13.06.2020

Bóg zna wszystkie motywacje i myśli ludzi Ew. Łuk 16,14-18



Żyjemy w świecie, dla którego wartości chrześcijańskie są coraz bardziej dalekie. Wielu zachowuje się jak faryzeusze w stosunku do Jezusa, słysząc o wezwaniach i wymaganiach Słowa Bożego - po prostu wyśmiewają je, co nie przeszkadza im uważać się za osoby wierzące. Wyśmiewają moralne wymagania ewangelii, by porzucić grzech i wierzyć w Chrystusa.  Wyśmiewa się także doktryny biblijne, stworzenie świata, osobę Chrystusa, Jego boskość, zmartwychwstanie, cuda, poczęcie z dziewicy, oraz tych, którzy w Niego uwierzyli. Mówi się o Biblii jak o spisie mitów, bajek, wymyślonych legend, które nie mają oparcia w faktach. Zaś chrześcijan trzymających się fundamentów biblijnych nazywa się ludźmi zacofanymi, trzymającymi się średniowiecznych poglądów, zamkniętych na naukę, nie rozwijającymi się i nie przystającymi do współczesnego świata. Począwszy od końca XIX wieku przez wiek XX i początek naszego wieku, w miarę rozwoju nauki, która według wielu współczesnych ocen podważa biblijne opisy sześciodniowego stworzenia, potopu, rozwoju ludzkości, biblijne chrześcijaństwo we współczesnym świecie zaczęło tracić na znaczeniu. Ludzie są bardziej skłonni ufać światu materialnemu, temu co można dotknąć, zmierzyć, zobaczyć, sprawdzić, zbadać, a to, co wykracza poza badawcze możliwości współczesnej  nauki, jest odrzucane lub wyszydzane. Tworzy się alternatywne teorie, które mają za zadanie wyjaśnić ludziom w sposób intelektualny pochodzenie świata, człowieka i stworzeń, czego wynikiem jest teoria ewolucji, że świat powstał samoistnie rozwijając się z niższych form życia do wyższych. Z racji tego, że nauka będzie dalej się rozwijać,  i raczej nie pojawią się fizyczne narzędzia, które mogą badać świat duchowy, a człowiek chce żyć po swojemu, niezależnie od Boga, będziemy widzieć coraz więcej ataków, pogardy i wyśmiewania Słowa Bożego. Nie chodzi o to, że nauka jest przeciw Biblii. Przeciw niej są często ci, którzy interpretują fakty naukowe zgodnie ze swoim bezbożnym światopoglądem i podważają to, czego nie mogą zbadać, zaobserwować, czy wytłumaczyć w sposób intelektualny jak np. cuda. U podstaw tej krytyki, pogardy i wyszydzania nie leży nigdy nauka, ale jak Pan Jezus powiedział w 3 rozdz. Ew Jana 20. wiersz, to grzeszne serce człowieka nie chce zbliżać się do prawdy, chce pozostać w ciemności, by żyć według własnych grzesznych standardów. To jest prawdziwą przyczyną tego, że ludzie szydzą z Jezusa i chrześcijaństwa.   

Bóg zna motywacje ludzi
Jak widzimy w naszym fragmencie, wyśmiewanie wartości duchowych i patrzenie z politowaniem na tych, którzy cenią je bardziej niż świat materialny nie jest niczym nowym. Faryzeusze wyśmiewali Jezusa, który wzywał swoich naśladowców, by gromadzić skarby w niebie i z niesprawiedliwej mamony robić prawdziwy użytek. Dla nich skromność, poświęcanie swoich pieniędzy oraz czasu na budowanie Królestwa Bożego było stratą obydwu. Pomimo ich religijności nie zależało im na Bogu i Bożych wartościach. Religa była dla nich ważna o ile mogła przynieść im jakiś zysk. Dawała im władzę i pieniądze, za które mogli prowadzić wygodne życie. Nie wiem, czy o tym kiedyś myślałeś, ale to ludzie wysoce religijni najbardziej sprzeciwiali się Jezusowi, a później Go zamordowali. Uczynili tak, bo Pan Jezus publicznie i otwarcie objawiał hipokryzję fałszywej religii, pokazując, że w jej ceremoniach i praktykach oraz sercach jej przywódców nie ma miłości do Boga.
 Jakże to prawdziwe w kontekście naszego kraju. W czwartek mieliśmy wielką manifestację Polskiej religijności, kiedy tłumy wyszły na ulicę, by manifestować swoją miłość do Boga w noszeniu monstrancji, w której rzekomo znajduje się  żywy Bóg, ale ile z tych osób naprawdę zna Boga? Ile z tych osób miłuje Boga z całego serca, całej duszy i całej myśli w oparciu o Jego Słowo, a bliźniego swego jak siebie samego? Bóg zna ludzkie serca i nie urobimy Go tanimi ceremoniami, choćby najbardziej wspaniałymi i podniosłymi.
Jest coś takiego w fałszywej religii, że lubi się ona pokazywać, obnosić się ze swoją pobożnością, trąbić przed sobą jak blisko jest Boga, a nie ma w niej pokory, poświęcenia dla drugiego człowieka, skromności i prawdy. Za to jest wiele dumy, udawania i nienawiści do Jezusa.    
Kiedyś słyszałem historię, że w pewnym zakładzie pracy po upadku komunizmu pracownicy przyszli do dyrektora i powiedzieli mu, że chcą postawić krzyż na placu zakładu. Dyrektor zastanowił się i powiedział, że zgadza się na postawienie krzyża, pod warunkiem, że wszyscy pracownicy, którzy tego chcą, przyjdą pod niego i przysięgną przed Bogiem, że będą uczciwie pracować, przestaną kraść, kłamać, oszukiwać, zdradzać swoje żony i kłócić się. Wtedy mogą postawić krzyż. Po tych słowach zwolennicy krzyża zaczęli kolejno opuszczać gabinet dyrektora ze spuszczoną głową, rezygnując ze swojego postulatu.
Tacy właśnie byli faryzeusze lubili manifestować swoją religijność, chcieli uchodzić w oczach innych ludzi za takich, którzy są blisko Boga, ale nie było w ich sercach prawdziwej pobożności.
Czytamy, że śmiali się z Pana Jezusa, bo byli chciwi. Gardzili Nim i szydzili z Niego nie dlatego, że Pan Jezus źle mówił, ale z tego powodu, żeby mieć usprawiedliwienie dla własnej pazerności. Chcieli pogodzić ze sobą dwie rzeczy, o których Jezus mówił w 13. wierszu 16 rozdz., że pogodzić się ich nie da, Boga i mamony. Nie da się, żyć dla pieniędzy i mieć wszystkie nasze pieniądze dla siebie, a jednocześnie być blisko Boga. Słowa Jezusa dotykały faryzeuszy, więc przez wyśmiewanie Pana chcieli ukryć stan swoich serc. To jest prawdziwy powód ich szyderstw: móc dalej żyć z tym światem i dla tego świata w miłości do pieniędzy oraz udawać, że służą Bogu. Jak wiemy, Słowo Boże mówi, że większość fałszywych nauczycieli jest właśnie taka, myślą, że z religii mogą ciągnąc zyski - powiedział o tym Paweł w 1 Liście Do Tymoteusza 6,5.
W Liście Judy czytamy zaś:
Judy 1:16  Są to ludzie biadający nad losem swoim, kierujący się swoimi pożądliwościami; usta ich głoszą słowa wyniosłe, a dla korzyści schlebiają ludziom.
Faryzeusze udawali, że kochają Boga i zależy im na ludziach, a w rzeczywistości kochali mamonę. Z tego też powodu wykrzywiali Słowo Boże. Tak nim manipulowali, tak umniejszali Jego znaczenie tam, gdzie było im wygodnie, by zachować własne korzyści. Pan Jezus, ganiąc ich, podawał różne tego przykłady i mówił, że nawet zmienili na swoją korzyść prawo Boże, które nakazywało utrzymywanie rodziców w ich starości, kiedy nie byli w stanie się sami utrzymać. Wymyślili datek na ofiarę dla Boga, która zwalniała ludzi z obowiązku pomocy rodzicom i pozwalała im cierpieć (Mt 15,4-6).
Pozwalali również na rozwody niemal w każdym przypadku, co Pan Jezus zarzuca im w 18 wierszu, mówiąc do nich, że zmienili prawo, gdyż Boże słowo mówi:
Łukasza 16:18  Każdy, kto opuszcza żonę swoją, a pojmuje inną, cudzołoży, a kto opuszczoną przez męża poślubia, cudzołoży.
Duża część faryzeuszy twierdziła, że list rozwodowy, który Mojżesz pozwolił wręczyć w przypadku, gdyby mąż w żonie znalazł coś odrażającego, dotyczy niemal każdej sytuacji, a nie jedynie zdrady. Tak dopuścili do wielu rozwodów w Izraelu i pomnażali niemoralność (Pwt 24,1).  
Dzisiaj również wielu fałszywych nauczycieli tak przedstawia Boże wymagania, spłycając przesłanie ewangelii lub dając nieprawdziwy jej obraz,  by  jak najwięcej ludzi przyciągnąć i dać im poczucie, że żyją dla Boga, a jednocześnie pozwalając im żyć starym życiem w miłości do tego świata i pieniędzy.
Jednak Bóg zna, jak mówi Pan Jezus, wszystkie motywacje ludzi. „Bóg zna serca wasze”, powiedział  do faryzeuszy (w. 15). On wie z jakim nastawieniem ludzie przychodzą do Niego, dlaczego zajmują się religią, wie co kryje się na dnie ich duszy i na czym naprawdę im zależy. Nie da się oszukać Boga, choćby nie wiem jak mocno człowiek próbował skrywać swoje myśli. Ktoś kto uważa, że uda mu się wykiwać Boga, przechytrzyć Go, czy prowadzić z Nim jakąś grę, jest po prostu głupi.
Gdy Salomon zakończył budowę świątyni i było jej poświęcenie, to tak się modlił, zaznaczając, by Bóg ujął się za swoim ludem, w zależności od szczerości każdego serca
1 Królewska 8:39  Ty racz wysłuchać w niebie, w miejscu, gdzie mieszkasz, i odpuścić, i wkroczyć, i dać każdemu według wszystkich jego postępków, Ty bowiem znasz jego serce, gdyż Ty jedynie znasz serca wszystkich synów ludzkich,
Salomon podkreśla to, co mówi Pan Jezus, że jedynie Bóg zna serca wszystkich ludzi na całej ziemi. On nas czyta jak otwartą książkę.
Gdy król Dawid przekazywał władzę królewską swojemu synowi Salomonowi, tak do niego przemówił:
1 Kronik 28:9  A ty, Salomonie, synu mój, znaj Boga, ojca twojego, i służ mu z całego swego serca i z duszy ochotnej, gdyż Pan bada wszystkie serca i przenika wszystkie zamysły. Jeżeli go szukać będziesz, da ci się znaleźć, lecz jeżeli go opuścisz, odrzuci cię na wieki.
Bóg jedynie zna serca, najskrytsze myśli wszystkich ludzi na całej ziemi.
Podobnie w Ewangelii Jana napisane jest o Jezusie:
Jan 2:25  I od nikogo nie potrzebował świadectwa o człowieku; sam bowiem wiedział, co było w człowieku.
Myślałeś kiedyś o tym, że Bóg zna wszystkie nasze najskrytsze myśli, najtajniejsze plany, On wie, czy go kochamy i pragniemy mu służyć, czy udajemy. On wie, co stoi za naszymi działaniami, deklaracjami, manifestacjami wiary, gniewem, złością, uśmiechami, płaczem, radością i wszystkim, co robimy. On wie, co jest dla nas w życiu najważniejsze i w zależności od tego, co mamy w sercach, tak z nami postępuje. Tym, którzy są wobec Niego szczerzy, daje łaskę i zrozumienie, a wobec tych którzy udają, mają nieszczere serce wobec Boga, pozwala na to, by ich serca uległy grzechowi i zatwardzeniu jak stało się to w przypadku faryzeuszy. Prawdziwa szczerość wobec Boga nie chlubi się ze swojej sprawiedliwości i dobrych uczynków, ale przyznaje się do swoich grzechów, pokutuje i prosi Zbawiciela Jezusa Chrystusa o przebaczenie.  Jednak faryzeusze chlubili się z tego, czego Bóg nienawidził.
Pan Jezus powiedział do nich: „gdyż to, co u ludzi jest wyniosłe, obrzydliwością jest przed Bogiem (w.15).
W oczach ludzi faryzeusze mogli wyglądać na całkiem pobożnych, bo obnosili się ze swoją religijnością, wyglądając na bogobojnych, spędzali dużo czasu na pokazowych modlitwach i religijnych uroczystościach, nosili liturgiczne szaty, które miały na celu pokazywać innym, że są blisko Boga, kazali się nazywać przewodnikami i nauczycielami prawa Bożego, mieli pozycję społeczną i pieniądze, byli także szanowani. Ale te rzeczy nie mogły dać przychylności Boga, bo Bóg wiedział jacy są naprawdę. Wiedział, że zależy im jedynie na opinii ludzi, pieniądzach, władzy, wygodnym życiu i pozorach, co było obrzydliwością przed Bogiem.
Tak właśnie żyje cały świat, dla którego władza, pieniądze, zewnętrzny wizerunek i stwarzanie pozorów mają największe znaczenie. Ludzie w świecie nie chcą poddać swoich serc Chrystusowi, gdyż uważają to za słabość, wolą także skrywać ich prawdziwy stan.
Pan Jezus stawia więc pytanie każdemu z nas, czy nasze serca są szczere przed Bogiem?    
Czy nasze chrześcijaństwo wynika z prawdziwej miłości do Jezusa, której rezultatem jest upamiętanie i służba dla Pana, a nie jest jedynie grą pozorów. Na zewnątrz możemy w oczach ludzi uchodzić za całkiem sprawiedliwych, szczególnie w porównaniu z gorszymi od nas. Jednak w sercach możemy myśleć i dążyć do tego, co obrzydliwe jest przed Bogiem.  Powinniśmy badać swe serca i prosić Boga, by je również badał i odkrywał nam prawdziwy ich stan, żeby w dzień sądu wobec nikogo z nas nie okazało się, że jedynie udawaliśmy lub nasza pobożność była zasłoną dymną dla naszych grzechów.

