czwartek, 12 grudnia 2013

Droga Golgoty rozdz. 2 Przelewający się kubek

                             
Złamanie naszego „ja” jest jednak dopiero początkiem duchowego przebudzenia. Przebudzenie duchowe jako takie polega bowiem na napełnieniu Duchem Świętym tak obficie, że aż „kubek nasz jest przelewający się”. Wtedy bowiem życie nasze jest życiem zwycięskim. Gdyby ktoś nam zadał w tej chwili pytanie: „Czy jesteś napełniony Duchem Świętym?” — ilu z nas odważyłoby się odpowiedzieć „Tak”? Przebudzenie duchowe polega na tym, że możemy odpowiedzieć „Tak” w każdej chwili, każdego dnia. Nie ma niczego egoistycznego w takim oświadczeniu, gdyż napełnienie Duchem Świętym aż do przepełnienia naszego naczynia jest we wszystkim tylko i wyłącznie dziełem Bożym — zostaje dokonane tylko dzięki łasce. Nam nie pozostaje nic innego do zrobienia, jak tylko poddać Panu nasze puste, złamane „ja” i pozwolić Mu je napełnić i utrzymywać w stanie napełnienia. Andrew Murray powiedział takie słowa: „Podobnie jak woda zawsze usiłuje znaleźć i napełnić najniższe miejsca, podobnie z chwilą, gdy Bóg znajdzie ciebie upokorzonym i próżnym, natychmiast napełnia cię Jego chwała i moc”. Oto ilustracja, która wielu z nas dopomogła w prostym i jasnym zrozumieniu tej prawdy: serce ludzkie jest niejako kubkiem, który wyciągamy i podajemy Jezusowi, gorąco pragnąc, aby zechciał napełnić go Wodą Żywota. Pan Jezus przedstawiony jest jako Osoba trzymająca złote naczynie, w którym znajduje się Woda Żywota. Przechodząc obok nas zagląda do naszego kubka, a jeśli jest czysty, wówczas napełnia go obficie — aż do przelewania się — Wodą Żywota; a ponieważ Pan Jezus zawsze przechodzi, kubek nasz może być ustawicznie napełniony aż po brzegi i przelewający się. Coś takiego niewątpliwie miał na myśli Dawid, gdy śpiewał: „Kubek mój przelewa się”. Oto na czym polega prawdziwe przebudzenie duchowe — gdy w naszym sercu jest miejsce dla strumienia pokoju Bożego, którym się dzielimy z innymi. Ludzie wyobrażają sobie, że umieranie swojemu „ja” sprawia, że człowiek jest wielce zasmucony.
Rzeczywistość przedstawia się jednak zupełnie inaczej: wręcz odwrotnie! Tylko wtedy, gdy człowiek nie zgadza się na śmierć swego „ja”, życie jego jest pełne smutku. Im więcej bowiem doświadczymy śmierci z Nim, tym więcej też poznamy Jego życie w nas, dzięki któremu też cieszyć się będziemy prawdziwym pokojem i radością. Równocześnie Jego życie będzie się przelewało przez nas ku innym, ku zgubionym duszom, o które się będziemy w konkretny sposób troszczyć, gorąco pragnąc ich zbawienia, a będzie się też przelewało ku naszym braciom i siostrom w Chrystusie, w miarę jak w sercach naszych będzie się znajdowało gorące pragnienie, aby doznali błogosławieństwa.
Pod osłoną krwi
Tylko jedna rzecz uniemożliwia Panu Jezusowi napełnianie naszego kubka, gdy przechodzi obok nas — a jest nią grzech w tysiącach rozmaitych postaci. Pan Jezus nie napełnia brudnych kubków. A wszystko, co ma swoje źródło w naszym „ja”, nawet gdyby to była najdrobniejsza rzecz, jest grzechem. Wysiłek, płynący z naszego własnego „ja”, albo usprawiedliwianie swoich słabości w sprawach służby — jest grzechem.
Współczuwanie samemu sobie w chwilach doświadczeń i trudności, szukanie własnej chwały lub osobistej korzyści w pracy zarobkowej lub w pracy na niwie Pańskiej, wygodnictwo, na które sobie pozwalamy w wolnych chwilach, wrażliwość na to, co ktoś do nas mówi, niechęć, samoobrona, gdy nas ktoś obrazi lub zrani nasze uczucia, kompleks niższości, rezerwa w stosunku do innych, zmartwienia, strach, te wszystkie rzeczy płyną z naszego „ja”, są grzechem i zanieczyszczają nasz kubek. Niektórzy ludzie byliby może skłonni zakwestionować, czy takie rzeczy jak kompleks niższości, rezerwa w stosunku do innych i strach są grzechem. Słyszałem już takie opinie: „Nazwijcie te rzeczy niedoskonałością ludzką, ułomnością, słabością temperamentu, albo jeszcze inaczej — ale nie grzechem! Określanie tych rzeczy w ten sposób wprowadziłoby nas w niewolę!” W rzeczywistości jednak prawdą jest coś wręcz przeciwnego. Jeśli te rzeczy bowiem nie są grzechem, to musimy się borykać dźwigając je przez całe nasze życie i nie ma dla nas wybawienia. Jeśli jednakże te rzeczy i inne im podobne rzeczywiście są grzechem, wówczas mamy prawo przynieść je do owego Zdroju zgotowanego dla grzechu i możemy doznać oczyszczenia z nich w chwili, gdy poddamy je cudownemu działaniu kosztownej Krwi. I dziwna rzecz: gdy z tymi właśnie rzeczami przychodzimy do Pana z prośbą, aby je zechciał obmyć Swoją kosztowną Krwią, natychmiast uświadamiamy sobie, że rzeczy te istotnie są grzechem! Ich źródłem jest niewiara i pewna forma pychy i one stanowiły dla naszego Pana przeszkodę i zasłaniały Go ludziom niezliczoną ilość razy. Wszystkie te rzeczy zostały jednak umieszczone w tym kubku, który wysączył Pan Jezus — najpierw częściowo w Getsemane, a potem do ostatniej kropli krwi na krzyżu, na Golgocie, a był to kubek naszych grzechów. Jeśli Jemu zatem pokażemy, co znajduje się w naszych kubkach i oddamy Mu to, wówczas On oczyści je Swoją najkosztowniejszą Krwią, która wciąż jeszcze płynie za grzechy. Nie oznacza to uwolnienia tylko z winy grzechu, ale również oczyszczenia z plam i splugawienia, które grzech powoduje, tak że w rezultacie nie mamy więcej „poczucia grzechu”. W miarę zaś, jak nasz Pan oczyszcza nasze kubki, napełnia je też aż do przepełnienia Swoim Duchem Świętym.
A mamy możność korzystać z cudownej działalności tej Krwi na każdy dzień. Przypuśćmy, że pozwoliłeś Panu Jezusowi oczyścić twój kubek i zaufałeś Mu, że go napełni aż po brzegi — a potem coś się stanie: może pojawi się odrobina zazdrości lub gniewu. Co wówczas się dzieje? Kubek twój staje się brudny i przestaje się przelewać. Jeśli zaś jesteśmy stale pokonani w ten sposób, wówczas kubek nasz nigdy nie jest przepełniony.
Jeśli pragniemy więc poznać przebudzenie duchowe, które cechowałaby ciągłość, to musimy nauczyć się utrzymywać nasze kubki w czystości. Bóg nigdy tego nie pragnie, aby duchowe przebudzenie ustało i przeszło tylko do historii, jako przebudzenie, które miało miejsce w tym a w tym roku. Gdy przebudzenie ustaje, to powodem tego jest wyłącznie jedna rzecz — a mianowicie grzech: te właśnie drobne grzechy, które diabeł wrzuca do naszego kubka. Jeśli jednakże nauczymy się wracania do Golgoty i doznawania mocy Krwi Jezusa, która chwila za chwilą może oczyszczać wszelkie pojawiające się nawet początki grzechu, wówczas staliśmy się posiadaczami tajemnicy, w jaki sposób być ustawicznie oczyszczanymi i ustawicznie przepełnionymi. W tej samej chwili, w której zdajesz sobie sprawę z tej odrobiny zazdrości, gniewu, rozdrażnienia — czy czegoś innego, tym rzeczom podobnego, natychmiast oddaj to Panu Jezusowi i proś Go o oczyszczenie ciebie z tej rzeczy mocą Jego najdroższej Krwi, a wtedy stwierdzisz, że ta grzeszna reakcja zniknęła, że radość twoja i pokój twój został ci przywrócony, a kubek twój na nowo się przelewa. A im częściej będziesz przychodził po oczyszczenie w ten sposób, tym rzadziej będą się tego rodzaju reakcje pojawiały w twoim sercu. Oczyszczenie jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy najpierw pozwoliliśmy się Panu złamać odnośnie do danej sprawy. Weźmy dla przykładu, że nas drażnią jakieś cechy charakteru w pewnej osobie. Nie wystarczy naszych reakcji rozdrażnienia zanieść na Golgotę. Najpierw musimy być złamani, czyli musimy poddać się Bogu w całej tej sprawie, i przyjąć tę osobę i jej sposób bycia jako Bożą wolę dla nas. Wtedy dopiero będziemy w stanie przynieść nasze niewłaściwe reagowanie Panu Jezusowi, wiedząc, że Krew Jego oczyści nas z naszego grzechu. Z chwilą zaś, gdy zostaliśmy oczyszczeni z grzechu, nie trwajmy w ustawicznej żałobie z tego powodu, nie zajmujmy się samymi sobą, ale spoglądajmy ku naszemu zwycięskiemu Panu i uwielbiajmy Go za to, że On nadal jest zwycięskim.
Słowo Boże daje nam bardzo prostego, a równocześnie niezawodnego przewodnika — jeśli chodzi o sprawę regulowania naszego chodzenia z Panem i uświadamiania sobie, kiedy do naszego życia wśliznął się grzech. W Liście do Kolosan, w rozdziale 3:15 czytamy: „A niech w sercach waszych rządzi pokój Boży”. Wszystko, co zakłóca pokój Boży w naszych sercach — jest grzechem, przy czym nie ma znaczenia, jak drobną dana rzecz jest, ani też w jak małym stopniu rzecz ta na pierwszy rzut oka wydaje się w ogóle być grzechem. Pokój ten ma być „rządcą” w naszych sercach. Bardziej dosłowne tłumaczenie brzmi: „rozjemcą albo sędzią (w sporcie)” w naszych sercach. Gdy sędzia zagwizda, mecz piłki nożnej musi zostać przerwany — został popełniony błąd, tzn. faul! Jeśli tracimy pokój — to właśnie znak, że Boży „sędzia” zagwizdał w naszym sercu! Zatrzymajmy się więc natychmiast i prośmy Boga, aby nam wskazał, co jest nie w porządku, wyznajmy Mu grzech, który nam wskazał, a potem pokój zostanie nam przywrócony przez Krew Jezusa i pójdziemy dalej naszą drogą z przelewającymi się kubkami. Jeśli jednak Bóg nam nie da Swego pokoju, to jest znakiem, że nie zostaliśmy prawdziwie złamani. Może trzeba będzie jeszcze powiedzieć „przepraszam” komuś innemu poza Bogiem. W każdym razie, jeśli utraciliśmy nasz pokój, to jest rzeczą oczywistą, czyją jest to winą. Nigdy przyczyną utraty pokoju z Bogiem nie jest grzech jakiejś innej osoby, a wyłącznie nasz grzech! Bóg pragnie nam pokazać nasze reakcje — i tylko wtedy, gdy będziemy chętni i zgodzimy się na to, aby w tej rzeczy dokonać oczyszczenia, otrzymamy znów Jego pokój. Ach! Jakże głęboko dotyka naszych serc ta sprawa rządów pokoju Bożego w naszych sercach — a w jakże prosty sposób to czyni! Czyni to nikt inny, jak tylko sam Duch Święty. On pokazuje nam nasze egoistyczne drogi, o które dawniej się nigdy specjalnie nie martwiliśmy — a od tej chwili już nie możemy nimi chodzić, za każdym razem bowiem, gdy na nie wkraczamy, nasz niebiański „Sędzia” gwiżdże! Narzekanie, narzucanie innym swojej woli, niedbalstwo i wiele innych rzeczy, aż do najdrobniejszych włącznie — to wszystko nam objawia jako grzechy, gdy tylko zgadzamy się na to, aby każdym dniem naszego życia rządził pokój Boży.
Stwierdzimy wówczas, że wiele razy na dzień będziemy musieli korzystać z oczyszczającej mocy Krwi Pana Jezusa, a stanie się, że będziemy chodzili drogą poddania się Panu i złamania naszego „ja” jak nigdy dotąd. Pan Jezus będzie się bowiem objawiał w całej Swej piękności i łasce w tym właśnie naszym złamaniu i poddaniu się Jemu.
Wielu z nas nie zwracało uwagi na ów gwizdek sędziego tak często i przez tak długi czas, że wreszcie przestaliśmy go w ogóle słyszeć. Mijały dnie i tygodnie, a nam się zdawało, że nam żadnego oczyszczenia nie potrzeba, nie mieliśmy też po temu okazji, aby doznać złamania naszego „ja”. Znajdując się w takim stanie, jesteśmy w sytuacji znacznie groźniejszej, aniżeli nam się wydaje.

W takim wypadku potrzeba będzie wielkiego głodu za odnowioną społecznością z Bogiem, który by zawładnął naszym sercem, zanim będziemy gotowi z płaczem zwrócić się do Niego i błagać Go, aby nam wskazał, dla jakich spraw trzeba poprosić o oczyszczenie Krwią Pana Jezusa. Pan nasz pokaże nam na początek tylko jedną rzecz, a nasze posłuszeństwo i poddanie się Mu w tej jednej rzeczy będą stanowiły początek duchowego przebudzenia dla nas.  
Roy Hession

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Witam sad bozy juz jest kazdy czlowiek sam sie osadzi jak judasz Bóg Jezus nikogo nie zabije zob jezus jest droga blog onet.pl

Łączna liczba wyświetleń