21.02.2020

Chciwy głupiec Ew. Łukasza 12,13-21



Słyszałem kiedyś taką historyjkę, która dobrze obrazuje na czym polega chciwość.
Kiedyś pewien biznesmen siedział przy plaży w małej brazylijskiej wiosce. Siedząc, zobaczył brazylijskiego rybaka wiosłującego małą łódką w kierunku brzegu, który złowił całkiem sporo dużych ryb. Biznesmen był pod wrażeniem i zapytał rybaka: „Ile czasu zajmuje ci złapanie tak wielu ryb?”
Rybak odpowiedział: „nie zajmuje mi to zbyt dużo czasu”.
„Więc dlaczego nie zostaniesz dłużej na morzu i nie złapiesz jeszcze więcej?” Spytał biznesmen.
„To wystarczy, aby wyżywić całą moją rodzinę” - powiedział rybak.
Następnie biznesmen zapytał: „ A co robisz przez resztę dnia?”
Rybak odpowiedział: „Cóż, zwykle budzę się wcześnie rano, wypływam na morze i łapię trochę ryb dla naszej rodziny, a potem wracam i bawię się z moimi dziećmi. Po południu mam drzemkę z żoną i przychodzi wieczór. Wieczorem dołączam do przyjaciół z wioski -  siedzimy razem, gramy na gitarze, śpiewamy i mamy dobry czas. ”

Biznesmen powiedział wtedy rybakowi.

 Posłuchaj - „Mam doktorat z zarządzania przedsiębiorstwem. Mogę pomóc ci stać się bardziej skuteczny w twojej pracy. Odtąd powinieneś spędzać więcej czasu na morzu i starać się złapać jak najwięcej ryb. Gdy zaoszczędzisz wystarczająco dużo pieniędzy, możesz kupić sobie większą łódź i złapać jeszcze więcej ryb. Wkrótce będziesz mógł sobie pozwolić na zakup większej liczby łodzi, założenie własnej firmy, potem własnego zakładu produkującego żywność w puszkach i założysz sieć dystrybucji. Z czasem przeprowadzisz się z tej wioski do São Paulo, gdzie możesz założyć kwaterę główną swojego biznesu, aby zarządzać innymi oddziałami. ”
Rybak zapytał się: „A co potem?”
Biznesmen odpowiedział  „Potem możesz żyć jak król we własnym domu, możesz wejść na giełdę papierów wartościowych sprzedawać swoje akcje i będziesz bogaty”.

Rybak znowu zapytał: „ A co potem?”
 „Potem możesz wreszcie przejść na emeryturę, możesz przeprowadzić się do nowego wspaniałego domu przy wiosce rybackiej, budzić się wcześnie rano, iść sobie na ryby, a następnie wrócić do domu, aby pobawić się z dziećmi lub wnukami, a później mieć popołudniową drzemkę z żoną. A kiedy nadejdzie wieczór, możesz dołączyć do kolegów, by posiedzieć z nimi, grać na gitarze, śpiewać i tańczyć przez całą noc! ”
Wtedy rybak zaskoczony odpowiedział: „Czy to nie jest  to, co teraz robię?”

Tak właśnie chciwość wpędza nas w pułapkę pogoni za bogactwami, które odbierają nam prawdziwy sens życia. Chcemy zabezpieczyć swoją przyszłość żeby czuć się bezpiecznie. Mieć pewność że jeśli nazbieramy odpowiednio dużo, to wtedy będziemy wiedli szczęśliwe i dostatnie życie. Jednak ci którzy ulegli chciwości zapominają, że bogactwa które chcą zgromadzić są bardzo niepewne, a ponadto trzeba wiele czasu i wysiłku jak przedstawił temu rybakowi ten biznesmen żeby je zdobyć. Jak uda ci się już zgromadzić wiele majętności, to okazuje się, że poświęciłeś na ten cel dużo swojego życia i jesteś przed jego końcem. Teraz kiedy mógłbyś wreszcie pożyć trzeba umierać. Zmarnowanego czasu nie odzyskamy, a bogactwa z sobą nie zabierzemy.
Nauczanie Pana Jezusa ostrzegające nas przed chciwością powstało w wyniku sytuacji, gdy ktoś z tłumu słuchającego Jego nauczania poprosił Go, by rozstrzygnął sprawę spadkową między nim, a jego bratem. Pan Jezus był bardzo popularnym nauczycielem, autorytetem dla wielu w wielu sprawach. Ten który go poprosił o rozstrzygnięcie sporu spadkowego z pewnością myślał, że Jezus jest odpowiednią osobą, by zająć się jego problemem. Jak On rozstrzygnie tą sprawę, to nikt nie będzie miał wątpliwości, że jest właściwie załatwiona. Ten człowiek domagał się od Pana Jezusa, by przekonał jego brata, do podzielenia się spadkiem. Prawdopodobnie jego brat był tam i słuchał. W tamtych czasach często bywało tak, że spadek przysługiwał najstarszemu synowi, tak mówiło prawo mojżeszowe. Ale później nie zawsze do tych przepisów się stosowano. To więc wygląda na to, że najstarszy syn odziedziczył spadek, młodszy mógł mieć do niego pretensje i domagał się podziału majątku.
Pan Jezus jednak nie zajął się tą sprawą. Nawet temu człowiekowi odpowiedział dosyć ostro, że nie jest sędzią w tej sprawie. Co znaczy, że nie przyszedł zajmować się spadkami, sprawami ekonomicznymi, społecznymi, czy rodzinnymi. Tak na marginesie zobaczmy jak Pan Jezus pilnował, by nie wplątać się w to, co w kontekście Jego misji nie miało znaczenia i mogło Go odciągać od spraw Królestwa Bożego. Wspaniale by było, gdyby każdy z nas był tak skupiny na Królestwie Bożym, by nie pozwolić żeby coś odwróciło naszą uwagę od Chrystusa.
Zamiast zając się sprawą spadkową tego człowieka, Pan Jezus wykorzystał tą sytuację, by ostrzec tłumy, które go słuchały przed pragnieniem bogactwa lub pogoni za bogactwem. Drodzy, duszę możemy zatracić przez fałszywą naukę, fałszywą religię, czyli oszustwo duchowe. Ale drugim zagrożeniem dla duszy jest oszustwo materialne. Diabeł równie mocno działa w tych dwóch dziedzinach. Być może większość ludzi nigdy nie złapie się na jakąś fałszywą religię, bo sprawy duchowe ich nie interesują. Ale złapią się na drugi haczyk szatana, pogonią za sprawami materialnymi i w ten sposób miną się z Królestwem Bożym. Nie chcesz religii, uważasz ją za stratę czasu, mówisz że to jest oszustwo. Proszę bardzo, diabeł ma dla ciebie inną propozycje, zajmij się tym światem, zajmij się zdobywaniem dóbr tego świata, zajmij się gromadzeniem majętności, konsumowaniem życia i w tym upatruj swoje bezpieczeństwo, a też stracisz swoją duszę i pójdziesz do piekła. Taki właśnie był ten człowiek z tłumu, to był materialista. Nie interesowało go, co Pan Jezus miał do powiedzenia na temat wieczności, zbawienia i duszy. To, co prawdziwie zajmowało jego serce to wartość spadku. Być może już rozmyślał co będzie mógł sobie za to kupić, jak wygodnie pożyć, gdzie pojechać, jak się zabawić.
To jest takie popularne dzisiaj, szczególnie w zachodnich rozwiniętych społeczeństwach, gdzie życie wielu ludzi jest przesiąknięte konsumpcjonizmem. I niemal od urodzenia rynek chce nas wychować na konsumentów, którzy będą żyć w tym celu, by kupować kolejne rzeczy, których wiele później okazuje się zbędnych.  Często wielu ma tak wiele i chce mieć jeszcze więcej. A wtedy trzeba postawić większy garaż, większy dom, większe magazyny, by wszystkie te rzeczy które masz pomieścić.
Choć problem nie jest w rzeczach, ale w naszym stosunku do nich. Jednak jeśli człowiek goni za rzeczami tego świata i chce otaczać się rzeczami tego świata, ciągle myśli o tym, co może mieć, ile może mieć i co może sobie kupić, to pokazuje stan jego serca. Pan Jezus powiedział w Ew. Mat 6,21, że tam gdzie jest skarb twój, tam będzie serce twoje. Inaczej mówiąc, z tym, z czym wiążesz swoją nadzieje, to o to głównie będziesz się troszczył.
Jeśli są to rzeczy, pieniądze, to nasz umysł i serce będzie przy tym. Jeśli jest to Królestwo Boże, to tam będziemy kierowali swoje myśli, działania i pragnienia.
Pan Jezus na przykładzie tego człowieka mówi do ludzi strzeżcie się, wystrzegajcie się wszelkiej chciwości, bo nie od tego ile masz i co masz zależy twoje życie w. 15. Greckie zwroty, które są tutaj użyte dosłownie oznaczają, żeby się bardzo pilnować, być czujnym na wszelkie formy chciwości i nie dać się oszukać, że czym więcej masz, tym twoje życie jest bardziej pewne. Ze zbieraniem bogactwa i poleganiem na nim jest jak gaszeniem pragnienia słoną wodą, czym więcej pijesz, tym więcej chcesz i tym bardziej jesteś spragniony. A pragnienie nigdy nie zostaje zaspokojone, taka właśnie jest chciwość. Chcesz więcej, więcej i więcej. Zapytaj się chciwego kiedy mu starczy, a on odpowie ci, że jeszcze trochę.
Salomon  przestrzegając przed miłością do pieniędzy powiedział
Kzn. Sal 5:9  Kto miłuje pieniądze, pieniędzmi się nie nasyci, a kto miłuje bogactwo, zysków mieć nie będzie.
Lub w tłumaczeniu Biblii Warszawsko-Praskiej
Kzn. Sal 5:9   Kto kocha pieniądze, nigdy nie będzie ich miął dosyć. Kto kocha się w zbytku, zawsze będzie miał za małe dochody.
Jeśli miłujemy pieniądze, to ile byśmy nie mieli zawsze będzie nam brakować i nigdy nie będziemy zadowoleni. A przede wszystkim pieniądze nie są w stanie dać nam prawdziwego życia, o czym Pan Jezus mówi w 15 wierszu, że nie dzięki temu co masz, masz życie. Ostrzega słuchaczy i nas wszystkich, że jeśli pragniemy dóbr materialnych, to zmarnujemy swoje życie na zbieranie ich. Otoczymy się rzeczami które kupimy za zebrane pieniądze, poświęcimy dużo czasu i energii żeby to wszystko zdobyć, a i tak nie będziemy mieli prawdziwego życia, bo jedynym prawdziwym życiem jest życie wieczne w Jezusie Chrystusie, a tego za pieniądze nie da się kupić.
Żeby pokazać jak głupia jest chciwość i pogoń za pieniędzmi Pan Jezus przedstawia prostą historię którą każdy z jego słuchaczy mógł zrozumieć.
Mówi, że pewnemu bogaczowi pole przyniosło ogromny zysk. Pojawił się problem, co zrobić z taką obfitością. Mam więcej niż mogę przejeść, więcej niż potrzebuje moja rodzina jak to mądrze wykorzystać?
Zobaczmy, że ten człowiek już był bogaty, już miał wiele, już miał pełne swoje magazyny, a tu niespodziewanie pojawiło się jeszcze więcej. Wtedy pojawia się pytanie, co zrobić gdy majątek się mnoży, co zrobić, gdy Bóg ci błogosławi, gdy otrzymujesz lepszą pracę, gdy zarabiasz więcej pieniędzy, gdy pole przynosi ci większy zysk, gdy dostajesz awans i z tego powodu masz więcej? Co zrobić z nadmiarem?
Możemy zrobić wiele rzeczy decyzja zależy od nas. Możemy rozejrzeć się dookoła, być może są gdzieś jakieś potrzeby i możemy kogoś lub jakieś dobre dzieło wspomóc. Możemy wspomagać Boże Królestwo, przez rozwój misji, wspieranie misjonarzy. Możemy sfinansować jakieś działania ewangelizacyjne jakiś projekt który jest realizowany na chwałę Boga itp.... Możemy też pieniądze wydać na podróże, rozrywki, ubiór, czy na rzeczy które chcielibyśmy sobie kupić. Możemy także majątek gromadzić i mieć ciągle więcej i więcej. Pewnie jeszcze znaleźlibyśmy kilka rozwiązań dla nadmiaru gotówki. Bohater z naszej historii postanowił zburzyć stare stodoły, stare magazyny i pobudować nowe, by tam złożyć swój nadmiar w. 18.
Zamiarem jego gromadzenia jest mieć odpowiednio dużo, a potem żyć sobie wygodnie jak czytamy w 19 wierszu, że później powiem do duszy swojej, mam wile zgromadzone na długi czas, więc beztrosko mogę jeść, pic i radować się.
Jednak człowiek z tej historii zapomniał o Bogu i o własnej śmiertelności. To właśnie jest owocem chciwości, że ci którzy pragną pieniędzy stają się zaślepieni na Boga i nie biorą pod uwagę Jego planów. Stają się również ślepi na niepewność dnia jutrzejszego. Nie myślą o tym, że jutro mogą zachorować, a diagnoza okaże się śmiertelna. Albo mieć drobny zabieg w wyniku którego pojawią się komplikacje i cienka nić życia zostanie przerwana jak choćby w przypadku jednego z najbogatszych Polaków Jana kulczyka zmarłego w 2015 roku. Nie myślą o tym, że mogą wyjść z domu by załatwić jakieś sprawy i dojdzie do wypadku w którym stracą życie i staną przed Bogiem na sądzie. Nie myślą o tym, że wieczorem mogą położyć się spać całkiem zdrowi i rano się nie obudzić. Nie myślą o tym, że może się wydarzyć tysiąc różnych rzeczy na które nie mają wpływy i ich życie zostanie raptem przerwane, a oni nie sa przygotowani na spotkanie z Bogiem.
Posłuchajcie co mówił Jakub, do chciwych i bogatych ludzi, których myślenie było podobne do bohatera historii opowiedzianej przez Pana Jezusa
Jakuba 4:13  A teraz wy, którzy mówicie: Dziś albo jutro pójdziemy do tego lub owego miasta, zatrzymamy się tam przez jeden rok i będziemy handlowali i ciągnęli zyski,
14  Wy, którzy nie wiecie, co jutro będzie. Bo czymże jest życie wasze? Parą jesteście, która ukazuje się na krótko, a potem znika.
15  Zamiast tego, winniście mówić: Jeżeli Pan zechce, będziemy żyli i zrobimy to lub owo.
Nie brali pod uwagę Boga, nie liczyli się z Jego wolą oraz z Jego planem, a myśleli tylko o zyskach. O tym ile mogą zarobić i jak bardzo wygodnie za to żyć. A umknęło im, co najważniejsze, że człowiek na ziemi jest tylko parą, mgłą, która jest na chwilę. Jest prochem, który bez Boga nic nie znaczy, a wszystkie nasze plany i ich realizacja zależą od Pana. W związku z tym zawsze Bożą wolę powinniśmy brać pod uwagę, jak Pan zechce zrobimy to lub tamto. Jak Pan zechce to zrealizujemy taki, czy inny projekt, wszystko zależy od Niego. 
I gdy tak w tym zapomnieniu ludzie sobie żyją, zburzyli stare magazyny pobudowali nowe, nagromadzili, rozwinęli firmę, zyski się pomnażają, a oni czują się coraz bardziej bezpiecznie zamierzając z tego, co nagromadzili korzystać, to przychodzi coś, czego w ogóle nie brali pod uwagę zobaczmy w. 19. Przychodzi śmierć, przychodzi nagle i niespodziewanie, na co wskazują słowa Pana Jezusa, „głupcze, tej nocy zażądają duszy twojej, a to co przygotowałeś czyje będzie”?
Śmierć nie pyta się czy jesteś na nią gotowy, nie da się przekupić, nie można od niej uciec, często bierze ludzi z zaskoczenia i ma 100% skuteczności.
I tak śmierć zaskoczyła naszego bohatera, a wszystkie jego plany okazały się nic nie warte. Największą tragedią jest to, że zapomniał o Bogu i z powodu swojej chciwości nie przygotował się na spotkanie z Nim. Pieniądze które miały mu dać bezpieczeństwo stały się jego pułapką, która przyczyniła się do jego zatracenia. Gdyby tylko wziął Boga pod uwagę, to mógłby wykorzystać mamonę, do pozyskiwania dusz dla Chrystusa i w ten sposób miałby prawdziwy pożytek ze swoich pieniędzy, a tak okazał się głupcem. Myślał że jest mądry i sprytny, tak myśli wielu materialistów, a tymczasem okazują się strasznymi głupcami.
Tak będzie z każdym mówi Jezus, kto uległ swojej chciwości w. 21. Poświęcił swoje życie dla dóbr materialnych, a nie zatroszczył się o swoją relacje z Bogiem i nie przygotował się na spotkanie z nim. Tak będzie z każdym, który skarby gromadzi z myślą żeby żyć wygodnie, żeby się zabezpieczyć, a nie myślał o tym żeby gromadzić skarby w niebie, gdzie przynoszą prawdziwy zysk.
Nie chodzi o to ile masz, ale chodzi o to, co z tym robisz. Grzech chciwości nie polega na tym, że ktoś jest bogaty, ale na tym, jaki ma stosunek do bogactwa. Biblia przedstawia wielu bogatych ludzi którym Bóg błogosławił. Mówi o Abrahamie, że był zamożny, Hiobie, Salomonie, Józefie z Arymatei który dał swój grup, by złożyć tam ciało Pana Jezusa. To więc problem nie polega na posiadaniu, ale na tym jak wykorzystuje to, co posiadam.
Apostoł Paweł dając zalecenia młodemu pastorowi Tymoteuszowi, który sprawował swoją służbę w Efezie mówił
1 Tymoteusza 6:17  Bogaczom tego świata nakazuj, ażeby się nie wynosili i nie pokładali nadziei w niepewnym bogactwie, lecz w Bogu, który nam ku używaniu wszystkiego obficie udziela,
6:18  Ażeby dobrze czynili, bogacili się w dobre uczynki, byli hojni i chętnie dzielili się z innymi,
6:19  Gromadząc sobie skarb jako dobry fundament na przyszłość, aby dostąpić żywota prawdziwego.
Jeśli Bóg udziela nam bogactwa, to nie w tym celu byśmy pokładali w bogactwie nadzieje, ale po to, by dzielić się z innymi, dobrze czynić i budować Boże Królestwo gromadząc sobie skarb w niebie. Jeśli tego nie rozumiemy i ulegamy chciwości, zaczynając żyć dla pieniędzy, a zapominamy o Bogu, to według słów Pana Jezusa jesteśmy głupi. Któregoś dnia wszystko stracimy, a to co zgromadziliśmy będzie świadczyć przeciw nam.
Pamiętam pewne świadectwo, kiedyś na konto misji która mnie wspierała przyszedł duży przelew 100 tys. dolarów. Pracownicy tej misji postanowili osobiście podziękować ofiarodawcy. Pojechali pod wskazany adres, ale posiadłość nie była jakaś okazała, a z domu wyszedł starszy pan. Zapytali się go, czy to on, zrobił ten przelew, bo nie wyglądał na jakiegoś zamożnego. A on odpowiedział, że tak, że to on. Więc oni dopytywali, czy go na to stać, bo nie widać żeby był bogatym człowiekiem, a on odpowiedział, że nie widać, bo dla pieniędzy nie żyje, żyje dla Chrystusa, a pieniądze jedynie zarabia. On rozumiał słowa Pana Jezusa, że głupi jest każdy, który skarby gromadzi dla siebie, a nie troszczy się o życie wieczne, nie szuka królestwa Bożego.
Musimy wiedzieć, że chciwość jest bałwochwalstwem. Jest złamaniem pierwszego przykazania miłości do Boga i drugiego miłości do bliźniego. Bardziej niż Boga i bliźniego możemy kochać pieniądze. Miłość do pieniędzy sprawia, że stajemy się ślepi na Boga, na wieczność, na stan naszej duszy oraz na naszego bliźniego i to prowadzi ludzi na zatracenie.
Weźmy sobie do serca słowa ap. Pawła z listu 1 Listu do Tymoteusza
1 Tymoteusza 6:9  A ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła, i w liczne bezsensowne i szkodliwe pożądliwości, które pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie.
10  Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest miłość pieniędzy; niektórzy, ulegając jej, zboczyli z drogi wiary i uwikłali się sami w przeróżne cierpienia.
11  Ale ty, człowiecze Boży, unikaj tego, a zabiegaj o sprawiedliwość, pobożność, wiarę, miłość, cierpliwość, łagodność.
Te rzeczy mają prawdziwą wartość przed Bogiem.
Pamiętajmy, że diabeł chwyta ludzi na dwa sposoby na fałszywą religię, ale także materializm. W związku z tym co powiedzieliśmy musimy sobie zadać pytania jaki jest nasz stosunek do pieniędzy, czy pokładamy w nich nadzieje? Czy pragniemy ich? Czy myślimy że dzięki nim zapewnimy sobie bezpieczną przyszłość i będziemy mogli jeść, pić i radować się? Jeśli tak, to radzę jak najszybciej upamiętać się, zmienić nasze bezpieczeństwo z pieniędzy, na bezpieczeństwo, które zostało nam darowane przez Boga w Chrystusie, gdzie przez wiarę w Niego otrzymujemy przebaczenie i życie wieczne byśmy w dzień sądu nie okazali się głupcami.
 I co robimy z tym, co Bóg daje nam ponad miarę? Budujemy większe magazyny z myślą, że nazbieramy, a wtedy będziemy mogli odpoczywać, czy wykorzystujemy darowane nam środki na chwałę Boga i bliźniego zbierając sobie skarb na wieczność? 

19.02.2020

Chrześcijańska miłość świadectwem nowego życia 1 Jana 3,11-12



Jan przechodzi do kolejnej cechy prawdziwych chrześcijan. Ostatnio rozmawialiśmy o tym, że chrześcijanie to ludzie, którzy pragną postępować sprawiedliwie tzn. przestrzegają Bożych przykazań. Człowiek wierzący w Chrystusa wyrzekł się grzechu i za nic nie chce w nim trwać, bo nasz Pan za grzech umarł. To więc jakże my mielibyśmy teraz kochać grzech, czy lubować się w nim. Nie, walczymy z całą mocą w łasce naszego Pana przeciw grzechowi i odwracamy się od niego, porzucamy go, to jest cecha wszystkich prawdziwych chrześcijan. Nie mogą oni kochać grzechu, bo mają nowe serce, narodzili się z Ducha Św. i choć grzech im się przytrafia, to jednak nienawidzą go. A teraz Jan mówi, że kolejną cechą prawdziwych chrześcijan jest miłość do innych wierzących. Prawdziwy chrześcijanin miłuje tych, którzy miłują Pana Jezusa Chrystusa.

3.11
Jan już wspominał wcześniej o miłości do innych chrześcijan w 1 Jana 2,9 – 11. Często odnosi się w swoich listach do miłości, bo fałszywi nauczyciele twierdzili, że oni są prawdziwymi chrześcijanami dzięki poznaniu które posiedli, a jednocześnie mieli pogardę wobec innych chrześcijan i rozbijali społeczność.
Kwestia miłości do innych chrześcijan twierdzi Jan, to nie jest coś nowego. To jest coś, czego  od początku nauczał Chrystus jak tylko się pojawił. Jak tylko była zwiastowana Ewangelia Pan Jezus nauczał o miłości. Przede wszystkim o miłości do innych współwierzących, ale również do wszystkich ludzi Ew. Jana 15,12-17; Jana 13,34-35; Mat 5,43-48. Miłość chrześcijańska jest podstawowym obowiązkiem każdego chrześcijanina. Nie jest to propozycja ze strony Boga, że możemy się nawzajem miłować, ale jest to przykazanie. Przykazanie to było już w Starym Testamencie, a jeszcze mocnej zostało wyeksponowane w Nowym Testamencie. Jan nie mówi, że możemy się na wzajem miłować jeśli chcemy, lub kogoś lubimy, ale mamy to czynić. Jest to nakaz, a skoro jest to przykazanie, to jest możliwe do wykonania, bo Pan nie nakładałby na nas obowiązku, którego nie bylibyśmy w stanie spełnić.
Bardzo możliwe, że Jan gdy mówi, iż to przykazanie miłości jest od początku nie tylko ma na myśli początek zwiastowania przez Chrystusa, ale początek ludzkości w ogóle. Na co może wskazywać późniejsze odniesienie Jana do Kaina.
Chodzi o to, że gdy Bóg stworzył świat i umieścił na nim człowieka, to Bożym zamiarem od początku było, by ludzie żyli w harmonii i miłości, ale grzech zniszczył to, oraz wszystko, co powoduje, że nie ma między ludźmi brakuje miłości. 
Później w Starym Testamencie, gdy Bóg nadawał przykazania Izraelitom, to nadał im również cały szereg przykazań, które miały za zadanie wyrażać miłość do bliźniego Ks. Kapłańska 19,9 -18. Jednak Faryzeusze wykrzywili te przykazania i nauczali, gdy przyszedł Chrystus, że bliźniego trzeba miłować, ale wroga nienawidzić.
Tak więc chrześcijanin miłuje bliźnich, szczególnie innych chrześcijan.
Miłość jest przede wszystkim działaniem dla dobra drugiej osoby, a nie jakimś sentymentalnym uczuciem w sercu.
Czym nie jest miłość chrześcijańska Jan mówi w kolejnym wierszu.

3.12
Miłość chrześcijańska jest przeciwieństwem tego, co uczynił Kain wobec swojego brata Abla. Jak mówi Jan serce Kaina poddało się grzechowi i diabłu dlatego zamiast miłować swojego brata, to zamordował go Ks. Rodz. 4,1-8.
Jakie uczucia i uczynki doprowadziły Kaina do morderstwa, a których my również mamy się wystrzegać wobec naszych bliźnich?
Zazdrość, złość, gniew, brak przebaczenia i rozpamiętywanie krzywd, uczucie poniżenia przez Abla, bunt wobec Boga, niechęć do wyznania swojego grzechu.
Teraz w nowym przymierzu taki stosunek do bliźnich już jest morderstwem Mateusza 5,21-22.
Kain był zły na swojego brata Abla z powodu akceptacji, którą Abel otrzymał u Boga, podobnie i my możemy być źli i zagniewani na naszych bliźnich za wiele rzeczy.
Jeśli ktoś zadaje sobie pytanie dlaczego Bóg nie przyjął ofiary Kaina, to list do Hebrajczyków rzuca nam światło na to zdarzenie Hebr 11,4.  

Ale chrześcijańska miłość jest inna niż to, co często dzisiaj ludzie rozumieją przez miłość. Najczęściej gdy ludzie myślą o miłości, to chodzi o jakieś ciepłe uczucia względem drugiego człowieka. Ale Jan definiując miłość używa greckiego słowa agape, które bardziej niż o uczuciu względem drugiego człowieka mówi o postanowieniu i działaniu. Chodzi o to, że ta miłość agape postanawia czynić dobrze drugiemu człowiekowi nawet pomimo braku ciepłego uczucia względem drugich, czy nawet negatywnego uczucia. Ta miłość agape, to jest ta miłość którą okazał nam Bóg. Miłość bezinteresowna, Bóg nie miał żadnych powodów, by okazywać nam miłość, a raczej miał tysiące powodów by wylać na nas swój gniew, bo zanieczyszczaliśmy grzechem i niesprawiedliwością jego stworzenie. Ale nie zrobił tego, okazał nam miłość i posłał swojego syna, by poniósł nasze grzechy na krzyż.
To więc Jan mówi musicie się miłować, co znaczy musicie troszczyć się o siebie. Być może przyjdą fałszywi nauczyciele będą mówić, że to nie jest tak bardzo istotne, że to nie ma tak wielkiego znaczenia, ale to właśnie miłość jest tym co odróżnia chrześcijan od świata.
Nie jakieś religijne zachowania, nie wielkie budynki, nie zasobność naszych portfeli, czy wykształcenie, ale miłość. Po tym właśnie poznają żeśmy uczniami Pana, po miłości wzajemnej.
Teraz przeczytajmy 1 Kor 13 rozdz. i powiedzmy bardziej praktycznie na czym ta miłość chrześcijańska polega.

Jak wiemy Koryntianie spierali się ze sobą o różne rzeczy, o obdarowanie darami duchowymi, o to, kto jest najlepszym nauczycielem Słowa Bożego, o spożywanie niektórych potraw, o sprawy moralne i wiele innych. Ogólnie był bałagan w tym zborze, a apostoł Paweł, mówi że najdoskonalszą drogą chrześcijańską, jest miłość.

Od czego jest większa w Bożych oczach miłość?
Od pięknej mowy, od poznania, od wszystkich darów duchowych, od całej możliwej wiedzy, od pełni wiary, od wszystkich cudów, od wszelkiej religijności, od wszelkiej dobroczynności.

Dlaczego miłość jest najdoskonalszą drogą?
Miłość jest najdoskonalszą drogą, bo najbardziej upodabnia nas do Boga. Dlaczego miłość, a nie coś innego najbardziej upodabnia nas do Stwórcy? Na to odpowiedź znajdujemy 1 Jana 4,8 i 4,16 bo Bóg jest miłością.
Co to znaczy?
Chodzi o to, że Boża natura cechuje się miłością i wszystkie Boże działania w kierunku człowieka są tym podyktowane. Jednak to, że Bóg kocha nie oznacza, że bóg przymyka oko na zło. Chodzi raczej o to, że Bóg mógłby zniszczyć ten świat i wszystkich ludzi na nim i to by było jak najbardziej właściwie i sprawiedliwe, ale nie zrobił tego, lecz dał ludziom swojego syna na Ofiarę przebłagalną za grzech.

Swoją drogą to jest ciekawe, że jako chrześcijanie chcąc być podobnymi do Boga, często nie skupiamy się nie na tym, co najbardziej nas do niego upodabnia. Upodabnia nas miłość, a my np. skupiamy się na darach duchowych, wyglądzie zewnętrznym, powierzchownej religijności, wiedzy akademickiej itp., a tu chodzi o miłość. Wydaje się mi, że jest tak dlatego, że wszystko inne jest łatwiejsze niż bezinteresownie kochać innych, a szczególnie trudno, takie osoby które są irytujące.
Tak naprawdę nie jest niemożliwe, by chrześcijanin nie kochał swoich barci i sióstr i nie chciał mieć z nimi kontaktu, dlatego że chrześcijanin ma nową Bożą naturę, a ta natura charakteryzuje się miłością. Jeśli ktoś nie kocha, nie chce kochać Boże sługi i  nienawidzi innych wierzących musi się poważnie zastanowić, czy w ogóle odrodził się z Ducha Św. 1 Tes 4,9; 1 Jana 4,7

15.02.2020

Dzieci Boga i dzieci diabła 1 Jana 3,7-10



Jan nadal kontynuuje jak odróżniać tych, którzy są z Boga od tych, którzy Go nie znają na przykładzie fałszywych nauczycieli znajdujących się w społecznościach do których Jan kieruje listy.

3.7
Kim jest prawdziwy chrześcijanin?
Pytanie to wciąż jest aktualne, być może w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek, bo jest wiele zamieszania z odpowiedzią na nie. Pamiętam że wiele lat temu widziałem ulotkę „kim jest prawdziwy chrześcijan”
W ulotce tej było postawione kilka pytań, czy wiara w Boga czyni cię chrześcijaninem, czy modlitwa czyni cię chrześcijaninem, czy chodzenie do kościoła czyni cię chrześcijaninem i jeszcze kilka. Za każdym razem odp. była negatywna i pokazywała że wiele działań, które czynią chrześcijanie nie sprawia automatycznie że jesteśmy chrześcijanami.   

A co sprawia że nimi Jesteśmy?
Wiara w Chrystusa wyrażona w naśladowaniu Go, w postępowaniu na Jego wzór, w postępowaniu sprawiedliwym. W listach Jana często pojawia się to przypomnienie.  1 Jana 1,16; 1 Jana 2,4; 1 Jana 2,4; 1 Jana 3,6

W w. 7 wierszu Jan mówi „nie dajmy się zwieść” bo często, tak bardzo nam jako ludziom odpowiada, gdy nasz grzech jest usprawiedliwiany, gdy świat lub ktoś obok nas mówi, „że to nic takiego, że to normalne, że wszyscy tak robią”. A my przyjmujemy to i tolerujemy nasz grzech przestając w nim widzieć coś złego, a jednocześnie możemy się łudzić, że jesteśmy chrześcijanami. Nie, nie róbmy tak, nie dajmy się oszukać jeśli rozmiłujemy się w grzechu, jeśli żyjemy w nim, to z Bogiem nie mamy nic wspólnego.
Z kolei ci którzy naprawdę kochają Boga postępują sprawiedliwie, zgodnie z Bożym prawem, zgodnie z Bożymi przykazaniami, bo zostali ukrzyżowani dla świata, a żyją dla Chrystusa Galacjan 2,20.
Jeśli ktoś twierdzi, że wierzy w Chrystusa i jest jego uczniem oraz ma jakieś intelektualne zrozumienie wiary chrześcijańskiej, ale jednocześnie nie chce być Chrystusowi posłuszny i miłuje swój grzech nie pokutując z niego i nie walcząc z nim. Jeśli ktoś taki, nie chce upamiętania, to Jan mówi, że taka osoba jest z diabła, a nie z Boga. Miłość do grzechu i praktykowanie grzechu upodabnia nas do diabła, a nie do Boga, co Jan mówi w kolejnym wierszu.

3.8
Tak naprawdę kto grzeszy jest z diabła, diabeł grzeszy od początku i pragnie, by każdy człowiek w mocy grzechu pozostał, bo to doprowadzi go do zatracenia Jana 8,44; Efez 2,2.

Co to znaczy że diabeł grzeszy od początku?
Chodzi o to, że diabeł jest pierwszą przyczyną grzechu, buntu wobec Boga. Grzech narodził się w Jego sercu i od tej chwili cały czas w nim żyje i go pomnaża. Biblia nie mówi wiele o upadku szatana, ale są dwa fragmenty w Starym Testamencie, które mówią nam o tych wydarzeniach jak grzech narodził w stworzeniu Ezechiela 28,12 – 19; Izajasza 14,12 – 15.
Ludzie którzy kochają grzech są pod mocą szatana i diabeł przez grzech trzyma ich w niewoli zmuszając te osoby do czynienia swojej woli (2 Tym 2,25-26). Są oni ciągle kuszeni przez diabła do grzechu i ulegają mu naśladując go. Trzeba jasno powiedzieć, że kochać grzech to nie chodzi tylko o jakiś straszny grzech w sensie morderstwa, czy jakieś strasznej niemoralności, ale chodzi tu o nieposłuszeństwo Chrystusowi, nie przestrzeganie Jego słowa, życie dla siebie swoim życiem, nie szukanie Królestwa Bożego i wszystko inne co związane jest z buntem przeciw Bogu.
Pan Jezus chce zniszczyć wszystkie dzieła diabła w ogóle i wszystkie dzieła diabła w naszym życiu. Chce byśmy żyli w całkowitej wolności. Kiedy przyszliśmy do Chrystusa Panowanie szatana się skończyło, zostaliśmy wyrwani z Jego mocy Kolosan 1,13; Dzieje Ap 26,18 i już nie musimy go słuchać, teraz należymy do innego Pana, Jezusa Chrystusa, Jego mamy słuchajmy.

3.9
Z jakiego powodu chrześcijanin nie może tolerować grzechu?
Chrześcijanin nie może trwać w grzechu, nie może go tolerować i miłować w swoim życiu, bo narodził się z Boga. Jest w jego życiu nowa natura, nowe serce od Boga, nowe życie, Duch Św. i jest nowym stworzeniem 2 Kor 5,17; Gal 5,15. To więc w życiu każdego chrześcijanina jest pragnienie świętości i czystości, jest pragnienie podobieństwa do Boga. Grzech wprawdzie chrześcijaninowi może się przydarzać, może on zgrzeszyć, może w niego upaść, ale zawsze będzie to dla niego coś, co bardzo go zasmuca i prowadzi do pokuty. Dzieje się tak dlatego, że to nowe życie od Boga, Duch Św.  nie pozwala mu w grzechu żyć i w nim trwać.
Jak myślisz co z osobami które nie chcą porzuć grzechu, a jednak twierdzą że wierzą w Chrystusa?
Jeśli tak się dzieje, jeśli jakieś osoby nie chcą porzucić swojego grzechu i nadal twierdzą że wierzą, to po prostu kłamią.
Jan mówi, że w chrześcijaninie jest Boże nasienie, które dało mu nowe Boże życie. Dlatego dla chrześcijanina grzech będzie odrażający jak jest odrażający dla Boga.
Chrześcijanin często będzie ubolewał z powodu grzechu, który będzie jeszcze dostrzegał w sobie i będzie widział go na świecie.

3.10
W 10 wierszu Jan podsumowuje wcześniejszą swoją wypowiedź, że na świecie istnieją dwa rodzaje ludzi, jakie? Dzieci Boże i dzieci diabelskie, nie ma niczego pośrodku, albo żyjesz z Bogiem w wyniku nowego narodzenia przez Słowo Boże i Ducha Świętego, albo żyjesz z diabłem. Nie ma tu miejsca na jakąś szarzyznę.  Albo Bóg jest twoim Ojcem, albo diabeł jest twoim ojcem. 
 Istnieją dzieci Boże, to ci którzy upamiętali się i uwierzyli w Chrystusa  stali się Jego uczniami. I istnieją też dzieci diabła, to ci, którzy trwają w swoim buncie przeciw Bogu Efezjan 2,2.
Następnie Jan przechodzi do kolejnego sprawdzianu naszego chrześcijańskiego życia, to brak miłości do innych chrześcijan, to też jest charakterystyczny znak braku odrodzenia.

13.02.2020

Przyczyny upadku Dawida w grzech 2 Samuela 11,1-17




 ü  Powinniśmy wiedzieć, że jeśli nie jesteśmy odpowiednio uważni, to bardzo szybko możemy upaść w grzech. Nie ma znaczenia jak wiele zrobiliśmy dla Pana w przeszłości i jak wielkie mamy doświadczenie i jak bardzo jesteśmy duchowymi ludźmi. Niektórzy myślą, że jak są bardzo duchowi i mają wiele doświadczenia, to im upadek w grzech nie grozi, ale to jest nieprawda, bo pokusa może przyjść w najmniej spodziewanym momencie. Może pojawić się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy najbliżej Pana i Jeśli nie trwamy w społeczności z Chrystusem, nie polegamy na Jego łasce, to choć możemy czuć się mocnymi, upadniemy w grzech. Dlatego ciągle powinniśmy być uważni i czujni, by szatan przez grzech nas nie podszedł.

ü  Zwróćmy uwagę, że to, co poprzedziło grzech Dawida w.1, to Dawid zamiast wyruszyć na wojnę ze swoim ludem został w domu. Zaniedbanie obowiązków, lenistwo, uchylanie się od pracy spowodowało Jego upadek. W 1 Ks. Samuela 8,19-20  czytamy że jednym z obowiązków króla, było wyprowadzać wojsko na wojnę, powinien być ze swoją armią i prowadzić ich w bitwie. To dodawało królowi autorytetu i motywowało żołnierzy do walki. Joab dowódca wojska doskonale wiedział, że Król nie powinien zostać w domu, bo później gdy jest blisko do zdobycia miasta, to posyła po Dawida, bo on przybył i ostatecznie zdobył Rabbę, by chwała przypadła Królowi, a nie Joabowi 12,28-29.
Praca choć jest męcząca i mozolna jest dla nas dobra. Oczywiście to nie znaczy, że nie ma miejsca na odpoczynek, ale nie powinniśmy uchylać się od naszych obowiązków wtedy, kiedy należy pracować. Dawid zamiast pracować spał w łóżku w. 2. W służbie kościoła i w służbie kaznodziejskiej ma to jeszcze większe znaczenie, bo często musimy sami sobie organizować pracę, a to stwarza pokusę żeby ją zaniedbywać. Zaniedbywanie naszych obowiązków często prowadzi do zajmowania się niepotrzebnymi rzeczami i daje miejsce pokusie, a w konsekwencji może dać  grzechowi.

Jest kilka rzeczy które mogły spowodować, że Dawid został w domu.
1.      Po pierwsze mogła to być arogancja Dawida, stał się wielkim przywódcą po wielu zwycięstwach, a pycha jak wiemy chodzi przed upadkiem. Gdy Dawid stał się wielkim królem mógł uwierzyć we własną sławę i zamiast polegać na Bogu skupiał się na swojej wielkości. To dla nas zawsze jest zagrożenie, szczególnie po wielkich sukcesach.
2.      Druga rzecz, to bycie znudzonym niezbyt ciekawymi obowiązkami. Być może Dawid nie chciał  spędzać wielu dni na oblężeniu miasta, kiedy trzeba czekać i nic ciekawego się nie dzieje. Być może pomyślał, że lepiej w tym czasie robić coś innego niż zająć się mało ciekawym oblężeniem. Nie od dziś wiadomo, że gdy człowiek ma zbyt wiele wolnego czasu, to odzywają się pożądliwości i rodzą się głupie myśli.  
3.      I trzecia rzecz, która mogła to spowodować, to Dawid stał się bardziej miękki, bo przyzwyczaił się do wygody. Gdy Dawid musiał uciekać przed Saulem, jeść kiepskie jedzenie i wciąż mieć się na baczności, to był czujny i uważny oraz musiał polegać na Bogu. Teraz gdy Bóg dał mu  wytchnienie i wszedł na pałacowe salony, to się rozleniwił i mógł nie chcieć siedzieć w namiocie lepiej pozostać w pałacu.
Ryle teolog chrześcijański kiedyś napisał że „skromne miejsce zamieszkania, proste jedzenie i twarde posłanie, nie są miłe dla ciała i krwi, ale często są dobre dla ducha”

7.02.2020

Miłosierny samarytanin. Ew. Łk 10,25-37


W 2007 roku miała miejsce niezwykła historia. Wesley Autrey z dwiema młodymi córkami czekał na pociąg na stacji metra w Nowym Jorku. W pewnym momencie zauważył młodego mężczyznę, który miał atak serca lub epilepsji. W wyniku ataku, mężczyzna ten potknął się i spadł na torowisko. Gdy leżał na torowisku, Wesley zobaczył światła nadjeżdżającego metra i w ułamku sekundy podjął decyzję, by skoczyć za tym mężczyzną i go uratować. Jednak gdy był już przy nim zdał sobie sprawę, że już nie zdąży wyciągnąć go na peron, bo pociąg zbliżał się zbyt szybko. Wtedy, w ostatnich sekundach położył się na torowisku między torami na ratowanym mężczyźnie i przycisnął go własnym ciałem, by w ten sposób uratować jego i siebie. Gdy pociąg przejechał okazało się, że obaj żyją, a na czapce Wesleya był wytarty smar od spodu pociągu. To, co uczynił było niezwykłym bezinteresownym aktem troski o drugą osobę, prasa nazwała go „supermenem”, a inne media okrzyknęły go dobrym samarytaninem, który uratował człowieka na torach.
Dzisiaj tym właśnie chciałbym się zająć, przypowieścią o dobrym samarytaninie. Przypowieścią dobrze znaną w naszej kulturze, która stała się obrazem bezinteresownej dobroci wobec osób, które potrzebują naszej pomocy.
Jednak to co znane, nie zawsze jest znane. I mam wrażenie, że podobnie jest z historią o miłosiernym samarytaninie. Pomimo tego, że wiele osób słyszało o tej przypowieści, to tak naprawdę nie wiedzą, jakie jest jej prawdziwe przesłanie. Weźmy choćby wspomnianą na początku historię Wesleya, który uratował pasażera na peronie. Został on przyrównany do miłosiernego Samarytanina i najczęściej tak mówi się o osobach, które świadczą innym bezinteresowną pomoc. Są domy pomocy „miłosiernego samarytanina”, w Krakowie przyznaje się nagrodę „miłosiernego samarytanina” dla osób które, angażują się  w pomoc innym. Mówi się o działaczach społecznych, że są miłosiernymi samarytanami, choćby o Jurku Owsiaku, który jest zaangażowany w Wielką Orkiestrę Świątecznej pomocy. Nazwę miłosiernego samarytanina nadaje się zakonom, ośrodkom pomocy i kościołom. Ale, czy o to chodzi w tej historii, o bezinteresowną pomoc drugiemu człowiekowi? Czy to jest rdzeń tej przypowieści? Nie, w tej opowieści chodzi o zbawienie, o to jak stać się posiadaczem najwspanialszego daru na świecie, życia wiecznego. Takie jest najważniejsze przesłanie tej przypowieści.  
Skąd wiemy, że w tej historii przede wszystkim chodzi o zbawienie, a nie o coś innego. Spójrzmy na wiersz z Ewangelii. Łukasza 10,25, bo on mówi nam dlaczego Pan Jezus opowiedział tę historię. Widzimy, że przypowieść o miłosiernym Samarytaninie była odpowiedzą Pana Jezusa na pytanie uczonego w zakonie, jak dostąpić żywota wiecznego.
Ten znawca prawa zadał to pytanie Panu Jezusowi, bo wiedział, że nie ma nic ważniejszego w życiu, jak właśnie być pewnym życia wiecznego.
O tym również mówił ap. Paweł w Liście do Rzymian w kontekście nawrócenia, w 6 rodz. że stare życie bez Chrystusa nie przynosiło żadnego pożytku, a jego celem było zatracenie wieczne, śmierć. Jednak teraz, gdy poznaliśmy Jezusa Chrystusa, mamy prawdziwy cel, trwały, nieprzemijający, mamy coś nad czym warto się trudzić i czemu warto poświęcać całe swoje życie.
Czytamy w Rzymian 6,22
Rzymian 6:22  Teraz zaś, wyzwoleni od grzechu, a oddani w służbę Bogu, macie pożytek w poświęceniu, a za cel żywot wieczny.
Żydzi jako naród od początku związany z Bożym Słowem doskonale to rozumieli, że sensem życia jest żyć z Bogiem, odziedziczyć żywot wieczny. Jednak starotestamentowe rytuały i cały system ofiarniczy nie dawały pokoju w sercu odnośnie swego zbawienia. Pomimo składania ofiar i służenia Bogu, ludzie wciąż czuli się obciążeni grzechem jak ów znawca prawa, który zadał pytanie Panu Jezusowi. Było tak, ponieważ starotestamentowe ofiary nie mogły oczyścić sumienia, nie mogły dać wewnętrznej czystości z tego powodu, że były jedynie cieniem, zapowiedzią wiecznej ofiary, którą miał złożyć Chrystus. Tak więc ludzie czynili to wszystko, co mówił Stary Testament, ale nie mieli pewności przebaczenia i wciąż w ich sercach były wątpliwości.

Biblia wskazuje nam kierunek, jak być zbawionym
W odpowiedzi na pytanie tego prawnika o życie wieczne, Pan Jezus zadał mu pytanie, co on o tym myśli, co mówi Słowo Boże na ten temat w. 26.
Zobaczmy, że Pan Jezus na pytanie o zbawienie odsyła tego człowieka do Słowa Bożego, do Biblii. Chcesz wiedzieć jak być zbawionym mówi, musisz sięgnąć do tego, co powiedział Bóg o zbawieniu. Musisz pójść Pisma Świętego, to jest źródło prawdy. Pan Jezus nie odesłał tego człowieka do innych świętych ksiąg, innych religii, nie powiedział do niego, badaj wszystkie religie świata, aż znajdziesz właściwą drogę. Nie odesłał go do książek filozoficznych ani wielkich myślicieli, czy założycieli wielkich religii. Nie powiedział, szukaj prawdy we własnym sercu, a odnajdziesz ją. Nie odesłał go do współczesnych przywódców religijnych, kapłanów księży, czy pastorów i nie powiedział „idź do nich, oni ci powiedzą jak być zbawionym”. Ale odesłał go do słowa Bożego. Droga do zbawienia jest objawiona w Słowie Boga, które zostało nam dane w tym celu, by każdy człowiek mógł poznać Boga i drogę do Królestwa Bożego i nie musiał mieć wątpliwości, jak dostąpić żywota wiecznego. Ap. Paweł w 2 liście do Tymoteusza 3,15 powiedział, że Tymoteusz zna Pisma Św., Słowo Boga, które mogą obdarzyć go mądrością ku zbawieniu przez wiarę w Jezusa. Chcesz wiedzieć jak być zbawiony, jak służyć? Należy iśc do źródła do Biblia, ona wskazuje nam właściwą drogę.

Doskonała miłość Boga i bliźniego streszczeniem całego prawa
Uczony odpowiedział Mu dwoma przykazaniami, w których streszcza się cały zakon, całe starotestamentowe prawo, że: należy kochać Boga i kochać ludzi w.27. Gdy spojrzymy na 10 przykazań, to zobaczymy, że one również streszczają się w miłości do Boga i do ludzi. Cztery pierwsze przykazania odnoszą się do relacji człowieka z Bogiem, a kolejne 6 do relacji człowieka z człowiekiem. Kochać Boga i ludzi, to droga do zbawienia, droga doskonałej miłości. Pan Jezus to potwierdził mówiąc, że właściwe jest zrozumienie tego zakonoznawcy- kochaj Boga z całego serca i kochaj bliźniego, jak siebie samego, a będziesz żył, co znaczy, że wtedy będziesz zbawiony.
Ten człowiek powinien odpowiedzieć, że nie da się tak kochać Boga i bliźniego, jak Bóg tego od człowieka oczekuje, że jest to zbyt trudne, żeby zachowywać wszystkie przykazania i kochać miłością doskonałą .
Powinien pokutować przed Jezusem i prosić o przebaczenie jak celnik z 18 rozdz. Ew. Łukasza, który bił się w pierś za te wszystkie sytuacje i uchybienia, kiedy należało kochać, a on tego nie czynił.
Ale ten znawca prawa nie poszedł tą drogą, nie poszedł za głosem swego sumienia, które mówiło mu, że nie jest doskonały, lecz postanowił się usprawiedliwić przez kolejne pytanie, kto jest jego bliźnim ? w.29.
Chodziło mu o to, by powiedzieć Panu Jezusowi, że on postępuje tak jak mówi Słowo Boże, że jest posłuszny Bogu całym sercem i kocha swego bliźniego jak siebie samego. Przynajmniej tych bliźnich, których uważał, że warto kochać.
Widzimy, że ten uczony zakonu miał bardzo wybiórcze pojęcie, kto jest moim bliźnim. Najprawdopodobniej myślał o miłości bliźniego w kategoriach innych Żydów, może o tych, którzy byli szczególnie wierni Bogu w jego przekonaniu i ci według jego myślenia zasługiwali na jego miłość. Jego pojęcie bliźniego było bardzo wąskie i było dalekie o tego, co Bóg miał na myśli, gdy mówił, że należy miłować bliźniego jak siebie samego.
Pan Jezus mógł tak zostawić tego człowieka w jego mylnym zrozumieniu, w jego przekonaniu że jest doskonały, ale postanowił pokazać mu, jak bardzo nieprawdziwe jest jego myślenie o swojej sprawiedliwości i jak bardzo wąskie jest jego zrozumienie, kto jest bliźnim.
Naprawdę powinniśmy dziękować Panu za to, że ma do nas tyle cierpliwości, że tak często nasze zrozumienie jest płytkie albo wybiórcze. A Pan w swoim miłosierdziu nad nami prostuje nasze mylne  przekonania, podobnie jak uczynił w sytuacji tego człowieka.
Chcąc doprowadzić do prawdy tego uczonego, Pan Jezus postanawia opowiedzieć Mu historię, by  mógł on zrozumieć, że nie jest sprawiedliwym człowiekiem i nie kocha ani Boga, ani bliźniego, tak jak powinien to czynić.
Zauważmy więc, że przypowieść o miłosiernym Samarytaninie, jest opowieścią ewangelizacyjną, a nie historią o pomaganiu, czy poświęceniu jak często przedstawia to świat.

Pochodzenie i rytualna religijność nie daje nam zbawienia
Pan Jezus zaczyna od tego, że pewien człowiek szedł z Jerozolimy do Jerycha i został napadnięty przez bandytów. Droga z Jerozolimy do Jerycha była znana z tego, że jest drogą niebezpieczną z kilku powodów. Po pierwsze jest to droga w dół i dość kręta. Jerozolima jest położona 580 m n.p.m., a Jerycho 270 m p.p.m., do tego wzdłuż drogi znajdują się niebezpieczne urwiska, jaskinie i skały, gdzie łatwo było ukryć się bandytom. Nawet dzisiaj zjazd tą drogą autobusem może budzić strach. Przez wiele wieków uważano tę drogę za jedną z najbardziej niebezpiecznych z powodu rozbójników, którzy rabowali przechodniów.
Tym „pewnym człowiekiem”, który wpadł w ręce zbójców, najwyraźniej jest jakiś Izraelita, który nie tylko został obrabowany z bagażu, ale zabrano mu część jego ubrania i ciężko poraniono, zostawiając go prawie na pewną śmierć. Było tylko kwestią czasu, że jeśli nikt go nie znajdzie, to umrze. Ale jest nadzieja, idzie tą drogą kapłan, religijny człowiek (w 31), sługa Boży, on mu pomoże! Jeśli ktokolwiek miałby mu pomóc, to kapłan jest na pierwszym miejscu, nie mógł iść nikt bardziej odpowiedni. On zna Słowo Boga i wie, że ono mówi w 3 Ks. Mojżeszowej 19,34, że jak spotkasz obcego w potrzebie, to pomożesz mu, będziesz go miłował i nie odwrócisz się od niego.  Z pewnością ten zakonoznawca słysząc tą historię myślał, że ten go uratuje.
Ale musiał być bardzo zaskoczony, gdy pan Jezus powiedział, że nie pomógł mu, widząc jak bardzo cierpi.
Następnie Pan Jezus przedstawia lewitę - kolejny religijny człowiek, który służył przy przybytku, przy świątyni. Różnica między kapłanami a lewitami była taka, że kapłani mieli pochodzić z plemienia Lewiego i z rodu Aarona. Oni jedynie mieli prawo sprawować służbę ofiarniczą w świątyni. Pozostali zaś Lewici też pochodzili z plemienia Lewiego, ale byli asystentami kapłanów i pomagali im w służbie w liturgii oraz przygotowaniu ceremonii, ale nie mieli prawa składania ofiar.
Tak więc mamy kolejnego człowieka, który w sposób szczególny powinien kochać Boga i bliźniego, a jednak nie czyni tego. On też zostawia tego na wpół umarłego. Tekst dosłownie mówi, że jak go zobaczył, odwrócił się jak kapłan i poszedł w drugą stronę. Dla uczonego w zakonie, który słuchał tej historii, to musiał być szok, że ani kapłan, ani lewita nie pomogli temu biedakowi choć mieli taki obowiązek. Oni byli tymi, którzy powinni w pierwszej kolejności zająć się tym pobitym człowiekiem.
W ten sposób Pan Jezus ukazał temu prawnikowi ważną rzecz, że wielu z tych, którzy byli ściśle związani z żydowskim systemem religijnym i czuwali nad prawidłowym jego rozwojem, przestrzegając różnych rytuałów, praktyk i ceremonii, nie znali Boga i nie mogli wejść do królestwa Bożego.  Nie mogli wejść do królestwa, bo tak naprawdę nie kochali Boga i nie kochali bliźniego, bo nie byli posłuszni Bożemu Słowu. Na tym polega miłość do Boga, że przestrzega się przykazań Jego (1 J 5,3), a nie na tym, że ktoś mówi, że wierzy w Boga lub jest religijnym człowiekiem. Jest to bardzo smutna rzeczywistość, ale jak najbardziej prawdziwa, że wiele religijnych osób nie zna Boga, nie kocha Boga i nie ma miłości do bliźniego. Czasami mogą być to ludzie bardzo zaangażowani, przywódcy religijni, duchowni, kapłani i mogą nie znać Boga. Choć myślą, że są dobrymi ludźmi, że są sprawiedliwi z powodu swojej religijności i myślą, że pójdą do nieba i będą zbawieni, to tak nie jest. Tak właśnie było w przypadku tego człowieka. Pan Jezus chciał mu pokazać, że o prawdziwej pobożności nie świadczy pochodzenie oraz ilość i gorliwość w religijnych rytuałach, ale posłuszeństwo Bożemu Słowu.

Zbawienie jest tylko w Jezusie Chrystusie 
Mamy jeszcze trzecią osobę, która podąża tą drogą, jest to samarytanin. Dopiero ten zatrzymuje się i pomaga temu pobitemu biedakowi. W myśli żydowskiej takie przedstawienie sprawy było nie do pojęcia. Żydzi uważali Samarytan za wrogów, za odstępców, za tych, którzy są tak daleko od Boga jak tylko to możliwe i gardzili nimi. Gdy udawali się w podróż z Galilei do Judei, to obchodzili Samarię naokoło, żeby tylko nie iść przez tereny zamieszkałe przez Samarytan. Skoro temu biedakowi nie pomógł kapłan i lewita, to z pewnością nie pomoże mu samarytanin, który jest jego wrogiem - mógł myśleć znawca zakonu słuchający przypowieści.  
Ale o dziwo ten właśnie Samarytanin, ten wróg, ten odstępca, jak mówili o nich Izraelici, ten pochyla się nad tym poranionym biednym człowiekiem, litując się nad nim. Opatrzył jego rany, zdezynfekował, zabandażował, wsadził go na swoje zwierzę i zawiózł do gospody, gdzie będzie mógł otrzymać lepszą opiekę w. 34. Tam daje pieniądze gospodarzowi, by opiekował się nim, aż do czasu, gdy wróci. Dał mu dwa denary, przy stawkach które obowiązywały w tamtym czasie, pozostawił środki na około 60 dni opieki. A gdyby się zdarzyło, że pozostawione pieniądze nie wystarczą, to składa obietnicę, że jak będzie wracał, to odda wszystko ponad to, co zostało na niego więcej wydane. Widzimy tutaj maksymalne zaangażowanie  tego Samarytanina, zrobił wszystko, co mógł zrobić dla tego pokrzywdzonego i nie miał w tym żadnego interesu.
Tym samym Pan Jezus chce uświadomić uczonemu w piśmie, że takiej miłości bliźniego Bóg oczekuje od ludzi, gdy mówi „miłuj bliźniego jak siebie samego”. Czy ty byłbyś gotów to zrobić? - takie pytanie staje teraz przed tym uczonym w prawie. Czy ty tak kochasz bliźniego, jak kochał ten Samarytanin?
Uczony zakonu uważał, że wypełnia przykazania, a Jezus pokazuje mu, że powinien to robić w taki sposób, jak zrobił to Samarytanin. Pokazuje mu że powinien kochać miłością która nie ma granic. Czy jesteś do niego podobny? Czy byłbyś gotów pomóc człowiekowi w potrzebie, wynająć dla niego lekarza, opłacić za niego hotel na dwa miesiące i zrobić to nawet wtedy, kiedy byłby to twój wróg? Czasami ludzie uważają się za wielce sprawiedliwych, bo dadzą komuś trochę jedzenia lub zostawią mu kilka lub kilkadziesiąt złotych na jakieś zakupy w sklepie.
Ale czy potrafimy kochać bliźniego niezależnie od jego pochodzenia i religii, tak jak kochał ten Samarytanin, kochać do samego końca, kochać bez ograniczeń, kochać jak kochamy siebie?
Tak naprawdę jest tylko jedna osoba, którą się tak kocha. Tylko jedną taką osobę kochał również ten uczony w prawie. Wszyscy znacie tę osobę, wiecie kim ona jest - to jesteśmy my sami. Prawda jest taka, że tylko siebie potrafimy tak mocno kochać, jak miłował ten Samarytanin tego zmaltretowanego człowieka. Nikt z nas, nikt z ludzi, oprócz Pana Jezusa, nigdy nie kochał w taki sposób Boga i bliźniego jak należy to robić. Nawet najlepsi z nas mają chwile, kiedy uchybiają, kiedy zawodzą, kiedy mijają się z Bożą wolą, kiedy bardziej zależy nam na nas i naszych potrzebach niż na drugich.
W ten sposób Pan Jezus stawia tego uczonego w zakonie przed pytaniem „czy myślisz nadal, że zachowujesz przykazania, że jesteś sprawiedliwy i zasługujesz na życie wieczne?”. Bóg chce byś kochał jak ten samarytanin. Czy tak czynisz? Jeśli tego nie czynisz, to znaczy że jesteś grzesznikiem, a zapłatą za grzech jest śmierć. Potrzebujesz Zbawiciela, potrzebujesz Bożej łaski, potrzebujesz przebaczenia bo inaczej umrzesz i będziesz potępiony na zawsze.
Musimy wiedzieć, że nikt z nas nie kocha Boga ani bliźniego w taki sposób, żeby zasłużyć sobie na życie wieczne.
To jest właśnie wielka prawda przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Ludzie biorą dzisiaj tą przypowieść i mówią, że wystarczy kochać jak ten Samarytanin, wystarczy okazywać miłość, być dla siebie dobrym i dostaniemy się do Królestwa Bożego - to jest wielkie kłamstwo szatana, nikt z nas nie kocha jak ten samarytanin, a prawdą jest, że kochamy jak ten uczony w prawie. Kochamy wybiórczo, kochamy płytko, kochamy tych, którzy nas kochają, kochamy niedoskonale stawiając na drodze miłości bliźniego mury . Dlatego wszyscy potrzebujemy Zbawiciela – Jezusa Chrystusa, który uwolni nas od ciężaru naszych grzechów i pomoże nam kochać na swój wzór na wzór Boga, który kocha doskonałą miłością.
Czy teraz rozumiemy lepiej tę historię o miłosiernym Samarytaninie? Czy rozumiemy, że ta przypowieść jest oskarżeniem całej ludzkości? Pan Jezus pyta się tego prawnika na koniec, który z tych na drodze okazał się bliźnim dla tego pobitego w.36? Powiedz, który jest tym, co wypełnił Boże słowo i okazał Bogu posłuszeństwo? Czy jest nim Kapłan, Lewita, czy Samarytanin?
Wyobrażam sobie jak ciężko musiało być temu zakonoznawcy powiedzieć, że ten ostatni to zrobił, że ten samarytanin okazał się bliźnim.
Wiecie dlaczego mu musiało być ciężko, bo przyznając się, że ten trzeci okazał się bliźnim, jednocześnie wskazał na siebie, że on tak nie robi i jest winien grzechu braku miłości.
A teraz Pan daje mu ostatnią szansę i mówi „idź i ty czyń podobnie” w. 37. Znowu ten powinien powiedzieć, że to niemożliwe, że nie da rady tak kochać i potrzebuje przebaczenia, potrzebuje uznać w Jezusie Zbawiciela.
Ta przypowieść to majstersztyk, jest ułożona w taki sposób, by pokazać temu zakonoznawcy i każdemu z nas, że bez Chrystusa, bez Jego przebaczenia dokonanego na Krzyżu każdy jest zgubiony. Majstersztyk tej historii jest o tyle wspanialszy, że Pan Jezus tak ją ułożył i zadał takie pytania, że ten człowiek sam sobie odpowiedział, że jest grzesznikiem, a Boże wymagania miłości bliźnich są tak wysokie, że tylko w Bożej łasce w zbawieniu przez Jezusa jest nasz ratunek. Nie jesteśmy w stanie zasłużyć na życie wieczne, nie jesteśmy w stanie tak kochać jak Bóg chce żebyśmy kochali i nigdy nie będziemy w stanie tego zrobić. Jednak możemy przyznać się do naszych grzechów, wyznać je, odwrócić się od nich i błagać o zbawienie Jezusa, który zmarł za nasze winy. To nie znaczy, żeby się nie starać kochać bliźnich, mamy to robić, kochać tak mocno, jak to tylko możliwe z całego serca, ale nasza miłość do drugich bez Jezusa nie da ludziom zbawienia. To jest wielkie oskarżenie dla dzisiejszego świata, bo dzisiejszemu światu mówienie o poświęceniu i miłości się bardzo podoba. Nie mają nic przeciwko temu, że ktoś jest dobry i świadczy innym pomoc. Świat ma problem wtedy, kiedy ktoś jest dobry w imieniu Jezusa. Wtedy mówią – fajnie że czynisz dobrze, ale  po co, ten Jezus? Nie możesz być dobrym bez Jezusa? Nie, bez Jezusa wszyscy jesteśmy zgubieni, nie ma ani jednego sprawiedliwego, nikt z nas nie jest dobry, nikt nie kocha Boga i drugiego człowieka jak powinien to robić. Wszyscy potrzebujemy wiary w Chrystusa, by otrzymać przebaczenie i życie wieczne.
Podsumowując
1.      Tylko Biblia wskazuje nam właściwy kierunek, z niej dowiadujemy się jaka jest droga do życia wiecznego
2.      Wszystkie Boże przykazania zawarte są w dwóch najważniejszych: w miłości do Boga i w miłości do bliźniego.
3.      Pochodzenie i religijność oparta o rytuały i ceremonie nie daje nam zbawienia.
4.       Zbawienie jest tylko w Jezusie Chrystusie, bo nikt z nas nie potrafi kochać cały czas, w każdym czasie, ze wszystkich swoich sił tak, jak czynił to miłosierny Samarytanin. 

Łączna liczba wyświetleń