10.02.2025

Zakładanie Kościoła - dlaczego się nie udało

 


Drodzy przypadła mi mniej chlubna funkcja dzielić się tym, dlaczego w NDG gdy byłem misjonarzem nie udało się założyć Zboru. Ale porażki są w tym celu by wyciągać z nich wnioski i się na nich uczyć jak kiedyś powiedział Michael Jordan

Nie trafiłem ponad 9000 rzutów w mojej karierze.

Przegrałem prawie 300 gier.

26 razy nie trafiłem decydujących piłek w meczu.

Ponosiłem porażki raz po raz przez całe moje życie.

I to właśnie dlatego osiągnąłem sukces..

Po kilku latach doświadczeń wydaje mi się że jestem w stanie lepiej ocenić sytuacje w Nowym Dworze Gdańskim, dlaczego tam nie udało się założyć Zboru podczas mojej służby misyjnej w latach 2007- 2009.

Sytuacja w Nowym dowrze Gdańskim była bardzo złożona. Zbór tam powstawał od ponad 20 lat i w niektórych latach było bardzo blisko, by rzeczywiście powstał. Zdarzało się że w okresie świetności do społeczności należało około 30 osób, jednak nigdy nie zostało to przekute na struktury zborowe zawsze funkcjonowało jako placówka, również w mentalności ludzi. Powody tego podejrzewam były różne, nie było odpowiednich osób, które mogły się na pełen etat zająć tą społecznością, nie było jasnej skrystalizowanej wizji co robić dalej itp. Zawsze było tak, że po pewnym okresie wzrostu następował podział i spadek. Zazwyczaj Pojawiał się jakiś charyzmatyczny lider, który zaczął skupiać wokół  siebie ludzi, ale nie koniecznie chciał to czynić w Kościele Chrześcijan Baptystów, część go akceptowała część nie i w końcu dochodziło do podziałów, często też na tle teologicznym. W takim też okresie ja zająłem się tą społecznością.

Objąłem tą placówkę w bardzo trudnym dla niej momencie, właśnie po takim podziale z powodu ruchu charyzmatycznego, tzw. wystawienników i trzeciej fali. Ci z was którzy pamiętają podział Zboru w Malborku z tego okresu wiedzą o czym mowa, również społeczność w NDG była w ten podział zaangażowana. Część osób odeszła ze Zboru i postanowiła zakładać inny Zbór. Ci którzy zostali byli bardzo rozbici, duchowo i teologicznie.

1.      To więc uważam że jednym z głównych powodów dla których nie udało się tam założyć Zboru, był wcześniejszy podział i spory teologiczne, które później nadal się ciągnęły.

Osoby które zostały czuły się rozbite sami do końca nie wiedząc w co wierzą i czy chcą być nadal częścią KCHB. Dzisiaj z perspektywy czasu, gdy oceniam tą sytuacje, to być może lepsze by było budować wszystko od początku, a nie na zgliszczach tego co zostało. Fałszywa nauka nie tylko wprowadziła w tym zborze podział, ale podkopała także fundamenty wiary wielu. W późniejszym czasie wielokrotnie musiałem się z tym zmagać.  

Musimy zdać sobie sprawę, że dla nowo powstającego Zboru nie mającego różnych obciążeń teologicznych z poprzednich podziałów, czy wynikających z tego, że część osób niezadowolonych odłączyła się od innych zborów i przystała do tego który właśnie się buduje jest ogromnym błogosławieństwem przynajmniej na początku. Podziały teologiczne zawsze są zagrożeniem dla każdego Zboru, ale szczególnym zagrożeniem są dla zborów nowo powstających. Chodzi o to, że W Kościele który się dopiero buduje nawet małe podziały teologiczne robią duże zamieszanie. Jeśli jeszcze przywódca, pastor, misjonarz, założyciel tego Zboru nie ma zbyt dużego autorytetu lub nie reaguje odpowiednio wcześnie, to jest duże niebezpieczeństwo, że zanim Zbór powstanie już się podzieli lub rozpadnie.

W kontekście poddziałów teologicznych należy się zastanowić w początkowym okresie wzrostu Zboru, czy dobre jest dla nowo powstającego Kościoła chętne przyjmowanie ludzi odłączonych od innych wspólnot bez weryfikacji ich poglądów teologicznych. Czasami może się okazać, że to co wydaje się być błogosławieństwem staje się dla Zboru przekleństwem. Z jednej strony budujące jest to, że ktoś przyłącza się do Kościoła, szczególnie w naszej kulturze gdzie nie ma zbyt wielu ewangelikalnych chrześcijan witany jest z entuzjazmem, a z drugiej bez weryfikacji jego poglądów teologicznych może się okazać, że to będzie ze szkodą dla nowo powstającej społeczności.

Często jest tak, że ci którzy mają już ukształtowane poglądy teologiczne przyłączając się do nowo powstającego Zboru są trudniejsi we współpracy niż ci, którzy w trakcie powstawania danej społeczności nawrócili się.

Jeśli chodzi o Nowy Dwór Gdański, ciągle na różnych etapach pracy musiałem się z tym zmagać. Prostować nieprawdziwe nauki charyzmatyczne np. że trzeba dosłownie opalikować miasto Słowem Bożym, a wtedy się wszyscy nawrócą, fałszywe proroctwa, które się pojawiały co jakiś czas i wypływających tu i tam proroków oraz wiele innych. To więc zamiast skupić się na ewangelizacji i efektywnym uczniostwie ciągle musiałem gasić pożary. 

2.      Myślę że kolejny powód dlaczego nie udało się tam założyć Zboru, to być może moje niewielkie wtedy doświadczenie w zakładaniu Zborów i niezbyt wielki autorytet w tej konkretnie placówce, tam się nawróciłem i stawiałem pierwsze kroki wiary. W myśl słów nie jest prorok szanowany w swoim domu.

Ledwo co skończyłem studia w seminarium, pracowałem też zawodowo, ale chciałem bardziej zaangażować się w kościele. W zborze w Malborku gdzie byłem członkiem nie było wtedy na tyle potrzeb, bym mógł tam służyć, więc pojawił się pomysł ratowania placówki w Nowym Dworze Gdańskim, gdzie za moją zgodą zostałem tam delegowany. No ale ja, świeżo po seminarium, przed wikariatem z niewielkim doświadczeniem w budowaniu Zboru od niemal zera i samodzielnym jego prowadzeniu nie bardzo miałem pojęcie jak się do tego zabrać, a byłem tam sam poza sporadycznymi odwiedzinami niektórych. Do tego, gdy tam się zaangażowałem to duża część mojej służby polegała na gaszeniu kolejnych konfliktów między osobami, które pozostały, a które między sobą miały jeszcze zaszłe, nie załatwione sprawy. Również część osób która została była rodzinnie spowinowacona z tymi którzy odeszli, więc tamci którzy odeszli, buntowali tych którzy zostali. Część osób która została, miała przekonania bardzo charyzmatyczne, że trzeba prorokować, uzdrawiać, wskrzeszać z martwych, to więc co jakiś czas mieliśmy tego typu akcje. Pomimo moich częstych napomnień i rozmów na ten temat kilka osób z tej społeczności nie bardzo chciała mnie słuchać. To więc jedna siostra z drugą nawrócone od 25 lat i przekonane że mają dar prorokowania, twierdziły, że co będą słuchać takiego „domorosłego misjonarza”.  Gdy do społeczności dołączali kolejni ludzie, to wciąż te nie załatwione konflikty, fałszywe proroctwa i chaos dawał o sobie znać i wywoływał zgorszenie, co nie pozwalało społeczności skutecznie wzrastać.

To więc sugeruje że jeśli podejmujemy się zakładania nowych Zborów, to nie wysyłajmy do takiego zadania ludzi dopiero po seminarium bez doświadczenia, odpowiednio nie przygotowanych, albo tych, którzy nie dawno się nawrócili i nie rozumieją jeszcze zasad prowadzenia Kościoła, a tym bardziej budowania nowego Zboru. Przypomina mi to świeżych niedoświadczonych rekrutów, którzy zaraz po zwerbowaniu zostają wysłani w bitwę, gdzie oczywiście część z nich szybko zginie. Kiedyś pracowałem z Rosjanami na budowie i z jednym z nich trochę się zaprzyjaźniłem. Opowiadał mi, że służył w Afganistanie podczas wojny rosyjsko - afgańskiej i gdy dowozili nowych rekrutów większość z nich ginęła w pierwszych dniach służby z powodu braku doświadczenia. Najdłużej żyli doświadczeni żołnierze, którzy rozumieli zasady wojny.

Czasami obserwuje takie podejście w zakładaniu Zborów, że bierze się człowieka świeżo po seminarium, chętnego z zapałem, ale nie wiadomo co z nim zrobić, to niech zakłada nowy Zbór. A później często dochodzi do zniechęcenia, rezygnacji itp. 

3.       Kolejna rzecz, która przyczyniła się do nie założenia tam zboru, to osamotnienie w służbie.

Często miałem wrażenie, że tylko mi tam zależało na powstaniu Kościoła. Po prostu brakowało trzonu tego Zboru, osób zdecydowanych z którymi ten Zbór można by było budować. A z kolei te osoby o których myślałem że chcą, by tam Kościół powstał po jakimś czasie powiedziały, że tak naprawdę to nie są pewni żeby nadal go tam zakładać. Dzisiaj wiem, że ciężko założyć Zbór jeśli nie ma przynajmniej kilku osób, które są zdecydowane pomimo wszystko, pomimo problemów, trudności i niepowodzeń nadal służyć przy powstawaniu Kościoła. Na początku w zakładaniu Zboru wiele osób ma duży entuzjazm, ale po jakimś czasie u niektórych z nich ten entuzjazm gaśnie, a część z tych którzy chcieli to robić zniechęca się i odchodzi do innych Zborów. To również jest bardzo zniechęcające dla innych, szczególnie w takim nowo powstającej społeczności. Nawet w Wejherowie po jakimś czasie spotkaliśmy się z rezygnacją części osób. Powody są tego różne, bo nie ma takiego przyrostu jakiego spodziewali się, bo nie wszystko jeszcze w postaci służb funkcjonuje tak, jak w Zborach które już prężnie działają, bo nie jest tak fajnie jak w Zborze gdzie jest kilkadziesiąt osób, a nabożeństwa nie wyglądają tak okazale itp.

Do tego na początku każdy powstający Zbór w Polsce zmaga się z mentalnością sekty bardziej niż Kościoły które już mają struktury i zorganizowane służby, kilkadziesiąt osób i rozwiniętą pracę. Po prostu żyjemy w kraju, gdzie zakładanie Zborów jest obce naszej kulturze i misjonarz kojarzy się z Afryką, a nie Polską. Wszyscy którzy brali udział w zakładaniu Kościoła wiedzą o tym, że początkowe nabożeństwa mogą dla niektórych wyglądać bardzo dziwnie, a nawet sekciarsko, bo bierze w nich zaledwie kilka osób, 3, 5 ,10. Część osób w zborze zmaga się z poczuciem, że taka mała grupa to jest nic i z tego nic nie powstanie, a jeśli jeszcze z pięciu osób ktoś odchodzi zostaje 4 osoby, to wyobraźmy sobie jak to może wpływać na innych. Dużo łatwiej jest pracować kiedy jest jakiś trzon, jakaś grupa, która nie zniechęca się pomimo wszystko.

Pamiętam rozmowę z jedną z sióstr z naszego Wejherowskiego Zboru, kiedy na początku przez około 1,5 roku spotykałem się z nią na studium biblijnym. I po jakimś czasie ona zadała mi pytanie, czy te nasze spotkania jakość się rozkręcą. Było to pytanie w którym wybrzmiewało „czy jest sens nadal kontynuować te spotkania, bo jest nas mało”. Musiałem ją uświadomić, że najważniejsze byśmy my osobiście podążali  za Chrystusem i czynili to z powodu prawdy, a nie dlatego  że jest fajnie, czy jest nas dużo. Powiedziałem również, że  wierze iż z czasem do naszej dwójki dołączą kolejne osoby i ta grupa się rozwinie jeśli my będziemy wierni, co stało się w kolejnych miesiącach, ale wtedy zrozumiałem jak nigdy wcześniej, że część osób przy zakładaniu zboru może zmagać się z poczuciem, po co to robić, jakie znaczenie ma taka mała grupka jak nasza, wyglądamy głupio, czy to ma sens, wszyscy myślą o nas jak o sekcie, a może to niej właściwa i prawdziwa droga. 

4.      Kolejny powód to w moim przekonaniu zbyt krótki czas.

Wtedy byłem misjonarzem szkolonym przez Ligę Biblijną. Ci którzy znają zasady tej misji wiedzą, że program zakładania Zboru w Lidzie obejmuje dwa lata. Na ten okres Liga Biblijna daje misjonarzami część wsparcia finansowego, dokładnie 50% i drugie 50% jest zobowiązany dać Zbór matka, ten który wysyła misjonarza. Do tego Liga szkoli takiego misjonarza podczas kilkudniowych zjazdów szkoleniowych które są organizowane dwa albo trzy razy do roku. Jednak po dwóch latach  w polskich warunkach bardzo ciężko założyć Zbór, nie mówię że to nie jest niemożliwe, niektórym misjonarzom udało się. Ale w większości przypadków trzeba więcej czasu niż dwa lata, ja sugeruje że około 5, ale to jest indywidualna sprawa dla każdego przypadku.   

Po dwóch latach w NDG tak naprawdę dopiero się okazało kto chce zakładać Zbór, a kto nie chce, nadal byliśmy na początku drogi, a program misyjny dobiegł już końca. Niektórzy dopiero się nawrócili, niektóre służby dopiero zaczynały funkcjonować inne działania które nie przynosiły rezultatu trzeba było wygasić. Jednak Zbór matka nie był chętny dalej kontynuować tam zakładania Kościoła, więc postanowiono zakończyć ten projekt misyjny, a mnie skierowano do innej pracy. Być może gdyby praca była kontynuowana, to Zbór tam w końcu by powstał. W Wejherowie dla przykładu potrzebowaliśmy około 5 lat, by w końcu zarejestrować Kościół, teraz jest 8 rok, a czasami mi się wydaje że wciąż jesteśmy na początku.

To więc, to jest kolejna przeszkoda w zakładaniu Zboru, należy się nastawić w moim przekonaniu na dłuższy czas pracy misyjnej. Jeśli zakładamy, że Zbór powstanie w dwa lata, albo 5 to trzeba rozmawiać o tym wcześniej, co robimy dalej jeśli w tym okresie nie powstanie. Czy dajemy sobie kolejny czas, czy jednak czekamy w tym miejscu na lepszy okres. 

5.      I ostatnia rzecz o której chciałem wspomnieć, czego być może się nie udało to specyfika miasta.

Od jakiegoś czasu mam pewne przemyślenia na temat zakładania nowych Zborów i wydaje się mi, że lepiej to wychodzi w większych miastach. Nowy Dwór Gdański jest małym miasteczkiem dziesięciotysięcznym, gdzie na dobrą sprawę większość ludzi się zna, przynajmniej z widzenia, a już na pewno w kontaktach okazuje się, że nowo poznana osoba ma z tobą jakiś wspólnych znajomych. W takich małych miastach często presja społeczna jest dużo większa niż w dużych. Potencjalne nawrócenie odbija się dużo większych echem niż w innym przypadku.  Zdarzało się, że gdy ktoś nawracał się i przyłączał do Zboru, to ksiądz potrafił trąbić o tym podczas mszy i przestrzegać przed sektami. W takim małym mieście informacje rozchodzą się bardzo szybko i ci, którzy może są zainteresowani, ale niezdecydowani zaraz się zniechęcają. Z jednej strony to może być dobre, bo jak się ktoś nawraca i pomimo takiej presji nadal chce być w Kościele, to świadczy o jego prawdziwej miłości do Chrystusa. Też świadectwo nawrócenia może mieć dużo większy zasięg. Ale z drugiej strony, często praca zakładania Zboru w małym mieście przynosi dodatkowe problemy i trzeba więcej czasu. Oczywiście to nie jest regułą i wszystko zależy od Boga, ale w moim przekonaniu jeśli chodzi o Kościoły ewangelikalne w małych miastach lepiej pozwolić im rozwijać się bardziej naturalnie. Chodzi o to, że np. skupić się na zakładaniu Zborów w miastach większych powiedzmy od około 35 tys. i te Zbory niech prowadzą działania misyjne w tych niedużych miasteczkach, które znajdują się w niedalekiej okolicy od tego większego miasta. Jeśli z tego miasteczka nawróci się kilka, kilkanaście osób, to starać się tam prowadzić bardziej regularną pracę zmierzającą do założenia Zboru. Od początku należy tak wychowywać tam wierzących, by w przyszłości mogli stać się samodzielnym Zborem. Niekiedy takie placówki mogą bać się stworzyć samodzielny Kościół i wiecznie pozostają placówką, to jednak jest ze szkodą dla ich rozwoju. Powody takiego postępowania mogą być różne, strach przed odłączeniem od Zboru matki, sentymenty do Zboru w większym mieście, niekiedy to Zbór matka nie pozwala na oddzielenie, bo będzie nas mniej, bo będzie smutno, bo budżet będzie mniejszy i jeszcze pewnie wiele innych przyczyn. Ale wydaje się, że gdybyśmy konsekwentnie działali według takiego planu, to z czasem więcej by było Zborów w miastach większych i też w mniejszych. To według mnie były takie główne przyczyny z powodu których nie udało się tam założyć Kościoła.

8.02.2025

Nie śpijmy, by nie popaść w pokuszenie Mat 26,36-46

 

Pan Jezus przed samą śmiercią poszedł do ogrodu Getsemane z uczniami i tam się modlił, ale także nakazał czynić to, swoim uczniom. Zwrócił się do Piotra Jakuba i Jana, by czuwali i modlili się z Nim, sam zaś oddalił się na niewielką odległość wołając do Boga Ojca.

Gdy wrócił do nich zastał ich śpiących, nie posłuchali Go jak prosił, by z nim czuwali w modlitwie. Uczniowie zignorowali nakaz Pana Jezusa. Później kolejny raz przykazał im czuwanie, ale i tym razem spali.

Zwróćmy uwagę, że Jezus powiedział iż powinni się modlić, by nie popaść w pokuszenie, lub inne tłumaczenia mówią, że powinni się modlić, by nie ulec pokusie.

Pan wiedział że przyjdzie na nich próba, związana z jego aresztowaniem i ukrzyżowaniem. Wiedział, że diabeł będzie starał się ich zastraszyć w podążaniu za Nim i zasiać w ich sercach wątpliwości, co do Jego osoby.

W związku z tym nawoływał ich do modlitwy do Boga, by Bóg ich zachował, ochronił i dał zwycięstwo w próbach, które miały na nich przyjść.

Ale wiemy jak oni się zachowali – nie modlili się. Zignorowali słowa Pana Jezusa i gdy przyszła próba nie stanęli na wysokości zadania, przestraszyli się, byli zrezygnowani i uciekli, a Piotr nawet zaparł się Pana Jezusa.

Zobaczmy, że niewierność uczniów po aresztowaniu Jezusa była konsekwencja braku modlitwy w ich życiu. Po prostu brakowało im Bożej mocy, której nie otrzymali w chwili pokusy, by zdołać się oprzeć grzechowi w próbie. Brakowało im odwagi, gdy należało się opowiedzieć po stronie Jezusa, brakowało im wiary i przekonania, że faktycznie jest tym za kogo się podawał, brakowało zrozumienia Słowa Bożego o Jego śmierci i zmartwychwstaniu. A powinni to wszystko rozumieć, bo Pan Jezus przygotowywał ich na ten czas. Brakowało im również mądrości jak się zachować w kryzysowej sytuacji w jakiej się znaleźli. A wszystko to się zdarzyło, bo nie modlili się wtedy, kiedy był czas na modlitwę.

Z przykrością musimy powiedzieć, że upadki i wątpliwości chrześcijan często są z ich winy, są często konsekwencją zaniedbywania modlitwy w życiu wierzących.

Wiele pokus i prób zostałoby pokonanych, gdybyśmy zawsze traktowali poważnie słowa Pana Jezusa wzywające nas do modlitwy. Modlitwa jak powiedział Pan Jezus jest duchowym czuwaniem. To właśnie przez nią w połączeniu ze słowem Bożym Bóg udziela nam swojej mocy i daje rozeznanie w sprawach duchowych. To przez modlitwę Pan wzmacnia naszego ducha utwierdzając nas w naszej wierze w Niego i swoich obietnicach. To przez modlitwę otrzymujemy moc, by odeprzeć ataki szatana i przejrzeć jego chytry plan, który ma na celu osłabić naszą gorliwość i zahamować rozwój Królestwa Bożego.

Jak widzimy w naszym fragmencie wrogiem modlitwy w naszym życiu jest nasze ciało, które jest słabe. Ciało nie widzi nic atrakcyjnego w modlitwie, nic zachęcającego. Wprost przeciwnie, dla ciała modlitwa jest nudna i męcząca, choć sama w sobie może wydawać się prosta. Pewnie to jeden z powodów, że gdy zaczynamy się modlić, to zanim się dobrze rozkręcimy już jesteśmy zmęczeni. Należy mieć na uwadze, że za każdym razem, gdy nasz duch będzie rwał się do modlitwy świadomy jak ważna to sprawa, ciało będzie chciało osłabiać ten zapał. Dzieje się tak dlatego, że nasze ciało pożąda przeciwko temu, co duchowe, co chce Bóg. Ale będąc świadomym, że brak komunikacji z Bogiem bardzo nas osłabia i przynosi porażkę należy się temu przeciwstawiać i nie czynić tego, co chcemy, ale to, co jest właściwe. Od nas zależy, czy poddamy się naszemu ciału, czy słowom Pana Jezusa. Uczniowie mogli zdecydować, czy będą spać, czy będą się modlić – niestety wybrali sen.

Zwróćmy uwagę również na to, ze najpierw Pan Jezus zachęcał do modlitwy, a później kazał im już spać.

Widzimy wyraźnie, że przegapili właściwy czas, by się modlić. Bóg daje nam czas, by się przygotować na doświadczenia, pokusy i wyzwania naszego chrześcijańskiego życia. Ale gdy nie traktujemy poważnie danego nam przez Boga czasu i nie wykorzystujemy go na modlitwę, to on nam umyka, a tym samym tracimy możliwość otrzymania od Pana błogosławieństwa. Oby tak nie było w naszym życiu jak miało to miejsce w przypadku uczniów.

1 Tesaloniczan 5:6  Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi. 

6.02.2025

Modlitwa w wyłomie Ezechiela 22,29 – 31

 


Ezechiel zostaje powołany 5 lat po swoim wygnaniu do Babilonu i tam usługuje swoim poselstwem wygnańcom oczekując spełnienia się obietnic Bożych. Walczy również z fałszywymi prorokami, którzy mówili, że Izrael krótko będzie w niewoli i zaraz wrócą do swej ziemi. Otrzymuje także wizje od Boga, że Bóg był gotów okazać Izraelowi łaskę i przebaczyć im grzechy powstrzymując swój gniew. W związku z tym Pan szukał kogoś w Izraelu, kto modliłby się za krajem, modliłby się za Izraelem, a wtedy Bóg był skłonny odstąpić od swoich zamiarów zniszczenia Izraela i posłania ich do niewoli Babilońskiej. Jednak jak widzimy Bóg nikogo nie znalazł, kto traktowałby poważnie Jego słowa. W całym Izraelu nie było ani jednego człowieka, który podjąłby się trudu modlitwy o naród i prosił Boga, by Bóg okazał mu łaskę. Modlitwa tutaj jest przedstawiona jako stanięcie w wyłomie muru. Wiemy, że mur służył do obrony, a jeśli był niepełny, to wrogowie mogli przez niego dostać się do środka i zniszczyć miasto.

Tym wyłomem w Izraelu był brak modlitwy, brak osoby i osób, które błagają Pana o ochronę i przebaczenie win. Niestety zamiast się modlić i pokutować oraz rozumieć powagę sytuacji w jakiej się znaleźli, to wciąż dopuszczali się gwałtu, rabunku, bałwochwalstwa, wyzyskiwali słabych, krzywdzili obcego przybysza zadając cierpienie tym, którzy byli niezdolni do samodzielnej obrony i tak napełniali kraj jeszcze większym bezprawiem pobudzając Pana do gniewu.

I zobaczmy jaka wielka jest łaska Boga, chociaż grzeszyło tysiące ludzi, to wystarczył jeden pobożny człowiek, który przez swoją modlitwę wstawienniczą mógł doprowadzić do ocalenia kraju. Ten schemat widzimy w kilku miejscach w Biblii, w przypadku Abrahama, gdy wstawia się za Sodomą i gomorą prosząc, by Pan okazał miłosierdzie, a nawet targuje się z Bogiem, że jeśli jest tam choćby 10 sprawiedliwych, to żeby Bóg ze względu na nich ocalił miasto w 18 rozdz. Ks. Rodzaju.

Później mamy sytuacje Mojżesza, który wstawia się za Izraela w 32 rozdz. Ks Wyjścia, gdy Izrael okazuję się buntowniczy, a Bóg chce go zniszczyć. W odpowiedzi na to Mojżesz staje w wyłomie i błaga Boga, by Pan nie czynił tego, a Bóg wysłuchuje jego modlitwy i odstępuje od swoich zamiarów zniszczenia Izraela.

I musimy rozumieć, że przede wszystkim to stanięcie w wyłomie, wstawiennictwo, wskazuje na Pana Jezusa. On stanął w wyłomie za całą ludzkość, ze każdego kto w Niego uwierzy i w ten sposób możemy otrzymać przebaczenie. Jeden człowiek ofiarowany za grzechy wszystkich, Bóg w końcu znalazł właściwą osobę,  - Jezusa Chrystusa, który może być wstawiennikiem za wszystkich ludzi i uśmierzyć Boży gniew przez wiarę w Niego. Pismo mówi, że Jezus wstawia się za wierzącymi w niebie przed swoim Ojcem będąc po prawicy Boga.

Ale to stanięcie w wyłomie ukazuje nam również, że modlitwa wstawiennicza za ludzi, za kraj, za nasze rodziny, za naszych sąsiadów i błaganie Boga o łaskę dla nich ma znaczenie przed Bogiem. Niestety, może być tak, że zawsze mamy jakąś tzw. dobrą wymówkę, by w tym wyłomie nie stanąć. Tak wiele rzeczy może się okazać ważniejszych i pilniejszych od wstawiennictwa w modlitwie i należy z nimi walczyć oraz rozumieć jakie powinny być nasze priorytety.  Wierze, że Bóg wciąż szuka ludzi, którzy potraktują poważnie jego wezwanie do modlitwy i przez modlitwę wybłagają łaskę i Boże błogosławieństwo dla siebie, własnych rodzin ,kościołów, swego miasta i kraju. Pamiętajmy, że czasy się zmieniają, ale Boże zasady nie.

1 Tymoteusza 2:1  Przede wszystkim więc napominam, aby zanosić błagania, modlitwy, prośby, dziękczynienia za wszystkich ludzi,

2  Za królów i za wszystkich przełożonych, abyśmy ciche i spokojne życie wiedli we wszelkiej pobożności i uczciwości.

3  Jest to rzecz dobra i miła przed Bogiem, Zbawicielem naszym,

4  Który chce, aby wszyscy ludzie byli zbawieni i doszli do poznania prawdy. 

Bądźmy ludźmi, którzy stoją w wyłomie i rozumieją powagę swego powołania, powagę ewangelii, powagę o co idzie gra, o wieczność o dusze ludzkie i jak wielkie znaczenie przed Bogiem ma modlitwa.  

31.01.2025

Pochodzenie Jezusa Ew. Jana 7,25 – 36

 


Kontynuujemy nasze rozważanie słów Pana Jezus w świątyni na święcie namiotów. Pan nie poszedł na święto z całym tłumem, bo przywódcy Izraela, Faryzeusze i Sadyceusze chcieli Go zabić, więc przybył na święto w połowie tygodnia i wszedł do świątyni na jej dziedziniec i zaczął publicznie nauczać. Ostatnio powiedzieliśmy sobie, że podał im przynajmniej 5 kolejnych dowodów, że pochodzi od Boga i jest Synem Bożym.

Pierwszym dowodem była jego ponadnaturalna wiedza, nigdzie się nie uczył, nie studiował, a w sposób swobodny i lekki mógł posługiwać się Słowem Bożym w. 15-16.

Drugim świadectwem, że Jezus pochodzi od Boga jest działanie Boga w ludziach, którzy naprawdę chcą poznać, czy Jezus jest prawdziwym Mesjaszem w. 17. Każdy człowiek, który bierze słowa Jezusa na poważanie zaczyna doświadczać działania Ducha Św. w swoim życiu i w swoim sercu, co poświadcza Mu, że Chrystus jest prawdziwe Synem Bożym.

Trzeci Dowód na jaki Jezus się powoływał, że nigdy niczego nie czynił dla własnej chwały w odróżnieniu od wszystkich innych ludzi. Jezus nigdy niczego nie chciał dla siebie, ale wszystko co czynił było dla chwały Boga Ojca w. 18.

Czwarty dowód, to bezgrzeszność Jezusa w odróżnieniu od wszystkich innych ludzi, którzy nie przestrzegają prawa Bożego w. 18.

I piąty dowód, to Jego sprawiedliwy osąd wszystkich spraw, gdy wykazał Żydom hipokryzje, gdy się oburzali, że uzdrowił człowieka w szabat, a sami w szabat dokonywali obrzezania w. 22-24.

Więc Jezus przemawia dalej publicznie w świątyni, a wielu ludzi dziwi się, że nie jest jeszcze aresztowany. Znają oni swoich przywódców i mówią, czy to nie jest ten, którego chcą zabić, a tutaj jawnie przemawia i nic mu nie mówią, nie próbują aresztować. Niektórzy zastanawiają się w 26 wierszu, czy czasem przełożeni Izraela nie doszli do wniosku, że Jezus jest rzeczywiście Mesjaszem. Ale powód dlaczego nie aresztowali Jezusa jest inny, czytamy o nim w 30 wierszu, że starali się Go pojmać, lecz nikt nie podniósł na niego ręki, gdyż jeszcze nie nadeszła jego godzina. Jak widzimy,  to kolejny dowód, że Jezus naprawdę pochodził od Boga. Choć chcieli go skrzywdzić, nie mogli tego uczynić, bo Bóg w sposób suwerenny działał swoją wielką mocą i kontrolował ich czyny oraz umysły. O tyle jest to niezwykłe, że gdyby nam tego Słowo Boże nie mówiło, to prawdopodobnie nie dostrzeglibyśmy tu nic nadzwyczajnego, od czysty przypadek, że nie udało się tym razem pojmać Jezusa. Ale Biblia mówi, że było to niemożliwe, bo nie było to zgodne z planami Boga. Widzimy, że niewidzialna ręka Boga, kontrolowała wszystko w życiu Jezusa i nie mogli pojmać Go. Udało się to dokładnie wtedy, kiedy Bóg im pozwolił. Jezus mógł być zabity dokładnie wtedy i w taki sposób jak Bóg zapowiedział w swoim słowie, gdy nadeszła Jego godzina, co oznacza – kiedy Bóg na to pozwolił. Często w służbie Jezusa jest podkreślone, że Bóg rządził wszystkim, co miało miejsce w Jego życiu.

Już na początku jego publicznej służby, gdy wstąpił do Kafarnaum i czytał proroka Izajasza o posłaniu Mesjasza i mówiąc, że te słowa wypełniły się w ten dzień, to chcieli Go zabić przez zepchnięcie ze szczytu góry jak czytamy u Łukasza 4 rozdz. A gdy zaciągnęli Go na szczyt góry i wydawało się, że zaraz zginie, to przeszedł koło nich i bez przeszkód oddalił się. Nie mogli Jezusa skrzywdzić choć chcieli, bo Bóg ich powstrzymał. W Ew. Łukasza w 13 rodz. jest historia, kiedy Jezus naucza i zostaje ostrzeżony, że Herod chce Go zabić. A Jezus odpowiada, że choćby chciał to w tej chwili nie może tego zrobić, bo On ma zginąć w Jerozolimie, a Herod nie jest w stanie pokrzyżować Bożych planów. Później w 8 rozdz. Ew. Jana 20 wiersz znowu Jezus nauczał w świątyni, ale i tym razem jest powiedziane, że nie mogli Go powstrzymać, bo nie nadeszła Jego godzina.

Widzimy wyraźnie, że Bóg kontrolował cały plan zbawienia, czuwał nad wszystkimi szczegółami życia Jezusa, ale nie tylko Jego. Biblia mówi, że Bóg czuwa nad każdym wierzącym. Każdy nasz dzień i każda nasza chwila jest w ręku naszego Boga i nic nie dzieje się przypadkiem.

Pan Jezus w Ew. Mateusza w kontekście posłuszeństwa Jemu mówi:

Mateusza 10:29  Czyż nie sprzedają za grosz dwu wróbli? A jednak ani jeden z nich nie spadnie na ziemię bez woli Ojca waszego.

30  Nawet wasze włosy na głowie wszystkie są policzone.

31  Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli.

Bóg kontroluje życie każdego wróbla i od Niego ono zależy. Tak też pod suwerenną kontrolą naszego Ojca jest życie każdego z nas - każdy włos na naszej głowie jest policzony. Wszystko co ma miejsce w naszym życiu jest albo bezpośrednio z Jego woli, albo z Jego przyzwolenia. Nic nie dzieje się bez suwerennej woli naszego niebiańskiego Ojca. Więc jeśli myślisz o przyszłości, kreślisz jakieś plany, to powinieneś/ powinnaś przede wszystkim skonsultować to z Bogiem, bo ich realizacja zależy od Niego, a nie od ciebie. To Bóg decyduje, czy uda nam się doprowadzić do końca nasze przedsięwzięcia i zrealizować nasze plany. To nie sprzyjające okoliczności, nasz spryt, intelekt, znajomości, czy cokolwiek jeszcze innego daje nam powodzenie, ale suwerenna ręka naszego Boga.

Możemy być również pewni, że nasza godzina odejścia z tego świata nie będzie przypadkowa, ale zostaniemy ze służby odwołani i wezwani do domu naszego Ojca dokładnie w chwili, gdy Bóg o tym zdecyduje. Takie przekonanie powinno napełniać nasze serca pokojem i umacniać nas w służbie dla Boga. Po prostu możemy działać i w pokoju realizować Jego wolę wiedząc, że On nad nami czuwa.  

Następnie widzimy, że ludzie mieli jakieś mylne wyobrażenie o Mesjaszu, co nie pozwalało im Go rozpoznać. Mówili, że go znają, znają jego pochodzenie i z tego powodu On nie może być wypełnieniem tych wszystkich proroctw Starego Testamentu zapowiadających Chrystusa, bo jak przyjdzie Mesjasz, to nikt nie będzie wiedział skąd pochodzi. Jak czytamy ewangelię, to zobaczymy, że ciągle się potykali o swoją wizję przyjścia Mesjasza.

Wcześniej mówili skąd u niego ta uczoność, skoro się nie uczył, w Ew. Mateusza w 13 rozdziale mówili, gdy przyszedł w swoje strony pełniąc służbę, skąd ma tą mądrość, te cudowne moce przecież jest synem cieśli i znamy jego matkę, jego braci i siostry. Podobnie też twierdzili w 6 rozdz. Ew. Jana. Więc odrzucali Jezusa, bo nie pasował im do ich wyobrażeń Mesjasza. Uważali, że Chrystus przyjdzie w sposób wielki i tajemniczy i nikt nie będzie wiedział skąd jest. Odrzucali pogląd, że może urodzić się jako dziecko i wychować pośród nich. Również mylące było dla nich, że Jezus wychowywał się w Nazarecie w Galilei, był to region, który w znacznym stopniu uległ pogańskim wpływom, a w ich przekonaniu Chrystus nie mógłby mieszkać w tak duchowo brudnym mieście. Jeśli już miałby się urodzić, to oczywiście powinien przyjść na świat w Jerozolimie, a najlepiej w świątyni w arcykapłańskiej rodzinie. 

Nie wiedzieli także, że urodził się w Betlejem jak mówiły proroctwa, co było dla nich kolejnym argumentem, że to nie może być On w. 42, Bóg zasłonił to przed nimi.

Pan Jezus faktycznie urodził się w Betlejem wypełniając proroctwo proroka Micheasza, ale Maria z Józefem, byli tylko krótki czas w Betlejem, bo jak wiemy poszli na spis ludności o czym większość z ludzi nie wiedziała lub nie pamiętała. 

Gdyby zadali sobie trud i poszli sprawdzić do świątyni lub zapytaliby Marię, to dowiedzieliby się prawdy. Ale zamiast szukać dowodów dla wiary, szukali argumentów dla swojej niewiary, co niestety czyni dzisiaj wiele osób.

Pan Jezus znając ich szemranie i dylematy serca odnośni się do tego w 28 wierszu, że znacie mnie i wiecie skąd jestem, ale tak naprawdę nie znacie mnie, nie wiecie skąd przyszedłem, nie znacie mojego Ojca, który mnie posłał, a On jest godzien wiary.

Myśleli, że znają Jezusa i znali według ciała, ale tak naprawdę nie znali Go, nie znali jako Syna Bożego, jako Mesjasza, jako osobistego Zbawiciela.

Wydaje mi się, że to może być zagrożenie dla każdego z nas, może nam się wydawać, że znamy Jezusa, znamy Boga, bo np wychowaliśmy się w chrześcijańskiej rodzinie i u nas w domu od zawsze czytaliśmy Biblię, modliliśmy się, chodziliśmy do kościoła, a tata i mama zawsze mówili o Chrystusie – skoro tak,  to przecież Go znamy. Ale czy naprawdę Go znamy, czy pokochaliśmy Go osobiście, czy wiara moich rodziców stała się moją, czy może znamy Go tylko ze słyszenia. Może nam się wydawać, że znamy Jezusa, bo uczestniczymy w Bożym narodzeniu i jeszcze innych świętach chrześcijańskich lub chodzimy do kościoła albo przebywamy w towarzystwie chrześcijan, a jednak osobiście mogliśmy nigdy nie poznać Zbawiciela. Możemy Go znać w sposób religijny, znać w sensie słyszeć O Nim, ale nigdy nie padliśmy przed Nim na kolana i nie wyznaliśmy Go naszym Panem i Bogiem oraz nie podjęliśmy decyzji, że będziemy Mu służyć przez całe nasze życie. Wiele osób myśli, że zna Jezusa, bo chodzą do kościoła, czytają Biblię, przystępują do spowiedzi, przyjmują sakramenty, jeżdżą na pielgrzymi i biorą udział w religijnych ceremoniach, a także praktykują różne rytuały. Ale czy to oznacza, że takie osoby narodziły się na nowo, że upamiętały się ze swoich grzechów i mają Ducha  Św., który w nich mieszka, bo o takim poznaniu mówi Jezus.  

Jak ty znasz Jezusa, kim On dla ciebie jest i kim ty jesteś dla Niego?

Czy jakbym powiedział, że znam sławnego amerykańskiego aktora, powiedzmy Mela Gibsona, bo oglądałem z nim kilka filmów i przeczytałem jego biografię i znam kilka szczegółów z jego życia, to znaczy że faktycznie go znam? Czy gdyby Mel Gibson był w Polsce, to zadzwoniłby do mnie, odwiedził mnie, uścisnąłby mi dłoń i powiedział, miło cię widzieć stary przyjacielu? Nie, pomimo jakiejś wiedzy na jego temat, nie mogę powiedzieć, że Go znam.

Żydzi myśleli, że znają Boga, bo byli religijni i mieli przykazania od Boga, które starali się przestrzegać, ale Jezus mówi że nie znają Boga, bo nie znają Jezusa i nie chcą Go przyjąć. Kto nie czci Syna nie czci i Ojca (J 5,23), kto nie pokochał Chrystusa i nie narodził się na nowo z Ducha Św. nie zna Boga (J 3,3).  Kto nie kocha Bożego Słowa i nie kocha Kościoła Jezusa Chrystusa – nie zna Boga

Jezus zna Boga Ojca, On był w niebie w wieczności z Ojcem i z nieba został do nas posłany, On powiedział – Ja Go znam, bo od Niego jestem i On mnie posłał.

Posłał Go abyśmy wszyscy przez wiarę w Chrystusa i Jego pośrednictwo mogli poznać Boga Ojca i żeby Bóg, Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa stał się naszym Ojcem.

W Ew. Jana w 1 rozdz. 12 wierszu czytamy, że wszyscy którzy przyjęli Słowo, którym jest Jezus stają się dziećmi Bożymi. Przyjmując Jezusa otrzymujemy objawienie Ojca od Syna Bożego i stajemy się uczestnikami życia wiecznego, Bożej natury oraz daru Ducha Św.

W związku z tym, czy prosisz Pana Jezusa, by objawił Ci Ojca, a jeśli Ci objawił, to żeby objawił i objawiał Ci jeszcze głębiej? Naszym celem jest poznawanie Boga i służenie Mu, czym lepiej Go znamy, tym skuteczniej możemy Mu służyć i tym chętniej będziemy Go wielbić.

Gdy zbliżamy się do Boga nasze zrozumienie i ostrość naszych Bożych prawd i celów dla Jego ludu poprawia się.

Wtedy również upodabniamy się do Syna Bożego, następuje przemienia naszego charakteru, a to wpływa na całe nasze życie i wszystkie decyzje. Natomiast owoc Ducha Św. jak miłość, radość, pokój, uprzejmość, wstrzemięźliwość, cierpliwość, dobroć, łagodność będą coraz bardziej widoczne w naszym życiu. Ap. Paweł mówi w liście do Efezjan 4,18, że ludzie nie uwielbiają Boga z powodu przyćmionych umysłów, z powodu niewiedzy, która jest w nich. Martwa grzeszna natura w której jest pogrążona ludzkość oraz wpływ złego ducha tego świata trzyma ich w nieświadomości, tak że  nie mogą poznać Jezusa i Boga Ojca. Nie mogą zachwycić się chwałą naszego Zbawiciela i nie mogą radować się Jego przyjściem nawet w dzień Bożego narodzenia.

Weźmy pod uwagę, że tak ja za czasów Jezusa było dużo mylnych opinii na Jego temat, tak jest i dzisiaj. Wielu ludzi często błądzi i nie mają właściwego zrozumienia, bo zamiast wiedzę i wiarę budować w oparciu o Słowo Boże, robią to na podstawie osobistych przekonań, religijnych przywódców, świeckich autorytetów, argumentów ludzi niewierzących i w ten sposób nigdy nie dochodzą do właściwego poznania.

Dalej Jan mówi, że podczas tej przemowy wielu uwierzyło w Niego, ale prawdopodobnie to była ta sama grupa, która jest w wspomniana w Jana 8,31 o której Jezus mówi, że ich wiara była wiarą płytką, na tyle płytką, że wciąż nie stali się uczniami Jezusa i nie zostali zbawieni. Dlatego Jezus w 8 rodz. powiedział do niech „jeżeli wytrwacie w słowie moim, prawdziwie uczniami moimi będziecie”.

Natomiast przywódcy Izraela czują się zaniepokojeni tym, że tak wielu z ludu zaczyna Jezusa darzyć jakąś sympatią, oni widzą w tym zagrożenie dla swojej władzy. Posyłają nawet straż świątynną, by aresztowała Jezusa, ale jak mówiliśmy wcześniej nie mogli tego uczynić.

W odpowiedzi na to wszystko Jezus mówi w 33 wierszu, że jeszcze krótki czas będę z wami, a potem odejdę do tego który mnie posłał i dalej szukać mnie będziecie, lecz nie znajdziecie, a gdzie ja będę wy przyjść nie możecie w. 34. 

Widzimy, że Żydzi zupełnie tego nie rozumieją, oni myślą, że Jezus zamierza odejść z Judei i udać się w inne rejony, a On tymczasem mówił o swojej śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu.

Daje im również ostrzeżenie, że jeśli teraz Go odrzucą to przyjdzie dzień, kiedy będą Go potrzebowali i będą Go szukać, ale Go nie znajdą. Przyjdzie chwila, kiedy będą potrzebowali Zbawiciela, będzie to dzień, gdy staną przed Bożym sądem w niebie ze swoimi grzechami, a wtedy Jezus będzie im niezbędny do zbawienia, bo jest drogą prawda i życiem i nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przez wiarę w Niego (Ew. Jana 14,6). On jest jedynym pośrednikiem między Bogiem, a ludźmi, bo jako jedyny zapłacił za ludzkie życie swoją krwią. 

Jezus powtórzył to im w 8 rodz. wiersz 21

Jan 8:21  I rzekł znowu do nich: Ja odchodzę, a wy mnie szukać będziecie i w grzechu swoim pomrzecie; dokąd ja odchodzę, wy pójść nie możecie.

Więc oni stoją przed Bożym sądem i rozpaczliwie potrzebują Jezusa, ale wtedy już go nie znajdą, wtedy będzie za późno, a tam gdzie On będzie, czyli w niebie, bez Niego wejść nie mogą. I nie tylko dotyczy to ich, ale wszystkich ludzi, każdego z nas, ciebie i mnie. Jeśli dzisiaj rezygnujemy z Jezusa, odrzucamy Go jako Pana i Zbawiciela, bo mamy swoje osobiste powody, to czynimy na własną wieczną szkodę.

Kiedyś, kiedy nadejdzie dzień sądu, każdy człowiek będzie potrzebował Chrystusa, by dostać się do nieba, by mógł zostać uznany przed Bogiem za sprawiedliwego. Będzie potrzebował, by Jezus przyznał się do Niego przed swoim Ojcem i wyznał, że jesteśmy Jego uczniami, że w Niego uwierzyliśmy, że zapłacił za nasze grzechy swoją śmiercią na Krzyżu i wziął na siebie należną nam karę. Jeśli tak będzie bramy nieba otworzą się dla nas szeroko, cudowna wieczność stanie przed nami otworem, a my radośnie w poczuciu zwycięstwa wkroczymy do Królestwa Bożego.

Jeśli jednak nie daj Bóg, pomrzemy w swoich grzechach, bo opieraliśmy się Zbawicielowi, bo zawsze coś było ważniejszego od Jego słow, bo zawsze było jakieś ale, a Chrystus przed Ojcem powie -  „nie znam Cię, idź precz w ogień wieczny”, to będzie straszna tragedia każdego człowieka, tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Czyli Jezus daje tu poważne ostrzeżenie żeby nie odrzucać Go, bo w ten sposób ściągamy na siebie potępienie.

Wiele osób jest tak blisko, a życie wieczne jest niemal na wyciągnięcie ręki, a jednak nie wchodzą do Królestwa Bożego. Czasami ktoś w domu był chrześcijaninem, matka, ojciec dzieci, brat lub siostra i domownicy mogli cały czas słyszeć ewangelię, ale jednak odrzucili ją. Jakże będzie im przykro w dzień sądu. Innym razem sąsiedzi są wierzący lub ktoś z bliskiego otoczenia dając świadectwo, ale ludzie odrzucają Boży dar życia wiecznego. Oby nie było nikogo z nas jak tu jesteśmy dzisiaj, kto stanąłby przed Bożym sądem i musiał sobie uświadomić, że był tak blisko, a jednak nie uwierzył. Szukajmy Jezusa dzisiaj póki jeszcze jest czas, wzywajmy Jego imienia, by zbawił nas, i narodził nas na nowo przez Słowo Prawdy i moc Ducha Św. abyśmy w dzień, kiedy przed Nim staniemy mogli usłyszeć, dobrze sługo dobry i wierny wejdź do radości Pana swego  Mat 25,23.         

28.01.2025

Wiarygodność Jezusa Ew. Jana 7,14 – 24


Skończyliśmy w poprzednim fragmencie na tym, że Jezus poszedł na święto namiotów nie jawnie, ale po kryjomu. Był świadomy, że Żydzi podjęli decyzje żeby Go zabić i szukali Go w tłumie żeby zrealizować swój plan, ale Jezusa tam nie było, bo poszedł później na święto. Z powodu Jezusa było spore zamieszanie wśród Żydów, jedni mówili, że jest dobrym człowiekiem inni zaś, że jest zły i zwodzi Żydów.

Więc ludzie musieli podjąć decyzje, co zrobić z Jezusem z kim mamy do czynienia, z szaleńcem, który twierdzi, że trzeba jeść jego ciało i pić jego krew, cudotwórcą, który rozmnaża jedzenie dla wielotysięcznego tłumu, czy może z Bogiem, który powiedział, że kto nie czci mnie, nie czci i Ojca. Jedno jest pewne, trudno było przejść obojętnie wobec Jezusa.

Jan, autor ewangelii, chce nas przekonać, że ktoś taki jak Jezus, nie może być zwodzicielem, kimś złym, ale jest w rzeczywistości Zbawicielem. Część Żydów, szczególnie przywódcy Izraela uważali, że rzeczy, które Pan Jezus o sobie twierdził, nie są jedynie objawem szaleństwa, ale przede wszystkim wielkiego bluźnierstwa. Twierdzili, że skala szaleństwa Jezusa ma taki poziom, że musi być opętany przez demona. Ale z kolei czyny jakich dokonywał, spektakularne uzdrowienia i wielkie cuda, dowodziły że ma wielką moc od Boga. 

Przypomnijmy sobie jaki jest cel napisania Ewangelii Jana, który jest jasno nam przedstawiony w 20 rozdz. Ew. Jana

Jan 20:30  I wiele innych cudów uczynił Jezus wobec uczniów, które nie są spisane w tej księdze;

31  Te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu jego.

Więc Jan chce nas przekonać, do wiary w Jezusa abyśmy nie mieli wątpliwości, kim On jest.

Niestety dość sporo ludzi wciąż znajduje się na rozdrożu, co prawda słyszeli o Jezusie, może nawet słyszeli ewangelię, może nie jeden raz, ale wciąż mają wiele wątpliwości.

Jestem przekonany, że można je wszystkie rozwiać i się upewnić przez studiowanie Słowa Bożego i szczere podejście do Chrystusa z kim mamy do czynienia.

Widzimy w naszym fragmencie, że Pan Jezus dociera na święto w środku tygodnia i wstępuje na zewnętrzny dziedziniec  świątyni oraz zaczyna publicznie nauczać. Z pewnością wokół niego gromadzi się wielki tłum, który Go słucha. Mnóstwo ludzi przyszło na święto chcąc oddać Bogu cześć i złożyć ofiary, mówimy tutaj o tysiącach osób, które są świadkami tej przemowy Pana. W ten sposób Jezus zaskoczył przywódców Izraela, bo prawdopodobnie sądzili, że nie przyjdzie już na święto skoro dotychczas Go nie było.

Gdy Jezus zaczyna przemawiać, to nie jest to zwykła przemowa, ale sposób jak się wyraża, z jakim autorytetem mówi, jakie głębokie przekonanie wypowiadanych towarzyszu mu, robi ogromne wrażenie na ludziach. Tak ogromne, że jak faryzeusze dowiadują się, że On jest w świątyni i naucza, to wysyłają po niego straż świątynną, która ma na celu aresztować Jezusa w. 32. Ale gdy docierają na dziedziniec i zaczynają go słuchać, to rezygnują z aresztowania Pana i mówią w 46. wierszu, że nigdy jeszcze człowiek nie przemawiał jak ten mówi.

Pan Jezus mówił przede wszystkim z wielką mocą, jego słowa przeszywały do głębi człowieka oraz docierały do najgłębszych zakamarków serca.

Dzisiaj zobaczymy kolejne rzeczy z naszego fragmentu, które potwierdzają, że Jezus pochodził od Boga i był Bożym Synem.

Pierwszy argument, że Jezus naprawdę jest od Boga znajduje się w 15 wierszu, kiedy faryzeusze i inni Żydzi nie potrafią zrozumieć skąd Jezus ma taką wiedzę, a także umiejętność lekkiej, błyskotliwej mocy przemowy. Dziwią się i  mówią skąd jego ta uczoność, skąd On zna Pisma skoro się nie uczył ani nie jest wykształcony.

Żeby mieć pełniejszy obraz musimy zrozumieć, że wtedy za czasów Jezusa było wielu nauczycieli i wielu rabinów nauczało publicznie. Jednego dnia mogłeś spotkać kilku lub kilkunastu nauczających rabinów. Rabini mieli też specyficzny sposób nauczania, najczęściej powoływali się na innych znanych rabinów, którzy byli darzeni szacunkiem i autorytetem. To pozwalało im potwierdzić ich słowa oraz mieć pewność że nie wymyślają czegoś nowego. Ale Jezus tak nie czynił, On nie powoływał się na nikogo poza swoim Ojcem, nie szukał żadnych ludzkich autorytetów, by potwierdzić swoje słowa, ale odwoływał się do Pisma i autorytatywnie wyjaśniał je, co możemy choćby zaobserwować w kazaniu na górze. Tam Jezus polemizuje z różnymi naukami współczesnych znanych nauczycieli i mówi „słyszeliście, że powiedziano, a ja wam powiadam”. Kolejna rzecz, to oni mówią, że On nie skończył żadnej z ich szkół religijnych, które mógłby dać człowiekowi umiejętność nauczania i wykładania Pisma oraz dawały takie przyzwolenie na zbieranie uczniów i nauczanie. Więc nie potrafią zrozumieć jak Jezus bez studiowania nabył takie umiejętności znajomości Pisma, dlaczego pozwala sobie na publiczne wystąpienia w świątyni i w innych publicznych miejscach gromadząc przy sobie tłumy, skoro nie został uznany, zaakceptowany i nie otrzymał przyzwolenia od przywódców religijnych.

Nadto kilka razy mieli z Nim dyskusje nie mogą sprostać mądrości i błyskotliwym odpowiedziom jakich udzielał. A gdy próbowali Go przycisnąć, zdyskredytować i ośmieszyć, to okazywali się przegranymi jak choćby w tej sytuacji w Ew. Mateusza w 22 rozdz. gdy pytają Jezusa, czy należy płacić podatek cesarzowi, a Jezus im odpowiada co cesarskiego dajcie cesarzowi, a co boskiego Bogu.

Więc przestali z Nim rozmawiać na argumenty i zaczęli go fałszywie oskarżać. Widzimy to czasami w debacie publicznej, jak ktoś nie ma już argumentów, albo przegrał potyczkę słowną, to może zacząć cię wyzywać od głupich, nieuków, prostaków, albo zaczyna kpić z takiego człowieka żeby go ośmieszyć.

Ale ta nieuczynność Jezusa, że nie uczył się w żadnych akademickich szkołach, a jednak doskonale znał Pismo i umiał Go wyjaśniać dowodzi, że Jezus miał objawienie z góry, był napełniony Duchem świętym, przemawiał z Boga, dlatego z taką lekkością i głębokim zrozumieniem mógł wyjaśniać Słowo Boże.

Sam Jezus jako Syn Boży był autorem zapisanych słów w Biblii, to On je objawił Mojżeszowi i prorokom, by mogli w Biblii zapisać Słowa pochodzące od Boga. Skoro sam był autorem tych słów, to doskonale je rozumiał - rozumiał ich sens oraz przesłanie i może bez kłopotu je wyjaśniać.

Choć w wielu przypadkach brak odpowiedniego kształcenia dyskredytuje człowieka, bo dowodzi braku jego kompetencji, to jednak w przypadku Pana Jezusa jest niezwykłym świadectwem wiarygodności Jego pochodzenia z nieba, bo to oznacza, że nie wyćwiczył tych zdolności, ale ich źródłem jest nadprzyrodzona Boża moc.

Zauważcie, że w Ew. Mateusza w 10,20 rozdz. gdy Jezus wysyła uczniów na misje, to mówi im, że mają nie przygotowywać sobie obrony słownej wobec tych, którzy będą ich prześladować, ale że w owej godzinie, gdy będą się bronić, to moc Ducha Św. sprawi, że będą odpowiadać z taką Bożą mądrością, że ich wrogowie nie będą mogli się temu oprzeć. Widzimy tutaj taką samą moc i takie same źródło uczoności jak miał nasz Pan. Miał niezwykłą głęboką wiedzę i przemawiał w wyjątkowy sposób, bo nie mówił sam od siebie, ale to co kazał Mu Bóg Ojciec. I dokładnie Jezus to mówi w 16 wierszu, że Jego słowa pochodzą od Boga, że Bóg się do Niego przyznaje, że stoi za Jego słowami i Jego czynami, bo nie realizuje swojej woli, ale Ojca.   

Następnym świadectwem w naszym fragmencie, że Jezus pochodzi od Boga jest to, co jest napisane w 17 wierszu, że jeśli ktoś chce pełnić wolę Jego, to pozna, czy nauka Jezusa jest z Boga, czy też Jezus mówi sam od siebie. Inaczej mówiąc Pan Jezus twierdzi, że jeśli ktoś jest szczery i naprawdę szuka Boga i chce wiedzieć, czy Jezus jest tą osobą, która jest pośrednikiem między Bogiem ludźmi, która może przyprowadzić nas do Ojca, to Bóg w sposób nadprzyrodzony objawi tą prawdę, temu człowiekowi. Czyli Pan Jezus mówi, że w chwili w której człowiek daje wiarę Jego słowom i zaczyna w oparciu o te słowa szukać prawdy, to Bóg zaczynie działać w takim człowieku i da mu odpowiedzi na Jego pytania o prawdę, da mu ponadnaturalne objawienie.

Niektórzy się zastanawiają jak w tym gąszczu religii rozpoznać tą prawdziwą, jak się upewnić, gdzie jest zbawienie, a Jezus tutaj daje odpowiedź, że jeśli naprawdę poszukujesz Boga, jeśli chcesz Go czcić zgodnie z prawdą, w taki sposób jak On chce być czczony, to otrzymasz ponadnaturalne objawienie, doświadczysz w swoim życiu ponadnaturalnego działania Boga, byś mógł się upewnić, że Jezus jest Drogą, Prawdą i Życiem Jana 14,6. Jeśli natomiast chcesz kpić z Jezusa, wykorzystywać Go, użyć Jego osoby do swoich osobistych celów, nie masz szczerego serca, nie poszukujesz Boga szczerze, nie zamierzasz czynić Bożej woli, ale przychodzisz, by szydzić z Jezusa jak czynili to faryzeusze, to szydercą pozostaniesz, bo Bóg niczego ci nie pokaże. Bóg nie jest zainteresowany udowadniać czegokolwiek tym, którzy chcą drwić.  Więc warto się zastanowić jakie są nasze motywacje, gdy przychodzimy do Chrystusa, czy chcemy pełnić Bożą wolę, bo dopiero wtedy możemy doświadczyć mocy Boga. I oczywiście Bóg doskonale zna szczerość naszych motywacji, szczerość naszych intencji. Wszystkich ludzi wokół  możemy oszukać, możemy nawet zwodzić samych siebie, że niby pragniemy Boga i Jego woli, ale tak naprawdę zależy nam na czymś innym. Boga jednak nie oszukamy, On doskonale wie w jakim celu jesteśmy tu dzisiejszego poranka i zgodnie z naszymi motywacjami odpowiada nam.

Kolejna rzecz, która przemawia za Chrystusem jest w 18 wierszu, że Jezus niczego nie czynił dla własnej chwały, dla własnej osobistej korzyści, ale cechowała go niezwykła głęboka pokora jakiej nie ma i nie miał żaden człowiek. Każdy czyn i każde przedsięwzięcie w życiu Jezusa były w tym celu, by uwielbić Boga Ojca i zrealizować Jego wolę. Wszyscy ludzie szukają osobistej korzyści podejmując się różnych działań i przedsięwzięć, każdy się pyta co ja z tego będę miał lub miała. Jeśli nie pyta się głośno, to stawia sobie takie pytania w sercu. Ale z Jezusem tak nie było, On nie chciał niczego dla siebie, nie zastanawiał się i nie kalkulował ile może stracić lub na jakie zyski może liczyć, nie myślał o tym, czy służba mu się opłaca, nie czuł się stratny gdy utracił na krótko pozycje w niebie i uniżył się stając się sługą. Nie czuł się stratny, gdy ktoś mu nie podziękował, ktoś się z nim nie przywitał, czy ktoś go nie zaprosił, czy nie obdarzył odpowiednim szacunkiem, choć On jako jedyny na to wszystko zasługiwał i mógł domagać się własnej chwały.

I Jezus mówi, że fałszywi nauczyciele, mówią od siebie i liczą zyski, szukają własnej czci, własnej chwały. Czasami szukają pieniędzy, innym razem władzy, mogą też służyć dla rozgłosu i czują się ważni, gdy są popularni. I tak właśnie Pan Jezus mówił o współczesnych mu przywódcach

Jana 5:44  Jakże możecie wierzyć wy, którzy nawzajem od siebie przyjmujecie chwałę, a nie szukacie chwały pochodzącej od tego, który jedynie jest Bogiem?

Problem z nimi był taki, że nawzajem sobie kadzili, by zaspokoić swoją pychę i karmić swoje ego.

Oj, niestety jak często widać to w kościele, w małżeństwach, w relacjach z innymi ludźmi, niektórzy potrafią się obrażać o byle co, trzeba z nimi ciągle obchodzić się jak z gorącym jajkiem, bo gdzie się nie dotknie to parzy. Ale Chrystus taki nie był, bo nie mówił sam od siebie, nie działał, by zwrócić na siebie uwagę, to też nie czuł się stratny, gdy Go pomijano. Nie czuł się poniżony, gdy nachylił się żeby umyć stopy swoim uczniom podczas ostatniej wieczerzy, a zwłaszcza Judaszowi. Nie przyszedł, by Mu służono i nie oczekiwał tego od innych, ale sam im służył, nie szukał domu, nie szukał wygody, nie szukał zysków, co potwierdza Go jako prawdziwego Zbawiciela. Pokaż mi drugiego takiego człowieka na przestrzeni historii. Weź pod uwagę, wszystkie wielkie postacie historyczne, wszystkich założycieli wielkich religii, zbadaj ich życiorys, a zobaczysz, że wszyscy oni byli bardzo podobni do każdego z nas, szukający osobistych zysków, obrażający się, mający kaprysy, nawet najlepsi z nich, wszyscy mają cechy upadłych ziemskich ludzi, ale nasz Pan był inny, był z Nieba.

Następna cecha Jezusa, która dowodzi, że jest Bożym Synem dotyczy jego bezgrzeszności. Zobaczmy na końcówkę 18 wiersza. Jezus mówi, że skoro nie szuka własnej chwały, a jedynie chwały Ojca, to Jego motywacje są całkowicie czyste i nie w Nim nieprawości. Jezus przemawiając w świątyni mówi, że jest człowiekiem bez grzechu, że nie popełnił żadnej nieprawości. Co oczywiście potwierdzają inne fragmenty Pisma.

W 1 liście Piotra 1,22 czytamy

1 Piotra 2:22  On grzechu nie popełnił ani nie znaleziono zdrady w ustach jego;

także 2 list do Koryntian mówi o tym

2 Koryntian 5:21  On tego, który nie znał grzechu, za nas grzechem uczynił, abyśmy w nim stali się sprawiedliwością Bożą.

I jeszcze jeden fragment z listu do Hebrajczyków

Hebrajczyków 4:15  Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu.

Widzimy więc, że Pan Jezus będąc na ziemi wiódł czyste i zupełnie bezgrzeszne życie. Nie popełnił nigdy żadnej nieprawości, czyli nie złamał, nie przekroczył żadnego Bożego przykazania, czy to w myślach, czynach, dążeniach lub motywacjach.

Jeśli chodzi o innych natomiast, o Żydów z którymi polemizuje i się spiera, to dowodzi, że są grzesznikami. Mówi, że Mojżesz dał im prawo, a oni chlubili się jego posiadaniem, jednak nikt z nich przestrzegał tego prawa. Wszyscy byli grzesznikami, wszyscy złamali i łamali Boże przykazania stając się przestępcami prawa. Nawet w tej chwili jak Jezus do nich mówił, to odkrył myśli ich serc i publicznie objawił ich grzech, którym była chęć i planowanie zamordowania Go, a 6 przykazanie dekalogu mówiło nie zabijaj, nie morduj, nie chowaj nienawiści w swoim sercu.

I ta prawda o ich grzeszności nie dotyczy tylko ich, ale każdego z nas. Jezus powiedział Mojżesz dał wam prawo, ale nikt z was go nie przestrzega, wszyscy jesteście winni. Apostoł Paweł natomiast w liście do Rzymian mówi tak

Rzymian 3:10  Jak napisano: Nie ma ani jednego sprawiedliwego,

11  Nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga;

12  Wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze

I dalej w Rzymian 3:23  Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej.

Widzimy więc w naszym fragmencie wyraźny kontrast miedzy Panem Jezusem, a nami. O nim jest napisane, że nie ma w nim nieprawości, a o innych, że nikt nie przestrzega prawa.

Jak reagują na to Żydzi w 20 wierszu, gdy dowiadują się o swojej winie?

Czy przyznają się do swojego grzechu, by mogli zostać zbawieni? Nie, czynią tak jak znaczna większości grzeszników skonfrontowanych ze swoim grzechem. Bronią się, kłamią i zaczynają go oskarżać zamiast pokutować. Mówią, demona masz, kto chce Cię zabić?

A jak my reagujemy, gdy jesteśmy skonfrontowani z grzechem, może tu dzisiaj przez Boże Słowo, albo w innych okolicznościach, może podczas innego kazania, czy przy lekturze Bożego Słowa, albo zwrócono nam uwagę, napomniano nas, czy jakkolwiek inaczej. Jak reagujemy wtedy, kiedy nasz grzech, mój grzech, staje się jawny? Pokutujemy, czy bronimy naszego grzechu? Pokuta prowadzi do zbawienia i oczyszczenia, obrona grzechu prowadzi do zatwardzenia serca. Z każdą taką obroną naszej winy, nasze serca stają się twardsze na Boże Słowo, a Boży głos w nich cichnie i w końcu staje się zupełnie niesłyszalny. 

I ostatnia rzecz, która dowodzi, że Jezus jest Synem Bożym, to sprawiedliwy osąd spraw, co widzimy od 21 do 24 wiersza. Pan Jezus cofa się tutaj do 5 rozdz. Ew. Jana, kiedy uzdrowił chorego przy sadzawce w Szabat. To był ten moment, kiedy Żydzi zaczęli żywić do niego nienawiść i uważać za bluźniercę. A Jezus na podstawie Pisma wyjaśnia im, że zgorszenie, czy oburzenie na jego czyn było niesłuszne. On mówi, że otrzymali od przodków, od Abrahama, a później Mojżesza obrzezanie, którego mieli dokonywać 8 dnia. Ale zdarzało się, że 8 dzień obrzezania dziecka wypadał w szabat, a w szabat prawo zakazywało pracy, jednak Żydzi obrzezywali dziecko dokonując Jego oczyszczenia. Więc czasami dochodziło do takiej sytuacji jakby chęć przestrzegania jednego Bożego przykazania powodowała, że łamało się inne przykazanie. I Jezus mówi, że wtedy Żydzi nie mają z tym problemu i pomimo szabatu dokonują obrzezania, oczyszczenia, aby prawo nie zostało naruszone. A mają pretensje do Niego, że On dokonał, uzdrowienia całego człowieka okazując mu miłosierdzie. Przecież takie postępowanie było hipokryzją. Okazywanie miłosierdzia było nad przykazanie szabatu, podobnie jak obrzezanie w szabat.

Jak widzimy Pan Jezus zawsze miał właściwy osąd spraw, bo znał doskonale naturę prawa Bożego i znał doskonale ludzkie serca. Niezależnie od sytuacji. W ks. Objawienia o Jezusie jest powiedziane, że Jego oczy jak płomień ognia Obj 1,14, widzą wszystko, każdą sprawę, każde postępowanie we właściwym świetle. Jezus nigdy nie sądzi stronniczo i nikogo nie skrzywdzi w swojej zapłacie, bo nie sądzi z pozoru, ale zawsze sprawiedliwie.

I do takiego sprawiedliwego osądu w stosunku do Jezusa są wezwani Żydzi i my, byśmy nie sądzili Jezusa z pozoru odrzucając Go, ale byśmy zrozumieli, że jest prawdziwym Zbawicielem. Wiele osób odrzuca Jezusa, bo ocenia go powierzchownie np. jako postać religijną lub jedynie dobrego człowieka, albo przenikliwego filozofia, czy mędrca, a może cudotwórcę. Nie widzą w Jezusie tego, kogo powinni zobaczyć, Pana I Boga, jedynego Zbawiciela, któremu należy się wszelka chwała i cześć.

A ty, kogo w Nim widzisz, czy twój osąd, twoja ocena Jezusa jest słuszna? Na to pytanie już sami musimy sobie odpowiedzieć.

Łączna liczba wyświetleń