poniedziałek, 13 października 2014

Kiedy jestem słaby wtedy jestem mocny 2 Koryntian 12 , 7-10

W kontekście udowadniania koryntianom swojego apostolstwa apostoł Paweł mówi o swoich doświadczeniach, słabościach, ułomnościach. Od 7 wiersza do 10 wyjaśnia, że Bóg przyzwolił w jego życiu na jakieś  cierpienie fizyczne. Prawdopodobnie była to jakaś choroba, która trapiła Pawła, zdawała mu przykrości i była powodem jego  ograniczeń. Z tego też powodu Paweł nie raz mógł przeżywać różne problemy w służbie, więc prosił Pana, żeby ten cierń, to fizyczne zmaganie odstąpiło od niego, prosił o uzdrowienie. Pewnie myślał, że dzięki temu, że to trudne doświadczenie przestanie mu dokuczać będzie bardziej skuteczny w służbie, będzie mógł dokonać więcej rzeczy dla  Pana, jego służba będzie bardziej owocna. Ale odpowiedź jaką otrzymał od Boga w tej sprawie była zaskakująca. To co powiedział mu Bóg zmieniło patrzenie Pawła na różne trudności i ludzkie ograniczenia. Do tej pory Paweł mógł myśleć, że najlepsza służba chrześcijanina jest wtedy kiedy wszystko idzie gładko, kiedy mamy odpowiednie środki finansowe, kiedy jesteśmy zdrowi, kiedy nam się powodzi. Ale kiedy napotykamy trudności, dotyka nas choroba, spotykają niemiłe chwile, cierpienie prześladowania, to raczej widzimy przyszłość mało kolorowo. Zastanawiamy się czy Bóg jest z nami, czy nam błogosławi, a skoro Bóg jest po naszej stronie, to czemu te wszystkie złe rzeczy nas spotykają? Bóg powiedział do Pawła, że pełnia Jego mocy okazuje się w naszej słabości, że najważniejsza jest łaska Boża.
Jeśli mamy łaskę Bożą, jeśli mamy Boże posilenie jesteśmy w stanie znieść największe przeciwności. My wielokrotnie chcielibyśmy, by problemy się skończyły, a Bóg często chce dać nam siłę, by przejść lub znosić ciężary z którymi przyszło nam się zmagać. Wtedy kiedy jesteśmy słabi, kiedy zdajemy sobie sprawę z własnej ułomności i ze swoich ograniczeń, to często przestajemy polegać na sobie, a jesteśmy zmuszeni bardziej polegać na Panu i dzięki temu bardziej doświadczamy jego mocy, a jego chwała jest bardziej widoczna.
To jest ciekawe, że do wielkich Bożych zadań Bóg z ludzkiego punktu widzenia nie zawsze wybierał odpowiednie osoby. Do wyprowadzenia ludu z Egiptu Bóg wybrał Mojżesza, człowieka który z Egiptu musiał uciekać z powodu morderstwa, człowieka który zupełnie tego nie czuł, że on ma gdzieś iść, coś wielkiego robić, uważał że się do tego nie nadaje. Wybrał człowieka który nie umiał przemawiać, (prawdopodobnie się jąkał), a jednak Bóg chciał żeby to był Mojżesz. Do wyzwolenia Izraela z rąk Midianitów Bóg użył Gedeona 6 rozdz Ks. Sędziów, który był raczej bojaźliwy i zastraszony, a do tego kazał mu odesłać część armii do domu. Na króla Izraela według swojego serca wybrał Dawida, który wtedy był najmłodszy i najsłabszy w swoim domu, ale właśnie ten najmłodszy i najsłabszy położył Goliata jednego z największych wojowników tamtych czasów.
 Wprawdzie Jezus pochodził z potężnego  rodu Dawida, ale w czasach narodzin Jezusa rud Dawida stracił na znaczeniu, tak że Jezus urodził się w stajni, a świadkami tego byli poganie i pasterze. Również Jezus czynił podobnie na apostołów wybrał  prostych ludzi, rybaków co później również zauważono w Dziejach apostolskich 4,13, że są to ludzie nieuczeni i prości, a jednak  z nimi był Bóg i potężnie przez nich działał.
Tak więc skuteczność chrześcijańskiego życia, służby wcale nie zależy od dobrych warunków, bo moc Boża najskuteczniej objawia się w naszych słabościach. Bóg może działać najskuteczniej przez nas wtedy, kiedy nas jest jak najmniej, kiedy my patrząc na siebie uważamy że nie jesteśmy do tego Bożego dzieła zdatni, kiedy czujemy własne ograniczenia, własną niemoc i wiemy, że musimy polegać na Bogu. Wtedy właśnie jak mówi Paweł może zamieszkać w nas w pełni moc Chrystusa.
Im słabsi się czujemy w wykonaniu Bożego dzieła, tym bardziej możemy doświadczyć Bożego posilenia. A czym bardziej czujemy się silni mocni, kompetentni tym bardziej mamy tendencje polegać na sobie co powoduje, że chcemy służyć Bogu w mocy naszego ja, a nie w Duchu Świętym. Bóg nie dał Pawłowi to o  co prosił, ale dał mu to czego naprawdę potrzebował. Jako chrześcijanie powinniśmy nauczyć się przebywać w miejscu tej słabości i polegać na Bogu. Często my od słabości chcemy uciekać, uważamy je za upokarzające, uważamy że są niezbędnym balastem, czasami nawet uważamy że ludzie którzy mają ułomności są dalej od Boga  niż ci piękni i zdrowi. Ale Boże Słowo uczy nas byśmy nie użalali się nad sobą i nie narzekali gdy przeżywamy doświadczenia, raczej powinniśmy się z nauczyć cieszyć wiedząc, że możemy jeszcze bardziej doświadczać  Boga, a On może szczególnie w tych słabościach skutecznie nas użyć.
William Wilberforce   chrześcijański parlamentarzysta w parlamencie brytyjskim który prowadził przez całe swoje życie walkę o zniesienie niewolnictwa w XVIII i XIX wieku miał bardzo wątłe zdrowie. Często chorował, a jego stan  pogarszał się, miał również problemy ze wzrokiem i przykre dolegliwości żołądkowe. W jednym z pamiętników napisał że  jego życie jest ciągłym zmaganiem z chorobą i niepełnosprawnością. W pewnym momencie swojego życia był tak osłabiony, że ważył 34 kilogramy, a mimo to przemawiał i walczył o zniesienie niewolnictwa. Później pewien angielski kronikarz napisał o nim gdy był w tym stanie
„Ujrzałem człowieka o wyglądzie mizernej krewetki uczepionej stołu. Ale gdy go słuchałem
stopniowo rósł, aż krewetka stała się wielorybem.” Boża moc objawia się w słabości
Ustawa abolicyjna o którą walczył William Wilberforce w pełni została przyjęta po 45 lat jego zmagań w lipcu 1833 roku, trzy dni później William Wilberforce umarł. Nauczmy się patrzeć na swoje słabości jak na błogosławieństwo, a nie jak na ograniczenia, które powstrzymują nas. Pomyśl o tym, że często Bóg wykorzystuje nasze słabości bardziej do naszego wzrostu duchowego niż nasze sukcesy i powodzenia.
Zastanówmy się czy dziękujemy Bogu równie mocno za ciernie jak za błogosłaiweństwa.



Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń