Często, gdy przeżywamy jakiś ból i doświadczenia, możemy mieć wrażenie, że przechodzimy go zupełnie samotnie i niewielu nas rozumie. W takich sytuacjach Bóg może się wydawać zupełnie odległy. Przychodzą nam do głowy myśli: „Co On może wiedzieć o moim cierpieniu? Przecież jest w niebie, a my na ziemi”. Jednak Słowo Boże uczy nas, że Chrystus jest z nami w ciężkich doświadczeniach i nie tylko nas wspiera, ale przeżywa je razem z nami, jak widzimy to w naszej dzisiejszej historii.
Jesteśmy
w miejscu, gdzie Jezus przybywa do Betanii, do domu Łazarza, Marty i Marii,
którzy byli rodzeństwem. Powodem przyjścia Jezusa jest choroba i śmierć Jego
przyjaciela Łazarza. Gdy Łazarz zachorował, jego siostry posłały po Jezusa,
żeby przyszedł i mu pomógł, ale Jezus specjalnie zwlekał z szybkim przybyciem,
bo chciał, by Łazarz umarł i odpowiednio długo leżał w grobie – cztery dni, po
których zamierzał podnieść go z martwych. Ten cud ma być niezwykłym i wielkim
dowodem na to, że Chrystus naprawdę jest zmartwychwstaniem i życiem, że ma
władzę dać ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne przez wiarę w Niego.
Gdy
Jezus przybywa do Betanii, jest środek pierwszej części żałoby po zmarłym,
która trwała siedem dni. Schodziła się rodzina i bliscy, wynajmowano specjalne
płaczki, których zadaniem było wyrażanie żalu, lamentu i śpiewanie pieśni
żałobnych. To wszystko miało na celu pocieszenie pogrążonej w smutku rodziny i
pomoc w przejściu przez okres żałoby.
Zanim
Jezus dotarł do domu, miał rozmowę z Martą, która wyraziła swoją wiarę w Niego
– to, co powinien uczynić każdy z nas, jeśli chce otrzymać życie wieczne.
Najwidoczniej Marta potrzebowała takiej rozmowy z Jezusem, potrzebowała się
upewnić w sytuacji doświadczenia, że naprawdę w Niego wierzy i Mu ufa.
Następnie Marta zawołała swoją siostrę Marię, że Jezus chce z nią rozmawiać. Gdy Maria usłyszała, że Jezus jest w pobliżu, szybko udała się do Niego. Kiedy spotyka się z Jezusem, mówi to samo co Marta: że gdyby Jezus tam był, nie umarłby ich brat. Z pewnością razem z siostrą musiały o tym rozmawiać. Maria ma wielki smutek na sercu, ciągle pogrążona jest w płaczu, zastanawia się, jak mogło do tego dojść, dlaczego ich to spotkało. Ale tym razem Jezus nie prowadzi jej do wyznania wiary, lecz raczej ją pociesza, gdy pada do Jego nóg.
Możemy
się zastanawiać, dlaczego Bóg z jednymi osobami postępuje tak, a z innymi
inaczej. Ale zobaczmy, że Pan Jezus ma indywidualne podejście do każdego z nas
w chwilach cierpienia. Marta potrzebowała wzmocnić swoje zaufanie do Niego w
doświadczeniu, Maria zaś potrzebowała Jego współczucia, uścisku i możliwości
wypłakania się.
Zwróćmy
uwagę, że Pan postępuje z nami zgodnie z naszymi potrzebami i charakterem, a w
chwilach doświadczeń daje nam to, co może najlepiej nam pomóc w danym momencie.
Każdy rodzic, który ma dzieci, wie, że każde z dzieci jest trochę inne i inaczej należy z nimi postępować. To, co jest dobre dla jednego dziecka – sposób rozmowy i wychowania – niekoniecznie musi być dobre dla drugiego. Jeden w cierpieniu potrzebuje współczucia, a inny napomnienia; jeden potrzebuje delikatnej sugestii, a inny – żeby zdecydowanie do niego przemówić. Pamiętajmy o tym, że Chrystus doskonale zna osobowość każdego z nas, jak mówi Psalm 139:
„Psalmy 139:2-3: Ty wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz myśl moją z daleka. Ty wyznaczasz mi drogę i spoczynek, wiesz dobrze o wszystkich ścieżkach moich.”
Pan wie, jak ma nam pomóc, rozumie wszystkie nasze zmagania, bo przecież jest naszym Stwórcą i sam, będąc w słabym ciele, przechodził wszystkie doświadczenia podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Mówi o tym List do Hebrajczyków:
Hebrajczyków 2:18: A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może
dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą.
Hebrajczyków 4:15-16: Nie mamy bowiem arcykapłana, który by nie mógł współczuć ze słabościami naszymi, lecz doświadczonego we wszystkim, podobnie jak my, z wyjątkiem grzechu. Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.
Nigdy
nie powinniśmy wątpić w zrozumienie i współczucie naszego Zbawiciela. Choć jest
w niebie, gdzie zasiada po prawicy tronu Bożego, to nie jest daleko od każdego
z nas, ale jest z nami przez swojego Ducha i przechodzi przez życie z tymi,
którzy Mu ufają. Nie jest obojętny na twoje i moje doświadczenia, co doskonale
widzimy w kolejnych wierszach.
Jezus,
gdy zobaczył płaczącą Marię i płaczących Żydów po stracie Łazarza, wzruszył się
i również zapłakał. W 35. wierszu mamy najkrótszy werset w Biblii: „I
zapłakał Jezus”. Greckie słowo, które mówi o płaczu Jezusa, wskazuje na
głębokie wzruszenie – to rodzaj mocnego płaczu i zawodzenia. Pan Jezus nie
starał się w żaden sposób ukrywać swojego wzruszenia. I choć jest Bogiem, nie
był – jak większość ziemskich przywódców – daleki od ciężkich ludzkich losów,
ale utożsamiał się z nami.
Grecy,
gdy opisywali swoich bogów, często przedstawiali ich jako osoby niemające
uczuć, dalekie od ludzkich emocji, nieczujące troski i bólu.
To
jest najlepszy dowód na to, jak Bóg patrzy na nasze cierpienie wynikające z
grzechu. To jest najlepszy dowód na to, jak Bóg nam, ludziom, współczuje,
widząc tragedię grzechu w naszym życiu i jego konsekwencję, którą jest śmierć.
Bóg ubolewa nad stanem ludzkości, rozumie jak nikt inny, jakie straszne rzeczy
grzech nam wyrządza, jak wielkie tragedie zadajemy sobie nawzajem przez nasz
upadek i jak boleśnie kończy się nasze życie. Możemy tutaj mnożyć straszne
skutki grzechu: wojny, nienawiść, gwałt, zazdrość, zawiść, morderstwo,
złodziejstwo, wykorzystywanie ludzi, dzieci, słabych i bezbronnych, poniżanie
innych, a także wszelkiego rodzaju choroby, wypadki, różne tragedie, a w końcu
śmierć. A to tylko krótka lista – wręcz nie da się wyliczyć strasznych skutków
grzechu.
A
najbardziej smutne dla Boga w tym wszystkim jest to, że pomimo takiego stanu
wciąż ludzie nie chcą przyjść do Zbawiciela po ratunek. Jezus widzi tam tych
wszystkich płaczących Żydów, wie, że może ich uratować, bo jest
Zmartwychwstaniem i Życiem, ale jednocześnie wie, że wielu z nich z powodu
swojej pychy, ślepoty duchowej, przywiązania do martwej religii woli pozostać w
śmierci.
Nie daj się oszukać, że Bóg jest daleko od ciebie, gdy cierpisz. On cię rozumie lepiej niż ktokolwiek z nas. Nie ma tak bliskiego ci człowieka – czy to matka, czy ojciec, czy ktokolwiek inny – żeby mógł bardziej rozumieć twoje doświadczenia niż Jezus. Ale Bóg nie tylko się przygląda i rozumie – zaprasza nas w naszym cierpieniu, byśmy do Niego przyszli, byśmy dali się pocieszyć przez złożenie naszych ciężarów na Chrystusa, bo On ma o nas staranie (1 P 5,7). Bóg chce, byśmy na wzór Marii przybiegli do Jezusa szybko, padli do Jego stóp i pozwolili się otoczyć opieką, schronili się pod Jego skrzydłami, jak mówi Psalm 91:
„Psalm 91:1-4: Kto mieszka pod osłoną Najwyższego, kto przebywa w cieniu Wszechmocnego, ten mówi do Pana: Ucieczko moja i twierdzo moja, Boże mój, któremu ufam. Bo On wybawi cię z sidła ptasznika i od zgubnej zarazy. Piórami swymi okryje cię i pod skrzydłami Jego znajdziesz schronienie. Wierność Jego jest tarczą i puklerzem.”
Pastor Steven Cole opowiadał świadectwo, że jeden z przedstawicieli chrześcijańskiej misji amerykańskiej kiedyś odwiedził szkołę w Kenii i słuchał, jak nastoletnie dziewczęta opowiadały o tym, co dała im Biblia w ich ojczystym języku i jakie jej fragmenty do nich najbardziej przemawiały. Jednym z nich właśnie był fragment, że Jezus płakał. Jedna z dziewcząt opowiadała o tym, że gdy płakała w nocy z powodu śmierci swoich rodziców chorujących na AIDS, to wie, że Jezus płakał razem z nią. Pamiętaj, że On płacze także i z tobą.
Jezus
daje nam również przykład, jak powinniśmy reagować na ludzkie cierpienie.
Powinniśmy być empatyczni, jak powiedział apostoł Paweł w Liście do Rzymian w 12.
rozdziale, że należy płakać z płaczącymi i weselić się z weselącymi. To, co
często przeszkadza nam tak czynić, to nasz grzech, skupienie na sobie.
Oczekujemy współczucia, płaczu lub radości od innych razem z nami, ale już nie
zawsze potrafimy im towarzyszyć w ich doświadczeniach. Zbyt często jesteśmy tak
zapatrzeni w siebie, w nasze potrzeby, pragnienia i doświadczenia, że potrafimy
nie dostrzegać i nie reagować na to, co przeżywają ludzie wokół nas.
Płacz
Jezusa oznacza również prawdziwe Jego człowieczeństwo. Nie wydawał się tylko
człowiekiem, nie był jedynie człowiekiem z pozoru lub jakby człowiekiem. Nie
miał tylko ludzkiego wyglądu, nie udawał człowieka. Ale był człowiekiem w 100%,
jak to się mówi – w pełni, wraz z ciałem i duszą, emocjami oraz wolą. On nie
tylko płakał, ale odczuwał zmęczenie, głód, cierpienie, musiał spać, załatwiać
potrzeby fizjologiczne i być poddany ludzkim ograniczeniom. Pełne Jego
człowieczeństwo było konieczne dla naszego zbawienia. To człowiek zgrzeszył i
karę za grzech musiał ponieść człowiek. Jeśli Pan Jezus nie byłby w pełni
człowiekiem, to nie mógłby dokonać naszego odkupienia. Człowiekiem również
pozostał po swoim zmartwychwstaniu i teraz na tronie, po prawicy Bożej, zasiada
Bóg-człowiek, który może się wstawiać za nami u swego Ojca. On jest naszym
pośrednikiem, naszym arcykapłanem, naszym orędownikiem przed Bogiem. Należy to
podkreślać, bo np. Świadkowie Jehowy głoszą, że Jezus po zmartwychwstaniu nie
był człowiekiem, nie miał w pełni ludzkiego ciała; uważają, że zmartwychwstał
jako istota duchowa, a ciało, które Jezus miał, nie było prawdziwym ludzkim
ciałem. Uważają, że umęczone i położone do grobu ciało Jezusa nie
zmartwychwstało, ale zostało usunięte. Ale mówię wam: jeśli Jezus nie był po
zmartwychwstaniu człowiekiem, jeśli to nie było Jego zmartwychwstałe ciało,
przemienione i uwielbione, to nie może nas reprezentować przed Bogiem.
Ostatnio, gdy byli u mnie Świadkowie Jehowy, właśnie to mówili i było mi smutno, że opowiadają takie kłamstwa o naszym Zbawicielu. Ale Pismo mówi:
1 Tymoteusza 2:5: Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus.
Następnie, gdy Jezus dochodzi do grobu z płaczącą Marią, Martą i Żydami, ludzie zadają pytania – w 37. wierszu: „Czy nie mógł On sprawić, skoro otwiera oczy niewidomym, żeby Łazarz nie umarł?” Jak pamiętamy, kilka miesięcy wcześniej, w 9. rozdziale, Jezus uzdrowił ślepego od urodzenia. Żydzi wciąż pamiętają o tym niezwykłym cudzie i mówią: „Czy i tu nie mógł uczynić podobnie?”
I
wiemy, że Jezus oczywiście mógł, ale nie chciał. Działał zgodnie z
harmonogramem woli Boga Ojca, a wolą Ojca było, że Łazarz zmarł i żeby przez
cud oczywistego zmartwychwstania wszyscy mogli wyraźnie dostrzec w Jezusie
Zbawiciela - Syna Bożego. Czy Bóg nie mógłby dzisiaj zakończyć wszystkich wojen
na świecie? Czy nie mógłby nakarmić wszystkich głodujących? Czy nie mógłby
sprawić, że ludzie przestaliby umierać? Czy nie mógłby w tej chwili uzdrowić
nas z naszych chorób i załatwić wszystkie nasze problemy? Oczywiście, że mógłby
– jest wszechmogący i nic nie jest dla Niego niemożliwe. Problem nie leży w
tym, że Bóg nie może tego zrobić. Ale Bóg nie jest jak jakiś dżin spełniający
życzenia, postępuje zgodnie ze swoją wolą i w zgodzie ze wszystkimi swoimi
atrybutami, jak Jego świętość, sprawiedliwość, mądrość i wola. I zdaje się, że
tego nie rozumieją Żydzi. Wierzymy, że Bóg w Chrystusie kiedyś rozwiąże
wszystkie problemy świata, ale uczyni to w taki sposób, jak On sam tego chce, w
taki sposób, żeby zrealizowały się wszystkie Jego odwieczne postanowienia, a
Jego imię zostało uwielbione.
On
nie potrzebuje naszych podpowiedzi, jak ma realizować swoją wolę, ale chce
naszego zaufania, jak widzimy to w naszym fragmencie.
Jezus
nakazuje odsunąć kamień od pieczary, gdzie Łazarz jest pochowany. Ciekawostką
jest, że grób Łazarza jest dzisiaj dostępny dla turystów – znajduje się w
grocie skalnej na Zachodnim Brzegu Jordanu, u podnóża Góry Oliwnej. Najstarsze
historyczne wzmianki świadczące o tym miejscu pochodzą z około IV wieku.
Oczywiście nie ma 100% pewności, że faktycznie jest to, to miejsce, ale
prawdopodobieństwo jest spore.
Marta
jednak protestuje przed usunięciem kamienia (w. 39). Obawia się, że zapach
rozkładu ciała jest już poważny i ma rację – że już śmierdzi. Po czterech
dniach procesy gnilne w tamtym rejonie były już mocno widoczne. Wtedy Jezus
powiedział jej, by przypomniała sobie, co mówił do niej wcześniej: że jeśli
uwierzy, będzie oglądała Bożą chwałę. Prawdopodobnie jest to odwołanie do
wypowiedzi Pana Jezusa w 4. wierszu, że ta choroba nie jest na śmierć,
ale na chwałę Bożą.
Stąd
możemy wnioskować, że Marcie nie chodzi tylko o przykry zapach, ale ona wątpi,
czy Jezus może tu cokolwiek jeszcze poradzić, jeśli chodzi o śmierć Łazarza.
Równie dobrze wypowiedź Pana Jezusa można zastosować do każdego z nas, a także
do naszego kościoła. Czy wierzymy, że jeśli Mu zaufamy, będziemy oglądać chwałę
Bożą, zarówno w codziennym naszym życiu, jak i w życiu naszego zboru?
Czy
wierzymy, że Bóg może przemienić każdego grzesznika i uczynić z niego swoje
dziecko, jeśli zwiastujemy ludziom ewangelię, choćby byli tak samo martwi
duchowo jak Łazarz fizycznie? A wiemy, że są jak Łazarz. Czy problem czasami
nie leży w nas, że widzimy grzesznych, zepsutych ludzi wokoło – może osoby z
naszej rodziny, znajomych – i ciężko nam uwierzyć, że ktoś taki mógłby się
nawrócić? Być może zbyt mocno patrzymy na ich ciężki duchowy stan, zamiast
wierzyć Bogu i w moc Jego ewangelii. Mam głębokie przekonanie, że jeśli
uwierzymy, jeśli bez oporów zastosujemy się do słów naszego Zbawiciela, to
będziemy oglądać Bożą chwałę wielokrotnie – Boga działającego w mocy. W tym
przypadku Marta miała usunąć kamień; widzimy, że jest nasza część zadania do
zrobienia. To, co należy do nas, musimy wykonać, jeśli chcemy oglądać Bożą
chwałę. Mamy być Jego świadkami, mamy głosić ewangelię wszelkiemu stworzeniu,
mamy się nawzajem miłować, mamy nie być przykrymi jeden dla drugiego,
przebaczać sobie, mamy zapierać się samych siebie i krzyżować nasze „ja”,
szukając Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości. Mamy chrzcić nawróconych i
czynić ich uczniami oraz wszystko to, co Jezus nam przykazał – a zobaczycie, że
będziemy oglądać Jego chwałę. I już możemy oglądać Jego chwałę przez to, co
każdego dnia czyni: jak wysłuchuje naszych modlitw, jak przemienia nasze serca,
jak prowadzi swój kościół, budując go, jak przez wspaniałe stworzenie objawia
swoją wiekuistą chwałę. Ale żeby to wszystko zobaczyć, należy odwrócić wzrok od
nas, od martwego Łazarza, i spojrzeć na Jezusa Chrystusa – „jak wielki jest
twarzy tej blask”.
Następnie
usunięto kamień, a Jezus, wzniósłszy oczy w górę, modlił się, mówiąc: „Ojcze,
dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. A Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz,
ale powiedziałem to ze względu na lud stojący wokoło, aby uwierzyli, że Ty mnie
posłałeś”.
Pan
nie musiał tego mówić, ale wypowiedział te słowa, żeby ludzie usłyszeli i
zobaczyli, że On naprawdę jest Synem Bożym, że działa w imieniu Boga, że w
imieniu Boga Izraela przyszedł na ziemię, by dać ludziom życie, by uratować ich
od śmierci wiecznej.
Widzimy
tutaj również głęboką, niczym niezmąconą, żadnym grzechem relację Syna Bożego z
Ojcem – taką relację, jakiej nie miał nigdy żaden człowiek. Jezus mówi, że
Ojciec zawsze Go wysłuchuje. Nie było takich modlitw, w których Ojciec nie
wysłuchał Syna, prócz jednej – przed krzyżem, że jeśli to możliwe, to niech Go
ta męka minie – modlił się Jezus, ale wiemy, że nie było innej drogi do
zbawienia ludzi, jak tylko przez krzyż. To był jedyny raz, kiedy Ojciec odmówił
Synowi, ale Syn uznał to za dobre, okazał doskonałe posłuszeństwo.
Na
czym polegała niemal 100% skuteczność modlitw Jezusa? Ano na tym, że Jezus żył
w doskonałej społeczności z Bogiem Ojcem, będąc w pełni oddany Jego woli, i
modlił się, pragnął i czynił tylko to, co jest wolą Bożą. W każdym aspekcie
swojego życia żył w doskonałym posłuszeństwie Bogu Ojcu.
Próbuję
sobie wyobrazić, jaka była reakcja ludzi na słowa Jezusa, na nakaz odsunięcia
kamienia, na zaniesioną modlitwę, w końcu na słowa: „Łazarzu, wyjdź z grobu”.
Jezus powiedział to naprawdę głośno, odważnie, zdecydowanie, wobec około kilkudziesięciu lub kilkuset świadków. Pewnie niektórzy myśleli, że zwariował, że co On czyni, że teraz się ośmieszy i będzie skończony. Ludzie musieli mu się przyglądać z największą uwagą i z niedowierzaniem oczekiwać na to, co się wydarzy. I na Jego słowo przyszła natychmiastowa odpowiedź – coś absolutnie niesamowitego: Łazarz wychodzi, cały powiązany materiałem, którym owijano ciało do pogrzebu. Z pewnością wszyscy zebrani są w niesamowitym szoku. Chyba nie było mu łatwo chodzić, będąc owiniętym tymi wszystkimi bandażami.
Wyszedł
na słowa Jezusa – tak i my wszyscy, którzy wierzymy w Niego, zmartwychwstaniemy
w dniu ostatecznym na Jego słowo.
Wszyscy
otrzymamy nowe, uwielbione ciała. On pokonał moc śmierci, On zniszczył ją na
zawsze, On pokonał grzech, który jest żądłem śmierci. Śmierć mogła triumfować,
bo moc grzechu do niej nas prowadziła. Ale teraz Jezus ma klucze śmierci i
piekła, panuje nad śmiercią i piekłem, daje życie i sądzi. Takiego oto mamy
Zbawiciela.
Tą samą mocą, jaką podniósł Łazarza z martwych, i nas ożywił. Ożywił nasze martwe dusze, wyrzekł wobec nas swoje Słowo, by obudziły się nasze kamienne serca i stały się wierzące, ufające Mu, oddające Mu chwałę. Zrodził nas na nowo przez Słowo Prawdy i moc Ducha Świętego, byśmy z duchowo martwych mogli powstać do życia. Uwielbiajmy Go za to, dziękujmy Mu, że nie pozostawił nas w ciemnym grobie, że nie byłoby dla nas nadziei. A jeśli ktoś z nas jeszcze nie doświadczył cudu nowego narodzenia, jeszcze nie słyszał od Jezusa: „Wyjdź ze swojego grobu”, to poproś Go dzisiaj, wołaj w modlitwie do Niego i błagaj, byś przeszedł lub przeszła ze śmierci do żywota.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz