sobota, 3 października 2015

Siła niewiary i moc kaznodziejstwa - Mateusza 13,53-58


Drodzy chce powiedzieć dzisiaj o dwóch rzeczach, o skutecznym kaznodziejstwie i sile niewiary.
Nie ma większej przeszkody w doświadczaniu Bożego błogosławieństwa niż niewiara.
Autor listu do Hebrajczyków mówił o tym w ten sposób
Hebrajczyków 11:6  Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu; kto bowiem przystępuje do Boga, musi uwierzyć, że On istnieje i że nagradza tych, którzy go szukają.
Jeśli w jakikolwiek sposób chcemy doświadczać Boga, doświadczać jego prowadzenia, posilenia, pocieszenia, czy widzieć odpowiedzi na nasze modlitwy musimy uwierzyć, że Bóg jest i działa w sposób aktywny wobec tych, którzy go szukają. Tak to już Bóg uczynił, że ustanowił wiarę narzędziem, które sięga nieba i chwyta te wszystkie Boże błogosławieństwa, którymi Bóg chce nas obdarzyć.
Ostatnio trochę mówiliśmy o mocy wiary, że jeślibyśmy mieli wiarę w Boga jak ziarnko gorczycy, to moglibyśmy podjąć się wielu Bożych dzieł i nie było by dla nas nic niemożliwego, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego.
Ale jak wielka jest moc wiary, podobnie wielka może być moc niewiary. Niewiara może być tak silna, że nawet wobec największych cudów i niezwykłych świadectw działania Boga, wiele osób pozostaje zatwardziałymi na zawsze. Nieraz słyszymy jak ludzie mówią: „gdyby tylko Bóg był i gdyby tylko stąpił przed nami z pewnością byśmy w Niego uwierzyli”. Ale jestem pewny, że takie słowa wcale nie są próba poszukiwania Boga, ale są nieudolną próbą wykazania, że Boga nie ma i usprawiedliwienia swojej niewiary. Jestem pewny również, że gdyby nawet stąpił przed nimi i zobaczyliby Boga w całej swojej chwale i tak by nie uwierzyli. Przecież Bóg stąpił do nas i żył z nami w osobie Chrystusa, jak mówi Jan „A Słowo ciałem się stało i zamieszkało wśród nas, i ujrzeliśmy chwałę Jego, jaką ma jedyny syn od Ojca, pełne łaski i prawdy” (J 1,14).
Wspomnijcie na Faraona, który zmagał się z Mojżeszem, jak wiele Bożych cudów oglądał, a dopiero dziesiąta plaga zmusiła go do wypuszczenia Izraela. I nie zrobił tego dlatego, że uwierzył, ale uczynił tak z powodu kapitulacji i rezygnacji. Jego serce jednak pozostało niezmienione nawet wobec tak wielkich Bożych dzieł. Wspomnijcie wielu Izraelitów na pustyni, którzy mieli przed sobą żywego Boga we dnie w postaci obłoku i żywego Boga w nocy w postaci wznoszącego się w niebo słupa ognia, który szedł przed nimi i oświetlał im drogę. Ale pomimo tak niezwykłych, spektakularnych dzieł większość nie uwierzyła i była gotowa zawracać do Egiptu i czcić egipskie bałwany, do których zresztą ciągle wracali.
Widać, że z ludzkim sercem jest coś nie tak i kwestia niewiary, to nie jest tylko kwestia mojej osobistej wolnej decyzji. Ludziom, którzy odrzucają Zbawiciela, odrzucają Jego słowo wydaje się że czynią tak, bo sami zdecydowali. Ale Słowo Boże pokazuje inny obraz, że decyzja o odrzuceniu Ewangelii, odrzuceniu Boga wynika z ludzkiego upadku w grzech i człowiek w naturalnym stanie nie chce Boga.
I mamy taką sytuacje w naszym dzisiejszym fragmencie. Jezus musiał już być dosyć mocno znany z powodu cudów. Przez dłuższy okres  przemierzał miasta galilejskie i tam głosił o królestwie Bożym. Ale wiele z tych miast odrzuciło Mesjasza: Betsaida, Chorazyn, Kafarnaum. Teraz postanowił wrócić do Nazaretu. Nazaret było miejscem gdzie Jezus się wychował i leżało zaledwie kilka kilometrów od Kafarnaum. Wydaje się, że Pan Jezus co jakiś czas odwiedzał to miasto. Uczynił tak w Ew. Łukasza na początku swojej publicznej służby zaraz po kuszeniu przez Szatana ( Łuk 4,16). Teraz czyni to kolejny raz, około roku od tamtych wydarzeń
 Gdy Jezus przyszedł do Nazaretu udał się zaraz do synagogi w szabat. Każde miasto miało swoją synagogę, gdzie Żydzi w szabat gromadzili się przy słuchaniu czytań i nauczań ze Starego Testamentu. Z pewnością znano tam Jezusa, niektórzy z przebywających to jego sąsiedzi i widzieli go wcześniej jak dorastał. Ale teraz patrzą na Niego w inny sposób. Słyszeli o tych wszystkich niezwykłych rzeczach, które czynił w innych miastach. Słyszeli o tym, że chodzi wszędzie ze swoimi uczniami i naucza o Królestwie Bożym. I z tego powodu nie poznają Go. Zastanawiają się co się stało z tym chłopakiem, jakoś raptem zaczął się inaczej zachowywać niż poprzednio. Z pewnością przypominają sobie inne wydarzenie opisane w Ew. Łukasza rok wcześniej (Łuk 4,16) gdy czytał w ich synagodze i czytał tekst z proroka Izajasza mówiąc „Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobra nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność” (Łuk 4,18). A później powiedział, że ten tekst dotyczy Jego posługi. Żydzi oburzali się i opuścił Nazaret w niesławie, chcieli go zepchnąć ze skały (Łuk 4,29). Mógłby ich zostawić i nigdy już do nich nie powrócić, ale Bóg nie chce śmierci grzesznika i daje człowiekowi drugą szansę, wyciąga do niego pomocną dłoń. Jeśli tylko ukorzy się i wyzna swój grzech otrzyma od Boga miłosierdzie. Teraz kiedy emocje trochę opadły od tamtych wydarzeń, Pan wraca do Nazaretu po raz kolejny, wszedł do synagogi, by przemówić do nich.

Skuteczne kaznodziejstwo
Jak musiały słodko brzmieć jego słowa, w jego wypowiedziach był jakiś elektryzujący magnetyzm, który powodował, że ludzie chcieli Go słuchać. Ci którzy Go słuchali mówili, że nigdy jeszcze żaden człowiek nie przemawiał jak ten przemawia (J 7,46).
Również w naszym fragmencie czytamy, że zdumiewali się Jego przemową (w. 54), byli zdziwieni Jego mądrością, błyskotliwością i nie mogli pojąć w jaki sposób wszedł w posiadanie tego wszystkiego.
I myślę że warto wspomnieć tutaj o kilku niezwykłych cechach przemowy Jezusa, które powodowały, że ludzie chcieli go słuchać.
1.      Po pierwsze Jezus mówił z mocą, jako moc mający (Mat 7,29).
Przemowom Jezusa towarzyszył autorytet, przemawiał z pełnym przekonaniem. Czuć było w Jego głosie nie tylko to, że wie o czym mówi, ale jego słuchacze czuli, że mówi prawdę, że za wypowiadanymi słowami stoi Bóg. Gdy Jezus zaczynał swoją publiczną służbę, powiedział że Duch Św. jest nad nim, że został namaszczony do zwiastowania ubogim dobrej nowiny. (Łuk 4,18). Za każdym słowem wypowiadanym przez Jezusa stał Bóg, tak że zwiastowanie Jego było niczym miecz dosięgający ludzkiego serca i osądzający człowieka. Również ap. Paweł mówił o takim zwiastowaniu, że nie zwiastuje ewangelii w uczonych słowach mądrości, ale objawia się w niej Duch i moc. (1 Kor 2,4). Prawdziwe zwiastowanie przenika człowieka i osądza go tak, że dany człowiek myśli że kaznodzieja zna całe Jego życie. Ale to jest właśnie moc Bożego Słowa, która działa niczym strzał w serce.
2.      Drogą zaś rzeczą jest to, że Jezus miał pojęcie o tych sprawach o których mówił, miał wiedzę.
By być dobrym mówcą trzeba mieć wiedzę na dany temat.
Różne możemy mieć poglądy na temat Jarosława Kaczyńskiego (polskiego polityka). Ale jednego odmówić mu nie można, że jest dobrym mówcą. Całkiem niedawno zrozumiałem po części dlaczego tak jest. On często przez wiele godzin w domu, czasami nawet do trzeciej rano czyta książki i dzięki temu ma wiedzę. Jezus miał całą wiedzę, i znał całą prawdę o Bogu. Żydzi dziwili się skąd ta jego uczoność skoro się nie uczył w żadnych szkołach teologicznych. Nie wiedzieli i nie wierzyli, że wiedział wszystko o Bogu, bo przyszedł z nieba. Gdy mówca nie ma wiedzy, na dany temat to jest żenujące. Kaznodzieja, który nie zna Boga, nie wiele wie o Bogu i nie chce poznawać Boga, czytać i rozwijać się nigdy nie powinien zostać kaznodzieją.
3.      Trzecia zaś rzecz, która towarzyszyła przemowom Jezusa, to ludzie czuli że zależy Mu na nich (Łuk 4,22). W Ew. Łukasza czytamy
„A zbliżali się do niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać”. (Łuk 15,1)
Kiedyś słyszałem pewną anegdotkę, gdy pewien kaznodzieja mówił: że kocha zwiastować i przemawiać do ludzi, a ktoś zadał mu pytanie czy kochasz również ludzi którym zwiastujesz? Pan Jezus kochał ludzi, którym zwiastował Słowo Boże w odróżnieniu od faryzeuszy i uczonych w piśmie i wielu innych kaznodziejów, którym nie zależy na osobach do których kierują przesłanie. Uczucie które Jezus żywił do ludzi musiało być słyszalne w tonie Jego głosu.
4.      Czwarta rzecz z powodu której Pan Jezus był dobrym mówcą, to Jego słowa przenikały człowieka, poruszały Jego serce.
W wypowiedziach Pana Jezusa było coś takiego co powodowało, że serce i dusza człowieka były pobudzone (J 7,46). Po prostu jego głos był potężny. Jak w psalmie 29:4  „Głos Pana potężny, Głos Pana wspaniały”.
W wypowiedziach Jezusa było coś co powodowało, że człowiek tracił wszelkie argumenty i nie mógł się już z nim spierać. Wielokrotnie czytamy jak swoim przeciwnikom zamykał usta i nikt nie mógł sprostać Jego mowie. Czytamy jak zamknął usta Saduceuszom, gdy chcieli się z nim kłócić o to, że zmartwychwstania nie ma (Mat 22,29-33), Jak zamknął usta Faryzeuszom, gdy pytali Go czy należy płacić podatek cesarzowi (Mat 22,17-22), jak zamknął usta tym którzy chcieli ukamienować jawnogrzesznice (J 8,7). Było coś takiego w Jego wypowiedziach, że człowiek wiedział, że jest w tej chwili skonfrontowany z Bogiem i wymaga się od niego by podjął decyzje, za lub przeciw.
5.      I piata rzecz jest taka, że Pan Jezus mówił ciekawie.
Nawet jeśli mówił o rzeczach, które były dla ludzi oczywiste to mówił w taki sposób, że brzmiały inaczej. Coś w rodzaju wziąć stary tekst piosenki i stworzyć na nowo do niej muzykę. Wyjaśniał również Słowo Boże w sposób głęboki i pełny, nie tylko tak jak faryzeusze w sposób płytki, powierzchowny i suchy.
