czwartek, 5 lipca 2012

Fred Francis Bosworth (1877-1958)


Przełom XIX i XX stulecia przyniósł odnowienie Bożego uzdrowienia w Kościele Jezusa Chrystusa, a płomień przebudzenia błyszczał jasno w coraz to innych rejonach naszego globu.
Trzeba by bardzo długiej listy nazwisk, ludzi takich jak John Alexander Dowie czy założyciel Armii Zbawienia generał William Booth, aby ukazać w pełni wielkie Boże osobowości tego okresu. Od samego początku próbowano zepchnąć działanie Ducha Świętego na margines chrześcijaństwa. Na przykład instytucjonalne kościoły określały spotkania Armii Zbawienia mianem "orgiastycznych"- cokolwiek miało by to znaczyć.
Wielu Bożych ludzi zdawało sobie sprawę z tego, że dzieło reformacji nie zostało doprowadzone do końca, że Bóg pragnie krok po kroku, systematycznie przybliżać nas do prostoty wiary z czasów Nowego Testamentu. Tak jak Charles Parham i William Seymur byli pionierami przebudzenia zielonoświątkowego na początku naszego wieku, tak F.F. Bosworth i E.W.Kenyon położyli fundament pod wszystko, co dziś nazywamy "ruchem wiary". Właśnie Bosworth podkreślił ponad wszystko, że gdzieś tam w głębi naszych serc, jest gorące pragnienie ocalenia Księgi Dziejów Apostolskich, przed sprowadzeniem jej do roli tylko i wyłącznie zapisu historycznego. Z pewnością i dziś znalazłoby się trochę takich ludzi, którzy byliby zadowoleni z takiego stanu rzeczy kontynuując swą ludzką, pozbawioną mocy Ducha Świętego koncepcję chrześcijaństwa. Lecz Bosworth właśnie w tej Księdze dziejów Apostolskich ujrzał podstawowy wzorzec dla współczesnego Kościoła.
Lester Sumrall opisał w swej książce "Pionieers of Faith" spotkanie z F.F. Bosworthem, jak go określił - człowiekiem pełnym uniżenia i poczucia humoru. Miało to miejsce w roku 1954, w kościele prowadzonym przez Sumralla w South Bend. Dokładniej mówiąc pojawiło się tam dwóch i to całkiem już niemłodych mężczyzn, a był to duet nietuzinkowy. Tym drugim obok Boswortha był Raymond T. Richey i można mieć całkowitą pewność, że w usłudze i owocach uzdrowienia jako para, nie mieli wówczas sobie równych na całej powierzchni Ziemi. Jak wspomina Lester Sumrall:
,,Richey i Bosworth byli niesamowici w swej wspólnej usłudze uzdrawiania i nauczania. Bosworth zwykle przedstawiał świadectwa z przeszłości, a Richey kładł ręce i modlił się o ludzi. Byli jak dwuosobowa drużyna baseballowa. Stanowili połączenie dwóch powiewów Ducha Świętego. Richey wywodził się z XIX-wiecznego ruchu uświęceniowego a Bosworth był Zielonoświątkowcem. Nasi ludzie w South Bend nie widzieli dotąd czegoś takiego na oczy. Rzeczywiście od czasów Billy Sunday'a nie było w tych okolicach żadnego Bożego poruszenia. Na spotkaniu prowadzonym przez parę Richey - Bosworth pojawiło się wielu Katolików, a działo się to za sprawą przedsiębiorstwa Studenbecker Automobile Association zatrudniającego w tych okolicach pracowników okresowych z Polski i Węgier. Ludzie ci przyzwyczajeni do szeregu religijnych tradycji, właśnie tam po raz pierwszy zostali zderzeni z prawdziwą Bożą mocą. Bóg odnajduje ludzi w najdziwniejszych miejscach i najbardziej nietypowych okolicznościach".
Fred Francis Bosworth urodził się w 1877 roku w okolicach Utica w stanie Nebraska, w rodzinie farmerskiej. Jego ojciec był weteranem wojny secesyjnej. Bosworth był niezwykle utalentowany muzycznie, już jako nastolatek koncertował w Medison Square Garden w Nowym Jorku, a następnie grał w słynnej orkiestrze Johna Alexandra Dowie.
W wieku szesnastu lat młody Bosworth trafił na przebudzeniowe spotkanie w kościele metodystycznym, gdzie odpowiadając na wezwanie kaznodziei, postanowił oddać swe życie Chrystusowi. Był człowiekiem wszechstronnie uzdolnionym, trudno znaleźć zawód, w którym choćby przez kilka dni nie pracował. Miało miejsce szereg zabawnych incydentów właśnie z tych czasów, gdy wracał w swych kazaniach do przeszłości. Wywoływało to salwy śmiechu na sali. Potrafił przekazywać te historie w niezwykle barwny sposób. Pewnego dnia, gdy trafił na salę operacyjną jako asystent chirurga, który dokonywał zabiegu na rannym w wyniku postrzału chłopcu, nie zwracając uwagi na kilkudziesięciostopniową różnicę temperatur (był to środek zimy), wyszedł na zewnątrz aby złapać kilka świeżych oddechów. Ten nieodpowiedzialny krok stał się powodem skomplikowanego zapalenia płuc. Po ośmiu latach cierpień, oświadczono mu, że jest w beznadziejnym stanie, choroba posunęła się tak daleko, że pozostało mu co najwyżej kilka tygodni życia. Lecz nie to miał w planie Ten, który powołał Bosworth'a do potężnej usługi uzdrawiania. Jeszcze tego samego dnia, przybity smutkiem Bosworth postanawia po raz ostatni przed śmiercią odwiedzić swoich rodziców. Gdzieś w połowie drogi do swej rodzinnej miejscowości, dostrzegł niewielki kościół Metodystów i po chwili niepewności postanowił wstąpić do środka. Niezwykle miła starsza pani - Mattie Parry, właśnie tam, powiedziała wprost - Bóg pragnie cię uzdrowić. I rzeczywiście po krótkiej modlitwie wszystkie symptomy śmiertelnej choroby zniknęły.
Kolejnym ważnym krokiem dla Boswortha był 18 października 1906 roku, gdy to pod wrażeniem pełnego namaszczenia kazania Charles'a Parham'a, Bosworth zostaje ochrzczony Duchem Świętym i zaczyna mówić innymi językami. Dokładnie tego dnia jego serce rozpala wizja głoszenia Bożego Słowa.
Czas na wypełnienie tej wizji niebawem nadszedł. Cztery lata później Bosworth został pastorem jednego z kościołów "Assembly of God" ("Zgromadzenie Boże" - denominacja zielonoświątkowa w USA) w Dallas w Teksasie. Bardzo dużo zawdzięczał żonie, która stała się w tej pracy jego najbliższym współpracownikiem. Przez osiem lat, ich wspólna służba przyniosła wiele sukcesów, choć wcale nie przychodziło to łatwo. Setki przyjęły zbawienie i chrzest w Duchu Świętym właśnie w tym kościele.
W 1912 roku wielka ewangelistka Maria Woodworth-Etter, wraz z misją namiotową, na kilka miesięcy zawitała do kościoła prowadzonego przez Bosworht'ów. Była to wielka lekcja usługi w mocy Ducha Świętego. Niepoliczalne tłumy dzień w dzień przybywały, z najdalszych nawet zakątków Stanów Zjednoczonych - setki z nich otrzymywało uzdrowienie, tysiące przyjmowały zbawienie.
Następne lata przyniosły szybki rozwój służby Bosworth'a. W roku 1918 wystąpił z "Assemblies of God". Powodem była oficjalna doktryna tej denominacji, w myśl której chrzest Duchem Świętym był bezpośrednio połączony z darem mówienia językami. Bosworth stanowczo odrzucał taką interpretację. Wyraźnie czuł, że taka postawa stawia na pierwszym miejscu dar, ignorując jego Dawcę. Było to dość bolesne rozstanie. Bosworth przyłączył się do "Christian and Missionary Alliance" - organizacji skupiającej się na służbie ewangelizacyjnej. Był to niezwykle aktywny okres w jego życiu, wraz ze swym bratem Bert'em przemierzali szerokie połacie Stanów Zjednoczonych głosząc i modląc się o chorych.
Na jednym z organizowanych przez nich spotkań w roku 1919 w Pittsburgh'u zanotowano około 5000 ludzi, którzy przyjęli nowe narodzenie w dwa lata później w Detroit miał miejsce jeden z najbardziej dramatycznych cudów dokonanych przez Boga w całej służbie Bosworth'a - na oczach kilkuset osób pewna kobieta odzyskała wzrok. Rekordowa była krucjata w stolicy Kanady - Ottawie, gdzie przez kilka dni audytorium mieszczące 11000 osób, pękało w szwach na każdym spotkaniu.
Boży cud uzdrowienia był sednem nauczania Bosworth'a, lecz sposób w jaki prezentował on jego miejsce w Bożym Słowie był czymś zgoła nowym. Wielokrotnie powtarzał, że dopóki osoba pragnąca uzdrowienia nie ma całkowitej, opartej na Słowie pewności, co do tego, że Bóg pragnie ją uzdrowić, szuka plonu tam gdzie nie posiała nawet jednego ziarna. Każdy chory musi pamiętać, że Boża wola dotycząca uzdrowienia, jest jak nasienie, które musi zostać zasiane w jego sercu i umyśle. Tak jak żaden grzesznik nie zostanie chrześcijaninem, zanim nie uwierzy, że Bóg pragnie jego zbawienia. A każdy kto mówi, że Bóg pragnie go uzdrowić, nie opierając tego na Jego Słowie jest jak farmer mówiący: "Wierzę, że Pan da mi obfite żniwa w tym roku, choć nie zasiałem ani jednego ziarna".
Nauczając bardzo często powtarzał cytat z 4 rozdziału Przypowieści Salomona 20-22, mówiąc, że Boże Słowo nie wniesie uzdrowienia ani dla ciała, ani dla duszy dopóki nie zostanie po pierwsze: wysłuchane; po drugie: przyjęte; po trzecie: użyte. Zwracał uwagę, że Słowa Boga są życiem tylko i wyłącznie dla tych, którzy je znajdują.
Niemalże rewolucyjnym jak na tamte czasy, było jedno z jego kazań, w którym słowa: "Panie, jeśli jest to Twoją wolą..." określił jako coś "zabójczego" dla modlitwy wiary. Powiedział wtedy: "... Ewangelia nie pozostawia nas w niepewności. Ziarno pozostaje martwe do chwili zasiania. Wielu zamiast wołać - módl się o mnie, powinno mówić - ucz mnie Bożego Słowa...". Mawiał, że wiara jest oczekiwaniem tego, że Bóg będzie czynił to czego jesteśmy pewni, iż jest Jego wolą.
Bosworth nazwał "odkupieńczym" 53 rozdział Księgi Izajasza. To właśnie tam jest widać, jak na dłoni, że dzieło odkupienia to nie tylko zbawienie ale i uzdrowienie, jedno i drugie dla każdego. Jak mawiał:" To co Jezus robi dla tych, którzy przychodzą do Niego po błogosławieństwo jest po prostu dla nich samych, lecz to co Jezus dokonał na Golgocie stało się faktem dla wszystkich . Ojciec wyraził Swą wolę, przez Niego..."
Bosworth był pionierem w służbie głoszenia Ewangelii poprzez radio, po drugiej wojnie światowej. Mimo podeszłego wieku niezwykle aktywnie uczestniczył podczas słynnego uzdrowieńczego przebudzenia, które wstrząsnęło całą Ameryką, odbijając się szerokim echem na całym niemalże świecie. Pozostawał jako kaznodzieja pod dużym wpływem nauczania E.W. Kenyon'a, czego wcale nie ukrywał. Książka "Christ the Healer" ('Chrystus Uzdrowiciel') stała się dziełem ponadczasowym, bestsellerem dostępnym do dziś. Jego służba bardzo mocno wpłynęła na usługę wielu wielkich Bożych osobowości naszego wieku - jak chociażby na szeroko prezentowanego na łamach "AF" - T.L.Osborna.
Od roku 1952 aż do swej śmierci w 1958 roku Bosworth całkowicie oddał się pracy misyjnej w Afryce. Na jedno tylko ze spotkań, które miało miejsce w Durbanie, potrafił przyciągnąć 75 000 ludzi. Oprócz tego głosił na Kubie, w Niemczech, w Szwajcarii i Japonii. Szacuje się, że ponad milion ludzi postanowiło przyjąć Chrystusa do swego serca, pod wpływem usługi F.F. Bosworth'a.
Robert Michalski
BIBLIOGRAFIA:
"Pionieers of faith" Lester Sumrall, Harrison House, 1995
"Christ the healer", F.F. Bosworth, Power House, 1973

Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń