piątek, 19 maja 2017

Autorytet Pana Jezusa, a oficjalna religia Ew. Mateusza 21,23 – 27


Autorytet Jezusa pochodził z nieba
Popatrzmy na kogoś, kto ma władzę, władzę zdobytą w legalny sposób. Na kogoś kto jest pewny swojego autorytetu. Popatrzmy np. na rodziców jak wielki autorytet posiadają wobec swoich dzieci jeśli tylko są go świadomi. Popatrzy na urzędnika, policjanta któremu państwo nadało władze i autorytet, zazwyczaj ludzie nie sprzeciwiają się mu. Popatrzmy na prezydenta wybranego przez naród, że może przemawiać z pewnością w głosie, że może podejmować zdecydowane działania w imieniu dobra narodu. Zobaczmy że ktoś taki ma wpływ.
Świadomość autorytetu dodaje ogromnego poczucia pewności, a jeśli jeszcze za autorytetem idzie zdecydowane działanie w mocy, to wtedy o kimś takim mówimy, że to prawdziwy przywódca, że to ktoś kto ma prawdziwą faktyczną władzę.
I tak było w życiu Pana Jezusa. Ludzie którzy mieli przyjemność choć raz z nim się zetknąć nie mieli wątpliwości, że coś jest niezwykłego w tym człowieku. Gdy tłumy Go słuchały to mówiły, że przemawia zupełnie inaczej niż uczeni w piśmie, przemawia jako moc mający (Mat 7,29).
Wszystko cokolwiek robił, to jak mówił, to jak się zachowywał, to jak pełnił służbę wśród ludzi wskazywało na Jego autorytet i władzę. Było to tak ewidentne, że gdy przemawiał, to ci którzy Go słuchali twierdzili, że jeszcze nigdy nie słyszeli by jakiś człowiek przemawiał tak, jak On przemawia (Jan 7,46).
W 28 rodz. Ew. Mateusza Pan Jezus powiedział że ma nie tylko jakąś władzę, ale ma wszelką władzę, władzę nad wszystkim, nad każdym autorytetem we wszechświecie do tego stopnia że Imię Jezusa jest ponad wszelkie imię (Filip 2,9).  Pan tą władzę demonstrował, przez cuda, przez wypędzanie demonów, przez chodzenie po wodzie, przez uciszenie Burzy, przez rozmnażanie żywności, przez wskrzeszanie ludzi z martwych.
Gdy mówimy o autorytecie Pana Jezusa to w Nowym Testamencie na określenie tego w stosunku do Niego pojawiają się dwa słowa „dunamis” od którego pochodzi słowo dynamit i oznacza ono moc, siłę lub zdolność. I drugie słowo to „exousia” tłumaczone jako wybór, możliwość coś uczynić, autorytet nadany z góry. To więc On miał moc, siłę żeby coś zmienić, ale miał też poparcie Boga Ojca we wszystkich decyzjach jakie podejmował. Bóg przznawał się do wszystkich Jego działań
Pan Jezus mówił o sobie, że ma daną władze nad wszelkim ciałem, nad każdym człowiekiem, ma moc dać życie wieczne, ale też moc sądzić człowieka (Jana 17,2; Jana 5,27). W rzeczywistości to właśnie Pan Jezus wrzuci do piekła tych, którzy nie uwierzyli w Niego. On panował też całkowicie nad swoim życiem, nad chwilą kiedy zostanie zabity. Wiemy że stało się to nie wtedy, kiedy chcieli Jego prześladowcy, ale wtedy kiedy nadeszła Jego godzina. Oznacza to, że On miał władzę nad wszystkimi okolicznościami, wydarzeniami i ludźmi zaangażowanych w Jego śmierć.
Jeszcze bardziej widzimy zakres władzy Pana Jezusa jak zdamy sobie sprawę, że On miał władzę nad swoją śmiercią.
Zobaczmy ew. Jana
Jana 10:17  Dlatego Ojciec miłuje mnie, iż Ja kładę życie swoje, aby je znowu wziąć.
18  Nikt mi go nie odbiera, ale Ja kładę je z własnej woli. Mam moc dać je i mam moc znowu je odzyskać; taki rozkaz wziąłem od Ojca mego.
Czyli Pan miał władzę dać życie, ale miał też władzę podnieść się z martwych. Mówimy że Bóg podniósł Go z martwych i to jest prawda, ale też On sam podniósł się z martwych i to też jest prawda.
Na początku Ew. Jana 2 rodz. gdy Pan oczyścił świątynie batem, to powiedział do Żydów o swoim zmartwychwstaniu Żeby zburzyli świątynie, a On w trzy dni ją odbuduje. Miał tam na myśli świątynie swego ciała. Miał na myśli to, że On podniesie się z martwych i ofiara z Jego ciała stanie się miejscem na wzór świątyni gdzie grzesznik dostąpi z pojednania Bogiem.
To więc teraz gdy pojawia się w Jerozolimie, gdy robi porządek w świątyni wywracając stoły i wypędzając tych, którzy ją profanują, gdy przyjmuje chwałę od tych, którzy wołają na Jego cześć Hosanna Synowi Dawidowemu, to ówcześni przywódcy religijni i polityczni mają z tym problem. Oni pytają Go skąd masz tą moc, skąd masz tą władzę, kto ci to dał, dlaczego tak czynisz (Mat 21,23)? Oni uważają, że to oni mają władzę, to oni decydują i nadają autorytet. A przecież Pan Jezus nie przyszedł do nich i nie prosił ich o poparcie, o pozwolenie na cokolwiek. Nie konsultował z nimi swojej doktryny ani żadnych swoich działań, a w nich mniemaniu powinien to zrobić, bo byli przekonani, że prawda leży w ich ręku, że władza należy do nich. Byli przekonani, że Bóg powierzył im autorytet wykładni słowa, czy mianowania rabinów i nauczycieli. Mieli bardzo rozbudowany system władzy i mocno utwierdzili ją w Izraelu. Na samej górze stali arcykapłani, Rada najwyższa, Sanhedryn 71 członków. Później byli kapłani odpowiedzialni za uroczystości tygodniowe, 24 kapłanów, następnie było 156 kapłanów, którzy byli odpowiedzialni za ceremonie w ciągu dnia. A następnie byli kapłani zwyczajni, odpowiedzialni za pomniejsze sprawy, później rabini i uczeni w piśmie. I tak mieli całą hierarchę religijno polityczną, a tymczasem Pan Jezus ominął te wszystkie stanowiska, zignorował ich i codziennie nauczał w świątyni bez ich dyplomu i pozwolenia. To było dla nich nie do pojęcia, jak tak mógł? Za kogo On się uważa? Dlaczego się z nami się nie liczy?
Jednak On miał władzę od Boga i nie potrzebował ich pozwolenia. Miał władzę z samej góry.
Oni zignorowali Go, bo nie kształcił się w ich szkołach, nie zabiegał o ich poparcie, nie liczył na ich pozwolenie, ale otwarcie z mocą głosił Bożą prawdę. Boży autorytet jest ponad wszystkimi i On nie potrzebował ludzkiego polecenia. Jakiś czas temu jeden z misjonarzy opowiadał mi jak podczas ewangelizacji zatrzymała ich Straż Miejska i pytała się, czy mają odpowiednie pozwolenia. A jeden z misjonarzy odpowiedział, tak mamy takie i mamy je z samej góry! Wtedy strażnik powiedział żeby je pokazać, a ten misjonarz otworzył Ew. Mateusza 28 rozdz. i przeczytał 19 wiersz
 „Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”.
Musimy być tego świadomi, że tak jak Pan Jezus miła autorytet z samej Góry, tak dał nam byśmy szli bez obaw w Jego autorytecie i głosili światu dobrą wieść nie bojąc się przeciwników naszych.

Sprzeciw religii wobec Bożego powołania
 To prowadzi nas do drugiego wniosku, że to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje ludzi do służby, to Bóg decyduje, a nie człowiek, przez kogo chce wykonać swoje dzieło. Bóg na Chrystusie położył swoją pieczęć, stąd była Jego moc. Bóg ustanowił Go pośrednikiem między sobą a ludźmi, ale Jego własny naród odrzucił Go. Nie rozpoznali i odepchneli swojego Mesjasza wydając Go na haniebną śmierć Krzyżową. 
Drodzy często ludzie się mylili w ocenie tego, kogo Bóg posyła i przez Kogo Bóg chce działać. Pamiętacie Mojżesza jak poszedł do Izraelitów za pierwszym razem oferując im ratunek, jak zabił Egipcjanina, a później skłóconych nakłaniał do zgody o czym czytamy w Dziejach Ap 7,22-29
Dzieje Ap. 7:25  Sądził zaś, że bracia zrozumieją, iż Bóg przez jego ręce daje im wybawienie, ale oni nie zrozumieli.
Mojżesz 40 lat wcześniej miał nadzieje na wybawienie swojego ludu, ale Go nie rozpoznali jako Bożego wysłannika. Musiało minąć kolejnych 40 lat, a naród musiał zostać bardziej uciemiężony by przyjęli Go jako Bożego wybawcę.
W historii Kościoła znajdziemy podobnych Bożych wysłanników, których Bóg posyłał by zreformować Kościół czy zawrócić z niewłaściwej drogi. Kościół Anglikański nie rozpoznał Jana Wesleya jako Bożego reformatora i dar dla tej denominacji, to więc odrzucili Go, szczuli na niego i prześladowali Go. Choć oficjalnie Wesley nigdy nie wystąpił z kościoła Anglikańskiego, to nieoficjalnie usunięto Go. A później z Jego działalności powstał Kościół Metodystyczny. Pomyślcie ile wspaniałych rzeczy mogło się stać w Kościele Anglikańskim dzięki działalności Jana Wesleya i tych którzy za sprawą Jego służby uwierzyli, ale nie stało się, bo nie było to zgodne z nurtem oficjalnej religii oraz przepisów. Podobnie było z Marcinem Lutrem. Luter nigdy nie zamierzał występować z kościoła i tworzyć kościoła protestanckiego, chciał tylko zreformować Kościół Rzymskokatolicki i głosił o tym, co było niezgodne ze Słowem Bożym i niszczyło kościół. Głosił przeciw kupczeniu sakramentami, zbawieniem dzięki odpustom. Ale gdy zaczął to czynić, to takie działania były sprzeczne z oficjalną strategią kościoła Rzymskiego i to doprowadziło do Jego usunięcia.
Drodzy chce powiedzieć, że musimy być ostrożni jako denominacja, jako kościół w tworzeniu przepisów religijnych, trzymaniu się ślepo praw wewnętrznych, czy uważaniu że tylko nasza denominacja i nasz kościół ma monopol na prawdę. Musimy być ostrożni by nie tworzyć jakiejś sformalizowanej religii dla wąskiej grupy ludzi, dla których w kościołach istnieje hierarchia i stanowiska, by im mogło się dobrze powodzić. Wszystkie nasze struktury i prawa wewnętrzne powinny mieć za zadanie nam służyć i budować kościół Pana Jezusa Chrystusa. Tam gdzie one nam przeszkadzają lub z ich powodu nie możemy rozpoznać Bożego prowadzenia powinny być zaniechane. Przepisy te, tak długo nam pomagają, jak długo nie istnieją dla samych siebie, albo nie zaczniemy uważać, że One dają nam mandat do istnienia. Jak widzimy to Bóg nadaje autorytet, to Bóg powołuje, to Bóg przeznacza do służby. I ciągle musimy o tym pamiętać i być wobec tego pokorni, żeby czasem nie okazało się, że odrzucamy to co Bóg chce uczynić. Tak samo z seminariami, czy z koniecznością wyższego wykształcenia w kościołach, by być kaznodzieją lub funkcjonować w służbie. Od razu zaznaczę, ze nie jestem przeciw wykształceniu, sam skończyłem studia teologiczne i uważam, że powinno się dążyć, by usługujący w kościele kształcili się. Jednak to nie może być główny i decydujący warunek kwalifikujący do służby. Oczywiście, wyksztalcenie powinno być brane pod uwagę, ale jeszcze ważniejsze jest Boże powołanie. Wykształcenie można uzupełnić, ale powołania samemu sobie nadać nie można.
To więc jeśli kościół przywiązuje bardzo dużą wagę do wykształcenia akademickiego, to może tworzyć sytuacje, że odrzuci ludzi których powołuje Bóg, ale nie spełniają warunków formalnych. Może też kwalifikować na pracowników kościoła tylko tych, którzy mają wykształcenie formalne, a nie mają powołania. Co w konsekwencji prowadzi Kościół do śmierci i skostnienia. Nie wiele rzeczy jest gorszych dla kościoła niż przywódcy, którzy nie znają Pana i nie będący przez Niego powołani.
Kościół raczej powinien rozpoznawać powołanie i tych, którzy nie maja odpowiedniego wykształcenia zachęcać  by je uzupełnili. Jak np. Paweł uczynił z Tymoteuszem kiedy pomimo młodego wieku rozpoznał w nim powołanie, a później zachęcał Go do kształcenia się w Pismach i by wzrastał pod każdym względem.
Oficjalny denominacyjny Kościół nie może również twierdzić, że jest jedynie uprawniony do głoszenia i wykładania prawdy jak np. dzieje się to w Kościele Rzymskim.  W kościele Rzymskim przeciętny katolik boi się Biblii i często uważa że nie należy jej samodzielnie czytać, bo dojdzie się do jakiś herezji i błędów. Pogląd ten wynika z działań kontrreformacyjnych kościoła Rzymskiego który zakazywał samodzielnego czytania Biblii i uzurpował sobie jedynie słuszną i nieomylną jej interpretacje.
I tak np. w roku 1634 synod katolicki w Warszawie wydaje oświadczenie, iż samodzielne czytanie Biblii jest inspirowane przez samego szatana. Stanowisko to zostaje zatwierdzone przez papieża. (Piąty wiek Biblii w języku polskim, Henryk Dominik, Zwiastun 10/95).
Wszystkie nauczania wtedy były w tym samym duchu, tak że zrodziło się powszechnie przekonanie, że Biblia jest dla księdza, a każdego kto ją czyta prywatnie w kościele uważano za sekciarza. Tymczasem samo Pismo zachęca nas do tego byśmy je badali i czytali, bo przez nie wzrastamy w naszym chrześcijańskim życiu.
Były też sytuacje w historii Kościoła, że jeśli nie miałeś wykształcenia teologicznego to nie mogłeś głosić ewangelii i dzielić się z innymi Chrystusem, czy prowadzić spotkań biblijnych.
Tak więc widzimy jak sformalizowana religia może zaciemniać człowiekowi Boże dzieło, a nawet powstrzymywać Boży rozwój, czy Boże przebudzenie. Jeszcze raz powiem, nie jestem przeciwko strukturom, prawom wewnętrznym, liturgii, czy nawet ceremoniom kościelnym. Mamy jednak pamiętać, że to wszystko ma drugorzędne znaczenie i nie możemy dopuścić, by przez religię sprzeciwiać się Bożemu prowadzeniu jak Żydzi z powodu swojej religii nie chcieli uznać autorytetu Pana Jezusa.
Nie możemy dopuścić by nasze sformalizowane prawa spowodowały  że wyżej będziemy cenić od Bożego powołania i Słowa Bożego nasze religijne ustanowienia, tradycje, przepisy, urzędy kościelne, budynki, czy cieszące się wielkim autorytetem osoby.

Polityczna poprawność
Teraz idźmy dalej, oni pytają Go o pochodzenie Jego mocy, o Jego autorytet. Wiemy że nie pytają Go w tym celu żeby dowiedzieć się kim jest, czy szukają prawdy, ale to pytanie ma na celu doprowadzić do Jego oskarżenia. Pan Jezus już wielokrotnie mówił, że działa w imieniu Boga, swego Ojca. Więc jeśli szukaliby prawdy, to mogli ją znać. Ale oni chcą, by publicznie w tej chwili przed całą Radą powiedział, że pochodzi z Nieba i jest Synem Bożym, co oczywiście doprowadziłoby do oskarżenia Go o bluźnierstwo i ukamienowania. Już bowiem od dawna szukali argumentów, by Go zabić.
Jednak Pan nie dał się sprowokować i jak często miał to w zwyczaju, co było też rabiniczną praktyką, na ich oskarżające pytanie odpowiada pytaniem o którym wiedział, że oni nie będą chcieli na nie odpowiedzieć.
To dało Mu możliwość być wobec nich uczciwym, dać im szanse uzyskania odpowiedzi, a jednocześnie nie dać im dodatkowych argumentów, by go ukamienowali.
I On mówi do nich to niesamowite pełne mądrości pytanie, obiecując że jeśli oni mu na nie odpowiedzią i On udzieli im odpowiedzi (w 24). Skąd był chrzest Jana? Z nieba, czy od ludzi? W ten sposób pyta się ich o całą służbę Jana Chrzciciela. Czy Jan chrzciciel pochodził od Boga, czy miał Boży autorytet, czy jednak był samozwańczym prorokiem?
Wiemy że Jan chrzciciel był ostatnim prorokiem Starego Testamentu, był największym z ludzi (Mat 11,11) i przemawiał z wielką mocą. Prowadził również bardzo surowe, skromne ascetyczne życie. Był również bezkompromisowy wobec prawdy, ta właśnie bezkompromisowość doprowadziła do Jego śmierci, gdy upominał Heroda z powodu Jego niemoralności. Nawet Herod w jakimś stopniu uważał Jana za proroka i obawiał się Go. Jan też wyznał w Jezusie Chrystusie Baranka Bożego, złożył o Nim świadectwo, że to On jest Mesjaszem. Tych których zgromadził podczas swojej służby odesłał do Pana Jezusa i twierdził że on ma tracić na znaczeniu, a Chrystus ma zyskiwać. Wielki Boży prorok, wielki Boży sługa, Jan chrzciciel.
I przedstawiciele Rady Najwyższej doskonale o tym wiedzą, że Jan był wielkim człowiekiem, ale nie chcą odpowiedzieć na pytanie Pana Jezusa, kim faktycznie był. Wiedzą że jeśli odpowiedzą iż  Jan pochodził od Boga, to wtedy padnie pytanie dlaczego Jemu nie uwierzyli (w. 25)? Dlaczego teraz nie wierzą Jezusowi skoro Jan składał o nim świadectwo i powiedział, że On jest barankiem Bożym. A z drugiej strony kalkulują, że jeśli powiedzą iż Jan nie pochodził od Boga, to ludzie którzy temu się przysłuchują w świątyni wpadną we wściekłość mając Jana za proroka i odrzucą ich. Widzicie wyrafinowane kalkulacje? Oni nie szukają prawdy, oni ciągle kombinują jak zachować władzę, pieniądze, pozycje, jak zrobić by ich było na wierzchu. Oni gonią za tym co jest korzystne dla nich, co służy im i ich celom, ich brzuchowi, a nie Bogu. Oni nie chcą dać jasnej odpowiedzi i przyznać się do tego co naprawdę myślą i w co wierzą. Nie chcą z rozmysłem powiedzieć prawdy, bo wiedzą że prawda mogłaby im zaszkodzić.
Jest to bardzo niebezpieczny stan. Stan rozmyślnej ignorancji, tchórzostwa i politycznej kalkulacji, że będziemy mówić i zachowywać się tak, by jak najwięcej ugrać dla siebie, a prawda nie ma znaczenia. To jest stan, w którym nie mówimy prawdy, bo prawda mogłaby zaszkodzić naszym interesom. Więc lepiej z rozmysłem kręcić, być cynicznym politykiem. Są kościoły i ludzie o których mówimy, że oni zawsze umieją się ustawić i zmieniają swoją retorykę w zależności od otoczenia, są jak kameleon i chcą podobać się wszystkim. Jeśli przyjmujemy taką postawę jak faryzeusze w naszych relacjach z innymi, w naszym świadectwie dla Chrystusa, to nasza postawa nie będzie definiowana tym jak dać świadectwo prawdzie, ale co powinienem teraz zrobić lub co powiedzieć żeby sobie nie zaszkodzić. Człowiek taki przypomina kogoś kto chce płynąć na dwóch łódkach. Stoi jedną nogą na jednej i jedną nogą na drugiej. Wszystko jest dobrze aż do chwili, gdy łódki zaczynają się rozjeżdżać, wtedy też i upadek Jego pewny.
Pan Jezus o takiej postawie powiedział w ten sposób:
Łukasza 6:26  Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich.
Tak, jest to cecha fałszywych proroków, w oczach wszystkich dobrze wypaść, nikomu nie zaszkodzić, nikomu się nie narazić, zawsze mówić tak jak ludziom się podoba i nie konfrontować ich z prawdą. Wszak otwarte komunikowanie prawdy powoduje napięcia, a na tym możemy jedynie stracić. Tak i rzeczywiście tracimy w oczach tych, którzy i tak nie chcą uwierzyć, a zyskujemy i jesteśmy zachętą dla tych co idą za Panem i zyskujemy u Boga. Jakie jest nasze zachowanie w podobnych sytuacjach, czy mamy odwagę otwarcie stanąć po stronie prawdy, po stronie Chrystusa? Mówić jak Słowo Boże mówi, „tak, tak albo nie, nie”, bo co ponadto jest od złego (Mat 5,37). Nasze odpowiedzi mają być proste, zrozumiałe, intencje szczere bez politycznej kalkulacji.

Podsumowując:
1.      Po pierwsze autorytet Pana Jezusa pochodził z Nieba i wielokrotnie dawał tego dowody. Trzeba być głupim albo ślepym z powodu zatwardziałej niewiary i pełnym uprzedzeń, by nie widzieć że jeśli ktoś chodzi po wodzie, uzdrawia wszelką chorobę, ucisza burzę, wskrzesza z martwych, wypędza demony i rozmnaża żywność nie ma władzy od Boga.
2.      Po drugie, religijne wąskie przekonania i przywiązanie do tradycji często zamykają człowiekowi oczy na Boże dzieło do tego stopnia, że może mu się nawet sprzeciwiać, a nawet z nim walczyć jak np. Apostoł Paweł przed swoim nawróceniem.
3.      I po trzecie, strzeżmy się politycznej poprawności jako chrześcijanie, by każdemu się podobać, by z wszystkimi się zgadzać, by szukać własnego interesu kosztem prawdy ewangelii. Amen





Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń