piątek, 3 lutego 2017

Bóg podnosi umarłych Efez 2,1 - 6


Słowo Boże mówi, że wszyscy zanim poznaliśmy Chrystusa byliśmy martwi dla Boga, że umarliśmy przez grzechy i upadki nasze.
Wprawdzie fizycznie żyliśmy, ale duchowo byliśmy martwi. Grzech zniszczył w nas całkowicie i skutecznie wszelkie dążenia do prawdy która jest w Chrystusie. Jak wiemy martwy człowiek nie może zrobić nic, by sobie pomóc i taki właśnie był nasz duchowy stan. Nie mogliśmy sami z siebie zrobić nic, by zbliżyć się do Boga o własnych siłach. Próbowaliśmy to uczynić na różne ludzkie sposoby, przez nasze dobre uczynki, przez naszą religijność, sakramenty, usprawiedliwianie się, porównywanie z innymi i wiele innych. Ale wszelkie nasze próby dotarcia do Boga były bezskuteczne. Jedyne co martwy duchowo człowiek robi przed nawróceniem do Chrystusa, to umacnia przez grzechy i upadki mur nieprzyjaźni między nim a Bogiem. Z czasem ten mur staje się tak gruby, że przestają tam docierać wszelkie promienie światła znajdujące się na obliczu Chrystusowym.
Gdyby Bóg pozwolił na to, że ten stan naszej martwoty duchowej by trwał, to w końcu nadeszłaby nasza śmierć, a później nasze potępienie.
Nasza ślepota i martwota duchowa była tak wielka i skuteczna, że nie przejmowaliśmy się wiecznością, tym że Zbawiciel na Krzyżu oddał za nas życie, oraz tym że każdej godziny zegar tykał na naszą niekorzyść.
Do tego wielu z nas myślało że jesteśmy całkiem w porządku w stosunku do Boga, nawet wołaliśmy do niego Ojcze, jednocześnie naśladując innego ojca, diabła, ducha który działa w synach opornych.
Tak wielkie może być zakłamanie w sercu grzesznika, że myśli iż jest Boży, a tymczasem będzie diabelski. Podobnie Jak kiedyś do Pana Jezusa mówili Żydzi, że ich Ojcem jest Abraham i Bóg, a Pan powiedział że zupełnie odwrotnie, to szatan był ich duchowym rodzicem (Jana 8,44).
I kiedyś wszyscy tak żyliśmy, ulegając woli ciała i zmysłów. Zamiast być posłusznym Bogu, Bożemu słowu i temu co podpowiada rozsądek, sumienie, to byliśmy posłuszni naszym zachciankom, namiętnością, kaprysom. Targały nami nasze emocje, złość, niechęć do drugich, lenistwo, obrażalstwo i tak upływały nam kolejne dni.
Jednak Bóg zmiłował się nad nami i z powodu wielkiej swojej miłości do nas objawił nam swego syna Jezusa Chrystusa. Objawił nam, że On umarł za nas, że cierpiał za nas, za nasze grzechy, że Jego ranami jesteśmy uleczeni.
Bóg ożywił nas, sprawił że otworzyły nam się oczy na prawdę. Sprawił że zobaczyliśmy iż jesteśmy strasznymi grzesznikami, sprawił że ujrzeliśmy sprawiedliwość Jezusa Chrystusa. Bóg sprawił że zrozumiałem i ty zrozumiałeś (jeśli zrozumiałeś) iż potrzebujemy Zbawiciela. To wszystko Bóg uczynił w naszym sercu. Nikt z nas do tych prawd nie doszedł o własnych siłach. Nikt z nas nie zrozumiał ich dzięki własnemu wykształceniu, inteligencji, czy bystrości. Wszystko to zawdzięczamy Bogu, który ożywia z umarłych. Jeśli wiemy że Chrystus jest naszym Zbawicielem, moim Zbawicielem, to nie ma tu miejsca na żadną naszą chlubę. Bogu musimy oddać chwałę, Bogu musimy dziękować, Boga musimy uwielbiać.
Bóg uczynił w Chrystusie daleko więcej niż jesteśmy w stanie pojąć. Nie tylko przebaczył nam grzechy, nie tylko pojednał nas ze sobą, stał się naszym Ojcem. Ale w Chrystusie posadził nas już w okręgach niebieskich. I chociaż ciałem jesteśmy tutaj, to duchowo jesteśmy już tam w niebie, tam gdzie siedzi Chrystus po prawicy Bożej. Nasz duch, nasze myśli i nasze serce sięga nieba wtedy kiedy modlimy się do Niego, wtedy kiedy Go uwielbiamy, kiedy myślmy o Nim, o tym co dla nas uczynił, jak dla nas cierpiał. Jesteśmy złączeni z naszym Panem Jezusem Chrystusem i z naszym Ojcem w niebie duchowo przez udzielenie nam Jego Ducha, Ducha Św.  I dzisiaj kolejny raz mamy możliwość przypomnieć sobie przez Wieczerzę Pańską jak wielką cenę zapłacił Pan Jezus Chrystus byśmy mogli szczycić się nadzieją chwały.


Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń