poniedziałek, 4 maja 2015

Znaki i cuda Ew. Mateusza 12,38-45


Zadziwiające jest to, że pomimo upływu ponad 2000 tys. lat niewiele różnimy się od współczesnych Jezusowi, by uznać wiarygodność Bożych dzieł. Również i dzisiaj wiele osób żąda od Boga znaku jak uczeni w piśmie i faryzeusze żądali znaku od Jezusa. „Och gdyby tylko Bóg dał nam znak” swojego istnienia - mówią. „Gdyby tylko pokazał, że rzeczywiście istnieje z całą pewnością byśmy uwierzyli” – słyszymy z ust sceptyków. Albo „skąd możemy być pewni   nikt przecież nie udowodnił, że Bóg jest” lub „kto to może wiedzieć”.
Ludzie ciągle domagają się znaków od Boga, ale nie wierzą i nie ufają tym znakom, które Bóg już dał. Jak mówi autor listu do Hebrajczyków, wielokrotnie i wieloma sposobami przemawiał Bóg dawnymi czasy, a teraz przemówił przez syna (Hebr 1,1-2). Przez całe wieki Bóg dawał ludziom świadectwa swojej obecności tak, że mogli zobaczyć Jego chwałę, moc i majestat. Niemożliwe jest czytać Biblię i nie zauważyć wielkich Bożych dzieł, które Bóg czynił na przestrzeni czasów. Takich dzieł jak stworzenie, potop, powołanie narodu izraelskiego, wyprowadzenie ich z Egiptu, darowanie prawa na górze Synaj, niezwykłe cuda na pustyni jak manna, woda ze skały i wiele innych. Ale największym cudem i znakiem dla wszystkich ludzi jest posłanie Zbawiciela Jezusa Chrystusa i dzieła, które czynił. Jednak dla wielu osób to za mało, w ich przekonaniu są to niewystarczające dowody. Celowo tutaj nie mówię o pogłoskach czy legendach, ale o solidnie potwierdzonych źródłach. Wszystkie te fakty biblijne możemy sprawdzić przez studium historii i badania archeologiczne. Przez wiele lat np. krytycy biblijni zarzucali ewangeliście Łukaszowi niedokładność w przekazach historycznych. Dzisiaj dzięki wielu odkryciom archeologicznym żaden solidny historyk nie zakwestionuje opisu Ew. Łukasza bo wiele miejscowości i osób, które wymienia Łukasz zostało potwierdzonych, a nawet wielu świeckich historyków jest zadziwionych dokładnością Łukasza.
1.      Duch niewiary
Ale jak kiedyś słyszałem wiara jest gotowa wierzyć i ufać mimo braku dowodów, niewiara jednak nie wierzy pomimo największych dowodów. I tutaj z faryzeuszami oraz oczonymi w piśmie mamy właśnie taką sytuacje. Jeszcze bardziej nas dziwi ich domaganie się znaku od Jezusa po tym, gdy przed chwilą właśnie dokonał na ich oczach cudu uzdrowienia człowieka, który był ślepy i niemy. Jak czytamy wcześniej od Mat 12,22   konfrontacja Jezusa z Faryzeuszami i uczonymi w piśmie była spowodowana tym, że ludzie byli pełni podziwu dla służby Pana. Chociaż wszyscy mieli to samo przed oczyma, zarówno lud jak i przywódcy Izraela, nie wszyscy wyciągnęli te same wnioski.  Lud się zachwycał, ale nauczyciele i przywódcy Izraela byli podejrzliwi i zatwardziali domagając dodatkowych potwierdzeń, że moc okazywana przez Jezusa nie jest mocą szatana, ale mocą Ducha Świętego. To nie jedyny przypadek kiedy przywódcy Izraela nie chcieli uwierzyć np. czytamy w Dziejach Apostolskich w 3 rozdz. że Bóg przez Piotra i Jana sprawia wspaniały i niezaprzeczalny cud uzdrowienia chromego mężczyzny od urodzenia. Następnie Piotr wygłasza płomienne kazanie o tym że Jezus jest Mesjaszem czego potwierdzeniem jest uzdrowiony człowiek. To powoduje, że Piotr i Jan muszą stanąć przed Radą Najwyższą. Tam również świadczą odważnie o Chrystusie i Faryzeusze oraz uczeni w piśmie nie mogą zaprzeczyć uzdrowieniu dokonanego przez Piotra i Jana oni mówią
Dzieje Ap 4:16  Mówiąc: Cóż poczniemy z tymi ludźmi? Wiadomo przecież wszystkim mieszkańcom Jerozolimy, że dokonali oczywistego cudu, i nie możemy temu zaprzeczyć;
Zobaczcie, że oni nie cieszą się z tego cudu, nie cieszą się, że ten człowiek jest wolny od choroby, która trwała 40 lat. Oni się martwią, że co do tego uzdrawiania nie ma wątpliwości. To właśnie jest prawdziwy duch niewiary, prawdziwe uprzedzenie, „nie bo nie”. Tak więc zarówno w tym przypadku jak i w przypadku z Ew. Mateusza oni nie są w stanie zakwestionować tych cudów, bo te cuda są oczywiste. Więc cały czas szukają pomimo wszelkich świadectw argumentów dla swojej niewiary. Domagają się kolejnych znaków i śmiało możemy założyć że gdyby Jezus je przedstawił i tak by nie uwierzyli. Dlatego też postawa Jezusa wobec nich jest ostra, odmawiająca im kolejnych potwierdzeń, czy milcząca gdy stoi przed ich sądem poprzedzającym ukrzyżowanie. Wniosek z tego taki, że oni wystawiają Boga na próbę kusząc Go domagając się kolejnych znaków. Taka postawa wobec Bożego świadectwa jest bardzo niebezpieczna, bo prowadzi do zatwardzenia serca, do uprzedzenia, do miejsca w którym człowiek nie jest w stanie uwierzyć.
Tak jest również dzisiaj, że ewangelia wydaje się ludziom z gruntu zła nie dlatego, że jest zła, albo nieprawdziwa lub Biblia jest niewiarygodna. Właśnie wszystkie świadectwa i badania wskazują na to, że chrześcijaństwo jest najbardziej spójną religią na świecie, że odrodzeni chrześcijanie są jednymi z najbardziej moralnych środowisk. Ostatnio czytałem świadectwo nawróconego muzułmanina jednego z byłych wpływowych polityków Iranu, który nawrócił się podczas pisania doktoratu na temat wpływu religii na społeczeństwo. Badania które przeprowadził zaszokowały go, dowodziły jednoznacznie, że chrześcijaństwo jest najbardziej etyczną religią na świecie. Dotychczas myślał, że Islam, niedługo po tym odkryciu nawrócił się.
Wiele osób odrzucających ewangelię mówi, że czyni tak z tego powodu iż są myślącymi. Mówiąc tak uważają, że chrześcijanie z gruntu są głupi i dali się oszukać lub złapać na haczyk religii. „Nie możemy w to wierzyć” - mówią, „bo to jest wbrew rozumowi, jesteśmy zbyt inteligentni”. „Gdyby tylko Bóg dał nam znak, to byśmy uwierzyli, ale tak nie możemy w to wierzyć, jest to mało wiarygodne”. Jednocześnie nigdy nie zadali sobie trudu by zbadać dokładnie to poselstwo, nigdy poważnie nie zastanowili się nad Chrystusem i nie postawili sobie pytania, że może jednak Jezus jest Zbawicielem świata. To właśnie miał na myśli autor listu do Hebrajczyków  mówiąc, że jeśli ktoś przystępuje do Boga i chce Go poznać musi otworzyć się na Niego (Hebr 11,6). Ale gdy człowiek jest całkowicie zamknięty i żąda od Boga, by ten mu się objawił,  nie dlatego że chce Go poznać, ale by zaspokoić swoją ciekawość. To Bóg nie jest tym zainteresowany, nawet więcej, jakby ukrywa się przed takim człowiekiem i nie pozwala mu zbliżyć się do siebie z powodu Jego pychy i zatwardziałości. Taką właśnie postawę mieli Faryzeusze i uczeni w piśmie.
