niedziela, 13 lipca 2014

Ew. Mateusza 9,18 – 26 Mocniejszy niż krwotok, mocniejszy niż śmierć.

Drodzy dzisiaj mamy dwie historie z życia Jezusa, którymi się zajmiemy. Pierwsza z nich dotyczy śmierci córki Jaira, przełożonego synagogi. A druga, która właściwie jest wpisana w tą pierwszą dotyczy kobiety, która od wielu lat cierpiała na krwotok i wydała wszystkie swoje pieniądze na lekarzy, ale żaden z nich jej nie pomógł.
Zastanawiałem się długo nad tą historią. Zastanawiałem się nad tym dlaczego Bóg zdecydował, by każdy z ewangelistów oprócz Jana opisał tą historię w swojej ewangelii. Dlaczego każdy z tych trzech ewangelistów umieścił w tej jednej historii zarówno Jaira przełożonego synagogi i chorą kobietę cierpiącą od wielu lat na nieuleczalną chorobę? Żaden z nich nie pominął czy to Jaira, czy to tej kobiety. Można powiedzieć, że przez tą historię połączono ich życie ze sobą  na zawsze.
Ale co mają wspólnego te dwie osoby? Co ma wspólnego przełożony synagogi, szanowany człowiek organizujący życie religijne współczesnych mu ludzi z chorą nieczystą kobietą cierpiącą od wielu lat na krwotok. Co ma wspólnego pobożny, gorliwy, przykładny Żyd z kobietą, która z powodu swojej dolegliwości przez prawo była uznana za nieczystą? Z kobietą, której nie można było się dotykać? Z kobietą, która nie miała w opinii wielu w końcu prawa przyjść i prosić Jezusa tego Świętego Nauczyciela, a co dopiero się Go dotknąć? Dlaczego Bóg zdecydował żeby te dwie osoby ze sobą połączyć i przedstawić nam je w jednej opowieści?
Wydaje mi się że jest to ważne, by na te pytania sobie odpowiedzieć zanim przejdziemy do szczegółów historii tych dwóch osób. I wydaje mi się że mam odpowiedź. Zarówno Jair jak i ta chora kobieta potrzebują pomocy Jezusa. Zarówno on jak i ona potrzebują Zbawiciela.
Myślę, że celowo Duch Święty umieścił te dwie przeciwne sobie osoby obok siebie, by w ten sposób przypomnieć nam ważną prawdę, o której  mamy tendencje zapominać. Ta prawdą jest że nie ma znaczenia czy jesteśmy moralni religijni i dobrzy. Czy może uchodzimy za nieczystych grzesznych, plugawych i bezbożnych. Wszyscy potrzebujemy tego samego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Przed Bogiem w kwestii zbawienia wszyscy ludzie są równi, Bóg dzieli nas na martwych i żywych. Martwi to ci co  nigdy nie poznali Chrystusa i nigdy nie uczynili Go swoim Zbawicielem, nigdy nie zawierzyli Mu swojego życia. A żywi przed Bogiem to ci, którzy uczynili zupełnie odwrotnie. Uznali swój grzech, uznali że nie są w stanie żadnym sposobem zapracować na swoje zbawienie i całkowicie swoją nadzieje położyli w Chrystusie. Nieraz może nam się wydawać, że prowadzący przykładne życie „Kowalski”, dobry ojciec i mąż, sumienny pracownik i dobry sąsiad potrzebuje w mniejszym stopniu Chrystusa niż zapijaczony, skonfliktowany ze wszystkimi i zaniedbujący swoją rodzinę „Nowak”. Nie, wszyscy w równym stopniu potrzebujemy Zbawiciela i Ratownika. Potrzebował Go przełożony synagogi, człowiek na wysokim stanowisku pełniący posługi religijne. Człowiek który, w mniemaniu wielu odniósł sukces. w Potrzebowała Go również nieczysta kobieta, która nie miała ani pozycji społecznej, ani pieniędzy.
Potrzebujesz Go również i ty i ja.