To wszystko powodowało, że ludzie tłumnie przychodzili Go słuchać. I jestem pewny, że Pan Jezus był najlepszym kaznodzieją, jaki kiedykolwiek się urodził i jaki kiedykolwiek chodził po ziemi. On jest dla nas dzisiaj wzorem kaznodziejstwa. I w dzisiejszych czasach potrzebujemy dobrych, biblijnych kaznodziejów! Mówi się, że kaznodziejstwo umiera, że czasy kaznodziejów się skończyły, że kościół nie chce dzisiaj słuchać kazań, że w dobie radia telewizji, Internetu nie potrzebujemy zwiastowania w kościołach. Więc skraca się kazania, a wydłuża część uwielbiającą w miejsce kazania w kościołach coraz częściej pojawiają się przedstawienia, dramy i inne. Ale jednak Bóg ustanowił kaznodziejstwo ważną częścią posługi kościoła przez które posila i poodrywa ludzi do działania. Dlatego powinniśmy modlić się o dobrych kaznodziejów, którzy będą powołani przez Boga i będą przemawiali w Bożym autorytecie z mocą Ducha Św. Powinniśmy modlić się o odwagę dla kaznodziejów w wygłaszaniu kazań i by mówili z przekonaniem i zdecydowanie.   Dzisiaj ciężko zrozumieć nam fenomen Jana Wesley’a i Georg Whitefield’a, którzy potrafili na swoich przemówieniach zgromadzić kilka tysięcy osób. Ale gdy przyjrzymy się kościołom XVIII wiecznej Anglii, gdzie kazania w kościołach były odczytywane, moralizatorskie, nudne i przeintelektualizowane zrozumiemy na czym polegała ich popularność. Wierze wciąż, że ludzie są głodni prawdziwego zwiastowania, ale prawdziwe zwiastowanie wymaga prawdziwych kaznodziejów. A prawdziwych kaznodziejów może dać nam tylko Bóg. Nie wystarczy skończyć seminarium, czy przeczytać wszystkie książki do homiletyki, czy ogarnąć wszystkie zasady homiletyczne i przejść kurs dla dobrych mówców. Może to jest czasami nasz problem tak mocno naciskamy na wykształcenie akademickie, że tracimy z oczu konieczność rozpoznawania powołania. Powinniśmy równie mocno skupić się na tych dwóch rzeczach, zarówno kształceniu jak i powołaniu. Prawdziwe zwiastowanie bowiem wymaga powołania Bożego i Bożego autorytetu. Nie można się tego nauczyć, nie można tego kupić, można jedynie otrzymać to w darze.

Cechy niewiary
Teraz dalej zajmijmy się tematem niewiary, mamy tutaj Tego błyskotliwego mówcę porywającego tłumy. Ale mieszkańców Nazaretu nie było łato przekonać, dlatego że oni mają swoje już wyrobione zdanie mówią w 55 wierszu, czy to nie jest ten syn cieśli, czy nie znamy Go, czy wszystkiego nie wiemy o nim, czy nie znamy jego rodziny. Wiemy kim On jest, co mógłby jeszcze nam mieć do zaoferowania, po za tym co już o nim wiemy.
I chce przedstawić tutaj kilka cech niewiary

1.      Niewiara nie widzi oczywistego
Niewiara potrafi być bardzo ślepa. Mają przed sobą Jezusa, człowieka którego zawsze znali, człowieka, który pośród nich się wychował i nigdy nie zauważyli w nim nic niezwykłego. Ale teraz widzą, że nastąpiła potężna zmiana w Jego sposobie życia, ze zwykłego cichego i spokojnego syna cieśli stał się wielkim charyzmatycznym nauczycielem. Już sama taka zmiana powinna im dać do myślenia, co się takiego zmieniło, jak On może robić te wszystkie cuda gdyby Bóg nie był z nim? Powinni zadawać sobie to pytanie, które zadawał Nikodem, „wiemy że od Boga przyszedłeś nikt nie byłby w stanie robić czegoś takiego co ty czynisz gdyby nie był z tobą” (J 3,2). Przypomnę że cuda Pana Jezusa, to nie były jakieś naciągane historyjki, posiadały wielu naocznych świadków. Uważny obserwator z otwartym sercem wiedział, że to nie może być jakieś oszustwo. Cuda które Jezus czynił były niezwykle, ludzie którzy nigdy nie mieli szansy na zdrowie w jednej chwili je odzyskiwali, sparaliżowani zaczynali chodzić, trędowaci zostali oczyszczeni, ślepi zaczynali widzieć, martwi wstawali. Dzisiaj słyszymy o uzdrowieniach tu i o uzdrowieniach tam, ale gdy przyjrzymy się temu bliżej często okazuje się, że jest to jakaś sprytna mistyfikacja. Ale w przypadku Pana Jezusa nie mogło być o tym mowy, nawet Jego przeciwnicy nie mogli zaprzeczyć cudom, które czynił co zresztą wprowadzało ich w zakłopotanie. Pan Jezus często powoływał się na swoje dzieła i mówił
Jan 10:37  Jeśli nie wykonuję dzieła Ojca mojego, nie wierzycie mi;
38  Jeśli zaś wykonuję, to choćbyście mi nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i wiedzieli, że we mnie jest Ojciec, a Ja w Ojcu.
