niedziela, 29 grudnia 2013

Pewny fundament (2 Tymoteusza 3,10 – 17)

Drodzy nadchodzi nowy 2014 rok. Dla wielu osób jest to czas podsumowań, analiz i nowych perspektyw. Dla innych jest to czas niepewności, poszukiwania pracy, zmagania się z różnymi problemami. Jedni patrzą w przyszłość będąc pełni optymizmu, inni zaś są bardzo pesymistycznie nastawieni. Często charakter naszego nastawienia zależy od tego co w danej chwili dzieje się w naszym życiu. Jeśli jest dobrze, mamy pracę, jesteśmy zdrowi, posiadamy rodzinę wokół siebie i przyjaciół, to zazwyczaj uważamy, że zbliżający się rok będzie dobry. Ale gdy nie mamy pracy lub ta którą mamy nie spełnia naszych oczekiwań, brakuje nam zdrowia, a w perspektywie stoją problemy, to ciężko nam patrzeć z nadzieją w przyszłość.   Chciałoby się wiedzieć, co przyniesie ten nowy 2014 rok, ale nit z nas tak naprawdę nie zna przyszłości. I choć robimy pewne plany i postanowienia, to jednak nie możemy mieć pewności czy uda nam się je zrealizować. Nie mamy także do końca wpływu na to, jaki będzie stan naszego zdrowia, jaka będzie nasza sytuacja finansowa. Nie wiemy także czy nie spotkają nas tzw. wydarzenia losowe, ciężkie doświadczenia i inne.
Przypowieści Sal. 19:21 Wiele zamysłów jest w sercu człowieka, lecz dzieje się wola Pana.
Trochę nasze życie przypomina nurt rzeki w który wpadliśmy i choć możemy robić pewne ruchy i reagować na sytuacje, to jednak nie mamy do końca wpływu na to gdzie ten prąd nas zaniesie.
Dlatego w tym nowym roku potrzebujemy solidnego oparcia. Oparcia trwalszego  niż praca, którą możemy utracić, pieniądze, które mogą stracić wartość lub zdrowie, które przecież nie jest dane nam na zawsze. Każdy człowiek buduje swoje poczucie bezpieczeństwa w oparciu rzeczy lub osoby które mogą mu zagwarantować spokój, ale jest tylko jeden solidny fundament, który nigdy nie popęka i nas nie zawiedzie. Tym fundamentem jest osoba naszego Pana Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelia.
Przeczytajmy 2 List Pawła do Tymoteusza 3,10 - 14
Apostoł Paweł świadomy jest swojego rychłego odejścia z tego świata. Pisze list z więzienia do swojego przyjaciela, wychowanka i brata w Chrystusie Tymoteusza z ostatnimi pouczeniami. Słowa Pawła brzmią bardzo przekonywująco. Szczególnie gdy weźmiemy pod uwagę, że znajduje się w zgniłym lochu i stoi w obliczu śmierci, a wielu z tych którzy było jego przyjaciółmi i współpracownikami odwróciło się od niego (2 Tym. 1,15). Ale Paweł nie poddaje się, nie staje się pesymistą wobec niesprzyjających okoliczności i nie traci nadziei. Wprost przeciwnie, jest pełen optymizmu i zachęca jeszcze innych wierzących w Pana Jezusa, by z nadzieją patrzyli w przyszłość i nie poddawali w zmaganiach i trudnościach. Można zadać pytanie skąd wynika ta siła? Skąd ten optymizm? Ktoś z zewnątrz patrzący na apostoła Pawła powiedziałby: „Pawle z czego ty się tak cieszysz, czy nie widzisz w jakiej sytuacji się znalazłeś?” „Czy nie widzisz, że twoja wiara zaprowadziła cię do więzienia, a wielu ludzi nie chce mieć z tobą nic wspólnego?” „Daj sobie z tym wszystkim spokój, jeszcze możesz uratować życie?”
Drodzy ta moc ten optymizm i ta siła wynika z tego, że Paweł Jest pewny temu, komu zawierzył i w co uwierzył. Jest pewny, że fundament na którym buduje to nie jest strata czasu, energii i środków. Jest pewny, że nie jest w tym wszystkim sam, ale Bóg przez moc Ducha Świętego wspomaga go.
 2 Tymoteusza  1:12 z tego też powodu znoszę te cierpienia, ale nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia.
Podobnie Paweł mówi  w naszym tekście
2 Tmoteusza 3:14  Ale ty trwaj w tym, czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc, od kogoś się tego nauczył.
Chce wspomnieć dzisiaj o kilku rzeczach, które dodawały Pawłowi Siły i nadziei.
1.      Po pierwsze musimy być pewni w naszym życiu, że w to, co wierzymy jest prawdą, więc utwierdzajmy się w tej prawdzie. Apostoł Paweł był gotowy znosić prześladowania i trudności, a także zachęcał do takiego życia innych, bo nie miał wątpliwości, że wiara w Chrystusa zwycięża świat.
To właśnie prawda jest solidnym fundamentem na przyszłość w tym 2014 roku, a prawda jest w Jezusie (Ef 4,21). Prawda polega na tym, że jest prawdziwa w odróżnieniu od kłamstwa. Na prawdzie nie możesz się zawieść. Kłamstwo daje nadzieje na chwile na krótko, ale gdy zaczynamy na nim budować swoje życie po jakimś czasie okaże się że nasz wysiłek został zmarnotrawiony.
Skąd możemy być pewni, że wiara w Chrystusa i posłuszeństwo Chrystusowi ma sens?
Paweł przedstawia trzy źródła, które są potwierdzeniem tego, że nie wierzymy w bajki i nie zawiedziemy się jeśli w tym nadchodzącym roku i każdym kolejnym podporządkujemy nasze życie Chrystusowi.
Pierwsze źródło pewności to Słowo Boże. Paweł mówił do Tymoteusza że od dzieciństwa zna Pisma Św. mając na myśli Stary Testament, które mogą go utwierdzić. Piotr mówił, że proroctwo nigdy nie przychodziło z woli ludzkiej (2 Piotra 1,21) Pan Jezus mówił, że Pismo nie może być naruszone (J 10,35) oraz że Słowa Jego nigdy nie przeminą (Mat 24,35). Wielu ludzi porównuje dzisiaj Biblię do ksiąg innych religii i stawia znak równości między nimi. Ale jest to wielkie nieporozumienie. Dlatego że samo świadectwo powstawania Pisma Św. dowodzi niezwykłości tej księgi. Warto przypomnieć że Biblia powstawała ponad 1500 lat, a w jej powstanie było zaangażowane około 45 autorów, którzy na przestrzeni wieków często się nie znali, mieszkali na różnych kontynentach, wychowywali się w innej kulturze i reprezentowali różne zawody. A mimo to Biblia wyróżnia się zdumiewającą ciągłością i treść tej księgi w każdym calu zazębia się. Czyli poszczególne księgi ze sobą współgrają i opisują tą samą tematykę z niezwykłą spójnością. Do tego Biblia z wielkim wyprzedzeniem mówi o wydarzeniach, które mają nadejść. Obecnie statystyki dowodzą, że wypełniło się ponad 3260 proroctw z Pisma Świętego, a wiele wydarzeń było zapowiadanych na kilkaset lat wcześniej lub nawet kilka tysięcy zanim miały miejsce. Jednym z przykładów może być proroctwo Izajasza o przyjściu Jezusa z 9 rozdz. Lub proroctwo o zabiciu Jezusa z Izajasz 53. Wielu historyków i badaczy podważało autentyczność tych tekstów i uważano, że zostały zredagowane już po Chrystusie. Dlatego że zbyt precyzyjnie opisywały osobę Jezusa, szczególnie Izajasz 53. Ale nie jest to możliwe, bo sptuaginta (grecka wersja Starego Testamentu) została przetłumaczona między 2 a 3 wiekiem przed Chrystusem. Jeszcze większą pewność zyskujemy po 1947 roku gdzie w grocie niedaleko ruin Qumran w Izraelu pewien chłopiec, który wyruszył na poszukiwanie kozy, która zaginęła trafił do nieznanej mu dotąd jaskini. Do jaskini tej wrzucił kamień i usłyszał dźwięk tłuczonego dzbana. Postanowił, że następnego dnia wróci w to samo miejsce zabierając ze sobą kolegę. Gdy przyszli w to miejsce znaleźli w jaskini ukryte hebrajskie zwoje ze Starym Testamentem z których część pochodziła z 3 wieku p.n.e a inne z 2 wieku p.n.e i należały do żydowskiej grupy odłączonej od Judaizmu których nazywano esseńczykami, a która zamieszkiwała te tereny w roku 125 p.n.e. Później znaleziono jeszcze inne groty ze zwojami w sumie 11 grot i prawie cały Stary Testament bez Ks. Estery. Co niesamowite tekst z tych zwojów zgadzał się niemal w 100 % z obecnym tekstem Biblii z drobnymi błędami nie wpływającymi na treść i przesłanie. Te wszystkie fakty dowodzą, że autorem Biblii jest sam Bóg, że Bóg działa przez tą księgę. On czuwał również nad tym byśmy dzisiaj mogli trzymać w ręku całą niezmienioną wolę Bożą, która jest zapisana w Biblii. I w tym nowym 2014 roku połóż sobie za cel, żeby zgłębić jeszcze bardziej przesłanie Słowa Bożego, żeby czytać ją codziennie i karmić się tym co w niej jest napisane. Postaw sobie za cel że będziesz rozważał jej treść i będziesz posłuszny temu co ta księga mówi. Za każdym razem gdy będziesz miał wątpliwości w tym nowym roku to wróć do tej księgi i pochylaj się nad jej treścią, aż wątpliwości ustąpią. Gdy kupujemy skomplikowane urządzenie, to zazwyczaj czytamy instrukcje zanim cokolwiek zaczniemy robić, bo nie chcemy niczego popsuć. Słowo Boże jest życiem i jest instrukcją jak nie zmarnować swojego życia, ale być przydatnym w służbie Bogu i ludziom.
Drugie źródło zachęty i siły o którym mówi Paweł do świadkowie ewangelii „ale ty trwaj w tym czegoś się nauczył i czego pewny jesteś, wiedząc od kogoś się tego nauczył”. Drodzy w Biblli czytamy o setkach ludzi, którzy zaufali Bogu i ich życie się odmieniło, a przez swoją wierność dokonali wielkich rzeczy i złożyli dobre świadectwo. Niekiedy to byli jeńcy wojenni jak Daniel lub niewolnicy jak Józef lub książeta jak Mojżesz.  Czasami zwykli rybacy jak Piotr lub Jan. Innym razem fanatycy religijni jak apostoł Paweł.  Można przeczytać 11 rozdział listu Hebrajczyków, który opisuje cały szereg Bożych wiernych sług, którzy tak mocno uchwycili się Bożych obietnic, że przez to złożyli dobre świadectwo. Ale to co zmieniło tych ludzi i sprawiało, że stali się dla nas wzorem do naśladowania to nie ich pomysły, przekonania i silna wola, ale moc Boża.
Potrzebujemy siebie nawzajem w tym 2014 roku, potrzebujemy się zachęcać  i dodawać sobie otuchy jak Paweł zachęcał Tymoteusza. Zadziwia mnie często dzisiaj w kościele brak współodpowiedzialności za siebie nawzajem. Dlaczego Paweł chciał dać dobre świadectwo Tymoteuszowi? Bo wiedział, że jego postawa, jego wiara i jego posłuszeństwo będzie miało wpływ na Tymoteusza i na przyszłe pokolenia. Podobnie czynili inni wiedzieli, że nie mogą zawieść, że ich postawa może zachęcać, ale może też zniechęcać innych. Dzisiaj możemy czerpać inspiracje czytając o bohaterach wiary. Ale tą inspiracje i zachętę z ich świadectwa możemy czerpać, dlatego, że oni postanowili być wierni i oddani Bogu. Jak myślisz, gdy przyszłe pokolenia będą pisać biografie o wierzących ludziach, to co napiszą o tobie?
Co napiszą o twojej gorliwości, oddaniu dla Pana, miłości, trosce o innych, byciu światłością i wzorze do naśladowania? Dawajmy dobre świadectwo w tym nowym roku w taki sposób, by inni mogli z nas brać przykład. Musimy również pamiętać, że obok świadectwa Pawła było świadectwo fałszywych nauczycieli, którzy proponowali Tymoteuszowi łatwiejsze życie, ale nie z tych ludzi Tymoteusz miał brać przykład, tylko z tych którzy rzeczywiście okazali się wierni.
Trzecie źródło siły o którym wspominał Paweł do Tymoteusza w tym liście to społeczność i znajomość z Chrystusem.
2 Tymoteusza  1:12 z tego też powodu znoszę te cierpienia, ale nie wstydzę się, gdyż wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia.
Dlaczego Paweł był gotów znosić te wszystkie trudności, doświadczenia i cierpienia jeśli zaszła taka konieczność. On powiedział, że wie, komu zawierzył. Inaczej mówiąc Paweł zna Chrystusa i jest pewny że on dotrzymuje obietnic będąc w mocy dotrzymać swojego Słowa. Potrzebujemy osobistej społeczności z Bogiem. Potrzebujemy poznania Boga byśmy mogli wiedzieć jak Paweł, komu zawierzyliśmy. Poznać Boga możemy tylko wtedy kiedy zdamy się na Niego, kiedy zaczniemy z Nim chodzić. Możemy o kimś usłyszeć bardzo wiele i ktoś może nam dużo opowiadać o jakiejś osobie. Możemy widzieć tą osobę na fotografiach i czytać o niej różne rzeczy. Ale to nie znaczy że kogoś znamy. Znajomość o której pisze Paweł to znajomość wynikająca z doświadczenia ze spotkania Chrystusa osobiście. To znajomość wynikająca relacji, silnej więzi jaka łączyła go z Jezusem. To znajomość wynikająca z poznania Jego mocy gdy ratował go z różnych sytuacji, gdy Paweł modlił się do Niego, a Chrystus odpowiadał. W księdze Hioba jest ciekawy fragment gdy Hiob po swoich cierpieniach spotyka Boga mówi tak
Hioba 42:5  Tylko ze słyszenia wiedziałem o tobie, lecz teraz moje oko ujrzało cię.
42:6  Przeto odwołuję moje słowa i kajam się w prochu i popiele.
Hiob powiedział, że to osobiste spotkanie Boga dało mu więcej niż wszystkie rzeczy, które wcześniej słyszał o Bogu. Moim życzeniem dla każdego z nas jest by inspiracja i siła w tym nowym roku 2014 była czerpana nie tylko z tego co usłyszeliśmy, co przekazali nam inni, ale z osobistej więzi z Chrystusem. Ale by tak mogło się stać, musisz Mu zaufać, musisz zacząć na Nim polegać i musisz szukać z nim społeczności w modlitwie.

2.      Musimy być świadomi, że w tym nowym roku wcale nie będzie łatwo. Apostoł Paweł powiedział, że każdy kto chce prowadzić pobożne życie w Chrystusie będzie znosił prześladowania.
Podobnie i my, gdy będziemy okazywać posłuszeństwo Bogu nie spodziewajmy się zachęty ze strony świata. Nie spodziewajmy się, że będzie nas w tym wspierać nasza nienawrócona, rodzina, sąsiedzi czy znajomi. Raczej z ich strony wielokrotnie doświadczymy, wyśmiania i pogardy. Jeśli będziemy zwracać zbyt mocno uwagę na ich opinie na nasz temat, to bardzo ciężko nam będzie w tym nowym roku być posłusznym Chrystusowi. Świat miłuje to co jest Jego, a chrześcijanie chociaż żyją w tym świecie nie należą do świata, ale należą do Boga. Ale mimo tych wszystkich trudności jake mogą nas spotkać, Paweł w 11 wersie mówi, że w tych wszystkich trudnościach i doświadczeniach był z nim Bóg i z tych rzeczy go wyrwał. Z jednej strony posłuszeństwo Bogu związane jest cierpieniem, a z drugiej, gdy znosimy prześladowania to doświadczamy Boga i Jego mocy w dużo większym stopniu.
Pan Jezus powiedział:
 Mateusza 5:11  Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!
12  Radujcie i weselcie się, albowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.
Tak więc nie bójmy się trudności, które mogą nas spotkać z powodu wiary w tym 2014 roku. Nawet więcej, bądźmy gotowi je ponieść i złóżmy postanowienie, że w tym roku postaramy się być świadectwem tam gdzie zwykle przychodziło nam to z oporem lub podzielimy się ewangelią z kimś z kim zwykle mieliśmy obawy rozmawiać.

3.      I ostatnia rzecz do której chce wezwać w nadchodzącym roku, to nie cofajmy się w naszej wierze.
Słowo Boże mówi „ale ty trwaj w tym czegoś się nauczył i czego pewny jesteś”. Drodzy tylko trwajmy w tym co już osiągnęliśmy i nie porzucajmy nadziei, która ma wielką zapłatę. Mam nadzieje, że za rok gdy spotkamy się na tym miejscu będziemy tu wszyscy, a także nowe twarze. Mówiąc nie cofajmy się mam na myśli zaniedbywanie Lektury Słowa Bożego, codziennej modlitwy, opuszczanie wspólnych spotkań i nie podejmowanie aktywności dla Królestwa Bożego. Drodzy życie duchowe nie znosi pustki. Jakiś czas temu pojawiła się piosenka chrześcijańskiego wykonawcy „Mateo” „Musisz komuś służyć”. Podobnie w naszym życiu, jeśli cofamy się rezygnujemy z naszych duchowych wysiłków na rzecz Królestwa Bożego, szybko te puste miejsca zostaną zastąpione przez świecką rozrywkę, pęd ku próżnej chwale a miejsce Jezusa który powinien być naszym Panem zastępuje grzech, który zmusza nas do pełnienia swojej woli.
Bóg natomiast chce, by człowiek Boży był doskonały do wszelkiego dobrego dzieła przygotowany.

Podsumowując: utwierdzajmy się w tym nowym roku w prawdzie ewangelii przez Słowo Boże, przez gorliwość, dobre świadectwo i przez społeczność z Jezusem Chrystusem. Będąc świadomym, że wcale nie będzie łatwo, kroczyć wiernie za Panem, ale mamy pewność, że w tych wszystkich doświadczeniach i wyzwaniach, które stoją przed nami Bóg nam dopomaga. Bóg przychodzi nam  z pomocą i nie pozostawia nas samych. Przede wszystkim nie cofajmy się do tyłu i nie traćmy wiary byśmy mogli być zbawieni my sami i innych do zbawienia doprowadzić. Amen  

środa, 25 grudnia 2013

Światłość w Jezusie (Izajasza 9,1 -6)

Drodzy na długo przed pojawieniem się Jezusa na świecie Bóg zapowiadał te wydarzenia, których my dzisiaj jesteśmy świadkami. W obliczu chrześcijańskiej tradycji i marketingowego charakteru świąt Bożego narodzenia może nam umykać, to co tak naprawdę się wydarzyło ponad 2000 temu w Betlejem. Dlatego za każdym razem, gdy jest taka okazja, a uważam że Boże narodzenie jest taką okazją, powinniśmy przypominać sobie o co w tym wszystkim chodzi. Wielu ludzi dzisiaj przechodzi obojętnie nad tym jak określamy te święta, a przecież wciąż nazywamy je Bożym narodzeniem. Istota tych świąt zawarta jest w samej ich nazwie, że w tym czasie na świat przyszedł Bóg. Objawił się nam i nie pozostawił nas samych, ale dał swojego Syna Jezusa Chrystusa byśmy w nim szukali ratunku i przebaczenia naszych grzechów.
Przede wszystkim mamy do czynienia z faktami historycznymi. Wspominając dzisiaj te wydarzenia nie wspominamy legendy, wspaniałej gwiazdkowej opowieści, która jest tylko w kolorowych pismach dla dzieci. Narodzenie Jezusa Chrystusa zostało najpierw zapowiedziane przez proroków, Bożych mężów, których Bóg przez wieki posyłał, by objawiali światu Bożą wolę. Przecież dzisiejszy tekst, który czytaliśmy pochodzi 8 wieku p.n.e. ponad 700 lat musiało minąć zanim przeczytane dzisiaj słowa wypełniły się. A jest to tylko jeden z wielu fragmentów w Starym Testamencie mówiącym o przyjściu Zbawiciela. Następnie Bóg przygotował świat na Jego przyjście przez sytuacje polityczną, kulturalną i gospodarczą, by Jezus mógł wypełnić swoją misje. Bóg również Potwierdził te wydarzenia przez znaki i cuda jak np. osławiona gwiazda betlejemska, zwiastowanie pasterzom, narodzenie się Jana Chrzciciela, przybycie mędrców i wiele innych. Stoimy przed mocnymi dowodami mocy Bożej, tego, że Bóg jest i że Bóg przychodzi. Tego w końcu, że Bóg interesuje się nami, interesuje się tobą chcąc dać nadzieje na dzisiaj na jutro i na wieki.
Proroctwo, które zostało wypowiedziane przez Izajasza, padło w trudnych dla Izraela czasach. Był to okres upadku narodu i powolnego staczania się w coraz większe grzechy. Niemoralność, korupcja, pijaństwo, bałwochwalstwo i wyzysk biednych oraz brak zainteresowania Bożymi sprawami trawiło kraj. Królestwo Izraela już było podzielone na dwa królestwa północne i południowe, a nad narodem zawisła realna groźba najazdu Asyryjczyków co później się stało. Izajasz wielokrotnie ostrzega Izraela, że spadnie na nich sąd Boży za ich grzechy, ale między tymi ostrzeżeniami zapowiada zamianę jaką Bóg chce dokonać któregoś dnia przez cudowne dziecko. Dziecko to ma odmienić losy narodu Izraelskiego i losy całego świata, bo właśnie przez nie ma przyjść Boża sprawiedliwość i nastać Boże królestwo.
Tak więc te słowa nie odnoszą sie tylko do starożytnego Izraela i nie dotyczą tylko jednego narodu, ale dotyczą wszystkich, wielkich i małych, dotyczą również i ciebie. Bóg przez posłanie Zbawiciela, którym jest Jezus ma ci dzisiaj coś ważnego do powiedzenia. Mam nadzieje i o to się modlę, że otworzysz swoje serce i uszy byś mógł usłyszeć to przesłanie.
Po pierwsze zwróćmy uwagę na zapowiedź posłania Jezusa w pierwszym wersie (9,1)
 Izajasza 9:1  Lud, który chodzi w ciemności, ujrzy światło wielkie, nad mieszkańcami krainy mroków zabłyśnie światłość.
Światłość w Piśmie ma różne znaczenia, ale najważniejsze to oznacza Boga prawdę i wolność. Ciemność oznacza niewolę, brak znajomości Boga, grzech, kłamstwo i panowanie szatana.
Posłane dziecko przez Boga ma być światłością dla każdego człowieka.
W Ewangelii Jana w stosunku do Jezusa czytamy takie słowa
Jana 1:9  Prawdziwa światłość, która oświeca każdego człowieka, przyszła na świat.
Jezus mówił o sobie w ten sposób:
Jana 8:12 A Jezus znowu przemówił do nich tymi słowy: Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota.
Jest bardzo wiele fragmentów w Piśmie Świętym, które mówią o Jezusie, że jest światłością. Musimy zadać pytanie, skoro Jezus jest światłością od Boga to, co to dla nas oznacza?
1.      Po pierwsze Jezus jest światłością w tym sensie, że przynosi nam prawdę o Bogu, objawia nam Boga. Nie musimy już błądzić i miotać się w niepewności w jaki sposób należy oddawać Bogu chwałę, by Bóg to zaakceptował.  Jak wielu ludzi ma pytania odnośnie Boga, czy w ogóle jest? Czy interesuje się tym światem? Czy zależy mu na mnie? A jeśli jest tak, to kim jest i jaki jest Jego charakter lub jak należy Mu oddawać cześć? Dzisiaj w Jezusie na te wszystkie pytania otrzymujemy odpowiedzi. Bóg odkrył się przed nami jak jeszcze nigdy wcześniej nie odkrył się przed swoim stworzeniem.
Pozwól, że spytam ciebie skąd czerpiesz wiedze o Bogu? Skąd masz pewność, że to, co wiesz o Bogu jest prawdziwe? Ludzie czerpią wiedzę o Bogu z różnych źródeł najczęściej z rodzinnego domu, z kościoła, z mediów, z otaczającej kultury, z przyrody z obserwacji świata od przyjaciół sąsiadów i otaczających nas religii. Ale czy wspomniane źródła są światłością? Czy przynoszą nam prawdę? Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Przecież Boga nikt nigdy nie widział, ale o Chrystusie czytamy, że Jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca objawił Go nam (Jana 1,18) Chociaż niektóre ze wspomnianych źródeł mogą nam pomóc, to jednak muszą być sprawdzone czy są zgodne ze słowami prawdziwej światłości. Czy są zgodne z tym, co o Bogu objawił nam Jezus. Jakże często jesteśmy gotowi trzymać się kurczowo naszych poglądów na temat Boga nie mając gwarancji, że to, w co wierzymy jest prawdziwe. To narodzone dziecko w Betlejem te gwarancje nam przynosi, że jeśli uwierzymy i uchwycimy się tego, co mówi Jezus nie będziemy zawiedzeni w dzień sądu, w dzień twojej śmierci gdy będziesz musiał stanąć przed Bogiem. On powiedział, że Niebo i ziemia przemienią, ale Słowa Jego nie przeminą (Mat 24,35). Jezus widział Boga twarzą w twarz i znał Go doskonale, od wieczności był z Ojcem i przyniósł nam prawdziwy obraz Boga.
Tak więc prawda o Bogu nie dotyczy wszystkiego, nie dotyczy każdej religii i nie dotyczy każdych poglądów, co dzisiaj często jest popularne wśród wielu ludzi. Prawda o Bogu dotyczy Jezusa i tego, co On nam przekazuje, prawda o Bogu znajduje się Biblii, bo właśnie w niej Bóg umieścił przesłanie o tym kim Jezus był i czego nauczał.
2.      Po drugie narodzone dziecko w Betlejem jest światłością w tym sensie, że przynosi światło do naszego wnętrza o nas samych. On objawia nam, kim my jesteśmy i jaki jest nasz duchowy stan. Jak my wyglądamy względem Boga naprawdę. Często uważamy, że nie jesteśmy jacyś specjalnie źli i nie zasługujemy na gniew Boży, raczej myślimy, że zasługujemy na dobre rzeczy od Boga. Ale Bóg mówi, że każdy z nas na własną drogę zboczył i wszyscy jak owce zbłądziliśmy (Izaj 53,6) a Pan Jezusa dotknął karą za winę nas wszystkich. Wtedy, kiedy zbliżamy się do Jezusa mamy właściwe spojrzenie na siebie, na swój stosunek do Boga i do innych ludzi, właściwe spojrzenie na życie w ogóle. Czym jest i po co je otrzymaliśmy. Czy nie z tego wynikają dzisiejsze problemy świata, że próbuje się definiować życie szukając odpowiedzi w człowieku? Ale to prowadzi do eutanazji chorych dzieci nie rokujących na wyleczenie co ostatnio zatwierdził parlament Belgi. Gdy prześledzimy historie świata to zobaczymy, że największy terror i zbrodnie miały miejsce wtedy, kiedy świat odrzucał Chrystusa, odrzucał Boga.
Bóg objawia przyczynę naszych problemów i mówi, że każdy człowiek znajduje się w ciemności grzechu, w ciemności, która spowija nasze wnętrze, naszą duszę i nie pozwala nam dostrzec, o co tak naprawdę chodzi w życiu. A przecież otrzymaliśmy życie od Boga po to, by Go uwielbiać i Mu służyć przez wiarę w Pana Jezusa Chrystusa. Po to by cieszyć się życiem na chwałę Bożą. Ale z powodu ciemności wielu ludzi marnuje i niszczy swoje życie, bo nie widzi prawdziwego celu.
W jaki sposób marnują swoje życie? Nie żyją dla Boga, ale żyją dla świata
Pan Jezus powiedział że co z tego choćbyś cały świat pozyskał, a dusze zatracił (Marka 8,36).
Życie dla świata, to życie dla ludzkiej chwały, w pogoni za sukcesem, pieniędzmi, modą, ludzkimi opiniami. W pogoni za tym by coś w tym świecie znaczyć za przyjemnościami i zaspokajaniem samego siebie, by w tym świecie zaistnieć. Życie dla świata to poglądy typu trzeba się dobrze bawić i wykorzystać czas, który nam pozostał, trzeba wszystkiego spróbować, by później nie żałować. Te treści są nam przekazywane przez popkulturę w piosenkach, serialach, kolorowych pismach, a wielu przyswaja je.
Owa ciemność objawia się również w tym, że grzech zniewala nas i zmusza do czynienia swojej woli. Tylko światło Chrystusa, które może oświecić każdego człowieka jest w stanie zerwać kajdany mocy wszelkiego zniewolenia i wyzwolić nas do służenia Bogu. Chrystus chce wyzwolić nas od kłamstwa, pijaństwa, pornografii, kłótliwości, hazardu, strachu, czarów, lenistwa, pychy, egoizmu, braku przebaczenia, braku miłości, i wielu innych grzechów, a nade wszystko chce wyzwolić nas od gniewu Bożego, który słusznie należy się każdemu człowiekowi z powodu złamania Bożego prawa. Ale jak długo nie oświeci nas światło Chrystusa, tak długo będziemy uważać, że w naszym życiu jest wszystko w porządku i że tego światła nie potrzebujemy. I to jest największą tragedią ludzkości największą twoją tragedią. Z jednej strony ludzie widzą, że coś jest nie w porządku, że świat trawi jakaś śmiertelna choroba, z którą nie mogą się uprać. Widzą wojny, nienawiść, agresje, nałogi, porzucone dzieci brak zaspokojenia i konieczność ciągłego pędu, ale nie wiadomo do czego. Widzą, że pomimo wielu prób uprania się z tymi problemami nie ma żadnej poprawy, a nawet jest jeszcze gorzej. A z drugiej strony wciąż nie znają odpowiedzi dlaczego tak się dzieje, choć wszyscy mają dobre pragnienia. Nie wiedzą i nie wierzą że w Chrystusie Bóg te wszystkie problemy chce rozwiązać.  Ale żeby tak mogło się stać w twoim życiu najpierw musi zabłysnąć światło Chrystusa w twoim sercu. Po prostu uwierz w Niego dzisiaj, uwierz że to narodzone dziecko w Betlejem jest posłanym przez Boga Synem Bożym. Uwierz w to, że Bóg uczynił Go ofiarą przebłagalną za twoje grzechy i teraz wszystkie twoje grzechy w jednej chwili mogą być przebaczone jeśli tylko Mu zaufasz. Bez  Jezusa nie ma dla ciebie nadziei, nie ma dla nas przebaczenia, nie ma nadziei dla świata.
Wrogowie człowieka
Uwierz w to, że On Chrystus pokonał największych naszych wrogów z którymi żaden człowiek nigdy sam nie będzie mógł sobie poradzić. On zwyciężył grzech, który obraża Boga, On zwyciężył Jego moc i w Chrystusie możesz przeciwstawić się każdej nieprawości. W ten sposób będziesz mógł wieść życie bez potępienia bez wyrzutów sumienia jako wolny człowiek. Chrystus zwyciężył również Szatana, który zwodzi cały świat i cały świat trzyma w niewoli zmuszając ludzi do czynienia tego co on chce. Zastanawiałeś się kiedyś skąd te natrętne złe myśli w twojej głowie? Już tyle razy z nimi walczyłeś, ale one wciąż powracają. Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego zło ma taką moc? Dlaczego matka zabija swoje dzieci, a później sama popełnia samobójstwo? Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego człowiek obładowany bombami wchodzi do autobusu wypełnionego młodymi ludźmi, wysadza ten autobus w powietrze myśląc, że w ten sposób oddaje Bogu chwałę. Tak, szatan jest strasznym wrogiem ludzkości, ale on nic nie ma do tych, którzy uwierzyli w Chrystusa. Jego moc tak daleko nie sięga, większy jest ten, który jest w nas niż ten który jest na świecie (1 Jana 4,4). Ten narodzony chłopczyk w Betlejem  przyszedł zniszczyć dzieła diabła i moc diabła. 
Chrystus również zwyciężył największego naszego wroga, którym jest śmierć. Codziennie o niej słyszymy i czujemy jej oddech na naszych karkach, straszy nas i zagląda do naszych domów zabierając naszych bliskich. Gdy przychodzi nie możemy nic zrobić, ale teraz żądło śmierci zostało złamane. Nad tymi którzy wierzą w Chrystusa śmierć straciła swoją moc. Wprawdzie może jeszcze im zadać ból fizyczny, ale nie może odebrać im pokoju i pewności zmartwychwstania do życia wiecznego.
To, więc wobec takich wielkich wydarzeń mamy przejść obojętnie? Wobec tego, że sam Bóg przychodzi do nas, rodzi się człowiekiem i zwycięża naszych największych przeciwników mamy pozostać nieczuli. Nie, nie możemy tego zrobić musimy powtórzyć za Izajaszem udzielisz mnóstwo wesela, sprawisz wielką radość. Radować się będą przed tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupów. (Izaj 9,1)
I to jest pytanie do każdego z nas czy w ten dzień w dzień Bożego narodzenia możemy radować z tego co mówi Izajasz? Czy możesz radować się z przyjścia Jezusa Chrystusa  na świat. O powiesz może, że zawsze cię cieszy ten dzień, bo jest wyjątkowa, atmosfera, bo przyjeżdża rodzina, bo jest wspaniałe jedzenie, bo ludzie są dla siebie milsi, bo obdarzamy się podarunkami. Ale Izajasz nie o takiej radości mówi. On mówi o radości wynikającej z Poznania Pana Jezusa Chrystusa, o radości, która wynika ze świadomości kim jest to narodzone dziecię. O radości, która pojawia się w sercu człowieka, gdy człowiek przez wiarę w Jezusa Chrystusa wraca do utraconej społeczności z Bogiem. Bo właśnie przez Jezusa Bóg jest z nami. Czy możesz dzisiaj właśnie z tego się radować? Czy możesz powiedzieć z całą pewnością, że Bóg jest po twojej stronie, bo poznałeś Chrystusa jak niegdyś mędrcy, którzy przybyli Go przywitać, czy pasterze chcący się Mu pokłonić?
Jena z pieśni mówi
„O, jak pusto byłoby na ziemi, Wszędzie nędza, ciemność, grzech i kłam. Bez Jezusa zginąłbym w otchłani, O, bez Niego byłbym wiecznie sam. Jakże mógłbym wytrwać bez Jezusa, Jaką drogę obrać z mnóstwa dróg? Kto by wiódł doliną śmierci cienia? Kto by mnie w raj wieczny przenieść mógł”? (Choćbym wszystko miał)
3.      I Po trzecie  narodzone dziecię w  Betlejem jest światłością dla świata, w sensie przychodzącej odnowy i Bożego Królestwa w którym zapanuje wieczna sprawiedliwość. Jak czytamy dalej w naszym Izajaszowym tekście, przez to narodzone dziecko w Betlejem nastąpi na ziemi potężna zmiana (Izaj 9,3-6) Dzisiaj obchodzimy pamiątkę pierwszego przyjścia Jezusa, ale czekamy na drugie przyjście, które będzie odkupieniem dla oczekujących Go i sądem dla bezbożnych. Pierwsze przyjście było skromne i zasłonięte przed światem. Drugie przyjście będzie triumfalne pełne chwały i ujrzy Go każde oko, a każde kolano zegnie się wobec Jego majestatu
Apostoł Paweł w taki sposób pisał o tych wydarzeniach
1Tesaloniczan 4:16  Gdyż sam Pan na dany rozkaz, na głos archanioła i trąby Bożej zstąpi z nieba; wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie,
Inny fragment Słowa Bożego mówi tak:
2Ts 1:8   (Objawi się) W ogniu płomienistym, wymierzając karę tym, którzy nie znają Boga, oraz tym, którzy nie są posłuszni ewangelii Pana naszego Jezusa.
2Ts 1:9  Poniosą oni karę: zatracenie wieczne, oddalenie od oblicza Pana i od mocy chwały jego,
2Ts 1:10  Gdy przyjdzie w owym dniu, aby być uwielbionym wśród świętych swoich i podziwianym przez wszystkich, którzy uwierzyli, bo świadectwu naszemu uwierzyliście.

Świat doświadczy wtedy pokoju i odnowy jakiej nie było od upadku Adama i Ewy w grzech. Każda wojna zostanie skończona wielka czy mała. Każdy konflikt rodzinny, sąsiedzki i niechęć do drugiego człowieka zostanie przerwana. A na ziemi zapanuje pokój, bo Jezus jest księciem pokoju. On będzie rządził i Jemu będą posłuszne narody.
Jak czytamy  u Izajasza:
Gdyż każdy but skrzypiący przy chodzie i płaszcz krwią zbroczony pójdzie na spalenie na pastwę ognia – Dlaczego tak się stanie? Bo dziecię nam się narodziło, syn jest nam dany.
W końcu się stało mówi Izajasz, w końcu nadchodzi władca, który przyniesie sprawiedliwość, który pogodzi mieszkańców ziemi. Nie będzie już potrzebne wojsko i nie będą się uczyć sztuki wojennej i nikt nie będzie myślał o podboju i zdobywaniu.
Izajasza 2:4 Wtedy rozsądzać będzie narody i rozstrzygać sprawy wielu ludów. I przekują swoje miecze na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Żaden naród nie podniesie miecza przeciwko drugiemu narodowi i nie będą się już uczyć sztuki wojennej.
Ale by mogło się tak stać, byś miał udział w tym wspaniałym Królestwie już dzisiaj musisz umiłować ten pokój. Już dzisiaj musisz załatwić sprawę między tobą a Bogiem i skończyć tą wojnę w twoim sercu. To buntownicze twoje „ja” które opiera się przeciw Bogu i nie chce mu się podporządkować. Już dzisiaj musisz odrzucić twoje pomysły, twoje plany, twoje przekonania i poddać wszystko Panu Jezusowi Chrystusowi. A On stanie się dla ciebie pomostem do Boga i tego nowego nadchodzącego Królestwa. On stanie się dla ciebie Cudownym doradcą i poprowadzi cię. On stanie się dla ciebie Bogiem  Mocnym, twoją tarczą i siłą. On stanie się dla ciebie Księciem Pokoju w Nim znajdziesz moc, żeby wybaczyć, żeby nie zazdrościć, nie złorzeczyć, nie przeklinać, żeby skończyć każdą twoją wojnę. Ale Przestań mu się opierać, a to wszystko zobaczysz już dzisiaj. Amen 



czwartek, 19 grudnia 2013

Dobra Nowina

Mamy dzisiaj tą wigilię, bo chcemy wspominać wydarzenia, które miały miejsce ponad dwa tysiące lat temu. I mimo tego, że z ludzkiej perspektywy może się wydawać, że Narodzenie Jezusa Chrystusa, Syna Bożego było bardzo dawno, to jednak to, co wtedy się stało dotyczy każdego z nas.
Przypomnijmy sobie te wydarzenia i przeczytajmy historię, która jest zapisana w Ewangelii Mateusza 1,18 – 25
Drodzy czytamy, że narodzenie Jezusa, był niezwykłe i cudowne. Z tego krótkiego fragmentu dowiadujemy się, że Józef chciał odprawić Marię, gdy dowiedział się że jest w ciąży. Prawdopodobnie myślał, że Maria nie dochowała mu wierności. I gdy tak zastanawiał się nad tym wszystkim, w nocy ukazał mu się anioł od Boga. Bóg posłał swojego anioła, by wyjaśnić Józefowi tą sytuacje. Bóg przez anioła mówi Józefowi, że dziecko jest wyjątkowe i poczęło się za sprawą Ducha Świętego. Inaczej mówiąc Jezus pochodzi od Boga jest Synem Bożym, drugą osobą trójcy Świętej, Imanuelem – to znaczy Bogiem z nami jak powiedział prorok Izajasz. W ten sposób wypełniły się proroctwa, które Bóg dawał na długo przed pojawieniem się Jezusa na świecie. Proroctwa te dotyczyły przyjścia Mesjasza, Bożego Syna, który umrze za grzechy ludzi, by ludzie przez wiarę w Niego mogli dostąpić przebaczenia grzechów i utraconej społeczności z Bogiem. Zacytowany przez ewangelistę Mateusza fragment w wersecie 22 pochodzi z Ks. Izajasza z 7 rozdziału. Izajasz prorokował o tych wydarzeniach na ponad 700 lat przed narodzeniem Chrystusa. W Piśmie Świętym jest wiele fragmentów dotyczących przyjścia Chrystusa na świat zanim się pojawił, w jednej z kolęd nawet śpiewamy 4000 tys. lat wyglądany. O co chodzi? Dlaczego przyjście Jezusa jest takie ważne?
1.      Po pierwsze nie możemy mieć już żadnych wątpliwości, że Bóg istnieje i chce dla nas dobrze. Żyjemy w czasach, w których niemal na każdym miejscu w różnych mediach: w telewizji, w szkołach w gazetach, Internecie spotykamy się z podważaniem istnienia Boga. Ale Bóg nam się objawił, przyszedł do nas przez swego syna Jezusa Chrystusa. Przecież nie czytamy tutaj o żadnych bajkach, ale o rzeczywistych prawdziwych wydarzeniach, które są solidnie potwierdzone nie tylko przez źródła biblijne, ale również przez świeckich historyków jak Józef Flawiusz historyk z czasów Jezusa i innych. Więc jeśli masz wątpliwości czy Bóg jest i czy interesuje się nami, twoim losem? Wróć do tej historii i zobacz, że Bóg posyła swojego Syna żeby żył bezgrzesznym życiem i stał się ofiarą przebłagalną za grzechy nasze.
Apostoł Paweł powiedział w innym fragmencie Pisma Świętego
Rzymian 5:8 Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł."
Jeszcze inny fragment mówi
Jan 3:16  Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.
17  Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony.
2.      Po drugie Anioł powiedział do Józefa „że nadasz mu Imię Jezus On zbawi lud swój od grzechów Jego.
Pomimo tego, że Bóg kocha ludzi, to jednak istnieje poważny problem w relacjach między Bogiem, a człowiekiem. Tym problemem jest grzech z powodu, którego żaden człowiek nie może być blisko Boga. Bóg jest Święty i Sprawiedliwy oraz całkowicie czysty i bezgrzeszny. On nienawidzi wszelkiego rodzaju zła. Jak: kłamstwa, cudzołóstwa, morderstwa, egoizmu, pychy, oszustwa, czczenia fałszywych Bogów, i wielu innych. Tragedią nas wszystkich jest to, że nie ma człowieka na całej ziemi, który by żył dobrym bezgrzesznym życiem. Pismo Święte mówi, że wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej (Rzymian 3,23)
Wszyscy ludzie na całej ziemi, nawet najlepsi z nas nie są na tyle dobrzy, by zasługiwać na Boże błogosławieństwo.
  Grzech jest tak straszny i odrażający w oczach Boga, że Bóg w Piśmie Świętym powiedział, że żaden grzesznik nie może dostąpić zbawienia i każdy człowiek zasługuje na potępienie w piekle za swoje winy. Bóg mówi w liście do Rzymian „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć” Jest to śmierć zarówno fizyczna, czyli każdy z nas umrze, ale jest to również śmierć wieczna, wieczne oddzielenie od Boga inaczej mówiąc potępienie na wieki w piekle.
  Ludzie często wiedzą o tym, że są nie w porządku wobec Boga. Mają wyrzuty sumienia oraz strach i lęk przed śmiercią, przed stanięciem przed Bogiem na sądzie Bożym. Dlatego próbują w jakiś sposób zmazać swoje winy i grzechy. Niektórzy myślą, że można to uczynić przez dobre uczynki. Mają nadzieje, że przed sądem Bożym okaże się, że ich dobrych uczynków było więcej niż złych i na tej podstawie Bóg wpuści ich do nieba. Inni myślą, że można zmazać winy przez religijność rytuały, modlitwy, ofiary i w ten sposób mieć przebaczone grzechy. Jeszcze inni uważają, że nie ma co się tym przejmować, że jakoś to będzie na sądzie, że jakoś się uda.
Ale według tego, co Bóg powiedział, żaden z wyżej wymienionych sposób nie może dać ludziom zbawienia. Wszyscy, którzy próbują uzyskać przebaczenie grzechów w taki sposób jak powiedziałem wcześniej ostatecznie nie otrzymają tego co chcieli, a jedyne, co otrzymają to potępienie na wieki w piekle.
I gdyby tylko na tym poprzestać, to sytuacja każdego z nas byłaby tragiczna. Ktoś by mógł powiedzieć, to, co nie ma dla nas przebaczenia, nie ma dla mnie żadnej nadziei? Nie ma nadziei dla świata? Jest nadzieja niezawodna z powodu, której dzisiaj się tutaj spotykamy
3.      I po trzecie.  Pamiętacie słowa anioła? Jezus uratuje nas od naszych grzechów. Co to znaczy? Przede wszystkim to, że narodzone dziecko w Betlejem przyszło na świat, by któregoś dnia umrzeć na Krzyżu męczeńską śmiercią. Była to śmierć za każdego człowieka, w miejsce każdego człowieka. Bóg uczynił swojego Syna Jezusa Chrystusa ofiarą zastępczą za nasze grzechy. I teraz każdy, kto uwierzy w Jezusa i powierzy mu swoje życie odzyska utracony pokój z Bogiem i otrzyma przebaczenie grzechów.
I chociaż Jezus umarł za grzechy wszystkich ludzi na całym świecie to Pismo Święte mówi, że zbawieni będą tylko ci, którzy naprawdę w to uwierzą. Ci, którzy potraktują Jezusa jako swojego Zbawiciela i zawierzą mu swoje życie. Nie ma innej możliwości przebaczenia jak tylko wiara w Chrystusa, nie mogą tego uczynić nasze uczynki i starania, nie może tego uczynić nasz religijność, nie może tego uczynić tradycja w której zostaliśmy wychowani, tylko Jezus i to co on uczynił.
Sam Pan Jezus powiedział
Jan 14:6 Ja jestem droga i prawda i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze mnie.
Inny już wspomniany fragment Pisma Świętego mówi
Jan 3:16  Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.
Tak więc gdy uwierzymy w Chrystusa możemy być całkowicie pewni przebaczenia grzechów i życia wiecznego, nieba, które otrzymamy gdy spotkamy się z Bogiem. Dlatego ewangelia jest dobrą nowiną. Dlatego to wszystko jest takie ważne, bo jeśli przejdziemy wobec tego obojętnie nie ma dla nas przebaczenia za grzechy. Dlatego też spotykamy się tu dzisiaj, by wspominać te wydarzenia i dziękować Bogu za Syna Jego Jezusa Chrystusa, Jego miłość i troskę.





wtorek, 17 grudnia 2013

Droga Golgoty rozdz. 3

Droga społeczności           
Gdy człowiek upadł i wybór jego padł na uczynienie samego siebie — a nie Boga — centrum swego życia, wówczas następstwem stało się nie tylko zerwanie społeczności człowieka z Bogiem, lecz także ze swoim bliźnim. Tuż po relacji o pierwszym nieporozumieniu człowieka z Bogiem w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju, czytamy o pierwszym nieporozumieniu człowieka ze swoim bliźnim, gdyż w czwartym rozdziale już jest mowa o morderstwie, którego dokonał Kain na osobie Abla. Upadek człowieka polegał po prostu na tym, że jak to ujął prorok Izajasz „każdy na drogę swą obróciliśmy się” (Iz 53:6). Jeśli wolę kroczyć mymi własnymi drogami raczej aniżeli drogami Bożymi, to jest rzeczą oczywistą, że będę wolał chodzić według mego widzimisię raczej aniżeli uwzględniać życzenia mego bliźniego. Człowiek w żadnym wypadku, o ile to tylko jest możliwe, nie poddaje swej woli i nie rezygnuje ze swej niezależności na rzecz innego człowieka, skoro uzurpował ją sobie, wyłamując się spod ręki Bożej. Niemniej świat, w którym każdy człowiek chce mieć wszystko po swojemu, nie może mieć innego oblicza, jak tylko kotła, w którym ścierają się bezustannie rozmaite poglądy, pełnego napięcia, barier, podejrzeń, nieporozumień i konfliktów.
Ale zadaniem, które postawił sobie Pan Jezus, umierając na krzyżu, było nie tylko przywrócić człowiekowi społeczność z Bogiem, lecz także przywrócić mu społeczność z bliźnim swoim. W istocie jest rzeczą niemożliwą, aby te dwie rzeczy nie szły z sobą w parze. Jeśli jednakże nie zaistniała pomiędzy mną a moim bratem żywotna społeczność, to jest to dowodem, że w tej samej mierze nie przybliżyłem się w sposób istotny do Boga, gdyż podobnie jak zbliżają się do siebie szprychy koła — im bliżej są środka tego koła, tak samo zbliżają się do siebie ci, których łączy rzeczywiście społeczność z Bogiem. Pierwszy List Jana z całym naciskiem rozkazuje nam (a co za cudowne światło przynosi ten list w obliczu duchowego przebudzenia!) abyśmy doświadczali prawdziwość i głębię społeczności człowieka z Bogiem poprzez prawdziwość i głębię jego społeczności z bliźnimi (1J 2:9; 3:14–15; 4:20). Niektórzy z nas już się przekonali, jak nierozerwalnie złączona jest nasza społeczność z Bogiem ze społecznością z naszymi bliźnimi. Każda choćby najmniejsza rzecz, która staje się barierą pomiędzy nami a naszymi bliźnimi, staje się jednocześnie barierą pomiędzy nami a Bogiem. Stwierdziliśmy także, że w wypadkach, gdy te bariery nie zostały usunięte natychmiast, stawały się coraz grubszymi, aż nareszcie stwierdziliśmy, że pomiędzy nami i Bogiem, a równocześnie pomiędzy nami i braćmi naszymi, powstała prawdziwie jakby gruba, z cegieł mocno zbudowana ściana, która nas całkowicie i od Boga i od brata oddziela. Jest więc rzeczą całkiem oczywistą, że z chwilą, gdy pozwolimy Nowemu Życiu napełnić nasze serca, to będzie się ono musiało objawiać przez chodzenie w jedności z Bogiem i z bratem naszym, przy czym nic nie śmie stanąć pomiędzy nami.
Światłość i ciemność
Na jakiej podstawie możemy mieć prawdziwą społeczność z Bogiem i z bratem naszym? I tutaj z całą świeżością przychodzi do naszych serc wypowiedź Jana w 1-szym Liście, 1:7: „A jeśli w światłości chodzimy, jako On jest w światłości, społeczność mamy między sobą, a krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”. Pojęcie światła kojarzy się z objawieniem czegoś, zaś pojęcie ciemności z ukrywaniem. Jeśli coś nas strofuje i objawia, czym jesteśmy naprawdę, albo cośmy uczynili — to jest to światłem. „Wszystko, co się staje jawnym, światłością jest” (Ef 5:13). Ale ilekroć robimy coś, mówimy coś (albo coś przemilczamy), co ma na celu ukrycie tego, czym jesteśmy naprawdę, albo cośmy uczynili — to jest to ciemnością.
Pierwszym więc skutkiem grzechu w naszym życiu jest zawsze usiłowanie ukrycia tego, czym jesteśmy. Grzech sprawił, że nasi pierwsi rodzice usiłowali się ukryć za drzewami ogrodu i ma na nas taki sam wpływ po dzień dzisiejszy. Grzech zawsze sprawia w nas nieszczerość, udawanie, dwulicowość, robienie dobrego wrażenia na zewnątrz, usprawiedliwianie samych siebie, oskarżanie innych — a możemy robić te wszystkie rzeczy poprzez milczenie równie dobrze jak mówiąc, czy czyniąc cokolwiek. To jest właśnie, co poprzedni wiersz nazywa „chodzeniem w ciemności”. U niektórych z nas grzech, o którym tutaj jest mowa, może polegać na niczym więcej, jak tylko na chodzeniu w świadomości naszego „ja” (a wszystko, w czym znajduje się nasze „ja”, jest grzechem), zaś ukrywanie się może polegać na niczym więcej jak tylko na sztucznej serdeczności, w której jest zamaskowanie tego kompleksu — niemniej jest to chodzenie w ciemności.
Jako przeciwieństwo tego, co się znajduje w nas, wiersz piąty przedstawia nam Boga jako światłość, to znaczy, że Bóg jest Tym, który wszystko objawia i każdego człowieka stawia we właściwym świetle. W wierszu tym czytamy dalej: „a żadnej ciemności w Nim nie ma”, czyli innymi słowy nie ma w Bogu nawet najmniejszej cząsteczki czegoś, co mogłoby się łączyć z najmniejszą odrobiną nawet ciemności w nas, albo z jakimś najdrobniejszym naszym ukrywaniem się.
Jest więc rzeczą oczywistą, że jest zupełną niemożliwością, aby chodzić w najmniejszej mierze w ciemności, a równocześnie mieć społeczność z Bogiem. A jak długo pozostajemy w tym stanie ciemności, jest rzeczą niemożliwą, abyśmy mieli też jakąś społeczność z naszym bratem — bo nie jesteśmy w stosunku do niego szczerymi, a nikt nie może mieć społeczności z osobą nieszczerą. Mur nieufności nas w takim wypadku rozdziela.
Jedyny fundament społeczności
Jedynym fundamentem społeczności z Bogiem i z człowiekiem jest zupełnie otwarte podejście do jednego i drugiego. „A jeśli w światłości chodzimy, jak On jest w światłości, społeczność mamy między sobą”. Chodzenie w światłości jest przeciwieństwem chodzenia w ciemności. Spurgeon określa je w jednym ze swoich kazań jako „gotowość do poznawania i pozwolenia na poznanie siebie”. Jeśli chodzi o nasz stosunek do Boga, oznacza to, że jesteśmy gotowi poznać całą prawdę dotyczącą nas samych i że nasze serca gotowe są przyznać się do grzechu. W takim wypadku ugniemy karku już przy pierwszych wyrzutach sumienia. Wszystko, co Pan nam wskaże jako grzech, potraktujemy natychmiast jako grzech — a niczego nie będziemy ukrywali, albo się w danej rzeczy usprawiedliwiali. Tylko chodzenie w światłości z konieczności będzie coraz bardziej objawiało grzech w naszym życiu i ujrzymy, że grzechem są takie rzeczy, których za grzech nigdy przedtem nie uważaliśmy. Dla tej przyczyny będziemy się może wzdrygali przed tego rodzaju chodzeniem i będziemy kuszeni do szukania schronienia. Ale kosztowny ten wiersz mówi nam dalej: „A krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”. Wszystko to, co światło Boże wykrywa i objawia jako grzech, możemy wyznać i zanieść do Zdroju oczyszczającego nas z wszelkiego grzechu, którym jest krew Jezusa Chrystusa, a wtedy wszystko znika sprzed oczu Bożych, a równocześnie i z naszych serc. Dzięki mocy najświętszej Krwi możemy stać się czystszymi nad świeży śnieg; a gdy w ten sposób ustawicznie pozostajemy w światłości i oczyszczeni bywamy przez Krew — mamy społeczność z Bogiem.
Społeczność, która nam została tutaj obiecana, jest jednak czymś, co dotyczy nie tylko Boga, ale też jest to społeczność „między sobą”, a to obejmuje chodzenie w światłości również z naszym bratem. Nie jest rzeczą możliwą, by pomiędzy nami i Bogiem była światłość, a pomiędzy nami i bratem naszym — ciemność. Oznacza to, że musimy być gotowi w równej mierze na przyjmowanie prawdziwych danych o nas samych ze strony naszego brata, jak je przyjmujemy od Boga. Musimy być przygotowani na to, że bliźni nasz zaświeci nam (a musimy też być gotowi usłużyć podobnie naszemu bratu) i wezwie nas do wyprostowania w naszym życiu czegoś, co nie jest na najwyższym poziomie. Musimy być gotowi nie tylko znać innych, lecz także być rozsądzanymi przez innych i dać się poznać, jakimi jesteśmy istotnie. Oznacza to, że nie będziemy usiłowali ukryć przed tymi, z którymi mamy mieć społeczność, naszego wnętrza: nie będziemy usiłowali niejako pięknie przystroić wystawy i udawać, że jesteśmy czymś, czym w rzeczywistości nie jesteśmy zupełnie. Nie będziemy się też usiłowali usprawiedliwiać i samych siebie wybielać. Będziemy gotowi na zrzeczenie się naszego zamykania się w sobie, jeśli chodzi o sprawy dotyczące naszego życia duchowego, wyrzeczemy się naszej pychy i zaryzykujemy utratę naszej dobrej reputacji, byle tylko być otwartymi i niejako przeźroczystymi w stosunku do naszych braci i sióstr w Chrystusie. Oznacza to również, że nie będziemy dawali miejsca jakimś uczuciom niechęci w stosunku do kogoś innego, ale natychmiast wszelkie takie rzeczy przyniesiemy Panu, wiarą przyjmując uwolnienie od nich i doprowadzimy daną rzecz do porządku z naszym bratem. W miarę, gdy chodzimy w ten sposób, stwierdzamy, że mamy społeczność ze sobą na zupełnie nowej płaszczyźnie i bynajmniej nie będziemy się miłowali mniej, lecz nieskończenie więcej.
Wolność od więzów
Chodzenie w światłości, to po prostu chodzenie z Panem Jezusem. Dlatego też nie ma tutaj mowy o jakimś skrępowaniu i o jakichś więzach. Nie jest rzeczą konieczną, abyśmy wszystkim ludziom wszystko co nas dotyczy opowiadali. Rzeczą ważniejszą jest natomiast nasze nastawienie, aby chodzić w światłości, aniżeli sam akt tegoż chodzenia w światłości. Chodzi o to, czy jesteśmy gotowi chodzić w światłości z naszym bratem i dać temu wyraz słowami, jeśli nam Bóg rozkaże? To jest prawdziwą „zbroją światłości” — tą przezroczystością, dozwalającą innym oglądać, co jest w naszym sercu. To może niekiedy być upokarzające, lecz dopomaga nam w nowym doznawaniu rzeczywistości obcowania z Panem Jezusem, a z drugiej strony służy do lepszego poznania samego siebie. My już do tego stopnia przywykliśmy do faktu, że Bóg wszystko o nas wie, że stajemy się jakby niewrażliwi na to, co dotyczy nas samych i wreszcie kończy się to nieuchronnie tym, że nie znamy prawdy dotyczącej nas samych. Jeśli jednak jakiś człowiek zacznie całkiem szczerze rozmawiać o sobie choćby tylko z jedną osobą, według tego jak nim pokieruje Bóg, to wynikiem tego będzie, że pozna siebie samego i swój grzech w taki sposób, jak go nigdy przedtem nie znał, ujrzy też wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem, gdzie należy stosować w swym życiu — i to w coraz większej mierze — odkupienie Chrystusowe. Dla tej właśnie przyczyny Jakub zaleca nam podporządkować się dyscyplinie „wyznawania naszych upadków jedni przed drugimi”.
W pierwszym Liście Jana 1:7 celem „chodzenia w światłości” jest oczywiście zapewnienie sobie możliwości posiadania „społeczności między sobą”. A jak cudowna jest taka społeczność, jeśli razem kroczymy tą drogą! Jest rzeczą oczywistą, że od jednego do drugiego serca popłynie miłość, w miarę gdy każdy będzie gotowy dać się poznać jako pokutujący grzesznik, skłaniający się u stóp krzyża Pana Jezusa. Dopiero wtedy może nas Bóg uczynić całkowicie jednym, gdy wszelkie bariery zostaną zburzone, a wszelkie maski zdjęte z twarzy. A co więcej, mając tego rodzaju społeczność, cieszymy się również z poczucia całkowitej „pewności”, jaka ją cechuje. Już się więcej nie potrzebujemy obawiać, że inni będą przed nami taili jakieś myśli, jakie o nas mają, czy też jakieś reakcje w stosunku do nas. W społeczności, która jest chodzeniem w światłości pod krzyżem, mamy pewność, że jeśli powstanie jakaś myśl o nas, to zostanie ona natychmiast wywiedziona na jaw, i to albo w postaci wyznania w duchu pokory i złamania swego „ja” (w wypadku, gdzie została popełniona jakaś krzywda lub zaistniał brak miłości), albo też w formie pełnego miłości upomnienia, gdy zachodzi potrzeba powiedzenia nam czegoś, co winniśmy wiedzieć o samych sobie.
Nie wolno nam jednak zapomnieć o tym, że nasze chodzenie w światłości jest na pierwszym miejscu i przede wszystkim chodzeniem z Panem Jezusem. Najpierw musimy uporządkować wszystko z Nim i od Niego musimy otrzymać oczyszczenie i zwycięstwo. Wówczas, gdy Pan pokieruje nami ku otwarciu naszych serc innym, będziemy mogli podejść ku nim już nie tylko z wyznaniem, lecz raczej z świadectwem, (za wyjątkiem sytuacji, w których wyznanie jest koniecznie potrzebne), a wtedy będziemy uwielbiali swego Pana razem.
Zespoły liczące po dwie osoby dla spowodowania duchowego przebudzenia
Pan Jezus życzy sobie, abyś zaczął chodzić z Nim w światłości w całkiem nowy sposób już dziś. Uczyń to wspólnie z kimś innym jeszcze — twoim przyjacielem, czy przyjaciółką, którzy są również wierzący, z osobą, z którą mieszkasz, z twoją żoną, czy też twoim mężem. Zrzuć wszelkie maski. Niewątpliwie Bóg przekonał cię już o jakiejś rzeczy, co do której zachodzi potrzeba, abyś był zupełnie szczery w stosunku do tej osoby. Rozpocznij tutaj. Stwórzcie zespół, który pracowałby wspólnie dla sprawy duchowego odrodzenia, duchowego przebudzenia pośród waszego grona. W miarę gdy inni zostaną złamani pod Krzyżem, grono wasze się powiększy, stosownie do Bożego kierownictwa. Spotykajcie się od czasu do czasu dla społeczności i w celu wymiany duchowych doświadczeń — i to w duchu zupełnej szczerości. Zupełnie otwarcie módlcie się razem i za innych, i jako zespół idźcie do pracy dla Pana i wydawania świadectwa z świeżymi siłami. Bóg rozpocznie działać w cudowny sposób przez taki zespół. W miarę, gdy zacznie zbawiać i błogosławić innych w ten żywotny sposób, oni również będą mogli rozpocząć życie i pracę w podobnych społecznościach. I podobnie jak jedna kula bilardowa porusza drugą, tak jedna grupa poruszy serca drugiej, aż wreszcie cały kraj będzie napełniony Nowym Życiem płynącym ze zmartwychwstałego Pana Jezusa. 

