierdzać uczniów, więc udaje do Tarsu po Pawła, by pomógł on w służbie. Dalej Barnaba pojawia się w Dziejach 13,1-3 i wyrusza z Pawłem na misję głoszenia ewangelii.

Później widzimy Barnabę w Dzjach 15,36-41 kiedy postanawia dać jeszcze jedną szansę dla Jana Marka, który zawiódł Pawła w innej podróży misyjnej i Paweł nie chciał współpracować z nim dalej, a Branaba wprost przeciwnie - zatroszczył się o niego i zabrał ze sobą. 

9,28-29

Zobaczmy co robił Paweł, po przyjęciu przez apostołów. Był z chrześcijanami, spędzał z nimi czas i pomagał im w służbie. Poszedł głosić ewangelię do swoich dawnych towarzyszy, do hellenistów – Żydów pochodzenia greckiego. I w tych synagogach, które brały udział w zabiciu Szczepana od których wcześniej miał listy polecające, a teraz głosił im Chrystusa.

W Jerozolimie Paweł nie zabawił długo, tylko 15 dni Gal 1,18, bo przez ten okres narobił tyle zamieszania w synagogach hellenistycznych, że Żydzi próbowali go zabić.

Ten gość naprawdę się nie bał głosić ewangelii, gdziekolwiek i do kogokolwiek mógł ją głosic, bo rozumiał, że w niej zawiera się moc Boża ku zbawieniu każdego człowieka. Nie patrzył na utratę swojej reputacji, autorytet jako człowieka, ale odważnie zwiastował do czego zachęcał go Duch Św. Dz. 18,9-10. 

9,30

Przez odważne zwiastowanie ewangelii naraził się Żydom, którzy chcieli go zgładzić. Kościół więc postanowił wyprawić Pawła do Tarsu – miasta z którego pochodził, by ocalić jego życie aż do czasu, gdy zamieszanie z powodu niego przycichnie. Ale jak wiemy Paweł, to nie był gość, który mógł siedzieć cicho. Niemal wszędzie gdziekolwiek się pojawiał, to robił zamieszanie przekonując wszystkich, że Jezus jest Zbawicielem.

Czy w naszym zwiastowaniu ewangelii jesteśmy gotowi się komuś narazić? Czy nie boimy się ludzi?

Niemal pewne jest, że gdy będziemy odważnie głosić ewangelię, to napotkamy przeciwników ewangelii – wysłanników szatana, którzy będą próbowali nas powstrzymać przez ośmieszanie przesłania lub zastraszanie nas. Jeśli chcemy być skuteczni i odważni w świadectwie musimy być gotowi zmierzyć się z takimi przeciwnościami. Po prostu w głoszeniu ewangelii nie powinniśmy i nie możemy kierować się tym jak ludzie na nią zareagują. To, że ktoś się zezłości, przestanie nas lubić, czy akceptować nie powinno powstrzymywać nas przez dzieleniem się swoją wiarą w Jezusa. Bo jeśli chcemy się przypodobać ludziom, temu światu - będzie nam bardzo ciężko świadczyć im. Jeśli znajdujemy w sobie motywacje, że nie świadczymy o Jezusie, bo ludzie przestaną nas lubić, to znaczy, że do końca jeszcze nie umarliśmy dla tego świata. Dzieje Ap 4,19-20; Dzieje Ap. 20,20.27; Gal 1,10; 1 Tes 2,4; Jer 1,17; Ezechiela 3,10-11; Izaj 8,11-13 

9,31

Następnie Łukasz daje nam podsumowanie tego, co dalej dzieje się z kościołem. To pokazuje nam jak kościół powinien się rozwijać.

Po pierwsze, najważniejszy jest wzrost duchowy. Jeśli nie będzie w kościele wzrostu duchowego w życiu chrześcijan, to nie będzie większego działania Boga. O to kościół powinien dbać w pierwszej kolejności, by poznawać lepiej Chrystusa, zbliżać się do Niego, wzrastać w świętości, a tym samym w bojaźni Bożej, bo na tym polega wzrost duchowy. Właściwie, to wzrost w świętości wynika z Bojaźni Bożej, czym bardziej jest realny Bóg w naszym życiu i czym bardziej go poznajemy, tym więcej szacunku i nabożnego lęku będzie w nas w stosunku do Pana i tym więcej posłuszeństwa Jego słowu.

Skąd możemy wiedzieć, że wzrastamy duchowo? Łukasz mówi nam, że dzieje się to wtedy, kiedy jesteśmy z dnia na dzień, z roku na rok, bardziej posłuszni Bogu, bo to właśnie znaczy bać się Boga w biblijny sposób. Bojaźń Boża jest wtedy kiedy szacunek w naszym życiu do Boga i Pana Jezusa Chrystusa wzrasta, a Słowo Boże ma na nas coraz większy wpływ. Oznaką wzrostu Bożej bojaźni w naszym życiu jest to, że boimy się grzeszyć, bo mamy świadomość, że Bóg widzi nas wszędzie i zawsze i sądzi za nasze grzechy. W wyniku większej Bojaźni Bożej jesteśmy bardziej posłuszni Panu.

Życie w Bojaźni Bożej przekłada się z czasem na wzrost liczebny. Kiedy żyjemy z Chrystusem i jesteśmy mu posłuszni, to on działa w naszym życiu. Nasze świadectwo jest widoczne, a Słowo Chrystusa przez nas rozchodzi się w świecie, co pomnaża kościół, bo Pan przydaje do niego kolejne osoby.

Kościół, by mógł rozwijać się w Boży sposób musi być wspomagany przez Ducha Św. Ludzie sami z siebie nie są w stanie zbudować Bożego kościoła. Oczywiście mogą zbudować struktury i organizację, ale nie będzie w tym Chrystusa i Bożego życia.

To więc musimy przede wszystkim dbać o:

1.      Wzrost duchowy, budować się oraz budować jeden drugiego.    

2.      Wzrost duchowy oznacza, że żyjemy w większej Bojaźni Bożej.

3.      Gdy żyjemy w Bojaźni Bożej, to jesteśmy wspomagani przez Ducha Św. który przyznaje się do nas.

4.       To z kolei powoduje, że ludzie przez służbę kościoła mogą poznać ewangelie i nawracają się. 

Podsumowując:

ü  Mamy przykład w Pawle, że jak gdzieś przebywał, to przede wszystkim szukał kościoła w którym będzie służył, by budować Królestwo Boże.

ü  Następnie możemy czerpać wzorce z Barnaby, który miał troskliwe serce i zajął się Pawłem, choć inni byli wobec niego nieufni.

ü  Paweł nie bał się głosić ewangelii, bo nie zważał na swoja reputację, umarł dla świata, by żyć dla Chrystusa. Jeśli chcemy być skuteczni w służbie dla Pana nie powinniśmy patrzeć i myśleć o tym jak ludzie będą nas postrzegać, gdy my będziemy posłuszni Panu Jezusowi.

ü   I ostatnia rzecz, ewangelista Łukasz pokazał nam w jaki sposób kościół powinien się rozwijać. 

Łączna liczba wyświetleń