Ale niewiara jest ślepa na to wszystko, i żąda więcej dowodów, ale jakie dowody można jeszcze przedstawić? Czy te które są, są niewystarczające? „Udowodnij mi proszę, że Biblia jest prawdą” – mówią, „że Biblia pochodzi od Boga”. A jednocześnie dla niewiary nie ma znaczenia setki wypełnionych proroctw, setki lat jej powstawania, odkrycia archeologiczne, tysiące potwierdzających jej autentyczność manuskryptów, setki świadków, i miliony ludzi, którzy pod jej wpływem zostali przemienieni. Nie, niewiara nie może tego zaakceptować, bo u podstaw niewiary nie leży brak dowodów, u podstaw niewiary powiedział Jezus leży grzech
Jan 3:19  A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. To jest prawdziwa przyczyna niewiary, niewiara nie potrzebuje więcej dowodów, gdyby potrzebowała Bóg, by je dał. I może tu popełniamy błąd, że spotykając się z niewiarą mnożymy dowody, a wydaje mi się, że powinniśmy zwiastować o sądzie jak to czynił Chrystus wobec niej.

2.      Niewiara mnoży wątpliwości z powodu których powinna nie wierzyć.
Z jednej strony niewiara nie chce uznać oczywistego, faktów, a z drugiej strony mnoży wątpliwości dzięki którym może nie wierzyć. Ludzie niewierzący często wytaczają wiele błahych argumentów dla poparcia swojej niewiary. Zabierz niewierzącego do kościoła i często będzie mówił, że krzesło mu się nie podobało, kaznodzieja był za głośny lub mówił za długo, był za zimno lub za gorąco, ludzie mu przeszkadzali itp. Ale zupełnie nie będzie odnosił się do treści przesłania, ale będzie szukał wymówek żeby nie pójść tam po raz kolejny. Prawdziwą przyczyną jego dyskomfortu jest Słowo Boże, które mierzi go w sercu i ciśnie, z tego powodu nie chce tam iść. Poznałem kiedyś pewnego człowieka, który przez wiele lat był alkoholikiem w ostatnim stadium, już był umierający i nawrócił się. Pojechał do swojego domu gdzie się wychował, jego mama również była alkoholiczką, mówił że gdy wszedł do mieszkania swojej mamy, była tam „melina” właśnie wokół stołu siedzieli alkoholicy i również jego mama. W takiej oto sytuacji zaczął zwiastować im Chrystusa, powiedział mi że ci alkoholicy ze strachu przed Bożym słowem oknami wyskakiwali. Kiedyś jeden z moich przyjaciół mieszkał na stancji z chłopakami, którzy się upijali. Ten mój przyjaciel napisał werset z Biblii na kartce i wywiesił go na drzwiach, 1 Listu Pawła do Koryntian 6,10 „Ani złodzieje, ani chciwcy, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy Królestwa Bożego nie odziedziczą”. Ci lokatorzy byli zmuszeni codziennie przechodzić koło tego wiersza, nie mogli na niego patrzeć i prosili by go ściągnął. Tak, niewiara ma zawsze dobry powód i usprawiedliwienie dla swoich wątpliwości i ucieka od prawdziwego problemu, od konieczności pojednania się z Bogiem. Zwróć uwagę jak zaczynasz z ludźmi rozmawiać o Chrystusie o tym co zrobił dla nas na krzyżu i jak wiele łaski nam okazał, jak ciężko utrzymać właściwy kurs do końca rozmowy. Wciąż uciekają od głównego tematu schodząc na poboczne i z nieba schodzą na ziemię. Ty będziesz zawracał do Chrystusa, a oni ciągle do obowiązków domowych, koszenia trawy, pracy, szkoły, konieczności zrobienia zakupów, religii itp.
Podobnie jak w naszym tekście, nie On nie może być Synem Bożym,  bo to przecież Syn cieśli, bo znamy Go, znamy jego braci i Jego siostry, nie to nie może być prawda. Nie chcą nawet przyjrzeć się jego nauczaniu, Jego cudom wystarczy dla nich, że jest synem cieśli, że nie skończył ich szkół i już został odrzucony. Wystarczy, że jesteś inny, chodzisz do innego kościoła, nie robisz tego co wszyscy, już uważają że jest coś z tobą nie tak. Nie zadają sobie pytania, że może jednak masz racje, że może jednak kaznodzieja mówił prawdę, że Biblia rzeczywiście jest Boża księgą, może warto się nad tym pochylić.
Może oni jednak mają racje, że Maria nie jest zawsze dziewicą jak naucza Kościół Rzymsko katolicki. Tutaj czytamy, że mówili o jego braciach i o jego siostrach wiersz 55. Słowo Boże mówi wyraźnie że Maria po urodzeniu Jezusa miała kolejne dzieci. W Ew. Łukasza Jezus jest nazwany pierworodnym jej synem (Łuk 2,7), Józef nie obcował z nią dopóki nie urodziła syna (Mat 1,25) później między Józefem a Marią były normalne kontakty małżeńskie stąd inne dzieci, które się urodziły. Pamiętamy, już wcześniej Mateusz wspomina o nich w (Mat 12,46) jest to okazja do wyjaśnienia, kto jest prawdziwą rodziną Jezusa. Również inni ewangeliści wspominają o braciach i siostrach Chrystusa
Jan 2:12  Potem udał się do Kafarnaum wraz z matką swoją i braćmi…
W Ew. Jana mamy cały wątek z braćmi Jezusa, gdy nakłaniają Go by dał się poznać światu i jest powiedziane, ze nawet Jego bracia nie wierzyli w niego Jana 7,5. Później jeden z Jego braci Jakub został jednym przywódców zboru w Jerozolimie, Paweł wspominał w swoim liście że go poznał.
Galacjan 1:19  A innego z apostołów nie widziałem oprócz Jakuba, brata Pańskiego.
Tak więc doktryna o wiecznym dziewictwie Marii jest fałszywa i zwodzi prostych ludzi. Gdyby tylko chcieli czytać i posłuchać wiedzieliby. A tak wolą wierzyć w głupoty.
3.      Kolejną cechą niewiary jest, że gorszy się i jest zła na Chrystusa i jego kościół bez powodu.
Znany kaznodzieja dr. Martyn Lloyd-Jones w jednym w swoich kazań powiedział. „Jakie racjonalne argumenty przemawiają przeciwko Chrystusowi? Co masz przeciwko Niemu? Przyjrzyj Mu się. Przyjrzyj się młodemu człowiekowi, który pracował jako cieśla w Palestynie. Przyjrzyj się Mu gdy miał trzydzieści lat i zaczął zwiastować… Jakie masz wobec Niego zarzuty? Czego Mu brak co w Nim jest złego? Czy przyszedł na świat, aby nas zgubić, zniszczyć? Cały swój czas poświęcał na uzdrawianie chorych, rozmawianie z ludźmi odrzuconymi przez społeczeństwo, jadanie z celnikami i grzesznikami”. W końcu umarł za tych ludzi. Co w Nim jest złego?
Nieraz oglądam wiadomości i widzę te walczące feministki, walczących z wiarą w Chrystusa ateistów, i te wszystkie liberalne i lewicowe środowiska. Jak często są źli na tych którzy mówią o chrześcijaństwie, o tym że pochodzimy od Boga, że ewolucja jest fałszywa, że homoseksualizm to grzech. Jak często są źli gdy otrzymają traktat, gdy rozmawiasz z ludźmi na ulicy, czasami wydaje mi się że gdyby nie policja i prawo zlinczowaliby mnie, zgrzytają na chrześcijan zębami i chcieliby zrobić wszystko co w ich mocy, żeby pozbyć się ich ze świata. Co w nich jest złego? Dlaczego świat nie chce ludzi, którzy chcą miłować swoich wrogów, którzy chcą troszczyć się o biednych, pomagać chorym, odwiedzać w więzieniu,. karmić głodnych i zwiastować dobrą nowinę uciśnionym? Dlaczego tak jest?
 Po prostu prawdziwa ewangelia obraża naturalnego człowieka, obraża jego ego i jego ja. Jeśli serce jest twarde człowiek oburza się i denerwuje, jakie ma prawo ten kaznodzieja mówić o tym co jest w moim życiu złe. I gorszyli się z niego, byli źli na niego, bo chciał pokazać im prawdę.
4.      I ostatnią czwarta cechą niewiary jest, że niewiara blokuje Boże błogosławieństwo.
 I nie uczynił tam wielu cudów, bo nie wierzyli w Niego ( w 58).
Nie chodzi o to, że wiara zmusza w jakiś magiczny sposób Boga do działania, czy Bóg miałby być zakładnikiem naszej wiary. Jak to naucza się w niektórych środowiskach charyzmatycznych, że jeśli tylko wierzysz Bóg nie ma wyjścia musi spełnić to w co wierzysz. W tym przypadku niewiara spowodowała, że Bóg odwrócił się od mieszkańców Nazaretu i nie chciał wobec ich zatwardziałości okazywać im łaski.
W Ks. Powtórzonego Prawa czytamy co Bóg rzekł do Izraela, gdy oni będą się od Niego odwracać:
Powtórzonego Prawa 32:20 …Zakryję przed nimi oblicze moje, Zobaczę, jaka będzie przyszłość ich, Gdyż ród to przewrotny, Synowie, w których nie ma wierności.
Zakrył Bóg oblicze przed Nazareńczykami i tak samo zakrywa oblicze dzisiaj przed wszystkimi, którzy nie chcą w niego uwierzyć, ukorzyć się przed Nim i przyznać do własnych grzechów. Aktywny sprzeciw człowieka zawsze powstrzymuje Boże działanie. Czasami Jezus uzdrawiał ludzi gdy nie było wiary, gdy uzdrawiał opętanych, lub mówili pomóż mojemu niedowiarstwu (Mk 9,24). Nieraz uzdrawiał w odpowiedzi na wiarę (Łuk 8,50), ale nigdy nie działał tam, gdzie ludzie byli zatwardziali i sprzeciwiali się Jemu w sposób bezpośredni. Bóg może działać w życiu kogoś kto jest neutralny, lob kogoś kto jest lekko otwarty, ale nie będzie działał w życiu ludzi, którzy Go odrzucają.
Tak wiec podsumowując: przedstawiliśmy Kaznodziejską skuteczność Pana Jezusa i powiedzieliśmy sobie, że również dzisiaj potrzebujemy biblijnych kaznodziejów. Ale gdzie ich szukać? Drodzy musimy prosić Boga, by posilał tych którzy już są i powoływał nowych.
A druga rzecz, przedstawiliśmy naturę niewiary i widzieliśmy, że niewiara nie wynika z faktów, ale wyrazem osobistego uprzedzenia do Chrystusa wynikającego z grzechu. I tragedią niewiary jest, że powstrzymuje ona Boże działanie w życiu człowieka, jak długo człowiek sprzeciwia się Bogu tak długo Bóg nie okaże mu łaski. Prośmy Boga by nie było tak w naszym życiu i w życiu naszych bliskich. Amen



Brak komentarzy:

Łączna liczba wyświetleń