Jeden ze znanych kaznodziejów Martyn Lloyd Jones zapytał kiedyś; Jakie racjonalne argumenty przemawiają przeciwko Jezusowi, przeciwko Jego poselstwu? Co masz przeciwko Niemu? Dlaczego ci się On nie podoba? Co złego jest w Jego nauczaniu lub w Jego cudach? Gdyby wszyscy żyli w zgodzie z dziesięcioma przykazaniami i Kazaniem na Górze świat byłby rajem.
Tak więc argumenty przeciwko Jezusowi nie wynikają z dowodów, ale wynikają z uprzedzenia z grzesznego serca, które  nie chce poddać się Panu i pomimo niezbitych świadectw zawsze będzie szukać wytłumaczenia dla swojej niewiary. A poszukiwać będzie wytłumaczenia dla swojej niewiary dlatego, że człowiek w naturalnym swym stanie ma bunt w sercu przeciw Bogu i chce czynić swoją wolę, a nie Bożą.
Oni mówili do niego pokaż nam znak,  nie dlatego, że chcieli uwierzyć ale pragnęli zdobyć dodatkowe argumenty i powody dla których powinni mu nie wierzyć.
Nawet w kościele jest wiele osób, które zmagają się ze swoją niewiarą i nie chcą Panu zaufać do końca. W ich sercu wciąż dominują myśli - gdybym tylko jeszcze bardziej się upewnił, gdyby tylko Bóg uczynił  jeszcze jakiś znak, to z pewnością poszedłbym za nim na 100%. Nie umieją radować i cieszyć z dzieł, które już Pan uczynił lub spowszedniały im one.  Z tego też powodu nie wzrastają, bo nie chcą zaufać Bogu w oparciu o te świadectwa, które nam zostawił. Jan w swojej ewangelii mówi nam jaki powinniśmy mieć stosunek do ewangelicznych relacji i w jakim celu mamy spisane dzieła Jezusa, są spisane w jasno określonym celu, byśmy wierzyli, że Jezus jest synem Bożym i przez wiarę w Niego mieli rzycie wieczne. Tak, Boże znaki są wspaniałym  narzędziem by prowadzić ludzi do zbawienia, ale wspaniałym dla tych, którzy wierzą.
Przypomina mi to pewien chrześcijański dowcip, który kiedyś słyszałem. Pewien nawrócony chrześcijanin podchodzi do starszego brata w kościele i mówi – bracie jakie to cudowne, że Bóg przeprowadził Izraelitów przez może czerwone otwierając je przed nimi. Ale ten starszy brat nie dzielił tego entuzjazmu i mówił – no Może czerwone w tamtym okresie i w tym miejscu gdzie Izraelici przeszli miało tylko 0,5 metra głębokości. Wtedy ten nawrócony mówi, to rzeczywiście Bóg jest niesamowity, bo w tej 0,5 metrowej wodzie potopił wszystkich Egipcjan.
Czy my przyjmujemy te świadectwa, które zostawił nam Jezus? Czy one są dla ciebie wiarygodne? Czy są dla nas na tyle wiarygodne, że bez wahania możemy im zaufać i pójść za Jezusem? Czy jednak potrzebujesz więcej dowodów, a jeśli tak to jakich, czy te które są, są niewystarczające?
Wydaje mi się, że za brakiem posłuszeństwa zawsze w jakimś stopniu stoi niewiara, niedostateczne zaufanie Chrystusowi i niedowierzanie w Jego obietnice.
2.      Wielkie znaki i cuda
Następnie zwróćmy uwagę, że Jezus odmawia znaku dla Faryzeuszy i uczonych w piśmie. Odmawia nie dlatego, że nie chce dać się im poznać, ale odmawia bo te które zostały dane są w zupełności wystarczające, by mogli zobaczyć w Nim Mesjasza. Zapowiada również jeszcze jeden wielki znak, którego będą mogli być świadkami. Tym znakiem będzie Jego ofiarna śmierć i zmartwychwstanie. Jak Jonasz był w brzuchu ryby trzy dni i trzy noce, tak Jezus po trzech dniach ma zmartwychwstać. Dalej Pan Jezus mówi, że Niwijczycy na sądzie potępią tych którzy są świadkami wielkich dzieł Pana, ale nie upamiętali się. Mieszkańcy Niniwy nie mieli takich wielkich świadectw działania Boga jak współcześni Jezusowi, a jednak pokutowali i odwrócili się od swojej nieprawości. Podobnie było w sytuacji Królowej Sabby, która przybyła do Salomona przekonać się o Jego mądrości i widziała w tym wielki palec Boży i najwyraźniej uwierzyła. Faryzeusze i uczeni w piśmie choć mają przed sobą Syna Bożego z dużo większym świadectwem niż Salomon i o wiele większym niż Salomon majestacie, nie chcą upamiętać się i uwierzyć. Z tego wszystkiego wypływa jednoznaczny wniosek, wielkie znaki i cuda wcale nie muszą prowadzić do nawrócenia. Nawrócenie Bowiem jest łaską Bożą, jest zmiłowaniem się Boga nad nami. To On prowadzi nas do upamiętania i  wiary w Chrystusa, a nie znaki i cuda. Nasza nadzieja na nawrócenia człowieka nigdy nie powinna spoczywać w jakiś innych rzeczach po za Bogiem. Nigdy nie powinniśmy myśleć, że jeśli się wydarzy to, a to, wtedy będziemy mieli nawrócenie. Nigdy nie powinniśmy myśleć, że jeśli pojawią się znaki i cuda, to wtedy ludzie się nawrócą. Oczywiście może tak być, Bóg może kogoś przekonać do wiary przez jakieś niezwykłe wydarzenie, niejako posłużyć się tym, ale ono samo w sobie nigdy nie jest powodem nawrócenia. Za tym wydarzeniem  zawsze stoi Bóg, który prowadzi człowieka do wiary. Weźmy pod uwagę różne okolicznościowe wydarzenia, które organizujemy np. ewangelizacje. Często na takie wydarzenie zapraszamy ludzi nie znających Chrystusa mając nadzieje że nawrócą się, ale nigdy nie możemy myśleć że, to wydarzenie doprowadza do nawrócenia, czy organizacja tego wydarzenia sprawia nawrócenia. Łaskawy Bóg może się tym posłużyć i zawsze robimy to z nadzieją, że Bóg tego użyje i podczas takiego wydarzenia doprowadzi człowieka do wiary. Ale nie czyni tego świetnie zorganizowany obóz, ewangelizacja, czy jakakolwiek inna impreza. Nie czynią też tego znaki i cuda choćby były najbardziej wspaniałe. One co najwyżej mogą zaspokoić ciekawość, wzbudzić zainteresowanie, ale przemiana serca, nawrócenie, zawsze jest działaniem Boga. Zarówno Niwijczycy jak i Królowa Saby mieli dużo mniejsze znaki i upamiętali się. Nieraz wyobrażam sobie Jonasza jak poszedł niechętny do Niniwy. Do tego zepsutego Asyryjskiego Miasta i równie niechętnie głosił - upamiętajcie się przybliżyło się zniszczenie Niniwy. Podejrzewam, że żaden zbór nie chciałby mieć tak niechętnego do  głoszenia Kaznodziei. Raczej Jonasz nie tryskał entuzjazmem, raczej nie rozmawiał zbyt chętnie z Niwijczykami. Jakiś homiletyk oceniający go dzisiaj mógłby powiedzieć, byłeś tak mało przekonujący i tak mało zaangażowany, że wątpię czy ktoś się nawróci. Ale pomimo jego niechęci Bóg doprowadził do upamiętania całe  miasto. Czy widzicie to, co jest przyczyną prawdziwego nawrócenia? Czasami Bóg może posłużyć się czymś zupełnie mało znaczącym jak obmycie Namana w wodzie Jordanu. I przez takie  małe wydarzenie może doprowadzić do wielkich rzeczy. A czasami spodziewamy się po wielkich rzeczach jakie miały miejsce wspaniałych nawróceń i nic się  nie dzieje. Musimy być świadomi, że wszystko zależy od Boga, dla Niego nietrudno uczynić coś wielkiego z małej lub wielkiej sprawy. Tak więc nadzieja nasza odnośnie powodzenia w jakimś przedsięwzięciu nigdy  nie może spoczywać w samym tym wydarzeniu, czy w niezwykłym znaku, nadzieje mamy w Panu naszym Jezusie Chrystusie.
Dzisiaj popularne są różne ruchy znaków i cudów. Przywódcy i propagatorzy tych ruchów mówią, że gdy zaczną dziać się znaki i cuda, to wybuchnie przebudzenie i ludzie masowo zaczną nawracać się do Chrystusa. Organizuje się również szkoły i warsztaty uzdrowienia itp. rzeczy. Ale to jest jakieś nieporozumienie, ludzie nie nawracają się z powodu cudów, ale z powodu działania łaski Bożej, to Bóg pociąga ich do Chrystusa, a Chrystus ich zbawia, a nie znaki. Nie można również nauczyć się jakiejś techniki uzdrowienia, cudów czy znaków. Albo przyjmujemy, że cuda i znaki są dziełem Bożym i Bóg to sprawia, albo my to czynimy przez odpowiednie wyszkolenie, dlatego wszelkie takie warsztaty z gruntu skazane są na niepowodzenie i są przeciw suwerenności Bożej.
Drodzy mamy więcej niż moglibyśmy żądać, mamy wspaniały znak w postaci Pana Jezusa Chrystusa w postaci Jego zmartwychwstania. Mamy to, czego wielu przed nami nie miało chociażby Królowa Saby, czy Niwijczycy. Ale może być tak,  że nie zawsze z tego robimy należyty użytek, że nie zawsze dostatecznie mocno podkreślamy znaczenie tych wielkich wydarzeń i tracimy możliwość budowania swojej wiary, czy przekonania do wiary innych.
Czasami Bóg w swojej łasce potwierdza dla nas ewangelię przez niezwykłe wydarzenia, odpowiedzi na modlitwy, czy jakieś cuda w naszym życiu, ale zasugeruje tutaj stwierdzenie, że Bóg zawsze czyni to wobec pokornych ludzi, gotowych mu być posłusznymi, pysznym zaś nie ma nic do zaoferowania poza swoim sądem jak powiedział do Faryzeuszy i uczynnych w piśmie, że staną na sądzie i zostaną potępieni.
3.      Wymiecenie, ale nie nawrócenie
Ostatnia zaś rzecz znajduje się w wierszach 43-45 i dotyczy ludzkich starań samodzielnej odnowy religijnej co zawsze skazane jest na porażkę. Najwyraźniej jest to kolejna aluzja Pana Jezusa do Faryzeuszy w kontekście oskarżania Go o działanie w mocy szatana. Jezus przyszedł do Izraela z Bożą mocą z mocą większą od diabła, z mocą Ducha Światłego  i mógł tych, których diabeł trzymał w niewoli wyprowadzić na wolność. Jak człowieka, którego przed chwilą uzdrowił, który był niemy i ślepy z powodu opętania  (Mt 12,22). Autorytet Pana Jezusa i jego władza, były o wiele większe niż jakakolwiek władza duchów nieczystych. I przez Jego działalność moc szatana została ograniczona, jakby to mieszkanie zostało wymiecione, oczyszczone. Pan Jezus wszędzie chodził i uwalniał opętanych, zwiastował ewangelię o Królestwie Bożym i złamał potęgę zła. Duchy nieczyste nawet nie miały siły dyskutować z Panem, musiały Mu być posłuszne. Podobnie w życiu w każdego wierzącego. Jak tylko szczerze nawróci się do Pana, zły traci nad nim kontrolę, Jezus strzeże takiego człowieka i diabeł nie może Go tknąć. Ale w sytuacji Izraela tak nie było. Pomimo wymiecionego mieszkania z tej opresji diabelskiej, pomimo wspaniałych świadectw i słuchania Ewangelii wielu z  nich nie uwierzyło, odrzucili Chrystusa. I chociaż zły duch, którego wpływ został ograniczony przez działalność Jezusa odszedł, to odszedł tylko na chwilę. Jak tylko odrzucenie Chrystusa stało się faktem w życiu Izraela, ten zły duch powrócił, jeszcze z innymi i spowodował że ich stan był gorszy niż przedtem jaki Jezus zastał, gdy do nich przyszedł. Jest to wspaniały obraz, do czego prowadzi odrzucenie Pana Jezusa. Niekiedy ludzie zbliżają się do Pana, słuchają ewangelii, przychodzą przez pewien czas na spotkania, ale trwa to tylko chwilę. Jednak przez tą chwilę ich życie jakby zostaje wymiecione, ich stan duchowy i moralny się poprawia. Jednak nie chcą pójść za Panem powierzyć mu swojego życia i pozwolić, żeby Jezus ich odrodził. Przez pewien czas próbują żyć chrześcijańskim życiem, ale nie w oparciu o moc Ducha Św, ale w oparciu o własne siły. I w końcu doświadczają porażki, widzą że im to nie wychodzi, nie doznają prawdziwego nawrócenia i odchodzą od Pana. Wtedy to puste mieszkanie zostaje zasiedlone, kontrola szatana nad życiem takiego człowieka zostaje odzyskana, a nawet zwiększona, tak że człowiek ten wpada w sidła jeszcze większych grzechów niż wcześniej. Jego zatwardziałość i niewiara jest spotęgowana. Jak Pan Jezus powiedział stan takiego człowieka jest gorszy niż poprzedni. Jest to dla nas ostrzeżenie by nie zadowalać się jakimś połowicznym nawróceniem w naszym życiu, by nie próbować prowadzić chrześcijańskiego życia bez poddania się Chrystusowi. Takie starania zawsze są skazane na porażkę.
Podobnie było z Izraelem, po odrzuceniu Chrystusa ich serca stały się jeszcze bardziej zatwardziałe, później prześladowali kościół i wtrącali niektórych z nich do więzienia, aż gniew Boży spadł na nich na dobre, tak że Bóg dopuścił do najazdu cesarza Tytusa w 66 r.n.e na Jerozolimę w odpowiedzi na pierwsze powstanie Żydowskie.
Cesarz Tytus obległ Jerozolimie i zdobył ją niszcząc świątynie w 70 r.n.e a wielu Żydów wymordował. Józef Flawiusz historyk z tamtego okresu pisał, że krzyży było tak wiele iż nie było miejsca, by je stawiać, niekiedy jednego dnia Rzymianie krzyżowali 500 Żydów.
Wezwanie Jezusa do Faryzeuszy jest wezwaniem i do nas, byśmy umiłowali Go całym sercem i nie zadowoli się chwilową poprawą  naszego stanu, ale oddali się Panu, który odrodzi nas, oczyści i uświęci byśmy mogli stanąć przed Bogiem.
Podsumowując
1.      Kwestia niewiary nie jest sprawą dowodów jej powodem zawsze jest buntownicze niechętne serce Panu. Człowiek, który nie chce się nawrócić zawsze znajdzie wiele powodów dla których nie powinien tego uczynić.
2.      Wielkie znaki i cuda nie powodują nawróceń, czyni to Bóg i może do tego użyć zarówno zwykłych jak i niezwykłych narzędzi, ale bez działania Boga nic człowieka nie przekona. Więc zawsze polegajmy na łasce Pana, a nie na narzędziach.
3.      Umiłujmy Pana całym sercem, całą duszą i całym umysłem, by w nas zamieszkał  Duch Św. tylko oddanie Panu Jezusowi ochroni nas przed powrotem pod wpływ szatana co spowodowałoby, że nas stan byłby gorszy niż poprzedni. 

   

Łączna liczba wyświetleń