niedziela, 14 maja 2017

Drzewo bez owoców Ew. Mateusza 21,18 – 22


Drodzy przypominam, że jesteśmy w ostatnim tygodniu pobytu Pana Jezusa na ziemi. Dzisiaj przyjrzymy się historii jak Pan przeklął drzewo figowe. Jest to o tyle niezwykłe, że rzadko mogliśmy widzieć Pana Jezusa w sytuacjach, gdy używał swojej mocy w celach by coś zniszczyć. Najpierw widzieliśmy Go jak pełen Gniewu powywracał stoły w Świątyni i przepędził tych, którzy z domu Jego Ojca czynią jaskinie zbójców, a teraz jak jednym słowem przeklina drzewo figowe i ono usycha. Zarówno pierwsze jak i drugie wydarzenie zawierają w sobie ważne przesłania. O przesłaniu wynikającym z oczyszczenia świątyni mówiliśmy ostatnim razem, a dzisiaj powiemy sobie o tym co Bóg chce do nas powiedzieć na podstawie historii o nieurodzajnym drzewem figowym. 
 Po tym jak Pan Jezus oczyścił Świątynie udał się do Betanii by tam przenocować (w 17). W Betanii mieszkali Jego bliscy przyjaciele Łazarz którego wskrzesił z martwych jego siostra Maria i jej siostra Marta. Miejscowość ta leżała bardzo blisko Jerozolimy, około 3 kilometrów, więc Pan Jezus najwyraźniej przenocował w domu swoich przyjaciół i rano wracał do miasta. W trakcie powrotu zauważył przy drodze drzewo figowe na którym były liście, ale nie było owocu. Z tego powodu że był głodny podszedł do niego szukając na nim fig, ale nic nie znalazł.  
Ewangelista Marek uzupełniając tą historię dodaje że nie był to czas na figi (Mk 11,13). Może wydawać się dziwne dlaczego Pan Jezus przeklął to drzewo, skoro nie był to jeszcze czas na owoce.
Ale dopiero gdy zagłębimy się w tą historię zdołamy odpowiedzieć na te pytania. W Ziemi Izraelskiej drzewo figowe było synonimem dobrobytu i bogactwa. Przypomnijmy sobie jak Bóg miał wprowadzić Izraela do ziemi obiecanej to powiedział, że jest to niezwykle piękna ziemia. Ziemia pszenicy, jęczmienia, winnej latorośli, drzewa figowego i drzew granatu (5 Moj 8,8). A jak szpiedzy zostali wysłani przez Mojżesza w celu zbadania ziemi, to na dowód urodzajności ziemi obiecanej przynieśli jabłka granatu i figi (4 Mój 13,23). Gdy Słowo Boże przedstawia czasy dobrobytu i pokoju, to wyraża je w słowach, że każdy będzie siadywał pod swoich drzewem figowym (1 Król 4,25).
Drzewa figowe są także bardzo okazałe, ich wysokość dochodzi do ponad 6 metrów i podobną średnice rozpiętości mają ich gałęzie. W ten sposób dają wiele cienia w gorące dni. Owocują one dwa razy do roku w maju i czerwcu. Ale to drzewo figowe które przeklął Pan Jezus nie było urodzajnym drzewem. Czytamy że Pan nic nie znalazł na nim oprócz liści. Jest to cenna wskazówka pokazująca nam, że to drzewo było jałowe, bo na figowcach pierwszy owoc pojawia się przed liśćmi. I choć jak mówi Ew. Marek że nie był to jeszcze czas na owoce, bo była wiosna, kwiecień, to jednak to drzewo miało już liście. Co oznaczało, że w ogóle owoców nie wyda.
Po prostu to było chore drzewo, bezowocne i to stało się powodem tego, że Pan przeklął  je. Uczynił to mocą swego słowa. Powiedział  „niechaj się już nigdy z ciebie owoc nie rodzi na wieki” (w.19).
Ew. Mateusz mówi, że drzewo po tych słowach zaraz uschło. U ewangelisty Marka czytamy, że dopiero na drugi dzień były wyraźne efekty po słowach Chrystusa (Mk 11,20). Czy to jest jakaś sprzeczność? Nie, łatwo to wytłumaczyć, uschło rzeczywiście od razu. Korzenie stały się suche jak tylko Pan Jezus wyrzekł swoje słowa, ale dopiero na drugi dzień było wyraźnie widać że umarło.



Brak owoców powodem odrzucenia
Ale w historii tej chodzi o coś więcej niż tylko zniszczenie nieurodzajnego drzewa. Historia ta jest wyraźną ilustracją tego co się stanie z literalnym Izraelem. Nie bez znaczenia jest fakt, że Pan Jezus zniszczył to drzewo, zaraz na drugi dzień po tym jak oczyścił świątynie. Drzewo figowe przedstawia tutaj Izraela jak w innych fragmentach Słowa Bożego np. Ks. Ozeasza
Ozeasza 9:10  Znalazłem Izraela jak winne grona na pustyni, widziałem waszych ojców jak wczesną figę na drzewie figowym.
lub Jeremiasza
Jeremiasza 24:5  Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Jak na te dobre figi, tak spojrzę łaskawie na wygnańców Judy, których zesłałem z tego miejsca do ziemi Chaldejczyków, ku dobremu;
Liście które były na drzewie oznaczają aktywność religijną. Z daleka wydaje się, że to drzewo jest całkiem zdrowe. Mówiliśmy o tym ostatnio, że świątynia całkiem dobrze prosperowała. Odbywały się tam religijne ceremonie, obchodzono święta i składano ofiary. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że wszystko jest w porządku. Wystarczyło jednak zbliżyć się trochę i przyjrzeć tej religijności, by zobaczyć że to wszystko było puste, bezowocne jak owe drzewo.
Literalny Izrael miał wszystko by przynosić dla Boga owoce. Byli narodem wybranym, mieli Boże obietnice, zostali wprowadzeni do ziemi obiecanej, mieli Bożych proroków którzy ich instruowali i przekazywali im prawdziwe Słowa od Pana. Mieli prawdziwe prawo od Boga wypisane palcem Bożym. Nie musieli być jak inne narody zastanawiając się czy ich cześć dla Boga jest właściwa, bo ich objawienie pochodziło z pewnego źródła. Mieli kapłanów, świątynie, Boże błogosławieństwo i wszystko inne co potrzebne było do wydawania owoców.
Jednak oni te wszystkie wspaniałe rzeczy, które dał im Bóg sprzeniewierzyli, zdradzili Boga. Zamiast wykorzystać Boże błogosławieństwa i narzędzia od Boga do wydawania owocu, to wykorzystywali je do pomnażania grzechu. Bożych proroków pozabijali, świątynie wykorzystywali do fałszywego kultu, ziemię obiecaną napełnili przestępstwami, krwią niewinnie przelaną i fałszywymi bóstwami, a kapłaństwo, ofiary i Boże przykazania sprowadzili do pustej religijnej formy odartej z mocy i faktycznego ich przesłania. 
Jeszcze szczycili się tym, że nie ma znaczenia jaki mają osobisty stosunek do Boga i jego przykazań. Uważali że zawsze będą narodem wybranym, bo mają swoją religię, swoje rytuały i swoje święta.
Pamiętamy jak przyszedł Jan chrzciciel? Wzywał ich wtedy do nawrócenia, by wydawali owoce godne upamiętania i nie wmawiali w siebie, że sam fakt pochodzenia od Abrahama sprawa że są błogosławieni przez Boga (Łuk 3,8).
Tak, były liście, drzewo wyglądało całkiem dobrze, religia kręciła się w najlepsze, interes prosperował, ale nie było owoców.
Ewangelista Łukasz w 13 rodz. swojej ewangelii przekazał nam zastosowanie tego samego obrazu:
Łukasza 13:6  I powiedział to podobieństwo: Pewien człowiek miał figowe drzewo zasadzone w winnicy swojej i przyszedł, by szukać na nim owocu, lecz nie znalazł.
7  I rzekł do winogrodnika: Oto od trzech lat przychodzę, by szukać na tym figowym drzewie owocu, a nie znajduję. Wytnij je, po cóż jeszcze ziemię próżno zajmuje?
8  A tamten odpowiadając, rzecze: Panie, pozostaw je jeszcze ten rok, aż je okopię i obłożę nawozem,
9  Może wyda owoc w przyszłości, jeśli zaś nie, wytniesz je.
Pan Jezus Chrystus naprawdę wiele inwestował w drzewo figowe jakim był Izrael. Przez trzy lata chodził nauczał, uzdrawiał, wypędzał demony i okazywał swoją moc dając liczne świadectwo tego, że jest oczekiwanym Mesjaszem Królem. Jednak oni Go zabili, zamordowali swojego Mesjasza na którego czekali. Pomimo to, był wobec nich bardzo cierpliwy, podobieństwo mówi że trzy lata obkładał nawozem, ale czekał o wiele dłużej. Czekał aż do 70 r.ne kiedy wylał się na nich ostateczny sąd w chwili gdy cesarz Tutus z Rzymską armią wkroczył do miasta i zniszczył świątynie. Sprawił tak, że nie pozostał tam kamień na kamieniu jak Pan przepowiedział (Mat 24,2).
To drzewo figowe do dzisiaj nie wydaje owoców, do dzisiaj jest przeklęte. Pojedziesz do Izraela i spotkasz ortodoksyjnych Żydów, to zobaczysz to samo, co widział wtedy Pan. Zobaczysz liście, zobaczysz religie, ceremonie, odpowiednie religijne ubiory oraz gesty, ale do dzisiaj nie uznają swojego Mesjasza i nie służą Mu. Kto nie kocha Pana mówi Słowo niech będzie przeklęty (1 Kor 16,22).
Naprawdę dziwie się kościołom chrześcijańskim, które tak bardzo zachwycają się dzisiejszym Izraelem, przyjmują praktyki Żydowskie, czy ślą pieniądze by wspierać dzisiejszy Judaizm myśląc że czyniąc tak przyśpieszają realizacje Bożych planów oraz są bliżej Boga. Żaden nawet odrodzony duchowo Żyd nie jest bliżej Boga niż nawrócony chrześcijanin! Zasłona świątyni, zasłona do miejsca najświętszego w czasie gdy Pan Jezus składał ofiarę rozdarła się. Dzisiaj każdy ma taki sam dostęp do Boga i na takich samych warunkach, przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Wszyscy którzy wierzą w Chrystusa są synami Bożymi, wszyscy zasiądą do jednego stołu i będą na jednej uczcie z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem.
Wprawdzie Bóg w odpowiednim czasie zwróci swoje oczy na literalny Izrael i wtedy spojrzą na tego którego przebodli (Zach 2,10). Wierzę że to będzie przed samym przyjściem Pana. Spojrzą na Chrystusa i uznają w Nim swojego Mesjasza. Bóg ma swoje plany co do tego narodu i zachowuje ich w sposób fizyczny i polityczny. Dopiero wtedy gdy się nawrócą zaczną wydawać owoce, ale do tego czasu są pod przekleństwem.

Wiara wydaje  owoce
W ten sposób Pan i nas chce nauczyć ważnych lekcji.
Pierwsza z nich jest taka, że nie ma wiary bez owoców. Prawdziwa wiara w Chrystusa jest wiarą przynoszącą owoce. Jeśli ktoś jest człowiekiem religijnym, ale nie ma w Jego życiu upamiętania, posłuszeństwa Chrystusowi, oddania Jemu i miłości do Niego, to żadna religia mu nie pomorze. To jest coś czego musimy nauczyć się wszyscy, wbić sobie to głęboko w nasze serce, że jeśli są liście, ale nie wydajemy owoców upamiętania, to jesteśmy przeklęci, to jesteśmy potępieni. Piekło to miejsce ludzi religijnych. Tam będzie ich mnóstwo, wszyscy oni mieli swoją religie, swoje przekonania, swoje praktyki i swoje ceremonie, ale nie mieli upamiętania. Nie mieli Zbawiciela, nie mieli owoców Ducha Św. miłość, radość, pokój, uprzejmość, dobroć, cierpliwość, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość i wiele innych o których wspomina Słowo Boże. 
Każdy chrześcijanin, to jest ktoś, kto przynosi owoce dla Boga. Pan Jezus powiedział w przypowieści o dobrej glebie w 13 rozdz. Ew Mateusza że jest to owocowanie o różnym natężeniu, jeden przynosi trzydziestokrotny polon, inny sześćdziesięciokrotny, a jeszcze inny stokrotny.  Nie ma nieowocujących chrześcijan, jeśli ktoś nie przynosi owocu, jeśli ktoś nie widzi w swoim życiu uczynków posłuszeństwa, poświęcenia i miłości do Pana wypływających z wiary nie jest chrześcijaninem.

Wiara w Boga daje dostęp do Bożej mocy.
Druga lekcja dla uczniów i dla nas jest taka, że prawdziwa wiara w Boga daje chrześcijaninowi dostęp do nieograniczonych zasobów Bożej mocy. Wydaje mi się, że z powodu ruchu charyzmatycznego czasami boimy się mówić o Bożej mocy w życiu chrześcijanina. Ale tego nucza tutaj Pan Jezus, ze jeśli wierzymy w Boga, jeśli ufamy Bogu i mamy niezachwianą wiarę w Jego obietnice, to możemy być pewni że Bóg wysłucha każdej naszej modlitwy która jest zgodna celami i pragnieniami Boga.
Czytamy w 20 wierszu że uczniowie bardzo zdziwili się, że drzewo tak szybko uschło. Wiedzieli dobrze, ze to co się stało z drzewem nie było wynikiem naturalnych procesów, ale tutaj działała Boża moc. Nasz Pan posłużył się tym, by powiedzieć uczniom, że Boża moc jest tak ogromna, że nawet jakby kazali wielkiej górze wznieść się i rzucić do morza, a byłoby to Bożą wolą, tak się stanie.
Oczywiście nie chodzi tutaj o to, by dosłownie przenosić góry. Znamy jednak powiedzenie, że wiara góry przenosi. W naszym kontekście oznacza to wiarę w Boga w Bożą moc z pomocą której jesteśmy w stanie sprostać największym problemom i wyjść naprzeciw największym potrzebom. W żydowskiej symbolice umiejętność przenoszenia gór była metaforą radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach i usuwania największych przeszkód. Tym samym Pan Jezus chce do uczniów i do nas powiedzieć, żebyśmy zawsze pamiętali, że Bóg i Jego wielka nieograniczona moc jest po naszej stronie i mamy do niej dostęp przez wiarę. Jakże często mamy tendencje o tym zapominać, gdy pojawiają się problemy i przeszkody. Zamiast modlić się do Boga o rozwiązanie problemu, zamiast u Boga szukać zasobów to narzekamy. Mówimy że się nie da, że to nie wyjdzie, nie uda się, i tak niż z tego nie będzie i w ten sposób rezygnujemy. W ten sposób nie doświadczamy Bożej mocy w naszym życiu w takim stopniu jak moglibyśmy doświadczać.
Wiara o której mówi Pan Jezus tutaj, nie jest wiarą w pokonanie problemu, nie jest wiarą w uzdrowienie, nie jest wiarą w siebie by realizować swoje ambicje i marzenia. Jest to wiara skoncentrowana na Bogu, niezachwiana ufność że Bóg odpowie nam i zaspokoi nasze potrzeby.
Nie jest to jakaś zwykła wiara na zasadzie że zgadzamy się z tym, że Bóg może wszystko uczynić. Czasami mówimy, wierzę że Bóg może wszystko, wierzę że Bóg może dać mi pracę, wierze że Bóg może uzdrowić każdą chorobą i każdą niemoc, wierzę że Bóg może rozwiązać mój problem.  
Wiara o której mówi Pan Jezus to jest głęboka ufność w Bożą moc, w Bożą ingerencje w jakiejś sprawie bez żadnych wątpliwości. On mówi 21 wierszu „jeślibyście mieli wiarę i nie wątpili”. Wątpliwości dotyczą serca, dotyczą wewnętrznego przekonania, czy Bóg mi odpowie, czy to jest Bożą wolą. Wątpliwości ujawniają się również w zaangażowaniu, gdy porzucamy nasze modlitwy, gdy modlimy się bez przekonania. Przykładem ufnej niezachwianej modlitwy może być modlitwa Hudsona Tylora o 24 misjonarzy do Chin. Gdy zdał sobie sprawę po pewnym czasie pobytu tam, jak ogromnym dziełem jest ewangelizacja Chin postanowił modlić się o 24 zdecydowanych pracowników misyjnych, którzy mogliby razem z nim udać się z powrotem do Chin i głosić ewangelię. Jednak w XIX w zdobyć 24 ludzi, którzy zdecydują się na wielomiesięczną trudną i niebezpieczną podróż do Chin i jeszcze zdobyć środki na ich utrzymanie graniczyło niemalże z cudem. Hudson też nie miał zbyt dużo czasu, by wszystko zostało załatwione, bo około roku. Ale już po pół roku od jego modlitwy zgłosiło się 24 pracowników, którzy zdecydowali się na wyjazd misyjny, by przez następne 8 lat głosić ewangelię w chinach. Później napisał w swoim pamiętniku "Modliłem się o dwudziestu czterech wykwalifikowanych, chętnych pracowników w Brighton, 25 czerwca 1865 roku. Jak ogromnie szybko potoczyły się wydarzenia, począwszy od tego dnia!
„Zdawało się, że Bóg jakby tylko czekał na to, aby on uczynił ten jeden krok - a gdy go zrobił, to stwierdził, że wszystko inne jest już przygotowane”.
Również i ja w swoim życiu duchowym doświadczałem wielkich Bożych odpowiedzi. Odpowiedzi w sprawie służby, w sprawie pracy, w sprawie zdrowia, rodziny, w sprawie nawrócenia moich bliskich. I wierzę głęboko, że jeszcze nie jednej odpowiedzi Bożej na moje modlitwy doświadczę. Wiem również że każdy z nas, każdy kto ma wiarę i ufność w potężną Bożą moc, każdy kto ma wiarę i ufność w Boga Biblii może tych odpowiedzi doświadczać. Pod warunkiem, że wołamy do Boga o to, co jest zgodne z Jego planami i celami. Podczas ostatniej wieczerzy Pan Jezus kilka razy przypominał swoim uczniom że ta wielka moc Boża dostępna jest dla Jego dzieci
Jan 14:13  I o cokolwiek prosić będziecie w imieniu moim, to uczynię, aby Ojciec był uwielbiony w Synu.
14  Jeśli o co prosić będziecie w imieniu moim, spełnię to.
  Później podobne słowa mówi w 15 rodz. aż dwa razy (Jana 15,7.16), a także przypomina uczniom o tym w 16 rozdz. Ew. Jana (16,23-24).
Nie rezygnujmy z tego, nie poddawajmy się, zawsze pamiętajmy, że po naszej stronie jest Bóg wszechmogący dla którego nie ma nic niemożliwego.

Boża moc dostępna przez modlitwę
Teraz Zwróćcie uwagę, że ta Boża moc jest dostępna przez modlitwę. To jest Boży sposób darowania nam Bożego zaopatrzenia. Pan Jezus o tym mówi w 22 wierszu „i wszystko o cokolwiek byście prosili w modlitwie z wiarą, otrzymacie.
Ostatnio słuchałem ciekawego wykładu na temat modlitwy z listu Jakuba Chucka Swindolla w oparciu o fragment
Jakuba 4:2  Pożądacie, a nie macie; zabijacie i zazdrościcie, a nie możecie osiągnąć; walczycie i spory prowadzicie. Nie macie, bo nie prosicie.
3  Prosicie, a nie otrzymujecie, dlatego że źle prosicie, zamyślając to zużyć na zaspokojenie swoich namiętności.
 Chack Swindoll najprościej jak tylko potrafił wyjaśnił, że jedną z przyczyn barku mocy w życiu chrześcijan jest zwyczajny brak modlitwy jak powiedział Jakub. Chcielibyście mieć, chcielibyście osiągnąć, ale nie modlicie się. Boża moc dostępna jest dla tych, którzy się modlą, którzy podejmują regularny wysiłek by poświęcać cześć swojego czasu na społeczność z Bogiem na modlitwę. Na modlitwę szczerą, gorliwą, która angażuje nasze serce, nasze myśli i naszą wolę. Gdy przyjrzymy się bohaterom wiary, ludziom których podziwiamy, ludziom którzy doświadczali wielkich Bożych cudów w swoim życiu, to zawsze są to ludzie modlący się.
Jednym z takich wielkich Bożych mężów modlitwy był metodystyczny kaznodzieja William  Bramwell.
Pozwólcie że przywołam tutaj jedno wydarzenie z jego biografii:
Gorliwa młoda chrześcijanka miała właśnie odpłynąć z Lwerpool na Jamajkę, aby odwiedzić swoich przyjaciół. Postanowiła odwiedzić pasatora Williama Bramwella, bardzo cenionego w mieście kaznodzieję Metodystycznego i poprosić go o błogosławieństwo i powierzenie jej Bożej opiece. Kaznodzieja przyjął ją łaskawie i modlił się gorliwie w jej sprawie.
Kiedy powstał ze swoich kolan, wykrzyknął stanowczo: "Moja droga siostro, nie możesz jutro jechać. Mam przekonanie od Boga, że nie możesz tego uczynić". Niewiasta była zdziwiona, rozczarowana i z pewnością zdezorientowana, ponieważ wszystko było już zaplanowane. Jednakże nie ośmieliła się zignorować ostrzeżenia człowieka, o którym wiedziała, że jest blisko Boga.
Sześć tygodni później do Anglii dotarła wiadomość, że statek zatonął wraz ze wszystkimi pasażerami, jacy byli na pokładzie.
Również biblijny Dawid to człowiek modlitwy on mówi „Głosem moim wołam do Pana, A On odpowiada mi” (Ps. 3,5) na innym miejscu mówi „Boże mój wołam co dnia” (Ps 22,3). Gdy czytamy Psalmy Dawida ciągle te kwestie się pojawiają, jak wiele modlitwy, jak wiele łez i westchnień do Pana, by Go wysłuchał. O Danielu czytamy, że modlił się trzy razy dziennie i nawet zakaz modlitwy w całym Królestwie pod groźbą utraty życia nie zniechęcił go. To samo czytamy o apostole Pawle że ciągle trwał w modlitwach  i innych apostołach, że postanowili zająć się posługą słowa i modlitwą.
Jeśli chcemy tej Bożej mocy o której w naszym fragmencie mówi Pan Jezus musimy zgiąć swoje kolana przed Bogiem, być wiernymi i wytrwałymi w modlitwie a skarbiec nieba otworzy się. Pan Jezus mówił, że mamy stukać i pukać, mamy nie ustawać, wciąż błagać i modlić się. Czasami chrześcijanie pytają się mnie, czy to jest właściwe modlić się do Boga o coś wiele razy. Tak, po stokroć tak, to właśnie o to chodzi, żeby modlić się tak długo, aż Bóg wysłucha, aż Bóg odpowie ci. Wołaj i błagaj i wzmacniaj w ten sposób swoją wiarę, aż Bóg otworzy upusty nieba.
Jednak niektórzy mówią i tak Bóg zrobi to co będzie chciał, a może to nie jest Bożą wolą? Ale mam wrażenie że takie gadanie jest usprawiedliwieniem by nie modlić się. Takie podejście również osłabia twoją wiarę, bo próbujemy zrozumieć rzeczy które nie jest nam dane zrozumieć w tym świecie, a mianowicie to, jak pogodzić Bożą suwerenność z odpowiedziami na nasze modlitwy. Najwidoczniej Bóg nie ma z tym problemu, jest całkowicie wolny w swoich decyzjach i jednoczenie odpowiada na nasze modlitwy. Jeszcze raz, chcemy Bożej mocy, chcemy wielkich Bożych dzieł w życiu Zboru i w naszym osobistym życiu to wołajmy, prośmy i błagajmy Pana.

Podsumowując
1.      Po pierwsze prawdziwa wiara w Chrystusa przynosi owoce dla Boga. Nie pozwólmy by na naszym drzewie były same liście, wyłącznie jakaś religia bez praktycznego wpływu na nasze codzienne życie. Tak postępował Izrael i Bóg przeklął to drzewo. Tak też potępi każdego, który zadowala się i szuka usprawiedliwienia dla swoich grzechów w pustej religijności.
2.      Po drugie niezachwiana ufność Bogu, niezachwiana ufność w Boże obietnice bez wątpliwości daje nam dostęp do potężnej Bożej mocy. Dzięki której możemy wyjść naprzeciw nawet największym problemom i wyzwaniom.
3.      I po trzecie, narzędziem by po tą potężną Bożą moc sięgnąć jest wytrwała, szczera i zgodna z Bożą wolą modlitwa.  


Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń