środa, 31 maja 2017

Jak wzrastać w społeczności z Bogiem 1. Potrzeba społeczności



Co masz na myśli gdy mówimy o relacji z kimś o społeczności z kimś?

   1.      Być w społeczności z Bogiem to chodzić z Nim, być Jego przyjacielem.

Bóg uczynił człowieka by Go uwielbiał i miał z Nim społeczność, bliską więź i by w tej relacji z Bogiem człowiek rozwijał. Jednak ta relacja została utracona przez grzech. Jak tylko Adam z Ewą upadli w grzech, poczuli że ich więź z Bogiem została utracona (Rodz 3,8-11).

ü  Co Adam uczynił czego nigdy dotąd nie zrobił, gdy usłyszał szelest Pana Boga?
ü  Jak myślisz jaki był prawdziwy powód ukrycia się Adama?
ü  Jak to, co uczynił Adam w ogrodzie Eden, odzwierciedla dzisiaj utraconą relacje każdego człowieka z Bogiem?
ü  W jaki sposób Bóg zawołał na Adama i dlaczego? Co nam to mówi o stosunku Boga do każdego człowieka?
Bóg nie zapytał w pierwszej kolejności Adama co uczynił, nie zapytał go też dlaczego schował się za drzewami ogrodu, bo przecież wiedział gdzie On jest. Bóg zapytał się Adama gdzie jesteś, gdzie jesteś w relacji ze mną, co się stało Adamie, że się schowałeś? Czyli Bóg zapytał Adama w pierwszej kolejności o relacje z Nim. Bóg od początku chciał mieć bliską relacje z człowiekiem i nadal chce, bo tylko taka relacja nadaje sens i cel naszemu życiu.

Teraz zwróćmy uwagę na biblijnych bohaterów, którzy mieli z Bogiem bliską więź.

Rdzaju 5:22 Henoch po urodzeniu się Metuszelacha żył w przyjaźni z Bogiem trzysta lat i miał synów i córki.
23 Ogólna liczba lat życia Henocha: trzysta sześćdziesiąt pięć.
24 Żył więc Henoch w przyjaźni z Bogiem, a następnie znikł, bo zabrał go Bóg. 

Jak myślisz co to znaczy chodzić z Bogiem?
Jak długo Henoch żył na ziemi w relacji z Bogiem?
 Jak myślisz co się działo w życiu henocha pod wpływem tej relacji?

Kolejnym człowiekiem, który chodził z Bogiem jest Noe

Rdzaju 6:9 Oto dzieje Noego. Noe, człowiek prawy, wyróżniał się nieskazitelnością wśród współczesnych sobie ludzi; w przyjaźni z Bogiem żył Noe.

Jak relacja z Bogiem wpływała na życie Noego?

Zwróć uwagę co Bóg powiedział do Abrahama w Ks. Rodzaju 17,1 i co powiedział Abraham o swojej relacji z Bogiem Rodz. 24,40?

Dla wszystkich biblijnych bohaterów wiary, być w społeczności z Bogiem oznaczało cały czas mieć Boga przed oczami oraz zważać na Niego i na Jego Słowo w swojej codzienności. Relacja ta, nie była nudnym religijnym obowiązkiem, ale radosnym doświadczaniem żywego Boga we własnym życiu. Relacja Henocha, Noego i Abrahama nie była jakimś wymyślonym iluzorycznym kultem, tzw. hajem religijnym, ale była żywą społecznością z żywą osobą. Bóg był dla nich realny i tą swą faktyczną obecność objawiał przez czyny zbawcze. Henoha zabrał i nie było Go. Noego Uratował i ocalił od potopu. Abrahama wyprowadził i wypełnił na nim dane mu obietnice o potomstwie i błogosławieństwie.
Dlatego Biblia mówi o ich przyjaźni z Panem.
W wyniku tej przyjaźni ich życie się zmieniało, Stawali się coraz bardziej podobni do Boga w myśleniu w charakterze i postępowaniu. Zmieniały się ich poglądy na cel i sens życia. Zmieniało się ich postrzeganie świata. Zmieniało się ich postępowanie.   

2.      Być w społeczności z Bogiem to pragnąć Boga żywego z całego serca
Tak jak pragniemy przebywać z naszymi przyjaciółmi i z osobami których kochamy, tak ktoś kto ma społeczność z Bogiem pragnie przebywać w Jego obecności, pragnie zbliżać się do Niego przez posłuszeństwo Jego słowom i przez duchową więź. Ps. 42,2
ü  Psalmista mówi o tym, że chce poświęcać swój czas dla Boga.
ü  Chce spotykać się z Bogiem w modlitwie.
ü  Ma pragnienie rozwijania z Nim relacji i doświadczania Jego obecności w swoim życiu.
Co Dawid w Psalmie 63 mówi o swojej społeczności z Bogiem? Na czym ta społeczność polega ze strony Dawida i ze strony Boga?
ü  Dawid uznał Boga za swojego Boga, swojego Pana. Bóg jest dla niego kimś, kto stał się mu szczególnie bliski. (w 2)
ü  Dawid gorliwie szuka Boga. Czyni wielki wysiłek by być coraz bliżej Boga. Jego szukanie Boga jest świadome, aktywne i celowe. (w 2). Dawid czyni to, czego nie czyni większość ludzi, nie szuka Boga i Go nie pragnie. W to miejsce szukają swojej chwały i rzeczy tego świata.
ü  Pragnie obecności Boga w swoim życiu, wie że Bóg jest potrzebny Jego duszy i Jego ciału. Chodzi o spokój wewnętrzny, wewnętrzną harmonię i powoedzenie w doczesnych sprawach. ( w. 2). Nasza społeczność z Bogiem wpływa na wszystko, na moje życie duchowe i doczesne. To co myślę i jak postrzegam świat, wpływa na to, co czynię i do czego dążę.
ü  Dawid rozpaczliwe woła i walczy o Bożą obecność, jak ktoś spragniony jak ziemia wyschnięta popękana, która potrzebuje wody. Jest to swoista pogoń za Bogiem, świadomość że tylko On może nakarmić naszą duszę. Gdy On to uczyni wszystkie nasze potrzeby będą zaspokojone, poczujemy się spełnieni. (w 2)
ü  Dawid pragnie Boga, bo wie że łaska Boża, Boże zbawienie, społeczność z Bogiem i Jego prowadzenie jest lepsze niż najwspanialsze życie na ziemi bez Boga, bo prawdziwe życie to życie z Bogiem. Życie zaś bez Boga, to życie zmarnowane, to życie stracone, bo bezbożni są jak plewa którą wiatr roznosi i nie ostoją się na Bożym sądzie (psalm 1) (w 4)
ü  Społeczność z Bogiem polega na uwielbianiu Boga (w. 4.5)
ü  Społeczność z Bogiem polega na rozmyślaniu o Bogu wtedy, kiedy zwykle ludzie tego nie robią. Człowiek mający społeczność z Bogiem jest zadziwiony Jego osobą i Jego dziełami w historii i w swoim osobistym życiu.
ü  W wyniku społeczności z Bogiem człowiek doświadcza Bożej chwały, widzi piękno Boga, Jego majestat, Jego świętość, Jego sprawiedliwość, prawość i doświadcza Bożej mocy (w. 3)
ü  Społeczność z Bogiem sprawa że człowiek czuje się bezpieczny (w 8)
ü  Pod wpływem społeczności z Bogiem człowiek jest posilony, by sprostać problemom, grzechowi, przeciwnikom, a serce człowieka napełnia się radością. (w 6)
ü  Bóg podtrzymuje tych, którzy mają z Nim społeczność (w 9)

Zwróć uwagę jakie oczekiwania miał Pan Jezus wobec swoich uczniów
Marka 3:13  I wstąpił na górę, i wezwał tych, których sam chciał, a oni przyszli do niego.
14  I powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii,
15  I żeby mieli moc wypędzać demony.

1.      Po pierwsze, chciał społeczności ze swoimi uczniami, by przyszli do Niego i byli z Nim.
2.      Po drugie, oczekiwał służby, służba wypływa ze społeczności z Jezusem Chrystusem, Nigdy odwrotnie. Najpierw moje życie muszę oddać Bogu, by moja służba przyniosła mu chwałę.
3.      I po trzecie, oczekiwał mocy. Moc chrześcijańska moc Ducha Św. bierze się ze społeczności z Panem Jezusem Chrystusem. Zauważ że zarówno służba jak i moc chrześcijańska wypływa z naszej więzi z Chrystusem.

Jak Pan Jezus nazywał swoich uczniów w Ew. Jana 15,14-15 i dlaczego?
Zobacz  jak był nazwany przez Boga Abraham Jak 2,23

Zobacz co Pan Jezus powiedział do Zboru w Laodycei w Objawieniu Jana 3,20 i powiedz czego od nich oczekiwał?
Na czym miała polegać ich społeczność z Chrystusem?
ü  Oczekiwał że usłyszą Jego głos, Jego słowo.
ü  Oczekiwał że posłuchają i otworzą dla Niego swoje drzwi, czyli dadzą Mu swoje życie
ü  Obiecywał że jeśli tak uczynią wstąpi do Nich i będzie miał z nimi społeczność.
Chrystus chce na nowo mieć społeczność z kościołem w Laodycei, mówiąc o wieczerzy używa greckiego słowa „deipnein”, które oznacza posiłek wieczorny w sensie prawdziwej uczty. On zaprasza kościół w Laodycei i nas, a także każdego z osobna na ucztę duchową ze Sobą. Będziesz mógł nasycić się i zagasić wszelkie pragnie, odpocząć od wszelkich trosk przy jego stole.

Tak więc widzimy, że po tym jak człowiek odszedł od Boga w raju, Bóg nie przekreślił człowieka i chce mieć z nim na nowo społeczność przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Społeczność ta polega na bliskiej więzi z Bogiem tak, że stajemy się Jego przyjaciółmi i dziećmi Bożymi. Z tej społeczności wynika przemiana naszego życia. Wpływ Boga, Ducha Św. na życie człowieka sprawia, że każdego dnia staje się coraz bardziej podobny do obrazu Syna Bożego, Pana Jezusa Chrystusa. 


wtorek, 30 maja 2017

Staliśmy się dziećmi Bożymi Studium listu do Galacjan 3,25-29



Teraz Paweł wyjaśnia kim jesteśmy w Chrystusie. Co się stało w życiu człowieka w wyniku wiary W Pana Jezusa.
w.  25-26
Z chwilą gdy Chrystus pojawił się na świecie, a my w Niego uwierzyliśmy nasz status zmienił się. Wcześniej potrzebowaliśmy przewodnika (zakonu) by uświadomić sobie swoją grzeszność, by uświadomić sobie jak bardzo jesteśmy zgubieni i jak bardzo potrzebujemy Jezusa. Chrystus wyzwolił nas, spod władzy przewodnika którym był zakon i nadał nową tożsamość, tożsamość dziecka Bożego.

Kim byliśmy zanim otrzymaliśmy nowy status?
Byliśmy pod władzą zakonu, pod jego potępiającym wyrokiem. Byliśmy też niewolnikami zakonu, bo nie mieliśmy żądnych narzędzi by wyzwolić się spod jego władzy.

Jednak gdy uwierzyliśmy w Chrystusa, zostaliśmy złączeni z Nim dzięki wierze (w. 26) w ten sposób staliśmy się Synami Bożymi. Bóg przyjął nas, nie z powodu naszych zasług, ale zasług Chrystusa.
Jana 1,12-13; Jana 20,17; Rzymian 8,14-17; 2 Kor 6,18; Efez 1,5; 1 Jana 3,1-2

Kto jest Bożym dzieckiem?
Wszyscy którzy przyjęli Chrystusa są dziećmi Bożymi (w 26) (Jana 1,12). Inaczej ma się sprawa z niewierzącymi ludźmi którzy nie poznali Chrystusa, nie uwierzyli w Niego. Są oni wprawdzie stworzeniami Bożymi, ale nie są Jego dziećmi, są natomiast duchowymi dziećmi szatana (Mat 3,38; Jana 8,43-44; 1 Jana 3,10; Mat 12,48) Przynależność niewierzących do królestwa szatana wyraża się w ciągłym ich buncie wobec Boga i Ewangelii Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Przyjęcie Chrystusa wszystkim wierzącym daje jednakową pozycje przed Bogiem. Nie ma lepszych zbawionych i gorszych zbawionych lub dwóch klas zbawionych. Wszyscy są równi wobec Boga, wszyscy wierzący stają się na równi dziećmi Bożymi.

Co wynika z synostwa?
1.      Pokój z Bogiem Rzym 5,1;
2.      Bliska relacja z Bogiem Gal 4,6;
3.      Dar Ducha Św. Gal 4,6;
4.      Dziedzictwo czyli życie wieczne i wszystkie Boże dobrodziejstwa dla chrześcijan Gal 4,6; 1 Ptr 1,4.
Bóg dla wierzących już nie jest straszny, już nie jest Bogiem potępiającym. Już nie musimy się go bać, nie musimy przed nim uciekać. Teraz Bóg w Chrystusie jest naszym Ojcem. Dlatego modlitwa „Ojcze nasz” jest modlitwą wyłącznie dzieci Bożych, wyłącznie tych dla których Bóg stał się Ojcem przez wiarę w Chrystusa.


w. 27
Nie chodzi tutaj o chrzest w wodzie, bo ten chrzest nie może zapewnić zbawienia. To więc Paweł używa słowa ochrzczeni w metaforycznym sensie i ma na myśli to, że zostaliśmy zanurzeni w Chrystusa. W ten sposób przyoblekliśmy w Jego sprawiedliwość w Jego śmierć i w Jego zmartwychwstanie. Chodzi o wiarę w Chrystusa przez którą następuje duchowy cud złączenia wierzącego z Jezusem. Zawierzając Mu nasze życie, umarliśmy razem z Nim. Jesteśmy w Nim ukryci przed nadchodzącym Gniewem Bożym. Jesteśmy w Nim przyodziani w Jego sprawiedliwość i świętość, a nasz grzech został zmazany, nasz brud obmyty. Filipian 3,8-11; Rzym 6,3; Rzym 13,14.

Prawdopodobnie obraz przyobleczenia jakiego używa tutaj Paweł odnosi się do ceremonii kiedy chłopiec przestawał być chłopcem i wkraczał w wiek męski. Wtedy przywdziewano go w togę męską. W ten sposób wierzący w chwili gdy uwierzyli przyodziali się w Chrystusa.

w. 28
W wyniku przyobleczenia wszystkich wierzących w Chrystusa wszyscy otrzymują ten sam status przed Bogiem, czy poganie czy Żydzi, czy kobiety czy mężczyźni, czy biali czy czarni. W Chrystusie każdy ma ten sam dostęp do Bożej łaski. Nie ma też podziału na duchownych i laikat. Duchowny nie jest bliżej Boga niż zwykły Kowalski.
Wszyscy staliśmy się kapłaństwem świętym 1 Ptr 2,9. Podobną myśl Paweł wypowiada w Gal 5,6.; Kol 3,11; 1 Kor 12,13
Nie oznacza to, że różnice przestały istnieć np. różnice płci, czy różnice w kolorze skóry, czy różnice społeczne. Oznacza to tyle, że w Chrystusie nie jest to już źródłem podziału, nie mają one pierwszorzędnego znaczenia, nie stanowią już barier które nie pozwalałyby na społeczność z Bogiem i z sobą nawzajem. Np. w świątyni te różnice były bardzo wyraźne świątynia była podzielona na miejsce najświętsze, miejsce święte, dziedziniec mężczyzn, dziedziniec kobiet i dziedziniec pogan. Poszczególne grupy w zależności od pochodzenia miały coraz dalej do Boga.

W Chrystusie wszelkie zewnętrzne formy przynależności czy religijności nie mają znaczenia w celu pozyskania Bożej łaski. Nawet w Starym Testamencie wszelkie zewnętrzne obrzędy takie jak obrzezanie, obmywania, ubiór, ofiary miały za zadanie wyrażać duchowe prawdy i prowadzić do nich. Nigdy nie były celem samym w sobie, a praktykowane bez wiary wyłącznie jako obrzędy religijne stawały się pustym, martwym religijnym rytuałem. Często też zamiast pomagać zwodziły, bo dawały człowiekowi fałszywe poczucie pobożności bez konieczności sprawiedliwego bogobojnego życia.

Czy duchowa równość znosi rolę do których Bóg powołał wierzących?
Oczywiście nie, są role w kościele dla mężczyzn i dla kobiet, dla przewodzących i tych którzy mają być im ulegli, dla dzieci i dla rodziców, są role przewodzenia w kościele w społeczeństwie i w domu.
Najlepszym, tego przykładem jest przykład Chrystusa, chociaż był równy z Bogiem, to jednak uniżył się i przybrał postać sługi (Filipian 2,5-8).
w. 29
Żydzi uważali że to oni wyłącznie są potomkami Abrahama i spadkobiercami Jego obietnic  Łuk 3,8. Ale Paweł wyjaśnia że prawdziwym potomstwem Abrahama jest duchowe potomstwo tzn. takie które tak jak Abraham zawierzyło Bogu. Wszyscy wierzący są też dziedzicami duchowych błogosławieństw danych Abrahamowi. Gal 3,9; Rzym 4,12.16; Rzym 9,6-8 

piątek, 26 maja 2017

Bóg ma być uwielbiany 1 Kronik 16,7-36


Spójrzmy krótko dzisiaj na pieśń, psalm Dawida jaką ułożył gdy sprowadził Arkę Przymierza do Jerozolimy. Jest to pieśń uwielbiająca i wywyższająca Boga. Jest to pieśń chwały wzywająca całe stworzenie do uwielbiania Stwórcy. Wzywająca całe stworzenie do dziękczynienia Jemu. Mamy pamiętać, że Bóg chce być przez nas uwielbiony, chce być wywyższony, chce byśmy pamiętali o wszystkich dziełach Jego. O tych dziełach, które są w słowie Bożym i tych działach które się wydarzyły w naszym życiu. Mamy pamiętać o trosce Jego i dobroci, którą okazuje nam każdego dnia. Czasami możemy się zastanawiać, czy wywyższanie i uwielbianie Boga, to jest taka ważna sprawa, czy rzeczywiście to takie istotne? Tak, to jest bardzo ważne, to jest jeden z najważniejszych powodów dla którego Bóg nas powołał, byśmy przyczynili się do uwielbienia chwały Jego (Ef 1,12). To jest główny powód istnienia całego stworzenia, że wszystko co żyje ma chwalić Pana (Ps 150). Nie bez przyczyny księga psalmów kończy się psalmem uwielbiającym i wzywającym nas by chwalić Boga w pieśniach, w podziwie dla Jego stworzenia, chwalić Go z Bożym ludem, chwalić Go na instrumentach, chwalić Go za Jego dzieła i wysławiać imię Jego. Nie zawsze to czujemy, że powinniśmy to czynić, jest to wynik naszej grzeszności. Nie mniej jednak powinniśmy czynić to zawsze. Tym właśnie różni się człowiek wierzący od niewierzącego, że ten pierwszy chce przede wszystkim chwalić i wysławiać Boga. Widzi jak wiele Mu zawdzięcza, jak wiele łaski Bóg okazuje mu każdego dnia. Jak wspaniale ratuje Go i zbawia. Wierzący zawsze ma wiele powodów do uwielbiania Boga. Niewierzący zaś nie widzi tego, raczej narzeka na Boga, oskarża Go i jest niezadowolony.
Charles Spugeron w jednym z kazań powiedział, „że większość ludzi są jak wieprze pod dębem, którzy jedzą żołędzie spadające z niego i nigdy nie pomyślą o dębie. Nigdy nie podniosą głowy by spojrzeć na dąb i podziękować mu. Często chcą zajadać Jego dary i szemrać na dawcę”
Czy nie tak właśnie jest. Cały świat codziennie zjada Boże dary. Biorą z Bożej ręki wszystko co Bóg im daje. Ale niezbyt wielu jest tych, którzy widzą, że wszystko co mają i czego używają pochodzi od Boga.
Dawid był człowiekiem, który prawdziwie to widział oraz wiedział że Bugu należy się dziękczynienie i uwielbienie za Jego łaskę i wszystkie Jego dary. Uwielbienie za to, kim jest i co dla nas uczynił.
I Dawid w tej pieśni wymienia kilka sposobów przez które powinniśmy chwalić Pana. Chciałem je krótko wymienić:
1.      Pierwsze to jest wysławiać Boga. „Wysławiajcie Pana” (w. 8). Wysławianie jest chwaleniem Boga. Mówieniem w modlitwie Bogu o wspaniałych Jego przymiotach. O Jego mądrości, dobroci, miłosierdziu, wszechmocy, zbawieniu i ratunku. Wychwalamy Jego świętość, sprawiedliwość. Mówimy Bogu w modlitwie jaki jest wspaniały i jakie wspaniałe są Jego dzieła. Dawid mówi w 35 wierszu „Zgromadź nas i wyrwij nas spośród narodów, abyśmy sławili Święte Imię Twoje i rozgłaszali chwałę twoją” (w 35). Sławmy Boga, sławmy Go naszym śpiewem, naszą modlitwą i całym sobą.

2.      Innym sposobem chwalenia Boga jest śpiewanie i granie na chwałę Bożą. „Śpiewajcie Mu i Grajcie” (w 9) „Śpiewaj Panu cała ziemio” (w. 23) Dawid powołał nawet specjalną grupę ludzi, którzy grali na instrumentach i śpiewem chwalili Boga. Bóg chce być uwielbiony w naszym życiu we wszystkim, również przez nasze emocje i głosy. Bóg tak ukształtował człowieka, że wyraża On swoje emocje na różne sposoby. I nie wszystko jesteśmy w stanie wyrazić mową, czasami potrzebujemy poezji, a innym razem śpiewu. Tak jest ukształtowana nasza dusza przez Boga, że śpiew jest Bożym darem dla człowieka, by w ten sposób człowiek wyrażał swoje uczucia i chwalił Boga. I czasami mówimy że Bóg jest wielki, ale czujemy że to nie wystarczy. Więc napiszemy wiersz, poezje by to wyrazić, ale czujemy że to też jest zbyt mało. I dopiero jak zaśpiewamy pieśń, daje nam to jakieś głębokie poczucie tego, co chcieliśmy wyrazić.


3.      Jeszcze innym sposobem chwalenia Boga o którym mówi Dawid jest ogłaszanie chwały Boga. Opowiadanie o Jego dziełach „opowiadajcie o wszystkich cudach Jego” (9), „Chlubcie się świętym Jego imieniem” (w.10), „wspominajcie po wieki przymierze Jego” (w.15). Później te wezwania powtarzają się w 23 wierszu, w 24 i w 35. Opowiadać o dziełach Bożych mogą tylko ci, którzy te dzieła dostrzegają, którzy uwierzyli w świadectwa Boże, którzy w końcu doświadczyli żywego Boga we własnym życiu. To co przeżywamy z Bogiem, to co Bóg dla nas uczynił i co czyni cały czas nie powinno być gdzieś zapomniane i zakopane. Ale Bóg pragnie, by świadectwa Jego działania były niesione dalej. Pragnie byśmy o Nim opowiadali następnemu pokoleniu, naszym dzieciom, naszym znajomym i sąsiadom. Najbardziej naturalnie wychodzi to wtedy, kiedy opowiadamy o tym co Bóg uczynił w naszym życiu. Jak się nad nami zmiłował, jak przebaczył nam grzechy, jak obdarzył nas życiem wiecznym. I jak ratuje nas każdego dnia. Jeśli coś przeżywasz z Bogiem, jeśli coś Bóg czyni dla ciebie, czy uczynił dla ciebie. Nie chowaj tego, nie ukrywaj, ale dziel się tym z innymi.

4.      W pieśni Dawida pojawia się również często wezwanie by pamiętać o dziełach Bożych. „Wspominajcie cuda Jego” (w.12). Wspominanie właśnie jest jednym ze sposobów by podtrzymywać naszą pamięć. Wiemy jaka nasza pamięć jest słaba i ulotna, jak często zapomina i trzeba nam przypominać o wielu sprawach. Gdy spotykamy się razem, gdy rozmawiamy ze sobą powinniśmy dzielić się tym co Bóg uczynił i co czyni w naszym życiu. Podobnie robimy by nie zapomnieć naszych bliskich, którzy odeszli. Niektórzy spisują pamiętniki, my możemy spisywać dzieła Boże.

5.      I kolejnym ważnym wezwaniem na chwalenie Boga jest mieć kult Boga. W Starym Testamencie to była świątynia. Ludzie przychodzili do świątyni. Jeszcze wcześniej był namiot spotkania. Tam w tym namiocie był kult Boga Jahwe. Boga Izraela. Tam stał ołtarz i tam składano ofiary. Ludzie przychodzili pokłonić się Bogu i mieć z Panem społeczność. Dawid mówi, że kult jest ważną częścią uwielbienia
1Kronik  16:27  Chwała i zacność są przed nim, Moc i dostojeństwo są tam, gdzie On.
28  Przynieście Panu, rodziny ludów, Przynieście Panu chwałę i moc,
29  Przynieście Panu chwałę imienia jego, Przynieście ofiarę i wejdźcie przed oblicze jego! Oddajcie pokłon Panu w świętej ozdobie!
Dzisiaj ten kult Boga jest w kościele, gdy kościół się spotyka by wielbić Pana, by wysławiać imię Jezusa, by rozważać i wykładać Jego słowo. Kult Boga częścią uwielbienia Bożego ludu.
Tak więc drodzy nie bądźmy jak te wieprze o których wspominał Spugeron, które położyły się pod dębem zajadając bez refleksji żołędzie, nie wiedząc że to wszystko pochodzi z ręki Bożej. Pamiętajmy by zawsze uwielbiać Boga i wysławiać Jego wspaniałe imię, to zarówno jest nasz obowiązek jak i przywilej.  Wierze głęboko, że wtedy kiedy z głębi serca i ze szczerej duszy chwalimy Pana doznajemy od Niego wzmocnienia i pocieszenia, a moja dusza ożywa.


czwartek, 25 maja 2017

Zakon strażnikiem Studium listu Pawła do Galacjan 3,23-25


Paweł dalej wyjaśnia jak się ma obietnica Boża do Prawa Mojżeszowego i jak daleko jest zakon od obietnicy zbawienia z łaski. Fałszywi nauczyciele w Galacji wzywający  Galacjan do obrzezania i przyjęcia zasad starotestamentowych jako jeden z warunków zbawienia powinni widzieć jasno, że celem zakonu nigdy było zbawienie człowieka. Celem zakonu było wykazać grzech całej ludzkości. Celem zakonu było i jest przygotować świat i człowieka na przyjście Pana Jezusa Chrystusa.
W chwili gdy zakon osiągnął swój cel człowiek powinien przyjąć obietnicę, że zbawienie jest jedynie z łaski przez wiarę w Chrystusa.
Dlatego że zakon przynosi śmierć, trzymanie się prawa Bożego jako drogi zbawienia prowadzi człowieka do potępienia, bo nikt z ludzi nie jest w stanie zachowywać Bożego prawa w takim stopniu, jak Bóg tego od człowieka wymaga. To właśnie obietnica zbawienia z łaski daje usprawiedliwienie przed Bogiem i żywot wieczny.
W tych wierszach Paweł stara się pokazać wyraźnie, że kwestia obietnicy zbawienia z łaski i zakonu nie jest kwestią tylko narodu Żydowskiego, ale jest doświadczeniem życia każdego człowieka. Albo jesteś pod zakonem, albo jesteś pod łaską. Nie ma czegoś pośrodku, albo żyjesz na wieki ufając obietnicy zbawiania z łaski, albo umierasz będąc pod jarzem Prawa Bożego, które pociąga za sobą Boży gniew.

 3,23
Co jedynie może otworzyć drzwi więzienia grzesznika?
Słowo Boże nie pozostawia wątpliwości, drzwi więzienia grzesznika może jedynie otworzyć żywa wiara w Pana Jezusa Chrystusa. Tylko Chrystus może uwolnić człowieka od potępienia. Ludzkie starania w postaci dobrych uczynków i religijnej gorliwości nie mogą tego uczynić (Jana 8,34-36).
Co nie może otworzyć drzwi więzienia?
ü  nie mogą tego uczynić Boże przykazania.
ü  nie może tego zrobić żadna religia.
ü  nie mogą tego zrobić ludzkie nakazy i zakazy.
ü  nie mogą tego zrobić ludzkie religijne tradycje.
ü  nie mogą tego uczynić żadne sakramenty.
ü  nie mogą tego zrobić ludzkie uczynki i żadne starania choćby były najlepsze.
Paweł gdy mówi że byliśmy „zamknięci” używa greckiego czasownika (phroureo) oznaczającego być zabezpieczonym strażą wojskową. Oznacza to, że zanim grzesznik pozna łaskę, przez zakon jest trzymany w więzieniu z którego sam nie może się wydostać.
A drugiego czasownika jakiego Paweł tu używa w odniesieniu do „trzymani pod strażą” (sungkleio) oznacza ograniczenie swobody poruszania się. Tak więc oba te określenia oddają stan w jakim znajduje się każdy człowiek nie znający łaski. Jest trzymany pod strażą wojskową którą jest zakon (prawo Boże) do dnia Bożego sądu, a wina grzesznika jest jasna i wyraźna. Zakon niczym palec Boży wytyka grzesznikowi każdy grzech i domaga się za niego zapłaty, a zapłatą za grzech jest śmierć (Rzym 6,23).
Dla Pawła jest nie do pojęcia, że Galacjanie którzy poznali łaskę (zakon wolności) teraz mieliby z powrotem zawracać do więzienia jakim jest zakon.
Prawdziwa wiara w Jezusa Chrystusa uwalnia nas od surowego strażnika wskazującego naszą winę jakim jest zakon. Uwalnia nas zarówno od prawa zakonu Mojżeszowego jak i prawa wypisanego na sercu pogan (Rzym 2,14-15).

3,24
Zakon jest tutaj przedstawiony jako przewodnik, nauczyciel. Paweł tutaj porównuje zakon do niewolnika jakiego zatrudniał Pan, by dyscyplinował chłopca. Taką rolę pełnił zakon zanim przyszła łaska. Starożytne grafiki pokazują tego wychowawcę zawsze z rózgą i rzeczywiście ci wychowawcy często byli w stosunku do dzieci nad którymi sprawowali dyscyplinę bardzo surowi. Dzieci z niecierpliwością wyczekiwały czasu kiedy będą na tyle dorosłe, by nie potrzebować dyscyplinującego przewodnika.   
Tak powinno być w życiu każdego kto szuka zbawienia, kto właściwie rozumie czym jest zakon. Człowiek taki powinien rozumieć, że zakon jest surowym Panem niosącym surową karę i powinien z niecierpliwością wyczekiwać łaski, szukać wolności w Chrystusie. Opieranie się Chrystusowi i chęć bycia pod strażą zakonu jest głupotą. Jest pozostawaniem w niewoli, kiedy można doświadczyć wolności.
Osoby które pomimo wszystko starają się pozyskać Bożą łaskę zbawienia dzięki przykazaniom, Bożemu prawu, sakramentom, religii i ludzkim przepisom. Pokazują, że nie rozumieją czym jest Boża łaska w Chrystusie, czym jest Boża obietnica zbawienia. Tak naprawdę wolą zostać w więzieniu, niż cieszyć się wolnością przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa.

3,25
Teraz gdy przyszła wiara, dzieci dorosły do tego by wyjść spod opieki przewodnika, którym było prawo i poddać się pod panowanie Chrystusa. Jeśli tak się stanie, grzech nad nami Panować nie będzie, bo przeszliśmy pod panowanie innego lepszego, wspanialszego Pana (Rzym 6,14). Tamten Pan nas potępiała, ten nas zbawia.
Czy to że jesteśmy pod łaską, a nie pod zakonem znaczy że nie obowiązuje nas żadne prawo?
To jest to pytanie, które zadaje apostoł Paweł w Liście do Rzymian 6,1.
Nie, nadal mamy przestrzegać moralnych Bożych standardów, dążyć do świętości 1 Kor 9,21; Rzymian 6,2.
My teraz dopiero mamy prawdziwy cel, dopiero możemy Bogu się podobać, wiedząc że przestrzeganie przykazań w Chrystusie ma sens, bo przykazanie już nas nie potępia, ale staje się dla nas możliwością uwielbienia Boga.
Tak więc zakon ma sens wtedy kiedy czyni się z niego właściwy użytek, taki do którego został przeznaczony (1 Tym 1,8).

Jaki jest właściwy użytek z zakonu?
Taki że naświetla grzech w naszym życiu i pokazuje nam konieczność łaski w Chrystusie.
Wtedy kiedy pomijamy zakon i nie mówimy o jego potępiającej roli, mamy to, co mamy. Mamy mnóstwo ludzi, którzy traktują łaskę jakby Bóg wyrządzał im „łachę”. Nie widzą w łasce jedynego swojego ratunku, nie widzą jej wyjątkowości, jej ceny, jej wspaniałości i gardzą nią myśląc że to jakaś tania łaska. A tym samym, nie traktują jej tak, jak na to zasługuje, nie dbają o nią, nie służą jej i nie cenią jej.

I są dwie skrajności i obie są złe i prowadzą wykrzywienia ewangelii.
1.      Pierwsza jest taka, że ludzie nie chcą dowiedzieć się czym jest zakon, nie chcą słuchać o Jego potępiającej roli, nie chcą słuchać o grzechu i o śmierci jaką za sobą pociąga. Chcą natomiast słuchać tylko o łasce. Ale łaska bez zakonu traci blask i przestaje dostatecznie jasno świecić.
2.      Druga skrajność jest taka jak u Galacjan, ludzie porzucają łaskę dla zakonu. Dobrze się czują w twardych zasadach, ludzkich tradycjach i myślą, że to da im zbawienie. Ale przykazanie bez łaski niesie śmierć, łaska bez przykazania traci blaski i sens.

3,26
Kim więc jesteśmy w Chrystusie?
Będąc pod zakonem byliśmy pod przewodnikiem surowego strażnika i w końcu spotkałaby nas śmierć. Jednak gdy Chrystus nas wyzwolił staliśmy się Synami Bożymi, a Bóg stał się naszym Ojcem Rzym 8,14-16; 1 Jana 3,1-2; Jana 1,12.

To więc jaką mamy pozycje  Chrystusie?
Zostaliśmy duchowymi dziećmi Boga zrodzonymi przez Jego Ducha. Jesteśmy duchowym Bożym potomstwem zrodzonym przez wiarę w Chrystusa. Boże dzieci są obiektem specjalnej Bożej troski, ale troska ta,  nie może być źle rozumiana. Nie polega ona tym, że nie będziemy mieli żadnych problemów, czy nie będziemy przeżywali żadnych cierpień ale polega na tym, że Bóg doprowadzi naszą wiarę do końca, że będzie ją rozwijał, że będziemy zbawieni. I Boża troska będzie objawiała w naszym życiu zawsze dla dobra naszej wiary, jeśli cierpienie to dla jej wzrostu, jeśli ratunek, to tak samo.
Musimy zrozumieć, że chrześcijańskie Synostwo to przywileje i obowiązki, to wielki zaszczyt, ale też wielka odpowiedzialność, to wielkie wyróżnienie, ale też wielkie wyzwanie.


piątek, 19 maja 2017

Autorytet Pana Jezusa, a oficjalna religia Ew. Mateusza 21,23 – 27


Autorytet Jezusa pochodził z nieba
Popatrzmy na kogoś, kto ma władzę, władzę zdobytą w legalny sposób. Na kogoś kto jest pewny swojego autorytetu. Popatrzmy np. na rodziców jak wielki autorytet posiadają wobec swoich dzieci jeśli tylko są go świadomi. Popatrzy na urzędnika, policjanta któremu państwo nadało władze i autorytet, zazwyczaj ludzie nie sprzeciwiają się mu. Popatrzmy na prezydenta wybranego przez naród, że może przemawiać z pewnością w głosie, że może podejmować zdecydowane działania w imieniu dobra narodu. Zobaczmy że ktoś taki ma wpływ.
Świadomość autorytetu dodaje ogromnego poczucia pewności, a jeśli jeszcze za autorytetem idzie zdecydowane działanie w mocy, to wtedy o kimś takim mówimy, że to prawdziwy przywódca, że to ktoś kto ma prawdziwą faktyczną władzę.
I tak było w życiu Pana Jezusa. Ludzie którzy mieli przyjemność choć raz z nim się zetknąć nie mieli wątpliwości, że coś jest niezwykłego w tym człowieku. Gdy tłumy Go słuchały to mówiły, że przemawia zupełnie inaczej niż uczeni w piśmie, przemawia jako moc mający (Mat 7,29).
Wszystko cokolwiek robił, to jak mówił, to jak się zachowywał, to jak pełnił służbę wśród ludzi wskazywało na Jego autorytet i władzę. Było to tak ewidentne, że gdy przemawiał, to ci którzy Go słuchali twierdzili, że jeszcze nigdy nie słyszeli by jakiś człowiek przemawiał tak, jak On przemawia (Jan 7,46).
W 28 rodz. Ew. Mateusza Pan Jezus powiedział że ma nie tylko jakąś władzę, ale ma wszelką władzę, władzę nad wszystkim, nad każdym autorytetem we wszechświecie do tego stopnia że Imię Jezusa jest ponad wszelkie imię (Filip 2,9).  Pan tą władzę demonstrował, przez cuda, przez wypędzanie demonów, przez chodzenie po wodzie, przez uciszenie Burzy, przez rozmnażanie żywności, przez wskrzeszanie ludzi z martwych.
Gdy mówimy o autorytecie Pana Jezusa to w Nowym Testamencie na określenie tego w stosunku do Niego pojawiają się dwa słowa „dunamis” od którego pochodzi słowo dynamit i oznacza ono moc, siłę lub zdolność. I drugie słowo to „exousia” tłumaczone jako wybór, możliwość coś uczynić, autorytet nadany z góry. To więc On miał moc, siłę żeby coś zmienić, ale miał też poparcie Boga Ojca we wszystkich decyzjach jakie podejmował. Bóg przznawał się do wszystkich Jego działań
Pan Jezus mówił o sobie, że ma daną władze nad wszelkim ciałem, nad każdym człowiekiem, ma moc dać życie wieczne, ale też moc sądzić człowieka (Jana 17,2; Jana 5,27). W rzeczywistości to właśnie Pan Jezus wrzuci do piekła tych, którzy nie uwierzyli w Niego. On panował też całkowicie nad swoim życiem, nad chwilą kiedy zostanie zabity. Wiemy że stało się to nie wtedy, kiedy chcieli Jego prześladowcy, ale wtedy kiedy nadeszła Jego godzina. Oznacza to, że On miał władzę nad wszystkimi okolicznościami, wydarzeniami i ludźmi zaangażowanych w Jego śmierć.
Jeszcze bardziej widzimy zakres władzy Pana Jezusa jak zdamy sobie sprawę, że On miał władzę nad swoją śmiercią.
Zobaczmy ew. Jana
Jana 10:17  Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć.
18  Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego.
Czyli Pan miał władzę dać życie, ale miał też władzę podnieść się z martwych. Mówimy że Bóg podniósł Go z martwych i to jest prawda, ale też On sam podniósł się z martwych i to też jest prawda.
Na początku Ew. Jana 2 rodz. gdy Pan oczyścił świątynie batem, to powiedział do Żydów o swoim zmartwychwstaniu Żeby zburzyli świątynie, a On w trzy dni ją odbuduje. Miał tam na myśli świątynie swego ciała. Miał na myśli to, że On podniesie się z martwych i ofiara z Jego ciała stanie się miejscem na wzór świątyni gdzie grzesznik dostąpi z pojednania Bogiem.
To więc teraz gdy pojawia się w Jerozolimie, gdy robi porządek w świątyni wywracając stoły i wypędzając tych, którzy ją profanują, gdy przyjmuje chwałę od tych, którzy wołają na Jego cześć Hosanna Synowi Dawidowemu, to ówcześni przywódcy religijni i polityczni mają z tym problem. Oni pytają Go skąd masz tą moc, skąd masz tą władzę, kto ci to dał, dlaczego tak czynisz (Mat 21,23)? Oni uważają, że to oni mają władzę, to oni decydują i nadają autorytet. A przecież Pan Jezus nie przyszedł do nich i nie prosił ich o poparcie, o pozwolenie na cokolwiek. Nie konsultował z nimi swojej doktryny ani żadnych swoich działań, a w nich mniemaniu powinien to zrobić, bo byli przekonani, że prawda leży w ich ręku, że władza należy do nich. Byli przekonani, że Bóg powierzył im autorytet wykładni słowa, czy mianowania rabinów i nauczycieli. Mieli bardzo rozbudowany system władzy i mocno utwierdzili ją w Izraelu. Na samej górze stali arcykapłani, Rada najwyższa, Sanhedryn 71 członków. Później byli kapłani odpowiedzialni za uroczystości tygodniowe, 24 kapłanów, następnie było 156 kapłanów, którzy byli odpowiedzialni za ceremonie w ciągu dnia. A następnie byli kapłani zwyczajni, odpowiedzialni za pomniejsze sprawy, później rabini i uczeni w piśmie. I tak mieli całą hierarchę religijno polityczną, a tymczasem Pan Jezus ominął te wszystkie stanowiska, zignorował ich i codziennie nauczał w świątyni bez ich dyplomu i pozwolenia. To było dla nich nie do pojęcia, jak tak mógł? Za kogo On się uważa? Dlaczego się z nami się nie liczy?
Jednak On miał władzę od Boga i nie potrzebował ich pozwolenia. Miał władzę z samej góry.
Oni zignorowali Go, bo nie kształcił się w ich szkołach, nie zabiegał o ich poparcie, nie liczył na ich pozwolenie, ale otwarcie z mocą głosił Bożą prawdę. Boży autorytet jest ponad wszystkimi i On nie potrzebował ludzkiego polecenia. Jakiś czas temu jeden z misjonarzy opowiadał mi jak podczas ewangelizacji zatrzymała ich Straż Miejska i pytała się, czy mają odpowiednie pozwolenia. A jeden z misjonarzy odpowiedział, tak mamy takie i mamy je z samej góry! Wtedy strażnik powiedział żeby je pokazać, a ten misjonarz otworzył Ew. Mateusza 28 rozdz. i przeczytał 19 wiersz
 „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
Musimy być tego świadomi, że tak jak Pan Jezus miła autorytet z samej Góry, tak dał nam byśmy szli bez obaw w Jego autorytecie i głosili światu dobrą wieść nie bojąc się przeciwników naszych.

Sprzeciw religii wobec Bożego powołania
 To prowadzi nas do drugiego wniosku, że to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje ludzi do służby, to Bóg decyduje, a nie człowiek, przez kogo chce wykonać swoje dzieło. Bóg na Chrystusie położył swoją pieczęć, stąd była Jego moc. Bóg ustanowił Go pośrednikiem między sobą a ludźmi, ale Jego własny naród odrzucił Go. Nie rozpoznali i odepchneli swojego Mesjasza wydając Go na haniebną śmierć Krzyżową. 
Drodzy często ludzie się mylili w ocenie tego, kogo Bóg posyła i przez Kogo Bóg chce działać. Pamiętacie Mojżesza jak poszedł do Izraelitów za pierwszym razem oferując im ratunek, jak zabił Egipcjanina, a później skłóconych nakłaniał do zgody o czym czytamy w Dziejach Ap 7,22-29
Dzieje Ap. 7:25  Sądził zaś, że bracia zrozumieją, iż Bóg przez jego ręce daje im wybawienie, ale oni nie zrozumieli.
Mojżesz 40 lat wcześniej miał nadzieje na wybawienie swojego ludu, ale Go nie rozpoznali jako Bożego wysłannika. Musiało minąć kolejnych 40 lat, a naród musiał zostać bardziej uciemiężony by przyjęli Go jako Bożego wybawcę.
W historii Kościoła znajdziemy podobnych Bożych wysłanników, których Bóg posyłał by zreformować Kościół czy zawrócić z niewłaściwej drogi. Kościół Anglikański nie rozpoznał Jana Wesleya jako Bożego reformatora i dar dla tej denominacji, to więc odrzucili Go, szczuli na niego i prześladowali Go. Choć oficjalnie Wesley nigdy nie wystąpił z kościoła Anglikańskiego, to nieoficjalnie usunięto Go. A później z Jego działalności powstał Kościół Metodystyczny. Pomyślcie ile wspaniałych rzeczy mogło się stać w Kościele Anglikańskim dzięki działalności Jana Wesleya i tych którzy za sprawą Jego służby uwierzyli, ale nie stało się, bo nie było to zgodne z nurtem oficjalnej religii oraz przepisów. Podobnie było z Marcinem Lutrem. Luter nigdy nie zamierzał występować z kościoła i tworzyć kościoła protestanckiego, chciał tylko zreformować Kościół Rzymskokatolicki i głosił o tym, co było niezgodne ze Słowem Bożym i niszczyło kościół. Głosił przeciw kupczeniu sakramentami, zbawieniem dzięki odpustom. Ale gdy zaczął to czynić, to takie działania były sprzeczne z oficjalną strategią kościoła Rzymskiego i to doprowadziło do Jego usunięcia.
Drodzy chce powiedzieć, że musimy być ostrożni jako denominacja, jako kościół w tworzeniu przepisów religijnych, trzymaniu się ślepo praw wewnętrznych, czy uważaniu że tylko nasza denominacja i nasz kościół ma monopol na prawdę. Musimy być ostrożni by nie tworzyć jakiejś sformalizowanej religii dla wąskiej grupy ludzi, dla których w kościołach istnieje hierarchia i stanowiska, by im mogło się dobrze powodzić. Wszystkie nasze struktury i prawa wewnętrzne powinny mieć za zadanie nam służyć i budować kościół Pana Jezusa Chrystusa. Tam gdzie one nam przeszkadzają lub z ich powodu nie możemy rozpoznać Bożego prowadzenia powinny być zaniechane. Przepisy te, tak długo nam pomagają, jak długo nie istnieją dla samych siebie, albo nie zaczniemy uważać, że One dają nam mandat do istnienia. Jak widzimy to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje, to Bóg przeznacza do służby. I ciągle musimy o tym pamiętać i być wobec tego pokorni, żeby czasem nie okazało się, że odrzucamy to co Bóg chce uczynić. Tak samo z seminariami, czy z koniecznością wyższego wykształcenia w kościołach, by być kaznodzieją lub funkcjonować w służbie. Od razu zaznaczę, ze nie jestem przeciw wykształceniu, sam skończyłem studia teologiczne i uważam, że powinno się dążyć, by usługujący w kościele kształcili się. Jednak to nie może być główny i decydujący warunek kwalifikujący do służby. Oczywiście, wyksztalcenie powinno być brane pod uwagę, ale jeszcze ważniejsze jest Boże powołanie. Wykształcenie można uzupełnić, ale powołania samemu sobie nadać nie można.
To więc jeśli kościół przywiązuje bardzo dużą wagę do wykształcenia akademickiego, to może tworzyć sytuacje, że odrzuci ludzi których powołuje Bóg, ale nie spełniają warunków formalnych. Może też kwalifikować na pracowników kościoła tylko tych, którzy mają wykształcenie formalne, a nie mają powołania. Co w konsekwencji prowadzi Kościół do śmierci i skostnienia. Nie wiele rzeczy jest gorszych dla kościoła niż przywódcy, którzy nie znają Pana i nie będący przez Niego powołani.
Kościół raczej powinien rozpoznawać powołanie i tych, którzy nie maja odpowiedniego wykształcenia zachęcać  by je uzupełnili. Jak np. Paweł uczynił z Tymoteuszem kiedy pomimo młodego wieku rozpoznał w nim powołanie, a później zachęcał Go do kształcenia się w Pismach i by wzrastał pod każdym względem.
Oficjalny denominacyjny Kościół nie może również twierdzić, że jest jedynie uprawniony do głoszenia i wykładania prawdy jak np. dzieje się to w Kościele Rzymskim.  W kościele Rzymskim przeciętny katolik boi się Biblii i często uważa że nie należy jej samodzielnie czytać, bo dojdzie się do jakiś herezji i błędów. Pogląd ten wynika z działań kontrreformacyjnych kościoła Rzymskiego który zakazywał samodzielnego czytania Biblii i uzurpował sobie jedynie słuszną i nieomylną jej interpretacje.
I tak np. w roku 1634 synod katolicki w Warszawie wydaje oświadczenie, iż samodzielne czytanie Biblii jest inspirowane przez samego szatana. Stanowisko to zostaje zatwierdzone przez papieża. (Piąty wiek Biblii w języku polskim, Henryk Dominik, Zwiastun 10/95).
Wszystkie nauczania wtedy były w tym samym duchu, tak że zrodziło się powszechnie przekonanie, że Biblia jest dla księdza, a każdego kto ją czyta prywatnie w kościele uważano za sekciarza. Tymczasem samo Pismo zachęca nas do tego byśmy je badali i czytali, bo przez nie wzrastamy w naszym chrześcijańskim życiu.
Były też sytuacje w historii Kościoła, że jeśli nie miałeś wykształcenia teologicznego to nie mogłeś głosić ewangelii i dzielić się z innymi Chrystusem, czy prowadzić spotkań biblijnych.
Tak więc widzimy jak sformalizowana religia może zaciemniać człowiekowi Boże dzieło, a nawet powstrzymywać Boży rozwój, czy Boże przebudzenie. Jeszcze raz powiem, nie jestem przeciwko strukturom, prawom wewnętrznym, liturgii, czy nawet ceremoniom kościelnym. Mamy jednak pamiętać, że to wszystko ma drugorzędne znaczenie i nie możemy dopuścić, by przez religię sprzeciwiać się Bożemu prowadzeniu jak Żydzi z powodu swojej religii nie chcieli uznać autorytetu Pana Jezusa.
Nie możemy dopuścić by nasze sformalizowane prawa spowodowały  że wyżej będziemy cenić od Bożego powołania i Słowa Bożego nasze religijne ustanowienia, tradycje, przepisy, urzędy kościelne, budynki, czy cieszące się wielkim autorytetem osoby.

Polityczna poprawność
Teraz idźmy dalej, oni pytają Go o pochodzenie Jego mocy, o Jego autorytet. Wiemy że nie pytają Go w tym celu żeby dowiedzieć się kim jest, czy szukają prawdy, ale to pytanie ma na celu doprowadzić do Jego oskarżenia. Pan Jezus już wielokrotnie mówił, że działa w imieniu Boga, swego Ojca. Więc jeśli szukaliby prawdy, to mogli ją znać. Ale oni chcą, by publicznie w tej chwili przed całą Radą powiedział, że pochodzi z Nieba i jest Synem Bożym, co oczywiście doprowadziłoby do oskarżenia Go o bluźnierstwo i ukamienowania. Już bowiem od dawna szukali argumentów, by Go zabić.
Jednak Pan nie dał się sprowokować i jak często miał to w zwyczaju, co było też rabiniczną praktyką, na ich oskarżające pytanie odpowiada pytaniem o którym wiedział, że oni nie będą chcieli na nie odpowiedzieć.
To dało Mu możliwość być wobec nich uczciwym, dać im szanse uzyskania odpowiedzi, a jednocześnie nie dać im dodatkowych argumentów, by go ukamienowali.
I On mówi do nich to niesamowite pełne mądrości pytanie, obiecując że jeśli oni mu na nie odpowiedzią i On udzieli im odpowiedzi (w 24). Skąd był chrzest Jana? Z nieba, czy od ludzi? W ten sposób pyta się ich o całą służbę Jana Chrzciciela. Czy Jan chrzciciel pochodził od Boga, czy miał Boży autorytet, czy jednak był samozwańczym prorokiem?
Wiemy że Jan chrzciciel był ostatnim prorokiem Starego Testamentu, był największym z ludzi (Mat 11,11) i przemawiał z wielką mocą. Prowadził również bardzo surowe, skromne ascetyczne życie. Był również bezkompromisowy wobec prawdy, ta właśnie bezkompromisowość doprowadziła do Jego śmierci, gdy upominał Heroda z powodu Jego niemoralności. Nawet Herod w jakimś stopniu uważał Jana za proroka i obawiał się Go. Jan też wyznał w Jezusie Chrystusie Baranka Bożego, złożył o Nim świadectwo, że to On jest Mesjaszem. Tych których zgromadził podczas swojej służby odesłał do Pana Jezusa i twierdził że on ma tracić na znaczeniu, a Chrystus ma zyskiwać. Wielki Boży prorok, wielki Boży sługa, Jan chrzciciel.
I przedstawiciele Rady Najwyższej doskonale o tym wiedzą, że Jan był wielkim człowiekiem, ale nie chcą odpowiedzieć na pytanie Pana Jezusa, kim faktycznie był. Wiedzą że jeśli odpowiedzą iż  Jan pochodził od Boga, to wtedy padnie pytanie dlaczego Jemu nie uwierzyli (w. 25)? Dlaczego teraz nie wierzą Jezusowi skoro Jan składał o nim świadectwo i powiedział, że On jest barankiem Bożym. A z drugiej strony kalkulują, że jeśli powiedzą iż Jan nie pochodził od Boga, to ludzie którzy temu się przysłuchują w świątyni wpadną we wściekłość mając Jana za proroka i odrzucą ich. Widzicie wyrafinowane kalkulacje? Oni nie szukają prawdy, oni ciągle kombinują jak zachować władzę, pieniądze, pozycje, jak zrobić by ich było na wierzchu. Oni gonią za tym co jest korzystne dla nich, co służy im i ich celom, ich brzuchowi, a nie Bogu. Oni nie chcą dać jasnej odpowiedzi i przyznać się do tego co naprawdę myślą i w co wierzą. Nie chcą z rozmysłem powiedzieć prawdy, bo wiedzą że prawda mogłaby im zaszkodzić.
Jest to bardzo niebezpieczny stan. Stan rozmyślnej ignorancji, tchórzostwa i politycznej kalkulacji, że będziemy mówić i zachowywać się tak, by jak najwięcej ugrać dla siebie, a prawda nie ma znaczenia. To jest stan, w którym nie mówimy prawdy, bo prawda mogłaby zaszkodzić naszym interesom. Więc lepiej z rozmysłem kręcić, być cynicznym politykiem. Są kościoły i ludzie o których mówimy, że oni zawsze umieją się ustawić i zmieniają swoją retorykę w zależności od otoczenia, są jak kameleon i chcą podobać się wszystkim. Jeśli przyjmujemy taką postawę jak faryzeusze w naszych relacjach z innymi, w naszym świadectwie dla Chrystusa, to nasza postawa nie będzie definiowana tym jak dać świadectwo prawdzie, ale co powinienem teraz zrobić lub co powiedzieć żeby sobie nie zaszkodzić. Człowiek taki przypomina kogoś kto chce płynąć na dwóch łódkach. Stoi jedną nogą na jednej i jedną nogą na drugiej. Wszystko jest dobrze aż do chwili, gdy łódki zaczynają się rozjeżdżać, wtedy też i upadek Jego pewny.
Pan Jezus o takiej postawie powiedział w ten sposób:
Łukasza 6:26  Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich.
Tak, jest to cecha fałszywych proroków, w oczach wszystkich dobrze wypaść, nikomu nie zaszkodzić, nikomu się nie narazić, zawsze mówić tak jak ludziom się podoba i nie konfrontować ich z prawdą. Wszak otwarte komunikowanie prawdy powoduje napięcia, a na tym możemy jedynie stracić. Tak i rzeczywiście tracimy w oczach tych, którzy i tak nie chcą uwierzyć, a zyskujemy i jesteśmy zachętą dla tych co idą za Panem i zyskujemy u Boga. Jakie jest nasze zachowanie w podobnych sytuacjach, czy mamy odwagę otwarcie stanąć po stronie prawdy, po stronie Chrystusa? Mówić jak Słowo Boże mówi, „tak, tak albo nie, nie”, bo co ponadto jest od złego (Mat 5,37). Nasze odpowiedzi mają być proste, zrozumiałe, intencje szczere bez politycznej kalkulacji.

Podsumowując:
1.      Po pierwsze autorytet Pana Jezusa pochodził z Nieba i wielokrotnie dawał tego dowody. Trzeba być głupim albo ślepym z powodu zatwardziałej niewiary i pełnym uprzedzeń, by nie widzieć że jeśli ktoś chodzi po wodzie, uzdrawia wszelką chorobę, ucisza burzę, wskrzesza z martwych, wypędza demony i rozmnaża żywność nie ma władzy od Boga.
2.      Po drugie, religijne wąskie przekonania i przywiązanie do tradycji często zamykają człowiekowi oczy na Boże dzieło do tego stopnia, że może mu się nawet sprzeciwiać, a nawet z nim walczyć jak np. Apostoł Paweł przed swoim nawróceniem.
3.      I po trzecie, strzeżmy się politycznej poprawności jako chrześcijanie, by każdemu się podobać, by z wszystkimi się zgadzać, by szukać własnego interesu kosztem prawdy ewangelii. Amen





niedziela, 14 maja 2017

Drzewo bez owoców Ew. Mateusza 21,18 – 22


Drodzy przypominam, że jesteśmy w ostatnim tygodniu pobytu Pana Jezusa na ziemi. Dzisiaj przyjrzymy się historii jak Pan przeklął drzewo figowe. Jest to o tyle niezwykłe, że rzadko mogliśmy widzieć Pana Jezusa w sytuacjach, gdy używał swojej mocy w celach by coś zniszczyć. Najpierw widzieliśmy Go jak pełen Gniewu powywracał stoły w Świątyni i przepędził tych, którzy z domu Jego Ojca czynią jaskinie zbójców, a teraz jak jednym słowem przeklina drzewo figowe i ono usycha. Zarówno pierwsze jak i drugie wydarzenie zawierają w sobie ważne przesłania. O przesłaniu wynikającym z oczyszczenia świątyni mówiliśmy ostatnim razem, a dzisiaj powiemy sobie o tym co Bóg chce do nas powiedzieć na podstawie historii o nieurodzajnym drzewem figowym. 
 Po tym jak Pan Jezus oczyścił Świątynie udał się do Betanii by tam przenocować (w 17). W Betanii mieszkali Jego bliscy przyjaciele Łazarz którego wskrzesił z martwych jego siostra Maria i jej siostra Marta. Miejscowość ta leżała bardzo blisko Jerozolimy, około 3 kilometrów, więc Pan Jezus najwyraźniej przenocował w domu swoich przyjaciół i rano wracał do miasta. W trakcie powrotu zauważył przy drodze drzewo figowe na którym były liście, ale nie było owocu. Z tego powodu że był głodny podszedł do niego szukając na nim fig, ale nic nie znalazł.  
Ewangelista Marek uzupełniając tą historię dodaje że nie był to czas na figi (Mk 11,13). Może wydawać się dziwne dlaczego Pan Jezus przeklął to drzewo, skoro nie był to jeszcze czas na owoce.
Ale dopiero gdy zagłębimy się w tą historię zdołamy odpowiedzieć na te pytania. W Ziemi Izraelskiej drzewo figowe było synonimem dobrobytu i bogactwa. Przypomnijmy sobie jak Bóg miał wprowadzić Izraela do ziemi obiecanej to powiedział, że jest to niezwykle piękna ziemia. Ziemia pszenicy, jęczmienia, winnej latorośli, drzewa figowego i drzew granatu (5 Moj 8,8). A jak szpiedzy zostali wysłani przez Mojżesza w celu zbadania ziemi, to na dowód urodzajności ziemi obiecanej przynieśli jabłka granatu i figi (4 Mój 13,23). Gdy Słowo Boże przedstawia czasy dobrobytu i pokoju, to wyraża je w słowach, że każdy będzie siadywał pod swoich drzewem figowym (1 Król 4,25).
Drzewa figowe są także bardzo okazałe, ich wysokość dochodzi do ponad 6 metrów i podobną średnice rozpiętości mają ich gałęzie. W ten sposób dają wiele cienia w gorące dni. Owocują one dwa razy do roku w maju i czerwcu. Ale to drzewo figowe które przeklął Pan Jezus nie było urodzajnym drzewem. Czytamy że Pan nic nie znalazł na nim oprócz liści. Jest to cenna wskazówka pokazująca nam, że to drzewo było jałowe, bo na figowcach pierwszy owoc pojawia się przed liśćmi. I choć jak mówi Ew. Marek że nie był to jeszcze czas na owoce, bo była wiosna, kwiecień, to jednak to drzewo miało już liście. Co oznaczało, że w ogóle owoców nie wyda.
Po prostu to było chore drzewo, bezowocne i to stało się powodem tego, że Pan przeklął  je. Uczynił to mocą swego słowa. Powiedział  „niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki” (w.19).
Ew. Mateusz mówi, że drzewo po tych słowach zaraz uschło. U ewangelisty Marka czytamy, że dopiero na drugi dzień były wyraźne efekty po słowach Chrystusa (Mk 11,20). Czy to jest jakaś sprzeczność? Nie, łatwo to wytłumaczyć, uschło rzeczywiście od razu. Korzenie stały się suche jak tylko Pan Jezus wyrzekł swoje słowa, ale dopiero na drugi dzień było wyraźnie widać że umarło.



Brak owoców powodem odrzucenia
Ale w historii tej chodzi o coś więcej niż tylko zniszczenie nieurodzajnego drzewa. Historia ta jest wyraźną ilustracją tego co się stanie z literalnym Izraelem. Nie bez znaczenia jest fakt, że Pan Jezus zniszczył to drzewo, zaraz na drugi dzień po tym jak oczyścił świątynie. Drzewo figowe przedstawia tutaj Izraela jak w innych fragmentach Słowa Bożego np. Ks. Ozeasza
Ozeasza 9:10  Znalazłem Izraela jak winne grona na pustyni, widziałem waszych ojców jak wczesną figę na drzewie figowym.
lub Jeremiasza
Jeremiasza 24:5  Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Jak na te dobre figi, tak spojrzę łaskawie na wygnańców Judy, których zesłałem z tego miejsca do ziemi Chaldejczyków, ku dobremu;
Liście które były na drzewie oznaczają aktywność religijną. Z daleka wydaje się, że to drzewo jest całkiem zdrowe. Mówiliśmy o tym ostatnio, że świątynia całkiem dobrze prosperowała. Odbywały się tam religijne ceremonie, obchodzono święta i składano ofiary. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest w porządku. Wystarczyło jednak zbliżyć się trochę i przyjrzeć tej religijności, by zobaczyć że to wszystko było puste, bezowocne jak owe drzewo.
Literalny Izrael miał wszystko by przynosić dla Boga owoce. Byli narodem wybranym, mieli Boże obietnice, zostali wprowadzeni do ziemi obiecanej, mieli Bożych proroków którzy ich instruowali i przekazywali im prawdziwe Słowa od Pana. Mieli prawdziwe prawo od Boga wypisane palcem Bożym. Nie musieli być jak inne narody zastanawiając się czy ich cześć dla Boga jest właściwa, bo ich objawienie pochodziło z pewnego źródła. Mieli kapłanów, świątynie, Boże błogosławieństwo i wszystko inne co potrzebne było do wydawania owoców.
Jednak oni te wszystkie wspaniałe rzeczy, które dał im Bóg sprzeniewierzyli, zdradzili Boga. Zamiast wykorzystać Boże błogosławieństwa i narzędzia od Boga do wydawania owocu, to wykorzystywali je do pomnażania grzechu. Bożych proroków pozabijali, świątynie wykorzystywali do fałszywego kultu, ziemię obiecaną napełnili przestępstwami, krwią niewinnie przelaną i fałszywymi bóstwami, a kapłaństwo, ofiary i Boże przykazania sprowadzili do pustej religijnej formy odartej z mocy i faktycznego ich przesłania. 
Jeszcze szczycili się tym, że nie ma znaczenia jaki mają osobisty stosunek do Boga i jego przykazań. Uważali że zawsze będą narodem wybranym, bo mają swoją religię, swoje rytuały i swoje święta.
Pamiętamy jak przyszedł Jan chrzciciel? Wzywał ich wtedy do nawrócenia, by wydawali owoce godne upamiętania i nie wmawiali w siebie, że sam fakt pochodzenia od Abrahama sprawa że są błogosławieni przez Boga (Łuk 3,8).
Tak, były liście, drzewo wyglądało całkiem dobrze, religia kręciła się w najlepsze, interes prosperował, ale nie było owoców.
Ewangelista Łukasz w 13 rodz. swojej ewangelii przekazał nam zastosowanie tego samego obrazu:
Łukasza 13:6  I powiedział to podobieństwo: Pewien człowiek miał figowe drzewo zasadzone w winnicy swojej i przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł.
7  I rzekł do winogrodnika: Oto od trzech lat przychodzę, by szukać na tym figowym drzewie owocu, a nie znajduję. Wytnij je, po cóż jeszcze ziemię próżno zajmuje?
8  A tamten odpowiadając, rzecze: Panie, pozostaw je jeszcze ten rok, aż je okopię i obłożę nawozem,
9  Może wyda owoc w przyszłości, jeśli zaś nie, wytniesz je.
Pan Jezus Chrystus naprawdę wiele inwestował w drzewo figowe jakim był Izrael. Przez trzy lata chodził nauczał, uzdrawiał, wypędzał demony i okazywał swoją moc dając liczne świadectwo tego, że jest oczekiwanym Mesjaszem Królem. Jednak oni Go zabili, zamordowali swojego Mesjasza na którego czekali. Pomimo to, był wobec nich bardzo cierpliwy, podobieństwo mówi że trzy lata obkładał nawozem, ale czekał o wiele dłużej. Czekał aż do 70 r.ne kiedy wylał się na nich ostateczny sąd w chwili gdy cesarz Tutus z Rzymską armią wkroczył do miasta i zniszczył świątynie. Sprawił tak, że nie pozostał tam kamień na kamieniu jak Pan przepowiedział (Mat 24,2).
To drzewo figowe do dzisiaj nie wydaje owoców, do dzisiaj jest przeklęte. Pojedziesz do Izraela i spotkasz ortodoksyjnych Żydów, to zobaczysz to samo, co widział wtedy Pan. Zobaczysz liście, zobaczysz religie, ceremonie, odpowiednie religijne ubiory oraz gesty, ale do dzisiaj nie uznają swojego Mesjasza i nie służą Mu. Kto nie kocha Pana mówi Słowo niech będzie przeklęty (1 Kor 16,22).
Naprawdę dziwie się kościołom chrześcijańskim, które tak bardzo zachwycają się dzisiejszym Izraelem, przyjmują praktyki Żydowskie, czy ślą pieniądze by wspierać dzisiejszy Judaizm myśląc że czyniąc tak przyśpieszają realizacje Bożych planów oraz są bliżej Boga. Żaden nawet odrodzony duchowo Żyd nie jest bliżej Boga niż nawrócony chrześcijanin! Zasłona świątyni, zasłona do miejsca najświętszego w czasie gdy Pan Jezus składał ofiarę rozdarła się. Dzisiaj każdy ma taki sam dostęp do Boga i na takich samych warunkach, przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wszyscy którzy wierzą w Chrystusa są synami Bożymi, wszyscy zasiądą do jednego stołu i będą na jednej uczcie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem.
Wprawdzie Bóg w odpowiednim czasie zwróci swoje oczy na literalny Izrael i wtedy spojrzą na tego którego przebodli (Zach 2,10). Wierzę że to będzie przed samym przyjściem Pana. Spojrzą na Chrystusa i uznają w Nim swojego Mesjasza. Bóg ma swoje plany co do tego narodu i zachowuje ich w sposób fizyczny i polityczny. Dopiero wtedy gdy się nawrócą zaczną wydawać owoce, ale do tego czasu są pod przekleństwem.

Wiara wydaje  owoce
W ten sposób Pan i nas chce nauczyć ważnych lekcji.
Pierwsza z nich jest taka, że nie ma wiary bez owoców. Prawdziwa wiara w Chrystusa jest wiarą przynoszącą owoce. Jeśli ktoś jest człowiekiem religijnym, ale nie ma w Jego życiu upamiętania, posłuszeństwa Chrystusowi, oddania Jemu i miłości do Niego, to żadna religia mu nie pomorze. To jest coś czego musimy nauczyć się wszyscy, wbić sobie to głęboko w nasze serce, że jeśli są liście, ale nie wydajemy owoców upamiętania, to jesteśmy przeklęci, to jesteśmy potępieni. Piekło to miejsce ludzi religijnych. Tam będzie ich mnóstwo, wszyscy oni mieli swoją religie, swoje przekonania, swoje praktyki i swoje ceremonie, ale nie mieli upamiętania. Nie mieli Zbawiciela, nie mieli owoców Ducha Św. miłość, radość, pokój, uprzejmość, dobroć, cierpliwość, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość i wiele innych o których wspomina Słowo Boże. 
Każdy chrześcijanin, to jest ktoś, kto przynosi owoce dla Boga. Pan Jezus powiedział w przypowieści o dobrej glebie w 13 rozdz. Ew Mateusza że jest to owocowanie o różnym natężeniu, jeden przynosi trzydziestokrotny polon, inny sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inny stokrotny.  Nie ma nieowocujących chrześcijan, jeśli ktoś nie przynosi owocu, jeśli ktoś nie widzi w swoim życiu uczynków posłuszeństwa, poświęcenia i miłości do Pana wypływających z wiary nie jest chrześcijaninem.

Wiara w Boga daje dostęp do Bożej mocy.
Druga lekcja dla uczniów i dla nas jest taka, że prawdziwa wiara w Boga daje chrześcijaninowi dostęp do nieograniczonych zasobów Bożej mocy. Wydaje mi się, że z powodu ruchu charyzmatycznego czasami boimy się mówić o Bożej mocy w życiu chrześcijanina. Ale tego nucza tutaj Pan Jezus, ze jeśli wierzymy w Boga, jeśli ufamy Bogu i mamy niezachwianą wiarę w Jego obietnice, to możemy być pewni że Bóg wysłucha każdej naszej modlitwy która jest zgodna celami i pragnieniami Boga.
Czytamy w 20 wierszu że uczniowie bardzo zdziwili się, że drzewo tak szybko uschło. Wiedzieli dobrze, ze to co się stało z drzewem nie było wynikiem naturalnych procesów, ale tutaj działała Boża moc. Nasz Pan posłużył się tym, by powiedzieć uczniom, że Boża moc jest tak ogromna, że nawet jakby kazali wielkiej górze wznieść się i rzucić do morza, a byłoby to Bożą wolą, tak się stanie.
Oczywiście nie chodzi tutaj o to, by dosłownie przenosić góry. Znamy jednak powiedzenie, że wiara góry przenosi. W naszym kontekście oznacza to wiarę w Boga w Bożą moc z pomocą której jesteśmy w stanie sprostać największym problemom i wyjść naprzeciw największym potrzebom. W żydowskiej symbolice umiejętność przenoszenia gór była metaforą radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach i usuwania największych przeszkód. Tym samym Pan Jezus chce do uczniów i do nas powiedzieć, żebyśmy zawsze pamiętali, że Bóg i Jego wielka nieograniczona moc jest po naszej stronie i mamy do niej dostęp przez wiarę. Jakże często mamy tendencje o tym zapominać, gdy pojawiają się problemy i przeszkody. Zamiast modlić się do Boga o rozwiązanie problemu, zamiast u Boga szukać zasobów to narzekamy. Mówimy że się nie da, że to nie wyjdzie, nie uda się, i tak niż z tego nie będzie i w ten sposób rezygnujemy. W ten sposób nie doświadczamy Bożej mocy w naszym życiu w takim stopniu jak moglibyśmy doświadczać.
Wiara o której mówi Pan Jezus tutaj, nie jest wiarą w pokonanie problemu, nie jest wiarą w uzdrowienie, nie jest wiarą w siebie by realizować swoje ambicje i marzenia. Jest to wiara skoncentrowana na Bogu, niezachwiana ufność że Bóg odpowie nam i zaspokoi nasze potrzeby.
Nie jest to jakaś zwykła wiara na zasadzie że zgadzamy się z tym, że Bóg może wszystko uczynić. Czasami mówimy, wierzę że Bóg może wszystko, wierzę że Bóg może dać mi pracę, wierze że Bóg może uzdrowić każdą chorobą i każdą niemoc, wierzę że Bóg może rozwiązać mój problem.  
Wiara o której mówi Pan Jezus to jest głęboka ufność w Bożą moc, w Bożą ingerencje w jakiejś sprawie bez żadnych wątpliwości. On mówi 21 wierszu „jeślibyście mieli wiarę i nie wątpili”. Wątpliwości dotyczą serca, dotyczą wewnętrznego przekonania, czy Bóg mi odpowie, czy to jest Bożą wolą. Wątpliwości ujawniają się również w zaangażowaniu, gdy porzucamy nasze modlitwy, gdy modlimy się bez przekonania. Przykładem ufnej niezachwianej modlitwy może być modlitwa Hudsona Tylora o 24 misjonarzy do Chin. Gdy zdał sobie sprawę po pewnym czasie pobytu tam, jak ogromnym dziełem jest ewangelizacja Chin postanowił modlić się o 24 zdecydowanych pracowników misyjnych, którzy mogliby razem z nim udać się z powrotem do Chin i głosić ewangelię. Jednak w XIX w zdobyć 24 ludzi, którzy zdecydują się na wielomiesięczną trudną i niebezpieczną podróż do Chin i jeszcze zdobyć środki na ich utrzymanie graniczyło niemalże z cudem. Hudson też nie miał zbyt dużo czasu, by wszystko zostało załatwione, bo około roku. Ale już po pół roku od jego modlitwy zgłosiło się 24 pracowników, którzy zdecydowali się na wyjazd misyjny, by przez następne 8 lat głosić ewangelię w chinach. Później napisał w swoim pamiętniku "Modliłem się o dwudziestu czterech wykwalifikowanych, chętnych pracowników w Brighton, 25 czerwca 1865 roku. Jak ogromnie szybko potoczyły się wydarzenia, począwszy od tego dnia!
„Zdawało się, że Bóg jakby tylko czekał na to, aby on uczynił ten jeden krok - a gdy go zrobił, to stwierdził, że wszystko inne jest już przygotowane”.
Również i ja w swoim życiu duchowym doświadczałem wielkich Bożych odpowiedzi. Odpowiedzi w sprawie służby, w sprawie pracy, w sprawie zdrowia, rodziny, w sprawie nawrócenia moich bliskich. I wierzę głęboko, że jeszcze nie jednej odpowiedzi Bożej na moje modlitwy doświadczę. Wiem również że każdy z nas, każdy kto ma wiarę i ufność w potężną Bożą moc, każdy kto ma wiarę i ufność w Boga Biblii może tych odpowiedzi doświadczać. Pod warunkiem, że wołamy do Boga o to, co jest zgodne z Jego planami i celami. Podczas ostatniej wieczerzy Pan Jezus kilka razy przypominał swoim uczniom że ta wielka moc Boża dostępna jest dla Jego dzieci
Jan 14:13  I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu.
14  Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.
  Później podobne słowa mówi w 15 rodz. aż dwa razy (Jana 15,7.16), a także przypomina uczniom o tym w 16 rozdz. Ew. Jana (16,23-24).
Nie rezygnujmy z tego, nie poddawajmy się, zawsze pamiętajmy, że po naszej stronie jest Bóg wszechmogący dla którego nie ma nic niemożliwego.

Boża moc dostępna przez modlitwę
Teraz Zwróćcie uwagę, że ta Boża moc jest dostępna przez modlitwę. To jest Boży sposób darowania nam Bożego zaopatrzenia. Pan Jezus o tym mówi w 22 wierszu „i wszystko o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie.
Ostatnio słuchałem ciekawego wykładu na temat modlitwy z listu Jakuba Chucka Swindolla w oparciu o fragment
Jakuba 4:2  Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć; walczycie i spory prowadzicie. Nie macie, bo nie prosicie.
3  Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności.
 Chack Swindoll najprościej jak tylko potrafił wyjaśnił, że jedną z przyczyn barku mocy w życiu chrześcijan jest zwyczajny brak modlitwy jak powiedział Jakub. Chcielibyście mieć, chcielibyście osiągnąć, ale nie modlicie się. Boża moc dostępna jest dla tych, którzy się modlą, którzy podejmują regularny wysiłek by poświęcać cześć swojego czasu na społeczność z Bogiem na modlitwę. Na modlitwę szczerą, gorliwą, która angażuje nasze serce, nasze myśli i naszą wolę. Gdy przyjrzymy się bohaterom wiary, ludziom których podziwiamy, ludziom którzy doświadczali wielkich Bożych cudów w swoim życiu, to zawsze są to ludzie modlący się.
Jednym z takich wielkich Bożych mężów modlitwy był metodystyczny kaznodzieja William  Bramwell.
Pozwólcie że przywołam tutaj jedno wydarzenie z jego biografii:
Gorliwa młoda chrześcijanka miała właśnie odpłynąć z Lwerpool na Jamajkę, aby odwiedzić swoich przyjaciół. Postanowiła odwiedzić pasatora Williama Bramwella, bardzo cenionego w mieście kaznodzieję Metodystycznego i poprosić go o błogosławieństwo i powierzenie jej Bożej opiece. Kaznodzieja przyjął ją łaskawie i modlił się gorliwie w jej sprawie.
Kiedy powstał ze swoich kolan, wykrzyknął stanowczo: "Moja droga siostro, nie możesz jutro jechać. Mam przekonanie od Boga, że nie możesz tego uczynić". Niewiasta była zdziwiona, rozczarowana i z pewnością zdezorientowana, ponieważ wszystko było już zaplanowane. Jednakże nie ośmieliła się zignorować ostrzeżenia człowieka, o którym wiedziała, że jest blisko Boga.
Sześć tygodni później do Anglii dotarła wiadomość, że statek zatonął wraz ze wszystkimi pasażerami, jacy byli na pokładzie.
Również biblijny Dawid to człowiek modlitwy on mówi „Głosem moim wołam do Pana, A On odpowiada mi” (Ps. 3,5) na innym miejscu mówi „Boże mój wołam co dnia” (Ps 22,3). Gdy czytamy Psalmy Dawida ciągle te kwestie się pojawiają, jak wiele modlitwy, jak wiele łez i westchnień do Pana, by Go wysłuchał. O Danielu czytamy, że modlił się trzy razy dziennie i nawet zakaz modlitwy w całym Królestwie pod groźbą utraty życia nie zniechęcił go. To samo czytamy o apostole Pawle że ciągle trwał w modlitwach  i innych apostołach, że postanowili zająć się posługą słowa i modlitwą.
Jeśli chcemy tej Bożej mocy o której w naszym fragmencie mówi Pan Jezus musimy zgiąć swoje kolana przed Bogiem, być wiernymi i wytrwałymi w modlitwie a skarbiec nieba otworzy się. Pan Jezus mówił, że mamy stukać i pukać, mamy nie ustawać, wciąż błagać i modlić się. Czasami chrześcijanie pytają się mnie, czy to jest właściwe modlić się do Boga o coś wiele razy. Tak, po stokroć tak, to właśnie o to chodzi, żeby modlić się tak długo, aż Bóg wysłucha, aż Bóg odpowie ci. Wołaj i błagaj i wzmacniaj w ten sposób swoją wiarę, aż Bóg otworzy upusty nieba.
Jednak niektórzy mówią i tak Bóg zrobi to co będzie chciał, a może to nie jest Bożą wolą? Ale mam wrażenie że takie gadanie jest usprawiedliwieniem by nie modlić się. Takie podejście również osłabia twoją wiarę, bo próbujemy zrozumieć rzeczy które nie jest nam dane zrozumieć w tym świecie, a mianowicie to, jak pogodzić Bożą suwerenność z odpowiedziami na nasze modlitwy. Najwidoczniej Bóg nie ma z tym problemu, jest całkowicie wolny w swoich decyzjach i jednoczenie odpowiada na nasze modlitwy. Jeszcze raz, chcemy Bożej mocy, chcemy wielkich Bożych dzieł w życiu Zboru i w naszym osobistym życiu to wołajmy, prośmy i błagajmy Pana.

Podsumowując
1.      Po pierwsze prawdziwa wiara w Chrystusa przynosi owoce dla Boga. Nie pozwólmy by na naszym drzewie były same liście, wyłącznie jakaś religia bez praktycznego wpływu na nasze codzienne życie. Tak postępował Izrael i Bóg przeklął to drzewo. Tak też potępi każdego, który zadowala się i szuka usprawiedliwienia dla swoich grzechów w pustej religijności.
2.      Po drugie niezachwiana ufność Bogu, niezachwiana ufność w Boże obietnice bez wątpliwości daje nam dostęp do potężnej Bożej mocy. Dzięki której możemy wyjść naprzeciw nawet największym problemom i wyzwaniom.
3.      I po trzecie, narzędziem by po tą potężną Bożą moc sięgnąć jest wytrwała, szczera i zgodna z Bożą wolą modlitwa.  


Łączna liczba wyświetleń