Następna rzecz, która mnie uderza w historii tych dwóch osób, to dwie beznadziejne sytuacje. Zarówno sytuacja Jaira jest całkowicie po za zasięgiem ludzkich możliwości jaki i sytuacja tej biednej kobiety. Spróbujmy przyjrzeć im się bliżej.
Do Jezusa przychodzi człowiek o imieniu Jair z bardzo poważnym problemem u Mateusza czytamy, że Jego córka umarła. Inni ewangeliści podają, że jest bliska śmierci. Prawdopodobnie chodzi o to, że jest konająca i nie ma możliwości pomóc jej w inny sposób jak tylko zwrócić się do Jezusa, którego sława w tamtym czasie musiała już dotrzeć do wielu osób. Jair pełni dosyć odpowiedzialną funkcje, przełożonego synagogi. Synagogi były to obiekty w których odprawiano kult religijny po zniszczeniu świątyni Salomona i uprowadzeniu do  niewoli babilońskiej. Żydzi podczas wygania nie mogli sprawować kultu w świątyni, więc stawiali synagogi w których czytano stary Testament i modlono się, taki dzisiejszy kościół. Jair właśnie był odpowiedzialny za wyznaczanie ludzi do czytania i do posług, był również przewodzącym wśród tamtejszej starszyzny. I ten wielce szanowany człowiek, który z pewnością miał wielkie wpływy w pewnej chwili okazuje się bardzo bezradny. Jest to chwila gdy ciężko zachorowała jego córka. Myślę, że niektórzy z nas doświadczyli takich chwil. To są chwile, że nic nie jest w stanie ci pomóc. Nie mogą ci pomóc twoje pieniądze, znajomości, wpływy jedynie co może ci pomóc to cud, to ponadnaturalna interwencja Boga. I Jair właśnie znalazł się w takiej sytuacji, to że przyszedł do Jezusa, że Go poszukiwał, że złożył mu pokłon, że padł do jego stop, że błagał Go usilnie (Mk 5,23) oddaje jak bardzo był zdesperowany, oddaje tragizm tej sytuacji. Ewangelista Łukasz dodaje, że była to  jego jedyna córka (Łk 8,42) poza nią nie miał innych dzieci. Z pewnością musiał ją bardzo kochać. Podejrzewam, że każdy z nas chciałby zrobić wszystko co jest możliwe, żeby uratować swoje dziecko. Kiedyś poznałem pewną kobietę, która opowiadała mi, że w czasie gdy jej syn był mały i chory, to jeździła na stopa prawie 400 kilometrów z nim do lekarza na rehabilitacje i leczenie, bo nie stać ja było na pociąg. W tym czasie cały czas trzymała tego małego chłopca na rękach i łapała okazje. Ciężko mi było sobie to wyobrazić, ale dzisiaj gdy mam własne dzieci wiem, że to jest możliwe i zachowałbym się podobnie.  
Inni ewangeliści mówią, że w trakcie drogi do domu Jaira sytuacja pogorszyła się, ktoś przychodzi i mówi, że dziewczynka umarła (Mk 5,35). Mówią: „nie trudź już nauczyciela ona umarła”, pozbawiają tego człowieka ostatniej nadziei. Jeszcze do tej chwili miał prawo myśleć, że zaraz Jezus przyjdzie zaraz coś powie lub się jej dotknie i jego jedyna córka znów będzie zdrowa. Ale teraz, gdy ona już umarła, to wszelka nadzieja zgasła. Jezus widzi to, widzi jak zwątpienie powoli ogarnia tego człowieka i mówi” „nie bój się tylko wierz” (Łk 8,50). Następnie udają się na miejsce, a tam uroczystość żałobna trwa w najlepsze (w. 23), wszyscy zawodzą, wszyscy płaczą, prawdopodobne są tam zawodowe płaczki, które wynajmowało się w takich sytuacjach. Jezus przekonuje ludzi, że dziewczynka śpi i zaraz zbudzi ją ze snu, ale wszyscy się z niego śmieją, dobrze wiedzą że zmarła. Wtedy Jezus każe wszystkich usunąć (Mk 5,39-40) pozostawia tylko ze sobą trzech uczniów: Piotra, Jakuba i Jana oraz rodziców dziewczynki. Następnie zwraca się do niej w słowach „Mówię ci wstać” (Mk 5,41) po tych słowach dziewczyna podnosi się i chodzi, nakazuje ją nakarmić. Już nikt  nie może mieć wątpliwości, że dwunastoletnia dziewczynka, która przed chwilą była martwa teraz żyje. Wyobrażacie sobie radość rodziców, radość tego ojca. Drodzy spójrzcie na tą historię i zobaczcie jak pełna dramatyzmu ona jest, jak narasta w niej napięcie. Aż  chce się zapytać co  się zaraz stanie, czy Jezusowi uda się tą dziewczynkę przywrócić do życia. Cała ta historia ma za zadanie pokazać i uświadomić nam, że Jezus dokonał czegoś zupełnie niemożliwego, że Jezus dokonał czegoś, czego nikt inny nie byłby w stanie dokonać. Jednym słowem Jezus dokonuje rzeczy niemożliwych. Jezus rozwiązuje niemożliwe problemy, ratuje z niemożliwych sytuacji, każe nam ufać i wierzyć kiedy z ludzkiego punktu widzenia nie ma podstaw do wiary.
Równie dramatyczna jest druga historia, chce ją omówić byśmy mogli zobaczyć pełny obraz tego co Słowo Boże próbuje na przekazać. W drugiej historii mamy biedną cierpiącą kobietę, która choruje od 12 lat i nigdzie nie znajduje pomocy. Choroba na którą cierpi całkowicie ją zrujnowała. Zrujnowała ją finansowo, bo wszystkie swoje oszczędności i zarobione pieniądze wydała na leczenie z nadzieja, że jej stan się poprawi, a  być może wyzdrowieje (Mk 5,26). Z pewnością wielu lekarzy i znachorów do których chodziła obiecywało jej poprawę i zdrowie, musiała płacić tylko więcej i więcej, aż pieniądze się skończyły. Jak pisze ewangelista Marek nie tylko jej się nie poprawiało, ale jeszcze się pogarszało pod wpływem wątpliwych metod leczenia. Owi lekarze do których udawała się ta kobieta, to raczej oszuści i naciągacze, którzy wykorzystywali jej stan, żeby się wzbogacić. Również i dzisiaj możemy spotkać pełno takich osób,  którzy zwodzą i obiecują ludziom zdrowie za  odpowiednia kwotę.  Wtedy gdy zapłacisz, to zdradzą ci jakąś cudowną metodę lub dadzą ci cudowny lek. Ta biedna kobieta również dała  się na  to  naciągnąć. Do tego  dochodziło codzienne cierpienie z powodu dolegliwości. Zarówno cierpienie fizyczne jak i psychiczne. Prawo Mojżeszowe nakazywało uznać taką kobietę za nieczystą i z tego powodu prawdopodobnie była wykluczona ze społeczności synagogi. Nieczystym stawał się również każdy człowiek, który się jej dotknął co mogło prowadzi do ograniczonych kontaktów z rodziną. Prawo mówiło
Kapłańska 15:25  Jeżeli kobieta będzie miała upływ krwi przez wiele dni, a nie jest to czas jej nieczystości, albo jeżeli będzie miała upływ krwi poza czasem jej nieczystości, to będzie nieczysta przez wszystkie dni upływu tak samo, jak w czasie jej nieczystości. Będzie ona nieczysta.
Żeby wyobrazić sobie chociaż trochę co przeżywała ta kobieta, trzeba tu przywołać ludzi chorujących na jakieś choroby zakaźne. Ludzi którzy z powodu swojej choroby są wykluczeni społecznie lub ich choroba jest w jakiś sposób odrażająca.
I po tych kilkunastu latach cierpienia i zmagania słyszy o Jezusie, o jakimś niezwykłym  nauczycielu co leczy każdą chorobę i każdą niemoc i do tego robi to za darmo. Nie zdziwiłbym się gdyby na początku nie mogła w to uwierzyć.
Ale po tym wszystkim co o Nim usłyszała doszła do wniosku, że musi się z Nim spotkać, że musi podejść i choć na chwilę się Go dotknąć, a będzie zdrowa. W końcu przepycha się przez ten tłum, który towarzyszy Jezusowi. To mogło być kilkuset ludzi, wszyscy się cisną,  wszyscy napierają, ale ona ma jedną myśl „tylko się go dotknąć”. I udaje się, dotyka się Go. W jednej chwili zostaje uzdrowiona,  odczuwa ulgę od dwunastoletniego cierpienia. Wtedy Jezus odwraca się i kieruje pytanie w stronę tłumu „kto się dotknął szat moich”? (Mk 5,30). Nasza bohaterka przyznaje się i składa świadectwo przed wszystkimi jak to cudownie została uleczona ze swojej choroby (Łk 8,47). I Znowu niezwykła desperacja, beznadziejny przypadek, cudowny wspaniały ratunek, który pochodzi od Jezusa. Wbrew pozorom te dwa przypadki mają wiele wspólnego. Zarówno pierwszy jest beznadziejny jak i drugi. W pierwszym beznadziejność jest potwierdzona przez śmierć dziewczynki i żałobę która jest w domu. Nikt już nie może mieć wątpliwości, że nic się nie da zrobić, bo na śmierć nie ma lekarstwa. A w drugim przypadku beznadziejność jest potwierdzona przez dwanaście lat leczenia. Jedynie Jezus jest rozwiązaniem dla tych rozpaczliwych przypadków i dla  każdej rozpaczliwej sytuacji.
Ale jestem przekonany, że celem ewangelistów jest ukazać nam coś więcej, niż to,  że Jezus ratuje z beznadziejnych problemów. Celem ewangelistów jest pokazać  nam, że Jezus ratuje człowieka z beznadziejnego położenia w jakim znajduje się każdy wobec Boga z powodu grzechu. Słowo Boże mówi, że byliśmy martwi duchowo przez grzechy i upadki. Pytam się was, co może zrobić martwy człowiek? Co może zrobić ktoś, kto już nie żyje? Nie może zrobić zupełnie nic. Do tego wszyscy chodziliśmy w mocy złego naśladując władcę, który jest w powietrzu, szatana. Była roztoczona nad nami żelazna kurtyna, której żaden z nas nie mógł przebić.  Czytamy o tym wszystkim w liście Pawła do Efezjan 2,1-4. Ale Bóg ożywił nas, i wyrwał  nas z moce złego, nas którzy byliśmy martwi. Beznadziejna sytuacja, tylko tak  można oddać nas poprzedni stan. I w takiej beznadziejnej sytuacji znajduje się każdy nie znający Chrystusa.
Mamy dwie potwierdzone sytuacje w których człowiek nie może pomóc. Jedynie Bóg może rozwiązać sprawę. Celem tych sytuacji jest uświadomić nam, że żaden człowiek sam nie może rozwiązać problemu swojego zbawienia. Bóg w Jezusie Chrystusie wymazał obciążający nas list dłużny, który zwracał się przeciwko nam ze swoimi wymaganiami i przybił go do krzyża (Kol 2,14).
Bóg miał całą listę naszych długów względem Niego, całą listę naszych grzechów i cała listę oskarżeń przeciw nam. Ale postanowił wymazać to wszystko, rzucić to w niepamięć i mógł to uczynić tylko w jeden sposób. Przybić tą listę do Krzyża wraz ze swoim synem Jezusem Chrystusem. To w nim mamy przebaczenie, to w Nim mamy pojednanie.  To w Nim zaczynamy żyć, To w Nim pokonujemy wszelką beznadzieje, naszą bezsilność i wszystko z czym jako ludzie nie dajemy sobie rady. To On Jezus Chrystus pojednał nas z Bogiem, byśmy nie żyli już więcej dla grzechu, ale dla sprawiedliwości.
W naszym dzisiejszym fragmencie znajduje się również mocna zachęta byśmy przyszli do Jezusa i przed Nim położyli nasze życie. Jezus jest otwarty, by pomóc nam w naszych potrzebach. Jezus nigdy nie jest tak bardzo zajęty, by nie odpowiedział na nasze wołanie. Zwróćcie uwagę, że gdy Jezus szedł do domu Jaira,  to został zatrzymany przez tą cierpiącą kobietę. Sprawa Jaira wydawała się tak pilna, że nie mogła czekać. Dzisiaj jak ktoś jest umierający, to wysyła się po niego karetkę na sygnale. Raczej nie zatrzymuje się karetki na sygnale, wszyscy jej ustępują. Ale Jezus zatrzymał się i miał czas dala tej kobiety. Po prostu nie dajmy się oszukać, że Bóg nie ma  dla nas czasu lub nasza sprawa Go nie interesuje.
Tak często z wieloma sprawami i problemami nie dajemy sobie sami rady. To mogą być sprawy natury cielesnej i duchowej. To mogą być jakieś złe myśli, nieprzebaczenie, niska samoocena,  depresja, to może być grzech z którym nie dajesz sobie rady. To również mogą być problemy natury cielesnej jak: choroba, niespłacone długi, konflikty z ludźmi i inne. Może sytuacja wydaje ci się beznadziejna jak sytuacja Jaira i tej chorej kobiety.  Może masz myśli jakie podpowiadano Jairowi „nie trudź już nauczyciela” „w tej sytuacji to nawet Bóg nie pomoże” czasami słyszymy. Jakże często jesteśmy atakowani takim myśleniem. Słowo Boże wzywa na do zgoła innej postawy. Mówi
1Piotra 5:6  Ukorzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego.
7  Wszelką troskę swoją złóżcie na niego, gdyż On ma o was staranie.
W psalmie 55 czytamy:
Psalm 55:23  Zrzuć na Pana brzemię swoje, A On cię podtrzyma! On nie dopuści, By na zawsze zachwiał się sprawiedliwy.
Bóg nie jest głuchy i obojętny na nasze troski i nasze prośby. Różne sprawy mają różny priorytet. Czasami może nam się wydawać, że jest taka sprawa Jaira i  ona nie może czekać. Ale w tej Bożej arytmetyce priorytety są często  inne. Jedno jest pewne Bóg nie jest zły gdy do niego przychodzimy. Bóg mówi do nas jak powiedział do Jaira „nie bój się tylko wierz”. Nie trać wiary i nie trać nadziei, ale przyjdź do Jezusa. Powiedz sobie jak ta cierpiąca kobieta „obym tylko się Go dotknął/dotknęła kraju jego szaty a jego łaska spłynie na mnie”
Nasz problem często polega na tym, że brakuje nam takiej postawy, postawy desperacji w której chwytasz się z całej siły Chrystusa. Modle się o to, bym zarówno  ja jak i wy wszystkie swoje nadzieje złożyli w Chrystusie. Dlaczego? Efezjan 4:21  gdyż PRAWDA jest w Jezusie. On jest drogą prawdą i żywotem i nikt nie przychodzi do Boga inaczej jak tylko przez Niego Jana 14,6
Nie mogę ci obiecać, że gdy zrzucisz na Pana swoje brzemię,  to Bóg rozwiąże wszystkie twoje problemy tak jakbyś ty chciał. Ale mogę ci obiecać, że jeśli położysz swoją nadzieje w Nim, to On przebaczy ci twoje grzechy i przeprowadzi cię przez te problemy tak jak On chce. Czasami to będzie coś niezwykłego, innym razem coś zwyczajnego, ale zawsze coś wspaniałego.
Podsumowując
1.       Po pierwsze wszyscy potrzebują Zbawiciela, który jest Jezus. Zarówno tzw. Dobry jak i zły, wykształcony i nie mający żadnego wykształcenia, szanowany i odrzucony. Dosłownie każdy potrzebuje Chrystusa, ale większość o tym nie wie.
2.      Po drugie Jedynie Jezus ratuje z beznadziejnego położenia w jakim  znajduje się cała każdy z nas. On pojednał nas z Bogiem i bóg w Nim wymazał  nasze długi nie zaliczając nam naszych upadków. Ale policzył je  na jego konto przez wiarę w Niego.

3.      I po trzecie Jezus nigdy nie jest tak zajęty, by nie odpowiedział na nasze wołanie. To czego często nam brakuje, to postawy jak miał Jair czy owa kobieta „Nie bój się tylko wierz”

Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń