12.08.2020

Cztery bestie - Studium Ks. Daniela 7,1-7

 

Dzisiaj zaczniemy przyglądać się proroctwom Daniela, które obejmują bardzo szeroki zakres historyczny, bo zaczynają się od panowania Babilonu, aż po ponowne przyjście Pana Jezusa Chrystusa. Nie jesteśmy w stanie przyjrzeć się im szybko, by je dobrze zrozumieć, dlatego musimy dzielić rozdz. Ks. Daniela na małe fragmenty. Studiowanie proroctw choć jest trudne, to jest jedną z bardziej fascynujących zagadnień Biblii, bo pokazuje nam autentyczność Słowa Bożego. W rzeczywistości tylko Biblia nie boi się przyszłości. Nie boi się przepowiadać przyszłych wydarzeń z dużym wyprzedzeniem, bo o wszystkim co ma się wydarzyć Bóg wie i nad wszystkim panuje.  Wielokrotnie Bóg mówi w swoim słowie, że jeśli jakiś bóg jest prawdziwy, niech powie co się stanie w przyszłości Izajasza 41,21-23; Izajasza 46,9. Ludzie ufają tzw. prorokom, wróżbitom, ale tylko Bóg może przepowiedzieć przyszłość i przestrzega nas przed takimi, którzy chcą to czynić w Jego imieniu, ale się kompromitują 5 Mój 13,1-5.

Pierwsze 6 rozdz. Ks. Daniela było poświęcone historii życia Daniela jako uprowadzonego niewolnika do Babilonu od czasów najazdu Króla Nebukadnesara po kolejnych władców aż do Dariusza i Cyrusa, którzy sprawowali władze za czasów panowania Medo – Persji. Daniel został uprowadzony w pierwszym najeździe na  Judę około roku 605, było to, zanim nastąpiło zburzenie świątyni. Później były jeszcze dwa najazdy i w roku 586 p.n.e. królestwo Judy zostało pokonane i zniszczone.

W 7 rodz. Ks. Daniela jest przedstawieniem wizji Daniela, która obejmuje całą historie ludzkości. Prawdopodobnie celem tej wizji jest pokazanie Izraelowi, że pomimo uprowadzenia do Babilonu i zniszczenia świątyni Bóg okaże im łaskę, bo w stosunku do narodu wybranego ma plan i związał się z nimi obietnicami. Są to obietnice królestwa i odnowy, które wypełnią się, kiedy przyjdzie Mesjasz i zniszczy wszystkich wrogów narodu, a sam podniesie upadłe królestwo.

To więc celem Daniela jest danie nadziei narodowi wybranemu, by nie załamywali się, nie tracili ducha. Choć obecnie za czasów Daniela królestwo zostało zniszczone, a oni sami uprowadzeni do niewoli, to Izrael istnieje do dzisiaj. Po około 2000 tys. lat naród się podniósł i wciąż wzrasta w siłę jest niejako już w jakiejś części wypełnieniem Bożych zapowiedzi o ochronie i pomocy. Jednak czekamy na coś większego, absolutnie niesamowitego, Królestwo Mesjasza, pełne pokoju, harmonii i dobrobytu i spełnienia się wszystkich fizycznych obietnic danych Izraelowi.

Widzimy że pierwsza wizja jest za czasów rozpustnego i kapryśnego króla Balsazara, który to spotkał się z sądem tajemniczej ręki na ściennie i został pokonany przez królestwo Medów i Persów. Boży lud musiał zdawać sobie pytania i nieść modlitwy do Boga o to, co dalej będzie po tym jak Babilon zaczął się rozpadać. Nebukadnesar zmarł, a po nim kolejni władcy rywalizowali ze sobą o wpływy.

Wiec Bóg odpowiada przez Daniela, co będzie się działo dalej i jaka będzie przyszłość.

 

Daniel w swojej wizji widział wielkie morze, w tamtym rejonie są tylko 4 morza o których może mówić Daniel. Może Galilejskie, Morze martwe, Morze czerwone i Morze śródziemne, ale wszystkie w porównaniu do Morza śródziemnego to małe jeziora, więc prawdopodobnie ma na myśli Morze śródziemne, które często nazywano Wielkim Morzem. Daniel stoi w swojej wizji na brzegu największego morza jakie kiedykolwiek widział i widzi wielkie fale, wielki sztorm, który oznacza wzburzoną ludzką historie królestw, które przychodzą i odchodzą aż do zaprowadzenia pokojowych rządów za czasów Mesjasza.

W Ks. Objawienia jest powiedziane, że woda którą widział Jan, to tłumy, narody i języki Obj. 17,15. Tak więc Daniel w morzu i wiatrach widzi ludzką historię w zamęcie, ciągłe waśnie, spory i wojny, aż do ponownego przyjścia Mesjasza. Być może Daniel teraz patrzy na ludzkość jak patrzy Bóg, że w historii ludzkości od dnia upadku panuje chaos.    

Następnie Daniel widzi jak z morza, z tyglu narodów wyłaniają się cztery wielkie bestie, cztery wielkie zwierzęta, w rzeczywistości to jakieś potwory nie przypominające żadnego zwierzęcia które znamy na ziemi.

Zwierzęta te oznaczają cztery wielkie Królestwa, które powstaną na ziemi, aż do momentu przyjścia Mesjasza (wiersz 17).

Wygląd tych zwierząt utożsamia cechy tych królestw, które mają panować.

Prawda o czterech wielkich królestwach, które jeszcze mają panować na ziemi, była już wspomniana 2 rozdz. Ks. Daniela, gdy król Nebukadnesar miał wizje wielkiego posągu składającego się z różnego materiału, złota, srebra, miedzi i gliny.

Ostatnio już powiedzieliśmy sobie, jakie to są te cztery królestwa, które będą na ziemi miały wpływ na historię: Babilon, Medo – Persja, Grecja i Rzym. Mówiliśmy też o tym, że tak naprawdę Rzym nigdy nie upadł, nie został podbity, ale rozdzielił się na kolejne części i jego kultura przetrwała, a formalnie  na wschodzie królestwo Rzymskie istniało aż do 1453 roku, gdy Konstantynopol został zdobyty przez Turków. Więc przed przyjściem Mesjasza, będzie jakby odrodzenie Cesarstwa Rzymskiego, coś na kształt Unii Europejskiej, być może zmodyfikowana Unia Europejska

Tutaj Babilon jest utożsamiany z lwem, który ma orle skrzydła (wiersz .4). Wszyscy wiemy jak wielkie Królestwo miał Nebuhodnozor, był w 2 rozdz. głową ze złota. Dlatego Daniel określa go wielkim i potężnym królem, lwem. Archeologowie odkryli, że przy bramach Babilonu, bramach które prowadziły do pałacu, były posągi lwów ze skrzydłami, które symbolicznie miały strzec wejścia.

Następnie jest powiedziane, że Jego skrzydła zostały wyrwane i stanął na ziemi (wiersz.4). To najwyraźniej odnosi się do chwili, gdy Nebukadnesar został upokorzony i stracił rozum. Wtedy jego skrzydła zostały wyrwane i stanął na ziemi. Myślał, że jest Bogiem, a po odebraniu rozumu i powrocie do zdrowia wiedział, że jest tylko człowiekiem  Dan 4,31-32.

Zostało mu też oddane serce człowieka, tak że znowu mógł stanąć na ziemi i zachowywać się jak człowiek Dan 5,33. Wtedy dopiero uznał w swoim sercu, że nie jest Bogiem, a jedynie człowiekiem.   

Kolejnym Królestwem jest Medo-Persja. Daniel utożsamia ją z niedźwiedziem, który wszystko pożera i podbija i taka była Medo-Persja. Podbijała wszystkie królestwa i nie miała litości o czym czytamy w Ks. Izajasza 13,17-19; Jeremiasza 50,9-10; 50,41-43; 51,11-12.

Podniesiony niedźwiedź, lub podparty na jednej stronie prawdopodobnie oznacza, że podział sił u Medów i Persów nie był równy, bo powszechnie się uważa, że Persowie w tej koalicji dominowali. A trzy żebra między zębami to resztki pożartych narodów, prawdopodobnie Babilon, Egipt i Lidia.

To, że pożarli dużo mięsa z pewnością oznacza, że Medom i Persom udało się pokonać bardzo wiele plemion i narodów poszerzając swoje Królestwo bardziej niż Babilon. Medowie i Persowie panowali dłużej niż Babilończycy, trwało to 200 lat.

Następnie pojawiło się inne zwierzę podobne do pantery lub lamparta i było nadzwyczaj groźne wiersz.6. Miało cztery skrzydła i cztery głowy. Przepowiadania Daniela jest niezwykła, bo miało upłynąć setki lat zanim się to proroctwo spełni w szczegółach.

Tym lampartem, szybkim agresywnym, drapieżnym narodem jest Grecja. Oni przyszli po Medach i Persach. Skrzydła na plecach pantery mają symbolizować niezwykłą szybkość i drapieżność. Taki był Aleksander Wielki, podbił świat bardzo szybko i bardzo młodo. Zaczął w wieku 22-23 lat i przez dziesięć lat podbił niemal cały świat i zmarł w wieku 33 lat. Rządził On od Europy po Indie, nikomu przed nim tak szybko nie udało się zdobyć świata. Czytamy tutaj, że bestia miał 4 głowy, królestwo Aleksandra zostało podzielone między 4 jego generałów nazywali się Cassander, Lysimacus, Seleucus i Ptolemeusz.  

 

Czwarta bestia była inna niż wszystkie. Silniejsza, agresywniejsza, bardziej drapieżna i potężna niż pozostałe. Daniel nie mówi jakie to było zwierzę, raczej była to bestia, która łączyła cechy wszystkich innych zwierząt. Tu zapewne chodzi o Rzym, który miażdżył wszystkich, którzy stanęli na jego drodze. Rzymskie Legiony były nie do pokonania, doskonale uzbrojone i zwyciężające każdego wroga. Rzymskie imperium trwało znacznie dłużej niż wcześniejsze mocarstwa, bo 1500 lat. Bestia ta podobna jest do bestii z Ks. Objawienia 13 rozdz.  gdzie Jan przedstawia odrodzone Cesarstwo Rzymskie. Rzymskie Imperium wprawdzie rozpadło się, ale żadne inne Państwo nie zajęło jak dotychczas Jego miejsca. Jednak Daniel mówi, że z tego Państwa wyrośnie dziesięć rogów, dziesięć Królestw, które rządzić będzie w koalicji w chwili, gdy przybędzie Jezus z nieba Obj 13,1; 12,3. W odpowiedniej chwili nastąpi reanimacja Cesarstwa Rzymskiego czytamy o tym w Obj 17,3.12 – 14. Będzie to unia 10 państw, całkowicie przeciwnych Chrystusowi, chrześcijaństwu i Jego wartościom. Będą oni prześladować chrześcijaństwo i niszczyć je. To będzie coś na kształt Unii Europejskiej albo obecna Unia tylko zmodyfikowana. Już dzisiaj możemy zobaczyć przymiarki do tego wszystkiego, choćby w podejściu do chrześcijaństwa w Europie i niszczenie chrześcijańskich wartości.

Zauważmy, że wszystkie trzy Królestwa już minęły, czwarte królestwo Rzym się rozpadł, teraz będzie odrodzenie Cesarstwa. Możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy już bardzo blisko końca historii w moim przekonaniu, to nie więcej niż 200 lat. Być może jeszcze zobaczymy kształtowanie się koalicji państw w naszym pokoleniu, które z bestią na jeden tydzień obejmą władze, czyli  zawrą przymierze.  Dan 7,15-20.23-24.

Z tych dziesięciu królestw, wyłoni się jeden najsilniejszy, który wszystkich sobie podporządkuje, On będzie antychrystem. On zacznie prześladować kościół i mówić dziwne rzeczy przeciw Bogu. A wtedy nadejdzie wielki ucisk i przyjdzie Mesjasz zakładając nowe tysiącletnie Królestwo pełne pokoju i dobrobytu. Wtedy też nastąpi zmartwychwstanie wszystkich wierzących do życia na wieki.

 

7.08.2020

Wszyscy jesteśmy trędowaci Łukasza 17,11-19

 Jakiś czas temu rozmawiałem z misjonarzem z USA. Mówił, że to, co rzuciło mu się w oczy w Polsce po przyjeździe do naszego kraju, to niemalże na każdym kroku  tzw. „polskie narzekanie”, krytykanctwo i postrzeganie wielu rzeczy w czarnych barwach. My żyjąc w naszym kraju, oswoiliśmy się z naszą kulturą i często tego nie dostrzegamy. Ale jeśli ktoś przyjedzie z zewnątrz, to widzi rzeczy, których my zwykle nie widzimy. Tak, nasze „polskie narzekanie” nierzadko na wszystko i na wszystkich. Narzekamy na nieudolny rząd, kiepskie drogi, ceny paliw, brak pieniędzy, kiepską pracę, problemy zdrowotne, kiepską służbę zdrowia, problemy mieszkaniowe, pogodę, rodzinę, sąsiadów, jedzenie i wiele innych. Wierzący natomiast często narzekają na kościół, na braci, na pastora, czy brak efektów ewangelizacyjnych. Kiedyś zrobiono takie badanie porównujące Polaków, Irlandczyków i naszych rodaków mieszkających w Irlandii. Wykazało ono, iż skłonność do narzekania była najczęstsza u Polaków. Prof. Dariusz Doliński z Uniwersytetu SWPS przeprowadził jeszcze inne badanie, które zrobiono wcześniej wśród studentów Amerykańskich.  W eksperymencie amerykańskim zrobiono tak że przez 60 dni zadawano studentom pytanie „jak się dzisiaj czujesz” i były trzy możliwe odpowiedzi „tak samo jak zwykle”, „lepiej niż zwykle” albo „gorzej niż zwykle”. Studenci Amerykańscy odpowiadali niemal wszyscy, że czują się „lepiej niż zwykle” Powtórzono ten eksperyment w Polsce przez sto dni i niemal wszyscy Polacy odpowiadali, że kolejnego dnia czują się  „gorzej niż zwykle”

Ten amerykański misjonarz z którym rozmawiałem powiedział, że Polacy są chyba mistrzami w narzekaniu i niemal w każdej sytuacji widzimy wiele negatywów, a często nie dostrzegamy pozytywów lub są one mało istotne wobec tak wielu rzeczy z których nie jesteśmy zadowoleni. Ta nasza narodowa przypadłość społeczna powoduje, że jesteśmy bardzo ubodzy jeśli chodzi o wdzięczność i zadowolenie, to też sprawia, że jesteśmy dosyć smutnym narodem.

Jestem przekonany, że zawsze w nieskończoność moglibyśmy wyliczać rzeczy, których nam brakuje i zawsze znajdzie się coś lub ktoś na co możemy ponarzekać. Ale Bóg chce by ludzie przede wszystkim byli Mu wdzięczni, uwielbiali Go, a szczególnie wierzący w Chrystusa.

Jeśli ktokolwiek może być wdzięczny, to właśnie my, chrześcijanie mamy największe powody do wdzięczności Bogu.

Byliśmy wszyscy zgubieni każdy z nas na własną drogę zszedł zatracając się w swoich grzechach. Ale Bóg łaskawie się nad nami zmiłował wyrywając nas z mocy złego i przekleństwa naszych win  i przeniósł nas do Królestwa syna swego umiłowanego w którym mamy odpuszczenie wszystkich grzechów.

Nasza historia jest o zbawieniu i wdzięczności jednego trędowatego, którego Jezus uzdrowił. Ale jest również o ogromnej niewdzięczności 9 uzdrowionych, którzy nie podziękowali Jezusowi. Historia o niewdzięczności milionów ludzi, którzy choć zasługują na śmierć, to każdego dnia otrzymują Boże dary w postaci zdrowia, jedzenia, picia, każdego oddechu, kolejnego kroku, pracy, relacji rodzinnych, wspaniałych widoków i możliwości realizowania marzeń i ogromu Bożej łaski jaką każdego dnia otrzymują, a jednak nie umieją być wdzięcznymi Bogu. Wprost przeciwnie, często narzekają są niezadowoleni, oskarżają Boga o swoje niepowodzenia, nieszczęście które spotyka ich lub innych oraz uważają, że należy im się od Niego więcej. Po prostu wiele osób jest ślepych na Boże błogosławieństwa, które otrzymują. Zachowają się jak pewien człowiek, który opowiadał historię o tym jak zgubił się w lesie i modlił się do Boga o tratunek. Ktoś zapytał go, „czy Bóg odpowiedział na twoją modlitwę”? Nie – odpowiedział ten człowiek, zanim Bóg zdążył odpowiedzieć, pojawił się leśniczy i wyprowadził mnie. A Bóg chce byśmy byli bezgranicznie wdzięczni, a naszą odpowiedzią na Jego błogosławieństwa powinno być uwielbienie dla Niego.

Widzimy Pana Jezusa w służbie, kilka miesięcy przed swoją męką. Jest na drodze do Jerozolimy, gdzie zostanie zdradzony, wydany w ręce faryzeuszy i pogan, którzy powieszą Go na Krzyżu. Obecnie usługuje w miasteczkach i wioskach w drodze do Jerozolimy, tu właśnie wchodzi do jednej z takich wiosek. Naprzeciw Niego wychodzi dziesięciu trędowatych - stają z daleka wołając, by Jezus się nad nimi zmiłował i uzdrowił ich. To że stanęli z daleka, nie mogli podejść, wskazuje na prawdziwy trąd, który powodował że człowiek był oddzielony od społeczeństwa i nie mógł zbliżać się do zdrowych osób - tak nakazywało prawo.

Kapłańska 13:45  Trędowaty, na którym jest ta plaga, winien mieć szaty rozdarte, włosy na głowie rozwichrzone, brodę zasłoniętą i winien wołać: Nieczysty, nieczysty!

46  Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Samotnie mieszkać będzie, jego mieszkanie będzie poza obozem.

Byciem chorym na trąd  powodowało, że nie mogłeś spotykać się z rodziną i żadnymi przyjaciółmi, a jedynymi z którymi mogłeś mieć relacje, to ludzie trędowaci.

Znany starożytny historyk z czasów Jezusa, Józef Flawiusz, pisał, że trędowatych uważano „za zmarłych". Gdy tylko u kogoś stwierdzono trąd, natychmiast wyrzucano go poza nawias społeczeństwa. Nie pozdrawiano takiego człowieka nawet na otwartej przestrzeni i nikt ze zdrowych nie mógł go odwiedzać.

 W starożytności trąd uważano za jedną z najstraszniejszych chorób, która mogła cię spotkać. Ktoś kiedyś powiedział, że żadna choroba w takim stopniu nie doprowadzała człowieka do ruiny, jak właśnie trąd.

Posłuchajmy chwile Jaki przebieg miała ta choroba?

Mogła zacząć się od małego guza, który następnie przekształcał się w ciągle rosnący ropień. Oczy stawały się błyszczące, struny głosowe ulegały uszkodzeniu, głos stawał się chrapliwy a oddech świszczący. Owrzodzeniu ulegały ręce i stopy, aż wreszcie całe ciało pokrywały wrzody. Ten proces mógł trwać latami od 10 do 30 lat i zwykle kończył się zwichnięciem równowagi umysłowej, śpiączką, a ostatecznie śmiercią. Człowiek podczas tej choroby gnił za życia, tracił czucie w częściach ciała, palcach, nogach, dłoniach, bo nerwy ulegały uszkodzeniu. To z kolei prowadziło do wielu zranień i w wyniku ognicia części ciała odpadania ich. Prawo Starego Testamentu wyliczało 61 okoliczności narażenia się na stanie się nieczystym. Na liście tej na drugim miejscu było zetknięcie się z trędowatym, wyprzedzało go jedynie zetknięcie się ze zmarłym. Jeśli trędowaty wsunął do domu choćby głowę, to cały dom stawał się nieczysty. Zakaz zbliżania się do trędowatego obejmował 1,5 metra, a jeśli wiał wiatr od jego strony, to musiał on znajdować się w odległości przynajmniej 40 metrów. Tak więc łaska wyświadczona przez Pana Jezusa tym trędowatym była ogromna, można powiedzieć, że Pan przywrócił ich na nowo do życia.

Najwyraźniej słyszeli wcześniej o Jezusie, o tym jak uzdrawia wszelką chorobę i wszelką niemoc, nazywali go Mistrzem świadcząc o Jego autorytecie. Dlatego wołali by się nad nimi zmiłował, wierzyli że jeśli ktokolwiek może im pomóc to właśnie Jezus. Trąd uchodził w czasach pana Jezusa za chorobę nieuleczalną.

Ci chorzy zdawali sobie sprawę w jak strasznym położeniu się znaleźli. Zwróćmy uwagę na to, że to tragiczne położenie zakopało nawet odwieczne podziały pochodzenia miedzy Samarytanami a Żydami, bo jak wynika z tekstu te dwie grupy były razem. 

Wszyscy ludzie są trędowaci

I w pewnym sensie musimy zdać sobie sprawę, że wszyscy ludzie są jak ci trędowaci. Wszyscy jesteśmy lub byliśmy jak tych 10 trędowatych, ale nasz trąd jest duchowy. Nasz grzech który oddzielił nas od Boga i od siebie nawzajem jest nawet gorszy niż ten trąd, bo trąd oddzielał ludzi tylko od społeczności między ludźmi, a grzech powoduje wieczne oddzielenie od Boga. Ale wiele osób nie widzi swojego grzechu, nie widzi swojego trądu, nie widzi, że ich duchowe rany które gniją i śmierdzą regularnie budują mór nieprzyjaźni między nimi, a Bogiem oraz między nimi a drugim człowiekiem. Często nasz grzech - nasz trąd, powoduje, że rozpadają się nasze relacje rodzinne, ranimy siebie nawzajem, oszukujemy, oskarżamy, kłócimy się, nie chcemy wybaczać utwierdzając się w naszej dumie. Podobnie nasz grzech wpływa na relacje w kościele oddziela jednych od drugich i jeśli nic się nie zmieni, nie poprosimy Jezusa o uzdrowienie jak uczyniło to tych dziesięciu trędowatych, to grzech będzie ciągnął nas w dół i regularnie niszczył nasze życie. Ale to, co najgorszego czyni grzech, to powoduje, że ludzie są daleko od Boga i umierają na wieki jeśli nie zostaną uzdrowieni przez jedynego lekarza, który ma moc oczyścić nas od grzechu - Jezusa Chrystusa. Tak jak Pan Jezus był jedyną nadzieją na zdrowie dla tych trędowatych, tak jest On jedyną nadzieją dla grzesznika, by zostać z grzechów oczyszczonym. W Dziejach Ap. 4,12 czytamy że nie ma, pod niebem danego innego imienia ludziom, by mogli być zbawieni jak tylko Imię Jezusa Chrystusa.   Powinniśmy jak ci trędowaci wołać do Jezusa w naszym grzechu w naszej niemocy i słabości, Jezusie, Mistrzu, zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nade mną, by moja dusza została uzdrowiona. Zbaw mnie Panie. Widzimy, że pierwszym krokiem do zbawienia jest uznanie przed Bogiem swojego rozpaczliwego stanu w jakim się znaleźliśmy.  Jednak stosunkowo niewiele osób przychodzi do Pana Jezusa po zbawienie i uwolnienie od grzechu z powodu swojej dumy i pychy. Może nawet wiedzą, że są trochę chorzy, ale nie postrzegają swojej choroby jako śmiertelnego trądu, raczej jako lekkie przeziębienie i twierdzą, że nie są tacy źli. Myślą często, że wezmą jakiś gripex coś na gorączkę i im przejdzie. Mam tu na myśli jakieś środki zastępcze, które rzekomo mogą nam dać wolność od grzechu bez Jezusa. Jakieś kościelne uczynki, sakramenty, chrzest, rozwój osobisty, świeckie sukcesy, inne religie, czy usprawiedliwianie naszego grzechu oraz wszystko inne przez co diabeł oszukuje nas, że nie jest z nami aż tak źle.  Jednak Pan Jezus powiedział, że nie zdrowi potrzebują lekarza, ale Ci którzy się źle mają (Łuk 5,31).  Brak uznania przed Bogiem swojego rozpaczliwego stanu skutkuje brakiem uzdrowienia. Jeśli nasze serca nie zdobędą się na wołanie do Boga, jeśli nie zaczniemy pokutować i krzyczeć, by Pan się nad nami zmiłował, nie otrzymamy zbawienia i zwycięstwa nad naszych grzechem. 

Bóg chce okazać miłosierdzie grzesznikom

Dobra wiadomość jest taka, że Bóg chce okazać miłosierdzie grzesznikom. Bóg jest naprawdę dobry dla złych i niewierzących (Łuk 6,35), miłosierny łaskawy, litościwy i nie chce, by ktokolwiek z ludzi zginął. Słowo Boże uczy nas, że Bóg nie ma upodobania w śmierci grzesznika (Ez 18,32). Nie czyha na nasz upadek i nasze zatracenie, ale pragnie byśmy żyli, cieszyli się Jego osobą, podziwiali piękno Jego stworzenia i uwielbiali Go.  Czymże my dla Niego jesteśmy jak mówi Dawid w Psalmie 103, Bóg wie jak jesteśmy znikomi, wie że nic nie znaczymy, wie żeśmy prochem.  

Wspaniałe słowa o naturze Boga powiedział Mojżesz w Ks. Wyjścia, gdy ujrzał Bożą chwałę

Wyjścia 34:6  Wtedy Pan przeszedł obok niego, a on zawołał: Panie, Panie, Boże miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu, bogaty w łaskę i wierność,

7  Zachowujący łaskę dla tysięcy, odpuszczający winę, występek i grzech, nie pozostawiający w żadnym razie bez kary, lecz nawiedzający winę ojców na synach i na wnukach do trzeciego i czwartego pokolenia!

Takie właśnie miłosierdzie okazuje Pan Jezus tym trędowatym. Oni wiedzieli, że nie zasługują na jego dobroć, wołali by okazał im litość i On zrobił to. Wymagał jedynie od nich minimum szczerej wiary, powiedział by poszli i ukazali się kapłanowi, by kapłan potwierdził że są zdrowi. Tak nakazywało prawo Starego Testamentu czytamy o tym w Ks. Kapłańskiej w 14 rozdz. Nawet były specjalne ceremonie, które jakby przywracały tego chorego do życia. Wyobrażam sobie jak niektórym kapłanom, którzy byli mu przeciwni musiało być ciężko ogłosić ich zdrowymi, bo musieli przyznać, że Jezus ma moc i czyni cudowne rzeczy. W ten sposób choć nie chcieli musieli wystawić Mu dobre świadectwo.  W trakcie tej drogi nastąpiło fizyczne oczyszczenie, ale by tak się stało ci chorzy musieli wyruszyć, okazać posłuszeństwo Jezusowi i wtedy mogli doświadczyć błogosławieństwa. Miłosierdzie Boga wymaga naszej wiary. Jak mówi list do Hebrajczyków 11,6, kto przystępuje do Boga musi uwierzyć, że Bóg nagradza tych, którzy go szukają, a bez wiary nie można Bogu się podobać. Mamy tą samą zasadę wyrażoną w historii Naamana Syryjczyka, który przybył kiedyś do Elizeusza z trądem, by prorok mu pomógł, a ten kazał mu obmyć się 7 razy w Jordanie.   Chrystus zawsze okazywał litość grzesznikom, gdy tylko przyszli do niego i błagali o zmiłowanie. Nie mamy ani jednego przypadku w Ewangeliach, by Pan Jezus odesłał kogoś z kwitkiem, kto przychodził do Niego ze szczerym sercem, by On się nad nim zmiłował. To wyraźnie pokazuje nam, że Bóg zaprasza do siebie wszystkich grzeszników, chce okazywać im łaskę, a Pan Jezus powiedział, że jeśli ktoś do niego przychodzi, to On nie wyrzuci Go precz, czytamy o tym w Ew. Jana

 Jana 6:37  Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz;

W innym fragmencie Pan Jezus zachęca nas i mówi

Mateusza 11:28  Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie.

Tu Chrystus ma na myśli nasz grzech, że jeśli jesteśmy obciążeni naszym grzechem i wiemy o tym oraz szukamy wyzwolenia, to należy przyjść do Niego w Nim znajdziemy uwolnienie, ukojenie, pociesznie i życie. 

Prawdziwa wiara skutkuje uwielbieniem dla Boga

Widzimy, że oczyszczenie trędowatych nastąpiło natychmiast jak tylko posłuchali Jezusa i wyruszyli w drogę. Jest to wspaniały obraz w jaki sposób dokonuje się usprawiedliwienie grzesznika, że dzieje się to natychmiast gdy zaufa on Jezusowi jako swojemu Zbawicielowi w swoim sercu. Jak mówi Ap. Paweł w liście do Rzymian w 10 rozdz. jeśli tylko w sercu swoim uwierzysz, że Bóg wywyższył Jezusa i ustami swoimi wyznasz Go swoim Panem, zbawiony będziesz. W jednej chwili w jednym momencie przez wiarę w Chrystusa, przez wzywanie Imienia Pańskiego jako Zbawiciela jak powiedział Piotr w 2 rozdz. Dziejów Apostolskich będziesz oczyszczony. Usprawiedliwienie z grzechów nie przychodzi przez ludzkie starania, religijną gorliwość, służbę dla Boga, czy czyściec, ale Bożą moc. W jednej chwili cudowna ofiara Krzyża, krew Jezusa Chrystusa oczyszcza nas ze wszystkich grzechów na wieki, na zawsze, dając nam życie wieczne i stajemy się chrześcijanami. Znany autor chrześcijański C.S Lewis, który nawrócił się na przejażdżce jadąc motocyklem do zoo tak mówił o swoim nawróceniu „Kiedy wyruszaliśmy nie wierzyłem, że Jezus jest Synem Bożym, ale kiedy docieraliśmy na miejsce już wierzyłem w to.  

Również inny chrześcijanin znany metodystyczny kaznodzieja John Wesley pisząc o swoim nawróceniu mówił, że pewnego wieczoru, gdy poszedł na odczyt komentarza Marcina Lutra do Listu do rzymian poczuł w trakcie odczytu, że ufa Chrystusowi jako swojemu Zbawicielowi i od tej chwili był pewny, że Jezus zapłacił za Jego grzechy.

To zbawienie jeśli jest prawdziwe, objawia się w życiu człowieka uwielbieniem i dziękczynieniem. Choć cała dziesiątka trędowatych została uzdrowiona z trądu i są oni wszyscy obrazem zbawienia grzesznika, to tylko jeden z nich otrzymał życie wieczne. Widzimy w naszym fragmencie, że po oczyszczeniu tylko jeden z uzdrowionych wrócił do Jezusa i wyraził swoje dziękczynienie oraz uwielbienie dla Niego (15-16 wiersz). Chwalił głośno Boga, wysławiał Go, dziękował Mu i padł na twarz przed Jezusem do Jego nóg oddając Mu w ten sposób cześć. Co zaowocowało o wiele większym błogosławieństwem niż pierwsze, gdy Pan Jezus do niego powiedział „Wstań, Idź! Wiara twoja uzdrowiła cię”.

Najwyraźniej Pan Jezus teraz mówi o zbawieniu Jego duszy. Wcześniej było uzdrowienie jego ciała, ale teraz otrzymał życie wieczne, coś o wiele cenniejszego niż poprzedni dar.

Nie ma prawdziwego zbawienia bez uwielbienia Jezusa, jeśli nie czcimy Go, nie wywyższamy, nie służymy Mu, nie pragniemy go naśladować, budować Jego kościół,  a chcemy od Niego fizycznych błogosławieństw, to prawdopodobnie nie jesteśmy zbawieni i wciąż zmierzamy drogą do piekła. Drodzy, nie pomogą nam odpowiedzi na modlitwy jeśli Chrystus nie stanie się moim  Panem którego czczę i któremu służę. Wszystkie fizyczne błogosławieństwa jakie Bóg nam daje są w tym celu żeby ludzie poznali Pana Jezusa jako zbawcę, albo w tym celu byśmy się w Nim utwierdzili i duchowo wzrastali.

Bóg nie odpowiada na nasze modlitwy byśmy cieszyli się tym, co nam daje i za chwilę zapomnieli o Nim. A z przykrością musimy powiedzieć, że wiele osób głównie interesuje to, by otrzymać od niego coś fizycznego, coś co jedynie poprawi komfort ich życia, np. pracę, zdrowie, rzeczy materialne, załatwienie jakiś spraw, ale nie chcą Go wielbić i mu służyć. To jest dla mnie często bardzo smutne. Smutne jest również dla Boga, kiedy ludzie przez swoją duchową ślepotę cieszą się z daru, a nie widzą dawcy.  Pan Jezus powiedział

Łukasza 17,17…Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?

Luk 17:18  Czyż nikt się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?

Bóg wyraźnie oczekuje od ludzi uwielbienia i służby dla Niego, gdzie jest 9 pyta Jezus. Gdzie są Ci którzy powinni mnie chwalić i uwielbiać, a nie ma ich. Gdzie oni są? Gdzie ja jestem i gdzie ty jesteś? Często prosimy o dary, ale czy chcemy wielbić dawcę?

John Brooks "JB" Fuqua jest znany dzisiaj jako jeden z największych biznesmenów na świecie. Ale nie wiele osób wie, że John urodził się w biednej rodzinie w Wiginni na wsi w trudnych czasach I wojny światowej. Jednak gdy  jeszcze jak był dzieckiem postanowił, że nie chce być całe życie biedny i będzie bogaty. Ale to nie było proste, bo nie miał zasobów i pomysłów jak zrealizować swój plan. Pewnego dnia wpadła mu w ręce krótkofalówka, którą się zainteresował i postanowił dowiedzieć się wszystkiego na temat radia. Pomimo pragnienia i chęci okazało się to trudne, bo nie miał dostępu do książek, a internetu wtedy nie było. Poszukując możliwości jak zwiększyć swoją wiedzę, znalazł Uniwersytet Duke'a w północnej Karolinie, który prowadził program pożyczkowy w ramach którego ludzie mogą pożyczać książki z uniwersytetu pocztą. John przeczytał wszystkie książki, które go interesowały i wszystkiego co możliwe dowiedział się o radiu i branży radiowej. Z tą wiedzą otworzył własną stacje radiową w stanie Gorgia wkrótce potem otworzył kolejną stacje. Zaczął zarabiać i inwestować mądrze pieniądze, kupował i sprzedawał kolejne firmy. Pierwszy milion dolarów zarobił w wieku 35 lat. Później zaangażował się w politykę i został wybrany do Izby reprezentantów, coś w rodzaju naszego sejmu. Ale John nigdy nie zapomniał dlaczego odniósł sukces , gdy się znacznie wzbogacił przekazał ogromny majątek w 1980 roku 20 milionów dolarów uniwersytetowi Duke'a dzięki któremu nabył wiedzę, która pozwoliła, by jego przyszłość się zmieniła. John również nakłonił innych biznesmenów, by przekazali uniwersytetowi kolejne miliony dolarów na akademicką działalność.

Ta historia uświadamia nam, że prawdziwa wdzięczność nie polega tylko na słowach dziękuje, ale na tym, że chcesz coś zrobić dla swego ofiarodawcy. Chcesz Go wielbić, a kto jest bardziej godny uwielbienia niż nasz Pan!  

Podsumowując

1.       Po pierwsze wszyscy ludzie są trędowaci i potrzebują oczyszczenia, tym trądem jest grzech, który jest o wiele straszniejszy niż fizyczne niedomaganie, bo prowadzi ludzi na zatracenie wieczne jeśli się w porę nie upamiętają i nie nawrócą do Jezusa.

2.      Po drugie, Bóg chce okazać miłosierdzie grzesznikom, wybaczyć im przez wiarę w Jezusa. Nie ma upodobania w ich śmierci, bo wie żeśmy prochem. Ale grzesznik musi uwierzyć, wykazać minimum wiary, okazać Bogu posłuszeństwo i uchwycić się Ewangelii, że Bóg wywyższył Jezusa, wskrzesił go z martwych wcześniej ofiarując go za nasze grzechy i wyznać Go swoim Panem.

3.      Prawdziwa zbawcza wiara objawia się uwielbieniem dla Boga i służbą dla Jego chwały. Jeśli mamy zbawczą wiarę nie zależy nam jedynie na darach, ale chcemy uwielbiać darczyńcę. Dziękować Mu, wysławiać Go i Mu służyć.

5.08.2020

Trwaj w społeczności z Bogiem Ks. rodzaju 17,1

Rodzaju 17:1  A gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, ukazał się Pan Abramowi i rzekł do niego: Jam jest Bóg Wszechmogący, trwaj w społeczności ze mną i bądź doskonały!

Gdy Abram miał 99 lat ukazał mu się Pan, by zawrzeć z nim przymierze obrzezki i zapewnić go o swojej obietnicy potomstwa, którą złożył mu już wcześniej w 12 rozdz Ks. rodzaju. Bóg powiedział do niego, by trwał z Nim w społeczności i był doskonały. W Biblii hebrajskiej brzmi ten wiersz troszkę inaczej:

Rodzaju 17:1  Gdy Abram miał dziewięćdziesiąt dziewięć lat, objawił mu się Jahwe i rzekł do niego: Ja jestem Bóg wszechmogący, chodź przed obliczem moim i bądź doskonałym,

Gdybyśmy chcieli przetłumaczyć dosłownie drugą część wiersza, to brzmiałby on „ Ja jestem Bóg wszechmocny, idź przez życie wpatrując się cały czas w moją twarz w moje oblicze i bądź dojrzały lub kompletny, zdrowy, u nas przetłumaczone jako doskonały.  

Gdy Bóg mówi, że Abram ma wpatrywać się w Jego oblicze żyjąc przed Bogiem w tym świecie. To chce, by Abram stał przodem do Boga, a tyłem do świata. Chodzi tutaj o zaufanie Bogu, by z Boga czerpać wzorce do życia, postępować wedle zaleceń Pana. Abram ma wpatrywać się w Boży charakter w Boże słowo, w Bożą chwałę i tyłem stać do świata idąc przez życie w zaufaniu Bogu niezależnie od okoliczności w jakich się znajdzie. Ma pamiętać podejmując każdego dnia decyzje i wybory życiowe, że stoi przed obliczem Bożym, a Bóg ciągle na niego patrzy. Tylko żyjąc w taki sposób Abram nie będzie tracił wiary i odpędzi od swego serca wątpliwości dotyczące Bożych zapewnień. Najczęściej ludzie stoją przodem do świata i z niego biorą wszystkie wzorce, nadzieje oraz inspiracje. Abram ma czynić odwrotnie, przez całe swoje życie ma być zwrócony w stronę Boga, by wzrastać w zaufaniu do Niego i stawać się z dnia na dzień z tygodnia na tydzień z miesiąca na miesiąc i z roku na rok, co raz bardziej podobnym do Boga w swoich charakterze i postępowaniu.

Często wielu ludziom brakuje wiary w Boga, wiecznej nadziei i charakteru Bożego oraz dojrzałości o której mówi Bóg, bo zamiast wpatrywać się w Jego oblicze, w Jego słowo, ufać jego obietnicom, brać wzorce do życia z zaleceń Bożych, to wpatrują się w sposób życia tego świata i są przez niego kształtowani. Apostoł Paweł nazwał to w liście do Efezjan w 2 rozdz, przyćmionym umysłem i nieświadomością w jakiej żyją ludzie ulegając woli ciała i zmysłów będąc posłusznymi swojemu grzechowi, woli diabła i temu światu myśląc na sposób ludzki, a nie Boży. Podejmują oni decyzje w oparciu wzorce kulturowe, ludzkie namiętności i grzeszne pragnienia, które dyktują im najprostsze, najbardziej popularne, przyjemne i dalekie od Bożych wzorców rozwiązania w przeróżnych dziedzinach ich życia.

Bóg tego nie chciał dla Abrahama i nie chce tego dla nas, chce byśmy żyjąc z nim w ciągłej społeczności upodabniali się do obrazu Jego syna Jezusa Chrystusa, który jest dla nas wzorem doskonałości w jakiej Bóg ma upodobanie. Pan chce byśmy byli wypełnieni pełnią Bożą, mieli Chrystusa w naszym sercu przez wiarę będąc zakorzenionym i ugruntowanym w miłości. W ten sposób Bóg przygotowuje Abrama do tego, by mógł wypełnić Jego wolę. Zobaczmy, że Bóg mówi do Abrahama, że jest coś takiego jak dojrzałość, doskonałość, charakter który się jemu podoba, który mamy w sobie kształtować i dążyć do tego wzoru. Biblia wiele mówi o chrześcijańskim charakterze, który, Bóg wykuwa w nas niczym kowal przez trwanie z Nim w społeczności, bo zobaczmy że Boży charakter nie przychodzi sam, ani nie bierze się  z znikąd. To nie jest tak, że nabieramy niebiańskiego blasku, Bożego sposobu myślenia i przenikamy Bożymi cechami bez naszego wysiłku. Bóg mówi, do Abrama, że chcesz być doskonały, chcesz podejmować dojrzałe decyzje, chcesz rozumieć lepiej i bardziej moje obietnice oraz to jak cię prowadzę, to trwaj w ciągłej społeczności ze mną. A ta społeczność między innymi polega na tym, że szukamy Boga w modlitwie, postępujemy przed Jego obliczem w sposób prawy zgodny z Jego wolą, że rozważmy i rozmyślamy nad Jego Słowem, nad Jego obietnicami i przykazaniami jak mówi Psalm pierwszy, że człowiek Boży rozważa Boże Słowo we dnie i w nocy oraz uczymy się miłości w społeczności Jego kościoła. A wtedy nasze serce jest przez Boga kształtowane. On niczym garncarz nadaje mu kształty dojrzałości i przez taką osobę widać miłość, radość, pokój, dobroć, wstrzemięźliwość, uprzejmość, hojność, wytrwałość, wierność, cierpliwość nadzieje, świętość, umiejętność wybaczenia, wyrozumiałość, litość, miłosierdzie, święte oburzenie na zło, właściwy osąd oraz wszystkie te cechy, które upodabniają nas do naszego Boga.

Bardzo podobne Słowa jakie Bóg powiedział do Abrahama odnośnie naszego życia mówi do nas autor listu do Hebrajczyków, że żyjąc jako chrześcijanie mamy patrzeć na Jezusa sprawcę i dokończyciela wiary  Hebrajczyków  12:2. 

Pytanie do mnie i do każdego z nas w kogo się w wpatrujemy? Skąd bierzemy wzorce do życia, ze świata, czy z Biblii? Kto ma wpływ na nasze serce, Bóg czy diabeł, Jezus Chrystus, czy grzech? W zależności od tego jakie będą odpowiedzi takie będą efekty!

1.08.2020

Nieużyteczni słudzy Ew. Łukasza 17,5-10


Załóżmy że mamy do pracy na godz. 7.00 rano. Przychodzimy na czas, a szef do nas przybiega każdego kolejnego dnia i dziękuje nam, że pojawiliśmy się w pracy punktualnie. Wprost rozpływa się w zachwytach nad nami jak to, każdego dnia przychodzimy do pracy na umówioną godzinę. Czy jest jakiś szef, który tak robi? Nie, raczej nie. Pracodawca oczekuje, że każdego dnia będziesz przychodził punktualnie i nie musi ci za to dziękować i cieszyć się, że przyszedłeś, bo jest to twój obowiązek. To więc nie dostaje się pochwały za wypełnienie naszych powinności. Nie powinniśmy być dumni i chodzić jak pawie, bo zrobiliśmy coś, co należało do naszych obowiązków.

W tym fragmencie Pan Jezus przestrzega nas przed religijną dumą, która może się pojawić u tych, którzy go naśladują. Jest zawsze takie zagrożenie, że zamiast być pokornymi przed Bogiem i ciągle świadomymi jak wiele łaski nam okazał. Jak cudownie się nad nami zmiłował w Jezusie Chrystusie dając nam dar wiary i upamiętania zaczniemy pysznić się z tego jakimi, to cudownymi jesteśmy chrześcijanami, bo staramy się przestrzegać przykazań Pana Jezusa.  Załóżmy że chodzimy na wszystkie nabożeństwa,  spotkania biblijne, modlimy się, głosimy ewangelię, wybaczamy wrogom lub angażujemy się w służbę. Możemy zacząć myśleć o sobie, że to właściwie Pan Bóg,  powinien być nam wdzięczny, że nas ma, bo jakby sobie bez nas poradził? Pycha jest podstawą wszystkich grzechów. Po prostu nie czynimy tego, co mówi Bóg w różnych dziedzinach naszego życia, bo uważamy, że wiemy lepiej, co jest dla nas dobre.  To od pychy Lucyfera zaczął się upadek stworzenia, gdy diabeł doszedł do wniosku, że jest taki wspaniały, piękny, mądry i cudowny, że jest równy Bogu i nie musi Go słuchać. Co doprowadziło do buntu i wypędzenia go z nieba. To właśnie duma rozbudzona przez szatana doprowadziła, Adama i Ewę do nieposłuszeństwa Bogu i pozbawienia ich raju. To właśnie z pychy biorą się inne grzechy jak: złość, bunt, gniew, zazdrość, bo np. nie zostałem doceniony, zauważony, albo ktoś odpowiednio mnie nie potraktował, tak jak uważam, że na to zasługuje.

Często wiele naszych działań jest podszyte pychą, niekiedy może nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale tak może być, gdy chcemy się chwalić lub zwracać na siebie uwagę. Czasami z powodu naszego ja upokarzamy kogoś, gdy chcemy mu pokazać, że jesteśmy mądrzejsi, bardziej błyskotliwi, szybsi, lepsi i we wszystkim jesteśmy naj. A ktoś inny w naszych oczach jest głupi, bo nie wie, nie wiedział, nie umie, nie rozumie, nie wygląda itp.

Pycha do tego stopnia jest zdradliwa, że nawet rzeczy piękne i cnotliwe jak służba Bogu, potrafimy zamieć na odrażające i obrzydliwe. Tak uczynili faryzeusze, modlili się na pokaz, obnosili się ze swoją pobożnością przed ludźmi, by tylko innym pokazać, że są lepsi, wierniejsi i bliżej Boga niż cała reszta.  Tak też i my możemy czynić. Dlatego Pan Jezus wiele czasu w nauczaniu skupia się na pokorze, uniżeniu podając dzieci za przykład, uczy, że ci którzy chcą być pierwsi będą ostatnimi, że nie powinniśmy zajmować pierwszych miejsc, że należy wyprzedzać się wzajemnie w okazywaniu szacunku, uważać innych za wyższych od siebie itp.

Prawda jest taka, że prawdziwi uczniowie Pana Jezusa dążą do tego, by być pokornymi i w pokorze powinni mieć upodobanie. Żeby to uczynić musimy się zaprzeć samych siebie, bo to jest wbrew naszej naturze.

 

Nasza duma przeszkadza w służbie dla Boga

Uczniowie proszą Pana Jezusa, by Jezus przydał im wiary na Jego wezwanie, by oni wybaczali siedem razy dziennie tym, którzy przeciw nim zawinili jak jeśli zajdzie taka potrzeba. Pan Jezus wyjaśnia im, że problem z wybaczaniem i z wszystkimi jego przykazaniami nie leży w małej wierze. Mówi, że jeśli tylko masz wiarę jak ziarnko gorczycy, to nic dla ciebie nie będzie niemożliwe, do czego wzywa cię Bóg. Wszyscy znamy ziarnko, gorczycy, to te małe ziarenka, które są w musztardzie. Na terenie Izraela z ziół, których używano uchodziło ono za najmniejsze. Wystarczy tylko tyle, wiary, odrobina, by drzewo figowe wyrwało się z korzeniami i przesadziło w może, które służy tutaj jako przykład. Nie potrzebujesz dużo wiary, by to drzewo cię posłuchało, potrzebujesz zaufania i posłuszeństwa Bogu. Jeśli masz tą odrobinę wiary, a Bożą wolą byłoby, by drzewo figowe przeniosło się w morze stałoby się tak. Problem polega często na naszym posłuszeństwie, a nie na tym, że mamy za mało wiary. Z powodu naszej dumy w wielu kwestiach nie słuchamy Boga i nie odnosimy w nich zwycięstwa. Wtedy się zasłaniamy małą wiara i mówimy, że potrzebujemy jej więcej. Dla uczniów wybaczanie 7x dziennie wydawało się trudne jak wiele innych wezwań Pana Jezusa. Ale Pan Jezus mówi zrób, nie mówi że masz mało wiary, po prostu bądź posłuszny, a Bóg to pobłogosławi. Problem często nie jest w wierze w życiu wierzących. Jeśli tylko macie taką małą wiarę jak ziarenko gorczycy, to wystarczy. Nie musisz mieć wielkiej wiary, musisz znać jedynie wielkiego Boga, który ma wielką moc i przez nią może uczynić wielkie rzeczy. Bóg jest w stanie działać przez taką odrobinę wiary jak to ziarenko, tylko należy mu zaufać i być posłusznym. Jednak gdy nie jesteśmy posłuszni, bo jesteśmy zbyt dumni, pyszni i wolimy czynić po swojemu, to wtedy w wielu dziedzinach nie mamy rezultatów. Gdy słuchamy Boga i jesteśmy Mu posłuszni, to wiara i zaufanie do Niego z czasem wzrasta i mamy odwagę, by poodejmować się większych wyzwań dla chwały Bożej. Ale na początek wystarczy odrobina wiary, tyle by uwierzyć, że Bóg może coś uczynić. To nie ty wyrywasz drzewo z korzeniami, to nie twoja moc to czyni, ale Bóg może to zrobić w odpowiedzi na twoją wiarę. Dla niego nic nie jest niemożliwe, gdy coś jest jego wolą. Więc nie tyle chodzi o wielką wiarę, co wiarę w Wielkiego Boga. Po prostu bądźmy posłuszni, ufajmy Bogu z tą ilością wiary jaką mamy, on da nam siłę do służby i szybko zobaczymy rezultaty Bożego działania. Jeśli Chrystus mówi, przebacz, to przebacz. Jezus pomoże uporać się z naszymi emocjami. Jeśli mówi miłuj swoich wrogów, to nie mścij się, czyń im dobrze. Jeśli wzywa do modlitwy, to módl się. Jeśli każe zwiastować ewangelię, to zwiastuj. Jeśli mówi nie martw się, tylko szukaj Królestwa Bożego, to nie martw się i rób to, co Boże. Czyniąc tak zobaczymy, że mamy wystarczającą ilość wiary, by Bóg przez nią działał.  To, co nas ogranicza, to nasze nieposłuszeństwo nie robimy czegoś, bo nam się np. nie chce lub nie chcemy zaangażować naszego czasu albo pieniędzy bo nam szkoda. Czasami powodem nieposłuszeństwa jest strach, obawy co ludzie o nas pomyślą i z tego powodu nie doświadczamy Bożej mocy.

 

Niebezpieczeństwo pychy duchowej

Jednak kiedy Bóg nas już używa, to jest niebezpieczeństwo pychy duchowej. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że ufając Bogu bardzo szybko zaczynamy odnosić sukcesy w służbie, pracy np. rozpoczynamy jakieś projekty i to się rozrasta tak, że ludzie nas podziwiają. Jest coraz większe i przynosi nam coraz większą popularność. Ludzie się nami interesują i pytają jak to się stało, że udało ci się coś takiego zbudować, czy osiągnąć. Ktoś może prowadzić bardzo błogosławioną służbę dla Boga, która się rozwija. Może ktoś inny osiągnął sukcesy w biznesie, na polu misyjnym, czy w życiu osobistym i Bóg pozwolił zbudować mu duży autorytet. Ktoś jeszcze inny wydał jakieś książki, które są poczytne, a jego osoba stała się znana lub mieliśmy spektakularne odpowiedzi na modlitwy. Możemy zacząć zachwycać się sobą, bo uważamy że jesteśmy takimi wspaniałymi chrześcijanami, że często zwiastujemy ewangelię i potrafimy każdemu wybaczyć.  W takiej sytuacji jest zagrożenie, że zaczniemy być aroganccy i pyszni z powodu tych sukcesów. Zamiast Bogu je przypisywać i jemu oddawać za nie chwałę, zaczniemy uważać, że nam się należą i są wynikiem naszych zdolności, intelektu, umiejętności czy gorliwości. Pan Jezus wylewa tu na uczniów i na nas kubeł zimnej wody, by nie zachwycać się sobą i nie karmić własnej dumy, naszego ja. To Bóg powinien być uwielbiony przez nasze życie i tylko Bóg. Nasze sukcesy, które Bóg daje nam odnieść mają za zadanie oddać Bogu chwałę, a nie nam. Wszyscy jesteśmy podatni na niebezpieczeństwo nadymania się, szczególnie wtedy, gdy coś wychodzi nam lepiej niż innym lub coś było bardzo trudne, a nam udało się to osiągnąć.

 

Patrz na siebie jak na niewolnika

Więc Pan Jezus mówi, że powinniśmy patrzeć na siebie w służbie dla Niego jak na niewolnika, który wykonuje swoje obowiązki jakie mu zlecono. Chce nam przez to uświadomić, że nawet gdybyśmy byli bardzo używani przez Boga, to nie dzieje się tak dlatego, że na to zasługujemy, że jesteśmy tacy wyjątkowi i lepsi niż inni. Wszystko co mamy i jak nas Bóg używa jest dzięki Bożej łasce, a nie naszą zasługom.

Niewolnicy w cesarstwie rzymskim całkowicie należeli do właściciela i właściciel decydował o każdym momencie ich życia. Byli na jego utrzymaniu i musieli wykonywać pracę jaką im zlecał. Zanim niewolnicy nie wykonali tych obowiązków nie mogli zająć się sobą.

Jezus przedstawia nam obraz gospodarstwa na którym właściciel ma takiego niewolnika, który musi wykonywać wszystkie prace jakie zostaną mu zlecone. Musi iść na pole orać, czy paść owce, a jak wróci, to nie może od razu odpoczywać, bo jeszcze ma obowiązki w domu i musi przygotować posiłek dla pana. Dopiero po tym jak wykona wszystkie swoje zadania może zająć się sobą. Za wykonane zadania nikt mu nie dziękuje, bo zrobił jedynie to, co należało. Tak i my wobec Boga jesteśmy takimi niewolnikami. On stworzył nas nie w tym celu byśmy realizowali nie swoje pragnienia i marzenia życiowe, ale byśmy Mu służyli i oddawali Mu chwałę. Chrystus odkupił nas dla siebie, jesteśmy jego własnością, zapłacił za nas najwyższą z możliwych cen. Służąc Mu, nie robimy niczego osobliwego, zawsze powinniśmy charakteryzować się wobec Jego dobroci najwyższą gotowością do okazywania Mu posłuszeństwa, to jest nasz obowiązek.

 Jednak raczej wolimy myśleć o samych sobie dobrze, niż jako o grzesznikach którzy na nic nie zasługują i wszystko otrzymali z łaski. Również dzisiejsza psychologia i świat wokół nas uczy, że zasługujemy na to co najlepsze, że jesteśmy ważni, że w naszym życiu chodzi o to, by się samorealizować. Ale Biblia nigdzie nie mówi nam, że powinniśmy wzrastać w poczuciu własnej wartości i podnosić swoją niską samoocenę. Wprost przeciwnie, słowo Boże wzywa nas do pokory, do uniżenia wobec Boga i siebie nawzajem.

W liście do Rzymian 12,16 czytamy

Rzymian 12:16  Bądźcie wobec siebie jednakowo usposobieni; nie bądźcie wyniośli, lecz się do niskich skłaniajcie; nie uważajcie sami siebie za mądrych.

Nikogo nie trzeba uczyć miłości do siebie, to mamy od urodzenia. Bóg dając przykazania nie mówi kochaj siebie jak kochasz Boga i bliźniego, ale kochaj Boga z całego serca i bliźniego jak siebie. Miłość do siebie samego jest naturalna w dużej części nasz egocentryzm jest wynikiem naszej grzesznej natury. Ale w życiu niewolnika, nie było miejsca na skupianiu się na sobie jak my często to czynimy. Niewolnik pracował dla swojego pana i to On był najważniejszy. Sługa nie skupiał się na swoich uczuciach, ale na obowiązku który miał do wykonania. Zbyt często myślimy o sobie zbyt dobrze, że zasługujemy, że nam się należy, zamiast patrzeć na siebie tak jak mówi o nas Bóg. A mianowicie, że jesteśmy prochem i jedyne na co zasługujemy, to na jego gniew. Ale Chrystus zmiłował się nad nami i choć nic nie znaczyliśmy, odkupił nas od Bożego gniewu i dał nam pozycje dzieci Bożych. Obiecał nam również w swojej łaskawości wspaniałą nagrodę za wierność i służbę Mu. Gdy będziemy patrzeć na siebie jako na odkupionych grzeszników, którzy na nic nie zasługują, to nie będziemy odbierać Bogu chwały i domagać się dodatkowego uznania. Nie będziemy obrażeni, że nam nie podziękowano  za jakąś służbę, czy nie zatytułowano nas tak jak należy.

Pan Jezus mówi, że nawet gdybyśmy wszystko wykonali, co nam zleciał to powinniśmy myśleć o sobie, że jesteśmy nieużytecznymi sługami (w 10). Po prostu uczyniliśmy to, co zawsze powinniśmy dla niego czynić, bo On na to zasługuje i na wiele więcej.      

Czy zwróciliśmy uwagę, że w taki sposób patrzył na siebie ap. Paweł. nn np. mówił o sobie, że jest największym z grzeszników

1Tymoteusza 1:15  Prawdziwa to mowa i w całej pełni przyjęcia godna, że Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników, z których ja jestem pierwszy.

W 1 liście do koryntian tak Paweł pisze o swojej służbie

1 Koryntian 15:9  Ja bowiem jestem najmniejszym z apostołów i nie jestem godzien nazywać się apostołem, gdyż prześladowałem Kościół Boży.

 Tak myśli o swoim powołaniu wobec innych świętych

Efezjan 3:8  Mnie, najmniejszemu ze wszystkich świętych, została okazana ta łaska, abym zwiastował poganom niezgłębione bogactwo Chrystusowe.

Czy zauważyliśmy jakich używa on zwrotów w stosunku do siebie? Mówi o sobie jako o największym z grzeszników, raczej mamy tendencje myśleć, że nie jesteśmy tacy źli. Porównując się z innymi apostołami mówi, że jest najmniejszych z nich, raczej mamy tendencje myśleć, że jesteśmy lepsi niż inni i jesteśmy przed nimi. A o swoim powołaniu Paweł pisał, że jest najmniejszym ze wszystkich świętych. Postawa Pawła to dla nas wzór jak powinniśmy myśleć o sobie w naśladowaniu naszego Pana. Ile byśmy nie zrobili dla Niego, jak wielkich dzieł byśmy nie dokonali nigdy nie damy Mu tyle na ile zasługuje i ile On dał nam. Nigdy też nie zrobimy tyle ile powinniśmy, a to co uczyniliśmy, to wpływ jego łaski na nas.

 

1.       Po pierwsze, nie myślmy o tym, że mamy małą wiarę. Wystarczy, że mamy taką jak ziarnko gorczycy, a Bóg użyje jej do wielkich dzieł. Myślmy o tym, co może zrobić Bóg przez tą małą wiarę jeśli będziemy mu posłuszni. Dla Niego nie ma nic niemożliwego. Wiec skupiajmy się na posłuszeństwie przykazaniom Jezusa, by być wiernym Jego słowu, a będziemy oglądać Bożą moc w działaniu. Odrzućmy naszą dumę z powodu której, często wolimy postępować po swojemu, a która przeszkadza nam w służbie dla Pana.

2.      Po drugie, patrzmy na siebie jak na niewolników, którzy mają do wykonania obowiązki, które należy wykonać. Nie oczekujmy uznania tutaj, a nie będziemy Bogu odbierali chwały i oszczędzimy sobie frustracji, że nie zostaliśmy zauważani lub nie udało się zrealizować naszych marzeń, czy ambicji. Bóg w odpowiednim czasie nas wywyższy i da nam wspaniałą nagrodę. Póki ten okres nie nadszedł nie wywyższajmy się sami. Miejmy świadomość, że cokolwiek nam się udało zrobić, to wszystko wpływ Bożej łaski, a nie naszej mądrości, intelektu, czy pobożności. Dlatego nawet jak wykonamy wszystko co trzeba, to nie należy nam się uznanie.

3.      Po trzecie, pamiętajmy, że przed Bogiem nie zasługiwaliśmy na nic dobrego, tylko na Jego gniew. Wszyscy zbłądziliśmy i każdy zszedł na swoją drogę, ale Bóg okazał nam miłosierdzie i dał łaskawy przywilej służenia Mu. Mógł nas zostawić w  stanie grzechu i wszyscy poszlibyśmy do piekła i byłoby to sprawiedliwe. Skupiajmy się na Krzyżu Jezusa Chrystusa na tym jak nas umiłował ile nam przebaczył i jak wiele miłości nam okazał. Tak jak to robił ap. Paweł ,który powiedział

Galacjan 6:14  Co zaś do mnie, niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata.

29.07.2020

Dobrze wykorzystany czas - Psalm 90



Charakterystyczne dla naszej dzisiejszej kultury jest kontrolowanie czasu. Część z nas nosi zegarki na rękach, mamy je w telefonach, często są w miejscach gdzie przebywamy, wiszą na ścianach np. w naszych domach, urzędach, miejscach pracy, czy szkołach. W ciągu dnia nieraz zdarza się nam spoglądać na zegarek i chcemy wiedzieć która jest godzina. Jednak ważniejsze od pytania która jest godzina jest to, co robię z czasem który mam, który Bóg mi dał i który mi jeszcze pozostał. Każdy z nas ma zapisane u Boga ilość minut godzin i lat, które Bóg nam dał na tej ziemi, dla Wiesława którego dzisiaj żegnamy było to 78 lat. Gdybyśmy chcieli to przeliczyć na dni to otrzymalibyśmy 28470 dni, tyle czasu Bóg dał Wiesławowi. A jak myślisz ile tobie? W zależności od tego w jakim jesteśmy okresie naszego życia i zakładając, że dożyjemy 80 lat może niektórzy z nas trochę więcej, możemy w przybliżeniu powiedzieć jak wiele czasu nam jeszcze zostało. Załóżmy, że masz 20 lat, do 80 zostało ci wtedy  60 czyli 21900 dni. Jeśli masz 40 lat lub jesteś niedaleko tego wieku, to do 80 już tylko 40 lat , czyli 14600 dni. A jeśli jest to 60, to zostało tylko 20 lat czyli 7300 dni. Gdy już dobiłeś do 70 lub więcej, to zostało ci około 10 lat 3650 dni. A to wszystko przy założeniu, że dane nam będzie się zestarzeć i dożyć starości. Jednak nie mamy takiej gwarancji, bo życie jest zbyt nieprzewidywalne i nie wiemy jaka będzie nasza przyszłość. Ale ile by nie było widzimy jak powoli przemijamy, jak czas nam ucieka i jak niewiele zostało do końca.
Posłużę się innym przykładem, załóżmy, że twoim życiem jest ta książka która liczy około 80 stron, a decyzje które podejmujemy to zapis w niej zawartej historii twojego życia. Ile stron twojej historii jest już zapisanych i ile ci jeszcze pozostało? Gdy dojdziemy do ostatniej strony, to nie będzie już kolejnej części książki, ale to będzie rzeczywiście koniec jak mówi nasz psalm, że przychodzi czas, gdy Bóg mówi „wracajcie synowie ludzcy”. Odwołuje nas z tego świata, obraca nas w proch i powołuje nas na sąd, czy tego chcemy, czy nie. Musimy przed Nim stanąć, bo nasze życie nie zależy od nas, ale jesteśmy Jego własnością. Nie ma drugiej szansy, egzaminu poprawkowego, czy możliwości cofnięcia się do początku. Ostatni nasz dzień na tym świecie jest rzeczywiście ostatnim, prawdziwie ostatnim.
Mojżesz, który jest autorem naszego psalmu rozumiał to doskonale. Bóg dał mu przeżyć 120 lat. Wydaje się dużo, ale gdy życie przemija i spoglądasz na nie z perspektywy czasu, który upłynął, gdy zaczynasz wspominać przeszłość i cofasz się pamięcią do różnych wydarzeń, to mamy wrażenie jakby były one wczoraj, a upłynęło od nich już rok, 5 lat, 10 lub 50. Patrzymy na nasze dzieci i pamiętamy jak niedawno były takie małe, spoglądamy na naszych rodziców i pamiętamy, że nie dawno byli całkiem młodzi, wspominamy fajne chwile przeszłości i wydarzenia, które minęły i zastanawiamy się jak to się stało, że ten czas tak szybko upłynął? Takie też było doświadczenie Mojżesza, pomimo długiego życia wydało mu się ono bardzo krótkie, szczególnie w perspektywie wiecznej, w Bożej perspektywie, do której Mojżesz odnosi nasze życie i mówi, że dla Boga tysiąc lat nic nie znaczy, jest jak dzień wczorajszy, który przeminął i jak straż nocna, która się skończyła (w. 4).
Jesteśmy jak trwa, jak kwiat polny mówi 5 i 6 wierszu, która na krótko się pojawia, rano kwitnie i rośnie, ale za chwile za kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt lat więdnie i usycha.
I choć nasze życie tutaj na ziemi może być bardzo wartościowe, możemy je bardzo cenić, wiele osiągnąć, to jednak nie możemy niczego zatrzymać. W końcu przychodzi dzień śmierci i odbiera na wszystko co mamy.
Mojżesz mówi dlaczego tak się dzieje, dlaczego tak szybko ulatujemy, dlaczego doświadczamy na tej ziemi ciągłego znoju, trudu, cierpienia, frustracji, niespełnionych ambicji i rozczarowań. Kiedyś Adam z Ewą mieszkali w raju, znamy tą historię, prawda? Cieszyli się oni tam obecnością Bożą, rozmawiali z Bogiem, ale w wyniku posłuchania szatana zgrzeszyli. Zbuntowali się przeciw Bogu, a swój bunt i swoją grzeszną naturę przekazali kolejnym pokoleniom, tak, że teraz każdy człowiek rodzi się grzesznikiem. Konsekwencją buntu Adama, był Boży gniew, kara, śmierć, kiedy Bóg powiedział do człowieka, prochem jesteś i w proch się obrócisz, czyli musisz umrzeć. To jest doświadczenie nas wszystkich, wszyscy jesteśmy spadkobiercami Adama i dziedziczymy z pokolenia na pokolenie jego grzeszną naturę z powodu której buntujemy się przeciw Bogu i nie żyjemy zgodnie z jego oczekiwaniami. Bożą reakcją na nasz bunt, jest Boży gniew, którym przerażony był Mojżesz, gdy mówił    „giniemy od gniewu twego” (w 7.). Bóg gniewa się na ludzi z powodu ich grzechów i zapłatą za grzech jest śmierć  (Rzym 32). Mojżesz powiedział „położyłeś winy nasze przed sobą, tajne grzechy nasze w świetle oblicza swego” (w. 8).
Bóg zna wszystkie nasze grzechy, te które zrobiliśmy w świetle dnia i też te tajne, to, co uczyniliśmy, a nikt o tym nie wie. To co pomyśleliśmy złego, a nikt o tym nie wie, czy to, co zamierzaliśmy uczynić złego i wydaje się nam, że nikt o tym nie wie.
Jednak Bóg wie o wszystkim, czyta nas jak otwartą książkę, przed Nim nie możemy nic ukryć, nie możemy się przed Nim schować, uciec, zasłonić. Wszystko przed jego obliczem jest jawne. Pismo Św. mówi, że to właśnie nasze grzechy zbudowały mór nieprzyjaźni między nami a Bogiem (Efez 2,14), To właśnie nasze grzechy wykopały przepaść między każdym człowiekiem, a Bogiem, tak że mamy wrażenie dzisiaj, że Bóg jest daleko od nas i nas nie słucha. Z powodu naszych grzechów powinniśmy się bać, a niektórzy bardziej świadomi już się boją stanąć przed Bogiem na sądzie, bo mówię wam, grzech, to jest poważana sprawa w oczach Boga. Tak poważna, że Bóg nie może dać zbawienia żadnemu grzesznikowi, bo jest Święty i Sprawiedliwy i grzech musi być ukarany, a zapłatą za grzech jest wieczna śmierć, potępienie.
Często to bagatelizujemy, mówimy, że przed Bogiem jakoś to będzie, mamy nadzieje, że Bóg nam daruje, czasami nie wierzymy w to, co mówi Pismo Św. ale te nadzieje są złudne. Pomyśl o tym chwilę, gdybyś był sądem, to czy wypuściłbyś przestępcę, który stanąłby przed tobą, z bagażem 70 tys. przestępstw? Czy jest jakiś sąd, który wypuściłby takiego przestępcę? Nie, oczywiście, nie! Tyle grzechów ma człowiek stając przed Bogiem żyjąc około 80 lat, przy założeniu, że popełniał tylko trzy grzechy dziennie.
Ale wolimy o tym nie myśleć, zakładając, że jakoś to będzie. Odsuwamy od siebie często myśli o wieczności, o naszej śmierci i o spotkaniu z Bogiem, tak jakby nigdy miało to nie przyjść. Ale to jest właśnie najważniejszy egzamin naszego życia, to na niego powinniśmy się przygotować najlepiej. Dzisiaj żegnamy naszych kochanego, Wiesława, męża, Ojca, dziadka, przyjaciela, sąsiada, ale za jakiś czas będą żegnać nas.
 Dlatego Mojżesz mówi, że powinniśmy mocno przejąć się tym, że Bóg się na nas gniewa (w.11), że obraziliśmy go swoim grzechem i szukać rozwiązania, jak mogę przed moim odejściem z tego świata pojednać się z Bogiem? Jak mogę, wciągu mojego życia poznać Boga? Tak, żeby Bóg był moim przyjacielem, a nie wrogiem. Tak, żebym nie musiał obawiać się sądu i spotkania z Nim?
Pierwszym krokiem do pojednania się Bogiem są słowa naszego psalmu z 12 wiersza gdzie czytamy jak Mojżesz modli się do Boga „naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce”. Inaczej mówiąc Mojżesz prosi Boga, by miał na tyle mądrości, by przestać marnować życie w pogoni za rzeczami, które nie mogą dać nam trwałego bezpieczeństwa i życia wiecznego. Tak często marnujemy życie w pogoni za pieniędzmi, za rzeczami materialnymi, przyjemnościami, za sławą, modą, wyglądem i ludzkim poklaskiem. A w tym wszystkim zapominamy o Bogu, o Jego woli, O naszym Panu Jezusie Chrystusie, by Mu służyć i być Mu posłusznym. To on jest naszym prawdziwym bezpieczeństwem, bo chce uratować nas od Bożego gniewu, umarł za nasze grzechy na Krzyżu. Chce nam je przebaczyć i dać nam życie wieczne. Ale musimy w życiu się zatrzymać, pokutować, nawrócić się, porzucić nasze grzechy, upamiętać się i prosić Jezusa o przebaczenie jak znowu mówi Mojżesz w naszym psalmie „Zwróć się ku nam Panie… zmiłuj się nad sługami swymi (w 13).
Jeśli tak zrobimy, jeśli szczerze z serca wezwiemy Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela i poprosimy Go o przebaczenie, bo On umarł za grzeszników, to Bóg obiecał że nam wybaczy. Pismo Św. mówi, że to jest jedyny sposób do pojednania z Bogiem, przez wiarę w Zbawczą śmierć Chrystusa. Pan Jezus powiedział w Ew. Jana 14,6  …Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie.
Nie ma innej drogi do Boga, do zbawienia jak tylko przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Nie mogą zbawić nas nasze dobre uczynki, bo nie są na tyle dobre by mogły zapłacić za nasz grzech. Nie otrzymamy również zbawienia za przystępowanie do sakramentów, czy przez nasza gorliwość religijną, ale tylko przez Jezusa.
On powiedział, Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je. (Mat 10,39).
Jeśli chcemy prawdziwego życia, życia wiecznego, życia wolnego od strachu przed śmiercią i sądem Bożym. Życia w obfitości, radości i pokoju, to zaufajmy dzisiaj Chrystusowi jako swemu zbawicielowi wzywając Jego imienia, by nas zbawił, uratował, ocalił. Gdy tak się stanie, to choć nasze ciało umrze i zostanie złożone do ziemi, to jednak nasz duch pójdzie do Boga a Bóg otworzy nam bramy nieba, bo Chrystus w dzień sądu wstawi się za nami. Jeśli poznasz Go dzisiaj i przyznasz się do Niego, On przyzna się do ciebie w wieczności. Jeśli odrzucisz Go dzisiaj i On odrzuci cię w wieczności.   
Pan Jezus mówiąc o śmierci powiedział, dając nadzieje tym, którzy wierzą w niego tak:
W domu mojego Ojca jest wiele mieszkań. Gdyby było inaczej, powiedziałbym wam, bo przecież idę przygotować wam miejsce.
Chrystus po swoim zmartwychwstaniu odszedł do Boga i przygotował tam miejsce dla wszystkich, którzy w Niego uwierzą, by przyjąć ich do wiecznego domu. Czas dla Niego poświęcony w ciągu naszego krótkiego ziemskiego życia, nie jest czasem zmarnowanym w przeciwieństwie do życia bez Niego. Dzisiaj może nie zawsze to dostrzegamy, ale zobaczymy to wyraźnie w dzień sądu. To co poświęciliśmy dla Jezusa, zostanie nam wrócone w wieczności. Skarby które zgromadziliśmy w niebie służąc Mu i bliźniemu zostaną pomnożone i oddane nam z nawiązką.
W związku z tym nie traćmy więcej czasu i ten, który nam jeszcze pozostał, te niezapisane kartki z tej książki wykorzystajmy już nie na życie bez Boga, ale na służbę Jemu w miłości do Niego, by na koniec  życia, nie mieć poczucia, ze je zmarnowaliśmy jak w pewnej historii, starszego człowieka o której czytałem

„Pewnego dnia spojrzałem na swoje gospodarstwo, które kiedyś posiadałem. Stodoła runęła na ziemię pola zarosły zielskiem. Dom w którym dorastały moje dzieci w którym mieszkaliśmy od lat, zaczął się rozpadać. Patrząc na niego ocierałem łzy widząc jak wszystko przemija bezpowrotnie. Spojrzałem również na swoją duszę i stwierdziłem, że ona też zarosła. Zarosła cierniami, ostami i różnego rodzaju chwastami przez moje zaniedbanie. Lata mijały kiedy dobrze dbałem o rzeczy mniej wartościowe, które wtedy wydawały mi się ważne, rzeczy ziemskie, które zdobyły moje serce. Wtedy zwróciłem się do Chrystusa z gorzkimi łzami i wołałem: „O Panie Przebacz”! Nie zostało mi już wiele czasu dla ciebie, bo niewiele już mam życia. Zmarnowane lata odeszły na zawsze. Dni których nawet nie mogę sobie przypomnieć. Gdybym znowu mógł przeżyć te dni, przeżyłbym je dla ciebie”.
To, co nam pozostało, przeżyjmy dla Jezusa, a z pewnością nie będziemy żałować. 

Łączna liczba wyświetleń