niedziela, 7 grudnia 2014

Dokąd prowadzi nas Jan Chrzciciel? Ew Mateusza 11,1-19


Drodzy dzisiejsze  kazanie poświęcimy Jani Chrzcicielowi. Musimy przyznać, że Jan Chrzciciel zadziwia nas. Gdy tylko wgłębimy się w jego historie zobaczymy człowieka niezwykle oddanego Bogu i Jego sprawie czym dla Jana było przygotowanie drogi dla Jezusa Chrystusa. Zanim przejdziemy do naszego tekstu chce przypomnieć o pochodzeniu Jana. Trochę więcej na temat Jana Chrzciciela dowiadujemy się z Ewangelii Łukasza.  Czytamy tam, że rodzicami Jana Chrzciciela byli bardzo pobożni ludzie Zachariasz i Elżbieta (Łuk 1, 5 – 6) „postępowali nienagannie wobec wszystkich ustaw pańskich” (w. 6). Przez długi czas nie mogli mieć dzieci. Z treści Słowa Bożego wynika, że już prawie stracili nadzieje na posiadanie potomstwa, bo zestarzeli się (Łuk 1, 18). Zachariasz nawet nie uwierzył wtedy, gdy anioł powiedział, że została wysłuchana jego modlitwa o potomka. Ale niewiara Zachariasza nie mogła zmienić Bożego planu. Bóg obdarzył Zachariasza i Elżbietę zapowiedzianym dzieckiem (Łuk 1, 13 – 14).
Możemy śmiało powiedzieć, że narodziny Jana Chrzciciela były cudem, były działaniem Bożym. Bóg wzbudził Jana do specjalnej misji, którą było przygotowanie ludzi na przyjście Jezusa Chrystusa. Jan był napełniony Duchem Świętym już w Łonie Elżbiety i był tylko pół roku starszy od Jezusa. Ale musiał wcześniej zacząć swoją publiczną działalność zważywszy na jej szeroki zakres. Nie został kapłanem jak jego ojciec Zachariasz, ale prowadził ubogie życie pustelnika. Ubierał się w dosyć surowy sposób w odzienie z sierści wielbłądziej i żywił się pewnym rodzajem szarańczy dozwolonej przez prawo mojżeszowe oraz miodem (Marka 1,6). Najważniejszą częścią życia Jana  było zwiastowanie Słowa Bożego co czynił w sposób bezkompromisowy. Piętnował grzechy, wzywał do upamiętania i przygotowanie się na przyjście Mesjasza. Piętnował również cudzołóstwo Heroda Antypasa ówczesnego władcy prowincji za życie z żoną swojego przyrodniego brata. Za co zresztą później trafił do więzienia gdzie został zamordowany. O czym czytamy w naszym dzisiejszym tekście, że Jan wysłał posłów do Jezusa z pytaniem czy On jest Mesjaszem właśnie z więzienia. Został aresztowany krótko po tym jak ochrzcił Jezusa w Jordanie rozpoznając w Nim Chrystusa.
Cała służba Jana przypominała Izraelowi innego dawnego proroka Eliasza, który nawoływał Króla Achaba i całego Izraela do upamiętania około 870 r. p.n.e.
 W Ewangelii Łukasza czytamy o Jana Chrzcicielu
Łukasza 1:15  Będzie bowiem wielki przed Panem; i wina, i napoju mocnego pić nie będzie, a będzie napełniony Duchem Świętym już w łonie matki swojej.
16  Wielu też spośród synów izraelskich nawróci do Pana, Boga ich.
17  On to pójdzie przed nim w duchu i mocy Eliaszowej, by zwrócić serca ojców ku dzieciom, a nieposłusznych ku rozwadze sprawiedliwych, przygotowując Panu lud prawy.

Wróć do Słowa Bożego!
A teraz Jan przebywa w więzieniu (Mt 11,2) ciemnym lochu z powodu głoszenia prawdy. Ten wielki mąż Boży, całym sercem skupiony na Bożych sprawach, troszczący się o Bożą Chwałę jak nikt inny musi stawić czoło największemu swojemu doświadczeniu. Niebawem ma umrzeć jako  męczennik, a teraz zastanawia się nad swoją służbą, nad swoim życiem i  nad Jezusem. Jeszcze kilka miesięcy temu ochrzcił Go i wyznał Barankiem Bożym. Może myślał, że po tym jak Jezus zaczął swoją publiczną służbę będzie już tylko lepiej, niebawem sprawiedliwość zatriumfuje, a plewy zostaną spalone w ogniu nieugaszonym przecież „siekiera do korzenia drzew jest już przyłożona” (Mat. 3,10) jak głosił. Ale czas mijał i nic takiego się nie działo. Grzesznicy mają się równie dobrze jak wcześniej, a może nawet lepiej. Sprawiedliwi i Boży mężowie trafiają do więzienia, a  Mesjasz w którym Jan pokładał nadzieje wydaje, że niewiele robi, a przynajmniej nie to, co Jan uważał że powinien robić czyli przynieść sąd, Jezus tymczasem przynosi uzdrowienie. To wszystko spowodowało, że Jan chciał się upewnić czy dobrze zrozumiał charakter Jego misji, a może nawet przechodził chwilowy kryzys swojej wiary. Jak czytamy wysyła posłów do Jezusa z pytaniem   Czy Jezus jest tym na którego Izrael zawsze czekał, obiecanym Mesjaszem, zapowiedzianym Królem z linii Dawida, czy jednak mają się spodziewać kogoś innego (w. 3). Co ciekawe Jezus jakby nie odpowiada wprost tylko mówi, że należy Janowi zanieść wiadomość z Ks. Proroka Izajasza
Iz 35:5  Wtedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się też uszy głuchych.
6  Wtedy chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie.
Jezus stosuje również kompilacje kilku fragmentów z Ks.  Izajasza o oczyszczonych trędowatych (Iz 53,4) o ubogich którym zwiastowana jest dobra nowina z (Iz 61,1) o wskrzeszeniu zmarłych czym miały się charakteryzować czasy mesjańskie.
Inaczej mówiąc Jezus mówi do Jana „drogi Janie przypomnij sobie co o Mesjaszu jest napisane w Słowie Bożym. Rozważ dokładnie czym miała się charakteryzować służba Mesjasza,  a będziesz miał odpowiedź na pytanie czy ja jestem tym, który miał przyjść”.
I tutaj jest pierwszy nasz wniosek, wróć do Słowa Bożego. Zawsze gdy przeżywasz pewne kryzysy w wierze, gdy masz jakieś wątpliwości, gdy targają tobą jakieś pytania wróć do Słowa Bożego. To właśnie Jezus zalecił Janowi i to właśnie Jezus zaleca i nam. Wydaje mi się, że Jan jednak przeżywał pewne chwilowe zwątpienie, stawiał znaki zapytania nad osobą Jezusa, może to  był jakiś kryzys wiary. Gdy czytamy Biblie dowiadujemy się,  że najwięksi Boży mężowie mieli słabe chwile w swoim życiu i czasami targały nimi wątpliwości. Uważam że między innymi dlatego Biblia jest prawdziwa, bo nie ukrywa słabości swoich bohaterów, nie koloruje, nie leje wody jak to się mówi popularnie. Ale ukazuje prawdę, ukazuje nasze słabości, mówi o zwątpieniu Abrahama gdy zgodził się na dziecko z niewolnicy Hagar, ukazuje słabości i zwątpienie Eliasza wielkiego proroka który się żali Bogu „że wszystkich kapłanów pozabijano i został tylko on sam, ale na jego życie też nastają” (1 Król 19,10). Jakby chciał Eliasz powiedzieć, Boże czemu nic nie robisz? Boże czemu nie reagujesz? W końcu Eliasz dochodzi do momentu swojego kryzysu i zmęczenia, że pragnie śmierci i prosi Pana żeby go zabrał (1 Król 19,4). Biblia przedstawia różne trwogi Dawida i jego obawy. Tak Dawida tego wielkiego męża Bożego gdy mówi „dusza moja Panie bardzo się zatrwożyła, a ty Panie jak długo…” (Ps. 6,4).  Później Słowo Boże mówi o upadku Dawida w grzech, mówi także o zwątpieniu Piotra jednego z przywódców pierwszego kościoła. My często idealizujemy swoich bohaterów, ale Słowo Boże tak nie czyni. Ukazuje człowieka jako słabego z wątpliwościami i pytaniami, człowieka który potrzebuje Boga. Tak więc widzimy, że kryzysy wiary przeżywają i przeżywali najwięksi Boży mężowie. Słowo Boże nie mówi o mitologicznych herosach nie znających strachu, nie przeżywających żadnych trudności i wątpliwości.  Nie, Biblia jest księgą żywych ludzi z krwi i kości,  ludzi pełnych uczuć zmagających się ze swoimi słabościami, próbujących zrozumieć i mającymi pytania, a czasami nawet zwątpienia. Podobne sytuacje będziemy przeżywali i my w naszym życiu i nieraz się zdarzy, że pojawią się pytania w naszej wierze na które nie będzie prostych odpowiedzi. Pytania o śmierć bliskiej osoby, pytania o osobiste tragedie i niepowodzenia, o zło wokół nas. Pytania o niewysłuchane modlitwy, czy zupełnie inne okoliczności jakich się spodziewaliśmy. Pytanie gdzie jesteś Panie? Dlaczego twoje słowo się nie wypełnia? I Jezus daje nam na to receptę, mówi wróć do Słowa Bożego, wróć do źródła, wróć do Biblii przemyśl wszystko jeszcze raz, tam szukaj odpowiedzi. A gdzie ty szukasz odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości? Jak reagujesz w chwilach strachu i obaw w chwilach zwątpienia?
Wydaje mi się że są na to dwa sposoby, ale mają różne oblicza.  Pierwszy sposób w chwilach kryzysu to ucieczka do świata. Ucieczka do świata ma różne opakowania. Czasami chcemy poprawić sobie humor przez świecką rozrywkę szeroko rozumianą, alkohol, narkotyki, inne używki, kupowanie kolejnych gadżetów, godziny spędzone na marnowaniu przed czymś (gry komputerowe, telewizja) lub szukanie odpowiedzi w świeckiej filozofii. Drugi zaś sposób w Chwilach Kryzysu to sposób Jana. Jan poszedł ze swoimi pytaniami do Jezusa, a Jezus odesłał go do Słowa Bożego z myślą, tam znajdziesz prawdziwe odpowiedzi, tam znajdziesz prawdziwe  pocieszenie i zrozumiesz. Zrozumiesz charakter mojej posługi i  nie zgorszysz się.               A co jest twoją ucieczką w chwilach słabości?
Pytanie też do każdego z nas jak często zaglądamy do Biblii, jak często ją czytamy i rozmyślamy nad jej treścią. Jestem przekonany, że większość naszych problemów w chrześcijańskiej wierze wynika ze zbyt ubogiej lektury Biblii, czasami z braku wiary w jej treść, lub złe zrozumienie jej przesłania. Ale Jezus mówi do Jana i do każdego wróć do Biblii i zobacz co było o Mnie napisane, tam znajdziesz odpowiedzi.

Służba Jana chrzciciela ma nas prowadzić do Jezusa
Druga zaś rzecz znajduje się we fragmencie (Mat. 11,7-15). Wydaje mi się, że jest tu ważna zasada, o której powiem już na początku. A mianowicie, świadectwo Bożych mężów, Bożych proroków jak Jan i pozostałych i w ogóle świadectwo naszej wiary powinno prowadzić innych do Jezusa. Chociaż Jezus mówi o Janie w tym fragmencie, przypomina Jego osobę i pochwala Jego gorliwość oraz oddanie i służbę. To jednak nie czyni tego, żeby ludzie słuchający Go skupili się na Janie. Jezus chce, żeby słuchacze w świadectwie Jana dostrzegli coś większego, dostrzegli wypełniające się proroctwa, że zaraz po Janie miał przyjść Pan. A Jan chrzciciel był zwiastunem tego wielkiego wydarzenia.
On mówi coście wyszli oglądać na pustyni, czy człowieka o chwiejnych poglądach, człowieka który nie wie gdzie leży prawda, a gdzie fałsz? Człowieka, który prowadzi wygodne życie i odziewa się w piękne ubranie? Nie, nie po to tam poszliście mówi Jezus. Poszliście tam po to, by zobaczyć człowieka, który głosi prawdziwe niezmącone Słowo Boże. Prawdziwe bezkompromisowe przesłanie, które być może człowieka na początku przeraża, ale ostatecznie Boży człowiek tego pragnie. Pragnie tego prostego poselstwa Ewangelii, które wyzwala jego serce i jego dusze. Jan miał to czego nie mieli ówcześni przywódcy religijni. Jan miał odwagę, charyzmę, bezkompromisowość, gorliwość i ogień Ducha Świętego. Więc Jezus mówi do swoich słuchaczy: wyszliście na pustynie słuchać Słowa Bożego, zwiastowanego przez Bożego człowieka, przez Jana. I Jan rzeczywiście był Bożym człowiekiem. Człowiekiem którego posłał Bóg jako proroka, Eliasza który miał zapowiadać przyjście Boga. W tym sensie też Jan był największy ze wszystkich proroków, bo miał przywilej poprzedzać drogę Zbawiciela. Żadnemu z wcześniejszych proroków nie było dane tego uczynić. Chociaż zapowiadali te czasy prorokowali o nich, Biblia mówi, że oglądali je z dala przez wiarę i wyglądali tego dnia kiedy Bóg wypełni swoje obietnice, to jednak nie było im dane stać się bezpośrednimi uczestnikami tych wydarzeń. Z Janem było inaczej, on miał przywilej pojawić się przed samym przyjściem Chrystusa, miał przywilej spotkać Chrystusa, miał przywilej ochrzcić Go i poprzedzać Jego drogę. On oglądał to, co chcieli zobaczyć wszyscy prorocy Izraela, i każdy Izraelita kochający Boże przykazania. W tym kontekście Jan jest największym z ludzi. Ale i Janowi nie było dane, doczekać finału misji Chrystusa. Jan został zamordowany na rozkaz Heroda zanim Jezus zmarł na Krzyżu i zanim Jezus powiedział „wykonało się”. Wszyscy którym dzisiaj jest dane czerpać błogosławieństwa wynikające z odkupieńczej śmierci Chrystusa mają o wiele więcej niż Jan, bo Jan tylko o tym zwiastował, a my dzisiaj możemy być faktycznymi odbiorcami tych błogosławieństw wynikających z Nowego Przymierza i w tym sensie najmniejszy w Królestwie Bożym jest większy od Jana (w. 11). Mamy również większe świadectwo niż Jan, waga naszego przesłania ma  o wiele większy prestiż.  Janowi nie było dane zwiastować zmartwychwstałego Mesjasza siedzącego po prawicy Bożej, Mesjasza na imię którego zgina się każde kolano i każdy Język wyznaje Go Panem. My dzisiaj możemy to czynić i czynimy to. Najmniejszy w Królestwie Niebios może dzisiaj mieć większe poznanie niż największy z ludzi, Jan.  
Jezus wyjaśnia że przyjście Jana było zapowiedziane przez ostatniego proroka Starego Testamentu, Malachiasza. Między ostatnią księgą Starego Testamentu, a pierwszą księgą Nowego Testamentu minęło ponad 400 lat. Bóg zapowiedział przez proroka wydarzenia, które mają mieć miejsce za cztery wieki. Jezus mówi, że Jan jest tym o którym przepowiadał Malachiasz jak czytamy
Malachiasza 3:1  Oto Ja posyłam mojego anioła, aby mi przygotował drogę przede mną. Potem nagle przyjdzie do swej świątyni Pan, którego oczekujecie, to jest anioł przymierza, którego pragniecie. Zaiste, on przyjdzie mówi Pan Zastępów.
Zwróćcie uwagę o czym  jest to  proroctwo z Ks. Malachiasza? Oczywiście jest o Janie, to  jest ten posłaniec Boga, który ma mu przygotować drogę. I Jan to  czynił, wzywał do upamiętania, porzucenia grzechów i przygotowanie się na przyjście Mesjasza. Ale głównym bohaterem tego proroctwa wcale nie jest Jan. Głównym bohaterem jest Pan. Jan przychodzi Panu przygotować drogę. Bóg mówi, że pośle posłańca przed Sobą i zaraz po tym przyjdzie pośrednik między Bogiem a człowiekiem, Boży posłaniec, który jest Bogiem. Przyjdzie gdzie? Do swojej świątyni do swojej własności, przyjdzie by pojednać ludzi z Bogiem i stać się ofiarą za ich grzechy. Tak więc Jezus chce powiedzieć przez tą całą wypowiedź o Janie do swoich słuchaczy. Oglądaliście Jana, słuchaliście Jego poselstwa chętnie do czasu, ale Jan nie był  celem. Jan pojawił się przed Mesjaszem, a jeśli Jan pojawił się przed Mesjaszem i Jego zapowiadał to, znaczy że „Ja” nim jestem. I takie jest prawdziwe znaczenie służby Jana, wskazywać na Chrystusa. Takie powinno być życie służby każdego chrześcijanina, by Chrystus przez nas był uwielbiony. Gdy Jezus przyszedł Jan musiał usunąć się w cień, jego misja została zakończona. Być może niektórzy zwolennicy Jana zastanawiali się nad tym, dlaczego został uwięziony, taki oddany Bogu człowiek, dlaczego Bóg na to pozwolił? Ale  Jezus wyjaśnia, że Jan zrobił to co miał zrobić, teraz powinni słuchać Jego. Czasy Mesjańskie nastały, Królestwo jest dostępne, można już do niego wejść. Jak kiedyś poszli na pustynie do Jana teraz powinni przyjść do Niego, bo to było największym pragnieniem Jana, by od pojawienia się Chrystusa on stawał się mniejszym, a Chrystus był coraz bardziej wywyższony. I w ten sposób Jan daje nam wspaniałą lekcje, by Jezusa w naszym życiu było coraz więcej a nas coraz mniej.
Możemy sobie postawić pytanie co Jezus powiedziałby o naszej służbie, o naszym życiu? Na kogo ty i ja wskazujemy? Kogo niesiemy światu? Siebie czy Jezusa?

Dla grzesznego zatwardziałego serca nie ma znaczenia siła argumentów
Trzecia zaś rzecz znajduje się w wersetach od  (w. 16-19). Jezus mówi do słuchaczy, że siła argumentów dla kogoś kto nie chce się nawrócić nie ma znaczenia. Posługuje się tutaj pewną ilustracją, że Izrael jest jak rozkapryszone dzieci. W jakikolwiek sposób próbowałby wypełnić czas takim dzieciom zawsze będą niezadowolone. Żydzi nie byli zainteresowani w taki sposób jak powinni być ani posługą Jana Chrzciciela, ani posługą Jezusa Chrystusa. I to jest dziwne z jednej strony zawsze czekali na wypełnienie proroctw, wyglądali czasów mesjańskich, wiele o tym mówili pragnęli tego. A z drugiej strony gdy przyszedł ten najważniejszy moment  Bożej historii odkupienia sprzeciwili się temu. Jana nazwali opętanym i oskarżyli go o to, że ma demona, prawdopodobnie z powodu Jego surowego życia. Jezusa natomiast który zachowywał się normalnie, jadł i pił nazwali żarłokiem i pijakiem. Ale prawdziwe motywacje oskarżeń Żydów były inne. Wcale nie chodziło o Jedzie czy picie. Nie mogli zaakceptować ani Jana ani Jezusa z powodu wezwania do upamiętania. Nie mogli ich zaakceptować z tego powodu, że mówili o Bożej świętości,  Bożej sprawiedliwości i o tym jak ohydny jest ludzki grzech w oczach Bożych. Nie mogli ich zaakceptować z tego powodu, że przyszli i objawili stan ich serca. Jezus powiedział, że świat Go nienawidzi, bo On świadczy że czyny świata są złe (Jana 7,7). Nienawidzili Go, bo On jest światłością, a człowiek ciemnością. Co się dzieje gdy mroczny ciemny charakter człowieka zbliża się do światłości? Światłość oświetla go, ukazuje nasz prawdziwy stan, zrywa nasze maski i fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Tak często tego nie chcemy i to nas drażni dlatego ludzie nie chcą zbliżać się do światłości (J 3,20). Ani Jana, ani Jezusa nie interesowały zewnętrzne formy religijności. Jezus dobierał się do serca, dobierał się do źródła ludzkiego grzechu i wyciągał go na światło. Pokazywał, że sama przynależność nawet do Izraela, czy do najlepszego kościoła nie daje nikomu mandatu do nieba. Jeśli człowiek sam osobiście nie podejmie decyzji, by kroczyć za Bogiem, by odwrócić się od swoich grzechów, by zaufać Jezusowi, to nie może liczyć na Boże błogosławieństwo. Jan i Jezus  Mówili o tym że nikt nie uniknie sądu Bożego niezależnie od tego jak mocno, by był  religijny i jak mocno czułby się sprawiedliwy. Mówili o tym że Żaden Izraelita i żaden człowiek nie jest w stanie zbawić się sam, że Jedynie Jezus jest drogą.
To więc to były główne powody, dla których Żydzi odrzucili i Jana i Jezusa. Wydaje mi się, że w tej materii się nic nie zmieniło, jeśli ktoś kocha swój własny grzech nie ma  znaczenia jakie dowody byś mu przedstawił i tak się nie nawróci. Najczęściej ludzie mnożą wątpliwości, podważają Boże cuda, zmartwychwstanie, wypełnione proroctwa, wiarygodność Słowa Bożego i nie chcą uznać tych dowodów nie dlatego, że to nieprawda. Jeśli są uczciwi mogą zacząć to badać i przekonać się czy mamy do czynienia z faktami, czy z jakimś zręcznym oszustwem. Ale oni nie chcą tego zrobić, bo im nie zależy na dotarciu do prawdy. U źródła ich sprzeciwu leży ich grzech ich bunt wobec Boga. Nie chcą zaakceptować tego wszystkiego, bo chcą czynić źle.   
Jezus mówi w (w.19) że czyny Jana i czyny Jego nie tylko nie świadczą o nieprawdziwości  ich przesłania. Wprost przeciwnie. Wszystko co czynił Jan i wszystko co  czynił Jezus świadczy o  tym, że królestwo już nadeszło, jeśli tylko uwierzymy ich słowom, będziemy pokutować wejdziemy do niego. Tak więc nie bądźmy jak współcześni Jezusowi i Janowi mnożący wątpliwości i powody dla których przesłanie prostej ewangelii nie może być prawdą, bo nie pasuje do ludzkiej wizji Świata, czy mojej koncepcji Boga.
Podsumowując
1.      Po pierwsze zawsze jak przeżywasz kryzysy, wątpliwości, doświadczenia wróć do Słowa Bożego, tam znajdziesz wyjaśnienie i tam znajdziesz pocieszenie.
2.      Po drugie świadectwo Jana chrzciciela miało wskazywać na Jezusa. Również przez nasze świadectwo, przez to jak żyjemy Chrystus ma być wyeksponowany.
3.      Dla kogoś kto nie chce porzucić swojego grzechu, nie przemawiają żadne dowody.  




Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń