21.06.2023

Pan Jezus drogą do utraconego raju Ks. Rodzaju 3,20 – 24

 


Wszyscy wiemy, że o wiele łatwiej nam przejść z czegoś gorszego do czegoś lepszego, ale o wiele trudniej przejść z dobrego do złego, a nawet bardzo złego. Tak niestety stało się w przypadku Adama i Ewy. Byli w raju z Bogiem doświadczając niezwykłej bliskości ze swoim Stwórcą. Codziennie mogli z Nim obcować, nie znali żadnego cierpienia, nie doświadczali strachu, lęku i obaw, posiadali również życie wieczne. Jednak przez grzech to wszystko utracili, ale Pan Jezus dla swojego kościoła to wszystko odzyskał. I w tym krótkim dzisiejszym fragmencie z Ks. Rodzaju mamy wszystkie elementy ewangelii. Jeśli temu słowu uważnie się przyjrzymy, to dostrzeżemy w nim sąd Boga względem upadłej ludzkości, ale także jego dobroć, miłosierdzie i łaskę, którą obdarza grzeszników, by mogli dostąpić przebaczenia i być zbawieni. 

Adam uwierzył w Bożą obietnicę

Czytamy, że po upadku Adam nadaje swoje żonie imię Ewa, które z hebrajskiego „Hawwa” dosłownie znaczy dająca życie – matka, bo jak czytamy ona była matka wszystkich żyjących. Powinniśmy wiedzieć, że wszyscy pochodzimy od jednej kobiety i od jednego mężczyzny. Cały rodzaj ludzki pochodzi od Adama i Ewy jak mówi Słowo Boże – Ewa jest matką wszystkich żyjących. Wszyscy ludzie żyjący na ziemi są w pewnym sensie rodziną i mają jednych rodziców. Nie ma różnych gatunków ludzi, nie wyewoluowaliśmy z małpy czy z jakiś innych stworzeń człekokształtnych. Niektórzy naukowcy wyznający ewolucję twierdzą, że różne gatunki człowieka rozwinęły się nie ziemi niezależnie od siebie, a później połączyły się. I tak mówi się o połączeniu homo sapiens – człowieka myślącego i neandertalczyka – jednego z podgatunków człowieka. Ale mówię wam jest to zupełna fikcja i wróżenie z fusów. Nic takiego  nie maiło miejsca. Gdyby coś takiego się wydarzyło nie moglibyśmy mówić o upadku całego rodzaju ludzkiego i potrzebie Zbawiciela – Jezusa Chrystusa dla wszystkich ludzi. Kwestia naszego pochodzenia jest niezwykle istotna w kontekście ewangelii. Jeśli Adam z Ewą nie byli naszymi rodzicami i pierwszymi upadłymi ludźmi to znaczy, że Biblia kłamie, a my nie mamy grzeszne natury nam przekazanej i nie potrzebujemy Zbawiciela.

Zwolennicy poglądów ewolucyjnych niestety nawet w obrębie chrześcijaństwa zapominają o tym, że Biblia jest jedną całością, a Historia zbawienia jest bardzo spójna ze sobą. Wyjmiesz jeden element układanki i sypie się wszystko. Wtedy trzeba stawać na głowie i wykrzywiać proste znaczenie tekstów biblijnych, by spiąć całość.     

Teraz zauważmy, że Adam daje kobiecie na Imię Ewa - matka dająca życie. Ale do tego czasu jeszcze nie mieli potomstwa. Adam tutaj opiera się na Bożej obietnicy, że będą mieli potomków, że Ewa będzie miał potomstwo, które zdepcze głowę węża. Oni uwierzyli, że pomimo upadku Bóg kiedyś z Ewy da im Zbawiciela. Prawdopodobnie myśleli, że pierwszy ich syn Kain będzie tym człowiekiem. Gdy urodził się Kain Ewa powiedziała, że otrzymała mężczyznę z pomocą Pana. Prawdopodobnie w ten sposób wyraziła nadzieję, że teraz przyjdzie odkupienie, które Bóg obiecał. Ale Kain zamiast być zbawicielem okazał się odstępcą i mordercą. Miało minąć jeszcze tysiące lat zanim Jezus miał przyjść na świat.

W każdym razie Adam i Ewa uwierzyli Bogu w posłanie Zbawiciela. Uwierzyli w to, co Bóg powiedział do węża w Rodz. 3,15, że potomek kobiety którym miał być Chrystus zniszczy szatana – zgniecie głowę węża. Uwierzyli podobnie jak później Abraham w Bożą obietnice, że Bóg kiedyś z jego nasienia da potomka przez którego przyjdzie błogosławieństwo dla wszystkim narodów Rodz. 12,3.

W ten sposób Adam i Ewa pojednali się z Bogiem i zostali zbawieni przez wiarę. Choć Bóg wygnał ich z raju i konsekwencje grzechu ciągnęły się za nimi do końca ich dni, a także przeszyły na następne pokolenia oni sami zrozumieli jak wielkim kłamcą jest szatan i zaufali Bogu oraz Jego obietnicom. W chwili, gdy zerwali owoc dowiedzieli się, że diabeł ich oszukał obiecując lepsze życie niż to, które mieli w Edenie.    

Zapamiętajmy, że wszyscy którzy zostali zbawieni w Biblii i których grzechy zostały odpuszczone otrzymali przebaczenie przez wiarę w Bożą obietnice. Ludzie przed przyjściem Chrystusa wierzyli w Jezusa który nadejdzie, w czasie Jego pobytu na ziemi mieli uwierzyć w tego który jest, a my wierzymy w Jezusa który przyszedł i zmarł za nasze grzechy. Życie wieczne nigdy nie było dzięki uczynkom człowieka, ale zawsze przez wiarę jak powiedział ap. Paweł w liście do Efezjan:

Efezjan 2:8  Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar;

9  Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.

Lub w liście do Rzymian odnośnie Abrahama

Rzymian 4:3  Bo co mówi Pismo? Uwierzył Abraham Bogu i poczytane mu to zostało za sprawiedliwość.

Zbawienie nigdy nie było dane na podstawie starań człowieka, to zawsze wiara prowadziła i prowadzi nas do społeczności z Bogiem, a uczynki są jej produktem i świadectwem. 

Akceptacja przez Boga wymaga ofiary

Kolejna rzecz jaką widzimy w naszym fragmencie, to że przebaczenie i przyjęcie przez Boga wymaga ofiary. Zbaczamy, że Bóg przyodział Adama I Ewę w skóry. Po upadku odzienie było konieczne, bo myśli i serce człowieka już nie było czyste, a pożądliwości zaczęły kontrolować ludzką wolę. Z powodu grzechu  Bóg już nie chciał, by człowiek chodził nago jak to było wcześniej. Niektórzy zwolennicy nagości powołują się na stworzenie mówiąc, że nagość jest naturalna. Ale bycie nudystą nie jest zgodne z Bożą wolą.

Ale jeszcze ważniejsze od okrycia przez Boga ludzkiej fizycznej nagości jest potrzeba okrycia duchowej nagości grzesznika przez ofiarę. Jeśli Bóg przyodział Adama i Ewę  w skóry, by nie byli nadzy, to znaczy że musiał pozbawić życia jakieś zwierzę. Jak wiemy nagość pierwszych ludzi nie tylko ma znaczenie dosłowne, ale i symboliczne. Zaraz po tym, gdy ludzie zgrzeszyli w 10 wierszu 3 rozdz. Ks. Rodzaju jest napisane, że skryli się przed Panem Bogiem pośród drzew ogrodu. Adam z Ewą przez liście z raju chcieli zakryć swój grzech. Jakiś czas temu mówiliśmy o tym, że tylko Bóg może zakryć nasz grzech przez ofiarę Chrystusa. Grzesznik nie jest w stanie zrobić niczego poza upamiętaniem i wiarą w Jezusa, by zmazać swój grzech, a to również jest łaską od Boga. Nasz dzisiejszy fragment doskonale to pokazuje. Bóg zapewnił ofiarę ze zwierząt i okrył nagość pierwszych ludzi skórami z tej ofiary. Nie tylko nagość fizyczną, ale przede wszystkim duchową. Jest to wspaniały obraz zbawienia i zapowiedź posłania Chrystusa. Bóg zapewnia ofiarę z niewinnego zwierzęcia, które zostaje zabite w miejsce pierwszych grzeszników, by ich grzech został przykryty. To właśnie Bóg Ojciec uczynił dla nas w Jezusie - zapewnił nam niewinną ofiarę, która zmazuje wszystkie nasze winy. Oczyszczenie z grzechów otrzymujemy jedynie przez świętą krew Jezusa - ona zmazuje każdy grzech - jak mówi wspaniała pieśń. Dlatego później apostoł w liście do Rzymian w 3 rodz. mówi, że przez ofiarę Jezusa Bóg sam okazuje się sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, kto wierzy. Czyli Pan Jezus jest sprawiedliwością Bożą, uśmierza On Boży gniew. Bóg Ojciec może się okazać sprawiedliwym przez śmierć Jezusa wobec naszych grzechów, bo zostały One ukarane w Nim – w Jezusie. Więc Bóg może nam je darować bez uszczerbku dla swojej świętości i sprawiedliwości. A jednocześnie my możemy okazać się sprawiedliwymi przed Bogiem, bo Jezus okrywa nas płaszczem swojej sprawiedliwości jak Bóg okrył skórami Adama i Ewę. Zobaczmy, że wszystko to robi Bóg nie ma tu żadnej ludzkiej zasługi – On znajduje zastępcę i On składa ofiarę, a później tą ofiarą okrywa pierwszych ludzi.  Jakże cudowny obraz zbawienia. Dzisiaj będąc w Chrystusie przez wiarę stoimy przed Bogiem okryci sprawiedliwością Jezusa. Cały Stary Testament przez swój system ofiarniczy pokazuje nam i wprowadza nas w kwestie zadośćuczynienia wskazując na Jezusa. Przez ofiary Starego Testamentu Bóg mówi, że kiedyś nadejdzie doskonała ofiara w Osobie Bożego Syna, Ofiara bez skazy, święta, czysta, doskonale sprawiedliwa, by Już na zawsze usprawiedliwić wszystkich grzeszników, którzy wierzą i dać im pewność życia wiecznego oraz pokój z Bogiem. Dzisiaj powinniśmy dziękować Bogu i uwielbiać Go, że przyodział nas w Chrystusa i nie pozostawił nas nagimi.

Niezwykłe jest również to, że Bóg od początku daje ludzkości nadzieje i zapowiada Zbawiciela, który rozwiąże problem grzechu i zniszczy szatana. 

Już nas samym początku otrzymujemy sporo szczegółów ewangelii, że Zbawca przyjdzie za sprawą kobiety, a nie mężczyzny. Czyli Zbawiciel urodzi się w cudowny sposób z dziewicy dzięki Duchowi Św. Że będzie wrogość między dziećmi szatana, a dziećmi Boga i że potomek kobiety – Jezus Chrystus ostatecznie pokona diabła i grzech, a uczyni to przez ofiarę, którą zapewni Bóg, a skuteczność jej będzie przez wiarę jak Adam z Ewą uwierzyli otrzymując przebaczenie. Sporo szczegółów już na samym początku odnośnie zbawienia prawda?

Ale to jeszcze nie wszystko. 

Wypędzenie z Raju jako akt miłosierdzia

Nie wszystko, co wydaje się takie złe, faktycznie takie jest. Gdy mamy pod opieką małe dzieci, to chronimy je przed wrzątkiem stojącym na stole nie pozwalając dziecku sięgnąć rączką po szklankę, a dziecko wtedy denerwuje się – prawda? Ale dziecko często nie zdaje sobie sprawy, że zakazując mu chwycenia szklanki tak naprawdę chronimy go. Podobnie uczynił Bóg wypędzając pierwszych ludzi z raju. Zobaczmy, że Bóg powiedział iż człowiek stał się taki jak my, zna dobro i zło. Z tą różnicą, że Bóg znał zło jak onkolog zna raka badając pacjenta. Człowiek natomiast poznał zło jak ktoś, kto raka posiada. Czy poznanie zła w czymkolwiek pomogło człowiekowi, czy ta wiedza wyzwoliła go, sprawiła że stał się wolny, szczęśliwszy, lepszy? Nie, nic z tych rzeczy. Poznał zło i stał się jego niewolnikiem. Teraz już rozumie różnice między byciem cały czas w bliskości z Bogiem, a byciem daleko od Niego. Pewnie im się to nie podoba, ale już nie mogą tego zmienić, wybrali zło i muszą zmierzyć się z konsekwencjami swojego wyboru. Następnie Bóg wypędza człowieka z Edenu, by nie wyciągnął teraz ręki i zerwał owocu z drzewa życia i żył na wieki. Wypędzenie z raju może nam się wydawać surową karą. Ale w rzeczywistości jest to akt miłosierdzia. Wyobraźmy sobie, że grzeszny Adam i Ewa, a później ich grzeszne potomstwo i kolejni grzeszni ludzie zostaliby w raju spożywając z drzewa życia i przez wieki pomnażali grzech, ból i smutek. Jak ziemia byłaby strasznym miejscem w którym człowiek mógłby pomnażać grzech i zło bez konsekwencji? Jak ludzie byliby nieszczęśliwy, gdyby Bóg im na to pozwolił? Z pewnością możliwość życia wiecznego w grzechu jeszcze bardziej pomnożyłoby skalę nieprawości, bo ludzie czuliby, że mogą.  W ten sposób życie prawdziwie stałoby się piekłem na ziemi. Bóg nie mógł do tego dopuścić i zakazał im dostępu do raju oraz drzewa życia. Przez pewien czas raj by na ziemi, ale jak widzimy w naszym tekście w 24 wierszu Bóg dopilnował, by człowiek tam nie wrócił. Być może niektórzy próbowali tam się dostać i zerwać owoc z drzewa życia. Ale Pan postawił na straży aniołów oraz ognisty miecz, być może to była jakaś przeszkoda z ognia, która uniemożliwiała wstęp do Edenu. Z czasem biblijny ogród Eden został zalany wodami potopu. Dzisiaj mieszkamy na zgliszczach tego, co było przed potopem.

W każdym razie Bóg chciał żeby Adam i Ewa umarli w nadziei na przyszłe zmartwychwstanie, a później będą mogli żyć wieczne w pełnym pokoju i pełnej radości. Musimy przyznać, że dość często Bóg musi wypędzić nas z pozornego dobra, by dać nam prawdziwe dobro. Choćby kwestia zbawienia, kiedy Bóg zmienia sytuacje naszego życia chwiejąc naszym pozornym bezpieczeństwem, byśmy uchwycili się Zbawiciela - Pana Jezusa Chrystusa i otrzymali życie wieczne.

Wielu ludzi pewnie nie szukałoby zbawienia w Chrystusie, gdyby Bóg wcześniej nie odebrał im czegoś, co cenili bardziej niż Boga. Niektórym posypało się zdrowie, małżeństwo, inni stracili pieniądze lub bliskich, albo nie udało spełnić ziemskich marzeń i ambicji tracąc w ten sposób sens życia i swój raj. Jeszcze inni wpadli w konflikt z prawem, zawiedli się na przyjaciołach lub rodzinie. Ale pomimo utraconego pozornego dobra, które przecież było tymczasowe możemy otrzymać coś lepszego. W miejsce utraconego pozornego raju mamy obietnicę życia na wieki przez wiarę w Jezusa. Tą obietnicą jest zmartwychwstanie w nowym nieskażonym ciele w którym będziemy mogli oglądać Boga. Tą obietnicą jest nowe niebo i nowa ziemia w których będzie mieszkała sprawiedliwość. Tą obietnicą są błogosławieństwa o jakich nam się nawet nie śniło, czego oko nie widziało, ucho nie słyszało i co na serce ludzkie nie wstąpiło, to Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują. Wszystko to jest na wyciagnięcie ręki, wystarczy uwierzyć i przyjąć Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, a bramy nieba otworzą się dla nas. To Pan Jezus jest dzisiaj dla nas drzewem życia. Choć tamto drzewo życia zostało nam zabrane, to Bóg darował ludziom żywot w Jezusie.

Posłuchajcie co On mówił o sobie:

Jana 11:25 …jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie.

26  A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki…

Jana 5:24  Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa mego i wierzy temu, który mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł z śmierci do żywota.

Jan 6:47  Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny.

48  Ja jestem chlebem żywota.

Jan 8:51  Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli kto zachowa słowo moje, śmierci nie ujrzy na wieki.

Jan 6:40  A to jest wola Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w niego, miał żywot wieczny, a Ja go wzbudzę w dniu ostatecznym.

Problem jednak w tym, że wielu nie chce uchwycić się Chrystusa. Woli żyć w grzesznym stanie na wieki z dala od Boga. Jednak zapłatą za grzech jest śmierć Rzym 6,23.

Wprawdzie gdy zaufamy Chrystusowi nie od razu zostajemy przeniesieni do raju, ale żyjemy nadzieją życia wiecznego jak po wypędzeniu musieli żyć Adam z Ewą. Nasz Duch został odrodzony, otrzymaliśmy Dar Ducha Św. Ducha Chrystusa, który nieustannie jest z nami na drodze do nieba. Pan obiecał, że nie opuści nas i nie pożuci i że będzie z nami po wszystkie dni aż do skończenia świata. I któregoś pięknego dnia wprowadzi nas do swojej obecności i będziemy z nim już na wieki. 

Podsumowując: 

1.      Po pierwsze Adam z Ewą choć upadli w grzech, to uwierzyli w Bożą obietnice posłania Zbawiciela i w ten sposób byli pierwszymi ludźmi, którzy dostąpili przebaczenia przez wiarę w Jezusa. Tak i my dzisiaj w ten sam sposób otrzymujemy zbawienie z tą różnicą, że oni patrzeli na Jezusa do przodu, my zaś spoglądamy do tyły na Golgotę.

2.      Po drugie, mogliśmy zobaczyć, że przebaczenie u Boga wymaga ofiary już od początku. Bóg musiał uśmierć zwierzę, by okryć nagość Adama i Ewy. Bez przelania krwi nie odpuszczenia mówi list do Hebrajczyków 9,22. W przypadku naszego zbawienia Bóg sam zapewnił nam ofiarę w osobie Jezusa, a my mamy w niego uwierzyć. Gdy tak się stanie Bóg oczyści nas z grzechów, a Chrystus przykryje nas płaszczem swojej sprawiedliwości.

3.      I po trzecie, wypędzenie z Raju choć może się wydawać ciężka karą, to w rzeczywistości jest aktem miłosierdzia, który uchronił ludzi od zjedzenia z drzewa życia i pomnażaniu grzechu w nieskończoność. Dzisiaj naszym drzewem życia jest Pan Jezus. W wyniku wiary w Niego zostajemy odrodzeni, oczyszczeni, uświęceni, a w odpowiednim czasie przyjęci do Chwały.   

11.06.2023

Poświęcenie domu modlitwy dla Pana 1 Królewska 8, 54 – 63

 


Drodzy, mamy dzisiaj wyjątkową niedziele – pierwsze nabożeństwo w naszym nowym lokalu, który otrzymaliśmy dzięki łasce Bożej. Od wielu lat modliliśmy się o to i zbieraliśmy środki na ten cel, by nasz Zbór posiadał swoją nieruchomość, która będzie służyła dla chwały Bożej. Wołaliśmy do Boga, by nowe miejsce miało dobrą lokalizację, bardziej swobodne wejście żeby nie trzeba było wchodzić przez klatkę schodową, by było przystępne dla nas cenowo, a dzisiaj nasze ofiary i modlitwy zmaterializowały się i możemy dziękować Bogu, że wysłuchał nas. W związku z tym pierwszym nabożeństwem w naszym nowym miejscu chciałbym żeby prowadził nas dzisiaj tekst z 1 Ks. Królewskiej 8 rozdz. 54 – 63. Jest to modlitwa Salomona, by Bóg przyznał się do świątyni jaką Izraelici pobudowali dla Jego chwały i pobłogosławił ją. Wierzę, że my też chcielibyśmy, by Bóg pobłogosławił nasze nowe miejsce i żeby mogło ono przynosić Bogu chwałę. Mam nadzieje, że na przykładzie naszego fragmentu zobaczymy, co to znaczy poświęcić coś dla Pana.

Cały tekst z poświecenia świątyni jest dosyć długi i obejmuje dwie modlitwy, które Salomon wzniósł do Boga podczas tej uroczystości. Pierwsza modlitwa jest dłuższa i bardziej szczegółowa znajduje się wierszach od 8,22 – 53, a druga jest bardziej ogólna od wiersza 54 – 63.

Świątynia którą postawił Salomon, była spełnieniem pragnienia jego ojca Dawida, który chciał w ten sposób uczcić Pana. Przez wiele lat król Dawid gromadził materiały i czynił przygotowania dla domu Pana, ale dopiero jego syn Salomon miał przywilej podjąć się tego dzieła. Budowa świątyni trwała 7 lat i wymagała nie lada wysiłku oraz ogromnych kosztów, ale w końcu została doprowadzona do finału i mogła służyć Bożemu ludowi.

Wprawdzie nasze przedsięwzięcie, nie jest tak okazałe jak świątynia Salomonowa, ale także wymagało od nas wiele wysiłku, czasu i gromadzenia środków.

Zobaczmy zatem jakie warunki należy spełnić, by Bóg pobłogosławił to miejsce. 

Pierwsza rzecz jest taka, że za to miejsce należy złożyć dziękczynienie Bogu i jego uwielbić, co uczynił Salomon wobec świątyni w wierszach 54 - 56.

Zobaczmy, że Król klęczał i wraz z ludem oddawał chwałę Bogu za to, co udało im się uczynić. Łatwo było Izraelitom przypisać sobie zasługi za postawienie tak okazałej świątyni. To lud zbierał przez długi czas materiały, pieniądze, ludzie wykonywali różne prace, organizowano czas potrzebny do wykonania zadania, opłacano pracowników i umawiano fachowców. W 5 rozdz. 1 Ks. Królewskiej czytamy:

1Królewska 5:15  Miał też Salomon siedemdziesiąt tysięcy tragarzy i osiemdziesiąt tysięcy robotników w kamieniołomach w górach,

16  Oprócz urzędników, ustanowionych przez Salomona nad robocizną w liczbie trzech tysięcy trzystu, którzy nadzorowali ludzi wykonujących robociznę.

17  Na rozkaz króla wydobywano duże kosztowne kamienie, aby położyć fundamenty świątyni z kamieni ciosanych.

18  Obrabiali je budowniczowie Salomona i budowniczowie Chirama oraz rzemieślnicy z Gebal, przygotowując drzewo i kamienie na budowę świątyni.

Ale pomimo ich głębokiego zaangażowania w proces budowy oni wiedzą, że bez Bożego błogosławieństwa nie byłoby możliwe ukończenie tego projektu. Zwróćmy uwagę, że Salomon mówi w modlitwie, że Bóg dał im wytchnienie od wrogów i spełnił obietnice dane Dawidowi kilkadziesiąt lat wcześniej w 2 Ks. Samuela w 7 rozdz.12-13, że jego potomek postawi dla Boga dom. Pomyślmy o tym chwilę ile rzeczy było poza naszym wpływem, które mogły potoczyć się zupełnie innym torem i nigdy byśmy nie doszli do tego miejsca. Wielu ofiarodawców nie było związanych z naszą społecznością, nawet nas nigdy nie widzieli, ale Bóg pobudził ich do przekazania środków na ten cel. Jak wielu ludzi, naszych braci i sióstr, których nie znamy, a których Pan pobudził do wspierania tego projektu było nam przychylnych.

Pan również dał nam pokój, czas i zdrowie żeby ten projekt mógł być realizowany. Tylko dzięki temu, że nie pojawiły się w naszym grafiku jakieś wyjątkowe pilne sprawy, ciężkie choroby, czy wojna, który niestety wybuchła za naszą wschodnią granicą mogliśmy z powodzeniem poświęcać się temu przedsięwzięciu. Tak często wielu nie dostrzega, ogromnej łaski Bożej w działaniach Pana, które mogą nam się wydawać oczywiste.

Wiele lat temu, gdy pojawił się pomysł nabycia działki i pobudowania kaplicy, bądź zakupu obiektu myślałem sobie i mówiłem w modlitwie „Panie jak to będzie możliwe, przecież mamy niewielką moc, nie jesteśmy durzą, liczna grupą”. I prosiłem Pana, by pomógł mi zaufać i oprzeć się wiarą na Jego mocy i możliwościach, a nie na mnie, na nas, czy jakimkolwiek człowieku. Pisaliśmy do miasta wiele pism, by nabyć od nich jakąś działkę z bonifikatą dla kościołów lub wskazywaliśmy kilka obiektów, które wydawały nam się odpowiednie dla naszej społeczności i prosiliśmy o ich przekazanie lub sprzedaż. Jednak zawsze była odmowa, aż do teraz, gdy Bóg uznał, że już jest właściwy czas, a nasze modlitwy dotarły przed oblicze Boże. Wprawdzie nie od miasta otrzymaliśmy jakąkolwiek pomoc, ale to, co uczynił Pan jest jeszcze bardziej cudowne.

Dziękczynienie Salomona jest dla nas pouczające, komunikuje nam, że ilekroć coś osiągniemy jako kościół, czy coś osiągniesz w swoim życiu w sposób  indywidualny, to wciąż należy się Bogu za to chwała. Pamiętam wiele lat temu, gdy miałem okazje zwiastować ewangelię w ewangelizacji ulicznej i mówiłem pewnemu mężczyźnie, że cokolwiek osiągnął jest zasługą Boga, On wyciągnął swoje ręce, wskazał na nie i powiedział, że to one na to wszystko zapracowały, a nie Bóg.

„A kto dał Panu zdrowie” zapytałem, że te ręce mogły to uczynić. Pamiętaj o tym, Kto dał Ci siłę, Kto dał Ci zdrowie, kto Ci pobłogosławił, Kto pomógł osiągnąć Ci sukcesy i pobłogosławił twoją rodzinę, twoje dzieci i twój Kościół. Pamiętaj o naszym Bogu i naszym Panu Jezusie Chrystusie.

Pamiętajmy, że to od Boga pochodzi nasza siła i On jest dawcą wszelkich naszych sukcesów, co dobrze jest wyrażone w Ks. Powtórzonego Prawa 8 rozdz. 18 wierszu. Izrael wchodzi do ziemi obiecanej, a Bóg mówi im dlaczego w ogóle jest to możliwe

Powtórzonego Prawa 8:17  Abyś nie mówił w swoim sercu: Moja moc i siła mojej ręki zdobyła mi to bogactwo.

18  Pamiętaj, że to Pan, Bóg twój, daje ci siłę do zdobywania bogactwa, aby potwierdzić swoje przymierze, które poprzysiągł twoim ojcom, jak się to dziś okazuje.

19  Ale jeżeli zapomnisz Pana, Boga twego, i pójdziesz za innymi bogami, będziesz im służył i oddawał im pokłon, to oświadczam wam, że niechybnie zginiecie.

20  Jak narody, które Pan wytraca przed wami, tak samo i wy zginiecie za to, że nie będziecie słuchać głosu Pana, Boga waszego.

Niestety ludzkie serce łatwo zapomina dobroci Pana i ulega pysze. Zamiast wywyższać Pana za Jego wierność i błogosławieństwa zaczyna się tym chełpić. Ostrzeżenie dane Izraelowi przy wejściu do ziemi obiecanej jak najbardziej dotyczy również i nas. Nie zapomnijmy, komu powinniśmy być wdzięczni byśmy wciąż mogli być Kościołem Jezusa Chrystusa.

To co sprawia różnice między nami a światem, między tym lokalem a innymi lokalami, to nie wspaniały wystrój, czy dobra lokalizacja, to również nie baner na ścianie, czy fajni ludzie, którzy tu się spotykają, ale obecność Boga, który jest z nami. Jak długo Pan z nami będzie, a my będziemy lgnąc do Niego, będzie to wyjątkowe miejsce w którym ludzie będą mogli Poznać Chrystusa i uwielbić Go. 

Prośba o ciągłą obecność Boga

Kolejna rzecz w naszym fragmencie dotyczy prośby Salomona o ciągłą obecność Boga i Jego prowadzenie wiersze 57 – 58.

Salomon prosi Pana w 57 wierszu, by Bóg był z nimi, by ich nie opuścił i nie porzucił. Podobnie i my powinniśmy zabiegać o obecność Boga w naszym życiu i w życiu naszej społeczności. Zabieganie, by Bóg nas prowadził ściśle związane jest z posłuszeństwem Bogu, co Salomon wyraża w 58 wierszu. On rozumie, że Bóg będzie z nimi jeśli będą chodzić jego drogami. Tak naprawdę niewiele nam pomogą nawet najwspanialsze narzędzia, najlepsze obiekty i najbardziej okazałe świątynie jeśli nie będzie z nami Pana. Jaką chwałę dla Boga przyniesie ten lokal, jeśli Bóg nie będzie miał upodobania w naszej służbie i życiu. Będziemy wtedy tylko miedzią dźwięczącą i cymbałem brzmiącym. Chodzi o to, że będziemy wydawali jakieś hałasy, robili jakieś ceremonie i odprawiali obrzędy, ale wszystko to będzie puste.

Pamiętajmy co powiedział Pan w Ks. Izajasza rozdz. 66,1-2

Niebo jest moim tronem, a ziemia podnóżkiem moich nóg: Jakiż to dom chcecie mi zbudować i jakież to jest miejsce, gdzie mógłbym spocząć?

2  Przecież to wszystko moja ręka uczyniła tak, że to wszystko powstało mówi Pan. Lecz Ja patrzę na tego, który jest pokorny i przygnębiony na duchu i który z drżeniem odnosi się do mojego słowa.

Czyli zabieganie o obecność Bożą nie polega na budowaniu Bogu okazałych świątyń, a tak mogli myśleć Izraelici. Co oczywiście też nie znaczy, że takich nie możemy mieć. Bóg natomiast chce przebywać ze swoim ludem pod warunkiem, że ich serca są pokorne i pragną być posłuszni Bożemu Słowu.

Podobnie wypowiedział się na ten temat Paweł, gdy któregoś dnia w swojej podróży misyjnej dotarł do Aten - wspaniałego greckiego miasta, gdzie było wiele pięknych budowali poświęconych różnym bogom. Paweł widząc to, tak przemówił do ateńczyków:

 Dzieje Ap 17:24  Bóg, który stworzył świat i wszystko, co na nim, Ten, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach ręką zbudowanych

25  Ani też nie służy mu się rękami ludzkimi, jak gdyby czego potrzebował, gdyż sam daje wszystkim życie i tchnienie, i wszystko.

Za każdym razem, gdy będziemy się tu gromadzić powinniśmy oczekiwać, że Bóg będzie z nami nie dlatego, że mamy nowe, piękne miejsce, ale dlatego, że chcemy mu być posłuszni i pragniemy Go wysławiać w Imieniu Jezusa.

Wołając o obecność Bożą Salomon modli się i prosi Boga, by ich serca zawsze były zwrócone w stronę Pana. Z jednej strony Bóg wzywa nas, byśmy się go trzymali, darzyli szacunkiem Jego słowo wykonując je, a z drugiej strony widzimy, że potrzebujemy do tego Bożej łaski. Dlatego modlitwa Salomona nie tylko jest modlitwą o obecność Bożą, ale również modlitwą o nawrócenie. „Panie pomóż nam trzymać się ciebie, byś mógł być z nami i mógł nam błogosławić”. Powinniśmy być społecznością ludzi, którzy nie tylko się nawrócili i szukają Boga, ale wciąż chcemy się nawracać. W teologii protestanckiej wyrażono to nawet łacińskim hasłem  Ecclesia reformata et semper reformanda czyli kościół reformowany i stale reformujący się. Choć kiedyś się nawróciliśmy, to wciąż musimy się nawracać, prostować swoje życie i dostosowywać je do wymagań Słowa Bożego. Wtedy możemy mieć pewność, że Bóg będzie z nami. Wtedy także nasza służba będzie miała sens, a to miejsce przyniesie chwałę Bogu. 

Aby wszyscy ludzie poznali Imię Boże

Następnie Salomon prosi Boga w wierszach 59 – 60, by zbudowana świątynia spełniła swój cel cel, żeby wszystkie ludy ziemi poznały, że Pan jest Bogiem i nie ma innego. Znając pełne objawienie Słowa Bożego dla nas dzisiaj, to jest, by wszystkie ludy ziemi poznały, że Pan Jezus Chrystus jest jedynym Zbawicielem i nie ma innego.

Drodzy, ciesząc się z tego nowego miejsca nie możemy zapomnieć, że zostało nam ono dane, nie w tym celu byśmy skupili się na sobie i zapatrzyli się na swój własny czubek nosa. Nie chodzi tu o nas, nie istniejemy dla siebie i dom modlitwy który mamy nie może wyłącznie służyć nam, ale chodzi o Bożą chwałę, by Ona się powiększała, przez to, że Imię Pana Naszego Jezusa Chrystusa było jeszcze bardziej znane w Wejherowie jego okolicach, w naszym kraju i aż po krańce ziemi. Wierze, że to jest właśnie cel darowania nam tego lokalu. Czyli przez ten Boży dar powinniśmy jeszcze bardziej zwrócić się do zewnątrz, a nie do wewnątrz. Bóg pragnie, by Jego imię i Jego wielkie zbawienie darowane nam w Jezusie Chrystusie było znane wśród ludzi, a ten lokal ma nam w tym pomóc. Zachęcam nas, że Gdy będziemy się tutaj gromadzić na wspólnych nabożeństwach, spotkaniach biblijnych, czy innych wydarzeniach, to nie myślmy wyłącznie o sobie, ale miejmy w modlitwach i na sercu tych wszystkich ludzi, którzy nie znają jeszcze Pana i moglibyśmy ich tutaj przyprowadzić, by razem z nimi uwielbiać Boga.

Pan Jezus powiedział w Ew. Mateusza

Mateusza 28:19  Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego,

20  Ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata.

Więc, gdy tu się gromadzimy przynosząc Bogu nasze potrzeby, nie zapominajmy jaki jest cel istnienia kościoła. Zawsze musimy myśleć o drugich, by nieść im ewangelię, by chrzcić i uczyć przestrzegać tego, co nauczał Pan Jezus. To ciągle powinna być nasza wizja i sens naszego istnienia.  Jeśli stracimy z oczu wezwanie Jezusa do misji i nam się to rozmyje, to jako kościół zgubimy drogę. Możemy podejmować się wspaniałych przedsięwzięć, brać udział w wielu akcjach charytatywnych, czy zaspokajać potrzeby kulturalne miasta, albo odpowiadać na różne inne potrzeby mieszkańców, jeśli jednak nie będzie w tym ewangelii, to nie spełnimy Bożego celu z powodu którego ten lokal został nam darowany.

Pamiętajmy również, że nie możemy myśleć tylko o naszym Kościele, naszym Zborze, o Kościele Chrześcijan Baptystów w Wejherowie. Dzieło Boże jest dużo większe i szersze niż my i nasza działalność, ono obejmuje cały świat, wszystkie narody, ludy i języki. Cieszę się bardzo, że mamy w naszym Zborze program misyjny przez który wspieramy głoszenie ewangelii w różnych miejscach na świcie. Wciąż zbieramy deklaracje misyjne na nowy rok misyjny. Podczas ostatniej Krajowej Konferencji Kościoła byłem bardzo zbudowany, że z 6 ostatnio powstałych nowych Kościołów w Polsce nasz Zbór miał udział w założeniu trzech z nich.

Kościół który sieje ewangelię, jest kościołem, który pomnaża się, więc siejmy ją na różne sposoby, by Imię Boże było znane wśród narodów.   

Dzisiaj Bóg daje nam nowe miejsce spotkań, módl się do Pana żebyś mógł w to miejsce przyprowadzić kogoś nowego, może jedną, a może kilka osób, czy kilkadziesiąt, które jeszcze nie poznały Chrystusa. Modlę się o to, by tak Bóg sprawił, że za jakiś czas, to miejsce będzie dla nas za małe i będziemy potrzebowali innego, większego byśmy mogli przyprowadzić do Chrystusa kolejnych. 

Aby nasze serca były Panu w pełni oddane

Ostatnia rzecz z naszego fragmentu znajduje się w wierszach 61 – 63. Salomon modli się o to, by ich serca, serca Bożego ludu były zawsze szczere wobec Pana i by postępowali według jego ustaw i przykazań. Również naszym pragnieniem powinno być, by nasze serca były szczerze i zawsze oddane Panu. Jeśli tak będzie, lokal który dał nam Bóg będzie także poświęcony dla chwały Bożej. Nie da się poświęcić czegoś Panu jeśli sami nie szukamy Boga i nie jesteśmy przed nim szczerzy. Nie da się złożyć Bogu ofiary jeśli nie pragniemy go uwielbić. Bóg po prostu nie przyjmie takiej ofiary, bo On nic od nas nie potrzebuje i nic od nas nie chce, jeśli naszym ofiarom towarzyszą ukryte, nieprawdziwe oraz nieszczere motywacje. Zawsze zastanawia minie dobrze znana w Polsce praktyka święcenia różnych przedmiotów, domów, samochodów, czy w naszym przypadku modlitwy o takie, czy inne sprawy z naszego życia lub z życia naszych bliskich. Jeśli nie chcemy żyć blisko Boga, a modlimy się żeby Bóg pobłogosławił nasz dom, pracę, samochód, dzieci, rodzinę i inne sprawy, to raczej taka modlitwa jest próżna - na darmo. Czasami ludzie przychodzą do kościoła, by mieć ślub w kościele, ale nie chcą budować swojego małżeństwa w oparciu o Boże zasady. Ktoś inny chce się modlić o swój nowy biznes, czy pracę, ale nie chce prowadzić interesu uczciwie, lub uczciwie pracować.

 Bóg nie jest zakładnikiem naszych gestów, praktyk religijnych, czy modlitw. Salomon rozumie, że Pan będzie z nimi kiedy szczerze będą wypełniali Jego przykazania, a nie dlatego że mają świątynie. Również i my musimy to zrozumieć, że nie da się czegoś poświęcić Bogu jeśli najpierw nasze serca i nasze życie nie jest Mu oddane. 

Podsumowując

Modlitwa Salomona z poświęcenia świątyni jest dla nas wspaniałym wzorem, co to znaczy poświęcić cos dla Pana, by Bóg to pobłogosławił.

1.      Po pierwsze, powiedzieliśmy sobie, że należy Bogu dziękować i Jego uwielbiać za wszelkie nasze osiągnięcia.

2.      Po drugie, należy prosić o obecność Pana w naszych przedsięwzięciach i Jego prowadzenie.

3.      Po trzecie, nie możemy skupiać się na sobie, ale pragnąć, by przez wszelkie nasze dzieła Boże imię było znane wśród nardów, a w  naszym przypadku, by ten lokal służył, do rozsławienia Imienia Jezusa.

4.      I po czwarte, powinniśmy modlić się pragnąc, żeby nasze serca, były w pełni oddane Panu, a w tedy On pobłogosławi ten skromny  dom modlitwy i sprawi, że będzie służył dla Jego chwały.  

8.06.2023

Pochodzenie i geneza Święta Bożego Ciała

  


Boże Ciało Święto Ciała i Krwi Pańskiej (w tradycji ludowej: Boże Ciało) w Kościele katolickim to uroczystość liturgiczna ku czci Najświętszego Sakramentu. Wierni szczególnie wspominają Ostatnią Wieczerzę i przeistoczenie chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa. W Polsce święto to obchodzi się w czwartek po Uroczystości Trójcy Świętej, a więc jest to święto ruchome wypadające zawsze 60 dni po Wielkanocy. W niektórych krajach przenoszone jest na kolejną niedzielę. Święto to zostało ustanowione na skutek widzeń bł. Julianny z Cornillon. Pod ich wpływem bp Robert ustanowił w 1246 r. takie święto dla diecezji Liege. W 1252 r. zostało ono rozszerzone na Germanię. W 1263 miał miejsce cud eucharystyczny w Orvieto, gdy hostia w rękach wątpiącego w transsubstancjację księdza zaczęła krwawić. W 1264 r. papież Urban IV bullą Transiturus ustanowił to święto dla całego Kościoła. Jednakże ze względu na śmierć Urbana IV bulla ta nie została ogłoszona, a tym samym święto nie zostało ustanowione. Uczynił to dopiero papież Jan XXII, który umieścił powyższą bullę w Klementynach (1317). W Polsce po raz pierwszy wprowadził to święto bp Nanker w 1320 r. w diecezji krakowskiej. W Polsce obchody święta wiążą się z procesją z najświętszym sakramentem po ulicach parafii. Procesja zatrzymuje się kolejno przy czterech ołtarzach, przy których czytane są fragmenty z każdej z Ewangelii związane tematycznie z eucharystią.

Transsubstancjacja -  może parę słów na ten temat. 

   Transsubstancjacja, przeistoczenie – w teologii oznacza rzeczywistą przemianę substancji podczas eucharystii: chleba (hostii) w ciało, a wina w krew Jezusa Chrystusa. Termin ten został przyjęty podczas Soboru Laterańskiego IV w 1215 roku. Ile tego ciała Chrystusowego tam w ten opłatek wchodzi i ile krwi skrapla się w winie, czy tylko tyle ile dostrzegalnie widać, co byłoby całkiem niewiele, czy może nieco więcej? Otóż i tutaj są jasne wytyczne, zawarte w Trydenckim wyznaniu wiary: "Wyznaję także, iż nawet pod jedną tylko postacią przyjmujemy całego i nie umniejszonego Chrystusa" 

Kto tu jest najważniejszy?

Wydawać by się mogło, że Pan Jezus jest ukryty w opłatku, nazywanym po konsekracji „Najświętszym Sakramentem”, jednak trzeba spojrzeć trochę dalej. Opłatek może zostać przeistoczony w Pana Jezusa tylko przez katolickiego kapłana, bez względu na jego morale. Tak więc najważniejszym w tym wszystkim jest katolicki kapłan. W ustanowieniu eucharystii chodziło bowiem o wzmocnienie roli katolickiego duchowieństwa.

Wzywając do adoracji Jezusa ukrytego w hostii  wzmacnia się rolę katolickiego kleru jako pośredników pomiędzy człowiekiem a Chrystusem.

O takich, którzy głoszą, że Jezus jest ukryty tu czy tam, Pan Jezus krótko mówi: Nie wierzcie im (Mat 24,23).

1 Tymoteusza 2:5  Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus,

Niewiara w moc katolickiego kapłana grzechem śmiertelnym. Katechizm Kościoła Katolickiego naucza, że jeśli katolik odrzuci naukę o transsubstancjacji i adoracji hostii, popełni grzech śmiertelny. Posługując się przez siebie wymyśloną nauką o grzechu śmiertelnym kler katolicki manipuluje sumieniami ludzi, nie pozwalając im na wyjście poza ramy katolickich dogmatów, które zwykle nie są zgodne z Pismem Świętym.

Trochę z historii -Jak powstała teoria transsubstancjacji

Autorem doktryny o transsubstancjacji jest średniowieczny mnich Radbertus Paschasius (800-865).

Kościół Katolicki uznał prawdziwość tej doktryny dopiero na IV Soborze Laterańskim w 1215 roku w czasach papieża Innocentego III. Philip Schaff pisze w History of the Christian Church, że, w celu rozwiania wątpliwości wątpiących oraz zaspokojeniu pobożnych życzeń wiernych, Paschasius odwoływał się do niesamowitych opowieści o widzialnym ukazywaniu się ciała i krwi Jezusa. Podawał, że często widziano, jakoby chleb na ołtarzu przyjmował kształt baranka albo małego dziecka, a w momencie, kiedy kapłan brał do ręki chleb, aby go łamać, z nieba zstępował anioł z nożem, zabijał tego baranka albo to dziecię, a ich krwią napełniał kielich!

Ludzie chętnie przyjmowali tego rodzaju historie, co pomagało wzmocnić doktrynę o transsubstancjacji, podobnie jak historie o odwiedzinach dusz, które wyszły z czyśćca, pomogły utwierdzić wiarę w istnienie czyśćca.” 

Niesamowite wizje

Paschasius powoływał się na niesamowite wizje, które miały uwiarygodnić teorię o przeistoczeniu opłatka w ciało i krew Jezusa. To było w IX wieku. Kościół Katolicki uznał jego naukę za prawdziwą na IV Soborze Laterańskim w 1215 roku. Kilkadziesiąt lat później na podstawie wizji błogosławionej Julianny (1193 – 1258) ustanowiono święto, podczas którego dokonuje się szczególnej adoracji opłatka, nazywanego Najświętszym Sakramentem, a w którym według nauki katolickiej ukryty jest Pan Jezus. Święto to mimo że skupia się na opłatku, jak pisałem wcześniej  faktycznie wzmacnia rolę katolickiego księdza, gdyż bez niego Pan Jezus nie zstąpił by z nieba, aby ukryć się w opłatku.

Wszystkie te nauki i widzenia są wytworem religijności średniowiecznej i nie mają żadnego uzasadnienia biblijnego, a mimo to katolik musi w to wierzyć pod groźbą popełnienia grzechu śmiertelnego.

Procesje – wyraz ludowej pobożności

W cytowanym na wstępie Miesięczniku dla ministrantów podana jest wypowiedź Jana Pawła II o tym święcie:

„Szczególnie doniosłym, tradycyjnym wyrazem ludowej pobożności eucharystycznej są Procesje z Najświętszym Sakramentem (…). Są one niezwykle wymownym świadectwem prawdy, że Pan Jezus, ukrzyżo­wany i zmartwychwstały, nadal idzie po drogach świata i przez tę swoją „wędrowną” obecność przewodzi pielgrzymce kolejnych pokoleń chrześcijan: umacnia wiarę, nadzieję i miłość; pociesza w utra­pieniach; podtrzymuje w dążeniu do sprawiedliwości i pokoju”. (Jan Paweł II, Anioł Pański, 14.06.1998)

Trzeba się zastanowić, jakiego Jezusa miał na myśli JP2, mówiąc że Pan Jezus, ukrzyżowany i zmartwychwstały, nadal idzie po drogach świata. Czy JP2 mówił o Jezusie, który siedzi po prawicy Boga Ojca gdzie wstawia się za tymi, którzy w jego imieniu przychodzą przed tron łaski, czy o Jezusie ukrytym w hostii, za sprawą katolickiego księdza. Kontekst katolickiego nauczania jest jasny. Chodzi tutaj o Jezusa eucharystycznego, nad którym władzę ma katolickie ksiądz. JP2 dokonuje tutaj za Paschasiusem utożsamienia Jezusa zmartwychwstałego z Jezusem eucharystycznym, czyli hostią, co jest złamaniem prawa tożsamości. Gdy upadnie msza, upadnie i papiestwo. Cała władza katolickich kapłanów jest zależna od nauki o przeistoczeniu i ofierze mszy. Bardzo mocnych słów przeciwko ofierze mszy użył w Artykułach Szmalkaldzkich Marcin Luter:” gdy upadnie msza, upadnie i papiestwo. Zanim zaś do tego dopuszczą, nas, jeśli zdołają, wytępią”. 

Wnioski

Trzeba jasno powiedzieć, że święto Bożego ciała nie ma korzeni biblijnych i jest przeciwne Biblii. Nosi się tzw. najświętszy sakrament jak gdyby był Bogiem i modli się do niego. Jest, to bałwochwalstwo. Pan Jezus siedzi po prawicy tronu Ojca i nie zstępuje podczas każdej konsekracji kapłana, ani żadnej innej zamieniając się w chleb i wino. Gdyby tak było można by było mówić o pewnej formie kanibalizmu i pozbawieniu Boga Jego suwerenności. Bóg eucharystyczny nie jest w ogóle Bogiem, a jedynie wytworem upadłej, grzesznej ludzkiej wyobraźni, która od wieku zamienia chwałę nieśmiertelnego na martwe bóstwa. Nie potrzebujemy społeczności z najświętszym sakramentem, potrzebujemy społeczności z żywym Bogiem przez i wiarę w Chrystusa i w ten sposób mamy dostęp do tronu łaski. Nie potrzebujemy również  do tego kapłana, opłatka, ołtarza, specjalnej liturgii, a jedynie wiary w zbawczą śmierć Jezusa za nasze grzechy.

Hebrajczyków 4:14  Mając więc wielkiego arcykapłana, który przeszedł przez niebiosa, Jezusa, Syna Bożego, trzymajmy się mocno wyznania.

15  Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu.

16  Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

Poprzez wiarę w zastępczą śmierć Chrystusa za moje grzechy mogę zbliżyć się do Boga. Mamy wyraźną zachętę w Piśmie Św. by robić to z ufną odwagą. Przyjść przed oblicze Boże i wylać przed Bogiem swoja duszę wzywając imienia pańskiego.

materiały pochodzą z internetu oraz wkład własny poniżej podaje linki do stron z których pochodzą materiały:

http://prawda-biblia.blog.onet.pl/Boze-Cialo-czy-to-swieto-ma-po,2,ID215724902,n

http://husyta.wordpress.com/2009/06/09/pochodzenie-swieta-bozego-ciala/

30.05.2023

Wybór Rady Zboru/ Rady Starszych Tytusa 1,5 – 9; 1 Tymoteusza 3, 1 – 7

 


Drodzy wiem, że stoicie przed wyborem Rady Zboru i chciałbym byśmy dzisiaj trochę o tym porozmawiali. Pierwszy wykład będzie poświęcony konieczności i ważności oraz kryteriom wyboru przywództwa. Drugi natomiast będzie o autorytecie osób prowadzących Zbór. Jako ludzie odrodzeni i świadomi do czego zostaliśmy powołani powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że  wybór przywódców Zboru, Rady Zboru czy Rady Starszych jest niezwykle ważną dla Zboru decyzją. Nie powinniśmy takiej decyzji pozostawiać nigdy przypadkowi, czy ja bagatelizować. Dlatego każdy członek Zboru, Kościoła - ciała Jezusa Chrystusa powinien być zaangażowany w ten proces. Oczywiście nie wszyscy w zborze są zdolni pełnić rolę przywódcze i mają odpowiednie kwalifikacje, ale wszyscy możemy wspierać taki wybór modlitwą, swoją obecnością w tym procesie,  zachęcaniem odpowiednio dojrzałych kandydatów oraz biblijną oceną wyboru.

Ubolewam nad tym, że niekiedy świat rozumie lepiej niż Kościół jak ważne jest dobre przywództwo, które pomoże nam we właściwym rozwoju duchowym i będzie miało odpowiednie kompetencje, by sprostać wyzwaniom jakie Bóg stawia przed Kościołem. Zwróćmy uwagę jak wiele świeckim firm poświęca sporo wysiłku, by znaleźć odpowiednią kadrę kierowniczą i nie pozwoli sobie na to, by osoby które będą pełnić taką role były przypadkowe. A niestety tak czasami dzieje się w kościele czego i ja miałem okazje kilka razy doświadczyć. Osoby które są odpowiednie, kompetentne i dojrzałe duchowo nie zawsze chcą angażować się w tą trudną i wymagającą służbę w związku z tym zdarza się, że Zbory mogą wybierać kogokolwiek lub nie jest łatwo znaleźć odpowiednich kandydatów.

Niestety wybór osób, które są niewłaściwe, mają niskie standardy moralne, brak odpowiedniego dojrzałego chrześcijańskiego charakteru oraz nie spełniają biblijnych kryteriów często dla Zboru kończy się problemami lub kryzysem. Mając to na uwadze, tym bardziej poważnie powinniśmy wybierać naszych przewódców. Jeśli nie robimy tego odpowiednio rozważnie i nie zdajemy sobie sprawy z powagi wyboru, to sami sobie możemy wystawiać świadectwo, jak nisko cenimy Kościół Jezusa Chrystusa.

Niekiedy jestem zdziwiony, że gdy jest zapowiadany jest wybór Rady Zboru i wiadomo, że tego i tego dnia podejmujemy tak ważne decyzje dla naszej społeczności, to czasami okazuje się, że nie możemy zebrać kworum, a część ludzi z zupełnie błahych powodów tego dnia nie przychodzi do zboru. Jeśli zależy Ci na Kościele, a wierze, że jeśli jesteś odrodzonym chrześcijaninem, to musi Ci zależeć, więc tego dnia, gdy wybiera się Radę Zboru szczególnie powinieneś być w Kościele.  

Przywództwo jest konieczne. Zacznijmy od listu do Tytusa 1,5 – 9.

Czytamy, że Paweł nakazał Tytusowi swojemu współpracownikowi w służbie, by ustanowił po miastach, gdzie były Zbory - starszych. Czyli wybrał odpowiednio duchowo dojrzałe osoby, by mogły przewodzić zgromadzeniu. Nie wiemy dokładnie w jakich okolicznościach te zbory powstały, prawdopodobnie Paweł z Tytusem odwiedzili Kretę i głosili tam ewangelię. Być może Paweł musiał wyjechać w inne miejsce służby, ale zostawił tam Tytusa, by dokończył pracę. Możliwe również, że kościoły te powstały po nawróceniu Kreteńczyków w dzień wylania Ducha Św. w czasie pięćdziesiątnicy. Gdy wrócili do swoich domów, głosili ewangelię i tak zawiązały się te społeczności. Zwróćmy uwagę, jak poważnie ap. Paweł traktował ten wybór. Zostawił tam Tytusa i napisał do niego list, by wywiązał się z powierzonego mu zadnia. Być może Tytus się w jakiś sposób ociągał lub brakowało mu autorytetu i miał przeciwników w postaci Kreteńczyków o których moralności nie jest napisane zbyt dobrze. Ale trzeba było to zrobić, zarówno Paweł jak i Tytus wiedzieli, że bez wyboru odpowiednich osób społeczności będą narażone na ataki fałszywych nauczycieli, anarchie, kłótnie, rozdarcia w konsekwencji rozpad. Bóg chce aby w każdym Jego kościele ludzie, którzy są odpowiednio dojrzali duchowo wzięli odpowiedzialność za prowadzenie Zboru.

Niestety żyjemy w czasach, gdzie coraz częściej chcemy unikać odpowiedzialności, nie chcemy z czymś się wiązać i raczej szukamy swobody. Widać to na wszystkich poziomach życia, w szkole po uczniach, w domu po rodzicach, w firmie po pracownikach i również w kościele po zborownikach.

Osoby jakie miał wybrać Tytus są określane mianem starszych, „presbiteros” dosłownie oznaczało to starszych wiekiem ludzi, starszych mężczyzn. Z czasem słowo to zaczęło oznaczać coś więcej niż starszego mężczyznę i przybrało funkcję oficjalnego urzędu w kościele, a osoby sprawujące go maiły za zadanie przewodzić Zborowi. W 1 liście Pawła do Tymoteusza w 3 rozdz. gdzie są podane te same kwalifikacje  na przywódców nazywa się takiego człowieka „biskupem” czyli nadzorcą. Jest to ktoś, kto czuwa nad rozwojem społeczności i pilnuje jej bezpieczeństwa.  W innych miejscach osoby te są nazywane pastorami np. Dzieje ap. 20 rozdz. i 1 list Piotra rozdz. 5. Niezależnie od tego jak są nazwani, czy starszymi, biskupami, czy pastorami pełnią tą samą funkcje – duchowych przywódców kościoła.

W naszym środowisku baptystycznym często nie mamy Rady starszych, a Radę Zboru. Choć niektóre zbory maja dwa ciała Radę Starszych i Radę Zboru. Wtedy dzielą funkcje Rady Zboru i Rady Starszych. Najczęściej Rada Zboru zajmuje się administracyjnymi sprawami Zboru, a Rada Starszych pełni obowiązki duchowego prowadzenia Zboru. Ale jeśli mamy jedno ciało najczęściej to Rada Zboru, to ludzie Ci zajmują się zarówno administracją jak i przewodzeniem Zborowi i w ten sposób pełnia również role Rady Starszych, choć możemy ich tak nie nazywać. Lecz de fakto są starszymi, bo są odpowiedzialni za prowadzenie zboru, co w praktyce często oznacza, nauczanie w zborze, rozmowy duszpasterskie, napominanie, wyznaczenie kierunku rozwoju zboru, powoływanie nowych służb, a także sprawy administracyjne.

Nowy Testament uczy nas, że takie osoby, które podejmują się tej służby powinniśmy wysoko cenić i okazywać im posłuszeństwo w ramach Słowa Bożego, bo nie są przez ludzi ustanowieni, ale prze Boga jeśli oczywiście przy ich wyborze stosujemy kryteria zawarte w Piśmie Św., ale o tym będę więcej mówił na kolejnym wykładzie.

Teraz bardziej chciałbym się skupić na wyborze odpowiednich osób.

Z pewnością zauważyliśmy czytając listy do Tytusa, czy Tymoteusza mówiące o kryteriach przewódców, że duży nacisk tam jest położny na moralne wymagania takich osób – czyli charakter. Jestem przekonany, że gdy Biblia mówi o dojrzałości chrześcijanina, to właśnie ma na myśli charakter. Czasami mylnie uważamy, że duchowo dojrzały chrześcijanin, to obdarowany chrześcijan wieloma charyzmatami, lub ktoś zajmujący wysoką pozycje społeczną, albo ktoś wykształcony, lub osoba lubiana, a może człowiek, który odniósł sukces albo ktoś, kto dużo udziela się w Kościele. Oczywiście niektóre z tych rzeczy mogą pomóc w służbie przewodzenia zborowi, ale to, na co powinniśmy zwracać przede wszystkim uwagę, to moralne wymagania Słowa Bożego odnośnie takich osób. Niestety możemy wpaść w pułapkę wybierając swoich liderów tak, jak wybiera ich świat. Kościół jest osadzony w świcie i może swoje wzorce czerpać, a nawet niestety czerpie ze świata zamiast z Biblii. Wiemy, że w świecie na przywódców  wybiera się osoby skuteczne. Mniej mają znaczenie wymagania moralne, a bardziej odniesiony sukces, błyskotliwość, intelekt, spryt, umiejętność załatwiania i rozwiązywania różnych problemów, wyksztalcenie, wygląd i prezencja.

Dla Boga natomiast liczy się bogobojny charakter jeśli tego brakuje, to tamte rzeczy tego nie zastąpią.

Powinniśmy wziąć  pod uwagę, że kryteria jakie przedstawia Paweł w liście Tytusa i Tymoteusza są dla nas wzorem, którym kierujemy się przy tym wyborze. Ale też nikt z nas nie jest doskonały w uświęceniu, więc nie zawsze uda się spełnić doskonale wszystkie wymagania wobec każdej osoby wymienione przez Pawła, jednak chcemy równać do przedstawionego nam wzoru.

Możemy te wymagania podzielić na cztery kategorie:

1.      Po pierwsze, będzie to moralność osobista dotycząca także sfery seksualnej.

2.      Po drugie, przywództwo w rodzinie.

3.      Po trzecie, ogólny charakter.

4.      Po czwarte, umiejętności dotyczące nauczania, czyli pedagogiczne.

W kategorii moralności osobistej czytamy, że powinien być to człowiek bez nagany jest to wspomniane w 6 wierszu u Tytusa oraz w. 7, gdzie jest powiedziane, że biskup powinien być nienaganny, podobnie wypowiada się Paweł do Tymoteusza. To słowo nienaganny oznacza człowieka, któremu nie można postawić żadnych zarzutów o grzech ani o nic go oskarżyć, czyli nie spoczywa na nim żadna wina. Chodzi o to, że nie ma nic w jego przeszłości życiowej jako chrześcijanina, co powodowałoby, że nie mógłby być wzorem do naśladowania dla kościoła.  Jest to konieczne, bo pasterstwo nie jest związanie jedynie z pouczeniami, ale z naśladowaniem. To, co faktycznie robi różnice i znaczenie wspiera przywództwo, to wzorowe życie. A z kolei nic tak nie osłabia autorytetu przywództwa, kiedy ludzie, którzy stoją na czele okazują się hipokrytami, czyli praktykują jakieś ukryte grzechy i w ten sposób prowadzą podwójne życie, lub zdyskredytowali się w przeszłości. Oczywiście mogli pokutować i wciąż są chrześcijanami, ale mam wątpliwości, co do tego, czy nadal powinni pełnić rolę starszych. 

Apostoł Paweł w liście do Filipian, stawiał siebie za wzór, a także innych liderów godnych naśladowania:

Filipian 3:17  Bądźcie naśladowcami moimi, bracia, i patrzcie na tych, którzy postępują według wzoru, jaki w nas macie.

Być może zbyt rzadko mówimy o tym dzisiaj w naszych zborach, że potrzebują one ojców duchowych, a nie tylko dobrego wykładu. Potrzebujemy, żeby nie tylko ktoś nam powiedział, ale nam pokazał. Szczególnie w dzisiejszym świecie, gdzie mam wrażenie szacunek do autorytetów jest coraz mniejszy. A wiele autorytetów przestaje mieć mandat moralny do ich pełnienia.    

Bycie nienagannym nie tylko ma znaczenie, by pociągnąć innych, dać im przykład żeby mogli nas naśladować, ale dotyczy również błogosławieństwa Bożego. Bóg chce błogosławić osoby, które są mu posłuszne i przestrzegają jego przykazań. Nie można występować w imieniu Boga, być reprezentantami Boga bez Boga. W psalmie 15 Dawid zadaje pytanie, kto będzie miał społeczność z Bogiem, z kim Bóg będzie blisko, do kogo się przyzna. Tam również pada odpowiedź, proszę posłuchajcie jej:

Psalm 15:2  Ten, kto żyje nienagannie I pełni to, co prawe, I mówi prawdę w sercu swoim.

3  Nie obmawia językiem swoim, Nie czyni zła bliźniemu swemu Ani nie znieważa sąsiada swego.

4  Sam czuje się wzgardzony i niegodny, A czci tych, którzy boją się Pana. Choćby złożył przysięgę na własną szkodę, nie zmieni jej.

5  Pieniędzy swych nie pożycza na lichwę I nie daje się przekupić przeciw niewinnemu. Kto tak czyni, nie zachwieje się nigdy.

Następnie jest powiedziane, że Starszy ma być mężem jednej żony. Tu chciałbym zaznaczyć, ale mam nadzieje, że jest to dla nas jasne, że starszym może być jedynie mężczyzna, raczej kobieta nie może być mężem jednej żony. Inaczej to wygląda, gdy w Zborze funkcjonują dwa ciała, jedno administracyjne, a drugie prowadzące Zbór. Wtedy kwestią administracyjną mogą zajmować się kobiety jeśli są odpowiednio kompetentne. Jeśli jednak Rada Zboru pełni obie rolę, a często tak jest , to w skład Rady Zboru powinni wchodzić tylko mężczyźni, bo Bóg im powierzył odpowiedzialność przewodzenia swemu Kościołowi. To oczywiście nie oznacza, że kobiety są gorsze, bo niektórzy tak to odbierają. To oznacza, ze Bóg przypisał nam różne role społeczne, a także w kościele i w tych granicach powinniśmy się poruszać. Jak mężczyźni nie są stworzeni przez Boga do rodzenia dzieci, tak kobiety nie są wyznaczone przez Boga do przewodzenia i stania na czele Kościoła Jezusa Chrystusa.

Dyskutuje się nad tym, co oznacza bycie mężem jednej żony. Wydaje się jasne, że Paweł mówi tutaj przede wszystkim o kwalifikacjach moralnych, że człowiek stojący na czele kościoła ma być wierny jednej żonie, jednej kobiecie. Czyli nie może być to cudzołożnik, ktoś, kto nie dochowuje wierności żonie, ma jakieś kochanki lub jest uwikłany w grzechy seksualne, czy zniewolony pornografią. Także poligamia, czyli wielożeństwo dyskwalifikuje człowieka, który chciałby pełnić funkcje biskupa.

Moim zdaniem wchodzi tu również w grę kwestia rozwodów. Człowiek, który przez całe życie lub przez wiele lat jest wierny jednej żonie, jest po prostu człowiekiem wiarygodnym, który postępuje według Bożego wzoru małżeństwa. Wiemy z nauczania Pana Jezusa, że Bożym wzorem małżeństwa jest jeden mężczyzna i jedna kobieta na całe życie. Rozwód w jakiś sposób kładzie się cieniem na naszą reputacje, a szczególnie rozwód, gdy jesteśmy już wierzącymi ludźmi.

Choć wierze są biblijne powody do rozwodu, to uważam, że do przewodzenia Zborowi powinniśmy szukać takich osób, które nie mają tak trudniej przeszłości. Rozumiem również, że nie zawsze da się znaleźć osoby, które spełniają wszystkie kwalifikacje, wtedy wybieramy ludzi, którzy najbardziej są zbliżeni do tych wymogów. Przygotowując się do tego wkładu czytałem również różne opracowania i komentarze i chciałbym tutaj zacytować wypowiedź  Dr Eda Glasscocka dosyć znanego z publikacji wielu komentarzy biblijnych. Do studium tego fragmentu napisał:

„Biorąc pod uwagę wiele aspektów i argumentów związanych ze sformułowaniem „mężczyzna jednej kobiety”, trzeba przyznać, że nie ma prostej, absolutnej odpowiedzi. Można przypuszczać , że Paweł chciał zakazać rozwiedzionym mężczyznom, którzy żyli w nowych związkach, usługiwania jako starsi, ale należy uczciwie przyznać, że Paweł nie powiedział , że nie może być wcześniej żonaty ani nie może być rozwiedziony. Powiedział tylko, że musi być mężem jednej żony lub typem mężczyzny, który ma jedną kobietę. Paweł wyraźnie troszczył się o czyjś charakter, gdy rozważano mężczyznę do objęcia tego wysokiego urzędu; Paweł nie dokonywał przeglądu życia takiej osoby przed nawróceniem”.

Bycie mężem jednej żony także nie dyskwalifikuje tutaj osób samotnych. Paweł nie wymaga, by przewódca miał żonę choć niektórzy tak twierdzą. Nacisk jest położony na to, że jeśli już ma żonę, to mam być z jedną kobietą. Gdyby te zalecenia wykluczały osoby samotne, to Paweł, który z dużym prawdopodobieństwem był samotny, a także Tymoteusz nie spełniłaby tych wymagań. Choć faktem jest , że osoby które mają żony i rodziny łatwiej jest nam ocenić, bo będąc w rodzinie lepiej dostrzegamy dojrzałość człowieka. 

Przywództwo w rodzinie

W ten sposób Paweł przechodzi do dalszych kwalifikacji jakim właśnie jest rodzina. Przywództwo w rodzinie wiele może nam powiedzieć o przyszłych kandydatach. W 1 liście do Tymoteusza 3,5 Paweł mówi, że jeśli ktoś nie potrafi przewodzić własnemu domowi, to jakże będzie mógł przewodzić Zborowi. Dom w dużo mniejszym stopniu wymaga kwalifikacji do bycia odpowiednim przywódcą dla swojej rodziny niż Zbór. Jeśli ktoś na poziomie domu i rodziny ma z tym problemy, to możemy być pewni, że również podobnie będzie w zborze. Rodzina również zna najlepiej kandydata na starszego, jego żona i dzieci widzą kim on jest, oni przebywają z nim cały czas i znają go najlepiej. Widzą, czy jest to człowiek, duchowy, czy kocha Chrystusa, na czym mu zależy, do czego dąży i jakimi motywacjami się kieruje. Jestem pewny że gdybyśmy zwracali baczną uwagę na rodziny przyszłych starszych popełnialibyśmy znacznie mniej błędów w naszych wyborach.

Teraz Paweł mówi, że powinien być to człowiek, który dzieci ma wierzące, a w liście do Tymoteusza, że powinien dzieci trzymać w posłuszeństwie na których nie ciążą zarzuty krnąbrności, nieuczciwości lub jakiejś rozpusty, która odnosi się do dzikiego, pobłażającego sobie marnotrawnego stylu życia.

Rozumiem, że chodzi tu o takie dzieci, które są jeszcze pod naszm dachem i na które mamy wpływ. Trudno żebyśmy byli odpowiedzialni za dzieci, które są już zupełnie dorosłe i wyprowadziły się z naszych domów. Ale jeśli przyszły starszy ma dzieci pod swoim dachem, to powinniśmy ocenić jakie są jego relacje z tymi dziećmi i jaki On ma wpływ na nie.

Jeśli nie potrafi zapanować nad swoją rodziną, pozwala swoim dzieciom na złe zachowanie, nie na napomina ich, nie wychowuje zgodnie z duchem ewangelii prowadząc ich do Chrystusa, a dzieci są dzikie, nieposłuszne, buntują się i gardzą rodzicami, to nie świadczy dobrze o jego prowadzeniu domu.

Wciąż toczy się dyskusja, czy Paweł miał na myśli dzieci wierzące, czy wierne w sensie posłuszne rodzicom. Wydaje się, że bardziej chodzi o dzieci wierne, czyli takie, które poddają się pod autorytet rodziców jak mówi 1 Tym 3,4.

Przemawia również za tym fakt, że kwestia nawrócenia człowieka jest wynikiem łaski Bożej i suwerennej Bożej decyzji. Wprawdzie wierzący rodzice mają obowiązek prowadzić swe dzieci do Chrystusa, czyli tak je wychowywać i dawać im taki przykład, by ułatwić im zaufanie Jezusowi, ale nie mogą im tego nakazać, czy do tego zmusić.

Z pewnością, gdy dzieci kandydata na starszego są wierzące, to wpiera i dodaje wiarygodności jego świadectwu. Tak naprawdę rzadko się zdarza, by nawracały się dzieci osób wierzących, którzy nie troszczyli się o duchowy rozwój swojego domu i nie prowadzili w swej rodzinie przykładnego życia. Często nawet dzieci z domów chrześcijan, gdzie była hipokryzja z tego powodu nie przychodzą do Chrystusa.

Pomyślmy o tym chwilę nie tylko w kategoriach wyboru do Rady Zboru, ale z troski o zbawienie naszych dzieci. Jeśli chcemy przyprowadzić swoje dzieci do Chrystusa, to one powinny widzieć w nas osoby oddane i wierne Panu. 

Ogólny charakter

Kolejne kwalifikacje do przewodzenia Zborowi o jakich mówi Paweł dotyczą cech charakteru. Słowo Boże zwraca uwagę na 5 wad charakteru, których starszy nie powinien mieć i 6 cech które powinien posiadać. 

1.      Starszy nie powinien być samowolny lub zarozumiały. Chodzi o takiego człowieka, który uważa, że wszystko wie najlepiej i nie słucha nikogo. Ktoś taki chce często dominować i sprawować władzę. Ciężko mu się dogadać z innymi osobami, forsuje własne zdanie, gdy nie zostanie odpowiednio wysłuchany obraża się uznając to za swą osobistą porażkę. Często nie przyznaje się do błędu i obwinia innych.

2.       Kolejna cecha charakteru której nie powinien mieć prowadzący Zbór to wybuchowy charakter, czyli nie powinien być prędki do gniewu, porywczy człowiek – szybko wybucha, amerykanie mówią, że jest to ktoś kto ma krótki ląd i eksploduje w niekontrolowanym zachowaniu. Wiemy natomiast, że jak coś już wybuchnie, to narobi zniszczenia. Niestety prędkość do gniewu prowadzi do poniżania ludzi, obrażania ich, sporów i pochopnych decyzji, które później są przykre w skutkach. Świadczy to również o tym, że ktoś nie panuje nad sobą, szynko ulega negatywnym emocjom i nie jest człowiekiem stabilnym.

3.      Przewódcy zboru nie powinni być osobami nadużywającymi alkoholu. Biblia nie zabrania picia napojów alkoholowych, ale ostrzega przed niebezpieczeństwami związanymi z trunkami. Starszy uzależniony od alkoholu lub nadużywający go będzie złym przykładem dla innych obniżając standardy moralne, a także pijaństwo jest grzechem. Ktoś kto przewodzi zborowi nie może być człowiekiem z przytępionym umysłem, też dotyczy to zażywania narkotyków lub innych form uzależnienia jak np. hazard. Chodzi o to, że ludzie przewodzący zborowi mają mieć samokontrole i dyscyplinę w swoim życiu we wszystkich jego dziedzinach.

4.      Kolejna rzecz, że starszy nie powinien być awanturnikiem i uciekać się do rękoczynów. Dosłownie chodzi tu o kogoś, kto jest zadziorny i wojowniczy. Taki człowiek niestety niemal zawsze wywołuje spory, wiele rzeczy chce załatwiać siłowo, grożąc, zastraszając, a takie postępowanie nigdy nie świadczy o miłości Chrystusowej.

5.       I piąta negatywa cecha, to nie może być to ktoś chciwy brudnego zysku, czyli powinien być to człowiek, który nie kieruje się w żuciu miłością do pieniędzy. Zarabianie i posiadanie pieniędzy nie jest w Biblii potępione i samo w sobie nie jest złe, ale przedkładanie pieniędzy nad Królestwo Boże w życiu przewódców będzie skutkowało zaniżeniem standardów moralnych, być może tacy ludzie uwikłają się w jakieś nieczyste interesy, może nastąpić obniżenie jakości  nauczania które będzie nastawione na zysk. W zboże ludzie zamożni i dający większe ofiary mogą być traktowani przez miłujących pieniądze starszych jako bardziej uprzywilejowani. Powinniśmy być świadomi że miłości do pieniędzy wiąże się wile zagrożeń.  

Następnie Paweł mówi nam o 6 cechach pozytywnych jakimi powinni odznaczać się starsi. 

1.      Starszy powinien być człowiekiem gościnnym w. 8. Tą cechę powinni posiadać wszyscy chrześcijanie, ale starsi w sposób szczególny. Gościnność oznacza otwartość na innych wraża się w szczerym zainteresowaniu drugim człowiekiem, by ludzie czuli się mile widziani. Nie jest dobrze, gdy przewódcy zboru są zamknięci na relacje z członkami zboru lub nie są otwarci na odwiedzających Zbór gości, bo chłód i obojętność zawsze będzie bardziej odstraszać niż przyciągać do Zboru  

2.      Liderzy Zboru powinni być rozmiłowani w tym, co dobre. Dotyczy to uczynków, myśli, planów i służby dla innych.  

3.      Następnie starsi mają być rozsądni, rozważni, zdrowi na umyślę, powściągliwi lub trzeźwo myślący. Zapewne Pawłowi tutaj chodzi o rozsądek i rozwagę w świetle Słowa Bożego. Ludzie którzy są przywódcami Zboru powinni kierować się Bożymi wartościami wypływającymi z Biblii, unikać niejasnych, grzesznych sytuacji lub takich gdzie mogliby być narażeni na grzeszne pokusy.

4.      Starszy powinien być sprawiedliwy, tutaj chodzi o postępowanie takiego człowieka w swoich kontaktach z innymi. Jest to ktoś, kto umie oceniać sprawy zgodnie z Bożym charakterem, jest nieprzekupny, nie trzyma strony bogatych i ludzi bardziej znaczących kosztem biednych i odwrotnie. Cecha ta odnosi się do prawego zachowania po prostu ktoś taki stara się być zawsze uczciwy.

5.       Piąta pozytywna cech kandydata na starszego to pobożność. Odnosi się to do czystości takiego człowieka i jego oddzielenia od grzechu, które wynika ze społeczności z Bogiem. Czyli chodzi tutaj o praktyczną świętość i wzrost w uświęceniu. Takie życie może prowadzić tylko ktoś, kto żyje blisko w społeczności z Bogiem.

6.      I ostatnia 6 pozytywna cecha, to powinien być człowiek wstrzemięźliwy. Paweł używa również tego słowa w 1 liście do koryntian 9,25 odnosząc je do sportowca zachowującego samokontrolę, by mógł otrzymać nagrodę. Podobnie i starszy powinien panować nad sobą, mieć samodyscyplinę odnośnie swoich grzesznych pragnień i pożądliwości. 

Dobry nauczyciel 

Ostatnie kryterium znajduje się w 9 wierszu listu do Tytusa, to umiejętności związane z nauczaniem. Możemy tutaj podzielić te umiejętności na trzy grupy.

1.      Starszy powinien trzymać się zdrowej dobrej doktryny, - trzymający się prawowiernej nauki. Powinna być to osoba, która ma dobrą znajomość ogólną Słowa Bożego, rozumie ewangelię i potrafi ją wyłożyć. Jedną z odpowiedzialności starszych jest właśnie kwestia nauczania Słowa Bożego, są oni odpowiedzialni za karmienie duchowe Bożej trzody. Czyli taki człowiek musi rozumieć Pismo Św., rozumieć jego sens, cel i znaczenie. Powinien znać charakter Boga, jego atrybuty, mieć wiedzę o Chrystusie i znaczeniu Jego zbawczej misji, a także o Duchu Św. Powinien wiedzieć w jaki sposób dokonuje się zbawienie człowieka, rozumieć jego upadłą naturę i potrzebę odkupienia. Należy mieć również Biblijną wiedzę o upadłym świcie duchowym i zagrożeniach jakie z tego wynikają. Człowiek taki trzyma się mocno doktryny, nie jest kimś  chwiejnym i nie zmienia poglądów pod wpływem najnowszych trendów. Jest stały w podążaniu za Jezusem nie będąc unoszonym lada wiatrem nauki. Nie da się łatwo wyprzeć ze swego stanowiska, które dobrze rozumie i zna. Dlatego też taka osoba nie może być kimś świeżo lub nowo nawróconym, bo do dobrego poznania Boga i doktryny trzeba czasu. To że ktoś za kilka wersetów, a nawet potrafi je zacytować z pamięci nie znaczy, że ma dobrą ogólną znajomość Pisma.   

2.      Kolejna rzecz, która dotyczy nauki, to umiejętność udzielania napomnień w słowach zdrowej nauki. Starszy powinien być świadomy jak fałszywa doktryna szkodzi ludziom. Niestety obecnie wielu chrześcijan uważa, że doktryna nie ma wielkiego znaczenia lub przynosi podziały. Co pewien czas widzę lub słyszę jak teologia jest przeciwstawiana żywemu chrześcijaństwu. Ale dojrzałe i żywe chrześcijaństwo nie może mieć miejsca bez zdrowej teologii – czyli dobrej nauki o Bogu zakorzenionej w Biblii. Dojrzały starszy więc będzie wskazywał właściwą drogę, kład nacisk na dobre i słuszne postępowanie i dobra teologie, która podoba się Bogu. Udzielanie napomnień w sprawach zdrowiej nauki kładzie nacisk na wskazywanie pozytywnej strony doktryny.

3.      Ale apostoł Paweł mówi jeszcze o trzeciej rzeczy w kwestii nauczania. Nie wystarczy wskazywać dobrej drogi, nie wystarczy tylko mieć takiego pozytywnego nauczania, ale starsi powinni umieć dla kontrastu obnażyć fałszywą doktrynę - fałszywe nauczanie. Dobra zdrowa doktryna świeci o wiele jaśniej w porównaniu z czyś fałszywym. Niestety kościół jest i będzie atakowany wieloma fałszywymi nauczaniami, a starsi powinni mieć odwagę i umiejętność przeciwstawić temu. Oczywiście nie chodzi o to żeby kogoś obrażać, ale nie można w ramach dobrych relacji, sympatii i bycia miłym pozwalać na to, że prawda ewangelii zostanie rozmyta.

Drodzy starałem się przedstawić na podstawie tekstów do Tytusa i Tymoteusza kwalifikacje osób do Rady Zboru/Rady Starszych. Jak powiedziałem wcześniej, nie zawsze uda się nam znaleźć idealnych kandydatów. Ale powinniśmy modlić się  szukać takich, którzy jak najbardziej są zbliżeni do biblijnego wzoru. Wierzę, że tacy ludzi wyróżniają się pobożnością pośród naszych społeczności, a ich moralne życie, bojaźń Boża jaką się kierują ich charakter oraz znajomość Słowa Bożego i umiejętność tłumaczenia go wskazują na to, że to są te osoby. Jeśli widzimy i znamy pośród nas takich właśnie mężczyzn, to ich powinniśmy wybrać.      

Łączna liczba wyświetleń