Czy wchodzimy gwałtem do królestwa Bożego
Faryzeusze szydzili z Jezusa oraz z tego co nauczał, chcąc obrzydzić Jego osobę w oczach tych, którzy go słuchali. Nie rozpoznali czasu zbawienia i zakończenia przymierza starotestamentowego, które miało na celu doprowadzić ludzi do zbawienia w Chrystusie z łaski przez wiarę. Pan Jezus mówi im o tym w 16 wierszu, że do czasów Jana był zakon (czyli prawo) i prorocy, od tego czasu jest zwiastowane Królestwo Boże i każdy się do niego gwałtem wdziera.
Celem prawa starotestamentowego, które wyrażało się w ofiarach i wielu przepisach żywieniowych oraz ceremonialnych, było wskazać ludziom na Jezusa. Taki też cel spełniali prorocy, którzy wzywali Izraela do upamiętania i wskazywali na przyjście Mesjasza, który odbuduje Izrael. Mówili o tym, gdzie Mesjasz się urodzi, że będzie pochodził z rodu Dawida, kiedy się urodzi, gdzie będzie mieszkał, jak będzie żył i jak będzie wyglądała Jego służba. Ostatnim z proroków Starego Testamentu był Jan Chrzciciel, który również wskazywał na Jezusa jak wszyscy pozostali. Mówił, że gdy Mesjasz przyjdzie, należy w niego uwierzyć i poddać Mu swoje życie jako Panu i Zbawicielowi. Czynił to choćby w takich słowach jak te z Ew. Łuk z 3 rozdz.
Łukasza 3:16 …Ja chrzczę was wodą, lecz przychodzi mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów jego; On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem.
Teraz, kiedy Pan Jezus już przyszedł, należy w niego uwierzyć, a nawet starać się gwałtem wedrzeć do Królestwa Bożego, bo nie ma dla człowieka nic wspanialszego jak znaleźć się w Królestwie Bożym pod panowaniem Chrystusa.
Ponieważ poddanie swojego życia Jezusowi oznacza, przebaczenie grzechów, zbawienie, życie wieczne, nadzieję zmartwychwstania i możliwość cieszenia się ze społeczności z Bogiem oraz podziwiania Jego wielkości na wieki.  Ten kto zrozumie, że Prawda jest w Jezusie, wie, że wiara w Chrystusa jest więcej warta niż cały świat. Jak to Pan Jezus zaznaczył w Ew. Łukasza w 9 rozdz. mówiąc „cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci ”. Nic nie jest w stanie uratować naszego życia, oprócz Chrystusa, „kto próbuje życie swe zachować straci je, a kto straci swoje życie dla mnie zachowa je mówił Jezus”  (Mat 10,39).
Jonathan Edwards kaznodzieja z XVIII wieku tak mówił o tej gwałtowności porywania Królestwa Bożego: „Nie możesz być obojętny i bierny, gdy zagrożone jest zbawienie twojej duszy! Jeśli nie jesteś zbawiony, nic w życiu nie powinno mieć dla ciebie większego znaczenia niż to, jak można zostać zbawionym. Nie zostaniesz zbawiony przypadkowo, gdy poświęcisz się wszystkiemu innemu pod słońcem, ale nigdy nie poświęcisz żadnego wysiłku na zrozumienie spraw duchowych”.
Faryzeusze natomiast i wielu innych prześmiewców dzisiaj zamiast gwałtem wdzierać się do Królestwa Bożego, zrobić wszystko, by do niego wejść, zaprzeć się samych siebie skoro jeszcze mamy czas łaski i skupić całą swoją uwagę na szukaniu życia wiecznego, kpią oraz szydzą z Jezusa i Jego ewangelii. W ten sposób zatwardzają swoje serce i tracą szansę na zbawienie.
W jaki sposób my wchodzimy do Królestwa Bożego? Czy mamy tą gwałtowność, o której mówił Jezus, tą gorliwość dla spraw ewangelii, która świadczy o tym, że Królestwo Boże jest dla nas ważne. Czy wdzieramy się do Niego skoro jeszcze mamy czas łaski, a drzwi są otwarte? Mam nadzieję, że tak.
Podsumowując:

1.      Po pierwsze, Bóg zna motywacje ludzi, zna najskrytsze tajniki naszych serc i nie da się Go oszukać, czy przechytrzyć. On zna serca wszystkich synów ludzkich i czyta nas jak otwartą książkę. Dlatego starajmy się, mieć czyste serce przed Bogiem i szczere motywacje, nie udając fałszywej pobożności, jak czynili to faryzeusze. Chrystus ma być Panem w naszym życiu i nie będzie tolerował pogardy dla swego Słowa. Przed ludźmi możemy uchodzić za pobożnych, ale Pan wie jacy naprawdę jesteśmy. Prośmy Go, by badał nasze serca i korygował nasze myśli, gdy wkrada się w nie nieszczerość.
2.       Po drugie, Królestwo Boże jest tak cenne a zbawienie naszej duszy tak ważne, że jest warte więcej niż cały świat i nie powinniśmy zwlekać ani chwili, by upewnić się, że Jezus stał się naszym Zbawicielem. Jeśli nie mamy takiej pewności, że zostaliśmy przez Chrystusa Zbawieni, to nic w życiu nie powinno być ważniejsze, jak właśnie szukanie królestwa Bożego. Ci, którzy szukają Go gorliwie, mając w swojej duszy ten żar, tą gwałtowność w znalezieniu Go, do niego wchodzą. 

8.06.2020

Duma i pycha prowadzi do upadku Ks Daniela 4,1 – 33



Dzisiaj zobaczymy jak upadł przez dumę i pychę jeden z najbardziej potężnych królów starożytnego świata. Pycha duma to pierwszy grzech, który narodził się w sercu szatana i na gruncie którego wyrósł bunt. Bycie pysznym, to przekroczenie pierwszego najważniejszego przykazania, że nie będziesz miał innych Bogów obok jedynego Boga. Bóg stwórca ma być w życiu człowieka najważniejszy na pierwszym miejscu. Pycha i duma natomiast prowadzi do stawiania na pierwszym miejscu samego siebie.
To właśnie w wyniku pychy i dumy ludzie nie chcą upamiętać się ze swoich grzechów i przyjść po zbawienie do Jezusa Chrystusa. Uważają często, że ich wiara, poglądy i postępowanie są tak samo dobre jak nie lepsze w stosunku do których nawołuje Bóg w swoim Słowie.
Chciałbym byśmy wzięli sobie do serca, że Król Nebukadnesar jest dla wszystkich przykładem i ostrzeżeniem do czego prowadzi pycha. Jest przykładem i ostrzeżeniem dla ziemskich królów, cesarzy, prezydentów i wszelkiej maści przywódców, którzy budują swoje wielkie imperia, wynoszą się ponad wszystkich i myślą, że ich panowanie nigdy się nie skończy. Jest również ostrzeżeniem dla nas, że pycha zawsze prowadzi w ostateczności do upadku i sądu Bożego jak mówi Salomon „pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną” (Przyp 16,18).
Przeczytanie Ks. Daniela 4,1 – 34

Rozdz. trzeci skończył się dekretem Króla, że wszyscy mają szanować Boga Daniela. Po tym dekrecie mija wiele lat, prawdopodobnie około trzydziestu.
Nebukadnesar kolejny raz doświadcza tego, że Bóg do niego przemawia. Tym razem Bóg ma dla króla zapowiedź sądu. Wcześniej otrzymał wiele łaski od Boga przez interpretacje pierwszego snu o wielkim posągu z głową ze złota, a później widział niezwykły cud ocalenia z pieca towarzyszy Daniela.
Jednak te niezwykłe doświadczenia nie doprowadziły króla do pokory. Choć sam wydał dekret by szanować Boga Daniela, to Jego serce nie zmieniło się i pozostał pysznym człowiekiem. Zamiast wyciągnąć wnioski z poprzednich doświadczeń i uznać w Bogu Pana nieba i ziemi, to najwyraźniej wciąż uważał siebie samego za najwspanialszego władcę.

Bóg czekał cierpliwie przez długi czas na zmianę w życiu Nebukadnesara, ale nic takiego nie następowało. W końcu przyszedł Boży sąd i Bóg przez sen oznajmił królowi, co zamierza uczynić.
Bóg chciał nauczyć króla, że to, nie on panuje nad całą ziemią, ale Bóg wszechmogący jest władcą całej ziemi i wszystkich stworzeń (Dan 4,14 Ps 24,1).
Zauważmy, że Bóg jest bardzo cierpliwy i pomimo pychy oraz dumy Nebukadnesara pozwalał bardzo długo, że królestwo babilońskie rozrastało się, aż w końcu przyszedł sąd.
Podobnie Bóg postępuje wobec każdego człowieka. Daje często wiele czasu na upamiętanie, na ukorzenie się, na odrzucenie pychy, dumy, buntu lub grzechu.
Nawet jeśli żyjemy bezbożnie, to przez długi czas może nic złego się nie dziać w naszym życiu, a wręcz przeciwnie, wszystko układa się w najlepsze jak w królestwie Nebukadnesara  Dan 4,1. Jego Królestwo kwitło i miał spokój ze wszystkich stron. Ale to, co było Bożym błogosławieństwem okazało się dla króla przekleństwem, bo uśpiło jego czujność i nie mobilizowało go do zmiany postępowania.
Jednak pomimo dobrego powodzenia człowiek bezbożny nie może się czuć bezpiecznie. Jeśli nie mamy pokoju z Bogiem, jeśli Bóg nie jest po naszej stronie okolicznościowe bezpieczeństwo nie da nam prawdziwego pokoju. Dopiero wtedy, kiedy poddaliśmy Bogu nasze życie i Bóg czuwa nad nami możemy cieszyć się pełnym bezpieczeństwem ufając, że On nas prowadzi w dobrym kierunku.
Król ma znowu sen, który go niepokoi i kolejny raz nikt nie jest w stanie wyjaśnić tego snu poza Danielem (w 4-4).
Wydaje mi się, że to ważna rzecz, iż tylko Daniel mógł wyjaśnić poprzedni sen i obecny. To pokazuje nam, że świat nie ma żadnych odpowiedzi w sprawie Bożej woli i Bożych zamysłów. Świat nie ma żadnych odpowiedzi na pytania dotyczące wieczności, ratunku duszy, poznania Boga i pojednania z Nim 1 Kor 2,14. Człowiek naturalny w ogóle nie rozumie duchowych spraw i nie może ich zgłębić. Tylko Daniel znał właściwą odpowiedź i miał właściwą ocenę sytuacji ponieważ miał duchowe rozeznanie, bo chodził z Bogiem.

Nebukadnesar przedstawia swój sen Danielowi, a Daniel jest zaniepokojony (w. 16). Czy Daniel jest zaniepokojony tym, że nie wie, co oznacza sen?
Nie, wprost przeciwnie, on jest zaniepokojony, bo wie, że sen dotyczy przyszłości króla, która nie jest dla niego dobra. Daniel może mieć obawy powiedzieć Nebukadnesarowi, że zostanie mu odebrany rozum i będzie przez 7 lat żył jak zwierzę. Po takich wiadomościach król mógłby się wściec. Być może Danielowi po ludzki było go szkoda króla, że tak przykra czego go przyszłość, jednak mówi mu wszystko.

Tu jest kolejna lekcja dla nas, że Daniel nie ukrywał prawdy dla własnego bezpieczeństwa lub dlatego, że nie chciał królowi sprawiać przykrości. My też jako chrześcijanie mamy ważne przesłanie do przekazania światu, Bożą ewangelię, którą Bóg chce, by była głoszona wszelkiemu stworzeniu. Nie możemy unikać jej głoszenia z powodu osobistego bezpieczeństwa lub dlatego, że komuś wezwanie do upamiętania będzie sprawiać smutek.   

Następnie Daniel objawił królowi jaka jest Boża wola i dał mu radę (w. 24), by się upamiętał i nawrócił do Boga, a być może Bóg odwróci od niego swój sąd.  Daniel powiedział królowi, co mówił wcześniej prorok Izajasz 55,7,
Podobnie jak Daniel, tak i my powinniśmy wzywać do nawrócenia naszych bliskich znajomych i sąsiadów, gdy zdarzają się ku temu okazje. Powinniśmy wskazywać im, że ich grzech ściągnie na nich Boży sąd jeśli się nie upamiętają. Upamiętanie zaś i nawrócenie do Jezusa powstrzyma Boży gniew i człowiek przejdzie ze śmierci do żywota. Ale nigdy nie powinniśmy robić tego w gniewie , złości, czy z jakąś dozą niechęci do nich, ale zawsze z miłością jak czynił to Daniel. Widać w tej radzie Daniela wielką troskę o dobro króla.

Czy Król posłuchał Rady Daniela w. 26-27?
Król nie posłuchał, nadal wzbijał się w pychę i dumę odbierając w ten sposób chwałę Bogu. Tak jest w wielu przypadkach, często ludzie nie słuchają ewangelii, kaznodziejów, tych którzy im dobrze radzą postępując nadal po swojemu i myślą że będzie dobrze, a Bóg będzie bezczynnie przyglądał się ich grzechowi. Daje Bóg pewien czas na pokutę, ale jeśli nie ma pokuty, to w końcu przychodzi sąd Hioba 33,14; 2 Kronik 36,15-16.

Po roku sen Daniela wypełnił się na króla Nebukadnesara przyszedł sąd i został odjęty mu rozum w wyniku czego zaczął zachowywać się jak zwierzę. Z powodu obłąkania został wypędzony z pałacu i zamieszkał ze zwierzętami żywiąc się trawą. Być może sam go opuścił zachowując się jak obłąkany. Co ciekawe takie przypadki kliniczne są znane, że ludzie w obłąkaniu myśleli że są bydłem i jedli trawę, nazywa się to obłędem zooantropi.

Tak więc widzimy, że pycha prowadzi do upadku i sądu Bożego. Biblia wielokrotnie przestrzega nas przed taką postawą. Wiele osób ściągnęło na siebie sąd przez dumę i pychę.
Słowo Boże uczy, że Bóg w szczególny sposób nienawidzi pychy Jak 4,6; Przyp Sal 21,4; Przyp Sal 8,13; Przyp Sal 16,5.18; Przyp Sal 29,23; Przyp Sal 11,2; Hioba 22,29; Mateusza 23,11-12; Rzym 1; Izaj 14,13; 5,21
W 12 rozdz. 20-23 Dziejów Ap. mamy przykład Heroda jak Bóg z nim postąpił z powodu Jego pychy.
Pycha – pojęcie i postawa człowieka, charakteryzująca się nadmierną wiarą we własną wartość i możliwości, a także wyniosłością. Człowiek pyszny ma nadmiernie wysoką samoocenę oraz mniemanie o sobie. Gdy jest wyniosły, towarzyszy mu zazwyczaj agresja.
W wielu przypadkach pycha oraz wyniosłość są spowodowane wysokimi osiągnięciami we własnym życiu lub niepowodzeniami w czyimś życiu.

Bóg nie zabiera królowi  do końca Królestwa, daje mu łaskę upamiętania (w 31).
O czym się przekonał Król po odzyskaniu zdrowia umysłowego (w 31-34)?
Przekonał się o tym, że władza i panowanie należy wyłącznie do Boga i On kogo chce wywyższa, a kogo chce poniża Ps 75,8.
Z tego powodu powinien zawsze być przed Bogiem pokorny, nie nadużywać swojej władzy i pamiętać, że otrzymał ją od Boga.
To jest celem każdej Bożej dyscypliny, by odrzucić pychę, dumę i zaufać Bogu. Przede wszystkim Bóg pragnie by każdy człowiek odrzucił przekonanie, że sam może się zbawić, a przyjął pokornie za swego Zbawiciela Jezusa Chrystusa.  
 Jeremiasza 9:22  Tak mówi Pan: Niech się nie chlubi mędrzec swoją mądrością i niech się nie chlubi mocarz swoją mocą, niech się nie chlubi bogacz swoim bogactwem!
23  Lecz kto chce się chlubić, niech się chlubi tym, że jest rozumny i wie o mnie, iż Ja, Pan, czynię miłosierdzie, prawo i sprawiedliwość na ziemi, gdyż w nich mam upodobanie - mówi Pan.

5.06.2020

Dążenie do świętości jako skutek zbawienia List do Rzymian 6,1-5



W pierwszych rozdziałach listu do rzymian ap. Paweł pokazuje, że wszyscy ludzie są grzesznikami i potrzebują zbawienia przez Jezusa Chrystusa. Następnie wyjaśnia Ewangelię i mówi, że możemy być zbawieni wyłącznie z łaski Boga na podstawie wiary w Chrystusa, który umarł za nasze grzechy. Od 6 rozdz. Paweł pragnie wyjaśnić chrześcijanom w Rzymie, jak działa Boża łaska w życiu chrześcijanina. Mówi im, że prawdziwe poznanie Boga prowadzi ludzi do świętości. Niektórzy mogli uważać, że skoro mamy łaskę, wolność w Chrystusie i przebaczenie grzechów przez wiarę w Niego, to można sobie grzeszyć, bo wtedy sprawiamy, że łaska wykonuje więcej pracy i tym samym jest jeszcze bardziej wzniosła. O tym mówi Paweł w  1 wierszu 6 rozdz. listu do Rzymian, „czy mamy pozostać w grzechu, aby łaska obfitsza była”.  Przeciwnicy Pawła mogli mu zarzucać lub nawet niektórzy go oskarżali, że głosząc usprawiedliwienie w Chrystusie wyłącznie z łaski, a nie dzięki przestrzeganiu przykazań może zachęcać ludzi do czynienia grzechu.
Ap. Paweł ma na to odpowiedź, że nie ma potrzeby zmuszać ludzi zbawionych z łaski do przestrzegania przykazań i życia w świętości, bo sam Bóg dając im Ducha Św. poucza ich, że to należy czynić. Na tym polega różnica między Starym Przymierzem, a Nowym. W Starym Przymierzu były przykazania, ale nie było mocy i pragnienia w ludzkim sercu, by ich przestrzegać i trzymać się Pana. Człowiek był jakby zdany na własne siły, jednak z powodu mocy grzechu nie mógł sprostać Bożym wymaganiom.  Nowe przymierze natomiast jest lepsze, doskonalsze, bo nie tylko wskazuje nam drogę jaką jest Chrystus i Jego słowo, ale zmienia również ludzkie serce, by miłować Boże Słowo i przestrzegać Bożych przykazań. Pan Jezus nauczając Nikodema w 3 rozdz. Ew. Jana mówił o tej przemianie jako o nowym narodzeniu.
Prorok Jeremiasz tak ją zapowiadał:
Jeremiasz 31:31  Oto idą dni mówi Pan - że zawrę z domem izraelskim i z domem judzkim nowe przymierze.
32  Nie takie przymierze, jakie zawarłem z ich ojcami w dniu, gdy ich ująłem za rękę, aby ich wyprowadzić z ziemi egipskiej, które to przymierze oni zerwali, chociaż Ja byłem ich Panem - mówi Pan -
33  Lecz takie przymierze zawrę z domem izraelskim po tych dniach, mówi Pan: Złożę mój zakon w ich wnętrzu i wypiszę go na ich sercu. Ja będę ich Bogiem, a oni będą moim ludem.
31:34  I już nie będą siebie nawzajem pouczać, mówiąc: Poznajcie Pana! Gdyż wszyscy oni znać mnie będą, od najmłodszego do najstarszego z nich - mówi Pan - Odpuszczę bowiem ich winę, a ich grzechu nigdy nie wspomnę.
Bycie w nowym przymierzu to śmierć dla grzechu, upamiętanie i zmartwychwstanie w Chrystusie do nowego życia na wzór Pana Jezusa. Jak to Paweł powiedział w 2 wierszu, że jakże my, którzy dla grzechu umarliśmy , jeszcze w nim żyć mamy.
Każdy nowonarodzony chrześcijanin z Ducha Św. ma ponadnaturalne pragnienie  i czyni starania, by we wszystkim podobać się Bogu, bo na tym polega miłość do Niego, że przestrzega się Bożych przykazań jak powiedział ap. Jan w swoim liście. A w naszym tekście czytamy, że umarliśmy dla grzechu, co znaczy, że z powodu miłości do Jezusa, już nie chcemy grzechu w naszym życiu i z całą zawziętością zwalczamy go. Jeśli nie ma wstrętu do grzechu, pragnienia do życia w świętości, jeśli nie ma walki przeciwko grzesznej naturze i nie podejmujemy prób, by zapierać się samych siebie czyniąc to co dyktuje nam stary grzeszny człowiek, to niema też w takim człowieku nowego narodzenia i usprawiedliwiania z grzechów.
To więc ci, którzy chcieliby odmówić Bożej łasce mocy do życia w świętości nie rozumieją jej i są legalistami. Także na fałszywej drodze są ci, którzy nadużywają Bożej łaski i myślą, że pozwala ona na trwanie w grzechu. W liście do Galacjan ap. Paweł przestrzegał, że zostaliśmy powołani do wolności, ale pod pozorem tej wolności nie wolno nam pobłażać ciału (Gal 5,13). Podobnie również czynił brat Pański Juda pisząc:
Judy 1:4  Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie, na których od dawna wypisany został ten wyrok potępienia, bezbożni, którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa.
Dzisiaj również znajdziemy wielu takich, którzy sprzeciwiają się zbawianiu wyłącznie z łaski Bożej, nie na podstawie uczynków, ale również i takich, którzy zamieniają łaskę Boga na rozpustę.
Paweł natomiast w naszym fragmencie pisze:
Rzymian 6:3  Czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni w Chrystusa Jezusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni?
4  Pogrzebani tedy jesteśmy wraz z nim przez chrzest w śmierć, abyśmy jak Chrystus wskrzeszony został z martwych przez chwałę Ojca, tak i my nowe życie prowadzili.
 W chwili gdy uwierzyliśmy w Chrystusa, weszliśmy z Jezusem w bliską więź w śmierć Jego zostaliśmy ochrzczeni, utożsamiliśmy się z Nim, a On dał nam swego Ducha. Paweł nie mówi tutaj o wodnym chrzcie tylko ma na myśli metaforę, jak my np. mówimy, że ktoś jest „pochłonięty pracą”. Chrzest wodny natomiast jest jedynie wyrażeniem rzeczywistości duchowej. W ten sposób apostoł chce nam powiedzieć, że przez wiarę w Jezusa zanurzyliśmy się w Niego, zjednoczyliśmy się z Jezusem, by od tej chwili żyć dla Niego, a nie dla grzechu.    
Jeśli umarliśmy z Chrystusem, zjednoczyliśmy się z Nim będąc zanurzonym, ochrzczonym w Niego, w Jego śmierć, to tak jak Chrystus został wskrzeszony z martwych i my powstajemy, by prowadzić nowe życie z mocą którą daje nam Jezus przez swego Ducha.
Tą prawdę o utożsamieniu się Jezusem może przybliżyć nam pewien przykład z czasów wojny secesyjnej w USA. Zdarzyło się, że losowo został powołany do wojska niejaki George Wyatt. Ale w związku z tym, że Wyatt miał żonę i sześcioro dzieci jego kolega Richard Pratt zaproponował zamianę i poszedł za niego. W wojsku nikt nie zorientował się i Richard służył za swojego kolegę, aż do chwili, kiedy zginął. Ale po pewnym czasie władze znów starały się ponownie wprowadzić George'a Wyatta do służby. On Protestował mówiąc, że umarł w osobie Pratta i uwzględniono taki argument zwalniając go z obowiązku służby.  
Dlatego w 5 wierszu Paweł mówi, że jeśli wrośliśmy w podobieństwo Jego śmierci, wrośniemy również w podobieństwo Jego zmartwychwstania. Chce przez to powiedzieć, że jeśli nastąpiło zjednoczenie z Jezusem, jeśli naprawdę w Niego wierzymy, to będziemy żyli nowym życiem. Jeśli jednak nie ma zjednoczenia z Chrystusem, nie ma nowego narodzenia, nie ma też nowego życia. Te dwie rzeczy są od siebie zależne, zjednoczenie z Jezusem i święte życie, bo to Chrystus daje nam przez swego Ducha moc i pragnienie, by żyć na Jego wzór.   
Pytanie do każdego z nas jest takie, czy żyjemy nowym życiem, życiem na podobieństwo Chrystusa, czy mamy pragnienie  być daleko od grzechu, a blisko Jezusa i czynimy starania żeby faktycznie tak było? Jeśli tak, to chwała Bogu, wzrastajmy w tej relacji i rozwijajmy naszą duchową dojrzałość żyjąc na wzór Jezusa coraz pełniej, lepiej i piękniej.  Jeśli nie, to wciąż póki trwa czas łaski mamy szanse zmienić to, upamiętać się i uwierzyć w Chrystusa. On uwolni nas od potępienia na wieki w piekle i mocy grzechu dając przebaczenie i życie wieczne.

3.06.2020

Nadzieja na dobrą zmianę Psalm 126



Psalm 126 jest o tym jak Bóg w cudowny sposób może nas pocieszyć i wzmocnić nawet po długotrwałym cierpieniu. Słowa Psalmu zostały spisane po długoletniej niewoli babilońskiej prawdopodobnie za czasów Ezdrasza, być może nawet Ezdrasz jest autorem tego psalmu.
Jak wiemy Król Nebukadnesar w 586 r.p.n.e uprowadził Judejczyków do Babilonu. Bóg dopuścił do tego wypełniając swoje słowa na Izraelu, że jeśli nie będą Go słuchać, to wyda ich na pastwę ich wrogów i dokładnie tak się stało. Około 150 lat wcześniej zostało uprowadzone do Asyrii północe królestwo Izraela, również za nieposłuszeństwo. Dla Izraela nastał bardzo trudny i smutny okres. Wydawało się, że nie ma nadziei, a obecny stan się nie zmieni. Nieliczni tylko jak np. Daniel i inni bardziej gorliwi Boży słudzy wierzyli Bożemu słowu wypowiedzianemu przez proroków jak Izajasz, czy Jeremiasz że Bóg kiedyś jeszcze okaże miłosierdzie Judzie i wyprowadzi ich z niewoli po 70 latach.
Psalmista w psalmie 126 właśnie opisuje te wydarzenia, jak mogli być świadkami dekretu Perskiego króla Cyrusa, który wydał rozkaz powrotu żydów do Jerozolimy i odbudowy świątyni.
Psalmista mówi, że to, co się stało z Izraelem było jakby jakimś snem (w. 1), nie mogli w to uwierzyć. Czasami mówimy, że coś jest zbyt piękne by było prawdziwe.  Po długim okresie niewoli, kiedy większość straciła już nadzieje na jakiekolwiek uwolnienie, a duża część z tych którzy pamiętali jeszcze ojczyste ziemie  zmarła, wydawało się, że nie ma szansy na powrót z niewoli. Jednak Bóg okazał się wierny swojemu słowu i wypełnił swą wolę odnośnie wygnańców i z powrotem sprowadził ich do ziemi Ojców. Było to tak niesamowite, że niewierzący byli zadziwieni. „Wtedy mówiono wśród narodów „Pan dokonał z nimi wielkich rzeczy” (w. 2). Psalmista wspomina to z nostalgią, mówi „Wtedy nasze usta były pełne śmiechu, a Język nasz radości” (w. 2). Zachwyt nad Bożymi dekretami pobudza serce psalmisty do modlitwy wobec problemów, które przechodzi obecnie, a o których mówi w  (w. 4) „Odmień Panie losy nasze”.
To co przeżywamy z Bogiem, to, co dobrego Bóg uczynił w naszym życiu powinno być głęboko wypisane w naszych sercach, byśmy mogli wspominać Jego wybawienie, ratunek od grzechu i różnych doczesnych problemów.  Pamiętajmy w jak cudowny sposób ratował nas Pan, by z tego czerpać siłę do zmagania się bieżącymi trudnościami oraz wzywaniami przyszłości. Zobaczmy że psalmista wspomina przeszłość, ale się na tym nie zatrzymuje. Nie mówi, że kiedyś to Bóg działał wspaniale, ale teraz, to już nie czeka nas nic dobrego. Raczej widzi On, że skoro Bóg zrobił coś cudownego kiedyś, może zrobić dzisiaj i jutro. Przecież nasz Bóg jest ciągle Bogiem żywym, aktywnym, działającym, to więc choć dzisiaj możemy siać ze łzami, jutro możemy zbierać z radością (w 5). Wierze że takiej właśnie perspektywy potrzebujemy w modlitwie, gdy do niej klękamy. Potrzebujemy czynić to z nadzieją, z wiarą, ze świadomością, że nasze wołanie do Boga ma sens, a Bóg na nie odpowiada i zmienia bieżące okoliczności niezależnie od ich wagi. Przecież dla Boga żadna rzecz nie jest niemożliwa. 
 Tak wielu chrześcijan żyje bezrefleksyjnie zapominając o Bożym ratunku w przeszłości i rozpaczają, gdy przychodzą doczesne doświadczenia jakby Bóg nie istniał i już nie miał dla nas nic uczynić. Pamiętamy, że jako uczniowie Chrystusa spodziewamy się czegoś o wiele lepszego, życia wiecznego, kiedy utrapienia doczesnego czasu zostaną całkowicie zapomniane wobec chwały i radości jaka nas czeka. Ale póki to nie nadejdzie, módlmy się z nadzieją, że Bóg zrobi dla nas coś cudownego, coś, co będzie dla nas niczym sen jak dla psalmisty wyprowadzenie wygnańców z Babilonu. Mam tutaj na myśli, przebudzenie duchowe w naszym kraju, wśród naszych rodzin, odpowiedzi na modlitwy związane z naszą służbą w naszym mieście itp. Módlmy się by Bóg odmienił losy nasze w wielu dziedzinach naszego życia, by dotknął się tego, co potrzebuje przemiany. Nie dajmy się zniechęcić w naszych staraniach siania, czyli przygotowywania gruntu pod przyszłe zbiory, bo choć często jak mówi psalmista w 5-6 wierszu możemy siać we łzach, to będziemy zbierać z radością. Odbudowa Izraela i świątyni trwała kilkadziesiąt lat, a przeciwnicy próbowali ją zahamować. To więc często sianie było we łzach, w strachu, obawach, zmęczeniu, ale w końcu Bóg dokonał swojego dzieła, naród się podniósł, by Zbawiciel mógł przyjść na świat i dokonać misji zbawienia ludzkości. Jeśli pozwolimy się zniechęcić, bo sianie jest trudne i wymaga od nas wysiłku, wiary, cierpliwości, to nie będzie również i zbiorów. Jeśli pozwolimy diabłu odwieść nas od modlitwy, od głoszenia Bożego słowa, od zwiastowania ewangelii, i od starania się, by nasz duchowy człowiek się rozwijał, wtedy tracimy nadzieje na Boże zmiany w naszym życiu.  
Wieźmy sobie do serca maksymę znanego baptystycznego misjonarza Wiliama Careya, który służył w Indiach, a często zwykł powtarzać   „Oczekuj wielkich rzeczy od Boga i czyń wielkie rzeczy dla Boga".
Czy klękając do modlitwy mamy wiarę, by oczekiwać wielki rzeczy od Boga, a wstając od niej, mamy siłę, by czynić wielkie rzeczy dla Boga? Na to pytanie każdy z nas musi odpowiedzieć sobie osobiście.


30.05.2020

Droga do wielkiego bogactwa Ew. Łukasza 16,1 – 13



W świecie ludzi  pieniądze to wielka sprawa i duża część naszego życia ma jakiś związek z pieniędzmi. Według statystyk ludzie spędzają więcej czasu w swoim życiu, myśląc o pieniądzach niż nie myśląc o nich. Gdybyśmy chcieli to przeliczyć na lata naszego życia, to biorąc pod uwagę okres długości życia przeciętnego człowieka, powiedzmy około 75 lat, 40 spędziłby on rozmyślając o pieniądzach, czyli ponad 60% swego życia.  Wielu zastanawia się jak je zdobyć lub zarobić ich więcej niż mają obecnie, a gdy już je mają, to jak je pomnożyć, dobrze zainwestować, później wydać. Przysłuchując się rozmowom ludzi, zauważymy również, że pieniądze są jednym z głównych tematów, jakimi się zajmują. Rozmawiają o tym, gdzie pracują i ile zarabiają, w co inwestują, co ostatnio kupili i ile to kosztowało lub co jeszcze zamierzają sobie kupić. Jakiś czas temu miałem okazję odwiedzić dalszą rodzinę i pierwsze z pytań jakie mi zadano, to „ Czym się zajmujesz i jakie masz z tego pieniądze?”.  
Pan Jezus był świadom, że większa część naszego życia dotyczy pieniędzy, dlatego tak często nawiązywał do nich w swoim nauczaniu. Nie chodziło Mu o to, by całkowicie odciąć się od pieniędzy, ale by one zajmowały właściwe miejsce w naszym życiu.  Nieprawdziwe jest natomiast stwierdzenie, że Jezus w ogóle nie zajmował się pieniędzmi, jak niektórzy sugerują. Wśród sytuacji związanych z tym tematem znajdziemy na przykład nauczanie, by oddawać to, co cesarskie cesarzowi. Pana Jezus powierzył funkcjie skarbnika Judaszowi, przyglądał się ludziom wrzucającym pieniądze do skarbnicy świątyni i pochwalił ubogą wdowę, która dała  wszystko, co miała na swoje utrzymanie. Jezus uczył swoich naśladowców, by nie troszczyć się zbytnio o dobra materialne, aby pieniądze nie zdominowały ich życia. Bogatemu młodzieńcowi nakazał rozdanie swego majątku i pójście za Nim. Wygłaszał również kazania w postaci przypowieści i podobieństw, posługując się przykładem pieniędzy, np. podobieństwo o zgubionej drachmie (Łuk 15), podobieństwo o talentach (Mat 25), podobieństwo o 10 minach. Dzisiejsze podobieństwo jest o tym, jak sprawić, by pieniądze które Bóg nam daje, stały się dla nas duchowym błogosławieństwem, a nie przekleństwem. Z przykrością musimy powiedzieć, że dla większości ludzi pieniądze stają się duchową pułapką, zamiast otwierać im drzwi do nieba, wpędzają ich na samo dno piekła. Nie chodzi mi o to, że dzięki pieniądzom możemy wejść do Królestwa Bożego, ale o to, że sposób w jaki je wykorzystujemy, pokazuje czy w nim jesteśmy. Jako chrześcijanie mamy wykorzystywać powierzone nam zasoby materialne, by zaspokajać nasze potrzeby i gromadzić skarby w niebie, a nie na ziemi, oraz zdobywać mamoną niesprawiedliwości przyjaciół, aby gdy się skończy, przyjęto nas do wiecznych przybytków (w. 9). Dzisiaj postaramy się wyjaśnić, co Pan Jezus miał na myśli, gdy nauczał na ten temat.
Jezus widząc chciwość faryzeuszy oraz to jak wielu ludzi ulega miłości do pieniędzy, chce nauczyć swoich uczniów jak mają postępować z tym, co zarobią, by pieniądze które dał im Bóg, przyniosły im prawdziwy zysk. Historia przedstawiona przez Pana Jezusa nie jest prawdziwa, jest to podobieństwo, zmyślona anegdota, mająca na celu wyrazić prawdy duchowe. Niektórzy bibliści uważają, że jest jedną z najtrudniejszych do interpretacji we wszystkich ewangeliach z powodu pochwały dla nieuczciwego sługi. Ale musimy zrozumieć, że Pan Jezus nie chwali nieuczciwości w tej historyjce, ale chce pochwalić spryt zarządcy, gdyż to, co mogło go zgubić, przyniosło mu zysk. Wydaje się, że dobra materialne nie mogą nam pomóc w rozwoju duchowym, a często nawet szkodzą, bo ludzkie serce ulega miłości do nich. Mogą jednak one zyskać prawdziwą wartość, pod warunkiem, że mądrze zainwestujemy je w Królestwo Boże. 
Chrystus przedstawia nam nieuczciwego zarządcę, któremu jego pan powierzył swoje gospodarstwo, by nim dobrze zarządzał i pomnażał jego bogactwo. Do obowiązków zarządcy należało administrowanie zapasami i dostarczanie jedzenia innym sługom. Musiał to czynić w taki sposób, by zapasów starczyło i gospodarstwo dobrze funkcjonowało. Jednak ten zarządca zamiast pomnażać bogactwo swego pana, trwoni je i powoduje straty. Nadużywa zaufania gospodarza i okazuje się łotrem. Zamiast dbać o pomnażanie majątku właściciela i dobrze nim zarządzać, zużywa go dla siebie, by wieść wygodne życie. Mamy tutaj do czynienia z człowiekiem nikczemnym, kłamliwym, samolubnym, przebiegłym, który nie tylko nie wywiązuje się z powierzonego mu zadania, ale celowo działa na szkodę swego pana.
W końcu wieść o rażącej nieuczciwości zarządcy dociera do uszu właściciela majątku, prawdopodobnie od innych sług. Pan wzywa tego oszusta i mówi: „cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego szafarstwa” (w. 2). Czeka na wyjaśnienia i zamierza zwolnić nieuczciwego sługę. Jednak daje mu jeszcze jakiś czas wypowiedzenia, by dopiero po tym okresie wyrzucić go z pracy. Zarządca natomiast wiedząc,  że za kilka dni lub tygodni zostanie pozbawiony dochodu i objawiając się utraty środków oraz tego, co może go czekać w przyszłości, postanawia wykorzystać okres wypowiedzenia na pozyskanie sobie przychylności dłużników swego pana. Rozumie w jak trudnym położeniu się znalazł, nie ma perspektyw na żadną pracę, która pozwalałaby mu się utrzymać. Wie, że nie ma sił kopać, czyli wykonywać ciężkiej fizycznej pracy, bo nie jest do tego przyzwyczajony, a żebrać się wstydzi. Rozumie, że jeśli nic nie zrobi i szybko nie znajdzie jakiegoś rozwiązania, znajdzie się w beznadziejnej sytuacji. Wtedy wpada na pomysł, że póki jeszcze ma wpływ na majątek swego pana i nie odebrano mu szafarstwa, anuluje po cichu długi tym, którzy mieli zobowiązania wobec właściciela majątku. Taki ruch zarządcy ma zapewnić wdzięczność ze strony ułaskawionych i spowodować, że gdy już straci pracę, to ci, którym anulował długi, przyjmą go do swoich domów, dając mu zarobkowe zajęcie (w. 4).
Jak pomyślał, tak zrobił, wezwał dłużników swojego pana i kazał zmienić zapisy długu, anulując im część zadłużenia. Temu, który był winien 100 baryłek oliwy kazał napisać 50. Jedna baryłka odpowiadała około 22 litrom, więc wychodzi 1100 litrów oliwy mniej do oddania. Biorąc pod uwagę wartość anulowanego długu, to było około 1,5 roku pracy. Następnemu, który był winien 100 korców pszenicy, kazał napisać 80. Korzec był miarą pojemności, który odmierzano specjalnymi pojemnikami. Waga jednego korca dzisiaj odpowiadałaby ok. 7 kg zboża, 20 korców mniej do oddania, to 140 kg, była to równowartość 2 lat pracy robotnika. Dług w środowisku rolniczym był spłacany w czasie żniw. Jeśli miałeś jakieś zobowiązania, tak jak w tej sytuacji 100 baryłek oliwy i 100 korców pszenicy, to w chwili, gdy przychodził zbiór, byłeś zobowiązany dług spłacić. Anulowanie długu o tak znacznej wartości zobowiązywało dłużników do odwdzięczenia się zarządcy. W kulturze żydowskiej poczucie zobowiązania i odpłacenia się za przysługę było bardzo silne. W ten sposób nieuczciwy zarządca bardzo sprytnie, kosztem swego pana, zabezpieczył sobie przyszłość. Prawdopodobnie lista dłużników była o wiele dłuższa, Jezus daje jedynie przykład, jak przebiegle on postąpił.
Następnie Pan Jezus szokuje swoich słuchaczy - w tym przypadku uczniów - zakończeniem tej historii, mówiąc, że pan pochwalił nieuczciwego zarządcę. Prawdopodobnie wszyscy słuchający spodziewali się surowej kary, a tymczasem zarządca dostał pochwałę. Nie został pochwalony za to, że jest złodziejem, ale za spryt, którym się wykazał. W podobieństwie tym Jezus nie ocenia moralności sługi, bo nie to jest jego głównym przesłaniem.
Jak to możliwe, iż taki manipulant i oszust otrzymał pochwałę? Taki paradoks musiał wzbudzić oburzenie uczniów i spowodować jeszcze większe zainteresowanie.


Bądźmy mądrzejsi od ludzi tego świata
Pan Jezus chce zwrócić naszą uwagę na spryt sługi w zabezpieczeniu sobie przyszłości  i na przykładzie jego zapobiegliwości pragnie dać nam lekcje, co podkreśla w 8 wierszu mówiąc:
„bo synowie tego świata są przebieglejsi w rodzaju swoim od synów światłości”.
W ten sposób Jezus mówi, że skoro nieuczciwy zarządca tak bardzo się troszczył, by zabezpieczyć sobie doczesność, to synowie światła, czyli wierzący w Chrystusa, o ile bardziej powinni mieć motywację, by troszczyć się i używać swoich doczesnych zasobów dla budowania wieczności. Jezus daje nam tutaj wyzwanie i jednocześnie stawia nam zarzut, że
staramy się mniej niż ludzie tego świata.
Niewierzący bardzo często starają się o zabezpieczenie swojej doczesności, choć nie mają żadnej gwarancji, iż uda im się to zrobić, a jednak to robią. Zbierają na emeryturę przez całe życie z myślą, że gdy się zestarzeją, to będą z tego korzystać i wygodnie żyć. Często są bardzo sprytni i pomysłowi w tym, jak można pomnożyć swój majątek i jak się zabezpieczyć, by ich inwestycje przyniosły największy możliwy zysk, choć nawet nie wiedzą, czy z ich wysiłków coś wyjdzie. Mogą przedwcześnie umrzeć i wszystko, co uskładali, przepadnie. Może się wydarzyć krach gospodarczy i to, co nazbierali nie będzie miało żadnej wartości. Mogą zostać okradzeni lub wykorzystani i ich majątek przejmie ktoś inny, a jednak wiedząc o tym, cały czas z całą gorliwością podejmują próby, by mieć więcej i w przyszłości wieść wygodne życie. Nawet jeśli ludziom uda się  zabezpieczyć i zdobędą wielkie pieniądze, co oczywiście  wymaga czasu, może założą firmę, czy staną się biznesmenami, lub ich inwestycje okażą się trafne i przyniosą duży zysk, to jest to, na bardzo krótko. Szybko przychodzi starość i śmierć, która wszystkiego ich pozbawi. A jeśli uzbierali na starość, na emeryturę, z zamiarem wygodnego życia, to mają zaledwie kilka, może kilkanaście lat, przy dobrym układzie, by z tego korzystać. Ale pomimo krótkiej perspektywy nie rezygnują z tych starań, bo jest to jedyne ich życie i nie mają innego, więc pomimo ryzyka ludzie są bardzo gorliwi, by się zabezpieczyć.
A osoby kochające Chrystusa, chrześcijanie, którzy mają pewność i gwarancję, że inwestowanie swoich zasobów materialnych w Królestwo Boże daje wieczny zysk, nie zawsze właściwie to rozumieją i nie zawsze chcą tak czynić. Musimy powiedzieć, że synowie świata, ludzie niewierzący, często zawstydzają nas w swojej gorliwości i trosce o doczesne życie i troszczą się o nie bardziej, niż my troszczymy się o naszą wieczność. „Powiedzcie mi -pyta Jezus w domyśle - kto powinien mieć większą motywację, komu powinno bardziej zależeć na staraniu się, ludziom tego świata w trosce o doczesność, czy wierzącym w Chrystusa w trosce o wieczność? Oczywiście, że kochającym Jezusa powinno zależeć o wiele bardziej, bo starania chrześcijańskie we wszystkich dziedzinach życia mają prawdziwy sens i wieczną wartość, a jednak ze smutkiem i przykrością musimy przyznać, że często nie zależy nam tak, jak powinno. Ludzie deklarujący się jako wierzący, często równie mocno troszczą się  o doczesną przyszłość, jak synowie tego świata. Tak nie powinno być. Jeśli nasza troska jest skupiona na zabezpieczeniu doczesnej przyszłości, a nasze zasoby materialne gromadzimy z tą myślą, by wygodnie żyć w tym świecie, zapominając o wspieraniu Bożego Królestwa, to w dniu, w którym staniemy przed Chrystusem, okaże się, że będziemy tego mocno żałować. Wtedy zrozumiemy, że mogliśmy gromadzić skarby w niebie i przeznaczać część naszych zasobów materialnych na wspieranie Bożego Królestwa, gdzie ani mól nie zje, ani rdza nie zniszczy.
Tak często wielu chrześcijan, wszystko co zarabia, co Bóg im daje, zużywa na siebie samych, jakby pieniądze były wyłącznie ich własnością, a nie darem od Boga. Zachowujemy się wtedy jak dziecko, któremu tata kupił cukierki. Ale gdy tata prosi o cukierka, to dziecko mówi, że nie da, bo to jego - takie postępowanie jest głupie i niedojrzałe. Przecież tata mógłby wszystkie te cukierki dziecku zabrać i nie miałoby nic, mógłby tych cukierków nie kupić, a nawet w tej chwili, jakby chciał, to poszedłby do sklepu i kupił sobie ich cały worek. Tak więc on nie woła, by zabrać dziecku te cukierki, ale by dziecko uczyło się zaufania do Niego, wdzięczności i wzrastało w relacji z Nim.

Jak liczny będzie twój komitet powitalny w niebie?
 W 9. wierszu Pan Jezus wskazuje nam sposób, jak mądrze wykorzystać nasze pieniądze, by przyniosły nam wieczny zysk. Drodzy, weźmy to sobie do serca, byśmy mogli przekuć tą niesprawiedliwą mamonę na coś, co będzie źródłem prawdziwej wartości.
Zobaczmy, że pieniądze należą do tego niesprawiedliwego, przemijającego świata i ludzie tego świata szukają ich w nadziei, że gdy je zdobędą , to ich życie stanie się wspaniałe i pełne sensu. Wydaje się, że w Bożym Królestwie pieniądze są naszym wrogiem, Pan Jezus nazywa je niesprawiedliwą mamoną, bo kuszą nas, a miłość do nich prowadzi człowieka do zguby (1 Tym 6,10). I tu pojawia się niebezpieczeństwo dla ludzi wierzących, że pieniądze, które mają, zamiast służyć im i Bogu, niewłaściwie wykorzystane sprawią, że chrześcijanie zaczną żyć dla pieniędzy podobnie jak ludzie tego świata.
Pan Jezus mówi: „zróbcie z tej niesprawiedliwej mamony użytek, który przyniesie wam wieczny zysk, zyskujcie nią sobie przyjaciół w wiecznych przybytkach jak nieuczciwy zarządca zyskał sobie przyjaciół w doczesności” (w 9). Wzywa nas byśmy zainwestowali nasze pieniądze w Królestwo Boże, w misje, w ewangelizację w szerzenie dobrej nowiny, służby godne zaufania, które przyczyniają się do rozwoju Królestwa Bożego, by w ten sposób przez naszą mamonę przyczynić się do zbawienia ludzi, których spotkamy w niebie. W wieczności nasze pieniądze nie będą miały znaczenia, ale póki je mamy, póki jesteśmy na tym świecie możemy je wykorzystać, tak jak nieuczciwy zarządca wykorzystał majątek swego pana. Jakże wspaniale będzie, gdy pójdziemy do nieba i tam dowiemy się, że przez wsparcie materialne jakiego udzielaliśmy kościołowi, misjonarzom, kaznodziejom, wsparcie dla różnych działań ewangelizacyjnych, spowodowaliśmy, że ludzie nawrócili się i weszli do Królestwa Bożego - to są nasi przyjaciele w wiecznych przybytkach. To jest nasz skarb, który zebraliśmy w niebie, gdzie jak mówił Pan Jezus w 6 rozdz. Ew. Mateusza, złodziej nie ukradnie, rdza nie zniszczy i mól nie zeżre. Tak często wielu chrześcijan inwestuje pieniądze, które Bóg im daje w to, co zardzewieje, zgnije, co im niepotrzebne lub jest zbyteczne, a pomijają Królestwo Boże z powodu swego skąpstwa.  W ten sposób marnują to, co Bóg im daje i tracą szansę zebrania sobie skarbów w niebie.      
Oczywiście za pieniądze nie możemy kupić życia wiecznego, ale to jak się z nimi obchodzimy, jak je wydajemy, jak o nich myślimy, pokazuje duchowy stan naszego serca, tam gdzie jest skarb nasz, tam będzie i serce nasze. Jeśli wydajemy wszystkie pieniądze, jakie Bóg pozwolił nam zarobić na siebie i nasze pragnienia oraz zachcianki nie myśląc o wspieraniu Bożego dzieła, a potem przychodzimy do Zboru śpiewając i modląc się, że wszystko oddajemy Bogu, to czy jesteśmy szczerzy wobec Pana? Czy wszystko oddać Panu to znaczy, że całe nasze życie i nasze pieniądze też? Wiele osób mówi, że nie daje, bo nie ma z czego, ale czy często nie jest tak, że nie mają, bo nie dają i Bóg w tej dziedzinie im nie błogosławi. Ap. Paweł powiedział w kontekście łożenia na dzieło Boże, że kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie (2 Kor 9,6). Powiedział również, że władny jest Bóg udzielić wszelkiej łaski, wszelkich potrzebnych zasobów, byśmy mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę ( 2 Kor 9,8).
Pan Jezus powiedział w wierszu 10. „kto wierny jest w małej sprawie i w wielkiej jest wierny”. Jeśli ktoś myśli, że nie daje dzisiaj, bo nie ma lub twierdzi, że ma mało, to oszukuje swoje serce. Jeśli nie umie dać z małego, nie będzie umiał dać i z dużego. Pamiętajmy, że wdowa, która nie miała nic dała wszystko (Łuk 21,4), a ci którzy mieli wszystko, nie dali nic. Problem dawania na Bożą służbę, to nie problem okoliczności, ale problem naszej wiary i ufności do Boga.
 Jeśli chcemy oszczędzać na Panu Bogu, to nie powinniśmy spodziewać się Bożego błogosławieństwa w tej dziedzinie. Jeśli myślimy, że nie damy i będzie więcej dla nas, to pamiętajmy, że Pan może sprawić, że nie tylko nie będziesz miał więcej, ale będzie miał jeszcze mniej. Zamiast otoczyć Cię swoją ochroną, może dopuścić, że złodziej cię okradnie, zaraza zeżre twoje plony, będziesz jechał do pracy i niechcący kogoś stukniesz, co narazi cię na dodatkowe koszty, a urząd przypomni sobie o zaległych podatkach. Może sprawić, że twoja firma zbankrutuje, a ci na których liczyłeś, czy z którymi robiłeś interesy, odwrócą się od ciebie i przejdą do konkurencji. Czytałem kiedyś historię o człowieku, który przyszedł do  Petera Marshalla, byłego kapelana Senatu w USA i powiedział, że ma problem. Pastor zapytał się go, co to za problem, a On mówi, że jak zarabiał trochę ponad 2000 tys. dolarów miesięcznie, to dawał dziesięć procent dochodów na Bożą służbę i nie miał z tym problemu, bo 200 dolarów nie było jakąś wielką kwotą. Ale teraz Bóg sprawił, że zarabia ponad 50 tys. dolarów miesięcznie i ciężko mu dać z tych 50 tys. 5 tys. Pastor się zastanowił i stwierdził, że rzeczywiście ma on problem. Zaproponował modlitwę, i zaczął modlić się o niego, by Bóg obniżył pensje tego brata do takiej kwoty jak przedtem, kiedy uważał, że było go stać wspierać Boże dzieło. Pewnie ten brat nie takiej pomocy oczekiwał, ale to z pewnością uświadomiło mu że środki, które ma, ma od Boga i nie powinien zachowywać się jak wcześniej wspomniane dziecko, które nie chciało ojcu dać cukierka.
Drodzy, wspierajmy Boże dzieło mamoną niesprawiedliwości, róbmy to regularnie, zyskujmy sobie przyjaciół w wiecznych przybytkach przez nasze finanse i materialne zasoby, a w ten sposób sprawimy, że pieniądze dane nam przez Boga staną się dla nas prawdziwym wiecznym błogosławieństwem, skarbem w niebie, którego nikt nie zniszczy. Dzisiaj jest dobry dzień, by mówić o wspieraniu Bożego dzieła i misji, bo obchodzimy święto zesłania Ducha Świętego, kiedy Bóg posłał Trzecią Osobę Trójcy, by ewangelia mogła się rozejść aż po krańce ziemi. Po śmierci nasze pieniądze w wieczności już nam nie pomogą, ale póki żyjemy, możemy ich użyć dla chwały Boga i zbudowania naszego wiecznego kapitału.  Wszyscy, którzy szczerze wierzą w Chrystusa otrzymali przebaczenie grzechów, mają życie wieczne, ale nie wszyscy, idąc do nieba, będą mieli takie same powitanie. Ci, którzy zyskali sobie najwięcej wiecznych przyjaciół, zgromadzili w niebie największy skarb, ci będą mieli najbardziej huczne powitanie, gdy zobaczą, że przez ich poświęcenie i ofiarność mnóstwo ludzi przyszło do Jezusa, bo Duch Św. wykorzystał ich ofiarność.

Postępowanie z naszymi zasobami materialnymi wpływa na naszą wieczną nagrodę
Zobaczmy również, że to jak postępujemy z naszymi pieniędzmi nie tylko świadczy o naszej wierności względem Boga, ale ma również wpływ na naszą wieczną nagrodę, przeczytajmy wiersze 11 i 12:
Łukasza 16:11  Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie nie byliście wierni, któż wam powierzy prawdziwą wartość?
12  A jeśli nie byliście wierni w sprawie cudzej, któż wam poruczy rzecz własną?
Jeśli nie byliśmy wierni w tym, jak wydawaliśmy pieniądze należące do tego świata i wydawaliśmy je na zachcianki, niepotrzebne nam rzeczy, kolejne bezwartościowe gadżety, kolejne rozrywki i głupoty, które mają na celu poprawić nasze samopoczucie, pomijając Boże Królestwo, to kto da nam prawdziwą nagrodę, pyta się Pan Jezus w 11 wierszu. Czy myślimy, że Bóg da nam nagrodę, jeśli zmarnujemy w tym świecie mnóstwo pieniędzy otrzymanych od Boga, zamiast wspierać Jego dzieło? Nie chodzi tu o utratę zbawienia, ale utratę nagrody, czegoś, co Bóg da tym, którzy byli wierni.
Zwróćmy uwagę na to, co Pan Jezus mówi w 12. wierszu, że pieniądze które mamy, a które wydaje się, że są nasze, tak naprawdę nie są nasze, jest to „cudza własność”. Jedynie zostały nam przez Boga powierzone w szafarstwo, jak w przypadku sługi, który miał zarządzać majątkiem swego Pana. Z tego jak zarządzamy, tym co nam powierzono, zostaniemy przez Boga rozliczeni, z tej „cudzej własności”, która nie jest twoja, ale Jego. Pomyśl o tym przez chwilę, Pan Jezus pyta się mnie i ciebie, jak zarządzasz Jego własnością, Jego pieniędzmi, na co je wydajesz? Wszystko, co mamy, należy do Boga, powietrze którym oddychamy, ziemia po której chodzimy, jedzenie które jemy, woda którą pijemy i pieniądze, które wydajemy, wszystko to jest Boże. Jak powiedział kiedyś Bóg przez proroka Ageusza do swojego ludu, który ociągał się w dbaniu o Boże sprawy, a o swoich pamiętali : 
Ageusza 2:8  Moje jest srebro i moje jest złoto- mówi Pan Zastępów.
Lub w psalmie 24.
Psalm 24:1  …Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia, Świat i ci, którzy na nim mieszkają.
Wszystko należy do Pana i zostało nam to wypożyczone na pewien czas, będziemy musieli zdać sprawę z tego, jak tym obracaliśmy. Jeśli było nas stać na kino, restauracje, wczasy i wiele innych rzeczy, bez których moglibyśmy się obyć, a nie było nas stać, by wspierać rozwój Królestwa Bożego, to nie wygląda to dobrze.
Pastor John MacArthur w swoim komentarzu do tego fragmentu pisze w ten sposób:
„Tragiczna Ironia tego grzesznego rodzaju pobłażania sobie w kwestii łożenia na służbę polega na tym, że czym więcej marnujesz tego, co Bóg ci daje na siebie samego i ziemskie rzeczy gromadząc je, tym mniej będziesz miał w wieczności”

Brak dawania na służbę Bożą może świadczyć o miłości do pieniędzy
Ostatnia rzecz, na którą pan Jezus chce zwrócić naszą uwagę, znajduje się w 13 wierszu,
Łuk 16:13  Żaden sługa nie może dwóm panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie.
W czasach Pana Jezusa wielu nauczycieli nauczało, podobnie jak dziś, że skupienie swojego życia na zarabianiu i pogoni za pieniędzmi, by wygodnie żyć, nie jest sprzeczne ze służbą Bogu. Wielu uważało, że posiadanie pieniędzy jest oznaką Bożego wybrania i błogosławieństwa, czego i dzisiaj się naucza w kręgach np. charyzmatycznych, że Bóg chce chrześcijan uczynić bogatymi, by mogli żyć w obfitości. Takie nauczanie jest fałszywe, bo zamiast zachęcać ludzi do skupiania się na wartościach Bożego Królestwa, kieruje ich uwagę na niesprawiedliwą mamonę, której stają się niewolnikami. Pan Jezus naucza tutaj, by nie żyć dla pieniędzy, dla kolejnych rzeczy, dla tego, co możesz sobie kupić. Nie chodzi o to, że nic nie możemy mieć, ale jeśli na wszystko nas stać, ale nie stać nas, by dawać regularnie i ofiarnie Bogu, to musimy się poważnie zastanowić, czy naszym problemem nie jest miłość do pieniędzy. Musimy podjąć decyzję, czy zarabiamy pieniądze, by nimi uwielbiać Boga i za nie zyskiwać sobie przyjaciół w niebie, czy zarabiamy, by żyć dla pieniędzy i wydajemy je wyłącznie na swoje cele i pragnienia. Powiem wam, że często jest to dla mnie smutne, gdy widzę, że wielu chrześcijan mogłoby wspierać Bożą służbą, bo stać ich, ale nie robią tego, bo są skąpi i chciwi.  Nie możemy mieć obydwu rzeczy, Boga i mamony. Nie możemy mieć jednocześnie dobrej służby dla Boga i spodziewać się za nią nagrody oraz zachować wszystkie nasze pieniądze dla nas. Gdy próbujemy pogodzić te dwie rzeczy, Pan Jezus powiedział, że jednego będziemy kochać, a drugim gardzić. Albo kochasz Boga i gardzisz pieniędzmi, nie rządzą one twoim życiem, nie decydują o jego kierunku, nie rozpaczasz i nie mówisz, że życie straciło sens, gdy ich brakuje. Albo kochasz pieniądze, ciągle myślisz o nich, żal ci wspierać Bożą służbę, ale na swoje potrzeby zawsze masz i zaniedbujesz Boga. 
Pewnego dnia reformatora Jana Kalwina odwiedził  rzymskokatolicki kardynał Sadolet. Próbował namówić Kalwina, by powrócił na łono kościoła rzymskokatolickiego. Gdy podszedł pod jego dom na Canon Street, to zdziwił się, że tak wielki, znany reformator mieszkał w skromnym miejscu. Pisał, że drzwi otworzył mu Kalwin ubrany w prostą czarną szatę, co go zaszokowało. Spodziewał się wielu sług, którymi będzie otoczony, tak jak to było w Rzymie.
Po śmierci reformatora papież Pius IV powiedział o nim: „Siła tego heretyka wynikała z faktu, że pieniądze były dla niego niczym”
Podsumowując:
1.      Powinniśmy być tak mądrzy w obracaniu naszymi dobrami materialnymi i pieniędzmi dla celów wieczności, jak sprytni są ludzie tego świata w troszczeniu się o dobra doczesne.
2.      Powinniśmy przez nasze środki finansowe starać się zdobyć przyjaciół na wieczność. To znaczy wspierać Bożą służbę, ewangelizację, misje, działania kościoła, które są pewne i sprawdzone, by pieniądze, których nie da się zabrać do wieczności, przysłużyły się do kolejnych nawróceń. Zainwestowane w ten sposób środki są naszym skarbem w niebie. Kiedyś, gdy staniemy u bram nieba, poznamy tych wszystkich, którzy przez naszą ofiarność poznali Pana Jezusa.
3.        Trzecia rzecz jest taka, że nasza ofiarność materialna i finansowa ma wpływ na naszą wieczną nagrodę. Wszyscy, którzy wierzą szczerze w Jezusa, otrzymali przebaczenie grzechów z łaski przez wiarę, ale nie wszyscy otrzymają taka samą nagrodę. Jeśli nie byliśmy wierni w małym, czym jest na przykład regularna ofiarność, to dlaczego Bóg miałby powierzyć nam wielkie rzeczy? Jeśli wszystko, co mamy wydajemy na siebie, nie myśląc o Bożym dziele, to nie spodziewajmy się od Boga docenienia za takie postępowanie.
4.      Brak łożenia na Bożą służbę może świadczyć o miłości do pieniędzy, a Boga i mamony pogodzić się nie da. Albo żyjemy dla Boga i zarabiamy pieniądze, by zaspokajać nasze potrzeby i uwielbiać nimi Boga, albo żyjemy dla pieniędzy, wydając je wszystkie na siebie i pomijamy Boga. Pan Jezus wzywa nas by wybrać. Wybierz Boga, a zamienisz pieniądze na wieczne skarby.   
W tym podobieństwie Jezus naucza nas, że pieniądze które Bóg nam daje, są dla nas jednym z testów naszej duchowej temperatury. Jaka jest twoja temperatura duchowa gdybyś miał ją ocenić po swojej ofiarności? Czy dajesz regularnie na Bożą służbę, a jeśli dajesz, to jak to czynisz, skąpo czy obficie? Jeśli czynimy to skąpo lub w ogóle, to skąpa będzie nasza nagroda, jeśli obficie, to nasza nagroda będzie odpowiednio wielka.

Łączna liczba wyświetleń