sobota, 3 listopada 2012

Bądźcie wdzięczni.


Jakiś czas temu rozmawiałem z misjonarzem z USA powiedział, że to co bardzo rzuciło mu się w oczy w Polsce, to niemalże na każdym kroku  nasze polskie narzekanie, krytykanctwo, postrzeganie wielu rzeczy w czarnych barwach. My żyjąc w naszym kraju, oswoiliśmy się z naszą kulturą i często tego nie dostrzegamy, ale jeśli ktoś przyjedzie z zewnątrz, to widzi rzeczy, których my zwykle nie widzimy. Tak nasze polskie narzekanie często na wszystko i na wszystkich. Narzekamy na nieudolny rząd, kiepskie drogi, ceny paliw, kiepską pracę, problemy zdrowotne i kiepską służbę zdrowia, problemy mieszkaniowe. Wierzący często narzekają na kościół, braci, pastora brak efektów ewangelizacyjnych. Ten amerykański misjonarz powiedział, że Polacy są chyba mistrzami w narzekaniu, że w każdej sytuacji widzimy wiele negatywów, a często nie dostrzegamy nic pozytywnego. Taka narodowa przypadłość społeczna powoduje, że jesteśmy bardzo ubodzy jeśli chodzi o wdzięczność i zadowolenie, to sprawia, że jesteśmy dosyć smutnym narodem. Jestem przekonany, że zawsze w nieskończoność moglibyśmy wyliczać rzeczy, których nam brakuje i zawsze znajdzie się coś lub ktoś na co możemy ponarzekać, ale Bóg pragnie by człowiek, przede wszystkim wierzący był wdzięczny.
Przeczytajmy historię   Ew Łukasza 17, 11 – 19.  Wydarzenia te w pewnym sensie oburzają nas, pojawia się pytanie jak to możliwe, że tych pozostałych dziewięciu trędowatych nie przyszło podziękować i oddać Chwały Bogu. Przecież zostali uzdrowieni z tak poważnej choroby jak trąd, a jednak otrzymany dar  nie skłonił ich do powrotu i wyrażenia swojego podziękowania.
W starożytności trąd uważano za najstraszniejszą chorobę. Ktoś kiedyś wyraził się, że żadna choroba w takim stopniu nie doprowadzała człowieka do ruiny, jak właśnie trąd.
Jaki przebieg miała ta choroba? Mogła zacząć się od małego guza, który następnie przekształcał się w ciągle rosnący ropień. Oczy stawały się błyszczące, struny głosowe ulegały uszkodzeniu, głos stawał się chrapliwy a oddech świszczący. Owrzodzeniu ulegały ręce i stopy, aż wreszcie całe ciało pokrywały wrzody. Ten proces mógł trwać latami i zwykle kończył się zwichnięciem równowagi umysłowej, śpiączką i wreszcie śmiercią.
Trąd mógł rozpocząć się również inaczej. Człowiek tracił czucie w róż­nych częściach ciała, zapaleniu ulegały nerwy, wiotczały mięśnie, kurczyły się ścięgna, tak że palce wyglądały niczym szpony. Ręce i nogi ulegały owrzodzeniu, później odpadały palce u rąk i nóg, a następnie całe ręce i stopy. Tego rodzaju trąd mógł trwać 20-30 lat i właściwie był to Koniec; człowiek umierał cal po calu. Sytuacja fizyczna takich ludzi była straszna, ale było coś jeszcze gor­szego. Znany historyk owych czasów, Józef Flawiusz, pisał, że trędowatych uważano „za rzeczywiście zmarłych". Skoro tylko u kogoś stwierdzono trąd, natychmiast wyrzucano go poza nawias społeczeństwa nie pozdrawiano go i nikt ze zdrowych nie mógł go odwiedzać także rodzina.
W (3 M 13,45-46) czytamy: „Trędowaty, na którym jest ta plaga, winien mieć szaty rozdarte, włosy na głowie rozwichrzone, brodę zasłoniętą i wi­nien wołać: Nieczysty, nieczysty! Przez cały czas trwania tej choroby będzie nieczysty. Samotnie mieszkać będzie, jego mieszkanie będzie poza obo­zem".
W czasach Pana Jezusa jak i wcześniejszych (jak już czytaliśmy), na podstawie prawa, trędowatych usuwano poza obóz. W średniowieczu, jeśli ktoś zachorował na trąd, to kapłan odprawiał normalne nabożeństwo żałob­ne nad tym człowiekiem; jednym słowem społeczeństwo uważało go za umarłego. Zakon wyliczał 61 okoliczności narażenia się na stanie się nieczystym. Na liście tej na drugim miejscu było zetknięcie się z trędowatym, wyprze­dzało go jedynie zetknięcie się ze zmarłym. Jeśli trędowaty wsunął do do­mu tylko głowę, to cały dom stawał się nieczysty. Trędowatego nie można było pozdrowić nawet na otwartej przestrzeni. Nikt do trędowatego nie mógł się zbliżyć na odległość mniejszą niż 1,5 metra, a jeśli wiał wiatr od jego strony, to musiał on znajdować się w odległości przynajmniej 40 metrów. Tak więc łaska wyświadczona przez Pana Jezusa tym trędowatym była ogromna, można powiedzieć, że Pan przywrócił ich na nowo do życia. A jednak gdy podczas drogi zostali uzdrowieni tylko jeden z nich wrócił by podziękować Bogu. Jak na ironie był to samarytanin, człowiek po którym  najmniej byśmy się tego spodziewali. Jego powrót dał mu możliwość doświadczenia większego błogosławieństwa w jego życiu. Wcześniej doświadczył tylko uzdrowienia na ciele, ale teraz otrzymał uzdrowienie duchowe i odszedł jako zbawiony człowiek. Historia ta uczy nas, że Bóg oczekuje dziękczynienia, oczekuje wdzięczności od swojego stworzenia, a w szczególności od tych których obdarza swoimi darami. Jestem przekonany, że my jako chrześcijanie mamy najwięcej powodów, żeby dziękować Bogu.
Łuk 17,17  A Jezus odezwał się i rzekł: Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? A gdzie jest dziewięciu?
18  Czyż nikt się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?

Psalmów 50:23  Kto ofiaruje dziękczynienie, czci mnie, A temu, kto nienagannie postępuje, ukażę zbawienie Boże.

Po pierwsze musimy przyznać że łatwiej przychodzi nam prosić Boga o różne rzeczy niż dziękować  Mu co pokazuje nasza historia. Gdy posłuchamy naszym modlitw to zobaczymy, że wielokrotnie z naszych ust wydobywa się szereg próśb a  znacznie mniej dziękczynienia. Oczywiście to, że przedstawiamy Bogu nasze prośby nie jest złe, ale czy równie często dziękujemy za wysłuchane modlitwy, czy równie często  dziękujemy mu za okazaną nam łaskę. Niekiedy moglibyśmy z naszych modlitw odnieść wrażenie, że Bóg ich nie wysłuchuje, bo znacznie rzadziej zdarzają się podziękowania Bogu. Nawet w codziennym życiu dostrzegamy coraz mniej wdzięczności wobec okazanej nam dobroci, pomocy czy służby. Ludzie coraz częściej wychodzą z założenia że im się należy. Mają postawę roszczeniową wobec państwa, instytucji, rodziny. Uważają, że należy im się opieka socjalna i odpowiednia pomoc, że należy im się praca i godne warunki mieszkaniowe. Dzieci uważają, że należy im  się odpowiednie wychowanie i wykształcenie. Coraz częściej pomoc, którą okazują nam inni traktujemy w kategoriach obowiązku, że ktoś jest w obowiązku mi pomóc jeśli dzieje mi się krzywda. Pamiętam pewną historię, którą opowiadał mi znajomy, a która dobrze to przedstawia. On kupił ubogiemu trochę żywności, a ten był obruszony, że nie było tam produktów które chciał. Z pewnością ta nasza nieczułość wynika z tego, że ciągle uświadamia się nas, że jesteśmy bardzo ważni i cała uwaga innych powinna się skupiać na mnie. W ten sposób buduje się nasze „ja” wzmacnia się naszą pychę, dochodzimy do miejsca gdzie mamy tylko oczekiwania wobec innych, ale  nic nie chcemy dać  od siebie, nawet brak nam zwykłego uczucia wdzięczności.
Także w relacjach z Bogiem widać podobną postawę, często ludzie maja różne oczekiwania wobec Boga, a jeśli ich oczekiwania nie zostaną zaspokojone, to wtedy mówią, że Bóg ich oszukał. Zupełnie nie dostrzegają, że to oni mają dług wobec Boga. Dług,  którego w żaden sposób nie mogliby spłacić. A jednak Bóg nie postępuje z nami według tego jak na to zasługujemy Pismo Św. uczy, że to co się nam należy, to Boży gniew  za nasze grzechy. Ale Bóg w swej łasce i miłosierdziu wylał swój gniew na syna, Jezusa Chrystusa, zwalił całą winę na Niego dając nam możliwość przebaczenia grzechów i otwarte drzwi do swego królestwa. Jako chrześcijanie nie możemy mieć postawy jak 9 trędowatych którzy doświadczyli uzdrowienia, ale nie wyrazili wdzięczności. Nie możemy zapominać dziękować Bogu za jego łaskę miłosierdzia, wysłuchane modlitwy, opiekę i okazaną nam troskę każdego dnia. To właśnie świat ma postawę niewdzięczności wobec Boga, nie służy mu i nie czci Go. Chociaż Bóg również okazuje światu swoje błogosławieństwo.
Łukasza 6:35 gdyż On dobrotliwy jest i dla niewdzięcznych, i dla złych.
 Gdy chrześcijanie tylko proszą i oczekują od Boga nie wyrażając swojego uwielbienia i dziękczynienia, to bliżej im do świata niż Bożych dzieci. Ktoś kiedyś powiedział że człowiek który nie ma Ducha Bożego potrafi tylko prosić, ale jest brak  wdzięczności w jego sercu. Człowiek odrodzony przez Ducha Św. to człowiek, który nie tylko prosi, ale uwielbia Boga, dziękuje Mu, wywyższa Go za to kim  jest i co uczynił.

Po drugie w  musimy uważać by nie być zbytnio skupionym na tym co otrzymujemy, a nie dostrzegać od kogo, to otrzymujemy kto jest źródłem naszych błogosławieństw. Być może 9 uzdrowionych trędowatych nie wróciło dlatego, że byli zbyt mocno podekscytowani tym co otrzymali i to przysłoniło im Chrystusa. Życie ludzi często kręci się wokół  tego co mają i czym się zajmują, a nie zawsze dostrzegają dawce tego błogosławieństwa. Takie patrzenie jest bardzo płytkie i egoistyczne prawdziwe życie pełne radości i pokoju wypływa ze społeczności z Bogiem. To co otrzymujemy kiedyś się skończy, zdrowie, rzeczy, relacje i wszystko inne. Przyjdzie dzień naszej śmierci i będziemy musieli stanąć przed Bogiem wtedy będzie się liczyło tylko to, czy znamy Boga i mamy z nim społeczność. Tych biednych 9 trędowatych którzy zostali uzdrowieni cieszyło się, ale to uzdrowienie fizyczne było na krótko. Trzeba odejść z tego świata, zdać sprawę Bogu ze swego życia. Być może nawet to uzdrowienie którego doświadczyli stało się świadectwem przeciw nim. Przecież byli przy zbawicielu doświadczyli w części jego łaski, byli tak blisko zbawienia, a jednak  nie poszli dalej.
Pan Jezus wyraził to:
Jana 6:27  Zabiegajcie nie o pokarm, który ginie, ale o pokarm, który trwa, o pokarm żywota wiecznego, który wam da Syn Człowieczy: na nim bowiem położył Bóg Ojciec pieczęć swoją.