ROY HESSION

niedziela, 15 grudnia 2013

Czy Jezus zna ciebie? Ew. Mateusza 7,21 – 23

Drodzy dzisiaj omówimy poważne niebezpieczeństwo przed, którym  nasz Pan ostrzega nas mówiąc o tym że nie każdy który do niego mówi „Panie, Panie” jest prawdziwie wierzącym człowiekiem. Możemy powiedzieć iż Jezus tłumaczy nam na czym polega prawdziwa wiara i co to znaczy być Chrześcijaninem. Nie każdy kto woła do Jezusa, modli się do Niego, czy jest religijnym człowiekiem lub chodzi do kościoła, wierzy właściwie będzie człowiekiem zbawionym.
Pierwsza rzecz jakiej musimy się bliżej przyjrzeć, to konieczność posłuszeństwa, które wynika z prawdziwej wiary w Jezusa Chrystusa. Inaczej  mówiąc w zbawczej wierze w Jezusa nie chodzi tylko o jakąś intelektualną zgodę na doktrynę czy treści dotyczące Pisma Świętego lub Jego Osobę. Jest to powszechna pułapka, w którą wpadło dzisiaj wiele osób, myślą że są wierzący, a tymczasem nie są. Na czym polega to zwiedzenie? Ano polega na tym, że zgadzam się na pewne fakty dotyczące Chrystusa i z tego powodu myślę, że jestem wierzący. Są to rzeczy dotyczące jego przyjścia, narodzenia się z dziewicy, zbawczej śmierci  na krzyżu golgoty, jego boskości, bezgrzeszności, cudów które czynił i inne zawarte Piśmie Św. Wielu ludzi w Polsce nie ma problemu zaakceptowaniem tych rzeczy i zgadzają się z nimi. Mówią, że Jezus był absolutnie wspaniały i godzien jest wiary, gdy zadasz im pytanie czy wierzą w Jezusa? Zazwyczaj odpowiadają, że w Niego wierzą. Ale często wiarą nazywają intelektualną zgodę z tym kim Jezus jest i co czynił. Jest to zwodnicza i fałszywa wiara, która nie prowadzi ludzi do zbawienia i w żaden sposób nie zbliża ich do Boga. Oczywiście żeby być chrześcijaninem należy w pewne rzeczy dotyczące doktryny uwierzyć i je zaakceptować, ale jeśli tylko ta akceptacja jest na poziome intelektualnej zgody, która nie wpływa na moją wolę i posłuszeństwo Chrystusowi, to wiara taka jest martwa i zwodzi nas. Dając nam błędne przekonanie, że jesteśmy uczniami Chrystusa, a tymczasem posiadamy wiarę  demonów
Jak 2:19  Ty wierzysz, że Bóg jest jeden? Dobrze czynisz; demony również wierzą i drżą.
20  Chcesz przeto poznać, nędzny człowieku, że wiara bez uczynków jest martwa?
„Demony również wierzą w Boga i demonami pozostają.
Możemy mówić „Panie, Panie”, możemy mówić jak bardzo kochamy Jezusa i jak bardzo on jest dla nas cenny, jaką był wspaniałą osobą i jak wielkie rzeczy czynił. Możemy się zachwycać jego poświęceniem i złożoną ofiarą, a z naszych ust mogą płynąc najwspanialsze modlitwy. Ale jeśli nie prowadzi nas to, do posłuszeństwa Jemu, to jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie, że na sądzie powie do nas „nie znam was”. Zwróćcie uwagę jak często Jezus wzywał swoich uczniów do posłuszeństwa i kogo nazywał, swoją prawdziwą i przyjaciółmi:
Jana 15:14 Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. Powiedział Jezus do swoich uczniów. W tym kontekście również powiedział do nich, że wtedy będzie uwielbiony Ojciec oraz wtedy mogą prosić w Jego imieniu, a stanie się im.
Inny bardzo ciekawy fragment dotyczący posłuszeństwa
Mateusza 12:47  I rzekł mu ktoś: Oto matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą z tobą mówić.
48  A On, odpowiadając, rzekł temu, co mu to powiedział: Któż jest moją matką? I kto to bracia moi?
49  I wyciągnąwszy rękę ku uczniom swoim, rzekł: Oto matka moja i bracia moi!
50  Albowiem ktokolwiek czyni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten jest moim bratem i siostrą, i matką.
Kto jest prawdziwą rodziną Jezusa? Kto jest Jego przyjacielem, bratem, siostrą i matką? Czy ci, którzy do niego mówią „Panie, Panie”? Czy ci, którzy wierzą tylko we właściwą doktrynę? Czy ci którzy uważają, że chodzą do właściwego kościoła? Czy ci, którzy mówią mój ojciec i matka byli wierzący więc i ja jestem? Nie, ci którzy są mu posłuszni, to ci którzy wierzą w Niego, w Jego Słowo, uważają je za prawdę, biorą to Słowo i wypełniają Jego wolę, a Jego wola jest wolą Ojca, to są prawdziwie bliscy Mu ludzie.
Tak, to jest wielkie niebezpieczeństwo, pułapka, w którą może wpaść każdy z nas. Czytamy Biblię i uznajemy jej prawdy, możemy głosić nawet jej treść, a jednak pozostać zupełnie nieczułym na wezwanie Jezusa do pójścia w Jego ślady, do zaparcia się samego siebie, do niesienia krzyża i podążanie wąską drogą, która wiedzie do żywota. 
Dlatego stawiam pytanie: Co się zmieniło w twoim życiu pod wpływem Ewangelii? Czy zmieniło się twoje serce, myślenie o sobie, kim jesteś w oczach Boga? Czy zmieniło się to w jaki sposób traktujesz Boga i Jego Słowo? Czy zmieniło się twoje postępowanie, spędzanie wolnego czasu, podejście do bliźnich, do rodziny, wydawanie pieniędzy. Czy zmieniło się to czemu lub komu ufasz odnośnie swojej wieczności i na czym polegasz? Co jest twoim priorytetem i komu chcesz w swoim życiu służyć?
Niegdyś Jozue zapytał się Izraela:
Jozuego 24:14  Oddajcie tedy Panu zbożną cześć i służcie mu szczerze i wiernie; usuńcie bogów, którym służyli wasi ojcowie za Rzeką i w Egipcie, a służcie Panu.
15  A jeśliby się wam wydawało, że źle jest służyć Panu, to wybierzcie sobie dzisiaj, komu będziecie służyć: czy bogom, którym służyli wasi ojcowie, gdy byli za Rzeką, czy też bogom amorejskim, w których ziemi teraz mieszkacie. Lecz ja i dom mój służyć będziemy Panu.
Tak więc prawdziwe zbawienie wyraża się w służbie dla Pana, Boga Abrahama, Izzaka i Jakuba. Służbie szczerej i wiernej nie z przymusu i nie ze strachu, ale z miłości i wdzięczności dla Niego.
W słowach Jezusa „Panie, Panie”  widzimy również inne podobne ostrzeżenie. A mianowicie, że nie możemy polegać na własnych słowach i wcale nie muszą one potwierdzać naszego zbawienia.
Posłużę się pewnym przykładem od kilku dziesięcioleci w wielu kościołach i na wielu ewangelizacjach stosowana jest tzw. „modlitwa grzesznika” do której zachęca się nowo nawróconych. Jest to modlitwa zapraszająca Jezusa do siebie do swojego serca i prośba o przebaczenie grzechów oraz wyrażenie swojego pragnienia Bogu, że od tego momentu chce się Mu służyć. Często po takiej modlitwie zapewnia się odmawiających ją, że są zbawieni, bo zaprosili Chrystusa do swojego życia. Często nawet, jak owi ludzie mają wątpliwości mówi się im, że nie muszą się niczego obawiać, bo przecież uczynili Chrystusa w modlitwie swoim Zbawicielem i na tej podstawie on przebaczył im grzechy.
Chce powiedzieć, że nie mam nic przeciwko tej modlitwie, uważam ją za dobry wstęp w momencie, gdy człowiek chce powierzyć swoje życie Chrystusowi.  Czasami sam ją stosuje. Ale nie możemy zapewniać ludzi, że pod wpływem jednej modlitwy są zbawieni, tym bardziej gdy nie widać owoców ich życia, tym bardziej gdy oni sami mają wątpliwości, bo ich życie nigdy nie uległo przemianie po zmówieniu tej modlitwy. Pamiętam pewną sytuacje z mojego życia, gdy spotkałem młodych chłopaków w Parku. Powiedziałem im swoje świadectwo nawrócenia, później opowiedziałem im ewangelię, a na koniec wezwałem ich do modlitwy o przyjęcia Jezusa. O dziwo, obaj pomodlili się tą modlitwą, może bardziej ze strachu niż z prawdziwej chęci poznania Jezusa. Ale w ich życiu nic się nie zmieniło, nie pokochali Chrystusa, nie stali się Jego uczniami, nie zaczęli go naśladować i nadal nie byli zbawieni. Drodzy, musimy być ostrożni w poleganiu na naszych słowach i deklaracjach, to, na co powinniśmy zwracać uwagę i co upewnia nas o naszym zbawieniu, to przemienione nasze życie, to dobre owoce, to służba i posłuszeństwo w miłości Jezusowi, to pokój z Bogiem, który przewyższa ludzkie zrozumienie. I jeśli jestem zbawiony, to wiem o tym, że moje serce spoczęło w Jezusie i chce miłować Go ze wszystkich sił i z całej mojej mocy.
 1Jana 5:3 Na tym bowiem polega miłość ku Bogu, że się przestrzega przykazań jego, a przykazania jego nie są uciążliwe.
1Jana 3:24 A kto przestrzega przykazań jego, mieszka w Bogu, a Bóg w nim, i po tym Duchu, którego nam dał, poznajemy, że w nas mieszka.
1Jana 2:4 Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma.
Bardzo niepokojące są kolejne Słowa Jezusa, że w ów dzień, chodzi o dzień sądu wielu Mu powie, że prorokowało w Jego imieniu i wielu mu powie, że w Jego imieniu czyniło wiele cudów, a jednak on odpowie im, że ich nie zna i mają iść precz.
Najpierw mówiliśmy o słowach i deklaracjach, które nie mają pokrycia w codziennym życiu. Teraz przechodzimy do czynów i widzimy, że wielu będzie powoływało się na swoje dary i cuda, które czynili w imieniu Jezusa, a jednak z Jezusem nie mieli nic wspólnego. Na początku chce zaznaczyć, że musimy być ostrożni, jeśli chodzi o spektakularne znaki. Często ludzie mówią, że jeśli gdzieś dzieją się jakieś niezwykłe rzeczy, znaki cuda i dziwy to sprawa musi pochodzić od Boga. Wystarczy, że dzieje się coś niezwykłego np. uzdrowienia, manifestacje jakiś istot lub inne niewytłumaczalne rzeczy i od razu masz tłum kibiców i obrońców tych wydarzeń mówiących, że to sam Bóg działa przez te wydarzenia. Prawdą jest, że Bóg czyni cuda, ale nie każde cuda pochodzą od Boga. Nie możemy zapominać, że diabeł również ma wielką moc i chce podrobić dzieła Boże. Apostoł Paweł pisał o tym w ten sposób:
2Tesaloniczan 2:9  A ów niegodziwiec przyjdzie za sprawą szatana z wszelką mocą, wśród znaków i rzekomych cudów,
2:10  I wśród wszelkich podstępnych oszustw wobec tych, którzy mają zginąć, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy, która mogła ich zbawić.   
Bardzo ciekawy fragment dający nam światło na te wydarzenia znajdujemy w Ks. Objawienia, Jan pisze w ten sposób:
Objawienie 16:13  I widziałem trzy duchy nieczyste jakby żaby wychodzące z paszczy smoka i z paszczy zwierzęcia, i z ust fałszywego proroka;
16:14  A są to czyniące cuda duchy demonów, które idą do królów całego świata, aby ich zgromadzić na wojnę w ów wielki dzień Boga Wszechmogącego.
W obu przypadkach, źródłem tych cudów i znaków jest sam szatan, który przychodzi jako anioł światłości, żeby zwieść ludzi. Cuda zdarzają się w każdej religii i nie mogą być jedynym potwierdzeniem, że to pochodzi od Boga. Niekiedy słyszymy w naszym polskim środowisku o uzdrowieniach, które dokonała Maria lub inne manifestacje niezwykłych rzeczy w kościołach i możemy być zdezorientowani. Ale zawsze powinniśmy zadawać sobie pytanie w takich sytuacjach, kto lub co odbiera w tym czasie uwielbienie i komu się oddaje chwałę.
Zwróćcie uwagę na przeciwników Mojżesza, w 2 Ks. Mojżeszowej gdy on został posłany przez Boga, by wyprowadzić naród Izraelski z niewoli egipskiej. Chciał przekonać faraona, że rzeczywiście Bóg go posyła przez znaki i cuda, ale czarownicy Egipscy wezwani przez Faraona również czynili takie znaki jak Mojżesz do pewnego momentu. Dlatego jeśli ślepo wierzymy, że ktoś, kto czyni znaki i cuda musi pochodzić od Boga, to jesteśmy na śliskim gruncie. Pamiętam pewną sytuacje z kościoła w którym byłem, gdy pewien człowiek doszedł do wniosku, że ma dar uzdrawiania. Był to człowiek, który cieszył się powszechnym szacunkiem w kościele i był nauczycielem. Ludzie chorzy przychodzili do niego po pomoc, a on twierdził, że uzdrawia ich przez imię Jezusa. Często używał również pewnych przedmiotów przy tych zabiegach. W niedługim czasie okazało się, że ów człowiek jest okultystą, a jego moc pochodziła od demonów. W kościele zrobiło się wielkie zamieszanie i wielu ludzi zostało poranionych.
Podam jeszcze bardziej  niezwykły i nie do końca zrozumiały dla nas przykład
W Ewangelii Łukasza 9,1 czytamy o tym jak Jezus rozsyła swoich uczniów i obdarza ich mocą, by mogli wypędzać demony i uzdrawiać różne choroby. Nie ulega wątpliwością, że i Judasz był pośród uczniów i on również otrzymał ową moc, ale czy Judasz był zbawiony? Chociaż manifestowała się przez niego moc Boża, to jednak on sam zbawiony nie był. Jak widzimy, czasami nawet Bóg może udzielić pewnym ludziom swojej mocy, żeby wykonać swój plan, jeśli nawet oni sami zbawieni nie będą. Dlatego Jezus mówi, że nie tym mamy się zachwycać, że dzieją się cuda, znaki i manifestacje różnych niezwykłych rzeczy, ale tym że nasze imiona są w niebie zapisane Łukasza 10,20. To powinno być źródłem naszej największej radości, i obiektem naszej największej troski byśmy byli wpisani do Księgi Żywota Baranka (Obj 20,12, 21,27). Nie każdy kto mówi „Panie, Panie” nie każdy kto modli się i czyni niezwykłe rzeczy w imieniu Jezusa, nie każdy kaznodzieja, który zwiastuje Słowo i ma posłuch u wielu, a ludzie uważają  go za wspaniałego nauczyciela jest Sługą Bożym. Może być tak, że niektórzy z wielkich, których dzisiaj podziwiamy i uważamy ich za wspaniałych nauczycieli i wielkich przewodników znajdzie się po za Królestwem w dzień sądu. Może będziemy nawet wilce zdziwieni gdy nastąpi ów dzień, dzień Pana naszego Jezusa Chrystusa, a nie zobaczymy tam tych, którzy, o których mogliśmy myśleć że w Królestwie się znajdą . Drodzy sprawa zbawienia to sprawa serca, w sercu swoim musisz uwierzyć i zaufać Chrystusowi, że On jest posłanym przez Boga zbawicielem i stał się ubłaganiem za grzechy nasze, za twoje grzechy. Nam trudno ocenić dlaczego człowiek zachowuje jak chrześcijanin, chociaż chrześcijaninem nie jest. Ale wiemy, że powody tego mogą być różne, może być to tradycja, wychowanie, przyzwyczajenie, chęć ludzkiej chwały, chęć bycia podziwianym, towarzystwo, dobra atmosfera, muzyka w kościele i wiele innych. Ale Bóg wie, zna Pan tych, którzy są jego (2 Tym 2,19), którzy do niego należą i oni nie muszą się niczego obawiać w dzień sądu.
Jana 10:14  Ja jestem dobry pasterz i znam swoje owce, i moje mnie znają.
„Lecz tylko ten, który pełni wolę Ojca mego, który jest w niebie” (Mat 10,21). Ten będzie zbawiony. Tak więc unikamy pozorów, unikamy udawania nie oszukujemy samych siebie jak mówi Jakub (Jak 1,22), bo wiemy, że przed Bogiem liczy się tylko to co prawdziwe co autentyczne, co szczere i co zgodne z Jego wolą. Odrzucamy również nasze pomysły na oddawanie Bogu chwały i na służbę Jemu. Do nieba może wrócić tylko to co z nieba przyszło nic innego tam innego się nie dostanie. Bóg przyjmie tylko to co sam ustanowił i w czym ma upodobanie, żadne ludzkie cielesne starania wynikające z egoizmu i chęci zaistnienia nie znajdą u Boga aprobaty.  Jakże często kościoły chciałyby zajmować się czymś wielkim, czymś co wzbudzi w ludziach podziw i przyniesie wielkie rezultaty, ale zacznijmy od tego, że będziemy Bogu posłuszni i wierni nawet wtedy kiedy to nie przynosi nam jakiś wymiernych korzyści, a nawet może się wydawać, że tracimy. Wtedy znajdziemy u Boga pochwałę jak w zborze w Filadelfii
Objawienie 3:8  Znam uczynki twoje; oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia.

Tak więc wobec tych wszystkich ostrzeżeń, może powinniśmy inaczej zadać pytane. Nie pytać się czy ty znasz Jezusa, ale czy Jezus zna ciebie? Bo jak wykazaliśmy w dzisiejszym rozważaniu właśnie to ma prawdziwe znaczenie. Na to pytanie nie łatwo odpowiedzieć patrząc z pozoru i powierzchownie, musimy przyjrzeć się bardziej wnikliwie i spojrzeć głębiej. Musimy zapytać się czy ja lub ten człowiek odznacza się cechami, które świadczą o prawdziwej wierze. A jakie to są cechy? Trzeba wrócić do błogosławieństw (Mat 5,3-12), do ubogich w duchu do tych którzy z tego powodu się smucą. Stają się cisi przed Bogiem i zaczynają milczeć, przyjmując Bożą drogę sprawiedliwości, a odrzucając własną. To z kolei prowadzi ich do miłosierdzia wobec ludzi i są gotowi im usługiwać nie mając poczucia straty. Stają się synami pokoju i ten pokój czynią w swoim domu w miejscu swojej pracy i tam gdzie się pojawią. Są gotowi również cierpieć prześladowanie dla Królestwa Bożego jeśli zajdzie taka potrzeba, nie niszczą i nie złorzeczą. Wybaczają tym którzy ich nienawidzą, modlą się  za nich i im błogosławią, a nade wszystko radują się z tego że wielkie rzeczy uczynił im  Bóg i ich imiona w niebie są zapisane. Amen

czwartek, 12 grudnia 2013

Droga Golgoty rozdz. 2 Przelewający się kubek

                             
Złamanie naszego „ja” jest jednak dopiero początkiem duchowego przebudzenia. Przebudzenie duchowe jako takie polega bowiem na napełnieniu Duchem Świętym tak obficie, że aż „kubek nasz jest przelewający się”. Wtedy bowiem życie nasze jest życiem zwycięskim. Gdyby ktoś nam zadał w tej chwili pytanie: „Czy jesteś napełniony Duchem Świętym?” — ilu z nas odważyłoby się odpowiedzieć „Tak”? Przebudzenie duchowe polega na tym, że możemy odpowiedzieć „Tak” w każdej chwili, każdego dnia. Nie ma niczego egoistycznego w takim oświadczeniu, gdyż napełnienie Duchem Świętym aż do przepełnienia naszego naczynia jest we wszystkim tylko i wyłącznie dziełem Bożym — zostaje dokonane tylko dzięki łasce. Nam nie pozostaje nic innego do zrobienia, jak tylko poddać Panu nasze puste, złamane „ja” i pozwolić Mu je napełnić i utrzymywać w stanie napełnienia. Andrew Murray powiedział takie słowa: „Podobnie jak woda zawsze usiłuje znaleźć i napełnić najniższe miejsca, podobnie z chwilą, gdy Bóg znajdzie ciebie upokorzonym i próżnym, natychmiast napełnia cię Jego chwała i moc”. Oto ilustracja, która wielu z nas dopomogła w prostym i jasnym zrozumieniu tej prawdy: serce ludzkie jest niejako kubkiem, który wyciągamy i podajemy Jezusowi, gorąco pragnąc, aby zechciał napełnić go Wodą Żywota. Pan Jezus przedstawiony jest jako Osoba trzymająca złote naczynie, w którym znajduje się Woda Żywota. Przechodząc obok nas zagląda do naszego kubka, a jeśli jest czysty, wówczas napełnia go obficie — aż do przelewania się — Wodą Żywota; a ponieważ Pan Jezus zawsze przechodzi, kubek nasz może być ustawicznie napełniony aż po brzegi i przelewający się. Coś takiego niewątpliwie miał na myśli Dawid, gdy śpiewał: „Kubek mój przelewa się”. Oto na czym polega prawdziwe przebudzenie duchowe — gdy w naszym sercu jest miejsce dla strumienia pokoju Bożego, którym się dzielimy z innymi. Ludzie wyobrażają sobie, że umieranie swojemu „ja” sprawia, że człowiek jest wielce zasmucony.
Rzeczywistość przedstawia się jednak zupełnie inaczej: wręcz odwrotnie! Tylko wtedy, gdy człowiek nie zgadza się na śmierć swego „ja”, życie jego jest pełne smutku. Im więcej bowiem doświadczymy śmierci z Nim, tym więcej też poznamy Jego życie w nas, dzięki któremu też cieszyć się będziemy prawdziwym pokojem i radością. Równocześnie Jego życie będzie się przelewało przez nas ku innym, ku zgubionym duszom, o które się będziemy w konkretny sposób troszczyć, gorąco pragnąc ich zbawienia, a będzie się też przelewało ku naszym braciom i siostrom w Chrystusie, w miarę jak w sercach naszych będzie się znajdowało gorące pragnienie, aby doznali błogosławieństwa.
Pod osłoną krwi
Tylko jedna rzecz uniemożliwia Panu Jezusowi napełnianie naszego kubka, gdy przechodzi obok nas — a jest nią grzech w tysiącach rozmaitych postaci. Pan Jezus nie napełnia brudnych kubków. A wszystko, co ma swoje źródło w naszym „ja”, nawet gdyby to była najdrobniejsza rzecz, jest grzechem. Wysiłek, płynący z naszego własnego „ja”, albo usprawiedliwianie swoich słabości w sprawach służby — jest grzechem.
Współczuwanie samemu sobie w chwilach doświadczeń i trudności, szukanie własnej chwały lub osobistej korzyści w pracy zarobkowej lub w pracy na niwie Pańskiej, wygodnictwo, na które sobie pozwalamy w wolnych chwilach, wrażliwość na to, co ktoś do nas mówi, niechęć, samoobrona, gdy nas ktoś obrazi lub zrani nasze uczucia, kompleks niższości, rezerwa w stosunku do innych, zmartwienia, strach, te wszystkie rzeczy płyną z naszego „ja”, są grzechem i zanieczyszczają nasz kubek. Niektórzy ludzie byliby może skłonni zakwestionować, czy takie rzeczy jak kompleks niższości, rezerwa w stosunku do innych i strach są grzechem. Słyszałem już takie opinie: „Nazwijcie te rzeczy niedoskonałością ludzką, ułomnością, słabością temperamentu, albo jeszcze inaczej — ale nie grzechem! Określanie tych rzeczy w ten sposób wprowadziłoby nas w niewolę!” W rzeczywistości jednak prawdą jest coś wręcz przeciwnego. Jeśli te rzeczy bowiem nie są grzechem, to musimy się borykać dźwigając je przez całe nasze życie i nie ma dla nas wybawienia. Jeśli jednakże te rzeczy i inne im podobne rzeczywiście są grzechem, wówczas mamy prawo przynieść je do owego Zdroju zgotowanego dla grzechu i możemy doznać oczyszczenia z nich w chwili, gdy poddamy je cudownemu działaniu kosztownej Krwi. I dziwna rzecz: gdy z tymi właśnie rzeczami przychodzimy do Pana z prośbą, aby je zechciał obmyć Swoją kosztowną Krwią, natychmiast uświadamiamy sobie, że rzeczy te istotnie są grzechem! Ich źródłem jest niewiara i pewna forma pychy i one stanowiły dla naszego Pana przeszkodę i zasłaniały Go ludziom niezliczoną ilość razy. Wszystkie te rzeczy zostały jednak umieszczone w tym kubku, który wysączył Pan Jezus — najpierw częściowo w Getsemane, a potem do ostatniej kropli krwi na krzyżu, na Golgocie, a był to kubek naszych grzechów. Jeśli Jemu zatem pokażemy, co znajduje się w naszych kubkach i oddamy Mu to, wówczas On oczyści je Swoją najkosztowniejszą Krwią, która wciąż jeszcze płynie za grzechy. Nie oznacza to uwolnienia tylko z winy grzechu, ale również oczyszczenia z plam i splugawienia, które grzech powoduje, tak że w rezultacie nie mamy więcej „poczucia grzechu”. W miarę zaś, jak nasz Pan oczyszcza nasze kubki, napełnia je też aż do przepełnienia Swoim Duchem Świętym.
A mamy możność korzystać z cudownej działalności tej Krwi na każdy dzień. Przypuśćmy, że pozwoliłeś Panu Jezusowi oczyścić twój kubek i zaufałeś Mu, że go napełni aż po brzegi — a potem coś się stanie: może pojawi się odrobina zazdrości lub gniewu. Co wówczas się dzieje? Kubek twój staje się brudny i przestaje się przelewać. Jeśli zaś jesteśmy stale pokonani w ten sposób, wówczas kubek nasz nigdy nie jest przepełniony.
Jeśli pragniemy więc poznać przebudzenie duchowe, które cechowałaby ciągłość, to musimy nauczyć się utrzymywać nasze kubki w czystości. Bóg nigdy tego nie pragnie, aby duchowe przebudzenie ustało i przeszło tylko do historii, jako przebudzenie, które miało miejsce w tym a w tym roku. Gdy przebudzenie ustaje, to powodem tego jest wyłącznie jedna rzecz — a mianowicie grzech: te właśnie drobne grzechy, które diabeł wrzuca do naszego kubka. Jeśli jednakże nauczymy się wracania do Golgoty i doznawania mocy Krwi Jezusa, która chwila za chwilą może oczyszczać wszelkie pojawiające się nawet początki grzechu, wówczas staliśmy się posiadaczami tajemnicy, w jaki sposób być ustawicznie oczyszczanymi i ustawicznie przepełnionymi. W tej samej chwili, w której zdajesz sobie sprawę z tej odrobiny zazdrości, gniewu, rozdrażnienia — czy czegoś innego, tym rzeczom podobnego, natychmiast oddaj to Panu Jezusowi i proś Go o oczyszczenie ciebie z tej rzeczy mocą Jego najdroższej Krwi, a wtedy stwierdzisz, że ta grzeszna reakcja zniknęła, że radość twoja i pokój twój został ci przywrócony, a kubek twój na nowo się przelewa. A im częściej będziesz przychodził po oczyszczenie w ten sposób, tym rzadziej będą się tego rodzaju reakcje pojawiały w twoim sercu. Oczyszczenie jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy najpierw pozwoliliśmy się Panu złamać odnośnie do danej sprawy. Weźmy dla przykładu, że nas drażnią jakieś cechy charakteru w pewnej osobie. Nie wystarczy naszych reakcji rozdrażnienia zanieść na Golgotę. Najpierw musimy być złamani, czyli musimy poddać się Bogu w całej tej sprawie, i przyjąć tę osobę i jej sposób bycia jako Bożą wolę dla nas. Wtedy dopiero będziemy w stanie przynieść nasze niewłaściwe reagowanie Panu Jezusowi, wiedząc, że Krew Jego oczyści nas z naszego grzechu. Z chwilą zaś, gdy zostaliśmy oczyszczeni z grzechu, nie trwajmy w ustawicznej żałobie z tego powodu, nie zajmujmy się samymi sobą, ale spoglądajmy ku naszemu zwycięskiemu Panu i uwielbiajmy Go za to, że On nadal jest zwycięskim.
Słowo Boże daje nam bardzo prostego, a równocześnie niezawodnego przewodnika — jeśli chodzi o sprawę regulowania naszego chodzenia z Panem i uświadamiania sobie, kiedy do naszego życia wśliznął się grzech. W Liście do Kolosan, w rozdziale 3:15 czytamy: „A niech w sercach waszych rządzi pokój Boży”. Wszystko, co zakłóca pokój Boży w naszych sercach — jest grzechem, przy czym nie ma znaczenia, jak drobną dana rzecz jest, ani też w jak małym stopniu rzecz ta na pierwszy rzut oka wydaje się w ogóle być grzechem. Pokój ten ma być „rządcą” w naszych sercach. Bardziej dosłowne tłumaczenie brzmi: „rozjemcą albo sędzią (w sporcie)” w naszych sercach. Gdy sędzia zagwizda, mecz piłki nożnej musi zostać przerwany — został popełniony błąd, tzn. faul! Jeśli tracimy pokój — to właśnie znak, że Boży „sędzia” zagwizdał w naszym sercu! Zatrzymajmy się więc natychmiast i prośmy Boga, aby nam wskazał, co jest nie w porządku, wyznajmy Mu grzech, który nam wskazał, a potem pokój zostanie nam przywrócony przez Krew Jezusa i pójdziemy dalej naszą drogą z przelewającymi się kubkami. Jeśli jednak Bóg nam nie da Swego pokoju, to jest znakiem, że nie zostaliśmy prawdziwie złamani. Może trzeba będzie jeszcze powiedzieć „przepraszam” komuś innemu poza Bogiem. W każdym razie, jeśli utraciliśmy nasz pokój, to jest rzeczą oczywistą, czyją jest to winą. Nigdy przyczyną utraty pokoju z Bogiem nie jest grzech jakiejś innej osoby, a wyłącznie nasz grzech! Bóg pragnie nam pokazać nasze reakcje — i tylko wtedy, gdy będziemy chętni i zgodzimy się na to, aby w tej rzeczy dokonać oczyszczenia, otrzymamy znów Jego pokój. Ach! Jakże głęboko dotyka naszych serc ta sprawa rządów pokoju Bożego w naszych sercach — a w jakże prosty sposób to czyni! Czyni to nikt inny, jak tylko sam Duch Święty. On pokazuje nam nasze egoistyczne drogi, o które dawniej się nigdy specjalnie nie martwiliśmy — a od tej chwili już nie możemy nimi chodzić, za każdym razem bowiem, gdy na nie wkraczamy, nasz niebiański „Sędzia” gwiżdże! Narzekanie, narzucanie innym swojej woli, niedbalstwo i wiele innych rzeczy, aż do najdrobniejszych włącznie — to wszystko nam objawia jako grzechy, gdy tylko zgadzamy się na to, aby każdym dniem naszego życia rządził pokój Boży.
Stwierdzimy wówczas, że wiele razy na dzień będziemy musieli korzystać z oczyszczającej mocy Krwi Pana Jezusa, a stanie się, że będziemy chodzili drogą poddania się Panu i złamania naszego „ja” jak nigdy dotąd. Pan Jezus będzie się bowiem objawiał w całej Swej piękności i łasce w tym właśnie naszym złamaniu i poddaniu się Jemu.
Wielu z nas nie zwracało uwagi na ów gwizdek sędziego tak często i przez tak długi czas, że wreszcie przestaliśmy go w ogóle słyszeć. Mijały dnie i tygodnie, a nam się zdawało, że nam żadnego oczyszczenia nie potrzeba, nie mieliśmy też po temu okazji, aby doznać złamania naszego „ja”. Znajdując się w takim stanie, jesteśmy w sytuacji znacznie groźniejszej, aniżeli nam się wydaje.

W takim wypadku potrzeba będzie wielkiego głodu za odnowioną społecznością z Bogiem, który by zawładnął naszym sercem, zanim będziemy gotowi z płaczem zwrócić się do Niego i błagać Go, aby nam wskazał, dla jakich spraw trzeba poprosić o oczyszczenie Krwią Pana Jezusa. Pan nasz pokaże nam na początek tylko jedną rzecz, a nasze posłuszeństwo i poddanie się Mu w tej jednej rzeczy będą stanowiły początek duchowego przebudzenia dla nas.  
Roy Hession

Łączna liczba wyświetleń