środa, 18 lipca 2018

Uwalniające prześladowania Studium 1 Listu Ptr. 4,1-5




Jak reagujemy na prześladowania z powodu wiary w Chrystusa, czy boimy się ich? Jak mocno dbamy o nasze bezpieczeństwo i chronimy siebie?
Odpowiedź na te pytania pozwoli nam lepiej zrozumieć naszą osobistą postawę w prześladowaniach, które mogą spotkać każdego wierzącego.

4,1
Człowiek wierzący, powinien nastawić się na to, że jeśli będzie żył z Chrystusem, to będzie cierpiał. Choć dla wielu chrześcijan dzisiaj takie stwierdzenie może wydawać się nowym, to w kontekście ewangelii nie jest to nic nadzwyczajnego. Cały Nowy Testament mówi o tym, że pobożne życie dla Chrystusa związane jest z cierpieniem, które dla chrześcijan zgotuje świat, diabeł i przeciwnicy ewangelii. Podobnie jak pisał Piotr, mówił Chrystus i inni (Mat 10,21-25; Jan 16,1-3; 1 Tes 3,3-4; 2 Tes. 1,3-4; 2 Tym 3,11-12; Dzieje 14,22

Co to znaczy, że chrześcijanin powinien być uzbrojony na cierpienie?
Każdy chrześcijanin ma być przygotowany, że życie dla Chrystusa przynosi prześladowanie ze strony świata. Dla żadnego wierzącego prześladowanie nie powinno to być czymś  nadzwyczajnym Właściwie wtedy kiedy nie znosimy w ogóle prześladowań, to wtedy powinniśmy się niepokoić, czy rzeczywiście jesteśmy wierzący w myśl słów Pana Jezusa (Łuk 6,26).
Uzbrojenie ma polegać na wcześniejszym oswojeniu się z ta myślą, że idąc za Chrystusem spotkamy się z przeciwnościami. Dla każdego wierzącego prześladowania raczej powinny być potwierdzeniem, że idzie właściwą drogą niż powodem do zmartwień.
Jak myślisz dlaczego niektórzy ludzie wierzący gorszą się z powodu prześladowań i przeciwności?

O jakich dwóch drogach mówi Piotr, które chrześcijanin może obrać podczas prześladowań?
Chrześcijanin podczas prześladowań może obrać, cierpienie dla Chrystusa i twardo trzymać się swojej wiary. Może też wybrać grzech, zaprzeć się Pana i poddać się swoim prześladowcom. Zaparcie Pana może oznaczać wyrzeczenie się Chrystusa i norm etycznych, przykazań Bożych wzywających do wierności Chrystusowi.

Wierność Chrystusowi może oznaczać nawet śmierć. Śmierć teoretycznie jest najgorszą rzeczą jaką prześladowcy mogą zadać wierzącemu. Jednak jednocześnie jest najlepszą rzeczą jaka wierzącemu może się przytrafić. (Mat 10,28-33; Filipin 1,21-24)

Jak myślisz dlaczego tak jest?

Piotr mówi, że wybór cierpienia, uwalnia nas od grzechu, w tym sensie że nie wybraliśmy zaparcia się Pana Jezusa. Chrześcijanin to ktoś, kto pragnie być całkowicie uwolniony od grzesznej natury i wszystkiego co z grzechem związane. Cierpienie dla Chrystusa może prowadzić też do śmierci, ale jeśli śmierć umożliwia całkowite wyzwolenie się z grzechu, to chwała Bogu.
Przeciwnicy chrześcijan mogąc wprawdzie grozić nam śmiercią, by wyprzeć się Chrystusa, ale skoro Jezus pokonał śmierć, a my przez wiarę w Niego zwyciężyliśmy ją razem z Nim, to wszelkie ich zastraszania stają się nieskuteczne.
Kiedy wierzący świadomie wybiera cierpienie dla Jezusa, by nie grzeszyć wtedy grzech traci nad nim kontrole.

4.2
Wierzący powinien być świadomy, że od momentu swojego nawrócenia już nie żyje dla świata i jego przyjemności, ale żyje dla Chrystusa. Jeśli ktoś pomimo wiary w Chrystusa nadal żyje wyłącznie dla doczesnego życia, to tak naprawdę nie nawrócił się.

 Przypomnijmy sobie jak żyliśmy kiedyś będąc w świecie? Co się dla nas liczyło i co było najważniejsze?
Świat żyje wyłącznie dla siebie, dla wygody, dla przyjemności doczesnego życia. Świat głównie goni za rozrywką, modą i doczesnymi wartościami. Często jest całkowicie pochłonięty wyłącznie sprawami tego świata jak: rodzina, praca, wychowywanie dzieci, polityka, pieniądze  itp.  Świat tylko tym się zajmuje i nie ma czasu na nic innego spełnianie woli Bożej świata nie interesuje. Jest gotowy zaakceptować jakąś religię, ale nie ma w nim miejsca na Boga i Boże Słowo.

Jak myślisz co to znaczy, że od momentu nawrócenia pozostały czas powinniśmy poświęcić woli Bożej? Czym jest wola Boża?

Wola Boża to postępowanie według Słowa Bożego Ps. 40,9; Kol 1,8-10; 1 Tes. 4,3; 1 Tes 5,18; 1 Ptr 3,18; Mat 12,50; 1 Jan 2,17
Wymień inne rzeczy, które są wolą Bożą (Mat 28,19; Mat 10,37-38; Jana 15,12; Mat 18,35)

4.3
Jak Słowo Boże patrzy na życie sprzed nawrócenia?
Życie człowieka przed nawróceniem jest życiem zmarnowanym, jest życiem dla grzechu. Takie życie nie ma wartości przed Bogiem i zasługuje na potępienie. Wszyscy, którzy dzisiaj żyją  w ten sposób spotka sąd i kara (Rzym 2,8). Kiedyś wszyscy tak żyliśmy i gdyby Bóg nie zmiłował się nad nami i nie objawił nam swojego syna Jezusa Chrystusa nasz koniec byłby taki sam jak koniec tego świata. Rzymian 6,20-21; Filip 3,17-19
Dla nawróconych chrześcijan życie na sposób świata się skończyło, a zaczęło się nowe życie na sposób Boży. Z życia według wzoru świata nie było żadnego pożytku, życie z Bogiem zaś daje żywot wieczny (1 Jana 2,17)

Jak patrzymy na życie sprzed nawrócenia, czy widzimy wyraźnie że było to życie bez wartości przed Bogiem i wstydzimy się go?
Czasami widzę jak niektórzy chrześcijanie o życiu sprzed nawrócenia opowiadają tak kwieciście i z takim entuzjazmem jakby żałowali, że się nawrócili. Opowiadają często z tęsknotą o libacjach, imprezach, niemoralnych rozrywkach, a Słowo Boże mówi, że mamy się tego wstydzić.



4.4
Jak reagują dawni przyjaciele i znajomi wierzącego człowieka, gdy on nie chce brać udziału w poprzednich świeckich rozrywkach?
Dawni znajomi dowiadując się o naszej zmianie z grzesznego stylu życia na Chrystusowy, mogą być zdziwieni, a nawet czuć się obrażeni lub urażeni kiedy odmawiamy im uczestniczenia we wspominanych przez Piotra libacjach. To może powodować oczernianie chrześcijan. Często przybiera to formę wyśmiewania, że teraz już nic nam nie wolno, że co my mamy z tego życia. Czasami przybiera formę fałszywych oskarżeń np. bycia w sekcie, która wyprała nam mózg, braku wolności, czy oskarżeń o niemoralne życie i inne. (1 Ptr, 2,12; 3.16)

Czy ty spotkałeś się w swoim życiu z takimi właśnie fałszywymi oszczerstwami w stosunku do twojej osoby, jak reagowałeś?

4.5
Jednak ostatecznie ci, którzy nas oskarżają i spotwarzają zapłacą za to przed Bogiem wysoką cenę. Są to ci którzy żyją w rozwiązłości i nieposłuszeństwie Bogu, oraz ci którzy prześladują, kłamią i oczerniają wierzących. Bóg odpłaci im uciskiem i sądem za prześladowanie chrześcijan.
Według Boga życie w zatwardziałości i buncie wobec Jego Słowa jest gromadzeniem sobie gniewu Bożego na dzień gniewu Boga (Rzym 2,5).
Każdy człowiek, który odmawia Bogu posłuszeństwa, upamiętania i wiary w Chrystusa gromadzi sobie niespłacalny dług u Boga, który będzie spłacał przez wieki. (Mat 12,36; Hebr. 4,13; Kazn Sal 12,13-14; 2 Tes 1,8)
Wspomnianym sędziom jest Chrystus. Z jednej strony Pan Jezus jest barankiem i Zbawicielem, a z drugiej jest Panem i sędziom żywych i umarłych (Dz. ap 10,42; 2 Tym 4,1). 

czwartek, 5 lipca 2018

Nie zmarnuj życia Ew. Mateusza 25,14 – 30



W książce  nie „Zmarnuj życia” znanego kaznodziei Johna Pipera znajduje się historia którą Piper  uwielbiał słuchać gdy był młodym chłopcem, a którą opowiadał mu jego ojciec. Jest to historia o pewnym człowieku nawróconym  w starości. Kościół modlił się za tego człowieka przez kilkadziesiąt lat. Ale przez te wszystkie lata był on nieczuły i oporny na ewangelię. Wszyscy pewnie znamy takie osoby, które przez kilkanaście, a nawet przez kilkadziesiąt lat pomimo głoszenia im Słowa Bożego nie chcą się nawrócić. Ale pewnego dnia opowiada Piper ten człowiek będąc już starym pojawił się na kazaniu ojca Johna Pipera. Pod koniec nabożeństwa podczas śpiewu podszedł do niego i podał mu rękę. W trakcie gdy ludzie wychodzili z kościoła po nabożeństwie ten staruszek i ojciec Johna zostali na rozmowę i usiedli w pierwszej ławce. W czasie rozmowy Bóg otworzył serce tego starego człowieka na ewangelię, tak że został zbawiony i przyjął Pana Jezusa Chrystusa jako swojego Zbawiciela. Ale gdy został zbawiony, gdy ujrzał wspaniałość Chrystusa i Jego ewangelii zaczął strasznie płakać i krzyczeć Zmarnowałem!, Zmarnowałem!, Zmarnowałem!. Chodziło o to, że ten stary człowiek pomimo zbawienia miał smutek że zmarnował całe swoje życie, cały swój czas, swoje talenty, pieniądze, możliwości  i wszystko co dał mu Bóg w pogoni za tym światem, który przemija i nie dało się już tego cofnąć. Wprawdzie ten staruszek na koniec życia się nawrócił i tyle ile jeszcze mu zostało czasu mógł służyć, ale tego co stracił nie dało się cofnąć.
I o tym jest nasza dzisiejsza przypowieść Pana Jezusa, byśmy nie zmarnowali życia, czasu którego nie da się cofnąć, talentów i możliwości jakie Bóg dzisiaj kładzie przed nami. Każdy z nas ma tylko jedno życie, nie dwa, nie trzy, nie siedem, czy nieskończoną ilość żyć, ale to które mamy teraz, a które jest wstępem do wieczności. Dlatego powinniśmy wziąć sobie głęboko do serca słowa z psalmu 90 gdzie Mojżesz modli się do Boga „naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy posiedli mądre serce”. Inaczej mówiąc Mojżesz modli się do Boga o mądrość, by dobrze wykorzystać czas, który Bóg dał nam na ziemi i nie zmarnować go w pogoni za niczym (Ps 90,12). Jak wiemy kontekstem przypowieści o talentach jest wypowiedź Pana Jezusa na temat jego ponownego przyjścia i sądu, który będzie miał miejsce wraz z Jego powrotem. Wprawdzie przypowieść o talentach ma inną treść niż przypowieść o 10 pannach, ale cel tych przypowieści jest podobny. Chodzi o to, byśmy w każdej chwili byli gotowi na spotkanie z Chrystusem. Nie wiadomo kiedy dokładnie Pan przyjdzie, kiedy nastanie wielki ucisk i kiedy nadejdzie pochwycenie kościoła. Ta niepewność wymaga od nas czujności, by nie być śpiącym jak głupie panny, czy bezużytecznym jak leniwy sługa. Pierwsza przypowieść o pannach kładła akcent na czekanie, dzisiejsza mówi o służbie, pracy dla Królestwa Bożego.
I widzimy że zaczyna się dokładnie tak samo jak poprzednia, że z Królestwem Bożym z dniem przyjścia Pana Jezusa będzie tak jak w historii o talentach.
Czasami ludzie zadają pytanie „jak to będzie z tym końcem świata”, „chcielibyśmy wiedzieć co się będzie działo”? To więc czytaj to, rozważaj te słowa naszego Pana, weź sobie je do serca, bo będzie dokładnie tak jak tu jest napisane.

Podwojony zysk
Widzimy, że jest jakiś bardzo bogaty Pan, który wyjeżdża i  powierza wielki majątek swoim sługom karząc nim obracać, aż do swojego powrotu. Musimy wziąć pod uwagę to, że wtedy taki wyjazd wyglądał zupełnie inaczej niż dzisiaj. Nikt nie wsiadał w samolot i nie wracał za tydzień. Taka podróż była dosyć długa mogła trwać kilka miesięcy, rok, a może lat.
I oczywiście tym wyjeżdzającym Panem w naszej przypowieści jest Pan Jezus. Jego odejście do nieba i zapowiedź powrotu jest tą długą podróżą w którą wyjechał. Chociażby na podstawie słów z tej przypowieści możemy zobaczyć, że między jego odejściem, a powtórnym przyjściem minie długi czas. Czytamy w 19 wierszu że Pan powraca po długim czasie. Jak wiemy w pierwszym kościele spodziewano się szybkiego powrotu Chrystusa, ale Pan wiedział że z ludzkiej perspektywy to nie będzie tak szybko, to będzie bardzo długa podróż. Z Bożego punktu widzenia 100, 200, czy 1000, a nawet 10000 tys. lat nic nie znaczą. Jednak dla nas około 2000 tys. lat od Chrystusa to sporo czasu. Jest to okres na tyle długi, że niektórzy już zaczęli wątpić, czy w ogóle Pan powróci. Ale tak jak kiedyś mówiłem, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. W Nowym Testamencie jest około 300 odniesień do ponownego przyjścia Pana Jezusa. Gdyby Pan miał nie powrócić równie dobrze całą Biblię moglibyśmy wyrzucić do kosza a nasza pobożność byłaby bezużyteczna.
Wraz ze swoim wyjazdem Pan rozdziela majątek między swoje sługi, by nim zarządzali i każdemu daje wedle jego zdolności. Pierwszemu daje 5 talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden (w 18).
Słudzy w tej przypowieści to ludzie, którzy deklarują się jako chrześcijanie, że należą do Królestwa i czekają na powrót swojego Pana, podobnie jak w przypowieści o dziesięciu Pannach. Talenty  to zdolności, umiejętności, które Pan daje swoim sługom. Przedstawione są one za pomocą pieniędzy. Talent w starożytności był monetarną jednostką wagową i waga talentu była różna w zależności kruszcu czy to było srebro czy złoto ale tak między 26 a 34 kilogramy.
To więc Pan odjeżdżając daje swoim sługom worek pieniędzy, którym są nasze zdolności, intelekt, umiejętności, możliwości, zdrowie które nam Bóg daje i wiele innych dóbr. I jak widzimy nie każdy z nas otrzymał tyle samo. Jesteśmy różni, każdy jest inny, nie wszyscy otrzymali tyle samo intelektu, mądrości, możliwości, talentów, zdrowia i różnych darów od Boga. Nie wszyscy urodziliśmy się w takich samych rodzinach w takim samym kraju i mieliśmy taki sam start w życiu. Jedni mieli łatwiej inni mieli trudniej. Nie wszyscy mieli możliwość wykształcić się na tym samym poziomie, są chrześcijanie którzy doszli do wielkich tytułów naukowych, piszą wiele książek i prowadzą wielkie służby. Są też tacy, którzy nie mają zbyt rozległej wiedzy poza znajomością ewangelii, bo nie mieli takich możliwości w różnych zakresach, ale służą Panu jak potrafią.
Nie wszyscy mieszkają w tym samym miejscu i z takimi samymi perspektywami. Są chrześcijanie, którzy swobodnie mogą czytać i słuchać Słowo Boże, dzielić się ewangelią z innymi, a są też tacy, którzy są prześladowani, muszą uciekać, tracą majątek żyjąc w ciągłych obawach.
Nie wszyscy też posiadają tyle samo, jednym Bóg dał duże zasoby, dobrze płatną pracę, pobłogosławił w rozwoju firmy, czy uczynił ich wielkimi znanymi ludźmi, np. politykami, czy przywódcami państw.
Nie wszyscy też mają takie same zdrowie które pozwala im na tak wiele, jedni mogą ciężko pracować i w ogóle nie chorują inni nawet przy minimalnym wysiłku są słabi.
Widzimy więc, że ten zakres obdarowania jest bardzo różny. Pan stawia każdego chrześcijanina w różnym położeniu, jedni dostają więcej inni dostają mniej, wszyscy w zależności od jak Pan zdecydował ich swoich zdolności.
I czego Pan Jezus od nas oczekuje dając nam ten worek pieniędzy, te zdolności i możliwości, które otrzymaliśmy?
Oczekuje od nas wszystkich, od wszystkich chrześcijan, od wszystkich którzy czekają na jego powrót, że to co otrzymali od Pana będą pomnażać. Chodzi o to, że będą wykorzystywać te wszystkie Boże dary, które Pan im dał na jego chwałę i budować Jego królestwo.
Każdy z nas otrzymał różne zdolności i różne możliwości, wszyscy którzy wierzymy w Chrystusa mamy jakiś worek pieniędzy, talentów od Boga i wszyscy mamy tym obracać, ku Bożej chwale.
Czytamy że Pan oczekuje pomnożenia, mówi do jednego ze sług”
Mateusza 25:27  Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem.
W 23 wierszu czytamy, że powracający Pan pochwalił te sługi, którzy pomnożyli powierzony im majątek. Ten który miał 5 talentów uzyskał kolejne 5 talentów, ten który miał 2 talenty uzyskał kolejne dwa. Widzimy 100 % pomnożenie. Panu Jezusowi chodzi o to, by wszystko co on nam dał, wszystko czym nas obdarował maksymalnie rozwinąć i wykorzystać dla chwały Królestwa Bożego. Mamy starać się wykorzystać jak najbardziej możliwości które On nam daje, że mieszkamy w wolnym kraju, że nie jesteśmy prześladowani, że nie musimy uciekać, że jesteśmy zdrowi, czy mamy pracę. Starać się wykorzystać intelekt który mamy od Boga i szukać lepszych możliwości służby dla niego. Starać się wykorzystać nasze siły fizyczne, by angażować się w budowanie kościoła, zachęcać innych, podnosić ich na duchu, głosić słowo Boże. Starać się dla dobra Królestwa Bożego wykorzystać nasze zasoby materialne, nasze domy, samochody, pieniądze. Starać się rozwijać nasze zdolności i służyć talentami, umiejętnościami w które Bóg nas wyposaża. To naprawdę jest szeroki wachlarz możliwości, to mogą być dary organizacyjne, piękny głos, wykształcenie, umiejętności manualne, że coś umiesz zrobić, że komuś możesz usłużyć. To może być wolny czas którym dysponujesz, wiedza którą nabyłeś, czy zdolności przywódcze lub miejsce twojej pracy. Dosłownie wszystko to kim jesteś i co posiadasz. Mamy tak tym wszystkim zarządzać co Pan nam dał, by to przyniosło maksymalna chwałę dla niego.
Nie czekamy na przyjście Pana Jezusa w wygodnym fotelu nic nie robiąc, ale mamy być zaangażowani w dzieło budowania kościoła. To są dwie strony monety życia chrześcijańskiego, być czujnym w oczekiwaniu na przyjście Pana Jezusa i być gorliwym w pracy dla Niego.
Nie możemy zachowywać się tak jak zachowywali się Tesaloniczanie do których Paweł Pisał listy, że niektórzy z nich biorąc sobie do serca rychły powrót Chrystusa nic nie robili, a nawet porzucili pracę licząc na to, że jakoś to będzie (2 Tes 3,11).
Wiele lat temu spotkałem pilota dużego samolotu pasażerskiego ze Stanów Zjednoczonych, był już na emeryturze. I emerytura to często okres kiedy masz sporo wolnego czasu, ale ten pilot chciał dobrze zagospodarować ten okres w swoim życiu, by nie siedzieć tylko na kanapie i przełączać kanały w telewizorze, ale służyć Jezusowi. Zaczął więc angażować się w uczniostwo w swoim kościele. Z czasem służba się tak rozrosła, że zaczął jeździć do innych kościołów, a nawet do innych krajów. I pamiętam że byłem bardzo zbudowany Jego postawą. On chciał by jego doświadczenie, mądrość, czas i pieniądze służyło innym, którzy tego potrzebowali.
Widzimy, że wszyscy wierzący są odpowiedzialni przed powracającym Panem Jezusem jak wykorzystają to, co On nam daje. Wszyscy mamy worek talentów, majątek który dał nam Pan, zdolności, umiejętności zasoby i mamy tym obracać, by Bóg był uwielbiony. I jeśli tym obracasz, jeśli poddajesz to Panu, to Bóg to błogosławi i pomnaża. Z czasem wszystko co dajemy w drze Panu przynosi zysk i pomnożenie. Jak powiedział kiedyś Charles Spurgeon że Bóg płaci najlepszy procent.
I tak jak powiedziałem wcześniej nie wszyscy mamy tyle samo i takie same możliwości, ale wszyscy mamy być zaangażowani, wszyscy mamy pracować dla chwały Bożej i wszyscy mamy służyć Panu Jezusowi. Ci którzy otrzymają od Boga bardzo dużo, więcej możliwości, lepszy start, większe zdolności, od tych będzie oczekiwało się więcej niż od tych którzy otrzymali mniej. Ten który miał 5 talentów, przyniósł kolejne 5. Dano mu więcej na początku i służąc Panu Jezusowi więcej przyniósł. Ten który miał mniej, dwa talenty, też przyniósł kolejne dwa, wprawdzie przyniósł mniej od tamtego co miał 5, ale tak naprawdę przyniósł tyle samo co tamten, bo pomnożył je na tyle na ile otrzymał zdolności.
Więc wezwanie Pana Jezusa jest bardzo proste, wykorzystaj maksymalnie wszystko co Bóg ci daje, by służyć Chrystusowi. Rozmyślajmy nad tym, módlmy się o to, jak możemy jeszcze lepiej służyć naszemu Panu. Nie dopuśćmy do tego żeby było tak jak w powiedzeniu które kiedyś słyszałem, że zbyt wielu ludzi przychodzi do kościoła trzy razy w życiu, wtedy kiedy są chrzczeni, kiedy mają ślub i kiedy mają pogrzeb. Za pierwszym razem rzucają w nich wodą, za drugim ryżem, za trzecim ziemią i tak dla Boga wygląda ich życie.

Ukryte skarby
Mamy jeszcze jednego sługę w naszej przypowieści, który otrzymał najmniej od swojego Pana, otrzymał tylko jeden talent. Ale zamiast obracać nim, by przyniósł on zysk poszedł i ukrył pieniądze w ziemi (w 18). Zakopał swój majątek który otrzymał od Pana, a którym w naszej przypowieści są umiejętności, możliwości i wszelkie obdarowanie. Zakopać w ziemi majątek, który daje nam Pan dla chrześcijan oznacza, nie używać obdarowania, możliwości, zasobów i potencjału który daje nam Bóg ku chwale Jego królestwa. Jednak widzimy w naszej przypowieści że oczekiwania Pana wobec trzeciego sługi były takie same jak wobec poprzednich. Miał pomnożyć majątek, który Pan mu powierzył. Oczywiście to nie znaczy, że ci którzy dostają najmniej od Boga, są bezowocni. Pan Jezus chce nam uświadomić, że nawet ci którzy mają najmniejsze zasoby, najmniejsze obdarowanie i najsłabsze możliwości też są odpowiedzialni przed Bogiem i nie mogą się usprawiedliwiać, że nie służą, bo nie wiele umieją, nie wiele mogą, niewiele miają, czy inni to robią lepiej od nich. Oczywiście ktoś kto otrzymał od Boga mniej od tego będzie się mniej oczekiwało, ktoś kto więcej ten ma większą odpowiedzialność. Według zasady którą przedstawił Pan Jezus w Ew. Łukasza w 12 rozdz.  „…Komu wiele dano, od tego wiele będzie się żądać, a komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się wymagać(Łuk 12,48) .
Nawet najsłabsi chrześcijanie są zobowiązani służyć swojemu Panu i przynosić dla niego owoc. Pan gdy przyjdzie rozliczy zarówno tych, którzy otrzymali najwięcej jak i tych co otrzymali najmniej. Chrześcijan który nie wykorzystuje swoich zasobów dla Bożego Królestwa, to człowiek, który nie bierze sobie do serca zapowiedzi naszego Pana o swoim powrocie, to człowiek który nie przygotowuje się na spotkanie z nim, nie ma bojaźni Bożej w sercu i marnotrawi Boże dary. Pan Jezus nazwał takiego sługę złym i leniwym (w 26). Nie wykorzystał obdarowania od Pana dla jego chwały, bo mu się nie chciało, był leniwy. Chciało mu się chodzić koło własnych spraw, ale miał lenia na sprawy Królestwa Bożego. W rzeczywistości zły i leniwy sługa to tak naprawdę osoba nie nienawrócona, nie odrodzona przez Boga, ale będąca w kościele.
I niektórzy nie mają pragnienia i nie chce się im służyć w jakikolwiek sposób, nie chcąc się w nic zaangażować.  Zawsze mówią że nie mają czasu. Cokolwiek by niebyło  do zrobienia, jakakolwiek służba, inicjatywa, potrzeba, to nie mają czasu, nie mogą i nie chcą. Ale w tej samej chwili mają mnóstwo czasu na własne sprawy, na rozrywkę, kino, wyjazdy, zakupy i inne. Jedno z powiedzeń jest takie, że zawsze znajdziemy czas na to, co jest dla nas ważne, zawsze znajdziemy czas dla naszych priorytetów. Wymówki złego i leniwego sługi są tylko potwierdzeniem że tak naprawdę nie kochał Pana. Co doskonale widać, gdy Pan powraca, a on tłumaczy się, że nic nie przygotował na Jego powrót bo uważał Go za twardego i niesprawiedliwego, który wymaga za dużo:
…Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał (Mat 25,24).
On mówi nic nie przygotowałem i zakopałem to co mi dałeś bo masz zbyt wygórowane oczekiwania. Chcesz tego co nie twoje, chcesz młócić gdzie nie siałeś i zbierać gdzie nie rozsypywałeś. Ten sługa podważa prawo Pana do zysku, którego Pan oczekiwał i usprawiedliwia się że został sparaliżowany strachem dlatego wolał majątek zakopać. Nie chciał go zainwestować, bo bał się że straci. A gdy myślał o zysku, to wydawał mu się nie pewny. Tylko Bóg który zna serca wie ilu jest takich chrześcijan, którzy właśnie w taki sposób kalkulują. Nie służą Panu, nic nie robią i nic nie dają dla Jego królestwa obawiając się że stracą, a zysk dla nich często jest odległy i niepewny więc nic nie robią.  Ale takie postępowanie złego i leniwego sługi w dzień przyjścia Pana Jezusa spotka się z surową odpłatą.

Powrót Pana i sąd
I ostatnia rzecz, to jest powrót naszego Pana i rozdzielenie nagród oraz kar. Widzimy że w końcu Pan Jezus powraca z tej dalekiej podróży i wtedy nastąpi rozliczenie ze swoimi sługami. Wtedy ci którzy wiernie pracowali, używali zasobów które Pan im powierzył i pomnożyli majątek powierzony im przez Pana otrzymają nagrodę.
Mateusza 25:19  A po długim czasie powraca pan owych sług i rozlicza się z nimi.
20  I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem.
21  Rzekł mu Pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.
22  Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem.
23  Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego.
Ten który miał 5 talentów, przyniósł kolejne 5, ten który miał 2 przyniósł kolejne 2. Widzimy że słudzy którzy naprawdę kochali swojego Pana nie mają problemu z rozliczeniem gdy On powraca. Przynoszą chętnie to co wypracowali, oni zawsze czekali na powrót Zbawiciela wiedząc, że teraz otrzymają nagrodę. Podobną pewność miał apostoł Paweł, który był pewny nagrody bo wiedział jak pracował jak się poświęcił dla swojego Pana mówiąc
2 Tymoteusza 4:8  A teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu da Pan, sędzia sprawiedliwy, a nie tylko mnie, lecz i wszystkim, którzy umiłowali przyjście jego.
Pomyślmy chwilę gdyby dzisiaj miał przyjść Pan Jezus, czy miałby nas za co wynagrodzić? Czy mielibyśmy się czym pochwalić przed Nim? Czy możemy być pewni nagrody jak był pewny  Ap. Paweł i owi słudzy którzy przystępują do Pana?
I zobaczmy że gdy Pan Jezus mówi o nagrodzie w dzień swego powrotu swoim wiernym sługom, to mówi że w małym byli wierni, więc teraz powierzy im wielkie rzeczy (w 21). Nagroda dotyczy jakiś wielkich rzeczy, dużo większych niż jakakolwiek nasza odpowiedzialność i służba którą mieliśmy tutaj na ziemi. Nawet największa służba dla Boga prowadzona tutaj na ziemi jest czymś małym w stosunku do tego, co Pan Jezus da swoim wiernym sługom. Będzie to jakaś duża odpowiedzialność, dużo im powierzy i otrzymają pełną radość swojego Pana. Otrzymają taką radość, takie szczęście, taki pokój jak ma ich Pan. W Ew. Łukasza w 19 rozdz. jest podobna przypowieść Pana Jezusa ale o minach też jednostce monetarnej i tam tą nagrodą jest władza nad miastami. Wierny sługa otrzymuje tyle władzy ile przyniósł owocu dla swojego Pana, jeden dostaje władzę na 10 miastami, drugi nad 5. W zależności od tego jak ciężko pracowałeś dla swojego Pana, jak dobrze wykorzystałeś swoje możliwości i zdolności tyle otrzymałeś przy obrachunku. Na tyle na ile rozumiem dzisiaj Słowo Boże wierzę, że gdy Pan Jezus przybędzie i założy swoje tysiącletnie Królestwo, to do tego królestwa wejdą ci którzy nawrócili się w wielkim ucisku  przeżyli go. Czyli normalni ludzie w normalnych ciałach jak nasze, by zaludnić to królestwo. Będą oni dalej żyć i wiek człowieka będzie jak wiek drzewa mówi Ks. Izajasza 65,22. I do milenium wejdą również  ci którzy Zmartwychwstaną by sprawować w tym Królestwie  władzę w imieniu. Stąd Łukasz wspomina władzę nad 10 i 5 miastami. Wspaniała nagroda dla wiernych sług Pana Jezusa. Dla tych którzy swoje serce, swoje zasoby, swój czas, swój intelekt i wszystko co mają poświęcali dla Królestwa Bożego.
Dla sługi który zakopał otrzymany majątek i nie przynosił Bogu chwały przez powierzone zasoby, będzie kara. Straci to  co miał, co myślał że zachowa i będzie jego. Nie służył Panu Jezusowi bo było mu żal dać coś ze swojego. Myślał że jak nie da, nie zaangażuje się, nie poświęci czasu to zyska coś dla siebie. A teraz w dzień przyjścia Pana stracił wszystko co myślał że uda mu się utrzymać. A nadto jeszcze stracił to, co najważniejsze, stracił swoją duszę i został potępiony.
Znany Misjonarz Jim Elliot, który zginął w Ekwadorze w 1956 roku zamordowany przez Indian, gdy próbował ich ewangelizować powiedział kiedyś „nie jest głupcem ten kto oddaje to czego nie może zatrzymać, by zyskać to czego nigdy nie stracić”.
Drodzy zastanówmy się chwilę jak wykorzystujemy to co mamy, co otrzymaliśmy od Boga by On był uwielbiony, co robimy dla niego? Jak korzystamy z zasobów które On nam dał z naszych umiejętności, talentów, czasu, obdarowania materialnego? Czy staramy się by one służyły Bogu i wzmacniały kościół Pana Jezusa Chrystusa? Czy modlimy się i pytamy naszego Pana jak możemy Mu służyć jeszcze lepiej, co możemy dla niego poprawiać, w co możemy się zaangażować, może Bóg chce bym zainicjował jakąś służbę, poświęcił swój czas innym, wsparł tych którzy potrzebują mojej pomocy? Musimy wszyscy wziąć sobie do serca, że czekanie i patrzenie w niebo nie pomoże. Mamy pracować, mamy być zajęci dla Chrystusa, starać się celować w dobrych uczynkach jak mówi Ap Paweł w liście do Tytusa 3 rozdz. i w ten sposób być gotowymi na spotkanie z naszym Panem, gdy przyjdzie oddać każdemu według jego uczynków.  Amen 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Życie wydobyte ze śmierci Ew. Jana 12,20 – 26



Jednym z bardziej niezwykłych przykładów w przyrodzie jak z poświęcenia i śmierci powstaje życie jest przykład łososi, które każdego roku pokonują setki, a nawet tysiące kilometrów pod prąd, by dotrzeć do miejsca swojego urodzenia, by tam wydać potomstwo. Podróż jaką pokonują jest tak wyczerpująca, tak mordercza, że po dopłynięciu do celu nie starcza im już siły na dalsze życie. Ale zanim odejdą wydadzą nowe życie, które przedłuży ich gatunek, więc wysiłek nie jest bez sensu, jest poświęceniem starego by przyszło nowe, lepsze, zdrowsze, wspanialsze.
Podobnie z życiem chrześcijańskim, dla wielu osób tego świata naśladowanie Chrystusa może się wydawać stratą czasu lub marnowaniem życia. Ale tak naprawdę jest poświęceniem starego, które i tak zmierza do śmierci, a którego nie możemy ocalić, by przyszło nowe lepsze, życie wieczne, z definicji niezniszczalne. Jeśli tylko rzeczywiście przez poświęcenie naszego życia Panu Jezusowi jesteśmy w stanie je ocalić, jeśli tylko przez poświęcenie naszego czasu w służbie dla Chrystusa jesteśmy w stanie go przedłużyć na wieczność to zaiste nie jesteśmy głupcami!  
Na kilka dni przed śmiercią Krzyżową Jezusa, Pan triumfalnie wjechał do Jerozolimy. Wielu widziało w nim swojego Króla mając nadzieje, że teraz on da im prawdziwe życie w sensie dobrobytu i załatwienia wszelkich bolączek. Ale zamiast oczekiwanego triumfu i przepędzenia wrogów Izraela, Pan Jezus przyszedł umrzeć za ich i nasze grzechy. Śmierć Pana była konieczna, by przyszło prawdziwe życie. I jak dotąd wielu tego nie rozumiało, tak jak i dzisiaj wiele osób nie rozumie, że prawdziwym problemem człowieka, to nie jest brak pieniędzy, pracy, choroba, czy życiowe niepowodzenia. Oczywiście nie chce umniejszać twoich problemów, chce jedynie wskazać na o wiele większą naszą tragedię, która ma miejsce w życiu każdego człowieka. Tą tragedią jest nasz grzech, który oddziela nas od Boga. I to był główny powód śmierci, by zapłacić na Krzyżu za grzechy ludzi, by przywieźć nas do Boga, by odkupić nas od gniewu Bożego, który słusznie należy się każdemu człowiekowi.  Jezus Przyszedł by umożliwić nam pojednanie z Ojcem przez wiarę w to, że On stał się dla nas ofiarą przebłagalną za nasze winy.
I takie przesłanie wysyła Pan do wspomnianych Greków, którzy chcieli Go zobaczyć. Prawdopodobnie byli to prozelici, którzy wcześniej nawrócili się na Judaizm i przyszli do Jerozolimy na święto paschy, Z pewnością słyszeli o Panu Jezusie i wielu niezwykłych rzeczach na Jego temat, że czyni cuda, rozmnaża żywność, uzdrawia i wskrzesza z martwych. Byli motywowani Grecką ciekawością do poznawania nowych filozofii. Jak wiemy Grecy nie mieli na nic tyle czasu jak na poznawanie jakiś nowinek. Zresztą Któż z nas nie chciałby spotkać takiego człowieka jak Jezus, czy widzieć te wspaniałe rzeczy które czynił.
 Ale na ich prośbę, że chcą Go widzieć Pan Jezus odpowiada dosyć dziwnymi słowami. Zresztą Pan miał to w zwyczaju, że często nie odpowiadał ludziom wprost na ich pytania, ale odpowiadał na ich potrzeby. Więc on mówi do nich
 Jana 12,23…Nadeszła godzina, aby został uwielbiony Syn Człowieczy.
24  Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, jeśli ziarnko pszeniczne, które wpadło do ziemi, nie obumrze, pojedynczym ziarnem zostaje, lecz jeśli obumrze, obfity owoc wydaje.
25  Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu.
26  Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój.
W tych słowach Pana, Jezus zaprasza do siebie Greków którzy przyszli go zobaczyć i wszystkich innych, chcących Go poznać. Ale zaprasza ich nie do powierzchownej znajomości, chwilowej wymiany zdań, czy nawet ujrzenia kilku cudów, ale do uczniostwa. Innymi słowy Pan Jezus mówi Grekom, że nawet jeśli zaspokoją swoją ciekawość i zobaczą Go, to, to nie sprawi że będą bliżej Boga. Pomimo spełnienia swojego pragnienia, by widzieć Jezusa, tak naprawdę nie zaspokoją swoich prawdziwych potrzeb. Tylko wejście w bliską więź z Chrystusem przez uczniostwo sprawi, że otrzymamy przebaczenie grzechów, zbawienie, poznamy Go naprawdę i przyniesiemy trwały owoc. Jak pamiętamy Pan Jezus w 8 rozdz. Ew. Jana, powiedział do Żydów jeśli wytrwacie w Słowie moim prawdziwie uczniami moimi będziecie (Jana 8,31). Wspaniały owoc wieczności wydajemy nie przez pospolite zainteresowanie się Jezusem, ale przez trwanie w Nim i wytrwanie.   Szczególnie teraz stało się to możliwe kiedy Jezus ma zostać uwielbiony, a Jego śmierć i zmartwychwstanie ma się dokonać, to otworzy Grekom i wszystkim innym drogę do pojednania z Bogiem.
Tak więc musimy wziąć sobie do serca, że droga do poznania Boga nie polega na jakimś intelektualnym zainteresowaniu osobą Jezusa, nie polega na poznaniu faktów z życia Pana, czy nie polega na tym, że wiemy o Chrystusie, czy znamy jakieś podstawy dotyczące chrześcijańskiego życia. Nie polega również na jakiś religijnych rytuałach, chwilowych uniesieniach, czy powierzchownym chwilowym zainteresowaniu nauką Jezusa.  Ale polega na poddaniu swojego życia Chrystusowi w posłuszeństwo. W tym celu właśnie On umarł, jak czytamy w 8 wierszu, oddał życie by przynieść obfity owoc.
Każdy z nas musi się zastanowić dlaczego ja chce widzieć Pana Jezusa, dlaczego chce go znać, czym to jest motywowane? Czy potrzeba w moim życiu konaku z Panem Jezusem wynika z duchowego pragnienia, by On mnie zbawił i obmył z moich grzechów i nadał prawdziwy sens mojemu życiu. Czy jednak jest podyktowana wyłącznie jakimiś fizycznymi potrzebami lub zmysłowymi doznaniami.
Wiele osób przychodzących do Jezusa czyniło to i czyni z powodu ciekawości, rozgłosu, czy spróbowania czegoś nowego. Podobne motywacje miał Herod który jak pamiętamy chciał ujrzeć Pana Jezusa, bo miał nadzieje, że może Jezus uczyni przed nim kilka cudów na wzór jakiegoś magika który go zabawi (Łuk 23,8). Jeszcze inni chcieli być blisko Pana Jezusa, bo On karmił ich lub uzdrawiał. Jednak te wszystkie motywacje miały na celu zaspokojenie jedynie tych fizycznych lub zmysłowych pragnień człowieka. Jezus może się stać naszym  Zbawicielem tylko wtedy kiedy przyjdziemy do Niego z głęboką duchową potrzebą, przebaczenia i nadania kierunku mojemu życiu. Co oznacza poddanie pod Jego Panowanie całego twojego życia.
Zwróćmy uwagę że On przyrównuje w dzisiejszym słowie siebie samego do pszenicznego ziarenka które zostało wrzucone do ziemi (w 24). Ale wrzucenie ziarenka do ziemi jest tożsame ze śmiercią tego ziarna. Ziarno gdy zaczyna kiełkować gnije i obumiera. Ale wyrasta z niego nowe życie, które przynosi o wiele więcej plonu. Zasiejemy jedno małe ziarenko, a zbierzemy cały kłos ziaren. I taka była misja Chrystusa, by zbawianie mogło się dokonać On musiał umrzeć o czym wielokrotnie przed swoją śmiercią mówił.  Gdyby nie umarł zostałby sam, nie mógłby wydać plonu w postaci setek, tysięcy i milionów wierzących, którzy przez Jego ofiarę na Krzyżu pojednają się z Bogiem. To dzięki Jego ofierze Boże Słowo mogło się wypełnić, Zmartwychwstanie mogło nastąpić, Duch Święty mógł być darowany i może dojść do odrodzenia Duchowego tych, którzy dzisiaj do Pana Jezusa przychodzą. To dzięki Jego ofierze możemy mieć pewność przebaczenia naszych grzechów, pewność zbawienia, nadzieje na nasze zmartwychwstanie oraz Jego wstawiennictwo przed Bogiem Ojcem i być częścią Jego kościoła. Jak to powiedział jeden z kaznodziejów, „historia chrześcijaństwa jest historią jednego cudownego żniwa, które zostało wyprodukowane z umierającego nasienia na Krzyżu Kalwarii. Bez śmierci Jezusa nie byłoby żadnego życia, żadnej nadziei i żadnej przyszłości dla świata. Nie wiem na ile się nad tym zastanawiamy, ale bez Pana Jezusa i Jego ofiarnej misji w ogóle nie byłoby sensu kontynuować historii świata, jak wiemy wszystko istnieje dla Niego i przez Niego. Nowe stworzenie jest możliwe i przychodzi przez ofiarę Chrystusa jak powiedział Paweł „żeby przez Niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego” (Kol 1,20).
Dlatego Panu Jezusowi należy się najwyższe uwielbienie. Pragnieniem Boga jest, by na Imię Pana Jezusa zginało się wszelkie kolano na niebie, na ziemi i pod ziemią i by każdy Język wyznawał ku chwale Boga Ojca, że Jezus jest Panem (Filip 2,11).
I musimy zrozumieć, że w grzesznym świecie w Bożej arytmetyce Bóg postanowił że śmierć jest jedyna drogą do życia. W świecie bez Boga drogą do życia jest siła i sukces. W Bożym świcie drogą do sukcesu jest śmierć. Jezus musiał umrzeć, by wydać obfity owoc, ale nie tylko On. Przez swoją śmierć i zmartwychwstanie wzywa również i nas do śmierci, do zaparcia się samych siebie, to musi nastąpić zanim przyniesiemy dla Niego obfity owoc.
Pan Jezus powiedział że On misi umrzeć, by przynieść obfity owoc, ziarno musi wpaść do ziemi, by z niego mógł urosnąć kłos, a same ziarenko musi zgnić, tak też musi się stać w życiu każdego wierzącego. Jeśli ktoś pragnie być uczniem Pana Jezusa i prowadzić ku Jego chwale obfite życie to musi wydarzyć się to, co Pan Jezus mówi w 25 i 26 wierszu.
Ew. Jana 12:25  Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu.
26  Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój.
Nie ma innej możliwości, by stać się owocującym chrześcijaninem jak duchowa śmierć starego człowieka.
Pan Jezus wzywa do tego przez znienawidzenie swojego życia na tym świecie.
I przyznacie, że to wezwanie w dzisiejszych czasach gdzie mówi się tak wiele na temat budowania poczucia wartości nie jest zbyt popularne. Dzisiaj dużo mówi się o tym że musisz kochać siebie, że ty i twoje potrzeby są najważniejsze i tylko to się liczy co sprawa że dobrze się czujesz. A to co trudne, co sprawa cierpienie, co niesie za sobą ból należy porzucić. Podejrzewam że żaden ze współczesnych psychologów nie mówiłby swojemu pacjentowi, że musi znienawidzić swoje życie na tym świecie. Jednak w życiu chrześcijańskim nie tylko to jest niezbędne, by przynosić obfity owoc, ale by być zbawionym i zachować swoje życie ku żywotowi wiecznemu. Dlatego ważne jest byśmy zrozumieli co to znaczy.
I ewangelia Jana to nie jedyne miejsce gdzie Pan Jezus nauczał na ten temat. Niekiedy wypowiadał się w innych słowach, ale chodziło mu o to samo.
W Ew. Mateusza np. mówił w ten sposób :
Mateusza 10:37  Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien.
38  I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien.
39  Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je.

Mat 16:24  Wtedy Jezus rzekł do uczniów swoich: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną.
Mat 16:25  Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je.

Luk 14:27  Kto nie dźwiga krzyża swojego, a idzie za mną, nie może być uczniem moim.

Widzimy w tych wszystkich fragmentach, zarówno w Ew. Jana jak u Mateusza oraz Łukasza i to samo zobaczymy u Marka, że Pan Jezus mówiąc o tym, wzywa by stać się Jego sługą. Słowa nienawidzić swojego życia należy rozumieć, nie żyć dla siebie, dla własnych planów i ambicji.
Chrystus poświęcił całe swoje życie w służbie innym, aż do śmierci Krzyżowej. I w sensie służby dla niego i dla innych mamy iść w Jego ślady. Oczywiście my nie możemy oddać życia w taki sposób jak On to uczynił, bo Jego śmierć jest ofiarą za nasze grzechy. Ale na Jego wzór mamy umierać dla siebie i tego czego pragnie nasze ja. Po prostu mamy odłożyć na bok nasze życie, tego czego my chcemy i powiedzieć tak, jak Pan Jezus powiedział przed swoją śmiercią w modlitwie do Ojca, że nie moja wola, ale twoja niech się stanie. Dzięki temu że On nie czynił tego, co podpowiadały mu obawy, strach, świat, pokusy, ludzkie pragnienia, oraz to, co oferował Mu diabeł podczas postu na pustyni, ale całkowicie poświęcił siebie, mógł wydać wiele owocu.
Drodzy zobaczmy na przykładzie Pana Jezusa i w oparciu o nasze dzisiejsze Słowo że owocowanie wymaga poświęcenia, a często także cierpienie. Największe sukcesy w życiu chrześcijańskim będą zbierali ci, którzy płaca największą cenę poświęcenia dla naszego Pana.
W naszym życiu chrześcijańskim, mamy zaprzeć się samego siebie w sposób zdecydowany. Mamy to zrobić, gdy Pan Jezus wzywa nas do nawrócenia, a nasza ludzka grzeszna natura Mu się opiera. Wtedy mamy odrzucić życie na tym świecie dla naszych celów i ambicji i pójść za Jezusem.
Ale nie tylko wtedy, jako uczniowie Pana mamy zapierać się samych siebie cały czas, by móc służyć Mu będąc gotowym odpowiedzieć na wyzwania ewangelii . Po naszym nawróceniu nie stajemy się idealni w naszym podążaniu za Chrystusem, ale wstępujemy na drogę uświęcenia i na tej drodze wciąż mamy zapierać się siebie, by wybierać  to, do czego Bóg nas powołuje. Wtedy kiedy będziemy tak czynić, to zaczniemy przynosić wiele owocu.
Drodzy weźmy sobie do serca, że przynoszenie owocu w naszym życiu dla Pana Jezusa zależy od stopnia zaparcia się samego siebie. Zależy ono od tego jak mocno nienawidzimy swojego życia na tym świecie i jesteśmy je w stanie poświęcić dla Chrystusa i dla innych. Czym bardziej będziesz poddany Chrystusowi tym mniej będzie zależało ci na tym życiu tutaj i tym samym więcej będziesz gotowy poświęcić swojego życia dla innych. Więcej czasu będziesz miał dla innych, będziesz bardziej dostępny dla nich, będziesz bardziej chętny by pomagać innym i pochylić się nad ich problemami.
A czym bardziej miłujemy życie na tym świecie, tym mniej chcemy z siebie dać Panu Jezusowi i innym. Po prostu mamy mnóstwo czasu na własne sprawy, realizowanie swoich ambicji zachcianek i rozrywkę, ale nie mamy czasu dla Boga i bliźniego.

I chciałbym wspomnieć o trzech rzeczach co to znaczy miłować swoje życie na tym świecie, byśmy bardziej wyraźnie zobaczyli dlaczego nie zawsze przynosimy tyle owocu dla Boga ile byśmy chcieli i jak możemy przynosić więcej.

1.      Pierwsza rzecz jest taka, że w miłości do tego życia oczy człowieka ciągle są zwrócone tylko na to życie. Coś w stylu musisz wieść najbardziej obfite życie dzisiaj.
 Niekiedy nawet chrześcijańskie książki przedstawiają życie wierzącego w taki sposób, że Jezus jest nam potrzebny tu i teraz, byśmy mogli wieść wspaniałe życie na ziemi w sensie dobrobytu. Co oczywiście oznacza, że wszystkiego mamy mieć pod dostatkiem, pieniędzy pod dostatkiem, zdrowia pod dostatkiem, siły pod dostatkiem i całkowity brak problemów. Ale gdy przyjrzymy się służbie Pana Jezusa lub służbie ap. Pawła lub innych uczniów Pańskich, to zobaczymy że w ziemskim rozumieniu wcale nie wiedli najbardziej obfitego swojego życia tu i teraz.  Pan Jezus często znosił wrogość od przeciwników ewangelii, był wyśmiewany, przepędzany, oszukiwany czy postępowano wobec niego niewdzięcznie, ostatecznie Go zdradzono i ukrzyżowano. Podobnie ap. Paweł doświadczył wiele cierpienia, niedostatku, problemów i trosk. Gdyby spojrzeć z doczesnej perspektywy, czy oni doświadczyli obfitego życia? Czy wykorzystali swoje życie najlepiej jak mogli? Czy żyli dla siebie? Co mieli z tego życia, tak po ludzku pytam, co z niego mieli? Patrząc przez pryzmat dzisiejszego sukcesu i rozwoju osobistego, zarówno Pan Jezus jak i Jego uczniowie zmarnowali swoje życie. Zmarnowali je dlatego że nie skupiali się na sobie, swojej wygodzie, czy rozrywce ale na Bożych celach za które zapłacili wysoka cenę. I jeśli chcesz przynieść obfity owoc dla Chrystusa musisz przestać spoglądać na siebie, na swoje potrzeby, na to co ci brakuje, kim chcesz być, a skupić się na Bożej woli i na innych. To jest trudne. Jednak ostatecznie przynosi wiele błogosławieństwa. Kiedyś czytałem że Martin Lloyd Jones kaznodzieja z XX w z Wielkiej Brytanii zauważył że Przed wojną było mnóstwo przypadków różnych chorób psychicznych depresji, nerwic, chorób wynikających ze zmartwień i przejmowania się. Ale gdy przyszła wojna to ludzie raptem wyzdrowieli i nie zgłaszali się do lekarza tak tłumnie jak wcześniej. Wniosek mógł być tylko jeden, większy problem wyparł mniejszy. Czym bardziej oczy zwrócone są na nas i na to co musimy mieć i kim być, tym mniej jesteśmy szczęśliwy, a tym bardziej sfrustrowani. Czym więcej skupiamy się na Bogu i bliźnim odwracając oczy od siebie, a patrząc na to jakie mają potrzeby inni, tym obfitsze życie prowadzimy. Apostoł Paweł powtarzając Słowa Pana Jezusa powiedział o tej zasadzie w ten sposób.
Dzieje Ap 20:35  W tym wszystkim pokazałem wam, że tak pracując, należy wspierać słabych i pamiętać na słowa Pana Jezusa, który sam powiedział: Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać aniżeli brać.
Jeśli odwrócimy oczy od siebie, od naszych potrzeb, od tego czego nam brakuje, a zwrócimy naszą uwagę na innych jak możemy im służyć i jak możemy im pomóc, to zobaczymy że wiele naszych problemów zniknie.

2.      Druga rzecz co to znaczy kochać swoje życie na tym świecie jest doskonale oddana przez apostoła Jana w Jego 1 liście.
 1 Jana 2:15  Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.
16  Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata.
17  I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki,   
Miłość do tego świata i pogoń za rzeczami tego świata skutecznie powstrzymuje nas przed służbą Chrystusowi i wydawaniem obfitego owocu. Jest to dla nas codzienna pokusa, którą musimy odpierać, krzyczy ona do nas, by mieć coraz więcej i gromadzić co raz więcej. Ciągle jesteśmy bombardowani informacjami, że coś nowego musimy mieć, że musimy kupić sobie kolejną rzecz, kolejny najnowszy model telefonu, telewizora, samochodu i wiele innych rzeczy, by być szczęśliwymi. Często rozmawiamy o tym z jednym z moich dzieci które, w bardzo emocjonalny sposób okazuje niezadowolenie że czegoś nie ma i z tego powodu jest nieszczęśliwe, a czasami nawet niemiłe dla innych.
 I nie jestem przeciwnikiem technologii, sam korzystam z tych wszystkich rzeczy, ale musimy mieć się na baczności by nie spędzać całego naszego czasu który dał nam Bóg na służbę dla niego w pogoni za rzeczami tego świata. Nie zbierajmy sobie skarbów na ziemi powiedział Pan Jezus, bo one przyciągają nasze serce. Jeśli mamy to co zaspokaja nasze potrzeby, powinniśmy się tym zadowolić i nie marnować naszego cennego czasu by służba dla Pana Jezusa nie ucierpiała. Jeśli chcesz mieć coraz więcej i prowadzić coraz wyższy standard życia musisz więcej pracować. Poświęcasz więcej czasu, by kupić sobie te wszystkie rzeczy i jest niebezpieczeństwo że nasze serce mocno przywiąże się do nich.  
Znany baptystyczny kaznodzieja Charles Spurgeon powiedział:
„Nie brnij daleko w niebezpieczne morze komfortu tego świata. Weźcie to co Bóg wam daje, ale powiedzcie sobie to przemija. W rzeczywistości jest to tymczasowa podaż na czasową potrzebę. Nigdy nie pozwólcie by dobra tego świata stały się waszym Bogiem”

3.      Trzecia zaś rzecz która jest objawem miłości do tego świata, która powstrzymuje nas przed obfitym owocowaniem, to nie zawsze myślimy wobec wszystkich naszych działań jakie będą one miały konsekwencje w wieczności. Nie żyjemy często w perspektywie wieczności, nie myślimy od dniu naszej śmierci, ale pozwalamy na to, by życie i czas przeciekało nam przez palce. Wiele osób jest bezowocnych dla Boga, bo nie żyją w sposób świadomy dla niego każdego dnia. Nie wstają rano z tą myślą, że to jest Boży dzień i jak ja dzisiaj go przeżyje dla Boga. Ale raczej myślą, dzień jak co dzień, jakoś to będzie, aby dotrwać do końca. Biorą oni to, co każdy dzień przyniesie i nie planują czasu. Ale Słowo Boże ciągle nam przypomina, że mamy czuwać nad tym jak wykorzystujemy czas i nie żyć na tym świecie w taki sposób jakby to nasze doczesne życie miałoby nigdy się nie skończyć. Nie możemy pozwalać, by diabeł i świat oraz grzech planowali nam czas, ale mamy celować w dobrych uczynkach, szukać tego co jest miłe Panu.
Ludzie tego świata przejawiają miłość do tego świata dając się ponieść przez system, który ten świat zbudował nie myśląc o Bogu i o służbie dla Niego i tak tracą swój najlepszy czas i swoje najlepsze lata.
Apostoł Paweł powiedział w liście do Efezjan, że nie możemy żyć tak jak ten świat w nieświadomości, ale mamy starać się wykorzystać każdą chwilę dla Boga.
Efezjan 5:16  Wykorzystując czas, gdyż dni są złe.
Lub w przekładzie Nowego Przymierza
Efezjan 5:16  którzy nie marnują najdrobniejszej chwili, szczególnie że przyszło nam żyć w trudnych czasach.
Jeśli marnujemy czasu, który dał nam Bóg na zajmowanie się tym światem zamiast na służbę dla niego, wtedy często jesteśmy bezowocni.

Podsumowując
Zmierzając powoli do końca, chce przypomnieć nam, że Chrystus chce by każdy chrześcijanin prowadził owocne życie. Ale owocne życie dla Chrystusa bierze się ze zrozumienia, kim Chrystus jest i co dla mnie uczynił i po co mnie zbawił. Po co przyszedłeś do Jezusa, jakie miałeś i masz motywację, co od Niego chcesz, czy chcesz zaspokojenia swojej ciekawości, emocji, poprawienia swojego komfortu życia, czy jednak chcesz zbawienia i przyniesienia dla niego obfitego owocu, który jest trwały? Jeśli chcemy Zbawienia i obfitego owocowania, musimy umrzeć dla siebie, odwrócić swoje oczy od siebie, i tego czego nam brakuje, a zająć się tym do czego powołuje cię Chrystus i pomocą innym. Jeśli chcemy obfitego owocowania, nie gońmy za rzeczami tego świata, ale wykorzystajmy swój czas i potencjał na służbę i gromadzenie skarbów w niebie.
Jeśli chcemy obfitego w owocnego chrześcijańskiego życia, żyjmy w perspektywie wieczności z myślą o dniu naszej śmierci i starajmy się dobrze wykorzystywać czas. Ci którzy tak czynią przynoszą bardzo wiele owocu dla Pana. Wszyscy możemy tacy być codziennie umierając dla siebie, a żyjąc dla Chrystusa.  

piątek, 29 czerwca 2018

Wspólnota przy stole Pańskim 1 Kor 11,17 – 34



Mając wieczerze pańską często podkreślamy relacje ja i Bóg. Mówimy o konieczności pojednania się z Bogiem przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa. Ale musimy również pamiętać, że Wieczerza Pańska ma charakter wspólnotowy. Przecież nikt w domu prywatnie bez nikogo nie robi sobie Wieczerzy  Pańskiej. Oczywiście czasami chodzimy do Chorych z taką posługą, ale właśnie w tym celu, by mieć z nimi wspólnotę przy stole Pańskim. I jak Wieczerza przypomina nam, co Chrystus uczynił dla nas na Krzyżu, tak powinna nam również przypominać, że On założył swój kościół którego mamy być częścią, który mamy wspierać i budować. Zauważmy że pierwsi uczniowie w Dziejach Apostolskich trwali we wspólnocie i łamaniu chleba (Dz 2,42). Wspólnota i łamanie chleba były jak dwie strony te samej monety jedno nie mogło istnieć bez drugiego.  Łamanie chleba wyrażało ich jedność z Chrystusem i podkreślało społeczność z braćmi i siostrami.  Tak więc wieczerza Pańska została ustanowiona przez Pana Jezusa dla Kościoła i wtedy kiedy sprawując ją pamiętamy jak ważny jest w Bożym palnie kościół jako społeczność, wtedy jest ona należycie sprawowana.
Apostoł Paweł miał pretensje do Koryntian, że nie właściwie sprawowali Wieczerzę Pańską, bo zapomnieli że są społecznością, jednym ciałem w Chrystusie i niosą odpowiedzialność przed Bogiem za siebie nawzajem.
Koryntianie raczej podkreślali swój indywidualizm i myśleli przede wszystkim o sobie stąd słowa Ap. Pawła
1 Koryntian 11:20  Wy tedy, gdy się schodzicie w zborze, nie spożywacie w sposób należyty Wieczerzy Pańskiej;
21  Każdy bowiem zabiera się niezwłocznie do spożycia własnej wieczerzy i skutek jest taki, że jeden jest głodny, a drugi pijany.
22  Czy nie macie domów, aby jeść i pić? Albo czy zborem Bożym gardzicie i poniewieracie tymi, którzy nic nie mają? Co mam wam powiedzieć? Czy mam was pochwalić? Nie, za to was nie pochwalam.
Nie spożywali należycie Wieczerzy Pańskiej, bo nie troszczyli się o innych, część z nich myślała o sobie. W ten sposób zamiast podkreślać charakter wspólnoty, która stała się możliwa dzięki ofierze Chrystusa, to zaprzeczali jej.
Cieszyli się ze zbawienia jakie mają w Chrystusie zapominając o tym, że Chrystus powołał nas, by być częścią Jego ciała, kościoła ku zbudowaniu, a nie ku zgorszeniu.
W dzisiejszych czasach coraz częściej spotykamy się z podobnymi poglądami, gdzie podkreślana jest nasza indywidualność, ważne żebym ja się zbudował, a to czy będzie zbudowany mój brat lub siostra moją postawą, zachowaniem, obecnością ma dla niektórych drugorzędne znaczenie. Czasami nasza indywidualność przybiera bardziej agresywne formy, że mogę być sobie chrześcijaninem w domu, tak w zasadzie to po co mi kościół, przecież chodzi o moją relację z Chrystusem. Ale Jan w swoim Liście powiedział nam wyraźnie, że jeśli nie ma miłości do braci i sióstr których się widzi, to nie można miłować Boga, którego się nie widzi (1 Jana 4,20). Jeśli stroni się od wspólnoty i nie chce być jej częścią, to należy się poważnie zastanowić nad swoim zbawieniem.
Postawa gdzie nie interesuje nas drugi człowiek będący częścią kościoła jest zaprzeczeniem tego do czego powołał nas Chrystus. Gdy Pan Jezus odchodził z tego świata dał przykazanie swoim uczniom, by wzajemnie się miłowali i modlił się do Ojca o to, by byli w społeczności ze sobą jedno. Więc gdy spożywamy wieczerzę Pańską powinniśmy mieć pragnienie by tą miłość wobec siebie w sposób praktyczny okazywać, przez wspólną zachętę, wspieranie się, przez dawanie dobrego świadectwa, przez pomoc jedni ku drugim.
Przez Wieczerze Pańską chcemy również wyrażać naszą jedność w Chrystusie, to że jesteśmy członkami jednego ciała, że zależymy od siebie nawzajem i jesteśmy przed Bogiem za siebie odpowiedzialni.
To nie jest przypadek, że łamiemy z jednego chleba i dzielimy wspólnotę Ducha Św. w ten sposób wyrażamy że jesteśmy jednym ciałem i jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. To co powiedział apostoł Paweł w 1 liście do Koryntian w 12 rozdz., że chociaż ciało jest jedno, to składa się z wielu członków.  Tą wspólną zależność dobrze wyraża historia którą kiedyś słyszałem: pewien człowiek zgorszył się czymś w Zborze i przestał do niego uczęszczać. Gdy pastor go odwiedził to po rozmowie obydwaj usiedli przy kominku. Wpatrywali się w płonący ogień, następnie pastor szczypcami wyjął mały węgielek z paleniska i położył go z dala od ogniska. Za chwilę czerwony węgielek zamienił się w czarny, a później zimny kamyk. Wtedy pastor zapytał się tego człowieka, czy rozumiesz w jakiej jesteś sytuacji? A ten człowiek był na tyle roztropny, że powiedział rozumiem i wziął czarny węgielek i wrzucił go do ognia, gdzie za chwilę znowu stał się czerwony i gorący.
Zachęcam nas wszystkich, by nasze uczestnictwo w Wieczerzy Pańskiej nie tylko przypominało nam ofiarę Chrystusa, ale kierowało również nasze oczy na drugich, by służyć sobie nawzajem w miłości chrystusowej

piątek, 22 czerwca 2018

Mądre i głupie panny Ew. Mateusza 25,1-13



Dzisiaj zajmiemy się znaną przypowieścią Pana Jezusa o mądrych i głupich pannach. Jedne były gotowe na spotkanie z nadchodzącym oblubieńcem, a drugie nie. Rozważając tą przypowieść wciąż musimy pamiętać, że jest wypowiedziana przez Pana Jezusa na górze oliwnej w kontekście czasów ostatecznych i pytania uczniów, kiedy będzie koniec wieku i nadejście Jego Królestwa.
Jak wiemy Pan Jezus przyjdzie niespodziewanie jak złodziej w nocy i w naszej dzisiejszej przypowieści kolejny raz nam o tym przypomina. Chodzi o to, żeby w obliczu Jego zbliżającego się powrotu nie stracić wiary, bo nie będzie drugiej szansy. Ludzie będą pukać, stukać, płakać prosić i błagać gdy On powróci, by dał im jeszcze jedną możliwość, by zmiłował się nad nimi i przyjął ich do swego Królestwa. Ale nie będzie takiej możliwości, bo to dzisiaj jest dzień zbawienia, to dzisiaj jest dzień łaski i dzień upamiętania.  Dlatego wezwań naszego Pana nie możemy odkładać na jutro, bo jutro możemy znaleźć się już przed Jego tronem, gdzie będziemy musieli zdać Panu sprawę z całego naszego życia.
Wtedy kiedy Pan przybędzie z Królestwem Bożym będzie tak jak w tej przypowieści, ale żeby dokładnie zobaczyć jak musimy wejść głębiej w tą historię.
Dzisiaj dla nas może ona nie być zbyt zrozumiała, bo jest mocno osadzona w kulturze żydowskiej.

Izraelskie zaślubiny
Pan Jezus przyrównuje dzień swojego przyjścia do uroczystości zaślubin jaka w tamtym czasie była odprawiana w Izraelu. Zaślubiny w czasach Pana Jezusa to było naprawdę wielkie wydarzenie w które była zaangażowana bliższa i dalsza rodzina oraz przyjaciele.
Ślub zazwyczaj dokonywał się w trzech lub dwóch etapach. Pierwszym etapem była przysięga ojców, oficjalna umowa że obiecywali córkę lub syna, by dane małżeństwo mogło zaistnieć. Niedługo później następował drugi etap, oficjalne zaręczony między młodymi i rodziną. Młodzi potwierdzali przysięgę ojców i składali sobie obietnice na około rok przed ślubem. Zaręczyny takie były niemal jak ślub, a młodzi mieli prawdziwą ceremonie ślubną z tą różnicą, że nie dochodziło do wspólnego mieszkania i skonsumowania małżeństwa. Musimy zrozumieć, że te oficjalnie zaręczyny, to była bardzo poważna sprawa i w zasadzie nie można było ich zerwać. Jeśli w okresie tych oficjalnych zaręczyn dochodziło jednak do rezygnacji jednej ze stron, to następował oficjalny rozwód. A jeśli np. w tym okresie oczekiwania przyszły mąż zmarł, to kobietę uważano za wdowę.
Po oficjalnych zaręczynach był rok w którym Pan młody musiał przygotować się na wzięcie Panny młodej do siebie. Musiał przygotować miejsce zamieszkania, może rozbudować dom rodziców, może kupić jakieś pole i zatroszczyć się o przyszłość dla nowej rodziny. Po roku następował trzeci etap: zaślubiny, kiedy pan młody przychodził po swoją oblubienicę do jej domu i zabierał ją do siebie, gdzie była wielka siedmiodniowa uroczystość weselna. W domu panny młodej czekała na pana młodego oblubienica i druhny. Pan młody przychodził w nocy, więc należało być czujnym i gotowym na Jego nadejście. Nie było wiadomo dokładnie o której godzinie przyjdzie. Druhny panny młodej miały specjalne pochodnie przetłumaczone w naszej przypowieści jako lampy. Pochodnia taka składała się z kawałka dłuższego drąga na końcu którego była zamontowana siatka, a w niej specjalny materiał, który nasączano oliwą, a następnie podpalano. W zależności od tego jak miałeś wiele oliwy, tak długo mogła palić się pochodnia. Każda z panien powinna mieć przy sobie buteleczkę z oliwą na przyjście Pana młodego, by w czasie Jego nadejścia zapalić pochodnie. Gdy Pan młody nadchodził panowało wielkie poruszenie, druhny zapalały pochodnie i wraz z oblubienicą wychodzono na spotkanie oblubieńca. Później wszyscy udawali przez wioskę w akompaniamencie śpiewów do domu pana młodego, gdzie zaczynało się wesele.  
To więc nasza przypowieść to jest ten trzeci etap. Etap oczekiwania panny młodej kiedy nadchodzi dzień nadejścia Pana młodego. Czy możecie sobie wyobrazić jakie temu musiało towarzyszyć napięcie, cięgle trzeba było być czujnym, bo nie wiadomo o której dokładnie godzinie przyjdzie pan młody. Wiedziano, że będzie to, tego wieczoru, tej nocy, ale nie wiadomo było dokładnie kiedy. W zwyczaju pana młodego było spóźniać się ze swoim nadejściem, by jeszcze bardziej podsycać wyczekiwanie. Jeśli Pan młody zastałby oblubienicę nieoczekującą i śpiące druhny, to strasznie ogromny wstyd i kompromitacja. Co to za panna młoda, która nie czeka na swego oblubieńca?

Mądre i głupie panny
Widzimy więc, że Izraelska uroczystość zaślubin doskonale oddaje charakter nadejścia Królestwa Bożego. Mniej więcej mamy określony czas przyjścia Pana poprzedzony znakami, wielki ucisk, przyjście antychrysta, wojny, choroby, wielkie kataklizmy, znaki w przyrodzie i w kościele. Mamy również wyraźne obietnice jego powrotu i wezwania do czuwania. Zaręczyny zostały już dokonane, obietnica została złożona, teraz czekamy na przyjście oblubieńca i wielką uroczystość weselną. Ale pomimo znaków nie wiemy dokładnie kiedy przyjdzie, nie znamy dnia ani godziny. Będziemy widzieć ogólnie zbliżanie się tego okresu, ale ten konkretny moment nadejścia Pana zawsze będzie tajemnicą. Będzie wrażenie, że Pan się spóźnia jak w naszej przypowieści, że panny się zdrzemnęły, bo oblubieniec długo nie nadchodził. Będzie dokładnie tak jak powiedział Piotr w swoim liście, że będą szydzić i śmiać się, „gdzież jest przyobiecane przyjście Jego (2 Ptr 3,4)”. Niemal zawsze jak mówię dzisiaj o ponownym przyjściu Chrystusa i nadchodzącym sądzie, gdzieś w towarzystwie, czy podczas zwiastowania ewangelii, to spoglądają na mnie z politowaniem. Niektórzy mówią wprost, „człowieku skąd ty się urwałeś, mamy XXI wiek, co ma oznaczać, że dzisiaj nikt w takie bajki nie wierzy”. 
Ale Pan przyjdzie, jednak zanim to się stanie nastąpi okres, znużenia, zmęczenia i osłabnięcia gorliwości w życiu wielu osób, tych, którzy nazywają się chrześcijanami. Oczekujące panny w naszej przypowieści to są właśnie ci, którzy deklarują się  jako wierzący. Czekają na przyjście Zbawiciela, utożsamiają się z Jezusem Chrystusem, mają pochodnie, by je zapalić gdy nadejdzie oblubienic.
Wyznają, że Pan Jezus jest ich Zbawicielem i utrzymują że kochają go. Właściwie na etapie deklaracji i wyznania wiary nie zawsze jest prosto odróżnić prawdziwych wierzących od tych, którzy wiary w Chrystusa nie mają. Zobaczmy, że wszystkie panny miały pochodnie, wszystkie miały strój weselny, wszystkie w jakiś sposób czekały na przyjście Pana Jezusa. To tak jak w Zborze jak w kościele, wszyscy czekają, wszyscy wyznają, wszyscy śpiewają, wszyscy słuchają ewangelii i wszyscy deklarują się uczniami Jezusa zapewniając o wielkiej swojej miłości do Niego.
Gdyby wziąć pod uwagę tylko te zewnętrzne cechy wszystkich moglibyśmy uznać za uczniów Chrystusa. Ale w naszej przypowieści czytamy, że pomimo podobnych deklaracji, podobnego zachowania pięć panien było głupich, a pięć mądrych (w 2). To co ich różniło, to, to co miały w swoich sercach. Zewnętrznie nie było widać wielkich różnic, zasadnicza różnica polegała na tym, co było w ich środku. Zasadnicza różnica polegała na tej buteleczce z oliwą do swoich pochodni, które miały zapalić wraz z przyjściem oblubieńca. Oliwa ta przedstawia prawdziwą wiarę, prawdziwą ufność złożoną w Jezusie Chrystusie. Pięć mądrych panien, to chrześcijanie którzy rzeczywiście narodzili się na nowo z łaski Bożej i mocy Ducha Św. Oni całą swoją nadzieje złożyli w Jezusie i Jego ofierze na Krzyżu. Wszystko co robią, jak żyją, praca, rodzina, odpoczynek, służba, czynią rzeczywiście dla chwały Bożej. Chcą żeby Chrystus był uwielbiony w każdym ich przedsięwzięciu. Nie zależy im na wielkim uznaniu w tym świecie, na poklasku, zaszczytach, bogactwie itp., ale na tym, by we wszystkim przynieść chwałę swojemu Zbawicielowi. Pięć głupich panien zaś, to chrześcijanie, którzy wszystko robili wyłącznie zewnętrznie. W ich sercu jednak nie było prawdziwej wiary i oddania Panu Jezusowi. Wprawdzie religijnie mogli wydawać się przygotowani na spotkanie z Chrystusem, ale ich serce nie zostało przemienione. To jak żyli, o czym myśleli, za czym gonili było jedynie wyrazem ich pragnień, zachcianek i decyzji. Tak naprawdę służyli sobie, a nie Panu Jezusowi.
Słowo Boże często przestrzega nas przed taką fałszywa płytką wiarą, która nie ma nic poza zewnętrzną skorupą w środku jednak jest pusta.
Apostoł Paweł powiedział, że pusta wiara przybiera pozór pobożności, ale nie ma nic z jej mocy (2 Tym 3,5). Pod płaszczykiem praktyk religijnych nadal pozostaje stare zepsute serce, które jest przewrotne, samolubne, chciwe, pyszne, nadęte, zuchwałe, zdradzieckie, pełne buntu, egoizmu i różnych pożądliwości.
Również Jakub w swoim liście pisał o takich osobach, że są to ludzie, którzy utrzymują że mają wiarę, ale nie mają uczynków wynikających z wiary (Jak 2,14). Ich wiara była pustą wydmuszką bez zdolności posłuszeństwa Chrystusowi.
I Pan Jezus ciągle nas przestrzega, ciągle zachęca do badania naszego serca i przyglądania się naszej wierze. Zachęca nas do zadawania sobie pytania, czy rzeczywiście wierzymy, dlaczego wierzymy, a jeśli wierzymy, to co wynika z mojej wiary? Zachęca nas by się nie okazało w dzień jego powrotu, że jesteśmy głupimi pannami.
Ten obraz głupiej panny, dobrze wyraża stara historia szkockiego latarnika, który pracował na wybrzeżu i raz w miesiącu otrzymywał zapas paliwa do swojej latarni. Ale któregoś razu przyszła kobieta z pobliskiej wioski, by dał jej trochę paliwa do ogrzania domu. Latarnik nie myśląc zbyt wiele dał jej. Później przyszedł ktoś, kto prosił go o paliwo do swojej lampy i znowu mu dał. Jeszcze ktoś inny przyszedł po oliwę by nasmarować swoje koło od wozu i temu też dał. Latarnik próbował być dobry i wszystkich zadowolić. Ale pod koniec miesiąca zauważył, że zaczyna mu brakować paliwa do latarni. Wkrótce paliwo się skończyło i w ostatni dzień miesiąca latarnia nie zapaliła się. W wyniku czego doszło do kilku katastrof statków i setki osób poniosło śmierć. Później gdy latarnik był sądzony usprawiedliwiał się, że chciał wszystkich zadowolić, ale odpowiedź sądu była prosta, że dostał paliwo tylko w jednym celu, by paliła się latarnia. Podobnie chrześcijanie, otrzymali łaskę od Boga w jednym celu, by zaprzeć się samych siebie i służyć Chrystusowi. Jeśli łaską Bożą próbujemy usprawiedliwiać naszą pustą religijność, to może się okazać że jesteśmy jak ten latarnik, jak te głupie panny które przedstawił Pan Jezus.
I chciałbym bardzo wyraźnie podkreślić, że my w naszych ewangelicznych kościołach, możemy wpaść w pułapkę, że nas to nie dotyczy. Dotyczy to wszystkich innych, ale nie nas, bo zwiastujemy z Biblii, bo mamy właściwe przesłanie ewangelii, właściwą doktrynę, bo śpiewamy o Chrystusie, o Jego krzyżu i o tym jak ważna jest dla nas Jego ofiara i znamy prawdę. I z tego powodu możemy myśleć że ostrzeżenia Pana Jezusa są do innych religijnych ludzi, może do katolików, prawosławnych, charyzmatyków, czy innych denominacji. Ale musimy zrozumieć, że one są skierowane do nas, do naszych zborów do naszych kościołów. Część z tych głupich panien, to członkowie naszych zborów, którzy być może zostali ochrzczeni, może przystępowali do wieczerzy, są członkami naszych zborów w literalnym znaczeniu, ale nigdy nie poznali Chrystusa. I jak widzimy na podstawie naszej przypowieści, tych którzy są niewierzący w kościele wcale nie jest tak mało. Z jednej strony mamy pięć mądrych panien, ale z drugiej pięć głupich. Oczywiście nie chodzi o to, że teraz wszędzie jest pół na pół, ale nie bądźmy zdziwieni kiedy w dzień sądu okaże się dla wielu członków chrześcijańskich zborów, kościołów, że nie znali Chrystusa. Oby nie okazało się to w naszym przypadku!

Wszystkie Panny się zdrzemnęły
I widzimy wyraźnie w naszej przypowieści, że przyjście Pana będzie się wydłużać. Pan będzie jak ten oblubieniec, który by podnieść jeszcze bardziej napięcie zwleka ze swoim przyjściem. Ale na podstawie 2 listu Piotra, wiemy że nie chodzi o zwlekanie w sensie iż Pan nie chce przyjść, nie może lub nie ma mocy żeby doprowadzić historię ludzkości do końca. Ale Bóg w ten sposób okazuje cierpliwość i daje czas na upamiętanie tym, którzy jeszcze usłyszą głos naszego Zbawiciela, chodźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście obciążeni grzechem, a ja dam wam ukojenie (Mat 11,28). I gdy usłyszą nie zatwardzą swoich serc.
Ale wydłużający się okres przyjścia Pana spowoduje drzemkę zarówno mądrych jak i głupich panien. Kiedyś zastanawiałem się co to jest ta drzemka, dlaczego zarówno głupie jak i mądre się zdrzemnęły? Bardziej drzemki w tym kontekście byśmy się spodziewali po głupich pannach. Ale nasz Pan wiedział, że nie da się całego życia spędzić tylko na śpiewaniu „przyjdź panie Jezu” i zaniechaniu naszych obowiązków. Drzemka tutaj jest zajęciem się życiem, trzeba chodzić do pracy, zająć się rodziną, domem, szkołą, obowiązkami i sprawami życia. To nie jest złe, po odejściu Pana Jezusa do nieba Jego uczniowie mają żyć dalej w tym świecie dając świadectwo o tym, co On dla nas uczynił. On nie wezwał nas do porzucania naszych obowiązków, ale mamy oczekiwać jego przyjścia w tych obowiązkach, mamy mieć oliwę pomimo, tych obowiązków. Oczywiście może być sytuacja, że ktoś ma za dużo na głowie i Pan Jezus wzywa żeby część rzeczy zostawił. Ale Pan nie chce byśmy się teraz odizolowali od świata i resztę życia spędzili tylko z rękami w górze i na modlitwie. To jest to, czego wiele osób nie rozumie, że gdy mówisz iż należy całe nasze życie oddać Chrystusowi i Jemu zaufać, to krytycy mówią „ to co, teraz mam porzucić wszystko i tylko zacząć się modlić”. Oni nie umieją zobaczyć różnicy między poddaniem życia Chrystusowi, a codziennymi obowiązkami. Oni nie rozumieją że masz poddać się Jezusowi w tych obowiązkach, a nie kosztem ich.
To więc w swojej ufności Chrystusowi mądre panny zajmują się codziennym życiem i głupie też zajmują się życiem. Jedni i drudzy chrześcijanie zajmują się życiem i ci z wiarą i ci bez wiary. Jedni i drudzy mają rodziny i jedni i drudzy chodzą do pracy, szkoły zmagając się z wyzwaniami życia.
Ale ci prawdziwą wiarą pomimo rutyny nie zapominają o swoim Zbawicielu. Właściwie wszystko robią dla Niego. Drudzy zaś o Jego powrocie nie pamiętają, jak mówiliśmy wcześniej, żyją dla siebie.

Przyjście oblubieńca
I po okresie oczekiwania przychodzi oblubienic, 6 wiersz, przychodzi o północy, nikt się Go nie spodziewa, wszystkie panny zasnęły, bo była późna pora. Naraz powstał wielki krzyk, panika, ludzie nie wiedzą co się dzieje. Tak będzie z ponownym przyjściem Pana Jezusa, wszyscy nagle się zbudzą, że jednak ponowne przyjście Chrystusa i sąd, to nie jakaś bajka dla małych dzieci, ale prawda.
Mądre panny, które miały ze sobą oliwę, to wierzący chrześcijanie których pochodnie w ten dzień zabłysną. Wraz z przyjściem Chrystusa okaże się że mieli prawdziwą wiarę i każdego dnia w codziennej pracy wyglądali zbawiciela z nieba. Każdego dnia myśleli i tęsknili za tym co w górze, a nie za tym co na ziemi. Dlatego gdy przyjdzie oblubienic wejdą z Nim razem na ucztę weselną, wejdą do tysiącletniego Królestwa i tak z Panem będą już na wieki.
Również okaże się w ten dzień brak wiary i ufności głupich panien. Nie mieli oliwy, nie mieli jak zapalić swoich lamp, by udać z panem młodym na uroczystość weselną. Przez cały okres oczekiwania głupie panny zadowalały pozorami pobożności, nigdy nie poddały się próbie, nie zweryfikowały swojej wiary, nie prosiły jak prosił Dawid w psalmie 139, by Bóg doświadczył go i prostował Jego drogi jeśli miałby być drogami do piekła, by Bóg mu wyraźnie to pokazał. Lepiej dzisiaj być upokorzonym i dowiedzieć się że nie jestem zbawiony pomimo chrztu i członkostwa w kościele i dojść do upamiętania. Niż dowiedzieć się tego w dzień przyjścia Pana, bo jak widzimy wtedy nie ma już drugiej szansy.
Gdy okazało się że głupie panny nie mają oliwy do swoich pochodni, prosiły pozostałych 5 panien, by te dały im swojej oliwy 8 - 9 wiersz. Ale nie było takiej możliwości nikt, nie może za nas samych załatwić nam zbawienia. Nikt nie może załatwić dla ciebie zbawienia jeśli ty sam osobiście nie pojednałeś się z Chrystusem i nie przyjąłeś Go jako swego Pana i Zbawiciela. Nawet najbardziej bogobojni ludzie jak Abraham, Mojżesz, czy apostołowie, Maria, pastor, ksiądz i wszyscy święci, czy ktokolwiek inny nie mogą wstawić się za nami w dzień sądu jeśli sami nie mieliśmy swojej osobistej wiary w Chrystusa. Czy widzicie jakie to wielkie oszustwo, że w kościele Rzymskim naucza się, że ludzkie modlitwy, różaniec, msze lub wstawiennictwo świętych mogą wybawić twojego bliskiego z czyśćca?
Nie, nic nie może nas ocalić oprócz Chrystusa, oprócz prawdziwej szczerej wiary w Niego. Twój olej, twoje zbawienie nie pomoże innej osobie w taki sposób, że ona na twoich plecach dostanie się do nieba. Dlatego musimy zachęcać naszych bliskich, naszą rodzinę i sąsiadów by sami doszli do wiary. Musimy im mówić zanim staną na sądzie to, co jest napisane w 9 wierszu „idźcie raczej do sprzedawców i kupcie sobie” (w. 9).
Co oznacza, że ty sam musisz pojednać się z Bogiem, ty sam musisz u Boga nabyć przez wiarę w Jezusa swoje zbawienie. Mówmy o tym naszym dzieciom, rodzicom, przyjaciołom, sąsiadom i wszystkim innym. Mówię wam sumienie wielu ludzi zostaje uspokojone przez diabła, bo ktoś ich kiedyś ochrzcił, bo przyjęli jakieś sakramenty, bo chodzą do kościoła, bo są gdzieś zapisani, bo zmówili jedną modlitwę. Jak wiemy Bóg nie ma wnuków, nie ma zbawienia po znajomości, ma tylko swoje dzieci.
Ale gdy druhny poszły po olej o północy, to było już za późno. Czas łaski skończył się i wraz z momentem powrotu Pana Jezusa nie ma już możliwości zbawienia. Drodzy nie lekceważmy tego, póki czas mamy upewniajmy się przez posłuszeństwo Panu Jezusowi, przez badanie siebie w świetle Słowa Bożego, że jesteśmy odrodzonymi przez Ducha Bożego chrześcijanami, by nie okazało się, że gdy Chrystus przyjdzie lub pójdziemy do Niego komuś z nas brakło oliwy.

Potępienie
Teraz zwróćmy uwagę co pan Jezus mówi 11 wierszu o tych głupich pannach, które poszły kupować oliwę. Po pewnym czasie one przyszły, gdy już trwała uroczystość i prosiły oblubieńca, by ich wpuścił. Błagały i prosiły otwórz nam, wpuść nas, ale nie było możliwości wejścia. Tak będą błagać i prosić ludzie o zbawienie w dzień przyjścia Pana jeśli dzisiaj zwlekają z zaufaniem Jezusowi i nie podejmą tego kroku do dnia spotkania z Nim. Będzie płacz i jęk i rozpaczliwe wołanie o pomoc, ale nie będzie drugiej szansy. Pan powiedział do tych panien nie znam was, co oznacza że ci którzy nie mieli wiary nie mogli dostąpić zbawienia i poszli do piekła. Oni będą powoływać się na swoją religijność, na swoje członkostwo w kościele, na swoje zaangażowanie jak np. czytamy w Ew. Mateusza w 7 rozdz. gdy mówią że prorokowali i czynili wiele cudów w imię Pana Jezusa. Ale będzie tylko jedna odpowiedź „nie znam was, nie wiem kim jesteście”.
Dlatego Pan Jezus mówi dzisiaj do mnie i do ciebie
Mateusza 25:13  Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny, o której Syn Człowieczy przyjdzie.

Podsumowanie
Drodzy, jeszcze raz, badajmy nasze serca i upewniajmy się, czy rzeczywiście jesteśmy nowo narodzeni z Ducha Św, bo mnóstwo z tych którzy pójdą do piekła są dzisiaj w kościele. Dbajmy o to, by być gotowymi w każdej chwili na spotkanie z naszym Panem nie dając się zaskoczyć.
Weźmy sobie do serca mocno słowa refrenu jednej z pieśni:
„Tylko dotrzeć tam,  Tylko wytrwać w Nim  z wiarą w końcu dni znalezionym być”. Amen

Łączna liczba wyświetleń