A czy ty widzisz dawce swojego błogosławieństwa? Czy dostrzegasz z czyjej ręki masz to co posiadasz? Nie zachowujmy się jak małe dzieci, którym nowe zabawki przysłaniają rodziców.

Po trzecie uważajmy by to, co mamy od Boga nie traktować jak  coś oczywistego jak coś co nam się należy. Ludzie często nie są wdzięczni Bogu za to, co mają bo uznają to za coś normalnego, bezdyskusyjnego: zdrowie praca, mieszkanie, rodzina. Ale przecież wcale nie musi tak być w każdej chwili możemy to wszystko stracić, w każdej chwili może się stać coś co zachwieje naszym bezpiecznym światem. Dlatego tak ważne jest dziękować Bogu za wszystko co mamy, dostrzegać zarówno te większe rzeczy jak i te małe, zwyczajne, które Bóg nam daje każdego dnia. To że jesteśmy tu dzisiaj na tym nabożeństwie, wstaliśmy z łóżka nie jest w cale takie oczywiste. Niektórzy chrześcijanie zachowują się nawet w taki sposób jakby zbawienie im się należało, przestając za nie dziękować.  Wciąż musimy sobie przypominać  kim jesteśmy, że jesteśmy zbawionymi grzesznikami i to zbawienie otrzymaliśmy z Bożej łaski. Jestem przekonany, że tylko głębokie doświadczenie  naszej grzeszności uświadomi nam jak wiele dobroci otrzymujemy każdego  dnia od Boga. Czasami rozmyślam sobie nad tym ile mamy jako chrześcijanie w Polsce, a musimy przyznać, że mamy bardzo wiele.  Niekiedy narzekamy na brak nawróceń, pastora, zbór. Zastanawiam się czy widzimy to, że bez przeszkód możemy głosić  ewangelię? Czy cieszymy się z tego, że mamy pastora wiele kościołów nie ma? Czy cieszymy się ze zboru w którym Bóg nas postawił, że są wokół nas ludzie z którymi razem możemy się zachęcać i chwalić Boga?
Po czwarte dziękczynienie prowadzi nas do większych błogosławieństw i prawdziwego poznania Boga. Zwróćmy uwagę, że ten uzdrowiony samarytanin po powrocie do Chrystusa doświadczył jeszcze większego błogosławieństwa.
Czytamy: Łukasza 17:19  I rzekł mu: Wstań, idź! Wiara twoja uzdrowiła cię.
Słowa, które Jezus kieruje do tego powracającego samarytanina sugerują nam, że on doświadczył czegoś więcej niż tylko uzdrowienia z trądu. Spojrzał na Chrystusa jako na zbawiciela „padł na twarz do nóg jego, dziękując mu”. On oddał  chwałę Jezusowi, doświadczając uzdrowienia z grzechów. Wdzięczność Bogu pozwala nam doświadczać Go w głębszy, pełniejszy sposób . poszerza nasze horyzonty pojmowania Boga i sprawia, że poznajemy Go dużo lepiej. Bóg uczynił nas do oddawania mu chwały i wtedy kiedy to robimy jesteśmy prawdziwie spełnieni, jesteśmy szczęśliwi, zyskujemy wiele więcej niż dajemy.
Znane są słowa Św. Augustyna które mówią:
„ Stworzyłeś nas Boże bowiem jako skierowanych ku tobie i niespokojne jest serce nasze dopóki w tobie nie spocznie”. Ludzie nie znający Boga miotają się, są niespokojni cięgle czegoś poszukują, nudzą się kolejnymi rzeczami. Ciągle gdzieś się spieszą, ale niczego nie chwytają. Ciągle szukają, ale nic nie znajdują.
Po piąte dziękczynienie nie jest tylko uczuciem wewnątrz nas, ale doświadczenie Bożej łaski rodzi w nas wdzięczność, która prowadzi do działania. W słowniku pod pojęciem wdzięczność czytamy: „Uczucie, będące odpowiedzią na doświadczone dobro, poczucie zobowiązania moralnego, chęć odwzajemnienia, podziękowania za coś”
Chrześcijanin, to ktoś kto służy Bogu jak gdyby chciał spłacić mu dług, choć wie że nigdy spłacić go nie morze. To ktoś kto ma świadomość, że Bóg za naszą wolność i życie wieczne zapłacił najwyższą cenę. Powiem wam szczerze, że mam poważne wątpliwości czy ktoś jest zbawiony jeśli mieni się chrześcijaninem, uważa się za wierzącego, a jednocześnie nie poczuwa się do służby dla  Boga i zupełnie go to nie interesuje. Gdybyśmy się tak zachowywali okazalibyśmy się niewdzięcznikami.
Gypsy Smith, znany cygański ewangelista, który angażował się w „Armii Zbawienia” zwiastował kiedyś Słowo Boże i posłużył się przykładem młodego człowieka, który z tonącej łodzi uratował przed śmiercią 18 osób. Podpływał do nich i ciągnął ich na brzeg.
Ale Ratując ostatnią osobę zasłabł i stracił przytomność
co doprowadziło go do sparaliżowania części ciała do końca życia.
Gdy przytoczył ten przykład, ktoś podał mu  karteczkę, na której było napisane: „Bracie Smith, ten człowiek, o którym mówisz, siedzi wśród nas i słucha twojego kazania”. Smith przerwał i poprosił tego człowieka, aby zechciał wyjść do przodu. Człowiek ten miał już wtedy ponad 80 lat. Kiedy ratował tonących miał trochę ponad dwadzieścia. Mocno utykając dotarł do kazalnicy wspomagany przez życzliwych ludzi. Kiedy już stali razem na środku, Smith zapytał: „Bracie powiedz nam, jak wielu z tych, których uratowałeś, spotkało się z tobą i co ci powiedzieli?”
Staruszek zaniemówił i długo nic nie odpowiadał. Gypsy Smith ponowił pytanie: „Jak wielu z tych, których uratowałeś, odwiedziło cię i wyraziło swoją wdzięczność?”, staruszek nie chciał odpowiadać. W końcu wykrztusił: „Nikt”. Ani jeden z tych, którzy zawdzięczali mu życie, nie zadał sobie trudu odnalezienia swojego ratownika i powiedzenia mu jednego słowa: „Dziękuję!”
Temu człowiekowi było przykro, że żaden z uratowanych nie zadał sobie trudu by wyrazić swoją wdzięczność. Również Jezus w  tej sytuacji gdy uzdrowił tych dziesięciu spytał się „a gdzie jest pozostałych dziewięciu”
Bóg oczekuje od nas byśmy chwalili Go, byśmy byli wdzięczni i tą wdzięczność okazywali w naszym codziennym życiu. W jakiej ty grupie jesteś? Czy jesteś w tej grupie 9 którzy doświadczyli błogosławieństwa, ale nie powrócili oddać chwały Bogu? Czy jednak jesteś jak ten wdzięczny samarytanin który wrócił chwaląc Boga i padł do stóp Jezusa? A może dostrzegasz, że brak w twoim sercu uczucia wdzięczności? Może widzisz, że kiedyś dużo bardziej radowałeś się z tego co Bóg dla ciebie uczynił, a teraz to zostało przygłuszone. Jeśli tak jest, to módl się do Boga o poczucie jak wielką łaskę ci okazał. Mając też świadomość, że naszą przywarą narodową jest narzekanie i krytykanctwo uważajmy by nie ulegać temu. Taka postawa nie tylko nie podoba się Bogu, ale nie przynosi niczego dobrego dla naszego życia. Powoduje, że stajemy się bardziej podatni na depresje jesteśmy się apatyczni i wycofani, i nie podejmujemy żadnych działań. Ap Paweł powiedział:
Kolosan 2:6  Jak więc przyjęliście Chrystusa Jezusa, Pana, tak w Nim chodźcie,
7  wkorzenieni weń i zbudowani na nim, i utwierdzeni w wierze, jak was nauczono, składając nieustannie dziękczynienie. Amen. 

Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń