24.12.2025

Pokój ludziom w których ma upodobanie Łuk 2,1 – 19

 


Przeczytaliśmy dłuższy fragment o narodzeniu Jezusa Chrystusa. Nie możemy zapomnieć, że Boże Narodzenie to Jego święto, to na jego cześć jest ta kolacja wigilijna dzisiaj w społeczności kościoła i za kilka dni w naszych domach przy naszych stołach. W dzisiejszych czasach Boże narodzenie bardzo się skomercjalizowało i często jest sprowadzane wyłącznie do zakupów, prezentów, dekoracji, reklam i presji, by wszystko było „idealne”. Centra handlowe, promocje i marketing zaczynają mówić o świętach znacznie wcześniej niż Kościół przypomina o narodzeniu Zbawiciela. W tym zgiełku łatwo zapomnieć, że istotą Bożego Narodzenia nie jest to, co leży pod choinką, światełka i tzw. „magia świąt” cokolwiek to znaczy, ale Ten, który narodził się w betlejemskim żłobie – nasz Zbawiciel - Jezusa Chrystus.

Obchodzimy Jego urodziny, więc starajmy się świętować tak, aby nasz Solenizant był naprawdę w centrum uwagi. Gdy obchodzimy czyjeś urodziny, myślimy o tej osobie, o jej życiu, o tym, co dla nas znaczy, i staramy się sprawić jej radość. Podobnie powinno być z Bożym Narodzeniem. To czas, by zatrzymać się nad tym, kim Jezus jest, dlaczego przyszedł na świat i co Jego narodzenie oznacza dla naszego życia dzisiaj.

Szczególnie chciałbym zatrzymać się na słowach aniołów z naszego fragmentu z 14 wiersza „chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom, w których ma upodobanie”.

Pasterzom zostało dane ujrzeć niebiańską rzeczywistość, zobaczyli wielką rzeszę aniołów, którzy wysławiali Boga i oddawali mu cześć.

A za co aniołowie chwali Boga, za co Go wielbili? Drodzy, Aniołowie oddawali cześć Bogu za narodzenie Jezusa Chrystusa! Czy aniołowie potrzebowali narodzenia Jezusa, czy potrzebowali zbawiciela?

Nie, aniołowie są z Bogiem w niebie, nie potrzebują zbawienia, a jednak rozumieli jakim wielkim wydarzeniem jest wcielenie Bożego syna i za to chwalili Boga. To my ludzie potrzebujemy Zbawiciela, skoro aniołowie wychwali Boga tym bardziej powinniśmy czynić to my. Aniołowie śpiewali chwała, chwała Bogu, bo rozumieli upadek człowieka, naszą nędzę wynikająca z naszej grzeszności, która powoduje oddzielenie człowieka od Boga. Aniołowie również rozumieli, że Bóg doprowadził do spełnienia dziesiątek obietnic zapisanych w Starym Testamencie o przyjściu Mesjasza, rozumieli że Bóg jest wierny i pomimo różnych przeszkód zrealizował słowa, które powiedział w raju do Ewy w 3 rozdz. Ks. Rodzaju, że kiedyś narodzi się potomek z kobiety, który zgniecie głowę węża, który zniszczy szatana i jego dzieła na wieki.

Aniołowie także rozumieli, że ten który był bogaty we wszelką chwałę, moc i majestat, ten dla którego i przez którego zostało wszystko stworzone – Jezus Chrystus stał się  ubogi. Stał się ubogi dla dobra niegodnych grzeszników i opuścił wspaniałe niebo dla chłodu żłobu, ale co jeszcze gorsze dla chłodu ludzkich serc oraz dla odrzucenia, pogardy, a w końcu Krzyża.

Aniołowie wiedzieli, że wcielenie Syna Bożego nie było romantyczną historią, lecz początkiem drogi uniżenia, cierpienia i ofiary. Ten, który od wieczności był czczony w niebie, przyszedł na ziemię, aby zostać wzgardzony przez własne stworzenie. Narodził się nie po to, by Mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu, za mnie i za  Ciebie.

Dlatego właśnie aniołowie wyśpiewali chwałę Bogu. Widzieli głębię Bożej miłości i mądrości, plan zbawienia, który przewyższał ludzkie pojęcie. Widzieli, że Bóg Ojciec nie cofnął się przed największą ceną – oddaniem własnego Syna – aby przywrócić człowieka do społeczności ze sobą. Rozumieli, że w tej chwili historia świata zmienia swój bieg, a los grzesznego człowieka zostaje otoczony nadzieją. Nawet kartka na naszych kalendarzach o tym mówi, bo liczymy lata od narodzenia Jezusa! Jednak ta nadzieja pozostanie płonna, pusta jeśli nic z tym nie zrobimy, jeśli skupimy naszą uwagę na tym, czym Boże narodzenie nie jest,  a nie jest jedynie okazją do lepszego Jedzenia, pośpiewania kolęd, postawienia choinki i zawieszenia na niej ozdób, czy dodatkowych zakupów. Jest natomiast planem ratunkowym, Bożą ofertą życia wiecznego i pokoju z Bogiem dla każdego człowieka pod warunkiem, że człowiek to przyjmie i uwierzy, że odwieczne Słowo stało się ciałem, a Bóg posłał nam, tobie -  Zbawiciela.

I o tym aniołowie mówią w drugiej części naszego wiersza, że pokój ludziom w których Bóg ma upodobanie lub których sobie upodobał.

Kwestia pokoju staje dla nas coraz bardziej istotna. Wydaje się, że przez wiele lat ludzie tak dużo nie mówili i nie myśleli o pokoju co dzisiaj. Szczególnie, że za naszą wschodnią granicą jest wojna i ma się wrażenie, ze świat z każdym dniem staje się coraz bardziej chaotyczny i niespokojny, a wojenna retoryka dominuje w mediach. Potrzebujemy pokoju i temat pokoju od jakiegoś czasu stał się tematem modlitw w naszym domu. Ale jeszcze bardziej niż pokoju w tym świecie lub w naszym kraju potrzebujemy pokoju z Bogiem  ponieważ bez pokoju z Bogiem żaden inny pokój nie jest trwały ani prawdziwy. Możemy doświadczać chwilowego spokoju, zewnętrznego bezpieczeństwa czy stabilizacji, ale jeśli serce człowieka pozostaje oddzielone od Boga przez grzech, ten pokój jest kruchy i łatwo go utracić. Prawdziwym problemem ludzkości nie jest brak pokoju między narodami, lecz brak pokoju między człowiekiem a jego Stwórcą. Stąd się biorą wszystkie wojny, niepokój w świecie, chaos, lęk i strach w naszych sercach.

Pan Jezus przyszedł ten problem rozwiązać, zobaczmy, ze aniołowie mówią, że pokój ludziom od Boga w których ma On upodobanie? Czy Bóg ma upodobanie we wszystkich ludziach? A jeśli nie to w jakich nie ma upodobania, a w jakich ma?

Drodzy Biblia mówi, że Bóg ma upodobanie w ludziach, którzy uznają potrzebę swojego zbawienia, uznają swój grzech i przyjmą Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela. To ci ludzie otrzymują pokój z Bogiem i życie wieczne. Dlatego ap. Paweł później w liście do Rzymian 5,1 napisał:

Usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa.

Jezus Chrystus przez swoje narodzenie, doskonałe święte życie, a później śmierć i zmartwychwstanie otworzył nam drogę do Boga Ojca – On jest naszym pokojem. Gdy uwierzymy w Jezusa mór nieprzyjaźni zbudowany z naszych win między nami, a Bogiem zostaje zniszczony i mamy wtedy pokój z Bogiem. Nie musimy bać się gniewu Bożego i potępienia, bo Pan Jezus przez swoją śmierć zapłacił za nasze grzechy.

Ten pokój od Boga w moim i twoim sercu jeśli uwierzyłaś, jeśli uwierzyłeś przynosi nasza wewnętrzną przemianę, która skutkuje przebaczeniem innym, miłością bliźniego, radością i wewnętrznym spokojem, że Bóg jest w Jezusie naszym Ojcem i troszczy się o nas.

Natomiast Ci którzy nie chcą uwierzyć, nie chcą przyjąć tego poselstwa aniołów O Jezusie jako Zbawicielu nie mogą liczyć na Boży pokój i życie wieczne, nad nimi wciąż ciąży Boży gniew, który w pełni wyleje się w dzień sądu ostatecznego.

I być może nie są to łatwe słowa, ale są słowami prawdy, które wypływają z miłości Boga do człowieka. Bóg nie straszy sądem po to, by człowieka od siebie odepchnąć, lecz ostrzega, aby go ratować. Boże Narodzenie jest właśnie dowodem tego ratunku, ta wigilia – Bóg nie zostawił człowieka w jego grzechu, zagubieniu i buncie, ale sam wyszedł mu naprzeciw w osobie Jezusa Chrystusa.

Dlatego czas łaski, w którym żyjemy, jest czasem decyzji. Dzisiaj wciąż rozbrzmiewa anielskie zwiastowanie: „pokój ludziom”. Drzwi do pokoju z Bogiem są otwarte, zbawienie jest dostępne i oferowane darmo, z łaski, przez wiarę Jezusa.

Boże Narodzenie, dzisiejsza wigilia stawia nas więc przed bardzo osobistym pytaniem: co ja zrobię z Jezusem Chrystusem? Czy pozostanie On jedynie elementem tradycji, piękną historią sprzed dwóch tysięcy lat, czy stanie się moim Panem, Zbawicielem i źródłem pokoju? Nie da się być wobec Niego obojętnym, bo Jego narodzenie domaga się odpowiedzi.

Dla jednych Boże Narodzenie będzie tylko kolejnym świętem, które minie wraz z dekoracjami i wolnymi dniami. Dla innych może stać się początkiem nowego życia – życia w pokoju z Bogiem, w pewności zbawienia i w nadziei życia wiecznego, której nie zniszczy żadna wojna, kryzys ani niepokój tego świata.  

22.11.2025

Jezus zmartwychwstanie i żywot – Jana 11,15–27

Kontynuujemy nasze rozważanie Ewangelii Jana, 11. rozdziału, gdzie Jan przedstawia niepodważalne świadectwo, że Jezus jest prawdziwie Zbawicielem świata, a świadectwem tym jest wskrzeszenie Łazarza. Powiedzieliśmy sobie ostatnio, że Bóg czasami chce, abyśmy cierpieli, bo ma wobec nas wyższe cele i plany, które mają służyć Bożemu Królestwu, Bożej chwale i naszemu wiecznemu dobru.

Drogą do pogodzenia się z trudną Bożą wolą jest zaufanie w dobroć Boga pomimo doświadczeń. Gdy chodzimy z Bogiem, gdy chodzimy w światłości Ewangelii, całe nasze życie znajduje się pod suwerenną kontrolą Boga i niczego nie musimy się obawiać. Jezus powiedział uczniom, którzy bali się iść do Judei, żeby pomóc Łazarzowi: „kto chodzi za dnia, nie potknie się”. Wierzący mają życie wieczne i niczego nie muszą się bać — mogą odważnie pełnić służbę dla Boga w każdych okolicznościach. A jeśli nawet zostaną odwołani z tego świata, idą do Boga, do nieba, oczekując na zmartwychwstanie.

Ci natomiast, którzy chodzą w ciemności — z dala od Boga, z dala od Ewangelii, z dala od woli Bożej zapisanej w Biblii — potkną się, jak powiedział Jezus. Choćby szczęście trwało wiele lat, choćby powodzenie było wielkie, to jednak przychodzi dzień ciemności: dzień śmierci i sądu Bożego, na którym człowiek bez wiary w Jezusa staje z ogromnym bagażem swoich grzechów i nie ma żadnego obrońcy, który wstawi się za nim. Pan Jezus bowiem jest naszym Odkupicielem, Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi, naszym zmartwychwstaniem i życiem, naszym pokojem z Bogiem i naszą jedyną nadzieją.

Apostołowie na tym etapie jednak jeszcze tego w pełni nie rozumieją, a cud wskrzeszenia Łazarza ma ich w tym utwierdzić. Jezus mówi w 15. wierszu, że cieszy się, iż Go tam nie było, bo gdyby był, zapewne uzdrowiłby Łazarza. Teraz jednak, gdy Łazarz już nie żyje, Jezus będzie musiał go wskrzesić — a to stanie się dużo większym świadectwem i większym objawieniem Bożej chwały niż samo uzdrowienie.

Widzimy więc, że potrzebujemy umacniać się w wierze i utwierdzać ją przez Boże świadectwa oraz Boże Słowo. Choć uczniowie byli wierzący, to jednak potrzebowali wzrostu duchowego. Każdy chrześcijanin, który rozumie tę potrzebę i dąży do umacniania swojej wiary, jest błogosławiony przez Boga. Tak jak ludzie ćwiczą się w różnych świeckich umiejętnościach, zawodach sportowych czy w swoich zdolnościach zawodowych i dochodzą do doskonałości, tak my mamy się ćwiczyć w pobożności, aby nasza wiara była silna i nie miała braków.

Kiedyś spotkałem człowieka, który był mistrzem świata w układaniu kostki Rubika — i to w różnych jej kombinacjach. Nie mogłem pojąć, jak to możliwe, że w kilka sekund składa wszystkie elementy tej kostki, gdy mnie zajmowało to kilka godzin. Ale gdy utwierdzamy się w wierze i gdy ją ćwiczymy, ona również staje się coraz silniejsza. Tu nie ma dróg na skróty; nie ma cudownych rozwiązań, które pchną naszą wiarę do przodu bez karmienia się Bożymi świadectwami i bez naszego zaangażowania.

Choć uczniowie oraz Maria i Marta wierzą, to jednak potrzebują utwierdzenia wiary — a to z kolei wpływa na praktyczne życie i wybory człowieka. Im mocniej wierzymy, im bardziej jesteśmy przekonani, że Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem, tym piękniej żyjemy dla Jego chwały. Widzimy to wyraźnie w życiu uczniów: gdy po zmartwychwstaniu przekonali się, że Jezus żyje, że pokonał śmierć i że wszystkie Jego słowa są prawdą, byli gotowi podporządkować Mu całe swoje życie, a nawet — gdy zaszła taka potrzeba — oddać je.

Jezus przybywa do Betanii, oddalonej o około 3 kilometry od Jerozolimy, a Łazarz już od czterech dni nie żyje i jest pochowany. W tamtej kulturze chowano człowieka niemal od razu po śmierci, bo nie było możliwości przetrzymywania zwłok, a ciepły klimat sprzyjał szybkiemu rozkładowi. Natomiast czas lamentu i pocieszania rodziny trwał siedem dni od pogrzebu. Jezus przybywa w czwartym dniu tego czasu, gdy u Marii i Marty wciąż jest wiele osób pocieszających je po stracie brata.

Wygląda na to, że była to bardzo znana rodzina, bo przyszło wielu Żydów — nawet kilkuset — w tym znaczący Żydzi z Jerozolimy. Wzmianka, że Łazarz był już w grobie od czterech dni, ma ogromne znaczenie: Żydzi wierzyli, że do trzech dni po śmierci dusza przebywa jeszcze w pobliżu ciała. Wskrzeszenie po trzech dniach mogłoby być uznane za przypadkowe obudzenie. Jednak czwarty dzień nie pozostawiał żadnych wątpliwości: Łazarz naprawdę nie żył. Jan podkreśla to także w 39. wierszu, gdzie pojawia się stwierdzenie, że ciało już „śmierdzi”, co oznaczało postępujący rozkład.

Gdy Marta usłyszała, że Jezus przybył, wybiegła Mu na spotkanie i powiedziała: „Panie, gdybyś tu był, nie umarłby mój brat”. Podobnie przywitała Go później Maria (w. 32). Słowa te wskazują, że Marta i Maria wierzyły, iż Jezus mógł uzdrowić Łazarza, lecz raczej nie spodziewały się, że może On go wskrzesić. Dręczyła je również myśl, że gdyby Jezus był przy nich, Łazarz by nie umarł. To zdradza ich przekonanie, że nie pojmowały jeszcze, iż Bóg panuje nad wszystkim i że Łazarz zmarł, bo taka była Boża wola. Pamiętamy, że Jezus pozostał dwa dni tam, gdzie przebywał, aby Łazarz mógł umrzeć i aby cud wskrzeszenia był niezaprzeczalny.

Czy nie jest tak, że gdy w naszym życiu dzieją się tragedie, wyrzucamy sobie, że mogliśmy zrobić więcej, albo czegoś nie zrobić, aby im zapobiec? Pamiętajmy, że nie jesteśmy w stanie zmienić przeszłości, a takie obwinianie się wskazuje raczej na to, że nie mamy przekonania, iż Bóg nad wszystkim panuje i ma wszystko pod kontrolą — nawet zło i cierpienie. Jest to jakiś rodzaj wątpliwości w dobroć Boga i w Jego prowadzenie.

Jeśli Pan chce, aby coś się wydarzyło, nie jesteśmy w stanie tego zmienić ani temu zapobiec. W takich sytuacjach nie powinniśmy sądzić Boga, że gdyby coś zrobił, nie doszłoby do tragedii, ani samych siebie obwiniać. Niestety niektórzy noszą taki ciężar całymi latami, myśląc, że gdyby zrobili coś więcej, ich bliski by żył lub nie doszłoby do jakiegoś bolesnego wydarzenia.

W takich sytuacjach nasz żal, frustrację, oskarżenia i wyrzuty należy zamienić na zaufanie Bogu.

Niestety i mnie to kiedyś dotknęło: wiele lat nosiłem w sercu oskarżające myśli i pretensje do Boga, że utopiła się moja siostra, a ja — piętnastoletni chłopak — nie dopilnowałem jej, bo byłem bardziej pochłonięty zabawą niż opieką nad nią.

Może i ty nosisz takie wyrzuty... że gdybyś jeszcze raz zadzwonił, że gdybyś podał inne leki, szybciej udał się do lekarza, że gdybyś poszedł do innego szpitala, pojechał w inny dzień, nie poszedł do pracy, nie wsiadł do tego samolotu… Dręczące myśli mogą mieć różną treść.

Uwolnij się od nich. Zaufaj Chrystusowi, że cierpienie, tragedie i wojny — wszystkie te rzeczy — mieszczą się w granicach Jego woli i nic Mu nie umyka.

Biblia mówi:

Hioba 42:2 – „Wiem, że Ty możesz wszystko i że żaden Twój zamysł nie jest dla Ciebie niewykonalny.”
Psalm 135:6 – „Pan czyni wszystko, co zechce, na niebie i na ziemi, w morzach i we wszystkich głębinach.”
Psalm 103:19 – „Pan na niebiosach utwierdził swój tron, a królestwo Jego panuje nad wszystkim.”

Wiemy, że Jezus miał całkowitą kontrolę nad życiem i śmiercią Łazarza. A gdy nasz obraz Chrystusa pogłębia się, gdy coraz lepiej rozumiemy, kim On jest, nasze zaufanie wzrasta, a pokój w sercu pomnaża się.

Następnie Marta mówi, że nawet teraz wie, iż o cokolwiek Jezus poprosiłby Boga, ten by Mu to dał. Co ma na myśli? Nie wiemy do końca. Wydaje się, że nie chodzi jej o fizyczne zmartwychwstanie Łazarza, bo gdy Jezus o tym mówi, Marta odpowiada, że jej brat powstanie z martwych „w dniu ostatecznym”.

Wygląda więc na to, że jest to raczej ogólne stwierdzenie Marty — wyznanie wiary w Jezusa i wyraz zaufania: choć nie wie, w jaki sposób Jezus może pomóc, to jednak wie, że może uczynić coś dobrego w tym cierpieniu. Każdy z nas potrzebuje takiego zaufania — wiary, że jakkolwiek cierpimy, Pan może z tego wyprowadzić dobro. W chwili cierpienia trudno to dostrzec, ale wiara pozwala pokonać zwątpienia.

Gdy Jezus mówi o zmartwychwstaniu Łazarza, Marta przywołuje nauczanie o zmartwychwstaniu w dniu ostatecznym — dokładnie to, o czym Jezus nauczał w 5. rozdziale Ewangelii Jana. Marta i Maria wcześniej słuchały Jezusa, pewnie nauczał o tym w ich domu, a one przyjęły Jego słowa i uwierzyły Jego obietnicom. Tak samo każdy z nas, jeśli chce mieć życie wieczne, powinien przyjąć słowo Jezusa i żyć nadzieją Jego obietnic. Jego Słowo posila nas każdego dnia, a szczególnie w ciężkim czasie.

Ostatnio czytałem świadectwo pielęgniarki, która wielokrotnie towarzyszyła ludziom przy śmierci. Zauważyła ona ogromną różnicę między umieraniem ludzi wierzących, kochających Chrystusa, a niewierzących. Ci pierwsi odchodzili z nadzieją zmartwychwstania, pełni pokoju, ciesząc się na spotkanie ze swoim Zbawicielem; często jeszcze pocieszali tych, którzy pozostawali. Natomiast niewierzący odchodzili w strachu, pełni niepokoju i niepewności, bez nadziei i bez Boga na świecie.

Jezus wielokrotnie mówił, że w dniu ostatecznym podniesie z martwych wszystkich, którzy w Niego wierzą:

Jana 5:28–29 – „Nadchodzi godzina, kiedy wszyscy w grobach usłyszą głos Jego; i wyjdą ci, co dobrze czynili, by powstać do życia; a inni, którzy źle czynili, by powstać na sąd.”
Jana 6:39–40 – „A to jest wola Tego, który Mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym. (…) Każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.”

To będzie wspaniały dzień, gdy Jezus powróci w chwale, z aniołami i niezliczoną rzeszą świętych. Wtedy wierzący otrzymają nowe, uwielbione ciała — nieskażone grzechem, niezdolne do śmierci, cierpienia, bólu, smutku, depresji czy zmęczenia. To będzie również dzień spotkania ze wszystkimi bohaterami wiary: Noem, Abrahamem, Mojżeszem, Jozuem, Dawidem, Danielem, prorokami i wszystkimi wiernymi apostołami. A przede wszystkim — dzień, w którym będziemy na wieki podziwiać naszego Zbawiciela.

Marta ma więc dobrą eschatologię — naukę o czasach ostatecznych. Uważnie słuchała Jezusa. Jednak możemy mieć teologicznie wszystko dobrze poukładane, a mimo to może nam brakować zaufania w codziennych próbach. Siła do pokonywania doświadczeń płynie nie tylko z właściwej teologii, ale przede wszystkim z bliskiej więzi z Chrystusem. I o tym Jezus chce Marcie przypomnieć.

Dobrze, że wierzy w zmartwychwstanie w dniu ostatecznym — ale powinna wierzyć również w to, że Jezus jest jej zmartwychwstaniem i życiem. To jest piąte wielkie stwierdzenie „Ja Jestem” w Ewangelii Jana.

Słowa te są kolejnym ogłoszeniem Boskości Jezusa. On jest życiem — życie jest w Nim.

Nasza nadzieja zawiera się w osobie Jezusa. Życie wieczne to relacja z Nim — nie tylko poznanie i przyswojenie teologicznych prawd, jak w wielu religiach, ale żywa więź z Chrystusem. Możemy wiele wiedzieć i znać Biblię, a jednak Jezus oczekuje czegoś więcej: osobistej wiary, osobistego zaufania — jak małe dziecko ufa swoim rodzicom, bo są dla niego bliscy, kochani, obecni.

Zauważmy, że Jezus nie mówi jedynie, że udziela zmartwychwstania lub że podniesie ludzi z martwych — choć nawet to byłoby niesamowite. On mówi: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. On jest źródłem życia, tak jak Ojciec jest źródłem życia. W 5. rozdziale Ewangelii Jana Jezus powiedział, że tak jak Ojciec ma życie w sobie, tak dał Synowi, aby i On miał życie w sobie.

Jezus wyjaśnia Marcie, że ci, którzy żyją i wierzą w Niego, nie umrą na wieki. Oczywiście nie mówi tu o śmierci fizycznej — bo zanim Chrystus powróci, wszyscy fizycznie umrzemy. W naszej społeczności w ciągu ostatnich 15 lat naliczyłem ponad dziesięć osób, które odeszły do wieczności. Człowiek uświadamia sobie wtedy, jak szybko mija czas. Ale Jezus obiecuje, że wierzący duchowo nie umrą — nie ujrzą drugiej śmierci. Śmierć fizyczna jest dla nich wejściem do obecności Pana, odpoczynkiem po trudach życia i oczekiwaniem na chwalebne zmartwychwstanie.

Następnie Jezus pyta Martę: „Czy wierzysz w to?” Nie chodzi o wiarę intelektualną, jaką często słyszymy w naszej kulturze — jak ktoś mówi, że „jest wierzący”, a ma jedynie mgliste pojęcie o Jezusie. Chodzi o wiarę osobistą — zaufanie Jezusowi jako Zbawicielowi.

Marta taką wiarę wyznaje. Mówi: „Panie” — uznaje Go swoim Panem — a następnie: „uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystusem”, czyli Mesjaszem, namaszczonym przez Boga Zbawicielem, który miał przyjść na świat. Wyznaje, że On jest tym, na którego Izrael czekał od wieków, o którym mówiły Pisma prorocze. Składa osobiste świadectwo o Jezusie.

Ostatnio odwiedzili mnie Świadkowie Jehowy. Rozmawiam z nimi i pytam w końcu: „Kim jest dla was Jezus?” Mówią: „Synem Bożym”. Pytam więc: „A kim jest dla was osobiście? Czy możecie powiedzieć, że Go znacie? Czy możecie klęknąć przed Nim i powiedzieć: Ty jesteś moim Panem i moim Bogiem — jak zrobił to Tomasz, jak zrobiła to Marta?” Nie byli w stanie. Nie mieli osobistej wiary. Nie mieli więzi z Jezusem.

A co z tobą?

Jezus pyta Martę: Czy wierzysz?
Czy wierzysz, że On jest zmartwychwstaniem i życiem?
Czy wierzysz, że jest drogą, prawdą i życiem?
Czy wierzysz, że jest światłością świata — twoją światłością?
Czy wierzysz, że jest chlebem żywota — i jeśli Go spożywasz, nie umrzesz na wieki?

Czy wierzysz?
Czy spożywasz?
Czy karmisz się Nim?

Czy karmisz swoją duszę rozmyślając o Nim, wołając do Niego, przyjmując Jego Słowo i rozważając je we dnie i w nocy (Psalm 1)? Czy On jest twoją nadzieją nie tylko na zmartwychwstanie w wieczności, ale także nadzieją posilającą cię każdego dnia — w chorobie, w pracy, w wychowaniu dzieci, w starości, w codziennych problemach? Czy pokrzepiają cię Jego obietnice i Jego bliskość?

Mam nadzieję, że tak — bo dla mnie jest.

27.10.2025

Choć w świetle Bożego Słwa Ew. Jana 11,1-14


Wkraczamy dzisiaj do 11 rozdziału Ew. Jana jest to niezwykle ważny rozdział w narracji apostoła Jana. Celem jak wiemy jest przekonać nas, że Pan Jezus jest prawdziwie Zbawicielem świata, Synem Bożym, który przyszedł z nieba i dokonał ponadnaturalnego wcielenia stając się człowiekiem, by objawić nam Boga Ojca i oddać życie za grzeszników byśmy przez wiarę w Niego modli dostąpić przebaczenia i pojednania z Bogiem. A ten rozdział ma dostarczyć nam niepodważalnych dowodów, że tak właściwie jest, że Pan Jezus prawdziwie daje życie wieczne i jest gwarantem naszego zmartwychwstania. Jest to ostatni wielki publiczny cud zapisany przez Jana. Spektakularny cud wobec setek świadków wskrzeszenia z martwych człowieka, co do którego nie było żadnych wątpliwości, że faktycznie nie żyje.

I choć historia ta jest nam wszystkim dobrze znana, to jednak przyglądając się jej szczegółom możemy uchwycić wile wspaniałych prawd, których zazwyczaj na pierwszy rzut oka nie dostrzegamy. Dzieje się tak choćby dlatego, że prawdy te są ukryte między słowami i wymagają od nas zatrzymania się nad tekstem i wgłębienia się w Niego. Prawdy te, by je odkryć wymagają od nas wysiłku intelektualnego, poświęconego czasu oraz łaski Bożej, by mogły stać się dla nas bardziej jasne. Ale gdy już je odkryjemy staną się wspaniałym duchowym pokarmem posilającym nas, który jeszcze bardziej utwierdzi nasz dusze w przekonaniu, że jeśli jest jakaś prawdziwa nadzieja na pokonanie śmierci i dotarciu do życia, to może być ona tylko w Jezusie Chrystusie.

Z pewnością, gdy czytamy ewangelię to zauważymy, że Pan Jezus nierzadko mówił jakby w zagadkach. Przemawiał w przypowieściach, niekiedy nie mówił wprost o co mu chodzi, ale zmuszał swoich słuchaczy do zastanowienia się. Innym razem ukrywał wobec wrogich mu ludzi i sceptyków swoją prawdziwą tożsamość, a wobec tych, którzy szukali prawdy o Bogu jak np. Samarytanka mówił wprost, że On jest Mesjaszem.

W 16 rodz. Ew. Jana tuż przed śmiercią Jezusa uczniowie mówią do niego

Jan 16:29  Rzekli uczniowie jego: Oto teraz wyraźnie mówisz i żadnej przypowieści nie powiadasz.

Natomiast w Ew. Mateusza czytamy

Mat 13:34  To wszystko mówił Jezus do ludu w podobieństwach, a bez podobieństwa nic do niech nie mówił.

Chodziło o to, że przypowieści i ukryte znaczenia objawiały prawdę o Królestwie Bożym tym, którzy jej szczerze poszukiwali. Jeśli człowiek naprawdę był zainteresowany Królestwem Bożym, to przyjmował słowa Jezusa, rozważał je i w końcu Bóg dawał mu ich poznanie. Natomiast przypowieści i zagadkowe wypowiedzi ukrywały prawdę przed szydercami i ignorantami, którzy naśmiewali się z Chrystusa lub gardzili Nim.

I tutaj w naszym fragmencie mamy kilka takich ukrytych znaczeń którymi się zajmiemy.

Zacznijmy od tego, że Pan Jezus przybywa do Betanii, która była oddalona około 3 kilometrów od Jerozolimy. Przez ostatnie tygodnie pełnił swoją służbę w Galilei, ale zachorował przyjaciel Jezusa - Łazarz. Łazarz był bratem Marii i Marty, domu w którym Pan Jezus zatrzymywał się, gdy przybywał do Jerozolimy. Wydaje się, że w trakcie swojej służby, kiedy Pan Jezus przychodził na różne święta żydowskie i uroczystości w Jerozolimie, to na noc udawał się właśnie do Betanii, gdzie był goszczony wraz z uczniami przez Łazarza, Marię i Martę. Ewangelię mówią o trzech wizytach Pana Jezusa w tym domu, ale biorąc pod uwagę relację jaką miał z domownikami śmiało możemy założyć, że przebywał tam częściej.

Więc, gdy Łazarz poważnie zachorował jego siostry – Maria i Marta szybko posłały po Pana Jezusa żeby pomógł ich bratu. Miały nadzieję, ze Pan Jezus szybko przybędzie i uzdrowi Łazarza swoją cudowną mocą jak uzdrowił setki innych osób. Jednak widzimy, że gdy Jezus o tym usłyszał, to nie śpieszył się zbytnio, by przybyć z pomocą do swego przyjaciela. Nasz tekst mówi w 6 wierszu, że Pan pozostał jeszcze dwa dni na miejscu, gdzie pełnił służbę zanim udał się do Betanii. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro go tak miłował i mógł mu pomóc, to dlaczego nie zareagował od razu, ale Jezus pozwolił, by Łazarz dalej cierpiał, a w końcu zmarł?

Odpowiedz na to pytanie mamy w 4 wierszu, że ta choroba nie jest na śmierć, lecz na chwałę Bożą, aby Syn Boży był przez nią uwielbiony. Pan Jezus celowo pozostał na miejscu jeszcze dwa dni żeby dokonała się śmierć Łazarza i żeby był martwy na tyle długo, by nikt nie miał wątpliwości, że umarł i żeby mógł podnieść go z martwych. Dotychczas Jezus już dokonał setek uzdrowień u był znany jako człowiek, który posiada niezwykłą moc. Ale Pan Jezus przede wszystkim mówił i nauczał, że każdy kto w Niego wierzy przeszedł ze śmierci do żywota, nauczał, że wiara w Niego daje żywot wieczny, że człowiek który Mu zaufa otrzymuje zwycięstwo nad śmiercią i nie musi obawiać się sądu Bożego. Nauczał, że jest Panem życia i śmierci, że jest światłością świata i wodą życia, mówił o sobie, że jest chlebem żywota i każdy kto Go spożywa w sensie wiary w Niego ma żywot wieczny.

Przez wskrzeszenie z martwych Łazarza mógł pokazać swoim uczniom i innym, którzy zastanawiali się na ile Jego słowa są prawdą, że faktycznie jest tak jak mówił, że prawdziwie On jest zmartwychwstaniem i żywotem.

Weźmy również pod uwagę, że choć Jezus kochał Łazarza i jego rodzinę, to pozwolił żeby Łazarz cierpiał, a z nim jego siostry, by na nim dokonała się Boża chwała. Siostry Łazarza nie rozumiały motywów Jezusa, co możemy odczytać z 21 wiersza, kiedy Marta powiedziała do Pana, że gdyby był pośród nich, to Łazarz by nie umarł. Marta i Maria przez te kilka dni musiały się przyglądać jak ich brat słabnie, cierpi, a w końcu umiera. Jednak ani cierpienie Łazarza, ani Marty i Marii nie oznaczało, że Jezus ich nie kocha, że mu na nich nie zależy, że jest obojętny na ich doświadczenia.

Widzimy, że Bóg czasami dla wyższych swoich celów pozwala na cierpienie swoich przyjaciół, a my nie zawsze rozumiemy dlaczego tak czyni. Chcielibyśmy żeby od razu, gdy potrzebujemy Jego pomocy zareagował i wybawił nas z opresji, ale weźmy pod uwagę, że przede wszystkich Bóg kieruje się swoją chwałą, swoją wolą, której wypełnienie ostatecznie i nam przynosi błogosławieństwo. To czego potrzebujemy, gdy cierpimy, a pomoc od niego jakiej się spodziewamy nie nadchodzi, to pokory i wiary w to, że wciąż jest dla nas dobry i nas kocha.

 A pomoc może nie nadchodzić z powodu jakiś wyższych Bożych celów, których w tej chwili nie znamy. Chciałbym dzisiaj ciebie zachęcić i wezwać byś nigdy nie podważał lub nie podważała dobroci i miłości Bożej, bo nie wiesz dlaczego Bóg nie reaguje na twoje lub innych cierpienie. Ten fragment również obala fałszywa naukę, która niestety szerzy się w wielu ewangelikalnych kościołach, a mianowicie, że Bóg nie chce żebyś cierpiał. Widzimy, że czasami chce, przyczyny tego mogą być różne, jak Boża chwała, co widzimy w przypadku rodziny Łazarza i ślepca od urodzenia z 9 rozdz. Jana. Innym razem, może Bóg chce nas czegoś nauczyć lub wykształcić w nas jakieś święte cechy, które mogą zaistnieć się tylko przez doświadczenia jakie przechodzimy, jeszcze innym razem może być to Boża dyscyplina z powodu jakiegoś naszego grzechu z którego należy wyznać i się upamiętać. Ale nigdy nie daj się oszukać szatanowi, że jeśli cierpisz, to Bóg Cię nie kocha i na tobie Mu nie zależy. W rzeczywistości Biblia mówi, że kogo Bóg miłuje tego karci Hebr 12,6.

Jakiś czas temu słyszałem jak znany już nieżyjący pastor John MacArthur opowiadał historię młodszego pastora, który pewnego dnia zabrał całą rodzinę, dwie córki i syna, a wraz z nimi było jeszcze dwoje niewierzących studentów z wymiany studenckiej z Włoch i wszyscy razem pojechali samochodem zapisać jedną z córek na studia. Później chcieli odwiedzić na nabożeństwie Zbór Johna MacAthura. Jednak gdy dojeżdżali do uczelni ich samochód został uderzony na skrzyżowaniu przez dużą furgonetkę. Siła uderzenia była tak wielka, że córki tego pastora, które siedziały z tyłu wypadły przez szybę z samochodu i zginęły na miejscu. Ich syn i dwoje studentów z wymiany zostali ciężko ranni. Pastor i jego żona odnieśli niewielkie obrażenia, bo furgonetka uderzyła bardziej w tylną część auta.

John Macarthur mówił, że gdy się o tym dowiedział udał się do szpitala, by pocieszyć tą rodzinę i choć byli zdruzgotani, to ten pastor, który właśnie stracił dwoje dzieci powiedział, że mimo wszystko Bóg jest dobry, bo zabrał jego dwie wierzące córki, które kochały Jezusa i są teraz z Nim, a oszczędził tych niewierzących studentów z wymiany, by jeszcze mieli szanse poznać Jezusa.

A jak ty reagujesz podczas cierpienia, dostrzegasz dobroć Bożą, czy ją kwestionujesz? Ci rodzice, który stracili dzieci nie rozumieli dlaczego, ale potrafili zaufać Jezusowi, że nad wszystkim panuje i realizuje w sposób doskonały swoja wolę jak w przypadku Łazarza.

Jego choroba i śmierć była w tym celu, by przez  nią został uwielbiony Syn Człowieczy, oby Pan dodał nam na tyle sił, że wtedy kiedy doświadczamy cierpienia będziemy również widzieć Jego dobrotliwą rękę nad nami. Zawsze w takich sytuacjach powinniśmy czynić to co Maria i Marta zwracać się do Jezusa w naszym doświadczeniu. One Nie nakazywały Jezusowi co On ma zrobić, ale pokornie powierzyły mu sprawę swego brata mając nadzieje, że przyjdzie im z pomocą.

Następnie po dwóch dniach, kiedy Łazarz już zmarł Jezus powiedział do uczniów, że pójdą znowu do ziemi Judzkiej. Uczniowie pewnie mieli nadzieje że już w ogóle tam nie pójdą, co wyrazili w 8 wierszu „Mistrzu! Dopiero co chcieli Cię Żydzi ukamienować i znowu chcesz tam iść. Jak widać nie byli zachwyceni pomysłem swego nauczyciela. Pamiętali to, co działo się w 10 rozdziale jak Żydzi naznosili kamieni, by zabić Jezusa i starali się Go pojmać. Nie rozumieją dlaczego Jezus znowu chce narażać się na niebezpieczeństwo utraty życia. Reagują w typowo ludzki sposób jak zareagowałaby większość ludzi. Ale pamiętajmy, że są takie chwile w naszej służbie, chwile w których chodzi o Bożą chwałę i wierność Bogu, że nasze osobiste bezpieczeństwo powinno odgrywać drugorzędną rolę, przecież nasze życie i tak jest w rękach Boga.

Myślę o takich sytuacjach kiedy Bóg w sposób wyraźny wzywa nas do pełnienia swojej woli, a my z tego powodu czujemy się zagrożeni i mamy opory żeby to czynić. Mogą być to chwilę, gdy należy dać wyraźne świadectwo o Jezusie, podzielić się ewangelią, okazać się wiernym Bogu. Szatan przez strach kusi nas do rezygnacji i nieposłuszeństwa. Ale Pan Jezus nigdy się temu nie poddawał.

Odpowiedź Pana Jezusa na obawy uczniów jest trochę tajemnicza. On mówi „Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Jeśli kto chodzi we dnie, nie potknie się bo widzi światło tego świata. Jeśli zaś kto chodzi w nocy, potknie się, bo nie ma w sobie światła.

Pojawia się pytanie jak ta odpowiedź się ma do obaw uczniów?

Jezus mówi, że wszyscy mamy tyle czasu ile dał nam Bóg, by wypełniać Jego wolę. Nikt z nas nie ma ani więcej, ani mniej. Wiadomo, że wtedy nie posługiwano się zegarkami tak jak my to czynimy dzisiaj. Żydzi dzielili dzień na dwa cykle, dzień i noc, od wschodu do wieczora około 12 godzin i od wieczora do rana około 12 godzin. Uczniowie obawiali się powrotu do Judei, że mogą zginąć wraz z Jezusem, bo nienawiść przywódców w stosunku do Niego była już na wysokim poziomie.

Ale Jezus mówi, że dzień jest już ustalony, że nie można niczego zmienić, że nie można niczego wydłużyć ani skrócić, nikt nie może zmienić Bożej woli i coś do niej dodać lub z niej odjąć. Żaden wróg Jezusa nie może skrócić jego życia i życia uczniów, ani żaden przyjaciel nie może tego życia wydłużyć. Jezus uświadamia uczniów, że wszystko jest w rękach Boga i Bóg Ojciec nad wszystkim panuje i choć Żydzi próbują go zabić, to zanim nie nadejdzie Jego czas nie będą w stanie tego uczynić. Czyli w świetle życia w jakim się poruszam spotka mnie tylko to, co Bóg dla mnie przeznaczył, co Bóg dla mnie zaplanował. Jeśli kocham Boga i pragnę wypełniać jego wolę nie potknę się, jestem pod Bożą ochroną, kieruje się światłem świata, Bożą wolą jak czynił to Jezus. Nie musiał się obawiać jak i nie musi się obawiać każdy, każdy kto pragnie wypełniać Bożą wolę. Spotka nas w życiu tylko to, co Bóg dla nas przeznaczył i w takim zakresie ile dla nas przeznaczył. Jeśli chodzimy z Bogiem Nie musimy się chować, nie musimy się bać naszych wrogów, nie oni mają nad nami kontrolę, nie oni rządzą naszym życiem i jego okolicznościami chociaż może by chcieli. A nawet często myślą, że tak jest, że mają władze nad nami, ale Jezus wyraźnie uczy, że spełniając Bożą wolę jesteśmy pod Bożą ochroną i w granicach Jego woli. Nie zawsze możemy to dostrzec przez okoliczności, ale możemy być tego pewni przez zaufanie Bożemu Słowu.

Kiedyś tego doświadczyłem w niezwykły sposób, pamiętam wiele lat temu organizowaliśmy nabożeństwo w Nowym Dworze Gdańskim i w trakcie nabożeństwa wdarł się do środka pijany mąż jednej z sióstr i zaczął robić wielką awanturę z tego powodu, że jego żona chodziła do Zboru. Wywracał krzesła, popychał ludzi, a był to duży gość, wysoki i solidnie zbudowany. W dłoni miał dużego gwoździa dachowego i groził, że tym gwoździem kogoś zabije. W trakcie awantury ktoś wezwał policję. Ale zanim przyjechała podbiegł do mnie i zamachnął się tym gwoździem, by wbić mi go w głowę. Naprawdę bałem się, ale w tym wszystkim miałem jakąś taką Bożą odwagę i powiedziałem do niego, że nie możesz zrobić nic poza tym, na co Bóg ci pozwoli i dosłownie jego ręka zatrzymała się nad moja głową i w tej chwili podbiegli bracia i złapali go za ręce, a za chwilę przyjechała policja. Wtedy tak mocno i realnie doświadczyłem Bożej suwerenności, Jezus często o niej nauczał wiedząc, że Jego życie i życie uczniów całkowicie jest w granicach Bożej woli. Uczniowie tak długo przebywając z Jezusem powinni widzieć, że tak jest. Któregoś dnia ostrzeżono Jezusa, że Herod chce Go zabić, gdy nauczał w Perei w regionie  panowania Heroda Antypasa. To był ten Herod, który kazał ściąć Jana Chrzciciela, a Jezus wtedy odpowiedział, że nadal będzie kontynuował swoją misje, aż do dnia wyznaczanego i dopiero wtedy stamtąd odejdzie. Mówił idźcie powiedzcie temu lisowi, że wypędzam złe duchu i dokonuje uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia zakończę (Łuk 13,31-33).

Inaczej mówiąc, Herod nie może mnie skrzywdzić, wykonuję Bożą wole i będę wykonywał ją tak długo jak Bóg tego chce i nic nie może mi w tym przeszkodzić.

Dawid w Psalmie 139 wierszu 16 mówi „Oczy twoje widziały czyny moje, w księdze twej zapisane były wszystkie dni przyszłe, gdy jeszcze żadnego z nich nie było”

Więc choć w Bożym świetle, realizuj Bożą wolę która jest zapisana w Bożym Słowie i czyń to odważnie z radością. Oczywiście należy wziąć pod uwagę, że niekiedy Jezus celowo unikał Żydów, gdy próbowali go skrzywdzić, więc należy umiejętnie w Bożej mądrości szukać właściwego balansu między wiecznymi postanowieniami Boga, a nasza odpowiedzialnością, która również ma znaczenie.

Słyszałem, że ktoś kiedyś powiedział, że jest tak przekonany, że nic nie może mu się stać jeśli Bóg tego nie chce, że byłby gotowy raptem wyjść na środek najbardziej ruchliwej ulicy w godzinach szczytu, a drugi odpowiedział, że jeśli to zrobisz, to być może to jest właśnie twój ostatni dzień. Jezus wypełniał Bożą wole, nie działał jak szaleniec, nie był arogancki, nie był głupi, nie kusił swojego Ojca bezmyślnie się narażając.

Więc pamiętajmy, że mamy tylko tyle czasu na pełnienie Bożej woli ile dał nam Bóg i ten czas powinniśmy dobrze wykorzystać na Bożą chwałę, chodzić w świetle obecności Pana i wykonywać zadania które nam powierzył. Jeśli powierzył Ci dzieci, wychowuj je dla Bożej chwały, jeśli powierzył Ci obowiązki zawodowe, rób je jak najlepiej i bądź dobry świadectwem dla współpracowników. Skoro dał Ci zbór troszcz się o kościół o jego dobro, o braci i siostry, buduj ich i służ im, jesteśmy winni sobie przed Bogiem miłość wzajemną. Jeśli powierzył Ci służbę, to staraj się z niej dobrze wywiązać. Jeśli dał ci dary, rozwijaj je. Jeśli powierzył Ci Pan jakieś zadanie dopilnuj żeby je wykonać, jeśli kazał nam się modlić i zwiastować ewangelię – czyńmy to, I tak mógłbym wymieniać wiele jeszcze rzeczy, ale mam nadzieje, że wiecie o co chodzi.

Jeśli natomiast chodzimy w nocy jak mówi Jezus w 10 wierszu, jeśli człowiek chodzi poza Bożą wolą, nie ma w sobie Bożego światła, nie interesuje go co Bóg mówi o zbawieniu, nie interesuje go Boże słowo, nie ma pragnienia, by służyć Bogu, realizuje w życiu swoje pragnienia i swoją wolę, to w końcu się potknie. W końcu przyjdzie taki dzień ciemności, który go zaskoczy, dzień w którym zbiorą się nad nim ciemne chmury, dzień w którym jego szczęście się skończy, a dobra passa odejdzie. Choćby prowadził najlepsze życie w tym świecie, to dzień prawdziwej ciemności nadejdzie, kiedy Bóg powie w różnych okolicznościach życia, nierzadko zaskakujących wracajcie synowie ludzcy, kiedy Bóg powoła go na sąd, a życie człowieka się skończy. I wyląduje taki człowiek przed tronem Bożym, bez wiary, bez Jezusa, bez Jego wstawiennictwa z ogromnym bagażem swoich grzechów i usłyszy od Jezusa nie znam Cię, idź precz od mnie w ogień wieczny.

Straszny dzień ciemności przyjdzie na wszystkich, którzy odrzucili Pana Jezusa, którzy ignorowali Jego słowa i nie chcieli uwierzyć, ale jeśli jesteśmy w Chrystusie nie potkniemy się, nie musimy obawiać się, chodzimy w świetle, a On nad nami czuwa – jakże to wspaniałe pociesznie, szczególnie w obliczu śmierci i wszelkich doświadczeń.

Następnie Pan Jezus powiedział do uczniów, że Łazarz zasnął, ale On idzie zbudzić Go ze snu. Uczniowie nie rozumieją, że chodzi tutaj o zwykły sen, ale o śmierć, bo mówią w 12 wierszu, że jeśli zasnął to zdrów będzie, obudzi się. Ale Jezus teraz powiedział im jasno, że sen o którym mówił jest śmierć, a On obudzi go z tego snu.

Jezus tutaj kwestie snu odnosi do snu ciała, ale nie do duszy. Biblia mówi, że w chwili śmierci ciało śpi w prochu ziemi lub w grobie Daniela 12,2 czekając na zmartwychwstanie, ale duch człowieka idzie do Boga i w zależności od jego wiary w Chrystusa jest zbawiony lub potępiony. Zbawione dusze ludzi są z Bogiem, są już w niebie, gdzie doświadczają odpoczynku od swoich dzieł jak mówi ap. Paweł w liście do Filipian 1 rozdz., że umrzeć, to znaczy być z Panem lub 2 Koryntian 5 rozdział 8 wiersz, gdzie ap. Paweł kolejny raz mówi, że wolelibyśmy raczej wyjść z ciała i zamieszkać u Pana. On zbudował dla swoich wiernych mieszkanie nie ręką ludzką zbudowane, słabe, nietrwałe, ale wieczne, dom w niebie, nasz dom, gdzie Zbawiciel przygotował nam miejsce i gdzie jest nasza Ojczyzna.

Niewierzące dusze natomiast już doświadczają sądu Bożego i w jakiejś części cierpień piekła jak bogacz z  Ew. Łukasza z 16 rozdz. ostatecznie piekło zostanie wrzucone do jeziora ognistego, gdzie Biblia mówi, że nie mają wytchnienia we dnie i w nocy, czyli na wieki wieków za to, że nie umiłowali Bożej prawdy okazanej światu w Jezusie Chrystusie, ale umiłowali śmierć. Dlatego proszę cię dzisiaj umiłuj życie, umiłuj Chrystusa, pokochaj Jego słowo, choć w świetle Jego słowa a nie potkniesz się nigdy i przejdziesz ze śmierci do żywota. Niewiele rzeczy w życiu jest tak pewnych jak to, niebo i ziemia przeminą, ale Jego słowa nigdy.  

9.10.2025

Dlaczego powinniśmy wierzyć w Jezusa Ew. Jana 10,31-42

 


Dochodzimy powoli do końca publicznej posługi Jezusa, która kończy się w smutny sposób, Jezus zostaje przez swój lud odrzucony. Po słowach Jezusa, że daje wierzącym w Niego żywot wieczny i że wraz z Ojcem jest jedno żydzi zupełnie tracą panowanie nad sobą i chcą Pana Jezusa zabić przez ukamienowanie za bluźnierstwo. Nie do zniesienia jest dla nich to, że Jezus będąc człowiekiem czyni siebie Bogiem w.33.

Tu warto podkreślić, że gdy Pan Jezus powiedział, że wraz z Ojcem są jedno, to nie miał na myśli że wraz z Ojcem są ta samą osobą jak niestety niektórzy twierdzą. Słowo jedno tutaj w języku greckim jest rodzaju nijakiego, a nie męskiego czyli chodzi o to, że są jednością, ale odrębnymi od siebie osobami. Oni są jedno w działaniu, w dążeniach w myśleniu, w pragnieniach, są jednej natury i są jedno w całym palnie zbawienia, ale nie są jedno w tym sensie, że są tą samą osobą.

Zarówno Syn jak i Ojciec są odrębnymi od siebie osobami, ale mają ze sobą doskonałą wspólnotę i są doskonałą jednością wraz z Duchem Świętym stanowiąc jednego Boga. Jeden Bóg w trzech osobach, Ojciec, Syn i Duch Św. ale nie wierzymy w trzech Bogów, ale trójedynego Boga.

Należy to podkreślać i wyjaśniać, bo niestety na gruncie Trójcy Świętej mamy wiele herezji, które zaprzeczają boskości syna lub boskości Ojca, albo boskości oraz osobowości Ducha Św. Co jakiś czas odżywa starożytna herezja zwana modalizmem, która twierdzi, że Bóg objawia się na trzy różne sposoby, raz jest Ojcem, raz Synem, a innym razem Duchem Św, ale nie istnieje jako trzy odrębne osoby. Jest to oczywiście nie prawda. Bóg Ojciec nie jest Synem, Syn nie jest Ojcem, a Duch Święty nie jest ani Ojcem, ani Synem – lecz wszyscy Trzej są jednym Bogiem, współistotnymi Osobami w jednej Trójcy Świętej, nierozdzielni w boskiej naturze, mocy i chwale.

Niektórzy twierdzą, że Jezus nie domagał się, by uznano w Nim Boga, ale słowa, że są wraz z Ojcem jedno, tym właśnie są - deklaracją boskości Chrystusa i żydzi dobrze to rozumieją, dlatego przygotowali sobie kamienie, by Jezusa zabić. Dla nich takie słowa były bluźnierstwem, mówili w wierszu 33, że ty będąc człowiekiem czynisz siebie Bogiem.

Zauważmy, że Jezus nigdy się nie sprzeciwiał, gdy oskarżano Go o to, że czyni się równym Bogu lub czyni się Bogiem. W 5 rozdz. Ew. Jana, gdy Jezus w szabat uzdrowił chorego przy sadzawce Syloe i mówił o tym, że jest Panem szabatu i że wszystko czyni, co czyni Ojciec, wtedy też chcieli go zabić. Pan Jezus nie tylko nie odpierał zarzutów o bycie równym Bogu, ale potwierdził i nie wiem czy pamiętacie, ale powiedział w 5 rozdz. Ew. Jana, że jest równy Ojcu w naturze, jest równy Ojcu w swoich dziełach, jest równy Ojcu w miłości i wiedzy, jest równy Ojcu w swojej suwerennej mocy, obdarzaniu życiem i sądzie i jest równy Ojcu we czci jaka Mu się należy – kto nie czci Syna nie czci i Ojca.

Jezus przyjmował chwałę od ludzi, gdy Go uwielbiali w Ew. Jana w 9 rodz. kiedy uzdrowił człowieka niewidomego od urodzenia w 38 wierszu czytamy, że gdy ten człowiek dowiedział się kim Jezus jest, że Jest Synem Człowieczym, to złożył Mu pokłon. Pan Jezus wtedy nie protestował, ale przyjął oddaną Mu cześć, bo zasługiwał na nią będąc Synem Bożym - wcielonym Bogiem. Po zmartwychwstaniu w 28 rodz. Ew. Mateusza, 17 wierszu gdy uczniowie poszli do Galilei, gdzie Jezus im nakazał widząc Go oddali Mu w uwielbieniu pokłon.

Również tzw. niewierny Tomasz w 20 rozdz. Ew. Jana wyznał w Jezusie swego Pana i Boga, gdy zobaczył Go zmartwychwstałego i mógł dotknąć miejsc po zadanych mu ranach na Krzyżu.

 Weźmy pod uwagę, że dla żydów, ludu w którego świadomości mocno był wyryty monoteizm oddawanie czci komuś innemu jak jedynemu prawdziwemu Bogu było aktem bałwochwalczym. Zarówno Jezus jak i uczniowie pochodzili ze środowiska żydowskiego, gdyby On nie był prawdziwie Bogiem nigdy nie przyjąłby boskiej czci dla siebie, a uczniowie nie będąc przekonani, że mają do czynienia z Bogiem nigdy chwały by Mu nie oddali.

 „Gdy Żydzi oskarżyli Jezusa (J 10,33), że jako człowiek czyni siebie Bogiem, On odpowiedział cytatem z Psalmu 82,6: „Ja rzekłem: Jesteście bogami i wszyscy – synami Najwyższego”. W ten sposób pokazał, że skoro Pismo nazywa ludzi bogami i synami Boga  (w sensie przywileju bycia Bożymi przedstawicielami), to tym bardziej nie powinni się gorszyć, gdy On – prawdziwy Syn Boży – nazywa siebie Bogiem. Czasami świadkowie Jehowy powołują się na ten fragment i mówią, że Jezus łagodził swoje roszczenia do boskości.

Ale Psalm 82 mówi o sędziach Izraela, którzy mieli reprezentować Bożą sprawiedliwość, ale zawiedli. Bóg nazywa ich „bogami” (hebr. elohim) w sensie symbolicznym – jako Jego ziemscy przedstawiciele mieli za zadanie wydawać wyroki w Bożym imieniu.

Jezus używa tego argumentu w sensie („tym bardziej”): jeśli Pismo nadaje boski tytuł grzesznym ludziom, bo sprawowali władze w imieniu Boga, to o ileż bardziej przysługuje On prawdziwemu Synowi Bożemu, który jest „jedno z Ojcem” (J 10,30).

Jan 10:36  Do mnie, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, wy mówicie: Bluźnisz, dlatego, że powiedziałem: Jestem Synem Bożym?

Więc Jezus tutaj niczego nie łagodzi, wprost przeciwnie dowodzi swojej boskości, dowodzi, że nie bluźni gdy mówi że ja i Ojciec jedno jesteśmy, ale tak jest faktycznie.

Jan apostoł również zapisuje, że w tej dyskusji z żydami Jezus odnosząc się do Psalmu 82  powiedział, że Pismo nie może być naruszone wiersz 35. Chodzi o to, że Jezus użył w celu dowodzenia swojej boskości mało znanego psalmu, który nic nie mówi na temat boskości syna Bożego, ale treści tam zapisane - jedno słowo - posłużyło w tej dyskusji jako argument wspierający. Pismo Św. zostało w taki sposób natchnione przez Boga, że zostało w nim zapisane dokładnie to, co chciał Bóg i dokładnie w taki sposób jak Bóg tego chciał, by objawiało i wskazywało nam Boże prawdy. Nie tylko w Piśmie zostały zawarte słowa jakie Bóg chciał, ale także forma gramatyczna jaka została zapisana ma znaczenie, co posłużyło Panu Jezusowi jako argument na zmartwychwstanie, gdy powołał się w dyskusji z Saduceuszami niewierzącymi w zmartwychwstanie na zwrot w Ks. Wyjścia 3 rozdz., że Bóg jest Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba, co znaczyło że oni wciąż żyją pomimo śmierci. Gdyby nie było zmartwychwstania to zamiast, że Bóg jest ich Bogiem byłoby powiedziane, że był ich Bogiem.  Jezus traktował Biblię, Pismo, Stary Testament jako niezmienione, natchnione Słowo Boga. Ale śmiało możemy powiedzieć, że również Nowy Testament, który w tym czasie się kształtował jest natchnionym, niezmiennym i zachowanym dla naszego pouczenia Bożym Słowem. To co się rzuca w oczy w służbie Jezusa i co zauważyli ewangeliści, że Pan Jezus bardzo często powoływał się na Pismo i działał zawsze zgodnie z Pismem. Z pewnością zwróciliśmy uwagę, że nie raz i nie dwa, gdy Pan Jezus się wypowiada to mówi „napisano” tak i tak cytując jakiś fragment ze Starego Testamentu. Ta wypowiedź w ustach Jezusa w Ewangeliach pojawia się około 40 razy. Pan Jezus uważał Biblię za całkowicie wiarygodną i autorytatywną, uważał Pismo za Słowo Boże. Chrystus odwołując się do Pisma potwierdził historyczność Starego Testamentu i takie osoby oraz wydarzenia jak stworzenie świata, Adam i Ewa, Noe i potop, Abraham i jego wędrówka, Lot, zagłada Sodomy i Gomory, Mojżesz i wyjście Izraelitów z Egiptu, Jonasz i połknięcie go przez rybę. Potwierdził proroków Starego Testamentu jak   Dawid, Izajasz Jeremiasz, Salomon, Daniel, Malachiasz, Eliasz, Elizeusz, Zachariasz. Pytanie czy my traktujemy Pismo Św. tak jak traktował je Pan Jezus, czy uważamy i wierzymy, że słowa Biblii są słowami samego Boga skierowanymi do nas i nie mamy przed sobą opinii ludzi, poglądów ludzi na Boga, czy ludzkiej filozofii, ale Słowo Boga. Dla pana Jezusa Biblia była ostatecznym nieomylnym autorytetem prawdy, oby taka była i dla nas.

Ap. Paweł powiedział w 2 liście Pawła do Tymoteusza o Biblii:

2 Tymoteusza 3:16  Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości,

17  Aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany

Jeśli chcemy przemiany naszych serc, jeśli chcemy wzrastać w poznaniu Boga, jeśli chcemy poprawy naszego życia w świętości, przygotowania nas, by Bóg mógł nas używać w swoim dziele, to musimy regularnie i z pokorą studiować Pismo Święte i karmić się Nim jako pokarmem dla naszej duszy, jest ono natchnionym Słowem Bożym, pozwalającym nam kształtować nasze życie według woli Bożej. Pismo zmienia nasze serca, nasz charakter i przygotowuje nas do służby.

Nie tylko słowa Jezusa świadczą o Nim, ale przede wszystkim czyny, spójrzmy na wiersze 37 i 38

Jana 10:37  Jeśli nie wykonuję dzieła Ojca mojego, nie wierzycie mi;

38  Jeśli zaś wykonuję, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i wiedzieli, że we mnie jest Ojciec, a Ja w Ojcu.

Gdyby ktoś ogłosił się, że jest Bogiem prawdopodobnie zostałby wyśmiany, ale gdyby mówił to dostatecznie często z wielkim przekonaniem, to być może znalazłby jakiś naśladowców, jednak większość ludzi wciąż uznałby go za oszusta domagając się dodatkowych dowodów. Pan Jezus daje nam solidne podstawy do wiary w Niego powołując się na swoje czyny o których mówi, że są dziełami Boga Ojca. Same słowa jakkolwiek byłby wzniosłe niczego by nie dowodziły w historii było wielu wspaniałych mówców porywających ludzi swoim przesłaniem, ale za Panem Jezusem przede wszystkim świadczą jego dzieła.

Dlatego też wielu historyków i liberalnych teologów nie odmawia historyczności Jezusowi, ale atakują jego cuda twierdząc, że zostały zmyślone przez jego uczniów. Szatan doskonale wie, że jeśli cuda Jezusa są prawdziwe i ludzie w to uwierzą, to od tego już jest niewielki krok do wiary w Niego jako Pana i Boga. Jezus mówi do Żydów, przyjrzyjcie się moim czynom i zobaczcie, że wykonuje dzieła Boga Ojca.

To nie jest pierwsza tego typu wypowiedź Jezusa, bo już wcześniej powoływał się na swoje dzieła, a ci którzy nie byli uprzedzeni do niego, gdy przyglądali się jego życiu mogli zobaczyć, że Bóg jest z Nim.

Nikodem, dostojnik żydowski w 3 rodz. Ew. Jana w 2 wierszu powiedział  „wiemy, że przyszedłeś od Boga jako nauczyciel, nikt bowiem takich cudów czynić by nie mógł jakie ty czynisz, jeśli Bóg z nim by nie był.

Po porostu dzieła które Jezus czynił, były tak wspaniałe, tak spektakularne, tak nadprzyrodzone, że musiały pochodzić od Boga – nie było innego wytłumaczenia. Nie mogła być to żadna sztuczka i nie mogło to pochodzić od szatana. Wprawdzie szatan ma pewną moc i może czynić pewne cudowne rzeczy, co widzimy choćby na przykładzie egipskich kapłanów próbujących podrobić cuda Mojżesza, ale moc diabła jest w porównaniu do mocy Boga płytka i ograniczona. Gdy pojedziesz do Częstochowy i pójdziesz na Jasną Górę, gdzie znajduje się kult maryjny i gdzie ludzie gromadzą się wokół rzekomo świętego maryjnego obrazu to znajdziesz tam świadectwa uzdrowionych ludzi, czasami jakieś zostawione kule, bo ktoś zaczął w cudowny sposób chodzić, może być to jakiś wózek, czy uzdrowienie z raka, ale są to bardzo pojedyncze przypadki. Częstochowę rocznie odwiedza miliony pielgrzymów i setki tysięcy z nich proszą o jakiś cud, ale tylko bardzo niewielu na przestrzeni dziesiątek lat doświadczyło czegoś spektakularnego, co jest przypisywane Marii za kultem której nie stoi Bóg, ale szatan. Możemy być tego pewni, bo utwierdza się w ten sposób bałwochwalstwo.  Więc szatan ma jakąś moc, co pewien czas czyni jakiś spektakularny cud, by wzmacniać fałszywy kult. W Indiach jeszcze kilka lat temu żył człowiek którego nazywano Sai Baba i uważał się za wcielone bóstwo, był znany z materializowania różnych przedmiotów, choć badacze mówili, że to marne sztuczki. Ale nawet gdyby tak było, to nie ma żadnego porównania z Boską mocą Chrystusa.

Natomiast, gdy Jezus czynił cuda, to były setki, a być może tysiące niezwykłych cudów jakich dokonał przez całą służbę. Czasami przez cały dzień uzdrawiał ludzi z najróżniejszych nieuleczalnych chorób, a uzdrowienia były natychmiastowe. Słowo Boże mówi, że były dni, że uzdrawiał wszystkich, którzy się źle mieli. Nie znajdujemy w Nowym Testamencie ani jednego przypadku, żeby nie był w stanie kogoś uzdrowić.

Bóg Ojciec przez całą służbę Pana Jezusa przyznawał się do Niego i oprócz spektakularnych uzdrowień czytamy o wskrzeszeniach z martwych, jak podniesienie z martwych Łazarza i oczywiście wiele różnych innych cudownych rzeczach jak uciszanie burzy, cudowna przemiana przed uczniami, rozmnożenie żywności dla tysięcy ludzi, przepowiadanie przyszłości ze stuprocentową trafnością, doskonała cudowna znajomość każdego ludzkiego serca oraz myśli i wiele innych niezwykłych świadectw boskości. Ciekawe jest to, że gdy prześledzisz historie ludzkości i zaczniesz poszukiwać osób, które zapisały się w dziejach jako osoby czyniące prawdziwe wielkie cuda, to na samym szczycie znajdują osoby, które reprezentowały na ziemi Boga Izraela, a największą z tych osób jest Pan Jezus Chrystus.  

Zauważmy również, że wykonywał dzieła Ojca, nie czynił nic sam od siebie, ale czynił wszystko to, co kazał mu Ojciec. Każdy jego cud, każde uzdrowienie, każde świadectwo, każde słowo było nie tylko czynami Jezusa, ale przede wszystkim czynami Boga Ojca – Pan Jezus okazał doskonałe posłuszeństwo. On nie działał we własnym imieniu i mówił, że nic od siebie sam nie czyni, to Bóg wykonywał przez Niego swoje dzieła. Dlatego sprzeciwianie się Jezusowi, odrzucanie słów Pana Jezusa, odrzucanie Jego osoby jest sprzeciwianiem się Bogu Ojcu, jest odrzuceniem Boga i tym samym odrzuceniem życia wiecznego. Jeśli nie uwierzymy, że Bóg Ojciec jest w Chrystusie, a Jezus Chrystus w Bogu Ojcu nie możemy otrzymać przebaczenia. To jest to, co Pan powiedział w 30 wierszu, że Ja i Ojciec jedno jesteśmy, kto nie czci Syna nie czci i Ojca. I tak dochodzimy do 39 wiersza, żydzi trzymają te kamienie, które sobie nazbierali z zamiarem ukamienowania Pana Jezusa, czekają tylko na koniec Jego wypowiedzi jednak, gdy skończył mówić to znów nie mogli nic zrobić, bo jeszcze nie nadeszła jego godzina, to jeszcze nie był Boży czas śmierci Chrystusa i po prostu oddalił się. Nie wiemy jak to dokładnie wyglądało, ale wyobrażam sobie, że zniknął im w tłumie, być może Bóg zaślepił ich oczy lub pozbawił możliwości reakcji na tak długo, że Jezus bez przeszkód mógł się oddalić jak to było choćby w Ew. Łukasza w 4 rozdz. gdzie chciano zepchnąć go ze skały za to, że powiedział iż Bóg posyłał swoich proroków do pogan, gdy Izrael ich odrzucał. Nie mogli wtedy nic uczynić i nie mogli zrobić tego teraz, bo On cały czas panował nad sytuacją. W każdej chwili cokolwiek się działo wszystko było pod Jego boską kontrolą, choć żydom mogło się wydawać, że to oni kontrolują sytuację. Po tych wydarzeniach Jezus odszedł w miejsce gdzie zaczął swoją publiczną służbę, odszedł za Jordan, gdzie też Jan chrzcił i ochrzcił Jezusa i tam pozostał aż 3 miesiące. Po tych trzech miesiącach wróci już na swoją mękę.

Widzimy, że tam gdzie poszedł skutki działalności Jana Chrzciciela są wciąż widoczne, chociaż Jan już w tym czasie nie żył. Jezus już tam wcześniej nauczał i ludzie pamiętali go, przypomnieli sobie również świadectwo Jana Chrzciciela mówiąc, że Jan nie uczynił żadnego cudu, ale wszystko cokolwiek powiedział o Jezusie było prawdą. Wtedy wielu uwierzyło w tym rejonie w Jezusa.

Drodzy, naszym zadaniem jest składać świadectwo o Jezusie Chrystusie przez nasze życie i przez nasze słowa, jak to czynił Jan Chrzciciel. Zobaczmy, że chociaż Jan chrzciciel już nie żył skutki jego służby wciąż trwały, ludzie się nawracali, przypominali sobie słowa Jana widząc Jezusa. Przez służbę Jana ich serca zostały przygotowane na przyjęcie Chrystusa. Jeśli wiernie służymy Jezusowi, jeśli głosimy o Nim prawdę w środowisku gdzie żyjemy, pracujemy, uczymy się, to Bóg używa naszego świadectwa przygotowując ludzi na przyjęcie Jezusa. Niektórzy nawrócą się przez nasze świadectwo w czasie naszego życia, ale inni mogą się nawrócić już po naszym odejściu do wieczności. Nasza służba nie musi być wielka i spektakularna, nie musi być cudowna – Jan nie uczynił żadnego cudu, ważne by była wierna i przekazywała prawdę o Chrystusie, prawdę zarówno w słowach jak i w codziennym życiu, a wtedy nasze świadectwo jeszcze długo po naszej śmierci będzie zapamiętane, a Bóg wykorzysta je w swoim wielkim dziele zbawienia świata.        

7.07.2025

Owce Jezusa bezpieczne na zawsze Ew. Jana 10,22-30


Cudownie jest wychowywać się w kochającej rodzinie, gdzie dzieci mogą być pewne, że tata kocha mamę, a mama tatę i że one same są kochane niezależnie od tego, co uczyniły.

Podobnie jest z owcami Chrystusa, mogą one czuć się całkowicie bezpieczne w swojej relacji z Jezusem wiedząc, że Bóg nie kocha ich za to, co czynią dla Niego, ale za to, co uczynił dla nich Chrystus. Nie otrzymaliśmy zbawienia za uczynki, ale każdy z nas otrzymał życie wieczne darmo z łaski przez wiarę w Chrystusa. Skoro życie wieczne nie jest za uczynki, to nie ma takiego potknięcia, takiego grzechu za które moglibyśmy życie wieczne stracić jeśli oczywiście je mamy. Niestety niektórzy nauczają, że dziecko Boże może przestać być dzieckiem Bożym jeśli popełni jakieś grzechy lub odejdzie od Boga. Zawsze wtedy zadaje pytanie jakie to grzechy i upadki mogą odłączyć owce Chrystusa od miłości Bożej, ile miałoby być tych grzechów? Ile grzechów ktoś musiałby popełnić, by stracić swoje zbawienie, 5 grzechów, 50, 1000, czy jeszcze więcej? A może jeden straszny grzech. Ostatnio czytałem, że Dawid popełnił cudzołóstwo i morderstwo, czy to wystarczy by stracić zbawienie, a jednak Bóg mu wybaczył, gdy pokutował. Nigdy żaden zwolennik nauczania o utracie zbawienia nie dał mi odpowiedzi jaką ilość grzechów i jakie grzechy pozbawiają osobę odrodzoną przez Boga życia wiecznego, a pytałem wiele razy. To by również znaczyło, że Jezus nie umarł za wszystkie nasze winy i są grzechy, które nie mogą być zmazane przez Chrystusa. Biblia mówi tylko o jednym grzechu, który nie może być odpuszczony, ani w tym wieku, ani nigdy, to grzech przeciwko Duchowi Św. a jest nim odrzucenie Jezusa Chrystusa (Mat 12,31-32). Ten dzisiejszy fragment jest jednym z najbardziej znaczących fragmentów w Piśmie świętym potwierdzających bezpieczeństwo owiec Chrystusa. Jestem przekonany, że całe zamieszanie na temat utraty zbawienia bierze się z obserwacji naszych doświadczeń, a nie ze Słowa Bożego, bo Pismo Św. jest tutaj dosyć jasne, że owce Chrystusa, jeśli tylko zostały owcami Chrystusa, narodziły się na nowo i zostały zapieczętowane Duchem Św. na dzień odkupienia (Efez 1,13-14; 4,30; 2 Kor 1,21-22), to są owcami Chrystusa na wieki. Już wcześniej Pan Jezus powiedział, że Jego owce nie mogą być oszukane i zwiedzione, bo nie znają głosu obcych pasterzy wiersz. 5. Mówił również, że woła swoje owce po imieniu i wyprowadza je z ciemności, śmierci i grzechu, a one idą za Nim bo znają jego głos wiersz. 4. Pan powiedział także, że przyszedł by owce miały życie w obfitości wiersz. 10.   Czy muszą wytrwać w wierze, tak muszą! Czy muszą wierzyć w Chrystusa cały czas? Tak muszą! Czy muszą pokutować i walczyć ze swoim grzechem? Tak muszą? Czy muszą się uświęcać? Tak, muszą!

Zbyt często zamiast ufać Biblii przyglądamy się temu, co widzimy wokół nas i przez nasze doświadczenie interpretujemy Słowo Boże, tak jest i w tym przypadku.

Widzimy bowiem osoby, które są bardzo gorliwe w wierze przez pewien czas, może nawet dłuższy, ale po jakimś okresie te same osoby odpadają od wiary, wracają do świata, do dawnych grzechów i wypierają się Chrystusa lub zupełnie o nim zapominają (2 Ptr 2,22). Przestaje ich interesować, to, co Chrystus zrobił dla nich na krzyżu i służba Jemu. Wtedy wielu twierdzi, że stracili oni życie wieczne, lecz Biblia naucza, że niczego nie stracili, bo nic nie mieli. Nie można czegoś stracić jeśli się czegoś nie ma (Mat 7,21-23). Gdyby mieli prawdziwe życie wieczne, to w Chrystusie nadal by trwali. Może być również taka sytuacja, że dzieci Boże upadają, przeżywają różne kryzysy duchowe, ale jeśli tylko są dziećmi Bożymi, to Bóg będzie ich dyscyplinował i tak prowadził mówi o tym (1 Kor 11,32), by wraz ze światem nie zostali potępieni.  Już z samej definicji na podstawie obietnic Jezusa powinniśmy wiedzieć, że życie wieczne jakie daje nam Jezus jest prawdziwie życiem wiecznym, a nie życiem na rok, 10, czy 50 lat, a później się ono kończy. W samej Ew. Jana jest 11 bezpośrednich obietnic, że ten kto uwierzy w Jezusa ma życie wieczne, pozwólcie, że przypomnę kilka wierszy J 3,36 Kto wierzy w Syna ma życie wieczne;   J 5:24 – „Kto słucha słowa mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma życie wieczne…” J 6:47 – „Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne”;   J 11:25-26 – „Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki.” 

Więc Przejdźmy teraz do naszego dzisiejszego tekstu.

Miedzy wierszem 21, a 22 mija kilka miesięcy i mamy następne święto, które było świętem poświęcenia świątyni. To święto nie było nakazane przez Boga i nie występuje w Starym Testamencie. Znane było również pod nazwą „święta świateł”, bo w tym okresie zapalano świece oliwne w żydowskich domach obecnie to święto Chanuka.

Historia tego święta ma początki w okresie miedzy testamentalnym, kiedy na około 400 lat, Boży prorocy zamilkli, aż do Jana Chrzciciela. W tym okresie spotkały żydów prześladowania, a najtrudniejszy ich okres przypadał na lata 160 – 170 p.n.e. Wtedy pojawił się syryjski monarcha Antioch Epifanes istny szaleniec, miłośnik kultury greckiej, chciał narzucić prawo hellenizacji wszystkim podległym regionom, także żydom. Prawo to polegało na całkowitym przyjęciu greckich zwyczajów i greckich bogów czego żydzi nie chcieli zrobić. To rozwścieczyło Antiocha i postanowił zmusić żydów do poddania się mu. W roku 170 p.n.e wkroczył do Jerozolimy, podbił ją i poszedł do świątyni, a tam w miejscu najświętszym, gdzie wchodził arcykapłan raz w roku i składał ofiarę za grzech ludzi, Antioch złożył w ofierze świnie dla boga Zeusa, zwierzę nieczyste według słów prawa mojżeszowego (Kapł 11,7). Małego tego, postawił również w świątyni posąg Zeusa – największego greckiego bóstwa. Zmuszał też żydów do oddawania czci fałszywym pogańskim bogom, palono zwoje Pisma Św. zakazywano obrzezywania, co doprowadziło do wielkiego powstania w Izraelu na czele którego stanął Juda Machabeusz. Te wydarzenia opisują dwie apokryficzne księgi Machabejskie. W wyniku powstania żydzi odbijają Jerozolimę i świątynie oraz dokonują jej oczyszczenia. Żeby upamiętnić te wydarzenia powstaje święto „poświęcenia świątyni”. To jest właśnie święto na którym Jezus był i spacerował po świątyni.

Tu może warto dodać takie wtrącenie, ze choć to święto nie było nakazane przez Boga w Starym Testamencie, to Jezus w nim uczestniczył. Nie raz słyszę argumenty, że chrześcijanie nie powinni uczestniczyć w świętach, które nie są w Biblii jak np. Boże narodzenie. Ale Jezus brał udział w święcie wynikającym z tradycji i nie widział w tym problemu. Problem jest kiedy nasze święta mają bałwochwalczy charakter, czcimy fałszywych bogów lub nasze ceremonie i rytuały zamiast zbliżać nas do Boga oddalają od Niego lub zaciemniają Jego obraz.

Wtedy przystąpili do niego Żydzi, którzy już nie raz go atakowali i domagali się, by powiedział im wprost czy jest Mesjaszem, czy nie. Dość dziwne pytanie, bo wcześniej już wyraźnie im mówił, że jest Synem Bożym, że przyszedł od Boga Ojca, że każdy kto w Niego wierzy otrzyma życie wieczne, że jest bramą do Boga dla owiec (J 19,7-10) i jedynym prawdziwym pasterzem. Wygląda na to, że to kolejne prowokacyjne pytanie, wcale nie chodzi im o to, by się dowiedzieć prawdy, ale żeby kolejny raz Go oskarżyć.

Pan Jezus doskonale znał ich serca i mówi, że już wam powiedziałem, ale nie wierzycie. Gdyby go słuchali z uwagą bez uprzedzeń, to mogliby rozpoznać w Jego słowach głos Mesjasza.  Nawet ich słudzy mówili, że jeszcze nigdy żaden człowiek nie przemawiał jak Jezus przemawiał (J 7,46). Mogli rozpoznać, że słowa, które wypowiadał, były tak pełne niezwykłej mądrości, boskiego autorytetu i niezachwianej pewności, że brzmiały niemal zuchwale – jakby nie mogły pochodzić od zwykłego człowieka, lecz od samego Syna Bożego.

Gdyby słuchali Go z uwagą mogliby usłyszeć, jak mówił o sobie, że jest światłością świata (J 9,5), chlebem żywota (J 6,48) że wskrzesi ludzi z martwych w dzień ostateczny (J 6,40), że zanim Abraham się narodził On jest (J 8,58) i wiele innych, ale niestety nie słuchali uważnie będąc głuchymi na Jego Słowo.

I dzisiaj jest podobnie, wciąż ludzie domagają się wyraźnych dowodów, że Chrystus naprawdę jest Mesjaszem, Synem Bożym jednocześnie mając te dowody przed nosem i nie wierzą - odrzucają je.

Mamy nie tylko to, co mówił, ale mamy także Jego dzieła, które jak mówi Pan Jezus świadczą o nim - wiersz 25. Mamy setki Jego niezwykłych cudów, uzdrowień, wskrzeszenia z martwych, cudowne dzieła jak rozmnażanie żywności, przemiana wody w winno, chodzenie po wodzie, cudowny połów ryb i Jego zmartwychwstanie, które zostało potwierdzone przez fakty i przez nauczanych świadków, którzy widzieli Go żywego po Jego ukrzyżowaniu i złożeniu do Grobu.

Mamy wystarczającą ilość dowodów, by wiedzieć, że  Jezus jest jedynym człowiekiem w historii ludzkości, który spełnia wszystkie kwalifikacje żeby być Mesjaszem. Jeśli Jezus nie jest Mesjaszem, jeśli nie jest Synem Bożym, to nikt nie może nim już być, bo nikt nigdy nie przedstawił tyle przekonywujących dowodów byśmy mogli z pełną ufnością powiedzieć, że na pewno chodzi o Niego.

Co do Jezusa natomiast możemy to powiedzieć, bo Jego sposób życia, wypowiedzi i dzieła jakie czynił są tak inne od wszystkich ludzi, że może być to tylko On.

W rzeczywistości żydzi nie wierzą i wszyscy inni odrzucający Jezusa, bo nie są z Jego owiec mówi Chrystus w. 26. Zauważmy, że Jezus nie powiedział, że nie jesteście z moich owiec, bo nie wierzycie, ale nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Tutaj Pan Jezus podkreśla to, co już mówił wcześniej w (Ew. Jana 6,44), że jeśli kogoś Ojciec nie pociągnie nikt nie może przyjść do Niego. Również w  (Jana 6,65) powiedział, że nikt nie może do Niego przyjść jeśli nie zostało mu to dane od Ojca. W  (Jana 8, 47). powiedział, że kto jest z Boga Słów Bożych słucha, a żydzi nie słuchają bo nie są z Boga.

Więc Pan Jezus wyraźnie podkreśla niezdolność człowieka do samodzielnego uwierzenia. W 3 rozdz. Ew. Jana Jezus powiedział do Nikodema o nowym narodzeniu z góry, że Duch wieje jak chce, kiedy chce i dokąd chce, nie wiesz jak przychodzi i dokąd zmierza (J 3,8). Duch Boży zradza człowieka jeśli chce, kiedy chce, jak chce, nie możesz sam zrodzić się na nowo, ale musi uczynić to Bóg. W liście ap. Pawła do Efezjan w 2 rodz. jest powiedziane, że wszyscy byliśmy martwi duchowo przez grzechy i nasze upadki, a Bóg w swym miłosierdziu ożywił nas, obudził nasze dusze do wiary, tak że mogliśmy ujrzeć w Chrystusie Zbawiciela (Efez 2,5). Martwy człowiek nie może zrobić nic żeby zbliżyć się do Boga, to Bóg zainicjował to zbawienie, to on pochylił się nad nami i sprawił, że nasz grzech zaczął nam ciążyć i przyszliśmy po zbawienie do Chrystusa. Ale to wszystko co się wydarzyło jest wynikiem Bożej łaski i nie ma w tym żadnej naszej zasługi. Zbawienie człowieka nie jest jego działaniem, nawet wiara przez którą zbliżamy się do Boga jest darem od Boga (Efez 2,8-9).  

A z drugiej strony człowiek jest wzywany przez Boga do wiary, jest odpowiedzialny za swoje decyzje i wszystkie swoje grzechy (J 8,24). Żydzi nie wierzyli bo nie chcieli, ale równie prawdziwe było to, że nie wierzyli, bo nie byli z owiec Chrystusa.

Naszą odpowiedzialnością jest głosić w równym stopniu te dwie rzeczy, ludzką odpowiedzialność i Bożą suwerenność choć możemy do końca ich nie rozumieć. W dzisiejszym fragmencie nacisk jest położony na Bożą stronę zbawiania, że nie wierzą, bo nie są z owiec Jezusa.

W Dziejach ap. 18,9-10 gdy Paweł był w drugiej podróży misyjnej i dotarł do Koryntu i tam napotkał opór w głoszeniu, to Jezus przemówił do niego w wizji, by nie bał się głosić ewangelii, bo Bóg ma wiele ludu w tym mieście, choć to byli ludzie którzy jeszcze się nie nawrócili, ale mieli się nawrócić, bo zostali wybrani przez Boga do zbawienia przed założeniem świata jak to powiedział ap. Paweł w liście do Efezjan 1,4-5.

Więc owce Chrystusa są bezpieczne, bo ich zbawienie nie jest ich dziełem, ale Boga. Jeśli tylko prawdziwie narodzili się na nowo i stali się owcami Chrystusa, to będą podążać za swoim pasterzem, który daje im żywot wieczny i nie giną na wieki wiersz. 27.

Zobaczmy, że żadna owca Chrystusa nie może zginąć, nie może pójść na zatracenie, bo Jezus swoje owce zbawia, a nie potępia. Warto tutaj podkreślić, że Jezus mówi, że to On daje zbawionym żywot wieczny, co oznacza, że Jezus jest Bogiem. Tylko Bóg jest w stanie obdarzać ludzi życiem na wieki, a Chrystus właśnie to robi.

W 6 rozdz. Ewangelii Jana Pan Jezus także powiedział o swoich owcach

Jan 6:39  A to jest wola tego, który mnie posłał, abym z tego wszystkiego, co mi dał, nic nie stracił, lecz wskrzesił to w dniu ostatecznym.

Zobaczmy, że Bożą wolą jest, by Pan Jezus nie stracił żadnego prawdziwie wierzącego w Niego człowieka, dla tego później Piotr apostoł w 1 swoim liście mówi do wierzących powiedział, że Bożą mocą strzeżeni jesteście przez wiarę w zbawienie (1 Ptr 1,5).

A w Ew. Jana, gdy Jezus ma odchodzić ze świata to w arcykapłańskiej modlitwie w 17 rodz. modli się do Ojca tak:

Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my.

12  Dopóki byłem z nimi na świecie, zachowywałem w imieniu twoim tych, których mi dałeś, i strzegłem, i żaden z nich nie zginął, prócz syna zatracenia, by się wypełniło Pismo.

Wydaje mi się, że nie ma wątpliwości, że Pan Jezus strzeże wszystkie swoje owce, by zachowały wiarę do końca życia. Bóg przez Ducha Św.  i swoje słowo sprawia w sercach wierzących, że ich wiara nie gaśnie, daje im pragnienie karmienia się Bożym Słowem, powstrzymuje wpływ grzechu na ich życie, chroni ich od zagrożeń duchowych, a jeśli trzeba dyscyplinuje Bóg takie osoby, by przejęte Bożą bojaźnią wróciły do społeczności z Nim jeśli się w jakiś sposób pogubiły.

Nie znam żadnego dobrego ojca w tym świecie, który porzuciłby swoje dzieci. Znam zaś wielu złych ojców, którzy opuszczają swoje rodziny, nie interesują się swoimi dziećmi, a nawet krzywdzą swoje dzieci, ale nasz Bóg, nasz Ojciec taki nie jest. Jeśli wy będąc złymi mówi Jezus w 7 rodz. Ew Mateusza potraficie dawać dobre dary dzieciom swoim o ileż więcej Ojciec wasz, który jest w niebie (Mat 7,9-11).

Słyszałem kiedyś jedną przejmującą historię świadectwa nawrócenia br. Bogdana Pieczyraka, który był dobrze zapowiadającym się piosenkarzem, ale przez alkohol zniszczył swoje życie i karierę. Któregoś dnia postanowił przyjechać do miasta, gdzie mieszkał jego ojciec i okraść go, by mieć pieniądze na alkohol. Ale gdy bardzo rano wysiadł na dworcu i szedł do domu ojca, by go okraść spotkał ojca w drodze, który miał zwyczaj wychodzić, by szukać jedynego syna alkoholika, który być może będzie chciał wrócić do domu.

Słabi grzeszni ludzie potrafią zrobić wiele, by ratować swoje dzieci, czasami bardzo zbuntowane dzieci, a teraz Bóg doskonały dobry Bóg miałby porzucić swoje dzieci, które zrodził przez Słowo prawdy i moc Ducha Św. Nie, nigdy to się nie stanie, żadne Boże dziecko nie zostanie nigdy opuszczone, żadne Boże dziecko nie zostanie nigdy potępione, żadna owca Chrystusa nie zginie na wieki, bo Jezus trzyma swoje owce w swoich bezpiecznych wszechmogących rękach mówi o tym w wierszu 28

„Nikt nie wydrze ich z ręki mojej”, niesamowite słowa, niesamowita obietnica od naszego Pana dla Jego owiec. Nie jest w stanie odłączyć nas od naszego Zbawiciela szatan, nie może tego uczynić świat, nie mogą tego zrobić żadne doświadczenia, prześladowanie, choroba itp. Nie mogą tego zrobić inni ludzie, nasza niewierząca rodzina, nieprzychylni sąsiedzi, czy presja społeczna, czy cokolwiek innego. Nie może tego uczynić grzech owiec Chrystusa, bo Jezus umarł za ich grzech, nie mogą tego uczynić również same owce Chrystusa, bo to by znaczyło, że są większe od naszego Zbawiciela. I weźmy pod uwagę, że owce Chrystusa nie chcą się od Niego odłączać, ale chcą Go bardziej kochać, bo są Jego owcami – idą za nim i słuchają Jego głosu - wiersz 27. Owca która chce się odłączyć od swojego pasterza jakim jest Jezus, nie jest Jego owcą. Jeśli jakaś owca Chrystusa może pójść do piekła, to znaczy że Chrystus jest kłamcą i nie może dotrzymać danej nam obietnicy. A jeśli Chrystus jest kłamcą wszyscy zmierzamy do piekła.

W związku z tym apostoł Paweł w liście do Rzymian powiedział:

Rzymian 8:31  Cóż tedy na to powiemy? Jeśli Bóg za nami, któż przeciwko nam?

32  On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale go za nas wszystkich wydał, jakżeby nie miał z nim darować nam wszystkiego?

33  Któż będzie oskarżał wybranych Bożych? Przecież Bóg usprawiedliwia.

34  Któż będzie potępiał? Jezus Chrystus, który umarł, więcej, zmartwychwstał, który jest po prawicy Boga, Ten przecież wstawia się za nami.

35  Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Czy utrapienie, czy ucisk, czy prześladowanie, czy głód, czy nagość, czy niebezpieczeństwo, czy miecz?

36  Jak napisano: Z powodu ciebie co dzień nas zabijają, Uważają nas za owce ofiarne.

37  Ale w tym wszystkim zwyciężamy przez tego, który nas umiłował.

38  Albowiem jestem tego pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce,

39  Ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.

Jeśli ktoś z nas miałby wątpliwości co do Jezusa, a żydzi takie wątpliwości mogli mieć, bo nie znali Go jeszcze zbyt dobrze, a wielu z nich w ogóle Go nie znało, to Jezus mówi w 29 wierszu, że Jego Ojciec, Bóg Ojciec, który dał Mu owce, które Jezus zbawił jest największy w całym wszechświecie, jest właścicielem wszystkiego, rzeczy widzialnych i niewidzialnych. Jest wszechmocnym Panem każdego stworzenia, każdej istoty, każdej sytuacji, każdej sekundy historii i nikt i nic, nie może Mu się przeciwstawić, bo wszystkim rządzi. I zdecydował, że tych których wybrał, tych których postanowił zbawić, którzy są dziećmi Bożymi, tych uratuje i nic mu się nie przeciwstawi. Żeby coś, lub ktoś pokrzyżował Boże plany, musiałby być większy od Boga, a Jezus mówi, że Ojciec jest większy nad wszystkich.

Więc prawdziwy odrodzony chrześcijanin znajduje się w podwójnym boskim uścisku, w uścisku Syna Bożego i w uścisku Boga Ojca. Uścisk Syna Bożego, obietnice Syna Bożego, są obietnicami Boga Ojca. Słowa Syna Bożego są Słowami Boga Ojca, bo Ojciec i Syn są jedno dlatego zbawienie owiec Chrystusa jest pewne, jeśli tylko jesteśmy owcami Jezusa Chrystusa wiersz 30.

Niektórzy twierdzą, że jeśli chrześcijanie uwierzą w doktrynę o wiecznym bezpieczeństwie owiec Chrystusa to zaczną żyć w grzechu, zaczną się mniej starać i będą mniej kochać Jezusa.

Znany kanodzieja Charles Spurgeon odpowiedział na ten zarzut tak:

„Czy mam przyjść … do twojego domu i powiedzieć twoim dzieciom, że jeśli zrobią coś złego, obetniesz im głowy; albo że jeśli cię nie posłuchają, przestaną być twoimi dziećmi? Gdybym miał głosić tę doktrynę, twoje dzieci rozgniewałyby się na takie oszczerstwa wobec ich ojca. Powiedziałyby: „Nie, my wiemy lepiej!” Raczej powiedziałbym im: „Moje drogie dzieci, twój ojciec was kocha; będzie cię kochał bez końca, dlatego nie zasmucajcie go”. Pod wpływem takiej doktryny prawdziwe dzieci powiedzą: „Kochamy naszego wiecznie kochającego ojca. Nie będziemy mu nieposłuszni. Będziemy starać się postępować jego drogami”.

Zrozumienie doktryny o wiecznym bezpieczeństwie owiec Chrystusa nie prowadzi do bezbożnego życia, ale wprost przeciwnie, do jeszcze bardziej świętego życia jak bezwarunkowa miłość ziemskiego ojca prowadzi dzieci do jeszcze większego szacunku i miłości dzieci do swego ojca. Co zaś, którzy nie są dziećmi Bożymi wezmą tą doktrynę i uczynią z niej swój wytrych do grzeszenia, od oddalania się od Boga i będą mówić jesteśmy zbawieni na wieki, nie, jeśli tak myślicie jesteście potępieni i obyście się szybko nawrócili. 

A co to znaczy, być owcą Chrystusa? To znaczy upamiętać się ze swoich grzechów i uwierzyć w Jezusa, uznać Go swoim Panem i Zbawicielem. Uwierzyć w Jego zbawczą śmierć za nas na Krzyżu Golgoty, uwierzyć w Jego Zmartwychwstanie, uwierzyć że Jego śmierć, jego krew gładzi wszystkie nasze grzechy i przechodzimy ze śmierci do żywota. Być owcą Chrystusa to znaczy, słuchać Jego głosu, jego słowa, kochać je i podążać za naszym Zbawicielem.

Rób to i ciesz się obietnicą Pana Jezusa, że nic nie wyrwie cię z Jego ręki i z ręki Jego Ojca.

Łączna liczba wyświetleń