sobota, 18 sierpnia 2012

7. List do Kościoła w Laodycei. Nich twoje serce będzie gorące dla Pana! Ks. Obj. 3,14-22


Drodzy dzisiaj zajmiemy się rozważaniem ostatniego listu z Seri „listy do siedmiu kościołów”. Ostatnim kościołem do którego Pan Jezus kieruje przesłanie jest zbór w Laodycei. Jest to kościół określany mianem „kościoła letniego” zadowolonego z siebie i skupionego na sobie. Byli tak mocno skupieni na tym co  osiągnęli na swoim bogactwie i możliwościach, że nawet nie zauważyli kiedy sam  Pan znalazł się poza zborem.  Także w tym liście jak w przesłaniu do Sardes Pan Jezus nie ma nic dobrego do powiedzenia o tym kościele. Właściwie od razu przechodzi do krytyki i napomnień.
Ale zanim przejdziemy do szczegółów listu spróbujmy przejrzeć się sytuacji tego miasta i historii powstania.  Jak w każdym  z tych listów sytuacja miasta i jego  mieszkańców jest ściśle powiązana z przesłaniem.
Miasto znajdowało się na przecięciu trzech szlaków o wielkim znaczeniu kulturalnym i gospodarczym. Zostało zbudowane około 250 roku p.n.e. przez syryjskiego króla Antiocha II i nadano mu nazwę od imienia jego małżonki: Laodyce.  Laodycea znajdowała się w bezpośrednim sąsiedztwie Kolosów i Hierapolis. Gdy Ap. Paweł pisał list do Kolosan zachęcał ich by został on odczytany w Laodycei, a ten napisany do laodycejczyków żeby odczytali kolosanie  (Kolosan 4:16).    
Laodycea uchodziła za jedno z najbogatszych miast starożytnego świata potocznie nazywano ją „miastem bankierów”. Żydzi w tym mieście doszli do ogromnych wpływów i przejęli system bankowy, więc Laodycea stała się siedzibą banków podobnie jak w Szwajcarii. Prowadzono tam wymianę pieniędzy coś w rodzaju naszych dzisiejszych kantorów, posiadała także swoją mennice gdzie bito monety. To wszystko sprawiało, że samo miasto i jego mieszkańcy byli dosyć zamożni.  Gdy w 17 roku .n.e. wystąpiło trzęsienie ziemi w tamtych rejonach to,  Laodycea nie przyjęła wsparcia materialnego na odbudowanie miasta od cesarza Tyberiusza. Była dumna i zbyt bogata by skorzystać z czyjekolwiek pomocy, mieszkańcy miasta sami je odbudowali.
Laodycea słynęła także jako ośrodek włókienniczy, mieszkańcy zajmowali się hodowlą specjalnej rasy czarnych owiec światowej sławy. Wełna tych zwierząt posiadała specjalny ciemnofioletowy połysk co sprawiało, że była bardzo poszukiwana. Zakłady w mieście produkowały różne rodzaje ubiorów, niektóre z nich były powszechnie używane w całym  cesarstwie rzymskim. To wszystko wpływało na zamożność miasta i jego mieszkańców co widać również w przesłaniu listu.
Pan Jezus jak zwykle przedstawia się w osobliwy sposób dla tego zboru „to mówi Amen świadek wierny i prawdziwy”. Słowo „amen” oznacza potwierdzenie prawdziwości, niezawodności i mocy. Pan Jezus jest Bożym „Amen” świadkiem wiernym i prawdziwym na Jego obietnicach i słowie możemy polegać w całkowitej pewności. Już to jakimi tytułami określa się Jezus Chrystus powinno dać nam wiele do myślenia. Co byśmy pomyśleli o człowieku, który mówiłby o sobie że jest „amen” że jest prawdziwy. Ale nie są to słowa człowieka lecz Syna Bożego drugiej osoby Bożej. Za nimi stoi moc, autorytet, prawda w odróżnieniu od człowieka, który jest słaby, ułomny i pełny fałszu. Chrystus okazał się wiernym Bożym sługą w całym swoim postępowaniu Ap. Paweł pisał że Chociaż był Bogiem,  to  przyjął postać sługi i uniżył się aż do śmierci krzyżowej (Filipian 2:7). Chrystus okazał się wierny we wszystkim Ojcu. W najdrobniejszym szczególe okazał posłuszeństwo Bogu nigdy nie popełnił żadnego grzechu, nieprawości i nigdy nie złamał żadnego przykazania. Dał świadectwo prawdy nie tylko tym jak mówił, ale tym jak żył jak się zachowywał. Potwierdził swoją osobę przez proroctwa, cuda, znaki i Zmartwychwstanie. Czy możemy mieć jeszcze wątpliwości, że to właśnie Jezus jest świadkiem Wiernym i Prawdziwym. Że to właśnie na nim Bóg położył swoją pieczęć, że On jest Amen Alfą i Omegą, początkiem I końcem. Wszelka ufność w cokolwiek innego niż Chrystus, to przegrana na starcie, to wybranie śmierci zamiast życia i to właśnie Chrystus chce przekazać Laodycejczyką jak i każdemu z nas. Zbór w Laodycei nie może też zapominać, że swój początek ma w Jezusie Chrystusie On jest „Arche” – początek stworzenia Bożego. Wszystko cokolwiek zostało stworzone przez Boga miało swój początek w Jezusie Chrystusie. On jest nad całym stworzeniem, On jest pierwszy w stworzeniu i wszystko jemu jest poddane. Laodycejczycy zapomnieli o tym, że nie mogą być kościołem chrześcijańskim jeśli nie są w Chrystusie. Nie można nazywać się chrześcijaninem czy kościołem chrześcijańskim jeśli nie przestrzega się Jego przykazań, jeśli się Mu nie służy. Prawdziwa wiara nie jest w nazwach, ale jest w odrodzonym sercu przez moc Ducha Św.
W liście do kolosan czytamy:
Kolosan 1:15  On jest obrazem Boga niewidzialnego, pierworodnym wszelkiego stworzenia,
16  ponieważ w nim zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne, czy to trony, czy panowania, czy nadziemskie władze, czy zwierzchności; wszystko przez niego i dla niego zostało stworzone.
17  On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na nim jest ugruntowane,
18  On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy,
Chrystus jako Panujący jako Pan kościoła ma wszelkie prawo żeby ocenić ten zbór, żeby wydać o nim osąd. I jak w poprzednich przypadkach Pan zna doskonale tą wspólnotę z ich staraniem, służbą, zaangażowaniem i miłością do niego. Myśleli o sobie jako o bogatych, a jednak byli duchowymi nędzarzami. Jakże pycha i duma zamykają nam oczy na prawdziwy nasz stan. Chrystus mówi: „Obyś był zimny albo gorący, a tak żeś letni”  „mówisz o sobie bogaty jestem i niczego nie potrzebuje”.
Pan Jezus posługuje się w 15 i 16 wersie pewnym obrazem, który Laodycejczycy dobrze znali. Chociaż Laodycea była wielkim ośrodkiem handlowym, to jednak miała problem z wodą i musiała ją sprowadzać z oddalonego o 6 km Hierapolis wybudowanym do tego  celu wodociągiem.  Była to woda źródlana z gorącego źródła. Problem w tym, że gdy docierała do Laodycei to, pod wpływem transportu stawała się letnia. A taka woda ani nie nadawała się do picia, bo była niesmaczna, ani do mycia bo była już zbyt zimna. Stąd określenie Pana Jezusa, że wypluje cię z ust moich w grece brzmi to o wiele mocniej bo dosłownie słowo „emeo” znaczy zwymiotować. Być może zdarzyło wam się kiedyś napić letniej wody mineralnej zagrzanej na słońcu, jeśli tak to wiecie że po takiej wodzie zbiera się na wymioty. I właśnie o  tym mówi Pan Jezus do tego  zboru.
Problemem tego kościoła była jego obojętność na Słowo Chrystusa. Swojego bezpieczeństwa nie szukali już w wierze w niego u Jego boku w ufności w Jego słowo. Ale z tego powodu, że się wzbogacili swojej nadziei szukali w dobrach materialnych. Oni zaczęli ufać swoim oszczędnościom, interesom możliwością dodatkowych zysków. Jakże często Bóg przestrzega nas przed zwodniczym działaniem środków materialnych.  W psalmie 62 czytamy:
Psalmów 62:11  Nie ufajcie wyzyskowi ani nie pokładajcie w grabieży daremnie nadziei. Gdy bogactwo się mnoży, nie lgnijcie do niego sercem!.
Nie ma nic złego w byciu bogatym, czy w posiadaniu oszczędności problem pojawia się wtedy kiedy na tym co mamy i co posiadamy zaczynamy budować swoje życie. Zaczynamy snuć swoje plany w oparciu o nasze zyski nie biorąc pod uwagę woli Boga. Ludzie majętni często zachowują się tak jak zachowywali się laodycejczycy. Mówią we własnym sercu „bogaty jestem niczego nie potrzebuje” „co ty możesz mi dać czego nie mógłbym kupić” są pyszni we własnych sercach i uważają się za ważnych gardząc innymi. Właśnie to staje się największym  zagrożeniem  dla wiary chrześcijańskiej w XXI wieku. Okazuje się, że nie prześladowania czy inne religie i filozofie są najbardziej szkodliwe. Statystyki pokazują, że dobrze rozwinięte kraje które do niedawna były uważane za ośrodki o  mocnych przekonaniach chrześcijańskich. Dziś są niemal  pogańskie i hedonistyczne, czym bardziej wygodnie żyje się ludziom tym mniej wiary w Chrystusa w ich sercach. Oczywiście to nie jest regułą, ale okazuje się że dobrobyt materialny często  nie wzmacnia naszej wiary. Wprost przeciwnie osłabia ją. Zwróćcie uwagę na Wielką Brytanie, Niemcy, Szwecje i wiele innych. Kraje które doświadczyły przebudzeń duchowych i wysłały wielu misjonarzy dzisiaj są niemal pogańskie. Same potrzebują misjonarzy i zwiastowania ewangelii. Dla wielu ludzi, chrześcijan nową religią stał się konsumpcjonizm,  zaspokajanie swoich pragnień. Budowanie swojego życia w oparciu o rzeczy. Coraz częściej spotykam się z myśleniem, że co 5 lat trzeba wymienić samochód co 3 lata meble lub wystrój mieszkania. Trzeba mieć najnowszy telefon czy smartfon nie ma znaczenia że poprzednia rzecz jest całkiem dobra i mogłaby posłużyć nam jeszcze wiele lat. „Przecież jest promocja trzeba to kupić, bo kolejnej okazji nie będzie” tak myśli wiele osób. Takie funkcjonowanie wielu chrześcijan pozbawia ich czasu na szukanie Boga, Jego woli. Jak czytamy w liście do laodycejczyków nawet nie chcą szukać Boga, bo tak mocno są zajęci swoimi majątkami, promocjami, poszukiwaniem  okazji i dorabianiem się, że nie mają na nic innego czasu. Stają się letni, nie smaczni, gdy Pan na nich patrzy zbiera Go na wymioty. Gdy patrzy na ten „wyścig szczurów” pozbawionej sensu bezwartościowej pogoni za kolejnymi gadżetami jest mu naprawdę przykro. Bracia i siostry którzy kiedyś byli na każdym nabożeństwie i nie opuścili żadnej grupy biblijnej i spotkania modlitewnego dzisiaj w tym czasie stoją w sklepie czekając na promocje. Drodzy co się dzieje? Nie dajmy się temu omamić nie wpadnijmy w tą pułapkę w którą wpadło już wielu.
Chrześcijanom w Lodyceji było już tak dobrze tak wygodnie, że niczego już od Chrystusa nie potrzebowali. Już o nic się nie modlili już za nic nie dziękowali już nie widzieli powodu żeby Go wysławiać. Drogi bracie i siostro jaka jest twoja temperatura duchowa? Czy masz gorące serce dla Pana? Czy masz gorące serce do służby? Czy raczej jesteś letni i tak  właściwie jest ci to wszystko obojętne?
Dzisiaj w tzw. Chrześcijańskich krajach m.in. w Polsce wielu ludzi uważających się za chrześcijan jest zupełnie zobojętniałych na ewangelię. Z jednej strony utrzymują, że wierzą, a z drugiej zupełnie ich to nie porusza że są grzesznikami, że potrzebują zbawiciela, że Jezus Chrystus zmarł za ich grzechy na Krzyżu Golgoty. Co się dzieje? Jak to możliwe, że tak wielkie wydarzenie jak posłanie Syna Bożego na świat nie porusza dzisiaj nawet ludzi uważających się za chrześcijan. Staliśmy się nieczuli zapatrzeni w samych siebie, we własną samowystarczalność.  Pan Jezus w Ew Mateusza powiedział:
  Mateusza 6:19  Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje podkopują i kradną;
20  ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie podkopują i nie kradną.
21  Albowiem gdzie jest skarb twój - tam będzie i serce twoje.
Ostatecznie tak żyjąc okaże się przed sędziowskim tronem Chrystusa,  że wielu chrześcijan było nędzarzami i biedakami. Chociaż myśleli, że coś mają, bo postawili dom, jeździli nowym samochodem, ubierali się w markowe ciuchy i dbali o oszczędności na koncie, to jednak było to na marne. Nie zadbali o ten prawdziwy skarb w Królestwie Bożym, zamiast swoją ufność złożyć w obietnicach Chrystusa dbali głównie o doczesność.
Innym zagrożeniem dla kościoła jest zajęcie się tylko stroną materialną i administracyjną funkcjonowania zboru. Czasami kościoły są tak mocno zajęci swoim budynkiem lub pozyskiwaniem nowych środków, że już dawno straciły Chrystusa z oczu. Drodzy musimy czytać Nowy testament, musimy brać przykład z pierwszego kościoła. Tam czytamy, że kościół był głównie zajęty głoszeniem dobrej nowiny, modlitwą i zwiastowaniem słowa Bożego. To powinny być nasze priorytety niezależnie od czasów w jakich żyjemy. Metody mogą się zmienić ale kierunek jaki wytyczył nam Pan nie.
Mimo takiego stanu Pan nie przekreśla tego zboru,  ale ma dla nich wiele rad w jaki sposób mogą odzyskać zdrowie duchowe.
„Radzę ci byś nabył u mnie złota w ogniu wypróbowanego”
Laodycejczycy byli dumni z tego ile  złota zgromadzili, ale w oczach Chrystusa majątek który posiadali nie miał żadnej wartości, to  On miał prawdziwy skarb, którym mógł ich obdarować. Tą najcenniejszą rzeczą jaką możemy otrzymać od Chrystusa, to możliwość wiary w Niego i ufność w jego obietnice. Gdy posiadasz zbawczą wiarę to,  jest ona cenniejsza niż wszystkie bogactwa tego świata. Wszystko na tym świecie przeminie wraz z tym światem,  ale nie nasza wiara w Chrystusa, ona idzie za nami poza śmierć. Nasza wiara kształtuje się przez chodzenie z Chrystusem, przez obcowanie z nim w bliskiej społeczności. Poznajemy Chrystusa w naszym życiu gdy przechodzimy z nim różne doświadczenia i doczesne problemy jakie nas spotykają. Pozwólcie, że wyjaśnię: kiedy coś przeżywasz i przychodzisz z tym do Boga, to przedkładasz  mu tą sprawę wierząc, że On się nią zajmie. Kiedy On odpowiada na twoje modlitwy poznajesz go coraz bardziej, twoja wiara wzrasta, a twoja społeczność z Panem staje się bardziej zażyła. On posila cię mocą Ducha Św. sprawiając, że  miłujesz go coraz mocniej i jesteś bardziej odporny na pokusy szatana, wpływy tego świata i pożądliwości ciała. Z każdym dniem wzrastasz w świętości, a twoja wieczna nadzieja jest mocniejsza.
Następnie Jezus wzywa Laodycejczyków by przywdziali „szaty białe”. Mówiliśmy o tym że Laodycea słynęła z przemysłu włókienniczego z pewnością członkowie tego kościoła chlubili się tym. Może wielu z nich było dumnych z tego jakie wspaniałe mają stroje. A tymczasem okazało się, że są zupełnie nadzy. Całkowicie odarci ze świętości i czystości przez pychę, dumę i obcowanie z tym światem. Jezus nawołuje, by powrócili do niego i wybielili się we „krwi baranka”. Żeby na nowo uchwycili się jego zbawczej śmierci na krzyżu okrywając się Jego sprawiedliwością.
Laodycea słynęła jeszcze z jednego ośrodka do którego znajdujemy odniesienie w tym liście. W mieście tym znajdowała się szkoła farmakologiczna, która znajdowała się w świątyni boga „Men” – bóg sztuki lekarskiej. Ośrodek ten słynął z wyrabiania maści do uszu i oczu. Chrystus robi odniesienie do maści z której byli dumni, ale jak na ironię okazało się że byli całkowicie ślepi jeśli chodzi o sprawy duchowe.
Pycha naszego serca zwodzi nas i przysłania nasze oczy. Wielki sługa Boży Dawid wiedział o tym doskonale dlatego modlił się:
Psalmów 139:23  Badaj mnie, Boże, i poznaj serce moje, Doświadcz mnie i poznaj myśli moje!
24  I zobacz, czy nie kroczę drogą zagłady, A prowadź mnie drogą odwieczną!
Inaczej mówiąc Dawid prosił Boga, by Bóg skorygował jego drogę nawet wtedy kiedy on sam byłby przekonany, że wszystko jest porządku.  Dawid robił to, czego zabrakło w zborze w Laodycei polegał na Bogu. A nie na tym co wie, co wydaje mu się słuszne. Nie polegał na własnych odczuciach, przekonaniach swojej pewności. W pokorze przyszedł do Boga i powiedział: „Boże zobacz czy to co robie i jak robię jest słuszne i właściwe”. Jaki będzie straszny dramat wielu osób, którzy byli święcie przekonani, że służą Bogu, a Pan w dzień sądu powie im „precz nie znam was”
Pan Jezus mówi, że wszystkich których miłuje, to karci lub inaczej mówiąc tych których kocha poddaje najsurowszej dyscyplinie. Już mówiliśmy o tym, że Bóg ma wszelkie narzędzia by osądzić, pobudzić, skarcić nieposłusznych chrześcijan. Nie czyni tego z nienawiści, ale z miłości żeby doprowadzić nas do upamiętania. Chociaż moment karcenia przez Boga może być bardzo bolesny i przykry, to jednak owoc jest nieoceniony. Celem jest nasze wieczne bezpieczeństwo. Autor listu do hebrajczyków napisał:
Hebrajczyków 12:11  Żadne karanie nie wydaje się chwilowo przyjemne, lecz bolesne, później jednak wydaje błogi owoc sprawiedliwości tym, którzy przez nie zostali wyćwiczeni.
1 Koryntian 11:32  Gdy zaś jesteśmy sądzeni przez Pana, znaczy to, że nas wychowuje, abyśmy wraz ze światem nie zostali potępieni.
Zbór w Laodycei tak bardzo był zajęty sobą, że nawet nie zauważył gdy Chrystus znalazł się za  drzwiami tego kościoła. Kościół chrześcijański jest  ciałem Chrystusa, a On jest jego głową. Pan Jezus chce być w  centrum  każdej społeczności w centrum twojego i mojego życia. Najbardziej pocieszające jest to, że Chrystus nie rezygnuje z nas. Chociaż wydaje się, że mógłby tak zrobić na co Mu kościół, który nie służy? Na co Mu chrześcijanin, który dla niego nie żyje? Nie, Pan stoi i puka. Wciąż przemawia do kościoła i pojedynczych ludzi wzywając do nawrócenia. Przemawia przez Słowo, głos Ducha Św.  sumienie, okoliczności i wydarzenia pragnąc zwrócić nasze oczy na siebie. Czy kościół ten otworzy drzwi, czy ty otworzysz drzwi Chrystusowi? Człowiek z natury jest  buntownikiem, jest dumny z siebie samego, przekonany o własnej wartości i własnego „ja”. Wpuszczenie Chrystusa do środka wymaga od nas ukorzenia,  uniżenia się, przyznania do  naszych grzechów  i odwrócenia się od nich. Musimy podążać za nim i słuchać Jego głosu, zrezygnować z naszych planów, ambicji i być gotowym stać się sługą swojego Pana - Jezusa Chrystusa.
Niezwykłe jest to, że Bóg wychodzi nam naprzeciw nawet wtedy gdy zaniedbujemy społeczność z nim, gdy upadamy, gdy zapominamy co dla nas uczynił.
Narodowa Rada Chrześcijan Japonii w oficjalnym dokumencie stwierdza, że chrześcijaństwo różni się od wszystkich innych religii, gdyż „nie człowiek szuka Boga, lecz Bóg podejmuje inicjatywę poszukiwania człowieka”.
Chrystus chce na nowo mieć społeczność z kościołem w Laodycei, mówiąc o wieczerzy używa greckiego słowa deipnein”, które oznacza posiłek wieczorny w sensie prawdziwej uczty. On zaprasza kościół w Laodycei i nas, a także każdego z osobna na ucztę duchową ze Sobą. Będziesz mógł nasycić się i zagasić wszelkie pragnie, odpocząć od wszelkich trosk przy jego stole.
Społeczność z Panem prowadzi nas do wspaniałej nagrody On pozwoli nam zasiąść z nim na tronie. Czy jest jakiś monarcha tego świata, który byłby gotowy podzielić się władzą? Raczej władcy tego świata walczą ze sobą o wpływy, panowanie będąc chorobliwie zazdrosnymi o swój tron. W historii znajdujemy wiele świadectw takiego postępowania np.  Herod Wielki wymordował wszystkich swoich synów, by nie pretendowali do tronu. Podobnie postąpił Neron i Domicjan. Józef Stalin co pewien czas organizował tzw. „czystki” by nikt nie zagroził jego władzy. A Chrystus chce posadzić na tronie grzesznych ludzi, których usprawiedliwił swoją ofiarą. On zwyciężył i siedzi po prawicy Ojca, chce również i ciebie uczynić zwycięzcą jeśli tylko usłyszysz Jego głos i nastawisz swoje uszy na słuchanie. Nie bądź letni,  bądź gorący dla Pana, a otrzymasz nagrodę. Amen   
   

1 komentarz:

Remik pisze...

Fajnie opracowałeś list Bracie :)

Łączna liczba wyświetleń